PIĄTY ROZBIÓR POLSKI – HENRYK PAJĄK (e-book)

Henryk Pająk
Piąty rozbiór polski

Rozdział 1.
Od Lenina do Wałęsy.
Po kompromitacji stworzonego przez swych pobratynców ludobójczego bolszewizmu, współczesne izraelity’ kontynuują dzieło niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej w tak ważnych rejonach wartości, jak naród, państwo, wiara, rodzina, tradycja, kultura narodu, dekalog moralny.
Z dwóch uniwersalnych idei, wolności oraz wspaniałej utopii, jaką jest równość wszystkich wobec wszystkich, tzw. komunizm sklecony przez masonów żydowskiego pochodzenia: Mojżesza Hessa2 i Karola Marksa, a zastosowany w ludobójczej skali na carskiej Rosji przez Żyda Ulianow-Lenina3, uczynił je szyderczymi parodiami, pretekstami do masowych zbrodni, do destrukcji materialnej i duchowej o skali nieporównywalnej z niczym innym w historii gatunku ludzkiego.
Kiedy masoneria wydała wojnę katolickiej Francji u schyłku XVIII wieku, nikt jeszcze nie znał słowa komunizm, ale tę zbrodnię ludobójstwa popełniano pod tymi samymi hasłami, pod którymi później mordowano dziesiątki milionów ludzi w carskiej Rosji. Były to: wolność, równość, braterstwo.
Dokładnie w tym samym czasie dokończono zagłady państwowości polskiej, przeniesionej do historii pod nazwą trzeciego rozbioru Polski. Były to zbrodnie zsynchronizowane, choć odległe terytorialnie.
Dla pogrążenia Polaków nigdy nie pogodzonych z niewolą w jeszcze większym zniewoleniu, warszawska masoneria sterowana przez masonerię francuską, pchnęła grupę młodych patriotów do Powstania Listopadowego. Rezultatem były egzekucje, zsyłki na Sybir, konfiskaty, ogólny regres.
Stało się to kilkanaście lat po tym, jak Europę pogrążono w wojnach napoleońskich, które powinny nosić prawidłową nazwę: pierwsza wojna światowa. Napoleona Bonaparte – anonimowego Korsykanina, wyniosła do władzy i pchnęła do wojen masoneria francuska, a kiedy okazał wobec niej niesubordynację, zmiotła go ze szczytów po bitwach pod Lipskiem i Waterloo.
W 1848 roku pogrążono Europę w morzu krwi i zniszczeń, które przeszło do historii pod kłamliwą nazwą Wiosny Ludów.
Kilkanaście lat później sprowokowano Polaków do Powstania Styczniowego. Krwawy odwet caratu został skierowany -jak zawsze – na elitę narodu: ziemiaństwo i duchowieństwo.
1. Neologizm autorstwa przedwojennego pisarza Adolfa Nowaczyńskiego.
2. Popularyzował swój komunizm podlany sosem syjonizmu, już 20 lat przed Marksem. Pierwszą jego projekcję dał w książce: Święta historia ludzkości (1837), a szerszą wykładnię w: Europejski tryumwirat (1841).
3. Żydowskie pochodzenie Lenina potwierdza nawefRichard Pipes (polski Żyd) w książce: Rewolucja rosyjska (Wyd. PWN 1994, s. 272). Matka Lenina – z domu Blank, była Żydówką, co czyni go stuprocentowym Żydem w „genetyce” judaizmu. Pipes dodaje: na zdjęciach wygląda jakby wyszła z portretu histlera. Natomiast o wenerycznej chorobie „wodza rewolucji”, która go wreszcie zabiła po kilku paraliżach, przez 70 lat milczano. Lenin był masonem 31 stopnia.

Tym razem masońskie inspiracje do powstania były na rękę Bismarckowi. Potrzebował neutralności Rosji w jego konflikcie z Danią i Austrią. Bismarck pozostawał w ścisłych kontaktach z międzynarodowym masonem i terrorystą – Józefem Mazzinim, twórcą włoskiej masonerii pod niewinną nazwą „Węglarzy” (karbonariuszy).
W 1870 ponownie wydano Francję na rzezie i ruinę, zwane Komuną Paryską, a następnie na wojnę z Prusami.
Początek wieku, to sprowokowana przez masonerię rosyjska wojna z Japonią, klęska pod Cuszimą i rewolucyjne wrzenie 1905 roku.
Dziesięć lat później zamordowano w Sarajewie arcyksięcia austriackiego – Ferdynanda, co zdetonowało wybuch pierwszej wojny światowej.
Pasmo XIX-wiecznych wojen, rewolucji, a także indywidualnych zabójstw wybitnych postaci polityki i tronów, to logiczne i konsekwentne pasmo ataków na chrześcijaństwo, zwłaszcza na jego katolickie enklawy.
Morderstwa były niemal wyłącznie dziełem masonerii. Oto przegląd niektórych, najbardziej spektakularnych. Przypisywano je „anarchistom” i anarchizmowi, modnemu wówczas pretekstowi walki z monarchiami.
W tym pochodzie morderstw, a także rzekomych samobójstw, osobny sektor na cmentarzach Europy zajmują sami masoni. To ci, co albo zdradzili swoich mistrzów i wyszli z lóż, albo nie wykonali powierzonych im zadań lub okazali różne stopnie niesubordynacji.
Jednym z masonów samobójców był niejaki Rossi – nie byle kto, bo minister w państwie watykańskim za pontyfikatu Piusa IX. Na śmierć samobójczą skazali go bracia z loży Mazziniego.
W okresie szalejącej Rewolucji Francuskiej, jej przywódcy rozesłali do sąsiednich krajów swych emisariuszy, aby tam wzniecili podobne rewolty. Jeden z nich – Serge
– został zdemaskowany w Portugalii i uwięziony. Portugalska masoneria sięgająca mackami wszędzie, nawet za mury więzień, przysłała Sergemu… materac. Z wiadomością, że w środku jest nóż… Mason zrozumiał to właściwie. Znaleziono go w kałuży krwi1.
Kiedy dwór wiedeński odkrył podobną konspirację w Semonville, na wieść o dekonspiracji, wielu wysłanników tzw. Klubu Paryskiego popełniło samobójstwa, aby uniknąć śledztwa, ujawnienia sekretów masonerii2.
Słynne romantyczne samobójstwo dwojga kochanków: dziedzica tronu Austrii
– księcia Rudolfa i baronówny Marii Vestery, to powielana w niezliczonych wersjach półprawda. Książę był związany przysięgą z lożą masońską. Nie dotrzymał zobowiązań dotyczących zapewne swych wpływów na dworze monarchy i został przez trybunał loży skazany na samobójstwo. Kochanków znaleziono martwych w kałuży krwi. Oficjalnym powodem samobójstwa był rzekomy brak zgody ojca baronówny na małżeństwo z Rudolfem, czyli prawie Kopciuszek odrzuca zaloty królewicza…
Wyrok przez samobójstwo wydano na arcyksięcia Toskanii – Jana Ortha. Wykazał jednak konsekwentne nieposłuszeństwo i… zwiał z kraju.
Na tak „rycerskie” wyjście z masońskiej matni skazywano jednak tylko wybranych. Przeważnie mordowano rękami „braci” lub suto opłacanych rzezimieszków.
Napoleon II był masonem wyniesionym na szczyty przez „braci” podobnie jak Napoleon Bonaparte i Napoleon III. Ten drugi nie wiadomo czym naraził się swoim mocodawcom.
1. Kardynał Jose Maria Caro Rodriguez: Wolnomularstwo i jego tajemnice. (El misteria de la masoneria), 1926. Passim.
2. Ibidem. Za: Pauł Benoit: La cite Antichrelienne, t. H: La Franc Maconnere.

Na zamachowca wyznaczono niejakiego Orsiniego, co stało się w 1858 roku. Napoleon II wyraził jednak skruchę i obietnicę poprawy. Wyrok został zawieszony.
Czterech włoskich masonów: Emiliani, Scuriatti, Lanzoneschi i Andriani – członkowie loży „Młode Włochy”, w 1833 roku uciekło do Francji w obawie przed karą loży. Kapturowy sąd loży pod wodzą Mazziniego skazał na śmierć Emilianiego i Scuriattiego, pozostałych na chłostę. Cała czwórka zdołała jednak uciec z Francji na Rodos. Trybunał masoński wysłał za nimi grupę -jakby ich dziś nazwać – reketerów – z nakazem wykonania wyroku śmierci w ciągu 20 dni na wszystkich czterech. Wyrok został wykonany w nakazanym terminie.
Francuskie loże wydały wyroki śmierci na Wilhelma I i na Bismarcka oraz na marszałka Moitkego. Ofiarowano po milionie franków za śmierć każdego z nich. Do zamachów nie doszło z powodów technicznych – ścisłej ochrony, skazanych.
Już podczas pierwszej wojny światowej, w dniu 22 X 1916 roku zamordowano księcia Stirgha – kanclerza Austrii. Zabójcą okazał się Fritz Adier, mason i syn masona z lóż szwajcarskich.
Serial tajemniczych zabójstw otacza słynny proces Żyda Dreyfusa, oficera oskarżonego we Francji o szpiegostwo. Serial ten zdumiewa podobieństwem i konsekwencją tajemniczych zgonów osób ważnych dla śledztwa o zabójstwo prezydenta USA – J. Kennedy’ego. W związku ze sprawą Dreyfusa zamordowano skrytobójczo: kapitana d’Attela (był przeciwko Dreyfusowi). Jego los podzielił poseł Chaulin Serviniere, bo otrzymał od d’Attela tajne szczegóły zeznań Dreyfusa. Zamordowano prefekta Laurence-au – bo ujawnił sumy nadesłane z zagranicy przez popleczników Dreyfusa na przekupstwo sędziów. Zabito niepozornego urzędnika Rochera – bo twierdził, iż słyszał jak Dreyfus przyznał się do winy. Bez śladu zniknęli: kapitan Valerio i przewodniczący sądu Faure – bo głosowali przeciwko rewizji procesu. Dodajmy, że wszyscy obrońcy Dreyfusa byli masonami’.
Szwecja: w 1786 roku zamordowano Gustawa III. Był masonem. Zabił go mason Ankerstórm. Wyrok na Gustawa III wydany we Frankfurcie nad Menem, przywiózł do Szwecji wysłannik Wielkiej Loży.
Litościwiej obeszli się masoni z Oskarem II w Norwegii. Loża jedynie ukarała go strąceniem z tronu.
Rosja: zabity car Paweł I, także mason. Kiedy zapoznał się z istotą masonerii jako organizacji zbrodniczej i antychrześcijańskiej, zakazał jej działalności w Rosji.
Kontynuując odwet za zabitego ojca, Aleksander II także nękał masonerię. Skutek:
podzielił los ojca. Dodajmy, że Aleksander III omal nie zginął z rąk Aleksandra Ulianowa – brata Lenina, ale nie wiadomo, czy brat przeszedł inicjacje masońskie jak jego brat Wołodia – mason 31 stopnia. Premier Rosji Piotr Stołypin, „twardy człowiek” stawiający na odrodzenie Rosji poprzez reformy, został zastrzelony w teatrze kijowskim przez własnego ochroniarza Mordko Bogrowa – syna bogatego Żyda. Był rok 1911, trzy lata przed wybuchem wojny, przed zabójstwem arcyksięcia Ferdynanda. Ustalono, że w dniu zamachu Bogrow spotkał się w kawiarni z Lwem Bronstein-Trockim, masonem wyższego stopnia niż nawet Lenin. Pierwszy zamach podjęty w willi Stołypina nie udał się z powodu nieobecności Stołypina. Willa od wybuchu niemal się rozpadła.
Powróćmy na Zachód: zabójstwo szwajcarskiego księcia de Berry: patrioty, katolika, zostało zlecone i wykonane przez masonów. Za co – nie wiadomo. Wiadomo tylko, że katolicyzm i patriotyzm, to niewybaczalne wady w kanonach antywartości masonerii.
1. Kardynał Josć Maria Caro Rodriguez, op. cit. s. 149.

W 1787 roku zamordowano Ludwika XVI. Robota masonerii. Tak ustaliła trójka dostojników kościelnych: kardynał Mathieu, biskupi Besancon i Nimes Bessa. Przedstawili w listach, wkrótce bardzo głośnych, sekrety rezolucji podjętych przez konwent masoński | w Wilheimsbad: tenże wyrok na Ludwika XVI i króla Szwecji.
Był nieudany zamach na cesarza Franciszka Józefa. Zamachowcem okazał się mason Wilhelm Oberdank. Na cześć straconego zamachowca, masoni powołali w Trieście lożę jego imienia.
Gorzej powiodło się bratu Franciszka Józefa – cesarzowi Meksyku. Na śmierć skazał go oficjalnie trybunał szalejącej tam rewolucji. Po nim, prezydentem Meksyku został mason Juarez, początkując okres niebywałego terroru, straszliwych prześladowań Kościoła.
W Niemczech, w 1918 roku został zamordowany marszałek Echhom i jego adiutant kapitan Dressier. Zamach został poprzedzony typowym sygnałem masońskim, podobnie jak zamach na Jana Pawła Pierwszego, a także na arcyksięcia Ferdynanda. Na dzień przed zamachem na marszałka Echhoma, masoński dziennik „Le Matin” napisał, że pewne „stowarzyszenie patriotyczne” wyznaczyło wysoką nagrodę za zabicie marszałka. Kilkanaście godzin później – 30 VII 1918 roku, marszałek już nie żył.
Włochy: ginie Humbert I zabity przez „anarchistę” Pressiego – masona z loży New Jersey (USA). Odtąd skrót: INRI, pod którym umierał Chrystus, masoneria karbonariuszy zamieniła na: lustum Necare Reges Italiae – sprawiedliwy m j es t zabijać królów Włoch.
W Pannie zabito (26 VIII 1855) księcia Karola III. W przeddzień, na zebraniu loży, któremu przewodniczył Lemmi – późniejszy Wielki Mistrz masonerii włoskiej, na zabójcę wybrano masona Antonio Carra. Wykonano nawet manekin, na którym zabójca przećwiczył zadawanie ciosów nożem.
Ferdynand II zwany Neapolitańskim umarł zatruty porcją melona. Umarł w męczarniach. Truciznę podał mu członek osobliwego „szwadronu śmierci” o nazwie: „Wspaniali, Doskonali Mistrzowie”. Mason ten był uczniem Mazziniego, wyjątkowo układnym i szanowanym na dworze Ferdynanda’.
Portugalia: zabity król Karol i jego syn Ludwik. Mason Magalhaes da Lima przybył do Paryża w 1907 roku do Mosesa – członka Rady Wielkiej Loży i wygłosił kilka odczytów, w których zapowiadał upadek monarchii w Portugalii i uchwalenie konstytucji przyszłej republiki. Opat Tourmentin, przeciwnik masonerii napisał w odpowiedzi, że masoni bezczelnie i jawnie szykują zamach na króla. Istotnie: kilka tygodni później Karol i Ludwik zostali zamordowani.
Ameryka: Zamordowano niejakiego Morgana za to, że zamierzał opublikować książkę ujawniającą zbrodnie masonerii. Zniszczono nakład książki, prześladowano jej wydawcę. Niezależne gazety pisały o sympatii, jaką władze otaczają zamachowców.
Ekwador: zabójstwo prezydenta Garcia Moreno. Zginął dopiero w trzecim zamachu. Przed drugim z tych nieudanych zamachów, gazety Nowej Grenady podały wiadomość, że prezydent zginął! Wyliczano nawet szczegóły zamachu! Zamach jednak się nie udał, a prezydent zginął dopiero za trzecim razem, skazany przez masonerię z siedzibą .w Niemczech. Gazeta belgijska „L’Independance” z absolutną precyzją zapowiedziała dzień tego zamachu. Cała Europa dowiedziała się o planowanym wyroku lóż na prezydenta, w Ekwadorze nie mówiło się o niczym innym, jak o tym planie.
Tamże, s. 150. Autor powołuje się na książkę Domenico Margiotta, który wymienia niezliczone zbrodnie dokonane we Włoszech przez masonerię.

Prezydent wiedział, że wyrok jest nieodwołalny i nie uniknie śmierci. Napisał pożegnalny list do papieża Piusa IX informując go, że zostanie zamordowany przez loże amerykańskie z polecenia lóż niemieckich. Najbliżsi doradzali prezydentowi, aby w dniu zamachu otoczył się oddziałem gwardii. Odpowiedział, że gwardia nie ochroni go, bo oni mogą być „kupieni”. Tego dnia przed południem udał się do katedry, przyjął komunię. Po wyjściu został cięty maczetą przez plecy, a na dokładkę podziurawiony kulami. Zabójca zdążył krzyknąć: „Umieraj, kacie wolności!” Głęboko wierzący prezydent nękał masonerię Ekwadoru, był więc „katem wolności”.
Były zamachy nieudane: na Franciszka Józefa, dwa na Garcia Moreno, na Napoleona III. Ten ostatni wychodził z Opery Paryskiej, kiedy (14 I 1858) eksplodowały trzy bomby, zabijając osiem osób i raniąc 156. Napoleon ocalał. Organizatorami zamachu byli Mazzini i Ledru-Rollin, urzędujący wówczas w Londynie.
Zanim skutecznie podano zatruty melon Ferdynandowi II Neapolitańskiemu, przedtem miał miejsce zamach nieudany. Mason Cripsi publicznie pochwalił zamach, a Garibaldi wyznaczył pensję ze skarbu państwa dla matki zamachowca.
Na irlandzkiego przywódcę Rogera Casarmenta, zorganizował zamach angielski minister – mason Findley. Casarment przeżył, uprzedzany przez swego wiernego służącego. Skompromitowany minister nie poniósł żadnego uszczerbku „na ciele i na honorze”.
W Turcji, konspiratorzy ormiańscy starali się zabić ministra spraw wewnętrznych Talaata Beya. Na ten cel brytyjski lord Kitchener przeznaczył 20000 funtów, sumę zawrotną na owe czasy. Spisek ujawniono, ale lord był potem jak bohater witany w Anglii przez tamtejsze loże.
W iście cudowny sposób uniknął śmierci król Hiszpanii Alfons XIII w zamachu podczas zaślubin. Zamachowcem okazał się członek tzw. „Szkoły Nowoczesnej”, której dyrektorem był niejaki Ferrery, ważna postać w masonerii katalońskiej. Konwent Wielkiego Wschodu zadecydował o obaleniu monarchii i zainstalowaniu republiki: przeszkodą był król Alfons XIII. Prasa całej Europy wrzała w obronie Ferrery’a, co wskazywało, jakie siły nią kierowały już w tamtych czasach.
Kardynał J. M. Rodriguez cytuje serię pytań zadanych przez niejakiego Ramona Nocedala, w kontekście morderstwa popełnionego przez masonów na innym masonie – generale Primie – pytań kierowanych publicznie do Morayta – Mistrza Wielkiego Wschodu Hiszpanii:
Kim byli ci, którzy w 1814 roku uknuli plan zabicia generała Elio w Walencji, a w Sewilli księcia de la Bisbal – ślepego sługę lóż…
Kto ciosem w plecy zabił w 1823 r. wielebnego biskupa Vich, zakonnika Rajmunda Starucha – tłumacza książki księdza Barruela przeciwko wolnomularstwu jakobińskiemu?
Za co został wtedy zabity braciszek, który mu towarzyszył? Kogo z kolei obciążamy, panie Morayta, krwią 24 sąsiadów Manresy, zamordowanych w 1822 r. w zasadzce i tylu innych niewinnych ofiar zwabionych zdradziecko do rzeźni w sławnej tartana de Rotten?
Kto nakłonił w 1823 r. gubernatora Korunii, aby zabrać z zamku San Anton 51 więźniów i w ciemności nocy wsadzić ich ze związanymi rękami do łodzi i wypchnąć ich pod ciosami bagnetów do morza? Tym, którzy zdołali wypłynąć, rozbijano czaszki wiosłami.
Kto w 1829 roku wysłał przesyłkę z bombą generałowi Equia, który otworzył ją, ale na szczęście strącił pod stół, przez co uratował sobie życie, lecz stracił rękę?

Kto wysłał i opłacił setki żołnierzy i oficerów, którzy w Bramie Słońca w Madrycie zabili generała Canteraca – samego i bez ochrony w 1835 r.?
Kto wysłał do Hartalezy zgraję włóczęgów, którzy zasztyletowali Quesadę, gdy uciekał sam i bezbronny?
Kto rzucił w tym samym roku okrutne i dzikie tłumy na cytadelę w Barcelonie i w Atarazanas, które rozerwały na strzępy pułkownika Donnella i ponad stu więźniów znajdujących się w celach? Kto zabił Fulgocio?
Kto uzbroił zabójców, jacy w 1844 roku wystrzelili do powozu generała Narvaeza, który cudem uszedł bez szwanku, ale zginął jego adiutant Basseti?
Kto zapewnił całkowitą i niebywałą bezkarność La Rivie, zabójcy króla w 1847 r.?
Kto włożył w ręce księcia Merino sztylet, który zranił Izabellę II? Kto spowodował, że inny nieszczęśliwy członek zakonu [loży masońskiej – H.P.] palnął sobie w łeb, gdyż nie dopełnił zabójstwa króla w Valladolid, które mu przypadło przez losowanie? […]
Kto śpiewał po ulicach Madrytu, przed klasztorami, trzy noce przed 17 VII 1831 ten ohydny kuplet, który zaczynał się od słów: Śmierć Chrystusowi! Niech żyje Lucyfer.
Kto rozpowszechniał pogłoskę, że zakonnicy zatruli wodę? Kto rzucił na Kolegia Imperialne, na świętego Tomasza, świętego Franciszka, Carmcn Descalzo, Atocha – te hieny bezduszne, które rozrywały na kawałki zakonników i użył do odpychania tych, którzy chcieli się schronić w koszarach?
Kto ukradł w Komisji Miejsc Świętych pół miliona, którymi to pieniędzmi opłacano zabójców? Cały Madryt wiedział, gdzie uknuto tę zbrodnię. Przewodniczący Rady Ministrów broniąc się jak mógł przed zarzutem bierności władz, także oświadczył jasno, że ta zastraszająca i świętokradcza hekatomba była dziełem tajnych związków…
Rewolucję zwaną Komuną Paryską z 1871 roku, winną straszliwych zbrodni i znisz czeń, oklaskiwali wolnomularze. Katolicka Hiszpania musiała upaść w połowie ubiegłego wieku w zemście za wypędzenie Żydów w czasach panowania królowej Izabelli. Powtórzono tę rzeź podczas wojny domowej prawie sto lat później – w 1936 roku Musiały zniknąć: tolerująca rozruchy antyżydowskie monarchia austrowęgierska; Rosja carska opierająca się przyznaniu praw żydostwu rosyjskiemu. Masoneria, żydomasoneria, ciemne siły Zła, ezoteryczne „niewinne” tajne związki, nieistniejący spiskowe dwa wieki wojen z tronami, monarchiami.
Tylko te skutki. Te krwawe rzezie wybuchające z niczego i gasnące jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…
Z takim to bagażem zbrodni i zniszczenia, ludzkość opuszczała wiek XIX. Wchodzi w nowy z pokorną nadzieją, że opuszcza stulecie powszechnych zwycięstw Lucyfera.
Nadzieja okazała się jeszcze jednym złudzeniem. W 1914 roku zamordowano – pozornie bez najmniejszego powodu, spokojnego inteligentnego katolika, austriackiego arcyksięcia i następcę tronu monarchii austro-węgierskiej. I nagle okazało się, że był t starannie montowany od dwóch lat detonator tej wojny: pierwszej wojny światowej.
Ta wojna wykreuje przyszłe losy narodu polskiego. Nie tyle wykreuje co łaskawie wykroi z terenów trzech zaborców obszar II Rzeczypospolitej. Po 120 latach odzyskamy wolność. Iluzoryczną, bo trwać będzie tylko 19 lat. Taka sobie przerwa w odbywaniu kary więzienia. W 1939 roku znów zatrzasną się za nami bramy niewoli Ale pierwsza wojna rozbije zastarzały układ sił w Europie. Jej geneza okaże się wielce pouczająca, choć nieznana podręcznikom szkolnym, skwitowana tam kilkoma banałami.
10

Jednym z takich banałów jest wybuch wojny na skutek zabójstwa arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. To prawda. Tak było. Ale ani jeden polski gimnazjalista nie wie, kto kierował rękami zamachowców. Taka prawda jest zabroniona w podręcznikach historii nawet uniwersyteckich. Bo prawdę kreowali i kreują dla kolejnych pokoleń Polaków tacy historycy, jak po wojnie niejaka Żanna Konnanowa i jej pobratymcy, którzy z kolei wyprodukują takich historyków jak K. Kerstenowa, Adam Szechter-Michnik, jak Jacek Kuroń, jak Holzer, Garlicki, Ajnenkiel, A. Paczkowski i wielu innych.
Zamachowcami byli dwaj „anarchiści”‚ serbscy – Gawriło Princip i Karbinowicz. To członkowie „Narodnej Obrany” – organizacji terrorystycznej sterowanej przez międzynarodową masonerię dla destabilizacji rejonu Bałkanów – „miękkiego podbrzusza” monarchii austro-węgierskiej. Nie tylko niewidzialni organizatorzy zamachu niecierpliwie oczekiwali tego dnia na wiadomości z Sarajewa. Równie niecierpliwie oczekiwali w swych gabinetach wiadomości z Sarajewa: Wilhelm II, przewodniczący rady austriackiej Paczicz, a we Francji prezydent Poincare2. O zamachu wiedział attache wojskowy Rosji – Artmanow, toteż 19 czerwca wyjechał „na wakacje”.
Zamach postanowiono dwa lata wcześniej. Jak już wiemy z krwawego serialu morderstw i zamachów z wieku XIX, ówczesna masoneria owych czasów miała zwyczaj informować się wzajemnie o mającej nastąpić zbrodni lub przewrocie. Czyniła to w ówczesnych mass-mediach. Wtedy były dostępne tylko gazety, obecnie sygnały wychodzą także z telewizji, radia. Techniką informacyjną XXI wieku będzie dla niej Internet. W „polskiej” telewizji ostatnich lat można było podziwiać szereg takich znaków informacyjnych przeznaczonych dla wtajemniczonych. Wykorzystuje się typowe figury, rekwizyty masońskie. To taki nowoczesny alfabet Morse’a dla wtajemniczonych braci3.
W dniu 15 września 1912 r., przywódca włoskiej masonerii przepowiada śmierć księcia Ferdynanda: Szkoda, że jest skazany. Umrze w przedpokoju sali tronowej – czyli przed objęciem tronu po Franciszku Józefie.
Taki sygnał otrzymywali więc nie tylko masoni XIX wieku ociekającego krwią ważnych jej skazańców. I nie tylko w odniesieniu do Ferdynanda w 1912 roku.
Tylko naiwni i niezorientowani uznają śmierć papieża Jana Pawła Pierwszego za naturalną choć nagłą. Istnieją opracowania i książki ukazujące diaboliczną perfidię zabójstwa tego papieża4. Był przeciwnikiem masonerii. U progu swego pontyfikatu zamierzał zrobić „czystkę” wśród masonów watykańskich usytuowanych w najbliższym jego otoczeniu. Musiał to przypłacić życiem, po zaledwie 35 dniach pontyfikatu5.
Na dwa dni przed jego raptowną śmiercią, kiedy papież był w pełni sił, wszechobecna i wszechwiedząca „International Herald Tribune” wydrukowała 28 września 1978 roku (papież „zmarł” 30 września!) fotografię papieża w sytuacji jakich wiele: głaszcze
1. Sztancą „anarchizmu” pieczętowano cały XIX-wieczny pochód masońskich krwawych zamachów i zbrodni, opisanych na poprzednich kartach tego rozdziału.
2. Juan A. Cerycra: Pajęczyna władzy. Nortam 1997.
3. Przykład: lato 1997. W TV „leci” wzruszający reportaż o życiu i dorobku naukowym pewnego lubelskiego filozofa – zakonnika. W pewnej chwili ekran staje się czarny… za chwilę zaczyna się rozjaśniać… z mroku wyłania się kątownica masońska! Trwa sekundy. Kiedy powraca światło, kątownica okazuje się… grzbietem i bokiem studenckiego indeksu beneficjenta…
4. Są to m.in.; Manfred A d l er: Wolnomularstwo a Watykan. Wyd. polskie bez daty i wydawcy; David Yal -\op:lnGod’s Name (W imieniu Boga), London 1984, wyd. polskie: W-wa 1993; John Cornwell; Złodziej w nocy (Athief in the night). Przekl. A. B i h l, 1993.
5. Uporczywie podtrzymuje się nieprawdziwą wersję, że zmarł po 33 dniach. Łatwo obliczyć, że zmarł w 35 dniu! Ale liczba 33 to obok 13, 121 (tylu masonów naliczono w Watykanie!) – klasyka masońskiej magii liczb.
11

głowę chłopca lewą dłonią. Tymczasem, na przeciwległej stronie gazety, graficznie blisko fotografii, widnieje przepełniona światłem’ trójkątna figura pylona2 z absolutnie bezsensownym podpisem: Rdzewiej w spokoju. Ponadto podpis był zadziwiająco dyletanckim przeinaczeniem sensu słów modlitwy: Spoczywaj w spokoju, co np. w języku niemieckim ma się tak do siebie, jak: Roste in Friden do: Ruhe in Frideiv’\ To nie wszystko. Dwa dni później ta sama „International Herald Tribune” doniosła o śmierci „szorstkiego papieża”. Była to szorstkość tylko wobec masonerii, bo osobowość papieża emanowała wyjątkową łagodnością. Inny sygnał, ciągle nieuchwytny dla profanów, uzupełniający i kończący cykl informacyjny dla masonów na temat tej śmierci, to nagłówek pod anonsem o zgonie Jana Pawła Pierwszego: Tragiczny dramat Jana Pawła I (John Patii’s Tragic Drama). Zbitka słów: tragiczny i dramat, to niemal idem per idem, to samo przez to samo. Ale niezupełnie to samo: dramat papieża był tragiczny, gdyż nie dający się rozwiązać inaczej jak przez śmierć.
Na gruncie „tragicznych dramatów” polskich, mieliśmy serię tajemniczych telefonów odebranych przez kilku członków rządu emigracyjnego w Londynie – w dniu lądowania samolotu generała W. Sikorskiego w Gibraltarze w jego podróży na Bliski Wschód. Anonimowy informator zawiadamiał, że generał Sikorski właśnie zginął w Gibraltarze! Owszem, ostatecznie zginął w Gibraltarze, ale dopiero kilka tygodni później, w drodze powrotnej z inspekcji Armii gen. W. Andersa. Ale zamach był zaplanowany na początek lotu, a nie na lot powrotny. Coś więc zamachowcom „nie wyszło”4.
Była to – niemal pewnik – zbrodnia Brytyjczyków, ewentualnie w spisku z Sowietami, z udziałem ambasadora Mąjskiego oraz ich wspólnego agenta Kima Philby’ego. Sikorski był niewygodny dla obydwu stron. Masoneria brytyjska usiłowała także zgładzić „nieposłusznego” generała de Gaulle’a Był już wtedy zbyt „francuski”, zbyt narodowy. Posunęli się nawet do tego, że zawiadomili kolaborujący z hitlerowcami rząd marszałka Petaine’a o szczegółach lotu generała do Brazzaville, co było niczym innym jak zaproszeniem myśliwców niemieckich do akcji…
Ujawnienia dokumentów zamachu na Sikorskiego nie doczekam. Anglicy odtajnią je dopiero w 2025 roku…
Na austriackiego arcyksięcia Ferdynanda – następcę tronu, masoneria postawiła „krzyżyk” z długim, bo dwuletnim wyprzedzeniem. Ale czas wtedy sączył się jakby wolniej. Zastygł po rzeziach Komuny Paryskiej z 1871 roku… Monarchia austro-węgierska uchodziła za bastion stabilności… Franciszek Józef rządził nią od 60 lat. Tu i ówdzie mordowano książąt i królów, ale zamordowanych skutecznie zastępowali inni. Arystokratyczne „rezerwy kadrowe” były niewyczerpane.
Potrzebny był wstrząs totalny. Taki, który by zatrząsł posadami Europy, Azji, globu.
Rzeź narodów Europy zdetonowana przez zamach w Sarajewie, musiała przejść w jej dawno zamierzoną konsekwencję – rewolucję bolszewicką w Rosji.
Planowano ją od dziesięcioleci. „Przepowiedział” ją z niewiarygodną dokładnością Henry Pereira Mendels – przywódca Żydów sefardyjskich zamieszkałych w USA, w książce Looking Ahead, nazwanej później – dla jej profetycznych zalet: Kartą Magna Przyszłości.
1. Światło – oświecenie, iluminacja (stąd zakon lluminantów), to werbalny i wizualny znak rozpoznawczy masonerii.
2. Pylon – gr.: brama: w aren. Wschodu masywna budowla kamienna o kształcie trapezoidalnym, stawiana po obu stronach bramy świątyni lub pałacu.
3. Patrz: Manfred Adier, op. cit., s. 198-199.
4. Piszę o tym obszernie w swej książce: Relinger mason i agent syjonizmu. Wyd. Retro, Lublin 1996.
12

Tę wojnę wpisał ponadto w dalekosiężne cele żydomasonerii Albert Pikę w liście skierowanym 15 VIII 1871 r. do znanego podpalacza Europy – Józefa Mazziniego; liście ujawnionym w książce Williama Guy Carra: Pawns in the gamę (Pionki w grze).
Wojna światowa powinna być rozpętana – pisał Pikę – aby umożliwiła Iluminatorom [no właśnie – Iluminatorom czyli oświeconym! – H.P] obalenie władzy cara w Rosji i przekształcenie tego kraju w fortecę komunizmu ateistycznego.
Różnice wyolbrzymione przez „Agenta” Iluminatorów między imperium brytyjskim i niemieckim powinny być wykorzystane w tym celu, aby wywołać wojnę. Po jej zakończeniu trzeba umocnić komunizm i użyć do zniszczenia innych rządów i osłabienia religii’.
Karty w pierwszej wojnie światowej rozdawała międzynarodowa oligarchia pieniądza i przemysłu, całkowicie zdominowana przez Żydów. Będą to te same banki, te same koncerny przemysłowe, które po królewsku wyposażą bandę Lenina w środki umożliwiające zwycięstwo bolszewizmu w Rosji.
Żoną Warburga – jedynego rodowitego Niemca w gronie globalnych potentatów bankowych, była Żydówka Nina Loeb. Jego brat Feliks, to zięć żydowskiego bankiera Jakuba Schiffa. Ci dwaj Niemcy poprzez te ożenki wspięli się na szczyty globalnej oligarchii pieniądza. Co więcej – córka Feliksa Warburga została żoną W. Rothschilda – giganta finansowego, jednego z kilku głównych doradców prezydenta USA Woodrow Wilsona na Konferencji Wersalskiej, pieczętującej rozpad trzech monarchii – rosyjskiej, austriackiej i pruskiej.
P. Warburg tuż przed wybuchem wojny został poinformowany przez swego trzeciego brata Maksa, zamieszkałego w Niemczech oraz przez płka Mendel House’a – doradcę Wilsona, o mającej wkrótce wybuchnąć wojnie: brat ma się stosownie przygotować ze swoimi bankami, koncentrować kapitał.
Tak oto zbrodnicza plutokracja USA i jej pajęcze odnogi w Europie, zaczynały rozkręcać boom przemysłowo-finansowy na zgliszczach i krwi milionów Europejczyków.
Strategię tej ludobójczej pajęczyny opracowano na rok przed wojną. Cytując odpowiednich autorów, ksiądz Juan A. Cervera opisuje super-tajne spotkanie międzynarodowej finansjery w kontekście jej przygotowań do wojny:
W 1913 roku grupa międzynarodowych bankierów zebrała się pilnie na wyspie Jekyll koło Brunswicku (Georgia, USA). Aby się mogło odbyć to tajne zebranie, ewakuowano wszystkich mieszkańców wyspy. Strażnicy uniemożliwiali wejście intruzom w czasie trwania obrad. Później dowiedziano się, że „rząd niewidzialny” świata zachodniego zdecydował się na utworzenie Federalnego Banku Rezerw i pozwolił rządowi i Kongresowi amerykańskiemu, aby bank dokonywał emisji pieniędzy i kredytów.
W konferencji uczestniczyli m.in.: Pauł Warburg, senator Aidrich Franc Vanderlip z National City Bank (należącego do Rockefellera), a także H. Dawson i B. Strong2 (banki Morgana).
1. Jean Lombard: La cara oculla de la historia moderna, Madrid 1976. Za: Juan Antonio Cervera, ibidem, s.133.
2. Spokrewniony z Maurice Strongiem – multimilionerem, byłym zastępcą sekretarza generalnego ONZ – masońskiej następczyni masońskiej Ligi Narodów. M. Strong wraz ze swoją ekscentryczną żoną Dunką, założył u podnóża gór Sąngre de Cristo, coś w rodzaju „centrum ekumenicznego” dla wszystkich głównych „religii” tylko bez prawdziwych katolików. Spotykali się tam tacy masoni jak Henry Kissinger (doradca prezydenta Nixona), D. Rockefeller, Dalaj Lama, Mc Namara, prezydent Kanady P. Trudeau, Mc Laine i inni ziemscy bogowie masońskiego Olimpu. Zob.: prof. Maciej Giertych: Nie przemogą. Wyd. Nortom 1995, s. 49.
13

Na tym masońskim konwentyklu odbywającym się w atmosferze i scenerii klasycznego „szczytu” mafijnych bossów postanowiono, że 12 banków regionalnych USA, zgrupowanych w funduszu Rezerwy Federalnej, skupi 7525 banków narodowych. Inna decyzja będąca oczywistą konsekwencją tego spisku, zobowiązała rząd USA do przystąpienia do wojny po stronie aliantów, co było cynicznym przekreśleniem późniejszej deklaracji USA z 4 sierpnia 1914 roku, uroczyście obwieszczającej urbi et orbi -o zachowaniu neutralności w tej wojnie.
Zgodnie z naradą na wyspie, trust banków Morgana otrzymał monopol na 85 procent pożyczek dla aliantów zaangażowanych w wojnie, która wkrótce wybuchła. W październiku 1915 roku banki Morgana udzieliły pożyczek Wielkiej Brytanii i Francji na sumę pół miliarda dolarów. Jeszcze przed przystąpieniem USA do wojny, żydowskie banki USA udzieliły aliantom pożyczek na 2500 milionów dolarów i tylko 45 milionów Niemcom: ta dysproporcja niemal przesądza losy wojny na korzyść aliantów. Następuje zasadnicze przesunięcie w układzie sił ekonomicznych w Europie, Azji, Ameryce Południowej. USA przechwytują handlowe rynki zniszczonych Niemiec w Azji i Ameryce Południowej, w nieco mniejszym stopniu rynki Wielkiej Brytanii w tych regionach globu. Centrum finansowe i ekonomiczne globu przenosi się z Londynu do Nowego Jorku i jest to początek degradacji imperialnej Anglii do roli kraju wyspiarskiego, dokończonej w drugiej wojnie światowej – skutek historycznej rywalizacji masonerii brytyjskiej z potężnym lobby żydomasońskim w USA. Skala eksportu USA powiększa się czterokrotnie, importu podobnie. W tym czasie, gdy na frontach wojny giną dziesiątki milionów ludzi, astronomiczne zyski gromadzą dwa banki – Morgana i Kuhn Loeba. Nuworyszem w tym gronie staje się Żyd Baruch Bernard, który zaczął dorównywać bogactwem Warburgom. Wilson mianuje go przewodniczącym Komitetu Morskiego i Rady Obrony Narodowej USA. Odtąd Baruch staje się światowym królem stali, surowców dostarczanych aliantom. Wilson i Baruch to masoni najwyższego stopnia. Wilson podczas swojej kampanii wyborczej głosił „Nową Wolność” – masońskie credo wojny z narodami i religią. Wspierał go Baruch oraz bankierzy: Morgan, Schiff i inni. Odtąd Wilson agituje za wojną. Oficjalnie uzasadnia to potrzebą walki z ustrojami autorytarnymi, na rzecz „demokracji”. W kwietniu 1915 roku USA są już stroną w wojnie’. Wilson i jego mocodawcy rozkładają katolicką monarchię austro-węgierską przy pomocy czeskiego Żyda E. Benesza. Wykorzystując ruchy niepodległościowe narodów monarchii, Benesz -już w roli prezydenta Czechosłowacji staje się gorliwym agentem ZSRR podczas drugiej wojny światowej. Karol I ucieka do Szwajcarii, a Wilhelm II do Holandii. Tak oto realizuje się pierwsza część „przepowiedni” cytowanego Żyda P. Mendelsa:
rozkład katolickiej monarchii austro-węgierskiej oraz imperium pruskiego.
Teraz rozpoczyna się realizacja drugiej części żydomasońskiego planu – rewolucja bolszewicka w Rosji i rozpad mocarstwa carskiego.
Żydomasońscy dyrygenci wojny wiedzą, że uczestniczące w niej narody są skrajnie wyczerpane. Poległy miliony ludzi; w samej Rosji ponad dwa miliony2. Tymczasem wielka Rosja wciąż stoi na nogach, choć krwawi. Trzeba więc przystąpić do następnego, zapowiedzianego już przed dziesiątkami lat, totalnego planu zniszczenia Rosji, zainstalowania w niej komunizmu o programie wyłożonym przez Alberta Pike’a, Mazziniego, Williama Guy Carra i innych.
1. A więc nie za wcześnie. Podobnie będzie w drugiej: przystąpią do bijatyki dopiero w 1942 r.
2. Łączny bilans ofiar 65 min: Niemców – 8 min, Francuzów – 6 min, Austriaków (z Węgrami, Polakami i Czechami) – 5 min, Rosjan-2 min. Zob.: M. Baignet, R. Leigh: Tajne Niemcy, KiW 1997, s. 212.
14

Tak zapadła decyzja o rozpaleniu rewolucji w Rosji.
I tu dochodzi do wydarzenia, o którym nie sposób nie wspomnieć, ani wzmianki o nim zepchnąć do przypisów. Jego naocznymi świadkami było około 70 tysięcy osób.
W Fatimie, latem 1917 roku, po drugim objawieniu trójce dzieci, w którym Matka Boska zapowiedziała im dzień swego trzeciego i ostatniego przyjścia, zgromadziło się około 70 tysięcy wiernych. Czekali. Zapewne wielu sceptycznie, z pędu gapiostwa, może prześmiewców. I przyszła. Zapowiedziała dzieciom, ale tylko tej trójce małych pastuszków, największą plagę tego wieku. Plagę w pladze, bo rewolucję bolszewicką w trwającej już przecież od trzech lat wojnie. Wielkie prześladowania wiary, rzezie, zniszczenie…
Ale dziesiątki tysięcy także musiały otrzymać widomy znak. I nagle słońce zaczęło irracjonalnie wirować, w dziwnej poświacie jakby zbliżać się, spadać na ziemię. W popłochu, płaczu, rozmodleniu tych dziesiątków tysięcy, zjawisko trwało czas jakiś, a następnie słońce powróciło do normy.
Spośród tych dziesiątków tysięcy, tysiące składały potem swoje solenne relacje, wrażenia, doznania…
A podczas ostatniej czerwcowej pielgrzymki Jana Pawła Drugiego do Polski, we Wrocławskiem, słońce długo spowijała aureola dziwnej tęczy. Zdumiewała tysiące ludzi… Tak jak zdumiała, zaskoczyła, przeraziła ich wkrótce powódź tysiąclecia.
A kiedy Papież udał się do Kalisza, zjawisko się powtórzyło. Świadkami – tysiące ludzi. Pisała prasa.
A jeszcze potem Italia zatrzęsła się kilkakroć. Rozpadło się sklepienie Bazyliki św. Franciszka w Asyżu. I nawet nie do bezcennych fresków Giolta zmierzam w tej wzmiance. A do tego, że 11 lat wcześniej, w tejże Bazylice odbyło się pierwsze, niewątpliwie ostatnie tam „nabożeństwo” ekumeniczne. Z udziałem Jana Pawła Drugiego…
Z tych wypraw powróćmy jednak na szlaki piekła absolutnie realnego: do pierwszej wojny. Tuż przed jej wybuchem, Polacy trzech zaborów ujrzeli pewnej lipcowej nocy płomienisty ogromny krzyż przesuwający się z wolna ze wschodu na wschód. Widzieli go moi dziadkowie w Kieleckiem. Widzieli go na Lubelszczyźnie dziadkowie mojej przyszłej żony, jej kilkunastoletni wówczas ojciec i ciotka. Krzyż zatrzymał się na zachodnim skraju nieboskłonu. Potrwał czas jakiś. Następnie, z wolna, w tym samym tempie rozpoczął odwrót na wschód, stając się niepisanym skrótem, profetyczną rekapitulacją historii tego dopiero rozpoczętego XX wieku.
Pierwszym nieudanym etapem była rewolucja lutowa Żyda – masona Kiereńskiego. Iskra padła na podatny grunt. Na dworze carskim działa wszechwładny szarlatan Rasputin, manipulowany przez dwóch Żydów – Aarona Simanowicza i Manuijewa. Doradcy sterują carycą Niemką w dwóch kierunkach: zawarcia pokoju z Niemcami i poprawy sytuacji Żydów. Na frontach szerzy się anarchia, dowódcy popierani przez masonerię Kiereńskiego sabotują rozkazy. W tej sytuacji car wycofuje się ze stolicy do Mohylewa, zostawiając pole do popisu wywrotowcom. Żyd Buchanan, ambasador Wielkiej Brytanii oraz wielki książę Lwów naciskają, aby Duma scentralizowała władzę. Buchananem sterują: lord Rosenberg – zięć Rothschilda i Alfred Milner. Władzę przejmuje Rząd Tymczasowy pod wodzą księcia Lwowa i grupy jego masonów. Car abdykuje, ale to sytuacja tylko patowa i połowiczna: jedynie prawdziwa rewolucja – rzeź i gigantyczny chaos, mogą rzucić Rosję na kolana. Do tego są potrzebni prawdziwi rewolucjoniści, prawdziwi wywrotowcy, prawdziwi kryminaliści. Trzeba po nich sięgnąć. Na razie są rozproszeni poza Rosją. Lenin oczekuje w Genewie z Bogdanowem i innymi Żydami.
15

Otrzymał tam 200 tyś. rubli od Schmidta – syna handlowca i multimilionera1. Bron-stein-Trocki, Kamieniew, Kautsky i kilkudziesięciu innych żydowskich wywrotowców działają w Ameryce. Wspierani przez bankiera J. Schiffa przygotowują akcje wywrotowe w Rosji. Ale jak dostać się do zrewoltowanej Rosji?
Mason Woodrow Wilson – prezydent USA, zaopatruje Trockiego i jego bandę liczącą 250 ludzi. Opuścili Nowy Jork na pokładzie statku „Krisiania-fiord”. Statek zawinął do Halifaxu, ale Kanadyjczycy aresztują tę zgraję pod logicznym pretekstem: Trocki jest znany z obietnic, że po przejęciu władzy zawrze pokój z Niemcami, z którymi Kanada pozostawała w stanie wojny.
Teraz do akcji wkraczają masoni amerykańscy. Pułkownik Mandel House zagroził aliantom wstrzymaniem dostaw, jeżeli pasażerowie statku, umieszczeni w obozie dla jeńców niemieckich, nie zostaną wypuszczeni. Kryminaliści Trockiego zostają szybko i z przeprosinami zwolnieni. Tak Trocki jak i Lenin są popierani także przez gigantów finansjery anglosaskiej, dążących do zagłady arystokracji i tym samym autokracji rosyjskiej. Dostają pieniądze z banków J. Schiffa i Kuhn Loeba, a pośrednikiem jest Maks Warburg w Hamburgu. Innym kanałem zaopatrzenia są: bank szwedzkiego Żyda Olafa Aschberga oraz Nye Banken w Szwecji. Z tych funduszy pokrywa się koszty akcji wywrotowych, prasy wywrotowej, koszty utrzymania tych zbirów. Ich eksport do Rosji via Finlandia, W. Churchill obrazowo określił jako wrzucenie fiolki z groźnymi bakteriami do zbiorników wielkiego miasta.
Najważniejszym źródłem były jednak finanse bankierów amerykańskich. W programie zniszczenia Rosji działali oni metodycznie, systemowo, solidarnie, nie na zasadzie indywidualnych „zrzutek co łaska”. Przygotowując się do wojny, żydowska oligarchia powołała tzw. Fundację Caregiego na Rzecz Pokoju Międzynarodowego. Stało się to już w 1908 roku. Nazwa była dokładnym przeciwieństwem celu Fundacji: gdy wojna już trwała, w protokołach Rady Fundacji znaleziono odpis notatki do prezydenta Wilsona z prośbą o dopilnowanie, by wojna nie skończyła się za szybko1.
Ale pieniądze to nie wszystko. Najpierw trzeba zdobyć władzę. Przeciwko rządowi Kiereńskiego rozpoczyna się rewolta Lenina i pozostałych jego wykolejeńców. Dysponują 40 tysiącami czerwonych gwardzistów, ale szalę przechyla dopiero przejście na ich stronę V Armii. Kiereński wraz ze swoimi ministrami, w przebraniu kobiecym ucieka do Finlandii. Przejąwszy władzę, Lenin natychmiast podpisuje pokój z Niemcami. Warunki go nie interesują- pokój za wszelką cenę, w tym także wolność dla Polski, Litwy, Ukrainy. Wie, że główny bój czeka go w samej Rosji. Pokój z Niemcami, to spłata agenturalnych funduszy, jakie zaledwie przed dwoma miesiącami pobierał ze sztabu niemieckiej armii, wsparte pomocą w przemycie rewolucjonistów i w dywersji na tyłach frontu:
Bank Rzeszy nr 2
(Bardzo poufne!) 8 stycznia 1918 r.
Do Komisarza Ludowego Spraw Zagranicznych3
Otrzymałem dzisiaj wiadomość ze Sztokholmu, że przesłano 50 milionów rubli w złocie do dyspozycji przedstawicieli Komisarzy Ludowych. Kredytu tego udzielono rządowi rosyjskiemu w tym celu, by pokryć koszty utrzymania Czerwonych
1. J. A. Cervera, op. cit., s. 141.
2. Webster: Światowa Rewolucja (Worlci Revolution), s. 172. Za: William S t i 11: Nowy Porządek Świata, Wyd. Wers 1995, s. 176.
3. H. Pająk, S. Żochowski: Rządy zbirów 1940-1990. Wyd. Retro 1996, s. 8.
16

Gwardii i agitatorów w kraju. Rząd cesarski uważa za rzecz odpowiednią przypomnienie Radzie Komisarzy Ludowych, konieczność wzmożenia jej propagandy w kraju, gdyż wrogie dla obecnego rządu stanowisko w południowej Rosji i Syberii niepokoi rząd cesarski. Jest bardzo ważnym, by wszędzie wysyłać doświadczonych ludzi w celu umocnienia jednolitego rządu.
Przedstawiciel Banku Rzeszy:
G. von Schanz
Kontrwywiadowcze Biuro
Głównej Kwatery Wojennej •16 stycznia 1918 r.
Do Rady Komisarzy Ludowych’
Podaję do wiadomości Rady Komisarzy Ludowych, że osobistym zezwoleniem Najwyższego Wodza, przeszło przez nasz front 10 oficerów niemieckich i 250 podoficerów – którzy udali się na nasze wewnętrzne fronty – część oficerów niemieckich udała się na front doński, część na front przeciw Dutowi, część do Syberii Wschodniej i Transbajkału, dla czuwania […]
Biuro Kontrwywiadowcze
Główna Kwatera Armii 28 stycznia 1918 r.
Do Komisji Zwalczania Kontrrewolucji2
Na życzenie Naczelnego Wodza, w odpowiedzi na wasze życzenie donoszę, że otrzymano tutaj fundusze wysłane przez majora Bayermaj stera. Spośród wojsk walczących przeciwko kontrrewolucjonistom, przygotowano kilka batalionów do walki z Polakami i Rumunami. Płacić będziemy 12 rubli i zwiększone racje żywnościowe. Z oddziałów wojennych wysłanych przeciwko legionistom [polskim – H.P], utworzono dwie kompanie, jedną z najlepszych strzelców dla wystrzelania oficerów pułkowych, drugą złożoną z Litwinów i Łotyszów do zniszczenia zapasów żywności w guberniach: witebskiej, mińskiej i mohilowskiej, w miejscowościach gdzie stacjonują polskie wojska.
Również chłopi miejscowi też się zgodzili zaatakować pułki i zniszczyć je. Komisarz: Moszatow Sekretarz: Aleksiejew
Tak więc Niemcy wspierają bolszewików finansowo, a także organizują oddziały dywersyjne do siania zamętu w szeregach wojsk carskich, opierających się bolszewikom. Grupy strzelców wyborowych mają wystrzelać dowódców, zwłaszcza oficerów legionów polskich.
Już na rok przed podpisaniem przez bolszewików pokoju z Niemcami, banda Lenina otrzymuje następujący prezent:
Polecenie Banku Rzeszy
z dnia 2 marca 1917 r.
Do reprezentantów wszystkich banków Rzeszy3
Podajemy niniejszym do wiadomości, że drogą przez Finlandię przyjdą żądania pieniądza na cele propagandy pokojowej w Rosji. Wyjdą one od osób następujących: Lenin, Zinowiew, Kamieniew, Trocki. Sumerson [Sobelson Radek -
1. Tamże, s. 8.
2. Tamże, s. 9,
3. Tamże, s. 8.
17

H.P], Kozlowski, Kollontaj. Merkalin, dla których otwarto rachunki z naszym poleceniem nr 275, w agencjach prywatnych przedsiębiorstw niemieckich w Szwecji, Norwegii i Szwajcarii. Wszystkie te żądania powinny mieć jeden z następujących podpisów: Distrachu lub Miikenberg. Żądanie zaopatrzone jednym z tych podpisów, winno być spełnione bez zwłoki.
Wyrok na Rosję był więc nieodwracalny. Działali przeciwko niej Niemcy, działała oligarchia finansowa Ameryki. Intrygi żydowskich emisariuszy nakłoniły Bułgarię i Turcję do wypowiedzenia wojny Rosji. Flota turecka wspierana przez niemiecki krążownik „Goeben” zbombardowała Sewastopol. To niemal całkowicie odcięło Rosję od aliantów. Dwa okręty niemieckie i kilka tureckich zablokowały cieśniny Bosfor i Dardanele. Eksport rosyjski spadł o 98 proc. obrotów, import o 95 proc. Towary składowane przez następne trzy lata w magazynach, zagarnęli Niemcy.
Jeszcze dwa lata potrzebowała banda żydowskich niszczycieli Rosji na to, aby całkowicie złamać opór armii carskich generałów: Denikina, Kolczaka, Judenicza, Wrangla. W trakcie tego, trwał nieopisany ludobójczy terror i rabunek bogactw Rosji,! od złota po towary, minerały, dobra kultury.
Terror szokował nawet zajadłych szowinistów żydowskich przybyłych z Niemiec] – Różę Luksemburg (rodem z Zamościa), Kautsky’ego, A. Bebla. Celują w tym Trocki, Dzierżyński, Swierdlow, Dricki, Bela Kuhn. Największe rzezie miały miejsce w Sewastopolu, Jałcie, Bałakławie, Kerczu, a także w centralnej Rosji. W Sewastopolu rozstrzelano na początek 500 robotników portowych tylko za to, że pracowali przy załadunku okrętów armii gen. Wrangla. Ogłaszano publicznie listy rozstrzelanych. I tak:
28 listopada 1918 r. lista zawierała 1634 nazwiska, w tym 278 kobiet’. W ciągu pierwszych dni w Sewastopolu rozstrzelano 8364 osoby. Wieszano publicznie i masowo:
świadkowie podawali, że prospekt Nachimowa był dosłownie obwieszony ciałami oficerów, żołnierzy, cywilów. Zdobytym Sewastopolem dowodził wtedy były oficer kajzerowskich Niemiec nazwiskiem Behmer – w 1918 r. niemiecki komendant Sewastopola. W jednym z rozkazów, Behmer kazał rozstrzelać 25 pielęgniarek za to, że przechowywały oficerów, a także za to samo 18 pracowników Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Tysiące osób wysyłano do obozów koncentracyjnych – zalążków GUŁAGu.
Żyd Bela Kuhn zajmował się rabunkiem kosztowności na Krymie. Nastał czas gigantycznego „eksportu” złota i kosztowności na Zachód – lojalny rewanż dla żydowskich pobratymców za przedrewolucyjną pomoc dla bandy bolszewickiej. Tylko do połowy 1918 roku odebrano ludności, w samych złotych monetach2:
– 9,5 min sztuk piętnastorublówek, z 11,9 sztuk wybitych w 1897 r.;
– 14,8 min monet siedmiorublowych, z 16,8 min wybitych;
– 2,1 min sztuk pięciorublówek, z wybitych 5,3 min sztuk.
Kilka tysięcy ton złota i drogich kamieni pochodziło z mordów, rabunków, rekwizycji: pierścienie, kolczyki wyrwane z uszu gwałconych i rozstrzeliwanych gimnazjalistek; złote bransolety, papierośnice; złote bibeloty; srebro i złoto w sztabach i wyrobach jubilerskich; dzieła sztuki oprawne w srebro; zwłaszcza bezcenne zbiory ikon i naczyń liturgicznych.
To krwawe żniwo, któremu tylko w znikomej części dorówna rabunek kosztowności Żydów mordowanych później przez hitlerowców, wędrowało do banków niemieckich,
1. Igor Bunicz: Poligon Szatana, W-wa 1996, s. 110.
2. Tamże, s. 124.
18

szwajcarskich, skandynawskich, na konta prywatne, a zwłaszcza dla Niemców za pomoc finansową, wojskową, za utrzymanie dla bolszewickich hord; na rekompensatę strat niemieckich firm i obywateli.
Słynny amerykański dziennikarz John Reed, autor książki Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, w 1920 r. przewiózł przeznaczone przez bolszewików dla amerykańskiej partii komunistycznej (Communist Party of the United States of America) -1000000 rubli w złocie! Cztery inne kwoty poszły inną trasą na szpiegowsko-dywersyjną partię komunistów amerykańskich’.
Pomiędzy rokiem 1918 a 1920 bolszewicy przelali około 600 min rubli w złocie na rzecz banków Kuhn Loeb Co – filii Schiffa. Złoto przewożono także do Nye Bankcn w Szwecji.
Zniszczyć Rosję, zgładzić miliony ofiar, złoto wywieźć do banków amerykańskich izraelit – oto cel i finał rewolucji bolszewickiej. Nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja: historycznym oszustwem jest późniejsza zachodnia jak i komunistyczna propaganda o rzekomej wrogości obydwu systemów. Obydwa są cytowanymi już biegunami tej samej osi władzy i pieniądza, wprawianej w ruch przez kapitał żydowski. Po latach zrekapituluje tylko część tej prawdy W. T. Stiii2: wykazuje w swojej książce, że wszystko co Związek Radziecki posiada, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Miał na myśli pomoc techniczną, finansową, nowe rozwiązania wynalazcze, itp.
Żydowscy ludobójcy tak się obłowili, że zaczęli fortunami dorównywać swym pobratymcom z banków zachodnich:
– Trocki ulokował 11 min dolarów w banku USA oraz 90 min franków szwajcarskich w Banku Szwajcarii;
– Zinowiew – 80 min franków w Banku Szwajcarii;
– Uricki – 85 min franków w Banku Szwajcarii; ‚
– Lenin – 75 min franków szwajcarskich;
– Hanecki (Jakub Flirstenberg) – 10 min dolarów i 60 min franków szwajcarskich3.
Nie jest znana fortuna Karola Sobelsona – Radka, który zasłynął wyjątkową zachłannością wśród tych wyjątkowych hien, za co zaskarbił sobie przydomek: „Kradek”! Wkrótce wywoła nieprzytomną euforię wśród kolekcjonerów zachodnich, kiedy wystawi na sprzedaż kolekcję złotych monet i znaczków pochodzących ze zbiorów zamordowanego cara Mikołaja.
W. Wilson występuje ze swymi słynnymi 14 punktami, ustalonymi przez angloamerykańską żydomasonerię, a będącymi konglomeratem hipokryzji i rewanżyzmu. Ciosy idą niemal wyłącznie w kierunku pokonanych Niemców. Do obrad Konferencji w Wersalu – tego światowego Sanhedrynu4 nie zaproszono, rzecz jasna, przedstawicieli Watykanu, choć domagał się tego delegat Włoch – Sondino.
W zamian, dopuszczono delegację syjonistów pod wodzą rabina Vise’a. Delegacja żydowska była obecna przy ustalaniu ostatecznej formuły Traktatu. Jej skład to: sędzia Julius Mack – syjonista i przewodniczący Kongresu Syjonistów w Filadelfii; Louis Ma-rschall – z amerykańskiego Kongresu Żydów – wszyscy posiadający zdalne poparcie i dyrektywy swych pobratymców z oligarchii pieniądza: Morgentthaua, Levinsona,
1. Zob.: H. KIehr, J. Haynes iF.Firsow: The Secret of Worid American Communism, London 1995, s. 348, za: „Arcana” nr 16/97,
2. N.Skousen: The Naked Communist, s. 75. Patrz: W. T. S t iii: Nowy porządek świata, op. cit.
3. J. Bunicz: Poligon szatana, ibidem, s. 124.
4. Sanhedryn: polityczno-religijna najwyższa Rada Starszych w starożytnej Judei.
19

Straussa, Seligmana, Morgana, Rothschilda, Rockefellera i innych gigantów tej wojny. Diaspora żydowska uzyskała w Wersalu uprzywilejowane prawa dla wspólnot żydowskich w ramach żydomasońskiej Ligi Narodów, a także uznanie ich prawa do zorganizowania siedziby Żydów w Palestynie. Ponadto, Liga Narodów zobowiązała się przyjąć do swego składu dwóch Żydów jako sekretarzy Ligi – Motzkina i Nahuma Sokolowa. Dzięki nim, żydowska oligarchia głównych mocarstw miała bieżący wgląd w działalność Ligi, nie licząc jej niezliczonych przedstawicieli jako reprezentantów państw członkowskich Ligi.
Tak więc główną ofiarą żydomasońskiego tryumlalizmu w Traktacie Wersalskim stały się pokonane Niemcy. Rzecznikiem ich maksymalnego osłabienia był Żyd i wybitny mason, brytyjski premier David Lioyd George, ale jego wrogość do polskości i Polaków była jeszcze silniejsza. Domagał się m.in. oddania Niemcom Gdańska, maksymalnego okrojenia ziem śląskich. Jednocześnie żądał zniszczenia gospodarki Niemiec – co było pierwotnym powodem przystąpienia Anglii do tej wojny.
Roman Dmowski reprezentujący na Konferencji interesy Polski pisał:
Dziś już nie ma wątpliwości, że międzynarodowy ksili.il’ zapanował na konferencji. Ze składu delegacji angielskiej, amerykańskiej a nawet francuskiej i włoskiej, usuwa się ludzi niemiłych Żydom, a nam przyjaznych. Gdyby była władza, która by mogła mnie stąd wylać, byłbym pewnie już wylany […] W tych warunkach szczęśliwe jest, że Żydzi mają trochę zaufania do Paderewskiego2. To, co ocalało po najeździe Lioyd George’a jest już nieodwołalnie nasze3.
Francję reprezentowali masoni: anglofil Clenienceau i Poincare. Obaj zmierzali do maksymalnego militarnego i ekonomicznego osłabienia Niemiec.
Na trzech członków „niemieckiej” delegacji pokojowej, dwaj byli Żydami, otoczonymi liczną grupą „doradców” (ekspertów) – wyłącznie Żydów. Byli nimi: Strauss, Oppenheimer, Joffe, Deutsch, Brentano, Berenstein, Rathenau, Wasserman, Mendelsohn, Bertoldi oraz Maks Warburg, znany ze swego szczodrego finansowania rewolucji w Rosji4
Ta wspólnota interesów francuskich, angielskich i amerykańskich Żydów wynikała z nierozdzielnego sprzężenia geopolityki z geofinansjerą. Lobby amerykańskie pochodzenia niemieckiego a z korzeniami żydowskimi, zamierzało zacząć „od jutra” potężny boom inwestycyjny w zrujnowanych Niemczech. Nie chcą jednak zaczynać od zera, dlatego sprzeciwiają się przesadnej pacyfikacji infrastruktury gospodarczej Niemiec.
Na 12 lat ograniczono liczebność niemieckiej armii do 100000 żołnierzy. Nakazano zniszczenie niemieckiej bazy okrętów na Helgolandzie, a także konfiskatę floty 80 okrętów. Reparacje wojenne ustalono na 212 min marek płatnych w ciągu 30 lat, z czego połowę Niemcy musieli spłacić już do połowy stycznia 1921.
Warunki narzucone Niemcom – niemal niewykonalne – zakodowały przyszłą wojnę światową i był to jakby świadomy zamysł zwycięzców. W ten sam sposób zakodowano po drugiej wojnie światowej rewizjonizm niemiecki w kontekście naszych Ziem Zachodnich…
1. Żydowska gmina wyznaniowa: zarząd tej gminy.
2. Także mason, ponadto ożeniony z Żydówką.
3. Roman Dmowski: Polityka polska…. Pisma, t. VI, s. 184.
4. Władysław Bocquct: Przez Morze Czerwone ku gettom Europy. Wyd. polskie 1942, s. 522. Książka wydana za zgodą Niemców, po wojnie zaciekle ścigana i karana za posiadanie, na równi z książką Józefa Mitzenmachera alias Jana Alfreda Reguły -byłego członka KPP: Historia Komunistycznej Partii Polski, Egzemplarz pracy W. Bocqueta posiada biblioteka KUL. Zapewne stamtąd zniknie w ramach walki z „antysemityzmem”.
20

Żądza odwetu zdominowała całe pokolenie patriotycznej młodzieży niemieckiej, zwłaszcza tej jej części, która wyszła z okopów wojennych okaleczona fizycznie i psychicznie, Był wśród nich niepozorny gefrajter o nazwisku Hitler – ranny na froncie. Rewanżyzm niemiecki, czerpiący pożywkę z poczucia krzywdy i upokorzenia, szybko znalazł wygodne ujście – nienawiść do Żydów, którzy faktycznie dyktowali warunki Traktatu. Ten posiew da przerażające owoce zaledwie 20 lat później. Destrukcyjna siła osobowości Hitlera zwarła szeregi Niemców wokół niego i dała drugą pożogę światową.
I wreszcie sprawa polska: Traktat Wersalski zadekretował jej odrodzenie. Mason Woodrow Wilson zapisał się w historii jako rzekomy ojciec chrzestny odrodzonej Polski. Nic bardziej fałszywego.
Polska musiała powstać w takim samym splocie powodów i intencji, jaki obecnie, po 80 latach, wepchnie ją w objęcia Stanów Zjednoczonych Europy, z naszą czy wbrew naszej zgody. Jej granice ustalono w centrum węzła trzech powalonych mocarstw, co osłabiało je strategicznie i terytorialnie. Bez terytorium wolnej Polski, niemożliwa byłaby faktyczna dekompozycja tych mocarstw. Stawaliśmy się wschodnim przyczółkiem zachodu ale i targowiskiem wpływów. Barometrem spokoju europejskiego. Strategicznym korytarzem między Wschodem a Zachodem na podobieństwo cieśniny gibraltarskiej czy Kanału Sueskiego.
W podręcznikach historii gospodarczej II Rzeczypospolitej można znaleźć niezliczone fakty przemawiające za jeszcze jednym „cudem” – powstaniem Polski z doszczętnych popiołów i szybko krzepnącej w państwo średniej wielkości. Spopielona Polska powstawała jakby z niczego, na gruzach: ona się nie odbudowywała, bo nie miała czego odbudowywać. Z niczego powstawał zespół fabryk Centralnego Ośrodka Przemysłowego (COP), port w Gdyni. Polska myśl techniczna, zwłaszcza w przemyśle zbrojeniowym przodowała w Europie nowatorskimi rozwiązaniami. Istniała na to dobra koninktura eksportowa, bo właśnie’? Europa zbroiła się ponownie. Nowy, o charakterze rewindykacyjnym konflikt europejski stawał się nieuchronny. Do uświadomienia sobie jego nieuchronności, zbędna była znajomość diabolicznych wizji Pike’a, Mazziniego, H. Heinego’ – ich szatańskiej idei trzech wojen, po których ziści się lucyferyczny plan żydowskiej dominacji na gruzach cywilizacji chrześcijańskiej.
Machina śmierci najszybciej rozkręcała się w duszach i kieszeniach dżentelmenów paradujących we frakach i cylindrach – tych samych, którzy zniszczyli Rosję, zainstalowali na jej gruzach przerażającą dżumę XX wieku. Bolszewizm dyszał jeszcze w ciężkich opresjach, chaosie, w głodzie, rzeziach. To masakrowany naród rosyjski pod wodzą kilku carskich generałów bronił się na licznych frontach. Jeszcze w 1921 roku Lenin pisał ze strachem: Mam nadzieję, że zostaniemy powieszeni na brudnym powrozie. Marks zadekretował, że słowiańska hołota to rasa zacofana, a jej jedyna rola to mięso armatnie. Marksizm i cały jego „komunizm”, wyrosły na gruncie judaizmu i pozornie komunizmowi przeciwstawnego syjonizmu, okazał się rasizmem o dokładnie takim natężeniu zła i nienawiści, jakim odpowiedział mu hitlerowski nazizm – ten
l. H.Heine (wlaśc.; Chaim B r Uch e nberg), żydowski mason najwyższego stopnia wtajemniczenia, już w 1842 r. napisał we Fransische Zustande: Komunizm jeszcze nie ukazal się, ale przyjdzie potężny, władczy i bezinteresowny jako myśl […] Wojna francusko-niemiecka [„przewidział” ją 30 lat naprzód! – H.P.] będzie tylko pierwszym aktem wielkiego dramatu, drugim dramatem będzie wojna europejska, a następnie rewolucja powszechna, wielki pojedynek między arystokracją a proletariatem; znikną narody i religie, powstanie jedna ojczyzna, jedna wiara, życie szczęśliwe na ziemi. za: ks. prof. Michał Poradowski: Nowy światowy ład, Wyd. Wers 1994, s. 23.
21

jednak w planie zagłady usytuował nie tylko Słowian, ale i Żydów. Tych ostatnich dlatego, że programowo uznał ich za bezpośrednią przeszkodę i główne zagrożenie ( odwetowych aspiracji hitleryzmu’. Antropolodzy, domorośli badacze, „eksperci” rasowi „znawcy” zagadnień podrzędności tej czy innej rasy, pośpiesznie dostosowywali swe „odkrycia” do potrzeb nazizmu.
Tak oto dochodzimy do fundamentalnych przyczyn wybuchu drugiej wojny światowej i do czwartego rozbioru Polski. Cztery miliony Niemców po pierwszej wojnie błąkały się po ulicach Niemiec w poszukiwaniu pracy i chleba. Tymczasem trzy i pół miliona Żydów dusiło się w pułapce stworzonej im przez ich pobratyńców w Traktacie Wersalskim. Ta pułapka nazywała się: Polska. To był skansen i getto połowy europejskiej populacji Żydów: bolszewizm zatrzasnął przed nimi przestrzenie wielkiej Rosji, a hitleryzm wypędził do tego skansenu około 18 tysięcy niemieckich Żydów, Co więcej – ponad 700 tysięcy Żydów uciekło w popłochu przed odwetem białogwardyjskich armii do Polski – przyjętych ochoczo przez ożenionego z Żydówką socjalistę:
Piłsudskiego. Idea stworzenia z terytorium Polski tzw. Judeopolonii – nowej zastępczej ojczyzny Żydów, została jednak wyrzucona na śmietnik przez agresywny syjonizm. Obiecywał on Żydom ich biblijną ojczyznę – Palestynę. Żydostwo świata zachodniego budując bolszewickiego molocha wiedziało, że pchany swą doktryną wkrótce ruszy na zachód i że żywot odrodzonej Polski jest policzony. „Cud nad Wisłą” pokrzyżował plany. Powstała sytuacja patowa, z 3,5 milionami Żydów w polskim skansenie pułapce!
Zachodnie izraelity postanowiły rozładować ten rezerwat poprzez drugą wojnę światową. Doskonałym narzędziem okazał się Hitler, idealna bestia mordu i zniszczenia. Był pół-Żydem. Cała jego zbrodnicza kamaryla okaże się przekładańcem Żydów pierwszego, drugiego czy trzeciego stopnia pokrewieństwa, a niektórzy, jak np. A. Euhman – Żydami „pełnokrwistymi”. Na tle powszechnie szalejącego antysemityzmu i mordowania Żydów w Niemczech i Polsce, żydowskim dygnitarzom ich żydowskie pochodzenie nie przeszkadzało wcale w karierach. „Antysemityzm” był ideologią i towarem. Jego dystrybucja była przywilejem czołowych paladynów nazizmu. Kiedy Gestapo poinformowało H. Goringa – dowódcę Luftwaffe, że jego zastępca gen. Mil jest Żydem, Goring warknął: O tym kto jest Żydem, ja tu decyduję!
Finansjera żydowska Niemiec i USA zainwestowała w Hitlera dokładnie tak, jak się inwestuje w badania nad wynalezieniem broni masowej zagłady, albo broni bakteriologicznej. Poza wsparciem na bezpośrednie utrzymanie, na zrazu niemrawą propagandę SA i NSDAP, Hitler w tym pierwszym, najtrudniejszym dla siebie okresie, sukcesywnie otrzymywał od Żydów dziesiątki milionów marek.
W 1921 roku Hitler, dzięki pieniądzom pożyczonym m.in. od Żydów odkupił od „mistrza zakonnego” Sebottendorfa „Volkischer Beobachter” za 100000 marek w gotówce, z których 30000 wniósł jego przyjaciel Moses Pinkeles alias Trebu-tsch-Lincoln2.
1. Przed 1933 rokiem Żydzi stanowili tylko jeden procent ludności Niemiec, ale w bankowości, medycynie, prasie, adwokaturze i filmie okupowali 50 proc. tych zawodów! W Berlinie Żydami było 55 proc. adwokatów i 52 proc. lekarzy.
2. Bernt E n g e l m a n : Deutschland ohne Juclen, 1970, s. 23 3. Patrz: Hennecke K. a r d e l: Hitler założycielem Izraela?, 1974, Wyd. polskie, W-wa 1995, s. 204; Żyd Trebitsch-Lincoln to student teologii, potem pastor w Anglii, dyrektor spółki naftowej i deputowany do Izby Gmin z ramienia Partii Liberalnej i wreszcię – niemiecki szpieg w Izbie Gmin.
22

To nie tylko Żyd Pinkeles alias Trebutsch- Lincoln był na gruncie brytyjskim agentem hitlerowskim. Czołowy mason brytyjski i europejski – książę Bernhard, został zwerbowany przez nazistowski wywiad już w 1934 roku. Otrzymał też zatrudnienie w firmie IG Farben. Ten potężny końcern chemiczny osiem lat później rozpoczął produkcję Cyklonu B do przemysłowego uśmiercania setek tysięcy ofiar, głównie Żydów. Koncern ten współpracował z hitlerowską Trzecią Rzeszą wraz z koncernem paliwowym Standart Oil Company. Jego głównym udziałowcem był David Rockefeller – założyciel powojennej Komisji Trójstronnej (Trilaterale) – obok tzw. Klubu Bilderberg najważniejszej nieformalnej struktury żydomasońskiego Rządu Światowego. W tym samym czasie, kiedy Polska będzie konać pod uderzeniami bratnich totalitaryzmów – bolszewizmu i hitleryzmu – wiceprezes Standart Oil Company – Frank Howar, w dniu 12 listopada 1939 roku napisze do swego szefa Wiliama Farisha:
Nadal podpisujemy umowy z nazistami […] Będziemy prowadzić je na całym świecie1.
Ojciec późniejszego prezydenta USA G. Busha – Prescot Bush, był dyrektorem Union Banking Corporation. Rozkazem rządu amerykańskiego nr 248 z 20 X 1942, cały majątek tego banku radośnie kolaborującego z Trzecią Rzeszą, która już podbiła Europę Słowiańską, a jej armie stały pod Stalingradem (!) – został przejęty przez rząd USA na mocy aktu zakazu handlu z wrogiem. Gdyby więc nie przystąpienie USA do wojny, co nastąpiło dopiero po trzech latach hitlerowskich podbojów i ludobójstwa, to zarówno IG Farben, jak Royal Duchshell, jak Standart Oil Company czy Union Banking Corporation i szereg innych firm i banków – wspierałyby podboje Hitlera aż do jego zwycięskiego końca – nieuchronnego, gdyby nie przystąpienie USA do wojny w obronie sowieckiego bolszewizmu, będącego u kresu sił i oporu, czego symbolem stał się Stalingrad.
Ten sam bank tatusia późniejszego prezydenta USA George’a Busha (i masona najwyższego 33 stopnia) – współpracował z Vereinigte Stahlverke, niemieckim trustem stali Fritza Thyssena, Tego samego Thyssena, który dostarczał fundusze dla Hitlera w 1933 roku i później jeszcze. Bank Busha-seniora kontrolował ponadto Kompanię Węgla i Stali Górnego Śląska – odmawiającej płacenia podatków. W ten sposób Bush senior nie tylko wspierał militaryzację armii niemieckiej, ale dodatkowo obniżał koszty tej militaryzacji.
Co więcej – armia sowiecka, która wraz z Wehrmachtem dokonała czwartego rozbioru Polski po 17 września 1939 roku, zaopatrywała się w paliwa w Baku, należące do Harrimana oraz Walkera – teścia George’a Busha oraz do jego ojca – Plescota Busha!
Obóz zagłady Auschwitz zbudowali nie hitlerowcy, tylko kartel powstały z połączenia wspomnianego IG Farben oraz Standart Oil Company, którego głównym współwłaścicielem był David Rockefeller. Opierając się na pracy Charlesa Highmana: Handel z wrogiem (Trading with enemy) – cytowany M. Bortner pisze, że Konstruktorzy Standart Oil Company (SOC) zaprojektowali komory gazowe w Auschwitz. Firma uzyskiwała lukratywne zyski z niewolniczej katorgi „pracowników” obozu w Auschwitz, otwartego już w połowie 1940 roku jako wytwórnia syntetycznego kauczuku i paliw na bazie węgla. Współpraca SOC z oświęcimską machiną zagłady trwała w braterskiej harmonii aż do 1942 roku – do czasu przystąpienia do wojny przez USA.

23
Mathis Bortner: Jak dobija się gospodarkę polską od 1989 roku. Nicea – Francja 1995, s. 75.
W okresie kilkunastu lat przedzielających rewoltę bolszewicką i drugą zawieruchę światową, komunistyczna żydolewica podpalała w lokalnych wojnach i rewolucjach szereg krajów: Niemcy, Austrię, Węgry, Irlandię, Bułgarię, Meksyk, Hiszpanię. Działo się to przed i po tym, jak polski „cud nad Wisłą” pokrzyżował plany bezpośredniego marszu bolszewizmu na Europę.
Rewolucja w Niemczech była krótkim incydentem, podobnie jak w Austrii. Niemieccy robotnicy po prostu utopili w kanale przywódców rewolty – Różę Luksemburg i Karola Liebknechta. Najbardziej ludobójcze były rewolucje w Meksyku, Hiszpanii i na Węgrzech. Pol-Potem na gruncie węgierskim okazał się wspomniany już Żyd Bel Kun (Kuhn), który podczas rewolucji bolszewickiej mordował na Krymie, a jego dodatkowym zadaniem był rabunek kosztowności i wysyłanie ich do Moskwy. Wiosną 1919 roku K.uhn narzucił Węgrom bolszewicki totalitaryzm. Z fałszywym paszportem przedarł się na Węgry, za krwawe pieniądze rosyjskiej rzezi założył gazetę „Czerwone Wiadomości” (tytuł jakże trafny!). Masowo wsparła jego rewoltę liczna na Węgrzech ludność żydowska. O jego metodach tak pisze Encyklopedia Britannicca:
Program Kuhna polegał na przejęciu przy użyciu siły całego przemysłu i własności prywatnej w ręce proletariatu […] Skonfiskowano biżuterię (od tego Kuhn był fachowcem – H. P.) i własność osobistą, zostawiając 2 ubrania, 4 koszule, 2 pary butów i 4 pary skarpetek. Zwolniono służbę, łaźnie zrobiono publicznymi z dostępem w sobotę wieczorem. Księży, umysłowo chorych, kryminalistów, sklepikarzy i pomocniczych pracowników biurowych pozbawiono prawa głosowania. Bardziej szczery był „New International Year” z 1919 roku, kiedy pisał:
Jedną z głównych słabości reżimu była istniejąca antypatia do Żydów. W różnych częściach kraju panowało przekonanie, że rewolucja była dziełem Żydów, aby przejąć władzę. Rząd Beli Kuhna składał się wyłącznie z Żydów, którzy również objęli funkcje administracyjne. Z początku komuniści połączyli się z socjalistami. którzy nie byli radykalną partią, ale byli raczej podobni do zachodnich partii pracy albo związków zawodowych […].
Po zaledwie trzech miesiącach masowych rzezi, rabunków, terroru wszechobecnego bezprawia, rząd Beli Kuhna został obalony, a on sam powrócił do Bolszewii i wpołudniowych rejonach objął kontrolę nad Czeka – wszechwładnym narzędziem bolszewickiego terroru.
Wspólnicy Kuhna rozbiegli się albo do Bolszewii, albo na zachód. Jeden z nich wkrótce stał się w USA wpływowym bankierem nowojorskim, na wzór zupełnie współczesnych „bankierów” rosyjskich i bankierów oraz „biznesmenów” neokomunistycznej PRL-bis.
Brytyjski ambasador z lat 1920-1924, hrabia de Saint Aulaire w książce wydanej w 1937 r. w Londynie, relacjonuje zwierzenia tego wspólnika Beli Kuhna, snute na pewnym bankiecie w Nowym Jorku:
[…] jesteśmy we wspólnocie z kapitalizmem w jego najczystszej formie w międzynarodówce […] ponieważ jest to broń naszego [żydowskiego – H.P.] nacjonalizmu, na przemian defensywna i ofensywna, tarcza i miecz. Powiecie, że marksizm jest antytezą kapitalizmu, który jest równie święty dla nas. To jest dokładnie z tej przyczyny, że te rzeczy są sobie przeciwstawne, więc one układają się w naszych rękach jak dwa bieguny tej planety i pozwalają nam być osią. Te dwa przeciwieństwa jak bolszewizm i my sami. znajdują swoją tożsamość w Międzynarodówce
1. 1946. t. XIII. s. 715. 24

W kierowaniu światem, nasze organizowanie rewolucji uwidacznia się poprzez destrukcyjny bolszewizm, a jako rzecz konstruktywna -tworzenie Ligi Narodów, która jest także naszym dziełem’.
Ta wypowiedź żydowskiego „bankiera-rewolucjonisty”, jest skończenie trafnym, uniwersalnym kluczem otwierającym wrota do piekieł XX wieku. Ponad pół wieku później, znanemu sowietologowi żydowskiego pochodzenia (z Polski) – Richardowi Pipesowi, doskonała znajomość tego tajnego klucza wcale nie przeszkodzi łgać i szydzić:
Oczywista sprzeczność zawarta w twierdzeniu, że członkowie tej samej grupy wyznaniowej są zarazem beneficjantami i śmiertelnymi wrogami kapitalizmu, została rozwiązana w Protokołach Syjonu, ordynarnym falsyfikacie wypichconym w końcu XX wieku przez policję carską i głoszącym, jakoby w dążeniu do spełnienia swego historycznego posłannictwa – zniszczenia chrześcijaństwa i zdobycia panowania nad światem – Żydzi uciekali się do wszystkich możliwych środków, posuwają się nawet do organizowania pogromów przeciw samym sobie2. „Sowietolog” R Pipes nie chciał wiedzieć, licząc w tym na niewiedzę czytelników, że holocaust zorganizowali Żydzi i pół-Żydzi z gatunku Hitlera, Goebbelsa, Eichmana, Rosenberga, Leya, Goringa, H. Franka, Canarisa, Streihera, Himmlera, Milcha, Morella (osobisty lekarz Hitlera!), Heydricha3 – wsparci przedtem setkami milionów dolarów i marek, stalą i ropą naftową takich firm i banków, jak: Mendelsohn Co z Amsterdamu; Kuhn Loeb Co; Warburg; Morgan Co; Samuel and Samuel;
Standart Oil Company; Shell; IG Farben4. W okresie największego nasilenia rzezi Żydów europejskich, diaspora żydowska USA i Anglii utrzymywała wstydliwe milczenie udając, że raporty o rzezi są przesadzone. W gettach dziesiątki tysięcy żydowskich policjantów prześcigając się w gorliwości i okrucieństwie, a także żydowska administracja gett – pilnie realizowali narzucone harmonogramy wywózki do gazu, a pozostałych Żydów oczekujących na swoją kolejkę utrzymywali w ryzach posłuszeństwa.
Ktoś taki jak „sowietolog” Richard Pipes nie odniesie się do zbrodni swych współbraci w rewolucji bolszewickiej; w jej władzach było 97 proc. Żydów, a której poświęcił imponującą rozmiarami monografię.
Rzeź żydowskiego pospólstwa Polski i Europy Zachodniej oraz pozostałych państw słowiańskich, dokładnie wpisywała się w plan drugiej wojny światowej i powojennego Rządu Światowego. Sześć milionów biednego, nierzadko upośledzonego fizycznie (przez bliskie pokrewieństwa) „motłochu” żydowskiego5, stanowiło dylemat, który dawał się rozwiązać jedynie drogą przyzwolenia i współudziału w kainowym ludobójstwie.

1. Frank L. Britton: Za plecami komunizmu, Nortom 1996, s. 60.
2. Richard Pipes: Rewolucja rosyjska. PWN 1994, s. 55. Op. cit.
3. Hennecke Kardel: Hitler założycielem Izraela (Adolf Hitler Begrunder Ssraels, 1974). Wyd. polskie:
„Fulmen” 1995.
Tylko bank Mendelsohn Co z Amsterdamu przekazał nazistom w dwóch ratach, 25 min dolarów. Inne wymienione tu banki przekazały nazistom podobne kwoty. (Ibidem, s. 90). Chodzi o Żydów wschodniej i centralnej Europy tzw. Żydów askenazyjskich. Ich przeciwieństwem byli Żydzi zachodni zwani sefardyjskimi – żywiący pogardę do askenazyjskich. Znawca problemów rasowych, prof. Hans Guenter zaliczał 90 proc. Żydów świata do „hołoty”, czyli do askenazyjczyków. Pisał: „Obserwacja i badania dowodzą, że rozproszenie Żydów wśród narodów nieżydowskich powoduje ciągle niepokoje […] aż do nienawiści.” Przyznaje rację syjonistom widzącym jedyne rozwiązanie w stworzeniu państwa żydowskiego w Palestynie. (Zob.: H. Kardel: Hitler założycielem…, s. 74. Ale oligarchia sefar-dyjczyków wraz z półZydem Hitlerem znalazła inne rozwiązanie – ostateczne…
25

Słynna żydowska intelektualistka Hannah Arend w swej książce: Eichmann w Jerozolimie (1964) rzuciła w twarz swym rodakom:
Ta rola przywódców żydowskich w zniszczeniu własnego narodu jest dla Żydów bez wątpienia najciemniejszym rozdziałem w ich historii.
Czwarty rozbiór Polski
Nazizm hitlerowskich Niemiec i bolszewizm sowieckiej Rosji okazały się bliźniaczymi bękartami globalnego spisku przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej. Jak każdy ludobójczy totalitaryzm, tak hitleryzm jak i bolszewizm dość szybko sprzeniewierzyły się swoim animatorom – masońskiej oligarchii pieniądza i władzy. Hitleryzm uśmiercił 40 min ludzi, w tym 2-3 miliony Żydów i 3,5 min Polaków i chyba – a raczej na pewno
– przesadził w swej „misyjnej” gorliwości! Nie jest już ważne, w jakim stopniu prawdopodobieństwa można wpisać rzeź Żydów w tajne plany syjonizmu, a w jakim stopniu była ona głównie konsekwencją diabolizmu Hitlera.
Bolszewizm podobnie: wyemancypował się tak dalece, tak ludobójcze, jak późniejszy od niego hitleryzm. Zaczął likwidować swoich najbardziej zasłużonych ideologów, natchnionych apostołów, architektów terroru – Żydów rosyjskich. Wspierany przez nietykalnego Żyda a z czasem teścia – Kaganowicza’, Stalin metodycznie, etapami mordował izraelitę żydowskiego przewrotu październikowego, a w ślad za nimi wyekspediował do piekieł tysiące ich pośledniejszych pobratymców. Kontynuował dzieło rękami szefów Czeka-NKWD: Żyda ŁIrickiego2, polskiego Żyda3 Dzierżyńskiego, polskiego Żyda Jagody, rosyjskiego Żyda Jeżowa, gruzińskiego Żyda Berii. Po wojnie w podbitej Polsce preferował – z wyrachowaniem – bezprzykładnie wszechwładne rządy Żydów w UB, wojsku, partii, ideologii, nauce, szkolnictwie, prasie. Wykorzystując endemiczną nienawiść Żydów do polskości, swymi namiestnikami w okupowanej Polsce, Stalin uczynił wyłącznie Żydów, pod wodzą polskiego Berii – Jakuba Bermana. Przerażający terror żydowskiego UB, dowództwa KBW i Informacji Wojskowej, pochłonął w pierwszym dziesięcioleciu sowieckiej okupacji ponad 100 tysięcy ofiar
– najbardziej patriotycznej, ofiarnej elity narodu, jaka jeszcze ocalała po ludobójstwie hitlerowskim i eksterminacji sowieckiej.
Czwarty rozbiór Polski rozpoczęty hitlerowską inwazją, a przypieczętowany inwazją sowiecką po 17 września 1939 roku, nie musiał okazać się w końcowych skutkach czwartym jej rozbiorem. Los Polski trwał w zawieszeniu do końca wojny. Oficjalnie został przypieczętowany dopiero powojennym „pokojowym” spiskiem trójki międzynarodowych masonów: Stalina, Roosevelta, Churchilla. Późniejsza, ponad czterdziestoletnia sowiecka dominacja nad Polską nosiła wszystkie znamiona okupacji. Były to: inwazyjny charakter narzucenia tej okupacji; kolonialna eksploatacja bogactw i potencjału gospodarczego oraz ludzkiego; terror fizyczny i ideologiczny; eksterminacja patriotycznej elity; niszczenie kultury, religii; całkowite zniewolenie w sferze polityki zagranicznej; wprzęgnięcie w system imperialnego ekspansjonizmu sowieckiego.
Powojenna mapa Europy, z jej słowiańską enklawą została ze zdumiewającą precyzją przewidziana i spopularyzowana w 1942 r. w USA na mapach wywieszanych na
1. W. U s z k u j n i k : Paradoksy historii. Bez daty i wydawcy.
2. Zabitego przez bogatego Żyda Kannegisera.
3. Zob. J.A. Cervera: Pajęczyna władzy. Ibidem s. 267.
26

tysiącach stacji kolejowych i ulic. Przedstawiała prawie całą Europę jako dominium sowieckie. Niemcy przestawały tam istnieć całkowicie i tylko ten „szczegół” nie sprawdził się. Mapa była dziełem komunistów amerykańskich, ale jak widać, doskonale
wkomponowanych w rozbiorowe przymiarki amerykańskiej izraelity. Przeszła do historii pod nazwą „Mapy Gomberga” (od nazwiska wydawcy)’.
Po latach istnienia nieludzkiego Wielkiego Brata, nadszedł czas zwijania tego ludobójczego biznesu. Tego „imperium zła”. Przez kilka ostatnich dziesięcioleci prowokował do tego następującymi występkami:
– niepowstrzymanym wyścigiem zbrojeń;
– inspirowaniem dziesiątków lokalnych wojen w krajach tzw. Trzeciego Świata pod pretekstem walki z kolonializmem, sam będąc w tym najbardziej skrajną postacią imperialnego ekspansjonizmu;
– szkoleniem, opłacaniem, wszechstronnym popieraniem terrorystycznych organizacji w Zachodniej Europie, (jak „Rotę Arme”, „Czerwone Brygady”, „Czarne Pantery” w USA) mordujących znanych polityków, co było nawrotem do zarzuconego już od ponad pół wieku masońskiego „anarchizmu”;
– wszechogarniającym szpiegostwem cywilnym, gospodarczym, wojskowym;
– dążeniem do przechylenia na swoją stronę osławionej „równowagi strachu nuklearnego”;
– ideologiczną wrogością do syjonizmu zwalczanego doktrynalnie, jako szkodliwego dla ZSRR kosmopolityzmu żydowskiego;
– propagowaniem prymitywnego militaryzmu i agresji zbrojnej w rozwiązywaniu konfliktów, w większości przez siebie wywoływanych;
– niesubordynacją wobec planu żydomasońskiego przyspieszenia budowy Rządu Światowego trwającą od lat siedemdziesiątych;
– ekonomiczną degrengoladą sowieckiego „komunizmu”, od którego odwracały się tysiące niegdyś zauroczonych nim (agenturalnie), zachodnich „użytecznych durniów”2: ludzi wpływu, opiniotwórczych publicystów, pisarzy, polityków i dyletantów zwanych „intelektualistami”;
– gospodarczym regresem stanowiącym proste ostrzeżenie, że dalsze opóźnianie reorganizacji układu sił w kierunku globalizmu opartego na Rządzie Światowym, poszerza przepaść dzielącą „imperium zła” od Zachodu, którą coraz trudniej będzie zasypać;
– ostateczną decyzją izraelit o przejściu z dwubiegunowego układu sił (USA -ZSRR) na trójstronny (trilateralny): USA – ZSRR – Japonia.
Realizując ten program „pierestrojki sił” w skali globalnej, należało wpierw dokonać „pierestrojki” w ZSRR. Miała ona polegać na kontrolowanej degradacji ZSRR do rangi mocarstwa niemal drugorzędnego, ale zdolnego w przyszłości spełniać warunki partnerstwa trilateralnego.
Ta zasada będzie konsekwentnie pilotować politykę USA w stosunku do pozorowanej transformacji ZSRR. Pełna kontrola nad tym połowicznym rozpadem ZSRR daje się porównać z opanowaniem rozpadu atomu do celów pokojowych – z technologią rozpadu kontrolowanego.
Zob.: Ks. prof, Michał Poradowski: Nowy Światowy ład, wyd. Wers 1994 r., s. 42-44. Mapa o wymiarach 100×71 cm, zaopatrzona u dołu w komentarze, zawierała program powojennego: „The New Worid Morał Order”, Takiej samej nazwy używał w swoich oficjalnych wystąpieniach Robert Strausz-Hupc -ambasador USA. założyciel Foregin Policy Institute (Filadelfia) i masońskiego kwartalnika „Orbis”. Słynna pogardliwa definicja Lenina.
27

Pierre Virion w książce: Le Nowel Order dv Monde (Nowy Porządek Świata, 1974, s. 59) podaje dwie historyczne klamry powstania i rozpadu bolszewizmu. Pierwszą zdefiniował Murry Butler już w 1937 roku podczas bankietu w hotelu „Astor” w Nowym Jorku. Na polecenie mafiozów najważniejszej wówczas na świecie (obok Bnai Brith) organizacji żydowskiej – British-Israel Worid Federation (Brytyjsko-Izraelskiej Światowej Organizacji), ówże Murry Butler jako redaktor czasopisma tej organizacji – „National Message”, na polecenie swych mocodawców oświadczył:
Komunizm jest narzędziem, które służy do zniszczenia państw narodowych i do ustalenia jednego rządu światowego, jednej policji światowej i jednego pieniądza światowego.
Ponad 35 lat później, w 1972 roku, w tym samym organie, tej samej British-Israel Worid Federation, światowe żydostwo oficjalnie zadekretowało rozbiórkę bolszewickiego komunizmu czyli ZSRR:
Związek Sowiecki spełnił już swoją misje1.
W ciągu następnych 15 lat doprowadzono tylko do połowicznego rozpadu ZSRR i niech się nikomu nie wydaje, że oznacza to likwidację komunizmu. Będzie on trwał i siał zniszczenie pod różnymi postaciami „socjaldemokracji” i „socjalizmu” dotąd, aż powstanie Jeden Rząd Światowy, Jedna Policja Światowa, Jeden Pieniądz Światowy i Jedna anty-Religia Światowa.
Świat zachodni już wkrótce po wojnie uświadomił sobie, że sowieckie rakiety średniego zasięgu wystrzelone z okupacyjnego terytorium Niemiec Wschodnich, mogły osiągnąć Londyn po 20 minutach. Respekt dla stosunkowo prymitywnych rakiet hitlerowskich V-1 i V-2, które podczas wojny burzyły Londyn – nie przeszkodził anglosaskim strategom, idących na pasku swych mocodawców ze sfery pieniądza i polityki, w oddaniu bolszewikom terytoriów Europy Słowiańskiej, z której z tą samą łatwością mogli zasypać Zachód gradem rakiet. Anglosaska żydomasoneria zaplanowała taki a nie inny układ geopolityczny, a mason Churchill zrealizował ten plan ze ślepym posłuszeństwem najemnika działającego w poczuciu pełnej bezkarności.
Przeciwni tej międzynarodowej zbrodni, dwaj deputowani z brytyjskiej Izby Gmin-Stokes i Boothy, ustami jednego z nich pytali dramatycznie:
Czy wierzyliśmy rok temu, że wygrywaliśmy te wojnę aby zmienić Europę Środkową i Centralną w pustynie i zdziesiątkować ludność?2
Piąty rozbiór Polski dokona się podobnie – przy stołach konferencyjnych3. Jego symbolem będzie postsolidarnościowy Okrągły Stół.
Czterdziestoletnia z okładem okupacja Polski – czas jej czwartego rozbioru, wyczerpywała wszystkie znamiona podboju, okupacji, rozbioru:
– kolonialnej eksploatacji bogactw naturalnych i potencjału ludzkiego;
– niszczenia polskiej kultury i tradycji;
– wojny wydanej religii katolickiej i jej instytucjom;
– wprzęgnięcia .w system sowieckiego ekspansjonizmu;
– utrzymania Polski w regresie materialnym, w którym przeciętna płaca, emerytura, poziom życia materialnego miały się pod koniec okupacji jak 1:10 lub nawet jak 1:15
w relacji do standardów Zachodu.
Obecny nasz pościg za tymi standardami jest propagandową mrzonką choćby dlatego, że Zachód nie stanie w miejscu, nadto w ramach piątego rozbioru
1. Za: M”Poradowski, Ibidem, s. 25-26.
2. J. A. Cervera: Pajęczyna władzy (La red del poder). Noriom 1977, s. 194.
3. Głównie zaś w szeleście czeków i weksli.
28

wyznaczył nam rolę regionu permanentnie zacofanego, rezerwuaru siły roboczej, surowców; rolę eksterytorialnego korytarza Zachód-Wschód, a rewizjonizm niemiecki w odniesieniu do Ziem Zachodnich będzie najlepszym gwarantem tej roli Polski jako slumsu Europy.
Po dziesięcioleciach, ZSRR spełnił swoją pierwotną misję niszczyciela Rosji. W okresie 70 lat istnienia Sowłagru, nie tylko wykonał powierzone mu zadanie, lecz z czasem stał się zagrożeniem i przeszkodą dla tych samych sił, które go zrodziły.
A co najważniejsze – swoim dalszym istnieniem na geopolitycznej giełdzie sił, uniemożliwiał unifikację globu pod Jednym Rządem Światowym.
W samym Sowłagrze, ludobójcza misja została wypełniona z monstrualną nawiązką. Machina terroru i śmierci wysłała na tamten świat około 100 min swoich niewolników. U pozostałych zniszczyła to, co należy nazwać nie inaczej niż kodem moralnym – systemem chrześcijańskich wartości rosyjskiego narodu. Cel został osiągnięty. Jego terrorystyczną nadbudowę – cały ten ZSRR, można było poddać „pierestrojce”.
Dekompozycja ZSRR w ZSRR-bis nie odbyła się od zaraz, z dnia na dzień. Została poddana grze sprzecznych interesów wewnątrz i zewnątrz Sowłagru. Świat zachodniej oligarchii mimo wszystko nigdy nie był i nie jest monolitem, co zresztą stanowi naszą jedyną nadzieję na odzyskanie rzeczywistej wolności.
W listopadzie 1960 roku na prezydenckim tronie USA zasiada John F. Kennedy. Był standardowym produktem cywilizacji anglosaskiej, procedury długotrwałego formowania osobników desygnowanych do piastowania w przyszłości najwyższych funkcji. Już w Londynie młody Kennedy został wprowadzony w arkana marksizmu, w jego prawdziwe a tajne cele, przez swego przyjaciela liberała – Stevensona – ambasadora przy ONZ. Pracowała nad jego formacją grupa indoktrynerów masońskich: bankier Filip Kuznitz-ki'; żona założyciela tzw. grupy Pugwash a zarazem przywódcy światowej loży masońskiej B-nai-B-rith, skupiającej wyłącznie Żydów – pani Eaton oraz dyplomata Bohien. Doradcami Kennedy’ego byli m.in.: prosowiecki Schlesinger, „demokrata” Sorensen oraz niejaki Wiesner2, członek grupy Pugwash powstałej już w 1955 roku. Gabinet prezydenta będzie miał równie jednoznaczny skład z szeregiem Żydów w rolach głównych:
Averellem Harrimanem jako pomocnikiem sekretarza stanu, Deanem Rusky^em, Arturem Goldhergiem – następcą Frankfurtera w Sądzie Najwyższym USA. Podczas konfliktu o Kubę po zainstalowaniu sowieckich rakiet na tym „niezatapialnym lotniskowcu sowieckim” – jak nazywano Kubę – Schlesinger i Harriman ostrzegali Kennedy’ego, aby zbytnio nie zaciskał pętli wokół Moskwy (!). Kennedy wstrzymał więc rozpoczynającą się inwazję Kuby. Ginie od kuli „zamachowca” w 1963 roku. Śledztwo w sprawie tego amerykańskiego kolejnego „królobójstwa”, stanie się niedoścignionym wzorem matactw, ukrywających faktycznych inspiratorów mordu.
Następcą Kennedy’ego został prawdziwy antykomunista Nixon. On także musi respektować wpływy przywódcy światowych izraelit – Davida Rockefellera, który Nixonowi narzuca wrogiego mu Kissingera w roli doradcy. H. Kissinger to kluczowa postać światowego syjonizmu i żydomasonerii. Urodzony w Niemczech w 1923 roku i uratowany dzięki ucieczce w 1938 roku do USA, jest z czasem członkiem wszystkich decyzyjnych agend Rządu Światowego na czele z Komisją Trilateralną, Radą Polityki
1. Dość swojsko brzmiące nazwisko: Kuźnicki?
2. J. A. Ceryera. Ibidem, s. 199 i passim.

Zagranicznej, Klubem Bilderberg i tuzinem innych nieformalnych agent Rządu Światowego.
Generalną próbą sił między Nixonem i amerykańską izraelitą spod znaku pieniądza i
polityki, stanie się pozornie odległe zdarzenie: Francja planuje sprzedaż 100 samolotów Mirage dla Libii, państwa zdecydowanie wrogiego Izraelowi. Syjoniści ruszają do kontrataku. W styczniu 1970 roku zbierają około tysiąca swoich delegatów w Waszyngtonie, aby potępić politykę Departamentu Stanu, ich zdaniem proarabską. Obwinia się go o to, że nie przeciwdziałał francuskiej transakcji. Zapada decyzja o wysadzeniu Nixona z prezydenckiego siodła. Mechanizm jest wielce pouczający, dwuetapowy. Pierwsze uderzenie to manipulacja Żydów z Wali Street na giełdzie. Powoduje ona nagły spadek wartości akcji o 20 punktów. Trwa to do grudnia 1968 roku, dając następstwa w postaci wzrostu cen na rynku, inflacji i bezrobocia. Administracja Nixona doskonale zna ten mechanizm: Nixon kapituluje wobec 40 najważniejszych bankierów w Białyn Domu, podczas kolacji 27 maja 1969 roku. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki giełda notuje wzrost o 32 punkty, dochodzi do zakończenia wojny w Wietnamie wszystko zmierza do tego, aby fundusze przeznaczone na kontynuowanie tej wojny przekazać dla Izraela. Rząd Nixona nie poparł jednak weta Izraela w ONZ i to przesądzi o losach prezydentury Nixona. Zmontowano aferę podsłuchową pod nazwą Watergate. W każdej innej sytuacji przeszłaby ona niemal bez echa, ale ten incydent doprowadzi do pozbawienia go immunitetu nietykalności, a następnie prezydentury.
Realizując zasadę powstrzymywania komunizmu lecz nie niszczenia go, jeszcze za kadencji spokorniałego Nixona dochodzi do intratnych dla ZSRR umów z USA, podpisanych przez Nixona z Breżniewem w maju 1972 roku. Umowa dotyczyła m.in. zaopatrzenia w zboże i kukurydzę.
To Kissinger przekonał Nixona do wsypania amerykańskiego zboża i kukurydzy
w worek bez dna o nazwie ZSRR”. Nixonowi wolno było tylko westchnąć;
Stany Zjednoczone szkodzą sprawie wolności, kiedy sprzedają zboże do Związku Sowieckiego.
To prawda. USA od dziesięcioleci wspierały ten gigantyczny GUŁAG ekonomicznie nie próbowały wykorzystać tej transakcji nawet do wymuszenia złagodzenia terroru w ZSRR. Kiedy jednak zaistnieje propagandowa potrzeba, rozpętają wieloletnią nękającą kampanię w obronie tylko jednego Żyda – S. Sacharowa, a potem Szczarańskiego.
Rząd Nixona ustępuje wobec Sowłagru w innych dziedzinach – współpracy kosmicznej, broni nuklearnej i rozbrojenia Europy z broni konwencjonalnej.
Nikt nie zdoła logicznie związać w całość przyczynowo-skutkową kluczowych decyzji i wydarzeń geopolityki USA, jeżeli każdego z tych wydarzeń nie będzie natychmiast, odruchowo przepuszczał przez filtr interesów Izraela, którego USA jes tylko ekonomiczną i polityczną kolonią!
Oto kilka przykładów, które bezpośrednio odbiły się na wydarzeniach polskich.
W dniach 5-10 czerwca 1967 roku wybucha i trwa błyskawiczna „wojna sześcio dniowa” – spektakularny atak Izraela na Egipt, Jordanię i Syrię, co w proporcjach sił jes jakby powtórzeniem biblijnego pojedynku Dawida z Goliatem. ZSRR, a w ślad za nin
1. Według danych z G-7 (grupy siedmiu najbogatszych państw), od 1971 r. ZSRR-Rosja otrzymała od Za chodu w formie pomocy i kredytów – 81,5 mld dolarów, a jednak Produkt Krajowy Brutto spada z tego worka bez dna w tempie stałym. Według prognoz na 1997, spadnie on o następne 2 procent, w tym produkcja przemysłowa o 3 proc.
30

PRL i pozostałe „demoludy”, potępiły izraelską akcję. ZSRR zrywa stosunki dyplomatyczne z Izraelem, natychmiast zerwane także przez PRL.
Arabski rewanż nastąpił w październiku 1973 r. pod nazwą wojny Yom Kipur na wzgórzach Golan. Żydzi dostali poniżającego łupnia. Składający się w połowie z Żydów Kongres amerykański natychmiast spieszy z odsieczą i wspiera Żydów izraelskich sumą 2,9 mld dolarów. USA ponadto narzucają embargo na ropę z krajów arabskich, co powoduje raptowny wzrost cen w krajach rozwijających się, ale kryzys paliwowy częściowo dotyka i USA. Korzysta z tego sowiecka ropa naftowa, ale interes Izraela jest wartością ponadstrategiczną. Jak zawsze i wszędzie, na kryzysie kolosalne zyski mają koncerny międzynarodowe, takie jak Standart Oil, Mobil, ESSO.
Międzynarodowe macki izraelit intensyfikują w tym czasie swoje akcje w Europie poprzez masońskie elity Francji. Prezydent Giscard d’Estaiiig jest tylko narzędziem w rękach masonerii. Odwiedza mistrzów Wielkiej Loży Francji obiedencji szkockiej w ich siedzibie przy ulicy Puteaux (styczeń 1974). W następnym roku prezydenta rewizytuje Wielki Mistrz Richard Dupuy, wraz z doktorem Pierre Simonem i innym bratem Serge Behnrą – właśnie wybranym na Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu po Mistrzu Proteau’.
Giscard to eksponowany mason, który jako prezydent pozwala sobie publicznie pozdrowić w stylu masońskim Schmidta – kanclerza Niemiec. Giscard włączył setki masonów do swych programów działania. Skutek: zielone światło dla pornografii, masońskie pranie mózgów w szkołach i uczelniach2, ułatwienia dla aborcji, rozwodów, dalsza laicyzacja społeczeństwa, izolacja Kościoła katolickiego, etc.3 W grudniu 1974 r. Giscard spotyka się na Martynice z Geraldem Fordem, H. Kissingerem i Davidem Rockefellerem. Ustalają tam pełną międzynarodową współpracę przedstawicieli producentów i konsumentów. To otwiera wrota do penetracji Europy przez takie agendy żydomasonerii jak Komisja Trójstronna. Powstaje tu zamknięty krąg: Komisję powołał Rockefeller z inicjatywy polskiego „południowca” Z. Brzezińskiego (wykładowcy KUL!) – doradcy kolejno Nixona i Forda, a stale Rockefellera. Jej prezydentem był Gerard Smith z CFR. W składzie Komisji jest Jimmy Carter, przyszły prezydent USA, marionetka w rękach izraelit. To z tokijskich obrad Komisji Trójstronnej przywieziono decyzję o powołaniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego – narzędzia w finansowym zniewalaniu państw m.in. Europy Słowiańskiej, po ich „transformacji” upadłościowej.
Transformacja ZSRR przyspiesza swoje tempo z chwilą nominacji Geralda Forda na prezydenta w listopadzie 1974 r. Miesiąc później senat USA zawiera z ZSRR transakcję: klauzula najwyższego uprzywilejowania w zamian za emigrację 80000 Żydów sowieckich, a ostateczna liczba tego nowożytnego exodusu wyniesie 300000 osób po emigracji z lat 1989-1990. Kiedy agencja TASS informuje, że emigracja może zostać wstrzymana, USA odpowiadają wstrzymaniem dostaw pszenicy do ZSRR. Sowieci stają się jednak coraz bardziej agresywni, doktrynerscy. Rośnie ich przewaga militarna: od 1965 roku zbudowali 1300 okrętów, gdy Amerykanie tylko 30! ZSRR zwiększa armię z 3,4 min do 4,4, gdy Amerykanie zmniejszają swoją z 3,5 min do 2,1 min ludzi; USA zmniejszają budżet wojskowy w czasie, gdy ZSRR swój zwiększa.

1. J. A. Cervera, Tamże, s. 207.
2. Znakomicie demaskuje ten program praca Pascala B c r n a r d i n a: Machiavei nauczycielem, 1995 r. Wyd. polskie: Antyk, 1997.
3. Tę lekcję właśnie przerabiamy w Polsce, w ramach piątego rozbioru polski. Destrukcja w moralności i kanonach wiary, to istotny kierunek tej inwazji.
31

Wtedy zapada decyzja o przyspieszeniu procesu „zwijania” tego biznesu pod nazwą ZSRR. Poprzedzi ją seria konfrontacyjnych pociągnięć administracji Reagana na gruncie ekonomicznym.
Okaże się jednak, że tajne pertraktacje i konsultacje między ZSRR i USA trwały już od 1963 roku. Na razie wiadomo tylko tyle, że sowieckim supertajnym emisariuszem tego porozumienia i nowej wersji globalnego spisku przeciwko słabszym, był Jewgienij Primakow – ówczesny szef wywiadu sowieckiego – po transformacji ZSRR szef dyplomacji Rosji. Teraz (1997 r.) spotyka się z Madeline Albright – ministrem spraw zagranicznych USA. Oboje są Żydami. „Jerusalem Post” z 23 III 1996 r. podało nazwiska rodziców J. Primakowa: ojciec Finkelstein, matka Kirschenblat. Jak z tej mieszanki powstało nazwisko Primakow? Dokładnie tak, jak z Szechtera – Michnik, z Bermana – Borowski, itp. Madeline Albright była niegdyś Marią Korbel. W 1939 roku wyjechała z rodzicami z Pragi zajętej już przez Niemców i dlatego ocalała. Dziadkowie zostali i zginęli w Auschwitz. Maria po wojnie wyjechała do USA, gdzie z Marii stała się Madeline i wyszła za Albrighta. Oto C/OK jej polityki zagranicznej, bez żadnych oporów i ogólników wyłożone podczas jej wizyty w Izraelu:
Bezpieczeństwo Izraela jest dla mnie najważniejsze’.
Paralelność osobowości Hitlera i Stalina przejawia się m.in. w tym, że obaj byli endemicznymi wrogami Żydów i fakt ten nie czyni paradoksalnym innego faktu, jakim jest żydowskie autorstwo rewolucji bolszewickiej. Po czystkach międzywojennych, które razem z milionami Rosjan niepostrzeżenie zmiotły dziesiątki tysięcy sowieckich Żydów z wojska, NKWD, administracji, partii – radzieckiej „antyżydzizm” staje się niemal oficjalny. Pośrednio utrwala go konstytucja z 1936 roku. Usunęła ona z oficjalnego obiegu słowo „jidysz”; Żydzi musieli podawać w paszportach narodowość jako „Żyd”, fizycznie unicestwiono dziesiątki generałów żydowskiego pochodzenia, poczynając tę czystkę od marszałka Tuchaczewskiego oraz Jakiwa i Sterna – weteranów wojny hiszpańskiej a także: Gamarnika, Krejsera, Felmana, Eidemana i wielu innych. Działo się to na etapie fizycznej eksterminacji kilku milionów ludzi, głównie wojskowych w latach 1936-39, dlatego zagłada setek żydowskich dygnitarzy, funkcjonariuszy systemu rozpłynęła się w tej masie bez widocznej identyfikacji nacyjnej.
Po wojnie pozamykano szkoły żydowskie, żydowskie kluby literackie, wydawnictwa. Po śmierci Stalina (marzec 1953 r.) wyrzucono z Biura Politycznego nieusuwalnego przez dziesięciolecia Kaganowicza. W 1959 roku w Komitecie Centralnym było jeszcze 15 Żydów, ale wkrótce został tylko jeden. Z 1400 Żydów w Radzie Najwyższej
– tylko pięciu. To znaczy, że sowiecki antyżydzizm2 nie był fobią Stalina, lecz trwałą normą kolejnych czerwonych carów. Żydzi zdołali jednak utrzymać swoją przewagę w medycynie i prawie, nauce, sztuce, dziennikarstwie. Ta czarna niewdzięczność działa się pod oficjalnym hasłem antysyjonizmu. Był to wróg numer jeden, bliźniak imperializmu Oficjalnie piętnowano syjonizm od 1966 roku, choć skutki tej akcji Żydzi odczuwali ot dawna. Tę kampanię nagłośniły książki: Trofima Kiczenki: Judaizm do głębi (1966 oraz Jurija Iwanowa: Uwaga syjonizm (1969).
Antyżydowski kurs w ZSRR ośmielił polskich wasali. Rzucili wyzwanie syjoniston w 1967 roku, z jego apogeum w postaci tzw. Marca 68.
1. „Wprost”, 21 IX 1997, s. 10.
2. Antyżydzizm, to jedyna semantycznie usprawiedliwiona nazwa tego zjawiska, bowiem antysemityzm nigdzie nie istniał i nie istnieje choćby z tej racji, że: Żydzi wśród ludów semickich stanowią ledwo 8 proc populacji!
32

Dwa marzenia o światowym państwie nie mogą współistnieć, dlatego obecnie syjoniści prowadzą na całym świecie kampanię antyradziecką.
Tak uskarżał się, zarazem ostrzegał sowiecki profesor E. Messner’. Jedno musiało ustąpić. Ustąpiło marzenie w wersji sowieckiej.
Pośrodku tej prawdy lokuje się wspomniana wieloletnia krzątanina J. Primakowa – oscylatora pomiędzy „dwoma marzeniami” – syjonizmem i terrorystycznym ekspansjonizmem sowieckim. Misje Primakowa były ponawiane każdego roku. Do dziś nie wiadomo, kogo tam w istocie reprezentował – syjonistów sowieckich czy sowieckich „komunistów”? A może wszystkich jednocześnie? Wraz z syjonistami Zachodu?
Francuski dziennikarz profesjonalnie związany z wywiadem, założyciel tzw. Centre Europpen d’Information – Pierre Villemarest, w broszurze będącej zapisem jego wykładu wygłoszonego w Polsce w 1993 r.2, ujawnił wiele tajników kontrolowanego poślizgu ZSRR w ZSRR-bis, w wykonaniu superkartelu mafijnych „rodzin” spod znaku KPZR, KGB, GRU:
Od zimy 1989/90 roku wielokrotnie, i w prasie i w radio oraz w książce o Markusie Wolffie i STASI powtarzałem, że może komunizm umarł, ale jego aparat na pewno istnieje.
Jako najstarsza osoba w tej sali mogę państwa zapewnić, że mamy obecnie do czynienia z podobną sytuacją jak w latach 1943, 1944, 1945.
Już w 1943 roku tajne służby niemieckie zaczęły organizować podstawy swojego przetrwania. Hitler jeszcze o tym nie wiedział, ale Borman, i nie tylko on, tworzył podstawy do przeniesienia niektórych Niemców do innych krajów […].
W Rosji już Andropow3 wiedział przed swoją śmiercią, że komunizm będzie musiał zmienić swoje oblicze, a Gorbaczow4 współpracował z nim. Swego rodzaju rozprężenie zachwiało w 1990 roku planami przygotowywanymi od dłuższego czasu przez KGB oraz sowieckie organa administracyjne. Według mojego rozeznania, już od 1987 roku Gorbaczow i jego otoczenie rozważali, co prawda nie rozpad Imperium, ale co najmniej konieczność zmian pozorowanych, aby zapewnić przetrwanie komunizmowi. Pozory miały zakamuflować trwałość ich celów: chciano zastąpić stare zdyskredytowane kadry przez kadry młode, będące dotychczas w cieniu i zwane reformatorskimi. Swego rodzaju powrót do frontów narodowych znanych z lat 1944-47, miał umożliwić zaprezentowanie tego dania ludziom Zachodu, zachwyconych ani chybi taką rewolucją.
W tym samym czasie, podobnie jak aparat nazistowski po 1943 roku, Gorbaczow i jego otoczenie zaczęli na całym świecie budować środki przydatne do uruchomienia w przyszłości nowych siatek, które na razie miały pozostawać w uśpieniu – tak długo, jak to będzie możliwe i potrzebne.
Nie można bowiem inaczej zrozumieć celu, w jakim dokonano nielegalnego transferu na Zachód sum naprawdę poważnych, ponieważ wielu z nas ocenia je na ponad 80 miliardów dolarów5. transfer w złocie, srebrze, walutach wymienialnych, platynie itd, ulokowano na około 7000 kontach bankowych w Europie, Ameryce Łacińskiej (Ekwador, Urugwaj, Kuba i Nikaragua) oraz w rejonach arabsko-śródziemnomorskich, szczególnie na Cyprze.

1. „Rossija”, 5 XI 1971 r.
2. Dekomunizacja i rzeczywistość, Wyd. „Amarant” 1993 r.
3. Żyd i mason, szef KGB, organizator krwawej interwencji sowieckiej na Węgrzech w 1956 r. oraz zamachu na papieża Jana Pawła II.
4. Mason wraz ze swoją żoną Raisą.
5. Niektórzy wartość tej „ewakuacji” oceniają na około 80 mld. $.
33

I na co są przeznaczone te środki? Nie dla ludzi, którzy chcieliby gdzieś rozpocząć nowe życie i stać się przemysłowcami, bankierami czy handlowcami. Nie, bo w takim wypadku odnotowalibyśmy po prostu, że pojawiły się jakieś nowe przedsiębiorstwa w naszych krajach. Tymczasem, na przykład we Francji, pieniądze zostały przetransferowane do takich miast jak Lyon czy Marsylia i tam są zamrożone na kontach. Czekają… Nikt nie bada tych kont i nikt nie chce ich badać.
Proszę pamiętać, że w tym zakresie francuscy przedsiębiorcy i bankierzy mają duży wpływ na rząd i czasami więcej od niego do powiedzenia.
Po tak zwanym puczu w sierpniu 1991 roku, zatrzymany został także Anatolij Lukismow. były przewodniczący Rady Najwyższej Związku Radzieckiego. Mało się pisze o tym, że został już wypuszczony na wolność, a był przedtem szefem właśnie organów administracyjnych. Wiemy, że w strukturze komunistycznej był to urząd, który nadzorował całą tajną działalność Związku Radzieckiego. […] Właśnie Lukianow z Gorbaczowcin nadzorowali nielegalne transfery pieniędzy, złota i platyny do krajów zachodnich. Lukianow dokładnie wie, kim były osoby, które dokonywały tych transferów, a nie tylko gdzie ich dokonano, bo o tym i my sporo wiemy.
Ważne jest, gdy chodzi o lokalizację takich kont. wyspa Cypr. Na Cyprze istnieje 110 spółek sowieckich i około 2000 tajnych kont bankowych, których właścicielami są Rosjanie. Według A. Craiga, autora książki: Polowanie na niedźwiedzia, która ukazała się w wydawnictwie Simon & Schuster, pomiędzy styczniem 1991 a kwietniem 1992 roku przybyło z Rosji na Cypr dwa miliardy 600 milionów dolarów. Przyjazd na Cypr jest łatwy, ponieważ od lat nie potrzeba wiz pomiędzy Moskwą a Nikozją. 10 kwietnia 1993 roku pewien rosyjski biznesmen przybył na Cypr, aby zdeponować za jednym razem trzy miliony dolarów, które przywiózł ze sobą w walizce. Identyfikacja takich postaci pozwala zarazem rozróżnić pomiędzy rzeczywistymi przemytnikami, aferzystami, gangsterami i innymi osobami, a pełnomocnikami KGB, GRU i innych biur tego typu. Można by bowiem powiedzieć, że te trzy miliony dolarów, to pieniądze mafii. Tak. Oczywiście, tak mogło być.
Ale specjaliści amerykańscy, francuscy i angielscy, których znam z dawnych czasów twierdzą, że został zawarty kontrakt pomiędzy byłym aparatem komunistycznym Związku Radzieckiego a rosyjską mafią.
Większość ludzi mafii żyje z czarnego rynku, z klasycznej działalności gangsterskiej, ale dwustu czy trzystu z siedmiu tysięcy członków mafii to ludzie, którzy mają powiązania z byłymi siłami bezpieczeństwa ZSRR, czy to z KGB, czy z inną służbą.
Warto jednak odróżnić środki partii komunistycznej od pieniędzy transferowanych w ostatnich latach poza ZSRR i Rosję. Te pieniądze służą tym razem do tworzenia nowych sieci. FBI i niemiecka BND przyznały miesiąc temu, że można ocenić na 12 proc. wzrost aktywności obu rosyjskich służb (KGB i GRU) – tak w Stanach Zjednoczonych jak w Niemczech – w roku 1992 w porównaniu do roku 1991. Być może 1991 był rokiem jałowym, ale już świadczył o podjęciu przez Rosjan nowej aktywności. A ponieważ w Moskwie nie było żadnych prawdziwych zmian personalnych w żadnej z wyżej wymienionych służb, wiec przerzut pieniędzy w latach 1989-91 dokonywał się bezboleśnie. Owszem, trzeba było sporządzić bilans strat, ocalić to co się nadawało do ocalenia, a nawet przerzucić z jednego kontynentu na drugi ludzi spalonych, tak jak to zrobiono-w NRD i w RFN w latach 1990-1991. Trzeba też było podejmować inne działania zabezpieczające.

29 i 30 maja odbyło się w Moskwie spotkanie prawdziwych demokratów rosyjskich na temat: KGB dzisiaj, wczoraj i jutro. Byli oficerowie KGB stwierdzili na nim, że podczas wyborów w roku 1990 przeprowadzili infiltrację, i teraz w regionalnych parlamentach i we władzach najwyższych są ich agenci w liczbie 2756. Czy możemy założyć, że świat zachodni jest od tego rodzaju infiltracji wolny?’
O tym, że moskiewskie pieniądze idą na rozmaite cele, świadczy lektura postanowienia sowieckiego Politbiura nr 175/3 z grudnia 1989 roku, o transferze 22 milionów dolarów dla zagranicznych partii komunistycznych oraz dla innych organizacji. Sam Aleksander Jakowlew przyznał, że decyzje te zostały podjęte niejako rutynowo, bez dyskusji przez Gorbaczowa, który już 26 kwietnia 1988 roku nakazał Walentinowi Falinowi przelać z budżetu państwa wiele milionów dolarów i innych dewiz zagranicznych dla zaprzyjaźnionych stowarzyszeń.
A więc nie tylko zagraniczne partie komunistyczne otrzymały poważne sumy. Kto je jeszcze otrzymał i w jakim celu, to pozostaje pytaniem otwartym.
Pewne sumy zostały ustalone. Szwedzki korespondent Europejskiego Centrum Informacji powiadomił mnie, że Komunistyczna Partia Szwecji (sześćdziesiąta piąta na liście „finansowanych”) otrzymała w 1990 roku 275000 dolarów. Szwedzkiej partii płacił osobiście Anatolij Smirnow z Komitetu Centralnego KPZR. Od roku 1978 do grudnia 1990 roku Szwedzka Partia Komunistyczna otrzymała w sumie dwa miliony dolarów.
Przerwijmy na chwilę lekturę rewelacji P. Yillemaresta i przenieśmy je na grunt Polski.
Oto w styczniu 1990 roku, a więc miesiąc po wspomnianej dyrektywie sowieckiego Politbiura, sekretarz PZPR Mieczysław Rakowski przybył do Moskwy i podpisał tam porozumienie obu bratnich partii, na mocy którego KPZR przyznała polskim wasalom bezprocentowy kredyt w wysokości jednego miliona 232 tysięcy dolarów oraz pół miliarda starych złotych. Pieniądze miały pokryć koszty organizowania XI Zjazdu PZPR oraz utworzenia nowej partii komunistycznej pod zmienioną nazwą. Zwrot pożyczki miał nastąpić po upływie roku2. Wkrótce pożyczka nabrała rozgłosu z powodu takiego „drobiazgu”, jak nie uzyskanie zgody Prezesa NBP na zaciągnięcie takiej pożyczki -zgodnie z obowiązującym wówczas przepisem, wymagającym takiej zgody w przypadku zagranicznej pożyczki przekraczającej kwotę pół miliona dolarów. Rakowski o taką zgodę nie wystąpił zgodnie z pragmatyką wszechwładnej PZPR, której nie obowiązywały oficjalne ustawy, zakazy czy nakazy. Nie mógł zresztą wystąpić o taką zgodę z potrzeby ścisłego utajnienia tych machinacji walutowych.
Towarzysze polscy pożyczkę szybko upłynnili, a po roku Rakowski wystąpił do towarzyszy radzieckich z prośbą o prolongatę terminu spłaty. Sekretarz KC KPZR Gennadij Janajew w październiku 1990 roku przesłał Gorbaczowowi prośbę Rakowskiego, a w bezpośredniej rozmowie z Janajewem odbytej już w Warszawie, Rakowski poinformował go, iż 300000 dolarów przeznaczono na rozruch nowej „Trybuny Ludu”, tyle że skróconej o słowo: „Ludu”. Ponadto, 200000 dolarów poszło na wypłaty dla zwolnionych tysięcy pracowników aparatu partyjnego. Kolejne 200000 dolarów, zgodnie z tajną dyrektywą mocodawców sowieckich, polscy towarzysze mieli zainwestować w „biznes”, aby z niego zwrócić cały kredyt.
1. Na gruncie polskim afera szpiegowska J. OIcksego, a w 1997 r. – A. Kwaśniewskiego i dziesiątki ważnych polityków ujawnionych w tzw. „Liście Macierewicza”.
2. Tygodnik „Rossija”. Yll/1991.

W listopadzie 1990 roku PZPR zwróciła sowieciarzom 600000 dolarów. Odbyło się to wedle najlepszych wzorców gangstersko-mafijnych. Oto Wtadymir Wierszynin, wysoki rangą oficer KGB oraz Witalij Swietlow odbierają ten szmal od Leszka Millera;
Część pożyczki zwrócono w mieszkaniu Władimira Alganowa, wysokiego rangą funkcjonariusza wywiadu sowieckiego, który „pilotował” m.in. przyjacielską „współpracę” z Józefem Oleksym, a także z późniejszym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim2.:
W marcu 1991 roku Moskwa powołuje grupę roboczą mającą na celu koordynacja działalności partii komunistycznych w Europie sowieckiej zwanej Wschodnią. „Komsomolska Prawda” z 10 XI 1991 r. pisze, iż zgodnie z tajną uchwałą KPZR i propozycja Leszka Millera – ówczesnego przywódcy Socjaldemokracji RP, utworzono bank danych oraz sztab do spraw komercyjnej działalności partii komunistycznych. Wedle tej gazety, Gorbaczow wyznaczył pięć osób z kierownictwa KPZR, które miały zająć się tajnym biznesem. Okaże się, że po puczu Janajewa niektórzy z tej piątki popełnili samobójstwo albo im w tym pomożono. Powstał więc kłopot: jak ustalić tajne konta zabrane przez samobójców do grobu? Gienadij Filiszyn – minister sprawiedliwości już nie ZSRR tylko Rosji, podobno zaproponował zachodnim adwokatom dziesięć procent „odsypu” za ustalenie tych zaginionych kont KPZR.
Naturalnie, Leszek Miller zgodnie z wypróbowaną pragmatyką partyjnych krętaczy, oświadcza potem: Nic nie wiedziałem o pożyczce zaciągniętej przez Mieczysława Rakowskiego […] i jednocześnie zapowiada wszczęcie postępowania sądowego przeciwko gazetom, które ujawniły sprawę „moskiewskich pieniędzy”. Tymczasem jego partyjny towarzysz odpowiedzialny za finanse SdRP potwierdza istnienie dwóch firm kontrolowanych przez SdRP. Są to: Elirofiir3 oraz Transakcja. Obie spółki powstały z 95-procentowego udziału funduszu byłej PZPR.
Wiesław Huszcza4 – skarbnik SdRP – wedle niedyskrecji prasy rosyjskiej goszczący w Moskwie w dniach 16-19 kwietnia 1990 roku – uznał, iż:
Jedynym wyjściem z trudnej sytuacji finansowej, zdaniem kierownictwa SdRP, jest rozwijanie aktywnej działalności gospodarczej, w tym przy udziale partnerów zagranicznych, następnie przerzucanie części środków za granicę, aby zostały utworzone spółki akcyjne w Wiedniu i Nowym Jorku. SdRP utrzymuje kontakty gospodarcze z austriackimi i włoskimi socjaldemokratami. Jest w trakcie nawiązywania współpracy z Finami. Ogółem udało się włożyć w spółki akcyjne część środków byłej PZPR (6 min USD i 4 mld zł). W tych warunkach polscy towarzysze uważają za życiową konieczność współpracę z KPZR w sferze gospodarki i ekonomii.
Wiesław Huszcza to niedoceniona przez media szara eminencja PZPR-SdRP-SLD i nie tylko. Na krótko przed groteskowym (w skutkach!) puczem Jenajewa w 1991 r., w ośrodku wypoczynkowym bonzów KPZR i ich wasali z demoludów – na Krymie, jednocześnie zjechali się tam: Jewgienij Primakow (szef KGB), Hans Modrow (NRD) oraz „trzej królowie” z SdRP Wiesław Huszcza, Al Kwaśniewski i Leszek Miller („Wprost”, 25.02.1996 r.).
1. Obydwa nazwiska, to pseudonimy. Wierszynin rzekomo nazywał się: Silwestrow. (Zob.: „Nasza Polska” 3 IX 1997).
2. Al. Kwaśniewski temu zaprzecza, nawet pozwał do sądu redakcję „Życia” które wyskoczyło z tą rewelacją.
3. Z prezesem Józefem Misztalem – sekretarzem generalnym Polskiego Związku Żeglarskiego, związanego z „Intersterem” Ireneusza Sekuły. Pojawiają się w dalszych wątkach tej pracy.
4. Syn czy krewniak generała Jana (Iwana) Huszczy?
36

Już we wrześniu 1989 roku weszła w praktyczne zastosowanie tajna dyrektywa o zakładaniu przez wojewódzkie komitety PZPR spółek prawa handlowego. Po
upływie pół roku, komitety stały się współudziałowcami 36 takich spółek.
Autorzy tzw. Czerwonej księgi (wydanej przez firmę „Kompan” G.K.) podają, że M. Rakowski osobiście udzielał pełnomocnictwa do zawarcia umowy notarialnej spółce Unimat z Krakowa. Udzielił pisemnej zgody na przyznanie spółce Agencja Gospodarcza pożyczki w wysokości 9 miliardów złotych (). Ponadto kazał przelać na konto tej spółki 100 min złotych z przeznaczeniem na Fundację Wschód-Zachód.
W lutym 1990 roku Leszek Miller w liście do Aleksandra Jakowlewa – członka Biura Politycznego KPZR donosił:2
Pragnę poinformować, że współpracą gospodarczą w imieniu Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej zajmować się będzie nasze przedsiębiorstwo pn. Agencja Gospodarcza f…]. Pragnę jednocześnie poinformować, że działająca w porozumieniu z nami „Fundacja Wschód-Zachód” zamierza w możliwie krótkim terminie wspólnie ze wskazanymi przez Was przedsiębiorstwami radzieckimi powołać do życia międzynarodową spółkę akcyjną „Połrossa”. W dalszych fragmentach listu Miller informuje towarzyszy wówczas jeszcze radzieckich, że wstępne rozmowy w tej sprawie odbyto z przedstawicielem handlowym ZSRR Szczukinem, a do prowadzenia rozmów w sprawie gospodarczej działalności SdRP upoważniono skarbnika SdRP W. Huszczę oraz Witolda Wiącka.
W kwietniu 1990 roku, towarzyszom z KPZR towarzysze z SdRP przedstawili tzw. „List intencyjny” w sprawie zasad współpracy gospodarczej, już tajnej, pomiędzy PZPR przechrzczoną w SdRP, a wciąż jeszcze istniejącą KPZR3.
Warto uważnie prześledzić istotne fragmenty tej antypolskiej zmowy nie tyle partyjnej co już mafijnej:
[…] Sugerujemy, żeby strona radziecka bądź wyznaczyła przedsiębiorstwa KPZR do prowadzenia ww. transakcji […] Jesteśmy również gotowi poprzez przedsiębiorstwa, których właścicielem jest SdRP, w tym również z udziałem kapitału zagranicznego, organizować dla Związku Radzieckiego transakcje wielostronne w dowolnym zakresie. Dzięki naszym powiązaniom możemy zapewnić szybkie dostawy bez konieczności płacenia przez ZSRR walutami wymienialnymi. Liczymy, że dzięki pomocy KPZR transakcje barterowe (? – H. P.), w których uczestniczy Socjaldemokracja lub jej przedsiębiorstwa, będą korzystały z uproszczonej procedury wydawania zgód na wywóz ze Związku Radzieckiego towarów oferowanych przez naszych partnerów. Licząc na zrozumienie przez KPZR naszych potrzeb pragniemy podkreślić, że tempo rozpoczęcia konkretnych działań jest dla nas sprawą o żywotnym znaczeniu. Wspólne przedsięwzięcia
1. Socjaldemokracja pragnęłaby utworzyć na terenie Związku Radzieckiego przedsiębiorstwa mieszane z udziałem radzieckim (jako partnera widzimy np. Torgowuju Patatu ZSRR), które zajmowałyby się popieraniem tworzenia joint ventures przedsiębiorstw radzieckich i przedsiębiorstw z innych państw4. Nasze powiązania z istniejącymi już wyspecjalizowanymi instytucjami zachodnimi (m.in. Europaconsult i Forttrade Investments, z którymi mamy w Polsce wspólne przedsiębiorstwa oraz z kręgami bankowymi w Londynie) pozwoliłyby, jak
1. Dane na ten temat ujawnił tygodnik „Rossija” w lipcu 1991 r.
2. „Nasza Polska”, 3 IX 1997 i passim.
3. „Nasza Polska”, 48/1996.
4. Zablokowanie tworzenia tycli „baz” dla sowieckich joint yenture przez rząd J. Olszewskiego, wprawiło w furię prezydenta Wałęsę przebywającego w tej sprawie w Moskwie.
37

sądzimy, na prowadzenie działań korzystnych dla strony radzieckiej, a jednocześnie przynoszących wymierne zyski naszej partii.
2. Socjaldemokracja RP pragnie poprzez swoje agendy złożyć ofertę na inwestycje w przemyśle przetwórstwa ropy naftowej i rafinacji gazu ziemnego. W ślad za propozycjami, poszły konkretne działania. Wiesław Huszcza informuje (15 V 1990 r.) tow. Konowalowa – dyrektora Inturistu w Moskwie, iż do Moskwy przyjedzie grupa przedstawicieli firm zagranicznych celem poczynienia ustaleń w sprawie budowy hotelu w Moskwie. Przedstawiciele noszą jednak polskie nazwiska, a jeden z nich nawet przesadnie polskie. Jest nim niejaki Sławomir Arabski z firmy Medicat wspomagany przez Zbigniewa Marczyńskiego. Inny, to Jerzy Jamka z wiedeńskiej Trade Development Agency Handelsgesellschaft m.b.II.
To zapewne te firmy miał na myśli kierownik administracyjny KC KPZR Anatoli Kruczyna, stwierdzając w „Moskowskoj Prawdzie” (VII/1992), iż SdRP utrzymuje
kontakty gospodarcze z socjaldemokratami włoskimi i austriackimi.
W lutym 1991 roku weszła ustawa o przejęciu przez Skarb Państwa majątku PZPR i tym samym o zablokowaniu jej kont. Okaże się, że PZPR jest nędzarzem: na koncii miała ledwo 44 min złotych, czyli około połowy ówczesnej wartości samochodu marki Fiat 126 p!
Ale rok przedtem posiadała na swym koncie 6,6 mld złotych, 750000 dolarów
114000000 franków. Gdzie te pieniądze się podziały?
Zagadkę pośrednio wyjaśnił wspomniany A. Kruczyna. Według niego, SdRP zainwestowała w spółki zagraniczne 6 min dolarów i 4 mld starych złotych.
Są to „inwestycje” gwarantujące niezniszczalność polskiej i innych komunistycznych „socjaldemokracji”. Przeszły w nieoficjalne, mafijne struktury i metody działania przeciwko Polsce. Komunizm trwa, aż po czasy ustanowienia Rządu Światowego Tyle, że przechrzcii się na „socjaldemokrację”.
Jaki jest – po siedmiu latach „transformacji ustrojowej” – stan posiadania „nędzarzy” z PZPR-SLD? W rozdziałach o gospodarczym rozbiorze Polski rzucę sporo światła na tę mroczną przepaść. Dla porównania, dla próby analogii z bossami radzieckimi (KPZR – KGB – GRU) nerwowo lokującynii w latach 1990-91 dziesiątki miliardów dolarów na Zachodzie, warto przyjrzeć się fortunom niektórych z nich A.D. 1997 r, Łatwość, z jaką zawłaszczali państwowe pieniądze na mocy sprawowania władzy sprawiła że:
Borys Bierezowski – zastępca sekretarza rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, posiada na prywatnych kontach (wg amerykańskiego pisma „Forbes”) – trzy miliardy dolarów Zaledwie 36-letni, ale już były wicepremier federalnego rządu WNP czyli ZSRR-biis Władymir Potanin, posiada 700 min dol., a mimo to nie załapał się do pierwszej setki rosyjskich bogaczy. Jest on m.in. szefem „Onexim-Banku”, który dziennie zarabia 3 mld rubli, gdyż posiada monopol na obsługę płatności celnych.
Prezydent Kalmucji – 10 lat temu ubogi student, tylko w 1996 r. „zarobił” milion dolarów; jest właścicielem 50 firm. Michaił Chodorowski zgromadził już 2,4 mld dol., gdyż w 1987 r. założył za pieniądze KPZR koncern pod nazwą Menatep-Jukos. Inn) stachanowiec fortuny to Gusiński, w wiadomy sposób ściśle współpracujący z G. Sorosem1 – powoli stającym się współwłaścicielem Polski. Jednym z najbogatszych budowniczych komunizmu na modłę ZSRR-bis, jest premier Czernomyrdin, szacowany na 2 mld dol.
1. „Rzeczpospolita”, 6 IX 1997. 38

Po tych uwagach powróćmy do tekstu P. Yillemaresta:
Kolejna sprawa. Markus Wbiff, szef tajnych służb niemieckich, przeprowadził rekrutację ponad 2500 kobiet niemieckich. Pracowały one w Bonn, w rządzie, w administracji i tylko 10 czy 12 zostało aresztowanych. Gdzie są te kobiety teraz, co one robią, czy tak sobie po prostu zniknęły, rozpłynęły się wśród innych obywateli RFN?
W 1991 roku było w NRD około 7000 Niemców, niekiedy doktorów, profesorów i inżynierów, którym zmieniono nazwiska, otrzymali fałszywe papiery i podejmowali nowe. sekretne życie w innym mieście w NRD. Czy ktokolwiek prowadzi jakiekolwiek badania, co ci ludzie robią w tej chwili? Czy nie sądzicie państwo, że mogą oni mieć jakieś specjalne polecenia, specjalne zadania do wykonania? Inne osoby przerzucono z NRD do Francji, Belgii, także Niemiec Zachodnich, do Holandii i Szwajcarii.
Ci ludzie tam żyją, mają nową tożsamość, być może już teraz pracują dla nowego KGB czy też po prostu dla Primakowa, który jest nowym szefem nowego KGB na kraje zagraniczne.
Ciekawe, że między 1963 a 1989 rokiem Primakow corocznie przez 27 lat spotykał się potajemnie w Dortmundzie na tajnych rozmowach z wysoko postawionymi urzędnikami amerykańskimi. Pytanie, czy to pan Primakow tak powoli przechodził na stronę Amerykanów, czy też był tak przebiegły, tak chytry, że przez cały czas prowadził infiltracje Amerykanów? Trzeba by tę sprawę wyjaśnić. Primakow przebywał niedawno w krajach wschodnich, w waszych, drodzy Państwo krajach, prosząc o współpracę w walce przeciwko gangsterom, zorganizowanej przestępczości i terrorystom. To jest po prostu jakaś przykrywka.
Warto rozwiązać dwie kwestie. Pierwsza, to gdzie są tworzone nowe sieci komunistyczne, a druga, co robią ich oficjalne struktury.
Regularnie w ciągu ostatniego roku odbywają się seminaria, w których uczestniczą przedstawiciele różnych partii komunistycznych. Na przykład w Kalkucie. tak, to jest dość daleko stąd. Od 5 do 7 maja bieżącego roku trwało spotkanie, w którym uczestniczyli przedstawiciele dwudziestu partii komunistycznych wszystkich kontynentów. W Indiach stwierdzono, że celem miało być po prostu określenie, jak sobie pomagać (tak jak to robili naziści po wojnie), żeby stworzyć jakąś sieć, wspierać tych biednych ludzi, którzy stracili pracę i nie mają pieniędzy. Przykro mi, aleja nie wierzę w takie wyjaśnienia. Nie ufam partiom komunistycznym, kiedy spotykają się w Kalkucie, by omawiać problemy socjalne pracowników aparatu.
Dotyczy to także Kuby. Między styczniem a majem bieżącego roku było na Kubie 47 delegatów partii komunistycznych, którzy przybywali z różnych krajów i różnych kontynentów. Pod pretekstem jakichś festiwali zostawali na tydzień, niekiedy na dwa tygodnie. I jakoś nie mieli kłopotów z pieniędzmi. Czy państwo sądzicie, że oni tam jeżdżą tylko po to, ażeby chodzić do nocnych klubów? Nie wierzymy w takie tłumaczenia.
Mikt też nic nie mówi na temat RPA. Wiadomo, że zachodzą tam bardzo głębokie zmiany. Jest to niekiedy powolne, ale Komunistyczna Partia RPA jest już legalna, a wiadomo, że są w niej powiązania dość szczególne, że jerien z jej liderów jest byłym pracownikiem KGB i nadal przebywa i działa w tym kraju. A RPA jest jednym z punktów kluczowych we współczesnej polityce.
Inny ważny kraj, to Brazylia. W Brazylii, na Kubie i w Indiach zorganizowano właśnie nowe struktury. Dlatego tam, bo to jest daleko od naszej części świata. mogą się tam spotykać bezpiecznie. A wiadomo też, że Indie są jednym z krajów, z którymi Rosjanie zawarli duże kontrakty, szczególnie na sprzedaż broni. I to trwa, nic się nie zmieniło.

Kilka hipotez. Mam wrażenie, że Moskwa odwołała się do stałych dobrych zasad z lat 1920-1930. KGB i GRU przetrwały i na nowo biorą w swe ręce co można uchwycić. Mówi się też, że tzw. organa administracyjne zniknęły w 1990 roku. Ale ich kierownicy stojący za Gorbaczowem przewidzieli i to, podczas gdy dwie wspomniane Dyrekcje prowadzą swoje gry pomiędzy prezydentem państwa i komisjami parlamentarnymi (obrony i bezpieczeństwa), istnieje gdzieś pewne biuro mające na celu:
– stworzenie nowego Kominternu;
– powtórne zagospodarowanie organizacji dnia wczorajszego: Światowej Federacji Związków Zawodowych, Ruchu Prawników, Ruchu Pokojowego, Międzynarodówki Dziennikarzy, itd.
Taka choćby Międzynarodowa Organizacja Dziennikarzy, jeszcze w 1987 roku liczyła 150000 członków w 114 krajach. Nawet jeżeli 30 czy 50 proc. spośród nich to zmęczeni, rozczarowani, zdemobilizowani, czy wręcz dysydenci, byli współtowarzysze drogi, to znajdzie się tam jeszcze, znanych lub potajemnie afiliowanych, 70 do 90 tysięcy czynnych agitatorów i dezinformatorów (widać to doskonale we Francji), a pomiędzy nimi autentyczni lub tylko potencjalni agenci do dyspozycji KGB i GRU lub osoby chętne do zapełnienia ram kadrowych dla jakiegoś neo-Kominternu
Te partie komunistyczne, które zachowały pełną legalność, albo uzyskały ją lub odzyskały w ostatnim roku, mają wszelkie możliwości, aby się przegrupować i ukryć w sobie różne indywidua z legitymacjami partyjnymi lub bez, które będą rekonstruować Komintern. Pewne państwa stają się bazą lub ostrzem tego neo-Kominternu: Afryka Południowa, z racji ewolucji którą mamy; Kuba, Australia (gdzie aparat rumuński jest bardzo silny), Niemcy, Grecja, Brazylia…. Są to hipotezy bardzo osobiste, sformowane na podstawie obserwacji ruchów pewnych komunistycznych kadrowców, którzy są legalni, ale opiekują się nielegalnymi.
Tylko stała wymiana informacji na temat wszystkich konferencji, kolokwiów, przegrupowań i festiwali tych środowisk, wraz z analizą list uczestników, pozwoliłyby lepiej poznać neo-Komintern, którego poprzednik w latach 30-tych i 40-tych poczynił w Europie tyle spustoszeń…
Kiedy Polska tonęła w bagnie stanu wojennego i już po jego odwołani w Sowlagrze zachodziły gruntowne zmiany personalne i strukturalne, przygotowują warunki odwrotu oligarchii reżimu na „z góry upatrzone pozycje”. Zmiana struktura!] polegała na dobrowolnej utracie oficjalnej władzy – imperium tajnych służb terroru wewnętrznego i zewnętrznego. Taki np. „reformator” Gorbaczow, swoją funkcję gense] zawdzięcza posłusznemu wykonywaniu dyrektyw KGB i sił zbrojnych, nierozdzielnie związanych z GRU i KGB’.
Polityczno-wojskowy przewrót Andropowa w listopadzie 1982 roku znalazł swe powtórkę w partyjno-policyjnym przewrocie duetu Gorbaczow-Czebrikow w mari 1985 roku. Odbyło się to bez udziału bossów z armii, którzy popierali w tej rywalizacji Romanowa – członka Politbiura. Te personalno-funkcyjne subtelności były bez znaczenia dla narodów Sowłagru, a także zniewolonych narodów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym zwłaszcza Polski. Miały jednak dalekosiężne skutki. Przenosiły władzę oficjalną z mało już rzeczywistej KPZR, na realnie rządzących tą partią bossów z KGB GRU, którzy zawsze obsadzali kluczowe w Sowłagrze stanowiska. Szefem resortu bezpieczeństwa państwowego został generał KGB. Ministrem spraw zagranicznych – generał KGB. Szefem Rady Ministrów – generał KGB. Sam Gorbaczow
1. Co nie przeszkadzało bossom KGB w permanentnej rywalizacji i wojnie podjazdowej z GRU. 40

był protegowanym KGB. Karierę zrobił błyskawiczną, wydobyty ledwo kilkanaście lat przedtem z funkcji partyjniaka jakiegoś kołchozu. W zamian za to, na zawsze pozostał ślepym wykonawcą dyrektyw KGB.
Formalnie władzę zwierzchnią nad państwem sprawowało Politbiuro złożone z domierających starców, ale po czerwcowym Plenum z 1985 roku wykreowała się wszechwładza osobliwego „Dyrektoriatu Pięciu”. Byli to – dwóch aparatczyków całkowicie podporządkowanych mafiozom z KGB – Gorbaczow i Ligaczow oraz trzech generałów KGB – Alijew, Czebrikow i Szewardnadze – wówczas minister spraw zagranicznych, ale przedtem szef KGB Gruzji.
Znawca sowieckiego imperium zła – A. Awtorchanow w swej książce: Od Andropowa do Gorbaczowa z faktu wyłonienia się tego „Dyrektoriatu Pięciu” wyprowadza i potwierdza znamienną prawidłowość. Taką koncentrację władzy w rękach kilkuosobowej grupy zbirów, historia zna z dziejów Rewolucji Francuskiej, kiedy to ów „Dyrektoriat Pięciu” istniał i dokonywał największych zbrodni, dopóki później Napoleon -narzędzie w rękach masonerii – nie podjął zamachu stanu. Taki sam dyrektoriat rządził rewolucją lutową Kiereńskiego we wrześniu 1917 roku2, zmiecioną przez klasyczną kontrrbandę Lenina. I wreszcie – Politbiuro pod wodzą Lenina, w okresie najcięższym – wojny domowej – składało się z pięciu decydentów.
I gdyby nawet pięcioosobowy „dyrektoriat” Gorbaczowa uznać za konfigurację całkiem przypadkową, to nie można pominąć analogii z polskim „Dyrektoriatem Pięciu”, rządzącym w Polsce w ostatniej fazie „transformacji” PRL w PRL-bis. Byli to: Jaruzelski, Kiszczak, Urban, Ciosek, Pożoga. W polskim „dyrektoriacie” mieliśmy więc „tylko” dwóch czołowych łotrów z polskiego KGB czyli UB-SB, ale wszyscy pozostali byli wytworami terrorystycznego aparatu władzy, będącego nierozdzielnym stopem górnych warstw partii i służb specjalnych.
Gorbaczow wkrótce zdjął ze stanowiska ministra spraw zagranicznych, niereformowalnego towarzysza „Niet” – Andreja Gromykę, anachronicznie wpisującego się w najgorszą przeszłość poststalinowskiego ZSRR. Na jego miejsce mianował właśnie Szewardnadze – byłego szefa KGB republiki Gruzji.
KGB całkowicie przejął więc władzę w państwie i rozpoczął tak precyzyjnie opisaną przez P. Yillemaresta wyprawę w przyszłość z walizami dolarów, złota i platyny. Tylko KGB mogło tak starannie, wykorzystując swoje światowe kanały agenturalne i szpiegowskie, zdeponować aktywa walutowe i personalne całego imperium w państwach zachodnich, o skutkach nieobliczalnych i rozpisanych na następne dziesięciolecia.
Decydującym uderzeniem, które zmusiło ostatni sowiecki „dyrektoriat” do ustępstw wobec Zachodu i posłusznej „transformacji” czyli dość znacznego „rozbioru” ZSRR, były klęski sowieckie w Afganistanie. O finale rozstrzygnęły rakiety Stinger. Przełamały one sowiecką dominację z powietrza nad mudżahedinami afgańskimi. Szef wywiadu amerykańskiego Casey, trafnie przewidział skutki tej końcowej konfrontacji technicznej:
Kiedy zaczniemy wykopywać z nieba samoloty warte 20 milionów dolarów, Kreml straci nerwy3.
1. Wyd. Antyk, Lublin-Śląsk-Warszawa 1989 – wydanie broszurowe.
2. Wszyscy ministrowie Kiereńskiego byli masonami.
3. PeterSchweizer: fictory czyli zwycięstwo, Warszawa 1994, s. 237 oraz cHenryk Pająk: Zcihyalein aby żyć, Wyd. Retro 1995 r.
41

Plan demontażu ZSRR stanowił jedynie początek i warunek planu reorganizacji generalnego układu sił. Dwuosiowy podział na komunizm i kapitalizm, na Wschód i Zachód wyczerpał swoje masońskie zadania i możliwości – jak przyznali Żydzi z cytowanego już pisma „National Message”.
Decyzja o rozbiórce ZSRR zapadła więc w latach 70-tych. To wtedy rozpoczęły serie supertajnych narad emisariuszy murszejącej osi: Wschód-Zachód.
Stronę sowiecką reprezentował – jak wiemy – Primakow. Kto jeszcze oprócz niego
– nie wiemy. Wstępami do kruszenia ortodoksji kremlowskich skorupiaków z KGB
i GRU były: rozruchy studenckie w Warszawie jako składowa podobnych „zadym w Europie Zachodniej; zbrojna interwencja sowiecka w Czechosłowacji (1968 r.); wybuch Grudnia 70; wydarzenia radomskie w 1976 r.; wyniszczająca i tak już zniszczoną gospodarkę ZSRR – wojna w Afganistanie; wreszcie koronkowa prowokacja pod nazwą „Solidarność” z jej żydowskimi emisariuszami w roli doradców i ekspertów.
Sternicy prezydenta J. Cartera wrzucili sowieciarzom propagandową „żabę” w postaci Ruchu Obrony Praw Człowieka. Jego następca Reagan dołożył „wojny gwiezdne”. Gospodarczej zapaści ZSRR dopełniała kosztowna wojna o nic w Afganistanie 01 celowe obniżenie światowych cen ropy naftowej – głównego źródła eksportu i dochodów ZSRR.
Koncepcja reorganizacji globalnego dwubiegunowego układu sił, wyszła z niedzielnego kręgu wielkiego biznesu oraz izraelit o proweniencji żydo-masońskiej.
Czołową postacią w tym wysiłku na rzecz ruszenia z posad bryły świata był polsko języczny Zbigniew Brzeziński. Jego wspólnikiem, finansistą, masońskim współbratem był niezawodny David Rockefeller – obaj wspierani przez innego Żyda – Henry Kissingera. Brzeziński i Rockefeller stali się założycielami wspomnianej Komisji Trójstronnej – Trilaterale Commission. Komisja stała się strukturą wykonawczą tajnego Rządu Światowego, choć jej członkowie byli przedtem znani w świecie biznesu i ekonomii a tym samym polityki. Oto potęgi wspierające finansowo to osobliwe Plenum Komitetu Centralnego Rządu Światowego:
– fundacje: Rockefellera, Forda, Pepsico, Leevi Straussa, Archer Daniels Midlan! Dove Jonesa, General Electric, Kettering;
– darowizny od banków i firm: Chase Manhattan Bank, American Express, Co Cola, IBM, Mobil Oil, Exxon, Elf Aquitaine, Philips, Petroleum, Cargill, General Motors, ITT, Raythen, Volvo USA, Sony, Washington Post. Sam Z. Brzeziński zdefiniował siłę Komisji Trójbilateralnej jako:
grupę o mocy intelektualnej i finansowej, najsilniejszej jaka kiedykolwiek istniała na świecie.
Komisja jest rodzajem globalnej synarchii kierującej rządami wszystkich państww bezpośrednio lub pośrednio oraz systemami gospodarczymi globu. W jej składzie widzimy byłych i obecnych bogów i bożków współczesności; bez wyjątku masonów: George Bush, Bili Clinton, Giscard d’Estaing (prezydenci); szefów rządów – H. Schmit, Bruno Kreisky, Warren Christopher (USA), Raymond Barre (Francja), lord Carrinton (Anglia), Lionel Stoleru („ekspert” na Ukrainie!), George Warburg (bankier) przedstawiciele MFW i Banku Światowego, wymieniony już Raymond Barre2 (premier Francji), Lane Kirkland – prezes związku zawodowego AFL CIO (związek słał potężne wsparcie dolarowe dla podziemnej „Solidarności); Manfred Worner – sekretarz generalny
1. „The Reviev ofthe News”, 18 VII 1978 r.
2. R. Barre niczym tuzinkowy agent Kremla usprawiedliwiał sowiecką agresję na Afganistan!
42

NATO, Pauł Volcer – prezes sekcji amerykańskiej (poparł politykę „wstrząsową” agenta żydowskiego lobby – Jeffreya Sachsa w Polsce oraz popierającego go MFW);
Otto Lanbsdorf- prezes sekcji europejskiej Komisji, a szef Niemieckiej Partii Liberalnej…
Znamienne, że niczym w katarynce lub w kalejdoskopie, niemal te same nazwiska powtarzają się w składzie słynnej Grupy Bilderberg, założonej przez polskiego Żyda J. Retingera2: D. Rockefeller, Kissinger, B. Clinton, G. Bush, Worner, Carrington, Brzeziński, Kirkland, H. Kohl, Stoleru, G. Warburg, G. Agnelli, E. Rotschild, J. Attali…
Komisja rozpoczęła realizację gigantycznego planu oparcia układu geopolitycznego na trzech, a nie jak dotychczas na dwóch międzykontynentalnych filarach:
– Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i Kanady;
– Stanach Zjednoczonych Europy;
-Japonii z jej ekonomicznym, gospodarczym i technicznym promieniowaniem na państwa azjatyckie.
Ta geostrategia wyjaśnia nazwę komisji: Trilaterale Commission – Komisja Trójstronna.
Do realizacji trilateralizmu konieczny był demontaż sowieckiego molocha z jego odrażającym bagażem ludobójstwa, skompromitowanym systemem wewnętrznego terroru, gospodarczej stagnacji i regresu, eksportu terroryzmu, wojen lokalnych.
Wyrok zapadł, a został wykonany etapami. Rejterada bossów systemu z walizami dolarów i kosztowności do świata zachodniego, tylko w niewielkim stopniu przypominała wywóz tysięcy ton złota i kosztowności przez bandę żydo-bolszewicką po 1917 roku. To przemieszczanie odbywało się pod dyskretną obserwacją wywiadów zachodnich. Resztki majątki rozgrabianego ZSRR nie zasiliły biznesu zachodniego. Stały się rezerwą. Zadatkiem na coś, czego nikt nie jest w stanie przewidzieć.
Polski prezydent Lech Wałęsa z powagą rozgłaszał, że to on „obalił komunizm”. Ale to taki nasz polski folklor. Polityczna „Cepelia”. Za jej agenturalną ludowość wyróżniona nawet Pokojową Nagrodą Nobla!…
A zatem, po 70 latach od czasu eksplozji żydomasońskiego ludobójstwa w carskiej Rosji, jego zgodnej symbiozy ze współbraćmi rezydującymi w Europie i USA, otrzymaliśmy ucywilizowaną odmianę programów Pikę’a, H. Heinego, Mazziniego, Marksa, Trockiego, Lenina.
Przybrała ona postać wielostopniowych masońskich kręgów wtajemniczenia, poczynając od Komisji Trójstronnej a kończąc na takich agendach jak: ONZ, Unia Europejska, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Rada Polityki Zagranicznej, Instytut Atlantycki, Klub Europa, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych.
Ich Piątą Kolumną na gruncie państw Europy Słowiańskiej i nie tylko, stały się agendy i pieniądze międzynarodowych oszustów Sorosa i Sachsa z ich Fundacją Batorego i programem Balcerowicza na czele.
To w europejskim filarze Rządu Światowego, jakim są Stany Zjednoczone Europy, zwane na razie Unią Europejską, dokonuje się piąty rozbiór Polski.

43
1. Mathis Bortner: Jak dobija się gospodarkę Polską od 1989 roku, Nicea 1995, op. cit., s. 47-49. 2. H. Pająk: Retinger mason i agent syjonizmu. Wyd. Retro, Lublin 1996.

Rozdział 2.
Kolonizatorzy z Round Table.
Naiwnością lub złą wolą z pogranicza autooszustwa jest przekonanie, że „ugoda” Okrągłego Stołu była wynikiem pokojowego porozumienia rządzących komunistów z opozycją, firmowaną przez doborową stawkę jej przywódców i „ekspertów”.
W takiej opcji interpretacyjnej ukazały się setki książek, wysmażono dziesiątki tysięcy artykułów w „marks-mediach”, audycji telewizyjnych. W takiej wersji Okrągły Stół przechodzi ostatnio do podręczników historii Polski.
Uczestnicy tego okrągłostołowego sabatu bronili się przed zarzutem o spisek i zdradę argumentem wyboru mniejszego zła. Tym złem miała być rzekoma groźba interwencji sowieckiej. Swoich krytyków jęli nazywać oszołomami, ekstremistami i jak zwykle – „antysemitami”.
Ta historyczna ugoda nie była wyborem mniejszego zła. Apokaliptyczne wizje interwencji sowieckiej były propagandowym wymysłem. Sowieci ani myśleli ryzykować drugiego Afganistanu. Przyjęli metodę demonstracji siły. Kolumny czołgów i transporterów wojskowych paradowały po zachodniej Białorusi i na kierunku Królewca. Pozorowali utajnienie tych translokacji wiedząc, że satelitarne szpiegostwo zachodu śledzące każdy ich pojazd, jest zdolne ustalić kaliber czołgowych luf, stopień dezelacji tej rupieciarni.
Okrągły Stół nie był także, jak chcą jego powierzchowni krytycy, ani zdradą ani też spiskiem. Zdradę i spisek wyklucza sama semantyka tych słów. Zdradzić może przyjaciel przyjaciela. Polak Polaka. Polak Polskę – w tym konkretnym przypadku.
Przy Okrągłym Stole zasiedli biesiadnicy reprezentujący dwa rodzaje stosunku do Polski. Pierwszy stanowili nieliczni statyści pozbawieni wpływu na bieg wydarzeń. Drugi – ewidentni wrogowie suwerenności Polski, jej tymczasowi lokatorzy spod znaku izraelit. Nie mogli Polski zdradzić z tej prostej przyczyny, że wróg nie zdradza: wróg jest wrogiem. Nie mogli też zdradzić „Solidarności” – ich tworu. Dla tej samej przyczyny nie był to również spisek. Słowo „spisek” generuje bowiem wszystkie przesłanki zdrady. Przy Okrągłym Stole domawiali się wrogowie Polski – nieobecnej przy stole. Sami siebie nie mogli zdradzić. Nie mogli spiskować przeciwko sobie.
Wszyscy posługiwali się językiem polskim.
Każdy z nich zjadł tony polskiego chleba.
Idea Okrągłego Stołu miała rodowód masoński. Podobnie masoński rodowód ma etykieta ruchu: „Solidarność”. Tym słowem masoneria firmowała wiele swoich tajnych działań, bo fundamentalną zasadą jej postępowania i walki, jest wewnętrzna solidarność, rygorystyczna na wzór mafii.
W Polsce międzywojennej istniało dziesięć filii międzynarodowej żydowskiej loży masońskiej o nazwie: B-nai-B-rith. Jedna z nich miała nazwę „Solidarność”. Razem tworzyły polski dystrykt tej najważniejszej, istniejącej do dziś światowej organizacji żydo-masońskiej. Członkami mogą być tylko Żydzi. Gojów zaprasza się do mieszanych lóż masońskich.
Idea Okrągłego Stołu ciągnie się od średniowiecznej legendy o królu Arturze i stamtąd wiedzie swoje korzenie masońskie. Nowoczesne oblicze dał jej równie już,
44
legendarny w świecie masonerii Cecil Rhodes, uczeń Johna Ruskina – profesora uniwersytetu Oxford. Zbiwszy gigantyczny majątek na eksploatacji złóż złota i diamentów w Rodezji (RPA), Cecil Rhodes stał się gigantem finansowym, a niemal cały swój majątek przekazał dla uniwersytetu Oxford, aby stał się wylęgarnią masońskich elit. Jako członek masońskiej loży .Apollo” z Oxfordu, Rhodes w lutym 1891 roku powołał tajne masońskie stowarzyszenie pod nazwą „Round Table”, czyli „Okrągły Stół”. Cel stowarzyszenia, to działanie na rzecz potęgi imperium brytyjskiego, będącego bastionem amerykańskiej i europejskiej masonerii. Uczniowie Ruskina, studenci Oxfordu ale i uniwersytetu Cambridge: Milner, Parking, Arnold Toynbee, lord Albert Grey i inni, połączyli swe masońskie teorie ze złotem Rothschildów, Alfreda Beita, Barnato’, złotem i diamentami kopalń afrykańskich i z Cecilem Rhodesem stworzyli centrum nieformalnej władzy obydwu kontynentów – praźródło dzisiejszej żydowskiej oligarchii pieniądza i władzy, w tym również sprawców pierwszej wojny światowej i rewolucji bolszewickiej. Rhodes był zasłużonym kolonizatorem Afryki Południowej, głównie terenów dzisiejszej RPA, z jej złotem i diamentami. W gronie tajnego stowarzyszenia „Round Table” wylęgły się idee symbiozy socjal-komunistycznego internacjonalizmu, z koncepcją tworzenia Rządu Światowego.
Strukturę „Round Table” cechuje hierarchizm oparty na układance koncentrycznych kręgów, od największego do najmniejszego. Krąg najmniejszy, decyzyjny, stanowili:
Rhodes, Stead, Brett i Milner. Krąg ostatni składał się z następujących dżentelmenów:
lorda Balfoura2, lorda Arthura, Harry’ego Johnstona i lorda Rothschilda, a więc w ekstraklasie masońskiego „Round Table” nie mieścił się nawet potężny później Rothschild, ani nawet lord Balfour! Po kilku latach „Round Table” powołał swoje filie („kręgi dobroczyńców”) w USA i krajach imperium brytyjskiego. Po śmierci Rhodesa, Milner przejął po nim rolę mistrza, był bowiem członkiem Wielkiej Loży Anglii. W okresie 1897-1905 Milner pełnił funkcję gubernatora i wielkiego komisarza w Afryce Południowej, gdzie zajął się szkoleniem wąskiej grupy młodych dżentelmenów przewidzianych do pełnienia w przyszłości kluczowych ról w strukturach władzy imperium, zwłaszcza w sferze pieniądza.
Podczas rewolucji bolszewickiej 1917 roku, Milner przy dyplomatycznym wsparciu Żyda George’a Buchanana – brytyjskiego ambasadora w Piotrogrodzie, rozdzielał kredyty z banków Rothschilda, Morgana i Lazarda – członków „Okrągłego Stołu” – dla żydowskich rzezimieszków z gatunku Lenina, Trockiego, Sobełsona alias Radka i pozostałych z tej bandy. Skutki już znamy. Diabelski krąg zamykał się w jakże trafnej nazwie – „Round Table”.
Milner i pozostali, we współpracy z innym ośrodkiem masońskim – tzw. Stowarzyszeniem Fabiana, utworzyli w 1894 r. „London School of Economics” – Londyńską Szkołę Ekonomii – kuźnię kadr dla anglosaskich przedstawicieli masonerii w świecie pieniądza i biznesu. Szkołę wspierał finansowo międzynarodowy żydowski bankier Ernest Cassel. Dodajmy, iż pełnił on funkcję dyrektora banków Jacoba Schiffa i Khun Loeba z USA – którzy – jak już wiemy, finansowali rewolucję bolszewicką.
Wspierał ich inny żydowski rekin finansjery – Morgan. Głównym celem fundacji Cassela – jak przyznali w liście do Morgana – było zrobienie z tej instytucji platformy (lakierowania sformowania kadr przyszłego państwa socjalistycznego. I sformowali!
1. J.A.Cervera. Ibidem, s. 210.
2. To ten, który w imieniu rządu brytyjskiego przyznał Palestynie autonomię i prawo do osiedlania się w niej Żydów.
45

Londyńską Szkołę Ekonomii kończyło wielu późniejszych luminarzy polskiej socjal-komunizmu. Są wśród nich również dzisiejsi, kilku uczestników polskiej Okrągłego Stołu. Kończył ją także George Soros – główny sprawca ruiny gospodarczej Polski pookrągłostołowej.
Jednym z dyrektorów London School of Economics był do niedawna niejaki RaDahrendorf – zwolennik marksizmu – członek Klubu Bilderberg.
Współczesny kierunek natarcia żydo-masonów z Londyńskiej Szkoły Ekonomii, propagowanie globalizmu we wszystkich dziedzinach i formach współczesnych mas mediów, a także w kulturze. Poprzez swych absolwentów w dziedzinie dziennikarstwa masoneria z tych kręgów zdominowała takie pisma jak „Christian Science Monitor socjalistyczny „The New Republic”, a także „New York Herald Tribune”.
Amerykańska filia „Round Table” steruje najbardziej prestiżowymi gazetami, jak: „New York Times”, wspomniany „New York Herald Tribune”, „Christian Science Monitor” oraz magazyn „The Round Table”.
Amerykańska filia „Round Table” osiągnęła w pierwszej połowie XX wieku decydujące wpływy na uniwersytetach amerykańskich. Główną ich bazą był Harvard, gdzie utworzyli tzw. „Harvard Socialist Ciub” (Harwardzki Klub Socjalistów), kierowany przez słynnego Feliksa Frankfurtera. Podobny stopień indoktrynacji słuchaczy osiągnęli amerykańscy okrągłostołowcy na uniwersytetach Columbia, Yale i Princeton w New Jersey
Ten stopień manipulacji w dziedzinie prania młodych mózgów, wymaga olbrzymih subsydiów. Nie wystarczyłyby na to pieniądze fundacji Rhodesa, ani Morgana, ani Mi nera, który kierował siecią banków o wspólnej nazwie: „Midland Bank”, czy pieniądze Rothschilda lub banku „Lazard Brothers”.
Od czasu pierwszej wojny światowej, filie struktur „Okrągłego Stołu” działają w pięciu krajach: Anglii, Australii, Nowej Zelandii, Afryce Południowej i USA. Do 1961 roku ten żydo-masoński sanhedryn miał własny periodyk pt.: „The Round Table”.
W końcu zafundowano „Okrągły Stół” Polakom.
Ale przy Okrągłym Stole nie było ani Polaków ani Polski. Byli jej wrogowie.
O ile polski „Round Table” stanowił wstęp do instalowania destrukcyjnych struktur i planów pokojowego rozbioru Polski, to jego praktyczną realizację powierzono międzynarodowemu hochsztaplerowi żydowskiego pochodzenia – G. Sorosowi. Wykonawcami swego planu mianował Leszka Balcerowicza i Bronisława Geremka. Pierwszy
z nich zajął się rujnowaniem gospodarki, drugi – praniem umysłów. Pierwszy wykonywał tę destrukcyjną robotę pod ogólnym hasłem „Planu Balcerowicza”, drugi w ramach tzw. Fundacji Batorego. Pierwszy przystąpił do przekształcania polskiej gospodarki i ekonomiki w masę upadłościową, drugi do homogenizacji umysłów, który stosował informacje preparowane, miały godzić się z tą kasacją Polski.
Fundacja Batorego.
Fundacja firmuje całość działań przeciwko Polsce w wykonaniu szajki Sorosa. Nazwę nadano jej przez zawłaszczenie pozytywnej pamięci o dokonaniach polskiego króla Batorego, z pochodzenia Węgra. Soros jest węgierskim Żydem, stąd ten sentyment do Batorego, ponadto Batory jako król Polski bardzo sprzyjał nadawaniu polskim Żydom korzystnych uprawnień.
Fundacja Batorego jest jedną z kilkudziesięciu podobnych struktur dywersji gospodarczej, cywilizacyjnej i moralnej w wykonaniu agend Sorosa, należy więc ukazać
46 .

światową Piątą Kolumnę żydomasonerii w szerszym kontekście historycznym i geopolitycznym.
Soros i jego misja stanowią bezpośrednią emanację działań brytyjskiej i amerykańskiej żydomasonerii spod znaku Round Table, jego współczesnych struktur oplatających niemal cały glob. Chodzi o dekonstrukcję kulturową, polityczną i gospodarczą głównie w państwach Europy Słowiańskiej i na terenach byłego ZSRR. Te same intencje przyświecają działaniom w innych rejonach świata, m.in. w Ameryce Południowej, Azji i Afryce.
Centralną formułą organizacyjną tych zakusów jest powołany przez Sorosa i finansowany z jego funduszów, ale nie tylko z jego – tzw. Uniwersytet Europy Centralnej (CUE). Główny ośrodek tej dywersji mieści się w kraju dzieciństwa Sorosa – w Budapeszcie, a najważniejsze filie – w Warszawie i Pradze. Obecnie w Warszawie trwają intrygi z udziałem (p)rezydenta Kwaśniewskiego i prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego o wygospodarowanie kilku hektarów pod budowę Uniwersytetu Europejskiego w Warszawie przy ulicy Racławickiej2. Rektorem ma zostać B. Geremek.
Celem dalekosiężnych planów Sorosa i jego mocodawców jest narzucenie krajom Europy Wschodniej akceptacji „rozbioru” ich świadomości narodowej i rozbioru ich państw narodowych. Największą przeszkodą na tej drodze jest bowiem dla współczesnych kolonizatorów poczucie więzi narodowej. Implikuje ona – ich zdaniem – wszelkie nacjonalizmy, szowinizmy i totalitaryzmy, ogranicza wolność jednostki, a także wolną grę sił w gospodarce i ekonomice. Każdego roku organizuje się międzynarodowe konferencje pod wymownym tytułem: „Jednostka kontra państwo”. Pieczę nad tymi konferencjami sprawuje nowojorskie „Towarzystwo Otwartego Społeczeństwa” oraz Uniwersytet Europy Centralnej.
Takie antynarodowe sabaty organizuje się także na szczeblu prezydentów państw. Przykładem konferencja w Piranie (Słowenia, czerwiec 1997), gdzie (p)rezydent Kwaśniewski jawnie zadeklarował rezygnację Polski z suwerenności, mówiąc dla Informacyjnej Agencji Radiowej: rezygnacja z suwerenności nie jest wydarzeniem dramatycznym. Nie wierzę, żeby w Polsce problemem było przekazanie części uprawnień Unii Europejskiej3.
Konferencje zatytułowane „Jednostka kontra państwo”, CUE organizuje we wsparciu z byłym wykładowcą CUE Jacques Derridą, skrajnym destrukcjonistą, o którym nawet jego były profesor Michael Foucault wyraził się niecenzuralnie4.
Imperium Sorosa ma miksować umysły według sztancy nazwanej już przez H. G. Wellsa „umysłem globalnym”. Podobnie definiował to W. Churchill, mason

1. Zięć Eugeniusza Szyra, członka KPP, sowieckiego najemnika burzącego Hiszpanię podczas wojny domowej w 1936 roku, zob.: Chodakiewicz: Zagrabiona pamięć. Wers 1997.
2. Powołano także tzw. Collegium linisibile – to już trzeci taki polip G. Sorosa w Europie Wschodniej. Finansuje to Fundacja Batorego i PKO BP w Warszawie. Ta nowa „uczelnia” nawiązuje do prekursora masonerii – angielskiego Invisibile College (XVII w.). Była to tajna instytucja powołana przez Różokrzyżowców. „Uczelnia” warszawska ma kształcić „wąską grupę kandydatów na członków przyszłej elity intelektualnej kraju”. Przyjęto więc „wąską grupę” 20 przyszłych izraelit. Wykładowcy: S. Amsterdamski, B. Geremek. A. Geysztor, E. Łętowska, A. Mencwel, J. Sójka, E. Wnuk-Upiński, K. Fricske, W. Jeltiel. Sami „nasi” („Bastion”, nr 22-23/1996).
3. „Głos”, 11.VI.1997. Gdyby taką deklarację Kwaśniewski złożył z myślą o swojej pierwotnej ojczyźnie – Izraelu, już dawno przestałby być nawet prezydentem Polski. W tym samym czasie w Danii rozpoczął się proces sądowy przeciwko premierowi tego kraju za to, że podjął decyzję o przyłączeniu Danii do układu z Maastricht.
4. „Jest takim rodzajem filozofa, przy którym gówno dobrze wygląda”. Zob.: „Nowa Solidarność” 12/1996.
47

a premier brytyjski”. Podczas wykładu na uniwersytecie Harvard, opanowanym przez bractwo Round Table już w końcu XIX wieku, Churchill powiedział, że kontrolowanie sposobu ludzkiego myślenia przynosić będzie o wiele większe korzyści niż odbieranie siłą ziemi, obszarów czy całych państw:
Imperia przyszłości będą imperiami kontrolującymi umysły.
Właśnie buduje się takie imperium pod szyldem imperium Sorosa i jego fundacji.
Centrum prania mózgów tworzą trzy uczelnie: Londyńska Szkoła Ekonomii, której absolwentem był G. Soros oraz Oxford i Cambridge. Z tego trójkąta wiedzie się struktura kontroli nad całym systemem brytyjskiej nauki. Guru tych destruktorów to zmarły niedawno Karol Popper – główny filar Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, jednej z czołowych agend brytyjskiej żydomasonerii – finansowanego przez brytyjskie Biuro Spraw Zagranicznych. Książka Poppera Otwarte Społeczeństwo stała się biblią Sorosa i zdominowała swymi wizjami program jego CUE.
Filie Uniwersytetu Europy Centralnej ściśle współpracują z uniwersytetami zdominowanymi przez Round Table: Yale, Harvard, Stanford. Skąd bierze się potęga niszczycielskiej sorosowskiej ośmiornicy? Znane są jedynie odcinki tej ośmiornicy. Oficjalnie wspierają go: Komisja NATO, Unia Europejska, amerykański Departament Stanu. Ale czy tylko? Jego fortunę pochodzącą z międzynarodowych spekulacji oficjalnie ocenia się na pięć miliardów dolarów, ale gdyby tylko z niej czerpał fundusze na swoją działalność, już dawno zostałby bankrutem.
Soros nie jest samotnym konkwistadorem samodzielnie działającym i inwestującym w globalny destrukcjonizm. Obserwatorzy są przekonani, że jest on tylko „chłopcem na posyłki” angielskiego i amerykańskiego establishmentu spod znaku żydomasonerii. Jest po prostu agentem decyzyjnych gremiów. Tylko z ich inspiracji, z ich pomocą i zgodą potrafił zachwiać nawet funtem angielskim, włoskim lirem, nie mówiąc o walutach państw małych i słabych. Inni oceniają jego majątek na 70 mld dolarów, co daje tylko pewne pojęcie o braku rzeczywistego wyobrażenia o faktycznym stanie jego kont.
Gwałtowne załamanie się kursu walut kilku państw Azji Południowo-Wschodniej było rezultatem kreciej roboty Sorosa. Zdołał tylko w lipcu 1997 r. obniżyć kurs tajlandzkiej waluty o 27 proc. w stosunku do dolara: za to samo premier Malezji obdarzył Sorosa wiązanką wdzięcznych epitetów: „złodziej”, „łotr”, „spekulant”. Przeciwko jego ingerencjom, działalności „filantropijnej” ostro protestują: Serbia, Białoruś, Chorwacja, Czechy2. Przerażające są skutki jego machinacji na gruncie Ameryki Południowej3 prowadzonych wspólnie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym; tylko za zbrodnię rozkładu gospodarki i finansów samego Peru obie te przestępcze mafie, powinny stanąć przed nowym trybunałem norymberskim. Za sprawą MFW, w Meksyku zbankrutowało 50 tyś. małych i średnich przedsiębiorstw. Podobnie jest w Peru, gdzie przemysł praktycznie przestał istnieć. Wszystkie strategiczne dziedziny gospodarki tych państw stały się obcą własnością: przemysł naftowy, elektromaszynowy, telekomunikacja, kopalnie miedzi, kopalnie złota. Dokładnie to samo dzieje się ze strategicznymi dziedzinami gospodarki Polski. Soros stał się właścicielem najżyźniejszych enklaw gleb w Argentynie. W Peru spekulanci Sorosa i MFW domagali się wyprzedaży wszystkich strategicznych gałęzi przemysłu i surowców. Za darmo – bo w ramach konwersji długów, co także ma miejsce w Polsce. Skutek: 70 proc. społeczeństwa Peru żyje w biedzie, w Meksyku
1. Jego matką była Żydówka amerykańska.
2. „Myśl Polska”, 20.VI11.1997. Zob. także – rozdział ostatni,
3. „Nowa Solidarność”, 12/1997.
48
* 80 proc., w Argentynie podobnie. W Paragwaju, Wenezueli, Peru, Meksyku przewaliły się w 1996 r. wielkie fale strajków wymierzonych przeciwko inwazji MFW i Sorosa.
Zagładzie gospodarki tych krajów towarzyszy kampania ONZ na rzecz aborcji, ograniczania urodzeń. Przed kilku laty na rodzinę w Peru przypadało 3,5 dziecka, obecnie 2,4, a ONZ zamierza wyznaczyć „przydział” (na wzór chiński!) tylko 1,2 dziecka. Mówi się o przeludnieniu Peru, gdy ten kraj ma powierzchnię dwukrotnie większą od Niemiec, a trzykrotnie mniej (23 min) mieszkańców! Nie mówi się jednak o przeludnieniu Niemiec, Anglii, Francji, Włoch – o „limitowaniu” urodzeń w tych krajach. Chodzi o zamianę Ameryki Łacińskiej w kraj wymierający demograficznie, w nową dżunglę z czasu Azteków i Majów – aby zawładnąć jej nieprzebranymi bogactwami. Peru ma zredukować ludność do 9 min mieszkańców: Swego czasu banda ludobójców z tzw. Klubu Rzymskiego wyznaczała Polsce limit 15 min mieszkańców. Hitleryzm, co by się o nim nie rzekło, był łaskawszy: w ciągu pięciu lat okupacji Polski wymordował tylko 3,5 min Polaków…
Zgodnie z klasyką masonerii, agentury Sorosa działają pod ulubioną przykrywką filantropii, „pracy charytatywnej”, co stanowi także wizytówkę organizacji paramasońskich, jak np. Klubów Rotary, Na ten haczyk dają się łapać nawet instytucje i niektórzy przedstawiciele hierarchii Kościoła katolickiego.
Pancerną pięścią imperium Sorosa w Polsce, rozbijającą naszą jedność narodową, siejącą destrukcję w umysłach i postawach, zwłaszcza młodego pokolenia, jest wspomniana Fundacja Batorego, założona w 1988 roku, a więc jeszcze przed polskim „Round Table”. Soros jest tak pewny bezkarności, końcowego sukcesu w kasacji Polski, że najzupełniej szczerze wypowiedział się o swych metodach i kierunkach uderzeń. Uczynił to w książce Sponsorowanie demokracji (Underwrifing Democracy). Zaczynał tak:
Przygotowałem obszerny szkic spójnego programu gospodarczego. Miał on trzy składniki: stabilizację monetarną, zmiany strukturalne i reorganizację długu (…). Zaproponowałem swego rodzaju wymianę długu na majątek (…). Pokazałem ten plan Geremkowi i prof. Trzcciakowskiemu1, który przewodniczył rozmowom Okrągłego Stołu na temat gospodarki, poprzedzającym przekazanie władzy – obydwaj odnieśli się do planu z entuzjazmem (! – H.P.). Połączyłem swe wysiłki z Jeffrey Sachsem2 z uniwersytetu Haryarda, który proponował podobny program. Doprowadził on do zagorzałej debaty i stał się kontrowersyjną postacią, ale zdołał skoncentrować rozmowy na odpowiednich tematach. Pracowałem również ściśle z prof. Stanisławem Gomułką, który został doradcą nowego ministra finansów, Leszka Balcerowicza i w efekcie osiągnął szersze wpływy niż Sachs3. Przejdźmy do roli Balcerowicza, rekapitulowanej w książce Sorosa:
Balcerowicz zaangażował się w realizację radykalnego programu, ale przytłaczał go ogrom zadania. Przedstawił program stabilizacji Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu na spotkaniu w Waszyngtonie. MFW zaaprobował program i jego realizacja rozpoczęła się w styczniu 1990 r. (…) Inflacja została zredukowana, produkcja spadła o 30 proc. Ale zatrudnienie tylko o 3 proc. Należy teraz zastosować dyscyplinę rynku w stosunku do przedsiębiorstw państwowych. Bankructwa jak dotąd są niespotykane…
Jednemu z głównych szulerów polskiego „Round Table”. Dyrygent Balcerowicza w jego burzeniu gospodarki Polski. S. Gomułka to jedna z „koszernych” postaci brytyjskiej masonerii rodem z Polski (zob.: „Lisia Piecucha”, s. 62). Jest wykładowcą, naturalnie. Londyńskiej Szkoły Ekonomii i doradcą L. Balcerowicza oraz prezes NBP Hanny Gronkiewicz-Waltz.
49
I co o tej dywersji gospodarczej:
Jeśli przynoszące straty przedsiębiorstwa przeznaczono by do likwidacji, zarówno siła robocza jak i inne zasoby stałyby się powszechnie dostępne. Zachodnie firmy mogłyby wtedy przyjechać tu i wykorzystać tanią siłę roboczą oraz inne zasoby w celu zasilenia rynku zachodniego’.
Oto cała strategia mafiozów spod znaku polskiego i brytyjskiego Table Roud- Sachsa, koszernych zjadaczy polskiego chleba: Balcerowicza, S. Gomułki „Geremka”, „Kaczmarka”, Trzeciakowskiego i pozostałych:
* zniszczyć, zamienić w masę upadłościową przemysł, gospodarkę;
* wyprodukować armię bezrobotnych – taniej siły roboczej;
* jej pracą i zasobami kraju „zasilić zachodnie rynki”. W marcu 1992 roku Balcerowicz poleciał do Waszyngtonu, aby złożyć tam sprawozdanie ze swej niszczycielskiej misji oraz otrzymać nowe instrukcje. DOTARŁ tam autor cytowanej książki Mathis Bortner:
Cytowałem mu oficjalne statystyki, w większości wzięte z Głównego Urzędu Statystycznego. Chciałem poprawić jego idylliczny obraz jako ministra zbawiciela Polski. Odmówił dyskusji i zadowolił się tym, że nie zgodził się z moimi danymi. Niestety, po mnie wszyscy dyskutanci wrócili do tego samego tematu, ilustrując w mych wypowiedziach przykłady indywidualne. Wybierając ucieczkę zamiast dialogu przypomniał nagle, że ma wnet samolot (…). Czyżby to nie on przypadkiem zapewniał, że według jego planu będzie nie więcej niż 400000 bezrobotnych?2 Komentując i sumując „dorobek” planu Balcerowicza, Bortner dodaje:
Jego techniką było sztuczne utrzymanie waluty poprzez nowe pożyczki, które pozwalały przede wszystkim bogacić się bankierom i ich alfonsom zamiast tym, którzy produkują dobra czyli producentom, bez żadnej widocznej perspektywy na lepsze. To, co nazywało się planem Balcerowicza, nie ma nic wspólnego z planem, jest to najwyżej radykalna metoda wypracowana przez bandę szarlatanów, którzy wypełniają sobie kieszenie.
Zamienianie gospodarek państw w masę upadłościową przez machinacje „alfonsów” jak Sachs, Balcerowicz, Soros, jest planem globalnym. Denis Smali z uczciwych znawców problemu, cytowany przez Bortnera, tak oto recenzuje ten przyjacielski „globalizm” tej żydo-mafii:
Narody euroazjatyckie, które ostatnio uwolniły się od komunizmu, są dziś zagrożone przez nową formę perwersji i niewolnictwa. Establishment anglo-amerykański zapowiedział im, że jeśli chcą wybrnąć z problemów ekonomicznych, muszą się one stać częścią wolnorynkowego systemu ekonomicznego zachodniego, a to oznacza, że muszą przyjąć warunki MFW i że reformy wolnego rynku SĄ związane z 1’enfant terrible uniwersytetu Harvarda, ekonomistą Jefrey’em Sach sem3.
W tym samym czasie, kiedy Balcerowicz zamieniał polską gospodarkę upadłościową, a ministrowie zniekształceń własnościowych – Lewandowski • marek zajmowali się rozdawnictwem najlepszych kęsów tej masy hienom znajomym, Fundacja Batorego trudziła się nad zamienianiem polskiego systemu w zbiorowego apologetę wolnego rynku, „otwarcia na zachód” – na MFW,Unię
1. „Nowa Solidarność”, 12/1996.
2. Mathis Bortner, Jak dobija się gospodarkę Polski od 1989 roku. Nicea – Francja, 1995, s.
3. Ibidem, s. 190.
50

europejską. Tzw. Rada czy raczej sanhedryn Fundacji Batorego składa się z następujących osobników – by wymienić najważniejszych:
Geremek; J. Turowicz; były premier J.K. Bielecki; była premier H. Suchocka;
A. Smolar; filozof super-stalinowski L. Kołakowski; B. Lindberg; Marcin Król;
(z „Res Publica Nowa”) Andrzej Olechowski; była wiceminister edukacji narodowej Anna Radziwiłł'; A. Szczypiorski; B. Borusewicz; ks. J. Tischner.
Z wymienionych szczególnie ciekawą postacią jest Aleksander Smolar – członek władz Unii Demo-Wolności. Syn Grzegorza, do 1968 roku (czystkowego Marca 68) redaktora naczelnego „Fołk-Sztyme” – żydowskiego organu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka A. Smolara trudziła się pracą w K.C PZPR. W tym kontekście wypada wyjaśnić, że sekretarzem Fundacji był do 1997 r. Józef Chajn – syn Leona Chajna, który w latach 1945-49 pełnił funkcję wiceministra sprawiedliwości. Potem do 1961 r. był partyjnym nadzorcą Stronnictwa Demokratycznego.
Fundacja każdego roku udziela stypendiów setkom naukowców, profesorów uczelni, szkół, ośrodkom kulturalnym a także pismom otwartym na ich preferencje. Wybrańcy regularnie udają się do Oxfordu, gdzie „ładują akumulatory” przez trzy miesiące w zakresie nauk społecznych2, zaś arkana destrukcji w zakresie filozofii politycznej poznają na uniwersytecie York.
Szerokim frontem atakuje się szkoły średnie, poprzez forsowanie takich programów jak: „Przedsiębiorczość”, „Młodzi Przedsiębiorcy”. Zajęcia mają przygotować młodzież do pracy w warunkach gospodarki rynkowej i kontaktów z, instytucjami finansowymi. Na Uniwersytecie Warszawskim działają aktywnie: „Klub Polityczny Studentów Uniwersytetu Warszawskiego” oraz „Fundacja Wspierania Inicjatyw Proeuropejskich Pro-Europa”. Ich celem jest przyspieszanie integracji Polski ze wspólnotą Europejską, przygotowanie młodego pokolenia Polaków do gospodarki rynkowej, czyli do roli siły roboczej zachodnich firm. Ta ostatnia „Fundacja” była w 1995 r. organizatorem szkolenia pod hasłem Młodzież na drodze do Zjednoczonej Europy a także konferencji Polska pięć lat po Okrągłym Stole. Tam też wystąpili z wykładami L. Balcerowicz oraz Kazimierz Ujazdowski z tzw. Grupy Windsor3 będącej jednoznaczną agenturą tego syndromu inwazyjnego brytyjskich kolonizatorów: Grupa Windsor utrzymuje kontakty z tzw. Międzynarodowym Funduszem Republikańskim i Heritage Foundation, które reprezentują zatwardziałe tradycje „konserwatywnych rewolucji” – jakby te dwa słowa nie wykluczały się wzajemnie! Kierownik Heritage Foundation – Edwin Feulner przebywał w Pułtusku w 1994 roku na zaproszenie polskich „winstorowców”, gdzie wielbił wolny rynek oraz nowy porządek świata w wydaniu George’a Busha oraz ponadnarodowe korporacje z GATT na czele. Tenże Feulner awansował na przewodniczącego Towarzystwa Mont Pelerin, które reprezentuje interesy starych rodzin arystokratycznych Europy. Stowarzyszenie Mont Pelerin powstało w 1947 r. w Mont Pelerin, stąd nazwa. Na zebraniu organizacyjnym debatowano nad sposobami osłabienia więzi narodowych w państwach Europy Słowiańskiej. Byli tam również przedstawiciele Unii Pan-Europejskiej,
1. Córka księcia Krzysztofa Radziwiłła, ale kolaborantka z reżimem Bieruta.
2. Dotyczy głównie przedstawicieli instytucji rządowych i parlamentarnych.
3. Tą kryptoagenturą brytyjskiej masonerii kierują m.in. Aleksander Hall, Andrzej Arendarski, K. Ujazdowski, Tomasz Szyszko, Krzysztof Pawłowski, Jerzy Nowakowski, Witold Gadomski, Bronisław Komorowski. Grupa powstała małpując jej odpowiednik angielski, a przewodniczący brytyjskiej Partii Konserwatywnej Geoffrcy Pattie, uznał powstanie tego polskiego duplikatu za najlepszą wiadomość, jaka nadeszła z byłych państw komunistycznych Europy Środkowej od czasu upadku komunizmu – co dumnie cytowano w oficjalnej broszurce Grupy.
51

założonej w 1920 roku przez mieszańca niemiecko-żydowsko-japońskiego – Ri-charda Coudenhove-Kalergi, twórcę idei tworzenia regionów etnicznych na bazie likwidowanych państw narodowych’. W 1980 roku, na zebraniu Towarzystwa Mont Pelerin, pouczano ekonomistów, że najlepszym sposobem gospodarki jest brak wszelkich zasad, „szara strefa”, dowolne zatrudnianie i wyrzucanie z pracy robotników, brak zobowiązań w zakresie płacy minimalnej, ochrony socjalnej pracowników, itp. Takie to warunki dyskutują polscy „windsorowcy” w perspektywie wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Ta zgraja euro-łgarzy wyprutych z tego co nazywamy szacunkiem do pracy, do drugiego człowieka, jest jeszcze jedną naroślą w konstelacjach imperium Sorosa, choć pozornie nie wykazuje z nią więzi organizacyjnych. Nieformalne przynależności do żydomasońskich konfraterni nie stanowią dobrego klucza rozpoznawczego. Działają jednak wspólnie, bo na jeden wspólny rozkaz i rachunek. Taki np. A. Arendarski to potentat biznesu, zarządzający w radach różnych holdingów. Jest kumplem Kwaśniewskiego. Stale towarzyszy mu w pielgrzymkach do mocodawców zachodnich. To samo odnosi się do W. Gadomskiego.
CUE ma swoją intelektualną i personalną ostoję w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. To stara, jeszcze komunistyczna wylęgarnia żydomasońskich elit, które wówczas ukrywały się pod szyldami marksizmu-leninizmu, ale zrzuciły maski, kiedy sposobiono polski „Round Table”. Socjolodzy z Instytutu gęsto obsiedli Okrągły Stół w roli ekspertów do wszystkiego.
Uniwersytet Europy Środkowej ma dwa zadania w dziedzinie prania mózgów:
* wychowanie bezkrytycznych apologetów liberalizmu gospodarczego w stylu słynnego Adama Smitha;
* wychowanie w moralnym relatywizmie, który lekkim krokiem przechodzi nad aborcją, eutanazją, narkotykami2, zboczeniami seksualnymi, nad „kodem” moralnym chrześcijaństwa.
Cały ten sataniczny program nazywa się zmianą paradygmatów myślenia. W bukaresztańskim CUE wykłady prowadził L. Balcerowicz – z ekonomii. Przewodniczącym wydziału jest tam (był?) Jacek Rostowski, postać na gruncie polskim mało znana, bardziej w Anglii, gdzie przez 20 lat prowadził wykłady na tamtejszych uczelniach, aby w 1989 roku zostać doradcą Balcerowicza w dziedzinie makroekonomii. W radzie wydziału CUE w Bukareszcie działa pracownik MFW niejaki Mario Blejer3.
Wykłady z „etniczności”, to ulubiony konik CUE. Preferuje się pojęcie grupy etnicznej w miejsce narodu, tożsamego z państwem narodowym. Grupa etniczna a nie przynależność do narodu – jak twierdzą – określa tożsamość jednostki ludzkiej. Twórcą tej koncepcji, zresztą nie nowej od kiedy pojawiły się teorie wojny z narodami jako synonimami wszelkiego zła i wstecznictwa, jest zmarły w 1995 roku prof. Uniwersytetu w Cambridge – Ernest Gellner, który kierował Instytutem Nacjonalizmu i Wolności (!) w CUE. Już samo istnienie tej instytucjonalnej formy walki z pojęciem narodu, pośrednio daje wykładnię kierunków inwazji całego Uniwersytetu Europy Centralnej. Instytut
1. Zob. m.il;.: H. Pająk: Retinger mason i agent syjonizmu, Wyd. Retro 1996.
2. G. Soros dał taką oto wykładnię swojego stosunku do narkotyków jako problemu socjologicznego i społecznego: Myślę, że idea wyeliminowania problemu z narkotykami jest fałszywa. Tak jak nie można wyeliminować ubóstwa lub śmierci, nie można też wyeliminować nałogu. Legalizacja narkotyków powinna być postrzegana jako efektywny sposób zredukowania szkód powodowanych przez narkotyki. Ten horrendalny bełkot i zbitka sprzeczności, bez reszty definiują cyniczną osobowość tego oszusta.
3. „Nowa Solidarność”, 12/1996.
52
Gellnera dyskredytował „nacjonalizm”, czyli poczucie więzi narodowej, jako historyczny przeżytek. W jednej z ankiet pytano otwarcie: Jak lokalne interesy narodowe stwarzają opozycje przeciwko homogenizacji? Tak więc słowo „homogenizacja” nie jest autorstwa jej przeciwników, tylko kryterium badawczym i celem jej apologetów. Dla formalności dodajmy, że ta opcja jest wykładnią programu Sorosa. Twierdzi on z powagą, że pojęcie narodu jest niebezpieczne, ponieważ prowadzi do dyktatur, do prześladowań grup etnicznych. Takie samo zadanie powierzono komunizmowi – zniesienie pojęcia narodu. Nic się nie zmieniło poza wycofaniem z obiegu słowa „komunizm”.
Nic więc dziwnego, że Fundacja Batorego wręcz agenturalnie matkuje mniejszościom etnicznym w Polsce. Ma na tym polu wielkie zasługi. Wpisują się one w szeroki program Fundacji w zakresie dezintegracji narodowej i politycznej naszego kraju. Dzielnie hołubi mniejszości narodowe: ukraińską, niemiecką, białoruską, litewską, a nade wszystko – żydowską. Prześledźmy jej sukcesy na tym polu.
Związek Ukraińców w Polsce, tylko w 1996 roku otrzymał od „batorowców” 14,6 tyś. nowych złotych, a w 1997 – 37,6 tyś. zł. „Nasze Słowo” – pismo tego związku, otrzymało w 1996 r. 4 tyś. zł'; Związek Niezależnej Młodzieży Ukraińskiej oraz Koło Naukowe Studentów UJ – 4,5 tyś. zł na organizację Dni Kultury Ukraińskiej w Krakowie, gdzie na seminarium pt.: „Akcja Wisła” mówiono o „ludobójczym” wysiedlaniu Ukraińców z pasa ziem wschodnich. Związek Ukraińców stale wybiela natomiast prawdziwe ludobójstwo w wykonaniu OUN-UPA na Wołyniu i Ukrainie Zachodniej, w której wymordowano, według różnych szacunków od 100 do 400 tysięcy ludności polskiej, a 350 tyś. zdołało uciec spod noży i siekier rizunów. Dodajmy, że członek władz Związku Ukraińców to niejaki Mirosław Czech – jednocześnie sekretarz generalny Unii Wolności.
Fundacja wspiera Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie (w 1996 r. – 32 tyś. zł);
Związek z Białorusią – 4,5 tyś. zł; Bractwo Młodzieży Prawosławnej z Bielska Podlaskiego – 5,5 tyś. zł; Centrum Sztuki (ukraińskiej) w Legnicy – 12 tyś. zł na organizację Międzynarodowego Festiwalu Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych: Europa Bez Granic; Dom Kultury Litewskiej w Puńsku – 15 tyś. zł na organizację II Spotkań Mniejszości Polski Północno-Wschodniej i Wschodnich Terenów Przygranicznych; Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie – 5,9 tyś. na organizację Ogólnopolskiego Festiwalu Dziecięcych Zespołów Folklorystycznych Mniejszości Narodowych; Ośrodek Kultury „Arsus” z „Ursusa”- 10 tyś. zł na V Przegląd Dorobku Artystycznego Mniejszości Narodowych. To tylko niektóre z wybranych przykładów2.
Wymienione tu kwoty są niemal groszowe w porównaniu z potężnym wsparciem udzielanym organizacjom żydowskim. Dysproporcja kwot staje się szczególnie rażąca, gdy porównamy szacunkowe proporcje liczebności tych dwóch mniejszości:
około 200 tyś. Ukraińców i tylko około (oficjalnie) 12 tysięcy Żydów3! Wsparcie dla diaspory żydowskiej w Polsce okaże się wtedy niczym innym, jak częścią frontalnej krucjaty światowego żydostwa przeciwko Polsce4.
Finansowa szczodrość i solidarność Fundacji ze swoją nacją, jest rzeczywiście imponująca. Oto przykłady:
1. „Nasza Polska”, 30,VII,1997 i passim.
2. Ibidem.
3. W rzeczywistości, w Polsce mieszka około pół miliona Żydów o różnym stopniu asymilacji i poczucia swego „lokatorstwa”
4. Żydowska krucjata przeciwko Polsce, to roboczy tytuł przygotowanej przeze mnie monografii tej krucjaty.
53

- Fundacja Centrum Kultury w Krakowie otrzymała w 1996 roku 170 tyś. złotych
– tyle co „zrzutki” Fundacji na wszystkie pozostałe mniejszości;
– Pismo młodzieży żydowskiej „Jidełe” – 6 tyś. zł; Centrum Kultury w Lublinie na organizację warsztatu izraelskiej reżyserki Navy Zukerman – 3,4 tyś. zł;
– Teatr NN w Lublinie – 4,4 tyś. zł na projekt: Brama Pamięci – Miasto Żydowskie (no właśnie – miasto żydowskie!);
– Muzeum Auschwitz – 7 tyś. zł na szkolenie pracowników w Instytucie Pamięci Yad Vashem1;
– Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie – 10 tyś. zł w 1996 r. i 12 tyś. w 1997;
– Żydowski Instytut Historyczny – 12 tyś. zł;
– Fundacja Lander Morasha School Fundation – na projekt Nasza Polska (no właśnie, nasza!) – 21 tyś. zł;
– Koło Naukowe Studentów Archeologii UJ na wyjazd do Izraela – 1,2 tyś. zł;
– Kolo Naukowe Historyków Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu na organizację seminarium Dialog chrześcijansko-żydowski – 2 tyś. zł;
– Studenckie Koło Naukowe Hebraistyki UW na wyjazd do kibucu w Izraelu
– 4 tyś. zł;
* Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Izraelskiej – 2,8 tyś. zł;
* Instytut Sztuki PAN – 2 tyś. zł na organizację konferencji Jerozolima w kulturze europejskiej;
* Amerykańsko-Polsko-Izraelska Fundacja Szalom – na bilet lotniczy dla laureats Ogólnopolskiego konkursu: Historia i kultura Żydów polskich – 8 tyś. zł;
* dla kwartalnika „Fraza” (numer o kulturze Izraela) – 3 tyś. zł;
* fundowanie stypendiów dla studentów hebraistyki i pracowników Żydowskiego Instytutu Historycznego.
Fundacja Sorosa jest źródłem finansowania Unii Demo-Wolności. Dzieje się to nie bezpośrednio, lecz w formie dotacji dla inicjatyw kierowanych przez udeków. Dotacji otrzymuje Instytut Spraw Publicznych, założony w 1995 roku. W jego radzie programowej znajdziemy taki mały warszawski „sanhedryn”. Kierownikami działów są tam Michał Boni i Jan Maria Rokita, który pracuje tam nawet po oficjalnym wystąpieniu z UW.
Towarzystwo Demokratyczno-Społeczne założone przez Zbigniewa Bujaka – wiceprzewodniczącego skrajnie lewackiej Unii Pracy, (która w ostatnich wyborach parlamentarnych otrzymała zasłużone cięgi) – dostało od Fundacji Batorego 1,6 tyś. zł n;
organizację konkursu im. Jana Józefa Lipskiego – zmarłego przed kilku laty masona
i socjalisty. W 1997 roku Towarzystwo to otrzymało 6 tyś. zł na konferencję jakże słuszną i aktualną lecz jednostronnie apologetyczną: Społeczne i ekonomiczne skutki integracji z Unią Europejską.
Pośrednim wsparciem dla Unii było 7,8 tyś. zł z okazji jubileuszu 40-lecia Klubóv Inteligencji Katolickiej, powołanych w czasach stalinowskich do reprezentowania, Jedynie słusznego” nurtu katolickiego w Polsce.
Podobne intencje przyświecały przyznaniu 4,2 tyś. zł na udział młodzieży w popularyzacji żydowskiego KOR w seminarium pt.: KOR w najnowszej historii Polski. Tylko znawcy tych niezbyt zamierzchłych czasów orientują się, że KIK i KOR, to dwa korzenie Unii Wolności – ideowe, nacyjne, a nawet personalne.
1. Podobne „ładowanie akumulatorów” przeszło w Izraelu kilku pracowników Muzeum na Majdanku. Zob 1-1. Pająk: Strach być Polakiem. Wyd. Retro 1995.

Unia Wolności posiada swoje agendy w środowiskach młodzieży. Jedną z nich jest Stowarzyszenie Młodzi Demokraci, toteż z Fundacji sypnięto mu 15,4 tyś. zł w 1996 r.
Potężne wsparcie otrzymuje Instytut Wydawniczy Znak, wydający miesięcznik o tej samej nazwie, całkowicie opanowany przez „naszych”. Otrzymał od Fundacji Sorosa 116,4 tyś. nowych zł. w 1996 roku jako dotację do różnych wydawnictw, a w 1997 roku na to samo 30,5 tyś. zł.
Fundacja wspiera też „Tygodnik Powszechny”, złośliwie nazwany przez znawców problemu „Żydownikiem Powszechnym”. Kieruje nim mason’ Jerzy Turowicz, zarazem przewodniczący Fundacji Sorosa. W 1996 roku dziennikarze tygodnika otrzymali tylko na podróże 7,2 tyś. zł, a w roku następnym 11,5 tyś. zł na wydanie dodatku Apokryf.
* Inną przybudówką „naszych” jest pismo „Res Publika Nowa”, redagowane przez Marcina Króla – członka Rady Fundacji Batorego: 34 tyś. zł w 1996 r. i w 1997 r. – 68 tyś. zł. Ten sam nurt reprezentuje „Przegląd Polityczny” z Gdańska: 6 tyś. zł wsparcia Fundacji w 1997 r.
W Bydgoszczy istnieje prowokacyjne pismo „antynazistowskie” pod nazwą „Nigdy Więcej”. Fundacja wsparła „antynazistów” z tego pisma kwotą 3 tyś. złotych.
Podobnie zakamuflowany charakter ma pismo dla młodzieży pod wymownym tytułem „Bez granic – Grenzenios”. Kieruje nim rzecznik prasowy Solidarności i „góral” Piotr Żak. Finansuje je (dobry papier, kolorowe okładki) Stowarzyszenie Rozwoju Europejskiego TRANS EUROPA, Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” daje lokal i sprzęt na polską redakcję, a redakcja niemieckojęzyczna mieści się we Frankfurcie nad Odrą. Lapidarną wykładnię pisma dał prezes Stowarzyszenia TRANS EUROPA Józef Neuman. Zapytany o swoją tożsamość odpowiedział na łamach „Bez granic”: Swojsko czuję się tam, gdzie mi dobrze. A „nasz” Piotr Żak: jest ważne, by młodzi Polacy budowali Europę bez granic. Takich to mamy rzeczników „S” i taką to mamy „S”…
Mają swój niezbyt chlubny kącik w kiesach Fundacji Batorego środowiska kościelne. Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży w Płocku otrzymało 3 tyś. złotych na kolonie dla dzieci; Salezjańska Organizacja Sportowa „Salos” – 6 tyś. złotych na obóz sportowy;
Caritas diecezji lubelskiej 20 tyś. zł dla kobiet niepełnosprawnych; jezuicki „Przegląd Powszechny” – 4,2 tyś. zł; dominikańskie pismo „W drodze” – 6 tyś. złotych. Fundacja wspiera także, równie skromnymi kwotami, różne formy działalności naukowej i kulturalnej na KUL, ale ta uczelnia jest dla niej i dla diaspory „starszych braci” szczególnym oczkiem w głowie. Te w sumie nikłe kwoty pozorują szeroki diapazon akcji charytatywnych Fundacji Batorego.
„Pieniądz nie śmierdzi” – dawno już odkryta prawda z dziedziny powonienia, pozwala niektórym hierarchom kościelnym otwarcie wychwalać Fundację, która – o czym dobrze wiedzą, wydaje ogromne sumy na działalność sprzeczną z fundamentalnymi zasadami nauki Kościoła. Oto w 1996 roku Federacja Na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny otrzymała z kasy sorosowskich konkwistadorów kwotę 263 tyś. złotych (!), a tzw. Centrum Praw Kobiet – 282 tyś. złotych. W sumie prawie 5,5 miliarda starych złotych. Aktywistka tej Federacji to Wanda Nowicka, „królowa prawa aborcji”; swego czasu skandalicznie popisała się wypowiedzią przeciwko papieżowi.
To wszystko nie przeszkodziło obecnemu metropolicie diecezji lubelskiej Józefowi Życińskiemu oznajmić, iż atakowanie Fundacji Batorego jest emocjonalne i nieodpowiedzialne,
1. Zob. tzw. „Lista Piecucha”.
55

a Wtórujący mu sekretarz Konferencji Episkopatu bp Tadeusz Pieronek, notabene zwolennik „Kościoła otwartego” na Unię Europejską, w specjalnym liście stwierdził z ubolewaniem:
Bardzo mi przykro, że niektóre katolickie media podejmują walkę z Fundacją, która wspiera wiele szlachetnych dzieł prowadzonych również przez Kościół katolicki.
A nam jest bardzo przykro, że ekscelencji jest bardzo przykro…
Ulubionym kierunkiem krzątaniny Sorosa w ramach CUE, jest indoktrynacja umysłów w sferze socjologii. Wydział socjologii działa w Warszawie. Skupia się na międleniu cytowanych już paradygmatów myślenia na tle panoramicznego przeglądu idei, które kształtują współczesną socjologię. Tym kierunkiem zawiaduje prof. Sławomir Kapralski. Ogólnie, jest to kierunek pacyfikacji tradycyjnej socjologii na rzecz teorii konfliktów, strukturalizmu, itp. izmów. Przez wiele lat indoktrynował tam słuchaczy w ateistycznym stylu profesor Jan Szczepański. Wizytówką jego koncepcji człowieka jest jego następująca złota myśl:
Dlatego nalegałbym, iż każda osoba może rozwinąć określone zasady w swoim życiu poprzez szukanie i tworzenie swojego własnego wewnętrznego świata, który nie odzwierciedla ani zewnętrznego świata czy idei, ani też Boga.
Prof. J. Szczepański już przeniósł się do swego wewnętrznego świata. Kogo tam zastał? Już wiemy: Lwa Trockiego, z jego: nwzniośleniem swoich instynktów do wyzwań świadomości!
W kłębowisku nihilistycznych żmij zwanym CUE, wyróżnia się William Wallace – absolwent Cambridge Uniwersity, były dyrektor badań Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych – wykładowca Londyńskiej Szkoły Ekonomii. Z kolei niejaka Annę Lonsdale, piastująca funkcję dyrektora generalnego CUE, jest absolwentką Oxfordu i tamże wykłada. Już tylko te dwie postacie ilustrują misterną sieć wzajemnych powiązań brytyjskiego światka i półświatka polityki, nauki, masonerii, żydomasonerii, słowem – organizacyjną i personalną strukturę globalnego neo-kolonializmu.
Znawcy problemu są zgodni co do tego, że centrum masonerii nadal mieści się w Anglii: tam się zrodziła w nowoczesnym kształcie; tam pączkowała w filialne hybrydy europejskie; z tego bastionu broniła i broni swej dominacji.
Doświadczamy tego na własnej skórze.
Polski Round Table
Do obrad przy polskim „Round Table” zasiadali komuniści oficjalni oraz żydoko-muna udrapowana w pozory opozycji.
Wynik był z góry przesadzony na niekorzyść interesu narodowego. W tym momencie, proporcje ilościowe były niesprawiedliwe dla przedstawicieli „narodu wybranego”. W drużynie strony rządowej, przy Round Table zasiadło nie więcej niż 20 proc. Żydów. Pozostali to goje wyspecjalizowani w wasalstwie sowieckim, prostacy nobilitowani partyjnymi awansami lecz z korzeniami polskimi, z katolicyzmem
1. W „Gaz. Wyb.” (30 VI 1997) hp Życiński oznajmił: Moją modlitwą i życzliwą myślą polecał będę Bogu wszystkie działania i plany, poprzez które Fundacja im. Stefana Batorego wnosi wkład w rozwój kultury polskiej.
56
przynajmniej ich matek i babek, z potajemnym chrzczeniem dzieci w odległych kościołach, z takimiż ślubami i pochówkami.
Po stronie „opozycyjnej”, czyli na razie pozbawionej władzy widocznej, instytucjonalnej, zasiedli w 80 procentach składu przedstawiciele izraelit; „styropianowi” kombatanci, sternicy zmajstrowanego przez nich ruchu o masońskiej nazwie „Solidarność”.
Jerzy Urban zamówił dla wszystkich jeden wielki okrągły stół. Wyprodukowanie takiego mebla było stolarsko bardzo trudne, nieporównanie trudniejsze niż konfiguracja stołów kanciastych, a przecież stół kanciasty byłby idealnie adekwatny do obsługi tego historycznego kantu. Idea masońskiego „Round Table” musiała być jednak dochowana nawet w konstrukcji mebla: masoneria jest fanatycznie wierna swoim symbolom i liturgii.
Celem Okrągłego Stołu było dokładne odwrócenie tych proporcji ilościowo-siłowych. Zadanie zostało wykonane z żelazną konsekwencją, czego dowodem sytuacja na polskim rynku politycznym po latach zaledwie dziesięciu.
Oto wyniki choćby tylko w składzie sejmu, po zaledwie ośmiu latach rzekomego zwycięstwa „Solidarności”, z kilkuletnią przerwą na pozorny „wypadek przy pracy”, czyli na powrót oficjalnych komunistów do władzy pod wodzą Oleksych i Cimoszewiczów. Wypadek naprawdę pozorny, bo poza świecznikową pierwszą ligą rzeczywistych gojo-komuchów; mieliśmy tam:
* na ogólną liczbę 171 posłów SLD, aż 137 miało pochodzenie żydowskie o różnym stopniu koszerności i poczucia lokatorstwa „w tym kraju”;
* współrządzące z SLD Polskie Stronnictwo Ludowe, wśród swych 132 sejmitów miało 40 semitów, którzy z przaśnym ludem, wsią, rolą, obornikiem, mieli tyle wspólnego co ja z lotami kosmicznymi;
– „opozycyjna” Unia Wolności miała w tej edycji parlamentu – na ogólną liczbę 74 sejmitów aż 64 semitów;
* Unia Pracy na 41 sejmitów – 31 semitów;
* K.PN na 22 sejmitów – 16 semitów;
* BBWR na 16 sejmitów – 10 semitów1.
Razem, wliczając czterech posłów mniejszości niemieckiej, sejmici „mojżeszowi” stanowili przeszło 65 procent składu tego w istocie knesetu, a pozostali 32 procent2.
Nastąpił więc totalny powrót izraelit do władzy, tak ustawodawczej jak i wykonawczej. Powrót na obie strony nieistniejącej barykady.
Była to bezpośrednia konsekwencja Okrągłego Stołu.
W ciągu niespełna dziesięciu lat politycznego kontredansu po Okrągłym Stole, plejada izraelit przewaliła się przez wszystkie decyzyjne ogniwa władzy, „marks-mediów”, gospodarki, finansów.
Jeden z zasłużonych działaczy „Solidarności” – Kazimierz Świtoń, miał „niewłaściwe” bo polskie pochodzenie. Został więc zręcznie „wyślizgany” wraz z setkami innych ze wszystkich struktur „Solidarności”, przy czynnym współudziale L. Wałęsy. Wyłożył więc kawę na ławę publikując listę decyzyjnych postaci posiadających mimo pięknie brzmiących polskich nazwisk, pochodzenie „właściwe”. Mowa o sławnej już „Liście Świtonia”, opublikowanej na krótko przed jego kandydowaniem na stanowisko prezydenta Polski.
1. Zdumiewająca zbieżność proporcji w udziale Żydów we władzach Rosji bolszewickiej z lat 1917-1920.
2. Zob.: „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”, 12.VI1.1997. Z: „Polskie Sprawy”, maj/czerwiec 1997.
57

Jak łatwo było przewidzieć, natychmiast doczekał się wściekłej wrzawy w polskojęzycznych „marks-mediach”, a następnie procesu sądowego. O co? Nie wiadomo. Mówi się o sianiu waśni na tle rasowym, nawoływaniu do waśni religijnych.
Gdyby na „Liście Świtonia” znaleźli się domniemani Eskimosi, Murzyni, Białorusini, etc., to procesu by nie było, bo przedstawiciele tych nacji chyba nie wstydzą się swojego pochodzenia’. Żydzi – owszem, bo się skwapliwie obrażają i biegną do sądu z ukochanym zarzutem antysemityzmu – jakby tylko oni byli semitami, a nie 90 proc. populacji innych ludów semickich.
Kazimierz Świtoń był na tyle otwarty, a może zdesperowany, że ze swojej listy uczynił ulotkę przedwyborczą i credo firmowanego przez siebie „Ruchu Obywateli Krzywdzonych przez Władzę”.
Kiedy piszę te słowa, procedura sądowa trwa z nieprzewidywalnym skutkiem. Ryzykując wspólnotę więziennej celi z oskarżonym, czuję się zmuszony do opublikowania „Listy Świtonia”. To wręcz obowiązek dokumentalisty – publicysty. To także, w pewnym sensie „ściągawka”, „pomoc naukowa” w rozpoznawaniu mechanizmów władzy w PRL-bis, eufemistycznie nazywanej Trzecią Rzeczypospolitą.
Obok pierwsza i druga stronica „song-protestu” Kazimierza Świtonia, w oryginalnej formie.
Redaktor naczelny „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” mec. Andrzej Reymann, w siódmym numerze swojego czupurnego pisma2, dokonał profesjonalnej oceny zarzutów prokuratury w literze oficjalnie obowiązującego prawa, na tle historycznym: haniebnej roli Żydów w powojennej Polsce, jako głównych architektów terroru i bezprawia lat m.m. 1944-1956. Oto konkluzje mec. A. Reymanna:
Biorąc pod uwagę liczbę, rodzaj, ogrom i szkodliwość żydowskich zbrodni przeciwko Polsce, ulotka Kazimierza Świtonia jest zdumiewająco umiarkowana, spokojna i rzeczowa. Oskarżony ani razu nie użył sformułowania będącego zniewagą lub obelgą. Nie atakował Żydów jako takich – tylko ich postępowanie. Wzywał nie do pogromów, bicia, wyrzucania z pracy, posyłania do więzień, czy do wysiedlania z Polski tak, jak to mają w swym programie dwie partie żydowskie w stosunku do Arabów w Izraelu – ale do, cytuję: „odsunięcia od władzy Żydów i masonów”. Był to zatem zwykły, polityczny druk agitacyjny, wydany z okazji wyborów prezydenckich, w których on sam kandydował.
W tej sytuacji stwierdzam, że „Lista Świtonia” nie zawiera nic co naruszałoby zasady demokracji, polskiego prawa, konstytucji lub podpisanego przez Polskę Paktu Praw Człowieka. W ciągu 14 miesięcy od momentu rozpoczęcia jej masowego rozpowszechniania nie wydarzyło się też nic, co by świadczyło, że wywołała jakieś waśnie religijne czy narodowościowe z Żydami.
Artykuły: 272 i 273 kodeksu karnego, na których prokurator oparł swój akt oskarżenia, są reliktem „prawa” wprowadzonego w okresie sowieckiej okupacji Polski. Głównym celem tych przepisów była ochrona żydowskich kolaborantów komuny oraz uniemożliwienie krytyki przestępczego działania żydowskich funkcjonariuszy reżimu okupacyjnego. Dziesiątki tysięcy Żydów było pomocnikami Hitlera w zbrodni ludobójstwa dokonanej na ich własnym narodzie. Setki tysięcy innych było egzekutorami komunistycznego holocaustu, którego ofiarą padło w ciągu 70 lat ponad 100 milionów ludzi. Są więc powody aby obawiać się mniejszości żydowskiej i aby jej nie ufać.
1. Jaka szkoda, że mnie niema na tej liście!.
2. 5.Xl. 1996 r.
58
POLAKU!

Poznaj prawdę. kto rządzi polską?
Lista”ZNANYCH Żydów doprowadzających polskę doruiny1

1 Jacek Ambroziewicz b. Szef URM u Mazowieckiego
2. Bogusław Bagsik ukradł 4,5 mln dol
3 Leszek Balcerowicz b vice premier min finansów
4 Ryszard Bugaj przew UP zbir Żyd Komuny
5 Zbigniew Bujak Unia Pr agent NSZZ sol
6 Juliusz jan Braun unia wol przew sej kom kult
7 Michał Boni b minister pracy
8 Bogdan borusewicz unia wolności
9 Jan krzysztof bielecki b premier unia wolności
10 Marek Borowski b vice premier min Finansów
11 Andrzej Celiński unia wolności
12 Jerzy ciemieniewski unia wolności
13 Elżbieta chojna duch vice min Finansów
14 Wiesław chrzanowski b marsz sejmu ZCHN
15 Izabela Cywińska b min kultury
16 Kazimierz Dejmek min kultury
17 Ludwig Dorn vice przew poroz centrum
18 Andrzej Drawicz b prezes radiokomitetu
19 Marek Edelman sztand postać dział Żydów
20 Lech Falandysz z ca szefa kanc prezydenta
21 Dariusz Fikus red nacz rzeczypospol
22Władysław Frasyniuk unia wolności
23 Aleksander Gawronik aferzysta
24 Bronisław Geremek U W główny ideolog antypolski
25Hanna Gronkiewicz Waltz prezes narod banku polski
26 Aleksander HALL przew partii konserwatywnej
27 Bogdan Jastrzębski wojewoda W-WA
28 Andrzej Janas przew uni wyd prasy
29 Jarosław Kaczyński przew porozum centrum
30 Lech Kaczyński b prezes najw izby kontt
31 Wiesław Kaczmarek min przekszt własnościowych
32 Stefan Kawalec b Dyr. W min Finans Bank Śl
33 Bronisław komorowski b Vce min obr narodowej
34 Marian Krzak przew zw Banków polskich
35 Piotr Nowina Konopka unia wolności
36 Waldemar Kuczyński b min przeksz własnościowych
37 Zofia Kuratowska Vce marsz sejmu Uw
38 Jacek Kuroń 1948 Szczecin likw ZHP człon KC PZPR org czerwon harcerstw
39 Krzysztof Kozłowski b min sprw wew
40 Aleksander Kwaśniewski b czł KC PZPR przew SLD
41. Barbara Labuda unia wolności
42. Janusz Lewandowski b min przekształceń własność
43. Bazyli Lipszyc b doradca min finansów
44. Jan Lityński unia wolności
45. Maciej Łętowski z -ca rad nacz ładu
46. Ewa Łętowska b rzecz praw obyw
47. Wojciech Mann właściciel radia KOLOR
48. Krzysztof Materna wsp właściciel radia KOLOR
49. Tadeusz Mazowiecki b prem b przew Unii wolności
50. Antoni Macierewicz b min spr wew przew AKCJA POLSKA
51. Adam Michnik red nacz GAZETY WYBORCZEJ
52. Wojciech Misiąg b vice min finansów
53. Aleksander Małachowski vice marsz sejmu unia pracy
54. Witold Modzelewski vice min finansów
55. Piotr Naimski przew klubu atlantyckiego
56. Tomasz Nałęcz unia pracy
57. Marek Nowicki Kom helsiński praw człowieka
58. Małgorzata Niezabitowska b rzecz praw mazowieckiego
59. Michał Ogórek kreator antypolonizmu
60. Janusz Onyszkiewicz Unia wolności b min obr narodowej
61Jerzy Osiatyński Unia wolności b min finansów
62 Daniel Passent publicysta
63 Aleksander Paszyński b min budownictwa
64 Andrzej Potocki rzecznik prasowy Unii wolności
65 Danuta Pionek
66 Mieczysław Rakowski b premier PRL b I sekr PZPR
67 Alicja Reich Modlińska prezenterka w TVP
68 Jan Maria Rokita unia wolności b szef URM
69 Wiesław Rozłucki prezes giełdy papierów wartościowych
70 Jan Rutkiewicz b burmistrz śródmieścia w-wa
71 Tadeusz Ross kreator polonizmu
72 Ireneusz Sekuła aferzysta b v-ce prem PRL
73 Ernest Skalski z ca red nacz GAZETY WYBORCZEJ
74 Krzysztof Skubiszewski b min spr zag
75 Marek Siwiec kier rad radiofoni i tvp
76 Andrzej Szczypiorski literat kreator antypolonizmu
77 Hanna Suchocka b premier Unia wolności
78 Marcin Święcicki b czł KC PZPR prezydent wwa UW
79 Jacek Syryusz Wolski Integracja D\S europejskich
80 Tadeusz Syryjczyk b min doradca suchockiej UW
81 Grażyna Staniszewska unia wolności
82 Szymon Szurmiej przew fed żydów polskich
83 Anna Szulc prezenterka TVP
84 Ewa Spychalska przew OPZZ
85 Jacek Taylor unia wolności
86 Jerzy Turowicz
87 Witold Trzeciakowski b min w rządzie Mazowieckiego
88 Jerzy Urban b przew Radikom b rzecznik prasowy
89 Kazimierz Ujazdowski koalicja Konserwatywna
90 Janusz Waiss współwłaściciel radia ZET
91 Andrzej Wielowiejski unia wolności
92 Piotr Wierzbicki red nacz GAZETY POLSKIEJ
93 Henryk Wujec unia wolności
94 Andrzej Woyciechowski właściciel r ZET
95 Wojciech Ziębiński
96 Andrzej Zarębski przew
97 Andrzej Zoll przew. trybunału konstytucyjnego

Polaku !
Czy chcesz, nadal być parobkiem żydowskim we WŁASNYM kraju ?
– Czy chcesz, żeby wybrano żyda prezydentem R.P.?
-dosyć rządzenia polską przez Żydo – komunę „
– Obudź się z letargu, otrząśnij ze strachu i przystąp do „ruchu”, który odsunie od władzy w Polsce Żydów i masonów. Żydzi mają swoje państwo Izrael, i tam niech się rządzą i Polaku Nie Daj Sobie Wmówić, Że Ujawnianie Prawdy, To Antysemityzm i Polska jest naszą Ojczyzną i tylko my Polacy, mamy prawo nią kierować. Kazimierz Świtoń, kandydat na Prezydenta R.P.z „Ruchu Obywateli Krzywdzonych przez Władze”, 40-098 Katowice ul.Mtyńska 21 p.8 tel.1539-058, 616-210, fax 512-635 biuro czynna w godz-od 13-17. Pro”imv o pomoc w KainnanII Wyborcza, zbłmnił podotoów. roinn—-•-•- –•-•-•- • —•- —-Gómośl-kl Bank Gospodarczy Oddz-1 Katowic* •32302-113*6^74-1.

KAŻDY POLAK POWINIEN O TYM WIEDZIEĆ !
Światowa Federacja Żydów w Polsce liczy 4 mln. członków wg. oświadczenia w telewizji polskiej Szymona Szunroeja.
W Polsce żyje wg. Zasobów arhiwalnych MSW 2 mln. 700 tys. Żydów. uwzględniając populacje pokoleniową tych, którzy w największej tajemnicy zachowują swoje pochodzenie. Żydzi poza nielicznymi wyjątkami zajmują wszystkie kluczowe stanowiska w mas mediach. kulturze, polityce i gospodarce.
Tymczasem ku swojej zgubie Polacy nie widzą żadnego problemu Żydowskiego w Polsce. To Jest konkretny wynik obezwładnienia opinii publicznej. W umysłach Polaków panuje mrok i zamglenie, gdyż nie dostrzegają ogromnego zagrożenia ze strony rządzących Polską Żydów.
Kwestia liczebności Żydów w powojennej Polscę została po wyzwoleniu zafałszowana przez Żydów z NKWD, gdyż było to zgodne z planem zniewolenia Polaków. Żydzi doskonale nadawali się do najokrutniejszych zadań politycznych. Wykonując polecenia NKWD w Polsce osiągnęli władzę i ogromne korzyści materialne płynące z władania dużym państwem europejskim.
Po wyzwoleniu Oświęcimia przez Armie Czerwoną celowo ogłoszono światu, że zginęło tu 3 ml. 400 tyś. ludzi żydowskiego pochodzenia. Liczba ta odpowiadająca prawie w stu procentach liczbie Żydów zamieszkujących w przedwojennej Polsce.
Dla opanowania Polski przez Żydów komunistów ukryto ich liczbę. Żydzi zmienili nazwiska a nawet imiona ojców i matek, i nagle stali się •najlepszymi Polakami-.
Ostatnie publikacje zachodnie uznane już przez samych Żydów oceniają liczbę zgładzonych w Oświęcimiu ludzi na 1 milion 100 tyś w tym 600-800 tyś. Żydów
Od samego początku życie zadawało kłam tezie ‚Polska bez Żydów.
Zafałszowanie liczby Żydów pozostałych przy życiu i tych, którzy przybyli z I Armią tzw. Wojska Polskiego w tym II dywizji piechoty WP złożonej wyłącznie z Żydów potrzebne było do ukrycia faktycznej liczby Żydów którzy objęli władzę w Polsce. Starsze pokolenie Polaków pamięta powszechną świadomość, że władze w Polsce Stalin oddał w ręce Żydów.
To oni wyszkoleni przez NKWD utworzyli Urząd Bezpieczeństwa. Sami Żydzi dzisiaj przyznają, że w super policji politycznej UB 70″ kluczowych oficerskich etatów zajmowali Żydzi. Dość powiedzieć, że ponad 1 mln. polskich patriotów przeszło przez ciężkie więzienie różnego rodzaju obozy pracy przymusowej jak kopalnia uranu w Kowarach, 1 ml. 100 tyś. wywieziono do ZSRR. W tym co najmniej 300000 polaków wykształconych mogących stanowić podstawę aparatu państwa z AK. NSZ, BCh. i tych którzy nie zgadzali się z narzuconym systemem komunistycznym zginęło na skutek tortur w lochach UB. lub zostali rozstrzelani w tył głowy i potajemnie pogrzebani w dołach z wapnem, ażeby nie znaleziono szkieletów zwłok.
Na terenie objętych okupacją niemiecką w walce z okupantem zginęło około 10% stanu żołnierzy AK. Natomiast na terenach objętych okupacją sowiecką zginęło 90% stanu osobowego AK-owców Dziś wiadomo, że listy ofiar NKWD były sporządzane w miejscowych Gminach Żydowskich
Po 1989r. za rządów Żydo-Solidarnościowych dokonano ‚Holokaustu’ na narodzie polskim”. Zniszczenia Polski dokonano na polecenie mocodawców „Sanchedrynu” /Tajny Rząd Żydowski w Brukseli/i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obecna elita polityczna to drugie pokolenie dzieci stalinowskich morderców, takich jak W.CImoszewicz i Borowski. Ich rodowód wywodzi się z KPP. PPR, PZPR /SDRP, UW, UP.
Do Polski przybywają tłumnie wycieczki młodzieży z Izraela z obstawą uzbrojonych ochroniarzy z MOSADU. Pokazują Im Warszawę i inne miasta polskie tłumacząc, że to wszystko co widzą należało kiedyś do ich przodków, że właściwie jest ich i powinni przygotować się do zamieszkania tutaj i wejścia w posiadanie tego co Im Polacy bezprawnie wydarli. Każdego dnia w Polsce osiedla się na stałe, -otrzymując pracę i pieniądze kilkaset rodzin żydowskich, co jest utrzymywane w największej tajemnicy przed Polakami.
Żydzi kształcili się korzystając z przywilejów ustroju bolszewickiego, a teraz kształcą swoje dzieci w najlepszych prywatnych szkołach i uniwersytetach zagranicznych. Przykładem tego mogą być, H.Suchocka, /HANKE SILBERSTEIN/ i K. Skubiszewski, /SZYMON SCHIMEL/.
Dał temu wyraz Adam Michnik /AAROM SZECHTER/ w telewizji australijskiej, gdzie wystąpił w jarmutee. Mówił o wyśmienitej sytuacji Żydów w Polsce. Na pytania czy nie ma obaw antyżydowskiego zrywu narodu polskiego, odpowiedział, że działalność Żydów w Polsce ma tak doskonałe zabezpieczenie, że Żydzi mogą w Polsce robić wszystko, gdyż Polacy stanowią koło bezwolnych baranów. W Polsce działa 2 tyś. agentów Mosadu zakonspirowanych prawie we wszystkich organizacjach życia gospodarczo-politycznego.
Bezczelna wypowiedź A.Michnika ma swoje podłoże w wyniku przekazania władzy w Polsce przez Żydokomunę, Żydom z •Solidarności. Okrągły stół był wyreżyserowaną mistyfikacją dla umęczonego narodu polskiego oczekującego naiwnie na zmiany ustrojowe.
Polacy powinni wiedzieć o tym. że 90% codziennych gazet czasopism i periodyków jest w rękach Żydów z -Gazetą Wyborczą” na czele. Gazety te są tylko polskojęzyczne i celowo nie informują Polaków o Istotnych sprawach i zagrożeniach dotyczących narodu Polskiego. Wprowadzają zamęt i dezinformacje
Polacy również powinni wiedzieć o tym, że Unia Wolności jest partią żydowską. Inne partie na scenie politycznej z udziałem Polaków w dużej mierze kierowane są przez Żydów. Wyniki wszystkich wyborów manipulowanych przez zawiłe i pokrętne ordynacje mogłyby być inne, gdyby Polacy wiedzieli kto rządzi w Polsce. Wzorem Anglii, Izraela i Japonii w wyborach do parlamentu i władz samorządowych należy domagać się świadectwa, że kandydat od pokoleń nie pochodzi od zdrajców narodu polskiego.
Polska w przyszłości wg. założeń mafii żydowskiej ma liczyć 15 mln. Polaków, którym wystarczy szkoła podstawowa. Uniwersytety dla Polaków będą niedostępne z powodu wysokich opłat i ograniczeń administracyjnych. Pięć milionów Polaków pozbawionych zostanie pracy przez zniszczenie zakładów pracy, pobudowanych kosztem wysiłku całego narodu, oraz 3 miliony chłopów ma być zmuszonych do tułaczki za chlebem. Obszar Polski ma być oczyszczony z Inteligencji patriotycznej, która daje się często wodzić za nos przez Żydów. Polska ma służyć jako przestrzeń dla kolonizatorów żydowskich.
Kiedy Polacy wreszcie się obudzą i wezmą sprawy Polski w swoje ręce. to zagrabiony majątek zostanie wyceniony, za który trzeba będzie zapłacić, albo będzie podlegał konfiskacie na rzecz powołanego Urzędu Skarbu Państwa tak jak to uczynił Charles de Goulle we Francji.
Jeżeli w Polsce nie powstanie zorganizowana partia polityczna wolna od manipulacji przez Żydów i nie przerwie postępującego zgubnego biegu wydarzeń dla Polski to za 10-15 lat Polacy we własnym kraju będą parobkami.
Powyższe słowa kierowane są z najwyższym tragizmem do Polaków, a zwłaszcza do młodej Inteligencji, ażeby przestała być ślepa wobec tragedii narodu polskiego.
Przeczytaj i przekaż innym
60

Biorąc to wszystko pod uwagę, wyrażam następującą opinię o przedwyborczej ulotce Kazimierza Świtonia:
1. opisane w niej fakty karygodnego zachowania się Żydów są prawdziwe;
2. autor ulotki miał poważne powody obawiania się mniejszości żydowskiej i nie urania jej, działał więc w obronie uzasadnionego interesu narodowego przed żydowskimi zagrożeniami;
3. zaproponowane w ulotce środki obrony przed antypolskimi działaniami Żydów, miały charakter polityczny i były zgodne z prawem;
4. ulotka Świtonia nie nawoływała do waśni etnicznych lub religijnych z Żydami, a jedynie do odsunięcia ich od władzy w demokratycznych wyborach;
5. zawarte w opiniowanej ulotce treści nie mogły w odbiorze społecznym wywołać waśni narodowościowych z Żydami i takich waśni nie wywołały.
Zbrojny w tę „pomoc naukową”, uważny czytelnik „Listy Świtonia”, łatwiej pojmie tło polityczne tajnych rozmów w Magdalence, kierunki nietajnego porozumienia przy Okrągłym Stole, z ich konsekwencjami politycznymi, personalnymi, a zwłaszcza ekonomicznymi i gospodarczymi skutkami dla Polski „pookrągłostołowej”.
Jest to parada czołowych KOR-owców a zarazem biesiadników Okrągłego Stołu. Zainfekowali sobą i swoimi kolejnymi pobratymcami całą scenę polityczną rzekomej III Rzeczypospolitej.
Warto jednak prześledzić kulisy polskiej wersji Round Table w szerszym tle, począwszy od międzynarodowego – w kontekście krachu komunizmu w wydaniu sowieckim. Fakt po fakcie, krok po kroku, wyłoni się z tego bagna historyczne oszustwo zwane „Solidarnością”. W rozstrzygającym momencie, setki tysięcy użytecznych durniów ze średniego i dolnego szczebla tego zaciągu, zostało przez uczestników „Listy Świtonia” odrzuconych na śmietnik jako przenośne, ale i dosłowne mięso armatnie.
Mówię o około 100 zamordowanych, jak Bartoszcze, S. Pyjas, jak sześciu najbardziej niewygodnych księży. Jak setki tych, których niemal zakatowano na śmierć, uczyniono kalekami.
Tu pora cofnąć się o dwadzieścia lat – do zupełnie jednak współczesnej książki niejakiego Henryka Piecucha. To wysoki rangą były funkcjonariusz Bezpieki. Jak równy z równymi prowadził wywiady z największymi arcyłotrami byłego Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Pokłosiem są, – jak na razie, cztery opasłe foliały.
Interesujący nas foliał nosi tytuł: Imperium Służb Specjalnych’. Jednym z rozmówców Piecucha jest tam płk SB Marceli Wieczorek. W rozmowie z tymi dwoma „bezpieczniąkami” pojawia się interesujący wątek masonerii. Wieczorek przyznaje, że w MSW istniał tajny spec znaczenia Zespół Operacyjny Departamentu III MSW, zajmujący się rozpracowywaniem polskich wolnomularzy. Przeciwdziałał on próbom negatywnego oddziaływania opozycji politycznej na urzędników administracji centralnej i wojewódzkiej oraz na posłów i pracowników Sejmu PRL2.
To przeciwdziałanie należało do grupy oficerów pod kryptonimem Delta. Nadzorował ją płk Andrzej Kwiatkowski, a całość płk Artur Gotówko – były szef ochrony gen. W. Jaruzelskiego3.
H. Piecuch przyznaje, że w latach osiemdziesiątych, miał dostęp do niektórych materiałów dotyczących wolnomularstwa. Posiada niekompletny spis osób rozpracowywanych, podejrzanych o działalność wolnomularską. Są to:
1. Warszawa 1997 r.
2. 5.XI. 1996 r.
3. Zob. też: H. Piecuch: Byłem gorylem Jaruzelskiego, W-wa 1993 r.
61
Gliwic Tadeusz Gieysztor Aleksander Lipski Jan Józef Werblan Andrzej Kuroń Jacek Waldorff Jerzy Szaniawski Klemens Woźniakowski Jacek Horodyński Dominik Gomółka Stanisław (właśc.: Gomułka) Zambrowski Roman Herczyński Ryszard BIumsztajn Seweryn Lebenbaum Józef Cohn Ludwik Kołakowski Leszek Rybicki. Józef Szczypiorski Andrzej Wujec Henryk Karpiński Jakub Bocheński Władysław4 Brandys Marian Stryjkowski Julian Giedroyć Jerzy Bauman Zygmunt Diatłowicki Jerzy6
Szczepański Jan Józef, Hirowicz Jerzy Geremek. Bronisław Pomian Andrzej, Mazowiecki Tadeusz, Andrzejewski Jerzy Czerwiński Marian Schaff Adam* Garlicki Andrzej2
Kuczyński Waldemar Herbert Zbigniew Michnik Adam Bieliński Konrad Ficowski Jerzy Chojecki Mirosław Kielanowski Jan Szczypiorski Adam Zawadzki Wacław Barańczak Stanisław3 Bocheński Aleksander Bocheński Jacek Brandys Kazimierz Herling Grudziński Gustaw Nowak Jeziorański Jan Brus Włodzimierz5 Malocco Józef

1. Dyktator stalinowski w nauczaniu wyższym, inkwizytor nauk nie marksistowskich, przezywany wszym rabinem PAN” (Zob. Jerzy R Nowak: Dzieje grzechów, „Nasza Polska”, 2.Y1996 r., od Ostentacyjny cynizm we wszystkim co pisał i mówił. „Twórczo” czynny i bezkarny do dziś, z namaszczeniem światowej żydomasonerii. Członek masońskiego Klubu Rzymskiego, który przyznał Polsce tylko do 15 min obywateli.
2. Historyk – przyp. H.P..
3. Filosemicki „opozycjonista”. Mieszka w USA. W 1995 r. wydał w Polsce książkę zawierającą znanych polskich utworów patriotycznych,
4. Masonką była też jego żona Elżbieta. Zob. L. Hass, Masoneria Polska XX wieku, s. 121.
. Mając 21 lat został majorem WP, 28 – profesorem (1949 r.) na SGPiS! To głównie za „broszury” nazywające Polskę lat 1918-1939 – „faszystowską sanację”. W tym stylu ujadał m.in. na Kongresie Naill skiej w 1951 roku.
6. Autor pangirycznej książki o żydowskich oszustach Bagsiku i Gąsiorowskim: Bagsik and Gąsioi (Tel Aviv 1991). Wróg Kościoła, gloryfikator Katowskiego, E. Szyra, SdRP i innych mamutów komunizmu. O WoJciechu Cejrowskim i jego „WC Kwadransie” powiedział, że to „program faszystowski Wytropił „mocodawców” Cejrowskiego pisząc w Rzeczypospolitej (18.I11.1996): Słyszałem, że chodzą tam do studia jacyś księża w charakterze ..opiekunów „. Prowadził audycję w TV (27.111.1′ z okazji rocznicy istnienia tyg. „Polityka”. Milionom telewidzów odświeżono galerię „górali”. Był Urban, A. Szczypiorski, Passent, A. K. Wróblewski, KIcer, K. T. Toeplitz, Kałużyński, A. Kamiński, A. Paszyński, M. Turski, A. Werblan, J. Bijak, W. Władyka.
62

Pióro Tadeusz (gen. – przyp. H.P.)’
Czapla Jan (gen. – przyp. H.P.)
Kuropieska Józef (gen. – przyp. H.P.)
Komorowska Maja
Małachowski Aleksander
Galecka Nelli
(Eleonora z Grzędzińskich Strugowa)3
Osiecka Agnieszka
Passent Daniel
Brzeziński Zbigniew
Tazbir Janusz
Wittiin Jerzy Fiderkiewicz Alfred Groszkowski Janusz Jabłoński Henryk Hertz Aleksander3 Holzer Jerzy Kurczewski Jacek Lipiński Edward Natanson Wojciech Turski Marian Steinsbergowa Aniela Stomma Stanisław Strzelecki Jan Toeplitz Jerzy Zawieyski Jerzy Wajda Andrzej Bocheński Józef Maria

Tischner Józef
Oziembło Adam (gen. – przyp. H.P.)
Kowalska Anka
Holoubek Gustaw
Kott Jan2
Sokolowska Magdalena
Groński Marek
Tyrmand Leopold
Adamski Jerzy
Alster Antoni
(wicemin. Spraw Wewn. – przyp. H. P.)
Dziewanowski Kazimierz
Gielżyński Wojciech4
Badowski Ryszard
Handeisnian Józef Zygmunt
Hertz Paweł6
Kozlowski Krzysztof
Kuśmierek Józef
Moczulski Leszek
Tomaszewski Bohdan
Błoński Jan7
Stempowski Jerzy (Hostowiec Paweł)
Stryjkowski Julian8
Swinarski Konrad
Toeplitz Krzysztof Teodor
Baczko Bronisław9
Wolniewicz Janusz
Mamon Bronisław

1. Skrót nazwiska i imienia Henryka Piecucha – niestety taki sam jak moich!
2. Żydowski politruk w kulturze czasów stalinizmu, służalczy jeszcze długo po 1956 r. J. Giedroyć ludzi jego kategorii nazwał „szmatami”, a Z. Hertz o J. Kottcie napisał otwarcie: był kurvą, oj był… (Listy do Czesława Miłosza, Paryż 1992, s. 207-208). Cytuję z: Jerzy Robert Nowak: Dzieje grzechów, „Nasza Polska” 2.X.1996, ode. 27.
3. Wnukiem Struga – Mistrza polskich masonów był Marian Reniak – agent UB winny aresztowań i śmierci tylu pomordowanych patriotów, że z ich mogił dałoby się uformować kwaterę cmentarną!
4. W okresie żydowskiego „Marca 68″, atakował Żydów w stylu moczarowców, potem koniunkturalnie przestawił się na filosemityzm. Atakuje prawicę, tropi „populistów-ksenofobów”
5. Zob. L. Hass: Masoneria, op. cit., s. 120.
6. Zob.: Henryk Pająk : Retinger mason i agent syjonizmu, Wyd. Retro 1996 r.
7. Dał popis oszczerczego antypolonizmu w „Tyg. Powszechnym” (1987 r.) oraz oskarżeniem Polaków o współudział w masowym mordowaniu Żydów w II wojnie światowej w książce: Biedni Polacy patrzą na
getto, 1994 r. 8 Dziennikarz antypolskiego „Czerwonego Sztandaru” (1941 r.) i „Wolnej Polski”. Stale atakował „polski
antysemityzm”. W „Rzeczpospolitej” z 2.XII.1993 r. powiedział: „po wszystkich historiach antysemickich
Polska nie jest moją ojczyzną”. 9. Filozof wybitnie zasłużony w stalinizacji nauki. W 1951 r. w książce: O poglądach filozoficznych popisał
się łajdacką napaścią – donosem na prof. T. Kotarbińskiego.
63

Szlajfer Henryk Torańska Teresa Weintraub Wiktor Zambrowski Antoni Żółkiewski Stefan Bobrowski Czesław2
Toruńczyk Barbara Treugutt Stefan Wielowiejski’ Andrzej Woroszylski Wiktor Bugaj Ryszard

Przyznajmy, że może ta lista przyprawić o zawrót głowy! Łączna biografia tych nazwisk, to skrócona personalna biografia PRL i esencja PRL-bis zwanej „Trzecią Rzeczypospolitą”. Wyjaśnia absolutnie wiele jeśli nie wszystko, co mieści się w pojęciu selektywnej nietykalności i podobnie selektywnej wybitności. Pozwala przeciętnej aktorce M. Komorowskiej znaleźć się w Nowej Encyklopedii Powszechnej na dużej fotografii na tle malutkiej fotografii generała Bór-Komorowskiego. Pozwala im funkcjonować na szczytach i we wszystkich etapach PRL, zawsze na zasadzie najwyższego autorytetu w swojej dziedzinie. Pozwala ze śmierci Agnieszki Osieckiej, w końcu tylko autorki tekstów piosenek kabaretowych – uczynić niekończący się żałobny festiwal, monumentalny benefis, podobnie jak i z odejścia Piotra Skrzyneckiego.
A przede wszystkim, czyni nietykalnymi. Nikogo z tych gigantów „opozycji” nie zamordowano w okresie działania szwadronów śmierci Kiszczaka i Pożogi w czasie wojny jaruzelsko-polskiej i kilka lat po niej.
Każdemu, kto zechce ironicznie stwierdzić, że Bezpieka czyniła masonem każdego z opozycji – trzeba zadać podstawowe pytanie:
Dlaczego na tej liście nie znalazł się nikt z zamordowanych rzeczywistych opozycjonistów? Jak księża: J. Popiełuszko, Suchowolec, S. Zych, S. Palimąka, Kowalczyk, J. Kotlarz, S. Niedzielak, S, Stokowski, A. Kociński (1990), H. KuśiE. Zarębi (1991), Fidura i Durczyński (1992), J. Gąbka (1993), S. Kościuczyk i S. Pawłowski (1994), Z. Kilian (1995)? Jak Piotr Bartoszcze? Jak S. Pyjas? Jak Przemyk – syn B. Sądowskiej? Jak dziesiątki innych ofiar „nieznanych sprawców”?
Są dwa kryteria nietykalności tych „opozycjonistów”.
Kryterium pierwsze, to pochodzenie żydowskie. Kryterium drugie – przynależność do masonerii.
Bodaj 90 proc. osób wymienionych na „Liście Piecucha”, to ludzie pochodzenia żydowskiego. Niewielu tam „gojów”. Jednym z nich jest Henryk Wujec – taki sobie chłopek-roztropek z powiatu biłgorajskiego. Jego nietykalność3 i współczesne posługiwanie na pokojach Unii Demo-Wolności, to rezultat przytomnego ożenku z córką wybitnej funkcjonariuszki łódzkiego UB w latach 1046-49, członkini KPP – Reginy Okrent-Żydówki.
Ważnym przyczynkiem do owej „Listy Piecucha” będzie wyjaśnienie, iż ten nietuzinkowy bezpieczniak jest sceptykiem „spiskowej teorii dziejów”, a „żydowskich” tematów unika jak Michnik święconej wody. Szydzi wręcz z własnej (!) listy masonów:
1. Poprawna pisownia: Wielowieyski – przyp. H. P.
2. Zadziwia brak w tym towarzystwie Antoniego Słoniinskiego – ewidentnego masona, swego czasu preceptora A. Szechter-Michnika. Nie mogłaby dziwić obecność: Stefana Bratkowskiego, Mikołaja Kozakiewicza, K. Morawskiego, Jerzego Ozdowskiego (prof. ATK), Władysława Nowickiego – ci jednak poszli
z drugiej strony „barykady” i może dlatego H. Piecuch ich pominął?
3. Choć swego czasu otrzymał lanie wraz z synem Jacka Kuronia, od bojówki „studenckiej”, inspirowane przez K.. Szamalka,
64

(…) tandeciarze z Trójki pisali czterdziestostronicowe opracowania na temat profesorów Adama Schaffa i Andrzeja Werblana, jacy to wielcy masoni. Przekazałem te opracowania obu naukowcom. Uśmiali się serdecznie^.
Płk H. Piecuch chyba nie oczekiwał, że na widok tej listy obaj luminarze polskiego stalinizmu rozpłaczą się, ale płk M. Wieczorek znający problem z wnętrza grupy Delta, nie daje się zbić z pantałyku i odpowiada:
Masoni dopiero niedawno ujawnili swoją działalność. Odtajnili niektórych członków, podali wybrane personalia. Ale czy odtajnili wszystko? i wszystkich? Mam poważne wątpliwości.
Piecuch: – Na czym opierasz swoje wątpliwości?
Wieczorek: – Na znajomości metod działania masonerii.
Piecuch: – Jako pracownik Departamentu I MSW zajmowałeś się masonami?
Wieczorek: – Tak. Nasz departament świadczył w tym zakresie usługi kolegom z Departamentu III. Przecież wielu czołowych masonów nie należało do lóż polskich, które były nielegalne. Najwybitniejsi masoni w Polsce byli członkami lóż na Zachodzie. Stąd wielka rola wywiadu w ustaleniu, kto jest kim w tym towarzystwie. To była bardzo trudna robota, gdyż masoni na całym świecie bardzo zazdrośnie strzegą swoich tajemnic. Ale, zapewniam. Departament III MSW otrzymywał od nas konkretne, solidnie sprawdzone materiały.
Problem masonerii bardzo jednak doskwiera płk. Piecuchowi, bo w innej swojej książce, jak zwykle będącej rzeką wywiadów z najwybitniejszymi funkcjonariuszami byłego UB a potem SB, w rozmowie z anonimowym generałem pisze:2
Mam przed sobą trzy, wielokrotnie cytowane tu książki. Proszę generała o komentarz, dlaczego z taką zajadłością on i jego podwładni ścigali ich bohaterów?
Książka pierwsza: „Dokumenty Komitetu Obrony Robotników i Komitetu Samoobrony Społecznej KOR”3.
Słowa generała: To Żydzi. Oni chcieli sprzedać Polskę. I udało im się to. Niech pan patrzy, co robią.
* Wydali bardzo ładną książkę. Warto ją przeczytać. Same dokumenty. – One właśnie mówią, kto jest ile wart.
* Gloryfikują swoje żydowskie dokonania – wspiera byłego przełożonego pułkownik.
* Książka druga: „Opozycja polityczna w PRL – 1945-1980 „5.
* Słowa generała: A widzi pan, że Żydzi. Friszke lokuje swoje sympatie wyraźnie po żydowskiej stronie.
* To mi pachnie ustawami norymberskimi – mówię.
* Niech pan zobaczy, jak grube to są książki – mówi pułkownik. Książka trzecia: „Polskie Porozumienie Niepodległościowe”. Słowa generała: – Tym razem trafił pan na międzynarodową masonerię. Oni też chcą zguby Polski.
Tłumaczę, że wedle profesora Ludwika Hassa, z wybitnych postaci Porozumienia tylko Jan Józef Lipski był masonem.
Tamże, str. 307.
Służby Specjalne atakują, W-wa 1996, wyd. II, s. 108.
Wy d. „Aneks”, Warszawa – Londyn 1994 r.
Drugi anonimowy uczestnik tej rozmowy (przyp. H. P.)
Książka autorstwa A. Friszke. „Aneks”, Londyn 1994 r.
65

* Niech pan sięgnie po słowa prymasa Wyszyńskiego. Niech pan zacytuje Rainę1 :
Kardynał wprost mówi Mazurowi: „Jesteście na służbie masonerii międzynarodowej”. Co tam Hass. My wiemy swoje. Nasza służba sprawdziła do trzeciego pokolenia.
Niech pan sięgnie po te materiały.
Na przedstawione tu racje dwóch asów bezpieki, as trzeci – zdumiewający obrońca masonerii – i może dlatego tolerowany przez wszystkie marks-media, nigdy i nigdzie nie atakujące w recenzjach jego książek – kończy:
Obserwując moich rozmówców nietrudno pojąć, dlaczego Budda umieszczał głupotę pośród grzechów głównych.
Ta wypowiedź płk. Piecucha zostanie mu złotymi zgłoskami zapisana w annałach wolnomularstwa. I rządzących Polską izraelit!
Równie konsekwentnym szydercą jest ten bezpieczniak wobec wszystkich, którzy w ludziach pochodzenia żydowskiego nie widzą przyjaciół Polski. Nazywa ich: „łowcami Żydów”. Taka deklaracja, przyznajmy, to wielki kapitał… O najwyższym na świecie oprocentowaniu!
A teraz przenieśmy ustalenia tych tak różnych pasjonatów – H. Piecucha, M. Wieczorka oraz Kazimierza Świtonia, do składu biesiadników Okrągłego Stołu. Stronę solidarnościowo-opozycyjną w obradach plenarnych (6.11-5.IV. 1989) reprezentowało 26 osób, z czego niemal sami Żydzi wedle „Listy Świtonia” i aż 12 masonów z „Listy Piecucha”!
Co więcej – wszyscy z tej dwunastki masońskich apostołów, to ścisła elita „solidarnościowej opozycji”, a potem władców PRL-bis: Bujak, Geremek, Hall, Kuroń, Mazowiecki, Michnik, Samsonowicz, Stelmachowski, S. Stomma, Szaniawski (Klemens), J. J. Szczepański, Turowicz, Wielowieyski2.
Większość beneficjentów z „Listy Piecucha” uczestniczyła ponadto w obradach zespołów i podzespołów, (tzw. grup roboczych) i choć w następnym ośmioleciu nie zajmowali oni tak eksponowanych pozycji w rządzie, sejmie, senacie, dyplomacji, to jednak wspólnie tworzyli zwycięską koalicję szulerów Okrągłego Stołu. Walnie uzupełniali ich żydowscy i masońscy przedstawiciele tzw. „strony rządowo-koalicyjnej” – niektórzy także występujący na „Liście Piecucha”, a także na „Liście Świtonia”. Bo całe to towarzystwo wzajemnej adoracji przemieszało się bezkolizyjnie we wspólnym władaniu Polską. Dowodem na to jest wspomniana już proporcja ludzi pochodzenia żydowskiego w SLD. Mogłoby się wydawać, że SLD to polskie „chamy”, pogrobowcy zwycięzców „Marca 68″. Tymczasem wśród „chamów” z SLD, na łączną liczbę 171 sejmitów aż 137 to przedstawiciele rasy wyższej – jeśli wierzyć „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” (zob.: s. 57.) A oto skład strony „solidarnościowo-opozycyjnej” przy Round Table:
Jacek Ambroziak, Stefan Amsterdamski, Artur Balazs, Bolesław Banaszkiewicz, Piotr Baumgart, Janusz Beksiak, Ryszard Bender, Jan Beszta-Borowski, Krzysztof Betka, Grzegorz Białkowski, Grzegorz Bierecki, Robert Bitner, Grzegorz Boguta, Włodzimierz Bojarski, Jakub Boratyński, Mieczysław Borawski, Stefan Bratkowski, Ryszard Brzuzy, Marek Budzyński, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Iwo Byczewski, Andrzej Celiński, Zbigniew Chłap, Maria Chmielowa, Eryk Chojnacki, Jerzy Ciemniewski, Piotr Ciompa, Paweł Czartoryski, Piotr Czerwiec, Włodzimierz Dąbkowski, Piotr Dąbrowski, Tadeusz Diem, Jerzy Dietl, Jerzy Dłużniewski, Władysław Dobrowolski, Andrzej
1. Peter Raina, Kościół w PRL. Kościół katolicki, a państwo w świetle dokumentów 1945-1989, Poznań 1994, t. !, s. 394.
2. Okrągły Stół. Kto jest kim. Warszawa 1989.
66

Dobrucki, Władysław Dominiak, Michał Downarowicz, Roman Duda, Jan Dworak, Kazimierz Dziewanowski, Marek Edelman, Lech Falandysz, Wanda Falkowska, Dariusz Fikus, Władysław Findeisen, Władysław Frasyniuk, Marek Frąckowiak, Radosław Gawlik, Bronisław Geremek, Grażyna Gęsicka, Mieczysław Gil, Maria Gintowt-Jankowicz, Andrzej Glapiński, Elżbieta Golik, Bogusław K. Gołąb, Helena Góralska, Jan Andrzej Górny, Stanisława Grabska, Anna Grajcarek, Władysław Grocki, Andrzej Grudziński, Janusz Grzelak, Anna Grzymisławska, Jerzy Grzywach, Krzysztof Hagemejer, Aleksander Hall, Arwid Yrio Hansen, Stefania Hejmanowska, Maciej T. Iłowiecki, Wiesław Isio, Janina Jankowska, Andrzej Janowski, Gabriel Janowski, Lech K. Jarodzki, Jerzy Jasiński, Jerzy Jaśkowski, Wiesław Johann, Cezary Józefiak, Stanisław Juchnowicz, Stefan Jurczak, Mieczysław Kaczanowski, Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, Witold P. Kalbarczyk, Marian Kallas, Mariusz Kamiński, Henryk Paraś, Rafał Kasprzyk, Andrzej Kassenberg, Janusz Kindler, Andrzej Klasik, Zdzisław Klęczek, Wojciech Kłosowski, Jan Kofman, Ryszard Kostrzewa, Adam T. Kowalewski, Krzysztof Kozłowski, Marek Krankowski, Marcin Król, Wiktor Krywulko, Marek Kulerski, Wiktor Kulerski, Hanna Kulesza, Michał Kulesza, Władysław Kunicki-Goldfmger, Gotfryd Kupryszewski, Zofia Kuratowska, Jacek Kurczewski, Jacek Kuroń, Wojciech Lamentowicz, Antoni Leopold, Edward Lipiec, Bogdan Lis, Jan Lityński, Władysław Liwak, Helena Łuczywo, Andrzej Łuszczewski, Wanda Majewska, Edward Małecki, Tadeusz Mazowiecki, Jan Mazurkiewicz, Albin Melcer, Jacek Merkel, Adam Michnik, Witold Mieszkowski, Aureliusz Mikłaszewski, Andrzej Milczanowski, Andrzej Miłkowski, Jacek Moskwa, Jan Mujżel, Michał Nawrocki, Jan Nowacki, Róża Walcowa, Edward Olszewski, Jan Olszewski, Janusz Onyszkiewicz, Edmund Osmańczyk, Janusz Pałubicki, Walerian Pańko, Aleksander Paszyński, Krystyna Pawłowicz, Alojzy Pietrzyk, Leszek Piotrowski, Zygmunt Polański, Piotr Polmański, Jerzy Puciata, Edward Radziewicz, Julian Radziewicz, Anna Radziwiłł, Krzysztof Rajpert, Jerzy Regulski, Janusz Reguła, Ryszard Reiff, Czesław Robakowski, Zbigniew Rokicki, Jan Maria Rokita, Zbigniew Romaszewski, Jan Rosner, Andrzej Rozmarynowicz, Henryk Rutkowski, Zbigniew W. Rykowski, Jerzy Salmonowicz, Henryk Samsonowicz, Janusz Sanocki, Adolf Sapkowski, Jarosław Sellin, Władysław Sidorowicz, Władysław Siła-Nowicki, Jadwiga Skórzewska, Małgorzata Sokołowska, Andrzej Sosnowski, Grażyna Staniszewska, Tomasz Stankiewicz, Adam Stanowski, Krystyna Starczewska, Stefan Starczewski, Joanna Staręga-Pisek, Antoni Stawikowski, Grzegorz Stawski, Andrzej Stelmachowski, Kazimierz Stępczak, Jerzy Stępień, Henryk Janusz Stępniak, Stanisław Stomma, Adam Strzembosz, Andrzej Suchocki, Klemens Szaniawski, Andrzej Szczeklik, Jan Józef Szczepański, Jarosław Józef Szczepański, Edward Szwajkiewicz, Jacek Szymanderski, Piotr Szykiel, Jarosław Śleszyński, Józef Ślisz, Hanna Świda-Ziemba, Henryk Tachasiuk, Jacek Taylor, Antoni Tokarczuk, Edmund Tołwiński, Andrzej Topiński, Witold Trzeciakowski, Jerzy Turowicz, Jerzy Umiastowski, Henryk Urban, Lech Wałęsa, Zofia Wasiikowska, Jerzy Wertenstein-Żuławski, Stanisław Węglarz, Andrzej Wieczorek, Andrzej Wielowieyski, Zbigniew T. Wierzbicki, Michał Wilczyński, Edmund Wnuk-Lipiński, Ewa Wolak, Zbigniew Woźniak, Wojciech Wróblewski, Henryk Wujec, Jan Jakub Wygnański, Janina Zakrzewska, Jan Zalewski, Zbigniew Zawistowski, Jerzy Zdrada, Andrzej Ziabicki, Tadeusz Zieliński, Jan Ziółkowski, Andrzej Zoll.
Przytłaczającą większość stanowią tu reprezentanci rasy „nietykalnych”. Niech nie mylą pięknie brzmiące polskie nazwiska: ,,-ski”, ,,-cki” lub dla odmiany, ostentacyjnie plebejskie. Wiele nazwisk tam równie, ostentacyjnie „genetycznych”. Mamy tam: Amsterdamskiego, Balazsa, Baumgarta, Bitnera, Diema, Dietla, Edelmana, Falandysza, Fikusa,
67
Findeisena, Geremka-Lewartowa, Hagemejera, Halla, Hannsena, Johanna, Kallasa, Kassenberga, Kindlera, Kofmana, Melcera, Merkela, Szechtera (Michnika), Mujżela, Rajperta, Reiffa, Rosnera, Rozmarynowicza, Salmonowicza, Samsonowicza, Stommę, Szynkiela, Ślisza, Taylora, Urbana (Henryka), Wertensteina, Zolla. To tylko czubek „góry Synaj”, zwanej „stroną opozycyjną” przy Okrągłym Stole.
Ich mateczniki, to Instytuty Polskiej Akademii Nauk i SGPiS – wylęgarnie czerwonych kadr. Kiedy do władzy dojdzie po „Okrągłym Stole” żydokomuna w sensie ścisłym (termin A. Michnika), absolwenci tej kuźni kadr partyjnych zasilą zwłaszcza MSZ i jego zagraniczne placówki. Absolwentami SGPiS byli m.in. A. Olechowski, J. Granat, J. Truszczyński, Z. Szymański, M. Grela, S. Stobolski (dyr. dep. integracji europejskiej) – syn generała WP i pełnomocnika ds. pobytu wojsk sowieckich w Polsce.
Tam, na SGPiS, studenci otrzymywali konkretne propozycje: albo współpraca z SB, Informacją, albo niebyt polityczny. Z tego „zaciągu” rekrutuje się zarówno J. Oleksy, jak i A. Olechowski; z placówek naukowych, obok PAN: Uniwersytet Warszawski, Politechnika Warszawska, Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Wrocławski, Pracownicy Żydowskiego Instytutu Historycznego, akademii medycznych, SGGW, instytutów resortowych, międzyuczelnianych. Są reprezentanci wszystkich pism i gazet „katolickich”, PAX-u, „ZNAK”-u, „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego” z Turowiczem na czele.
Jest niemal cała „Prymasowska Rada Społeczna”, na czele z późniejszym jawnym podgryzaczem Kościoła i wiary – Turowiczem; ze zwolenniczką aborcji Kuratowską, z Trzeciakowskim i Wielowieyskim.
Jest dziewięciu członków kryptomasońskiego stowarzyszenia „Doświadczenie i Przyszłość”‚: Andrzej Janowski, Cezary Józefiak, Wojciech Lamentowicz, Anna Radziwiłł, Jerzy Regulski. Są masoni z „Listy Piecucha”: Magdalena Sokołowska, Klemens Szaniawski, Andrzej Wielowieyski, Zofia Kuratowska.
I wreszcie dodajmy, że przy Okrągłym Stole zasiadł KOR in corpore, a także większość z „Listy Świtonia” i bogata reprezentacja masońskiej „Listy Piecucha-Wieczorka”.
A kogo to widzimy po stronie rządowej przy Okrągłym Stole? Pierwsze skrzypce gra Kiszczak, drugie S. Ciosek, trzecie J. Urban i gen. Pożoga czyli znów proporcje jak 1:3 w kategoriach „nietykalnych”. Dodać należy, że główny trust czerwonych mózgów doradzających Jaruzelskiemu przed „Okrągłym Stołem”, tworzyli: S. Ciosek, J. Urban i W. Pożoga – zastępca Kiszczaka i szef wywiadu i kontrwywiadu, łotr z UB i SB mający na sumieniu śmierć setek patriotów zgładzonych z jego poręki. Pożoga stanowił dla nich żywy bank esbeckich informacji i związanego z tym „doradztwa”. Z tej czwórki najważniejszy był jednak Jerzy Urban. To on ustalał strategię i taktykę przetargów
1. Szerzej o D1P w: Henryk Pająk, Stanisław Zochowski, Rządy zbirów, Wyd. RETRO, Lublin 1996 r. Wymieniłem tam m.in. byłego ambasadora Z. Rurarza, który poprosił o azyl w USA. Ambasador obraził się na mnie w książce Perfidna gra (Chicago 1997). Pisze tam m.in…. o podejrzanym sposobie sprzedaży książki metodą -wysyłkową. Ambasador – a więc wielce zasłużony dla PRL dygnitarz, zwiał przed laty do USA i może nie wiedzieć, że w PRL-bis istnieją prywatne wydawnictwa, rozprowadzające książki m.in. metodą wysyłkową. Śpieszę więc poinformować mego dostojnego adwersarza, że większość książek Wyd. Retro rozchodzi się przez sieć księgarską, a podejrzane Rządy zbirów, w 1996 roku w sprzedaży warszawskiej księgarni im. B. Prusa (Krak. Przedni. 7) zajęły drugie miejsce (156 egz.) za książką prof. A. Paczkowskiego (158 egz.). A jednak w ciągu lat 1996-97 nie ukazała się nigdzie, w żadnych mediach ani pozytywna ani negatywna recenzja tej książki. Ta totalna cisza jest najlepszą jej recenzją! Zamilczeć na śmierć – to jedyna metoda i dowód bezsilności wobec treści tej książki.
68

podczas negocjacji. Stanowił nacyjny bufor pomiędzy Żydami z obydwu stron pozorowanej barykady.
W posiedzeniach plenarnych uczestniczyło kilkunastu masonów – decydentów partyjnych i rządowych. Spośród nich ewidentnie rozpoznani to Aleksander Gieysztor i Jan Kielanowski. Z najważniejszych postaci strony rządowej odnotujmy Mikołaja Kozakiewicza, Aleksandra Kwaśniewskiego, Ireneusza Sekułę, Alfreda Miodowicza, Janusza Reykowskiego, Jerzego Ozdowskiego i wielu innych profesorów z PAN, UW i innych placówek – naukowych i nacyjnych kolegów i przyjaciół strony „opozycyjno-solidarnościowej”. Większość z nich to profesorowie wyższych uczelni i PAN. Wśród nich tylko Aleksander Kwaśniewski był skromnym prawie magistrem, co wówczas jeszcze nie było powszechnie znane, ale już wtedy ustalone, że zostanie trzecim prezydentem po Jaruzelskim i Wałęsie, bowiem zmowa okrągłostołowa została rozegrana z personalną dalekosiężnością, perspektywicznie, co było możliwe tylko przy mafijnej lojalności obydwu stron tego antypolskiego spisku.
Obrady Okrągłego Stołu przygotowywano wedle klasycznego schematu przygotowań do zjazdu PZPR, narzuconego obydwu stronom rozmów. W „dołach” partyjnych oraz solidarnościowych odbywały się „dyskusje programowe” nad przyszłym przebiegiem rozmów, czyli nad rzekomym kształtem rzekomej Trzeciej Rzeczypospolitej. Wnioski szły do Komitetów Wojewódzkich PZPR i do regionów „Solidarności”. Obrady plenarne i obrady w komisjach i podkomisjach problemowych, to także wierny schemat obrad zjazdów PZPR – nie miały żadnego programowego inspirującego znaczenia. Pozorowały panelowość obrad, szeroki udział „użytecznych durniów”.
Ta paralelność schematu zjazdu partyjnego i okrągłostołowego spektaklu dziwić nie może. Wszak po obydwu stronach Stołu zasiadali wytrawni herosi PPR, PZPR, nawet KPP, w większości „nietykalni” dla UB, SB.
W tym schemacie nie mogło zabraknąć miejsca na rozstrzygające posiedzenie „Biura Politycznego”, które miało przygotować główne tezy do posłusznego zaklepania przez statystów z komisji i podkomisji plenarnych. Tymi tajnymi konwentyklami były popijawy w ośrodku MSW w Magdalence. Tam, przy gęstych toastach odbyły się rzeczywiste obrady „Round Table”.
Ostatnie spotkanie w Magdalence odbyło się 27 stycznia, a 6 lutego – pierwsze posiedzenie Okrągłego Stołu. W Magdalence ustalono składy i proporcje uczestników:
z 56 osób ogółu, 20 stołków przypadło „opozycji”, 6 dla OPZZ i aż 14 dla tzw. koaUcji, czyli dla pretorianów z PZPR i ich giermków z ZSL, SD, PAX, UChS, PZKS. Do tego dodano 14 tzw. niezależnych autorytetów, czyli mieszaninę krypto-masonerii i jawnej żydokomuny.
Na okrasę dołączono dwóch przedstawicieli Kościoła katolickiego, co miało pozorować szeroki diapazon społeczny i światopoglądowy uczestników.
Trzeba przyznać, że skład strony „opozycyjnej” rodził się w trakcie przewlekłych choć tylko pozorowanych przepychanek. Dla Jaruzelskich, Kiszczaków i Pożogów rzekomo niestrawne były nazwiska Michnika i Kuronia, wszak kombatantów walki o władzę „Żydów” przeciwko „chamom”.
W książce: Generał Kiszczak mówi… prawie wszystko1 Kiszczak bije się w piersi (str. 262):
Szkoda, że tak późno poznałem osobiście ludzi pokroju Geremka, Mazowieckiego, Trzeciakowskiego, Kuronia, Modzelewskiego, Michnika, Frasyniuka, Bujaka, Stelmachowskiego,
1. W. Bereś, J. Skoczylas, BGW, 1991.
69

Wielowieyskiego, Kuratowskiej, Onyszkiewicza, J. Kaczyńskiego, Ha Pietrzyka^.
I dalej:
Że oni wszyscy też Polskę kochają, tylko inaczej…
O tym, jak oni Polskę kochają, mógł się Kiszczak przekonać i przekonał znacznie wcześniej, choćby z licznych raportów wywiadu SB, dokładnie rozpoznających cele zagranicznych wojaży Kuronia i Michnika.
Ostatecznie zaś przekonał się, wraz z 36 milionami Polaków, po ośmiu latach rządów izraelity spod znaku SLD, UW, PSL. Kiszczak wiedział doskonale, do czego zmierza i czym się skończy ten sabat przy Okrągłym Stole.
Skąd przyszły rzekome naciski na obecność Kuronia i Michnika przy Okrągłym Stole – nie wiadomo. Wiadomo tylko, że była to gra i między bajki należy włożyć liryczną wypowiedź Kiszczaka o tym, iż po rozmowach z Kuroniem i Michnikiem przekonał się, że nie taki diabeł straszny.
Tak czy inaczej, w dniu 6 lutego 1989 roku, a więc na kilka godzin przed rozpoczęciem rozmów przy „Okrągłym Stole”, na posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR stwierdzono w protokole: |
Ustalono, że obecność przy ” Okrągłym Stole ” Kuronia i Michnika będzie wyjaśniona na tym, że ww. przewartościowali swój stosunek do niektórych problemów, czemu dali publiczny wyraz2.
W tradycyjnym partyjnym rozumieniu tego bełkotu, złożyli publiczną samokrytykę.’ Jeszcze jedna bajka dla naiwnych. Było tych bajek więcej.
Z perspektywy niewielu, bo zaledwie ośmiu lat dzielących od czasu tej tragifarsy zwanej „Okrągłym Stołem”, jesteśmy skłonni do psychologicznie zastanawiającego | uproszczenia czasowego. Oto czas od strajków sierpnia 1980 do zwołania „Okrągłego Stołu” – to prawie całe dziesięciolecie. W tym czasie w Polsce prawie nic się nie stało, poza skrytobójczymi morderstwami popełnionymi na ponad stu Polakach niewygodnych dla reżimu. Za kulisami działo się jednak wiele. W tym czasie ta sama żydokomuna strojna w piórka a to „opozycji”, a to komuny stricte, przygotowała się do wielkiego pax judaica.
Potrzebowano prawie dziesięciu lat na to i tylko na to, aby spacyfikować, rozbić od wewnątrz i od zewnątrz prawdziwy ruch solidarnościowy. Wdeptać w ziemię, dosłownie i w przenośni, ten polski masowy zryw wolnościowy. Ściśle – jej kilkudziesięciu polskich przywódców z regionów „Solidarności”.
Nazywało się to eliminacją radykałów, oszołomów rzekomo szkodzących wielkiemu narodowemu porozumieniu.
W miarę eliminacji tych polskich „radykałów”, coraz bardziej, na zasadzie kukułczych jaj, rozpierali się w tym ruchu źydomasońscy najemnicy międzynarodowego syjonizmu.
Synonimami polskich niewygodnych gojów – „radykałów” stały się nazwiska i losy Anny Walentynowicz, Andrzeja Słowika, Mariana Jurczyka, Seweryna Jaworskiego, Andrzeja Gwiazdy, Jana Rulewskiego, Kazimierza Świtonia, Piotra Bartoszcze,
1. Z tej piętnastki, tylko A. Pietrzyk, ślusarz górnictwa, organizator strajku w kopalni „Manifest Lipcowy” -nie występuje na „Liście Świtonia”. Typowy statysta – goj do czarnej roboty – dosłownie i w przenośni.
2. Tajne Dokumenty Biura Politycznego i Sekretariatu KC. Ostatni rok władzy 1988-89. Wyd. „Aneks”, Londyn 1994,s. 263.
70

Antoniego Kopaczewskiego’, później Zygmunta Wrzodaka i Andrzeja Krzepkowskiego. Janowi Rulewskiemu wybito zęby. Piotra Bartoszcze zamordowano. Marianowi Jurczykowi zamordowano syna i synową2, Barbarze Sadowskiej syna Przemyka. Za co? Czy za to, że np. M. Jurczyk publicznie mówił o rozbijackiej robocie żydowskiej piątej kolumny w szeregach „Solidarności”?
Dlaczego nie mieli szans dożyć obrad „Okrągłego Stołu” księża: Popiełuszko, Suchowolec, Niedzielak, Zych, Kotlarz? Dlaczego później musiał zginąć A. Krzepkowski, ale i Michał Faizman – ten od afery FOZZ?
A może oni źle kochali Polskę, gdy okazało się, że dobrze ją kochają Michnik i Kuroń, a już najlepiej kochają tę Polskę Kiszczak, Pożoga, Jaruzelski, Geremek, Kwaśniewski, Rakowski, Reykowski, Urban, Wielowieyski, Stomma, Rirowicz, Hall, Rokita, Kuratowska, Bugaj, Mazowiecki?
Przy „Okrągłym Stole” zasiadło kilku nikomu nieznanych studentów. Kilkadziesiąt innych anonimowych miernot, ale zabrakło miejsca dla rzeczywistych przywódców, dla „roboli” „Solidarności”.
Dla Polaków. Tak – po prostu i zwyczajnie – dla Polaków.
Na tym nikczemnym sabacie polskiej żydokomuny i żydomasonerii, suchej nitki nie pozostawi kiedyś – ale kiedy? – historia udręczonej Polski.
1. Szef Regionu Rzeszowskiej „Solidarności” i syn dowódcy oddziału WiN z Lubelszczyzny, zamordowanego przez UB. Zob.: H. Pająk, Oni się nigdy nie poddali, Wyd. Retro, Lublin 1997. Internowany w słynnym więzieniu Gestapo, UB i SB przy ul. Montelupich w Krakowie, przeszedł tam dwa zawały serca. Kto dziś pamięta o tym działaczu rzeszowskiej „Solidarności”? Tylko ubecy, esbecy i szpicle.
2. Mówił o tym w „Rozmowach niedokończonych” w Radio Maryja w lutym 1998 r. Stwierdził, że syna i synową wyrzucono oknem z 10 piętra. Dodajmy, że Jurczyk wraz z A. Gwiazdą, Rulewskim, Pałką s. Jaworskim, Rozpłochowskim i K. Morawieckim, byli więzieni przez 2 lata w katowni UB i SB przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. •
71

Rozdział 3.
Hieny Okrągłego Stołu.
Lech Wałęsa.
Kiedy trzeba jest czerwony. Kiedy trzeba jest różowy, liliowy. Teraz jest niebieski – we wspólnym kolorze Izraela, ONZ, Unii Europejskiej, NATO.
Ale zawsze z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w klapie kapoty.
Postać niegdyś kultowa. Guru wkrótce oszukanych przezeń milionów członków „Solidarności”. W rzeczywistości, jeden z głównych sprawców upadku Polski zwanej Trzecią Rzeczpospolitą. Niegdyś agent Bezpieki. Z jego poręki PZPR i SB sterowały wydarzeniami w Stoczni Gdańskiej. Posłuszne narzędzie w rękach „doradców” żydowskiego KOR. Prostak i cynik. Z rodziny o kryminalnej przeszłości’.
Mentalność handlarza koni: kilku takich „Wałęsów”, psychologiczne „wypisz – wymaluj”, miałem okazję podziwiać na słynnych targach końskich w Piaskach Lubelskich:
refleks prostackiej bestii, potok słów, kuglarska mimikra twarzy, grymasów, gestów.
Zasada: każde kłamstwo, każde matactwo, każde wyparcie się obietnic danych uprzednio – odwoływane, przekręcane „w zaparte”. Profanacja wizerunku MB wyrzuconej z serca na klapę marynarki – dokładnie tam, gdzie skapywały sosy Magdalenki i Okrągłego Stołu.
Wyjątkowa odporność na przyswajanie obiegowej wiedzy, ogłady, kultury bycia. Żywa skamielina niebotycznego zadufania: To ja obaliłem komunizm!
Na pierwszych fotografiach widzimy go jako robociarza – jednego z wielu. Zażenowanego. Zdziwionego swoją popularnością. Żywiołowym odbiorem jego sterowanych przez Bezpiekę przemówień. Następuje błyskawiczne przepoczwarzenie w profesjonalnego wodza, przywódcę „mas”. Butnego, nieomylnego. To rezultat płytkiej osobowości owego handlarza koni. A także pewności siebie nadanej przez jego mocodawców z Bezpieki i PZPR oraz judaszowskich poklasków „doradców” z KOR.
Robił wszystko co w jego mocy, aby gasić strajki nie tracąc nimbu przywódcy i umiarkowanego radykała. Potem było usilne dążenie do porozumienia z reżimem na zasadzie: kruk krukowi oka nie wykolę. Natychmiast po amnestii dla więźniów politycznych (było tych więźniów aż 11!), 29 września 1986 roku powołał jawną Tymczasową Radę NSZZ „Solidarność”. Główny demiurg ówczesnej i późniejsze polityki „Solidarności” – Bronisław Lewartow-Geremek, nazwał tę Radę zespołem mającym „możliwość podejmowania działań negocjacyjnych”2. Mylili się obaj z Wałęsą. Władza jeszcze czuła się silna siłą sowieckich braci i nie szła na ustępstwa, choć Wałęsa z doradcami próbowali się jej przypodobać apelem do władz USA o zniesienie sankcji ekonomicznych.
1. Zob.: „Dziennik Bałtycki” z 2.11.1984. Bracia Zygmunt i Edward byli karani wielokrotnie za przestępstwa pospolite, co wówczas Wałęsa tłumaczył jako szkalowanie przywódcy „Solidarności”.
2. J.Skórzyński, Ugoda i rewolucja…. Warszawa 1995, s. 24.
72
Dopiero po roku Geremek i Wałęsa zdecydowali się na powołanie jawnego kierownictwa reanimowanego związku. Nazwali je Krajową Komisją Wykonawczą NSZZ „Solidarność” (KKW).
Komisją niepodzielnie kierowali byli KOR-owcy, czyli dawni komuniści żydowskiego pochodzenia. Zrozumiałe ich zbliżanie i umizgi do komunistów jeszcze sprawujących władzę i dążących tylko do jej podziału, rozsierdziły solidarnościowych „gojów”. Utworzyli więc Grupę Roboczą Komisji Krajowej, składającą się z najwybitniejszych przywódców „Solidarności” stosunkowo autentycznej, bo tej z lat 1980-1981. Byli to, już w tym kontekście wymieniani: Lech Dymarski, Andrzej Gwiazda, Seweryn Jaworski, Marian Jurczyk, Stanisław Kocjan, Jerzy Kropiwnicki, Grzegorz Pałka, Jan Rulewski, Andrzej Słowik, Antoni Tokarczuk, Anna Walentynowicz, Stanisław Wądołowski’. Domagali się od Wałęsy przestrzegania statutu Związku i zwołania Komisji Krajowej w składzie sprzed stanu wojennego. Wałęsa sterowany przez KOR-owców oraz ich towarzyszy z PZPR, odmawiał spełnienia tych żądań. M.in. kłamliwie argumentował dużą emigracją działaczy.
Wspomina Andrzej Gwiazda:
” Solidarność ” zaczęto organizować od nowa i odgórnie – wojewodowie zaczęli rejestrować wyłącznie komisje zgłaszane przez osoby, które miały upoważnienie Wałęsy. Przewodniczącym regionu szczecińskiego był jak wiadomo Marian Jurczyk, ale prawo organizacji tam związku dostał Andrzej Milczanowski. W Bydgoszczy był Jan Rulewski, a upoważnienie dostał Tokarczuk. W Łodzi, gdzie przewodniczącym regionu był Andrzej Słowik, który na początku stanu wojennego nie dał się złapać i aresztowany został na stanowisku, z mikrofonem w ręku – upoważnienie do organizowania „Solidarności” dostał Dłużniewski. A Jurczyk, Słowik, Rulewski byli członkami Komisji Krajowej – naczelnej władzy związku (…). Naszą największą klęską jest to, że przegraną zaakceptowaliśmy jako zwycięstwo i dopóki się z tego nie otrząśniemy, jesteśmy bez szans1.
Ale Polacy z „Solidarności” nie mieli już złudzeń od dawna. Od strajków sierpniowych powoli otwierały się im oczy w miarę jak zamykano im drogę do prawdy:
Ja i moi koledzy wiedzieliśmy, że doradcy Wałęsy po przybyciu do Gdańska pierwsze swe kroki kierowali nie do Stoczni Gdańskiej, gdzie trwał strajk, ale do Komitetu Wojewódzkiego PZPR, gdzie razem z „komuną”, przy kawce i koniaczku ustalali sobie treść oświadczenia3.
Tam, w KW, uchwalono odezwę „Solidarnościową” do robotników w całej Polsce, aby wrócili do pracy, a ich sprawę wezmą w swe ręce solidarnościowcy z Gdańska. Ale nawet tej uchwały nie odczytano na wiecu4.
Piekło wybuchło znacznie później, kiedy Jurczyk wygłosił swoje słynne przemówienie w Trzebiatowie (25.X. 1981). Ruszyły na niego wszystkie potężne siły PRL: Sejm, PZPR, „marks-media”, rzekoma solidarnościowa opozycja. Wściekłość i nienawiść, której zwieńczeniem stało się całkowite odsunięcie Jurczyka od działań związku, a w dalszej konsekwencji zamordowanie syna i synowej.
Cóż takiego powiedział Jurczyk?
Z dość długiego przemówienia, tylko jedno zdanie zaważyło o dalszych losach Jurczyka:
1. Z tej grupy „ekstremistów” udało się wcisnąć do Okrągłego Stołu tylko A. Tokarczuka.
2. Wywiad w „Gazecie Polskiej”, 28.IX.1995.
3. Jan Marszałek: Jurczyk kontra Wałęsa, Polska Oficyna Wydawnicza 1995 r., s. 52.
4. Zob.: Znamierowski: Zaciskanie pięści.
73
A nasi panowie nie myślą, że tam jest trzy czwarte Żydów, zdrajców, jak powiedziałem, naszej Ojczyzny’!
W przemówieniu Jurczyka było znacznie więcej ataków na ZSRR, na polskie wasalstwo, ale w szeregach doradców „Solidarności” tylko wątek żydowski wywołał prawdziwą furię!
Kapitulanckie oferty składano reżimowi już od połowy lat osiemdziesiątych. Towarzysze stawiali tylko jeden wstępny warunek – wyeliminować z kierownictwa „Solidarności” przywódców sprzeciwiających się nowej Targowicy.
Kiedy w październiku 1987 roku powołano wspomnianą Krajową Komisję Wykonawczą, nie pozwolono na udział w niej przedstawicieli Grupy Roboczej KK. Tak oto stało się faktem rozbicie „Solidarności” na KOR-owską Targowicę i odesłanych z kwitkiem solidarnościowych gojów – „ekstremistów”. Wałęsa ostro forsował wtedy w Szczecinie Andrzeja Milczanowskiego, dyskredytując jako „radykała” popularnego tam Mariana Jurczyka.
Wiosna 1988 roku to nowa fala strajków: komunikacji miejskiej w Bydgoszczy, Huty im. Lenina w Krakowie, Huty Stalowa Wola, majowego strajku w Stoczni Gdańskiej. Fali niezadowolenia nie udawało się powstrzymać ani pałkarzom ZOMO, ani pałkarzom politycznym – doradcom „Solidarności”. Konsekwentnie grając rolę naczelnego „strażaka” w „Solidarności”, Wałęsa za namową Geremka zaproponował władzom negocjacje. Owocem propozycji było spotkanie masona – „doradcy” Andrzeja Wielowieyskiego z sekretarzem KC Józefem Czyrkiem i Stanisławem Cioskiem – najważniejszymi po Jaruzelskim dyrygentami i architektami polityki PZPR.
Ale prawdziwym mózgiem tej rządzącej hunty był Jerzy Urbach vel Urban2. Był i pozostał jednym z głównych filarów dywersyjnego syjonizmu na gruncie polskim. Pozornie usunął się ze sceny politycznej. W związku z redagowaniem porażającego chamstwem i wulgarnością tygodnika „NIE”, pozornie zdystansowali się od Urbana inni Żydzi. Na tle tych pozorów znamienne okazały się rewelacje związane z przygotowywaną wizytą wiceprzewodniczącego Światowego Kongresu Żydów – Kalmana Sultanika z okazji 45-tej rocznicy powstania w getcie warszawskim. „Gazeta Polska” (30. V. 1996) opublikowała tajny szyfrogram ambasady polskiej w Waszyngtonie, dotyczący przygotowań do tej wizyty. Oto wstępne fragmenty:
2. (…) Sultanik przylatuje 16 bm. linią PanAm z Frankfurtu, nr lotu 62 o 1350. Prosi o samochód i ochronę (wskazał, że uprzednio mieli funkcjonariusza ochrony). Zależy mu, aby nie informować innych Żydów, że podróżował w sobotę, gdyż byłoby to dla niego kłopotliwe.
3. Inni członkowie delegacji przylatują w piątek, 15 bm. i w niedzielę 17 bm. Wszyscy mają załatwione miejsca w „Victorii” (mają już uzgodnione życzenia kulinarne).
Oficjalnym „daniem”, jak się okazało, były spotkania z Mieczysławem Rakowskim, ale nawet nie ono było najważniejsze.
W ostatniej chwili przed wyjazdem do Warszawy Sultanik poprosił polskie służby konsularne o możliwość spotkania z Jerzym Urbanem. W szyfrogramie nr 717/11, czytamy, że Sultanik: …pozytywnie ocenił politykę naszych władz w sprawach żydowskich, odcinał się od kontaktów z opozycją…
Tajne rozmowy Żydów polskich z Żydami Izraela rozpoczęły się już w 1988 roku. Były to kontakty między PZPR a izraelską Partią Pracy. W listopadzie 1989 r. Przybył,
1. Jurczyk kontra Wałęsa, op. cit., s. 56.
2. W swej autobiograficznej książce: Ja jako były, Urban podaje, że jego rodzice nosili nazwisko: Urbach.
74

do Polski Szymon Perec – przewodniczący tej partii a zarazem wicepremier i minister skarbu Izraela. Spotkał się ten białoruski Żyd z: Mazowieckim – premierem, ministrem Skubiszewskim i ministrem finansów Balcerowiczem, a także z gensekiem Rakowskim. Dwa dni po przybyciu, podczas bankietu w hotelu Marriott, Perec ponaglał – ale już w prywatnej rozmowie – do nawiązania stosunków dyplomatycznych z Izraelem, zerwanych w 1967 roku po „wojnie sześciodniowej”. Mazowiecki obiecał, że stosunki zostaną nawiązane w pierwszych dniach stycznia. W rozmowie z gensekiem Rakowskim Perec dowiedział się, że PZPR podobno się rozpada.
Perec był zaskoczony, że jest aż tak źle, ale obiecał poparcie wysiłków PZPR w wejściu do Międzynarodówki Socjalistycznej, której jest wiceprzewodniczącym1.
I poparcia takiego udzielił.
Perec zasłabł w Marriotcie, noc przed odlotem spędził w klinice, ale odwiedził Oświęcim. I po raz pierwszy, jako wysoki rangą dostojnik izraelski rzucił obelgę początkującą eksmisję karmelitanek. Oznajmił dla telewizji izraelskiej, iż klasztor karmelitanek Kładzie się on cieniem na jednym z najważniejszych miejsc w historii Żydów. Mam nadzieję, że ta plama zostanie wkrótce usunięta. Rząd Polski obiecał mi, że zapewni „nową lokalizację klasztoru i wsparcie finansowe”. I rzeczywiście, karmelitanki zostały usunięte z klasztoru.
Rządzący Polską na razie stosowali metodę kija i marchewki, jednak z przewagą kija. Kiedy do Gdańska jechała grupa doradców: Geremek, Wielowieyski, Olszewski, ZOMO brutalnie spałowało 1załogę Nowej Huty. Zarówno rozmowy w Gdańsku jak i strajk stoczniowców zakończyły się fiaskiem. Reżim wiedział jednak, że sytuacja jest diametralnie inna niż w sierpniu 1980 roku. Badania opinii publicznej, prawdziwe bo przeznaczone do użytku wewnętrznego, sygnalizowały fatalne nastroje społeczeństwa. Potwierdziły się w wielkiej fali strajków sierpniowych. Iskrą stał się strajk załogi kopalni „Manifest Lipcowy”, potem już szło lawinowo: Szczecin, Huta Stalowa Wola, wreszcie Gdańsk. Kiszczak zagroził godziną policyjną, ale wraz z pogróżkami odświeżono propozycję „paktu antykryzysowego”, rzuconą oficjalnie przez Geremka już w lutym 1988 roku na łamach „Konfrontacji”. W ściśle poufnym trybie, Andrzej Stelmachowski spotkał się z Czyrkiem. Przekazał mu notatkę opracowaną przez Geremka. Zawierała szkic tematów do omówienia. Nazajutrz, 25 sierpnia Wałęsa złożył oświadczenie autorstwa jak zawsze Geremka, Michnika, Stelmachowskiego i Mazowieckiego. Oświadczenie powtarzało tezy Geremka przekazane Czyrkowi przez Stelmachowskiego. Mocniej tylko podniesiono sprawę legalizacji „Solidarności”. Nazajutrz, a więc w tempie ekspresowym, moskiewski namiestnik Cz. Kiszczak wydał oświadczenie dopuszczające możliwość pertraktacji z przedstawicielami różnych środowisk społecznych i pracowniczych. Jak ta różnorodność i personalny „pluralizm” ułożyły się w praktyce, wykazał skład osobowy „strony opozycyjnej” przy O.S.: ponad 70 proc. „mojżeszowych”, w tym czołowi masoni, jawni i niejawni.
K-ilka dni później dochodzi do pierwszego spotkania Wałęsy z Kiszczakiem. Agent „Bolek” witał się z generalnym zamordystą PRL w lansadach, jakby dziękował za znakomite
1. „Gazeta Wyborcza”, 29.XI.1989.
2. Antoni Dudek, Pierwsze lata III Rzeczypospolitej 1989-1995, Kraków 1997, s. 16.
75

warunki w Arłamowie’, a jednocześnie pamiętał o przepaści dzielącej tuzinkowego niegdyś agenta i jego niebotycznego chlebodawcę. W rozmowie uczestniczył bp B. Dąbrowski i niezastąpiony S. Ciosek, wówczas sekretarz KC, a potem kilkunastoletni niezniszczalny ambasador w Moskwie.
Kiszczak warunkował Okrągły Stół zakończeniem strajków, ale punktem spornym – jak się okaże spornym na wiele miesięcy – stała się sprawa legalizacji „Solidarności”. Następuje istna erupcja tajnych dogaduszek. Miejsce – ośrodek MSW w Magdalence. Kiszczak i Ciosek pod naciskiem Moskwy, Jaruzelskiego, skorupiaków z KC i „dołów” partyjnych, na razie odmawiali legalizacji związku „Solidarność”. Domagali się jednego związku w zakładzie. Była to gra na zwłokę.
Na osobności Kiszczak spotkał się z Wałęsą i Mazowieckim. Szef Bezpieki poinformował ich, że za kilka dni zostanie odwołany rząd Messnera, co otworzy drogę do obrad O.S. W zamian prosił o przyjęcie komunikatu w wersji rządowej. Wałęsa i Mazowiecki bez trudu przekonali pozostałych członków delegacji do przyjęcia komunikatu. Tym samym Wałęsa arbitralnie odstąpił od wcześniejszych ustaleń KKW, że warunkiem negocjacji ma być legalizacja „S”.
Zgodnie z zapowiedzią, rząd Messnera upadł 19 września. Nastały rządy Rakowskiego. Już 31 października KERM – czyli Rakowski – podjął decyzję o postawieniu Stoczni Gdańskiej w stan likwidacji. Powód: rzekoma nierentowność. Było to ordynarne oszustwo, które miano kontynuować przez niemal następne dziesięciolecie, przez następne rządy „solidarnościowe” i „postkomunistyczne”, w ramach metodycznego niszczenia polskiej gospodarki w spisku Soros – Balcerowicz. Pomimo chwilowego impasu w sprawie przygotowań do O.S., rozpoczęły się przetargi o skład personalny strony „opozycyjnej”. Partia i Bezpieka zakwestionowały zrazu 12 nazwisk, ale wkrótce pozostało na liście tylko dwóch spornych – Kuroń i Michnik.
Z wiadomym już skutkiem końcowym.
W ramach rozbijackiej roboty trojki: Mazowiecki-Wałęsa-Geremek, utworzono tzw. Komitet Obywatelski – przeciwwagę dla KKW. Zadaniem Komitetu Obywatelskiego było ostateczne odstawienie solidarnościowych gojów od uczestnictwa w O.S. Skład 135 uczestników grudniowego spotkania arbitralnie ustali żydowskie trio: Michnik, Geremek, Kuroń. Wałęsa jedynie parafował ich ustalenia. Wyeliminowano wszystkich spoza KOR-owskiego „etosu”. Całkowitą dominację nad strategią działania „S” przejęli „nasi”: głównie Geremek, Mazowiecki, Wielowieyski, M. Król, Stelmachowski, S. Bratkowski i A. Michnik.
Targowica zwana Okrągłym Stołem rozpoczęła obrady 6 lutego 1989 r. w Pałacu Namiestnikowskim. Geszefciarze zasiedli przy nim tylko dwa razy w komplecie plenarnym: zgodnie z praktyką zjazdów partyjnych – tylko na inaugurację i na zakończenie obrad. Wszystkie robocze rozmowy toczyły się w zespołach i podzespołach, przy stołach zwyczajnych czyli pełnych kantów – dosłownych i przenośnych.
Powołano trzy główne zespoły problemowe:
– gospodarki i polityki społecznej (przew. W. Trzeciakowski);
1. W odpowiedzi na skargę Wałęsy do Jaruzelskiego z 29.X1I.1983 r. w sprawie rzekomego „prześladowania go m.in. podczas internowania”. Kierownik Biura Skarg i Listów URM odpowiedział: Podejmował także Obywatel gości zagranicznych (…) Odbywały się liczne wizyty duchownych (łącznie 54 razy odwiedziły Ob. osoby duchowne) (…) Mógł Ob. bez żadnych ograniczeń oglądać program telewizyjny, słuchać audycji radiowych, czytać prasę, korzystać ze spacerów, z możliwości łowienia ryb. (…) Niezależnie od obfitych posiłków, zgodnie z życzeniami Ob. dostarczono mu dodatkowo, oczywiście bezpłatnie, różne luksusowe artykuły żywnościowe, używki, zwłaszcza zaś napoje alkoholowe, krajowe i zagraniczne (…) Zob.: „Dziennik Bałtycki”, 2.11.1984.
76
– reform politycznych (J. Reykowski i B. Geremek);
– pluralizmu związkowego (T. Mazowiecki).
Ich partnerami w roli równoległych przewodniczących zespołu byli W. Baka’, Reykowski, A. Kwaśniewski oraz R Sosnowski z OPZZ.
W tym sanhedrynie, istotne rozstrzygnięcia zapadały w gronie kilkunastu ludzi. Te dyskretne konwentykle odbywały się tradycyjnie w mateczniku MSW w Magdalence. Ale i tam rozstrzygnięcia zapadały w znacznie ściślejszym gronie swoistego „Biura Politycznego”, składającego się – pozornie – z harcowników dwóch „stron”. Jedną stanowili Ciosek, Kiszczak, Kwaśniewski, Reykowski i A. Gdula. Dowodził nimi telefonicznie W. Jaruzelski. „Opozycyjna” część tego wspólnego „Biura Politycznego” składała się z Wałęsy, Kuronia, Geremka, Michnika i Mazowieckiego. W Magdalence pojawiali się także bp Gocłowski2 i ks. A. Orszulik.
Ani w Magdalence ani przy Okrągłym Stole Wałęsa – wbrew pozorom – nie był głównym rozgrywającym. Swoją rolę sprzedawczyka już spełnił. Czekał na profity. Jak się okaże – wtedy na jeszcze odległą prezydenturę – w jego karierze ostatni ochłap zdrady i agenturalności.
Przebiegiem końcowych ustaleń magdalenkowych dyrygował triumwirat w składzie: Geremek, Michnik, Kuroń. Działacz „Solidarności”, założyciel wolnych związków zawodowych, uczestnik obydwu strajków w Stoczni Gdańskiej (1980 i 1988)
– Krzysztof Wyszkowski, w wywiadzie dla wówczas jeszcze w miarę obiektywnej „Kultury” Giedroycia (lipiec 1989), stwierdzał otwarcie:
Najważniejszy był Geremek. O wszystkim decydowali Michnik, Kuroń i Geremek, w pewnej fazie Mazowiecki. ‚Ta grupa używała za zasłonę to Frasyniuka, to Bujaka, to Gila (przy ich akceptacji), którzy politycznie nie mieli nic do powiedzenia. A w innym miejscu tego wywiadu dodaje:
Nasza strona działała na zasadzie: zrobić coś dla niemądrego, niedojrzałego narodu, ale warunkiem powodzenia działań jest to, żeby naród się nie wtrącał (…) Według starej tezy: dla Polaków można czasem coś zrobić, z Polakami nigdy. Przejęcie inicjatywy w kierownictwie „Solidarności” przez żydomasonerię o rodowodzie czysto żydokomunistycznym, było wielkim zaskoczeniem nawet dla tak wytrawnego gracza politycznego i zdrajcy3, jakim był Stanisław Ciosek. W rozmowie z ks. A. Orszulikiem, uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu (figurantem w sutannie), Cioska zadziwiało przedziwne zbliżenie między ministrem Urbanem a Michnikiem. Na koniec Ciosek dokonuje „odkrycia”:
Zauważa się tworzenie swoistego lobby żydowskiego, które żywo interesuje się pracami Okrągłego Stołu4.
1. „Ekspert” – profesor, który swego czasu doradzał reżimowi Bumediena w Algierii, jak wprowadzać tam komunistyczne metody planowania. Wynik – krach algierskiej gospodarki, głównie upaństwowionego rolnictwa.
2. Prof. Maciej Giertych w książce: Nie przemogą. Antykościół. Antypolonizm. Masoneria. (Nortom 1955, s. 34.) podaje za „Dziennikiem Bałtyckim” (31 .VII. 1993), że wymieniony dziennik opublikował serię fotografii abpa Gocłowskiego i Michnika „śmiejących się do łez i ściskających się”.
3. „Życie Warszawy” z 17.V.1994 powołując się na telewizyjne „Wiadomości” i „Puls Dnia” ujawniło, że S. Ciosek – ówczesny ! sekretarz KW PZPR w Jeleniej Górze, był zdecydowanym zwolennikiem zbrojnej interwencji Układu Warszawskiego celem zdławienia „Solidarności”. Z archiwów NRD-owskiej „STASI” wynikało, że Ciosek i inni polscy komuniści sugerowali agentom „STASI”, że wrzenie solidarnościowe można zdławić tylko interwencją z zewnątrz.
4. P. Rai n a: Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski. 1995, t. II, s. 440.
77

Tu Ciosek udaje, że nie zna rzeczywistego układu sił i nacji przy Okrągłym Stole. Lobby żydowskie od początku niepodzielnie rządziło pracami Round Table, a nie „interesowało” się nimi.
Ówczesny I sekretarz KW PZPR w Gdańsku Tadeusz Fiszbach – rzeczywisty zwolennik reform w partii, wkrótce za to „spławiony” ze sceny politycznej, był bliższy prawdy i dokładniejszy, kiedy odważnie stwierdził, że na 57 uczestników Okrągłego Stołu, aż 47 było Żydami’!
To raczej za tę antyżydowską arytmetykę, a nie za swój naiwny reformizm, Fiszbach został zmieciony z salonów PZPR.
Ten nietuzinkowy aparatczyk zapewne wiedział, że podane przezeń proporcje są procentowo niemal takie same, jakie istniały we wszystkich ogniwach bolszewickiej władzy w pierwszych latach zagłady carskiej Rosji. I wiedział, do czego ten nowy sanhedryn zmierza.
Pozorne zwycięstwo „Solidarności” w czerwcowych wyborach 1989, było jedynie porażką „tradycyjnych” oficjalnych komunistów. Wybory nie były jednak demokratyczne. W trakcie kampanii wyborczej rozszalał się osobliwy terror propagandowy sitwy Wałęsy. Wszyscy spoza kliki byli wycinani na wszystkie możliwe sposoby w oficjalnej prasie „opozycyjnej” i w osobistych intrygach Wałęsy, Kuronia, Michnika, Geremka. Nobilitacją wyborczą była tylko wspólna fotografia z Wodzem.
We wrześniu 1989 Wałęsa zaproponował rządzącym komunistom – w ramach podziału stołków – kandydatury Geremka, Kuronia lub Mazowieckiego na stanowisko premiera. Towarzysze zatwierdzili kandydaturę Mazowieckiego2. I nie zawiedli się na tym „bezpartyjnym” partyjniaku. Ten czy inny wybór któregoś z trójki „górali”3 nie miał żadnego znaczenia dla układu sił i kierunku dalszych „przemian”. Cała trojka to zdeklarowani wrogowie polskości, skrajna żydolewica o stalinowskich rodowodach i mentalności.
Wreszcie – Wałęsa zostaje prezydentem. Osiąga niebotyczny szczyt swojej niekompetencji pod każdym względem: wykształcenia, inteligencji, obycia, a zwłaszcza cech charakteru. Jerzy Urban w swym szambowym „NIE”4 wkrótce otworzył stały kącik bełkotliwych wypowiedzi Wałęsy – prezydenta. Rozpoczyna się pięcioletni serial prezydentury elektryka, zmierzający do osobliwego zabalsamowania postanowień Okrągłego Stołu – umożliwienia żydokomunie zagnieżdżenia się w gospodarce kraju, w nowych strukturach władzy i zarządzania. Komunistom czas ten jest potrzebny do zmiany retoryki, utrzymania rzeczywistej władzy5. W obszarze polityki wewnętrznej – oddania władzy w ręce krajowej i zagranicznej agentury żydomasońskiej, zgodnie współpracującej z pobratymcami komunistami.
Z właściwą mu dezynwolturą moralną, polityczną, personalną, Wałęsa wyrzucił na śmietnik obietnice programowe swej kampanii prezydenckiej. Odrzucił, rozmienił drobne cały etos „Solidarności”. Ośmieszył ją, rozmiękczył, zwulgaryzował,. Konsekwentnie rozbijał obóz polityczny, który go wyniósł na wyżyny, uczynił prezydentem groteskowym wprawdzie, ale laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Otoczony „góralami” w rodzaju Wachowskiego, Drzycimskiego, spowiednika Cybuli,
1. M. Kozakiewicz: Byłem marszałkiem…, W-wa 1991, s. 131, za: j. R, Nowak, op. cit.,
2. Co podobno zaskoczyło B. Geremka, który już uważał się za „pewniaka”.
3. Przypomnijmy: „górali” od góry Synaj…
4. Zob.: H. Pająk: Urbana „NIE” w wojnie z Kościołem katolickim. Wyd, Retro, Lublin 1995,
5. Trzeba było zmienić tak wiele, aby nic nie zmienić – to celna i uniwersalna rekapitulacja dla zachowania status quo.
78

Falandysza, ugrzązł w żenującej megalomanii, pod którą fermentowały kompleksy prostaka nagle wyniesionego na szczyty. Systematycznie popierał wszystkie starania o dalsze utajnianie akt UB i SB. Dwukrotnie mianował (1991 i 1993) P. Kołodziejczyka
– dygnitarza wojskowego z czasów Układu Warszawskiego, na stanowisko Ministra Obrony Narodowej. Kiedy doszło do puczu Janajewa w Moskwie, Wałęsa wpadł w panikę;
przekonany o reanimacji komunizmu w wydaniu starosowieckim, telefonował do Jaruzelskiego i Kiszczaka z pytaniami o instrukcję: co robić? Wreszcie wysłał służalczy list do Moskwy.
W odniesieniu do polityki wschodniej, Wałęsa zachowywał się tak, jakby nadal był wasalem moskiewskim i umyślnym Kiszczaka, Urbana, Jaruzelskiego. Kiedy został prezydentem, najpierw spotkał się z ambasadorem sowieckim. Szczególnie podejrzane było jego utajnienie dokumentów przekazanych mu przez Jelcyna w 1993 r. podczas wizyty w Polsce. Dotyczyły stanu wojennego. Rosyjski emigrant Włodzimierz Bukowski, który miał dostęp do archiwów KPZR, w książce: Moskiewski proces pisze m.in.:
dokumenty, które przytaczam w książce, w Polsce są. Stanowiły część materiałów archiwalnych, jakie Jelcyn w 1993 r. przekazał Lechowi Wałęsie. Ale Wałęsa nigdy nie zdecydował się na ich opublikowanie.
Dlaczego? Pytanie retoryczne: Bukowski udowadnia, że Jaruzelski wprowadził stan wojenny z własnej woli. Co gorsze – prosił towarzyszy radzieckich o interwencję w obronie polskiego komunizmu.
Nie wiadomo obecnie, gdzie znajdują się te dokumenty, kto je przechowuje.
Wałęsa stale roztaczał parasol ochronny nad agentami Bezpieki, zwłaszcza nad wysokiej rangi funkcjonariuszami tych służb. Przykładem pierwszym jest A. Olechowski, drugim – H. Jasik. Przeciwstawiał się dekomunizacji w armii. W 1994 roku spowodował odsunięcie majora A. Hodysza ze stanowiska szefa delegatury UOP w Gdańsku. Major Hodysz był w latach osiemdziesiątych cenną wtyką „Solidarności” w Służbie Bezpieczeństwa, wkrótce uwięzionym za współpracę z opozycją. Wałęsa próbował też mianować na stanowisko szefa Zarządu Wywiadu UOP osławionego M. Zacharskiego
– agenta Moskwy’ skazanego przez USA na dożywotnie więzienie. Zacharski spełnił nakazaną mu rolę w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach, w wyniku których skompromitowano premiera J. Oleksego, za co Zacharski został mianowany generałem przez Wałęsę. Dokonał tego w ostatniej chwili, przed odejściem z prezydentury. Pilotował w sposób spiskowy, w ukryciu przed rządem J. Olszewskiego, zdradziecki traktat z wycofującymi się z Polski sowieciarzami, który miał na następne dziesięciolecia zamienić byłe sowieckie bazy wojskowe na bazy szpiegostwa, przerzutu kradzionych samochodów, z czego słynęły w ostatnich dwóch latach swego funkcjonowania. Wałęsa spowodował obalenie rządu Jana Olszewskiego w stylu kacyków południowoafrykańskich. Współodpowiada za pozostanie lub powrót do MSW dziesiątków ludzi skompromitowanych wasalstwem moskiewskim i szpiegostwem, co „twórczo”, na masową skalę kontynuował duet Geremek-Rosati w dziedzinie dyplomacji „polskiej”.
Wałęsa ponosi polityczną odpowiedzialność za brutalną akcję policji w najgorszym stylu ZOMO, przeciwko demonstrantom w dniu 4 czerwca 1993 roku; za dziesiątki napadów „nieznanych sprawców” na lokale prawicowych gazet, siedziby partii opozycyjnych, a zwłaszcza za pałowanie i bicie, za aresztowania i zamykanie w aresztach
1. Jaki interes miała Polska, by przeinaczać potężne siły i środki wywiadu na takie akcje? – słusznie pyta 1-. Piecuch w swej książce Imperium służb specjalnych, s. 230. Odpowiedzmy Piecuchowi: To nie Polska miała cele, tylko jej wywiad – filia KGB i GRU!
79
młodzieży urządzającej polityczne happeningi. Otaczał się skompromitowanymi współpracownikami Bezpieki – „fachowcami” z tej firmy m.in. Wachowskim, J. Milewskim’.
Szczególnie nikczemnym popisem Wałęsy było wspomniane obalenie rządu J. Olszewskiego – bezpośrednia konsekwencja zablokowania przez Olszewskiego – w ostatniej chwili – ratyfikowania przez Wałęsę w Moskwie wspomnianego traktatu z Rosjanami w sprawie pozostawienia ich baz wojskowych w Polsce.
Już w lutym 1991 roku min. obrony ZSRR gen. Łobow mówił o wielkim znaczeniu lotnisk na terenach Europy Centralnej, kiedy sowieci wycofają się z okupowanych państw Europy Wschodniej: …sieci wysokiej klasy lotnisk, dobrze wyposażonych podziemnych stanowisk dowodzenia, ośrodków szkolenia, poligonów i innych obiektów…1. Ośrodki te miałyby być faktycznie wspólnymi bazami mafii, GRU, Specnazu i K-GB. W przypadku konfliktu zbrojnego z Zachodem, bazy miały zostać zniszczone, jeżeli przedtem nie znalazłyby się pod ciosami państw NATO. Zamierzano kontrolować te bazy pod przykrywką tzw. spółek joint venture.
Kategoryczny szyfrogram rządu Jana Olszewskiego zablokował ten akt zdrady i nadgorliwego, dobrowolnego wasalstwa. Nie był to jednak „bezinteresowny” odruch Olszewskiego w obronie suwerenności Polski. W tzw. Dokumencie nr 1 z 17.IV.1992 r. O wycofaniu wojsk rosyjskich i o rosyjsko-polskich spółkach, sporządzonym przez Biuro Ministra Obrony Narodowej do spraw Polityki Obronnej – wprawdzie w pkt. I stwierdza się, że:
Utrzymanie rosyjskiej kontroli nad lotniskami i innymi instalacjami wojskowymi poprzez utworzenie spółek mieszanych byłoby utrwaleniem logistycznej i strategicznej obecności rosyjskiej w Polsce…
– ale w tym samym zdaniu czytamy, że byłoby to;
czynnikiem, który na trwale może przyczynić się do izolacji Polski w jej stosunkach z międzynarodowymi strukturami bezpieczeństwa.
Redagując to iście rejtanowskie non possumus, Olszewski już wtedy myślał kategoriami interesów NATO. Utrzymanie baz rosyjskich w Polsce, „na trwałe” wykluczałoby możliwość inkorporacji wojskowych struktur Polski do NATO! Za zablokowanie zgody Wałęsy na te bazy, Olszewski zebrał bezcenne punkty polityczne w zachodnich i amerykańskich kręgach wojskowych, politycznych i potężnym lobby przemysłu wojskowego. Zebrał cięgi od kliki Wałęsy, a kapitał polityczny od kliki NATO-wiczów europejskich! Tu wyjaśniam od razu, co rozwinę w rozdziale poświęconym Unii Europejskiej i NATO: każdy polityk, który pcha Polskę jednocześnie do Unii i NATO, jest albo głupcem, albo wrogiem suwerenności Polski! Trzecia alternatywa nie istnieje.
Z przykrością trzeba stwierdzić, że Jana Olszewskiego nie sposób zaliczyć do kategorii głupców. I’m sorry!…
Obalenie rządu Olszewskiego doczekało się opracowań książkowych, a zwłaszcza dokumentalnego filmu J. Kurskiego: Nocna zmiana oraz J. Kurskiego i Piotra Semki: Lewy czerwcowy. Wałęsa z furią zapowiedział:
Prędzej czy później on musi za to odpowiedzieć, za traktat polsko-rosyjski, za Moskwę (…) Żebym miał pistolet i Olszewskiego obok, to bym go zastrzelił!
Za co? Dlaczego?
1. Najcenniejsza wtyka Bezpieki w brukselskim biurze „Solidarności” – wpadki dziesiątków transportów z materiałami drukarskimi, komputerami itp. sprzętem, a także „przepadek setek tysięcy dolarów słanych dla krajowej „S” przez USA i kraje zachodnie” (Zob.: H. Piecuch, Służby specjalne atakują, op. cit.).
2. „Życie Warszawy”, 9.IV.1991.
80

Za suwerenny opór polskiego rządu przeciwko pozostawieniu w Polsce reliktów sowieckiej okupacji, w postaci owych baz. W szumie informacyjnym wokół tej afery, ukryto w cieniu jeszcze inny haniebny prezent Wałęsy dla byłych sowieciarzy: mieliśmy – na mocy artykułu piątego tego traktatu, zapewnić swoje uczestnictwo w miarę możliwości w budowie domów dla wojsk wycofujących się z Polski. Około 20000 takich mieszkań zobowiązali się zbudować w Rosji Niemcy dla okupacyjnych wojsk sowieckich, które właśnie wynosiły się z NRD. Tym samym Polska – ofiara wspólnej napaści Niemiec i ZSRR – została postawiona na równi ze spadkobiercami hitleryzmu i bolszewizmu i miała na pożegnanie półwiecznej okupacji sowieckiej, zbudować okupantom mieszkania w Rosji. Szczyt sowieckiej buty, dyktatu, bezczelności, ale i naszego wasalskiego kapitulanctwa.
Oto fragmenty spisku belwederskiej sitwy, pochodzące z dokumentalnego filmu Nocna zmiana. Jest 4 czerwca, godzina 22°°, gmach Sejmu – w chwilę po tornado spowodowanym w sejmie ujawnieniem współpracowników Bezpieki, tzw. „Listy Macierewicza”. Uczestnicy puczu:
Mieczysław Wachowski, Andrzej Zakrzewski, Andrzej Drzycimski – trzy sępy Wałęsy z jego kancelarii prezydenckiej, a dalej:
Tadeusz Mazowiecki – Unia Demokratyczna, obecnie Unia Wolności;
Donald Tusk – KLLD, obecnie UW i członek koalicji AWS;
Leszek Moczulski – KPN;
Mieczysław Gil – PSL;
Waldemar Pawlak – PSL;
Aleksander Łuczak – PSL;
Gabriel Janowski – PL;
Stefan Niesiołowski – ZChN;
Paweł Łączkowski – PChD.
Paweł Łączkowski, Stefan Niesiołowski i G. Janowski, z przerażeniem przysłuchiwali się wrzawie puczystów, nie bardzo wiedząc po co ich zaproszono’, nie odzywając się ani słowem. Rozgrywającymi ten spisek byli: Wałęsa, Mazowiecki, Moczulski, Pawlak.
– Wałęsa: – Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli. Dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast! Dzisiaj!
– Pawlak: – Tylko że jest to trochę gangsterski chwyt…
– Wałęsa: – Już nie może być żadnych numerów!
– Mazowiecki: – Albo premiera się powołuje, albo cały rząd…
– Wałęsa: – Panie Tadeuszu, bo jak tego dziś nie zrobimy, to mamy duży, duży pasztet! (…) Panowie, na kogo moja nominacja ma być? Czy przejdzie Pawlak?
– Moczulski: – Myślę, że tak.
– Wałęsa: – Słuchajcie, bo jak nie przejdzie, to jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji! W tym momencie dochodzą spóźnieni: Niesiołowski, Janowski i Łączkowski. Do końca nie zabierają głosu. Pokerzyści licytują bez nich:
– Wałęsa: – Toż możemy się porozumieć, że później będziemy robić różne układanki jeszcze. Ale natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby mi nie przyszli do biura!
– Tusk: – Jak SLD nie skrewi, to przejdzie.
Aby firmowali „szerokie spektrum partyjne”, z udziałem ZChN – Niesiołowski; PChD – Paweł Łączkowski; PC – G. Janowski. Łączkowski i Niesiołowski spóźnili się z przybyciem i do końca tego rejwachu pozostali statystami.
81

Głos: – A jak nie przejdzie?
– Moczulski: – To wtedy pan Waldek nie będzie się upierał, prawda?
– Tusk: – Policzmy głosy… KPN, PSL, SLD, mała koalicja…
– Moczulski: – Jeżeli lewica się wstrzyma od głosowania, to nam wystarczy.
– Tusk: – Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych nie wstrzyma się tylko będzie głosowała za odwołaniem.
– Moczulski: – Za odwołaniem tak, ale czy będzie głosowała za Pawlakiem w ogóle?
– Tusk: – Waldek, twierdziłeś, że tak…
– Gil: – Chyba, że się wycofa w ostatniej chwili.
– Pawlak: – Nie sądzę panowie…
– Tusk: – Dla SLD jest lepszy kandydat do poparcia? Głos: – SLD poprze’.
– Wałęsa: – Dzisiaj choćbyśmy się wszyscy kłócili, nie damy rady. Przecież sondowałem wszystkie możliwości, że dziś nie pociągniemy inaczej!
– Tusk: – Jeśli najbardziej chłopski klub chce głosować na Pawlaka…
– Moczulski: – Podejmujemy męską decyzję: Pawlak i koniec! Bo musimy iść ZAraz na posiedzenie klubu. Sejmu, prawda…
– Wałęsa: – Dobrze. Jak, kto?
– Moczulski: (licząc głosy) – Zgoda. Zgoda. Zgoda…
– Wałęsa: – Dobra. Pismo przygotowujemy. Jest pismo przygotowane. Dzisiaj! Natychmiast dzisiaj! Ja jutro nie mogę ich wpuścić do biura!
To jeszcze nie wszystko. Po walce, w gabinecie Wałęsy odbywa się spotkanie Wałęsa, Pawlak już jako „zaklepany” przez sitwę premier, a dalej – niezastąpieni „gon le”: Geremek, Mazowiecki, Tusk, Moczulski, Łuczak i Eysmont (późniejszy minister bez teki, zakulisowa ważna postać, aż dziw że pozostawiona poza „Listą Piecucha” I jeszcze Bańkowski z PPG, który ośmieszył się z trybuny sejmowej oświadczając, że Pawlak …będzie w stanie stworzyć rząd, który będzie dobrze służył Polsce Ludowej!
– Pawlak: – Potem, po powołaniu składam wniosek o MSW i MON. I czyszczę sobie UOP. I tutaj mam wolną rękę, panie prezydencie?
– Wałęsa: – Wolną rękę!
– Pawlak: – Dobra. Dziękuję.
Miałeś chamie złoty róg… – tu i ówdzie cytowano z myślą o Wałęsie tę uniwersalną przenośnię z Wesela. To prawda. Miał.
Odchodzi w grząską topiel niepamięci jako ten, który sponiewierał etos polskiego zrywu wolnościowego. Rozmienił go na swoje prywatne srebrniki. I Polskę pchnął ku rozbiorowi. Piątemu.
1. To oczywiste – SLD radośnie głosowała za odwołaniem Olszewskiego, który ujawnił „Listę Macierewicza”. Tego nie mogła tolerować.
82

Rozdział 4.
MSZ „-agentura antypolonizmu?
Kluczowym ministerstwem w PRL-bis, państwie poddawanym dyktatowi izraelit, jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Po kilku latach tajnych zabiegów, przetasowań personalnych, polski MSZ AD 1997, stał się gniazdem antypolskiej destrukcji. Jej naczelnym „rabinem” był Bronisław Geremek, przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, po wyborach parlamentarnych z 1997 r. awansowany na stanowisko szefa MSZ.
Po wyborach sejmowych w 1993 roku, PSL wysunęło Andrzeja Micewskiego na stanowisko przewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Micewski jednak nie objął tego stanowiska. Dlaczego? Po kilku latach wyjaśnił to sam zainteresowany w wywiadzie dla „Życia Warszawy”:
Tymczasem zjawił się u mnie ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski i skłonił do przyjścia razem z nim, generała Jaruzelskiego. Moi obaj goście zaproponowali mi zrzeczenie się funkcji przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych na rzecz posła Geremka. Kwaśniewskiemu bym nie uległ, lecz generał Jaruzelski ma dar przekonywania do „mniejszego zła” i w końcu uległem moim gościom.
Włożywszy między bajki rzekome perswazyjne talenty Jaruzelskiego, trzeba zapytać, dlaczego Jaruzelski stał się emisariuszem żydowskiego lobby w przetargach o polską politykę zagraniczną?
Odpowiadając najkrócej -była to z jego strony spłata długu politycznego za parasol ochronny rozpostarty nad tym sowieckim namiestnikiem Polski przez potężne „marks-media” polskojęzyczne i zagraniczne, w szerszym kontekście – przez żydowskie lobby przejmujące władzę po „Okrągłym Stole”.
Celną rekapitulację dziesięciolecia Jaruzelszczyzny dał profesor literatury Jidisz z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie – Clone Shremak:
Władze PRL w latach 80 też popierały sprawy żydowskie. Było wtedy takie powiedzonko: co się nosi w Polsce? Żydów na rękach’.
Oto krótki przegląd kredytu polityczno-propagandowego zaciągniętego przez Jaruzelskiego w krajowym i zagranicznym lobby filosemickim.
Czeski Żyd Jan Ludwik Hoch opublikował gloryfikujący Jaruzelskiego album w londyńskiej serii: „Leaders of the Worid”2.
Abel Kainer w podziemnej KOR-owskiej „Krytyce” stwierdzał, że WRON3 grała rolę wielkiej opiekunki Żydów4.
Izabella Cywińska – minister kultury w rządzie Mazowieckiego, nazwała Jaruzelskiego patriotą o ogromnej szlachetności.
1. „Rzeczpospolita”, 19.IV.1995. Za: Stanisław Wysocki: Żydzi w Trzeciej Rzeczypospolitej, Wyd. „Ojczyzna” 1997 r., s. 15 i passim.
2. Zob. J.R Nowak: Dzieje grzechów (14), „Nasza Polska”, 27.VI.1996.
3. WRON – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, powołana w stanie wojennym przez huntę Jaruzelskiego.

Stanisław Podemski, publicysta „Polityki” obwieszczał:
Polacy przyszłości będą także dumni z tych polskich generałów, którzy potrafili przedłożyć dobro Polski nad korzyści swej władzy’.
Adam Schaff, czołowy stalinowski ideolog – marksista, wychwalał Jaruzelskiego i jego reżim, jako: szczęśliwe uderzenie prewencyjne, a Jaruzelskiego jako jedynego męża stanu, który mógł uratować Polaków od skutków ich anarchizującej głupoty2.
Stefan Bratkowski wielbił Jaruzelskiego za: pokojowe przekazanie władzy w 1989 r.3
Adam Szechter-Michnik:
W pozytywnym ułożeniu stosunków Polski z ZSRR, skrzydło reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak gen. Wojciech Jaruzelski oraz pierwszy sekretarz KC Mieczysław Rakowski, mogą odegrać zasadniczą rolę4.
Artur Sandauer, za swoje ataki na polskich pisarzy (Gajcego, Grochowiaka, Gałczyńskiego – oskarżanych przezeń o „antysemityzm”), został przez Jaruzelskiego odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Daniel Passent szydził w „Polityce” nawet z kolegów redakcyjnych, odmawiających współpracy z reżimem Jaruzelskiego-Urbana-Kiszczaka.
Przyszedł więc czas spłaty długu. Jaruzelski podjął się misji posłańca żydowskiego lobby, na rzecz nominacji Geremka. Miał w tym swój prywatny interes wiedząc, że w Geremku, Mazowieckim, Michniku posiada wypróbowanych obrońców i rozgrzeszycieli za zbrodnie stanu wojennego, nazywanego przez niektórych jego apologetów „aksamitną rewolucją”.
W tej osobistej, tajnej dyplomacji dwóch najważniejszych obok Kiszczaka reprezentantów byłego reżimu na rzecz nominacji Geremka, ich byłego rzekomego opozycjonisty, „przeciwnika politycznego” internowanego w stanie wojennym – kryje się cały fałsz i cynizm rzekomego podziału sceny politycznej na komunistów i zwolenników nowego ładu.
W istocie była to i pozostała zwarta klika żydokomunistycznych kompradorów, wrogów polskości, eksponentów obcych interesów. Po „transformacji” Polski z PRL w PRL-bis, wspólnie przystępowali do nowych metod okupacji kraju. Do jego nieformalnego podboju. Do kasacji resztek samodzielności jej polityki zagranicznej.
Pełnię tego podporządkowania, tej antypolskiej destrukcji na arenie międzynarodowej, osiągnięto po zdobyciu prezydentury przez Stolzmana^Kwaśniewskiego.
W „polskiej” polityce zagranicznej raz po raz dochodziło – dodatkowo powiększając rozmiary jej niekompetencji i destrukcyjności – do przeróżnych gaf. Wynika to z wielości ośrodków dyspozycyjnych w administracyjnych strukturach polityki zagranicznej. Rządził nią Kancelaria Prezydenta i on sam poprzez Rosatiego a potem Geremka. Rządzi nią – tym razem oficjalnie MSZ pod wodzą „rabina” Geremka. Rządziły nią dwie rzekomo opozycyjne partie – SdRP i UW.
1. „Gazeta Wyb.”, 23.VI.1993.
2. J.R Nowak: Dzieje grzechów (14), „Nasza Polska”, 27.VI.1996.
3. „Gaz. Wyb.”, 9. VI. 1992.
4. „Gaz. Wyb.”, 25.X. 1989.
5. O żydowskich korzeniach Kwaśniewskiego swego czasu pisała prasa emigracyjna, a także niektóre periodyki prawicowe. Według nich, Kwaśniewski jest synem Zdzisława Stolzmanna, funkcjonariusza UB zamieszkałego po wojnie w Białogardzie. Kwaśniewski nigdy tych faktów nie dementował, ani nie potwierdził. Miliony Polaków nie miały możliwości poznać tak podstawowego szczegółu biografii swego (p)-rezydenta, jak jego pochodzenie. Byli też przekonani, że kandydat jest z wykształcenia magistrem, co

Głównym doradcą prezydenta Al Kwaśniewskiego w dziedzinie polityki zagranicznej był Andrzej Majkowski’. Formalnie decydował on o rozgraniczeniach kompetencyjnych między prezydentem, premierem i ministrem MSZ. W istocie Majkowski miał więcej do powiedzenia niż inny „góral” – Wojciech Lamentowicz, także doradca.
Majkowski to dziecko stalinowskiego systemu polskiej żydokomuny. Rozpoczynał karierę w ZMS podczas studiów, gdzie jego kolegami byli m.in. Michnik, Karol Modzelewski oraz późniejszy wiceminister Spraw Zagranicznych a potem ambasador w Paryżu – Stefan Meller, rzecz jasna wszyscy z sitwy „górali”.
Majkowski błyskawiczną karierę rozpoczął, nie licząc początkowej fuchy wiceprzewodniczącego ZMS w 1967 roku, od intratnych funkcji w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, gdzie nastąpiło zbliżenie tych dwóch pobratymców – Kwaśniewskiego i Majkowskiego. Jak przystało na „działacza” sportowego, Majkowski odznaczał się tam nadzwyczajną odpornością na ilości wypijanej wódki. W kręgach sportowo-partyjnych zyskał zaszczytny przydomek „Browar”2.
Wydelegowany przez KC PZPR na studia do Moskwy w 1975 roku, „Browar” ukończył sowiecką Akademię Dyplomatyczną. Już podczas „studiów” został mianowany I sekretarzem ambasady PRL w New Delhi, co należy uważać za fenomen rozdwojenia:
gdzie Moskwa, gdzie New Delhi! Potem ambasadoruje w Tajlandii, wreszcie dyrektoruje departamentowi Azji w „polskim” MSZ. Było regułą w strukturze personalnej ambasad krajów „socjalistycznych” i samego ZSRR, że pierwszy sekretarz ambasady, wespół z jej attache wojskowym, to etatowi agenci wywiadu. Właśnie z tego okresu datuje się ścisła znajomość resortowa Majkowskiego z Romanem Misztalem3 – szefem bezpieki w strukturach wojska w latach 1979-90 oraz z płk. WSW J. Majewskim. Ten ostatni był do 1992 r. rezydentem PRL-owskiego wywiadu w MSZ.
Podczas stanu wojennego Majkowski otrzymał wspomnianą już nominację na ambasadora w Tajlandii. W 1987 roku powrócił do Polski. Tak rozpoczyna się nowy rozdział w jego karierze – poprzez Kwaśniewskiego oraz szefa Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Warta” – Witkowskiego. Z dyplomacji przeszedł do pracy u właściciela TV Polsat – Zygmunta Solorza. Został dyrektorem jego Domu Wydawniczego „Kurier Polski”. Solorz to niezwykle barwna i równie mętna postać w kontekście kariery A. Majkowskiego. Zygmunt Solorz pierwotnie nosił nazwisko: Krok. W 1978 roku „uciekł” na Zachód. Ożenił się tam z Iloną Solorz i chociaż przyjął jej nazwisko, to jednak ambasada PRL w Wiedniu wystawiła mu dokumenty na nazwisko Krok. Potem ożenił się z Małgorzatą Żak i odtąd używał podwójnego nazwiska Żak-Solorz.
Solorz zgromadził kolekcję aż dziewięciu paszportów, z czego sześć wydanych przez Wojskową Misję PRL w Berlinie Zachodnim oraz przez urzędy wojewódzkie w Radomiu i Wrocławiu, a także przez Konsulat Generalny w Paryżu i Wiedniu4.
Równie kalejdoskopowo zmieniał Solorz-Żak-Krok, swoje obywatelstwa. Trzykrotnie w dokumentach widniał jako obywatel Niemiec, co ustaliła m.in. Prokuratura Wojewódzka w Radomiu i Sąd Rejonowy we Wrocławiu. Był ścigany listem gończym, a jako Piotr Podgórski – przez policję austriacką i niemiecką za niespłacenie (w Niemczech) długu w wysokości 8 milionów marek! W 1990 roku założył spółkę Solar, uzyskując trzyletnią karencję podatkową. W latach 1990-1991 sprowadził do Polski ponad 9 tysięcy
1. Pochodzi z rodziny polsko-żydowskiej Syn Tatarkówny-Majkowskiej – sekretarza KW PZPR w Łodzi.
2. „Głos”, 28.V-1.VI.1997.
3. Swego czasu usunięty za szpiegostwo z USA jako persona non grata.

samochodów marki Wartburg i Dacia z rozpadającej się NRD. Na różnicy kursów pomiędzy rublem transferowym a marką. Skarb Państwa dzięki Solorzowi stracił 90 mld starych złotych. Zygmunt Solorz był też zamieszany w nielegalny import alkoholu przez spółkę „Polnirex” ze Słupska.
W 1992 roku Solorz kupił 85 proc. udziałów w „Kurierze Polskim”. Stał się udziałowcem Eufonii (51 proc. udziałów) oraz firmy Vireco, przekształconej wkrótce w „PAl-Film”. W 1993 roku zakłada TV Polsat. Robi to w ogromnym pośpiechu. Pieniądze pochodziły ze sprzedaży wrocławskiej spółki Solar. W roku następnym Solorz otrzymał koncesję na ogólnopolski kanał telewizyjny. W firmie tej Universal – (zob afery FOZZ i Sekuły) zakupił 20 proc. udziałów.
Jedną z firm skupionych wokół Polsatu jest PAI Media, zajmująca się reklamą. Właścicielem połowy jej udziałów jest Zygmond (Zygmunt) Olawiński – w latach 60. członek ultraprawicowej bojówki SAC we Francji, mającej powiązania ze światem przestępczym. Udziałowcem w firmie Olawińskiego jest cypryjska firma Rexon Overseas LTD. Wzmianka o Cyprze natychmiast przypomina rewelacje P. Villemaresta o Cyprze, jako osobliwym niezatapialnym banku, hotelu i lotniskowcu kapitałów i bossów KGB i GRU. Firmą należącą do Polsatu Solorza jest radomski RSTV. Prezesował jej Hieronim Ruta, wspólnik Solorza w operacjach samochodowych. Udziały w RSTV ma również spółka Diaden LTD zarejestrowana na Karaibach, co także przywołuje rewelacje P. Villemaresta.
W 1996 roku szef Polsatu Zygmunt Solorz – człowiek o wielu paszportowych wcieleniach, obiekt zachodnioeuropejskich listów gończych, multimilioner z niczego, a jednocześnie ulubieniec wojskowych służb specjalnych PRL, zgłosił chęć kupna koncernu prasowego Ruch S.A. oraz Stoczni Gdańskiej. Za jakie, za czyje pieniądze, skoro zysk jego Polsatu w 1996 roku wyniósł 50 min złotych, a zadłużenia Stoczni zamykały się kwotą 400 min złotych?
Na to pytanie częściowo – ale tylko częściowo – odpowiadają koneksje Solorza w świecie brudnego biznesu, brudnej „polskiej” polityki zagranicznej, znajomości w najwyższych kręgach władzy i wywiadu. Dowodem jest trzymanie przezeń „na swoim garnuszku” tak wpływowych ludzi, jak podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, czyli „nasz” Andrzej Majkowski.
Wątek z Solorzem jest ponurą lekcją poglądową nierozdzielnego stopu świata przestępczego, wywiadu i kontrwywiadu PRL, żydowskiego lobby, Służby Bezpieczeństwa i PZPR-SLD, z niedawnymi „dysydentami” spod znaku KOR; marcowych „komandosów”, trockistowskich anarchistów typu Kuroń i Michnik; konfidentów służb specjalnych; absolwentów sowieckich uczelni; współtwórców i chwalców stanu wojennego. Ta sitwa ma tak zróżnicowane rodowody polityczne i nacyjne, że wymyka się jednoznacznej definicji i personalnej penetracji.
Spośród kombatantów żydowskiego Marca 68, w obecnej dyplomacji „polskiej” widzimy Mroziewicza, Mellera, Ogrodzińskiego, Ortowskiego, Szymanowskiego, Perlina, Pomianowskiego, Szumowskiego, Matuszewskiego, Kozłowskiego, Jakubowskiego, Radlickiego (same nazwiska na „ski” „cki”!), a także Bahra, Masiulanisa, Sznapfa, Szlajfera, Dziemidowicza i innych. W dyplomacji „robi” także Maja Lavergne – córka gen. Izaaka Medresa alias Wiktora Grosza – byłego szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego.
Izaak Medres alias W. Grosz, był członkiem antypolskiej organizacji Żydów polskich na terenie ZSRR; pod szyderczą nazwą: „Związek Patriotów Polskich”. Grosz był

Lwowie opanowanym przez Sowietów po 17 września 1939. Po powrocie do „wyzwolonej” Polski, Grosz był pierwszym szefem Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego w WP, organizując potężną propagandową nagonkę na „bandytów z AK”. Znamienna jest ciągłość pokoleniowa tych śmiertelnych wrogów Polski: w latach 50. Grosz był Dyrektorem Departamentu Prasy MSZ, a po zwycięstwie żydowskich izraelit, jego córka Maja Lavengre (Lavergne?) – także była Dyrektorem Departamentu Prasy w MSZ’! Innym przykładem personalnego i pokoleniowego pomostu między filarami stalinowsko-żydowskiego terroru w Polsce z pierwszego dziesięciolecia, a współczesnością spod znaku PRL-bis, są: syn Hilarego Minca przebywający na placówce dyplomatycznej w Madrycie i córka Bolesława Bieruta w ambasadzie polskiej w Londynie2.
Dyrektorem placówki PAN w Paryżu jest syn Jerzego Goldberga-Borejszy. To pierwszy cenzor PRL i brat płk. Józefa Goldberga-Różańskiego – kata tysięcy polskich patriotów z czasów powojennego terroru.
Można cytować dziesiątki nazwisk ludzi zatrudnionych w „polskiej” dyplomacji, z których każdy jest przykładem wspomnianego mariażu żydowskiego antypolonizmu okresu stalinowskiego, z dzisiejszymi ich „demokratycznymi”, „liberalnymi”, „tolerancyjnymi” spadkobiercami. Wszystkich cechuje niekompetencja, arogancja, buta, pogarda i w wielu przypadkach wręcz dywersja wobec żywotnych interesów Państwa Polskiego.
Jedną z tych nikczemnych prawidłowości rządzących ich postępowaniem, jest nie tylko tolerowanie, lecz także czynne wspieranie prawdziwej antypolskiej krucjaty kół żydowskich przeciwko dobremu imieniu Polski i Polaków, oskarżanych przez nich o antysemityzm, o ich współudział w zagładzie Żydów w okresie okupacji hitlerowskiej .
Żydowski szowinista B. Geremek dwoił się i troił, aby jeszcze jako szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych uczynić z „polskiej” dyplomacji agendę światowego antypolonizmu, a także posłuszne narzędzie politycznego i ekonomicznego rozbioru Polski. Obsadzając MSZ przedstawicielami diaspory żydokomunistycznej, jednocześnie rękami swych namiestników czyścił polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne z „gojów”, lojalnie spełniających swe powinności dyplomatyczne. Cytowany już Krzysztof Górecki w drugim odcinku swego cyklu („N.P.” z 16.X.1996) przywołuje casus Jana Łukaszewskiego – kierownika agencji konsularnej we Lwowie: za przyłapanie pewnego attache na braniu łapówki i zrobienie z tego faktu użytku służbowego, Łukaszewski został przeniesiony na podrzędne stanowisko do Chicago.
Innym przykładem jest usunięcie z polskiej ambasady w Moskwie dyplomaty Sawickiego – konsula do spraw Polonii. Sawicki zbyt poczciwie i dosłownie pojmował swoje powinności jako dyplomatyczny przedstawiciel broniący interesów rosyjskiej Polonii, byłych ofiar Gułagu, ofiar przesiedleń, deportacji, zsyłek. Dyrektor gabinetu ministra spraw zagranicznych prowadził własną kartotekę pracowników MSZ narodowości polskiej ! Dzielił kadrę dyplomatyczną Polski na „swoich” i obcych czyli Polaków.
Jeszcze kilka lat, a „polska” dyplomacja pod wodzą „rebe” Geremka osiągnie taki stan nasycenia „swoimi”, jaki panował w MSZ sprzed marca 1968. Wtedy w MSZ goj mógł być tylko kierowcą lub sprzątaczem.
Pierwszym antypolskim ministrem Spraw Zagranicznych z nadania żydowskich władców PRL-bis, był Krzysztof Skubiszewski. Pyszałkowaty, brutalny w stosunkach
1. Krzysztof Górecki: Antypolonizm polskiego MSZ, „Nasza Polska”, 42 z 16.X.1996 i pasim.

z podwładnymi, śliski i giętki wobec swych mocodawców, zwłaszcza Geremka. W przeszłości był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, a także tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Kosk”1. Jako dyplomata był nieudolny, ślamazarny, tchórzliwy, całkowicie zależny od zdominowanego przez „górali” Obywatelskiego Komitetu Porozumiewawczego firmowanego przez Wałęsę. Agenturalna przeszłość Skubiszewskiego czyniła z niego doskonały materiał na posłusznego figuranta żydowskiej lewicy z OKP na stanowisku ministra spraw zagranicznych.
Jego najgorszym wyczynem było finalizowanie traktatu z Rosją w 1992 roku, będącego wręcz politycznym sabotażem interesów Polski, niemrawo i strachliwie usiłującej wyrwać się ze zniewolenia sowieckiego. Umowę o pozostawieniu sowieckich baz szpiegowsko-wojskowo-przemytniczych, w ostatniej chwili zablokował rząd Jana Olszewskiego.
Za kadencji Skubiszewskiego rozpoczęła się istna inwazja polskich Żydów na odpowiedzialne stanowiska dyplomatyczne w najważniejszych państwach świata zachodniego. Rosła liczba „ambasadorów” i „konsulów generalnych” ostentacyjnie „olewających” promocję polskich interesów, w zamian za to gorliwie realizujących żądania i zdalne sugestie światowej diaspory żydowskiej. Skubiszewski pośpiesznie przygotował wizytę Wałęsy w Izraelu. Elementarna pragmatyka kolejności wizyt nowej głowy państwa wymagała, aby Wałęsa pokazał się najpierw w Niemczech i Związku Sowieckim – sąsiadach i czołowych mocarstwach Europy. Wałęsę wysłano jednak do Izraela, gdzie chłystkowato kajał się, niemal z płaczem przepraszając Żydów za niepopełnione winy Polaków w czasach wojny światowej. To ośmieliło premiera Icka Szamira do ordynarnej napaści, w obecności gościa, na Polaków jako rzekomych wspólników hitlerowskiego holocaustu i obozów koncentracyjnych. Szamir, to ten sam bezczelny szowinista żydowski, który w 1989 roku oznajmił, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki1. Pod presją Skubiszewskiego i Geremka – eksponentów interesów żydowskiego lobby USA i Izraela, Wałęsa zobowiązał się w Izraelu do rezygnacji z eksportu polskich czołgów do państw arabskich3. Nawet skrajnie filosemicki mason Jerzy Giedroyć – redaktor paryskiej „Kultury”, nie ukrywał swego rozczarowania głupotą i strachliwością tej decyzji:
Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy (jacy „Polacy” – redaktorze Giedroyć? – H. P.) się podporządkowali. Kontrakt przejął Havel (także Żyd, ale z poczuciem godności piastowanego urzędu – przyp. H. P.) oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze. I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli. Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale Władzom Polskim (jakim „polskim” -redaktorze Giedroyć? – H. P.) wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu4.
Wyjątkowo uległa, tchórzliwa i wasalna była polityka Skubiszewskiego wobec Rosji. Przeciwstawił się projektowi pilnego wprowadzenia wiz dla zalewających wtedy Polskę setek tysięcy obywateli tego kraju. To gwałtownie stymulowało wzrost przestępczości,
1. „Lista Macierewicza”.
2. Zob.: Henryk Pająk: Strach być Polakiem, Wyd. Retro, Lublin 1995.
3. „Rzeczpospolita”, 5.VIII.1991.
4. „Polityka”, 19.X. 1991. W podobnych okolicznościach odstąpiliśmy odsprzedaży helikopterów do Birmy, z czego skorzystali Amerykanie. Po kilku latach min. W. Kaczmarek już po wyborczej przegranej SLD, podpisał umowę z Izraelem na zakup licencji i produkcję izraelskiego uzbrojenia do helikoptera „Huzar”.

zalew tandetnych towarów, masowy przemyt alkoholu, tranzyt narkotyków, broni. Skutkiem był niesłychany urodzaj na rozboje, kradzieże samochodów, morderstwa, wymuszanie haraczu. W Knesejmie uczciwi posłowie alarmowali, że jedyną gwarancją ograniczenia tych zjawisk jest wprowadzenie wiz. W zamian za to, wprowadzono zupełnie nieskuteczną rejestrację zaproszeń.
Wręcz dywersyjnie psuto naszą reputację w bogatych krajach arabskich, m.in. przez decyzję ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego. Na jego polecenie polski wywiad w Iraku wywiózł z tego kraju amerykańskich agentów CIA.
Innym przykładem antyarabskiej polityki żydowskiego MSZ pod wodzą Geremka-Skubiszewskiego, była zgoda na tranzyt dziesiątków tysięcy Żydów rosyjskich przez Polskę na Zachód, głównie do Izraela. Jednocześnie Skubiszewski odrzucił propozycję przywódcy OWP Arafata, aby polska dyplomacja pośredniczyła w pertraktacjach między Izraelem a Palestyńczykami. Była to znakomita okazja do poprawienia naszej reputacji w świecie arabskim. Natomiast skwapliwie wysyłaliśmy do Algierii „obserwatorów” wyborów w tym kraju, jak wiadomo ordynarnie sfałszowanych przez rządzącą huntę, co stało się powodem wojny domowej w tym kraju. Z wysłania takich obserwatorów zrezygnowały główne państwa europejskie. Ci statyści byli całkowicie odizolowani od wyborów, co mocno przywodziło na pamięć międzynarodowe komisje PCK w niemieckich .obozach koncentracyjnych, a po wojnie w polskich więzieniach dla osadzonych tam patriotów.
Szczytem megalomanii Skubiszewskigo było jego kandydowanie do stanowiska sekretarza generalnego ONZ. Kłamliwie urabiał wokół siebie przeświadczenie, że jest jednym z głównych kandydatów do tego stanowiska. Okazało się, że znalazł się .na dziesiątym miejscu spośród 14 rozpatrywanych kandydatur. Potem z właściwą mu hipokryzją i brakiem taktu wysłał do sekretarza generalnego ONZ słowa ubolewania, że musi wycofać swój ą kandydaturę z powodu jego obecnych funkcji państwowych. Po tym blamażu Skubiszewski pchał się jeszcze na stanowisko sędziego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. W głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa nie uzyskał ani jednego głosu, a w głosowaniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na 180 głosujących, uzyskał poparcie dziesięciu’.
To nie przeszkodziło mu obwieścić, iż Bardzo poważne środowiska zagraniczne chciały mego wejścia do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Dodał, że rezygnując z tej fuchy, traci 12 tysięcy dolarów miesięcznie, zwolnionych od podatku, a jeszcze 6 tysięcy przyszłej emerytury2.
Ta jego żenująca małostkowość poruszyła nawet stoickiego G. Herling-Grudzińskiego: Cóż za egoizm – oburzył się -Doprawdy nie tak wyobrażałem sobie to wszystko, tę nową Polskę, nowych polityków!
Po Skubiszewskim, szefem MSZ został Andrzej Olechowski. Ta nominacja nastąpiła za rządów W. Pawlaka, gdyż w krótkotrwałym rządzie J. Olszewskiego Olechowski był ministrem finansów.
Olechowski stał się posłusznym „ambasadorem” interesów polskich i światowych izraelit i masonerii. Pomińmy jego przeszłość jako agenta SB o kryptonimie „Must”. Niezmordowany zwolennik zapędzania Polski do kołchozu zwanego Unią Europejską, Olechowski posiada nieformalne powiązania z czołowymi agendami nieformalnego Rządu Światowego. Jest członkiem tzw. Klubu Rzymskiego. Pracował w Banku Światowym,
1. T. Kosobudzki: MSZ od przodu. W-wa 1995, s. 117.

w ONZ. Jako minister spraw zagranicznych, w 1994 r. został zaproszony do Helsinek na obrady masońskiego Klubu Bilderberg. Na tej supertajnej naradzie współwładców świata był obecny również G. Soros – boss krypto-żydowskiej Fundacji Batorego. Olechowski należy do grupy „internacjonalistów” o orientacji wyłącznie w stronę izraelit świata. Jest w tym całkowicie oddany takim kosmopolitom jak Geremek, Kuroń, Michnik, Kwaśniewski, Małachowski, Bielecki, Suchocka i kopa innych „górali”.
Pryncypialnie skrytykował rząd Pawlaka, gdy ten próbował uruchomić dla Polski rosyjski rynek zbytu’.
W 1996 roku widzimy go w tajnych obradach Klubu Bilderberg w miejscowości King City koło Toronto (30. V – 2. V. 1996). Ten żydomasoński sabat pikietowali przeciwnicy masońskich tajnych struktur decydujących bez wiedzy setek milionów ludzi, o ich przyszłych losach.
W 1996 roku powstała tzw. Rada Polityki Zagranicznej. To taka polska wersja powstałego w 1919 roku brytyjskiego Instytutu do spraw Międzynarodowych (Royal Institute for International Affairs), odpowiednika amerykańskiej Rady Polityki Zagranicznej. Warto dodać, że tę amerykańską agendę światowej żydomasonerii finansował David Rockefeller – jeden z kasjerów rewolucji bolszewickiej.
Lista założycieli polskiej Rady Polityki Zagranicznej, to domyślna lista polskiej masonerii. Oto skład tego kryptomasońskiego hight-life:
Andrzej Ananicz, Władysław Bartoszewski, Jan Krzysztof Bielecki, Zbigniew Bujak, August Chelkowski, Wiesław Chrzanowski, Kazimierz Dziewanowski, Bronisław Geremek, Przemysław Grudziński, Aleksander Hall, Krzysztof Koztowski, Jerzy Makarczyk, T. Mazowiecki, A. Milczanowski, Piotr Nowina-Konopka, A. Olechowski, J. Onyszkiewicz, Michał Redlicki, Janusz Reiter, K. Skubiszewski (przewodniczący Rady), H. Suchocka, A. Ziółkowski.
Prezydent Kwaśniewski formalnie nie wszedł do Rady, zapewne nie chcąc ugruntować faktu, iż Rada jest prostym przeniesieniem decyzyjnych postaci „polskiej” sceny politycznej do tego ekskluzywnego przyczółka masonerii. Ponadto bliżej byłoby mu do oficjalnego członkostwa w loży B’-nai B’-rith… A może już tam należy?
Jako przewodniczący Rady, K. Skubiszewski za zagrożenie dla Polski na arenie międzynarodowej uznał: pewne tendencje nacjonalistyczne, które są obecne w niektórych polskich partiach politycznych z pewną ksenofobią, z wątpliwościami, jakie ma PSL i inni w sprawie członkostwa Polski w Unii Europejskiej2.
Olechowski jest więc papugą propagandową na rzecz Unii Europejskiej. Raz grozi, innym razem przekonuje – jeśli się nie poddamy dyktatowi UE:
Taki świat skazuje nas na przegrane wojny, krew, nędze. (…) Jeśli my się tam nie znajdziemy, to nie będziemy mieć pewności, że uczyniliśmy wszystko, by
w Europie nie było już nigdy więcej wojen3.
A. Olechowski jest członkiem paramasońskiego Klubu Rotary4, w którym są m.in.:
K. Bielecki, Bratkowski, biznesmeni z niczego jak np. Niemczycki, a dalej: Waldorff, A. Celiński, A. Hall, A. Braun, Zasada, profesorowie Langner, Melanowicz, Kretschmer, Kwiatkowski, Jesiorowski, A. Religa,
1. Jerzy Robert Nowak: Czarny Leksykon, ode. 12, 15.1.1997.
2. „Głos Wielkopolski”, 14.IX.1996. Za: Maciej Giertych, Nie przemogą, tom II, Wyd. Nortom, Wrocław 1997, s. 91.
3. „Dziennik Sieradzki”, 4-5.111.1995 s. 125.
4. „Wprost”, 8.1.1995.
W 1995 roku powołano w Warszawie fundację o nazwie: Forum Środkowo-Europejskie. Jest to pozarządowa organizacja nachalnie agitująca na rzecz inkorporacji Polski do UE. Porozumienie ze strony „polskiej” podpisali: Geremek, Olechowski i Dariusz Rosati. Ten ostatni wtedy nie był jeszcze szefem MSZ. Pomysł powołania fundacji zrodził się na konferencji Klubu Europejskiego w Bruggi (Belgia) z udziałem Raymonda Barre’a, Helmuta Schmidta i Bronisława Geremka. Brał udział w tym .szczycie” Aleksander Kwaśniewski – wtedy jeszcze nie prezydent.
W tym samym 1994 roku polski „góral” Zbigniew Brzeziński, niegdyś doradca prezydenta Cartera, zorganizował międzynarodową komisję roboczą do spraw polskich, pod patronatem wpływowego amerykańskiego Ośrodka Studiów Strategicznych. Cel – jak zwykle: przyśpieszenie marszu Polski do struktur NATO i UE. W Komisji zasiada 64 komisarzy z sześciu krajów. Polskę reprezentowali: Geremek, Olechowski, J. Lewandowski, J. Onyszkiewicz, M. Borowski, G. Kołodko i B. Liberadzki. A więc sami swoi.
W 1997 roku powstało, w ramach Akademii Teologii Katolickiej (!) tzw. Studium General Europa. Na inauguracji przemawiał ksiądz Helmut Juros. Przypomniał on, że biskupi zachodnioeuropejscy uważają rozszerzenie Unii Europejskiej na kraje Europy Środkowej za obowiązek moralny chrześcijanina’.
Dyrektorem Studium został – wtedy już były Minister Spraw Zagranicznych – Andrzej Olechowski (będący także wykładowcą ATK). Wykładowcami w Studium General Europa zostali m.in.: bp Józef Życiński – czołowy „polski” zwolennik tzw. katolicyzmu otwartego oraz Jacek Saryusz-Wolski.
Olechowski przemawiając na inauguracji Studium poinformował, że Studium powstało przy dużej pomocy Fundacji Konrada Adenauera i Fundacji Batorego.
W Radzie Programowej Studium zasiadają m.in.: bp T. Pieronek – podobny zwolennik „katolicyzmu otwartego” i ulubieniec „Gazety Wyborczej”, a także: biskup J. Życiński, Hanna Suchocka, mec. K. Piesiewicz,Maciej Ziemba ‚.
Profesjonalny uniwersalizm A. Olechowskiego sięga głębiej i szerzej, bo także w sprawy przyziemnej doczesności. Zwłaszcza finansowej. W latach 1974-75 pracował w Genewie – w tzw. Konferencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Handlu i Rozwoju (UNCAD). W latach 1978-82 pełnił funkcję kierownika zakładu w Instytucie Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego – stamtąd wraca do Genewy. Lata 1985-87 to praca w Banku Światowym w Waszyngtonie. Po powrocie, już jako ekspert od wszystkiego co pachnie pieniądzem, był doradcą prezesa Narodowego Banku Polskiego;
wkrótce potem dyrektorem Biura NBP do spraw współpracy z Bankiem Światowym.
Już za rządów premiera Rakowskiego był dyrektorem departamentu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Za rządów Mazowieckiego – wiceprezesem NBP. Za rządów Bieleckiego – sekretarzem stanu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Za rządów Olszewskiego – ministrem finansów. Po upadku rządu Olszewskiego, wypływa na powierzchnię jako doradca Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Warszawie, a także jako doradca ekonomiczny prezydenta Wałęsy.
Kiedy Olechowski był wiceprezesem NBP, zespół roboczy pod jego kierownictwem dokonał selekcji ofert na całościową obsługę teleinformatyczną polskiego systemu bankowego. Wybrano Elektronie Data System (EDS) z siedzibą w Russelhein w Niemczech. Olechowski wytrwale forsował umowę z tą firmą. Kontrakt okazał się
1. „Gaz, Wyb.”, 29.1V.1997.

skandaliczny z punktu widzenia interesów Polski’. Umowę odrzucono dopiero po interwencji zarządu NBP i Amerykańsko-Polskiego Funduszu Oszczędności. Była to umowa z pogranicza sabotażu gospodarczo-finansowo-strategicznego. Przekazywała obcej firmie kompletną bazę danych, obejmującą nazwiska, adresy, nazwy firm, klauzule zastrzeżenia (numery zastrzeżone przez abonentów, wykazy rozmów klientów) zawierające numery telefonów, z którymi się łączono: datę, czas i miejsce rozmowy! Pełny bank informacji dla niemieckiego wywiadu gospodarczego i nie tylko!
Baza obejmowała abonentów Przedsiębiorstwa Telefonii Komórkowej Centertel, w której 51 proc. udziałów miał Skarb Państwa. Pracownicy EDS czas jakiś mieli nieograniczony dostęp do bazy danych. Jest już pewne, że informacje o abonentach posiadają wywiady obce. Dodajmy, że klientami Centertelu są wyżsi rangą funkcjonariusze MS
W, UOP, MON, policji, pracownicy Kancelarii Prezydenta, NIK, a także posłowie i senatorowie!
Było to horrendalne „rozbrojenie” Polski z najważniejszych kanałów informacyjnych, o żywotnych interesach Państwa.
Było ono dziełem A. Olechowskiego.
Olechowski jako „umyślny” Wałęsy, na jego rozkaz przystąpił do zakładania kanapowej sodalicji pod nazwą Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform. Został też oficjalnym kandydatem tegoż BBWR na stanowisko premiera.
Takiego to mieliśmy ministra „naszych” spraw zagranicznych. Podczas jego urzędowania, nadzwyczajna podkomisja sejmowa do spraw oceny kadr w tym ministerstwie, bardzo negatywnie oceniła zagraniczną politykę RP. Jeden z członków owej podkomisji tak rekapitulował tę stajnię Augiasza:
Obce obywatelstwo, kontakty z obcymi służbami specjalnymi, pogarda dla obywatela polskiego, zakaz mówienia po polsku w polskim urzędzie, pogarda dla historii Polski, oderwanie od jej problemów…2
Po „lustracji” MSZ przez podkomisję – zawrzało w kręgach sejmowych semitów. Jacek Taylor nazwał to opracowanie paszkwilem o treści plugawej. A. Celiński: materiałami wyciągniętymi z szamba, a sam Olechowski porównał je do czystek z 1968 roku.
Wkrótce potem ówczesny minister sprawiedliwości W. Cimoszewicz ujawnił w Sejmie listę urzędników państwowych naruszających prawo przez zasiadanie w radach programowych spółek prawa handlowego i pobieranie tam znacznych apanaży. Wymienił m.in. Olechowskiego jako przewodniczącego rad nadzorczych dwóch banków – Handlu i Turystyki. Olechowski ostentacyjnie podał się do dymisji, ale rzeczywistym powodem Jego decyzji był konflikt z Waldemarem Pawlakiem – szefem PSL. Chodziło o blokowanie przez MSZ handlu z Rosją.
W kwietniu 1995 r. Olechowski powrócił do polityki, współtworząc tzw. Ruch Stu kanapową lecz ekskluzywną, wpływową partyjkę światłych „europejczyków”. Na jej czele stanął „polskojęzyczny” Czesław Bielecki, jeden z późniejszych liderów AW „S”:
Olechowski wybrał sobie funkcję przewodniczącego jej Rady Politycznej. W sierpniu 1996 r. Ruch Stu ujawnia cel swoich narodzin: wejście do tworzonej właśnie AWS, aby tymi bocznymi drzwiami, kilku „górali” z tej kanapy mogło wczołgać się do nowego sejmu jako „prawicowcy”, a najlepiej to „solidarnościowcy”.’Wtedy Olechowski decyduje się na manewr: demonstracyjnie, na znak „protestu” – tylko nie wiadomo przeciwko czemu lub komu – rezygnuje z formalnego członkostwa w Ruchu Stu, ale już w
1. „G.P.”, 2.XI.1995.
2. „Myśl Polska”, 26.1.1997.

grudniu 1996 roku wraca w szeregi Ruchu Stu. Wie już, że Akcja Wyborcza „S” jest gigantycznym, politycznie i nacyjnie eklektycznym workiem przedwyborczym dla wszystkich: tak dla byłych partyjniaków, jak też „unitów”. Na razie udaje, że trzyma się z boku swych pobratymców z Unii Wolności, a jednocześnie pilnie uczestniczy w pracach jej ulubionego bękarta – Rady Polityki Zagranicznej.
Swoją osobowość człowieka do wynajęcia, Olechowski jako minister spraw zagranicznych ale nie polskich, pośrednio potwierdził w opracowanym przez siebie projekcie ustawy o służbie zagranicznej. Dopuszczał tam obce obywatelstwo dyplomatów i pracowników ambasad, a na dokładkę – możliwość dorabiania takich „obojniaków” u zagranicznych pracodawców, co było wygodną furtką do penetracji spraw polskich przez obce wywiady i agendy Unii Europejskiej (czytaj niemieckiej), zwłaszcza zaś rozpoznawania danych o masowo przechwytywanych przez firmy zagraniczne polskich zakładach doprowadzanych do upadłości.
O Olechowskim jeszcze usłyszymy. Globaliści z UE, ONZ, Banku Światowego i MFW nie zrezygnują z jego usług jako fachowca „do wynajęcia”, polityka „obrotowego” i obrotnego.
Po Olechowskim w MSZ nastał giermek Geremka – Władysław Bartoszewski. Jego dyplom magisterski ponoć nie istnieje, co nie przeszkadzało władzom KUL zatrudnić go jako wykładowcy tytułowanego oficjalnie „profesorem”. Znamy już innego „magistra o mało co” w randze prezydenta. Ten przynajmniej nie każe się tytułować profesorem, zadowalając się tytułem prezydenta RP.
Nominacja Bartoszewskiego była wynikiem konsekwentnie realizowanej polityki personalnej w „polskiej” dyplomacji, polegającej na dobieraniu ludzi o służalczym, kompradorskim stosunku do interesów państwa Izrael i diaspory żydowskiej w świecie.
Bartoszewski nie zawsze był taki wasalny, taki agenturalny, taki antypolski, taki żałośnie upodlony. W tej dwudzielności swej biografii staje obok takich postaci jak dwaj znani z czasów okupacji niemieckiej kurierzy – J. Karski i J. Nowak-Jeziorański, którzy podczas wojny przedostali się na zachód ze wstrząsającym raportem wywiadu AK o trwającej rzezi Żydów. Jak wiemy, ów Zachód przyjął raport z niedowierzaniem i przemilczał go, bo ujawniony, zmuszałby diasporę żydowską do konkretnych działań w obronie swych pobratymców. Z kolei J. Nowak-Jeziorański – wieloletni dyrektor Rozgłośni Radia Wolna Europa, po odejściu na emeryturę polityczną, stał się tubą interesów amerykańskiej diaspory żydowskiej, czyli swych byłych szefów z czasów „wojny w eterze”. Raz po raz oskarża Polaków o odgrzebywanie demonów „antysemityzmu”. Z gorliwością chłopca na posyłki zaatakował prałata H. Jankowskiego za jego „antysemicki” wystrój Grobu Chrystusa i za pytanie skierowane do Żydów polskich: Skąd przychodzicie, z Moskwy czy z Izraela. W ramach tej samej salwy, Jeziorański wypalił w stronę Wałęsy, bo nie dość szybko – jego zdaniem – odciął się od wypowiedzi ks. Jankowskiego.
Jest niemal pewne, że poniżającą służalczość wobec amerykańskiego żydowstwa, wymuszono od Zdzisława Jeziorańskiego – vel Jana Nowaka-Jeziorańskiego szantażem. W latach 1940-1942 Zdzisław Jeziorański był bowiem hitlerowskim komisarzem (treuhandlerem) w tzw. Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczania Nieruchomości, głównie zajmującym się „zabezpieczaniem” nieruchomości żydowskich w G.G. Funkcję tę pełnił jeszcze przed swoim wstąpieniem do AK, co wyklucza możliwość pełnienia przezeń tej funkcji w roli wtyczki AK. Każda jego niesubordynacja wobec żydowskiego lobby mogłaby się teraz skończyć uruchomieniem zasobów Instytutu Sz. Wiesenthala w Wiedniu, zajmującego się ściganiem hitlerowskich zbrodniarzy! O tej niechlubnej

pracy J. Nowaka-Jeziorańskiego u Niemców, pisze m.in. były podwładny J. Nowaka-Jeziorańskiego w RWE Kazimierz Zamorski w książce Pod anteną Radia Wolna Europa (s. 202-221)..
Z kolei J. Karski1 powinien był już dawno doczekać się procesu o zniesławienie żołnierzy Armii Krajowej, której był niegdyś kurierem z Warszawy, a na zgrzybiałą starość stał się wraz z Jeziorańskim kurierem z Waszyngtonu!
Ta cała Armia Krajowa to było kłamstwo, oni okłamali i współpracowali z Niemcami2.
Podziemie akowskie wydawało około 1000 tytułów prasy, ale załgany „Karski” (nazwisko – pseudonim) teraz nazwał tę prasę głupimi pismami, a następnie dokonał odkrycia, że gdyby nie było zbrojnego podziemia, to wojna nie trwałaby dłużej ani o jeden dzień’. I „Karskiego” pociski najcięższe, współcześnie rażące dobre imię Polski:
Wśród wielu Polaków antysemitów, oni czują się niewinni, ponieważ antysemityzm tak jest głęboko zakorzeniony w nich, że wszedł do ich podświadomości. W świadomości oni tego nie widzą, że sposób w jaki myślą, sposób w jaki to mówią, to jest antysemityzm.
„Góralskie”3 pochodzenie jego żony i jego samego sprawiły, że „Karski” swój autorytet słynnego „kuriera” wyrzucił na śmietnik. Może jeszcze niżej – do szamba.
Nominacją na szefa MSZ, Bartoszewski zyskał ogromne możliwości szkalowania Polski, obrażania Polaków. Słynna stała się obelga tego żydowskiego pucybuta w randze „polskiego” ministra, rzucona z trybuny izraelskiego Knesetu:
Dzisiejsi studenci będą za dziesięć czy piętnaście lat posłami, ministrami, dyrektorami i oni będą określać życie polskie, a nie ta ciemnota, która opowiada jakieś głupstwa, prawda, a która dobrze czytać i pisać nie umie.
Ten sam Bartoszewski potrafił niegdyś stanowczo stawać w obronie Polaków przed żydowskimi oszczerstwami o współudział w holokauście – choćby w książce jego współautorstwa: Ten jest z ojczyzny mojej. I przypomnieć warto temu skundlonemu na starość „dyplomacie”, że w okresie okupacji, nie bacząc na swój ekstremalnie semicki wygląd, przemykał się ulicami Warszawy jako konspirator „Żegoty” – organizacji niosącej pomoc Żydom. Możliwe, że odwagi dodawały mu wtedy młode nogi – miał ledwo osiemnaście lat…
Co się stało z Bartoszewskim? – zdumiewają się jego znajomi. Jest kilka tego powodów. Jeden z nich, to starcza obsesja trwania na świeczniku, niemożliwa bez służalstwa wobec diaspory żydowskiej. Druga, to wieloletnia infekcja wyniesiona z żydomasońskiego środowiska „Tygodnika Powszechnego”, z osławionym Turowiczem4 w roli głównej. Jeszcze inny, to ścisłe „braterskie” powiązania z elitą Pen-Clubu – międzynarodowego związku pisarzy niemal wyłącznie żydowskiego pochodzenia. Bartoszewski od 1972 r. pełnił funkcję sekretarza generalnego Pen-Clubu. W nagrodę za służalstwo, Izrael przyznał mu honorowe obywatelstwo.
1. Na główną przyczynę antypolskiej „przestawki” Karskiego wskazuje S. Wysocki w swej książce: Żydzi w Trzeciej Rzeczypospolitej, (Wyd. „Ojczyzna”, 1997) pisząc: Nie ulega wątpliwości, że jego ewolucji w kierunku skrajnego filosemityzmu pomógł ślub w synagodze z żydowską tancerką Polą Nireniatajn, która nie chciała przyjmować Polaków w swoim domu (l. 115).
2. S. Wysocki: Żydzi, op. cit, s. 69-70.
3. Nazwa od góry Synaj!
4. Także: o mało co magistrem…

Od 1991 roku był „polskim” ambasadorem w Wiedniu. To był początek awansu. Ambasador Izraela na wieść o nominacji Bartoszewskiego na szefa „polskiego” MSZ, wykrzyknął „w euforii:
Nad Jordanem znów zdarzył się cud! Izrael ma dwóch ministrów spraw zagranicznych: Peresa i Bartoszewskiego1!
Warto zauważyć, że polskojęzyczne gadzinówki nie odnotowały tej arcytrafnej wypowiedzi izraelskiego ambasadora.
Bartoszewski swymi nominacjami w roli szefa MSZ, zdecydowanie preferował filo-semitów w dyplomacji. Obowiązywała jedna reguła – żydowskie pochodzenie. Wiceministrem MSZ został Stefan Meller. Bartoszewski posunął się nawet do tego, że byłego redaktora „Gazety Wyborczej” – Krzysztofa Śliwińskiego mianował specjalnym pełnomocnikiem do spraw stosunków z diasporą żydowską. Była to funkcja i nominacja wręcz obelżywa dla Polski, bezprecedensowa w świecie, gdyż diaspora żydowska nie jest podmiotem prawa międzynarodowego.
Tenże Śliwiński wsławił się swego czasu brutalną napaścią na prymasa J. Glempa w związku z kampanią światowego żydostwa przeciwko klasztorowi karmelitanek w pobliżu obozu Auschwitz: kardynał Glemp odważył się mieć inne zdanie na temat żydowskich żądań i za to został skarcony przez Śliwińskiego, a podczas pobytu Prymasa w USA, żydostwo wszczęło przeciwko Prymasowi wściekłą obelżywą kampanię, która powinna była spotkać się ze zdecydowanym protestem „polskiej” ambasady w USA. Nic takiego nie nastąpiło, bo nie mogło nastąpić: Żydzi przecież nie mogą protestować przeciwko sobie…
Światowe żydostwo ściśle współpracuje z niemieckimi mediami w kampanii przenoszenia odium zbrodni ludobójstwa na Żydach, z hitlerowców na Polaków. Bartoszewski jest więc tak samo służalczy wobec Niemców.
W Bundestagu wystąpił 28 kwietnia 1994 roku z niefortunnym przemówieniem przepraszającym Niemców za ich wysiedlenie z Polski zachodniej i północnej. Przy okazji świadomie i kłamliwie obniżył liczbę Polaków zamordowanych przez Niemców z trzech i pół do dwóch milionów ofiar. Przemawiając w niemieckim parlamencie z okazji półwiecza zakończenia wojny, wystąpił ze znamiennym postulatem: tworzone superpaństwo europejskie, ową Europę z Maastricht, należy oprzeć na tradycji judeo-chrześcijańskiej!
Żydoniemieckie koneksje Bartoszewskiego w Niemczech, zaowocowały przyznaniem mu nagrody im. Heinricha Braunsa – za nieistniejący jego dorobek w społecznej nauce Kościoła (!). Przeciwko tej decyzji wystąpiło do jury nagrody dziesięciu profesorów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przypomnieli, że „dorobek” naukowy Bartoszewskiego jest iluzoryczny, a ponadto Bartoszewski nie jest „profesorem” KUL już od szeregu lat, choć jury nagrody konsekwentnie tytułowało go profesorem. Dyskretnie, chyba z litości nie wspomniano w liście o jego tytule magistra.
List „dziesięciu sprawiedliwych” z KUL spotkał się z falą oburzenia polskojęzycznych mediów. Władze uczelni również potępiły ów list. Trudno się temu dziwić, jeżeli dym szatana wdarł się do tej uczelni1.
1. S. Wysocki: Żydzi w III Rzeczpospolitej. Wyd. „Ojczyzna” 1997.
2. Nawiązuję tu do słynnej przenośni papieża Pawła VI, który w dziesiątą rocznicę swojego pontyfikatu, w dniu 29.VI.1972 roku powiedział do zgromadzonych kardynałów, korpusu dyplomatycznego i licznej rzeszy wiernych o „dymie szatana”, który wdarł się do „Świątyni Bożej”, mając namyśli masonerię i zgubne nowinkarstwo grożące „samounicestwieniem” („autodemolizione”) Kościoła po II Soborze

Ten agent żydowskich szowinistów i rasistów milczał, gdy żydowski rabin Weiss szalał w Oświęcimiu; gdy Elie Wiesel obrażał krzyż oświęcimski; gdy Yaffa Eliach
oskarżyła wileńskich AK-owców o zabójstwo żydowskiego dziecka. Milczał, gdy w mediach niemieckojęzycznych Żydzi pluli na Polskę, co z cichym zadowoleniem notowały polskojęzyczne „Wprost”, „Polityka”, „Rzeczpospolita”.
Nie mniej skutecznym drugim ministrem spraw zagranicznych Izraela był następca Bartoszewskiego – Dariusz Rosati, partyjny pracownik Szkoły Głównej Planowania i Statystyki – obok placówek PAN do niedawna jednej z głównych wylęgarni lewactwa i asów służb specjalnych. Rosati w roli szefa MSZ zadebiutował wystąpieniem do Światowego Kongresu Żydów o przebaczenie za wydarzenia kieleckie z lipca 1946 roku. Powiedział: jest nam wstyd za to, że Polacy dokonali tej zbrodni. Publicysta „Naszej Polski” Krzysztof Kąkolewski w odpowiedzi napisał felieton: Przepraszam za Rosatiego. Wystąpienie Rosatiego było pogardliwym odrzuceniem wszystkich ustaleń dotyczących owego pogromu kieleckiego. Dotychczasowy stan wiedzy o tej prowokacji wykazuje ponad wszelką wątpliwość, że został on z premedytacją zorganizowany przez UB i NKWD – czyli przez pobratymców ofiar kieleckiej hecy! Rozruchy zdetonowało rozmyślnie uprowadzenie przez UB chłopca i rozpowszechnienie pogłoski, że sprawcami uprowadzenia są Żydzi. Jednocześnie trwały szeroko zakrojone przygotowania UB do „pogromu”. Pułkownik Antoni Heda – legendarny „Szary” z czasów obydwu okupacji, w książce Jana Marszałka Zdrajcy1 przedstawia ustalenia swego wywiadu z okresu poprzedzającego „pogrom”. Na kilka dni przed „pogromem”, przybył do Kielc przez Warszawę – rabin z Paryża. Przyjął go wojewódzki szef UB Sobczyński – agent NKWD. W dniu „pogromu” przyjechali do Kielc ważni dygnitarze żydowscy: Chelchowski, Buczyński i konferowali z rabinem. Za nimi przybywają z Warszawy dziennikarze żydowskiego pochodzenia, oraz oficerowie UB, m.in. osławiony Adam Humer. W czasie „pogromu”, każdego fotografa ochraniało dwóch ubeków. Aparaty fotograficzne natychmiast odwożono do UB, gdzie przebywali Sobczyński, Kornecki (Żyd – szef UB), Chelchowski, Buczyński i zastępca gen. Sierowa. Przygotowano wcześniej trumny, przygotowano specjalne grupy „robotników” kieleckich zakładów do „tłumienia rozruchów”. A po „pogromie” nastąpiło mordowanie świadków po ekspresowych procesach.
I oto w 1997 r., po pięciu latach „śledztwa”. Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, ogłosiła werdykt w sprawie kieleckiej pacyfikacji. Werdykt haniebny, przeczący faktom, powtarzający wersję UB i NKWD z 1949 roku. Minister Sprawiedliwości Leszek Kubicki, komentując raport Komisji ubolewał nad łatwością z jaką można było oddziaływać na społeczeństwo polskie plotką o mordzie rytualnym. Dołożył więc swoją cegłę do kalumni rzucanych na kielczan. Komisja nie potwierdziła wątku o prowokacji sowieckich lub polskich służb specjalnych. Oparła się na wersji o nieudolności tych służb oraz milicji w tłumieniu „pogromu”.
Z wielką satysfakcją przyjął ten werdykt prof. Israel Gutman z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie:
Jest to wydarzenie historycznej wagi. Okazuje się, że nie ma żadnych podstaw, aby utrzymywać, że była to prowokacja (…) bez antysemityzmu nie byłoby możliwe to, co wydarzyło się w Kielcach.

K. Kąkolewski1, komentując te antypolskie oszczerstwa I. Gutmana i Komisji stwierdził, że NKWD i UB z premedytacją zrealizowały scenariusz prowokacji. Po
kilku dziesięcioleciach podobny scenariusz powtórzyła Służba Bezpieczeństwa MSW w morderstwie na ks. J. Popiełuszce. Werdykt jak pamiętamy, mówił o niedopełnieniu obowiązków służb wobec morderców księdza. K. Kąkolewski dodaje, że za takie samo, prekursorskie „niedopełnienie obowiązków” mjr Sobczyński awansował do stopnia pułkownika i pełnił przez wiele lat coraz ważniejsze funkcje w aparacie terroru PRL, aż po stanowiska szefa wywiadu KBW, dyrektora dep. konsularnego MSW, wreszcie attache wojskowego w Bułgarii.
Dodam, że gdyby morderców ks. Popiełuszki nie wykryto, dziś „nasz” (!) G. Piotrowski byłby także pułkownikiem i jakimś attache, tylko już nie w zabiedzonej Bułgarii lecz w USA, Niemczech lub innym tej rangi państwie.
Od czasu wydania tego werdyktu Komisji, można zmienić jej nazwę na: Główną Komisję Szkalowania Narodu Polskiego.
Rosati wiedział, jaki będzie werdykt Komisji, kiedy przepraszał Żydów w Kielcach.
Skandalicznie rozpoczął Rosati swoją pierwszą oficjalną wizytę w USA. Zaczął od całodniowego cyklu spotkań ze środowiskami żydowskimi w Nowym Jorku. Była to obelga wobec Polonii amerykańskiej, a także afront wobec amerykańskich gospodarzy. Było to jednak konieczne: Rosati musiał przedtem wysłuchać instrukcji i dezyderatów swych pobratymców.
Pod kierunkiem duetu Geremek-Rosati, osławiony „dialog” polsko-żydowski jest dialogiem żydowsko-źydowskim. Tak było podczas owego „dialogu” w sprawie wyrzucenia karmelitanek z sąsiedztwa Oświęcimia. Nie inaczej podczas pewnej dyskusji panelowej w budynku francuskiego Senatu. Polskę reprezentowali tam: A. Michnik, K. Gebert alias Dawid Warszawski oraz Jan Błoński – trójka zdeklarowanych wrogów polskości.
Krzysztof Górecki w cyklu publikacji pod wspólnym tytułem: Antypolonizm polskiego MSZ2 dokonuje przeglądu personalnych decyzji Rosatiego w obsadzie stanowisk „polskiej” dyplomacji. Prześledźmy ten festiwal żydolewackich awansów ludzi, których łączy pochodzenie, antypolonizm i najczęściej związki ze służbami specjalnymi.
Zacznijmy od wspomnianego Stefana Mellera, głównego harcownika antypolonizmu w kadrach MSZ. Przed awansem do MSZ, był redaktorem czasopisma „Mówią wieki”. Pod jego kierownictwem pismo stało się niekończącym się festiwalem autorów pochodzenia żydowskiego. Czołowymi piórami byli tam: J. Eisler (ten od skrajnie tendencyjnej książki o Marcu 68), a dalej Kerstenowa, Tomaszewski, Łączkowski i wielu innych.
Teraz tow. Meller jest ambasadorem w Paryżu (1997).
Mjr Jan Granat: potwierdza regułę agenturalnej przeszłości ludzi mianowanych przez Rosatiego. Syn wiceszefa WOP, kadrowy pracownik wywiadu wojskowego. Absolwent „Czerwonej Oberży” czyli SGPiS, do tych celów przeszkolony za czasów szefa MSZ Stefana Jędrychowskiego. Na placówce w Berlinie przebywał aż 7 lat, a wrócił na stanowisko dyrektora gabinetu Rosatiego. Siedem lat, to o połowę za dużo w praktyce wywiadowczej, toteż, jak podaje cytowany tu K. Górecki:
1. Doskonale udokumentowaną genezę i przebieg pogromu przedstawił K. Kąkolewski w książce:
Umarły cmentarz.

To właśnie m.in. jego miał na myśli federalny minister spraw wewnętrznych w przedstawionym w ub. r. raporcie o stanie bezpieczeństwa wewnętrznego RFN, w którym – obok rozdziałów poświęconych ekstremistom oraz działalności obcych organizacji terrorystycznych na terenie Niemiec – zawarł ocenę aktywności polskich służb specjalnych. Nie przypadkowo raport ten był prezentowany dokładnie w tym czasie, gdy Rosati rozpoczynał oficjalną wizytę w Bonn, a po prawej stronie przy stole obrad siedział mjr J. Granat, niedawno mianowany dyrektorem generalnym ds. służb cywilnych („N.P.” 23.IV.1997).
Janusz Niesyte: od kwietnia 1997 roku jako minister pełnomocnik reprezentował Polskę w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Przedtem – dyrektor gabinetu ministra Rosatiego. W MSZ od wielu lat: w 1978 roku na zebraniu partyjnym Komitetu Zakładowego w MSZ ubolewał nad nieszczęściem, jakim był wybór Polaka na papieża! Odbył studia w Moskwie. Cieszył się tam wyjątkowym zaufaniem i uznaniem sowieciarzy, gdyż był jedynym studentem obcokrajowcem dopuszczonym do obrad Komsomołu. Skrajny wówczas i później, dogmatyk czystości marksizmu-leninizmu: proponował m.in., aby dzieci polskich dyplomatów na placówkach zagranicznych, wzorem dzieci dyplomatów sowieckich, przebywały w internatach, aby je ustrzec przed wpływem ideologii burżuazyjnej.
Robert Mroziewicz: były założyciel tzw. Klubu Michnikowców na UW (1958-1968). Zademonstrował swoją antypolską agenturalność podczas tzw. afery karabinowej. Występował w roli rzecznika amerykańskiej prokuratury. W Sejmie oskarżał polskich obywateli bezprawnie przetrzymywanych w amerykańskim areszcie, na podstawie agenturalnych materiałów USA. Afera była wymierzona w polski eksport broni. Sąd amerykański był bardziej obiektywny niż R Mroziewicz i uniewinnił Polaków. Był więc Mroziewicz przedstawicielem interesów polskiego czy amerykańskiego lobby przemysłowego? Pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych, a pod Rosatim-Geremkiem – ambasadora RP w Indiach.
Meller i Mroziewicz, dosłownie w przeddzień zejścia L. Wałęsy z fotela prezydenta, zostali przezeń odznaczeni Orderem Polonia Restituta. Dodajmy, że w ramach tego rozdawnictwa dla wrogów Polski, Wałęsa odznaczył Bartoszewskiego i Mazowieckiego Orderem Orła Białego.
Daniel Passent: ambasador w Chile. Gloryfikator stanu wojennego w tygodniku „Polityka”. Jako kierownik „Interpressu” popisywał się obok J. Urbana.
Passent to jego prawdziwe nazwisko. Jest synem Bernarda oraz Izabelli Metz. Spokrewniony z Jakubem Bermanem – czołowym katem polskich patriotów po wojnie, namiestnikiem Stalina w „prywislannym kraju”. Wujkiem Passenta był mjr Jakub Prawin, agent NKWD-KPP’. Dyplomacji Passent uczył się na Uniwersytecie im. Żdanowa w Moskwie. Dzięki licznym znajomościom z Żydami amerykańskimi, m.in. kierownikiem biura redakcji „New York Times” – Davidem Adelmanem, Passent wyjechał do USA z całą rodziną i studiował na Uniwersytecie Harvarda2. W „Polityce”, Passent wytrwale opluwał czołowe postacie polskości. Sienkiewicz, Wyspiański, Matejko, to dla Passenta „polscy nacjonaliści”. W tym patologicznym antypolonizmie, Passent był wspierany przez Szlajferów, Blumsztajnów i Michników. W stanie wojennym jadowicie naigrawał się z opozycji. Atakował też gen. Pinocheta i jego pucz przeciwko agenturze sowieckiej w Chile. Za to chyba, dla antagonizowania stosunków polsko-chilijskich,
1. K. Górecki: Antypolonizm…, Ibidem, 14.Y1997, ode. 4.
2. Jak już wiemy, uczelnia zdominowana przez żydomasonerie spod znaku G. Sorosa i amerykańskiej filii

został mianowany ambasadorem w tym kraju: Pinocheta nazywał zbrodniarzem, a ówczesnego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile – Volodię (Wolodię?) Tintelbojma (!) – wychwalał pod niebiosa. I choć Pinochet – pogromca komunistycznego puczu moskiewskiego najemcy S. Allende odszedł już na polityczną emeryturę, to jednak w życiu politycznym Chile nadal odgrywa on wielką zakulisową rolę, z którą Passent chyba nie miał łatwego kontaktu. W pożegnalnym dla „Polityki” felietonie, Passent wzniósł się na szczyty zuchwalstwa pisząc:
Ojczyzna (która? – H. P.) powierza mi zaszczytny obowiązek ambasadora RP w Chile. Zostaję ambasadorem wszystkich Polaków.
Dodał też, że „czuje się zmęczony Polską”. I słusznie. Nic tu już Passent nie ma do szkalowania, opluskwiania. Polacy poznali się na nim bez reszty.
Edward Kuc: od 1973 roku pułkownik Służby Bezpieczeństwa, były naczelnik w Departamencie II MSW. Mianowany na stanowisko starszego doradcy ministra spraw zagranicznych na przekór temu, że został wydalony z placówki we Francji. Spalonego na obcym gruncie agenta wywiadu, zwykle wycofuje się do kraju na zawsze i ukrywa na dyskretnej posadce, ale nie dotyczy to „górali”. Są nieusuwalni jak Kuc, któremu zresztą już dawno minął wiek emerytalny.
Jan Truszczyński: kariera obrazująca trwałą praktykę Rosatiego w obstawianiu się kumplami ze studiów. Jest teraz stałym przedstawicielem Polski w brukselskiej siedzibie Unii Europejskiej. W MSZ od przeszło 20 lat. W 1993 roku przeszedł szkolenie wywiadowcze i podjął pracę w BIĆ, a następnie w belgijskim Kredit Bank. Pracował przedtem w Departamencie Kadr MSZ, był też sekretarzem Komitetu zakładowego PZPR w MSZ. Rekomendując go przed Sejmową Komisją Spraw Zagranicznych, Rosati dyskretnie pominął te dwie funkcje Truszczyńskiego w MSZ.
Warto przypomnieć, iż Truszczyński był członkiem Rady Nadzorczej FOZZ. Jak wiadomo, z Funduszu przepadło od 10 do 20 mld USD1.
W „polskiej” stajni Augiasza czyli MSZ pod wodzą Kwaśniewskiego-Geremka-Rosatiego, pojawiły się tak egzotyczne postacie jak Jerzy Pomianowski, wysłany na ważną placówkę do Tokio z „puli” Unii Wolności. K. Górecki tak go charakteryzuje:
Pyszałkowaty, despotyczny wobec podwładnych, znany z niebywałego nadęcia, dyletantyzmu i próżniactwa (…). Ma wszystkie cechy, które go dyskwalifikują jako ambasadora akurat w Japonii: niepunktualność, arogancja, megalomania, buńczuczne zachowanie. Kto chociaż trochę zna styl bycia i mentalność Japończyków, wie że z tego starcia cywilizacji żydowskiej i japońskiej nic dobrego nie wyniknie dla… Polski.
Z kolei Krzysztof Płomiński przeszedł do historii tępego zamordyzmu wypowiedzią pod adresem wydarzeń na Wybrzeżu: Polska powinna zostać 18 republiką ZSRR. Nie byłoby -wtedy tego bałaganu. Pierwszą „fuchę” dyrektora w MSZ zawdzięczał jawnej interwencji ministra spraw zagranicznych ZSRR, Czas ponownego „bałaganu” czyli rewolty solidarnościowej, spokojnie przeczekał na placówce w Bagdadzie, wysłany tam przez Jaruzelskiego, gdzie zasłynął także z nadmiernej pobudliwości seksualnej, którą wyładowywał na podległym mu personelu płci żeńskiej.
Bronisław Michalek: ambasador Polski w Italii. Krytyk filmowy, dyletant w dyplomacji i polityce, ale protegowany Geremka. Jako krytyk filmowy stale szarżował na „polską bohaterszczyznę”, na powstania. Kiedy żydowscy bojówkarze dokonali zamachu terrorystycznego na polską ambasadę w Rzymie, zamiast potępienia zamachu, noty

protestacyjnej, charge ambasady RP Jacek Bazański’ udał się z pokutniczą wizytą do przedstawiciela gminy żydowskiej w Rzymie. Przepraszał i nie pojmował decyzji polskich władz, które wydały pozwolenie przeprowadzenia demonstracji w Oświęcimiu. Chodziło o przemarsz grupy zwolenników Wspólnoty Narodowej Tejkowskiego -złożyli kwiaty pod pomnikiem. Naczelny rabin Rzymu ultimatywnie żądał konsekwencji wobec osób, które wydały zgodę na przeprowadzenie demonstracji w Oświęcimiu. Zapowiedział też, że konsekwencje spotkają także władze polskiego MSZ!.
Jakby tej bezczelności żydowskiej było mało po obydwu stronach pozornego sporu, czyli Żydów w Rzymie i Żydów w „polskim” MSZ, radca handlowy ambasady – Tomasz Bartoszewicz złożył oświadczenie dla włoskiej prasy, deklarując, że pracownicy polskich placówek dyplomatycznych w Rzymie przyłączają się do wyrazów potępienia wobec prowokacji faszystowskiej w Oświęcimiu. Ten obustronnie rozdmuchany przez Żydów incydent, całkowicie przysłonił odium zamachu na polską ambasadę, a jednocześnie odsłonił prawdziwe oblicze dyplomacji „polskiej”. Była to dyplomacja międzynarodowego żydostwa zdalnie sterującego żydolewicą polskiego MSZ. W tej sytuacji nic nie przeszkadza w eskalacji antypolonizmu pod każdym pretekstem i przy każdej okazji. Skutki tej krucjaty, to moralny holokaust na Polsce i Polakach.
Ambasadorem RP na Węgrzech został w 1990 roku, z nominacji A. Olechowskiego kumpel Michnika – Koźmiński. Przedtem znany z zaciekłego tropienia polskiego ale i węgierskiego „antysemityzmu”, „nacjonalizmu”, „faszyzmu”2. Jednocześnie Koźmiński bezlitośnie „czyścił” ambasadę z Polaków. M.in. usunął poetę Konrada Sutarskiego, zasłużonego w popularyzacji polskiej kultury na Węgrzech, odznaczonego medalem Gabora Bethlena, przyznanym dotąd niewielu cudzoziemcom3.
W oficjalnej biografii Koźmińskiego nie znajdziemy wzmianki o jego pracy w Międzynarodowym Związku Studentów w Pradze. W Związku tym działał również niejaki Sergiusz Najar – przyjaciel i współpracownik A. Kwaśniewskiego4. Najar znalazł się w tej wylęgarni sowieckiej agentury w latach 1984-1988 wraz z Koźmińskim. Był to okres szczególnie ważny, gdyż Związek Studentów Polskich, zgodnie z pragmatyką kierowania Międzynarodowym Związkiem Studentów w Pradze – współkierował tą organizacją5.
Dodajmy, że karierę w tej praskiej agenturze Kominternu zaczynał także, mianowany przez Rosatiego i Kwaśniewskiego, ambasador w Moskwie – Andrzej Zalucki (Koźmiński był jego z-cą w MSZ). W 1990 roku został dyrektorem ds. międzynarodowych w „Savimbanku” należącym do byłego pracownika KC PZPR Mariana B. Michalika. W 1995 r. Załucki był dyrektorem gabinetu w URM, od stycznia 1996 zastępcą Ministra Obrony Narodowej, skąd poszybował do Moskwy „w ambasadory”.
Ewa Spychalska: była szefowa OPZZ – ambasador w Mińsku, absolwentka Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR. Agentka SB, na „Liście Macierewicza” pod
1. Syn pułkownika Służby Bezpieczeństwa, pupil S. Mellera. Zob.: S. Wysocki: Żydzi w Trzeciej Rzeczypospolitej, Ibidem, s. 74.
2. M.in. w książce: Polska-Węgry przed drugą wojną światową… Koźmiński dowodził tam, iż Polska przedwojenna jest współodpowiedzialna za to, że (…) wpływy hitlerowskie mogły rosnąć w siłę i realizować się w drodze podbojów pokojowych, następnie wojny. (Zob. J. R Nowak, „Słowo” dziennik katolicki, 8-10.IX.1995). Szkoda, że Koźmiński nie powołał się na miliardowe subwencje żydowskiego lobby dla militaryzacji hitlerowskiej Rzeszy.
3. Tamże.
4. „G.P.”, 27.11.1997.

pseudonimem „Czuma” (jakby w szyderstwie z kilkupokoleniowej patriotycznej rodziny lubelskich Czumów!). Podczas przesłuchania przed Sejmową Komisją odczytała z kartki, że jedzie na stanowisko ambasadora do kraju „między Bugiem a Odrą” – nie wiedziała więc, gdzie leży Białoruś! Było to za wiele nawet dla sejmitów z tego polskiego Knesejmu, bo pod jej adresem padły wówczas takie recenzje, jak: przekroczona została granica szaleństwa, obraza dla kadry dyplomatycznej, mentalność jej jest sprzeczna z polskim interesem. Rosati rekomendując ją na stanowisko ambasadora, cenił sobie jej zdolność polityka i zapewniał, że Spychalska znajdzie wspólny język z miejscową władzą. Wiedział co mówi: Spychalska szybko znalazła wspólny język z psychopatycznym Łukaszenką, który potrafi wprawić w furię nawet „cara Borysa”.
M. Jędryś: ambasador w Birmie. Oficer wywiadu PRL. Syn szefa Komendy Wojewódzkiej MO w Łodzi. Absolwent sowieckich uczelni. Pod szczególną protekcją ministra Bartoszewskiego.
Bogusław Majewski – mianowany w 1997 r. rzecznikiem prasowym ministra Rosatiego, to także szablon biografii personelu MSZ. Absolwent Uniwersytetu im. Łomonosowa w Moskwie. Syn pułkownika wywiadu, ostatniego w PRL ministra MSZ – rezydenta Bezpieki w wojsku. Za nieudolne szpiegostwo wydalony z Waszyngtonu wraz z płk. R Misztalem. Jego antynatowska z tamtych czasów broszura: Apostołowanie Pentagonu, z pewnością nie została mu zapomniana przez wojaków z NATO.
Ryszard Król. Etatowy oficer polskiego wywiadu, otrzymał stanowisko cywilne szefa Departamentu Integracji z NATO, utworzonego w Ministerstwie Obrony Narodowej. Do 1991 roku był wicedyrektorem Departamentu Kadr MSW. Po 1989 roku masowo wspierał wyjazdy za granicę pracowników Bezpieki chwilowo wystraszonych polską „transformacją”.
Eugeniusz Noworyta: ambasador w Peru. W MSZ nieprzerwanie od 1958 roku. Nieusuwalny dożywotni ambasador: w Chile, na Kubie, w Hiszpanii, a także stały przedstawiciel Polski w ONZ. Syn żydowskiej adwokackiej rodziny z Krakowa. Przed „Marcem 68″ był sekretarzem wiceministra (Żyda) M. Naszkowskiego w MSZ. Po „Marcu” „spadł” na sekretarza KZ PZPR w MSZ, szybko jednak otrzymał fuchę przedstawiciela w ONZ, choć nie znał języka angielskiego! Po 1989 roku powierzono mu zadanie ostatecznego oczyszczenia MSZ z Polaków. Kiedy w Chile doszło do puczu Pinocheta przeciwko agentowi Moskwy – S. Allende, Noworyta z rozkazu Moskwy masowo udzielał azylu politycznego członkom agenturalnej Komunistycznej Partii Chile i wysyłał ich do Moskwy.
Do antypolskiej Fundacji Sorosa przeszedł pracownik MSZ Aleksander Gleichgewicht (!): syn rosyjskiej Żydówki i polskiego Żyda; mąż piosenkarki z Norwegii, śpiewającej w jidysz, pochodzącej z rodziny chasydów i ojca chasyda z Siedmiogrodu’.
Krzysztof Suprowicz: ambasador w Jemenie. Agent SB już od czasów studiów (I Departament MSW). W 1991 roku mianowany na stanowisko naczelnika Departamentu Europy w MSW. Po upozorowanym opuszczeniu pracy w MSZ, wraca tam w 1995 r. i zostaje ambasadorem w Jemenie, państwie podporządkowanym sowieckim wpływom. Swego czasu pracował jako tłumacz firmy „Budimex” w Iraku. Na polecenie wywiadu uczestniczył w wywiezieniu agentów CIA z Iraku. To rozjuszyło Irakijczyków i przerwało współpracę gospodarczą z Polską – eksport inwestycji.
Konsulem generalnym w Kaliningradzie mianowano Jerzego Skotarka – zięcia M. Rakowskiego – b. premiera i ostatniego genseka PZPR.

Roman Chalaczkiewicz: ambasador w Iraku, syn zastępcy komendanta SB w Bydgoszczy. Studia w Moskwie. Aktywista partyjny w MSZ. Rosati rekomendował go przed Komisją Sejmową jako jednego z najlepszych arabistów jakich mamy, znającego języki. Ten arabista natychmiast zabrał się do oczyszczania ambasady z „nacjonalistów”, śląc na nich do MSZ stosowne a skuteczne donosy.
Stanisław Górczyński: znajomek A. Kwaśniewskiego. Mianowany na radcę – ministra w Mińsku, zastępcę Ewy Spychalskiej. Wzorzec klucza Rosatiego: studia w Moskwie, major Służby Bezpieczeństwa, mąż Rosjanki. Jego syn – także absolwent uczelni sowieckiej, także ożeniony z Rosjanką, także pracownik ambasady w Moskwie. Nepotyzm i agenturalność do drugiego pokolenia.
Andrzej Olszówka: mianowany na ambasadora w Kenii, napotkał na opory wywiadu tego państwa – kilka miesięcy oczekiwał na przełamanie tych „formalności”.
Jan Widacki: ambasador w Wilnie – szczególny rodzynek w tym zakalcu zwanym „polskim” MSZ, mianowany na to stanowisko za wstawiennictwem Geremka. Litwa to państwo małe, ale doskonale nadające się do antagonizowania Litwinów przeciwko dyskryminowanej mniejszości polskiej. Widacki z tego zadania wywiązywał się znakomicie. Wydał istną wojnę przywódcom polskiej mniejszości w Wilnie, głównie ze Związku Polaków na Litwie. W rozpaczliwym liście Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna, wyliczono główne antypolskie akcje Widackiego: rozbijanie polskich związków, szkalowanie ich władz, idei Polskiego Uniwersytetu we Wilnie, torpedowanie budowy Domu Polskiego we Wilnie; brak obrony praw polskich do obiektów o funkcjach społecznych a wzniesionych przez Polaków; obojętność na starania Polaków o zwrot mienia^brak zainteresowania polską oświatą; ostentacyjne lekceważenie licznych skarg słanych przez Polaków do ambasady. Fala protestów sprawiła, że został wreszcie odwołany.
Żyje na Ukrainie, mająca liczne kontakty rodzinne z Wileńszczyzną, uczciwa i obiektywna, a tym samym życzliwa Polakom Żydówka – dr Dora Kacnelson. Toczy ona wieloletnią samotną walkę w obronie polskości i Polaków w tych trzech dawnych sowieckich republikach: ukraińskiej, litewskiej, i białoruskiej. W wywiadach udzielanych prasie polonijnej w Kanadzie, USA, a także w Polsce, nie pozostawiała suchej nitki na swoim pobratymcu – Widackim. W wywiadzie dla „Naszej Polski” (13.XI.1996) – w odpowiedzi na uwagi rozmawiającego z nią Jerzego Narbutta:
ambasador w Wilnie, pan Widacki, „wsypał” swego byłego szefa mówiąc dla jakiejś gazety, że chodzi o to, by doprowadzić do stopniowej asymilacji Polaków z Litwinami.
* Dora Kacnelson odparła:
Ten pan Widacki znowu coś antypolskiego zaproponował w „Tygodniku Powszechnym” (…) To jakiego rządu, przepraszam, ten pan był ambasadorem? Litewskiego?
Ilustracją polityki kadrowej MSZ na Litwie, była nominacja w 1996 roku, W. Lipki-Chudzika na stanowisko konsula generalnego w Wilnie. Jak podaje K. Górski w swoim cyklu: Chudzik – oficer Bezpieki, został zmuszony do odwołania go przez Skubiszewskiego z funkcji konsula generalnego w Nowym Jorku, na skutek kategorycznych żądań tamtejszej Polonii. Wcześniej jeszcze – także oprotestowanego przez tamtejszą Polonię – mianowano na konsula generalnego w Los Angeles niejakiego M. Krychę – zięcia Mykoly Demko alias Mieczysława Moczara – kata polskich patriotów, agenta NKWD! Mimo wieku emerytalnego, stary wiekiem i stażem agent Bezpieki Chudzik, został odgrzebany przez Rosatiego i wysłany do Wilna, aby w duecie z Widackim pacyfikował tamtejszą Polonię, i tak już udręczoną przez antypolskie fobie Litwinów.
Ambasadorem w USA był do niedawna Kazimierz Dziewanowski, z zawodu dziennikarz. W nagrodę za pisanie o narodowym smrodku, o polskim ciemnogrodzie, został
mianowany ambasadorem w USA.
Konsul generalny w Nowym Jorku – Jerzy Surdykowski, pozwolił sobie na publiczną wypowiedź o Polkach:
Polki nadają się jedynie na kurwy i sprzątaczki’.
Co powinno spotkać dyplomatę za taką wypowiedź o swoich rodaczkach2? W Kanadzie „ambasadoruje” niejaki Kazimierz Diem. USA i Kanada to dwa wielkie kraje, w których antypolska krucjata światowych izraelit przybrała szczególnie intensywny i agresywny charakter i rozmiar. Jak mogą tak bronią się przed tą antypolską krucjatą przedstawiciele Kongresów Polonii Kanadyjskiej i Amerykańskiej3. Ani ambasada w USA, ani ambasada kanadyjska nie robią nic – dosłownie nic – aby zdobyć się na słowa sprzeciwu wobec tej kampanii oszczerstw. Jakby nie istniały. Jakby były głuche i ślepe! Jakby już oficjalnie były przedstawicielstwami Izraela, a nie Polski.
Są to ambasady polskiej żydolewicy, bezwzględnie podporządkowanej żydowskiej oligarchii tych państw. I nie jest to, niestety, specjalność tych dwóch ambasad. To reguła obowiązująca we wszystkich „pookrągłostołowych” ambasadach RP, od maleńkiej Litwy po USA, od Kanady po Australię. Oto kilka przykładów z tejże Australii.
W 1996 r. ukazały się tam, entuzjastycznie przyjęte przez prasę, zwłaszcza jawnie żydowską, dwie książki: Marka Versandiga4: / rest my case (Na tym chciałbym skończyć) oraz książka Abrahama A. Bidermana (łódzkiego Żyda): The Worid of my past (Świat mojej przeszłości). Książki są stekiem obłędnych kłamstw, oskarżeń Polaków o „antysemityzm”, o masowy współudział w holokauście. Oto niektóre popisy byłych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa – M. Versandiga oraz Bidermana:
W 1934 roku Piłsudski zawarł pakt z Hitlerem, który oficjalnie usankcjonował nazistowskie wpływy w Polsce (…)
Oni (rodzina, która ich przechowywała – H. P.) schronili nas z trzech powodów: płaciliśmy dobrze (…) niebezpieczeństwo wydawało się minimalne (…)
Sygnał wysłany (przez polski rząd emigracyjny – H. P.) nakazywał dokończenie dzieła Hitlera – zamordowanie każdego ocalonego, każdego ukrytego Żyda (…) (s. 179.).
NSZ były także znanejako najbardziej bezwzględni mordercy Żydów (s. 197). „Żegota”, podziemna organizacja stworzona przez Zofię Kossak (…) uratowała tysiące Żydów (…). Gdzie są te tysiące: Kto kiedykolwiek widział te tysiące Żydów? (…) „Żegota” była poprostu przykrywką lub polem działania dla kolaborantów, którzy wydawali Żydów (s. 236)5.
Polscy teologowie i intelektualiści, którzy utrzymują, że pogrom kielecki był robotą komunistów, muszą więc dojść do logicznego wniosku, że biskup Kaczmarek
1. „Ojczyzna”, nr 1/1996, s. 14.
2. Na szczęście Polki nie są „rodaczkami” J. Surdykowskiego!
3. Szczególnie odważnie i zdecydowanie – przez Kongres Polonii Kanadyjskiej i jego przywódcę Ryszarda Tyndorfa.
4. Żyd z Mielca. Wyjechał do Australii w 1952 r. Był funkcjonariuszem UB.
5. Tak więc, minister W. Bartoszewski – były członek „Żegoty”, był także kolaborantem i wydawał Żydów jako członek „Żegoty”. Dlaczego „polska” ambasada nie spowodowała trzęsienia ziemi australijskiej po tym oszczerstwie?
136

i kardynał Hlond byli agentami komunistycznymi, dlatego że to ich postępowanie umożliwiło ten mord. (s. 234)
Wiedzieliśmy, że głęboko zakorzeniona nienawiść Polaków do Żydów wywodziła się z nauk Kościoła Katolickiego, (s. 178) Podziemie AK-owskie wyrządziło Niemcom znamiennie małe szkody, ograniczając ich działalność do mordowania Żydów1. (s. 194) I jeszcze kilka cytatów z książki Abrahama Bidermana2:
Mogliśmy (Żydzi – przyp. H. P.) poradzić sobie z Niemcami, ale byliśmy bezsilni wobec polskich armii podziemnych, (s. 113)
Żydowscy partyzanci byli bezlitośnie atakowani przez polską armię podziemną uważającą, że prawdziwa wojna toczy się przeciwko Żydom, (s. 344)
Żydowscy partyzanci ponosili większe straty z rąk polskiego podziemia aniżeli z rąk niemieckich, (s. 112)
A przed wojną było tak:
Polscy faszyści wyszli na ulice ubrani w identyczne stroje jak naziści, identyczne ze swastyką, (s. 94-95)
Żydzi byli atakowani na ulicach każdego dnia. (s. 95)
Wkrótce po publikacji listu kardynała Hlonda ogromne fale pogromów zalały Polskę, (s. 96) A po wojnie:
W 1945 roku kominy krematoriów przestały dymić i w całej Europie ustał holocaust. Jedynie w Polsce trwało mordowanie Żydów, szalejące przez ponad dwa lata. (s. 342)
Wystarczy. Powracając do głównego wątku, zapytajmy o reakcję „polskiej” ambasady; „polskiego” Konsulatu Generalnego w Sydney; Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii; Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii. Nie tylko że odpowiedzią było milczenie na wymienione książki, ale również na oficjalny protestacyjny „list otwarty” podpisany przez około stu przedstawicieli polskiej społeczności w Melbourne i w Sydney. Cisza. Nie było natomiast ciszy wokół tych książek. W dniu 16 lutego 1997 r. w „polskiej” (!) restauracji „Chestnuts” w Melbourne miał odbyć się -zorganizowany przez Fundację Studiów i Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Monasha – Australijsko-polski wieczór literacki. Jego otwarcia miała dokonać ówczesna ambasador w Australii – A. Morawińska. Zaproszono: A. Bidermana oraz autora entuzjastycznego wstępu do książki Marka Versandiga3.
Dlaczego milczała ambasada? Ta niby polska? Odpowiedź w rodzaju – bo to ambasada w rzeczy samej niepolska – nie oddaje istoty rzeczy. Jest to bowiem, jak wszystkie inne „polskie” placówki dyplomatyczne – ambasada antypolska.
Ambasador Agnieszka Morawińska w reakcji na te dwie nikczemne książki polskich Żydów i ubeków, ocalonych z Holokaustu przez Polaków, zajęła postawę milczącą wobec tych dwóch rekordów świata w zakresie kłamstwa i oszczerstw przeciwko tym, którzy ich uratowali; postawę zbieżną z reakcją „polskiej” ambasady w Italii. Wysłała pokutniczy list do Żydowskiego Centrum w Australii. Zdystansowała się w
1. Zob.: „Nasza Polska”, 12.11.1997.
2. A. Biderman podobnie jak Marek Yersandig, był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, zbrodniczej
formacji całkowicie personalnie opanowanej i kierowanej przez Żydów. Zob.: S. Wysocki: Żydzi w
Trzeciej Rzeczypospolitej, s. 99.
3. „Nasza Polska”. 26.11.1997,
137

nim od postawy Polonii, od broniącego dobrego imienia Polaków eseju Waldemara Łysiaka, zamieszczonego w prasie polonijnej.
„Nasza” pani Morawińska w latach 1976-1992 marnowała się pracą w Muzeum Narodowym, ale za szefowania MSZ-tem przez Skubiszewskiego, katapultowano ją na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Jak podaje K. Górecki w cyklu MSZ Dariusza Rosatiego (ode. 3 z l.X. 1997) Morawińska zgodziła się polecieć ” w ambasadory ” do Australii, bo uznała to za okazję do napisania czegoś o współczesnej sztuce australijskiej. Podczas rutynowych przesłuchań w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych jako kandydatki na stanowisko ambasadora w Australii – nie wiedziała, jak się nazywają rdzenni mieszkańcy tego kontynentu!
Dodajmy jeszcze, że ministrem pełnomocnym w Sydney był wtedy Waldemar Osuchowski. To absolwent Wyższej Szkoły Komsomołu w Moskwie. Za czasów „ministrowania” Skubiszewskiego mianowano go wicedyrektorem departamentu w MSZ. Kumpel „Olka” Kwaśniewskiego.
Rosati konsekwentnie, od pierwszych dni swego urzędowania wysyłał na placówki dyplomatyczne weteranów „dyplomacji” PRL. Na tej fali B. Kaczyński został ambasadorem w Azerbejdżanie; S. Pawlak – w Damaszku; R Korczewski – charge d’affaires w Bogocie; R Czyżycki – w Lizbonie'; T. Mulicki – ambasadorem Tunezji; W. Jurasz – w Libii; S. Szafraniec – konsulem w Istambule.
Instruktorzy Komitetów Dzielnicowych PZPR awansowali do rangi ambasadorów:
W. Tomaszewski w Peru, J. Janiszewski na Kubie masona Fidela Castro2.
Niejaki Adam Halamski, na polecenie Bezpieki wszedł w struktury „Solidarności”, a w 1990 w aureoli kombatanta wyjeżdża w nagrodę na placówkę w Paryżu. Potem został wicedyrektorem Departamentu Europy.
Tadeusz Chomicki był w MSZ nazywany „Dawidkiem”. Syn pułkownika wywiadu PRL. Za Rosatiego „załapał się” na stanowisko wicedyrektora w MSZ3.
Z młodszych wiekiem: P. Stachańczyk – dyrektorem departamentu konsularnego a potem konsul generalny w Chicago; T. Turowski – radcą ministrem pełnomocnym w Moskwie.
Ambasadorami RP w krajach arabskich są wyłącznie ludzie pochodzenia żydowskiego, co alergicznie działa na Arabów.
Niejaki Hiibner to rekordzista pod względem wieku jeszcze nie ukończył 30 roku życia, a już „załapał się” na stanowisko kierownika wydziału konsularnego w Birmie. Pochodzi z „narodu wybranego” więc został wybrany przez D. Rosatiego.
Albo taki Ryszard Sarkowicz. Jak pisze K. Górski (ode. 3 z IX. 1997) jest to: przedstawiciel mniejszości zwanej przez S. Żeromskiego „krajowymi cudzoziemcami”. Jest konsulem generalnym RP w Chicago.
1. Członek rodziny Bogdana Jelenia – zbira z lubelskiego UB – przedtem agenta NKWD i członka bolszewickiej agentury – KPP. Ponieważ R Czyżycki był bardzo filosemicki, po wydarzeniach żydowskiego „Marca 68″ popadł w tarapaty, ale go wybronili towarzysze z II Zarządu Sztabu Generalnego WP. Bogdan Jeleń z sadystycznym okrucieństwem przesłuchiwał ujętych członków powojennego ruchu oporu, gdyż oddział organizacji AK-WiN Antoniego Kopaczewskiego ps. „Lew” z Piask, zlikwidował jego brata Edwarda – referenta UB z Lublina (Zob.: Henryk Pająk: Oni się nigdy nie poddali, Wyd. Retro, Lublin 1997,s. 178).
2. Fidel Castro, z pochodzenia Żyd, jako członek loży masońskiej „Ewolution”, przygotował atak na koszary Moncana. Większość osób z otoczenia Castro to masoni. Loża działa na Kubie oficjalnie, wydaje swoje pisma. Masoński oraz żydowski rodowód reżimu Castro wyjaśnia niezniszczalność tego rozsadnika terroryzmu w państwach afrykańskich i latynoamerykańskich.

Dariusz Jakubowski – były współpracownik Jerzego Urbana jest nowym konsulem generalnym w Nowym Jorku. Ten postawił sprawę jasno – nie będzie się angażował w sprawy Polonii! Ten eufemizm jest w istocie deklaracją, że nie będzie przeszkadzał w antypolonijnej ofensywie.
Zmiany na stanowiskach dyplomatycznych w niczym nie naruszają koszernego klucza. Tenże D. Jakubowski zluzował J. Surdykowskigo w Tokio; po popisach H. Lipszyca wylądował J. Pomianowski, a w Kanadzie T. Diema zastąpił B. Grzelański.
Katarzyna Skórzyńska – ambasador w Brazylii, pozostawała w stałym konflikcie z tamtejszą Polonią. Była na tyle arogancka i jawna w swej antypolskości, że nawet zbojkotowała Zjazd Polonii Latynoamerykańskiej, w zamian udając się do gubernatora Kurytyby – Langera, domagać się wstrzymania dotacji dla środowisk polonijnych!
Recepcjonistka konsulatu szwedzkiego w Gdańsku – Barbara Tuge-Erecińska, nagle awansuje na ambasadora w Szwecji, zapewne w nagrodę za bliżej nieznane zasługi recepcjonistki.
Ambasadorem w Wielkiej Brytanii został dyletant w tej materi, adwokat T. de Virion. Po powrocie do Polski natychmiast podjął się obrony żydowskiego oszusta z afery ART-B czyli B. Bagsika, osadzonego w areszcie przez Szwajcarów, potem deportowanego do Polski.
Niektóre prowokacje antyarabskie w wykonaniu „polskich” dyplomatów są dość pomysłowe. Tunezyjczykom np. zaproponowano, aby Tydzień Kultury Tunezyjskiej odbywał się w siedzibie Teatru Żydowskiego w Warszawie! Na polecenie MSZ, „polskie” placówki dyplomatyczne w krajach arabskich rozpowszechniały wśród arabskich interesantów, przysłane z Polski opracowania o synagogach i Żydach polskich’.
W Izraelu ambasadoruje niejaki Wojciech Adamiecki – były dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Potem został radcą ambasady w Waszyngtonie. Zajmował się tam wyłącznie kontaktami z diasporą żydowską. Adamiecki określił się w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (27.IX.1995) oświadczeniem, że w polskości widzi tylko:
(…) świństwa i paskudztwa oraz donosicieli zarabiających na Żydach poprzez ograbianie, wyłudzanie, a jak już ich nie mieli, oddawanie Żydów w ręce Niemców.
Grzegorz Dziemidowicz – ambasador w Egipcie, został wypromowany na to stanowisko przez ministra A. Olechowskiego. To propagandzista z czasów PRL, były dyrektor programów informacyjnych w Radio i TV.
Natalia Woroszylska – córka ortodoksyjnego stalinisty, współtwórcy tzw. realizmu socjalistycznego w „polskiej” literaturze – kieruje Polskim Instytutem Kultury w Moskwie, czyli swój wrócił do swego. Z kolei Elżbieta Jagalla – córka Jerzego Turowicza naczelnego redaktora „Tygodnika Powszechnego”, będącego nienaruszalnym rezerwatem podjazdowej wojny z Kościołem katolickim i wiarą- szefuje Instytutowi Kultury Polskiej w Paryżu. To ona, wspólnie z ambasadą Izraela w Rzymie, zorganizowała (maj 1996) konferencję pod tytułem: Problem żydowski w krajach postkomunistycznych. W odczycie, ze strony „polskiej” udział wzięli: tatuś Jagally czyli Jerzy Turowicz oraz Weterani antypolonizmu z tytułami profesorów K. Kerstenowa i J. Błoński. Podczas tego antypolskiego sabatu omawiano antypolską książkę żydowskiego autora pt: Niewidzialni Żydzi. K. Kerstenowa jak zwykle grzmiała o „polskim” pogromie w Kielcach, obalała rzekomy mit o istnieniu w Polsce „żydokomuny”, a Błoński rozwodził się nad przyczynami paradoksu polskiego antysemityzmu bez Żydów. Ten festiwal nienawiści

odbywał się, a jakże, w ramach „promocji Polski za granicą”. Pokłosiem tej „promocji” były relacje prasy włoskiej, gdzie roiło się od polskich obozów koncentracyjnych.
Reanimacja polskiej masonerii i organizacji paramasońskich dokonała się w ostatnich dziesięcioleciach. Inwazja tej dżumy XX wieku odbywała się poprzez masonerię francuską. Pasem transmisyjnym byli i są m.in. „dyplomaci polscy”. Wydawany we Francji „Głos Katolicki” alarmował w numerze z 12.IV.1992 r.:
(…) polskie placówki dyplomatyczne we Francji zostały obsadzane przez masonów (…). W ramach Loży Wielkiego Wschodu we Francji zostaje powołana do życia przez masonów francusko-polskich z regionu Lilie, loża Espoir. Zbiega się ze zmianami w kierownictwie polskiej placówki dyplomatycznej w tym mieście1.
Z kolei paryski „L’Express” w styczniu 1992 r. informował, iż polska loża masońska zbiera się raz na miesiąc w pobliżu siedziby MSZ w Warszawie przy ulicy Litewskiej. Miała zdumiewająco dokładne informacje redakcja tego francuskiego pisma, lepiej znając tajne konwentykle polskich masonów w Warszawie, niż polskie mass-media, które o niczym takim nigdy nie wiedzą. Dodajmy za K. Góreckim, że J. Sachs swego czasu wręcz domagał się, aby negocjatorem polskiego zadłużenia na Zachodzie był A. Olechowski. Wiadomo, że to ulubieniec światowej masonerii spod znaku Klubu Bilderberg, Komisji Trójlateralnej i innych agend izraelit…
Jerzy Bukowski zabronił w Lilie (Francja) posługiwania się językiem polskim w konsulacie, ponadto nie miał czasu na spotkania z Polonią francuską; Andrzej Brzozowski – konsul w Toronto, skargi i postulaty Polonusów wrzucał do szuflady z komentarzem: nadęty patriotyzm; Jerzy Marendziak – były ambasador w Portugalii, hodował 18 kotów w reprezentacyjnych salonach ambasady; Jerzy Kozakiewicz – były ambasador w Kijowie, chodził na przyjęcia w dżinsach i adidasach, wyraźnie stylizując się na Kuronia. Na tym stanowisku zluzował go niejaki Jerzy Bahr. Mówiono o nim, że jest żywym „bahrometrem” nasycenia MSZ pracownikami Bezpieki2.
Trzeba też utrwalić sylwetkę Krzysztofa Jakubowskiego, któremu K. Górecki poświęcił solidny akapit3.
W randze ambasadora RP Jakubowski jest stałym przedstawicielem Polski w ONZ (Genewa). Podobno kumpel Al Kwas-kiego, a na pewno szwagier Aleksandry Jakubowskiej – „Urbana w spódnicy” przy rządzie Cimoszewicza. Był aktywistą Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, kierując jego Wydziałem Zagranicznym. To wcale mu nie przeszkadzało rozpowiadać po 1989 r., że do PZPR został zawleczony pod przymusem, choć był m.in. sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w MSZ. Zgodnie z zewem krwi, Skubiszewski wyniósł go na fotel wicedyrektora Gabinetu Ministra. Inny pobratymiec – Bartoszewski, także trzymał go na tej funkcji. W kwietniu 1995 r. został dyrektorem generalnym MSZ. Od września roku następnego, Jakubowski był już wiceministrem Spraw Zagranicznych. Podlegały mu sprawy finansowe i budżet MSZ. To on zlecił budowę siedziby polskiej ambasady w Berlinie, do którego stolica Niemiec przenosi się od 1999 roku. Wspólnie z I Sekretarzem tej ambasady – W. Oleksym – bratem Józefa Oleksego, podpisał z Deutsche Bank wyjątkowo niekorzystny list intencyjny w sprawie tej budowy. Zamiast „wylecieć” za taki kontrakt na stałe z MSZ, awansował na stałe do ONZ w roli ambasadora-przedstawiciela. Dlaczego do Genewy? Może dlatego,
1. K. Górecki, op. cit. ode. 2.
2. K. Górecki, op. cit. oraz: S. Wysocki: Żydzi w Trzeciej…. OD. cit.

że jest „zbliżony” do Kwaśniewskiego, którego siostra na stałe mieszka w Szwajcarii?
Rozbijacka robota trwa w środowiskach Polonii na całym świecie. Tradycyjnemu faszerowaniu tych środowisk agentami Bezpieki, wciskaniu ich do redakcji pism polonijnych i organizacji, dorzucono wreszcie pomysł rozwiązania Polonii Wolnego Świata. Stało się to na zmanipulowanym do granic, pierwszym od 58 lat Zjeździe Polonii i Polaków z całego świata. Odbywał się on w Krakowie w dniach 18-24.VIII.1992 roku. Zgromadził przedstawicieli Polonii z kilkudziesięciu krajów, ale w ich gronie znalazło się wielu przedziwnych figurantów z równie przedziwnych, nagle utworzonych „związków”. Na prawach delegatów gardłowało tam wielu dziennikarzy zagranicznych jawnie koszernego pochodzenia. Zjazd został zdominowany przez jeden wątek: walkę o likwidację Polonii Wolnego Świata i przekazanie jej prerogatyw tzw. Wspólnocie Polskiej – organizatorowi zjazdu. Za rozwiązaniem PWS, najbardziej obstawali przedstawiciele Polonii angielskiej i argentyńskiej oraz tzw. czołówka „intelektualistów” i autorytetów do wszystkiego: niezmordowany starzec – „kurier” amerykańskich izraelit czyli Jan Nowak-Jeziorański; redaktor naczelny agenturalnego, antypolskiego, antykościelnego „Nowego Dziennika” nowojorskiego – B. Wierzbiański oraz była publicystka „Trybuny Ludu” nawrócona na antykomunizm i zajadłą antypolskość – Alina
Perth-Grabowska.
Żywot Polonii Wolnego Świata uratował zdecydowany sprzeciw przedstawiciela
Kongresu Polonii Kanadyjskiej, związku toczącego heroiczny acz nierówny bój ze zmasowaną kampanią oszczerstw przeciwko polskości na gruncie kanadyjskim, prowadzonej przez żydowskie szczekaczki prasowe. Poparł go przedstawiciel Polonii amerykańskiej i agenturalna misja wspomnianej trójki poniosła porażkę. Pisząc o tym
spisku, „Echo” z Toronto z oburzeniem zauważyło':
Dziennikarze Polonii akredytowani na Zjeździe nie dostali tzw. kart Pool, czyli dopuszczających ich na piętro, gdzie występował prezydent a także premier. Mogli sobie z góry popatrzeć (…) za to zasłużone dla kraju pisma, choćby „Trybuna”, mogły pstrykać i notować.
Krajem kluczowym dla przyszłości Polski, są Niemcy. Tymczasem działalność „naszej” ambasady w tym kraju jest ukierunkowana na programową bierność wobec spraw tamtejszej Polonii i równie konsekwentną bierność wobec zmasowanej, antypolskiej roboty niemieckich Żydów w tamtejszych środowiskach polonijnych. I trzecie zadanie „polskiej” dyplomacji w Niemczech, to nie tyle obojętność, co zdalne stymulowanie antypolskiej kampanii Żydów niemieckich oskarżających Polaków o współudział w holokauście i zoologiczny antysemityzm bez Żydów. Dyplomaci „polscy” desygnowani do Niemiec, są w większości – podobnie jak w innych krajach – pochodzenia żydowskiego. Utrzymują szczególnie zażyłe związki i współpracę z dziennikarzami pism opanowanych przez Żydów. Tę regułę realizują również w pozorowanych kontaktach z Polonią niemiecką. Ich łącznikiem z tą „Polonią” (przesyconą Żydami – emigrantami z Polski) jest niejaki Janusz Marchwiński – przewodniczący utworzonej przez Niemców tzw. Polskiej Rady w Niemczech.
Prawdziwa Polonia niemiecka nazywała polskiego ambasadora: ambasadorem mniejszości niemieckiej w Polsce wobec rządu niemieckiego.
Wymowny był przebieg spotkania z przedstawicielami niemieckiej Polonii podczas wizyty premiera Cimoszewicza w 1996 r. w Kolonii. Oto „polski” konsul Kremer, pozwolił mówić tylko niemiecko-żydowskiemu figurantowi, wspomnianemu Marchwińskiemu oraz niejakiemu Wojciechowskiemu – obaj reprezentowali niemiecko-żydowską przybudówkę pod nazwą Polska Rada w Niemczech. Rzeczywisty przedstawiciel rzeczywistej Polonii – przewodniczący Kongresu Polonii Niemieckiej -ksiądz Sobkowiak tylko statystował w tym spotkaniu, gdyż konsul nie udzielił mu głosu!
W takiej oto atmosferze stworzonej przez „polskich” dyplomatów, trwa w Niemczech kampania bezkarnych oszczerstw przeciwko polskości, a jednocześnie nachalnie promuje się zaciekłych stachanowców antypolonizmu. Typowym przykładem takiej wyprodukowanej przez marks-media kariery, jest osławiony Andrzej Szczypiorski1, przypisujący sobie udział w Powstaniu Warszawskim.
Te walki (patrz przypis) polegały, zgodnie z tajną dyrektywą PPR, na oczekiwaniu momentu dogodnego do likwidacji polskich „faszystów” (czyli AK-owców walczących w powstaniu) i przejęcia władzy. Kiedy powstanie przedłużało się, grupki AL zrejterowały ze stolicy, na czasy powojenne odkładając krwawą rozprawę z AK.
Niemieckie centra opiniotwórcze niebotycznie wypromowały do rangi bestselleru książkę Szczypiorskiego: Die schone Frau Seidemann (Piękna Pani Seidemann, w Polsce przetłumaczoną pod tytułem: Początek. (Pierwsze wyd. w Instytucie Paryskim w 1986 r.).
Wizytówką tego gniotu, a zarazem kluczem do sztucznie rozdmuchanej popularności A. Szczypiorskiego, jest taki oto, jeden z wielu fragmentów:
(…) święta polskość, zapijaczona, skurwiona, sprzedajna, z mordą pełną fraz (…)
To jest ta właśnie polskość, która:
(…) ma czelność nazywać Polskę Chrystusem narodów (…)
Niejaki Gunar Ortlepp, recenzując tę książkę niemal na klęczkach w „Der Spiegel” (nr 14/1988), wspomaga Szczypiorskiego własnym komentarzem o tej skurwionej Polsce’.
(…) w 1968 roku w nagonce na „Syjnistów”, z ostatnimi Żydami również wygoniła na emigrację do Paryża piękną panią Seidemann, która zagubiona na obczyźnie, z rozrzewnieniem myślała o polskiej ojczyźnie, podczas gdy „ogrzewała swoje stare kości na ławce w Jardin de Luxemburg”2.
Powodzenie tego marnego literata na gruncie niemieckim jest rezultatem typowego, stosowanego na całym świecie mechanizmu preferowania Żydów przez Żydów w każdej dziedzinie. Szczypiorski jednak ostentacyjnie deklaruje się jako Polak: dzięki temu jego zajadły antypolonizm, jego oszczerstwa, kłamstwa i obelgi miotane na Polskę i Polaków, stają się bardziej wiarygodne dla niezorientowanych Niemców, Austriaków, Francuzów, a nierzadko i Polaków pogrążonych w niewiedzy o prawdzie historycznej.
Twórcą międzynarodowej, bo nie tylko niemieckiej sławy Szczypiorskiego, jest jego pobratymiec Marceli Reich-Ranicki. To postać wręcz szkoleniowa w omawianym tu kontekście.
Marceli Reich urodził się we Włoszech w rodzinie żydowskiej. Od 1929 roku mieszkał w Berlinie. W 1938 roku hitlerowcy deportowali go z tysiącami innych Żydów do Polski. Do 1943 roku, pod nazwiskiem Ranicki przebywał w warszawskim getcie,
1. Zaczynał karierę wroga polskości w szeregach agenturalnej Armii Ludowej. W jej szeregach rzekomo „brał udział w Powstaniu Warszawskim jako żołnierz Armii Ludowej”. Zob.: Nasi w Sejmie i Senacie. Wyd. Volumen 1990, s. 264.

potem przechowywała go jakaś rodzina polska. Po wojnie natychmiast wstąpił – wraz z tysiącami innych Żydów, do Urzędu Bezpieczeństwa i gdyby wówczas został zlikwidowany z wyroku powojennego podziemia, jak zlikwidowano kilkudziesięciu innych ubowskich zbirów z tej nacji, to dziś mielibyśmy jeszcze jedną więcej ofiarę polskiego antysemityzmu. Ale Reich-Ranicki nie uganiał się za partyzantami. Był w UB tłumaczem oraz cenzorem. Szybko awansował do stopnia kapitana, a wkrótce potem wysłano go na placówkę dyplomatyczną do Londynu. Jego zadaniem była tam inwigilacja polskiej emigracji. W 1950 r. zwolniony został z tej zaszczytnej misji, wrócił do kraju, ale w 1958 roku „wybył” na Zachód i osiadł w Hamburgu.
Cytowany Jan Stoła tak pisze o tym rozdziale życia późniejszego dyktatora i kreatora literackich sław na gruncie niemieckim:
Był i jest w posiadaniu ważnych tajemnic państwowych (nie tylko niemieckich, ale i polskich – przyp. H. P.), gdyż znajdował się na listach gończych niemieckiego STASI, które jak wiadomo poszukiwało byłych szpiegów na zlecenie KGB i innych bratnich służb wywiadowczych.
Agenturalna antyniemiecka działalność tego Żyda nie przeszkodziła mu w karierze na gruncie życia literackiego. Przez 25 lat Reich-Ranicki kierował działem literackim najpoczytniejszego opiniotwórczego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Stając się opiniotwórczym dyktatorem w literaturze, Reich-Ranicki jednocześnie był członkiem licznych jury prestiżowych nagród literackich, m.in. tzw. „Listy Najlepszych Książek”.
Wspierany przez wszechpotężne niemieckie lobby żydowskie, Reich-Ranicki, nazywany tam „papieżem literatury” (Literautpapast), orzeka co ma być bestsellerem, co mają Niemcy czytać w pierwszej kolejności i na klęczkach, a co odrzucić.
Reich-Ranicki zawyrokował we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że dzieło Szczypiorskiego: „Piękna Pani Seidemann” to arcydzieło i basta!
Jego wyrok natychmiast otrąbił wspomniany „Der Spiegel” w sążnistej recenzji książki, pióra owego G. Ortleppa. Genialny pisarz A. Szczypiorski odbywa spotkania autorskie, wygłasza prelekcje, czyta swoje utwory w akademiach katolickich i ewangelickich. Co tam głosi, Polacy nie wiedzą- nie są zapraszani na te elitarne antypolskie konwentykle. Z pewnością jednak mówi przeważnie to samo – o tej skurwionej sprzedajnej Polsce.
Oto mamy więc mechanizm promocji polskiego Żyda, użytecznego dla prowadzonej kampanii antypolonizmu w kraju dla Polski wyjątkowo ważnym. Sygnał daje diaspora żydowska. Przejmuje go dyspozycyjny Żyd usadowiony w decyzyjnym ośrodku opiniotwórczym. Wybrańca nagłaśnia w wielotysięcznym nakładzie renomowany .tygodnik lub dziennik’. Reszta jest już kwestią czasu i następnych działań promocyjnych.
Czy była jakaś reakcja „polskiej” dyplomacji w Niemczech na skrajnie antypolską książkę Szczypiorskiego? Nic takiego nie nastąpiło.
Tę wojnę z polskością, ten diaboliczny światowy program moralnego rozbioru Polski, duchowego odrzucenia, holokaustu na Polsce i Polakach, kontynuuje się także w kraju, pod egidą „polskich” władz i za pieniądze polskich podatników.
Oto w 1996 roku wydano w Tel Awiwie książkę Tobiasza Cytrona: Dzieje zbrojnego Powstania w Getcie Białostockim. Wkrótce wydano ją w Polsce, a stało się to z inicjatywy
1. „Der Spiegel” jest od 50 lat prasową biblią dla Niemców. Elity polityczne Niemiec żyją „od poniedziałku do poniedziałku” -jak to ujął prezydent Herzog, czyli od każdego nowego numeru tego tygodnika. Jego wyroki i opinie są niepodważalne, skończenie „prawdziwe, obiektywne”. Raz tylko „Der Spiegel” dał się

wprowadzić w maliny drukując wspomnienia Hitlera które okazały się falsyfikatem.
prof. Adama Dobrońskiego – kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Autor gorąco podziękował A. Dobrońskiemu na pierwszej stronie książki:
…za inicjatywę wydania tej książki w języku polskim. Serdeczne Bóg zapłać. Autor.
W książce pretendującej do miana pracy „naukowej”, znajdujemy takie oto fragmenty:
Różnice zdań między Armią Krajową a Armią Ludową były nie do pogodzenia. I zgodnie ze starym polskim zwyczajem, kiedy dwaj Polacy się kłócą i nie mogą dojść do porozumienia – biją Żydów. I zaczęli mordować Żydów. I to na wielką skalę. W samym tylko okręgu białostockim AK-owcy zamordowali ok. 1200 Żydów. Świadczą o tym długie szeregi grobów na cmentarzach białostockich i w innych miastach, (s. 76)
W czasie, gdy najlepsi synowie narodu żydowskiego walczyli z hitlerowskim wrogiem, część AK-owców zapominając, że powinni walczyć z Niemcami – mordowała niewinnych Żydów. Setki Żydów – kobiety, dzieci – zginęły już pod koniec wojny. AK-owcy szaleli wszędzie, na drogach, w pociągach. Zatrzymywali jadące pociągi, wyprowadzali z nich Żydów i strzelali do nich. Zdarzyło się, że wdzierali się do żydowskich mieszkań i zabijali na miejscu wszystkich mieszkańców, (s. 79)
Autor tytułujący się „doktorem”, nie podaje źródeł ani przykładów tych makabrycznych informacji. Wspomagając kampanię bezprzykładnych oszczerstw, wytyczoną przez światowe żydowskie „marks-media”, Cytron sięga do rzekomego źródła polskich zbrodni na Żydach – do rozkazów polskiego rządu emigracyjnego:
W czasie, kiedy większość państw demokratycznych ze Związkiem Radzieckim (! – H. P.), Anglią i USA – walczyła z hitlerowską hydrą, by raz na zawsze odciąć jej łby, polski rząd w Londynie i niektóre oddziały AK w Polsce znalazły nowego „wroga”: garstkę ocalałych mężczyzn i kobiet, chorych na gruźlicę dzieci, (s. 78)
Obelgi, oszczerstwa miotane pod adresem Polski i Polaków, podlizywanie się Żydom kosztem godności państwa polskiego, cechują niemal wszystkich emigracyjnych neofitów z sowieckiego bolszewizmu na filosemicką europejskość. Wspierają ich w tym zaciekłym antypolonizmie przedstawiciele „polskich” władz. Oto L. Miller, szef Urzędu Rady Ministrów (z SLD), podczas wizyty w Izraelu (w 1996 roku), tak oto pluł na reprezentowaną przez siebie Polskę:
Polska to dziwny kraj (…), gdzie antysemityzm bez Żydów (…) nacjonalistyczna prawica wsącza jad rasizmu i szowinizmu (…) ludzie piszą kłamstwa o pogromie kieleckim, czy zrównują swastykę z Gwiazdą Dawida. To ten sam Miller, który przekazywał sowieciarzom setki tysięcy dolarów tajnego długu zaciągniętego w K.PZR-K.GB. Ten sam, który obiecywał Żydom uczynienie z terenów Oświęcimia i Brzezinki obszaru eksterytorialnego. Kontynuował światłą myśl J. Kuronia, który grzmiał na temat Oświęcimia: ziemia, na której ginęli Żydzi, jest ziemią żydowską.
Żydzi ginęli, jak wiemy, w całej Polsce. Tym samym Polska jest „ich Polską”. Czas więc na deportację tubylców – Polaków – gdzie pieprz rośnie…
Dowodem międzynarodowej synchronizacji tego wściekłego ujadania, jest publikacja w „New York Times”1, gdzie niejaki Alfred Lipson (pracownik Centrum i Archiwum Informacji o Holocauście przy Quensborought Community College) stwierdza, że mordowanie Żydów przez AK było zorganizowaną kampanią zmierzającą do
1. Za: „Głos”, 15.XI.1996.

doprowadzenia do końca nazistowskiego ostatecznego rozwiązania problemu żydowskiego w Polsce i powołując się na „nowe odkrycia” dwóch szalejących żydowskich psychopatów antypolonizmu – Samuela Krakowskiego i Izraela Gutmana z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie – dodaje, że przywódcy polskiego podziemia przygotowywali w 1943 roku plany eliminacji po wojnie Żydów pozostających przy życiu.
Czując niepewność swojej pozycji przed zbliżającymi się wyborami do Sejmu A.D. 1997, Rosati w porozumieniu z Kwaśniewskim pośpiesznie nadał akty nominacyjne członkom zespołu mającego prowadzić rozmowy z NATO w sprawie członkostwa Polski w tej organizacji. Bezwzględnie zadziałał w tych nominacjach stary klucz partyjniactwa wysokiego szczebla z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ludzi wasalnie podporządkowanych sowieckiej racji stanu. To ci, którzy reprezentowali Polskę w stosunkach z zagranicą – posłuszni sowieckim mocodawcom wrogowie NATO.
Zespołem kierował Andrzej Towpik: w stanie wojennym doradca ministra spraw zagranicznych, a do 1986 roku wicedyrektor departamentu studiów i programowania MSZ; w latach 1977-1981 był I sekretarzem ambasady w Madrycie (typowa funkcja wywiadowcza); potem aż do 1990 roku stały przedstawiciel PRL w Genewie.
Zastępcą Towpika mianowano Andrzeja Karkoszkę; wiceministra obrony Narodowej; w latach 70. pracownika Instytutu Bezpieczeństwa Wschód-Zachód w Nowym Jorku’.
W skład zespołu weszli:
– Robert Smoleń: absolwent Moskiewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, podsekretarz stanu w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przy Kancelarii Prezydenta;
– gen. brygady Czesław Piętas: absolwent Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR;
– Zbigniew Kosmal: w latach 70-tych na kilku stanowiskach w wojsku, ostatnio dyrektor departamentu Finansowego Bezpieczeństwa Państwa w Ministerstwie Finansów;
-Jerzy M. Nowak: jak sam podaje „specjalista od rozbrojenia” (!), z 30-letnim stażem na placówkach zagranicznych (rozbrojeniowych?);
– Ryszard Król: doradca ministra spraw zagranicznych;
– Andrzej Krzeczunowicz: były długoletni z-ca dyr. Rozgłośni Radia Wolna Europa, ambasador RP w Belgii i w Radzie Współpracy Polsko-Atlantyckiej.
Po włączeniu Polski do struktur NATO, dowództwo tej organizacji będzie Miało trudny orzech do zgryzienia – tolerowania tej sowieckiej fauny zainstalowanej na salonach NATO przez Kwaśniewskiego i Rosatiego.
Ta oto krucjata przeciwko współczesnej Polsce, prowadzona na odcinku dyplomacji zamienionej w dyplomację wrogów, jest jednym z głównych frontów, na którym realizuje się politykę kolejnego rozbioru Polski. Moralnego holokaustu na Polsce i Polakach.
Po miażdżących publikacjach w prasie o orientacji narodowej, a także po niezwykle zagęszczonym w czasie, cyklu takich publikacji w „Życiu”2, antypolska izraelita z folwarku zwanego „polskim MSZ”, uznała za konieczne dać odpór tej zmasowanej fali krytyki. Dokonała tego piórem głównego sprawcy – Dariusza Rosatiego. Tydzień po ostatniej publikacji w „Życiu” (popularnie zwanym „Wołkowym” dla odróżnienia od
1.• „G.P.”, 22.VII.1997.
2. Cztery kolejne artykuły opublikowane w tygodniowych odstępach, poczynając od 5.VIII. 1997, a kończąc na publikacji Z. Najdera – byłego „doradcy” L. Wałęsy
„Życia Warszawy”) – Rosati odpowiedział swoim prasowym adwersarzom w sążnistej filipice w tymże „Życiu” z 31.VIII.1997.
Znamienne, że polemizując z publicystami „Życia”, nie nawiązał do miażdżącego cyklu K. Góreckiego w „Naszej Polsce”, którego autor wskazuje na istotę tej Stajni Augiasza: na jej nasycenie ludźmi pochodzenia żydowskiego, a także agentami wywiadu, funkami PZPR, absolwentami moskiewskich uczelni, etc. Polemika Rosatiego z publicystami „Życia” była dlań o tyle łatwa, że w zasadzie kwestionowali oni tylko merytoryczne kierunki oraz wybrane przykłady realizacji „polskiej” polityki zagranicznej.
Z zarzutami o jawną stronniczość jego nominacji, głównie w zakresie kompetencji, przeszłości jego „pomazańców” i z podobnymi wątkami, Rosati rozprawił się jedną salwą, oddaną z właściwą mu dezynwolturą:
Stanowisko moje w tej sprawie jest znane: sięgam do ludzi, których umiejętności, postawa i talenty pozwalają oczekiwać, że będą oni dobrymi, skutecznymi ambasadorami RP w krajach swego przeznaczenia. Ich afiliacje polityczne są dla mnie obojętne…
Kłamstwo, buta w randze szyderstwa, zlały się tu w zbiorczą wizytówkę szefa „polskiej” dyplomacji: ani słowem o „afiliacjach” nacyjnych!.
Ale Rosati, Geremek, Kwaśniewski i spółka z pewnością pojęli, że przesadzili w tym antypolskim ostracyzmie. Wobec całkowitego opanowania polityki polskiej przez żydowskie lobby, będące personalnie wypadkową tej dominacji nad całością życia kraju – reakcje i opinie Polaków lekceważyli najzupełniej, ale poczuli się nieswojo dopiero po reakcjach Niemców! Dlaczego Niemców?
Wspomniany cykl artykułów krytycznych wobec polityki zagranicznej Polski, ukazał się w „Życiu” – dzienniku finansowanym i zdalnie sterowanym przez niemiecki kapitał, nadto ze zdalnym współudziałem i wpływem masonerii, przedstawicielem której w „Życiu” był B. Wildstcin’ – mason jawny, oficjalny, zatrudniony w funkcji zastępcy (opiekuna?) redaktora Wołka.
Cykl „Życia” niemal zbiegł się w czasie z rewelacjami o współpracy (p)rezydenta Kwaśniewskiego z Ałganowem, sowieckim agentem w Polsce. Rewelacje ukazały się w „Życiu” oraz w „Dzienniku Bałtyckim”, jak wiadomo także opanowanym przez kapitał niemiecki.
Tego serialu niemieckich salw przeciwko aktualnemu prezydentowi i aktualnej polityce zagranicznej, nie można było interpretować inaczej, niż jako przejawu niemieckiej dezaprobaty i niepokoju w perspektywie inkorporacji Polski do NATO, a w nieokreślonej przyszłości do Unii Germano-Europejskiej. Obie te struktury są bez reszty zdominowane przez Niemców – nie tyle personalnie, co ekonomicznie i finansowo, a centralne usytuowanie tego europejskiego mocarstwa; jego sąsiedztwo z Polską; jego jawne choć pokojowe „Drang nach Osten” w pierwszej kolejności na „utracone” przez nich Zachodnie Ziemie – sprawiły, że Niemcy życzą sobie przerwania penetracji struktur wojskowych przez ludzi agenturalnie powiązanych z dawnym Układem Warszawskim, z wywiadem sowieckim a obecnym rosyjskim.
Natomiast nasycenie polskiego rządu, polskiej dyplomacji ludźmi pochodzenia żydowskiego; ich międzynarodowa antypolska kampania przeciwko polskości – Niemców nie tylko nie interesuje, ale po cichu nawet ich cieszy. Częściowo bowiem rozgrzesza
1. Niemiecko-masońskie inicjacje „Życia” nie wyczerpują tematu. We wrześniu 1996 ukazał się w „Życiu” artykuł pod tytułem: „Duchowo jesteśmy Semitami”. W „Życiu” publikują często: K. Kersten, S. Bratkowski, Alina Pertll-Grabowska- Paweł Śniewak
ich ojców i dziadków z rzezi Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Teraz sami Żydzi dokooptowali Niemcom wspólnika w holokauście. Są nimi Polacy. A fakt, że ci sami ojcowie i dziadkowie zamordowali wówczas 3,5 min Polaków, to chyba jakaś propagandowa antyniemiecka fobia Polaków?
Jedną z ostatnich nominacji Rosatiego, była rejterada „w ambasadory” Zofii Kuratowskiej – niegdyś członkini Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Na fotografiach z tego okresu widzimy ją łamiącą się opłatkiem z prymasem Glempem – teraz z obrzydzeniem wyjeżdża z Polski do złotodajnej RPA, gdyż zbyt wiele jego (społeczeństwa – H. P.) liderzy poświęcają Bogu i obronie nienarodzonych. Wszędzie widzi w Polsce faszyzm i antysemityzm2.
Jesienią 1996 r. Kuratowska powiedziała w telewizyjnej „Rozmowie Dnia”, że w Polsce szerzy się faszyzm i trzeba temu zapobiec.
Jej mąż, Grzegorz Jaszuński, komunistyczny żydowski szowinista, w czasie okupacji był w Judenpolizei w getcie! Może dlatego oboje nigdy nie odwiedzili ojczyzny przodków – Izraela… Była obok Kuronia, Kwaśniewskiego i Rosatiego, sygnatariuszem listu potępiającego „Akcję Wisła”, zamieszczonego w paryskiej „Kulturze” i „Gazecie Wyborczej” w marcu 1997. W liście ani słowa o tym, że przed „Akcją Wisła” Ukraińcy z UPA dokonali rzezi setek tysięcy Polaków na Wołyniu.
A co z Rosatim? Kiedy zadaję to pytanie, jest początek października 1997: prasa donosi, że szykuje się na stanowisko dyrektora generalnego UNIDO – organizacji zajmującej się rozbudową przemysłu w państwach Trzeciego Świata. Poddaje się procedurze przesłuchań w tej sprawie przez drugorzędnych urzędasów ONZ. Upokarza nie siebie – Dariusza Rosatiego, tylko wciąż jeszcze urzędującego Ministra Spraw Zagranicznych III Rzeczypospolitej!
Jego odpowiednik z II Rzeczypospolitej – minister J. Beck, pewnie się w grobie
przewraca.
* * *
Koniec kadencji Kne-sejmu z lat 1993-1997, wcale nie oznacza końca antypolskiej działalności głównych niszczycieli suwerenności Polski z poprzedniej kadencji. Gwarancją tego kursu jest nominacja B. Geremka na szefa „polskiego” MSZ.
Na krótko przed formalnym zejściem ze sceny politycznej tejże niszczycielskiej kadencji sejmowych sejmitów, przytomnie zadbali oni o przedłużenie swej destrukcyjnej misji, powierzonej im przez współbraci z europejskich izraelit.
Utworzyli bowiem tak zwaną Radę Polityki Pieniężnej. Będzie to organ od nikogo niezależny. Może go rozwiązać tylko ustawa nowego sejmu większością głosów. To jednak jest – w świetle obecnego, nowego układu sił w Kne-sejmie, może okazać się praktycznie niemożliwe3. Ten sam arytmetyczny immunitet nieusuwalności, będzie chronił kilkudziesięciu mianowanych przez SLD dyrektorów urzędów wojewódzkich oraz grupę Prokuratorów mianowanych przez (p)rezydenta Al Kwas-kiego.
Do Rady Polityki Pieniężnej weszli nominaci Unii Demo-Wolności oraz popleczni’ c\/ Lecha Wałęsy. Najważniejsi z nich, to jednocześnie główni bohaterowie tego i nie tylko tego rozdziału mojej książki. Są to:
Krzysztof Skubiszewski (UW) – powierzono mu funkcję przewodniczącego Rady;
„Przegląd Tygodniowy”, 20.V1II.1997. Podobnie zmęczony i obrzydzony Polską był D. Passent, „deportował się” do Chile „w ambasadory”.

- Bronisław Geremek (UW) – wówczas „tylko” przewodniczący komisji Spraw Zagranicznych w Knesejmie zakończonej właśnie kadencji;
– Kazimierz Dziewanowski (związany z UW) – były ambasador w Waszyngtonie, stuprocentowy „europejczyk”;
– Wiesław Chrzanowski (ZChN) – były marszałek Knesejmu (ps. „Kosk” na liście Macierewicza);
– Tadeusz Mazowiecki (UW) – były premier, dalej przedstawiać nie trzeba;
– Krzysztof Bielecki (UW) – były premier – dalej przedstawiać nie trzeba;
– Hanna Suchocka – były premier, dalej przedstawiać nie trzeba;
– Władysław Bartoszewski – były minister spraw zagranicznych Polski i Izraela, dalej przedstawiać nie trzeba;
– Andrzej Olechowski, ps. „Must” – były minister spraw zagranicznych pozornie tylko Polski, dalej przedstawiać nie trzeba;
– Andrzej Milczanowski – były minister spraw wewnętrznych, umyślny Lecha Wałęsy;
– Krzysztof Kozlowski (w orbicie UW) – były minister spraw wewnętrznych, pozorujący weryfikację esbeków i ubeków, którzy dzięki temu czwórkami przeszli do tzw. agencji ochrony (około 100 tysięcy uzbrojonych byłych esbeków);
– Janusz Reiter (pomazaniec UW) – były ambasador w Niemczech;
– Janusz Onyszkiewicz (UW) – były minister obrony narodowej;
– Przemysław Grudziński (w orbicie UW) – były wiceminister obrony;
– Janusz Ziółkowski – z gwardii Wałęsy;
– Andrzej Ananicz (sekretarz Zarządu Rady) – z gwardii Wałęsy;
– Piotr Nowina-Konopka (UW) – poseł
– Zbigniew Bujak (Unia Pracy) – buforowy UP-oli oraz UW-oli;
– Aleksander Hall – „obrotowy” UW-ol;
– senatorowie: Jerzy Makarczyk, Michał Radlicki i August Chelkowski.
Odmówił uczestnictwa w Radzie Jan Olszewski (ROP).
Mamy więc nową potężną agendę (agenturę) UW-oli w kręgach finansowych. Taki mały Round Table-bis: dziesięciu z tych 22 dżentelmenów zasiadało przy Round Table z 1989 r.: Geremek, Mazowiecki, Olechowski, Kozlowski, Dziewanowski, Milczanowski, Onyszkiewicz, Ziółkowski, Bujak, Hall.
Władza tego w istocie samozwańczego ciała będzie wręcz nieobliczalna, bo nie tylko nieograniczona -jak zawsze w sferze finansów Polski. Będzie ono ustalać kurs i wartość złotego; rozmiary emisji, a tym samym politykę kredytową.
Dzięki tym prerogatywom, Rada Polityki Pieniężnej będzie skutecznie blokować wszelkie decyzje w polityce gospodarczej i społecznej państwa, które nie uzyskają akceptacji Rady – tego nowego Biura Politycznego Komitetu Centralnego Unii Wolności
– agentury Unii Germano-Europejskiej.
W nowej Konstytucji UW-ole przytomnie pomieścili zapis (w art. 220) uniemożliwiający Państwu zaciąganie pożyczek w NBP na pokrywanie deficytu budżetowego. Na skutek tego zapisu, Polska będzie zmuszona do zaciągania pożyczek w bankach zachodnich i komercyjnych. To wysyłanie budżetu państwa na żebry za granicę, będzie w prostej linii wiodło do całkowitego podporządkowania dyktatowi banków zagranicznych. Oznacza to – innymi słowy – ekonomiczną okupację Polski w sferze finansów. Nakładać się ona będzie na inną warstwę tej okupacji, jaką jest kończąca się wyprzedaż za bezcen kluczowych dziedzin przemysłu i gospodarki – niemal wyłącznie obcym „inwestorom”.

Skubiszewski tuż po narodzinach Rady rozwiał obawy o to, że Rada może okazać się ciałem opozycyjnym do koalicji rządowej SLD-PSL. Oświadczył uroczyście w „Życiu Warszawy”, że Rada jest gotowa do rozmów i poważnej dyskusji z prezydentem i ministrem spraw zagranicznych (Rosatim). Afront wyrządzony Radzie przez Olszewskiego jego odmową członkostwa, Skubiszewski skomentował zgodnie z klasyką swego mentorstwa, iż ROP nie rozumie elementarza polityki zagranicznej. Obrazą tego elementarza było negatywne nastawienie ROP do Unii i silnej integracji europejskiej.
Ręka wyciągnięta przez Skubiszewskiego do rzekomych postkomunistów i opozycjonistów nie zawisła w próżni. Nie trzeba dowodzić, że władza w Polsce została przejęta przez nacyjnie i ideologicznie spójną oligarchię żydokomuny oraz izraelit. Obie cechuje już wysoki stopień posiadania, dochodów pieniężnych, wpływów. Obie więc nie identyfikują się z żadną ideologią społeczną. Komuniści oficjalnie dźwigają jeszcze swój biograficzny garb socjalizmu z bolszewicką twarzą i o niczym innym tak nie marzą, jak o pozbyciu się tego garbu. Czynią to z typową gorliwością politycznych i ideowych neofitów, stając się w swych umizgach do UE i NATO bardziej proeuropejscy, bardziej w tym gorliwi niż licencjonowani unici z UW. Stroją się w szaty liberalizmu z taką łatwością, z jaką współczesny socjal-komunizm pod wspólnym szyldem „socjaldemokracji”, wchodzi w konkubinat z liberalizmem zachodnim. Są wszak z tego samego ideowego, żydomasońskiego pnia.
Współczesna władza nie ma twarzy. Jest ambiwalentna ideologicznie i politycznie. Dotyczy to szczególnie światowych struktur władania pieniądzem. To amorficzny fantom. Źródło z którego wytryska, jest niewidzialne. Zawsze pochodzi z Olimpu Góry Synaj, z 33 stopnia wtajemniczenia Rytu Szkockiego, albo z B’nai-B’rith…
Na zachodzie te nieformalne źródła tryskają z amerykańskiej Rady Polityki Zagranicznej (Councii of Foreign Relations). To organizacja ponadnarodowa – jedna z agend Rządu Światowego. Bank Światowy, ONZ, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, wirują w polu magnetycznym CFR. Przedstawiciele CFR zasiadają jednocześnie w takich nieformalnych agendach Rządu Światowego, jak omawiana już Komisja Trójstronna, jak Klub Bilderberg, jak Instytut Atlantycki, jak filie Królewskiego Instytutu Międzynarodowego. Wszystkie wspólnie rządzą źródłem źródeł – światowym obiegiem pieniądza. Ale w ich nazwach nigdy nie pojawi się to prozaiczne słowo:
„pieniądz”. Albo magiczne: „gold”.
Forum Dialogu.
Inną nieformalną strukturą władania Polską, jest tak zwane Forum Dialogu. Jego zbiorcza personalna siła jest nieporównanie mniejsza w zakresie możliwości decyzyjnych od Rady Polityki Pieniężnej, ale jest od niej bardziej niebezpieczna, bo stroi się w w piórka „zatroskania” o żywotne interesy obywateli.
Forum składa się z ponad 30 sygnatariuszy, ale ich guru to Maciej Jankowski – szef Regionu Mazowsze „S” – w rzeczywistości pośrednik, naganiacz, komprador i „obrotowy Unii Wolności. Jego specjalnością było przed wyborami A.D. 1997 miotanie obelg na Zygmunta Wrzodaka i parcie do sojuszu AWS z UW. Drugim „mózgiem” Forum jest Marek Goliszewski – szef nomenklaturowego Business Center Club’. Zwraca uwagę
1. •• Wzruszająca symbioza kapitału i związku zawodowego „S”. Najpierw tenże kapitał okradł związkowców z własności publicznej, a teraz zaprasza ich do „dialogu”.
szybkość, z jaką udało im się zebrać podpisy sygnatariuszy. Z apelem o powołanie Forum Dialogu wystąpili 23 IX 1996 r., a miesiąc później mieli komplet sygnatariuszy. Nie tylko ich, bo także kompleksowy program naprawy Rzeczypospolitej. Czego tam nie było! Mądrość, pracowitość Polaków. Nie pieniądz jest ważny tylko człowiek! Bogata Polska, zamożny Polak, stabilna praca.
Spoza tych szczytnych zawołań, haseł, banałów, prześwitują szwy ordynarnego euroliberalizmu. Powiadają, że nie będą obawiać się, że łącząc nasze siły z innymi, stracimy naszą tożsamość^.
Jeżeli tak, to już wiemy o co chodzi – o rezygnację z części suwerenności, zapisanej przez UW-oli w antypolskiej Konstytucji z 1997 roku.
Nie będziemy ograniczać się do rozpatrywania historii… pozwalać na używanie jej do podsycania wrogości.
To także już przerabiamy, od pamiętnej Grubej Kreski Mazowieckiego.
Zarys ich programu sprowadza się do akceptacji zawłaszczenia majątku narodowego przez nomenklaturę SLD i UW; do popierania interesów kapitału zagranicznego. Mówiąc o stabilnym prawie gospodarczym, mają na myśli inwestorów zagranicznych. Co gorsze a najważniejsze – ma ono zagwarantować obcym inwestorom eksport (repatriację) zysków do ich krajów macierzystych.
Domagają się liberalizacji obrotu nieruchomościami, co oznaczać będzie niepohamowany wykup polskiej ziemi przez Niemców, pałających żądzą bezkrwawego powrotu na Ziemie Zachodnie. Tę zachętę do wyprzedaży polskiej ziemi wspierają klauzulą o nie wyłączaniu rolnictwa spod wpływu reguł wolnorynkowych. W tym podstępnym rozdawnictwie, choć stale powołują się na potrzebę dostosowywania do struktur gospodarki światowej, zupełnie nie dostrzegają tego, że wszystkie bogate państwa Zachodu dofinansowują rolnictwa swoich krajów2.
Po pacyfikacji rolnictwa jako bezpańskiego pola do wynajęcia. Forum postuluje pacyfikację górnictwa węglowego, hutnictwa, ciężkiej chemii. Postulat zmniejszenia potencjału tych strategicznych dla Narodu przemysłów, faryzeusze z Forum usprawiedliwiają koniecznością zmniejszenia dewastacji środowiska. Nie przyjdzie im na myśl, aby te przemysły, wzorem zachodnich unowocześniać, zmniejszać ich szkodliwość. Nie – skasować i basta!
Mieszkania: ci rzekomi związkowcy „Solidarności” domagają się, aby wysokość czynszów regulowały prawa rynkowe. Innymi słowy, właściciel mieszkania ma prawo śrubowania czynszu aż do granicy… popytu i podaży. Czyli biedota won z mieszkania!
Wpychając nas do getta Unii Germano-Europejskiej w roli więźniów, sygnatariusze w swojej „Deklaracji Rozwiązań” (państwa polskiego?) ani słowem nie napomknęli o warunkach, na jakich mają zatrzasnąć się za nami drzwi tego getta.
Jest to więc podstępny program kolonizacji i wyprzedaży Polski. Program zdrady narodowej, przybrany zręcznymi komunałami ze słownictwa nowoczesnych euro-socjal–komunistów.
Kim są, poza M. Jankowskim i H. Goliszewskim, sygnatariusze tego tajnego programu rozbioru resztek Polski?
Zatrzymajmy się przy kilku z tych postaci. Zacząć wypada od damy. Jest nią pani Henryka Bochniarz:
1. Zbigniew Lipiński: Głos oligarchii, „Nasza Polska”, 20 VIII 1997. Passim.
2. W skali Unii, dotacje rolne stanowią około 40 proc. budżetu.

Absolwentka wydziału Handlu zagranicznego SGPiS. Pracowała w Instytucie Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego’. Tam doktorat. Dwa lata wykładała w Uniwersytecie Minnesota w USA. Potem – w Instytucie Koniunktur i Cen. Potem – w firmie doradczej „Proexim”, stąd osiadła w firmie konsultingowej „Nicoma”2. Dodajmy, że „Nicoma”, poza prywatyzacją wymienionych w przypisie przedsiębiorstw – w ramach zlecenio-współpracy z Ministerstwem Przekształceń Własnościowych, analizowała sytuację ekonomiczną tysiąca przedsiębiorstw (!) pod kątem ich prywatyzacji. H. Bochniarz jest współodpowiedzialna, razem z Bieleckim, Lewandowskim i Kaczmarkiem za „wyprzedaż” polskiej gospodarki i likwidację wielu zakładów (m. in. zbrojeniowych), w okolicznościach i na warunkach opisanych w następnym rozdziale.
Ministrem przemysłu pani Bochniarz została po tym, jak premier K. Bielecki zwolnił kilku dygnitarzy ministerstwa po aferze w „Ursusie”.
Henryka Bochniarz była autorką kampanii wyborczej Unii Demokratycznej. Po tych licznych sukcesach została (1997 r.) prezesem Polskiej Rady Businessu oraz firmy Nicom Consulting Ltd.
Mąż p. prezes jest profesorem ekonomii. W 1991 r. przebywał w USA. Pewnie jako wykładowca. Uczył prywatyzacji polskiej gospodarki adeptów amerykańskich firm konsultingowych?
Iwo Byczewski – to uczestnik Round Table. Jako wiceminister Spraw Zagranicznych był współodpowiedzialny za antypolską politykę tego ministerstwa opisaną w tym rozdziale. Odszedł na ciepłą posadkę prezesa rady nadzorczej Alcatel Polska.
Piotr Nowina-Konopka: we władzach naczelnych Unii Demo-Wolności. Przedtem współzałożyciel Unii Demokratycznej i jej Sekretarz Generalny. Uczestnik Round Table, minister stanu w Kancelarii (p)rezydenta Jaruzelskiego. Obecnie (1997 r.) jest przewodniczącym Fundacji Roberta Schumana3 oraz członkiem Polskiej Rady Polityki Zagranicznej. Kilka słów o każdej z nich.
O Polskiej Radzie Polityki Zagranicznej już wspominam w tym rozdziale. Powstała w 1996 roku. Jej skład, to jakby Komitet Centralny polskiej kryptomasonerii. Jest odpowiednikiem amerykańskiej Councii on Foreign Relations (CFR).
Główne cele Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, to pracowite budowanie „społeczeństwa obywatelskiego” (czytaj – beznarodowego) oraz marsz do Unii Germano-Europejskiej. W 1996 roku otwarto przy Fundacji tzw. Letnią Szkołe dla Młodych Liderów Społecznych i Politycznych. Jej dyrektorem został prof. Zbigniew Pelczyński z Oxfordu – wieloletni współpracownik G. Sorosa, co a priori jest kluczem do programu samej Fundacji, a tym samym Letniej Szkoły Młodych Liderów. Fundację reprezentuje właśnie Piotr Nowina-Konopka4.
Marek Król – redaktor naczelny tygodnika „Wprost”. Wsławił się założeniem maski gazowej na wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Specjalizacja: ośmieszanie polskości, katolicyzmu. „Wprost” jest nieformalnym organem UW-oli i wszelkiej maści lewactwa, liberalizmu, libertyństwa, „europejskości”, „tolerancji”, „otwartości”, etc.
Ireneusz Niewiarowski. Wiceprezes Stronnictwa Ludowo-Chrześcijańskiego, które połączyło się z Partią Konserwatywną A. Halla i grupą niby secesjonistów z UW pod
1. „Wprost”, 18 VIII 1991
2- Klientami tej firmy były m. in. „prywatyzowane”: Stocznia Remontowa w Gdańsku, Hortex warszawski, Interpegro, Sony, Palmolive-Colgate.
3- Niemiecki kompozytor okresu romantyzmu (1810-1856). Zob. W.E.P, PWN, t. X, s. 409-410. „Gazeta Wyborcza” (13 II 1996) napomknęła o potrzebie wyniesienia R Schumana na ołtarze! Czuj duch!
4. Nnwa Rl.rnnn” 14 II 1091′;

wodzą Jana M. Rokity. Powołali wtedy Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe i pod tym szyldem weszli do AWS, a na jej grzbiecie do Knesejmu nowej kadencji.
Janusz Onyszkiewicz: członek władz UW, szef MON za rządów H. Suchockiej, uczestnik Round Table. Niezłomny „europejczyk”, „natowiec”.
Andrzej Halicki. Współzałożyciel i rzecznik Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Po zjednoczeniu z Unią Demokratyczną, został członkiem Rady Krajowej Unii Wolności.
Paweł Piskorski, to były Sekretarz Generalny KLD, potem członek władz warszawskiej struktury UW.
Wymienić wypada jeszcze dwie damy: Annę Jankowską oraz Ewę Lewicką. Pierwsza jest członkiem Zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności”, druga -jego wiceprzewodniczącą. Razem z Maciejem Jankowskim tworzą nieformalny przyczółek „europejczyków” UW w strukturach „Solidarności”.
Taką samą rolę powierzyli UW-ole całemu „Forum Dialogu”.
Rozdział 5.
Obrzezanie przemysłu.
Metodologię zagłady polskiej gospodarki szczerze wyłożył jej główny niszczyciel G. Soros w cytowanym już fragmencie jego książki. Metoda była bandycka i prosta. Polegała na ekspresowym doprowadzeniu przedsiębiorstw i fabryk do stanu upadłości poprzez odgórnie, sztucznie narzucone astronomiczne oprocentowanie wcześniej zaciągniętych kredytów, co w prawie międzynarodowym o tradycji jeszcze rzymskiej, było wykluczone samą regułą: !ex non agit retro – prawo nie działa wstecz.
Warunkiem powodzenia tego międzynarodowego spisku przeciwko Polsce, było jednoczesne opanowanie władzy politycznej, a poprzez nią – bankowości – krwiobiegu nowoczesnego państwa. Posiadając już władzę ustawodawczą (sejm), wykonawczą (rząd), a także system bankowy personalnie przez siebie zdominowany, mogli przejść do błyskawicznej zamiany gospodarki w masę upadłościową. Zaczął rząd M. Rakowskiego-Sekuły-Wilczka, kontynuowały program zagłady rządy: Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej. Akceptował go pozornie prawicowy rząd Olszewskiego, nieco „wierzgał” rząd Pawlaka pozorujący obronę interesów chłopskich, a ekipa Cimoszewicza szeroko otworzyła wszystkie wrota do inwazji na resztki majątku narodowego. Była w tym wręcz nadgorliwa, chcąc uwierzytelnić się za swoją niedawną sowieckość i upodobnić do swych krypto-koalicjantów z Unii Demo-Wolności.
Skok na banki przedstawimy w następnym rozdziale. Tu pora zauważyć, że przeciętny Polak wychodząc do pracy, ciągle jeszcze nie uświadamia sobie Prostej prawdy, że Jest już tylko najemnikiem obcego kapitalisty. Pracuje na zysk obcokrajowca, na dobrobyt jego kraju. Tak oto wypełniła się fundamentalna wykładnia pojęcia kolonializmu. Jesteśmy już tylko tubylcami na ojczystej ziemi.
Grabiąc i pacyfikując dobra narodowe, jednocześnie powszechnie wmawiano tubylcom, że zbrodnicza grabież majątku narodowego nazwana „planem Balcerowicza-Sachsa” „bo inaczej: „terapią szokową”, była jedynym sposobem wyjścia z komunizmu i wejścia w gospodarkę wolnorynkową. Skuteczne zbombardowanie świadomości zbiorowej tym horrendalnym kłamstwem, było możliwe dzięki całkowitemu zawłaszczeniu marks-mediów przez te same przestępcze elity niepolskiej władzy.
Tymczasem prawda jest taka, że uczciwi naukowcy i praktycy przedstawili kilka Jasnych wersji niezbędnej transformacji gospodarki z komunistycznej – scentralizowanej i nakazowej – w wolnorynkową. Podobne propozycje zgłosili uczciwi i obiektywni znawcy zachodni. Ponadto, już na trzy miesiące przed rozpoczęciem niszczycielskiej „Wojny” Balcerowicza-Sachsa-Sorosa, w Senacie przedstawiono przekonywający program przebudowy systemu gospodarczego.
Programową alternatywę dla destrukcji Sachsa-Balcerowicza, zgłosił prof. A. Legawicz. Nie szczędził też krytyki dla sabotażowej terapii szokowej francuski, publicysta ^this Bortner’.

Propozycje zgłaszali także ekonomiści związani z ówczesnym ZSL. Wszystkie te rozwiązania miały jedną wspólną cechę – odrzucały jako niepojęte, szkodliwe z ekonomicznego punktu widzenia interesów Polski, niszczycielskie majaczenia Sachsa-Sorosa-Balcerowicza, wkrótce potem wdrażane z równie niszczycielską mocą i konsekwencją.
M. Bortner wspominał:
Pod koniec sierpnia 1989 roku widziałem, jak przybył do Polski Jeffrey Sachs. Został przedstawiony jako jeden z największych ekspertów międzynarodowych. Dowiedziałem się o nim, że był sprawcą zniszczenia gospodarki boliwijskiej. Oficjalnie podwyższał liczby piorąc dochody pieniężne przychodzące z handlu narkotykami. Chwalił się, że zorganizował tam „ożywienie”, które według jego oświadczenia było dopingowane przez kokainę. Od razu poinformowałem Cię (chodzi o L. Wałęsę – przyp. H.P.) o tym dziwnym cudzie. Zadałem sobie pytanie: czego on tutaj szuka? Obserwowałem go w telewizji polskiej, kiedy dyktował członkom Solidarności, robotnikom i intelektualistom, jak mają prowadzić sprawy w swoim kraju, aby najlepiej dorównać poziomowi państw zachodu. Odbywało się to na terenie historycznej już teraz Stoczni im. Lenina w Gdańsku. Wysłuchałem go. Starałem się zrozumieć o czym bajdurzył. Jakie było jego przesłanie? Jaka była jego logika? Przyznam, że nic z tego nie rozumiałem. Pytałem więc wokół siebie i dookoła w Gdańsku. Skonstatowałem, że nikt nic nie rozumiał. Wprawdzie nie było niczego do zrozumienia… A więc dlaczego plan został narzucony Polsce? Dlaczego? Kto go zaprosił? Kto zapłacił, aby przybył? Kto pokrył jego koszty podróży i pobytu? Kto go wprowadził z tą reklamą? Komu zbrodnia przynosi zyski? Bortner odpowiada sam sobie w innych fragmentach:
Człowiek, który finansował podróże Jeffrey’a Sachsa do Polski, to nowojorski miliarder pochodzenia węgierskiego George Soros. To ten, który narzucił rządowi komunistycznemu Rakowskiego tzw. terapię wstrząsową (…) To ten sam Soros, który atakował angielskiego funta i włoskiego lira (…) Bez zmrużenia powiek Bortner nazywa Fundację Batorego:
groźnym potworem, potencjalnym mordercą porównywalnym do bogatych właścicieli terenów kartelu z Medellin (…)
Zamiast dać posłuch krajowym i światowym sławom – dano posłuch domorosłym majsterkowiczom, początkującym pracownikom nauki, byłym działaczom partyjnym pozbawionym doświadczenia w zarządzaniu choćby sklepikiem, w zamian za to cieszącym się niewiarygodnym poparciem międzynarodowego lobby pieniądza, polityki, zakulisowych wpływów. Oceniając ten dyktat destrukcjonistów rodzimych i obcych doc. dr Rudolf Jaworek zadał im kilkanaście retorycznych pytań, stanowiących jakby rekapitulację tego starannie przemyślanego – a nie jak chcą niektórzy – „błędnego” planu transformacji':
– Dlaczego na głównych doradców tych niedoświadczonych ekip powołano specjalistów zza granicy, chociaż kraj posiadał ekspertów?
– Dlaczego spośród różnych modeli współczesnego kapitalizmu (…) wybrano modęl przypominający wczesny kapitalizm (…)?
– Dlaczego dławiono inflację ograniczając i tak nieduży popyt społeczeństwa, zamiast ograniczać jej źródła powstawania (…)?
– Dlaczego uruchomiono mechanizmy wolnej konkurencji w gospodarce o przewadze struktur monopolistycznych? Doprowadziły one do ogromnych zysków monopolistów,
które następnie drogą prywatyzacji przechodziły w ręce nomenklatury posiadającej władzę we wszystkich strukturach państwowych jak i w ramach przedsiębiorstw?
.- Dlaczego podejmując tak olbrzymie zmiany w systemie gospodarczym, pozostawiono ich bieg procesom żywiołowym?
– Dlaczego polityka podatkowa prowadząca do bankructwa zdrowych rozwojowych przedsiębiorstw (…) nie uwzględniała zasady równych szans?
– Dlaczego kredyty przedsiębiorstw państwowych zaciągnięte przy niskim oprocentowaniu, musiały być spłacane przy oprocentowaniu niesłychanie wysokim?
– Dlaczego sprywatyzowano najpierw najlepsze przedsiębiorstwa państwowe, przynoszące państwu największe zyski?
– Dlaczego, zamiast wspierać kredytami i ulgami przedsiębiorstwa wykazujące ekspansję na rynku krajowym i zagranicznym, hamowano sztucznie ich rozwój poprzez „popiwek” i inne zabiegi fiskalne?
– Dlaczego otwarto granice państwa dla wolnej konkurencji w czasie, kiedy krajowe przedsiębiorstwa nie były w stanie konkurować z firmami zachodnimi?
– Dlaczego czekano aż trzy lata na zmianę systemu ceł, które, obciążając cłami surowce i półprodukty w imporcie, a zwalniając z nich produkty gotowe, były skuteczną drogą niszczenia możliwości konkurencyjnych krajowego przemysłu wobec zagranicy?
– Dlaczego wprowadzono wymienialność walut w czasie nieuporządkowanej na krajowym rynku struktury cen? Zabieg ten umożliwił ucieczkę z kraju sporego majątku. W podobnym kierunku działało olbrzymie oprocentowanie wkładów oszczędnościowych w walucie krajowej, a niskim oprocentowaniu wkładów za granicą.
– Dlaczego doprowadzono do zniszczenia naszego przemysłu obronnego – kuźni nowoczesnej technologii, centrum wykształcania się kadr inżynieryjnych i technicznych o najwyższych kwalifikacjach zawodowych? Mathis Bortner, stawia sobie i swoim czytelnikom pytanie:
– Czy ten inteligentny Balcerowicz mógł zignorować puszkę Pandory*, którą otwierał dokonując tych wyborów? I natychmiast odpowiada:
– tylko wtedy, kiedy byłby królem imbecyli2.
Grabież przemysłu.
Kierując się wytycznymi swych pobratymców i dyrygentów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i innych agend międzynarodówki socjalistycznej spod znaku Gwiazdy Dawida – dwa kolejne przed- i pookrągłostołowe rządy Rakowskiego i Mazowieckiego zastosowały pod dyktando Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, dywersyjną metodę sztucznego i ekonomicznie absurdalnego zadłużania przedsiębiorstw w tempie ekspresowym. Przedsiębiorstwa dotowane dotychczas przez państwo Odbierające ich zyski, nie posiadały żadnej możliwości samokredytowania ze swoich zysków. Z dnia na dzień narzucono im kolosalne stopy oprocentowania wcześniej podjętych kredytów państwowych. W 1990 roku stopa oprocentowania skumulowała się

1. • Mitol. gr.: Pandora wbrew ostrzeżeniom otworzyła gliniane naczynie otrzymane od bogów i uwolniła
z niego wszystkie plagi i nieszczęścia gnębiące odtąd ludzkość. (Przyp. – H. P.)
w niebotyczną liczbę ponad 600 procent! Prywatni drobni kredytobiorcy, m.in. rolnicy, ratując się przed bankructwem, wyprzedawali inwentarz żywy i biegli do banków spłacać swoje długi’.
Takiej możliwości nie miały fabryki, stocznie, kopalnie, huty, etc.
W następnym – 1991 roku stopa oprocentowania zmalała do 120 procent, ale obydwa
oprocentowania dodane do siebie na dystansie tych dwóch lat, wyniosły ponad 700 proc.
Końce tej pętli znajdowały się w rękach mafiozów z NBP – to oni stali się wierzycielami polskiego przemysłu. To oni do 1993 r. udzielili dotacji w kwocie około 4,5 mld dolarów rozkradanym bankom komercyjnym, ale odmawiali kredytowania zadłużonyn przez siebie przemysłom. Było to działanie sabotażowe, obliczone na zagładę kondycji finansowej sektora publicznego. Proces prywatyzacji, której ekonomiści nie kwestionowali jako perspektywicznej potrzeby i konieczności – nazwano terapią szokową, ale nawet ta nazwa nie jest trafna. Była to w istocie terapia bandycka, przestępcza dywersyjna, sabotażowa. Był to przyjęty z premedytacją i konsekwentnie realizowany spisek przeciwko narodowi, przeciwko jego żywotnej substancji materialnej Inwazja i grabież. Okupacja bez jednego wystrzału. Rozbiór bez dywizji pancernych – za pomocą kas pancernych NBP, MFW i Banku Światowego.
Nieodparcie nasuwa się w tym kontekście refleksja o potrzebie plutonów egzekucyjnych…
Gigantyczne oprocentowanie kredytów to nie wszystko, co wymyślili niszczyciele
z „polskiego” Round Table. Mafiozom spieszyło się do błyskawicznych bankructw W tym celu narzucili sektorowi publicznemu dodatkowe obciążenia w postaci podatków i parapodatków (tzw. popiwek). Spirala zadłużenia mknęła w górę niczym rakieta, za sprawą odsetek od niespłaconych kredytów, zaciągniętych w latach gospodarki państwowej, scentralizowanej. Dla przykładu – w przemyśle cukrowniczym, w 1993 roku koszty produkcji cukru z tytułu samych odsetek wynosiły około 70 proc. ogólnych kosztów skupu surowca i jego przetworzenia. Komu był potrzebny ten kamień u szyi cukrownictwa?
Ale nawet i to było mało dywersantom sprawującym władzę. Utrudniali zakładom sprzedaż ich produktów, pozwalając na niekontrolowany, bezcłowy import towarów zachodnich. Zalały polski rynek po konkurencyjnych cenach, spowodowanych nadprodukcją, a także dotacjami rządowymi, co dotyczy zwłaszcza produktów rolnych2. Skutek był taki, że np. straszliwie zadłużone cukrownie nie mogły i nie mogą sprzedać swojego cukru, gdyż na rynku jest nadmiar cukru importowanego.
Dodatkowym skutkiem takiej metody uśmiercania polskiego przemysłu, były astronomiczne straty budżetu państwa powodowane bezcłowym importem. Dało to początek słynnym aferom: alkoholowej (25 min litrów spirytusu w przeliczeniu na alkohol spożywczy), potem aferze rublowej, aferze ziemniaczanej, tytoniowej i pomniejszym Wszystko działo się za zgodą i mocą podpisów premiera Mazowieckiego i geniusza finansów a potem prywatyzacji – Balcerowicza. Tenże dewastator prywatyzacyjny nazywał swoje działania: „twardą stabilizacją”, „twardą liberalizacją”, „twardym otoczeniem makroekonomicznym przedsiębiorstw”. Upadłość zakładów, redukcja produkcji a tym samym zatrudnienia powodowały, że codziennie traciło pracę 3000 ludzi w skali kraju
1. Przy większym zadłużeniu, zaciągniętym np. na budowę chlewni lub domu, i oni stawali się bezradni Z tej właśnie pułapki wyczołgał się rozjuszony desperat-rolnik, słynny Andrzej Leper, wraz z setkami podobnych desperatów wkrótce potem blokujący szosy ciągnikami.
2. W państwach Unii Europejskiej dotacje do rolnictwa zamykają się ponad 40 procentami całego Funduszu Unii. Z kolei Japonia pokrywa 60 proc. kosztów produkcji swego rolnictwa.

co było równe likwidacji jednego zakładu przemysłowego’. Balcerowicz zrazu uspokajał, że bezrobocie z tytułu „transformacji” polskiej gospodarki (w masę upadłościową) zamknie się liczbą 400 tyś. bezrobotnych. Zamknęło się trzema milionami, a razem z tzw. ukrytym bezrobociem – ponad pięcioma milionami bezrobotnych.
Tak przygotowano grunt do inwazji hien nazywanych kapitałem zagranicznym. Stanowiły drugi rzut piątej kolumny rozbioru Polski. Wchodzili w posiadanie kluczowych dziedzin i zakładów za darmo, za symboliczną złotówkę, a wielu z nich otrzymywało do tego kilkuletnią karencję podatkową, tak jakby budżet państwa posiadał moc budżetu Kuwejtu lub Arabii Saudyjskiej2!
Prawdziwy dramat przeżywali mieszkańcy Polski zachodniej i północnej. W strukturze gospodarczej tych rejonów dominowało rolnictwo, a w nim gospodarstwa państwowe – tzw. pegeery. Z dnia na dzień straciły źródło utrzymania setki tysięcy polskich rodzin na skutek arbitralnej, natychmiastowej likwidacji PGR. Działano tą samą zabójczą metodą odmowy kredytowania albo narzucania progów kredytowych niemożliwych do spłacenia przez nawet najbardziej dochodowe gospodarstwa. Ziemia legła odłogiem, stając się martwym majątkiem sztucznego tworu o nazwie: Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Przestępcza sitwa „polskich” rządów, wespół z ich zagranicznymi mocodawcami, w ich diabolicznej metodologii niszczenia gospodarczej i finansowej suwerenności Polski, przyjęła wyraźne preferencje i harmonogram w etapowym rozkładzie Polski. Agresja poszła w pierwszej kolejności przeciwko przemysłom o wysokiej technice i technologii wytwarzania. To one stanowią naturalne zaplecze naukowe i technologiczne dla rozwoju perspektywicznego, ku nowym wymaganiom trendów światowych. Proces niszczenia takich przemysłów rozpoczął się już pod rządami Rakowskiego, a był kontynuowany przez rządy Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej i Cimoszewicza. Było to przygotowywanie warunków do rozwoju zupełnie nowych i obcych przemysłów na terenie skolonizowanej gospodarczo Polski. Drugi aspekt tej preferencji dla zagłady przemysłów o wysokiej technologii, to ich wysoka rentowność, a więc konkurencyjność dająca dość wysoki stopień odporności na likwidatorską inwazję. Na tym polu nie chodziło o wykup tych przemysłów i kontynuowanie ich produkcji. Praktyka wykazała, że niemal darmowy „wykup” zagwarantowany przez izraelity zadomowione w decyzyjnych kręgach władzy i topniejącego polskiego pieniądza – często kończył się niemal natychmiastowym zamykaniem zakładów albo redukcją ich produkcji do rozmiarów śladowych. W ten sposób likwidowano krajową konkurencję na rynku krajowym oraz zagranicznym.
Dowodem na to jest obecny stopień penetracji importowej naszego rynku w produktach o wysokiej technice wytwarzania. Przed inwazją, czyli przed 1989 rokiem, penetracja importowa tych dziedzin wynosiła 17 proc., a w 1994 roku już 39 proc.3 W elektronice komputerowej dla celów konsumpcyjnych, udział importu już w 1994 r. wynosił ok. 90 proc. Był to naturalny skutek błyskawicznej zagłady ośrodków polskiej myśli naukowo-badawczej oraz zakładów pracujących na bazie polskich osiągnięć, 0 których poniżej.
1.• M. Kabaj: Elementy przeciwdziałania bezrobociu (w pracy zbiorowej pt.: Polityka społeczna, stan i perspektywy.)
– Dane z raportu dziesięciu ekspertów, przedłożonego (p)rezydentowi Kwaśniewskiemu i premierowi Cimoszewiczowi. Obaj zakazali jego upowszechniania do czasu wyborów parlamentarnych 1997 r.!

Najwyższy stopień zalewu importowego obserwuje się w grupach wyrobów najbardziej opłacalnych produkcyjnie i handlowo. Na potwierdzenie tej prawidłowości, wspomniana grupa ekspertów w swym raporcie utajnionym przez ekipę Cimoszewicza-Kwaśniewskiego’ przytacza tabelę 24 najbardziej opłacalnych produktów, a jednocześnie wykazujących największą dynamikę wzrostu ich importu do Polski:
Branża wyrobów

Udział importu w łącznej podaży krajowej (w %)

Zmiany udziału importu między 1991 r. a 1994 r. w pkt.

1991

1994

Wyroby przemysłu dziewiarskiego i pończoszniczego

42,9

205,0

+162,1

Maszyny i urządzenia do handlu

66,5

183,3

+116,8

Instrumenty muzyczne i sprzęt fotograficzny

72,2

130,3

+58,1

Systemy komputerowe i urządzenia ETO

101,8

109,6

+7,8

Narzędzia i aparatura medyczna

86,7

102,9

+16,2

Wyroby optyczne

69,1

102,0

+32,9 :

Urządzenia dla przemysłu lekkiego

63,9

98,4

+34,7

Zabawki i gry towarzyskie

93,0

97,1

+4,1

Maszyny biurowe

98,1

93,9

-4,2

Maszyny i urządzenia dla przemysłu spożywczego

24,5

87,6

+63,1

Aparatura elektroniczna

83,0

85,2

+2,2 ^

Aparaty i urządzenia do procesów chemicznych

97,3

76,7

-20,6

Sprzęt automatyki przemysłowej

28,4

74,1

+35,7

Obrabiarki

40,5

71,4

+30,9

Sprzęt teletechniczny

66,4

70,6

x

Aparatura pomiarowa

59,6

68,9

+9,3

Wyroby przemysłu elektronicznego

64,6

x

Wyroby farmaceutyczne

54,2

62,1

+7,9

Narzędzia

29,6

57,8

+28,2

Maszyny i urządzenia energetyczne

49,2

56,4

+7,2 J

Wyroby przemysłu lotniczego •

46,2

51,2

+5,0 j

Maszyny i urządzenia elektroenergetyczne

9,3

41,0

+31,7

Łożyska

44,2

39,4

-4,8 J

Wyroby przemysłu samochodowego

48,1

36,0

-12,1 J

l. Po raz pierwszy opublikowanym w „Myśli Polskiej” w kwietniu 1997 r.

Po sześciu latach ekspansji ułatwionej rozdawnictwem za bezcen pod nazwą prywatyzacji, najbardziej opłacalne działy produkcji (stały duży popyt), zostały całkowicie opanowane przez obce firmy, natomiast krajowe firmy z tych branż – przestały istnieć.
To jedna z najbardziej tragicznych prawidłowości tej bandyckiej prywatyzacji:
chodziło o wyeliminowanie przemysłów krajowych i zalew produktów zagranicznych. Wpisuje się to w docelową ideę gospodarczego i politycznego rozbioru Polski, jaką jest zamiana Polski w kraik Trzeciego Świata, teren eksportu nadprodukcji zachodniej i rezerwuar taniej siły roboczej w innych dziedzinach.
Posługując się biczem niebotycznych oprocentowań kredytów, dywidendą i popiwkiem, a następnie konkurencyjnym importem tych samych grup produktów, doprowadzono w krótkim czasie do zagłady kilkunastu zakładów, będących okrętami flagowymi naszej myśli techniczno-produkcyjnej, o ugruntowanych pozycjach eksportowych, finansowo dotąd samodzielnych, przynoszących państwu ogromne zyski. Oto ich grupa, wymieniona w raporcie dziesięciu uczciwych ekspertów-Polaków:
Naukowo-Produkcyjne Centrum Półprzewodników CEMI w Warszawie – jedyny w Polsce producent elementów półprzewodnikowych. Zatrudniał 7000 osób o wysokich kwalifikacjach. Jego zagładę spowodowały trzy czynniki: wprowadzenia na rynek wyrobów importowanych po cenach dumpingowych (niższych, nieuczciwie konkurencyjnych) oraz odmowa przydziału kredytów na modernizację technologiczną, warunkującą stały postęp. Owe półprzewodniki, to tak zwane układy scalone. Autorzy raportu przypominają, że prezydent Clinton uznał układy scalone za jeden z elementów bezpieczeństwa narodowego USA! Co było niebezpieczne dla giganta, nie było, jak widać, niebezpieczne dla Polski.
Zakłady Radiowe im. M. Kasprzaka w Warszawie. Pracowały na licencji Grundiga, dając m.in. radiomagnetofony o światowym standardzie, z załogą 6000 osób. Zakład stoi pusty. Część budynków sprzedano. Produkcja polskich radioodbiorników i magnetofonów praktycznie już nie istnieje.
Zakład Podzespołów Elektronicznych Telpod (Kraków). Trwa procedura likwidacyjna, to znaczy wyprzedaż majątku przez syndyka masy upadłościowej.
Zakłady Elektroniczne „Fonica” (Łódź) – zlikwidowane.
Fabryka Magnetofonów w Lubartowie. Zaduszona na śmierć. Grunty pod fabryką – sprzedane. Kilka tysięcy młodych kobiet – na bruku. Było tajemnicą poliszynela, że zakład ten produkował dla celów wojskowych, m.in. radiomagnetofony o znakomitych parametrach, wielkiej odporności na mechaniczne uszkodzenia, wstrząsy. Podobnym partnerem wojska była fabryka warszawska.
Zakłady w Błoniu. Producent drukarek do komputerów. Zlikwidowane. Teraz kuPujemy drukarki zachodnie.
Zakłady Lampowe niechlubnej pamięci Róży Luksemburg w Warszawie. Zatrudniały 5000 pracowników. Zlikwidowane, a z nimi spora część produkcji świetlówek, żarówek, lamp elektronowych.
Zakłady Aparatury Pomiarowej i Naukowej. Było ich kilka. Niektóre produkowały aparaturę wręcz unikatową. Wiodącym był Zakład Aparatury Pomiarowej ZOPAN w Warszawie. Wytwórnię zlikwidowano, budynki sprzedane za bezcen. Polska popadła w całkowite uzależnienie od importu takiej aparatury.
W Raporcie wymienia się grupę zakładów wysokiej techniki wytwarzania, które po niszczycielskim etapie doprowadzania ich do stanu upadłości, zostały sprywatyzowane za bezcen i tylko po to, aby poddać je natychmiastowej likwidacji jako konkurentów
Produktów zagranicznych.
Były to:
Zakład Komputerowy ELWRO – Wrocław. „Zakupił” go koncern Siemensa. Spychaczami zrównano budynki z ziemią. Wielotysięczna załoga poszła na „kuroniówkę”, Pozostawiono jeden budynek – wytwarza się tam wiązki przewodów dla fabryki w Niemczech – produkt prosty, marginalny.
Dzierżoniowskie Zakłady Radiowe. Poszły na pierwszy ogień „prywatyzacyjny”, bo już w 1989 roku. W pierwszym etapie sprywatyzowały je banki krajowe, które doprowadziły je do prawie likwidacji: z 7000 załogi wkrótce plątało się tam zaledwie kilkaset osób. Stoją bezczynnie drogie specjalistyczne linie produkcyjne. Zagłada tej fabryki spowodowała likwidację zakładów kooperujących w Jaworze, Wałbrzychu, Nowej Rudzie.
Polam Poznań. Zakład nowoczesny, powstały w latach 70. Wytwarzał żyrandole i inne rodzaje urządzeń świetlnych. „Prywatyzacja” polegała na rozebraniu większości budynków, a w pozostałych produkuje się kartony!
Łączne redukcje zatrudnienia w zakładach wysokiej techniki wyniosły – według ustaleń autorów Raportu, 180-200 tysięcy osób o najwyższych kwalifikacjach. Zatrudnienie w tych przemysłach spadło do 1994 roku o połowę, a wartość produkcji o 18 procent, przy niemal całkowitym zawłaszczeniu ocalałych zakładów przez kapitał obcy. Tymczasem, na dystansie ostatniego dziesięciolecia, produkcja zakładów wysokiej techniki w krajach Unii Europejskiej wzrosła o 70 proc. W tym czasie nasze wydatki na działalność badawczo-rozwojową spadły o 0,7 proc. PKB (Produktu Krajowego Brutto). To jeszcze jedno potwierdzenie, że cała Unia Germano-Europejska sprzęgła się na rzecz uczynienia z Polski kraiku Trzeciego Świata, któremu wolno będzie produkować zapałki, pługi, młotki, obcęgi.
Największy, już nieodwracalny spadek produkcji wystąpił w gałęziach rozstrzygających o przyszłości struktury przemysłowej w Polsce:
– aparatury elektronicznej – o 14,5 proc.;
– informatycznym – o 26,1 proc.;
– optycznym – o 36,6 proc.;
– maszyn i urządzeń energoelektrycznych – o 44,9 proc.;
– teleelektronicznym i teletechnicznym – o 66,7 proc.
Ze szczególną wytrwałością i energią niszczono tę grupę zakładów, które produkowały maszyny i urządzenia dla kluczowych dziedzin gospodarki kraju. To uzależniało następnie od dostaw importowych, tworząc jeden z odcinków strategicznego zagrożenia kraju. Produkowały one nie tylko dla kraju, ale na eksport do krajów RWPG. W tej grupie znajdowały się zakłady produkujące dla kompleksu zbrojeniowo-wojskowego, potężnego, bo wprzęgniętego w system zbrojeniowy ZSRR. Osłonięte tajemnicą wojskową a więc mało nagłośnione, stanowiły bodaj najważniejszy dział organizmu produkcyjnego polskiego przemysłu. Tu zderzyły się z interesami globalnego lobby produkującego uzbrojenie, jak wiadomo dającego lukratywne zyski w handlu zagranicznym.
Celem inwazji na te zakłady nie była ich likwidacja, tylko reorientacja produkcji dla potrzeb kooperacji z zagraniczną produkcją, oraz sprzedaż gotowych produktów na rynek polski. Jednocześnie, z tej grupy produkcyjnej eliminowano wyroby uznawać za konkurencyjne wobec obcych wyrobów. W rezultacie niemal zanikła w nich produkcja finalna, zastąpiona produkcją półfabrykatów, części kooperacyjnych, a więc drugorzędna, ponadto całkowicie zależna od potrzeb partnerów zagranicznych, zwanych „macierzystymi”.
Tym samym zbędne stało się rozległe zaplecze naukowo-badawcze i rozwojowe’ konkurencyjne dla wyrobów zagranicznych, importowanych w całościowych zestawach

Zawsze więc po „prywatyzacji” danego zakładu, niejako z marszu, likwidowano pracownie naukowo-badawcze i wdrożeniowe.
Przykładem bezpośredniego zagrożenia energetycznej suwerenności kraju, stała się pod tym względem sytuacja w produkcji maszyn i urządzeń dla przemysłu energetycznego. Wystarczyło pięć lat, aby dokonać całkowitej zagłady produkcji dla potrzeb polskiej energetyki, a tym samym eksportu. Byliśmy bowiem cenionym eksporterem całych elektrowni. Zajmowało się tym Przedsiębiorstwo Realizacji Obiektów Energetycznych i Przemysłowych.
Na tej fali zmienił właściciela słynny ZAMECH Elbląg. Przejął go szwedzko-szwajcarski koncern Brovn-Boveri. Zaczął od likwidacji produkcji turbin parowych. Ich polski eksport przestał istnieć.
Dolmel Wrocław był producentem generatorów. Przejął go ten sam koncern szwedzko-szwajcarski Brovn-Boveri, z tym samym skutkiem. Produkcja generatorów uległa niemal całkowitej likwidacji.
Elta Łódź. Pokrywała krajowe potrzeby i eksport w zakresie transformatorów. Za bezcen przejął ją ten sam rekin szwedzko-szwajcarski Brovn-Boveri. Rezultat ten sam jak w powyższych przykładach: produkcja transformatorów wysokiej mocy została zlikwidowana. Możemy je importować.
Fakop Sosnowiec to producent kotłów, regeneracyjnych wymienników ciepła dla turbin, a także rur i urządzeń do kotłów. Wziął go amerykański koncern Foster Wheeler Energy. Skutkiem był radykalny spadek produkcji kotłów na rzecz produkcji elementów do tych kotłów.
Polski przemysł specjalistycznych maszyn rolniczych jest już przeszłością. Zlikwidowano fabryki maszyn żniwnych w Poznaniu i Płocku (słynne Bizony). W ich ślady poszła zagłada fabryk maszyn rolniczych w Grudziądzu, Malborku, Opalenicy, Chełmnie, a także zakładów produkujących wyposażenie mleczarń we Wrocławiu. Nowi właściciele stosują tam wypróbowaną metodę kamuflażu, polegającą na zachowaniu produkcji wręcz śladowej, co daje pozór istnienia zakładu i ciągłości produkcji. Przykładem produkcja kombajnów zbożowych: w 1989 roku wychodziło z nich 6100 kombajnów światowej klasy, a w 1994 roku wyprodukowano tam zaledwie 300, czyli 20 razy mniej!
Te same proporcje pozorujące ciągłość istnienia zakładów, zachowano w przemyśle innych maszyn rolniczych. Ta polityka spod znaku młota i spychacza jest wpisana nie tylko w plan likwidacji polskiego przemysłu maszyn rolniczych, lecz także – docelowo w głęboki regres polskiego rolnictwa. Polska ma stać się importerem żywności, a nie eksportowym konkurentem, jak było przedtem.
Partio-mafijna POLISA
Jolka z Maryśką, Olek z Józkiem – oto podwórkowa synteza słynnej spółki-agencji Pod nazwą „Polisa”. Jest gigantycznym polipem na systemie gospodarczym i finansowym, przykładem państwa w państwie.
Powstała wcześnie, na mafijno-partyjnym układzie bonzów jako udziałowców. DWaj najważniejsi: J. Oleksy oraz Al Kwa-ski, podstawili do spółki swoje żony’, nie chcąc zbyt ordynarnie naruszać mafijnych zasad konspiracji.
1. Żona Kwaśniewskiego – Jolanta, to córka płk. Kantego oficera sztabowego Informacji Wojskowej – odpowiednika UB w wcisku. Zob.: Zygmunt Wrzodak: Wrzodak, Wyd. „Wers”. 1997, s. 24.

Współwłaścicielami „Polisy” były nie tylko „Jolka i Maryśka”, ale także, ale przede
szystkim:
ówczesny wicepremier Manfred Gorywoda;
wicepremier Zdzisław Sadowski (z Round Table) – były wiceminister finansów
w rządzie M. Rakowskiego;
Andrzej Wróblewski – ten od afery FOZZ;
Waldemar Krajewski – były I Sekretarz PZPR w Radiokomitecie;
Tadeusz Sawic – były przewodniczący Socjalistycznego Związku Studentów Polskich
i kierownik Wydziału Kultury KC;
Antoni Pieniążek – wspólnik Davida Bogatina’ w Pierwszym Banku Komercyjnym
w Lublinie i ostatni przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej z nadania j aruze-
Isko-kiszczakowej soldateski.
Tak więc sitwa była liczna i nobilitowana funkcjami oraz tytułami naukowymi, ale żaden z nich nie zamierzał wyłożyć znaczących pieniędzy do spółko-mafii. Rozwiązanie narzucało się samo. Trzeba podłączyć do udziału w spółce organizmy państwowe, z nich
wybrać pieniądze na zakup akcji „Polisy”, dysponującej jedynie nazwą, pieczątką i nazwiskami wspólników.
Ogromne udziały wniósł do „Polisy” nomenklaturowy Bank Inicjatyw Gospodarczych (BIG) – także bohater afer finansowych. BIG dał się poznać „transformacją” / spółkę z niczego, czyli z państwowych pieniędzy. Utrwalił swoje zasoby i opinię przetrzymywaniem depozytów z FOZZ.
Dwaj inni udziałowcy „Polisy”, to Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa raz Agencja Rozwoju Gospodarczego. Trzeci, to Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. W tym samym czasie, kiedy szefem resortu pracy był gensek SdRP Leszek Miller, z tegoż funduszu rehabilitacji kalek, zabrano kwotę wartości 600000 złoty akcji „Polisy”.
Pajęczyna pod nazwą „Polisa”, stała się akcyjną krewniaczką następujących innych spółek:
Poprzez Fundusz Niepełnosprawnych weszły do tej gry: Normika Holding, Jaxa
•ress, Juventur, Elektromis, Bank Posnania.
Poprzez powiązania towarzysko-funkcyjne, „Polisa” spółkuje z ARG, BRE (Bank Rozwoju Eksportu), MWGzZ (Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą);
Uniwersalem” bohaterem wielu afer i „przekrętów” na linii: Sekuła – D. Przywieczorek, oraz z Elektrimem. Te z kolei wiążą się z: „Wartą” i kilkoma innymi spółkami holdingami.
Macki bonzów z SdRP i SLD pozwoliły na pośrednie wpływy w „Polisie” szesnastu ankom (patrz załączony grafik „pajęczyny”). Z każdego zakątka tej pajęczyny można dotrzeć do „Polisy”.
Kiedy wreszcie prasa odsłoniła tę nomenklaturową narośl pod nazwą „Polisa”, to okazało się, że Al Kwa-ski nie ma z tym nic wspólnego! On o niczym nie wiedział. Akcje jego żony? Ona posiada własne fundusze. Inwestuje gdzie chce. Jaki to fundusz? ‚. czego? Ano, z własnej firmy doradczej. Wtedy dziennikarze obliczyli z grubsza, że na zakup kilku tysięcy akcji „Polisy”, pani Jola – w przeliczeniu na miesiące istnienia jej firmy doradczej, musiałaby zarabiać po około 500 min ówczesnych złotych miesięcznie, czyli niemal tyle, ile wynosi prezydencka gaża B. Clintona. Ten komin zarobkowy 1. Szefem warszawskiego oddziału banku Bogatina (rosyjskiego Żyda) był „nasz” Wiesław Kaczmarek – późniejszy minister zniekształceń własnościowych i minister gospodarki.

zrodził następne pytanie: czy pani Jola odprowadzała podatek od tak krociowych zarobków miesięcznych? Wszystkie pytania zawisły w próżni.
Wzywając do udziału w referendum konstytucyjnym. Komisja Fabryczna „Solidarności” w „Ursusie”, podpisana przez Zygmunta Wrzodaka, wołała:
Znów ich widzimy idących równą tyralierą-jak w czasie bolszewickiego podboju w 1944-45 r. – Gieremek i Kwaśniewski, Modzelewski i Borowski, Kuroń i Wiatr, Michnik i Urban. Tyle, że dziś nie trzymają w rękach bagnetów. Ich dzisiejszą siłą jest „Gazeta Wyborcza” i „Nie”, Universal, Polisa, BIG i BRE…1 Z. Wrzodak tylko hasłowo wymienił Polisę, Universal, BRE, BIG, o czym świadczy graficzny układ tego gigantycznego labiryntu i imperium, opublikowany w „Gazecie Polskiej” 28 XI 1996 r.
Oto rakowate przerzuty „Polisy” w gigantycznym imperium partio-mafii2. (Zob.:
plansza na końcu książki).
Rozbrajanie zbrojeniówki.
Zostaliśmy wyrzuceni za drzwi światowego rynku broni. W rezultacie militarnego podporządkowania Wielkiemu Bratu, w ramach sowieckiego bloku nasza produkcja militariów wybiła się na najwyższy poziom technologiczny, czyniąc z naszej zbrojeniówki potentata eksportowego. Poprzez macki MFW, Banku Światowego i służebność naszych rządów w stosunku do tych imperiów, brutalne ingerencje USA wyrzuciły nas z rynku eksportowego.
W 1991 r. do Kwatery Głównej NATO, za wiedzą prezydenta Wałęsy wysłaliśmy pełny tekst tzw. Raportu Zespołu dr hab. Konrada Totta. Zawierał on wszystkie dane o planach restrukturyzacji przemysłu obronnego i lotniczego, co było niczym innym jak urzędową zdradą stanu najwyższej rangi, a to w normalnym państwie powinno zakończyć się przed plutonem egzekucyjnym! Ujawniliśmy dosłownie wszystko z zakresu kondycji i planów fabryk, które dotąd nazywano enigmatycznie „produkcją specjalną”.
Płk Ochal – zastępca Szefa Departamentu Wojskowego Ministerstwa Przemysłu, wysłał następujący telefax do dyrektorów wszystkich zakładów zbrojeniowych:
W lipcu br. gościła w Polsce misja amerykańska pod kierownictwem zastępcy sekretarza obrony p. Atwooda (…) Misja amerykańska po dokonaniu analizy stanu, potrzeb i możliwości polskiego przemysłu obronnego (! – H. P.) oczekuje od nas przedstawienia konkretnych propozycji konwersji z produkcji wojskowej na cywilną (…) W USA powołana została ajencyjna grupa robocza dla gruntownej weryfikacji zaproponowanych przez nas projektów konwersji.
Pragnę poinformować, że program amerykański będzie obejmował także przemysł obronny Węgier i Czechosłowacji i dokonywana będzie selektywna propozycja konwersji. (…) proszę pana dyrektora o przygotowanie dobrze przemyślanych projektów i przesłanie ich do MPH do dnia 15 listopada br. Proszę o przekazanie tych materiałów w języku polskim i angielskim.
1. Polacy1 Brońmy się! „Myśl Polska”, 20 IV 1997.
2. Przedruk z „G.P.”, 28 XI 1996 r.
3. „Nasza Polska”, 2.XI.1995.
Zwróćmy uwagę – w języku polskim i angielskim. Po co w angielskim? Odpowiedź
oczywista – aby zebrawszy raporty dyrektorów zusammen czyli do kupy – przesłać je Jankesom i Napoleonom z NATO.
Przypomnijmy: w tym samym czasie nadal obowiązywał wyrok kary śmierci dla płk. Kuklińskiego, który przesłał Jankesom tajne plany Układu Warszawskiego, m.in. plany zdławienia „Solidarności”!
W tym tragikomicznym kontekście nie mogę sobie odmówić zapoznania Czytelnika ze
swoją przygodą, którą usiłowano podciągnąć pod zdradę tajemnicy wojskowej, obciążoną karą do 10 lat więzienia. W 1993 roku „wszedłem w posiadanie” i opublikowałem ściśle tajny informator MSW o osobach skazanych za szpiegostwo w latach 1944-1984′. Zawiera dane ponad 2100 osób, z podaniem ich adresów zamieszkania i pracy przed aresztowanien i adresów aktualnych, z opisem działalności szpiegowskiej, wysokości wyroku, itp. Z tej liczby, około 1800 osób skazano w latach 1944-1955, z czego około 140 osób stracono około 100 ułaskawiono z kary śmierci na dożywocie. W mojej publikacji odstąpiłem od oryginału, wykreślając adresy zamieszkania, a wszystkie osoby skazane po 1955 roku
ukryłem pod pierwszymi literami nazwisk w schemacie: Jan K. zamiast Jan Kowalski. Po mimo to, zostałem wezwany do lubelskiej policji politycznej zwanej Delegaturą UOP, gdzie grożąc mi wyrokiem do 10 lat więzienia za „ujawnienie tajemnicy wojskowej”, żądano informacji o tym, jak „wszedłem w posiadanie” tej encyklopedii „szpiegów”, z których jeszcze
wielu siedziało w więzieniach. Odmówiłem ujawnienia źródła, a po dwóch miesiącach wezwano mnie ponownie i poinformowano, że „Warszawa” (?) nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w opublikowaniu „Informatora” w tej formie. Od 10 lat mamra uratowało mnie
ukrycie nazwisk skazanych pod kryptonimami oraz aktualnych adresów tych delikwentów. Co na to płk Ochal i były prezydent Wałęsa? Czy akceptują tę amnestię? A kto in – kiedyś ale kiedy – udzieli prawdziwej amnestii?
Po tej dygresji powróćmy na główny trakt narodowej zdrady. Telefax płk. Ochala opublikowała („wszedłszy w jego posiadanie”!) „Nasza Polska”2. Przy okazji przedstawiła ocenę stanu naszej obronności, dokonaną przez anonimowego pracownika wywiadu wojskowego. Powiedział on:
Zachód nie musi dziś mieć w Polsce ani jednego rezydenta wywiadu gospodarczego3. Sami dostarczamy im dane, które powinny należeć do najściślej strzeżonych tajemnic.
W tej wypowiedzi zabrakło uzupełnienia: rezydentów wywiadu gospodarczego a zwłaszcza wojskowego, zachód nie musi angażować dlatego, że już nie ma czego szpiegować! Pokojowe, bez jednego wystrzału rozbrajanie Polski trwa już siódmy rok i wkrótce osiągnie dno bezbronności nawet przed nagłym atakiem Litwy lub innego liliputa. W 1990 roku Stowarzyszenie Patriotyczno-Obronne „Yiritim” przedstawiło społeczeństwu’ w istocie jego mikroskopijnej części – tzw. Raport o stanie obronności. Pisano tam:
Brak spójnego programu ekonomicznego spowodował, że obecnie pada ostatni bastion obronności – polski przemysł zbrojeniowy. Jeżeli ten proces nie zostanie przyhamowany, jeśli nie powstanie sensowny program ratowania, a w przyszłości rozwoju przemysłu zbrojeniowego, nie ma co mówić o stworzeniu skutecznego, narodowego systemu obronnego4.
1. Informator o osobach skazanych za szpiegostwo w latach 1944-1984, Wyd. Retro, 1994 r.
2. Ibidem.
3. Podobnie jak przedtem nie musieli ich mieć Rosjanie. Przyp. – H. P.
4. Ibidem.

O naiwni! Rzeczywistość lat następnych przekroczyła najczarniejsze oczekiwania. Wszystko oddajemy NATO i Amerykanom. Już w 1992 roku, przebywający w Polsce amerykański gen. Powell powiedział z bezprzykładną butą i bezczelnością:
Należy porzucić wszelką nadzieję na uratowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego. Wam nie jest on potrzebny, od nas dostaniecie wszystko’. Ten łaskawca wydał więc amerykańsko-NATO-wski wyrok zagłady na cały potężny polski przemysł zbrojeniowy, składający się z:
– 10 ośrodków badawczo-rozwojowych;
– 82 przedsiębiorstw posiadających status przedsiębiorstw przemysłu obronnego;
– około 600 kooperantów w produkcji zbrojeniowej;
– około 700 zakładów cywilnych, którym ustalono zadania na czas zagrożenia i wojny, celem przestawienia się na produkcję obronnąw przypadku wojny;
– około 3400 przedsiębiorstw, które miały przydzielone zadania gospodarczo-obronne na czas zagrożenia i wojny2.
Cała ta machina wojskowa i wojskowo-cywilna ulegała szybkiej degradacji, likwidacji, dywersyjnej „reorientacji” na produkcję cywilną. Oznaczało to, poza względami obronnymi, kolosalny uszczerbek w całym narodowym potencjale ekonomiczno-gospodarczym. Wartość eksportu polskiego uzbrojenia jeszcze w latach 1984-90 zamknęła się kwotą 5,16 mld dolarów. Rocznie stanowiła kwotę 860 min LJSD, tymczasem już w następnym – 1990 roku spadła do 383 min USD. Spadek wyniósł więc 55 proc. Jak jest po następnych pięciu latach – brak danych. Albo inaczej – brak eksportu, bo już w 1994 roku jego wartość wyniosła symboliczne kilkadziesiąt milionów USD.
Przed przekazaniem euro-natowcom i Amerykanom kompletnego materiału szpiegowsko-wywiadowczego, zwanego Raportem zespołu Totta, miała miejsce inna afera, w której główne skrzypce grała córka ówczesnej minister przemysłu – Henryki Bochniarz, będąca współwłaścicielką firmy „Proxy”. Firma zaproponowała zgrupowanie całej „zbrojeniówki” w cztery holdingi (spółki) z jednoczesnym zmniejszeniem ilości zakładów zbrojeniowych. Propozycja, złożona niewątpliwie z inspiracji pani minister H. Bochniarz, była o tyle horrendalna że:
– firma „Proxy” była potworkiem nie posiadającym fachowców w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego;
– propozycję złożono w czasie, kiedy nie były jeszcze określone bieżące i przyszłościowe potrzeby sił zbrojnych.
Rozstrzygającą rolę w obezwładnieniu militarnym Polski, mają wszystkie ekipy rządowe po „polskim” Round Table. Wiedząc, że plan „integracji” z NATO jest nieodwołalnie zaklepany, polscy zdrajcy i obcy kompradorzy3 zwlekali z podpisaniem umów na wcześniejsze zamówienia dla „zbrojeniówki”. Klasycznym aktem sabotażu gospodarczego były uboczne skutki wizyty prezydenta Wałęsy w USA, gdzie na skutek nacisków lobby amerykańskiego, zerwaliśmy kontrakt na sprzedaż do Pakistanu 100 czołgów T-72M w chwili, gdy ich setki „hektarowały” na placu fabrycznym w Łabędach. Z kolei wizyta tego niby prezydenta Polski w Izraelu, poza nikczemnym kajaniem sie w izraelskim Knesecie za niepopełnione winy Polaków w czasie wojny, spowodowała zerwanie kontraktu na sprzedaż 300 czołgów T-72M do Syrii. Kontrakt przejęli
1.• Ibidem,
2. Ibidem.
3.• Komprador, wg Słownika Języka Polskiego (PWN 1978, t. 1, s. 979) to: pierwotnie: miejscowy kupiec w kraju kolonialnym, pośredniczący w handlu z metropolią; później; członek zamożnej burżuazji w kraju kolonialnym. Pasuje jak ulał!

Czesi. Amerykanie spokojnie to „przełkneli ” – jak z oburzeniem wspomniał o tym polskim kapitulanctwie J Giedroyć – redaktor paryskiej „kultury”. W 1995 roku wiceminister Czerwiński obłudnie zaproponował zakładom zbrojeniowym stosowanie zasady ratuj się kto może – eksportuj sam. To otworzyło pewne szanse przedłużenia agonii „Bumarowi” z Łabęd – producentowi czołgów. Wtedy^ zderzyliśmy się z konkurencją Ukrainy, Chin i Słowacji. Kiedy w Czechach i Bułgarii zbrojeniówka przynosiła coraz większe zyski, to nasze malały. Czesi w 1996 roku sprzedali broni i sprzętu wojskowego za 196 min dolarów, zwiększając eksport o 16 proc, Bułgarzy – dzięki kooperacji z Rosją i Ukrainą, zwiększyli rentowność swoich zakładów zbrojeniowych z 16 proc. w 1993 r. do 37 proc. w 1996, a eksport broni z tego kraju podwoił się1!
Nasza Huta „Stalowa Wola” przystąpiła do międzynarodowego przetargu na eksport haubic kal. 155 mm do Indii. Rywalami byli m.in. angielski „Vickers”, francuski „Giat” oraz słowacki „Martin”. Kontrakty miały być podpisane na przełomie lat 1996/7. Nie znam wyników, ale można się ich łatwo domyślać.
Nasza nadgorliwość przechodziła wszelkie wyobrażenie o lekceważeniu i zdradzie polskich interesów. Ówczesny minister spraw zagranicznych (niestety – spraw niepolskich!) K. Skubiszewski, nadgorliwie określił listę aż 12 państw objętych embargiem eksportu broni do tych krajów. Tymczasem nawet ONZ-towska lista takiego embarga obejmowała tylko cztery państwa! Skubiszewski – komprador obcego lobby, rozszerzył tę listę trzykrotnie.
Prestiżowym skandalem i policzkiem, który podciął zaufanie do produkcji polskich śmigłowców „Sokół”, ubiegających się o zamówienia eksportowe, było zakupienie śmigłowca „Bell” do przelotów papieża Jana Pawła II podczas jego wizyty w Polsce.
Już nie skandalem lecz wręcz sabotażem, było podpisanie umowy z izraelską firmą na zakup uzbrojenia dla polskiego śmigłowca bojowego „Huzar”. Dokonał tego W. Kaczmarek „ostatnim rzutem na taśmę” jako minister w rządzie Cimoszewicza i spółki, co jest ordynarnym naruszeniem ciągłości pracy rządów. Nie wrzuca się nowemu rządowi, tylko dlatego, że jest zwycięski – decyzji o ogromnych konsekwencjach militarnych i finansowych. Przyjmując następnie wygodną postawę półgłupków, tak Cimoszewicz jak i Kaczmarek oświadczyli niemal z chichotem, że umowa nie jest wiążąca (!) i można ją anulować lub negocjować!
Zakup izraelskiego pocisku przeciwpancernego NT-D będzie nas kosztował 800 min dolarów, a w praktyce produkcyjno-wdrożeniowej z pewnością więcej.
Jest to również zadziwiająca niekonsekwencja w aspekcie naszej dotychczasowej patologicznej miłości do NATO. Soldateska tego paktu jest oburzona tą transakcją. Tylnymi drzwiami sprowadzamy bowiem uzbrojenie nie unifikowane z natowskim. Pociski izraelskie nie wchodzą do arsenału NATO, nie były tam testowane i nie są znane wojskowym tego paktu. Jak zawsze w odniesieniu do uzbrojenia, na pierwsze polskie sygnały o potrzebie zakupu pocisku, zgłosiło się szereg firm, w tym amerykański Boening. z którym jest związanych kilka fabryk: szwedzka, brytyjska i amerykańskie. W tym samym okresie 1994 roku rząd polski prowadził rozmowy z niemiecko-francuską firmą „Euromissile”. Wystąpiła ona z projektem budowy w Polsce rakiet HOT3 – nowocześniejszych i tańszych od izraelskich. Ponadto ta sama firma zaproponowała nam działko i awionetkę do „Huzara”. Dwa lata później MON zaprosiło do rozmów już przedtem odrzuconą firmę „Rockwell” oraz wspomnianego „Boening North America”. Tematem
1. „Gazeta Polska”, 23.11,1995. 166

były rozmowy o dostarczenie awionetki i systemu integracji do śmigłowca „huzar”. Wszyscy odpadli. Wygrał izraelski „Rafael”! oto dowód i praktyczne skutki siły rażenia żydowskiego lobby. Kiedy w innych sytuacjach „nasi” rządzący dosłownie kucają po każdym pomruku drugorzędowych urzędników amerykańsko – natowskich tym razem heroicznie odrzucili jawne oznaki niezadowolenia Amerykanów, sekretarz stanu do spraw handlu USA William Daley oznajmił: Wybór amerykańskiego wyposażenia wojskowego rozszerzyłby podstawę starań waszego kraju o członkowstwo w NATO. a zarazem zapewnić może kompatybilność z siłami NATO.
Izraelska firma „Elbit-Rafeal” stała na granicy bankructwa. Transfuzja polskich 600 min dolarów uratuje jej istnienie i w tym należy upatrywać przyczyny „naszego” wyboru tej firmy spośród wiązki innych. Pikanterii dodaje sprawie fakt, że nasi wojacy nie zapoznali się z tym pociskiem. Na poligonie izraelskim odmówiono im próbnego odpalenia, motywując groźbą uderzenia w przejeżdżające pojazdy Palestyńczyków!
Amerykanie są układni, gdy gra wspiera ich biznes. Brutalni gdy wchodzi się w kolizję z ich interesami.
Skandalem było bezprawne aresztowanie grupy przedstawicieli zakładu zbrojeniowego z Radomia, którzy zostali „przyłapani” na realizacji sprzedaży broni produkcji tego zakładu na zachodzie. Jeszcze innym – donos na transport broni płynący dla członków IRA – prowokacja zmontowana już na gruncie polskim przeciwko polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu! Polsce handlować bronią z kim tylko można – nie wolno. Amerykanom, Rosjanom i innym potęgom zbrojeniowym – wolno. Wolno zwłaszcza Izraelowi.
Zanim jeszcze zaczęły nabierać realnych kształtów szansę politycznego podboju
Polski przez NATO i UE, czerwono-różowa żydokomuna zdobyła się na cały szereg przestępczych posunięć aż nadto wyczerpujących znamiona pojęcia zdrady stanu, działania na rzecz obcych wywiadów wojskowych i gospodarczych, z premedytacją niszczących nasz potencjał obronny, ujawniających jego najskrytsze tajemnice.
Kilka lat później wrzucono polskiej opinii publicznej kryminał szpiegowski pod nazwą „sprawy Oleksego”. Czyż „sprawy Oleksego” nie powinny były poprzedzić nieskończenie groźniejsze w skutkach sprawy i sprawki Mazowieckiego, Onyszkiewicza, Milewskiego, Wałęsy, czyli całej watahy oficjeli rządowo-sejmowych, jawnie uprawiających politykę zdrady podstawowych interesów bezpieczeństwa państwa?
Wspierając wymienione tu przykłady działań przeciwko państwu, dodajmy do nich retoryczne pytania publicysty „Naszej Polski”‚, będące odpowiednikami podobnych pytań wielu ekonomistów – pytań postawionych uprzednio Balcerowiczowi i jego antypolskiej spółce, w kontekście zagłady polskiej gospodarki:
– Kto zezwolił ministrom ON i przemysłu na wprowadzenie do zakładów zbrojeniowych różnego rodzaju wojskowo-cywilnych delegacji z różnych krajów i udostępnienie im wiadomości stanowiących ścisłą tajemnicę państwową.?
– Czym wytłumaczyć rozrzutną politykę MON w zakresie zakupu określonych elementów uzbrojenia od firm zawyżających oferty sprzedaży (co wykazał raport NIK skrzętnie ukryty przed społeczeństwem – za raportem tym nie poszły konkretne wnioski personalne) – lub od firm zachodnich sprzedających resortowi uzbrojenie produkowane w kraju2?
1.• Stanisław Mańka, „N.P.”, 12.X.1995. 2- Patrz – analogie z cukrem, zbożem i setką innych produktów występujących w nadmiarze w Polsce.
(Przyp. – H. P.)
167

- Czym wytłumaczyć wybór zakładów zagranicznych przy zakupie określonych elementów uzbrojenia i wyposażenia armii, jeśli polskie zakłady oferują sprzęt o podobnych parametrach, za to znacznie tańszy, na który znalazły wcześniej nabywców?
– Czym wytłumaczyć blokowanie realizacji mocno zaawansowanych programów badawczo-rozwojowych, dotyczących głównie sprzętu dla lotnictwa w sytuacji, gdy istnieją realne możliwości ich sprzedaży, a na ich dokończenie brakuje groszowych kwot?
W zamian za to, radośnie niczym grupa chłopców bawiących się w wojsko – generałowie stale zabawiali się kosztowną reorganizacją sztabów, modelowaniem jednostek wojskowych i struktur podległości. Za kilka lat i tego nie będzie. Armia została zredukowana z 450 tysięcy żołnierzyków w 1989 roku do 210 tyś. w 1995, a rozbrajanie polskiej armii zakończy się grubo poniżej 200 tysięcy. I może przyjdzie taki czas, że polskie siły zbrojne zrównają się z potęgą księstwa Monako. Może będziemy dysponować tylko dwiema kompaniami honorowymi. Jedną do parad przed Grobem Nieznanego Żołnierza – od dawna już przewracającego się w grobie – drugą do witania Napoleonów z NATO oraz głównych mafio-masonów z Unii Germano-Europejskiej…
To nie Polska wchodzi do NATO. To NATO wchodzi na polskie pobojowisko zbombardowane przez Mazowieckich, Balcerowiczów, Wałęsów, Sachsów, Cimoszewiczów, Sorosów, Kwaśniewskich, Sekułów, Lewandowskich, Kaczmarków, Ber-man-Borowskich, Lewartow-Geremków, Szechter-Michników. Po tym przygotowaniu artyleryjskim nie pozostanie kamień na kamieniu z polskich sił zbrojnych, z polskiego przemysłu zbrojeniowego, z polskiego przemysłu w ogóle.
Zwolenników naszego „wchodzenia” do kołchozu Unia-NATO, w innym miejscu tej mojej lamentacji podzieliłem na dwie kategorie: na głupców i na wrogów suwerenności Polski. Posługując się tym podziałem w rozmowach prywatnych, często słyszę:
– Co do Unii, to może i prawda. Ale NATO? To nasz parasol!
Dotychczasowe wstępne skutki tego „parasola” przedstawiłem w niniejszym podrozdziale. Ciąg dalszy nastąpi po fizycznej inwazji NATO. Nieuchronnej, bo po wyborach 1997, endemiczni wrogowie Polski ukryli się za plecami głupców i zdrajców i teraz już czwórkami, zgodnie maszerują do NATO.
Trockiści z Unii Demo-Wolności wszechstronnie przygotowali międzynarodowy grunt do rozszarpania polskiej gospodarki, ale ostatni gwóźdź do jej trumny wbiła żydo-lewica z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rozstrzygające rozdanie kart nastąpiło w 1995 roku, kiedy jeszcze można było wyrwać drapieżcom połowę „złotych jaj”, ratujących budżet państwa od bankructwa, a Polskę od piątego rozbioru. Ci jednak, w nadzwyczajnym pośpiechu przygotowali w połowie 1995 roku nową ustawę o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw. Wprowadzono znaczne poprawki do projektu rządowego, zatwierdzające nowy podział łupów. Mocą tego spisku, SLD otrzymało do przywłaszczenia przemysł metali kolorowych oraz przemysł tytoniowy – to ju2 nie dwa złote jaja, tylko dwie złote góry.
PSL otrzymało ochłap – warunki komercjalizacji przedsiębiorstw poprzez wojewodów ze swojej sitwy. Na szczęście nie całej, bo poza grupą głupców, zdrajców oraz „góry”, w w PSL okopała się spora grupa polskich patriotów, z Bogdanem Pękiem jako głównym Rejtanem. Doradca ekonomiczny PSL – Janusz Szewczak tak skomentował owe poprawki prywatyzacyjne:
Ustawa czyni ministra Kaczmarka właścicielem znacznej części Polski, w tym kilkuset dużych przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 500 pracowników. Właśnie taki pion jak -Polska Miedź” i przemysł tytoniowy-

Którego
rynek wart jest corocznie w Polsce około 1,5 miliarda dolarów. Dla Skarbu Państwa jest to żyła złota. Po zapowiedziach MPW jestem przekonany, że zakłady tytoniowe zostaną sprzedane za kilkaset milionów dolarów, a tym samym bezpowrotnie stracone dla Skarbu Państwa. Ta ustawa to prawdziwy skandal…1 Zdecydowany opór grupy posła Pęka zmusił min. W. Kaczmarka do zgody na opracowanie tzw. mapy prywatyzacji. Miała ona ustalić branże strategiczne, których prywatyzację Państwo miało kontrolować. Tymczasem Kaczmarek przez półtora roku zwlekał z opracowaniem takiej mapy. Już tylko za to powinien był z hukiem wylecieć ze stołka po kilku miesiącach zwłoki, co postulowała grupka patriotów z PSL. Nic takiego się nie stało. Wspomniane poprawki czyniące Kaczmarka – według jego własnej opinii – carem prywatyzacji, a ministrów finansów i przemysłu kniaziami, w ekspresowym pośpiechu przeforsowano na posiedzeniu Nadzwyczajnej Komisji, przy milczącym poparciu w istocie koalicyjnej Unii Wolności. Odtąd „prywatyzacja” odbywała się w warunkach znacznego ograniczenia uprawnień organów przedsiębiorstw; dopuszczania do komercjalizacji tylko z inicjatywy MPW; ograniczania zasady swobody obrotu gospodarczego; komercjalizacji z zastosowaniem tzw. konwersji wierzytelności, czyli wliczania długów zakładu w cenę zakupu.
I wreszcie – ustawę wprowadzono przed powołaniem instytucji Skarbu Państwa i Prokuratury Generalnej, co dokonano dopiero jesienią 1996 r.
Tak oto sitwa: SLD-UW i większość PSL, wspólnymi siłami przywaliła kamień grobowy nad resztą jeszcze nie rozdrapanych pereł w koronie polskiego majątku narodowego.
Zagłady ciąg dalszy
Poza światową renomą w produkcji urządzeń energetycznych i całych elektrowni, poza dyskretną dominacją zbrojeniówki, byliśmy liczącymi się producentami i eksporterami zakładów cukrowniczych oraz maszyn budowlanych. Dziś już nas tam nie ma. Regres w cukrownictwie, o którym w innym miejscu – unicestwia polskie cukrownictwo poprzez lawinowy import dotowanego taniego cukru, co postawiło większość cukrowni przed bankructwem. Większość cukrowni na ziemiach zachodnich jest już w rękach niemieckich. Pozostałe bronią się, ale padają jedne po drugich.
W przemyśle cementowym, niemal całkowicie przechwyconym przez koncerny zagraniczne na ziemiach zachodnich, jesteśmy już w znacznym stopniu zależni od produkcji obcej, tyle że zlokalizowanej na terenie Polski. Nie ogranicza się ich produkcji, gdyż obcy właściciele nie mają takiej potrzeby. Ogromne perspektywy stają przed tym przemysłem w kontekście budowy szeregu autostrad o charakterze eksterytorjalnym, w większości zaplanowanych dla zachodniej Polski. Będą potrzebne setki milionów ton cementu. Nowi właściciele nie chcą go importować z krajów zachodnich z Powodu kosztów transportu, ani rozwijać tam produkcji z powodu uciążliwości tego przemysłu dla środowiska. Będą produkować u nas, w naszych cementowniach, będąc właścicielami naszych zakładów. Szesnaście cementowni zostało przechwyconych ^pół darmo przez koncerny francuskie, szwajcarskie, brytyjskie a zwłaszcza niemieckie: Heidelberger, CBR, Dyckerhoff.
1.Gazeta Polska”. 6. VII.1995.

Bardziej widoczna jest dla przeciętnego Polaka inwazja i podbój w przemysłach zwanych konsumpcyjnymi. Na pierwszy ogień poszły te gałęzie, które dają największy zysk. Należą do nich przemysły: meblarski, samochodowy, cukierniczy oraz chemi gospodarczej i obuwniczy’. Jednocześnie trwa masowy import produktów tych przemysłów. W przemyśle rolno-spożywczym importuje się nawet surowce w warunkach nadprodukcji u nas, na miejscu. Kończy się zaorywanie plantacji, wymuszone dyktaten bezczelnie niskich cen skupu poniżej granicy opłacalności uprawy i zbioru, a także blokadą eksportu.
Przemysł samochodowy, całkowicie już zawłaszczony przez obce koncerny po cenach wołających o pomstę do nieba (albo o wspomniane plutony egzekucyjne) – wlał się
obcą falą do Polski. Nie importują do nas samochodów z prozaicznego powodu – barier celnych. Omijając je, koncerny wykupiły polskie fabryki i sprzedają swoje samochody jako polskie, bo w Polsce wyprodukowane. Długa jest lista fabryk zawłaszczonych przez obce firmy samochodowe. Oto niektóre:
Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Tychach. Jest własnością koncernu włoskiego, a umowę zawarto ze skandalicznym, wręcz kryminalnym naruszenien interesów polskich.
Fabryka Samochodów Osobowych w Warszawie – to koncern Daewoo.
Jelczańskie Zakłady Samochodowe – producent samochodów ciężarowych i autobusów, to obecnie: Jelcz S.A. Zasada Group.
Sobiesław Zasada cieszy się zresztą wyjątkowymi względami decydentów życia gospodarczego. Miał otrzymać m.in. licencję na montaż samochodów Hyundai z części importowanych. Był to jeden z ostatnich „rzutów na taśmę” ustępującego ministra gospodarki, a przedtem ministra jej zniekształceń – W. Kaczmarka. Licencja dla Zasady oznaczała omijanie cła na samochody importowane, bowiem sam montaż jest technologicznie łatwy, tani. Nie wymaga wielkich nakładów pracy, przy minimalnym zatrudnieniu w stosunku do produktu finalnego. Oznacza także nieuczciwą konkurencję dla istniejących fabryk samochodów. To także furtka do nieograniczonych, niekontrolowanych zysków. Z prasy wiadomo, że ogromne dotacje finansowe, a także wielkie ulgi podatkowe biorą swoje źródło rzekomo z samej sławy rajdowca. Czy tylko z niej?
I nagle Zasada spotkał się z kontrą! Firma Daewoo zagroziła, że jeśli S. Zasada otrzyma rządową koncesję na montownię, to Daewoo zwolni połowę załogi FSO2. Oto próbka dyktatu: dziś w sprawie Zasady, jutro szantaż w każdej innej. Skośnoocy milusińscy rozpędzą połowę załogi wielotysięcznej fabryki. Dlaczego? Głupie pytanie: bo zapłacili, płacą („psi grosz”) i wymagają!
Sanocka Fabryka Autobusów, to obecnie Autosan S.A. Zasada Group -jak wyżej
Fabryka Samochodów Ciężarowych w Lublinie, to podwórko koreańskiego Daewoo.
Fiat i Daewoo posiadają w Polsce liczne zakłady filialne. I tak:
Zamki i mechanizmy do samochodów produkuje Rolta Morse Poland Sosnowiec.
1. W 1994 roku sprowadzono 25 min par butów po cenach dumpingowych. W następnym roku zalało Polskę 50 min par, także po cenach dumpingowych. Przed 1990 r. 20 min par butów słaliśmy na eksport w tym.jeden min.do USA. W tajnym piśmie Min. Finansów do banków, zabroniono udzielania kredytów walutowych firmom polskim! Obecnie produkcja krajowa to zaledwie 30 proc. potrzeb naszych nóg. Reszta to import.-(Dane z telewizyjnej dyskusji prowadzonej przez red. E. Jaworowicz, z udziałem m.in. W. Kaczmarka – 16.VI.1997).
2. „Gaz. Wyb.”, 8-9 XI 1997 r.

Układy hamulcowe, to domena monopolu Allied Signal Automatiye Poland Twardogóra.
Urządzenia antywibracyjne oraz przewody hamulcowe zdominowała Gamma Poland Częstochowa.
Odlewy aluminiowe i żeliwne oraz cynkowe produkuje Teksid Poland Bielsko. Wejście kapitału obcego na rynek samochodowy niesie przewagę dalekosiężnych negatywów. Odbiorcy samochodów krajowych płacą tyle samo jak w imporcie, ale zyski z tej intratnej produkcji wypływają z Polski, co w połączeniu z innymi przemysłami przechwyconymi, przez obcych, czyni nas krajem półkolonialnym, rynkiem taniej siły roboczej i generuje permanentne zacofanie poziomu życia. Nasz marsz do wałęsowskiej „drugiej Japonii” będzie człapaniem szkapy do worka z obrokiem na końcu dyszla, wałęsaniem się po obrzeżach cywilizacji przemysłowej.
Klasycznym skandalem z pogranicza przestępstwa, były okoliczności „prywatyzacji” dwóch zakładów produkcji opon samochodowych – w Dębicy i Olsztynie. Grabież tych fabryk dokonaną pod pretekstem prywatyzacji, ówczesny minister zniekształceń własnościowych – W. Kaczmarek usprawiedliwiał koniecznością modernizacji. Tymczasem zakłady te były bardzo dochodowe i mogły same łożyć na swoją modernizację. Dębica w 1994 r. odnotowała zysk 141 min dolarów. Następny rok zamknęła zwiększeniem produkcji o 52 proc. Tymczasem za 32,7 proc. akcji tej fabryki amerykański koncern „Goodyear” zapłacił 55 min dolarów, czyli 25,7 proc. rocznego zysku „Dębicy”! Oddaliśmy więc fabrykę dosłownie za darmo. Z kolei za 50 proc. olsztyńskiego „Stomilu”, francuski koncern „Michelin” zapłacił tylko 110 min dolarów. O przestępczym charakterze „prywatyzacji” tych dwóch zakładów oponiarskich świadczy fakt, że deklarowane przez „Michelina” i „Goodyeara” prace modernizacyjne, zostaną wykonane za same zyski fabryk, a po dwóch latach zyski pokryły wszystkie koszty prac modernizacyjnych oraz koszt zakupu tych akcji. Było to więc wyzbywanie się kury znoszącej złote jaja. Działo się to za zgodą rządzących komunistów z SLD (i krypto koalicyjnej żydolewicy z UW), którzy w programie wyborczym do sejmu 1993 r. obiecywali, że po zwycięstwie wyborczym powstrzymają wyprzedaż rentownych zakładów. Potem byli pierwszymi w rabunkowej wyprzedaży „złotych kur i złotych jaj”.
Zachód traktuje nas jak eldorado surowcowe oraz rynkowe i tak będzie zawsze. Potrzebują naszych surowców takich jak węgiel siarka i inne, ale ich eksport na zachód jest kosztowny. Zmniejszają koszty w ten sposób, że wymuszają od nas dopłaty do kosztów produkcji! Te same surowce są relatywnie tańsze w innych krajach, dlatego Jesteśmy zmuszani do eksportu po cenach niższych niż koszt wydobycia. Najlepiej to się Ujawniło w przypadku węgla. Jak podają autorzy wspomnianego tu Raportu, do każdej tony węgla musieliśmy dopłacać około 10 dolarów. To samo dotyczy eksportu naszej siarki. W obydwu tych surowcach jesteśmy traktowani jako bezpieczna rezerwa: na każdy spadek koniunktury na rynkach zachodnich, odpowiadają dyktatem niższych cen naszej siarki i węgla. W ten oto sposób dofinansowujemy gospodarki takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Finlandia. W mniejszym stopniu dotyczy to wymuszenia cen na polską miedź – nasze wielkie bogactwo, ale już „prywatyzowane”.
Inwazyjny charakter ma rozrastanie się w Polsce olbrzymich supermarketów.W niedalekiej perspektywie oznacza to bankructwo dziesiątków tysięcy sklepów różnych branż, co będzie dotkliwym ciosem wymierzonym w klasę średnią, stymulującą poziom życia społeczeństwa. Jak grzyby po deszczu rozrastają się polipy takich supermarketów jak Macro, Billa, Casino, Lecrerc, Castorama, Auchan. Zakaz wykupu ziemi przez zagraniczne podmioty omijają w sposób wręcz perfekcyjny: poprzez

podstawione osoby wykupuje się w miastach po kilka sąsiednich działek i pewnego dnia, wyłania się ich nowy właściciel w postaci supermarketu. Tak było dwukrotnie w Lublinie. Sprawa nigdy by nie wypłynęła do opinii publicznej, gdyby nie zawiadomienia do prokuratury, złożone przez korporację miejscowych kupców.
Okazało się dopiero wtedy, że w rejonie ulic Choiny i Chodźki, niemiecka firma
Real wykupiła w 1997 r. od prywatnych właścicieli działki o łącznej powierzchni 4,3 ha Druga tego rodzaju tajna transakcja stała się udziałem firmy GBS Obiekt 15, która wykupiła działki pod supermarket na Czechowie. Obie afery nagłośniła Lubelska Izba Kupców i Producentów. Niestety, biuro notarialne, które w tym drugim przypadku zawierało umowy, nie musi udzielać informacji, dlatego prasa nie mogła zapoznać się z kruczkami tego „przekrętu”. Pikanterii dodaje aferze fakt, iż o obydwu nieprawnych „desantach” niemieckich molochów handlowych w Lublinie, rzekomo nic nie wiedziały władze miasta!
Katastrofą jest tu jeszcze coś innego: supermarkety po cenach dumpingowych sprzedają około 60 procent produktów pochodzenia zagranicznego. Wiadomo, co to oznacza
– wypieranie polskiej produkcji. Zyski natomiast wędrują poza Polskę. Są ogromne przychody Makro Cash w 1996 roku wyniosły 1,4 mld nowych złotych! W sąsiedztwu supermarketów nieuchronnie plajtują okoliczne sklepy, w następnej kolejności będą upadać pozostałe. Tak było we Wrocławiu, gdzie supermarket Hit stanął w środku miasta przy trasie dojazdowej do dzielnic mieszkaniowych. Obrót w sklepikach z sąsiedztwa wkrótce obniżył się o 40 proc.
Wchodząc do lubelskiego Makro, odnosimy wrażenie „wielkiego Zachodu”, bo wchodzimy w świat obcych towarów. Pewnego razu zasępił mnie widok pryzmy worków z ziemią doniczkową importowaną z Niemiec! Jak im się to opłaci? Może opłaci się na tej samej zasadzie, jak opłaciły się całe pociągi wołyńskich czarnoziemóv ciągnące do Niemiec w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej? A może to te same czarnoziemy wracają teraz na wschód, w złośliwej powtarzalności Historii?
Przestępczą prywatyzację’, jej grozę, bezkarność, butę kolejnych ministrów zniekształceń własnościowych, można sobie uzmysłowić tylko na przykładach jednostkowych. To niekończący się rejestr przestępczych działań przeciwko polskiej racji stanu przeciwko suwerenności państwa, przeciwko przyszłości narodu. Wieje z nich groźnie w samym tylko aspekcie totalnej bezkarności, uprawianej na przekór rejtanowskim wystąpieniom uczciwych posłów, senatorów, działaczy partii, stowarzyszeń, naukowców wreszcie.
Sięgnijmy po kilkanaście z nich. Będzie to przemarsz po dopuście bożym, jakim jest piąty rozbiór Polski – fenomenalny majstersztyk światowej oligarchii pieniądza’ władzy.
Kwidzyn – papier.
Podarowanie obcemu koncernowi Zakładów Celoluzowo-Papierniczych w Kwidzyniu, to jeden ze szkoleniowych przykładów przestępczej prywatyzacji w randze antypolskiego sabotażu.

Fabryka powstała w połowie lat 80. Była jednym z najnowocześniejszych na świecie producentów papieru. Wytwarzała połowę krajowej produkcji papieru gazetowego oraz kilka innych asortymentów. Posiadała największą w Europie wytwórnię celulozy.
Budowa Kwidzynia trwała lata. Maszyny zakupiono w Kanadzie za 400 min USD kilkanaście lat temu, co w przeliczeniu na obecną siłę dolara, czyni lekko ponad pół miliarda dolarów. Drugie tyle kosztował wykup kilkuset hektarów gruntów pod zakład, budowa infrastruktury fabryki (w tym także mieszkaniowej) i systemu wodno-ściekowego. Gigant zatrudniał 3600 pracowników przy pełnej mechanizacji i automatyzacji produkcji. Przerabiał rocznie 800 tysięcy metrów sześciennych drewna. Uciążliwość zakładów celulozowych wobec środowiska naturalnego (wodnego) wymusiła budowę oczyszczalni ścieków zdolnej obsłużyć miasto z 250 tysiącami mieszkańców’ podczas gdy sam Kwidzyn liczy 37 tyś.
Był to arcyponętny obiekt dla koncernów zagranicznych. Chodziło tylko o zakup za przysłowiowy psi grosz.
Zakupił go, czy raczej otrzymał w prezencie za symboliczną kwotę 120 min USD, amerykański koncern International Paper Group INC. z USA, podczas gdy samo dobranie załogi, stworzenie jej infrastruktury mieszkaniowej oraz przeszkolenie, kosztowałyby w USA 100 min dolarów.
W amerykańskim czasopiśmie „Joumal of Bussines Strategy” (marzec 1993 r.) ukazał się wywiad z dyrektorem d/s rozwoju koncernu International Paper. ‚Dyrektor C. Cato Eały powiedział szczerze i nie bez przechwałki:
rząd polski wydał prawdopodobnie trzy do cztery razy tyle na zbudowanie tej fabryki i dzisiaj byłaby ona w zasadzie nie do zastąpienia za nawet zbliżoną sumę nigdzie na świecie (…). Ta fabryka jest całkowicie nowocześnie zaprojektowana według całkowicie nowoczesnych specyfikacji zachodnich. Spełnia w zasadzie każdy standard, jakiego oczekiwalibyśmy od fabryki gdziekolwiek na świecie.
Treść wywiadu z dyrektorem International Paper przysłał do Polski przebywający w USA prof. Kazimierz Stańczak. Tekst wywiadu, prof. Stańczak rozesłał do 40 „polskich” gazet i czasopism. Opublikowało ją zaledwie kilka, w tym „Trybuna” (nr 110/1993). Już następnego dnia ukazało się w „Trybunie” dementi rzecznika prasowego Ministerstwa Przekształceń Własnościowych – niejakiej A. Garwolińskiej2. Podała ona -jak stwierdza cytowany autor książki Bezdroża prywatyzacji – fałszywie zaniżone koszty budowy fabryki w Kwidzyniu, kwestionując dane dyrektora International Paper.
To wszystko jednak działo się później, bo Kwidzyn poszedł w darowizny już w 1990 roku. Zuchwałość J. Lewandowskiego i innego „górala” w randze wicepremiera H. Goryszewskiego, posunęła się nawet do uznania „sprzedaży” Kwidzynia za transakcję roku. Te radosne oceny opublikowały ich nadworne tuby polskojęzyczne – m.in. „Gazeta Wyborcza”.
Ale wśród Polaków wreszcie zawrzało. Z pierwszym protestem przeciwko przestępczej prywatyzacji Kwidzynia wystąpiło Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Przemysłu Papierniczego. Posłowie z Sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych podnosili aż nadto oczywisty argument, że wyzbycie się Kwidzynia oznacza Monopolizowanie rynku papieru przez obcy kapitał. Rejtanowską kampanię przeciwko sprzedaży” stoczył były minister Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego – Waldemar

1. Tak ją rozumiał m.in. prof. W. Bojarski w książce: Więcej Polski, starannie przemilczanej przez marks-media polskojęzycznej żydokomuny; tak ją – dosłownie – nazwał senator E. Krasowski.
2.R Staszyński: Bezdroża prywatyzacji. Ibidem.
3. • Należy się domyślać, że pochodzącej z Garwolina, jak np. Mazowiecki z Mazowsza..
Kozłowski. Skierował protest do prezydenta Wałęsy i „premierki” H. Suchockiej. Ich reakcją były grzecznościowe banały. Lewandowski także odpowiedział Kozłowskiemu. Przekonywał, że podpisując umowę z koncernem amerykańskim zrobił dobry interes, bo zakład jest „przestarzały” i musiałby zbankrutować, od czego uratowała go sprzedaż.
Wywiad z W. Kozłowskim na temat Kwidzynia odrzuciły dwa tygodniki centralne1. Ukazał się dopiero w lutym 1993 w wewnętrznym biuletynie PSL – „Ludowcu” o nikłym zasięgu czytelniczym. Kozłowski oświadczał:
błąd podstawowy tkwi w tym, że prywatyzacja prowadzona jest na zasadzie bezwzględnego przymusu i pośpiechu…
I wtedy właśnie protestujący otrzymali niespodziewane i niezamierzone wsparcie wspomnianym wywiadem dyrektora International Paper, opublikowanym w USA i „przemyconym” do Polski przez prof. Kazimierza Stańczaka. Dla „naszych” Europejczyków winnych oddania Kwidzynia za bezcen, wywiad dyrektora koncernu był niemiłym zaskoczeniem, bo potwierdzeniem sabotażowych okoliczności i warunków sprzedaży. Wywiad dyrektora dał Waldemarowi Kozłowskiemu podstawę do doniesienia o przestępstwie, złożonego na ręce Prokuratora Generalnego RP – J. Piątkowskiego. W zawiadomieniu W. Kozłowski postawił J. Lewandowskiemu zarzut rażącego zaniedbania prawidłowej oceny sprzedanego zakładu i spowodowanie szkody w majątku narodowym na pół miliarda USD. Tym działaniem m.in. Lewandowski dopuścił się przestępstwa z art. 217 par. l i par. 2 Kodeksu Karnego. W. Kozłowski jako fachowiec w tej dziedzinie wykazał w doniesieniu, że zakład był nowoczesny i sprawny, a nakłady na bieżące ulepszenia i modernizacje mógł z łatwością uzyskać z wypracowanych zysków oraz kredytu – wielokrotnie niższego od utraconej wartości zakładu.
Waldemar Kozłowski nie doczekał się odpowiedzi od Prokuratora Generalnego. Kilkanaście dni później zmarł nagle na atak serca, powiększając grupę tych, którzy protestując przeciwko grabieży Polski, umierali na dziwne zawały lub w wypadkach samochodowych, jak Michał Faizman, który rozgrzebał grabież FOZZ, jak szef NIK Walerian Pańko, zbyt energicznie dobierający się do afery FOZZ, jak Andrzej Krzepkowski, działacz „S” z Ursusa, zamordowany przez „nieznanych sprawców”.
Na doniesienie o przestępstwie nie zareagował ani Prokurator Generalny Piątkowski, ani Prokurator Wojewódzki w Elblągu, do którego W. Kozłowski skierował doniesienie wedle terytorialnej podległości miejsca przestępstwa. Kodeks Postępowania Karnego postanawia, iż prokurator ma obligatoryjny obowiązek rozpatrzenia każdego doniesienia o przestępstwie, a już szczególny obowiązek mieli obydwaj prokuratorzy wobec doniesienia o jawnej grabieży sumy pół miliarda dolarów. Tym samym obaj pośrednio współuczestniczyli w tym przestępstwie jako ci, którzy świadomie zaniechali jego ścigania.
Kontredans obydwu doniesień miał ciąg dalszy. Prokurator wojewódzki zepchnął je do Prokuratury Rejonowej w Elblągu, a ta w lipcu 1993 r. skierowała doniesienie do NIK w Gdańsku. Stamtąd odesłano Polaków zainteresowanych pismem nieżyjącego już W. Kozłowskiego – do NIK w Warszawie, a centrala NIK uznała za zbędne odpowiadanie na monity w sprawie doniesienia.
Mając takich sprzymierzeńców, International Paper podjął działania na rzecz przejęcia pozostałych 20 proc. akcji zakładu, przyznanych załodze. Cenę wykupu akcji ustalono na 100 min złotych wiedząc, że przy miesięcznych średnich zarobkach pracowników fabryki, wynoszących ledwo 2,5 min złotych, nikt z nich nie będzie w stanie wykupić
1. Ibidem, s. 30.

akcji. International Paper „wynalazł” następujące wyjście: opłaci pracownikom należność za akcje pod warunkiem natychmiastowego ich odsprzedania koncernowi, ale cenę akcji ustalił na tej samej wysokości, w jakiej wykupił je od państwa nabywając 80 proc. akcji, co było kwotą wielokrotnie niższą od rzeczywistej wartości akcji.
W ten oto prosty sposób International Paper stał się 100-procentowym właścicielem fabryki.
Wyjaśnić też trzeba, że koncern uzyskał zwolnienie podatkowe w wysokości 142 min USD – a więc tyle, ile zapłacił Skarbowi Państwa za 80 proc. akcji oraz za pozostałe 20 proc. przechwycone od załogi!
Dyrektor Zespołu Przekształceń Własnościowych w NIK – Ryszard Szyć, komentując ten „rozbój w biały dzień” dodał, że pomimo tych „wakacji podatkowych”, w pierwszym roku po prywatyzacji Kwidzyn miał stratę kilkuset miliardów starych złotych1.
Tak więc – zakłady w Kwidzyniu zostały oddane za darmo2.
Co za to spotkało „ministra” Lewandowskiego? Nagroda. Został Honorowym Obywatelem miasta Kwidzynia. Z inicjatywą nadania mu tego tytułu wystąpił przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” zakładu! Poparły go wszystkie inne związki. Były to więc związki już zagraniczne – agendy International Paper. Pan płaci i wymaga. W ten sposób zakładowa „Solidarność” fabryki okazała się związkiem o tej samej nazwie, ale związkiem antypolskim, przytroczonym do International Paper. Ile takich zagranicznych, agenturalnych polipów „Solidarności” działa w fabrykach zawłaszczonych z przyzwolenia dwóch kolejnych ministrów zniekształceń własnościowych – tego kroniki zdrady narodowej nie notują, bo takich kronik nikt nie jest w stanie opracować.
Obcy polip czyli International Paper zapewnił sobie dostawy polskiego drzewa. Uczynił to konspiracyjnie: w 1992 r. zawarł „poufną” umowę z ówczesną dyrekcją Naczelnego Zarządu Lasów Państwowych. W umowie zobowiązano się do dostaw wieloletnich, po cenach znacznie niższych od cen światowych!
Ale papier z polskiego drzewa, wyprodukowany w polskiej fabryce przejętej za darmo, koncern sprzedaje po cenach światowych. Od stycznia 1993 do kwietnia 1995, cena kwidzyńskiego papieru wzrosła z 7000 zł do 18000 złotych, osiągając ceny światowe, przy kosztach produkcji znacznie niższych od światowych3.
Pafawag.
Sprzedaż tego kolosa, największej w Europie fabryki taboru kolejowego, poprzedził pamiętny mechanizm zbrodniczej pułapki wysokiego oprocentowania kredytów. Po tym przygotowaniu, fabrykę „kupiły” dwa koncerny: szwajcarski ABB4 i niemiecki Mercedes Benz. Pafawag przejęli za groteskową sumę trzech milionów dolarów! Natychmiast po „sprzedaży”, ówczesny minister transportu Bogusław Liberadzki złożył nowym właścicielom zamówienie na dostawy sprzętu kolejowego za 210 min dolarów! Liberadzki nie znalazł przedtem funduszy na pomoc dla zakładu, ale natychmiast PO wyzbyciu się Pafawagu wyłożył prawie ćwierć miliarda dolarów tytułem zamówienia
1. Anita Gargas: „Gazeta Polska”, 13.VI.1995.
2. Anita Gargas: „Gazeta Polska”, 12/1995.
3. L. Staszyński: Bezdroża…, Ibidem, s 29.
4. Dał się przedtem poznać z likwidacji kilku fabryk przejętych w ramach „prywatyzacji”, m.in. ZAMECH-u.

produkcyjnego! Dlaczego czekał z tym do momentu oddania za darmo tego giganta? Może dlatego, że Liberadzki stale acz dyskretnie obracał się w orbicie wpływów niemieckiego kapitału, a w nagrodę po odejściu z ministerstwa, został redaktorem naczelnym wykupionego przez Niemców „Dziennika Bałtyckiego”.
Stocznia Gdańska.
Kiedy stoczniowcy upomnieli się 2 maja 1988 roku o legalizację „Solidarności”, ówczesny premier Rakowski w politycznej zemście za rok 1980 i tenże 1988, wspólnie z wicepremierem a kumplem I. Sekuły, ogłosił oficjalną decyzję o likwidacji stoczni. Chodziło głównie o zniszczenie kolebki „S”, ale i o wejście „mocnym ciosem” w dalekosiężny plan zagłady polskiego przemysłu okrętowego, nakazanej przez pobratymców Rakowskiego i wicepremiera Sekuły. Od tego czasu kondycja finansowa stoczni gwałtownie się pogarszała. Pracowali nad tym kolejni premierzy i ministrowie. Kiedy rządziła Unia Demo-Wolności, ministrowie Eysmont i Olechowski w zmowie z prezesami banków – Pomorskiego i Gdańskiego, starali się postawić stocznię w stan likwidacji. Wtedy właśnie powstała tzw. Grupa Przemysłowa. Skupiała dyrektorów stoczni i innych dużych przedsiębiorstw, mając zaledwie pięć procent akcji stoczni. Okazało się, że akcje stoczni nie należą ani do PLO lub PŻM, tylko do kilku osób! Zawłaszczyli 40 proc. akcji’. W Knesejmie wybuchł słomiany skandal.
Kolejne podejście, to próba sprzedaży stoczni p. Piaseckiej-Johnson, którą prasa polskojęzyczna czas jakiś kreowała na matkę opatrznościową stoczni.
Następne ataki, to konspiracyjna próba sprzedaży Stoczni za bezcen, koncernowi norweskiemu Kvanerna. Dyrektor koncernu na krótko przed transakcją udzielił gadatliwego wywiadu gazecie norweskiej chwaląc się w nim, że byłby durniem, gdyby zrezygnował z tak wspaniałego prezentu, jakim jest Stocznia. Ktoś z Polaków błyskawicznie przekablował wiadomość do Polski i oszustwo zostało zablokowane w ostatniej chwili.
Kolejny trik, to próba sprzedania Gdańskiej Stoczni Remontowej kapitałowi niemieckiemu2 przez ówczesnego (1993 r.) ministra przekształceń polskiej gospodarki w masę upadłościową.
Zaciekła wojna o likwidację polskiego przemysłu okrętowego była przygotowywaniem gruntu dla przemysłu stoczniowego państw Unii Germano-Europejskiej, a konkretnie dla przemysłu niemieckiego. W „Rzeczypospolitej” (14 i 17 III 1997) mogliśmy przeczytać o wzroście mocy produkcyjnych stoczni i związanych z tym dotacjach Unii, prognozowanym przez dobrze poinformowane pismo niemieckie „Forbes”.
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju spodziewa się zaostrzenia problemów w przemyśle stoczniowym. Światowe moce produkcyjne branży wzrosną do roku 2000 o 16-24 proc.
To będzie oznaczać obniżanie zysków stoczni dlatego:
OECD przypomniała o konieczności szybkiej ratyfikacji umowy z 1994 r. o dotacjach państwowych dla przemysłu stoczniowego.
I dalej:
1. „Nasza Polska”, 12.III.1997.
Komisja Europejska gotowa jest udzielić dwóm niemieckim stoczniom pomocy finansowej w wysokości 1 mld DEM (588 min USD)… Na najbliższym posiedzeniu Rady Ministrów Unii Europejskiej 24 marca, komisja przedstawi propozycję przyznania 450 min DEM stoczni w Weimarze i 590 min DEM wsparcia stoczni w Stralsundzie.
Tak pisał dobrze poinformowany niemiecki tygodnik, dając pośrednią odpowiedź na zaciekłą, wieloletnią, sabotażową wojnę polskich kompradorów z polską stocznią: konkurentem dla tamtych.
Będziemy więc kupować statki u obcych. Oto tzw. Grupa Polskiej Żeglugi Morskiej podpisała z japońskim koncernem Mitusi Co Ltd kontrakt na budowę pięciu statków’. Umowa jest tylko częścią programu odnowienia naszej floty. Do przetargu, podobnie jak do przetargu o uzbrojenie polskiego „Huzara”, stanęło wiele fabryk zbrojeniowych – zgłosiło się też wiele stoczni z całego świata – przechwalał się rzecznik prasowy Grupy PŻM K. Gogol (nomen o/wen!). Łaskawie wybrano ofertę japońską. Wartość kontraktu – 100 min USD. To tylko na początek, przystawka do dania głównego-
W tym samym czasie, kiedy przemysł okrętowy na zachodzie przeżywał okres
prosperity i dotacji Unii Germano-Europejskiej, „polskie” władze pod pretekstem nieopłacalności, dokonały przestępczej likwidacji polskiej żeglugi liniowej (PLO), promowej (PŻB), trampowej (PŻM) i rybackiej.
Sprawcą niemalże zagłady polskiej floty rybackiej, był ówczesny minister Transportu i Gospodarki Morskiej Bogusław Liberadzki. Początkiem była umowa zawarta w lipcu 1995 roku z Moskalami – kapitulancki i wasalny efekt wielomiesięcznych negocjacji w tej sprawie. Rozmowy z rosyjskim Komitetem Rybołóstwa były prowadzone przez polski rząd, co stanowiło naruszenie elementarnych zasad porozumień między firmami dwóch państw. Zobowiązano się do wycofania naszych statków rybackich z międzynarodowych wód Morza Ochockiego, a dalsze nasze połowy będą się odbywały w strefie rosyjskiej. Ograniczono nam limit roczny do 75 tysięcy ton, co równało się konieczności znacznego zmniejszenia zatrudnienia.
W umowie. Ministerstwo Transportu i Gospodarki Morskiej dało sobie narzucić oburzającą cenę 150 dolarów za tonę, podczas gdy tona morszczuka dostarczona na pokład statku w Kanadzie kosztuje 100 dolarów. B. Liberadzki, „nasz” obrotowy komprador interesów niemieckich i rosyjskich, bez żadnego uzasadnienia zgodził się na wycofanie naszych statków połowowych z wód międzynarodowych na rosyjskie i narzucenie nam cen zgoła bezczelnych. Polskie statki muszą ponadto utrzymywać na swoich pokładach rosyjskich darmozjadów – obserwatorów, którzy liczą tonaż ryb! Krajowa Sekcja Rybołóstwa domagała się renegocjacji tej umowy. Zamiast renegocjacji, było potem sławne „aresztowanie” jednego z polskich statków i bezprawne przetrzymywanie go na przekór rzekomym interwencjom najwyższych władz rosyjskich. Janusz Detmer -wiceprzewodniczący KSR bił na alarm (1995 r.):
Już teraz przedsiębiorstwo „Dalmor” zmuszone jest przygotować zwolnienie grupowe. Oficjalnie mówi się o około 400 osobach, my oceniamy, że obejmuje ponad 1000 osób. Koszty wynikające z zawarcia tej umowy wynoszą ponad 50 miliardów złotych2.
Przed podpisaniem tej skandalicznej umowy, łowiliśmy 250-300 tysięcy ton rocznie.
„Życie”, 15 X 1997.
Z kolei Zbigniew Sulatycki – do września 1993 r. podsekretarz stanu w MTiGM powiedział otwarcie, że minister Liberadzki’ jest osobą, która świadomie likwiduje gospodarkę morską2.
B. Liberadzki w tym niszczycielskim programie zastosował cały zestaw chwytów. Za jego zgodą akredytowano w porcie przeładunkowym przedstawicielstwo portu przeładunkowego z Hamburga. Na skutek tego, gwałtownie spadły usługi przeładunkowe w polskich portach. Toleruje się również działalność spółki „Poizug”, która przewozi kontenery z Polski do portów w Hamburgu. Polski tranzyt ma być stale ograniczony na rzecz udostępniania polskich portów krajom ościennym. Aż do ostatecznej jego likwidacji.
W następnej kolejności, rząd Cimoszewicza, nie mogąc zniszczyć Stoczni Gdańskiej w całości, wpadł na pomysł sprzedawania jej w częściach, komu popadnie. I to jednak nie doszło do skutku. Swoją antypolskość zademonstrował udzieleniem kilkudziesięciu min dolarów pożyczki dla armatorów koreańskich, odmawiając tego samego polskiej stoczni3! Zdalnie sterowane marionetki z rządu i ministerstw oraz banków, zmierzały do likwidacji stoczni, a nie do jej ratowania. Chodziło o pacyfikację potencjału produkcyjnego Stoczni, konkurencyjnego dla stoczni europejskich. W dniu 22 kwietnia 1994 r. odbyło się spotkanie przedstawicieli Polskiego Forum Okrętowego z dyrektorem Biura stowarzyszenia zachodnioeuropejskich producentów statków (AWES). Stanęła na nim sprawa przyjęcia Polskiego Forum Okrętowego do AWES. Dyrektor AWES, jednocześnie pełniący funkcję dyrektora naczelnego Bremen Vulkan Yerbund AG, zgodę na przyjęcie PFO do AWES uzależnił od ograniczenia produkcji polskich stoczni do 30 procent mocy przerobowych!
Bitwa o Stocznię trwała w następnych latach. Za każdym ciosem zdeterminowani stoczniowcy zapowiadali i realizowali różne formy eskalacji protestów, stale domagając się kredytów dla stoczni, które w ciągu kilku lat mogłyby zostać spłacone produkcją sześciu statków, od dawna zamówionych przez armatorów zagranicznych. Tymczasem obowiązujący system bankowy mógł udzielić kredytu na 30 proc. stopy rocznej, co oznaczałoby kolejną pułapkę zadłużeniową. Niezbędnym krokiem wstępnym byłaby likwidacja lub zawieszenie spłaty zadłużenia wobec Skarbu Państwa oraz zniesienie cła na importowane wyposażenie statków4. Nisko oprocentowane kredyty są niezbędne, aby w 2000 roku realizować produkcję wartości dwóch miliardów dolarów, jaka drzemie w zamówieniach. Trzeba na to około 700 min dol. kredytu. Niestety, NBP w ciągu kilku lat udzielił 4,5 mld dolarów kredytu upadającym bankom komercyjnym, ale nie mógł sprawić, aby stocznia otrzymała kilkaset milionów na produkcję statków, przed którą otwierają się mocne i pewne perspektywy w skali światowej. Światowa prognoza wzrostu floty towarowej od 1991 r. do 2005, wynosi 12,5 proc., podczas gdy kasacje starych okrętów obejmą 31,4 min DWT. Oznacza to systematyczny wzrost zapotrzebowania na statki5.
1. Liberadzki, pomysłowe nazwisko. Z miejsca wiadomo: liberał!
2. Ibidem.
3. Uzasadniając ten antypolski idiotyzm, Cimoszewicz oświadczył: „Decyzja o udzieleniu wietnamskiej stoczni kredytu, to jedno z posunięć promujących nasze towary eksportowe”, na co sekretarz prezydium Gdańskiej „S” – E. Szwajkiewicz, oświadczenie Cimoszewicza nazwał skandalem. Nie wiadomo, co kryło się za tym wielkopańskim gestem Cimoszewicza.
4. Z wywiadu kpt. żeglugi wielkiej inż. Z. Sulatyckiego – przew. Polskiego Stow. Morskiego. („Myśl Polska”, 1.XII. 1997).

Kolejnym „podejściem” do prywatyzacji stoczni była próba nabycia jej przez niejakiego Roberta Pollana z USA. Podaje się za Polaka, ale publicysta „Naszej Polski” pisał o nim: taki on Polak jak A. Michnik albo J. Lewandowski1. Podobnie odnosi się do Pollana publicysta kanadyjskiego „Przewodnika Polskiego”. Przypomina on, że R Pollana w jego nagłej miłości do stoczni poparł Lewandowski, a następnie wyjaśnia:
Zarówno Jeffrey Sachs jak i Janusz Lewandowski spędzili jakiś czas na uniwersytecie Harvarda. Pan Pollan uczestniczył w tworzeniu Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości (PAEF), był również jego wiceprezesem (1990-1991). Fundusz ten otrzymał od Kongresu amerykańskiego sumę 240 min dolarów na swoje wydatki. Jego powstanie było elementem programu pod nazwą:
„Poparcie dla Wschodnio-Europejskiej Demokracji” (SEED), powstałego w Kongresie w listopadzie 1989 r. po wizycie prezydenta Busha w Polsce2. Mając takich protektorów, spółka Pollan-Lewandowski poparła następujące warunki „prywatyzacji” stoczni: założona przez Pollana spółka „Porta”, dysponująca zaledwie 100 min starych złotych własnego kapitału, miała przejąć 15 proc. uprzywilejowanych akcji Stoczni. Każda z tych akcji dawała pięć głosów. Posiadanie 15 proc. takich akcji, dawało jej całkowitą kontrolę nad stocznią, według prostego przelicznika: 15×5= 75!
Ten projekt także nie przeszedł z kilku powodów, m.in. dzięki sprzeciwowi załogi Stoczni.
Załoga stoczni zaprawiona w bojach lat 1980-88, trwa i walczy. Z jakim skutkiem -trudno przewidzieć. Podczas wieców w marcu 1997 roku, jeden ze stoczniowców – stary brygadzista Jan Trzaska krzyczał do mikrofonu:
W 1970 roku na moich oczach ginęli stoczniowcy. Łudziłem się, że III RP będzie państwem dialogu i cywilizacji (…) Towarzysze z komitetów zamienili książeczki partyjne na czekowe (…) Wypędźmy w końcu za Ural tych czerwonych sk…synów!
Czyżby jednak stary brygadzista, weteran Grudnia 70, był tak krótkowzroczny, że winą obciąża tylko czerwonych sk…synów?
Czy nie wiedział, że czerwoni sowieciarze doskonale współpracują w dziele niszczenia Polski ze sk…nami różowymi spod znaku Round Table oraz ich następcami z kolejnych ekip rządowo-sejmowych? I że przeważnie wiodą się oni w przodkach z Góry Synaj?
Cementownia „Gorażdźe”.
Do rabunku tego nowoczesnego zakładu cementowo-wapienniczego zabrano się już w 1990 roku, był to bowiem klejnocik nie lada. Cementownia powstała w latach 70. z zastosowaniem najnowocześniejszej technologii. Roczna produkcja cementu – 2,3 min ton. Wraz z produkcją sąsiedniej cementowni „Strzelce Opolskie” – czwartej w Polsce co do wielkości – zaspokajała zaopatrzenie zachodniej Polski, a także znaczną ilość zamówień eksportowych do Niemiec.
W ramach pierwszej przymiarki z 1990 roku, zablokowanej przez zdesperowaną załogę zakładu, przewidywano sprzedaż cementowni belgijskiemu koncernowi Cemen teries
1. „Nasza Polska”, 11.VI.1997.
2. Ihiricm

SBFRF. Należność miała być rozłożona na raty, a pierwszą ustalono na 15 min dolarów. Tyle samo wynosił roczny zysk cementowni, tak więc zakład miał być oddany praktycznie za darmo, bo za jej coroczne sukcesywne zyski!
Wkrótce potem cementownię przekształcono w spółkę Skarbu Państwa. Zyski netto raptownie rosły, aż po 160 mld złotych w 1993 r.
Już jednak wcześniej, pod koniec września 1992 r. ówczesny minister zniekształceń własnościowych J. Lewandowski (członek Unii Demo-Wolności), podjął decyzję o sprzedaży cementowni belgijskiej spółce CBR Baltic. Transakcję podpisano 22 lipca 1993 roku, czyli jakby w rocznicę „uchwalenia” tzw. Manifestu Lipcowego! Firma wyłożyła 90,4 min marek za 30 proc. akcji „Gorażdże” i za 40 proc. cementowni „Strzelce Opolskie”. Nabywca zobowiązał się wykupić jeszcze 21 proc. akcji „Gorażdże” i 38 proc. „Strzelce” za łączną kwotę 55,2 min marek, pod warunkiem wywiązania się z umów inwestycyjnych za sumę 180 min marek własnych lub uzyskanych z zysku.
Tymczasem, dwa miesiące po kupnie, CBR sprzedał „Gorażdże” niemieckiemu koncernowi Heidelberger, łamiąc warunki umowy i dając podstawę do jej zerwania przez stronę polską przed arbitrażem międzynarodowym. Nic takiego nie nastąpiło. Cementownia sprzedana za psi grosz, przeszła w ręce niemieckie, ale nie wiadomo za jaką cenę. Na osłodę pozostaje nam opinia o „Gorażdże”, wystawiona przez byłego dyrektora CBR Bernarda Boon Falleura:
„Gorażdże” bez wątpienia są najnowocześniejszą i najbardziej wydajną cementownią w Europie Centralnej’.
Kryminalne aspekty podarowania cementowni „Gorażdże”, sięgają najwyższych instancji ówczesnej władzy. Cementownię prywatyzował minister już odwołanego (30. V. 1993 r.) rządu H. Suchockiej. Wykorzystując fakt, że prezydent Wałęsa powierzył tymczasową funkcję sprawowania władzy już odwołanemu rządowi Suchockiej, Lewandowski w ekspresowym tempie „sprywatyzował” również Zakłady Papiernicze w Kostrzyniu za 800 tyś. starych złotych, czyli za 50 dolarów! „
Jak wiadomo, po Suchockiej premierem został prezes PSL W. Pawlak. Zamierzał on powołać na stanowisko ministra przekształceń własnościowych znanego ekonomistę prof. Andrzeja Wieczorkiewicza. Spotkało się to z gwałtownym protestem A. Kwaśniewskiego – przewodniczącego Klubu Parlamentarnego SLD. Ministrem zniekształceń własnościowych, po „góralu” Lewandowskim został następny „góral” – W. Kaczmarek. Przypomnijmy, że był on przedtem jednym z dyrektorów Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie (jego oddziału warszawskiego), założonego przez rosyjskiego Żyda Davida Bogatina, wkrótce deportowanego do USA za. przestępstwa finansowe. Bank powstał z kredytu udzielonego aferzyście przez NBP w wysokości 10 min dolarów, kiedy to funkcję wicepremiera oraz ministra finansów pełnił L. Balcerowicz – komprador Sorosa i Sachsa.
Sprzedaż tak ważnego zakładu jak „Gorażdże”, przez przedstawiciela już odwołanego rządu, była skandalem bezprecedensowym. Powinny wkroczyć w to przestępstwo organy wymiaru sprawiedliwości, a umowa zostać anulowana. Niestety, próba postawienia Lewandowskiego przed Trybunałem Stanu spełzła na niczym. W nowym Knesejmie spotkała się z gwałtownym a solidarnym sprzeciwem „górali” z SLD i UD. Była jeszcze szansa wyrwania z paszczy International Paper 72 min dolarów tytułem podatku, ale minister finansów G. Kołodko2 zafundował firmie dwuletnie „wakacje podatkowe”.
1″Myśl Polska”, 10.VIII.1997.
2 wtajemniczeni wymawiają „hryhoryj Hołodko”..

Najazd belgijsko-niemiecki na „Gorażdże” ma szeroki kontekst. Chodzi tu o opanowanie sieci cementowni południowo-zachodniej Polski i czeskiej cementowni Mokra -już wykupionej przez ten sam koncern, obecnie połączony z koncernem niemieckim pod wspólną nazwą Heidelberger-CBR. W ten sposób Niemcy opanowali produkcję cementu w strefie Wiednia, części Czech, Moraw oraz południa Polski. Realizując ten gospodarczy „Drang nach Osten”, niemiecki koncern Dyckernhoff wykupił także cementownię „Nowiny”, płacąc 60 min dolarów za 60 proc. akcji. Niemcy tak bardzo pragnęli tego zakładu, że zgodzili się wypłacić jednorazowo 1200 pracownikom po 10000 nowych złotych, podnieść płace o 15 proc. i przez cztery lata utrzymać zatrudnienie!
Połykanie polskich cementowni – przedsiębiorstw strategicznych na równi z energetyką i kilkoma innymi gałęziami gospodarki, jest częścią budowania na zachodnich ziemiach Polski, niemieckiego przyczółka dla „Mitteleuropy”. Ta sama metoda i cele przyświecają przechwytywaniu przez nich przemysłu cukrowniczego na tamtych obszarach. Przejmując polską infrastrukturę przemysłową, Niemcy wiedzą, że mają oparcie w części tamtejszej ludności, identyfikującej się jako niemiecka. Większa część cementowni „Gorażdże” leży w gminie Gogolin, pozostałe w gminach Krapkowice i Pruszków. Podczas wyborów do sejmu 1991, na mniejszość niemiecką głosowało 74 proc. wyborców (!), w gminie Krapkowice 45 proc., a w Pruszkowie 83 proc. W rejonie tym, spośród 65 burmistrzów, 22 podawało się za Niemców…
Obecnie 16 największych cementowni polskich jest już w obcych rękach. We własnym kraju będziemy kupować cudzy cement.
Jednoznacznie wypowiedział się na temat roli Niemiec w przyszłej „Mitteleuropie” Michael Bell z londyńskiego Instytutu Adama Smitha:
W Polsce, Czechach i w krajach byłego Związku Radzieckiego, Niemcy systematycznie tworzą imperium gospodarcze, tam gdzie w przeszłości nie udało im się utworzyć imperium przy pomocy siły. Potężne Niemcy powstają na naszych oczach, a ekspansja na wschód będzie tylko przyśpieszać ten proces. Wielkie Niemcy nie są dla nikogo zagrożeniem militarnym, ale zdecydowanie mogą być postrzegane jako zagrożenie gospodarcze’.
Temu procesowi towarzyszy masowe wykupywanie przez Niemców ziemi na obszarach zachodniej i północnej Polski. W Niemczech jeden hektar ziemi kosztuje 20-25 tyś. marek. W Polsce – od 500 do 700 marek. O tym kierunku niemieckiej inwazji piszę w innym miejscu tej pracy.
Skok na „Drumet”.
Była to fabryka lin i drutu we Wrocławiu. W momencie prywatyzacji, (1994 r.) fabryka miała doskonałe wyniki z lat poprzednich: w 1992 roku wypracowała zysk 64,7 mld złotych, w następnym 65,5 mld złotych. Ponadto posiadała w banku nadwyżkę 100 mld złotych, co w sumie czyniło z tej firmy przysłowiową kurę znoszącą złote jaja.
Tymczasem minister zniekształceń własnościowych – W. Kaczmarek, odrzucił oferty innych korzystniejszych inwestorów, a sprzedał tę fabrykę (51 proc. akcji) Poznańskiej Grupie Kapitałowej. Firma już w chwili jej rejestracji była oszustem: wypis z rejestru PGK stwierdzał, że rzekomo posiadała jeden bilion złotych, a w rzeczywistości
1. A. Koraszewski: „Wieś i Państwo”, nr 1/1996. Za: Ludwik Staszyński: Bezdroża prywatyzacji. Wvri KsiaAa Polska 1997. s. 113.

posiadali o 1000 razy mniej, bo tylko jeden miliard złotych! Niestety, te fakty wyszły na jaw dopiero w trakcie kontroli NIK., obejmującej całość przekształceń własnościowych w 1994 roku.
Kiedy rozpoczęła się w 1993 r. procedura prywatyzacji „Drumetu”, minister Kaczmarek dysponował kilkoma ofertami. Sprzedał fabrykę za 5,7 min dolarów Poznańskiej Grupie Kapitałowej, w której 95 proc. udziałów posiadał Krzysztof Niezgoda. W ocenie pokontrolnej NIK, wycena „Drumetu” została świadomie zaniżona o 5 min dolarów. Wtedy to zaczęły się pojawiać w prasie informacje o kumpelskich powiązaniach W. Kaczmarka z K. Niezgodą. Okaże się, że W. Kaczmarek był członkiem rady nadzorczej w białostockiej fabryce dywanów „Agnella” – jej współwłaścicielem był K. Niezgoda. Niecałe dwa lata później K. Niezgoda został aresztowany pod zarzutem świadomego działania na szkodę Agnelli’. Oczywiście, zupełnie inny obraz sytuacji w tej fabryce przedstawiła firma audytorska Coopers Lybrand. Niezgoda, zdaniem NIK i UOP, ponosił winę za kupno akcji Zakładu Ubezpieczeń Hestja S.A.2 Wspomniana grupa kapitałowa stała się właścicielem „Drumetu” za równowartość jej trzyletniego zysku, płacąc za 51 proc. jej akcji dokładnie 5768 tysięcy dolarów. Takie to nastały czasy dla „biznesmenów”. „Drumet” nie jest zresztą rekordzistą w zakresie darowizn. Taka np. Pollena Uroda poszła za zysk dwuletni; warszawski Wedel jeszcze taniej.
W. Kaczmarek, jak już się z kimś kumplował, to ten ktoś musiał być nie byle kim. Pominąwszy rosyjskiego oszusta Bogatina, spójrzmy na błyskotliwą karierę K. Niezgody, a właściwie tylko na jej szczyt.
Oto poseł P. Ikonowicz, przewodniczący PPS, grzmiał w słynnym sejmowym przemówieniu, zawistny na Niezgody dorobkiewiczowskie szpanowanie rolls-roycem.
Wrocławski „Drumet” został sprywatyzowany w ten oto sposób, że pewien biznesmen nazwiskiem Niezgoda, wpłacił pierwszą ratę. Ta rata to suma o wiele niższa od tego, co znajdowało się w kasie zakładu jako wypracowany, półtoraroczny zysk. Czyli wystarczyło na kilka dni pożyczyć jakąś sumę pieniędzy, aby kilkakrotnie wzbogacić się w gotówce i stać się właścicielem zakładu. Dzisiaj pan Niezgoda jeździ po Włocławku samochodem marki rolls-royce (…) ta ostentacja nagłego bogactwa musi budzić przerażenie…3.
Nie wiemy, czy W. Kaczmarek za tę „prywatyzację” został Honorowym Obywatelem Włocławka, jak min. J. Lewandowski – Kwidzynia.
Sprzedaż „Drumetu” została zaskarżona do prokuratora przez przewodniczącego Sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych. Skarga chyba poszła do kosza, bo jeszcze w 1996 roku „Drumet” był własnością przekrętasów z PGK, a nawet otrzymał nagrodę „Złotego Grosza” od krakowskiego tygodnika „Przekrój”! Dziwnym trafem, do tej nobilitacji przyłączył się ambasador Japonii, przyznając prezesowi spółki tzw. „Srebrnego Jena” – skądinąd słusznie, bo w 1995 roku „Drumet” powiększył swoje zyski netto do 120 min nowych złotych.
Co kryje się za tymi prestiżowymi nagrodami, można się tylko domyślać po podobnej nagrodzie, jaką swego czasu tygodnik „Wprost” dowartościował byłego esbeka i multimilionera „z niczego” czyli Bogusława Bagsika, przyznaniem mu honorowego Medalu Kisiela. Podobnie, honorowym obywatelem miasta Kwidzynia został minister J. Lewandowski za przestępczą „prywatyzację” fabryki papieru…4
1. „Cash” z 21 lipca 1995. Niezgoda pobrał wtedy 24 mld zł z kasy Agnelli
2. Ibidem.
3. Ibidem.
4. „Słowo – Dziennik Katolicki”, 4.III. 1997.

„Elemis” – zabójstwo etapami.
Warszawskie Zakłady Telewizyjne „Elemis”, stały się ofiarą omawianej już procedury niszczenia polskiej elektroniki w ramach zagłady przemysłów o wysokiej technice wytwarzania. Spirala kredytów zadłużyła „Elemis” na 200 min nowych złotych. Nie korzysta z preferencji podatkowych, jak obce firmy wykupujące podobne zakłady – Philips, Thompson. Nie korzysta z niższych stawek celnych na import podzespołów i komponentów, z których korzystają w Polsce zagraniczne montownie telewizorów. Te i podobne nękające działania, obciążają najwyższe władze w całym systemie jej antypolskich struktur, od rządu i ministerstw po Kne-sejm kolejnej kadencji.
Gwarancje rządowe okazały się niemożliwe do uzyskania – nie było banku, który chciałby udzielić kredytu „Elemisowi”, a miał on obiecujące perspektywy produkcyjne. Posiadał zamówienia na 100 tyś. telewizorów nie ustępujących jakością zachodnim. Dewastacja zakładu odbywała się metodycznie. Z myślą o projekcie kontraktowym z Siemensem, zakupiono największą w Polsce tzw. wtryskarkę za 3,7 min nowych złotych. Pod zamówienia Siemensa zakupiono materiały za następne 6 min złotych’. Firma posiada takie wyposażenie, że z chwilą ogłoszenia jej upadłości, przedstawiciele firm zagranicznych ustawią się w kolejce po ich zakup – skarżył się jeden z pracowników fabryki. Wszyscy pracownicy akcentują tam istnienie zmowy nieudzielania kredytu „Elemisowi”, obliczonej na upadłość fabryki i oczyszczenie pola dla zagranicznych montowni telewizorów. Istnieją już montownie Daewoo w Pruszkowie, Philipsa w Kwidzyniu oraz Curtis Niemczyckiego. Wszystkie z nich są hołubione, a polskie – niszczone przez władze.
W otwarciu montowni Philipsa uczestniczył A. Kwaśniewski, natomiast kiedy Krajowa Sekcja Przemysłu Teleelektronicznego „Solidarności” zwróciła się do tego (p)rezydenta o pomoc, z jego kancelarii nadeszła odpowiedź Marka Siwca – „sekretarza stanu”, który wprawdzie wyraził werbalną troskę o los rodzimej elektroniki, ale z satysfakcją powołał się na pojawienie się na scenie nowych polskich podmiotów gospodarczych działających w branży elektronicznej, jak np. ComputerLand, co było nieprawdą w randze świadomego kłamstwa, gdyż ComputerLand jest filią zagranicznej korporacji2.
Kulisy niszczycielskich działań „polskich” rządów przeciwko polskiej elektronice, bezlitośnie obnażył dr Paweł Soroka – koordynator Polskiego Lobby Przemysłowego
(PLP):
Dla przyszłości polskiej elektroniki, najważniejsza jest elektronika bazowa, która jest niszczona z premedytacją3.
Wiodącym zakładem bazowym była warszawska CEMI. Produkowała diody, tranzystory i układy scalone. Realizując sabotaż, doprowadzono do upadłości CEMI w pierwszej kolejności. Zatrudniał 8 tyś. pracowników o najwyższych kwalifikacjach. Był największym zakładem tego typu w Europie Środkowej. Dla zachowania pozorów ciągłości istnienia firmy, z jej najlepszej części wyłoniono spółkę pod nazwą Cemix, zatrudniającą 130 osób.
Kolejna egzekucja czekała inną fabrykę bazową – Muflex w Kutnie. Produkowała podzespoły i elementy do podzespołów. Muflexowi podcięła nogi zagłada warszawskiego
1. „Nasza Polska”, 22.1.1997.
2. Ibidem.
3. Ibidem.

Kasprzaka, który wytwarzał radia, magnetofony i radiostacje dla wojska i kooperował z CEMI. Te same więzi kooperacyjne łączyły z Kutnem zakład bazowy Cemat, dostarczający do Kutna materiały elektroniczne. Jego upadek był więc nieodwołalną konsekwencją działań niszczycielskich: zniszczyć bazę baz, aby zdusić pozostałe zakłady elektroniczne. Wraz z nimi padną firmy małe, kooperujące z bazowymi.
Polcolor.
Brakuje słów skrajnej dezaprobaty w stosunku do tej grabieży, poprzestańmy więc na samych liczbach.
Francuska firma Thomson „wykupiła” 90 proc. majątku Polcoloru – zakładu produkcji kineskopów kolorowych w Piasecznie. Aport Thomsona wyniósł 378 min USD za 90 proc. zakładu wycenionego w 1991 roku w dokumentach księgowych na jeden bilion 199 miliardów złotych! Tu także ujawniła swoją przestępczą proweniencję spirala raptownych stóp kredytowych, popiwków i akcyz, które w błyskawicznym tempie zapędziły fabrykę w dług 504 miliardów złotych. Długi te w całości przejęła i wliczyła w cenę sprzedaży strona polska! Ponadto, stało się to dlatego, że stronę polską reprezentowała „firma” Adekstra, dysponująca jedynie nazwą, pieczątką i papierem firmowym. Długi musiał więc spłacać poręczyciel. Był nim Kombinat Górniczo-Hutniczy „Polska Miedź”. Ta okoliczność jest doskonałą ilustracją metody zapędzania nawet super opłacalnych zakładów w bankructwo finansowe poprzez podstępne poręczycielstwo (raczej stręczycielstwo) dla zadłużonych zakładów. „Polska Miedź” musiała spłacić to swoje stręczycielstwo, przyspieszając swój deficyt z myślą o „prywatyzacji”. Dlaczego poręczyła – nie wiadomo.
Minister Lewandowski odsunął od negocjacji z Polcolorem dyrekcję zakładu, udzielając w tym zakresie pełnomocnictw obywatelowi Szwecji – Wiktorowi Kubiakowi’ Kubiak za tę „prywatyzację” zgarnął 227,5 tysięcy dolarów!
Agonia cukrownictwa.
Do zniszczenia polskiego cukrownictwa posłużono się, m.in. metodą podobną do tej, jaką zastosował rząd Mazowieckiego-Balcerowicza-Sachsa-Sorosa do destabilizacji polskiego monopolu spirytusowego – masowym bezcłowym wwozem do Polski dziesiątków milionów litrów spirytusu, co przeszło do historii „zaniedbań” rządowych pod nazwą afery spirytusowej.
W cukrownictwie powiało grozą kilka lat później. W październiku 1996 roku, przed nowym sezonem cukrowniczym. Rada Cukrownictwa zwróciła się do Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, za pośrednictwem ministerstwa Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, z dramatycznym apelem o podwyższenie cła na obcy cukier.
Oto okoliczności i liczby obrazujące ówczesny dramatyzm sytuacji cukrownictwa, na tle braku reakcji rządu na niskocłowy wwóz do polski cukru z krajów CEFTA2.
1. „Nasza Polska”, l.IX. 1993.
2. CEFTA – umowa państw środkowo-europejskich o wolnym handlu. Korzystam z publikacji Daniela Stefańskiego – prezesa Zarządu Lubelsko-Małopolskiej Spółki Cukrowej („Myśl Polska”, 3.VIII.1997).

W kampanii cukrowniczej 1996 r. w Polsce wyprodukowano rekordową w dziejach naszego cukrownictwa (liczącego 170 lat) ilość cukru: 2,3 min ton, co przekroczyło potrzeby spożycia wewnętrznego o 700 tyś. ton.
Tymczasem z krajów CEFTA sprowadzono niskocłowy cukier w ilości dziesiątków tysięcy ton i cukier nadal napływał. Wobec zalegania własnego cukru oraz importowanego, cukrownie zostały zmuszone do obniżenia cen cukru poniżej kosztów wytwarzania, podczas gdy owe koszty wytwarzania (energia, surowiec, itd.) niepomiernie wzrosły. Całkowity koszt własny tony cukru wynosił 500 USD. W krajach zachodnich był jednak wyższy i wynosił 900 dolarów, ale państwa zachodnie dotują produkcję cukru do 40 procent kosztów, dlatego tamtejszym producentom opłaci się eksport do Polski poprzez kraje CEFTA, gdyż zgodnie z umową sygnatariuszy CEFTA, Węgry, Czechy i Słowacja mogą eksportować do nas tylko w 35-procentowej stawce celnej. Tak więc cała ta CEFTA okazała się oficjalnym kanałem przerzutowym produktów rolnych z państw zachodnich – ktoś nad tym pomysłem musiał dobrze ” pogłówkować”.
Do czasu podjęcia przez polskie cukrownie desperackiej decyzji o obniżeniu cen własnego cukru poniżej kosztów, z Czech, Węgier, Ukrainy i krajów Unii Europejskiej, wwieziono do Polski około 150 tysięcy ton taniego cukru, co całkowicie rozbiło krajowy rynek, duszący się zapasami 700 tyś. ton własnego cukru.
Podobnie sabotażowe działania rządu miały miejsce w handlu zbożem. W tym samym czasie, kiedy w magazynach zalegały setki tysięcy ton zbóż skupionych interwe-ncyjnie przez Agencję Rynku Rolnego – wiceminister rolnictwa Andrzej Śmietanko sprowadził z Indii (!) 25000 ton zbóż. Aferzystów zbożowych uratowała od skrajnej kompromitacji sama opatrzność, zsyłając kataklizm powodziowy. Z wielką ulgą sięgnęli do nadprodukcyjnych rezerw, aby powodzianom zapewnić materiał siewny.
Cytowany Prezes Lubelsko-Małopolskiej Spółki Cukrowej konkluduje:
Cukrownie deficytowe, nie mające szans normalnego funkcjonowania, prezentujące jednak światowy poziom techniczno-technologiczny, staną się łatwym łupem kapitału zagranicznego, który wykazuje duże zainteresowanie ich zakupem za przysłowiowe grosze’.
Tak więc u progu nowego sezonu, cukrownictwo było zmuszone prowadzić jednocześnie dwie kampanie – cukrowniczą oraz batalię o natychmiastowy zakaz importu taniego cukru po cenach dumpingowych. Domagały się tego regionalne związki cukrowni, a także Rada Cukrownictwa, Cukrownicza Izba Gospodarcza oraz Związek Plantatorów Buraka Cukrowego. Przypominano rujnujący dla rodzimego cukrownictwa niski poziom cła wwozowego, wynoszący 170 ECU za tonę, podczas gdy w krajach Unii Europejskiej poziom ten wynosi 400 ECU za tonę!
Batalia toczyła się latem 1997 roku. Tymczasem zachodnie rekiny cukrownictwa czyhają i czekają. Czekają na bankructwa, aby kupować zadłużone cukrownie za bezcen. Największym jest francuska Ceresucre – wchodzi w skład potężnego koncernu spożywczego pod nazwą Eridania Begin-Say, który posiada filie w Afryce, Europie, USA, na Bliskim Wschodzie. Moloch ten chce kupić (i kupi!) 17 najlepszych naszych cukrowni. Koncern jest już obecny na polskim rynku przez swoją Central Soya Ropol, zajmującą się produkcją pasz w dziewięciu zakładach. Ma także filię: Medeol Group, która powołała w Warszawie przedsiębiorstwo „Ducros Polska”. Posiadają więc dogodne przyczółki do bieżącego rozpoznawania kondycji poszczególnych zakładów.
1. Ibidem.

(1997 r.) kupił cukrownię w Garbowie koło Lublina. Charakterystyczne, że ceny zakupu nie ujawniono w Polsce, dopiero potem, jak podano na londyńskiej giełdzie raport tego koncernu. Gigant połknął cukrownię w Garbowie jak krewetkę: jest światowym liderem w produkcji cukru i środków słodzących. Rocznie wysypuje na rynek około 5 min ton cukru, czyli dwa razy więcej niż wynosi produkcja wszystkich cukrowni polskich.
Anglicy kupili 80 proc. akcji „Garbowa S.A.” od Polskiej Kampanii Cukrowej. Po 10 proc. udziałów zostało dla plantatorów i pracowników fabryki.
Dodam, że właścicielami Polskiej Kampanii Cukrowej, od której Brytyjczycy kupili „Garbów S.A.”, są trzy osoby, m.in. Maria Broniewska Gordon-Smith2 – wnuczka Bohdana Broniewskiego, budowniczego cukrowni.
Ustami dyrektora Tatę Lyle – Christiana Laura, posypały się słodkie obietnice co do przyszłości zakładu3. Brytyjczycy poprawią jakość buraków (!?), wprowadzą nowe technologie, pomogą w eksporcie nadwyżki cukru, a w ogóle to umożliwią cukrowni dostęp na rynki światowe. Dyrektor zapowiedział także, że wykupienie „Garbowa S.A.”, to dopiero początek ich ofensywy: będą odtąd startować we wszystkich przetargach sprzedaży polskich cukrowni. Wierzymy, wierzymy…
Na razie cukrownie bronią się tworzeniem spółek cukrowych, ale, jako żywo przypomina to zbijanie się owiec w stada przed wilkami. Dobrze zorientowani twierdzą, że generalny atak nastąpi jesienią 1997 r., na początku kampanii cukrowniczej. Będzie to doskonały sprawdzian – jeden z licznych – dla nowego sejmu i rządu. Sądząc jednak po zgodnym entuzjazmie wszystkich ugrupowań tworzących zwycięską koalicję wyborczą wobec zaciągu Polski do kołchozu pod nazwą Unia Germano-Europejska – czarno widzą los polskiego cukrownictwa, zwłaszcza po klęsce PSL w wyborach do Sejmu A.D. 1997.
URSUSA na razie zwycięski bój.
Program zaorania fabryki światowej klasy ciągników „Ursus”, jest klinicznym przykładem zabójczego sabotażu pierwszych trzech rządów żydokomunistycznej sitwy spod znaku Round Table.
Zakłady Przemysłu Ciągnikowego „Ursus” usiłowano zniszczyć kilkoma klasycznymi sposobami od czasu, gdy na propozycje „prywatyzacji”, załoga fabryki odpowiedziała zorganizowanym sprzeciwem, a jest to tłum kilku tysięcy pracowników razem z zakładami kooperującymi, około 12,5 tysiąca pracowników.
We wrześniu 1991 roku powołano zarząd komisaryczny zakładu, co było formalnym wstępem do „prywatyzacji” zakładu z powodu – jak zwykle, jak zawsze i wszędzie -wielkich zadłużeń. Były one wykładnią przestępczego programu zamieniania majątku
1. „Nasza Polska”, 23.IV.1997.
2. Powojennym właścicielem cukrowni był gen. Zygmunt Broniewski ps. „Bogucki”, ostatni dowódca Narodowych Sił Zbrojnych, który uniknął śmierci z rąk okupantów sowieckich wycofując się na zachód za Świętokrzyską Brygadą NSZ. Zob.: Stanisław Żochowski: Narodowe Siły Zbrojne, Londyn 1983, 11 Wyd. Lublin „Retro” 1994.
3. „Gaz. Wyb.”, 18 X 1997.
186

narodowego w masę upadłościową przez rządy żydo-lewactwa .
Pierwszym etapem nakładającym się równolegle na następną spiralę zadłużenia, był raptowny skok oprocentowania kredytów już zaciągniętych . Następnym odmowa kolejnego kredytowania w sytuacji, gdy stopa procentowa kredytów już zaciągnietych sięgała 600prc. Rocznie , a rolnicy podobnie wpędzeni w pułapkę zadłużeniową przestali kupować ciągniki. Stały więc na placach zakładu „hektarami”.
Następnymi kamieniami u szyi tego i setek innych zakładów stają się tak zwane dywidendy oraz popiwek – dwie formy opodatkowania dodatkowego, z premedytacją niszczące wszelkie szansę ratunku. Słynny popiwek, to podatek od wzrostu wynagrodzenia. Aby robotnik mógł otrzymać np. 100 złotych podwyżki płac, zakłady musiały odprowadzić do skarbu państwa 500 złotych popiwku, czyli bandyckiej kary. Wyprzedzając wydarzenia podam, że w 1993 roku place w „Ursusie” zamknęły się kwotą 750 miliardów złotych, a samego „popiwku” naliczono 300 miliardów złotych’. Już tylko te dwie kwoty wykazują absolutnie przestępczy charakter ówczesnych rządowych programów zagłady polskiego przemysłu.
Z kolei dywidenda była sabotażową formą nacisku na przedsiębiorstwa państwowe, aby pozbywały się zbędnego majątku. Część tego majątku została zakupiona w czasach nakazowych rozdzielników – i jego sprzedaż byłaby uzasadniona, ale brakowało chętnych nabywców tego majątku, bo był to sprzęt specjalistyczny.
Coś z tego sprzedano, reszta leżała na placach zamieniając się w złom pokrywający się rdzą dywidend2.
Niskie płace na tle stałego wzrostu kosztów utrzymania, z konieczności zamrożone przez dyrekcję w pełni świadomą skutków popiwkowego bicza, w końcu wyczerpały cierpliwość załogi „Ursusa” – rozpoczęły się strajki. Gasząc strajki, podniesiono płace, co było wejściem z deszczu pod rynnę popiwku.
W 1990 roku pojawili się „zbawcy” – Baksik i Gąsiorowski. „Wykupili” oni 6000 ciągników, które obiecali sprzedać w eksporcie. Dzieje się to bez wiedzy załogi. Z cichą aprobatą ówczesnej Rady Pracowniczej, dwaj żydowscy oszuści zawiązują spółkę, w której Art-B posiada 75 proc. udziałów, 15 proc. zakład i 10 proc. Skarb Państwa. Oszuści ani myśleli wywiązać się z warunków umowy – sprzedaży 6000 „zakupionych” ciągników. Umowy potrzebowali do zaciągnięcia kredytów, które następnie puścili w lukratywny obieg w ramach tzw. oscylatora – szybkiego przerzutu wkładów z jednego banku do drugiego, z wykorzystaniem różnicy między stopą kredytowania a stopą wkładów.
Wygląda na to, że ówczesny premier K. Bielecki nic jeszcze nie wiedział, że Art-B jest gigantycznym oszustwem zmontowanym przez syndrom izraelskiego Mossadu (wywiad) i polskiej Bezpieki, z użyciem dwóch tuzinkowych hochsztaplerów – Baksika i Gąsiorowskiego. Bielecki posłusznie realizował nakazany mu przez europejskie izraelity program transformacji polskiego majątku narodowego w masę upadłościową, ale ówczesna rola i źródła powodzenia tych zuchwałych hochsztaplerów rodem z jego nacji, zapewne jeszcze nie była mu znana. Kiedy bowiem wybuchły w „Ursusie” strajki płacowe, premier pojechał do zakładu i spotkał się z jego kierownictwem. Zastał tam Gąsiorowskiego i jak wspomina inż. Janusz Ściskalski – szef ówczesnej „Solidarności” „Ursusa” a potem jego dyrektor:
1. „Nasza Polska”, 13.VIII.1997.
2. Wiesława Uliasz: „Nasza Polska”, 14.111.1996.
187

Wobec całego kierownictwa zakładu z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy Gąsiorowskiego uczył premiera na czym polega oscylator. Bielecki wyjeżdżając z ursusa tak trzasnął drzwiami że omal nie wypadły i krzyczał że jest to sabotaż. Potem poleciło kilku ministrów i szef Narodowego BanKu Polskiego. „Ursusowi” jednak to nie pomogło, bo i pomóc fabryce nie chciano’.
Od tego momentu „Solidarność” „Ursusa” nagłaśnia sprawę Art-B, co staje się początkiem upadku szajki zakończonego rejteradą obu oszustów do Izraela2. Na fali tego skandalu Ministerstwo Przemysłu i Handlu unieważniło umowę z oszustami. Niewiele to pomogło, bo spirala kredytów z dodatkowym „turbo-doładowaniem” w postaci popiwku i dywidendy, mknie w górę. Kredyty zaciągnięte przez zakład w latach 80. na sumę 200 mld ówczesnych złotych, puchną z szybkością 48 proc. na miesiąc! Temu nie byłaby w stanie sprostać nawet kopalnia złota, a nie fabryka ciągników, na które akurat nie było zbytu, bo rolnik był zadłużony w ramach tego samego mechanizmu.
W tę lukę po Gąsiorowskim i Baksiku wciska się ich pobratymiec, były esbel;
B. Gawronik, kumpel Sekuły i innych „górali” pookrągłostołowych. Deklarował dofinansowanie fabryki, doskonale przy tym wiedząc, że nie posiada na to pieniędzy. Taka deklaracja złożona przez do niedawna tuzinkowego esbeka, powinna była spotkać się z prokuratorskim podstawowym pytaniem: skąd masz te pieniądze? Gawronik chciał w ten tani sposób zyskać rozgłos, co jednak nie uchroniło go od – niestety – chwilowego zapudłowania w areszcie.
Gawronik – kumpel obydwu oszustów, zaufany Służby Bezpieczeństwa3 został krótkotrwałym prezesem Art-B po ucieczce obydwu hochsztaplerów do Izraela. Dzięki temu wywiózł z willi Bagsika około 36 bezcennych obrazów malarskich, ale formalnie nie ustalono, czy obrazy wywiezione następnie przez UOP z willi Gawronika, były własnością Bagsika.
A wywieziono m.in. obrazy:
– Renoira: „La collation” – cena szacunkowa 5,5 mld zł;
– Achenbacha: „Via Appia” 1,2 mld zł;
– Malczewskiego „Dziewczynka na tle gaju” 1,7 mld zł;
– Malczewskiego „Dziewczyna…” 1,6 mld zł;
Ponadto, tym sposobem zmieniły miejsce pobytu obrazy Makowskiego, Chełmońskiego, Witkiewicza, Kossaka, Chevaliera, Picassa, kilka innych płócien Malczewskiego. Razem 36 obrazów o łącznej wartości około 20 mld złotych. Ponadto z willi Bagsika wywieziono wiele cennych dzieł sztuki będących także własnością Bagsika, jak lampy, wazony, miniaturowe rzeźby. Oprócz tego najwyższej klasy sprzęt elektroniczny, samochód mercedes 600 Sel (za 150 tyś. USD). Samochód został zresztą wkrótce „skradziony”, przez jak zawsze nieznanych sprawców4.
W 1991 roku premier Bielecki nawiązał tajne (!) kontakty z firmą Massey Fergus-son, własnością brytyjskich Żydów. Działo się to przy współpracy ówczesnego dyrektora „Ursusa” – tego samego, który podpisał umowę z Gąsiorowskim i Baksikiem. Na
1. Ibidem.
2. Bezpieczny wyjazd wraz z walizami dolarów zabezpieczała im polska Bezpieka – współuczestnik innej afery stulecia – grabieży Funduszu Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Zob. M. Dakowski, J. Przystawa: Via Bank i FOZZ. Wyd. Antyk 1992.
3. W 1971 r. pracował na etacie oddziałowego w dziale ochrony Zakładu Karnego przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Teczka personalna nr 2307. Zob.: „Wprost”, 11 X 1992, s. 25.
4. Ibidem, s. 23.
188

wieść o konszachtach z Massey – Fergussonem dyrektor został wywieziony przez załoge na taczkach za bramę zakładu. To samo spotkało Radę Pracowniczą. Załoga odpowiada strajkami : to właśnie wtedy Bielecki przyjeżdża do ursusa i stwierdza sabotaż. Pertraktacje K Bieleckiego z Fergussonem zostały jednak wstrzymane.
W 1992 roku, na wniosek „Solidarności” fabryki, premier Olszewski wprowadził zarząd komisaryczny zakładu i zarządcę postępowania porozumiewawczego. Udało się także sprzedać 750 ciągników, ale była to zaledwie część tego, co mogło postawić zakład na nogi. U progu 1993 roku nadal brakowało pieniędzy na zakupy do produkcji, pojawiały się przestoje. Był to rok zmarnowany tym bardziej, że fabryka miała zamówienia z Pakistanu, Malezji, USA i Kanady, a ciągniki „Ursusa” kupuje dosłownie cała Europa, ponadto reflektują na nie ci z polskich rolników, których już stać na zakup. W 1993 roku sprzedaż wynosiła już 11 tyś. ciągników, w 1994 – 14 tyś. W 1995 roku „Ursus” mógł wyprodukować i sprzedać 28 tyś. maszyn, ale z braku funduszy na zakup materiałów, sprzedali tylko 16500 ciągników. Relatywnie zmniejszano koszty produkcji – głównie na skutek zwolnień grupowych.
Na przekór temu ożywieniu, banki nadal odmawiały fabryce kredytów. Na początku 1995 roku obiecywano, że jeśli fabryka uzyska portfel zamówień dający rentowność, czyli 23 tysiące rocznej produkcji, to otrzyma kredyty. Fabryka uzyskała zamówienia na 25 tyś. ciągników, a jednak kredytów jej nie przyznano, choć produkowano miesięcznie 2000 ciągników. Ratując tempo produkcji, „Ursus” o trzy miesiące przedłużał swoje płatności dla kooperantów, godzących się na to w oczekiwaniu na obiecany kredyt dla zakładu macierzystego.
Całkowite zamknięcie zakładu jednak nie wchodziło w rachubę z dwóch powodów. Pierwszy, to olbrzymie świadczenia socjalne, które by musiano płacić dla 12,5 tysiąca bezrobotnych. Drugi – to fatalny wydźwięk propagandowy, wywołany zakłada chluby socjalistycznej gospodarki i niekwestionowanego światowego potentata w produkcji ciągników o wielkiej renomie.
W 1995 roku, a więc po czterech latach walki o przetrwanie, ursuska „S” wywiera presję na rząd J. Oleksego, aby nie dopuścił do likwidacji fabryki. Mieli argumenty nie do odparcia: ciągniki równe najlepszym na świecie; dobra sieć międzynarodowej sprzedaży i odnawiający się zbyt krajowy.
W tym samym jednak czasie rząd prowadził ciche rozmowy z firmą AGCO, która wykupiła Fergussona. Chce sprzedać „Ursusa”. Nawieść o tym, wybuchają kolejne strajki załogi. Ostatecznie rządzący zdecydowali się na umorzenie 85 proc. długów fabryki, ale układ o umorzeniu nie został zatwierdzony. Agencja Rozwoju Przemysłu (rozwoju czy zagłady?) wykupiła od banków długi „Ursusa” rzędu jednego miliarda złotych. Jeżeli więc ugoda zostanie zatwierdzona, wówczas nieuchronne jest przekształcenie zakładu w spółkę wierzycieli. Jakich to wierzycieli? To oczywiste – Agencja Rozwoju Przemysłu po to wykupiła wierzytelności zakładu, aby go sprzedać wspomnianej firmie AGCO.
Takie było rozdanie kart tego szulerskiego pokera do czasu wyborów parlamentarnych A.D. 1997. Czy „Ursus” pójdzie za bezcen w obce ręce śladem setek innych zakładów – rozstrzygnie nowy rząd, pseudo-solidarnościowy, choć takich solidarnościowych rządów – z wiadomym skutkiem, przeżyliśmy już kilka.
„Ursus” będzie więc wiarygodnym testem polskości tego rządu i sejmu.
W pięcioletniej bitwie o „Ursusa”, rozstrzygającą rolę odegrała autentyczna „Solidarność” tego zakładu. Wybijały się tam dwie indywidualności o bezinteresownych intencjach i patriotyzmie. Byli to: przewodniczący zakładowej „Solidarności” Zygmunt
189

Wrzodak oraz Andrzej Krzepkowski – redaktor biuletynu zakładowego. Ten drugi już został zamordowany przez „nieznanych sprawców”. Wrzodak jeszcze żyje, ale jest poddawany fanatycznym, zmasowanym atakom polskiej żydolewicy, za swoją walkę o ocalenie zakładu oraz bezkompromisowość w jednoznacznym wskazywaniu sprawców piątego rozbioru Polski. Dla zobrazowania metod i temperatury tej walki, na zakończenie przytoczę zestaw pocisków wystrzeliwanych przez żydomasońskich kompradorów przeciwko Wrzodakowi, oraz dwie jego wypowiedzi rekapitulujące jego polityczne i narodowe credo:
Władysław Bartoszewski:
Wrzodak – wiadomo kto. To jest polski hitleryzm, który ja będę zwalczał. A. Szczypiorski:
Wrzodak jest małym człowieczkiem spod budki z piwem (…). Na początku lat 30. w Niemczech lumpy i łobuzy wywrzaskiwały programy, które jak ulał pasują do mentalności Wrzodaka1. Andrzej Micewski, poseł „katolicki”:
Dołączam swój głos do potępień wystąpienia Zygmunta Wrzodaka, który 25 czerwca 1996 w „Ursusie” w rocznicę czerwca 1976 w obecności Prymasa Polski powiedział, że różowe hieny z KOR, żerują na robotnikach (…)2. Zbiorowy list protestacyjny przeciwko wystąpieniu Wrzodaka podpisali „górale”:
W. Bartoszewski, S. Bratkowski, A. Hall, ks. L. Kantorski, M. Komorowska, T. Mazowiecki, A. Międzyrzecki, S. Stomma, H. Suchocka, J. Turowicz, A. Wajda, A Wielowieyski3.
Piotr Wierzbicki – red. naczelny „Gazety Polskiej”, odmówił wydrukowania tekstu Z. Wrzodaka pt.: Przystanek Niepodległość (styczeń 1997 r.).
Fragment wystąpienia Z. Wrzodaka, który tak rozjuszył Żydów, już cytowałem w innym rozdziale. Wobec tej nawałnicy oszczerstw i wyzwisk, uwierzytelnię Wrzodaka innym fragmentem jego wystąpienia, które tak rozjuszyło „górali”:
Środowisko polityczne, które symbolizuje Geremek, Michnik i Kuroń4 właśnie, alergicznie reaguje na retorykę narodowo-katolicką. Lewica laicka słysząc hasło: Bóg-Honor-Ojczyzna i widząc aspiracje katolickiego Narodu Polskiego, natychmiast cofa się do swego ideowego matecznika, by wraz ze swymi pobratymcami – komunistami, wytaczać armaty – argumenty grzmiące o zagrożeniu czarnosecinnym, faszystowskim, klerykalnym, nacjonalistycznym, hitlerowskim, etc., etc. Znamienne, jak bardzo jednoczą się Michnik z Urbanem, Labuda z Sierakowską i Marcin Król z Markiem Królem. (…)5
Zygmunt Wrzodak w 1997 r. kandydował do sejmu z listy ROP. W ostatniej chwili został skreślony z listy przez przywódców ROP. Skreślenie Wrzodaka wykazało, że przywódcy ROP, to w istocie tuzinkowi polityczni kurduple. Stracili „murowanego” posła o jednoznacznej polskiej, patriotycznej postawie, tak różnej od ich kunktatorskich zachowań. Ponieśli zasłużoną klęskę wyborczą.
1. „Gaz. Wyb.”, 28.VI1.1996.
2. „Gaz. Wyb.”, 26.VII.1996.
3. „Gaz. Wyb.”, 28.VIII.1996.
4. J. Kuronia nie wpuszczono do „Ursusa”, kiedy przybył tam „negocjować”, ufny w swoją zjełczalą charyzmę trockisty.
5. „Nasza Polska”. 13.VII.1997.

Grabież Fabryki Samochodów Małolitrażowych.
W naszej wędrówce po dantejskim piekle piątego rozbioru Polski, nie może zabraknąć spojrzenia za bramę fabryki Fiata 126p. Samochodzik jest mały, ale fabryka ogromna’.
Początek grabieży datuje się od 1991 roku, kiedy to wartość FSM jako udział Skarbu Państwa, ustalono na „kosmiczną” kwotę 18 mld złotych! Fiat miał przejąć 51 proc. akcji, załoga 19,9, resztę Skarb Państwa. Ostateczną umowę podpisał minister finansów A. Olechowski – dobrze nam znany światowy „bankowiec” spod znaku Klubu Bilderberg, w którym spotykał się z G. Sorosem, co wiele wyjaśnia również w kontekście „prywatyzacji” fabryki maluchów.
Warunki umowy negocjowało z Fiatem aż 14 firm konsultingowych. Wynajęło je Ministerstwo Przekształceń Własnościowych, płacąc za te usługi 55 miliardów złotych!! Usługi takich firm zatrudnianych przez obydwu kolejnych ministrów przekształceń – Lewandowskiego i Kaczmarka, to osobna afera w morzu afer. Było to w istocie rozdawnictwo miliardów przy proceduralnie nikłym, a w skutkach z reguły szkodliwym zaangażowaniu. Oto tego kilka przykładów.
Międzynarodowa firma IFC świadomie zawyżała zdolności produkcyjne polskich cementowni o dwa miliony ton, na skutek czego proponowała zamknięcie trzech z nich, argumentując nadprodukcją cementu w skali kraju. Tym razem skutecznie zakwestionowano kłamliwą „ekspertyzę” firmy, ale i tak zapłacono jej 800 tysięcy dolarów za tę dywersyjną „ekspertyzę”2.
Brytyjska firma KPMG po zapoznaniu się z naszą produkcją cukru zaproponowała jej obniżenie do 1300 tyś. ton, co oznaczałoby zejście poniżej 15 proc. niedoborów zapotrzebowania krajowego, nie mówiąc o eksporcie. Te 15 proc. niedoborów, jak się domyślamy, w tempie ekspresowym i po niższej cenie wyrównałby cukier zachodni.
Z kolei samo przygotowanie przestępczej „prywatyzacji” Banku Śląskiego (patrz następny rozdział) kosztowało 2,7 min USD. Można sobie tylko wyobrazić łączną kwotę wypłat za usługi konsultingowe w skali kraju, świadczone przez kilka lat „prywatyzacji”.
Księgowa wartość fabryki maluchów, to 29,8 bin starych złotych. „Fiat” przejął 90 proc. kapitału. Fabryka miała długi – 16,5 bin złotych, nie zawinione ani przez załogę, ani przez realne koszty produkcji – skutek opisanego już mechanizmu przestępczej spirali zadłużenia raptownym „kominem” stawki kredytowej (500-600 proc. w 1990 roku) oraz dywidend i „popiwku”. Dodatkowym źródłem strat były tam prace inwestycyjne do produkcji „Cinquecento”, słusznie przechrzczonego przez użytkowników na „Ciągle cienko”. Na każdym samochodzie tracono około 15 min złotych. W skali roku – 1,5-2 bin zł ówczesnej, jakże wyższej wartości złotego. Zyski z produkcji ^Ciągle cienko”, na skutek złych kontraktów eksportowych, zgarniali wyłącznie dealerzy „Fiata”.
I tu uwidacznia się dalekosiężność przestępczej spirali kosmicznych stóp kredytowych oraz popiwku i dywidendy. Sztuczne i-błyskawiczne zadłużenie każdego z takich zakładów, to nic innego jak sztuczne, a więc przestępcze zaniżenie jego ogólnej wartości w momencie sprzedaży; w cenę wpisywano zadłużenie i „nabywca” zabierał zakład
1. Ludwik Staszyński: Bezdroża prywatyzacji, passim.
za dziesiątą część wartości, zaś po zastosowaniu wspomnianych wakacji podatkowych, w których szczególnie gustował minister „Hryhoryj Hołodko” – za darmo.
Tu niezbędna uzupełniająca dygresja: w latach 1993-1996 kolejni ministrowie finansów: J. Osiatyński, Marek Berman-Borowski oraz G. Kołodko, bezprawnie przyznali ulgi podatkowe (od tzw. akcyzy), mocą swych rozporządzeń i listów polecających, w tym pięciu tajnych – kilkudziesięciu firmom, które cieszyły się znakomitymi wynikami finansowymi i nie były niczym zagrożone. Oto niektóre: Petrochemia Płock, Zakłady Przemysłu Tytoniowego w Radomiu, FSC w Lublinie, Łódzka Wytwórnia Papierosów, General Motors. Na skutek tych bezprawnych, antyfiskalnych działań, Skarb Państwa zubożał o niewpłacone podatki łącznej wysokości: 42737260 nowych złotych’.
Sitwa przestępców winnych „prywatyzacji” Fiata czyniła w następnych latach wszystko, aby wyciszyć i „zadołować” sprawę tego sabotażu. Z tego bagna jednak co pewien czas biją smrodliwe bąble, odsłaniające nowe aspekty kryminalnej „prywatyzacji” tej fabryki. Odczuł to niemal na własnej skórze główny niszczyciel polskiej gospodarki -L. Balcerowicz w okresie najmniej dla siebie i Unii Demo-Wolności korzystnym, bo przed wyborami do Kne-sejmu. Nawet pobratymcza z udecją „Gazeta Wyborcza” nie mogła przemilczeć2, że
W poniedziałek związkowcy z „Sierpnia 80″ gwizdami i wyzwiskami doprowadzili do przerwania spotkania Balcerowicza z mieszkańcami Tych. Potem pojechali za Balcerowiczem do szkoły na spotkanie z uczniami. Tam doszło do przepychanek między nimi a policją (…) Około 30 mężczyzn, członków Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80″ okupowało wczoraj przez kilka godzin biura Unii Wolności w Katowicach.
Aby powetować czytelnikom te dwa afronty wyrządzone geniuszowi bezkrwawego podboju Polski, „Gaz. Wyb.” wyjaśniła protekcjonalnie, że „Sierpień 80″ to niewielka centrala związkowa, która ma członków głównie w śląskich kopalniach…
Perfidia tej polskojęzycznej gadzinówki, w tym konkretnym przypadku dziennikarskiej dezinformacji polegała na tym, że nie wyjaśniła, dlaczego tak „nieprzychylnie” związkowcy „Sierpnia 80″ powitali geniusza prywatyzacji i to akurat w Tychach. Ale mieszkańcy Tych, Katowic, związkowcy „Sierpnia 80″ wiedzieli, dlaczego chcą uniemożliwić Balcerowiczowi kolejne projekcje jego gładkich komunałów przedwyborczych, zwłaszcza robienia „wody z mózgu” młodzieży szkolnej.
Chodziło o przestępczą „prywatyzację” Fabryki Samochodów Małolitrażowych, z którą Tychy i Bielsko-Biała są związane na „być albo nie być”.
Bagno pod nazwą „prywatyzacja Fiata” odsłonięte na obradach Kne-sejmu 27 czerwca 1997 r.
Na żądanie grupy posłów, wiceprezes Rady Ministrów Marek Belka wystąpił z informacją w sprawie okoliczności udostępnienia akcji już byłym pracownikom sprywatyzowanej Fabryki Samochodów Małolitrażowych. Był zmuszony podjąć próbę wyjaśnienia przyczyn, w wyniku których załoga została pozbawiona praw wynikających z ustawy o prywatyzacji, a konkretnie – przysługujących im akcji tej fabryki. Okazuje się, że – jak przyznał minister Belka:
restrukturyzacja FSM S.A. poprzez transakcje z FIAT-em (…) dokonała się na innej niż ustawa prywatyzacyjna, podstawie prawnej, a mianowicie, w oparciu o przepisy ustawy o spółkach z udziałem zagranicznym (…) oraz na podstawie kodeksu
1. M.in.: „Życie”, 3.VII.1997 r.
2. „Gaz. Wyb.” 18 IX 1997.

handlowego, które nie przewidują akcji dla pracowników na zasadach preferencyjnych1.
Dlaczego przyjęto tak niekorzystną dla wielotysięcznej załogi formułę prywatyzacji? M. Belka wyjaśnił: stało się to w sytuacji bardzo złej kondycji zakładu… Innego wyjścia nie było… A co do roszczeń pracowników, to FIAT może je uwzględnić ale nie
musi…
Zwraca uwagę rozbieżność ocen w tej sprawie podczas dyskusji podjętej po wystąpieniu ministra M. Belki. W perspektywie zbliżających się wyborów do Kne-sejmu, poseł PSL T. Sabat (nomen omen!) zaproponował postawienie przed Trybunałem Konstytucyjnym byłego premiera Jana Olszewskiego, jego ministra finansów Andrzeja Olechowskiego i byłego ministra przekształceń własnościowych J. Lewandowskiego. Poseł Sabat zapomniał, że rząd Olszewskiego trwał pół roku i ledwo zdążył zająć pozycje bojowe, a już go obalił spisek belwederskiej kamaryli Wałęsy; i to, że nie Olszewski tylko Lewandowski i Olechowski byli roboczymi dyrygentami prywatyzacji FSM, o stażu dłuższym niż staż rządu Olszewskiego; i że rozdanie asów w tej brudnej grze nastąpiło za rządów Suchockiej, a było kontynuowane przez rząd Bieleckiego. Korzystając z przedwyborczej okazji do „dołożenia” rządowi Olszewskiego, poseł SLD Z. Tuszyński z oburzeniem zauważył, że do ostatniej chwili, do ostatniego momentu przed podpisaniem umowy, przedstawicielom załogi, związkowcom związków zawodowym gwarantowano, że ich wszystkie prawa w umowie są gwarantowane. Posłanka Unii Wolności G. Staniszewska broniąc partyjnego kolegi J. Lewandowskiego odkryła, że członkowie ówczesnej Komisji Przekształceń nie mieli innego pomysłu na prywatyzację bankruta. A co do akcji pracowniczych, to posłanka Staniszewska znalazła klasyczne dla SLD i UW rozwiązanie: przecież Skarb Państwa może się zrzec swych udziałów w fabryce i przeznaczyć je na akcje pracownicze!
W jakże inne tony uderzyli posłowie uczciwi. Poseł Bogdan Pęk powtórzył swoją od dawna powtarzaną recenzję prywatyzacji Fiata jako: największego skandalu prywatyzacyjnego III Rzeczypospolitej!
Poseł Eugeniusz Janula z Koła Nowa Demokracja podał propozycję unieważnienia umowy z FIATEM, co minister M. Belka zwyczajnie wyśmiał.
Poseł Kazimierz Wilk z AWS uznał, że w prywatyzacji fabryki złamano kilka ustaw, jedną umowę międzynarodową oraz kilka artykułów Konstytucji!
Minister Belka odpowiadając na interpelacje posłów, nie dał żadnych propozycji zadośćuczynienia 45 tysiącom pracowników (ok. 27 tyś. pracownikom fabryki i około 18 tysiącom jej emerytów!).
Wykazawszy ponad wszelką wątpliwość, że prywatyzacja FIATA była przestępczą zmową – co jasno wynikało z wystąpień posłów, w głosowaniu nad informacjami Belki aż 325 posłów głosowało za przyjęciem tych wyjaśnień jako zadowalających. Jak zwykle w ważnych sprawach, UW-ole wykazali dyscyplinę partyjną obowiązującą ich w nieformalnej koalicji z firmowymi komunistami z SLD i razem z nimi głosowali za przyjęciem informacji ministra. Następnie, Wysoka Izba zajęła się innymi tematami…
Natomiast sklepikarz lub restaurator przyłapany na tym, że nie wpisał do księgi podatkowej porcji bigosu lub paczki zakupionej kawy, płacił i płaci ministrom finansów kary skarbowe sięgające 50 min starych złotych. Ot, komuno-socjal-demono–czerwono-różowo-unijna sprawiedliwość w PRL-bis!
Ale przesiądźmy się ponownie do „malucha”: tym razem Skarb Państwa przejął na siebie 35 proc. spowodowanych przez siebie, niezawinionych przez fabrykę długów, a także wniósł do spółki 357 mld złotych. W tym momencie firma „Fiat” podwyższyła swoje udziały w trzech spółkach, na skutek czego udział Skarbu Państwa stopniał w nich odpowiednio, do 5 proc., 8,5 proc. i 10 proc., a to pozbawiło go wszelkich wpływów na decyzje spółek i losy zakładu. Dodatkowo, Olechowski w umowie’ zapewnił spółkom:
zwolnienie od wszystkich opłat importowych; licencje importowe na osiem lat; 1/3 wolnocłowego kontyngentu samochodów importowanych z EWG; zgodę na transfer wszystkich zysków poza granice Polski (!); zwolnienie od podatku dochodowego („wakacje podatkowe”) do końca 1993 r.; nie ingerowanie w ceny; 35 proc. przewagi wobec pozostałej konkurencji metodą zwolnienia z ceł i podatków; rozwiązanie kosztem Państwa problemów ochrony środowiska w obrębie infrastruktury fabryki.
Tak więc, strona polska poniosła skutki finansowe o łącznej wartości 20 bin złotych2, „sprzedając” zakład wartości około 30 bin zł. Sprzedała więc za 1/3 realnej ceny. W 1996 roku minister finansów – Kołodko pomniejszył tę realność o kolejne ulgi podatkowe dla „Fiata”.
Taka transakcja daleko wykraczała poza obszary niekompetencji w wycenie i ostatecznej formule sprzedaży. Był to zwyczajny przestępczy kryminał, który w kraju w miarę normalnym, powinien był zakończyć się procesem sądowym.
Zamiast tego, A. Olechowski zamienił stołek na fotel ministra spraw zagranicznych. Stamtąd było mu bliżej do europejskiej i światowej masonerii. Zasada nietykalności sitwy z Round Table i tym razem została dotrzymana.
Grabież energetyki.
W programie kompleksowej inwazji na gospodarczą suwerenność Polski, poczesne miejsce nadano zaborowi polskiej energetyki. Od czasu Round Table zwlekano z tym kilka Jat i niektórym ekonomistom wydawało się naiwnie, że względny spokój w energetyce, to jakieś przeoczenie lub strategiczny błąd najeźdźców. Mylili się. Przygotowania rozpoczęły się w 1995 r., natomiast u progu 1997 roku sejmici uchwalili projekt ustawy o nazwie: „Prawo energetyczne”. Jej lapidarną ocenę wydał doc. Tadeusz Muszkiet -członek kilku międzynarodowych gremiów z zakresu energetyki, m.in. współpracownik (przez 22 lata) Komitetu Węglowego Europejskiej Komisji Gospodarczej w Genewie:
Celem jej jest stopniowe pozbawienie nas suwerenności energetycznej, a więc ekonomicznej, na rzecz obcych monopoli. Proponowane prawo energetyczne w obecnej wersji ma za zadanie usankcjonowanie w majestacie prawa tej polityki, sprzecznej z polską racją stanu3.
Przy opracowywaniu projektu, pozorując „szerokie konsultacje”, zignorowano krytyczną ocenę projektu wybitnych energetyków i naukowców, tej i innych dziedzin gospodarki, wśród nich m.in. prof. prof.: B; Siemka (AGH), J. Filipowicza (Komisja Probl. Energetyki PAN), Z. Kolendy (AGH), M. Dakowskiego4, W. Bojarskiego (PAN)
1.. Liczyła 1000 stronic w języku angielskim, bez wersji polskiej!
2. Bezdroża…, ibidem.,
3. „Myśl Polska”, 16.III. 1997. Passim.
4. Fizyk jądrowy, współautor słynnej choć przemilczanej przez polskojęzyczne „marks-media” książki: Via Bank i FOZZ

oraz wielu energetyków – praktyków. Projekt poddali dyskredytującej krytyce także senatorowie. Na posiedzeniu w dniu 31.1.1997 r. wnieśli oni kilkadziesiąt poprawek do projektu. Kilka najważniejszych, o charakterze strategicznym dla państwa, to:
– powołanie Krajowej Dyspozycji Mocy jako jednostki podległej Ministerstwu Gospodarki;
– nadanie przedsiębiorstwom energetycznym statusu przedsiębiorstw użyteczności publicznej;
– odejście od zasady dostępu stron trzecich;
– uzależnienie możliwości uzyskania koncesji na obrót paliwami i energią od uzyskania koncesji na wytwarzanie, magazynowanie lub przesyłanie i dystrybucję paliw i energii';
– zakaz wydawania koncesji podmiotom ubiegającym się wyłącznie na obrót paliwami gazowymi, energią elektryczną i cieplną2.
Projekt wrócił do Sejmu. Ze skutkiem wiadomym, z powodu olbrzymiej przewagi liczebnej w Kne-sejmie wrogów i zdrajców, nad posłami o patriotycznej, narodowej postawie.
Dramaturgię tej agresji oraz oporu przeciwko niej, najlepiej oddaje apel – protest sekcji energetyki NSZZ „S” oraz Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „S”:
APEL DO POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA
POLACY!
Powstrzymajmy grabież i rabunek polskiej gospodarki. Obecna ekipa rządowa, reprezentująca interesy zagranicznego kapitału i „czerwonych” liberałów, planuje prywatyzację energetyki. Majątek energetyki – to NASZ wspólny majątek bilionowej wartości, wypracowany przez pokolenia Polaków. Czy pozwolimy na zawłaszczenie tego majątku przez wąską grupę komunistycznych „władców” i architektów byłego PRL-u?
Lansowana przez obecny rząd polityka energetyczna doprowadzi do gwałtownego wzrostu cen energii elektrycznej, a realizacja pomysłu regionalnego zróżnicowania cen energii dla odbiorców komunalnych, zaskutkuje podziałem Polski na różne strefy zamożności i biedy, szczególnie uderzając w gospodarstwa rolne – polskie zubożałe społeczeństwo, drastycznie pogarszając warunki życia rolników, emerytów, rencistów i bezrobotnych oraz nasze polskie rodziny żyjące na granicy ubóstwa. Podwyżka cen energii elektrycznej – to w konsekwencji podwyżka cen żywności i innych podstawowych artykułów konsumpcyjnych. Wzrost cen nośników energii to także wzrost bezrobocia. Kosztem ubożenia polskiego społeczeństwa poprzez realizację polityki prowadzonej pod hasłami dostosowania polskiej gospodarki do zasad gospodarki rynkowej oraz przyłączenia Polski do Unii Europejskiej, napycha się kieszenie złodziejom wzbogaconym dzięki aferom gospodarczym. Energia elektryczna jest dobrem powszechnym w cywilizowanym świecie, nie może jej regulować wyłącznie rynek – za jej dostawy musi być odpowiedzialny Rząd. Nie wierzcie propagandzie rządowej, że my bronimy własnych interesów.
POLACY!
Nie wierzcie ogłupiającej propagandzie.
1. A to celem wyeliminowania nie wnoszących niczego pośredników, po prostu handlarzy energią! 2. Z tych samych powodów jak wyżej.

Nie wierzcie, że prywatyzacja energetyki leży w Waszym interesie, w interesie Polski.
Nie dajcie się dłużej oszukiwać i dzielić. Dość społecznej i antynarodowej polityki sprzecznej z polską racją stanu.
Za zgodę na realizację rządowych pomysłów zapłacimy wszyscy, a rozliczą NAS i rachunek wystawią Nam przyszłe pokolenia.
Energetyka to serce każdej gospodarki.
Polska energetyka to jedna z najlepiej zorganizowanych gałęzi gospodarki polskiej, stanowiąca gwarancję naszej suwerenności i niepodległości.
POLACY!
Powstrzymajmy dzikie i bezprawne zawłaszczanie ogólnonarodowego majątku pod hasłami „Demonopolizacji i prywatyzacji energetyki”. Obecnie pilotażowe przygotowuje się do sprzedaży jedne z największych Zakładów Energetycznych jak. Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny S.A. w Gliwicach i Energetykę Poznańską S.A.
Nie pozwolimy na prowadzenie przez obecną ekipę rządową zdradzieckiej i złodziejskiej polityki wyniszczenia polskiej gospodarki. Zastosowanie importowanego gazu rosyjskiego w elektroenergetyce nie może prowadzić do degradacji rodzimej gospodarki i pogorszenia bytu materialnego społeczeństwa. Energia oparta na gazie, a zwłaszcza z Rosji, jest trzykrotnie droższa.
ZAPAMIĘTAJCIE!
Naród pozbawiony własności – naród pozbawiony kontroli nad strategiczną gałęzią naszej gospodarki, jaką jest branża paliwowo-energetyczna, skazany jest na niewolniczą egzystencję oraz niewolniczą, najemną pracę dla obcych kapitalistów.
RODACY!
Rozgrywa się bitwa o suwerenność gospodarczą Polski. Wszyscy razem nie pozwólmy doprowadzić do kolejnego rozbioru Polski – tym razem gospodarczego.
Sekcja Krajowa Energetyki
NSZZ „Solidarność”
Sekretariat Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”
Przewodniczący obydwu sekcji NSZZ wypowiedzieli się dosadniej: K. Młodzik z Sekretariatu Górnictwa i Energetyki powiedział o projekcie „Prawa Energetycznego”, iż nie zabezpiecza niezależności energetycznej kraju, która stanowi ość w gardle Wschodu i Zachodu.
Piotr Adamski z Sekcji Krajowej Energetyki ocenił projekt jako rozbiór Polski przeprowadzony w białych rękawiczkach i uderzający w podstawę gospodarki.
Jakie były odzewy na te tragiczne apele, na to polskie SOS? Dla rzezaków polskiej gospodarki były jedynie sygnałem do przyspieszenia wyprzedaży. Tak należy odebrać los Elektrociepłowni „Kraków”, popularnie zwanej „Łęgi”. Kupił 55 proc. jej akcji francuski (państwowy) koncern Electicite ‚de France. Akt sprzedaży podpisał sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu – Andrzej Pęczak. Nie uzgodnił tego nawet z szefem resortu

Mirosławem Pietrewiczem’. Stało się to w październiku 1997, czyli „za pięć dwunasta” przed odejściem tych rzezaków gospodarki ze stołków ministerialnych.
Nikczemność tej „sprzedaży” posiada kilka pięter, układających się w piramidę zdrady i sabotażu.
Pierwsze: sprzedaży dokonano wbrew protestom Rady Miasta Krakowa, która wielokroć, idąc za głosem mieszkańców, postulowała komunalizację elektrociepłowni -przejęcie jej na dobro samorządowe miasta. Jeszcze 10 X 1997 r., podczas sesji Rady Miasta, dr K. Głowacki – były pełnomocnik prezydenta Krakowa do spraw energetyki, w liście otwartym do wojewody krakowskiego, oraz w dwóch kolejnych do Mariana Krzaklewskiego, pisał:
według standardów obowiązujących w krajach Unii Europejskiej, (…) właściwą stroną w procesie ewentualnej prywatyzacji elektrociepłowni „Łęg”, powinna być Gmina Kraków, a nie Minister Skarbu Państwa.
Prof. Stanisław Kuta – szef Klubu AWS i Przewodniczący Infrastruktury Rady Miasta, w liście otwartym do szefa AWS M. Krzaklewskiego postulował unieważnienie tej wysoce szkodliwej dla kraju, miasta i jego mieszkańców transakcji. Ponadto dla zabezpieczenia ustawowych interesów Polski w energetyce, z całą stanowczością wnosimy o zmianę uchwalonego ” Prawa Energetycznego „. Przeszło bez echa.
Już w 1996 r., w odruchu samoobrony przed machinacjami sprzedawczyków rządowych i lokalnych, radni miasta postulowali przejęcie kontroli cen ciepła i inwestycji.
Piętro drugie: posługując się utartym oszustwem stosowanym masowo przy przestępczych „prywatyzacjach” setek innych jednostek gospodarczych Skarbu Państwa, konieczność sprzedaży „Łęgów” uzasadniano potrzebą nakładów modernizacyjnych. Tymczasem, elektrociepłownia sama mogła się modernizować z własnych zysków. W 1996 r. obroty „Łęgów” zamknęły się kwotą 97,2 min USD – przy zysku netto 9,6 min USD. Podobne zyski odnotowano w 1995 r.
Piętro trzecie: dla wykazania, że „Łęgi” same nie mogą się modernizować, kompradorzy Banku Światowego wielokrotnie zawyżyli szacunek kosztów modernizacji. Ustalili je na 180 min USD, z czego 120 min USD miał dać, jak zwykle szczodry w pożyczkach Bank Światowy, a 60 min inwestor, czyli nabywca elektrociepłowni. Aby było drożej, wykonano na koszt elektrociepłowni kilka równoległych analiz przedprywatyzacyjnych. Jak podaje cytowany autor publikacji, jedną z nich wykonał Tomasz Szyniański, kandydujący do sejmu z listy UW prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej.
Tymczasem, po sprzedaży, Electicite ‚de France zainwestuje w modernizację zaledwie 27 min USD. Warto tę kwotę zestawić z wcześniejszymi szacunkami kompradorów Banku Światowego: 180 min USD: z tego 120 min USD miał pożyczyć BŚ, a 60 wyłożyć nabywca!
Piętro czwarte: bandyckie warunki sprzedaży. Francuzi uzależnili łaskawe nabycie „Łęgów” od podpisania wieloletniej umowy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Uzgodnienie ma obowiązywać 15 lat! Ceny energii sprzedawanej przez nich Sieciom Elektroenergetycznym mają być niezmienne przez tenże okres 15 lat. Nadto, Electicite ma sprzedawać około 30 proc. energii tej elektrowni – Zakładowi Energetycznemu w Krakowie, a to oznacza złamanie monopolu Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Ten dyktat jest możliwy we wszystkich innych sprawach, bo Electicite, nabywając pakiet większościowy „Łęgów” (55 proc.), stał się monopolistą we wszystkich przyszłych decyzjach w zakresie funkcjonowania elektrociepłowni.
1. Zbigniew Lipiński: Łykanie wawelskiego kąska. „Nasza Polska”, 3 XI 1997. Passim.

Prof. Stanisław Kuta nazwał sprzedaż „Łęgów” zemstą Rządu. Miał na myśli zemstę za jego rejtanowski opór przeciwko tej sprzedaży oraz równie heroiczne protesty przeciwko przyjęciu przez kne -sejm ustawy o prawie Energetycznym . wszyscy protestujący nie mogli przewidzieć najczarniejszego scenariusza wyborczego – całkowitego opanowania sejmu i rządu przez przedstawicieli rasy wyższej. Przedstawiciele lub kompradorzy UW stanowią teraz przygniatającą większość rządu J. Buzka. UW-ole, pamiętajmy, głosowali za uchwaleniem „Prawa energetycznego’ w koalicyjnej subordynacji z ich sprzymierzeńcami z SLD i częścią sprzedawczyków z PSL. Sprzeciwiali się choćby tylko kosmetycznym zmianom w „Prawie”. Jako kompradorzy obcych interesów firmowanych m.in. przez interesy Unii Germano-Europejskiej, członkowie UW czynili wszystko, aby Polskę maksymalnie obezwładnić w zakresie energetyki. To przecież warunek Piątego Rozbioru.
I chyba jeszcze wówczas nie wiedzieli, że Marian Krzaklewski, szef AWS, to manekin Unii Wolności, czyli Unii Europejskiej: gładkolicy ich pucybut; z uśmieszkiem uniwersalnym jak na reklamie pasty do zębów, w pierwszym szeregu idący z nimi na spotkanie z UE.
Dwie Unie przeciwko jednemu, biednemu, na dodatek okradanemu straszliwie krajowi jakim jest Polska, to o wiele za dużo, aby się skutecznie bronić przed obcymi i wewnętrznymi wrogami oraz zdrajcami.
W liście dr. Głowackiego znajduje się cytat z wystąpienia senatora Józefa Fraczka:
istnieje jeszcze podział na tych, którzy pracują na rzecz ponadnarodowych korporacji i bez względu na to, w jakich klubach się znajdują: w „Solidarności”, SLD czy Unii Wolności, pracują na rzecz tych korporacji; i są tacy, którzy ośmielają się mieć własne zdanie na temat istniejącej sytuacji w Polsce.
Okaże się, że spisek przeciwko polskiej energetyce skrycie montowano od początku lat 90. z udziałem jak zwykle – zagranicznych „ekspertów”, czyli agentów obcych interesów. Przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu działała tzw. Grupa Restrukturyzacyjna, zdominowana przez owych zagranicznych „ekspertów”. Nadano im uprawnienia doradztwa przy wyborach i formułowaniu programów alternatywnych i rekomendacji optymalnych wariantów. Grupie krajowych specjalistów nadano funkcję chłopców na posyłki do ułatwiania pracy grupie zagranicznej. W tak ustalonym podziale ról, mówiło się wyraźnie o podporządkowaniu losów polskiej energetyki dyktatowi krajów wysoko rozwiniętych, takich jak USA i kraje UE.
Częścią rozkładowych podchodów w obrębie polskiej energetyki są działania zmierzające do „prywatyzacji” Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN) oraz Centrali Produktów Naftowych S.A., a także Rafinerii Gdańskiej. CPN był solą w oku koncernów dystrybucyjnych oraz prywaciarzy, głównie proweniencji „koszernej”, masowo budujących w Polsce swoje stacje benzynowe. CPN zamknęła 1996 rok zyskiem 254,3 milionów nowych złotych, co wyjaśnia powody zaciekłości zapędów „prywatyzacyjnych” obcych i rodzimych hien. Posiada (jeszcze, 1997 r.) 1360 stacji z około 4700 dawnej sieci2. Jest absolutną strategiczną koniecznością – stwierdzają niesprzedajni znawcy tej dziedziny gospodarki – utrzymanie sieci CPN i rafinerii we władaniu Skarbu Państwa. Tymczasem „polski” rząd wspólnie z przedsiębiorstwem Nafta Polska dążył do rozbicia CPN na bezbronne kawałki.

Odpowiednikiem CPN w elektromagnetyce są polskie sieci Elektromagnetyczne. Presja na ich rozbicie jest tak sobie silna jak CPN.
Jakie to wszystko jest czytelne. Dla umiejących czytać…
0Uczciwa posłanka Dr Janina Kraus współprzewodnicząca Klubu poselskiego ( KPN i BBWR ubiegłej kadencji sejmu, oceniając te posunięcia kompradorów polskich i zagranicznych, nie miała żadnych złudzeń mówiąc:
Realizowany już proces integracji naszej elektro-energetyki z systemem zachodnim o 12-krotnie większej mocy i wielkich nadwyżkach, stawia Polskę w pozycji wyraźnie słabszego partnera i grozi przekształceniem naszego kraju z eksportera w importera energii (…) Z całą ostrością staje więc pytanie: mają służyć interesom narodowym, czy interesom obcym (…)’.
Wspomniany już prof. dr hab. Mirosław Dakowski – współautor książki: Via Bank i FOZZ, w kontekście afery energetycznej dał skończenie trafną, przenikliwą konkluzję układu sił kadencji Sejmu 1993-1997, która zapisała na swym koncie rozstrzygający udział w piątym rozbiorze Polski:
Nieprawda, że istnieje koalicja SLD-PSL, natomiast prawdą jest, że dla rabowania Polski funkcjonuje koalicja SLD-UW. I działa ona na zasadzie dyscypliny partyjnej, jak w przypadku uchwalenia antypolskiej ustawy „Prawo energetyczne”. Ciekaw jestem, czy bandyci specjalizujący się w uzależnianiu Polski od Rosji i UE, będą tak samo głosować w czasie trzeciego czytania tej ustawy i odrzucą poprawki Senatu (…)
Jaką to politykę cen za energię zafundowali sejmowi bandyci – według trafnej definicji prof. M. Dakowskiego – w ciągu pięciu lat, licząc od 1992 roku? Na to pytanie może odpowiedzieć każdy właściciel domowych liczników energii elektrycznej i gazu. Spirala podwyżek stale pięła się w górę jak rakieta. Od stycznia 1991 r. do stycznia 1997 r. przeżyliśmy bombardowanie naszych budżetów domowych przez 21 podwyżek cen energii elektrycznej i gazu. Oto kilkanaście największych, licząc w starych złotych:
Dynamika wzrostu cen energii elektrycznej i gazu2

Data podwyżki

Cena energii elektrycznej (zl/kWh)

Cena gazu przewodowego (zł/Nm3)

1992 r.

Styczeń

570

1800

Kwiecień

638

1940

Sierpień

670

2062

Październik

700

2160

1993 r.

Styczeń

785

2510

Kwiecień

864

2635

Jipiec

924

2820

.grudzień

1016

2961

1994 r.

Luty

1118

3257

Data podwyżki

Cena energii elektrycznej (zl/kWh)

Cena gazu przewodowego
(zl/Nm3)

wrzesień

1350

4000

1995 r.

luty

1500

4500

sierpień

1600

4900

1996 r.

styczeń

1800

5500

Ostatecznie, „Prawo Energetyczne” (PE), wbrew zmasowanym protestom uczciwych ekspertów, zostało w styczniu 1997 r. przegłosowane przez zdrajców z SLD i UW, co było jeszcze jednym potwierdzeniem prawdy podanej przez prof. M. Dakowskiego. iż sejmem rządziła koalicja SLD-UW, a nie oficjalna koalicja SLD-PSL. Przy głosowaniu nad tym kolejnym aktem zdrady stanu, obowiązywała niepisana dyscyplina partyjna: tylko jeden poseł UW wyłamał się z szeregu i głosował przeciw przyjęciu PE Przeciwko przyjęciu głosowało PSL, co było dodatkowym potwierdzeniem tezy prof M. Dakowskiego.
Wygodniejszym lecz droższym nośnikiem (dawcą) energii jest gaz: węgiel idzie „w odstawkę” do czasu, kiedy skończą się zasoby gazu. Mając jednak własny węgiel, jesteśmy niejako skazani na posługiwanie się węglem w energetyce – to elementarz polskiej racji stanu w zakresie energetyki.
I tu właśnie, w kopalnictwie i handlu węglem, potwierdza się słuszność protestów polskiego lobby energetycznego przeciwko udziałowi osób trzecich, czyli handlarzy-pośredników obracających jedynie papierkami i faksami. W 1995 roku istniało już w Polsce 55000 firm’ zajmujących się pośrednictwem w obrocie towarowym, ale tylko kilkadziesiąt z nich robiło i robi krociowe zyski ze swego pasożytniczego i często przestępczego pośrednictwa. Większość z nich pasożytuje na węglu, związana z lobby górniczym i jego politycznymi poplecznikami z rządu i Kne-sejmu.
Do takich należała np. firma „Kmiecik i spółka”, sprzedająca rocznie po kilka milionów ton węgla, przy rocznym wydobyciu w Polsce wynoszącym około 150 min ton Towarzyszą temu zuchwałe afery węglowe datujące się od 1990 roku. Najprostszym mechanizmem kradzieży jest odbiór węgla i niespłacenie należności. Przykładem była spółka „Eksport Elan” z Konina: od maja 1993 do stycznia 1994 wyłudziła od kopalni „Andaluzja” i „Jaworzno” ponad 5000 ton węgla o wartości 4,5 mld złotych. Innym sposobem jest nagminne zawyżanie jakości węgla.
Szacunek strat Skarbu Państwa i kopalni na machlojach związanych z dystrybucją węgla, jest rażąco zróżnicowany i potwierdza zupełny brak zbiorczej orientacji w skali nadużyć. NIK stwierdzała np., że kopalnie w 1994 roku straciły w ten sposób 430 mld. złotych; szef MSW A. Milczanowski – że 1,2 mld złotych! Wobec wyciągania na światło dzienne przez górnicze „Solidarności” kolejnych afer, na zgromadzeniu siedmiu spółek węglowych, decyzją J. Markowskiego – ówczesnego podsekretarza stanu ^ Min. Przem. i Handlu, wyeliminowano drobnych pośredników w handlu między koncernami górniczymi a wielkimi odbiorcami, wyłączając z tych ograniczeń firmy państwowe, jak np. „Węglokoks”, „Węglozbyt”, „Kopex”.
1.A. Mirski: „Gazeta Polska”, 26.X.1995 r.

I wtedy właśnie z głośnym protestem przeciwko tej decyzji wystąpiły znamienne siły: dziennikarze śląscy na czele z tamtejszym dodatkiem „Gazety Wyborczej” oraz polskie Towarzystwo Węglowe, skupiające dyrektorów i właścicieli największych firm handlujących węglem, w tym również dwóch posłów SLD. Byli to: A. Szarawarski -były szef katowickiej SdRP oraz Ryszard Zając – przyjaciel J. Urbana, wiceprzewodniczący tzw. „Ruchu NIE”. Zając został nawet sekretarzem Polskiego Towarzystwa Węglowego. Zarzucił J. Markowskiemu łamanie ustawy antymonopolowej, co oddalił Urząd Antymonopolowy. Cała ta burza w szklance wody zmierzała do utrącenia drobnych pośredników i do ścisłego powiązania PTW z kierownictwami spółek węglowych w bastion nie do rozbicia’.
Nabici w Wielką Rurę.
Tymczasem zafundowano nam w sposób zupełnie arbitralny, całkowite uzależnienie od dostaw gazu rosyjskiego. Afera nazwana „Wielką rurą” dotyczy budowy przez terytorium Polski linii przesyłowej gazu z półwyspu Jamał (Syberia), przez Polskę do Niemiec. Kontrakt mówi, że w ciągu 25 lat Polska ma otrzymać tym gazociągiem 250 mld metrów sześciennych gazu. Pierwsze dostawy -już od połowy 1998 roku w ilości trzech miliardów metrów rocznie, a od 2010 będziemy musieli pobierać po 14 mld metrów, niezależnie od naszych realnych potrzeb2. „Eksperci” Banku Światowego natychmiast obliczyli, że Polska powinna zużywać 45 mld rocznie, co polscy energetycy określili jako ilość absurdalną i szacują, że nie będziemy zużywać więcej jak 10 mld rocznie.
Ale i ta liczba jest wielce dyskusyjna, jeśli uwzględnić szacunki zasobów polskiego gazu ziemnego. Okazuje się, że własnego gazu mamy na 100 lat! Wiedza o tym była jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic PRL. Obowiązywała strategia Moskwy dotycząca całkowitego gospodarczego podporządkowania Polski m.in. przez dostawy gazu i ropy. Ta sama imperialna doktryna ZSRR-bis będzie kontynuowana poprzez Wielką Rurę. Już wtedy jednak pozwolono nam na wiercenia poszukiwawcze. Potwierdziły one przedwojenne prognozy o wielkich złożach gazu na Lubelszczyźnie oraz w północno-zachodniej Polsce i na Bałtyku. W tym samym czasie Sowieci odkryli wielkie złoża gazu w rejonie Kaliningradu, tuż przy polskiej granicy, nadto w województwach: lwowskim oraz iwano-frankowskim. Pół wieku wyrywkowych badań polskich zasobów udokumentowało zaleganie w Polsce ponad 312 mld metrów sześciennych gazu oraz około 13 min ton ropy. Ogólne prognozy co do zasobności naszych złóż mówią o około 600 miliardach metrów sześciennych gazu i około 72 min ton ropy.
W 1991 roku polscy poszukiwacze wespół z angielską firmą Robertson Group wydali raport o perspektywach poszukiwania w Polsce gazu i ropy oraz stosowny prospekt poszukiwawczy. Do 1997 roku wydaliśmy dwie koncesje na poszukiwania: jedną dla Frontier Poland Exploration, drugą dla przedstawiciela koncernu Texaco – Wielkopolskiej Energii S.A. Frontier otrzymał koncesję na wiercenia w województwie olsztyńskim i elbląskim; Energia w konińskim, sieradzkim, łódzkim i piotrkowskim3.
Z trzecią firmą – Medusa Oil podpisaliśmy umowę o rozpoczęciu poszukiwań w Karpatach. Trzy inne; Amoco, Poltex Melthane i Metanol, uzyskały koncesję na
1. Ibidem.
2. Rosjanie w umowie zastrzegli sobie zakaz odsprzedaży ich gazu komukolwiek!
3. „Gazeta Polska”, 8.X.1997.

poszukiwania metanu przy złożach węgla śląskiego. Zasoby metanu w tym regionie ocenia się na 1,3 bin metrów sześciennych. To oznacza stuletnie pokrycie polskich potrzeb.
Wymienione tu rezerwy własne, pośrednio potwierdzają antynarodowy charakter kontraktu zwanego Wielką Rurą, zawartego z rosyjskim mafijnym „Gazpromem”. Ta trzęsąca całą Rosją wielka firma – nierozdzielny personalny splot byłej K.GB, GRU, KPZR i wojska, będzie skutecznym narzędziem Rosji w destabilizowaniu byłych państw Sowłagru. W Bułgarii „Gazprom” doprowadził do obalenia rządu. Główne cugle zależności Ukrainy od Rosji trzymają mafiozi „Gazpromu”. Nie inne są źródła wojny w Czeczenii. Była to wojna o to, czy gaz z Turkmenii, a także ropa afgańska popłyną przez Rosję, czy przez Turcję’. Całkowitą niezależność Litwy od Rosji, wybiła z litewskich głów rosyjska mafia, grożąc wysadzeniem reaktora cieplnego w Ignalinie. Syndrom mafijnego’świata przestępczego obecnej Rosji sprawia, że wszystko co decyduje oficjalny Kreml, musi przedtem przejść przez filtr i lejek mafii. Niewykluczone, że ekipa zdesperowanego „Cara Borysa” wyda wojnę mafii, co stać się może detonatorem wojny domowej w Rosji – scenariusz czarny ale realny.
Wszyscy importerzy nośników energii asekurują się przed szantażem cenowym a nawet strategicznym w ten sposób, że importują z kilku kierunków. My wsadziliśmy głowę w dyby Wielkiej Rury. To czyni nas gospodarczymi wasalami Moskwy w jej wspólnym z Zachodem dążeniu do zagłady m.in. ekonomicznej suwerenności Polski -pokojowego piątego rozbioru.
Zimą 1997 roku szef „Gazpromu” – Wichariew, następca późniejszego premiera i multimilionera – premiera Czernomyrdina oznajmił, że właśnie oczekuje na wprowadzenie w polskim „Prawie Energetycznym” (PE) klauzuli Dostępu Stron Trzecich (DST), którą rejtanowsko oprotestowywali wszyscy uczciwi znawcy tematu. DST został wprowadzony przez bandycki sejm kadencji 1993-1997. Oznacza to dyktat wielkich koncernów i eksporterów nośników energii, a także pasożytniczych pośredników. „Gazprom” będzie dostarczać gaz, a np. firma amerykańska, na warunkach nieznanych Polsce (!) – będzie go przetwarzać na drogą energię elektryczną wbrew nawet temu, że zmasowane protesty wymusiły na ówczesnych sejmitach przyjęcie zasady, iż DST ma obowiązywać tylko nośniki energii wyprodukowane w Polsce2, co zresztą było zapisem przyjętym wbrew prawu międzynarodowemu i będzie nagminnie ignorowane właśnie z mocy prawa międzynarodowego. Jednocześnie niszczy się alternatywę innych nośników energii – trwa degrengolada w kopalniach węgla, a budowę jądrowej elektrowni żarnowieckiej przerwano w połowie, skazując Polskę na wyprzedaż dawno już zakupionych segmentów reaktora i jego technicznej infrastruktury. Sprzedaż za psi grosz.
Cała ta służalcza polityka zaprzedawania się interesom obcym odbywała się za zgodą prezydenta Wałęsy. Nic w tym dziwnego. Na jego kampanię prezydencką, firma pod nazwą „Bartimpex” powiązana z „Gazpromem”, wyłożyła 20 mld złotych, co z chichotem ujawniła nawet „Trybuna” (Ludu)3.
Poniżej podaję kalendarium tej nieobliczalnej w skutkach zdrady narodowej, jaką było założenie Polsce stryczka gazowego pod nazwą Wielka Rura4:
1. „Nasza Polska”, 26.11.1997.
2. „Nasza Polska”, 26.11.1997.
3. „Bartimpex” w 1992 roku przejął kontrolę importu gazu ziemnego z Rosji do Polski dzięki temu, że „wynegocjował” od Rosjan zamianę ich żądań o natychmiastowej zapłacie za gaz – na roczne opóźnienie.
4. Za: „Gazeta Polska”. 3.X. 1996.

Rok 1992. Rosja wprowadza obowiązek natychmiastowej zapłaty za dostarczany gaz ziemny do Polski. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) przystaje na propozycje prywatnej spółki „Bartimpex”, która zaproponowała PGNiG pośrednictwo zakupu od Rosji gazu, z odroczeniem zapłaty nawet do roku od czasu jego dostaw. „Bartimpex” w rezultacie przejął kontrolę nad importem gazu ziemnego z Rosji do Polski.
Luty 1993. Podczas spotkania w ambasadzie polskiej w Moskwie, ambasador Stanisław Ciosek ujawnia i zachwala grupie posłów z Komisji Stosunków Gospodarczych z Zagranicą, projekt budowy przez terytorium naszego kraju gazociągu tranzytowego, łączącego Rosję z Niemcami.
16.02.1993. Wystąpienie posła Edmunda Krasowskiego, przewodniczącego Komisji Stosunków Gospodarczych z Zagranicą do ministra przemysłu Wacława Niewiarowskiego, z żądaniem ujawnienia informacji o projektowanym kontrakcie. Do czasu rozwiązania parlamentu takich wystąpień było jeszcze trzy – minister nie udzielił informacji.
19.03.1993. Podpisanie listu intencyjnego w sprawie budowy „Wielkiej Rury”.
Kwiecień 1993. Rada Ministrów powołuje zespół międzyresortowy, który zajął się ustaleniem warunków budowy gazociągu tranzytowego z Rosji do Niemiec. Szefem zespołu został wiceminister przemysłu i handlu – Kazimierz Adamczyk. W skład zespołu weszli przedstawiciele kierownictw Urzędu Rady Ministrów i ministerstw: Spraw Zagranicznych, Współpracy Gospodarczej z Zagranicą oraz Banku Handlowego S.A. w Warszawie i PGNiG.
27.05.1993. List otwarty przewodniczącego sejmowej Komisji Stosunków Gospodarczych z Zagranicą – Edmunda Krasowskiego, ujawniający kulisy projektowanego „kontraktu stulecia” i wynikające z niego zagrożenia dla Polski.
31.05.1993. Prezydent Lech Wałęsa rozwiązuje Sejm i Senat.
1.08.1993. Wystąpienie posła Krasowskiego do prezesa Najwyższej Izby Kontroli – Lecha Kaczyńskiego, z wnioskiem o analizę przygotowywanego przez rząd Hanny Suchockiej projektu umowy na budowę przez terytorium naszego kraju gazociągu tranzytowego, łączącego Rosję z Niemcami (Krasowski występował do NIK dwukrotnie).
25.08.1993. Podpisanie POROZUMIENIA między Polską a Rosją o budowie gazociągu. Ze strony polskiej podpis złożył wicepremier Henryk Goryszewski, a ze strony rosyjskiej – wicepremier Oleg Łobow. Podpisanie „kontraktu stulecia” miało miejsce w Warszawie i odbyło się w obecności prezydenta Polski Lecha Wałęsy i prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. Treść „kontraktu” została utajniona.
23.09.1993. Powstaje spółka EUROPOL GAZ S.A. – prezesem zarządu został K. Adamczyk. Głównymi jej akcjonariuszami zostali PGNiG i GAZPROM -po 48 proc. udziałów. Brakujące 4 proc. odstąpiono, na propozycję strony rosyjskiej, spółce GAZ TRADING S.A. W GAZ TRADING 25 proc. udziałów ma m.in. BARTIMPEX, a GAZPROM 35 proc. W chwili utworzenia spółki EUROPOL GAZ S.A., przedsiębiorstwo państwowe PGNiG wobec Bartimpexu miało jeden bilion złotych zobowiązań finansowych.
28.03.1994. Na pismo posła Krasowskiego do Ministra Przemysłu i Handlu w sprawie „kontraktu stulecia”, odpowiada wicedyrektor departamentu paliw ciekłych i gazowych, Teresa Imielińska: …Realizacja powyższego projektu nie oznacza zaniechania starań o dostawy gazu również z innych niezależnych kierunków.
3.11.1994 Prezes Bartimpexu Aleksander Gudzowaty w „Gazecie Wyborczej” wszelkie obawy związane z wejściem jego spółki do EUROPOL GAZ-u

1. Dwója z historii, panie Gudzowaty! To będzie i jest piąty rozbiór. Współautorami czwartego byli bolszewicy – ojcowie pomysłodawców i budowniczych Wielkiej Rury.
204
kwituje żartem że jeżeli Bartimpex sprzeda w gaz Trading będzie 4 rozbiór
Grudzień 1994 zobowiązania finansowe PGNIG wobec bartimpexu wzrosły do 2 bilionów złotych
30.01.1995 Podpisanie między rządami Polski i Rosji porozumienia w sprawach zniesienia wzajemnych zadłużeń – tzw. Opcja zerowa . Koalicja SLD – PSL podarowała rosji 6,5 miliarda dolarów , które była winna polsce za inwestycje surowcowe m.in. gazociągi i ropociągi) realizowane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w byłym Związku radzieckim

18.02.1995. Podpisanie PROTOKOŁU między rządami Polski i Rosji. Umowa ta uzupełnia „kontrakt stulecia”. Ze strony polskiej podpis złożył minister przemysłu i handlu Marek Pol, a ze strony rosyjskiej wicepremier Oleg Dawydow. Treść umowy została utajniona.
1.03.1995. W Sejmie pada wniosek o informację rządu w sprawie podpisanej 18 lutego umowy o budowie gazociągu tranzytowego przez Polskę. Za wysłuchaniem informacji było 33 posłów. 429 posłów nie było zainteresowanych tą sprawą!
20.04.1995. Rosyjski statek „Nikel” przywiózł do Szczecina pierwszą partię:
4823 tony (ze 120 tyś.) rur z włoskich hut, przeznaczonych na budowę „Wielkiej Rury”.
18.08.1995. Rada Ministrów przyjmuje uchwałę Nr 111/95, która ostatecznie zatwierdza „kontrakt stulecia”. Uchwałę podpisał premier Józef Oleksy.
8.01.1996. „Rzeczpospolita” publikuje informację, że od 1992 roku rządy polskie nie prowadziły negocjacji z Norwegią na temat alternatywnych dostaw gazu ze złóż na Morzu Północnym. Jedynym rządem, który prowadził takie pertraktacje był rząd Jana Olszewskiego.
11.01.1996. Sejm zdecydowaną większością głosów przyjął „Założenia polityki energetycznej Polski”, w których zapisano, że do roku 2010 jedynym dostawcą gazu ziemnego dla Polski będzie Rosja.
11.01.1996. W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy „Prawo energetyczne”. W projekcie ustawy autorzy zezwalają na korzystanie przez Rosjan (osoby trzecie) z naszej sieci gazowej (Art. 5 pkt. 2).
25.01.1996. „Trybuna” ujawnia polecenie przelewu z konta bankowego BARTIMPEX-u na konto Krajowego Sztabu Wyborczego Lecha Wałęsy, na kwotę 2000000 nowych złotych.
14.03.1996. W Sejmie na posiedzeniu podkomisji rozpatrującej projekt ustawy „Prawo energetyczne”, posłowie opowiedzieli się za przyjęciem w nim zasady „dostępu osób trzecich” do sieci energetycznych i gazowych.
Wiosna 1996. Najwyższa Izba Kontroli zakończyła kontrolę „kontraktu stulecia”. Zostały potwierdzone praktycznie wszystkie zarzuty i zagrożenia związane z budową przez terytorium naszego kraju gazociągu tranzytowego z Rosji do Niemiec.
11.05.1996. Kilkanaście organizacji związkowych oraz Polskie Lobby Przemysłowe, Federacja Konsumentów, Grupa Poszanowania Energii i Polskie Stowarzyszenie Budowniczych Rurociągów, w swoim oświadczeniu w sprawie wprowadzenia do projektu prawa energetycznego zapisu o dostępie osób trzecich do sieci ostrzegają, że przypis ten jest szczególnie niebezpieczny dla Polski (…) oraz wymusi skokowe (ok. 2-krotne) podwyższenie ceny gazu dla gospodarstw domowych…

napotkała na zdecydowany opór rolników. Zaczęło się od kłopotów z odcinkiem Luboń _ Włocławek o długości 210 km. Spadły one na ówczesnego prezesa Europolgazu S.A.
– agendy „Gazpromu”. Był nim Kazimierz Adamczyk – były wiceminister w rządzie H. Suchockiej, mający za swego zastępcę Rosjanina A. Ługowoja. Żywe zapory przed maszynami Europolgazu stworzyli rolnicy województw wrocławskiego, poznańskiego i bydgoskiego. Zawiązali też komitety oporu. W ich ślady poszli rolnicy z 300 km odcinka Włocławek – granica wschodnia. Powodem pisemnych protestów i „żywych zapór” było nieprzestrzeganie przepisów OECD – organizacji, do której „wpisał” Polskę wicepremier G. Kołodko. Zapomniano bowiem zapłacić uczciwe odszkodowania polskim rolnikom za zabrane im pod Wielką Rurę grunty o pasie szerokości 200 metrów.
Bezprawne wejście na pola polskich chłopów stanowi jedną z licznych odnóg afery1
– powiedział m.in. W, Michalowski – sprzed 20 lat wiceszef Instalexportu – firmy do spraw budowy gazociągów w ZSRR. I dodał, że polski rząd powinien niezwłocznie przystąpić do renegocjacji kontraktu z „Gazpromem”, został on bowiem podpisany z politykami polskimi, a nie ze specjalistami, a ze strony rosyjskiej – z premierem Rosji Czernomyrdinem. Kwota rekompensat za grunty chłopskie powinna wynosić około jednego miliona dolarów za kilometr Rury, co w sumie czyni łączną kwotę odszkodowań na ponad 600 min USD. Tyle bowiem otrzymują rolnicy na Zachodzie za podobne ograniczenia własności. Cały polski odcinek Rury jest pod tym względem jednym ciągiem naruszeń Prawa Budowlanego i Kodeksu Administracyjnego. To nie tylko zabór pasa szerokości 200 metrów: to uciążliwości komunikacyjne, rozjeżdżanie pól przez ciężki sprzęt, a także stałe zagrożenie wybuchem, wyciekiem, towarzyszącymi temu operacjami technicznymi. Są to bardzo realne zagrożenia występujące powszechnie, a szczególnie w krajach byłego ZSRR2.
Prace na odcinku polskim prowadzą Rosjanie, potwierdzając swoje socjalistyczne niechlujstwo. Na konferencji zorganizowanej przez Polskie Lobby Przemysłowe podano, że na budowie pierwszego odcinka gazociągu (108 km od Niemiec na wschód) wadliwość prac spawalniczych wyniosła 30 proc.; na następnym 20 proc., gdy norma wynosi 1-2 proc. Każdy spawacz wie, że poprawianie spawów daje niewiele, generując przyszłe awarie o nieobliczalnych skutkach.
O przestępczym, dywersyjnym charakterze umowy z „Gazpromem” świadczy ponadto „nasza” rezygnacja z opłat tranzytowych. Jak wyliczył cytowany specjalista W. Michałowski, za przepływ 64 mld metrów sześciennych rocznie, Polska powinna otrzymywać każdego roku 1 miliard 700 milionów USD. Oddaliśmy tym razem nie kurę znoszącą złote jaja, lecz złotą Rurę. „Nasi” sygnatariusze umowy wsadzili zdradzieckie łby w strusi piasek… Towarzyszą temu służalcze decyzje władz terenowych, zachowujących się jak udziałowcy w przestępstwie. Oto kilka przykładów.
Urząd Rejonowy w Międzyrzeczu nie doręczył 90 stronom (osobom) decyzji – pozwolenia na budowę gazociągu oraz decyzji – pozwolenia na użytkowanie gazociągu.
1. W. Michałowski nadzorujący niegdyś budowę gazociągu w okolicach Montrealu w Kanadzie, powołuje się na taką właśnie wysokość odszkodowań dla tamtejszych farmerów.
2. Koło Irkucka spłonął cały pociąg pasażerów po wybuchu rury; w republice Korni ropa zalała tundrę na obszarze równym połowie Polski.
Urząd Wojewódzki w Gorzowie Wikp. pozbawił 190 osób możliwości zapoznania się i odwołania od decyzji lokalizacyjnej gazociągu.
Urzędy te do połowy 1997 r.’ nie wykonały wyroku NSA w Poznaniu ;. 21.VII.1996 r., uchylającego w całości pozwolenie na budowę gazociągu na pięciu działkach i zgodnie z Prawem Budowlanym, nakazującego rozbiórkę powstałej inwestycji.
Istnym horrendum w dziedzinie łamania prawa, było wydanie pozwoleń przez
urzędy terenowe na użytkowanie gazociągu bez pozwolenia na jego budowę!
Cała ta sabotażowa granda zwana Wielką Rurą, to kolejny test dla nowej edycji sejmu i jego rządu.
Inwazja na PZU.
Kiedy Polskę zaczęły podbijać zachodnie firmy ubezpieczeniowe, „polskie” rządy przystąpiły do rozbiórki PZU – niemal monopolisty w zakresie ubezpieczeń. Wszelkie ubezpieczenia stanowią działalność lukratywną, przynoszącą ogromne zyski, toteż nie może się odbyć bez zagłady PZU. Do 1997 roku ministrowie finansów wydali zezwolenia na działalność 44 obcych firm ubezpieczeniowych. Największe kukułcze jaja, to:
Commercial Union, Amplico Life, francuska AGF Życic, Nationale Nederlanden i kilka innych. Skutek tej inwazji, to odchodzenie z PZU najbardziej opłacalnych zbiorowych klientów. Straty PZU wyniosły z tego tytułu 300 min nowych złotych. Oznacza to raptowny spadek wartości giełdowej PZU. O to właśnie chodzi – o deficyt.
Lawinę rozbiórkowej zagłady PZU ruszono 23 stycznia 1997 roku na posiedzeniu sejmu pod wodzą „marszałek” Olgi Krzyżanowskiej. Minister finansów G. Kołodko referując temat, zapowiedział likwidację najbardziej wysuniętych do szarego klienta przyczółków PZU – okienek, punktów zawierania umów i wypłacania odszkodowań. a także zapowiedział emisję akcji PZU S.A. Przystąpiono do wyceny majątku PZU S.A. i PZU Życie. Obie zatrudniają 10 tysięcy pracowników2.
Nie udała się likwidacja PZU metodą podziału na małe firmy. Obroniły go przed tą rozbiórką zakładowe „S”3. Nie jest to już dawne PZU, które w imieniu państwa ustawowo dyktowało warunki ubezpieczeń milionów obywateli np. ubezpieczeń posagowych. Zostało ono przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa pod nazwą PZU S.A. Podział na dwie firmy PZU wynika z przyjętej ustawy z lipca 1990 roku, dzielącej ubezpieczenia na majątkowe (PZU S.A.) i życiowe (PZU Życie S.A.). Pierwsza obejmuje około 67 proc. rynku, druga prawie 80 proc. Są więc powody do szachrajstw i „prywatyzacji” obydwu.
Zakłady ubezpieczeniowe muszą się także ubezpieczać na zasadzie reasekuracji. W 1991 roku nie było w kraju firm reasekuracyjnych. Ubezpieczano się za granicą, wyprowadzając ze Skarbu Państwa równowartość 2,9 bin złotych i tyle samo w roku 1992. Pośrednikami firm asekuracyjnych były siostry, żony, matki, szwagrowie, kochanki, kumple, rządowa i sejmowa elita skoligacona z takimi firmami jak Cisco, Polbrokers,

Interbrokers. Nepotyzm rodzinno-mafijno-polityczny święcił i tu tryumfy, jak zresztą ” każdej dziedzinie rozgrabianej Polski. W 1991 roku głównymi udziałowcami firmy Cisco byli członkowie kierownictwa PZU, wśród nich prezes K. Jarmuszczak i wiceprezes Baca. W tym czasie PZU szastał pieniędzmi na lewo i prawo: udzielał pożyczek nieistniejącym firmom, nie egzekwował należności od „Polisy S.A.”. Przy takiej gospodarności, zyski i ogólna wartość firmy spadały jak kamień, przygotowując grunt do zaplanowanej likwidacji za pół darmo.
Lukratywny system ubezpieczeń przechodzi w obce ręce, a jego zyski są wysysane przez firmy zagraniczne. Nic nowego.
Prof. Zdanowski, wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej PZU zarzucał prezesowi PZU J. Monkiewiczowi świadome działanie na szkodę PZU przy sporządzaniu umów
reasekuracyjnych.
– Monkiewicz jest człowiekiem wykształconym – grzmiał oburzony profesor – Tacy ludzie błędów nie popełniają. Podejrzewam tu działania na szkodę firmy, chęć sprzedaży jej za zbyt niską cenę i nie zamierzam do tego dopuścić’. Zdanowski w swoim raporcie pisze o rażących naruszeniach obowiązujących w firmie procedur. Program restrukturyzacji opracowuje wyizolowany tajny spec-zespół bez biura, bez rachunkowości. Umowy redagowano w jednych egzemplarzach i tylko w języku angielskim. Firma audytorska wyceniająca PZU, oszacowała jego wartość na 210-250 min nowych złotych, podczas gdy rzeczywista wartość PZU to minimum pół miliarda USD! Na samej tylko zmianie umów reasekuracyjnych, firma straci 100-130 min dolarów.
Rozstrzygające posiedzenie Rady przypominało naradę mafijnych bossów. Prof.
Zdanowski:
– Wszystko było nagrywane. Później poprosiłem o przepisanie protokołu posiedzenia Rady, ale okazało się że taśma zniknęła. My rozmawiamy o największych w Polsce pieniądzach, które są w Polsce do wzięcia. Na stole leży pół miliarda dolarów (…) Szef rady nadzorczej – wiceminister finansów K. Szwarc stanął po drugiej stronie (…)2.
Profesor się dziwi i oburza, o naiwny! Jakby nie wiedział, że Szwarc, Monkiewicz, Szechter czy Berman-Borowski, Lewandowski czy Kaczmarek – to przecież wypróbowani Mesjasze Polski…
Senator Zbigniew Romaszewski ostrzegał: Jeżeli dojdzie do tajnego sprzedania PZU S.A., będzie to jeden z największych „przewafów” w historii prywatyzacji w Polsce. Skarbowi państwa zostaną wydarte korzyści porównywalne ze stratami, jakie poniósł w wyniku afery Art-B czy FOZZ.
I nie było w tym porównaniu przesady. Wartość rynkowa tylko PZU S.A. „Życie” -bliźniaczej połówki PZU S.A. – wynosiła wówczas 1,5 mld nowych złotych, podczas gdy w jej aktywach widnieje wartość 155 min. Dziesięciokrotnie mniej – to przecież stała norma innych „przewałów” prywatyzacyjnych.
Senator Romaszewski oraz Janusz Sapka z Krajowej Sekcji NSZZ „Solidarność”3 powiedzieli4, że jeżeli dokonuje się zaniżania wartości tak wielkiej spółki, to – pytają -w czyim interesie się to robi? Obaj uznali, że może to mieć związek z przyznaniem przez resort finansów licencji ubezpieczeniowej spółce Allianz-BGŻ. Ta niemiecka firma

1. „Życie”, 8.10.1997. Monkiewicza „wylał” z PZU dopiero rząd premiera Buzka.
2. Ibidem.
3. „Życie Warszawy”, 12 VII 1997.
ubezpieczeniowa, jedna z największych na świecie, wchodząc w spółkę z BGŻ, w istocie weszła w spółkę z PSL-em. Dlatego koalicyjny PSL przehandlował w sejmie swoją zgodę na taką prywatyzację PZU „Życie”. W następnym rozdziale dowiemy się, jak to PSL „przehandlował” swoją milczącą zgodę na nowelizację ustawy aborcyjnej w zamian za zgodę SLD na dotację dla BGŻ – niemal prywatnej kasy PSL. Knesejm tamtej kadencji dawał się porównywać z eleganckim bazarem, a jeszcze dokładniej -z giełdą: na giełdzie maklerzy handlują podnosząc dłonie w umownym znaku. Sejmici także: głosując.
Tytoń – złota góra a nie kura.
Monstrualnym przestępstwem sitwy rządowo-sejmowej z kadencji 1993-1997, była „prywatyzacja” przemysłu tytoniowego – strategicznego obok spirytusowego – monopolu państwa, w randze „złotej góry”.
Został on przedtem wdeptany w upadłość poprzez system wstecznych, astronomicznych stóp kredytowych. Przeniesiona do Polski z RPA kopalnia złota o zawartości nawet 100 proc. kruszcu w rudzie, musiałaby skończyć tak samo, gdyby przedtem wszystkie swoje zyski oddawała państwu, a na swoje utrzymanie otrzymywała od tego państwa kredyty – pewnego dnia nagle wstrzymane.
Grabież przemysłu tytoniowego poprzedzono stosownym przygotowaniem propagandowym. Celem była pacyfikacja sprzeciwów. Spreparowano dyletanckie opracowanie o kondycji tego sektora, któremu nadano rangę ekspertyzy „doradców’ zagranicznych. Minister J. Lewandowski, spełniając swoją agenturalną misję wobec zachodniej oligarchii pieniądza i przemysłu, powołał tzw. Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. To tenże „Instytut” wypichcił ową ekspertyzę. Wsparto Ją dołączonymi do tego gniotu, listami dyrektorów i reprezentantów zakładowych organizacji związkowych. Listy wysłano do H. Suchockiej, kiedy Sejm już ją odwołał z premierostwa’. Te pisemne akty zdrady narodowego interesu podpisali wszyscy ówcześni dyrektorzy zakładów tytoniowych, m.in.: Jerzy Kowal (Radom), Tadeusz Koziej (Łódź), Tadeusz Magier (Kraków), Krzysztof Wągrowski (Poznań), Jerzy Skiba (Lublin), Mieczysław Michniewicz (Augustów). Za prywatyzacją tytoniowego imperium opowiedział się także Ryszard Piątek – dyrektor Krajowego Związku Plantatorów Tytoniu w Lublinie. W swym kompradorskim służalstwie i zdradzie, liczyli na zatrudnienie przez swoich nowych mocodawców i współudział w łupach. Nikczemność do potęgi
Pomimo bandyckiej spirali stóp kredytowych, zakłady jednak jeszcze dawały zyski największa papierosiarnia – w Krakowie, przy rocznym obrocie pół miliarda USD, w 1993 r. – wypracowała 55 min USD zysku. Ta kwota była wołającą o pomstę do nieba demaskacją argumentów, że „prywatyzacja” jest niezbędna dla inwestycji!
Skok na polski przemysł tytoniowy poprzedzało także wchodzenie obcych firm na nasz rynek poprzez licencje na produkcję papierosów, udzielane im przez trzech kolejnych ministrów rolnictwa J. Bylińskiego, G. Janowskiego i K. Janiszewskiego. Już w 1993 roku produkowały one 30 mld sztuk papierosów przy 90 miliardach polskiej produkcji. Konkurowały z nimi nie jakością, tylko niższymi cenami.
Jednocześnie trwał zalew polskiego rynku papierosami z przemytu, a więc dodatkowo tańszymi o niepłacone cło.

Do końca 1995 r. i początku 1996, światowe korporacje przejęły za bezcen wszystkie polskie fabryki papierosów i przetwórnie tytoniu. Ich grabarzem był „minister” W. Kaczmarek. Oddał połowę akcji fabryk papierosów, które rocznie dawały Skarbowi Państwa zysk 40 bilionów złotych. Wspierali go w tym bez zastrzeżeń posłowie Unii Wolności – rzeczywistego koalicjanta SLD. Protestowali posłowie PSL -niestety nie wszyscy. Rejtanem tej Targowicy był poseł Bogdan Pęk – były przewodniczący Sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych. PSL bezskutecznie usiłowało wprowadzić zapis, że sprzedaż ponad 50 proc. akcji przedsiębiorstw tytoniowych wymaga akceptacji sejmu.
Minister zniekształceń własnościowych czyli niestrudzony zaorywacz polskiej gospodarki W. Kaczmarek, prywatyzował przemysł tytoniowy do ostatniego dnia swojego tragicznego dla Polski urzędowania. Ostatniego dnia bowiem podpisał decyzję o sprzedaży kontrolnego pakietu akcji Łódzkiej Wytwórni Papierosów dla konsorcjum składającego się z firm „Merkury” SA. i „Granex” S.C. Nabywcy zobowiązali się do utrzymania stanu zatrudnienia tylko przez 15 miesięcy od chwili kupna oraz do zakupu
tylko 40 proc. polskiego tytoniu i tylko przez 5 lat.
Prywatyzacyjny dorobek Kaczmarka w okresie jego tragicznego w skutkach ministrowania polskiej gospodarce od listopada 1993 r. do września 1996 r., zamykają takie oto liczby: udało mu się przekształcić w tzw. Spółki Skarbu Państwa 545 przedsiębiorstw; 388 innych objęto „prywatyzacją” bezpośrednią, a 389 zlikwidowano z powodu rzekomo złej kondycji ekonomicznej, jak wiemy spowodowanej przez politykę fiskalną przestępczej władzy po Round Table. W ostatnich tygodniach przed zdaniem resortu prywatyzacji, W. Kaczmarek i jego zastępca Klemens Ścierski finiszowali w tym
rozdawnictwie niczym maratończycy.
Ograniczenie powierzchni uprawy tytoniu, to kolejny skutek przestępczego działania sejmowych semitów. W latach powojennych uprawą tytoniu zajmowało się 250 tyś. najbiedniejszych, piaszczystych gospodarstw. Obecnie liczba plantatorów spadła do 70 tysięcy, areał z 52 tyś. ha do 19 tyś. ha’. Kolonizatorzy są bezwzględni, choć nacierają pod sztandarami socjal-demokracji oraz Unii Wolności.
Ta sama sytuacja istnieje w uprawie chmielu. Aferalny tryb „prywatyzacji” największych polskich browarów, na razie utrzymuje w cieniu likwidatorskie przesłanki upraw polskiego chmielu. Technologia produkcji piwa powoduje, że sprowadza się chmielowy ekstrakt z państw Unii Germano-Europejskiej, a naszym chmielarzom, podobnie jak plantatorom tytoniu, pozostanie chyba perspektywa chłopów kolumbijskich i boliwijskich – nielegalne poletka koki! Oto tragiczna dla dziesiątków tysięcy plantatorów chmielu wiadomość z ostatnich dni (jesień 1997 r.), kiedy piszę ten rozdział: o 50% obniżają ceny skupu szyszek chmielu Lubelskie Zakłady Chmielarskie, jak wiadomo, krajowy potentat uprawy tej rośliny (około 70 proc. upraw!). Kilkuset plantatorów pikietowało (31 X 1997) zakład przetwórstwa. Na wiadomość o obniżce cen chmielu lubelskiego, natychmiast przyjechali do Lublina przedstawiciele plantatorów z Wielkopolski -czeka ich przecież to samo. Prezes zakładów Lech Stodółkiewicz postawił sprawę jasno: większość krajowych browarów już pozostających w rękach międzynarodowych koncernów, woli kupować tańszy chmiel zagraniczny. To zmusiło zakład do obniżenia ceny skupu z 12,5 złotych za kilogram do 5,5 złotych. Tylko tym mógł zagwarantować, że zakład skupi wszystek chmiel od plantatorów2. Plantatorzy mieli jednak
1. Ibidem.

pretensje do prezesa za decyzję podjętą wręcz konspiracyjnie, z dnia na dzień i domagają się odwołania prezesa.
Terror importowy w chmielarstwie potwierdził dr J. Migdał z puławskiego Instytutu Uprawy i Nawożenia:
Sytuację pogarsza import ekstraktu i granulatu chmielowego z Niemiec. W ubiegłym roku browary zakupiły z Zachodu około 2 tyś. ton tego koncentratu. Jest tańszy, ponieważ produkcja chmielu jest subsydiowana zarówno przez rząd federalny, jak i Unię Europejską.
W kwietniu 1997 r., po protestach plantatorów. Agencja Rynku Rolnego skupiła od nich 300 ton suchego chmielu i do jesieni 1997 r. nie mogła go sprzedać. Podobnie dławi się swoją produkcją prywatna przetwórnia chmielu na granulat z Wilkowa n. Wisła -„Powiśle”. Setki tysięcy dolarów zainwestowała w budowę przetwórni i zakup maszyn, a teraz (jesień 1997 r.) członek spółki – Józef Pietras powiedział, że będzie zmuszony sprzedawać granulat za połowę ceny, aby odzyskiwać fundusze na spłatę kredytu. Ratują się tylko niewielkim eksportem prasowanych szyszek na Białoruś…’
Hotele „Syreny” poszły na dno.
W środku Warszawy sprzedano klucz sześciu hoteli sieci „Syrena”: „Saski”, „Nowa Praga”, „Metropol”, „Warszawa”, „MDM” i „Polonia”. Wzięli je Austriacy z firmy Ilbau. Za bezcen. Była to największa transakcja „prywatyzacyjna” w Warszawie, Oferta krajowej Spółdzielni Turystycznej „Gromada” w ogóle nie została rozpatrzona, z powodu rzekomego przekroczenia terminu składania ofert. W momencie zagrożenia, załogi hoteli powołały swoją reprezentację. Na jej czele stanął Zygmunt Zadrożny. Zyskał on zaufanie „Solidarności” regionu Mazowsze i natychmiast – wyjątkową wrogość władz stolicy z prezydentem A. Wojtyńskim na czele. Posypały się nawet telefoniczne pogróżki. „Solidarność” broniła Zadrożnego, a z nim idei pozostawienia sieci hoteli w polskich rękach. Poparła ich Komisja Zakładowa „Ursusa”. Prezydent Warszawy groźbami spowodował odwołanie Zadrożnego, na co Zarząd Regionu „S” odpowiedział (marzec 1997) ostrym protestem, żądając wstrzymania kontraktu do czasu zakończenia dochodzenia prokuratorskiego i wyjaśnienia zarzutów związanych z postępowaniem przetargowym. „Sprzedaży” towarzyszyła bowiem afera korupcyjna: prezes Bau Holding, firmy która stanęła do wyścigu po hotele „Syreny”, oskarżył „jedną z partii politycznych” o żądanie łapówki. Dodał, że człowiek telefonujący do niego z żądaniem łapówki, był z „Unii”. Prezydent Warszawy M. Święcicki natychmiast wykluczył możliwość, aby osobnik który dzwonił, mógł być z Unii Wolności…2
Tak czy inaczej – w centrum Warszawy już nie ma sieci polskich hoteli „Syrena”. Ot, normalka.
Huta Warszawa – przestępstwo niedoskonałe.
Prywatyzacja tej huty wpisuje się w grabież majątku narodowego jako machloja zarówno wyjątkowa, jak i nie odbiegająca od standardu podobnych zawłaszczeń.
1. Osobista relacja J. Pietrasa w rozmowie z autorem.
2. K. Górski: „Nasza Polska”, 19.III.1997.

Huta jest gigantem. Cała jej infrastruktura zajmuje 400 hektarów. Poza urządzeniami przemysłowymi – budynki z 1857 mieszkaniami. Posługując się już czasem przeszłym, wymieńmy:
– była jedynym w kraju producentem stali szlachetnych dla przemysłu zbrojeniowego i precyzyjnego;
– była tak samo przygotowywana do zarżnięcia bandyckimi kredytami, jak wszystkie inne największe zakłady przemysłowe. Włoska grupa Lucchini przejęła 51 proc. Huty Warszawa za 27,6 min ECU (około
133,5 min USD).
Tymczasem prof. J. Balcerek ocenił wartość Huty na około 2-3 mld dolarów.
Lucchini zapłaciło jedynie 6,1 min dolarów. Resztę stanowiły tzw. zobowiązania niepieniężne – maszyny, skrypt dłużny, itd. Spółka zobowiązywała się do odbioru tylko przez 7 lat i tylko 60 proc. całej produkcji i po cenach przez siebie dyktowanych. Zobowiązała się także zatrudniać tylko 60 proc. załogi na czas nieokreślony, a pozostałe 40 proc. na czas określony.
Prof. J. Balcerek bezlitośnie demaskował kryminalny charakter wyceny majątku Huty, w raporcie dla Sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych. Oto kilka przykładów z jego oceny:
– jeden metr kwadratowy działki, wraz z zabudowaniami, wyceniono na 38,4 tyś. starych złotych, podczs gdy metr kosztował na warszawskim rynku od 320 do 900 tyś. złotych, a jeden metr kw. mieszkania – od 6 do 11 min złotych!!
Tak więc – każdy metr kwadratowy tych 1857 mieszkań „sprzedano” za równowartość kilku biletów tramwajowych!!!
Wybudowanie Huty Warszawa -jak szacował prof. J. Balcerek, kosztowałoby wówczas 2-3 mld USD. Cały tzw. aport Huty wniesiony do spółki z firmą Lucchini, wynosił 27 min USD, a porównawczo – remont hotelu „Bristol” kosztował 50 min dolarów. Roczna wartość produkcji Huty, to 400 min USD.
Te liczby nieodparcie nasuwają myśl o moralnym obowiązku powołania plutonów egzekucyjnych, gdyby Polska ponownie powstała z Piątego Rozbioru…
Ale to nie wyczerpuje zbrodni stanu pt. „Huta Warszawa”. Firma Lucchini otrzymała siedmioletni okres „wakacji podatkowych” – zwolnienie z płacenia podatków od dochodu na 7 lat!
Umowę podpisali: minister zniekształceń własnościowych J. Lewandowski oraz minister przemysłu i handlu W. Niewiarowski.
W tym miejscu należy podnieść sprawę tzw. arbitrażu. Wszelkie spory pomiędzy inwestorami zagranicznymi a stroną kraju właścicielskiego – są w praktyce europejskiej rozstrzygane w tymże kraju, procedury sądowe toczą się w języku tego kraju i przed Sądami tego kraju. Lewandowski z reguły naruszał ten wymóg, godząc się w umowach -jak w przypadku Huty – na jurysdykcję zagranicznych sądów. Jest to bezprawie tak rażące, że choćby z tego powodu podobne umowy powinny być anulowane lub renegocjowane przez przyszłe władze Odrodzonej Polski.
Siedmioletnie „wakacje podatkowe” – faktyczne zwolnienie nabywcy z „popiwku” podatku od wzrostu wynagrodzeń, którym wówczas dobijano zakłady nie „sprywatyzowane”, nie zachęciły właściciela do podwyżek płac. Wykorzystując szantaż zwolnień utrzymywał je na niskim poziomie, nieznacznie tylko podnosząc płace kadry kierowniczej. Pomimo mniejszego zatrudnienia, liczba wypadków przy pracy wzrosła. Profesor J. Balcerek w swoim raporcie ujawnia stosunki panujące między pracodawcą a załogą. Włosi traktują robotników jak „podludzi”. Otoczyli się grupą polskich sługusów z kadry

technicznej: cynicznych, bez zasad, szantażujących załogę w interesie firmy. Nieodparcię przypomina to sytuację w obozach pracy czy gettach za czasów hitlerowskich, część zdrajców wysługuje się władcom w nadziei na własne przetrwanie…1
Zgodę na „prywatyzację” Huty „podpisało” 90 proc. załogi. Był to wynik szantażu -każdy musiał podpisać swoją – imienną zgodę. Czynili to pod lufą karnego zwolnienia.
Języki rozwiązywały się w skargach do Sejmu, do prezydenta Wałęsy, do NIK, do
Prokuratora Generalnego. Pisali o wielkim szwindlu i zbrodni stanu, o gospodarczym rozbiorze Polski, o zagarnięciu mienia społecznego znacznej wartości.
„Ministrowie” – Niewiarowski i Lewandowski przeciwnie – prywatyzację Hut;
zgodnie nazywali olbrzymim sukcesem strony polskiej…2
Uwłaszczenie nomenklatury
Pod tym terminem weszła do historii grabieży majątku narodowego procedura przejmowania na własność zakładów, sieci przedsiębiorstw usługowych czy handlowych -przez oligarchię kierowniczą tych zakładów. W procedury „uwłaszczeniowe” zaczęły
wchodzić już za rządów Rakowskiego-Sekuły, a eksplozja tych zawłaszczeń nastąpili za rządów Mazowieckiego. Wszystko wskazuje na to, że ten scenariusz grabieży został uzgodniony przed Round Table – w Magdalenkach i innych miejscach spiskowych konwentykli.
W pierwszym etapie tych grabieży, stosowano procedurę tworzenia tzw. spółki pracowniczej na bazie jeszcze istniejącego zakładu. Spółkę tworzyła kilku lub kilkunastoosobowa grupa kierownictwa partyjno-esbeckiego. Pasożytniczo wykorzystywane potencjał produkcyjny i całą infrastrukturę fabryki, przechwytując zamówienia i realizując je z wykorzystaniem bazy produkcyjnej zakładu. Tak było do czasu, gdy zakład dogorywał duszony spiralą podatków. Z upadłości wyłaniało się nowe przedsiębiorstwo Nowością była: nazwa firmy, pieczątka i… właściciel – zamiast państwa czy spółdzielni – grupa towarzyszy z PZPR, SB, etc.
Spośród tysięcy, jeśli nie dziesiątków tysięcy takich grabieży, posłużę się seryjnie powtarzanym przykładem ze spółdzielczości spożywców.
W okresie Round Table, spółdzielczość powołała Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Spożywców „Społem”. Rozpadła się centralna spółdzielczość na grupy regionalne walczące o przetrwanie. Jedną z nich powołali spółdzielcy w Gdańsku.
Minęło kilka lat. I oto spółdzielcy dowiadują się, że w Gdańsku zawiązano, głównie z inicjatywy szwajcarskiej firmy handlowej Ost Commerz Holding – spółkę akcyjną pod nazwą „Społem”. Przez pewien czas spółdzielcy z PSS „Społem” jedynie oburzali się na zawłaszczenie tradycyjnej nazwy3. Nawet rozważali możliwość podania sprawy do sądu o przywłaszczenie nazwy. Zaniechali tego w ogniu codziennych walk o przetrwanie swojego „Społem”.
Na tle trudności finansowych, z gabinetów prezesów zaczęły dochodzić plotki o wejściu w holding z samozwańczym „Społem” szwajcarskim. Wkrótce potwierdził to

prezes Ryszard Jędros’.
Wbrew protestom załogi i tamtejszej „S”, gdańska „Społem” weszła do holdingu.
powstało „Społem” SA.
Oto wkłady obydwu stron:
Commertz Holding wniósł 11 mld złotych
„Społem” PSS wniosło 9,6 mld.
To jednak nie spełniało warunków „spółki pracowniczej”, dlatego:
– żona prezesa PSS wniosła do „Społem” S.A. 160 min złotych
– żona wiceprezesa PSS – 80 min złotych
– radca prawny PSS – 120 min złotych
– wiceprezes PSS – 100 min złotych
– szef piekarni PSS – 70 min złotych
– przew. obu rad nadzorczych – 70 min złotych
– wiceprz. Rady Nadzorczej PSS – 60 min złotych
– z-ca gł. księgowego PSS – 60 min złotych.
To jest po prostu bandyckie uwłaszczenie – powiedziała A. Jastrzębska – przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „S”. Wkrótce została za to przeniesiona na funkcję
portierki. Stąd już tylko krok za bramę.
Szef Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Spożywców „Społem” Edmund
Bubak:
To, co zdarzyło się w Gdańsku, to prosta grabież, nie tylko nazwy, ale i
majątku.
„Wedel” i reszta – słodki bandytyzm.
Grabież słynnej fabryki słodyczy „Wedel”, miała nie tylko przestępczy charakter finansowy. Sprzedający „Wedla” minister Lewandowski wiedział, że do firmy rości pretensje ośmiu prawnych spadkobierców zakładu. Zignorował te roszczenia.
Był to zakład wyczerpujący wszystkie warunki „złotego jaja”. Tuż przed sprzedażą 40 proc. udziałów firmy amerykańskiemu koncernowi Pepsi CO za 40 min dolarów -„Wedel” wypracował 120 mld zł zysku. Do opracowania projektów „prywatyzacji”, Lewandowski wybrał firmę Credit Suisse First Boston za wynagrodzeniem 150 tysięcy marek. Miało być potrącone z wynagrodzenia za prywatyzację. Ostatecznie Lewandowski dał firmie 180 tyś. marek oraz jeden procent wartości wszystkich akcji „Wedla”. Skarb państwa stracił tylko na samym „doradztwie” 180 tyś. marek. To nie wszystko:
Lewandowski zwolnił Pepsi z podatku na trzy lata, co stanowiło wartość 30 min dolarów. Tak więc oddał 40 proc. „Wedla” nawet nie za darmo, tylko jeszcze dopłacił z naszych pieniędzy różnicę między 25 milionami wypłaconymi przez Amerykanów za 40 proc. akcji, a ceną „wakacji podatkowych” (30 min dolarów), czyli dopłacił 5 Min dolarów, plus 180 tyś. marek i jeden procent akcji – dla „doradców” z Credit
Suisse First Boston2.
Podobne były skutki „doradztwa” w procedurze prywatyzacyjnej innych słodkich
fabryk. Rozszerzmy ten słodko-gorzki wątek o kilka przykładów.

Po „Wedlu” (1991 r.), do 1993 r. „sprywatyzowano” tylko dwa zakłady cukrownicze: toruńskiego, nie wymagającego reklamowych komentarzy „Kopernika”, oraz gdański „Bałtyk”. Fiński „Fazer” kupił „Bałtyk” (51 proc. udziału) już jako spółka pracownicza’.
O Zakłady Przemysłu Cukrowniczego „Olza”, już w połowie 1990 r. ubiegało się aż 18 firm, w tym 6 polskich. Gdyby do sprzedawcy na bazarze nagle ustawiło się wielu klientów zgłaszających chęć nabycia „na pniu” jego stoiska razem z wyłożonym towarem, to zaszokowany tym tłokiem, jarmarczny handlarz natychmiast podbiłby cenę do wysokości wręcz nieprzyzwoitej. „Nasi” prywatyzatorzy pod wodzą geszefciarzy z Ministerstwa Zniekształceń Własnościowych zachowali się dokładnie odwrotnie:
w 1993 r. zawarto umowę z firmą Jacobs Suchard o sprzedaży „Olzy” (80 proc. udziałów) za 5 min USD. Kilka miesięcy potem, Jacobs Suchard połączył się z austriacką firmą Philips-Morris, stwarzając nową jakość rynkowo-eksportową. Po tym „sukcesie” szło już gładko:
– Za 11 min USD, H. Balilsen Keksfabrik kupił 80 proc. „Slawiny”;
– Za 11,8 min USD, w styczniu 1994 r., sprzedano szwajcarskiej firmie „Nestle” – 80 proc. „Goplany”;
– za 30 min USD, w marcu 1994 r., „opchnięto” 80 proc. akcji ZPC San S.A. w Jarosławiu – brytyjskiej United Biscuits – jednemu z największych na świecie producentów herbatników i biszkoptów.
Uzasadnianie absurdalności tych „prywatyzacji”, na tle ich cen, byłoby zajęciem już nużącym.
Jedynym inwestorem, który zbudował dotąd w Polsce fabrykę od podstaw, był koncern Cadbury Schweppes (wrzesień 1993 r.). Firma nabyła teren budowlany w Bielanach Wrocławskich; już w lutym 1994 wyroby firmy znalazły się na rynku.
Powróćmy jeszcze do „zakupu” Olzy przez firmę szwajcarską. Po „prywatyzacji”, przerwano tam produkcję polskiej czekolady. Podjęto produkcję mlecznej czekolady o nazwie „Milka”. Półsurowiec tejże „Milka” jest wytwarzany w Szwajcarii. Do Polski przyjeżdża w cysternach. Rola dawnej polskiej Olzy polega na formowaniu i paczkowaniu tego bełtu. Olza była znanym w Polsce producentem wafli. Po „prywatyzacji”, albo inaczej – po „sprzedaży”, jest tylko bazą taniej siły roboczej; tylko pretekstem do omijania cła importowego na produkty finalne.
Kontrole NIK przeprowadzone w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych, wykazały aferowe naruszenia norm proceduralnych oraz interesów Skarbu Państwa i załóg pracowniczych w 67 zakładach. Oto ich lista:
1. Zakłady Koparek i Hydrauliki „Waryński” S.A. w Warszawie
2. Walcownia Metali „Norblin” S.A. w Warszawie
3. Warszawska Fabryka Platerów „Hefra” S.A. w Warszawie
4. Centrum Naukowo-Produkcyjne Materiałów Elektronicznych „Ce-Mat 70″ S.A. w Warszawie
5. „Mostostal” S.A. Warszawa
6. Biuro Studiów i Projektów Służby Zdrowia „Proamed” Sp. z o.o. w Warszawie
7. Zakłady Przemysłu Cukierniczego „E. Wedel” S.A. w Warszawie
8. Państwowe Wydawnictwa Naukowe S.A. w Warszawie
9. „Orbis” S.A. w Warszawie
1. „Cash”, 21 IV 1995 r.

10. Przedsiębiorstwo Opakowań „Pakpol” S.A. w Białymstoku
11. Fabryka Dywanów „Agnella” S.A. w Białymstoku
12. Fabryka Przyrządów i Uchwytów „BISON-BIAL” S.A. w Białymstoku
13. Przedsiębiorstwo Maszyn Elektrycznych „Elma-indukta” S.A.
14. „Polifarb-Cieszyn” S.A.
15. Cieszyńskie Zakłady Kartoniarskie S.A. w Cieszynie
16. Browar „Żywiec” S.A.
17. „Pollena-Bydgoszcz” S.A. w Bydgoszczy
18. Zakłady Celulozowo-Papiernicze S.A. w Świeciu
19. Bydgoskie Fabryki Mebli S.A. w Bydgoszczy
20. Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowe „Kaprinż” Sp. z o.o. w Bydgoszczy 21 „Inofama” S.A. w Inowrocławiu
22. „POLMO Fraszka” S.A. w Fraszce
23. Kostrzyńskie Zakłady Papiernicze S.A. w Kostrzynie
24. Fabryka Maszyn Papierniczych „Fampa” S.A. w Jeleniej Górze
25. Kluczewskie Zakłady Papiernicze S.A. w Kluczach
26. Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Bytom” S.A. w Bytomiu
27. Przedsiębiorstwo Budowlano-Montażowe „Brem” Sp. z o.o. w Gliwicach
28. Fabryka Łożysk Tocznych „Iskra” S.A. w Kielcach
29. „Chemadin” S.A. w Kielcach
30. Kieleckie Zakłady Wyrobów Papierniczych S.A. w Kielcach
31. Cementownia „Małogoszcz” S.A.
32. Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Vistula” S.A. w Krakowie
33. Przedsiębiorstwo Mechaniki i Elektroniki „Polon” Sp. z o.o. w Krakowie
34. „Budostal-2″ S.A. w Krakowie
35. „Mostostal-Kraków” S.A.
36. „Chemobudowa” S.A. w Krakowie
37. „Techma-Kraków” S.A.
38. Firma Handlowa „Krakchemia” S.A. w Krakowie
39. „Autosan” S.A. w Sanoku
40. Krośnieńskie Huty Szkła „Krosno” S.A.
41. „Elta” Sp. z o.o. w Łodzi
42. Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Próchnik” S.A. w Łodzi
43. „Rena-Kord” S.A. w Łodzi
44. Zakłady Tkanin Dekoracyjnych i Meblowych „Texo” S.A. w Łodzi
45. „Cetech” Sp. z o.o. w Łodzi
46. „Polbaf S.A. w Głownie
47. Olsztyńskie Kopalnie Surowców Mineralnych S.A. w Olsztynie
48. „Rema” S.A. w Reszlu
49. Przedsiębiorstwo Przemysłu Mięsnego „Opole” S.A.
50. „Polam-Piła” S.A.
51. PPL „Las-Piła” S.A.
52. „Optex” S.A. w Opocznie
53. Zakłady Mięsne „Pozmeat” S.A. w Poznaniu
54. „Tonsil” S.A. we Wrześni
55. Swarzędzkie Fabryki Mebli „Swarzędz” S.A.
56. Radomska Wytwórnia Telefonów S.A. w Radomiu
62. Zakład Elektroniki „Tel-Eko” S.A. we Wrocławiu
63. „Polifarb” S.A. we Wrocławiu
64. Zakłady Piwowarskie S.A. we Wrocławiu
65. Fabryka Dywanów „Novita” S.A. w Zielonej Górze
66. Lubuskie Zakłady Materiałów Ogniotrwałych i Budowlanych S.A. w Żarach
67. Huta Szkła Okiennego „Kunice” S.A. w Żarach
Z zamierzonych na 1997 r. „prywatyzacji” jeszcze nie rozgrabionych, najcenniejszych pereł w polskiej gospodarce, częściowo już dokonanych lub będących w trakcie
rozdawnictwa, wymieńmy:
– Kombinat Górniczo Hutniczy „Polska Miedź” – pracujący na bazie największych v Europie złóż miedzi;
– Zakład Celulozy i Papieru w Świeciu;
– Zakład produkcji lodówek i zamrażarek „Polar” we Wrocławiu;
– Centrala Handlu Chemikaliami „Ciech”1
– Powszechny Bank Kredytowy
– Bank Handlowy2
– Bank Gdański
– Mennica Państwowa
– Sieć hotelowa „Orbisu”
– Domy Handlowe „Centrum”3
– Zakłady Tłuszczowe „Kruszwica”
– Elektrociepłownia Kraków
– Zakłady Aparatury Wysokiego Napięcia „Zwar”
– Krakowskie Zakłady Farmaceutyczne „Polfa”
– Zakłady Rowerowe „Romet”
– Fabryka Łożysk Tocznych „Iskra”
– Fabryka Kabli „Ożarów”
– Przeds. Eksportowe Budownictwa Kom. „Dromex”
– „Polfa” Rzeszów
– „Ruch” – koncern kolportażowy
Po ich rozdaniu, ostatnim aktem rozbioru gospodarczego Polski, będzie wyzbycie się reszty zakładów i branż o charakterze strategicznym. Są to – koleje, energetyka, gazownictwo, poczta, telekomunikacja. Przemysły – węglowy, lotniczy, stalowy, zbrojeniowy, paliwowy, stoczniowy, spirytusowy. Potem będzie już można gasić światła nad pobojowiskiem pod nazwą: Polska.
1. Przez tę centralę handlu zagranicznego przechodziło (rocznie za 950 min dolarów!) 50 proc. polskiego eksportu chemicznych produktów nieorganicznych, 33 proc. farmaceutyków, 28 proc. nawozów sztucznych, 23 proc. eksportu siarki i soli (Zob.: W, Uliasz: „-Nasza Polska”, 19.IX.1996).
2. Bank – gigant o mrocznej przeszłości – zob. rozdz.: Obrzezanie…
3. Jedyna sieć domów handlowych o łącznej pow. ok. 100000 m2, położonych w centrach wielkich miast!
216

Nowy Gatunek hieny – doradca.
W międzynarodowy system rozszarpywania polskiego majątku , wkomponowano tabuny firm konsultingowych ” doradców” i „ekspertów”. Ich udział w ” prywatyzacji” narzucono obligatoryjnie. Udzielające nam kredytów: Bank Światowy, Międzynarodowy fundusz Walutowy i banki komercyjne narzucały nam obowiązek korzystania z zagranicznych doradców. Setki milionów dolarów z tych pożyczek szły do kieszeni firm i doradców indywidualnych w ramach astronomicznych honorariów za usługi będące mieszaniną dyletanctwa i fałszerstw, polegających na masowym zaniżaniu wartości wycenianych majątków. Firmy spełniały inne zadania dodatkowe – oficjalnych agend szpiegostwa gospodarczego, wykorzystywanego do dyktowania nam haniebnych warunków sprzedaży przez firmy narzucane przez „doradców”.
Tragikomicznym przykładem tej przestępczej aberracji była sprzedaż 70 proc. akcji Fabryki Wtryskarek „Ponar-Żywiec”, w ramach doradztwa i wyceny firmy Company Assistance Ltd (CAL) – za 10 milionów starych złotych!! Za tę usługę, CAL otrzymał z budżetu Ministerstwa Przekształceń Własnościowych (tzn. od Lewandowskiego) – 988 milionów złotych, czyli 98 razy więcej niż wyniosła cena „sprzedaży” zakładu.
Podobnym skandalem, lecz na skalę nieporównanie większą, była „prywatyzacja” „Browarów Wielkopolski” przez tę samą firmę CAL. Zainkasowała ona z kieszeni polskich podatników 11 miliardów 463 miliony starych złotych! Wyceniła browary na 594 miliardy, choć wartość rzeczywista browarów sięgała 800 miliardów. Sprzedała 40 proc. akcji browarów za 200 mld – jak stwierdza protokół NIK – o 94 mld taniej nawet od dokonanej przez siebie wyceny i o 250 mld taniej od ceny rzeczywistej – rynkowej. Usługa tej agentury obcych interesów kosztowała, łącznie z jej honorarium – 261 miliardów, nie licząc kosztów hoteli, biur, obsługi, kosztów dojazdów, opłat telekomunikacyjnych, etc.
Przerażający festiwal sabotażowego trwonienia pieniędzy podatników, w tym bezrobotnych oczekujących na zasiłki, przedstawiła dziennikarka Teresa Kuczyńska’. W tym samym czasie, kiedy Jacek Kuroń szydził z bezrobotnych propagandowym kabotyńskim rozdawaniem „zupek Kuronia” – podległe mu Ministerstwo Pracy rozpoczynało trwonienie kilkuset milionów dolarów na horrendalne rozdawnictwo dla zagranicznych doradców i ekspertów. To przestępstwo finansowe jest tak pouczające, tak dywersyjne, tak karygodne, że należy je opisać dokładniej.
Kierowane przez J. Kuronia Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej, w 1990 roku zwróciło się do Banku Światowego o pożyczkę na komputeryzację biur pracy. Przedstawiciele Banku nakłonili kuroniowców z Ministerstwa Pracy do rozszerzenia pożyczki na pomoc w oprogramowaniu organizacji rynku pracy, doskonaleniu systemu pomocy społecznej, przygotowaniu systemu (!) biur pracy, na kształcenie i przekwalifikowanie bezrobotnych oraz na wspieranie rozwoju drobnej wytwórczości. Zupełnie jak u Orwella
w „Roku 84″!
W maju 1991 roku udała się w tej sprawie do Waszyngtonu reprezentacja MP w składzie, z którego dałoby się wykroić drużynę siatkówki, na czele z podsekretarzem stanu Ireną Wóycicką – przypomnijmy – współpracowniczką pobratymców z KOR, a przy Round Table – członkiem zespołu ds. gospodarki i polityki socjalnej2.
1. Brygady Mariotta, Tyg. „Solidarność”, 5-52/1993
2. Patrz: Okrągły Stół. Kto jest kim. Op. cit., s. 225.
217

Grupa tych ministerialnych wycieczkowiczów „wynegocjowała” i podpisała umowę na: Projekt Promocji Zatrudnienia i Usług Związanych z Zatrudnieniem. Nazwa zabawy długa, bo i pożyczka długa w cyfrach: 100000000 dolarów. Pożyczka płatna z Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju, podległego jakże nam już znanemu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Strona „polska” deklarowała wyłożyć dalsze 42 min dolarów na honoraria i koszty pobytów i przejazdów geniuszy z firm doradczych. Odpowiedzialnym za realizację kontraktu był już nowy Minister Pracy Michał Boni. Umowę, zgodnie z narzuconą pragmatyką, sporządzono tylko w języku angielskim, co skutecznie eliminowało tych wścibskich, którzy nie mieli szczęścia kończyć w czasach późnego Gomułki lub wczesnego Gierka, uczelni zagranicznych, jak Balcerowicz, Lewandowski, Suchocka, Rosati czy Gronkiewicz-Waltz…
Umowie nie towarzyszyła bezwzględnie wymagana i zdroworozsądkowa opinia prawna, która by oceniała ją z punktu widzenia interesów strony polskiej.
Późniejsza kontrola NIK wykazała, że umowa była pod wieloma względami i szczegółami rażąco dla nas niekorzystna:
– narzuciła nam wysokość oprocentowania;
– wysokość opłat manipulacyjnych;
– procedurę uruchomienia pożyczki dopiero po zatwierdzeniu przez Bank Światowy kolejnych etapów przygotowawczych;
– listę obcych firm konsultingowych;
– realizację programu według zadowalającego Bank harmonogramu.
Zaledwie po trzech miesiącach gotowości Banku do udzielania nam kwot pożyczkowych i po wykorzystaniu z pożyczki przez stronę polską zaledwie 64 milionów złotych (w przeliczeniu na dolary), MP już musiało wpłacić Bankowi dolarową równowartość 734 milionów złotych tytułem odsetek płaconych od całej sumy zadeklarowanej pożyczki (100 min dolarów). Odsetki płacono bowiem od całej sumy i od momentu owej gotowości Banku. W ciągu tych trzech miesięcy od daty gotowości Banku, wykorzystaliśmy zaledwie dwa miliony dolarów. Resztą – 98 milionami nadal obracał Bank, jednocześnie wysysając z polskich bezrobotnych wysokie odsetki od tej kwoty!
W 1992 roku odsetki wynosiły już sześciokrotność kwoty realnie przez nas otrzymanej i wykorzystanej, czyli 434 mld zł odsetek. A wykorzystano ją na wyposażenie Komórki Koordynacyjnej Projektu – głównie na sprzęt oraz na samochód zakupiony za 30 tysięcy USD. Prawie połowa tych 2 min USD poszła na zaliczki dla zagranicznych ekspertów – czytaj: szalbierzy.
Min. Michał Boni w umowie zobowiązał się do partycypowania „strony polskiej” w realizacji Projektu Promocji, ale ministerstwo tej gigantycznej kwoty nie miało, zaś minister finansów nie chciał jej wyłożyć. Znalazł się jednak sposób: pieniądze w kwocie 26 mld złotych, M. Boni zabrał z Funduszu Pracy, czyli z funduszu m.in. na zasiłki dla bezrobotnych.’Wydano je na luksusowe hotele dla ekspertów’, mieszkania prywatne, biura, diety, podróże.
Za 20 dni pracy zagranicznego łącznika Ministerstwa Pracy z holenderską firmą doradczą „Coopęrs and Lybrand” – wypłacono mu 120 min złotych tytułem honorarium oraz 34,4 min złotych kosztował nas jego pobyt w hotelach wraz z wyżywieniem. Honoraria płacono z pożyczki, a łączna suma kosztów przejazdów i pobytu „ekspertów” kosztowała nas 427 min złotych. W 1993 roku podpisano osiem kontraktów z zagranicznymi firmami doradczymi. Jedna z umów opiewała na 548 tysięcy USD za 28 tzw.
„osobomiesięcy” pracy konsultantów – głównie siedzących za biurkami w Genewie lub Londynie nad kompletami dokumentów zebranych przez naszych specjalistów i przetłumaczonych na język angielski. To daje około 20000 dolarów miesięcznie. Warto porównać, że prezydent Clinton pobierał gażę prezydencką w wysokości 200 tyś. dolarów rocznie, czyli doradcy tej firmy brali honoraria wyższe od gaży prezydenta Clintona, ale i tak mniejsze od „osobomiesięcy” wymienionej już firmy amsterdamskiej „Coopęrs and Lybrand”, która za opracowanie projektu biur pracy Projektu Promocji (!!), otrzymała honorarium 2,5 min dolarów w ramach 98 „osobomiesięcy”. To oznacza, że miesiąc pracy „eksperta” tej firmy kosztował ponad 25 tysięcy dolarów (ówczesne 500 min zł miesięcznie) i aż dziw bierze, że prezydenci USA i innych potęg świata nie zatrudniają się w firmach doradzających Polakom, marnując się za kilkaset tysięcy dolarów rocznie.
Na pięć milionów dolarów ustalono kontrakt z MOP’ na opracowanie programu kształcenia dla dorosłych; 3 miliony dolarów kosztowało doradztwo londyńskiej firmy „British Councii” za opracowanie systemu zasiłków rodzinnych. To tylko z pożyczki Banku Światowego, bo z pieniędzy Ministerstwa Pracy opłacano tym obibokom luksusowe hotele, podróże, wyżywienie, tłumaczy.
Umowa MP z Bankiem Światowym przewidziała 524 „osobomiesiące” pracy zagranicznych konsultantów za opracowanie Projektu Promocji Zatrudnienia (7 min dolarów) i 630 „osobomiesiące” (po 7,6 tyś. dol. miesięcznie) za szkolenie Polaków za granicą2.
Na koniec, w 1993 roku okazało się że:
– Projekt Promocji Zatrudnienia jest dublowaniem wcześniej opracowanego w ramach tegoż Ministerstwa Pracy, programu opłaconego z bezzwrotnej pożyczki tzw. Funduszu Phare;
– kosztowny projekt obsługi zwolnień grupowych, ma swojego poprzednika w programie grupowych zwolnień opracowanym na zlecenie Wojewódzkiego Biura Pracy w Warszawie przez polskich specjalistów: powszechnie już wówczas stosowanym w 12 województwach, a w pozostałych 30 działały już tzw. grupy szybkiego reagowania, czyli wspomagania ludzi masowo wówczas zwalnianych z pracy.
Największym jednak nadużyciem nie były nawet niebotyczne honoraria, nie bandyckie odsetki dla Banku Światowego i zupełna nieprzydatność opracowań owych geniuszy zagranicznych; nawet nie istnienie równoległych programów polskich – tylko to, że w Polsce mieliśmy i mamy rzeszę ekspertów wszystkich dziedzin, o wiedzy i doświadczeniu na miarę światową, a przy tym znającym polskie realia i nie wydających ekspertyz i opinii z Genewy, Londynu czy Amsterdamu.
Stanisław Pigoń – prezes Stowarzyszenia Konsultantów zapytany o to, dlaczego nie zatrudniono polskich specjalistów odpowiedział, że kierując się rozsądkiem i znajomością realiów Ministerstwa Pracy – nawet nie próbowali podejmować takich starań!
NIK. w swojej kontroli3 wydał jak najgorszą ocenę zagranicznym firmom doradczym. Działały one zawsze na korzyść kupującego: rysowały „czarne” scenariusze teraźniejszości i przyszłości sprzedawanych przedsiębiorstw, jeśli nie dojdzie do ich
1. Międzynarodowa Organizacja Pracy.
2. Warto byłoby poznać listę przeszkolonych tam „Polaków”.
3. Wyniki kontroli stanu przekształceń własnościowych w gospodarce narodowej w 1993 r. z ogólną oceną, procesów prywatyzacyjnych latach 1990-1993. Najwyższa Izba Kontroli, sierpień1994 r.

prywatyzacji; przy negocjacjach zawsze pomijano wartość składnika najcenniejszego – wykwalifikowanych załóg zakładów.
Pomimo niskich wycen, minister Przekształceń Własnościowych często „sprzedawał” zakłady po cenach jeszcze niższych od ustalonych przez „ekspertów” zagranicznych:
Akcje fabryki dywanów „Novita” z Zielonej Góry sprzedano za sumę czterokrotnie mniejszą od wyceny sporządzonej przez firmę „Proinvest”. Fabrykę sprzedano za 40,8 mld złotych, choć sam nabywca określił jej wartość na 290 mld i zapewniał, że po wprowadzeniu akcji na giełdę, wartość fabryki wzrośnie do 400 mld złotych! Niemiecki nabywca (koncern Textile Group Hof) był skłonny bez szemrania zapłacić 66 mld zł za 120 tyś. akcji tej fabryki.
W protokole NIK nie podano, czy transakcję tę zaskarżono do prokuratury’. Ministerstwo Przekształceń stosowało skuteczną metodę eliminacji oferentów konkurencyjnych w stosunku do wybranych przez siebie firm, polegającą na ustalaniu bardzo krótkich terminów składania ofert w ogłoszeniach prasowych. Tak było w przypadku „Polleny” Racibórz: 80 proc. akcji sprzedano błyskawicznie, bo po 10 dniach od daty opublikowania ogłoszeń – firmie Cussons Group Limited. Sprzedano ją za 63 mld złotych, gdy zysk netto tej fabryki w 1992 r. wyniósł 18,2 mld złotych. Za pilotowanie tej „transakcji”, firma „Bain and Company” zgarnęła 6,6 mld zł., czyli ponad 10 proc. wartości zakładu!
Podwójnym czy nawet potrójnym, piętrowym skandalem była „sprzedaż” przez Lewandowskiego, fabryki „Famat” w Pleszewie. Wyznaczył 14-dniowy termin przetargu. W tym terminie zmieściła się tylko upatrzona przezeń firma „Art und Form”. Kilka dni później zgłosił się polski „Metalexport” – największy eksporter wyrobów tego zakładu. I chociaż ogłoszenie zawierało klauzulę o możliwości zmiany procedury prywatyzacji tej fabryki w przypadku otrzymania korzystniejszej oferty – Lewandowski podpisał umowę z „Art und Fonii”, oddając 80 proc. akcji za niecałe 25 proc. jej aktywów.
To nie wszystko: wkrótce okazało się, że firma „Art und Form” wcale nie była zespołem czterech spółek, jak podawała w ofercie i nie zajmowała się produkcją silników i innych części samochodowych. Okazała się lilipucią spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, o kapitale zakładowym ledwo 100 tyś. marek; nie posiadała żadnych własnych nieruchomości; zatrudniała 22 osoby; handlowała towarami z żelaza, drewna i wapnem, czyli czym popadło. NIK w protokole pokontrolnym nie podała, czy sprawę skierowano do prokuratury; czy umowę anulowano; czy ludzie odpowiedzialni za tę grabież ponieśli konsekwencje. Pytania dotyczyły firmy konsultingowej „Company Asistance Limited” – autora „transakcji”2.
Działania konsultingowe tej firmy były klasycznym przykładem dywersji i sabotażu, w dodatku wysoko opłacanego. Wniosek NIK skierowany do Lewandowskiego o rezygnację z usług firmy CAL3 – został przez Lewandowskiego zignorowany.
Prywatyzacja trzech spółek cementowych „Odra S.A.”, „Gorażdźe” i „Strzelce Opolskie”, przeprowadzona przez firmę IFC, niezależnie od karygodnie zaniżonych ich wartości i równie karygodnie wysokich honorariów za jej sabotażowe usługi – spowodowała przejęcie przez Niemców 40 proc. produkcji cementu na terenach, gdzie będzie się budować 70 proc. polskich autostrad i dróg szybkiego ruchu, a więc na terenach przyszłego ogromnego zapotrzebowania na cement.
J.K. Galbraith – znany amerykański ekonomista powiedział:
kontynuacja dotychczasowej polityki pod dyktando zachodnich doradców doprowadzi do tego, że za 4-5 lat cały polski przemysł znajdzie się w rękach niemieckich i amerykańskich’. Powiedział to, niestety, już przeszło pięć lat temu…
Z kolei słynny prof. Milton Friedman – amerykański noblista z dziedziny ekonomii, dorzucił do tej apokalipsy następującą cegiełkę:
wyprzedaż przedsiębiorstw państwowych w ręce koncernów zachodnich, doprowadzi do stopniowego zaniku konkurencyjności polskiej wytwórczości przemysłowej i zastąpienia jej przez produkty z importu2.
W tej inwazji na Polskę, zachodnie hieny konsultingowe odegrały rolę pilotujących stalowych pięści, niczym dywizje pancerne Hitlera podczas czwartego rozbioru Polski.
Z tego bagna, jakim jest przestępcza grabież majątku narodowego wielu pokoleń Polaków, zwana „prywatyzacją”, raz po raz wydostają się na powierzchnię cuchnące bąble. I tak będzie przez wiele następnych lat. Jak bowiem nie ma zbrodni doskonałej, tak też nie będzie przestępstwa doskonałego w dziedzinie owej prywatyzacji. Ten rozdział mojej pracy rozrasta się sam, dopisuje nowe podrozdziały. Niespełna pół roku po opublikowaniu tej książki, mógłbym dopisać kolejny, nie mniej obszerny i nie mniej tragiczny rozdział o tej grabieży. Przy okazji kolejnego dodruku tej pracy, niech ilustracją ciągłości tego procesu grabieży, będzie informacja z kieleckiego „Słowa Ludu” z 18 lipca 1998 roku:
GIPSOWY SKANDAL
Belgijska spółka Gyproc Benelux dostała udziały w „Nidzie Gips” w Gackach praktycznie za darmo. Jak to możliwe? Spółka joint-venture powstała na przełomie 1989 i 1990 r., jednak Belgowie tak naprawdę zapłacili za swoją część udziałów dopiero po 4 latach od przystąpienia do spółki. Tymczasem co roku brali miliony dolarów dywidendy! Tę sensacyjną informację ujawnili prezesi „Doliny Nidy” i „Nidy Gips” podczas wczorajszej konferencji prasowej zorganizowanej
w siedzibie Business Centre Club w Warszawie.
Belgowie zrealizowali swoje inwestycyjne zobowiązania dopiero w 1994 r., po kontroli NIK i wniosku ze strony „Doliny Nidy” o wyłączenie Gyproc ze spółki „Nida Gips”. W 1996 r. Belgowie zaproponowali zwiększenie kapitału „NG” w taki sposób, aby dla skarbu państwa zostało jedynie 5 procent udziałów, a
95 proc. przeszło w ich ręce.
Ostatnio „Gyproc” w porozumieniu z byłym dyrektorem handlowym „NG”, próbował wprowadzić w życie tajny plan zmierzający do osłabienia pozycji „NG” przez przejęcie jej dystrybutorów. Plan się nie powiódł.

Rozdział 6.
Obrzezanie finansów.
Bastiony złodziejstwa.
W Magdalence i przy Round Table, polscy sowieciarze otrzymali zgodę swych wspólników na okopanie się w gospodarce i bankowości na skalę czyniącą ich trwałymi współwłaścicielami Polski na równi z międzynarodową oligarchią władzy, polityki a zwłaszcza pieniądza. Już na XI Zjeździe PZPR zapadła uchwała o przekazaniu jej nowemu bękartowi – SdRP, większości lokat dewizowych w bankach zagranicznych. Oto ich lista':
* Swiss Bank Corporation Bazylea;
* Standard Chartered Bank of New York;
* Union Bank of Switzerland Zurich;
* National Republic Bank of New York;
* na kontach dewizowych PKO.
Zasoby tych lokat wykorzystano następnie na tworzenie spółek SdRP. Jednocześnie inwestowano z nich w firmy personalnie związane z polskimi sowieciarzami spod znaku PZPR, odtąd przechrzczonymi na „socjaldemokratów”. Tymi spółkami PZPR-SdRP były:
* Servicus; PHIU Transakcja S.A.; Transakcja; Agencja Gospodarcza; Fundacja Współpracy Nauka i Kultura; Fundacja Kelles-Krauza; Fundacja Wschód-Zachód; Fundacja Postępu Progressus2.
Kolejnym etapem było wchodzenie tych spółek w związki z innymi spółkami i przedsiębiorstwami. To wzmacniało je gospodarczo, finansowo, personalnie. Ponadto gmatwało początkowy, jednoznacznie komunistyczny rodowód tych spółek. Wszyscy jednak tworzyli zamknięty i zwarty krąg mafijnej sitwy. Wdajmy się – śladem cytowanego autora, w wędrówkę po tym piekielnym kręgu. Jak w kalejdoskopie będą się powtarzać nazwiska, firmy, banki, spółki. Od tej lektury można dostać oczopląsu. Ale to konieczne, aby wykazać nierozerwalność przestępczej sitwy. Powieje grozą.
Fundacja Kelles-Krauza ma udziały w firmie Billa Poland, ale nie bezpośrednio, tylko przez spółkę MitpoE, bo prezesem Rady Fundacji jest prezydent Al Kwaśniewski. Udziały w Billi mają firmy Polmarc i Mareco. Prokuratura podejrzewała Mareco o przywłaszczenie 18 min dolarów z Funduszu Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Kontynuując wątek FOZZ dodajmy, że SLD jest wieloma nićmi powiązana z tą grabieżą stulecia poprzez firmy: Universal oraz Pierwszy Bank Komercyjny w Lublinie (PBK) Bank ten tworzyli, poza rosyjskim Żydem Davidem Bogatinem, notable lubelscy z KW PZPR, KW MO-SB oraz Urzędu Wojewódzkiego. Jednym z szefów warszawskiego oddziału banku Bogatina był późniejszy „car prywatyzacji” Wiesław Kaczmarek
1. Jerzy Szostak: „Gazeta Polska”, 28.X1.1996. Passim.
2. Wszystkie dane pochodzą z 1997 r.

z SLD. Jak wiadomo, Bogatin został aresztowany i na żądanie USA poddany ekstradycji do tego kraju. Universal łączy się z aferą FOZZ przez spółkę Tras, a Polnippon Ireneusza Sekuły także orbitował wokół afery FOZZ.
INTERSTER. Firma została już na początku jej narodzin dofinansowana przez UK-pjT „pożyczką” w wysokości 0,5 bin zł. Pożyczki udzielił Al-Kwaśniewski – ówczesny szef Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki. Pożyczka nie została zwrócona. Tenże UK-FiT był finansowany przez Totalizator Sportowy. W 1996 roku Totalizator przekazał dla UKFiT dwa bin złotych. Kwotę przekazano na konto prywatnego Banku Inicjatyw Gospodarczych S.A., który jeszcze kilkakroć pojawi się w kontekście przeróżnych afer, ssaa bowiem jest bękartem aferowym. Tenże BIG S.A. jest udziałowcem BIG Grupa Kapitałowa.
BIG S.A. posiada macki tak rozległe, że wymaga osobnego omówienia. Tu dodajmy tylko, że jest on całkowicie kontrolowany przez sowieciarzy z SLD, a w jego skład wchodzą: BIG Bank S.A., Polisa TUR S.A. Szefem BIG jest Bogusław Kott – doradca ówczesnego premiera Cimoszewicza. Jest tenże Kott członkiem rad nadzorczych BIG Bank S.A. i Banku Inicjatyw Gospodarczych S.A. – w tym ostatnim jest (1996-1997) prezesem. I właśnie w tymże banku gdzie prezesował B. Kott, przechowuje pieniądze Totalizator Sportowy. BIG jest również właścicielem Banku Gdańskiego poprzez 25 proc. udziału w firmie zarządzającej Narodowymi Funduszami Inwestycyjnymi (NFI), a także Banku Komunalnego w Gdyni.
BIG Grupa Kapitałowa: posiada firmy – Bel Leasing; Agencję Konsultingowo-Audytorską; Forin; Hakabe; Expolco Holding. Ma liczące się wpływy personalne
1 udziałowe w Związku Banków Polskich, Giełdzie Papierów Wartościowych, w Polskiej Radzie Biznesu.
I znów konieczny jest powrót do BIG-u: pośrednio w jego skład wchodzi Bank Handlowy poprzez PZU Życie’. Jak wiemy, szefem PZU Życie był J. Monkiewicz – były doradca ministra finansów G. Kołodki i wiceprezes Banku Handlowego. Powiązania z BIG posiada „Polska Miedź” S.A. poprzez spółkę Rolimpex. „Miedzi” szefuje Ireneusz Nawrocki, twórca bojówek Socjalistycznego Związku Studentów Polskich w latach 70-tych, które biły demonstrujących kolegów-studentów. Nawrocki jest właścicielem KNS Kancelaria Prawnicza. Zajmuje się ona „prywatyzacją” RUCH-
u S.A. Kancelaria Prawnicza Nawrockiego jest przyssana do Banku Handlowego. Niekiedy występuje jako Kancelaria Prawna Bank Handlowy i Partnerzy. A co do RUCHU S.A., to w jej radzie nadzorczej jest niejaki M. Ungier – podsekretarz stanu w kancelarii prezydenta Al Kwaśniewskiego. Nawrocki jest ponadto członkiem rady Nadzorczej Elektrimu oraz szefem XI Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Wspólne Macki Kancelarii Prawniczej Nawrockiego z „Polską Miedzią” i BIG-iem wiążą go
A. Kratiukiem – kumplem i doradcą Cimoszewicza. Kratiuk tkwi w radach nadzorczych Rolimpexu i Banku Inicjatyw Gospodarczych BIG S.A. Kratiuk i Nawrocki to również akcjonariusze Polisy S.A. Akcje w Polisie posiada także Z. Sobolewski – prezes Banku Gdańskiego podległego BIG-owi.
Poza bezpośrednim posiadaniem kapitałów wymienionych banków i spółek, sowieciarze z SLD-SdRP mają decydujące wpływy personalne w kilkunastu innych bankach. Stało się to głównie poprzez zmiany dokonane przez ministra finansów Kołodkę w 1996 roku, na stanowiskach prezesów i rad nadzorczych tych banków. Listę tych banków personalnie sterowanych przez SLD tworzą m.in.: Bank Komunalny w Gdyni;
•• Bitwę o prywatyzację” PZU naszkicowałem w poprzednim rozdziale.

Bank Gdański; Bank Handlowy (prezes – Cezary Stypułkowski, były działacz SZSP);
Pomorski Bank Kredytowy; Bank Przemysłowo-Handlowy; Bud-Bank; Powszechny Bank Kredytowy; Bank Gospodarki Krajowej; Bank Zachodni; Polski Bank Inwestycyjny; Prosper Bank; Polski Bank Rozwoju; Powszechny Bank Gospodarczy;
PeKaO S.A.; Bank Depozytowo-Kredytowy’.
Dodajmy, że niemal wszystkie te banki posiadają swoje filie w większych miastach.
Zawłaszczaniu systemu bankowego Polski towarzyszy wspomniane przenikanie do podobnie zawłaszczanych przedsiębiorstw. Ponadto, sterując finansami, sowieciarze z SLD-SdRP przy pełnym poparciu UW w Sejmie, kontrolują całe polskie życie gospodarcze – to które jeszcze jest polskie, z wyłączeniem tysięcy podmiotów już „sprywatyzowanych” na rzecz „inwestorów strategicznych” czyli zagranicznych – ale i one są z nimi powiązane licznymi mackami kredytowymi i personalnymi.
Odrębnym kierunkiem penetracji mafiozów SLD są przedsiębiorstwa nie związane z nimi bezpośrednio. Poprzez opanowanie Krajowej Izby Gospodarczej, penetrują ponad pół miliona podmiotów gospodarczych, ponieważ szefem KIG jest A. Arendarski – jednocześnie szef rady nadzorczej Agros Holding i kumpel Al Kwaśniewskiego2. Tenże Arendarski zasiada ponadto w radzie nadzorczej spółki Gas Traiding, gdzie udziały posiada Bartimpex. Jest także wiceprzewodniczącym Stalexportu. Ponadto Arendarski jest w radzie nadzorczej dziwnej firmy o nazwie Konsalnet. Firma przestaje być dziwna gdy dodać, że zajmuje się ona wywiadem gospodarczym, a prowadził ją były szef MSW Jerzy Konieczny3. Z tą wywiadowczą kompanią powiązany jest Budimex pod wodzą Grzegorza Tuderka (kolegi Kwaśniewskiego), a tenże Budimex jes;
powiązany z Kredyt Bankiem S.A. poprzez Stanisława Pacuka, członka rady nadzorczej Budimex S.A.
Nazwisko Pacuka wywołuje tu dość rozległy temat pod nazwą: Polski Bank Inwestycyjny. Zacząć wypada od informacji, że Pacuk jest przyjacielem rosyjskiego Żyda Siergieja Gawriłowa, który kontrolował Bank Powierniczo-Gwarancyjny i był współwłaścicielem Domu Maklerskiego „Leonard”. Gawriłow był potentatem polskiej giełdy. Pieniądze na gry giełdowe brał z konta Domu Maklerskiego „Leonard”, ale jak ustalili dziennikarze „Życia”4 czerpał też z firm z nim związanych, jak np. z BagBudu Z Gawriłowem podobne interesy robiły firmy z nim powiązane a zarejestrowane w krajach tzw. „raju podatkowego”, np. na wyspach Mali i St. Vincent. Tymi firmami były Regaby Ltd i American Star Insurance. Wiadomo, że w „rajach podatkowych” ochoczo inwestują firmy trudniące się handlem narkotykami i piorącymi „brudne pieniądze” Na giełdzie polskich firm Gawriłow zainwestował kilka milionów dolarów. Skąd je wziął – było podstawowym pytaniem dla Komisji Papierów Wartościowych, która udziela zgody na duże wkłady giełdowe. Ale były przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych – Lesław Paga, zapytany przez dziennikarzy „Życia” o to, kto wydal zgodę Gawriłowowi, odpowiedział krótko: Temat nie do wyjęcia’. Jego następca Jacek Socha także nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Z konta Gawriłowa w Domu Makler-

1.Tyg „cash”, 23.III.1997
2.To nie wiele w Porównaniu z 80 miliardami usd w tym czasie z ZSRR rosji przez mafiozów z kpzr- gru

skim „Leonard”, wyszły pieniądze, za które Rosjanin przejął Bank Powierniczo-Gwarancyjny.
Tenże Stanisław Pacuk, przyjaciel Gawriłowa, nabył jeden z najlepszych banków
* Polski Bank Inwestycyjny. Jego wartość rynkową oceniano na 700-900 min nowych złotych, ale wraz z Prosper Bankiem został sprzedany za 205 min złotych małemu słabemu Kredyt Bankowi i Pacukowi. To tak jakby wróbel połknął jastrzębia albo ogon zainerdal psem. Zgłosił on ofertę zakupu Polskiego Banku Inwestycji znaczenie gorszą od tej, z jaką wystąpił austriacki bank Creditalstalt, a jednak bank centralny sprzedał go Pacukowi. Warunki sprzedaży są wyjątkowo korzystne dla Pacuka a śmiertelne dla PBI. Całkowita odpowiedzialność za ten skandal finansowy spada na prezesa NBP
* H. Gronkiewicz-Waltz. PBI powstał w 1993 r. poprzez wyłączenie go ze struktur NBP, ale z jego finansami! Szczęśliwie uniknął tzw. „nietrafnych” (czytaj – przestępczych) kredytów, dysponował ogólnopolską siecią oddziałów i dobrą kadrą, był więc smakowitym kąskiem dla sowieciarzy z SLD. Pilotował sprawę zastępca H. Gron.-Waltz – wiceprezes Witold Koziński. Odrzucił on znacznie korzystniejsze oferty amerykańskiego Generał Electric Capital, dającego najlepsze warunki zakupu, lepsze także od wspomnianej firmy austriackiej. Oferta ledwo dyszącego finansowo Kredyt Banku była na ich tle zupełnie nie do przyjęcia. A jednak ją przyjęto. Naturalnie, koszty zakupu Pacuk obiecuje sobie pokryć z emisji akcji na kwotę 90 min złotych oraz wziąć pożyczkę (!) z PKO BP na kwotę 100 min zł’.
Była to czysta strata dla Skarbu Państwa, zaaranżowana i doprowadzona do zwycięskiego końca przez duet: Waltz-Koziński. Nic dziwnego – Pacuk jest zaufanym człowiekiem Kwaśniewskiego, Oleksego i Kozińskiego, a przyjacielem Gawriłowa. Nic dodać.
„Socjaldemokraci” z SLD potężnie okopali się w potężnym Elektrimie poprzez Nawrockiego i Andrzeja Skowrońskiego2. Ten moloch skupia około setki różnych spółek, ponadto posiada udziały w: Autostradzie Wielkopolskiej, Polskiej Telefonii Cyfrowej, Bydgoskiej Fabryce Kabli, „Polifarbie” Cieszyn, Warcie S.A. Z Elektrimem związane są dwie spółki: Kulczyk Holding oraz Lech Browary.
Kolejnym folwarkiem SLD jest Elektromis – udziałowiec Polisy S.A. Polisa zyskała tani i niekosztowny dla sprawców rozgłos tylko dzięki udziałom żon dygnitarzy komunistycznych, m.in. żony Kwaśniewskiego, ale niewiele osób spoza czytelników prasy wie, że udziałowcami „Polisy” są m.in. Agencja Rozwoju Gospodarczego, Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, Elektrim, Universal, Dipseryise, Savim, Bank Rozwoju Eksportu (BRE), Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Powiązania z Polisą, poprzez udziały w Funduszu Poręczeń Inwestycyjno-EksportoWych Korporacja Spółdzielcza, ma około dziesięciu innych firm, a pośrednio, poprzez Fundusz Rehabilitacji Niepełnosprawnych – kolejna dziesiątka innych firm. Tę misterną sieć komunistycznego imperium bankowo-przemysłowego, ilustruje plansza zamieszczona w poprzednim rozdziale3.
1. Szybko otrzymał 60 min nowych zł,
2. „Gazeta Polska”, 28.XI.1996, Ibidem.
3. Przedruk z: „gazeta Polska” 28 XI.1996 ibidem

Forsę wyprowadzić!
Tego dnia, kiedy Rakowski kazał wyprowadzić sztandar PZPR z sali Kolumnowej PKiN, jedynie słuszna przez 40 lat partia wciąż jeszcze posiadała na swym rachunku w X Oddziale PKO: 749000 dolarów i 14 milionów 473 tysiące franków szwajcarskich, czyli około 14 mld starych złotych’. Wszystko to zniknęło z konta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Do dziś nikt i NIK nie wie, jak udało im się zdematerializować taki szmal, ale tę zagadkę bez większego trudu mogłoby rozwikłać ówczesne kierownictwo PKO. Gdyby zechciało. Ale nie chce2.
Wyprowadzanie szmalu tuż za sztandarem PZPR trwało na kilka innych sposobów. Jednym, bodaj najważniejszym, było sprzedawanie nieruchomości zajmowanych bezprawnie przez PZPR. Jej ostatni mafiozi wchodząc w SdRP, wyszli z absolutnie słusznego założenia, że były one ich własnością, jak zresztą cała PRL. Kilka przykładów.
Oto budynek KW PZPR w centrum Krakowa: wartość wręcz nieobliczalna. Sprzedali go – najzupełniej bezprawnie i najzupełniej legalnie, Bankowi Przemysłowo-Handlowemu, doskonale zorientowanemu w bezprawności tego przekrętu. Zgarnęli od banku 9,5 mld złotych – równowartość miliona USD. Ponadto za dzierżawienie budynku Bankowi w okresie III-X.1990 r., pobrali dodatkowo pół miliarda złotych. W sumie, za państwową własność zabrali z BP-H 10 miliardów złotych.
Ale, ówczesnym prezesem BP-H był J. Ouandt (z „naszych”, czysto polskich Qu-andtów!). Postać nietuzinkowa nie tylko dla unikalnego nazwiska. Obok ówczesnego sekretarza generalnego SdRP – L. Millera, I. Sekuły oraz byłego ministra przemysłu M. Wilczka – Ouandt był współzałożycielem Agencji Gospodarczej. Dodajmy – firmy powołanej przez PZPR i przejętej przez jej bękarta – SdRP. Po prostu kumpel kumplom przekazał publiczny szmal na ich wspólną własność – za budynek KW nielegalnie sprzedany i nielegalnie kupiony. Jeszcze w 1992 roku rzecznik prasowy Banku B. Budzicz nagabywany przez dziennikarzy o zasadność tej transakcji, warknął butnie: Bank nie musi się tłumaczyć z dokonanej transakcji’1.
Prawie pięć lat Ouandt prezesował jeszcze Bankowi, aż wreszcie w marcu 1995 r. został wylany4 mocą uchwały Rady Banku. Co się stało? Może zawiedli towarzysze z SdRP-SLD, którzy zwyczajnie zapomnieli o przysłudze towarzysza-kumpla? Ale nie tylko to. Mówiło się o powierzeniu przez Ouandta promocji akcji Banku nieznanej agencji o kryptonimie GP. Za promocję akcji wyłożył agencji 30 mld złotych! Chyba to zirytowało towarzyszy z Rady Banku.
Pisząc o tych przewalankach Ouandta, tygodnik „Cash” zamieścił krótki biogram kariery prezesa: absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki – słynnej wylęgarni towarzyszy z górnych półek establishmentu PRL i międzynarodowych agentur; przeszedł szkolenie wyższej kadry bankowej w Northwestem University (Chicago);
w bankowości od 1952 r.; w latach 1970-88 w centrali NBP; od 1988 r. pełnomocnik prezesa NBP do spraw tworzenia Banku Przemysłowo-Handlowego; od 1989 jego prezes; od 1991 r. prezes jego zarządu; członek Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych;
1. Tyg. „Cash”, 23.III.1997.
2. To niewiele w porównaniu z 80 miliardami USD wywiezionymi w tym czasie z ZSRR-Rosji przez mafiosów z KPZR-GRU. Zob: M. Dakowski, J. Przystawa- Via Bank…,s 178, za: L ‚Eyenements de Jendl z 9.1.1992.
3. Ibidem.
4. „Cash”. 17.III.1995.

członek Polskiego Konsorcjum Gospodarczego S.A. „Polesie, Obiekty Graniczne i Autostrada” (!); rady Radio Muzyka Fakty Spółka z o.o.. Wystarczy?
Kolejna wyprzedaż kawałków Polski przez SdRP, to przehandlowanie dwóch nieruchomości w 1990 r. Bankowi PaO. Pierwszą, w miejscowości Łapy, „sprzedali” PKO za 1^5 mld złotych. Drugą, położoną w Kościelisku, opchnęli bankowi za 9 mld 717 min złotych. W tej przestępczej „transakcji”, SdRP była reprezentowana albo przez jej ówczesnego genseka L. Millera albo jej skarbnika – W. Huszczę. Bank reprezentowali:
J. Kochoński, J. Danczewski, W. Prokop’.
W 1992 roku, jak już wzmiankowałem w innym rozdziale, rosyjska prasa ujawniła dokument już byłej PZPR, gdzie odnotowano przerzucenie przez SdRP za granicę sześciu milionów USD oraz czterech miliardów złotych – na konta dwóch spółek zarejestrowanych w Wiedniu i Nowym Jorku. Przy tej okazji, niedowiarkowie otrzymali ostatecznie potwierdzenie faktu, że ewakuacja milionów jeśli nie miliardów dolarów uciułanych przez PZPR-SdRP, na konta banków zgniłego zachodu, odbywała się z pełną wiedzą, przyzwoleniem i współudziałem partii-matki, czyli KPZR.
W połowie lat 90-tych UOP ustalił listę kilkudziesięciu spółek i firm powstałych z pieniędzy SdRP. Niektóre z nich istniały jeszcze w 1997 roku. Inne „upadały” lub znikały na wzór Transakcji, przedtem przerzuciwszy szmal na konta następnych spółek, także wkrótce upadających lub zmieniających nazwy, właścicieli, adresy. Tak oto odbywało się brudne pranie czystych pieniędzy wypracowanych przez Polaków w PRL, rabowanych przez czerwono-niebieskich kameleonów.
Ale nawet najbardziej totalitarna pełnia władzy nie jest wieczna. Tę prostą prawdę przenieśli oni na konkretne działania wymierzone w wiek już XXI.
Oto 135 metrów pod ziemią, a więc dosłowne podziemnie, w kopalni soli w Wieliczce – muzeum, 21 lutego 1997 roku, w ściśle dobranym gronie nowobogackich gojów oraz izraelit, przy dźwiękach górniczej orkiestry, proklamowano powstanie tzw. Grupy Wieliczka. Nadano jej nazwę Związku Przemysłu Handlu i Finansów. W tym ekskluzywnym party zalatującym piwem, czosnkiem i perfumami Diora, wzięli udział „ojcowie chrzestni” Petrochemii, Ciechu, PLL LOT, Stalexportu, Centrostalu i kilku innych mega-przekrętów. Lepiszczem towarzystwa był (p)rezydent Al Kwa-ski, a zbiorową maseczką tego sabatu -przywracanie roli i znaczenia marek firmowych i handlowych w Polsce, pod wspólną nazwą: „Marka-Markom”2.
Naturalnie, miało to być lobby silne lecz najzupełniej „apolityczne”. Akty nominacyjne nowej mega-sitwy pod nazwą „Marka-Markom”, wręczono wysłannikom 14 firm. Poza wymienionymi były to: KGH Polska Miedź, Agros, Animex, Bank Przemysłowo-Handlowy, Rolimpex, Universal i wymienione już Stalexport, PLL LOT
‚ Ciech.
Idąc za ciosem, 21 marca 1997 r. odbyły się w Brukseli, całkiem już oficjalnie i naZiemnie, z udziałem Al Kwa-skiego, narodziny prywatnego stowarzyszenia pod nazwą Poland for Europę. Dech zapierają nazwiska samego komitetu honorowego. Formalnie przewodniczył mu Al Kwach, ale gwiazdą pierwszej wielkości był tam euro-mason Jackues Delors. Sekundowali mu: były (masońska reguła) minister spraw zagranicznych WN Hans Dietrich Genscher, były premier Portugalii Mario Soares, nasz ulubieniec George
Soros, a także niejaka Sophie Marceau i Karel Appel. Te dwie ostatnie znakomitości nie są szerzej znane, ale łatwo by było prześwietlić je kanałami ONZ i jej agend.
1.• „Cash”, 23.11.1997. Ibidem.
2.”Wprost”, 20.1V.1997.
„Polską” delegację uświetniali uczestnicy owej wieliczkowej balangi, szefowie: Banku
Handlowego oraz Impexmetalu, Telekomunikacji Polskiej i CPN – rutynowi uczestnicy, brukselskich i nie tylko, eskapad „polskiego” (p)rezydenta.
Kwaśniewski w ostatnich kilku latach był uczestnikiem kilkudziesięciu peregrynacji grup „polskiego” biznesu, szefów wielkich holdingów, firm i banków. Bliskie im więzami krwi „Wprost”‚, pisząc o tych kupieckich wyprawach, wymienia jako preteksty a to wręczanie nagród, a to nominacje, luźne spotkania a także wizyty oficjalne. Ta geszefciarska aktywność podpowiada wiele z głównych obowiązków, jakie nakładają na Al Kwa-skiego jego stronnicy z zachodniego lobby przemysłowo-fmansowego. Jego prezydenckim zadaniem jest przycumowanie do międzynarodowych agend jak największej liczby jak największych „polskich” przedsiębiorstw jeszcze przed ich rozdaniem przez formalne struktury Unii Europejskiej. Ta kompradorska misja nie jest wygórowaną ceną prezydentury, toteż Al Kwa-ski dwoi się i troi, aby wypaść jak najskuteczniej.
Kto najczęściej uświetnia jego orszak dworski w tych wyprawach?
Padło już nazwisko Arendarskiego, skumplowanego z nim biznesmena. To stały gość rządowego i prezydenckiego odrzutowca. Drugim jest „polski” nafciarz numer jeden – Jerzy Kamiński – prezes zarządu sitwy pod nazwą Nafta Polska, przedtem – do maja 1996 r. podsekretarz stanu w Min. Współpracy z Zagranicą. Jest on ilustracją reguły, że z gabinetów ministerialnych, drugimi drzwiami wchodzi się w wielkie biznesy. Kamiński pracował w Min. Spraw Zagranicznych, był konsulem w Chicago, naczelnikiem wydziału w MSZ.
Stałym członkiem władz drużyny „Olka” w rozjazdach biznesmeńskich był i jes;
kolejny nafciarz Konrad Jaskóla – prezes rafinerii Petrochemia Płock2. Jaskóła jest z kolei dowodem na zwodniczość kwalifikowania ludzi według szuflad partyjnych
* uważany za człowieka PSL, należy do stałej przybocznej gwardii biznesmenów „Olka”. To on z Kwa-skim uczestniczył w słynnym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Ma się rozumieć, że Jaskóła siedzi okrakiem w różnych radach nadzorczych: Ciechu i Polkometu – sieci telefonii komórkowej Plus, a także we władzach
Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, dostarczającego połowę towarów chemii przetwórczej, jaką Polska czyli Ciech, eksportuje oraz importuje.
W Davos także błyszczał przy Olku Grzegorz Tuderek – prezes Budimexu S.A
* przypomnijmy – dawnej Centrali Handlu Zagranicznego Budownictwa. Budimex to bodaj największy holding budowlany w Polsce, a zyskał na potędze od czasu, kiedy Tuderek zdecydowanie poparł Kwa-skiego w wyborach prezydenckich. Przedtem, w 1990 roku postawił na sitwę Wałęsy i też nieźle na tym wyszedł. W lutym 1990 r. Budimex nabył za 5,5 mld złotych akcje Telegraf-u i spółki bardzo ściśle związanej z PC obydwu Kaczyńskich, co stało się dyskretnym skandalem w kręgach politycznych kanap.
W zagranicznych ekskursjach, prezydenta i premiera Cimoszewicza wspierały takie giganty biznesu jak Andrzej Skowroński – szef Elektrimu S.A. i jego zastępca Emilian Bryk. Elektrim inwestuje we wszystkie najbardziej przyszłościowe biznesy, m.in. w budowę autostrad: jest właścicielem 30 proc. akcji holdingu Autostrada Polska; telefonię komórkową (32 proc. udziału w Telefonii Cyfrowej); w modernizację polskiej (ale już bardzo niedługo polskiej) elektroniki. Bryk i Skowroński to rekordziści wspólnych wypraw z Kwaśniewskim także na innych kierunkach, jak Litwa, Rosja, Słowenia, a także
1. Ibidem.
2. Trzecia na „polskiej” liście największych; 8,7 mld zł obrotu w 1995 r.

Włochy, Indonezja, Tajlandia, Finlandia, Rumunia, Egipt, Francja, Belgia. Drużyna tych międzynarodowych domokrążców zawiera tam różne interesy, ale o istocie tych geszeftów opinia polska nie dowiaduje się wcale, albo zbywa się ją ogólnikami dyplomatycznymi. Kwaśniewski najwyraźniej minął się z powołaniem. Kiedy za kilka lat zastąpi go M. Krzaklewski, co pewne jak w Banku handlowym, najpewniej stanie się jakimś a(wym mega-gigantem przemysłowym. Start miał dobry wraz z żoną w Polisie i nie tylko
W jego podróżach nie sposób nie dostrzec Edwarda Wojtulewicza – prezesa Impexmetalu S.A. i członka rady BCC. To handlarz metalami, stalą, diamentami technicznymi. Systematycznie połyka on kolejne huty jeszcze do niedawna nasze, polskie, wspólne, ale teraz już spółkowe. Wojtulewicz nie zapomniał zasiąść w radach holdingu Autostrada Polska oraz w Agencji Rozwoju Przemysłu.
Kolejny globtroter prezydenckich misji handlowych to Zdzisław Mątkiewicz, „zbliżony” formalnie do PSL ale prywatnie jeszcze bliżej do „Olka”. To przecież prezes Ciechu. co wiele wyjaśnia z tej komitywy. Etapy jego wojaży z „Olkiem” to: Davos, Izrael, Rosja, Belgia (z Cimoszewiczem), Holandia.
Do prezydenckiego lub rządowego odrzutowca wsiadają jeszcze najczęściej: Ryszard Harhala – prezes Stalexportu (Izrael, Słowenia, Finlandia); Stanisław Siewierski
-,prezes zarządu Polskiej Miedzi (Izrael, Francja); Maciej Męcłewski – prezes Polimex-
* Cekop S.A.; Roman Młyniec – prezes Rolimpexu, członek rady Agencji Rynku Rolnego i rad kilku banków; Wojciech Żelazny – dyrektor Hortexu.
Co nam zapowiadają wojaże tych kompradorów? Już wiadomo: „prywatyzację” ostatnich strategicznych pereł w gospodarczej koronie rozgrabianej Polski, jak zwłaszcza miedzi, nafty, głównych banków, telekomunikacji, itp. Potem będzie można już spokojnie, choć nie bez żalu, zdejmować polskie flagi z Kne-sejmu, z gmachów rządowych, gmachów polskich ambasad. Zastępować je flagami ONZ, Unii Europejskiej, Izraela, a zwłaszcza Niemiec.
Tak więc, o piątym rozbiorze Polski bez jednego wystrzału, zadecydowały dwa kierunki inwazji podjęte prze/ żydokomunę z Round Table i jej polskich przydupasów. Pierwszym było zawłaszczenie tysięcy państwowych podmiotów gospodarczych i handlowych pod pretekstem zakładania tzw, „spółek pracowniczych”, a także podjęte wkrótce masowe rozdawnictwo hienom zagranicznym najcenniejszych, najbardziej dochodowych gigantów przemysłu i kopalnictwa, spięte szyderczą nazwą prywatyzacji.
Drugim kierunkiem inwazji było zawłaszczenie całego systemu bankowego państwa przez te same izraelity spod znaku Round Table. Obydwa kierunki zawłaszczeń wzajemnie się stymulowały i warunkowały swe zbiorcze powodzenie. Kto włada bankowością czyli kredytami, ten rządzi masami – z tej elementarnej prawdy ekonomii nowoczesnego państwa, przestępcy z Round Table szybko wyciągnęli właściwe wnioski.
Nie posiadając w 1989 roku przeważnie ani grosza, dzisiejsi multimiliarderzy wzajemnie się wówczas wspierając na gruncie władzy, gospodarki i bankowości, tworzyli system zawłaszczeń obydwu tych dziedzin poprzez przenoszenie worków pieniędzy Państwowych z banków do banków komercyjnych i „prywatnych”, a następnie poprzez Wzajemne kredytowanie „wykupu” za bezcen podmiotów gospodarczych. Ale ten schemat był tylko jednym z przestępczych mechanizmów grabieży. W istocie system został ^zbudowany w koronkową sieć podległości strukturalnych oraz personalnych Powiązań. Dziś już trudno je rozwikłać. Tworzą gigantyczne kłębowisko żmij.
Najtragiczniejsze dla Polski jest w tym wszystkim to, że ta grabież jest procedurą nieodwracalną. Inwazyjne dywizje Czwartego Rozbioru Polski zostały w 1945 r. Rozbite
i wycofały się. Rozbicie sprawców Piątego rozbioru nie jest możliwe z tej prostej przyczyny, że odbywa się on legę arte.
Czwarty rozbiór Polski odbywał się w huku bomb. Piąty – w szeleście czeków i weksli.
Najbardziej przestępczy udział w grabieży majątku narodowego mają komuniści z PZPR – SdRP-SLD. Sukces zawdzięczają zgodnej kolaboracji z źydokomuną Uni Demo-Wolności. Polscy sowieciarze nic by nie osiągnęli, gdyby tuż po Round Table zostali otorbieni atmosferą powszechnej negacji, izolowani od stanowisk i wpływów oraz
* puszczeni z torbami. Nic takiego się nie stało. Przeciwnie – żydolewica uczyniła ich wspólnikami w grabieży władzy i majątku.
Przechwytywanie systemu złotówkowego i walutowego odbywało się w kilku etapach, nakładających się na etapy „transformacji” ustrojowej PRL w PRL-bis spod znaku Round Table.
Pierwszym etapem były działania zabezpieczające odwrót oficjalnych struktur komunistycznych w niejawne, upozorowane na „socjaldemokrację”. Do tego spisku przystąpiło kilkuset najwyższych rangą notabli PZPR i służb specjalnych, to znaczy terrorystycznej policji politycznej oraz wywiadu.
Uznali oni, że największe i trwałe zyski – nie brudząc rąk nawet bezpośrednim dotykaniem miliardowych kwot – osiągną wchodząc w transakcje polegające na lokatach bankowych i na zmianach w kursie walut. W tym celu musieli gruntownie zmienić dotychczasowe pozory państwowej własności całego systemu bankowego – z komunistycznego, państwowego, na prywatny.
Następnym etapem’ stało się przemieszczanie majątku, z „socjalizmu” do kapitalizmu – z sektora państwowego w prywatny, poprzez tworzenie wspomnianych już prywatnych spółek – polipów, pasożytujących na państwowych zakładach i fabrykach, na ich maszynach, urządzeniach; na całej infrastrukturze produkcyjnej. Kolejnym etapem było powoływanie własnych instytucji obsługi bankowej, poprzez tworzenie banków komercyjnych i prywatnych lub „fundacji”. Dzięki bankom tworzonym przez nomenklaturę partyjno-esbecką, tak wówczas jak i długo potem całkowicie podległą centrali moskiewskiej, przechwytywane podmioty gospodarcze uzyskiwały możliwość kredytowania, czyli trwałej stabilizacji poprzez zawłaszczanie finansów państwa. W komunizmie państwo kredytowało wszystkie przedsiębiorstwa, wszystkie podmioty gospodarcze. W PRL-bis funkcję tę przejęli prywatni „kapitaliści”, czyli niedawni właściciele PRL Tak oto spełniała się i potwierdzała fundamentalna prawda kapitalizmu i komunizmu. zdefiniowana przez Gary Allena w jego książce: None Dare Cali II Conspiracy (Con-cord Press, 1971 r., s. 33):
socjalizm nie jest programem podziału bogactw, lecz jest w rzeczywistości metodą koncentracji i kontroli bogactwa2.
Cała ta niby „transformacja” z błogosławieństwa masońskiego Round Table, była niczym innym jak metodą rekoncentracji bogactw – z komunistycznej czyli państwowej, w prywatną – kapitalistyczną.
I dopiero w tym momencie i na tym etapie „transformacji” pojawiły się pewne różnice celów i interesów żydokomuny z SLD i żydokomuny z Unii Demo-Wolności. Ci pierwsi uznali, że po przejęciu bankowości i kluczowych przemysłów oraz handlu, po zabezpieczeniu im stabilności w ramach własnego kapitału handlowo-przemysłowego.
1. Taką kolejność wydarzeń sprecyzowała prof. Jadwiga Staniszkis. Zob.: „Życie”, 1.V.1997,
2. Zob.: Robert S t iii: Nowy Porządek Świata. Odwieczny plan tajnych towarzystw. Wers 1995, s. 177.

nie ma powodu do pośpiechu w dalszej „prywatyzacji”. Zaczęli ją spowolniać. Stanęło to w doktrynalnym konflikcie zadań powierzonych polskiej żydomasonerii przez izraelity międzynarodowe. Zadania polegały na maksymalnie szybkim i totalnym demontażu suwerenności gospodarczej i politycznej tejże PRL-bis, wpisanej w plan rozbicia państw narodowych Europy Słowiańskiej i budowania na ich gruzach Stanów Zjednoczonych Europy. Pozorując opozycyjność w stosunku do „postkomunistów”, kompradorzy zachodnich izraelit z Unii Demo-Wolności, popierali ich we wszystkim co zmierzało do piątego rozbioru Polski. W Kne-sejmie głosowali z nimi z zachowaniem sojuszniczej dyscypliny. Jeden z tych wspólnych kierunków marszu, wiódł do przechwytywania systemu bankowego. Najlepszym tego przykładem są narodziny i rozrost potęgi Banku Inicjatyw Gospodarczych oraz powolne przechwytywanie Banku Handlowego – walutowego skarbca PRL i głównego pośrednika w grabieży narodowych rezerw.
Bank Inicjatyw Gospodarczych
„Sztandar wyprowadzić” to słynne, groteskowe słowa kończące oficjalne dzieje PZPR, wypowiedziane przez jej ostatniego genseka M. Rakowskiego na zjeździe likwidatorskim. Nie powiedział wszystkiego. Powinien był dodać – „Sztandar i pieniądze -wyprowadzić!” Powinien ale nie musiał. Procedura wyprowadzania pieniędzy z kasy państwowej w prywatną, właśnie trwała na masową skalę.
Już podczas obrad Okrągłego Stołu partyjna oligarchia przystąpiła do zakładania własnego banku. Powstał wtedy tzw. Komitet Powołania BIG. Jego zadaniem miała być organizacja nowego banku nomenklatury. BIG powołano już trzeciego dnia po faktycznej klęsce komunistów w wyborach czerwcowych 1989 r. Klęska była dla nich szokiem. Na fali paniki przyśpieszyli okopywanie się w gospodarce i bankowości. BIG ogłoszono oficjalnie pierwszym prywatnym bankiem polskim. Stał się wzorcowym przykładem przechwytywania pieniędzy państwowych w prywatne łapy. Metodę z czasem niemal opatentowano. Polegała na jednokierunkowym mieszaniu kapitału państwowego z prywatnym. Prywatny – wyjściowy, pretekstowy – zawsze był rażąco mały w stosunku do państwowego. Mała spółka z symbolicznie niskim wkładem kapitałowym, wykorzystując niepodzielne panowanie nad bankowością kraju przez ich towarzyszy esbecko-partyjnych, wchodziła w spółkę z kapitałem państwowych, następnie przejmowała go szeregiem posunięć prawno-bankowych.
Prezentacja założycieli BIG wyjaśni wiele, jeśli nie wszystko z jego tajemnic założycielskich:
* Andrzej Olechowski – dyrektor NBP
* Andrzej Cichy – dyrektor generalny Poczty Polskiej Telegraf i Telefon
* Aleksander Borowicz – podsekretarz stanu w URM i doradca premiera
* Anatol Adamski – prezes PZU
* Janusz Staniszewski – prezes spółki ubezpieczeniowej „Warta”
* Dariusz Przywieczerski’ – dyrektor „Uniwersalu”
* Stanisław Tolwiński – prezes spółki „Interster”
* Wiktor Pitus – prezes firmy „Transakcja”2.
1. Patrz: afera FOZZ. 2. R. Kasprów, i J. Leski: BIG, czyli jak powstała „czerwona pajęczyna”, „Życie”,
3. W 1997. Passim.

Funkcję prezesa Banku powierzono Bogusławowi Koltowi.
Przerażające swoimi rozmiarami i bezczelnością zawłaszczenie olbrzymich aktywów Skarbu Państwa odbyło się oficjalnie. Oto 98 proc. udziałów w BIG wniosły firmy których dyrektorzy i prezesi stali się udziałowcami BIG. Tylko dwa procenty kapitału dawało się określić jako pieniądze faktycznie prywatne.
Do grona założycieli BIG należały także: Fundacja Rozwoju Żeglarstwa, Fundacja Wspierania Inicjatyw Gospodarczych oraz już wymienione. Jeżeli kogoś zdziwi udział jakiejś tam sportowo-rekreacyjnej Fyndacji Żeglarstwa, to jego zdziwienie powinien rozwiać fakt, że założyli ją w kwietniu 1989 roku’ gensek PZPR M. Rakowski, późniejszy prezydent Al Kwa-ski i późniejszy dyrektor BIG Bogusław Kott – wówczas
już posiadacz 50 proc. akcji spółki ACA Agencja, która stała się współzałożycielen BIG2. Al Kwa-ski został prezesem Fundacji.
Dodajmy, że Fundacja Rozwoju Żeglarstwa, to jeden z założycieli Intersteru -jednego ze współzałożycieli BIG. Dziś w sądowych dokumentach tej fundacji nie ma żadnej wzmianki o inwestycji pieniężnej w BIG. Dlaczego Fundacja żyjąca wyłącznie
z funduszy państwowych zainwestowała w bank prywatny? Jeżeli nie wiadomo o co
chodzi, to wiadomo, że o pieniądze – mówi banalne porzekadło. Wiadomo także, że Inter ster był spółką korzystającą z tanich, miliardowych kredytów przydzielanych spółce
przez Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki. Kierował nim nie kto inny tylko wszędobylski Al Kwa-ski, jednocześnie pełniący funkcję prezydenta Fundacji. Tak więc jednostki skarbu państwa dały żywot BIG-owi, wnosząc doń potężny „wsad” państwowego grosza. Gdyby to przenieść na klaps gangsterskiego filmu, ujrzelibyśmy sylwetki wymienionych tu mafiozów taszczących worki pieniędzy z instytucji państwowych do czekającej na nich furgonetki: wszyscy w kominiarkach, asekurowani przez ochroniarzy z rozpylaczami… W 1995 roku „Interster” był winien dawnemu KKFiT 6,4 nld złotych. Przed wyborami prezydenckimi zmyślnie puszczono polskojęzyczne marks-media w ślepy zaułek poszukiwań nieistniejącego dyplomu magisterskiego Al Kwaśniewskiego. Dzięki temu z pola widzenia mediów i 40 mln ogłupionych Polaków zniknęła sylwetka taszcząca miliardy z Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki… Urbar i Gobbels kłaniają się w pas!
Interster – jeśli już dotykać głównych macek tej gigantycznej ośmiornicy pod nazwą BIG – był integralnie związany z czołowymi sowieciarzami polsko-radzieckiego chowu, m.in. z Ireneuszem Sekułą, którego nie trzeba tu przedstawiać za sprawą poprzednich rozdziałów. Współzałożycielem Intersteru był Polski Związek Jachtowy. Kierował nim… Ireneusz Sekuła…
Spółka Transakcja – współzałożyciel BIG (10 proc. akcji) posiadała jednoznaczny rodowód i personalia. Pojawiła się już w rozdziale dotyczącym towarzyszy z KC pośpiesznie lokującym forsę w nowych biznesach – jak właśnie w Transakcji. Założyły ją taki6 potęgi PRL jak KC PZPR, Akademia Nauk Społecznych przy KC PZPR, Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, RSW „Prasa Książka Ruch”. Udziały w „Transakcji przejęła Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej – bękart PZPR zmarłej w połogu. W radzie nadzorczej Transakcji widzimy późniejszego dygnitarza PRL-bis Marka Siwca i Leszka Millera, który już wcześniej zatroszczył się o forsę z „pożyczki” KPZR W radzie znaleźli się także Jerzy Szmajdziński – kolejny filar SdRP-SLD oraz Wiesław Huszcza.

Prezes Transakcji – Wiktor Pitus – został członkiem Rady Nadzorczej BIG. Kiedy pojawiła się groźba konfiskaty majątku po byłej PZPR, Transakcja sprzedała swoje akcje BIG-u Uniwersałowi, za cenę 1,7 mld złotych, czyli z dziesięciokrotnym
zarobkiem.
Z czasem prezes Pitus został dyrektorem firmy Cormay-Poland. Wymienieni
dziennikarze „Życia” – Kasprów i Leski usiłowali wdać się w pogawędkę z byłym prezesem Transakcji. Nie dostąpili tego zaszczytu. Sekretarka dyrektora oznajmiła: Prezes Pitus nie udziela żadnej informacji na temat firmy „Transakcja”. Prezes nie chce też
z panami rozmawiać na temat BIG’.
Jednym z pierwszych nabywców akcji BIG był tow. Jerzy Urbach vel Urban. Transakcja po spełnieniu swej misji, zniknęła z powierzchni ziemi w sposób wręcz cudowny. Nie ma jej w komputerowym rejestrze firm, choć jest w nim każdy sklepik, zakład tapicerski czy hydrauliczny. Zniknęła ze spisu spółek w Warszawie. Zdematerializował się jej numer rejestru handlowego. Likwidator majątku PZPR, kierując się oficjalnym adresem Transakcji, nie dotarł do niczego – pod tym adresem nikt o niej nawet nie słyszał. Więcej szczęścia miał dziennikarz „Wprost”, może dzięki koneksjom redaktora naczelnego – byłego sekretarza KC PZPR, bo odnalazł pewne dokumenty Transakcji w aktach sprawy sądowej wytoczonej przez SdRP Skarbowi Państwa w 1992 r.
Od 1989 roku państwowe firmy inwestowały w BIG setki miliardów złotych. Oto przykład PZU: włożył w BIG 500 miliardów w czasie, gdy posiadał tylko jeden miliard własnego kapitału założycielskiego. W tym czasie PZU legitymował się jednym bilionem strat, a jednak ulokował w BIG-u 65 miliardów z klauzulą, że odsetki od tej kwoty
będzie mógł odzyskiwać dopiero za 10 lat, czyli od 2000 r.!
Tu pojawia się wątek afery FOZZ: 20 lutego 1990 roku, z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego przelano do BIG 160 mld złotych. Zacierając za tą kwotą ślady bankowo-prawne, BIG osiem dni później 100 mld z tej sumy przekazał do PKO S.A. Jak wykazała kontrola NIK, stało się to „bezpodstawnie” i chociaż tym manewrem – przekrętem interesował się NIK, prokuratura i Nadzór Bankowy, z tego zbiorowego zainteresowania nic nie wynikło. Według oceny NIK, tylko na tym „przekręcie” BIG zarobił 1,8 mld złotych i tę kwotę, wraz z odsetkami powinien był zwrócić FOZZ-owi. Aby zamknąć jeden z mętnych kręgów BIG, wypada zauważyć – za dziennikarzami „Życia”, że członkiem pierwszej Rady BIG był mec. K. Czeszejko-Sochacki. Uniknął z tej fuchy w 1991 roku, kiedy eksplodowała afera FOZZ. Teraz (1997 r.) jest obrońcą Grzegorza Żemka, byłego szefa FOZZ, w toczącym się nieszkodliwym dlań procesie. Dla formalności dodajmy, że mec. Czeszejko-Sochacki był prawnym plenipotentem Siergieja Gawrilowa, o którym szerzej w jeszcze innym kontekście.
Jednym z oskarżonych w aferze FOZZ był Dariusz Przywieczerski2 – prezes Uniwersalu, prekursor zakładania BIG-u. Ciekawy „obrotowy” duet: B. Kott – prezes BIG „ył członkiem rady nadzorczej Uniwersału, z kolei Przywieczerski – członkiem rady nadzorczej BIG. Ten kontredans owocował miliardami: tylko w 1991 roku BIG przyznał Uniwersalowi 300 mld kredytu, co równało się – 87 procentom kapitału własnego BIG. Uniwersal rewanżował się BIG-owi inwestycjami spółek przez siebie kontrolowanych, jak np. Hakany – spółki zarejestrowanej w Szwajcarii. Przywieczerski był – m.in. Wspólnie z szefem FOZZ G. Żemkiem oraz wiceszefową FOZZ Janiną Chim, właścicielem spółki o nazwie Trast. NIK ustalił, że Trast pożyczył od FOZZ 40 mld zł.

1. A więc w tym samym czasie, kiedy zaczął pracę komitet powołania BIG.
2. W 1997 r. B. Kott był właścicielem 3 min akcji BIG wartości 11,5 min nowych złotych.

ślady bankowo-prawne, BIG osiem dni później 100 mld z tej sumy przekazał do PKO S.A. Jak wykazała kontrola NIK, stało się to „bezpodstawnie” i chociaż tym manewrem – przekrętem interesował się NIK, prokuratura i Nadzór Bankowy, z tego zbiorowego zainteresowania nic nie wynikło. Według oceny NIK, tylko na tym „przekręcie” BIG zarobił 1,8 mld złotych i tę kwotę, wraz z odsetkami powinien był zwrócić FOZZ-owi. Aby zamknąć jeden z mętnych kręgów BIG, wypada zauważyć – za dziennikarzami „Życia”, że członkiem pierwszej Rady BIG był mec. K. Czeszejko-Sochacki. Zniknął z tej fuchy w 1991 roku, kiedy eksplodowała afera FOZZ. Teraz (1997 r.) jest obrońcą Grzegorza Żemka, byłego szefa FOZZ, w toczącym się nieszkodliwym dlań procesie. Dla formalności dodajmy, że mec. Czeszejko-Sochacki był prawnym plenipotentem Siergieja Gawrilowa, o którym szerzej w jeszcze innym kontekście.
Jednym z oskarżonych w aferze FOZZ był Dariusz Przywieczerski2 – prezes Uniwersału, prekursor zakładania BIG-u. Ciekawy „obrotowy” duet: B. Kott – prezes BIG „ył członkiem rady nadzorczej Uniwersalu, z kolei Przywieczerski – członkiem rady nadzorczej BIG. Ten kontredans owocował miliardami: tylko w 1991 roku BIG przyznał Uniwersałowi 300 mld kredytu, co równało się – 87 procentom kapitału własnego BIG. Uniwersał rewanżował się BIG-owi inwestycjami spółek przez siebie kontrolowanych, jak np. Hakany – spółki zarejestrowanej w Szwajcarii. Przywieczerski był – m.in. Wspólnie z szefem FOZZ G. Żemkiem oraz wiceszefową FOZZ Janiną Chim, właścicielem spółki o nazwie Trast. NIK ustalił, że Trast pożyczył od FOZZ 40 mld zł.

W raporcie NIK z pobojowiska pod nazwą FOZZ, czytamy m.in.:
Stwierdzono brak stanowczej reakcji ze strony FOZZ w stosunku do BIG S.A. po przelaniu przez ten bank – bez zgody Funduszu – 100 mld zł z rachunku FOZZ na rachunek lokacyjny w PKO S.A. na imię BIG. Dyrekcja FOZZ nie zawiadomiła nadzoru bankowego o złamaniu prawa i nie wyegzekwowała należnych odsetek oraz odsetek karnych’.
Kiedy PZU i FOZZ przepompowywały do BIG setki miliardów, BIG zajmował zaledwie kilka pokoi i działał „na lokatornym” w siedzibie Uniwersału. Możliwe, że była to „padgatowka” do nagłego zniknięcia z powierzchni ziemi wzorem Transakcji.
Rozpoczyna się drugi etap inwazji nowotworu pod nazwą BIG. Dzięki temu, że różne państwowe zakłady i firmy w sposób zupełnie irracjonalny zainwestowały weń ponad 410 miliardów, BIG mógł przejść do etapu połykania innych banków. Tak przejął Łódzki Bank Rozwoju oraz 24 proc. Banku Gdańskiego, posiadającego gęstą sieć placówek terenowych. Następnym łykiem było przejęcie 60 proc. Banku Gdańskiego. Tym samym BIG stał się właścicielem tego banku. Bank Gdański włożył w akcje BIG 110 miliardów, dokładnie 110 razy więcej niż wyniósł kapitał założycielski BIG, który na zakup wyłożył dwa biliony złotych, czyli dwa tysiące razy więcej niż kapitał własny2. Cudownym rozmnożeniem miliardów popisała się m.in. firma Forin: mając w 1995 r. ledwo 391 tysięcy zł zysku, kupiła akcje BIG za kwotę sto razy większą.
Cieplarniane warunki funkcjonowania przechowalni zagrabionych Polsce pieniędzy, jaką jest BIG, zawdzięcza on absolutnie solidarnej współpracy mafiozów z PZPR-SLD i SB-UOP, w tym poprzez ich żony w Polisie – spółce ubezpieczeniowej, gdzie mają swoje udziały żony Al Kwacha i Józefa Oleksego3 jak też macierzyńskiej nadopiekuńczości prezeski NBP H. Gron.-Waltz. To ona decydowała o korzystnej zgodzie na nabycie przez BIG Banku Gdańskiego. Wścibscy dziennikarze twierdzą, że dzieje się tak poprzez charyzmatyczną osobowość przewodniczącego rady banku – mec. M. Bednarkiewicza, który razem z tatusiem „pani Hani” zakładał kancelarię adwokacką i był pierwszym szefem jej kampanii w wyborach prezydenckich, w których wzięła udział celem rozmnożenia liczby kandydatów, aby w drugiej rundzie został już Al Kwach naprzeciwko błazeńskiego Wałęsy. Innym cennym nabytkiem był członek rady Banku A. Kratiuk: razem z I. Nawrockim założyli kancelarię prawną KNC Finance, która wcisnęła w akcje BIG 5,5 min nowych złotych. Nawrocki to szef Kombinatu Górniczo hutniczego „Polska Miedź” S.A., a jednocześnie poufny ministra W. Kaczmarka. Jaka ta Polska mała! Jaka ciasna!
Ale to tylko namiestnicy oligarchii, nie wyłączając „pani Hani”. Centrum decyzyjne nie tkwi bowiem ani w NBP, ani w BIG.
W żonglerce miliardami i bilionami orbitującymi w polu magnetycznym BIG, nie
ma nic takiego, co by zatykało dech w piersiach w porównaniu z potęgą atomowej lokomotywy, która przeniosła gangsterów z PZPR-SB, wywiadu i kontrwywiadu, w wiek XXI.
Jest nią Bank Handlowy S.A.

Kredyt Bank S.A.
Kolejnym nowotworem złośliwym na organizmie polskiego systemu finansowego jest Kredyt Bank S.A. Był zrazu mały kapitałem własnym, ale od początku wielki potęgą swoich założycieli i popleczników. Jego akcjonariuszami – założycielami byli m.in.: Państwowy Bank Kredytowy pilotowany przez Stanisława Skrzypka – późniejszego wiceprezesa zamkniętego decyzją NBP Banku Powierniczo-Gwarancyjnego Siergieja Gawrilowa; RDS – Centrum Daniela Szczawińskiego – kilka lat później oskarżonego przez prokuraturę o nielegalny transfer pieniędzy za granicę (przez Lichtenstein – patrz: FOZZ); PPUH Awalo Zbigniewa Oławy, aresztowanego w związku z aferą FOZZ’. Na liście gorliwych inwestorów w Bank Kredytowy znalazł się znany już skarbnik SdRP Wiesław Huszcza, a członkiem Rady Banku Kredytowego był Grzegorz Żemek, ten od afery FOZZ. Mały Bank Kredytowy szybko zamieniał się w wielki prywatny zbiornikowiec państwowych pieniędzy poprzez transfuzje z kont PZU i Warty: PZU pożyczył spółce Awalo 56 mld złotych na zakup akcji Kredyt Banku, a potem PZU odkupił te akcje tracąc na tym, czyli topiąc w Kredyt Banku 8 mld złotych. Ponadto PZU pożyczył forsę firmie Inter Ams (Paweł Zdunek) na zakup akcji Kredyt Banku. Warta kupiła 9600 akcji2 po 7 min starych zł za akcję, kiedy cena nominalna akcji wynosiła 1,5 min złotych i dopiero po upływie pół roku cena akcji doczołgała się do 6 min
złotych!
Wyłoniły się kłopoty Kredyt Banku z uzyskaniem prawa do jego siedziby, do której zgłaszał roszczenia Teatr Na Woli. Sprawa wylądowała w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Z pomocą przyszli socjaldemokratyczni towarzysze. U pani minister Barbary Blidy skutecznie interweniował poseł J. Szmajdziński, przy wsparciu stosownego
pisma geneseka SdRP – L. Millera.
Tak utuczony Bank Kredytowy zaczął połykać inne banki, w których jako akcjonariusze figurowali a to PZU lub PZU Życie, a to TUiR Warta, Budimex i Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej.
Ta ostatnia fundacja to nowotwór zasługujący na większą uwagę. Geneza tego funduszu ciągnie się z głębi PRL, kiedy to istniał tzw. Centralny Fundusz Rozwoju Nauki i Techniki. Po 1989 r. Fundusz skasowano, ale jego pieniądze -950 mld złotych przeszły na powołaną Fundację Rozwoju Nauki Polskiej, ta zaś z całym szmalem przeszła do prywatnych kieszeni dwoma etapami. Najpierw otworzyła ona swoje konto w BIG S.A., stając się głównym akcjonariuszem Gecobanku. Drugi skok to zakupienie Gecobanku przez Kredyt Bank. Tym oto prostym sposobem, niemal bilion państwowych złotych stał się własnością czerwono-różowych rekinów finansjery.
I wreszcie – Kredyt Bank kupił o wiele od siebie bogatszy PBI. Wśród oferentów nabycia PBI stanął m.in. austriacki Creditanstalt. Jego oferta była znacznie korzystniejsza, ale wygrał Kredyt Bank, dzięki selektywnemu obiektywizmowi wiceprezesa NBP W. Kozińskiego3.

1. M. Dakowski, J. Przystawa: Via Bank…, Ibidem, s. 137.
2. BIG był wtedy na jedenastej pozycji według kryterium tzw. sumy bilansowej banków, a BIG dopiero na 21 („Wprost” 4. V. 1997).
3. Rzekomo wtajemniczeni wymawiają: „Josif Oleksv”…

•• Członkiem Rady nadzorczej Awalo był Stanisław Pacuk, o którym w innym miejscu – prezes Kredyt
Banku, potem szef Rady banku Gawrilowa. 2- „Wprost”. 4.V.1997.
•^ „Wprost”, Ibidem.

PBK Wyszków: wzorzec defraudacji
Oddział Powszechnego Banku Kredytowego w Wyszkowie może być wzorcem wyłudzania wielkiej forsy w małych mieścinach. Jak w soczewce skupiły się tam przestępcze nieszczęścia polskiego systemu bankowego. Praktyka udzielania kredytów na zasadach układowych lub korupcyjnych jest zbyt często stosowana1 – biadolił mądry po tej kolejnej szkodzie ówczesny szef NIK L. Kaczyński.
Oddział PBK w Wyszkowie otwarto w marcu 1993 r.2. Od samego startu wykazywał ogromny wigor w udzielaniu kredytów. Nazywało się to w uczonym bankowym bełkocie dużą dynamiką rozwoju akcji kredytowej. Był jednym z 42 oddziałów tego banku Plasował się początkowo na pierwszym miejscu wskaźnika rentowności, co okazało się banalną metodą dobrych szulerów – najpierw dać wygrać frajerowi, a potem… W tymże pierwszym roku istnienia, oddział wyszkowski „odnotował” 43 mld 614 min złotych dochodu, z czego ponad 37 mld zł stanowiły odsetki od kredytów. Słowem – złota żyła. Ale dla kogo?
Okaże się, że tylko dla statystyki centrali. Nie wykazywano tzw. należności straconych. Należności zwane wątpliwymi, to kolejne 2,5 mld zł. Z 346 kredytów udzielonych do końca 1994 r. przez ten oddział, aż 85 należało do straconych. Pieniądze brali „klienci” okazujący fałszywe dokumenty zabezpieczenia. Po otrzymaniu 3 mld kredytu, „klient” natychmiast przelewał je na konta „osób trzecich”, przy sobie zatrzymując 10 proc.
Takich klientów było tylko kilku, na czele z rekordzistą, któremu udzielono 30 różnych kredytów. „Nieprawidłowości” zaczęły wyłazić na wierzch już jesienią 1993 r., ale centrala zdobyła się tylko na ograniczenie oddziałowi wysokości jednorazowych kredytów z 10 mld do 3 mld zł i może dlatego wspomniany rekordzista musiał trudzić się aż 30 razy do banku. Funkcjonowała bowiem w banku zgrana dziewięcioosobowa szajka pracowników tego banku.
Do końca pierwszego roku istnienia oddziału wyciekło z banku 400 mld złotych. Po ograniczeniu wielkości jednorazowego kredytu do 3 mld złotych, dyrektor banku do marca 1994 roku udzielił jeszcze 100 miliardów „kredytu”! Wreszcie, w końcu marca 1994 roku dyrektorowi odebrano prawo udzielania kredytów, ale jeszcze przez pięć następnych miesięcy trzymano go na tym stanowisku, co dowodzi, gdzie naprawdę tkwiły macki szajki. Niejaki Piotr Cyburt z zarządu PBK S.A. twierdził, że trzymanie dyrektora na tym stanowisku, było rzekomo jedyną formą rozstania się z nim z dnia W dzień bez odwoływania się do sądu pracy3. To z dnia na dzień trwało pięć miesięcy Według tegoż Cyburta, dyrektor od kilku lat pracował w PBK, a inspektorzy kredytowi to fachury z długoletnim doświadczeniem, przeniesieni do Wyszkowa z oddziału wołomińskiego.
Dopiero w sierpniu 1994 roku prezes oddziału wyszkowskiego skierował doniesienie do prokuratury. Przejęła je prokuratura lubelska, bo pewien lubelski „biznesmen” był jednym z obdarowanych klientów tego banku.
Dopiero po fali „artykułów prasowych, niejaki J. Biernacki, – dyrektor Departamentu Systemu Bankowego w Ministerstwie Finansów obudził się i oznajmił dziennikarzom, że był to po prostu „skok na bank”.

Naturalnie, winy centrali nigdy się nie doszukano. Nikt jej tam zresztą nie szukał. Wszystkiemu winien był zarząd wyszkowskiego banku, jego kontrola wewnętrzna. Ale centrali długo, bardzo długo nic nie mówiły straty. Nie uruchamiały dzwonków alarmowych. Nic jej nie zastanawiała zadziwiająca sprzeczność: bank usytuowany w niewielkiej miejscowości, o znikomej aktywności gospodarczej, nagle zaczyna generować setki miliardów kredytów, z czego 100 miliardów to kredyty gotówkowe, a więc najbardziej ryzykowne dla każdego banku: klient pobiera forsę i znika! W oddziale wyszkowskim tak wielkiej gotówki jednorazowo nigdy nie było, dlatego pobierano ją
sukcesywnie z centrali…
Po tych aferach, centrala wreszcie zmądrzała po szkodzie. Jednorazowe kredyty w nowo otwieranych oddziałach PBK ograniczono do 3 mld złotych, z jednoczesnym
wymogiem ich akceptacji w centrali.
Centrala nazwała wyszkowską aferę „incydentem”. Może słusznie, jeśli zliczyć setki bilionów tracone na koszt państwa i prywatnych ciułaczy w całym systemie „polskiej” bankowości. Dla zwykłych klientów ta afera nie stanowiła żadnego zagrożenia. Wszystkie niedobory, włącznie z tzw. wątpliwymi kredytami, pokryto z funduszu rezerwowego PBK. Ale – zapytajmy nieśmiało – skąd wzięły się owe rezerwy? Kto je wypracował?
Bank Handlowy.
Poprzez ten bank okradziono Polskę na sumę 10-20 miliardów dolarów’ i z tej grabieży Polacy nie podniosą się przez dziesięciolecia, bo jest to tylko część skutków bezkrwawego Piątego Rozbioru Polski, ustalonego przez Round Table w 1989 roku.
Bank Handlowy był w PRL jedynym bankiem uprawnionym do obrotu dewizowego. Przez jego konta przepływały z Zachodu wszystkie pożyczki walutowe zaciągane przez ekipy Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego i Rakowskiego. Bank ten był transmisją na zachód wszystkich państwowych wierzytelności, w tym handlowych. To Bank Handlowy dokonywał wszystkich operacji dewizowych na rynkach międzynarodowych.
Był więc międzynarodową skarbonką PRL. Jedynym pośrednikiem pomiędzy obrotem socjalistycznym i kapitalistycznym.
Już od 1980 roku drzwi BH obracały się niemal w jednym tylko kierunku – na
zewnątrz.
Bank Handlowy był przez kilka dziesięcioleci nierozerwalnym splotem interesów
czołowych partyjnych mafiozów PRL, Służby Bezpieczeństwa oraz wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Wszyscy z nich byli posłusznymi narzędziami w rękach mafiozów 2 KPZR, KGB i GRU – odpowiedników przestępczych struktur pół-kolonialnej PRL. Ten układ sprawił, że rzeczywiste wysokości pożyczek; rzeczywiste kierunki ich wykorzystania nigdy nie zostaną ustalone z przybliżoną dokładnością. Dwaj posłowie KPN, łaskawie i po wielu bojach dopuszczeni do raportów pokontrolnych NIK, stale przy ich lekturze obserwowani przez dwóch pracowników NIK, mogli tylko z grubsza i pospiesznie szacować straty. Rozpiętość granicy błędu była jak 1:2.
Od 1989 roku NIK dokonał sześciu kontroli w BH. Wyniki żadnej z nich nie zostały Udostępnione ani okradzionym Polakom, ani nawet sejmitom z „polskiego” Kne-sejmu
.

Tak oszacowali straty dwaj posłowie KPN W. Blasiak i D. Wójcik-jedyni, których dopuszczono do utajnionych raportów NIK.

Zasłaniano się tajemnicą bankową. Była to w istocie tajemnica KPZR – PZPR, KGB . SB, GRU – „polskiego” wywiadu wojskowego. W rzeczy samej, Polska partycypowała w światowym systemie sowieckiego szpiegostwa, międzynarodowego terroryzmu (Czerwone Brygady w Europie zachodniej. Czarne Pantery w USA i wiele innych);
w inwigilacji środowisk emigracyjnych, zwłaszcza Polonii USA; w szpiegostwie gospodarczym i wojskowym na rzecz ZSRR; we wspieraniu komunistycznych agentur we wszystkich kluczowych rejonach świata; w rozbudowywaniu olbrzymiej siatki wywiadowczej; w opłacaniu tzw. agentów wpływu – ważnych osobistości polityki, kultury, mass-mediów, które poprzez swoje wypowiedzi, artykuły, dzieła literackie świadomie kreowały sielankowy obraz Sowlagru.
To wszystko kosztowało. Kiedy Rakowski i Miller pobierali sowieckie „pożyczki’ z KPZR, nikt nie zadawał im podstawowego pytania – czy były to pożyczki, czy tylko zwrot niewielkiej części haraczu zabranego Polsce i Polakom poprzez potężną pompę ssąco-tłoczącą, jaką były oficjalne konta Banku Handlowego.
Po Okrągłym Stole, Bankiem Handlowym zawładnęli „działacze” z byłego Międzynarodowego Związku Studentów, Socjalistycznego Związku Młodzieży Polskiej, z PZPR-SLD. Banda służalczych chłystków, synów ubeków, wyzwolona z resztek odruchów narodowo-patriotycznych; zgraja pętaków o mózgach wypranych z wiary ich matek i dziadów, syjonistyczne bękarty przygotowywane do tego na studiach w ekskluzywnych uniwersytetach brytyjskiego i amerykańskiego Round Table. Stali się panami Banku Handlowego, resztek jego zasobów i wszystkich jego tajemnic.
Kiedy to piszę, w pośpiechu przygotowują ostatni skok – „prywatyzację” Banku Handlowego.
Po mimikrze polegającej na kuglarskim przejściu PRL w PRL-bis, Bank Handlowy obudził się „z ręką w nocniku” – z gigantycznym długiem 49 mld USD obciążającyn;
jego konta’. Jednocześnie, w wielkim pośpiechu rozkradziono miliardy dolarów FOZZ. którego kontami zawiadował BH.
W 1990 roku Bank Handlowy był zadłużony, wraz z odsetkami, na 49,5 miliarda dolarów. W trakcie przekazywania dokumentów dotyczących polskiego długu nowotworowi o nazwie Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, wyłaniał się przerażający obraz matactw dokonywanych przez dyspozycyjny bank gangsterów z PZPR. SdRP-SLD-SB-UOP. Nie istniała przejrzysta kompletna ewidencja polskiego długu wobec zagranicy. Miliardy dolarów napływające do Polski w ramach pożyczek z banków komercyjnych, przepadały w Banku Handlowym niczym w gigantycznej wirówce, Stamtąd mogły być odsyłane w dowolnym kierunku, na dowolne konta, na dowolne cele, nie wyłączając prywatnych kont czołowych mafiozów z PZPR.
Polskim zadłużeniem początkowo trudził się jeden z departamentów BH. Szybko okazało się, że to przekracza jego kompetencje i możliwości. W 1989 roku decyzją „polskiego” Kne-sejmu, cały ten wór przestępczych śmieci, wraz z długami, wyjęto z BH i przekazano powołanemu Funduszowi Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Niestety. FOZZ nigdy nie otrzymał z BH pełnej dokumentacji polskich zobowiązań płatniczych oraz wykazów spłaconych należności.
Do kolejnego przestępstwa w przestępstwie, czyli grabieży kilku dalszych miliardów dolarów z FOZZ, powrócimy w osobnym miejscu. Tu wypada pociągnąć dalsze losy Banku Handlowego.

Wkrótce po Round Table, w Radzie BH zasiadł Grzegorz Wójtowicz – późniejszy prezes NBP. Jednocześnie pełnił funkcję członka Rady Nadzorczej FOZZ. W 1992 roku Wójtowicza aresztowano. W areszcie spędził kilka miesięcy, a po dwuletnim procesie został uniewinniony – inaczej być przecież nie mogło. Głównym, formalnym zarzutem przeciwko niemu było tolerowanie przepisów o rozrachunkach bankowych, które umożliwiły dwóm żydowskim pętakom nie związanym z bankowością ani biznesem, ale za to 1 Mossadem i pobratymcami w Izraelu – korzystanie z tzw. oscylatora, przerzucania kwot z banku do banku z wykorzystaniem różnic pomiędzy kredytem a wkładem. Ta różnica pomogła stworzyć przestępcze imperium zwane Art-B, o którym także w innym
miejscu.
Wójtowicz wyszedł z mamra po kilku miesiącach, odpowiadając potem z wolnej stopy. Stało się to dzięki poręczeniu złożonemu przez pięciu ludzi: Grzegorza Kołodkę – wtedy jeszcze tylko dyrektora Instytutu Finansów; B. Chojnę – szefa Business Foundation; J. Śmiecińskiego wydawcę „Gazety Bankowej”‚; biznesmena B. Łukasiewicza i – tu uwaga! – przez księdza Henryka Jankowskiego. Co łączyło prałata H. Jankowskiego z G. Wójtowiczem? Co go skłoniło (zmusiło?) do tak moralnie ryzykownego
poręczenia?
Naturalnie, główny niszczyciel polskiej gospodarki – Balcerowicz, wydawał jak najlepsze referencje Wójtowiczowi2. Uznawał go za najlepszego fachowca w zakresie polskiej bankowości. Opinia trafna tylko w tym „paśmie tematycznym”3, który dotyczy zacierania śladów po Art-B i nie tylko.
W 1991 roku prezesem Banku Handlowego został Cezary Stypulkowski. Miał wtedy tylko 34 lata, ale bogatą przeszłość. Skromny asystent prawa na UW. z początkiem lat 80 wyskoczył na fotel doradcy ministra do spraw modnej wówczas „reformy gospodarczej” – już ostatniego triku propagandowego mafiozów PZPR. Po roku był już doradcą wicepremiera, a w następnym roku dał się podziwiać jako sekretarz Komitetu Rady Ministrów, oczywiście do spraw Reformy Gospodarczej, którą nadal jeszcze mydlono oczy biedniejącym Polakom. W 1988 roku poleciał przygotowywać się do transformacji polskiej gospodarki w masę upadłościową jako stypendysta Instytutu Fulibnghta. Potem szybko i z marszu obronił doktorat, a następnie podjął pracę w Citibank.
W 1991 roku przewodniczącym Rady Banku został Andrzej Olechowski, jak wiemy ulubieniec Klubu Bilderberg, G. Sorosa, kluczowych agend światowej oligarchii pieniądza, z MFW i Bankiem Światowym na czele. Jednocześnie Stypułkowski uroczyście zapewniał, że BH będzie apolityczny. Jak ta apolityczność wyglądała w praktyce, świadczy wymanewrowanie z członkostwa Rady Banku nie tylko A. Olechowskiego, ale także znawców prawa handlowego, takich jak prof. Stanisław Sołtysiński i profesor Cezary rózefiak4. Do odwołania Olechowskiego zastosowano chwyt dość prosty: termin Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy został nagle zmieniony i przyśpieszony, dzięki czemu na posiedzeniu nie byli obecni przedstawiciele zarządu BH! Olechowski protestował do v-cepremiera Kołodki…
Co się stało? Pozostają tylko hipotezy. Jak ta, że w tym czasie Olechowski jako główny posłaniec międzynarodowych izraelit pieniądza, jeszcze był obcym ciałem w BH. Jeszcze trwały tam wiadome porządki czerwonych gojów…

1.• „Gaz. Wyb.”, 23.1.1994.
2. Zob.: „Życie”, 26. V. 1997 r. Passim.
3. • Ulubiony komunał w karmelowych ustach prezes H. Grom-Waltz, w jej występach przed ekranami TV.
I właśnie awans Wójtowicza na miejsce Olechowskiego walnie wspiera prawdopodobieństwo tej hipotezy. Rzekomo była to eliminacja politycznych wpływów na bank rzekomo reprezentowanych przez Olechowskiego. Mianowanie Wójtowicza było – znów rzekomo – zwycięstwem wpływów PSL, które jeszcze nie nachapało się forsy jaką przejęło po połknięciu BGŻ i jego gigantycznych, bilionowych transfuzji z NBP
Bardziej prawdziwe jest domniemanie, że przez Stypulkowskiego i Wójtowicza utrwalała się w BH kadra dawnych agentów służb niezupełnie specjalnych. Stypulkowski to przecież umyślny Al Kwaśniewskiego. Co więcej, dyrektorem zarządzającym w BH został Sergiusz Najar – znajomek Al Kwaśniewskiego, byłego funkcjonariusza (to najlepsze określenie) polskiej sekcji Międzynarodowego Związku Studentów. Najar był ponadto członkiem rady nadzorczej Juventuru, gdzie po koleżeńsku współpracował z Markiem Ungierem – potem ministrem w Kancelarii pożal się Boże (p)rezydenta.
W raporcie MSW dla premiera, G. Wójtowicza podano jako tajnego współpracownika SB, podobnie jak Olechowskiego. Zdziwienie czy oburzenie z tego powodu byłoby skrajną naiwnością. W osłupienie mogłaby wprawić raczej informacja odwrotna – że obaj nie byli tajnymi współpracownikami (TW). Wynikało to z fundamentalnych zasad SB-UOP o premiowaniu agentów stanowiskami oraz wojażami w strefy dolarowe.
To za kadencji prezesa Stypułkowskiego, NIK dokonał sześciu kontroli BH i żadnej nie udało się wypłynąć ani na powierzchnię tzw. opinii publicznej, ani nawet pod obrady
Kne-sejmu. Wszystko obracało się wokół afery FOZZ, której BH stanowił epicentrum Najważniejszą okazała się kontrola w wykonaniu byłej pracownicy BH – wówczas już
pracownicy NIK H. Ładomirskiej. W ciągu półrocznej grzebaniny prowadzonej wraz
z dwójką innych kontrolerów, dokopała się tam wielu porażających bankowca malwersacji. Protokół pokontrolny liczył 300 stronic, a 30 stronic załącznik z zastrzeżeniami Raport powędrował jednak na cały rok do sejfu NIK, tam z wolna nabierając posmaku skandalu. Na tej fermentującej fali, protokół trafił wreszcie do marszałka Kne-sejmu. Kłamiąc wierutnie J. Oleksy oznajmił, że protokół pokontrolny nie istnieje, co z kolei uroczyście zdementował ówczesny prezes NIK Lech Kaczyński.
Idąc na rękę malwersantom oraz „marszałkom” Kne-sejmu, Kaczyński złagodniał Określił H. Ładomirską jako osobę „niezrównoważoną” dodając, że posłowie jednak będą mogli zapoznać się z raportem. Po pewnym czasie raport powrócił z NIK do Kne sejmu, gdzie zapoznali się z nim tylko „marszałkowie” J. Oleksy i J. Zych, a następnie raport ponownie wrócił do NIK z wyjaśnieniem, że jest on wewnętrzną sprawą NIK’ Oznaczało to, że NIK jest państwem w państwie, nawet ponad Kne-sejmem, tyle tylko’ że decyzję o utajnieniu raportu wydali właśnie dyrygenci z Kne-sejmu, a nie dyrektor NIK.
Wtedy właśnie uparci posłowie KPN, m.in. Wojciech BIasiak i D. Wójcik wywalczyli sobie krótki dostęp do raportu. O okolicznościach i warunkach ich lektury, tak pisze „Życie” według relacji posła Błasiaka:
Kiedy czytałem protokół, cały czas pilnowali mnie dwaj pracownicy NIK. W pewnym momencie zorientowałem się, że jeden z nich dysponuje konspektem tego protokołu i śledzi strona po stronie, czym jestem szczególnie zainteresowany. Robił notatki. I wszystko z równoczesnym stałym wmawianiem mi, że kontrola Ładomirskiej była nic nie warta2.
1. „Życie”, Ibidem.

Pani Ładomirska, wedle słów niektórych pracowników NIK, weszła w kontrolę BH jak w masło. Nic w tym dziwnego, bo przedtem pracowała w nim – według jednych 12 lat, według innych – 15 lat. I nie była chyba aż tak „niezrównoważona”, a najpewniej wcale, bo nawet pobieżna lektura protokołu odbyta pod czujnym okiem nadzorców z NIK, pozwoliła posłom stwierdzić, że skala wyprowadzonych z BH sum zamyka się w granicach 10-20 miliardów dolarów.
Lektura wręcz przeraziła posłów. Oto niektóre kwiatki, które zdołali ustalić z protokołu pokontrolnego NIK:
* zamazywanie przy pomocy korektora kwotowych liczb i wpisywanie na to miejsce nowych kwot;
* takich poprawek nie odnotowywano w księgowości;
* nie zapisywano w protokołach równowartości wielu operacji walutowych;
* brakowało wielu dat transakcji;
* kwota wpisana cyframi nie zawsze odpowiadała kwocie słownej;
* kredyty często zamieniano na złotówki bez zmiany kursów;
* z pierwszych 10 miesięcy 1992 r. brakowało ponad 3000 przelewów na sumę 1,9 bin
złotych;
* wydział operacji walutowych prowadził rejestr tych operacji w postaci odręcznych
wpisów w zeszycie formatu A-4;
* kiedy towar przychodził (rzekomo) z zagranicy, odbiorca nie płacił dostawcy tylko Bankowi, co nazywało się inkasem dokumentowym;
* Bank nie posiadał informacji, czy importowane towary lub usługi zostały zrealizowane, czy w ogóle dotarły do Polski – płacono a priori z kont Banku;
* zdarzało się dublowanie płatności z tytułu inkasa, gdy płatność szła gotówką i przelewem.
Na taki zestaw już nie naruszeń prawa bankowego, tylko gangsterskiej zuchwałości, mogli sobie pozwolić tylko władcy PRL i jej skarbca – Banku Handlowego.
Kradzież miliardów dolarów za pośrednictwem BH, pomimo transformacji PRL w PRL-bis, trwała jeszcze po 1990 roku. Nawet się wzmogła. Tylko w latach 1990-92 poprzez BH „wyparowało” od czterech do ośmiu miliardów dolarów, czyli od 100 do 200 bilionów złotych – twierdzili trzej posłowie KPN po zapoznaniu się z horrorem dokumentacyjnym banku, wypunktowanym przez NIK.
„Niezrównoważona” kontrolerka z NIK stwierdziła, że przyczyną był długotrwały brak kontroli i nadzoru banku. Kiedy jeszcze była pracownicą BH, usiłowała poinformować o tym H. Gronkiewicz-Waltz, ta jednak odparła sucho: lepiej się pani zrealizuje w NIK. W czerwcu 1992 r. odeszła do NIK, a potem na emeryturę. Miała więcej szczęścia od swego szefa Waleriana Pańko. I od Michała Faizmana. Żyje do dziś…
Tylko dzięki „grubej kresce” Mazowieckiego-Sachsa-Sorosa-Balcerowicza, pol-^ system bankowy dalej krwawił wyciekiem miliardów dolarów. Oszuści z gatunku Gąsiorowskiego, Bagsika i wielu innych, głównie naszych „polskojęzycznych braci”, kredyty dolarowe zamieniali na wysoko oprocentowane złotówki, aby po niecałym roku °dbierać je w podwojonej kwocie, a następnie kupować tanie dolary i wywozić je za granicę.
Wszechwładza mafiozów z BH oraz ich mocodawców z rodzimej izraelity pozwalała na wszystko. Samą Warszawę BH nabrał praktycznie na 250 miliardów starych Złotych. Zaczęło się to w 1993 roku, kiedy zarząd miasta zawarł umowę z BH na kredytowanie budowy zakładu utylizacji przy ul. Zabranieckiej. Kredyt wydawał się być korzystny, ale tylko pozornie. Miasto zostało zobowiązane do zakupu włoskiej technologii.

Koszt obsługi bankowej ustalono na dwa procent. Do tego dochodziło pięć procent od wartości faktur wystawianych przez wykonawców. Tak więc BH jako inwestor zastępczy pobrał haracz w wysokości 3,4-4 proc. kredytu, plus oprocentowanie. To nie wszystko: BH zażądał od miasta zabezpieczeń w postaci weksli in blanco na 200 proc. wartości kredytu! Asekuracja wręcz absurdalna, bo Warszawa nie może, jak np. Transakcja madę in SdRP, zniknąć nagle. Pod zastaw miał pójść Pałac Kultury (!) oraz „błękitny” wieżowiec na placu Bankowym. BH zastrzegł sobie ponadto możliwość zajęcia rachunków miasta. Kredyt pobrano na podstawie umowy rządowej z 1989 roku. W archiwum urzędu stolicy brak śladu tej umowy, o obsłudze kredytu przez BH. Tekst umowy podobno istnieje – w BH. Ale… prezes Cezary Stypulkowski odmówił wglądu do tej umowy nawet wiceprezydentowi stolicy – Wojtyńskiemu!
Siedmiu radnych stolicy z następnej kadencji, wystąpiło do prokuratury o wszczęcie postępowania karnego w stosunku do byłych członków Zarządu Dzielnic Warszawy’. Tak się sprawa miała na przełomie 1993/94. I tak chyba zostało i zostanie.
Ruble transferowe.
We wszystkich słynnych aferach z początku lat 90-tych, takich jak FOZZ, Art-B, Spirytusowa, Paliwowa, Składów Celnych, Papierosowa i Rublowa – Bank Handlowy miał swoją decydującą rolę międzynarodowego rajfura i pasa transmisyjnego. Największą z nich, choć najmniej nagłośnioną przez media, była afera rublowa rozkładająca się na dwie odrębne: aferę rublową w ramach rozliczeń w bezwartościowych rublach transferowych o zawyżonym ponadto przeliczniku – nigdy nie istniejących, będących jedynie księgowym przelicznikiem w ramach RWPG; oraz na aferę rublową polegającą na imporcie z NRD, rozliczanym na bazie wymienialności wewnętrznej. Afera rublowa via ZSRR kosztowała Skarb Państwa 15 bilionów złotych, afera druga 14 bin złotych. W sumie prawie 30 bin złotych2.
To jednak nie wszystko. Kiedy w następnych latach „wynegocjowano” kapitulancką opcję zerową zadłużeń wzajemnych byłej PRL i byłego ZSRR, nikt nie miał odwagi domagać się refundacji choć części tych strat od Wielkiego Brata. Umowa rządowa na 1990 rok przewidywała eksport maszyn i urządzeń do ZSRR na sumę 1,4 miliarda rubli transferowych, po kursie preferencyjnym 2100 złotych za rubel. Dotacja Skarbu Państwa wynosiła 1100 zł do każdego rubla, gdyż oficjalny, najwyższy kurs handlowy wynosił tylko 1000 zł za ten iluzoryczny rubel. Firmy polskie, wciąż jeszcze państwowe i nadal kierowane przez bossów z SdRP, nadgorliwie nadwyżkowały ten i tak już zawyżony kurs3. W rezultacie, doszło do długu 6,8 miliarda rubli transferowych w przeliczniku wręcz bandyckim – 1,56 dolara za jeden nieistniejący rubel! Na skutek tego, przestępcy sprzeniewierzyli z budżetu państwa równowartość 10 miliardów 608 milionów dolarów. Rocznie więc, po dodaniu wielu takich transakcji, Polska traciła średnio ponad 10 miliardów dolarów w wyniku podporządkowania „wymianie handlowej” z ZSRR. W samym tylko 1990 roku około 9 mld USD zostało wpompowanych w mafijny
1. „Gazeta Polska”, 16.11.1994.
2. Mathis Bortner: Jak dobija się…, Ibidem, s. 134.
3. Patrz: Marian R aj s k i: W rękawiczkach. Autor tej książki – płk Rajski wkrótce „zmarł nagle”, w ramach serialu: Faizman, W. Pańko, G. Kolasa (przewodniczący Regionu Śląsko-Dąbrowskiej „S”), który zginął w „wypadku samochodowym” (4.IX.1993) w drodze z Warszawy.

zysk rozpadającego się ZSRR*. Wysyłaliśmy towary za darmo. Zrujnowany moloch nie miał już niczego do zaoferowania. Polskie firmy kupowały na zachodzie za dolary komputery, telewizory, tkaniny i dziesiątki innych towarów. „Sprzedawano” je do ZSRR za bezwartościowe ruble transferowe – dawniej tylko papierowy a potem już całkiem martwy przelicznik2. Bank Handlowy wymieniał je po 2100 złotych, kiedy oficjalny kurs wynosił ledwo 320 złotych! Były to w istocie krociowe interesy mafiozów z KGB, SB, wywiadów wojskowych obydwu krajów. Towary najczęściej nawet nie przechodziły
przez Polskę.
Rejtanowskie boje o przerwanie tej grabieży, o dopominanie się zwrotu choć części tego gangsterskiego łupu KGB, toczył poseł Edmund Krasowski, późniejszy współautor książki: Afery, UOP, Mafia. Daremnie. Albo nie dopuszczano go do głosu, albo sejmici gremialnie wychodzili na obiad podczas głosowań. Opisuje on pewne posiedzenie z 13 lutego 1991 r. kiedy to zebrali się reprezentanci senackich komisji: Stosunków Gospodarczych z Zagranicą, Gospodarki Morskiej, Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów, Spraw Zagranicznych oraz Międzykomisyjnego Zespołu do spraw Zadłużenia Gospodarczego. Wtedy to poseł E. Krasowski zwrócił się do L. Balcerowicza o wyjaśnienie, jaki będzie dalszy los sumy 6,5 miliarda rubli transferowych. Balcerowicz zgodził się odpowiedzieć, ale przy zamkniętych drzwiach. Kiedy więc wyproszono dziennikarzy, wszystko skończyło się na gadulstwie, ani Balcerowicz, ani Janusz Sawicki – wiceminister finansów, ani A. Budzyński – wiceminister współpracy z zagranicą nie byli w stanie odpowiedzieć na to pytanie posła Krasowskiego. Wreszcie Sawicki przyznał, że NBP musiał dodrukować 10 bin złotych dla pokrycia tych fikcyjnych długów. Dodruku dokonano bez żadnego pokrycia towarowego, a także bez zezwolenia władz oficjalnych!
I właśnie wtedy B. Geremek apodyktycznie przerwał tę dramatyczną debatę w jej
kulminacyjnym punkcie.
Owe 10 bilionów było równowartością jednego miliarda dolarów. Na lata 1991-1995 Rosja domagała się 7,8 miliarda rubli w ramach dostaw dóbr konsumpcyjnych, w zamian za surowce. M. Bortner w swej książce pyta dramatycznie: Kto pozwolił na wywóz np. obrabiarek za 10 proc. ich rzeczywistej wartości, czyli z 90 procentową
stratą?
Odpowiedzi sam sobie udziela opisem incydentu w Parlamentarnej Komisji
Współpracy z Zagranicą kierowanej przez Bieleckiego, gdzie odbierano głos jemu
i posłom zadającym to samo pytanie:
Dlaczego premier Mazowiecki chciał zataić te liczby za wszelką cenę? W dniu utworzenia Unii Demokratycznej, w Teatrze Operetki (właściwe miejsce! – H. P.) w Warszawie odmawiał mi publicznej debaty… Pytałem go, dlaczego? Poczuł się osobiście zaatakowany, wpadł we wściekły gniew… Odmówił mi prawa do publicznego wystąpienia.
Wypada do tych pytań dodać inne. Dlaczego winni tej zbrodni stanu – Mazowiecki, Balcerowicz i spółka nie stanęli przed sądem? Dlaczego po latach mieli czelność, uzyskawszy w wyborach 1997 r. 15 proc. głosów, domagać się od zwycięskiej AWS teki wicepremiera
1. Bortner, Ibidem, Rajski, Ibidem.
2. w. Misiag – wiceminister finansów oraz członek Rady Nadzorczej rozgrabionego FOZZ, podpisał zezwolenie dla spółek, które jeszcze przez pół roku po zniesieniu rubla transferowego, posługiwały się tym
przelicznikiem, czyli „handlowały” za darmo.

oraz ministerstw: finansów, gospodarki, spraw zagranicznych i oświaty” Dlaczego nikt z AWS nie domagał się, aby zabronić im zbliżania się do gmachu Sejmu na odległość ‚mniejszą niż 50 metrów?
W tym samym czasie, kiedy dokonywano niewiarygodnej grabieży funduszu Polski
przez mafiozów PZPR-KPZR, GRU, SB – wywiad wojskowy, trwał podobny drenaż
polskich finansów poprzez analogiczne transakcje rublowe z dogorywającą NRD. Takich samych rozliczeń w rublach transferowych Bank Handlowy dokonał na łączng sumę około dwóch miliardów marek zachodnioniemieckich2.
W 1992 roku udało się aresztować prezesa spółki Progress oraz przedstawiciela spółki Ekodex. Pierwsza grabiła finanse państwa za pośrednictwem Banku Handlowego w ramach eksportu i importu z przelicznikiem na nieistniejące ruble transferowe. Progress wyłudził w ten sposób 81 mld zł, a Ekodex 16 mld. Obaj przestępcy wkrótce opuścili areszty za kaucją. Prezes Progressu kupił wolność za śmieszne 150 min zł.
Firma Katana kupiła 100 mld rubli transferowych po 2090 zł i natychmiast zamieniła je na dolary, a następnie na żądanie kontrahenta rosyjskiego przeniosła ten łup na jakieś konto w Panamie! Działo się to pod pretekstem importu i eksportu ziemniaków Cały ten eksport istniał tylko na papierze3.
FOZZ-gate.
Geneza grabieży prawie 50 miliardów USD na dystansie wielu lat, ma swój początek w 1979 roku, ale sama grabież datuje się znacznie wcześniej. Michał Faizman wieziony do szpitala w trakcie „zawału serca” powtarzał: Bank Handlowy był bankrutem od 1969 roku. Bank Handlowy był bankrutem od 1969 roku… Jeżeli tak, to rabunek polskich finansów, czyniący BH bankrutem musiał trwać od lat jeszcze wcześniejszych.
Pod koniec lat 70-tych rozpoczęło się metodyczne zacieranie śladów po rabunkach z lat poprzednich, a jednocześnie ich intensyfikacja. Jeszcze w 1984 roku ogólne zadłużenie zagraniczne PRL oceniano na 27 mld USD. Po sześciu następnych latach urosło do ponad 49 mld, choć to podwojenie nie było ani wynikiem nowych zadłużeń, ani różnicy między bilansem importu i eksportu. Było wynikiem spotęgowanej grabieży dokonywanej na zlecenie sowieckich i „polskich” przestępców z PZPR i służb specjalnie przestępczych.
W 1979 roku Bank Handlowy utworzył w Luksemburgu filię: Bank Handlowy International (BHI). Stał się jego głównym udziałowcem. W istocie, jego głównym udziałowcem był wywiad wojskowy – agentura sowieckiego wywiadu. Tędy przechodziły pieniądze dla tajnych służb polskich i sowieckich na finansowanie ich rozległych zadań szpiegowskich i destabilizujących Zachód.
W 1983 roku, w pełni tryumfalizmu przestępczej hunty Jaruzelsko-KiszczakoweJ dyrektorem BHI mianowano Grzegorza Żemka – jak się wkrótce okaże, głównego pilota grabieży FOZZ. Żemek był tajnym współpracownikiem „dwójki” – II Zarządu Sztabu Generalnego WP. „Życie Warszawy” w 1992 r. pisało, że głównym zadaniem Żemka w Luksemburgu było powiększanie funduszy wywiadu i opieka nad nim.
Latem 1992 roku, a więc po 10 latach Żemkowego dyrektorowania w BHI, prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie FOZZ zainteresowała się Żemkiem. Dokonano kontroli w BHI. W przeddzień podjęcia kontroli, został nagle odwołany do Warszawy zastępca Żemka – Ludwik Kempnerski – pracownik departamentu kredytów w BHI. Ten manewr skutecznie utrudnił kontrolę departamentu. Kontrola ustaliła wiele „niepra-yyidłowości”. Żemek z uporem udzielał gwarancji kredytowych firmom o słabej kondycji finansowej. Pokłosie kontroli w Luksemburgu zawierało wiele załączników opisujących metodologię defraudacji. Ówczesny minister finansów, nasz „starszy brat” Jerzy Osiatyński odmówił ujawnienia wyników kontroli. Doskonale wiedział, że ujawnienie wyników kontroli ruszy całą lawinę. Z pomocą przyszły kontrolerom same władze Luksemburga, szanujące swoją reputację jako „drugiej Szwajcarii bankowej”. Starania o uzyskanie tej pomocy trwały jednak półtora roku. To niemal wieczność w tym tak szczególnym okresie, jakim były pierwsze lata po Round Table.
Dyrektorem zarządzającym centralą macierzystą luksemburskiej filii był Sergiusz Najar, – były działacz Międzynarodowego Związku Studentów z czasów, kiedy oddział polski tego związku pełnił rotacyjną funkcję kierownika tej młodzieżowej agentury
KGB-GRU, z siedzibą w Pradze.
Po wywołaniu nazwiska Najara, Międzynarodowej organizacji Studentów i w kontekście U Zarządu Sztabu Generalnego WP, warto powrócić do roli Czechosłowacji i Pragi jako doskonale zamaskowanego centrum sowieckiego szpiegostwa i terroryzmu.
W Czechosłowacji mieściły się ośrodki szkolenia terrorystów palestyńskich, na czele z młodym wówczas Jasirem Arafatem. Szkolono tam i terrorystów Kadafiego. Tam uczyli się strzelać, porywać, podkładać bomby terroryści włoskich „Czerwonych Brygad” i niemieckiej „Rotę Annę”.
Czechosłowackie władze posłusznie wykonywały wszystkie zlecone im przez KGB i GRU polecenia terrorystyczno-wywiadowcze i wszelkie inne. Atutem tego kraju był bezpośredni kontakt z zachodem poprzez Austrię. Czechosłowacja stanowiła doskonały Matecznik, przyczółek wypadowy. Przeważnie przez Czechosłowację rejterowali do Moskwy zagrożeni agenci lub po wykonaniu zadań wracali na zasłużony odpoczynek.
Tak właśnie dotarł do Moskwy m.in. zabójca Trockiego, niejaki Jacques Mornard, (właściwe Jaime Ramon Mercader del Rio). Na polecenie Stalina, ten hiszpański fanatyczny „użyteczny dureń”, zdołał zatrudnić się jako ogrodnik w ściśle strzeżonej willi Trockiego w Meksyku, a pewnego dnia 1940 r. spokojnie rozpłatał mu czaszkę czekanem do górskich wspinaczek. Dostał 20 lat. Po odsiedzeniu wyroku, w 1960 r. pod jego więzienie podjechała limuzyna ambasady Czechosłowacji, po czym Mercader
Wylądował w Pradze, a stamtąd w Moskwie*.
FOZZ-gate, kosmiczna, o niedoścignionej skali afera defraudacji rezerw całego państwa zbieranych na spłacenie długów zagranicznych, rozpoczęła się niemalże przypadkowo. Ten gigantyczny kryminał zdetonował młody ale kompetentny, a przy tym uczciwy, a jeszcze do tego odważny komisarz Izby Skarbowej w Warszawie – Michał Tadeusz Faizman. Skierowano go w październiku 1989 r. na kontrolę do Przedsiębiorstwa

1. Balcerowicz w wypowiedzi telewizyjnej, żądanie władzy UW nad resortem oświaty uzasadniał obawą przed opanowaniem oświaty „przez skrajne ideologie”. Nie obawiał się ideologii komunistycznej, właśnie odprawionej z sejmu z kwitkiem. Obawiał się ideologii polskiej, katolickiej, patriotycznej.
2. NRF przejęła wszystkie aktywa NRD po połączeniu obu państw.
3. Zob. H. Pająk, S. Żochowski: Rządy zbirów 1940-1990. Wyd. Retro 1996, s. 351. Ibidem.

Handlu zagranicznego Uniwersal. Rezultatem była jego lakoniczna notatka służbowa do kierownika Izby f.matuszaka. Faizman wypunktował w niej głównie łamigłówki aferowo-finansowe, powielane w grabieży fozz. Ich istotą było stosowanie kilkuetapowej procedury wprowadzania funduszy z FOZZ poprzez spółki, w tym także zupełnie fikcyjne, pod pretekstem pożyczek na zakupy importowe.
„Uniwersal” udzielił i przekazał do Societe Generale de Banque Suisse (Szwajcaria)… kwoty siedemset pięćdziesiąt tysięcy i jeden milion siedemset pięćdziesiąt tysięcy USD do organizacji pod nazwą Altex International Ltd., Trident Company Ltd. z siedzibą w Lilie jako pożyczkę, którą załatwił ze strony polskiej pracownik „Uniwersalu” ob. Krzysztof P.) Poręczenie dla Altexu udzielił Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, pomimo że ze statusu Altexu wynika kapitał założycielski w wysokości zaledwie pięćdziesięciu tysięcy USD uzyskany w wyniku emisji akcji (nazwa firmy nie odpowiada treści statusu). Są tworzone dowody na to, że spółka z o.o. Texal (…) kupi za wyżej wymienioną kwotę (dwa i pół miliona USD) linię od dostawcy włoskiego, Meccaniche Modernę, Busto Arsizio dla Chemitcx Wiscor, Szczecin.
Brak kontraktu, brak umów, a pozwolenie przewozu wydał ob. Kluk z MHZ. Wskazuje to na istnienie dwóch pośredników pomiędzy PHZ „Uniwersał” a Chemitex-Wiscor, przy umieszczaniu 2,5 min USD poza granicą kraju. Spółka Texal jest tworzona przez spółkę Altex i Chemitex, co wskazywałoby na przygotowanie dwukrotnego zapłacenia dostaw – raz poprzez pożyczkę dla Altex, a raz poprzez Chemitex; o ile tu chodzi o jakiekolwiek dostawy.
W konkluzji notatki Faizman dochodzi do zaskakującego wniosku, że ukierunkowano go do badania i kontroli mniejszej kwoty, zaledwie 2,5 min dolarów, aby zasłonić fakt transferu jednego miliarda USD.
Po tej notatce, w Izbie Skarbowej, w zarządzie FOZZ i gdzie tam jeszcze, zapaliły się wszystkie światła alarmowe i Faizman został usunięty z pracy w Izbie. Odbyło się to na wypróbowanej zasadzie awansu: został mianowany dyrektorem w Zakładzie Techniki Jądrowej Polon, podległym prezesowi Państwowej Agencji Atomistyki. Zakład na za mówienie rządowe produkował układy o nazwie „Sapos”, przeznaczone do monitorowania skażeń jądrowych.
I tu obie strony – tak Faizman jak i jego adwersarze z Izby, FOZZ itd., padli ofiarą obustronnego pecha. W tym czasie Zakład Techniki Jądrowej był właśnie przejmowany przez koncern Elpol powiązany z FOZZ metodą podobną do stosowanej na linii FOZZ-Uniwersal. Dyrektor Faizman powołał biegłych: stwierdzili niezbicie, iż eksportowane do krajów Bliskiego Wschodu monitory „Sapos” są bezużyteczne, produkowane na przestarzałych mikroprocesorach, mają wadliwy tzw. software i nie nadają się do pracy w automatycznych sieciach pomiarowych. Bubel ten opisał w memoriałach do władz i wkrótce ZTJ zostały postawione do likwidacji, a jego dyrektor czyli pechowy M. Faizman, znów był bez pracy.
Wówczas zaproponowano mu przejście do NIK, podobnie jak H. Ładomirskiej po jej kontroli w BH. Faizman zgodził się i była to kontynuacja obustronnego pecha. Powrócił do kontroli FOZZ!
Przedtem jednak, w piśmie „Głos Wolnego Robotnika”, („CDN”), w czerwcu 1990 roku, M. Faizman ogłosił artykuł pod wymownym tytułem Zorganizowany rabunek
1. Faizman wymieniał nazwiska w pełnym brzmieniu. Wszystkie fakty dotyczące odtąd afery FOZZ, czcrpii-‚ z: Mirosław Dakowski, .1. Przystawa: Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski. Wyd. Antyk W-wa 1992, Passim.
246

oraz drugi ,z września 1990 roku pt. Kradzież systemu w systemie. W Obydwu przedstawił cele i skutki ekonomicznego rujnowania Polski na dynastie dziesięcioleci. Pisał m.in.,
Sieć władzy w polsce zaczyna się w Moskwie(…) W polsce znajduje się jedynie aparat wykonawczy. Obejmuje on swym zasięgiem całość życia społeczno-gospodarczego. Przykład: Sejm uchwala ustawę o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Ustawa ta nakazuje, na dobro tego nowotworu instytucjonalnego (czyli Funduszu), wpłacać quasi-podatek – kwotę stanowiącą pewien procent (zmienny!), a liczony od wartości sprzedaży przedsiębiorstw. Zmienność ta jest furtką pozostawioną przez ustawodawcę.
Furtką tą wchodzić i wychodzić będzie jeden z szeregowych zastępców dyrektora departamentu handlu zagranicznego Rejent (…) miotając się w twórczym szale prawa powielaczowego, inkasuje od przedsiębiorstw nie wiadomo ile złotówek. Kolejne zmiany różnych ustaw, uchwał, rozporządzeń, zarządzeń, instrukcji, pism okólnych pozwalają zamienić te złotówki na dolary USA, oznacza to, że decydent w Moskwie otrzymał do dyspozycji – gratis – pewną sumę w dolarach USA. Problem ekspedycji tych walut do Zachodniej Europy też został rozwiązany.
Fundusz jest oficjalną polską instytucją zajmującą się prowadzeniem „księgi polskich długów” – to tu mieści się wykaz wierzycieli i tu teoretycznie powinny się znajdować dane: komu, ile i za co zapłacono. Ale tak nie jest. Decydent moskiewski każe łączyć pieniądze z Polski ze swoimi i płacić na odpowiednie konta. Każe dokonywać operacji polegających na ukryciu transakcji Funduszu poprzez innych kontrahentów. I tak, prezes Funduszu pan Żemek podpisuje umowę z panem Przywieczerskim, dyrektorem przedsiębiorstwa Uniwersal o tym, że nie będą dokonywali wymaganej prawem dokumentacji umów na piśmie. Następnie Fundusz udziela pożyczek, udziela gwarancji, udziela poręczeń, a Uniwersal zaciąga długi, płaci zobowiązania i ekspediuje pieniądze już tym razem jako prowadzący działalność handlową) na prywatne konta poza granicą Polski. Proceder ten jest ukryty za parawanem tajemnicy państwowej, a jest co najmniej pomaganiem złodziejowi w kradzieży państwowego mienia.
Słowo kradzież jest tu o tyle na miejscu, że ten sam pan Przywieczerski jako dyrektor Uniwersalu podpisuje kontrakty o wywóz wyrobów z polskiej miedzi na warunkach rażąco mniej korzystnych od innego polskiego przedsiębiorstwa i powoduje straty (na przykład tylko w marcu 1990 roku 6 miliardów złotych, to jest 600 tysięcy dolarów USA po kursie 10 tysięcy zł za jednego dolara) – Walcowni Metali „Warszawa” (dawny „Norblin”). Galimatias pogłębia działanie ówczesnego monopolisty, jakim jest Bank Handlowy S.A.: gubienie części z wymaganych kompletnych zbiorów dokumentów uzasadniających przekazywanie pieniędzy, zwroty, pomyłki, korekty przelewów. Co dopełnia obrazu. Podsumujmy. Wymieńmy winnych kradzieży:
* Sejm – ustawa o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego;
* Ministerstwo Finansów (rząd – przepisy wykonawcze);
* Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – umowy o dokonywaniu transakcji;
* Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Uniwersal – transfer pieniądza, wadliwe transakcje;
* Bank Handlowy S.A. – obsługa techniczna, przekazywanie pieniędzy. Producent – Walcownia Metali „Warszawa” (dawny „Norblin”) musi za tę zabawę zapłacić, bo jego wyroby są wysoko rentowne i sprzedawane w Europie Zachodniej i w USA.
Oczywiście, nie tylko Fundusz Obsługi (tylko obsługi czego?) tworzy zasłonę dymną wraz z Uniwersalem. Przy tym systemie generowania szumu
informacyjnego
(setki, około 700 spółek uspołecznionych i dziesiątki tysięcy nieuspołecznionych w samej tylko Warszawie oraz setki tysięcy transakcji z kilkoma tysiącami odbiorców pieniędzy za granicą) – nikt nie jest w stanie chałupniczymi metodami (głowa, długopis, papier i dwie szafy przepisów, które obowiązywały w ciągu minionych dwóch lat) – dociec ile miliardów dolarów wysłano, czyje to były pieniądze, komu, za co i po co je przekazano?
I o to rosyjskiemu decydentowi szło.
Tych rewelacji M. Faizmana już nie dało się zatuszować. Nie podali Faizmana do sądu o zniesławienie ani Żemek, ani Przywieczerski, ani J. Chim. Dopiero w lutym, ówczesny szef UOP, Milczanowski podjął wstępne, nieoficjalne kroki celem przyjrzenia się sprawie FOZZ. W połowie marca zgłosił się niejaki Anatol Lawina z Porozumienia Ponad Podziałami i okazał dokument podpisany przez Wałęsę, w którym prosi on Lawinę o zbadanie sprawy FOZZ. Z tą plenipotencją, zgłosił się Faizman do pracy w NIK i został przyjęty. Od tej chwili było mu dane żyć jeszcze tylko trzy miesiące…
Ale zrobił wiele. Tak wiele, że bez większej przesady można go usytuować u boku płk. Kuklińskiego!
Faizman rozpoczyna pracę kontrolną nad FOZZ. Raporty składa A. Lawinie. Wyłania się przerażający obraz, którego skali i grozy Faizman nie mógł sobie wyobrazić podczas kontroli w Uniwersalu. Początkowo nie wie jeszcze, że BH jest bankrutem od 1969 roku’. Odkrywa metodologię zarówno wyrafinowanych jak i prostackich, zuchwałych z punktu widzenia rygorów bankowych, metod rabunku Polski, dokonywanych w czasie, kiedy Radę Nadzorczą Funduszu stanowili:
* Janusz Sawicki – wiceminister finansów;
* Wojciech Misiąg – wiceminister finansów;
* Zdzisław Sadowski – były wicepr. w rządzie Messnera i przew. Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów (KERM);
* Jan Boniuk – dyr. dep. w min. finansów;
* Grzegorz Wójtowicz – prezes NBP;
* Jan Wołoszyn – były wiceprezes NBP.
Wdajmy się w lekturę kolejnych rewelacji Faizmana, przekopującego się przez przestępczą dżunglę FOZZ-BH:
Odpowiedzialnymi za dokumentację dotyczącą zadłużenia Polski byli lub są nadal rzeczywiści wiceministrowie Ministerstwa Finansów: Sawicki, Kawalec, Gadomski, Boniuk, Rejent, Link, Napiórkowski, Wróblewski, Balcerowicz, Podsiadło2. Osoby wymienione powyżej i inne, odpowiedzialne za prowadzenie spraw związanych z wojskiem a w szczególności z wywiadem i kontrwywiadem (m.in. z Departamentu Obrony Ministerstwa Finansów), osobiście mi nie znane, doprowadziły z rozmysłem i celowo do bałaganu w Ministerstwie Finansów tak, aby usunąć odpowiedzialność za brak dokumentacji w prowadzeniu operacji finansowych zadłużających Polskę (…)
Istnieje trwały błąd w konstrukcji tworzenia statystyki państwa i finansów pozwalający na wielokrotne ewidencjonowanie tych samych wielkości kosztów i sprzedaży, a to w ten sposób, że zysk zamieniany jest w statystyce państwa w koszt. Błąd ten umożliwia łatwe fałszowanie ksiąg przedsiębiorstw handlu zagranicznego (dowód – kontrola prowadzona przez podpisanego z ramienia Izby Skarbowej w Warszawie, w CHZ Budimex). Sfałszowane księgi są wielokrotnie
1. Data podejrzanie bliska wydarzeniom Marca 68, masowej emigracji około dwóch tysięcy wysokiej rangi żydowskich pijawek i pasożytów.
2. Sami „górale”, ale to żadna dla nas pociecha…

(rok po roku) uznawane za rzetelne przez biegłych księgowych. Po rozmowie odbytej z prezesem NBP Grzegorzem Wójtowiczem, nasz bohater
Stara wypróbowana kadra tworzy nowe banki. Bogusław Kott, były dyrektor nie istniejącego już departamentu handlu zagranicznego Ministerstwa Finansów, to twórca BIG Banku S.A., pan Gawlowski (były pracownik dep. rolnictwa MF. KC PZPR i Komisji Planowania), dowodzi Bankiem Gospodarstwa Krajowego, a towarzysz Szwarc, były dyrektor Impexmetalu, prezesuje Bankowi Rozwoju Eksportu.
Przykład idzie z góry. Czegóż wymagać od innych, skoro w pokojach na Świętokrzyskiej obok Balcerowicza nadal zasiada Andrzej Podsiadło – minister z „klucza” PZPR. Nad bankami opiekuńcze skrzydła roztacza Narodowy Bank Polski z wieloletnim członkiem przeróżnych rad nadzorczych m.in. Banku Handlowego S.A. oraz FOZZ – Grzegorzem Wójtowiczem na czele. Doradza mu też nie byle kto, bo Jan Wołoszyn, były wiceprezes wiecznie splajtowanego BH S.A., również członek Rady Nadzorczej nieszczęsnego FOZZ.
Michał Faizman, umysł analityka i syntetyka, zaczynając od kontroli PHZ Uniwersal, szybko przeniósł rangę defraudacji na kontekst całego FOZZ i równie szybko „FOZZ-gate” stał się dla niego jedynie częścią gigantycznego systemu grabieży majątku narodowego, trwającego przez dziesięciolecia i dokonywanego przez kluczowe instytucje bankowe, handlowe i gospodarcze, mające swe decyzyjne czapy w KC PZPR i służbach specjalnych, 7, których wszystkie były podporządkowane swoim odpowiednikom sowieckim.
Od czasu zakończenia generalnego remanentu w tej stajni Augiasza dokonanego najzupełniej samotnie, jedynie pod patronatem desygnowanego przez Wałęsę A. Lawiny,

Faizman zaczyna dramatyczne poszukiwania sojuszników. Zmierza do uruchomienia ludzi i instytucji zdolnych powstrzymać trwającą właśnie lawinową, finalną grabież Polski w wykonaniu nominantów Round Table. Wszędzie spotyka go oziębła uprzejmość, a w mediach – milczenie przerwane m.in. przez „Tygodnik Gdański”. Tak wreszcie trafia na prof. M. Dakowskiego. Od tej pory tworzą duet: Faizman grzebie dalej, a Dakowski bombarduje petycjami kręgi władzy i „autorytety”.
Dotarł do Andrzeja Urbańskiego – kolegi z podziemnej „S”. Poprzez niego dociera do J. Kaczyńskiego i jego Porozumienia Centrum. Wszyscy go zbywali. Podobnie było u ministra Eysmonta; z Antonim Macierewiczem; min. Chrzanowskim: wszyscy milczeli w zdawkowych obietnicach „zainteresowania się” sprawą. Wraz z Faizmanem prof. Dakowski udał się do innych etosiaków „Solidarności” m.in. p.p. Romaszewskich z PPP. Nigdy nie udało im się stanąć przed obliczem Romaszewskiego. Spotkali się tam z próbą – jak piszą – dezawuowania przedstawionych materiałów. M. Dakowski był u H. Wujca, nie wiedząc jeszcze, że jest on tylko pucybutem udeków. Zbył go podobnie jak Ryszard Bugaj, o którym nie wiedział, że to polityczni „klamkowy” SdRP-SLD. Zbył go Ludwik Dorn z Kancelarii Prezydenta. Jerzy Grohman z tejże Kancelarii dokumenty przyjął – z niewiadomym skutkiem. Prof. Dakowski przekazał dokumenty Z. Najderowi z prośbą o zainteresowanie nimi mec. J. Olszewskiego. Bez echa.
Znamienna była reakcja Macieja Jankowskiego z władz NSZZ „S”. Po dwóch miesiącach od czasu wręczenia mu dokumentów, zapytany o skutki lektury, Jankowski – jak dziś wiadomo – „obrotowy” między UW i AWS, odpowiedział, że nie czytał. Dodał ze zniecierpliwieniem: przecież te sprawy były już omawiane w „Spotkaniach”, po co miałem przekazywać twój memoriał?
Tak oto pokazali swoje koniunkturalne oblicza wszyscy etosiacy „Solidarności” -tej rzekomo prawicowej, włącznie z J. Olszewskim, Romaszewskim, Jankowskim,
Wujcem, Chrzanowskim i innymi.
Podobnie było w Episkopacie. Milczenie. Prof. Dakowski wie, że jego dokumenty trafiły do Prymasa. Odpowiedzią było milczenie. Podjęli próbę przekazania dokumentów o finansowym i gospodarczym rozbiorze Polski do znanego im osobiście o. Konrada Hejmo, o którym było wiadomo, że ma bezpośrednie „wejścia” do Ojca Świętego. Prof. M. Dakowski oraz prof. J. Przystawa wspólnie wysłali o. Hejmo plik około 200 dokumentów z prośbą o przekazania ich „innym osobom”.
Odpowiedzią było milczenie. Może powodowane obawą, aby Ojciec Święty nie usłyszał – w odpowiedzi na ewentualną interwencję tajnymi kanałami dyplomatycznymi, powtórki pytania Stalina z czasów wojny: „A ile dywizji ma papież?” Dakowski
1 Przystawa zwrócili’ się z prośbą o pośrednictwo u o. Hejmo, do zaprzyjaźnionego
2 prof. M. Dakowskim i prof. J. Przystawa uczonego kanadyjskiego, właśnie bawiącego w Rzymie. Autorzy książki tak opisują przyjęcie zgotowane temu Kanadyjczykowi
* emisariuszowi zdesperowanych Polaków przez o. K. Hejmo:
Przyjęcie, jakiego doznał nasz przyjaciel ze strony tego Autorytetu Duchowego, było dla niego szokiem, szczególnie, że jako Kanadyjczyk nie był przyzwyczajony do równie niesympatycznego i z wysoka traktowania wiernych przez osoby duchowne. Odprawiony został krótko i węzłowato, a na jego nalegania o jakąkolwiek odpowiedź usłyszał, że sprawy te nie należą do Kościoła. Wreszcie, aby się pozbyć natręta, o. Hejmo oświadczył, że wkrótce przyjedzie do Polski i osobiście prof. Przystawię odpowie. Niestety, do dnia dzisiejszego żadna odpowiedź nie została udzielona.

Kiory miał dojście do Ojca Świętego. Okazji miała dostarczyć czerwcowa wizyta Jana Pawła II w Polsce. Odbitkę listu przekazanego przez pana C. dla papieża, wręczył prof. Przystawa również jednemu z energiczniejszych księży, o którym wiem, że potrafi w sposób niekonwencjonalny przebić się przez barierę urzędniczą wokół Papieża. Do listu dołączył prof. Dakowski co ważniejsze dokumenty, a list dla obu emisariuszy z przeznaczeniem dla Papieża, tak sformułował:
Ojcze Święty!
2.08.1991 r.
Mam dokumenty świadczące o tym, że Polska jest obecnie przedmiotem rabunku ze strony wschodniego sąsiada, kapitału zagranicznego (szczególnie ze Wschodniego Wybrzeża USA) i miejscowych postkomunistów. Ułatwiają im to ludzie formalnie będący u władzy.
Ujawniane i szybko tuszowane afery (Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, marki NRD, rubel transferowy), świadczą o współuczestnictwie obecnych sfer finansowych Polski. •
Dokumenty, które przesłaliśmy Ojcu Hejmo i które usiłowaliśmy przekazać Prymasowi Polski, świadczą o tym dowodnie. Świadczy również dawno nie spotykana kampania dezinformacji w prasie krajowej i TV oraz tuszowanie wielu ujawnionych w prasie skandali czy rabunków na skalę setek milionów czy miliardów dolarów każdy.
Staczamy się do poziomu krajów czwartego świata (korupcja urzędników, zakłamanie intelektualistów, beznadzieja społeczeństwa). Pracowałem z Michałem Faizmanem z NIK. Zginął on (oficjalnie zawał) 18 lipca w walce o niezawisłość finansową Polski.
Przeraża nas wroga obojętność Prymasa Polski i (niezależnie) Ojca Hejmo tło tej sprawy. Czyżby poza linią Moskwa-Waszyngton istniał jeszcze punkt przyzwolenia – Watykan? Byłaby to dla nas perspektywa przerażająca.
Załączam dwa listy oraz spis ważniejszych tekstów; część z nich zawarta jest w materiałach przesłanych Ojcu Hejmo.
Jeśli sprawy te nie są Ojcu Świętemu znane, bądź postrzegane są w innej perspektywie, proszę o rozmowę osobistą.
Mirosław Dakowski
Prof. Dakowski złożył też wizytę biskupowi B. Dembowskiemu – uczestnikowi Round Table. Prosił o osobiste przekazanie Ojcu Świętemu tej sprawy, deklarując gotowość osobistej rozmowy z Papieżem.
Bp Dąbrowski po tygodniu odpowiedział, że nie przekaże niczego z tej sprawy Ojcu Świętemu, bo nie pozwala mu na to lojalność wobec Prymasa!.. Była to odpowiedź poniekąd słuszna. Ale tylko': sub specie aeternitiais.
1. łac z punktu widzenia wieczności
ART. B- mesjasze polskiej gospodarki .
W 1990 r. pojawili się dwaj geniusze z niczego, bardzo młodzi lecz ” STARSI bracia” B.Bagsik i A.Gąsiorowski(28 i 34 lata, jeden z wykształcenia lekarz, drugi muzyk rozrywkowy). Wyłudzili z polskiego systemu bankowego 4 biliony 200miliardów złotych . W niezliczonych artykułach prasowych wszyscy jak papugi powtarzali, że defraudacja polegała na stosowaniu szybkich przerzutów z banku do banku, coraz większych sum z wykorzystaniem tzw. oscylatora – różnic między lokatą a kredytem. Jest w tym sporo prawdy, ale prawda rzeczywista tkwi w przestępcach usytuowanych w najwyższych kręgach ówczesnej władzy z nadania Round Table. Macki sięgają PZU, wywiadu izraelskiego. Banku Handlowego i wielu innych ukrytych wspólników tej dwójki. Bagsik i Gąsiorowski zaczynali z kwotą 100 tyś. zł w kieszeni. Po niespełna dwóch latach wywieźli z Polski, w walizach, łącznie pół miliarda dolarów. Mirosław Dakowski i J. Przystawa w swej książce stwierdzają, w kontekście rzekomego „oscylatora”: gdyby Bagsik nie latał od banku do banku zwykłym helikopterem, lecz pożyczał „Bella” od Ojca Świętego, to przez dwa lata takiej forsy by nie nalatał, choćby wszystkie dni tygodnia spędzał w powietrzu.
Wkrótce, w tempie iście kosmicznym, Bagsik i Gąsiorowski stworzyli gigantyczne imperium defraudacji, której i którego nikt z władz i speców bankowości nie dostrzegał. Posiadali udziały kontrolne w 200 firmach. PZU, choć ciężko dotknięte deficytem, radośnie udzielało pożyczek firmie Laktopol, ta z kolei przerzucała forsę na spółki wykupione przez Art-B. Laktopol wchodził w holdingi z firmami, których udziałowcami byli wciąż ci sami, m.in. z „karuzeli” wymienianej przez prof. Dakowskiego: Anatol Adamski – ówczesny szef PZU potem PZU S.A., a także Gąsiorowski i Bagsik oraz niejaki Tomasz Czaplak i Jerzy Pagiello.
Oto kalendarium wzlotu i łagodnego upadku spółki Art-B2:
Maj 1989 – Rejestracja w Sądzie Gospodarczym spółki ART-B International Corp. Ltd. w Cieszynie. W końcu 1989 r. otwarcie oddziałów firmy w Wałbrzychu i Krakowie.
Początek 1990 – Pierwszy poważniejszy kredyt dla ART-B od cieszyńskiego banku. Spółka korzysta z podwójnego oprocentowania, tzw. oscylatora.
Czerwiec 1990 – ART-B otrzymuje pierwszą gwarancję bankową na kwotę 300 mld zł od banku PKO BP.
Grudzień 1990 – Główny Inspektorat Nadzoru Bankowego stwierdza publicznie, że spółka ART-B działa na szkodę państwa.
Marzec 1991 – ART-B „wykupuje” 6 tyś. ciągników URSUS-a. Po raz pierwszy opinia publiczna dowiaduje się o rozmiarach działalności holdingu ART-B.
Lipiec 1991 – Bagsik w wywiadzie dla „Życia Warszawy” zaoferował sprzedaż swojej spółki za cenę 500 min USD.
31 lipca 1991 – Potajemny wyjazd właścicieli spółki ART-B, Bagsika i GąsioroWskiego z Polski. Miejsce osiedlenia – Izrael.
8 sierpnia 1991 – Przekazanie udziałów ART-B należących do Bagsika i Gąsiorowskiego Bankowi Handlowo-Kredytowemu w Katowicach.
12 sierpnia 1991 – Powołanie przez nowego właściciela ART-B na stanowisko prezesa firmy – Aleksandra Gawronika. Wydanie nakazu aresztowania na Bagsika i GĄSIOROWSKIEGO oraz rozesłanie za nimi listu gończego przez Prokuraturę Warszawską.
20 września 1991 – Tymczasowe aresztowanie prezesa NBP – Grzegorza Wójtowicza.
1 stycznia 1992 – Holding ART-B postawiony w stan likwidacji.
20 maja 1992 – Wniosek władz Polskich o ekstradycję Bagsika i Gąsiorowskiego z Izraela.
13 czerwca 1994 – Zatrzymano Bagsika na lotnisku w Zurychu na podstawie listu gończego Interpolu.
Powiedzmy od razu: sława afery ART-B w mediach, daleko przyćmiła rozgłos afer stulecia – FOZZ. Nie tylko dlatego, że ta pierwsza łatwo się personifikowała w osobach dwóch hochsztaplerów, podczas gdy afera FOZZ rozmywała się w wielu instytucjad osobach, ich podległościach. Skala ich była odwrotna do sławy w ciężarze strat – pół miliarda dolarów Art-B, około 50 miliardów z FOZZ. Ale szum informacyjny wokół Art-B miał swój cel – zepchnąć na drugi plan jupiterów, prasy i prawa, przestępców z BH, Uniwersalu, wspólników z NBP i innych agend tej zbrodni stanu.
W 1991 roku spółka Art-B zatrudniała 15 tyś. osób. Miała udziały w 200 spółkach bezpośrednio, a pośrednio w około 2000. Była właścicielem montowni telewizorów w Wałbrzychu. Miała wielki kompleks mleczarski w Sępolnie. Olejarnię w zielonogórskim, 60 proc. udziałów w TV Rygi (Estonia), 50 proc. akcji Alten (Holandia), wytwórnię wideoklipów w Anglii, własny samolot odrzutowy, helikoptery. Zakupili luksusowe willę w Tel Awiwie; za 85 min USD nabyli 50 proc. udziałów w firmie paliwowej słynnych w Izraelu Libermanów. Posiadali koncesję na handel bronią, na ochronę mienia i osób. W planach mieli założenie własnego banku, choć byli faktycznymi właścicielami | Agrobanku S.A. poprzez posiadanie większościowych udziałów w firmach Agrotechnika i Laktopol – głównych akcjonariuszach Agrobanku2. Ich macki docierały do Tajlandii i Australii, Afryki Południowej, Argentyny, USA. W Polsce pod ich szyldem | działało około 200 sklepów pozorujących wielkie obroty. W spółce z „Hartwigiem” | uruchomili własne przejście graniczne koło Cieszyna dla TIRÓW. Kontrolowali spółki | Wro-Art we Wrocławiu, L-Art w Krakowie, Leg-Art w Legnicy, Agro-Art w Skierniewicach, Art-B-Air, Son-Art w Cieszynie, Art-B-Press w Poznaniu. Prasę: „Music News”; planowali nowe tytuły: „Wywiady”, „Nowa Polska”, „Print Monitor” i „Wyższe Sfery”3.
Bagsik jeździł cadiiiakiem za 150 tyś. USD, wykonanym na prywatne zamówienie, „roboczo” posługiwał się BMW za 150 tyś. USD i mercedesem 600 SE za 200 tyś. Przyzwyczajanie się do takich szosowych rakiet kosztowało go uprzednim rozbiciem chewroletta corvetty i renault alpine, lecz dzięki temu zyskał przydomek „Prędki Bags”. Niekończąca się lista firm, sklepów i innych „biznesów” produkcyjno-usługowych stanowiła jedynie przykrywkę głównego źródła dochodów, jakim było wykorzystywanie różnic oprocentowania między Polską i krajami zachodnimi. Drugim w istocie znacznie mniej korzystnym było wykorzystywanie możliwości owego oscylatora, czyli wielokrotnego oprocentowania w ramach krajowego systemu bankowego.
Obydwie te furtki celowo stworzyły i sztucznie podtrzymywały rodzime i obce izraelity w latach 1990-1991. Wyprowadzenie tymi furtkami miliardów złotówko-dolarów nie jest możliwe do uściślenia w kwotach, proceder był bowiem żywiołowy, niekontrolowany i ochraniany przez władze, ale mogli z niego korzystać tylko ci co wiedzieli,
1. „G.P.”, 2.11,1996.
2. W 1995 roku Agrobank ogłosił upadłość. Poświęcę jej więcej miejsca.
3. Wiesław Mazur, „Nasza Polska”, 25.X11.1996, 1.1,1997.
254

że stały kurs dolara i złotówki będzie utrzymywany dostatecznie długo.
Aby dotrzeć do systemu bankowego, szulerzy Art-B poprzez nieznanych specjalistów bankowców, pobratymców – starszych braci, dotarli do górnych kręgów zarządzania w PZU, PKO, BH. Akcje Agrobanku nabyli na wyjątkowo korzystnych warunkach, podobnie jak wysoko postawieni pracownicy banków państwowych. W marcu 1991 roku powstała gildia’ polskich przemysłowców do kontaktów z Bankiem Światowym. Chodziło o kredyty w kwocie dwóch miliardów dolarów! Patronował jej ówczesny minister przemysłu Andrzej Zawiślak. Nie zdążyli, na szczęście, „rąbnąć” skarbu państwa na kolejne miliardy.
Prokuratura warszawska w czerwcu 1991 roku wreszcie zajęła się mesjaszami polskiego biznesu – „Bagsem” i „Gąsiorem”. Ten kolejny skok na dwa miliardy miał im ułatwić, i w ogóle go inspirował, „marcowy emigrant” żydowski Valery Amiel, który kilka lat po wyjeździe z Polski zakręcił się przy Banku Światowym i z poparciem swych pobratymców został po latach dyrektorem wykonawczym Banku Światowego2.
Prezes Art-B, w Tajlandii zawarł znajomość ze swym pobratymcem Markiem Siwcem – przyjacielem Cimoszewicza a potem prawą ręką (p)rezydenta Al Kwacha.
„Bags” był dość przykładnym ojcem czterech synów – Beniamina, Samuela, Szymona i Marka, spłodzonych z żoną krawcową, także uwielbiającą luksusy. Ale wpadł w sidła Interpolu za sprawą ponętnej agentki. Po jego już ucieczce z Polski i zamieszkaniu w luksusowej willi w Herzlija Putuach (Izrael), w sklepie położonym obok jego willi, Interpol zatrudnił atrakcyjną agentkę – marokańską Żydówkę osiadłą w Izraelu i „Bags”… stracił ostrożność. Namawiała go na wyjazd i inwestycje w Afryce. Wybrał kierunek odwrotny – Szwajcarię. Zachowując ostrożność chciał jechać pociągiem, oczywiście razem z ową „ekspedientką”. Namówiła go na podróż samolotem, prosto w ręce agentów Interpolu na lotnisku w Szwajcarii…
Transfery walutowe dokonywane były dzięki zaprogramowanemu w tym celu systemowi bankowemu w Polsce. Bagsik nielegalnie założył spółkę w Anglii, obejmując w niej 25 proc. akcji. Dzięki temu wywiózł bez zezwolenia 100 tyś. USD i wpłacił je na konto tej nielegalnie utworzonej spółki AR-B-UK. Suma śmiesznie mała na tle ogólnej wartości defraudacji – owych 500 min dolarów. Ale to był dopiero początek krwotoku:
mając konto zagraniczne, Bagsik przelał na konto Calanada BV 180 tyś. funtów, a Bank Handlowy dokonał przelewu 300 tyś. funtów na konto banku w Amsterdamie.
Jak to było możliwe – ta legalna nielegalność, przestępstwo legę arte w sztuce bankowo-dewizowej? Wyjaśnił nam ten mechanizm już Michał Faizman w swych notatkach w ramach kontroli grabieży FOZZ i degrengolady w całym „polskim” systemie bankowym: Pisał przecież:
Nie istnieje kontrola strumienia kapitału wpływającego i wypływającego z Polski. Częściowy ślad ruchu kapitału niepolskiego pochodzenia, widać w postaci różnicy pomiędzy strumieniem pieniędzy z tytułu zapłat za wyeksportowane towary i usługi a strumieniem pieniądza, jaki wpłynął do systemu polskich banków, szacowany w 1990 r. na 2 lub 3 mld USD.
Bagsik i Gąsiorowski zainwestowali w Izraelu około 300 min dolarów. Tymczasem, w czteroleciu 1986-89, wszystkie zagraniczne inwestycje w tym kraju zamknęły się 500 milionami USD. Okazało się zatem, że byli oni mesjaszami nie gospodarki polskiej,
1. Związek kupiecko-handlowy. Ibidem.
255
lecz izraelskiej. Słynny gigant prasowy Robert Maxwell’ zainwestował w tym kraju swych przodków zaledwie 74 min USD. Po jego śmierci udowodniono (patrz przypis,!, że Maxwell był agentem sowieckim i izraelskim. Warto więc przypomnieć, że Bagsik
miał podobne powiązania. Z izraelskimi bankowcami zapoznał Bagsika – tam przecież nieznanego młodego polskiego Żyda – osobnik polsko-rosyjsko-języczny Artur Birman. Spekulowano, że nazwa spółki: Art-B, to kryptonim jego imienia i nazwiska. Możliwe. Birman często sugerował, że firma jest w istocie jego tworem i własnością, W Polsce zetknął się z Bagsikiem, kiedy rozprowadzał barwniki do tkanin firmy Nirlat. Dawał półroczne terminy płatności (!), co stawia pod znakiem zapytania faktyczną rolę i cele owej firmy barwnikowej. Birmanowi zawdzięcza Bagsik kontakt z bankiem Leumi, poprzez jego urzędnika Odetlia Harda. Dżentelmen ten zajmował się finansowaniem inicjatyw komercyjnych w Polsce, na bieżąco wyłapując różnice odsetek od zmiennych stóp procentowych i podobne subtelności. Tam zapewne Bagsik – dyletant w tych sprawach, został poinstruowany, jak bezpiecznie zdefraudować z polskiego systemu bankowego setki milionów dolarów.
Birman skontaktował Bagsika z Jackiem Libermanem, co zaowocowało współudziałem w firmie paliwowej Libermanów.
Birman w rozmowach sugerował, że jest agentem służb specjalnych Izraela. Coś takiego, tylko z innego kierunku wywiadowczego, wyrwało się i Bagsikowi. W sierpniu 1991 r., Bagsik po ucieczce z Polski, niecierpliwie oczekiwał w Hanowerze na żonę i swoich czterech Samuelów i Beniaminów. Pewnego razu, w redakcji „Hannoyerische Allgemeine Zeitung”, zdenerwowany przedłużającym się oczekiwaniem, wykrzyknął:
Powiem wszystko o swoich związkach z KGB, bo teraz chcą mnie wykończyć2′
Poskutkowało błyskawicznie: tego samego dnia kierowca jakiegoś opla rzucił czarną teczkę na maskę mercedesa Bagsika. W środku nie wiadomo co było, ale jego żona z czwórką Beniaminów zjawiła się i wkrótce cała szóstka powiększyła demografię Izraela. Dla formalności trzeba bowiem dodać, że Bagsik posiadał podwójne polsko izraelskie obywatelstwo.
W cieniu „Bagsa” pozostawał A. Gąsiorowski, z wykształcenia lekarz. Uzdolniony muzycznie, w Izraelu uznawany za kompozytora. Za dolary zdefraudowane w Polsce zafundował sobie studio nagraniowe za milion USD. Po studiach pracował jako lekarz w Wałbrzychu i lekarz zakładowy kopalni „Victoria”. W 1984 roku został współzałożycielem i przewodniczącym Stowarzyszenia Lekarzy Chrześcijan, co w jakiś sposób pozwoliło mu uwolnić polskich „braci chrześcijan” z pół miliarda dolarów. W Art-B był jakby „personalnym”. Pracowników trzymał w ryzach, bo płacił i wymagał. Był zielonoświątkowcem i ten rodzaj „chrześcijaństwa” ułatwił mu kontakt z Amerykanką Glorią Ritt, a ta umożliwiła mu podjęcie montażu koreańskich telewizorów Goldstar nabywanych po wyjątkowo niskich cenach. Gloria przetarła ścieżki Gąsiorowi i Bagsowi do amerykańskich banków dysponujących finansami na modne wówczas kredyty dla
1. Ten podkarpacki Żyd czeski, w 1945 r rozpoczął w Anglii budowę „z niczego” swego światowego imperium prasowego, po latach szacowanego na 10 mld USD. Przejął m.in. izraelski dziennik „Maariv”. Konkurował z francuskim Hersanteni – w czasach okupacji Francji żydowskim kolaborantem rządu Vichy ‚ Niemców (Zob.: M. Bortner, op. cit., s. 147.). Skutecznie konkurował z drugim pobratymcem, gigantem prasowym – Rupertem Mardochem. W 1991 r. zniknął nagle ze swojego jachtu. Wyszły wtedy na jaw jego gigantyczne malwersacje podatkowe, a w jednej z biograficznych książek jej autorzy podali, że od 1945 r. Maxwell był agentem sowieckim oraz izraelskim. („Wprost”, 17.XI.1991) „Nasza Polska”. Ibidem.

krajów byłego Sowłagru. Jeżeli się pochodzi z narodu wybranego, to na każdym kontynencie zawsze trafia się do skarbca jakiegoś banku…
Firma Art-B posiadała własny wywiad, który poprzez ich pobratymców w bankach polskich wchodził „jak w masło” w informacje o firmach i bankach, z którymi najlepiej było współpracować. Tymi też kanałami dowiedzieli się o przygotowywanym przez prokuraturę śledztwie w sprawie Art-B, a także przedtem zdobyli ważne dla ich malwersacji
dokumenty Ministerstwa Finansów i NBP.
‚• Czując zagrożenie, zgłosili ofertę sprzedaży Art-B za marne pół miliarda dolarów. późniejsze śledztwo wykazało, że głównym źródłem drenażu polskiego systemu walutowo-pieniężnego były: wprowadzenie przez Art-B 100 tyś. bezwartościowych czeków rozrachunkowych na łączną kwotę 160 bin zł; korzystanie z możliwości podwójnego Oprocentowania wkładów; posługiwanie się gwarancjami bankowymi uzyskanymi w sposób nieformalny, a więc przestępczy – od kierownictwa PKO.
Operacjami końcowymi tego łańcuszka był transfer przechwyconej waluty za granicę. Ogromną większość tego szmalu podobno wywieźli zwyczajnie w walizach, samolotem. Dodajmy, że szefem ich ochrony był Jerzy Dziewulski. Po latach Dziewulski, wygrał proces o zniesławienie go przez jednego z posłów, który zarzucił Dziewulskiemu – profesjonalnemu pracownikowi służb specjalnych – umożliwienie wywozu waliz
z „bagsami” i ucieczki z kraju ich właścicieli.
Kredytowe wejścia umożliwiane przez pobratymców z NBP i PKO BP, ułatwiły im
„zakup” wspomnianych w poprzednim rozdziale 6 tyś. ciągników „Ursusa”. Nigdy ich nie kupili, nigdy nie zapłacili, nigdy ich nie wyeksportowali. Manewr „zakupu” był potrzebny do zaciągnięcia kolejnego gigantycznego kredytu.
Przestępcza sieć funkcjonująca na zasadzie więzi krwi, dzięki której wchodzili w kredyty i informacje „jak w masło”, była rozległa i ekskluzywna. Za swojego kumpla oficjalnie uważali Stefana Kawalca – wiceministra finansów, wylanego z tej funkcji dopiero po aferze Banku Śląskiego.
Kawalec stał się parasolem ochronnym przed wścibstwem Głównego Inspektoratu
Nadzoru Bankowego. Doradcą ekonomicznym Art-B był inny pobratymiec z tytułem profesora – Józef Kaleta, wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego, Jak czytamy w książce: Okrągły Stół. Kto jest kim (s. 309), J. Kaleta to „specjalista” w dziedzinie finansów przedsiębiorstwa i budżetu państwa, członek Komisji do spraw Reformy Gospodarczej, a w latach 1979-87 rektor Wyższej Szkoły Ekonomicznej we Wrocławiu. Przy Round Table J. Kaleta zasiadał w zespole do spraw gospodarki i polityki społecznej po stronie „rządowej”. Przypomnijmy, że jego „adwersarzami” ze strony opozycyjnej byli tacy tytani myśli ekonomiczno-gospodarczej, jak m.in. Ryszard Bugaj, Z. Bujak, K. Hagemejer, G- Janowski, J. Mujżel, A. Paszyński, J. Rosner, G. Staniszewska, A. Stelmachowski, W. Trzeciakowski, A. Wielowieyski, Irena Wóycicka – ta, która zafundowała Ministerstwu Pracy kredyt z Banku Światowego kosztem polskich bezrobotnych – na biura, biurka i komputery Ministerstwa Pracy.
Przyznajmy, że prof. Józef Kaleta stanął na wysokości zadania, jakie mu postawili Pobratymcy z Art-B, jako doradcy z cenzusem profesora ekonomii, gospodarki i budżetu
Państwa. Już wykazałem, co budżet na tym doradztwie stracił.
W 1989 r. wiceprezes PKO BP a potem wiceprezes NBP – Wojciech Prokop poznał Gąsiorowskiego i Bagsika. Był to okres, kiedy W. Prokop wizytował w Izraelu – w celu ^ nieznanym dla polskich podatników – banki Leumi, Hapoalim i Bank Centralny. To zbliżenie z Prokopem zapewniło naszym aferzystom wzruszającą przychylność kredytową dla Art-B, a osłonowym bankowym „gorylem” Art-B był ówczesny prezes Banku

Centralnego, czyli niezastąpiony Grzegorz Wójtowicz – wkrótce potem czołowa postać śledztwa w sprawie Art-B, w wątku dotyczącym wchodzenia Jak w masło” w kredyty dla aferzystów.
‚ Inną postacią tego „pasma tematycznego” był Krzysztof Rzepka – Dyrektor Departamentu w Centrali PKO BP. To jeden z pięciu bankowców oskarżonych w procesie Art-B, w wątku tylko bankowym. Zeznając w lutym 1994 r.’ przed warszawskim sądem, Rzepka, otwarcie mówił o związkach izraelskiego wywiadu z B. Bagsikiem. O tych związkach poinformował Rzepkę W. Prokop. W 1990r. -jak zeznawał Rzepka – Prokop miał powiedzieć, że do Warszawy przybył oficer Mossadu Meir Brandwein: sprawujący zwierzchność nad Bagsikiem. Rzepka dodał przed sądem, że po tej rozmowie zrozumiał, iż z Izraela przepływają do Polski pieniądze poddawane następnie podwójnemu oprocentowaniu i ponownemu wywożeniu.
Anita Gargas – autorka cytowanego artykułu z „G.P.” pisała:
W początku 1994 roku, prasa poinformowała opinię publiczną o treści oświadczenia złożonego przez Meira alias Meiera Brandweina (tak brzmi pełne jego nazwisko) przed notariuszem w Tel Avivie. Brandwein twierdził, że osobiście zna i na przestrzeni jesień 1990 – sierpień 1991 osobiście spotykał się wielokrotnie ze Stefanem Kawalcem – wiceministrem finansów, nadzorującym sektor bankowy w Polsce. Brandwein, jak twierdzi w oświadczeniu, rozmawiał z ministrem na temat „oscylatora” i uzyskał od niego akceptację na podjęcie tego typu praktyki (!! – H. P.) tj. potwierdzenie ich legalności. Omawiał z nim sprawy nadzoru bankowego i innych operacji bankowych planowanych przez firmę Art-B. Według Brandweina, Stefan Kawalec zażądał 150 tyś. USD na pokrycie kosztów, ponadto oświadczył, iż wiceminister finansów otrzymał od Art-B 50 tyś. USD w banknotach po 100 USD. Brandwein osobiście nie przekazywał łapówek Kawalcowi, zdaniem prasy robił to Pan D. ze stopniem wojskowym (Dziewulski? – H. P.). Dziennikarze tygodnika „Cash”, Krzysztof Koszyński i Jacek Podgórski zadali publicznie pytanie – czy poseł Dziewulski przekazywał łapówki do Art-B jednemu z byłych wiceministrów finansów?
Tak więc przeciwko finansom polskim w wariancie pt. „Art-B”, sprzęgli swe siły i antypolskie morale władcy PRL-bis z „pasma” finansowo-bankowego, żydowska finansjera z Izraela i jej kompradorzy z Polski, sterowani przez izraelski MOSSAD na czele z płk. Meirem Brandweinem. Ale to jeszcze nie wszystkie macki tej antypolskiej ośmiornicy. Bagsik i Gąsiorowski włożyli wielki wkład w dzieło wzmacniania swej biblijnej ojczyzny – Izraela – nie tylko 300 milionami dolarów zagrabionymi Polsce i zainwestowanymi w Izraelu. Jak sami częstokroć ujawniali, zasłużyli się także sprawie proźydowskiej i syjonistycznej. Chodziło o masową emigrację Żydów rosyjskich do Izraela. W 1990 roku ZSRR podjął decyzję o wielokrotnym zwiększeniu limitu Żydów mogących wyjechać do Izraela. Powstał wtedy problem techniczno-logistyczny, jakim była organizacja emigracji około 300 tysięcy Żydów rosyjskich. Izrael zwrócił się o pomoc w tej sprawie do władz węgierskich, do ich linii lotniczych Malew. Madziarzy jednak odmówili w obawie przed terroryzmem palestyńskim, łączącym fanatyzm z terrorystycznym profesjonalizmem, nad którym swego czasu pracowały tajne ośrodki szkoleniowe w Czechosłowacji i ZSRR. Wtedy Izrael -poprosił o tę przysługę LOT. Strona polska zgodziła się,’nie deklarując jednak własnych samolotów. Wtedy -jak- relacjonowali Bagsik i Gąsiorowski w wywiadzie-rzece ze swym pobratymcem Diatlowickim – Izrael posłużył się pośrednictwem Art-B w przerzucie tego żywego towaru.
1. „G.P.”. Ibidem.

Żydzi z ZSRR, przeważnie zasłużeni budowniczowie „imperium zła” lub ich potomkowie w drugiej i trzeciej linii, lądowali w Warszawie, nocowali w byłym budynku dowództwa jednostki wojskowej na Powązkach i odlatywali dalej.
Ilu z nich zakończyło podróż w Warszawie, w Polsce, tego nikt nie wie. Od 1990 roku mieszkańcy Warszawy stwierdzali dziwne zagęszczenie dziwnych obywateli ZSRR wprawdzie władających rosyjskim, ale jakoś nie mieszczących się w antropologicznych kanonach i wzorcach czerstwych fizjonomii rosyjskich braci Słowian…
Niestety, takich od-LOT-owych aspiracji nie zgłaszali ani Bagsik, ani Gąsiorowski, ani Kawalec, Lewandowski, Kwach, Michnik, Przywieczerski, Kuroń, Mazowiecki, Berman-Borowski czy modny ostatnio „prawicowiec” Czesław Bielecki, a z nim trzy czwarte biesiadników Magdalenki i Okrągłego Stołu… Ze skutkiem tragicznym dla Polski…
I wreszcie, Bagsik z Gąsiorowskim próbowali wcisnąć się na lukratywny rynek handlu bronią. Zachęciły ich do tego nie tylko pokusy dodatkowych Bagso-dolarów, ale zażyłe koneksje w Mossadzie. Pomagał im w tym agent z Szin Bet – Yossi Ginosar. Był to taki mały unowocześniony pobratymiec Goldberg-Różańskiego, Fejgina i tysiąca innych oprawców z UB, dał się bowiem upublicznić skandalami związanymi z torturowaniem więźniów izraelskiej bezpieki. Warto by ustalić, czy nauki w tym rzemiośle nie pobierał w ZSRR, Polsce lub innych krajach Sowłagru. Z myślą o handlu bronią, Bags i Gąsior założyli w swej faktycznej ojczyźnie firmę Polico. Miała biuro w ekskluzywnej dzielnicy Tel Awiwu. Rzecznikiem prasowym firmy mianowali rzecznika izraelskich sił zbrojnych. W tym wątku ponownie oddaję głos Anicie Gargas i jej cytowanej już publikacji:
Bagsik oprócz finansowania Porozumienia Centrum (wykupienie akcji
spółki „Telegraf) dekapitalizował kwotą 1 min USD kampanię prezydencką Tadeusza Mazowieckiego i 2 min kampanię Lecha Wałęsy. O wsparciu kampanii obecnego prezydenta może coś powiedzieć Krzysztof Pusz, natomiast o sponsorowaniu Komitetu Wyborczego obecnego przewodniczącego Unii Wolności – powinien coś wiedzieć Piotr Fogler, były skarbnik Unii Demokratycznej, z którym skoligacona rodzinnie Katarzyna Fogler była wysokiej rangi pracownikiem Art-B. Organizowała ona warszawskie biuro spółki przy ul. Wspólnej i do pewnego stopnia nadzorowała realizację słynnego „oscylatora”.
Swego czasu prasa publikowała fotografię prezydenta Wałęsy z Bagsikiem i Gąsiorowskim, zaprzątniętych rozmową o ich gospodarczym mesjanizmie. Kiedy wybuchła afera pod nazwą Art-B, oburzony Elektryk wykrzykiwał, że obydwu swych tak przecież niedawnych pupilów „puści w skarpetkach”. Czarna niewdzięczność, bo do dwóch milionów dolarów wyłożonych na jego kampanię a zagrabionych Polakom przez tychże geszefciarzy, dodać trzeba sumki wymienione przez całkiem nieźle poinformowanych
autorów książki Via Bank…
Jak wiemy, Bagsik, Gąsiorowski oraz Przywieczerski „o mały włos” nie zostali sektorami tzw. „III RP”, a to dzięki potężnym „wsadom” w propagandę wyborczą. Forsa szła z krwawicy polskich podatników, zawłaszczanej w ramach FOZZ. W raporcie NIK mówi się o tym, że G. Żemek wyłożył 25 min zł na kampanię senatorską D. Przywieczerskiego – dyrektora PHZ Uniwersal. Zauważyć wypada, że jest to kwota komediowa na tle zarobków samego Przywieczerskiego, i tego, że G. Żemek był w stanie robić prezenty, bez pokwitowania, np. w postaci mercedesa przekazanego nie komu innemu tylko u. Przywieczerskiemu – jednemu z najbogatszych ludzi w Polsce – temu samemu u. Przywieczerskiemu, który szczodrze wyposażył komitety wyborcze głównych partii.

Z prasy wiadomo, że na kampanię wyborczą Wałęsy, Przywieczerski wysypał ponad 100 min złotych – kwotę równie komediowo niską, kpiarską, jałmużniczą, ale M. Dakowski i J. Przystawa dodają następującą uwagę w tymże „paśmie” tematycznym:
natomiast z informacji, których źródła nie możemy tutaj ujawnić, wiemy, że była to sumka dużo bardziej okrągła, bo 50 razy większa’. Jeżeli tak, to od samego Przywieczerskiego Komitet Wyborczy Wałęsy otrzymał pięć miliardów złotych, co nawet razem z daniną od Bagsa i Gąsiora w wysokości dwóch milionów USD, stanowi znikomą cząstkę strat, jakie pośrednio przyniosło Polsce prezydentowanie Małego Elektryka. „Puszczanie w skarpetkach” ofiarodawców dwóch milionów dolarów, byłoby jednak skrajną niewdzięcznością. Na szczęście, jak było tylko nielicznym z góry wiadomo, groźba nigdy nie została spełniona.
Zwalające z nóg rodzime i międzynarodowe koneksje obydwu hochsztaplerów żydowskich, uzupełniały ich kordialne więzi z polskimi esbekami najwyższego lotu. Jeszcze oddajmy głos A. Gargas:
Dyrektorem Departamentu Bankowości, a następnie Dyr. Generalnym spółki Art-B, był Wiktor Adamczyk – wieloletni oficer Departamentu II MSW i pracownik wydziału Zagranicznego KC PZPR. Odpowiedzialnymi za obrót czekami rozrachunkowymi, za otwieranie kont i realizowanie „oscylatora” byli: Andrzej Szukalski i Józef Winiarski – oficerowie SB, pierwszy pracujący w Wydziale Paszportowym, a drugi w wydziale IV WUSW w Cieszynie. Obaj negatywnie zweryfikowani2. Trzon ochrony osobistej Bagsika stanowił szef oddziału ochraniającego lotnisko Okęcie – Jerzy Dziewulski, obecny poseł SLD Sejmu 11 kadencji, który towarzyszył Bagsikowi w wyprawie do Izraela. Dziewulski zaprzecza tym informacjom (…).
Gubernatorem centralnego banku Izraela był Michael Bruno, przedtem członek Rady Ekonomicznej przy prezesie Rady Ministrów PRL. Poprzez niego aferzyści mogli otrzymywać bieżące i wszechstronne informacje o planach zmiany kursów dolara. Nie był jedynym Żydem z dawnych władz bankowo-finansowych PRL, który zmienił klimat na cieplejszy. Tacy jak Bruno, razem z agentami Mossadu, Szin-betu, z „góralami” usytuowanymi na kluczowych pozycjach w polskim systemie bankowym, złożyli się pracowicie na aferę Art-B. Nazwa wielce myląca. Nie była to afera. Raczej potężny zmasowany najazd tajnych służb Izraela na finanse państwa polskiego, z użyciem żydowskiej piątej kolumny usytuowanej we wszystkich ogniwach władzy i finansów.
Bank Śląski – małe czy duże Art-B?
Jednoznaczny kontekst łapówkarsko-sabotażowy, w jakim w aferze Art-B ustawił się wiceminister defraudantów finansów Stefan Kawalec, w dużej mierze wyjaśnia bezczelność i metodologię afery-giganta, jakim było sprzeniewierzenie zasobów Banku Śląskiego, pod pretekstem prywatyzacji tego banku.
Ten mega-przekręt miał następujące kalendarium:
8.X.1991 – Transformacja Banku Śląskiego w spółkę;
3.IX. 1993 – Komisja Papierów Wartościowych dopuszcza akcje BŚ do obrotu;

uznanych za nie n’r
1. Ibidem, s. 153.
2. Chodzi o weryfikację ludzi rozwiązywanej SB. „Negatywnie zweryfikowanych”
28.X.1993 – Min. Finansów M. Berman alias Borowski unieważnia decyzję sprzedaży akcji dużym inwestorom; cenę akcji ustalono na 500 tysięcy złotych;
2.XII.1993 – podpisanie listu intencyjnego z holenderską grupą kapitałową INB w sprawie objęcia przez nią 2,4 min akcji (około 60 min dolarów);
13.1.1994 – INB nabywa 25 proc. akcji stając się inwestorem strategicznym;
25.1.1994 – Notowania giełdowe akcji BŚ osiągają cenę 6750 zł czyli około 13 razy
większą od wyjściowej;
28.1.1994 – Odwołanie wiceministra finansów S. Kawalca przez premiera W. Pawlaka;
5.11.1994 – Premier W. Pawlak przyjmuje dymisję ministra finansów M. Bermana
alias Borowskiego;
17.11.1994 – Wycofanie zezwolenia na działalność Domu Maklerskiego BŚ;
4.III.1994 – Sekretarz stanu w Min. Fin. Henryk Chmielak oznajmia w Kne-sejmie,
że podczas prywatyzacji BŚ „nie popełniono istotnych uchybień”;
8.III.1994 – Nadzwyczajna podkomisja składa raport o „nieprawidłowościach”
wBŚ;
10.111.1994 – Debata w Kne-sejmie o prywatyzacji BŚ;
16.III.1994 – Prezes BŚ Marian Rajczyk składa dymisję na ręce przew. Rady Banku;
29.II1.1994 – Kurs akcji BŚ spadł do 3830 zł’.
Po tych przewalankach, dyrektorem BŚ został (marzec 1994) Brunon Bartkiewicz, lat 32, mieszczący się w kanonie podobnych karier młodych lecz „starszych braci”. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej; jeszcze przed dyplomem praca w polsko brytyjskiej spółce Digital Laboratories International Ltd; od 1990 r. wiceprezes Zarządu spółki Penetrator, potem już na stałe w BŚ: Dyrektor Departamentu Zagranicznego w BŚ, od marca 1994 wiceprezes Zarządu, od lipca 1994, po dymisji M. Rajczyka – prezes Banku2.
Prywatyzacja Banku odbyła się wedle reguł znanych – działanie na szkodę Skarbu
Państwa, a na własny i obcokrajowy interes.
Na początek, dano zarobić 3 min USD firmie konsultingowej. Następnie ustalono przestępczo niską cenę akcji na 500 tyś. złotych. Prognozy giełdowe mówiły wyraźnie, że akcje powinny wystartować od ceny 2000 złotych. Ceny akcji banków lub firm nieporównanie mniejszych wynosiły wtedy nieporównanie więcej: za BRE – 1100 zł, za Wedel 2000 zł. Zarząd i Rada Banku, spełniając dyrektywy Ministerstwa Finansów i Giełdy Papierów Wartościowych „wywalczyła” kurs 500 złotych. Sejmowa Podkomisja pod kierunkiem posła B. Pęka podała, że w dokumentach przedstawionych podkomisji znajduje się list dyrektora BŚ Sławomira Sikory do prezesa banku holenderskiego, w którym stwierdza on, że oczekuje się znacznego wzrostu akcji i że oczekuje się wzrostu ceny akcji na rynku. Dalej dyr. Sikora martwi się co robić, bo w przypadku sprzedaży akcji po 500 tyś. zł Ministerstwo Finansów musiałoby uczynić znaczny Wysiłek, aby uzasadnić sprzedaż akcji po tak niskiej cenie3.
Jak należało oczekiwać. Ministerstwo Finansów czyli M. Berman-Borowski 1 S. Kawalec, uczynili znaczny wysiłek i akcje poszły po 500 tyś. zł, osiągając wkrótce cenę wielokrotnie wyższą.
„G.P.”, 30.I1I.1994. „Cash”, 9.VI. 1995. „G.P.” 10.111.1994.

Janusz Szewczak – doradca ekonomiczny ówczesnego Klubu Parlamentarnego PSi. oraz doradca przewodniczącego Komisji Przekształceń Własnościowych – uczciwy Polak, w rozmowie z dziennikarką „G.P.” stwierdził, że Borowski i Kawalec powinni byli jechać na tygodniowy przyśpieszony kurs do państw zachodnich, aby dowiedzieć się, ?.( jeśli cena akcji wykaże różnice 10 proc. od rynkowej, to jest to już strata skarbu państwa, natomiast różnica wielokrotnie większa, jak w przypadku akcji BŚ, powinna zakończyć się samobójstwami sprawców. J. Szewczak już w 1993 r. złożył w prokuraturze Wojewódzkiej w Warszawie plik 300 dokumentów dotyczących „prywatyzacyjnych” działań min. Lewandowskiego w ostatnich latach, łącznie z doniesieniem o popełnieniu przestępstw z art. 217 KK i 246 KK. Pomieścił tam kilkanaście przykładów popełnienia przestępstw prywatyzacyjnych. Najbardziej skrajne i wołające o pomstę, to „prywatyzacja” Polcoloru, fabryki mebli w Swarzędzu, papieru w Kwidzyniu oraz przestępstwa związane z wydatkami Min. Przekształceń Własnościowych, zwłaszcza na pewne zagraniczne firmy konsultingowe’. W odpowiedzi, przesłuchiwali go prokuratorzy: Kassyl;
oraz Iwanicki:
Przeraziła ich ilość dokumentów. Pytali mnie jedynie, czy się nie rozmyśliłem.
Zapewne pomny losu Faizmana i szefa NIK W. Pańko – J. Szewczak wzmógł środki ostrożności w obawie o życie, co nawet zauważyli dziennikarze. Przeżył, ale jego monity nie dały rezultatu.
W Poznaniu wszczęto jednak oficjalne śledztwo w sprawie Swarzędza, a prokuratura krakowska – w sprawie prywatyzacji Techmy, którą, jak stwierdzał J. Szewczyk: minister Lewandowski sprzedał swojemu partyjnemu koledze (z Unii Demo- Wolności – H. P.) – p. Gocmanowi.
Przestępczy skandal rozlał się falą oburzenia po całej Polsce. Walny Zjazd Delegatów Regionu Śląsko-Dąbrowskiego „S” zwrócił się do premiera W. Pawlaka o szybkie i zdecydowane wyjaśnienie okoliczności prywatyzacji BŚ.
Tysiące akcji „wykupili”, po cenach zaniżonych nawet od ceny 500 tyś. zł wiceprezesi Zarządu BS2. Polacy – ciułacze złożyli pięciokrotnie więcej zamówień na akcje, niż ich rzucono na rynek giełdowy. Wpłacali na większą ilość akcji, a otrzymywali po trzy, w ten sposób dodatkowo kredytując „prywatyzację” BŚ.
Holenderska firma zakupiła pakiet większościowy BŚ za pół darmo. Trudno obliczyć straty setek milionów dolarów wynikające z zakupu przez tę firmę około 25 min akcji po przestępczo zaniżonej cenie. Poza ofertą publiczną Ministerstwo Finansów dysponowało trzema milionami akcji i to sprawiło, że kupując zaledwie 25 proc. oficjalnie, inwestor strategiczny mógł kupić aż 2,6 min akcji, czyli ponad 80 proc. wszystkich znajdujących się poza ofertą publiczną. W tym czasie 800 tyś. Polaków wystawało w kolejkach po akcje.
W prywatyzacji Banku Śląskiego mamy schemat mafijno-gangsterskich struktur terroryzujących całą bankowość Polski przy współudziale ministerstw związanych z prywatyzacją gospodarki i finansów. Patronowali dwaj ministrowi6 finansów – Berman-Borowski i Kawalec, który wcześniej dał się poznać ze współudziału w aferze Art-B, gdzie jawnie zarzucano mu m.in. wzięcie 150 tysięcy
1. Ibidem.
2. Prezes M. Rajczyk wykupił 3300 akcji i usiłował je sprzedać na pierwszej sesji giełdowej po cenie ponad 9 min złotych!

USD łapówki od izraelskich „łączników”. W drugim rzędzie stoi sitwa bankowa z Rady Nadzorczej i Zarządu.
Na jej czele – prezes M. Rajczyk. Od 1992 roku w bankowości, we wszystkich możliwych szczeblach dowodzenia. W 1988 roku był pełnomocnikiem do spraw organizacji Banku Śląskiego. Zadanie otrzymał od szefa NBP W. Baki. Od 1989 r – prezes BŚ. Jednocześnie pełnił funkcje członka Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych S.A.
Druga postać, to wiceprezes Krystyna Studencka, dorabiająca wykładami w Akademii Ekonomicznej w Katowicach, a do tego członek rady nadzorczej Akcji Węgla Kamiennego S.A.
Stefan Nowicki to wiceprzewodniczący Zarządu Banku, a jednocześnie członek rady nadzorczej Śląskiej Fabryki Kabli S.A. w Czechowicach.
Brygida Banasiak – członek Zarządu Banku i członek Rady Nadzorczej Zakładów Przemysłu Cukierniczego „Olza” w Cieszynie – skutecznie bo za bezcen sprywatyzowanej’.
Nie wiemy, po jakiej cenie udało się prezesowi M. Rajczakowi opchnąć 3300 swoich akcji. Jeżeli nie po 9 lub po 8 milionów, to i tak na czysto zarobił około 200 min ówczesnych złotych. Do tego dodajmy, że tylko w 1992 roku wydano na wynagrodzenia i nagrody dla członków Zarządu Banku Śląskiego 3 mld złotych – średnio po 430 min złotych, przy ówczesnej średniej płacy krajowej wynoszącej około 4 min złotych.
Przekazanie zagranicznej firmie pakietu większościowego takiego giganta bankowego jak Bank Śląski, to bardzo poważne zagrożenie strategiczne dla gospodarki całego regionu śląskiego. Obsługuje on kredytowo ponad 70 proc. śląskiego przemysłu, głównie kopalni, hut, stalowni a nawet mieszkalnictwa komunalnego. Holendrzy w każdej chwili mogą sprzedać swój Bank Śląski Niemcom, którzy już od dawna osaczają cały ten region mackami swych marek, wykupywaniem kolejnych zakładów i całych branż, czego przykładem są cementownie, tamtejsza prasa, cukrownie, itd.
BGŻ czyli bierz ile chcesz.
W końcu 1993 roku Bank Gospodarki Żywnościowej – dojna krowa Polskiego Stronnictwa Ludowego, wykazywał stratę około 20 bilionów złotych. W roku następnym straty powiększyły się do 21 bilionów. Był to rezultat malwersacji, złodziejskich „kredytów” oraz zgoła przestępczych lokat zagranicznych.
Jak do tego doszło? Można powiedzieć, że zwyczajnie – tak jak we wszystkich innych bankach po Round Table.
BGŻ powstał w 1975 roku. Był rozdawcą kredytów dla wiecznie nierentownych pegeerów i jednostek skupu płodów rolnych. Miał pod sobą około 1600 banków spółdzielczych, które udzielały (głównie po znajomości) kredytów rolnikom. Od 1989 roku skończyły się dotacje państwowe, a banki spółdzielcze usamodzielniły się, z tragicznym zresztą skutkiem dla rolników, bo wkrótce, na skutek „nietrafnych” (czytaj – złodziejskich kredytów, zaczęły masowo padać jak muchy. Zanim do tego doszło, 400 z nich całkowicie oderwało się od BGŻ i założyło trzy własne grupy. Z opisu malwersacji polegających na złodziejskich kredytach, dałoby się ułożyć kilkutomową encyklopedię denudacji. Nie było dnia ani tygodnia w każdej z gazet i pism wszystkich politycznych
1. Ibidem.
263

orientacji, które by nie zamieszczały przykładów kolejnych „nietrafnych” Schemat był prymitywny: prezes lub Rada udzielali kredytu podejrzanym osobom. Bez poręczeń. Na fikcyjne zabezpieczenia. Na fikcyjne przedsiębiorstwa tylko na papierze, w pieczątkach. Brali też prezesi, członkowie zarządów, rad nadzorczych. Brali „pożyczki”. Na wieczne oddanie. Bankowa spółdzielczość stanowiła pod względem personalnym PRL-owski skansen dyletantyzmu, przechowalnię ube partyjniaków, esbeków i wszelkich nieudaczników zdolnych do wypowiadania tylko słów: „Wicie rozumicie!”. Wir historii pookrągłostołowej niczego tam nie zmienił. Kontrola w jednym z banków dokonana przez NIK wykazała, że cały zarząd miał wykształcenie podstawowe, a działał od trzydziestu lat niemal w tym samym składzie podobnie jak składy większości BS.
Tak samo było na szczytach, według schematu: jeżeli prezesem Centrali ;
ZSL-owiec, to przewodniczącym Rady – PZPR-owiec. Rekordzistą absolutnym w Krajowej Radzie Banków stał się prof. Franciszek Kolbusz, który w latach realnego socjalizmu mianowany „z puli” PZPR, przetrwał wszystkie burze dziejowe z solidarnością włącznie. Z kolei prezesem BGŻ był Janusz Cichosz z PSL. W 1984 roku zluzował go wieloletni działacz ZSL Kazimierz Olesiak, który w czasach PRL zgromadził • w swoim dorobku kolekcję niemal wszystkich funkcji państwowych, włącznie z fuchą wiceprezesa Rady Ministrów, a w 1989 r., na szczęście już na krótko, był prezesem NIK-u. Oto dwie wizytówki z finansowego dorobku prezesa K. Olesiaka.
Osobiście przysporzył 2,5 miliarda starych złotych strat poznańskiemu Rolbankowi. Na tyle oszacowała straty prokuratura w Ciechanowie2. Kierując w 1992 roku warszawskim oddziałem Rolbanku, Olesiak przyznał 2,5 mld zł „biznesmenowi Jerzemu D. Kredyt okazał się niespłacalny. Ale Olesiak był prezesem praktycznie nieusuwalnym co wynikało z konstrukcji statusu banku3.
Innym popisem Olesiaka było udzielenie 900 milionów zł kredytu spółce po Agro-L. Nielegalnie, bo pod zastaw spółka dała magazyn swoich książek! We wniosku kredytowym prezesa spółki L. Leśniaka, Olesiak łatwo mógł wyczytać, że miała już 800 min zł długu w Agrobanku S.A. i więcej niż 3 mld długu wobec jednostek uspołecznionych, a jej majątkiem było 800 min zł pożyczonych z Agrobanku.
We wniosku kredytowym spółka proponowała, aby BGŻ odebrał sobie pożyczkę sprzedażą jej książek, co dawało się porównać z podarowaniem Inflant przez sienkiewiczowskiego Zagłobę.
BGŻ jest lokomotywą całego finansowo-gospodarczego imperium PSL. W skład wchodzi oprócz samego BGŻ, około 1200 banków spółdzielczych jeszcze
Nie całkiem rozkradzionych; powołana przez ministra L. Podkańskiego Agencja Rozwoju Gospodarczego; siedem dużych firm eksportowo-importowych handlujących z rozpadzinami byłego ZSRR; kilka tysięcy małych spółek rolniczych stanowiącymi własność działaczy ZSL-PSL oraz resztka jeszcze państwowego sektora przetwórczego, w którym działacze „ludowi” stanowią komplety kadry kierowniczej4.
Jak się rzekło, dojną krową-matką PSL jest BGŻ. Ma swoją siedzibę w gmachu przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie. Płaci PSL-owi stawkę lokatorską kilkakrotnie
1. Tomasz Sakiewiez: „G.P.”, 14.VI1.1994.
2. „Cash”, 30.V11.1995.
3. Min. Finansów miało w BGŻ 56% udziału, ale jego przedstawiciel MF miał tylko jeden głos
4. „Cash”, Ibidem. Dane z 1995 r.
264

zawyżoną w stosunku do przeciętnej w tej dzielnicy Warszawy. Po prostu – dotacja. Podobnie jest w terenie. W Lublinie nie znam stawki, ale wiem, że PSL wydzierżawił lokal oddziałowi BGŻ z wyprzedzeniem do 2000 roku, płatne z góry…
Kontrola NIK w BGŻ dokonana w 1993 roku wykazała gigantyczne niedobory. Wynikły one z kredytów, których nie był w stanie ściągnąć. Zadziwiający był np. zakup 100000 akcji spółki maklerskiej M. C. Brackanbury and Co. z Londynu, za 875 tyś. funtów oraz akcji spółki Furel International. Akcje tej pierwszej kupowano po 2,5 funta a sprzedawano po pół funta, za łączną sumę 175 tyś. funtów. Czyż ta transakcja nie zasługuje na miano dziwnej? Strata BGŻ wyniosła 700 tysięcy funtów.
Podobnie „niekorzystne” były kredyty dla spółek pod nazwą Batax Ltd oraz Batax obydwu należących do W. Kubiaka. Ten wyczyn kosztował jeden milion dolarów raty. Wiszą w powietrzu kredyty udzielone wraz z PKO S.A. firmie Kadex z Lubelszczyzny, pod wodzą Krzysztofa Dudy. Duda zwalał z nóg każdego, kto usłyszał o jego krociowych interesach, o kupowaniu pism, subsydiowaniu zespołów sportowych. Nagle viał za granicę, poszły za nim listy gończe.
BGŻ kupił akcje koncernu naftowego Vaaleo: po kilku miesiącach sprzedał je firmie Kadex Investment czyli K. Dudzie za… 11 tyś. dolarów (!) z czego odzyskał tylko tysiące.
Za prezesami BGŻ listy gończe nie poszły. Nie uciekali. Takie czasy. Z początkiem 1994 roku warszawska prokuratura wdrożyła śledztwo przeciwko BGŻ. Zarzut: „nieprawidłowości” w kredytowaniu, naruszanie prawa bankowego. Brakowało 16 bin złotych w bilansach BGŻ. Bank miał gwarancje państwa, ale w końcu nie zagraniczne. Zaczęło się gorączkowe poszukiwanie ratunku.
Kołem ratunkowym okazał się awans prezesa PSL Pawlaka na stanowisko premiera. Wkrótce potem „wykukał” dotację 4 bin zł. Wystarczyła na zatkanie bieżących dziur. Było zbyt mało na uratowanie BGŻ przed zagładą. Z tajfunu najtęższych ludowych mózgów wyłonił się wniosek zgoła nie odkrywczy: potrzeba dotacji w wysokości jeszcze 16 bin złotych. Na to tylko czekali kompradorzy obcego kapitału – min. finansów Berman-Borowski oraz jego zacny zastępca S. Kawalec, nasi już dobrzy znajomi z kontekstu Banku Śląskiego. Powiedzieli, że dadzą, jeżeli BGŻ przekształci się w spółkę akcyjną. Argumentowali lepszą wówczas możliwością kontroli. Ludowcy jednak nie w ciemię bici. Była by to przygrywka do tradycyjnej „prywatyzacji” BGŻ, a to równało się finansowej śmierci PSL. Z pomocą przyszła Pawlakowi afera Banku Śląskiego. Wylał, i słusznie, Kawalca, a Berman-Borowski sam podał się do dymisji.
Z początkiem 1994 roku ludowcy radykalnie udoskonalili pomysł ratowania BGŻ svoich finansów. W maju 1994 roku wystąpili z dopracowanym projektem. Polegał on na scentralizowaniu systemu kierowania i nadzoru nad bankami spółdzielczymi i przyniusł BGŻ-towi z budżetu państwa tych nieszczęsnych 16 bin złotych oraz dalszych dodatkowych 3 bin zł plajtującym bankom spółdzielczym. Razem – 20 bin zł. Naturalnie, eksperci Banku Światowego sprzeciwiali się temu pomysłowi. Wymyślili nawet kwotę minimum 34 a nie 20 mld złotych, niezbędnych do reanimacji BGŻ i jego spółdzielczych agend.
Nowy minister finansów w randze wicepremiera – G. Kołodko, zdradzał jednak skłonność do takiego krwotoku z budżetu podatników, ale podarunkowi sprzeciwiała się znaczna część posłów SLD, jej przydupasów z Unii Pracy oraz większość opozycji w kne-sejmie. Los głosowania nad 20 bilionami wydawał się być przesądzony na niekorzyść ludowców.
I tu nastąpiła zdumiewająca metamorfoza. W głosowaniu nad dotacją i „restrukturyzacją” BGŻ, aż 90 proc. posłów z SLD wykazało nie tyle partyjną co wręcz wojskową dyscyplinę, głosując za restrukturyzacją BGŻ i dotacją! Za głosowało 131, a tylko dwóch było przeciw! Podobnie było w klubie Unii Pracy: 30 za, 3 przeciw! Z klubu Unii Wolności za dotacją głosowała tylko Barbara Labuda, jak wiemy, histeryczna obrończyni prawa do skrobanek.
Komentatorzy sejmowi szybko skojarzyli te fakty z głosowaniem z poprzedniego dnia w sprawie liberalizacji ustawy aborcyjnej. Za jej przyjęciem głosowali, oczywiście wszyscy światli europejczycy z Unii Wolności, z SLD i Unii Pracy. A jak głosowali ludowcy?
Otóż – nie głosowali prawie wcale! W czasie głosowania zdecydowana większość ludowców wyszła z sali. Z obecnych na sali – 24 ludowców nawet poparło projekt ustawy o liberalizacji zabijania. Projekt – dodajmy – był zaciekle forsowany przez Barbarę Labudę1.
Nie ma na to realnych dowodów, ale prawidłowości w głosowaniach tych dwóch spraw układają się w ordynarny geszeft. Za cenę 20 bin złotych (około jednego miliarda USD) „ludowcy” przehandlowali życie i krew nieznanej liczby tysięcy, setek tysięcy nienarodzonych. Wychodząc w czasie głosowania nad aborcją z sali sejmu – przyklepali ten wyrok.
A krew ich na was i na syny wasze…
Tak oto znaleźliśmy kolejny miliard dolarów zdefraudowanych w majestacie władzy, polityki, sejmu, bankowości tym razem „ludowej”.
Agrobank-ructwo.
Po tej transfuzji, BGŻ nabrał wigoru oraz manier rekina w akwarium. Zaczął połykać finanse potężnych agencji rządowych. Wynikiem było bankructwo pięciolecia, jak zgodnie określono upadek Agrobanku. Działo się to w 1994 roku, na fali masowych upadłości banków komercyjnych, ale i spółdzielczych. Prasa pisała zgodnym chórem:
„Banki padają jak muchy”.
Wiele wskazuje na to, że na krach Agrobanku złożyły się, oprócz tradycyjnie „nietrafnych” 1kredytów, przyczyny polityczne. Szefowie Agrobanku jako pierwszą przyczynę wymieniali politykę. Rzecznik prasowy upadłego banku stwierdzał, że przyczyną była chęć dofinansowania BGŻ.
Były prezes Agrobanku Aleksy Misiejuk w wywiadzie dla „Cash”2 poszedł dalej i nazwał to bankructwem z braku wyobraźni. Miało jej rzekomo zabraknąć szefowej NBP H. Gron.-Waltz. Biadolił, że gdyby w odpowiednim momencie pani prezes przesypała z NBP do Agrobanku marnę 400-600 miliardów złotych, wówczas Agrobank by się ostał i tow. Misiejuk byłby dalej prezesem. Wzmiankę o tym, że powodem krachu był bilion „nietrafnych” kredytów, zbywa milczeniem.
W ramach tej niby „zmowy politycznej”, w ciągu kilku tygodni swoje wkłady wycofały z Agrobanku trzy firmy: Agencja Rynku Rolnego – 300 miliardów. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wycofała 200 miliardów. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego 100 miliardów, a PZU S.A. – 50 miliardów. Prezes PZU
1. „G.P.”. Ibidem.
2. 26. V. 1995.

S. A. oświadczył, że strata 50 miliardów to dla PZU niewiele znaczy. Usprawiedliwiając wycofanie wkładów Agencji Restrukturyzacji Rolnictwa, minimalizował upadek Agrobanku przypomnieniem, że Agencja współpracuje z 30 innymi bankami, m.in. z Animex-Bankiem Nie dodał, że działalność Animex-Banku była już od miesięcy
zawieszona1.
Okaże się także, że całe te 650 miliardów złotych wycofanych przez wspomniane agencje i PZU, znalazły się na kontach BGŻ! To nie mógł być skutek paniki, gdyż jeszcze we wrześniu 1994 r. „Gazeta Bankowa” pisała o Agrobanku jako banku bezpiecznym. Okaże się jednak, że w tym samym czasie Agrobank prowadził z BGŻ pertraktacje w sprawie połączenia z BGŻ – podobno już w sierpniu podpisano list intencyjny w tej sprawie. Za cenę pół biliona złotych BGŻ miał kupić akcje Agrobanku. Pomysł upadł -
razem z Agrobankiem.
Rzecznik prasowy NBP jako główną przyczynę upadku Agrobanku podawała nietrafne kredyty w wysokości 650 miliardów złotych – zadziwiająco dokładnie tyle, ile nagle wycofali trzej potężni klienci Agrobanku. Rzecznik prasowy Agrobanku B. Kokoszka nie wiedział, skąd pani rzecznik NBP wzięła taką sumę, ale pozostawmy na boku te wzajemne zdziwienia. Ważniejsze są skutki plajty Agrobanku.
Był potęgą na gruncie rolnictwa. Licencję otrzymał w grudniu 1989 roku jako szósty bank prywatny. Po pięciu latach miał 32 placówki, jego aktywa szacowano na ponad 3 bin zł mając „tylko” 1,2 bin strat w tzw. „trudnych” kredytach. Bank specjalizował się
w kredytach ratalnych dla ludności.
I oto 21 kwietnia 1995 r. Wojewódzki Sąd Gospodarczy w Warszawie ogłosił upadłość Agrobanku. Dla 19 tysięcy drobnych ciułaczy był to cios maczugą o łącznej Wadze 1,5 bin złotych2. Zarząd komisaryczny bankruta szacował łączne wierzytelności
znacznie wyżej, bo na 2,1 bin złotych.
Plajta Agrobanku zagroziła 21 bankom spółdzielczym, a znaczne straty poniósł, jak zwykle, Skarb Państwa, gdyż depozyty objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym Wynosiły w Agrobanku 480 miliardów zł. Straty poniosły też instytucje samorządowe:
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych miał tam depozyty wartości 230 mld zł3. Listę wierzycieli uzupełniają ponadto dwa uniwersytety. Pałac Kultury i Nauki w Warszawie („tylko” 40 mld zł), dwa teatry i szereg pomniejszych. Szkoda zwłaszcza teatrów, bo to zawsze biedota artystyczna.
Wierzyciele powołali Stowarzyszenie Wierzycieli Agrobanku. Dziwnym jak zwykle trafem, po zawieszeniu Agrobanku nieznani sprawcy zamordowali główną księgową lubelskiego oddziału Agrobanku. Nieznany jest także powód morderstwa. Znana jest tylko ogólna maksyma: jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to
wiadomo, że chodzi o pieniądze.
Prezes Agrobanku Aleksy Misiejuk, to kanon kariery komuno-pookrągłostołowej. %n absolwent teorii ekonomii UW, przez 9 lat pracował w: Instytucie Organizacji ^Zarządzania PAN i UW, Organizacji Doskonalenia i Zarządzania Kadr, Planowania W^y KERM. W 1983 roku, a więc tuż po stanie wojennym, kiedy szary obywatel jeszcze bał się wyjść o zmierzchu na ulicę, żeby nie zostać wypranym przez ZOMO, Musiejuk założył spółkę Agrotechnika i został jej dyrektorem generalnym. Po tym sukcesie trafił do Wydziału Ekonomicznego KC PZPR i nagle trach: w 1987 r. usunięto go z
1. G.P.”, 17.XI.1994. !•• „Cash”. Ibidem.
2. „Cash”, czerwiec 1995.

PZPR! Za co? Dziennik telewizyjny podał, że prezes Misiejuk zarobił ponad 40 min zł, dyrektor zakładu, techniki komputerowej Agrotechniki – 52 min zł, itd. Spółka – zdaniem Izby Skarbowej, manipulowała wynagrodzeniami dla unikania podatku wyrównawczego, nie deklarowała i nie płaciła podatku dochodowego i popiwku: 99 proc udziału w spółce miał rzekomo Związek Młodzieży Wiejskiej, tymczasem ZMW w latach 1984-86 otrzymał z Agrotechniki nędzne 6 min złotych, podczas gdy jednoroczne zarobki kierownictwa wyniosły prawie po 100 min zł1.
Potężnej postury dyrektor Misiejuk, lżejszy już o legitymację partyjną, w 1989 r. założył Agrobank i został jego prezesem. W styczniu 1991 r. prezes NBP W. Baka zawiesił go w czynnościach prezesa. Powód – podejrzenie o zaawansowany udział Agro-banku w operacjach zwanych „oscylatorem” (rozsławionych przez Art-B). Ale Misiejuk wygrał proces sądowy z NBP w NSA i powrócił na fotel prezesa Agrobanku. Z wiadomym już skutkiem dla Agrobanku i dziesiątków tysięcy udziałowców. Dalsze losy prezesa Misiejuka możemy sobie podarować, ufni w jego niezniszczalność.
Wszelkie agencje obsługi bankowej rynku rolnego, to bardzo pożądani klienci dla każdego banku. Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa chciały obsługiwać m.in.:
Bank Rozwoju Eksportu (BRE) oraz Polski Bank Inwestycyjny podległy NBP. Ale BGŻ nie dopuścił do tego i sam zajął się tym klientem.
Przedstawię tu ustalenia pewnej konspiracyjnej narady, jaka odbyła się w dniach od 10-13 czerwca 1997 roku w Rąjgrodzie – ekskluzywnym ośrodku wypoczynkowym koło Augustowa2. Uczestnicy: wiceprezes BGŻ, przedstawiciele wojewódzkich oddziałów BGŻ, wojewódzkich oddziałów Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, przedstawiciele Agencji i Centrali BGŻ oraz radcy prawni Agencji i BGŻ. Istotę i cel narady wyłożył wiceprezes BGŻ. Chodziło o uniemożliwianie ściągania przez komorników długów Agencji z ich kont w BGŻ.
* wyszukać luki prawne w przedstawionych przez komornika dokumentach egzekucji. Jeżeli okażą się bez zarzutu, to:
* w tym czasie błyskawicznie zawiadomić oddział agencji, aby systemem łączności wewnętrznej BGŻ – agencja szybko przelała swoje aktywa na konto innego, niezadłużonego oddziału wojewódzkiego, lub na razie nie nękanego przez komornika;
* jeżeli dwa pierwsze chwyty zawiodą- datę przyjęcia jego nakazu egzekucji przesunąć „do przodu” o jeden dzień, dając czas na spokojną przerzutkę należności oddziału agencji na konto innego;
* jeżeli komornik dostrzeże podstęp w datowaniu, przeprosić, poprosić go do gabinetu prezesa, zająć kawą i koniakiem, aby w tym czasie wysłać wiadome SOS i forsę przelać na konto bezpiecznego oddziału. Po kawie komornik dowie się, że właśnie godzinę temu pieniądze zostały pobrane przez agencję.
Na naradzie byli obecni dwaj komputerowcy obsługujący system bankowy BGŻ. Pytano ich, czy technicznie możliwe są takie błyskawiczne przerzutki. Oczywiście, okazały się możliwe. Obecni tam prawnicy z BGŻ coś tam bąkali pod nosem o namawianiu do przestępstwa. Prezes uciszył ich wypróbowaną metodą: „Wicie, rozumicie”…
Prawnicy reprezentujący oddziały Agencji milczeli. Nie podcina się gałęzi, na której się siedzi. Gałęzi i tak już mocno podciętej…
1. „Cash”, 26.V.1995.
2. Informacje na ten temat otrzymałem od uczestnika narady, solennie zastrzegającego sobie anonimowość Narada pozostaje do dziś ścisłą tajemnicą BGŻ i jej uczestników, nie mówiąc już o mediach!

Banki spółdzielcze.
Było ich ponad 1600. Po Round Table stały się dyżurnymi dostawcami kryminałów konwersacyjnych. Nie sposób dokonać przeglądu nawet największych z tej gigantycznej listy defraudacji „nietrafnych kredytów”, przekrętów. Ich stałym skutkiem była znikająca forsa drobnych ciułaczy. Jako pierwszy splajtował we wrześniu Bank Spółdzielca w Śremie. Za nim w Koszalinie. Potem sypały się następne: Sampolno, Tuchów, Saczurów, Kramsk i kilkanaście innych. Zagrożonych upadkiem było już w 1994 roku około 300 banków spółdzielczych. W 700 wprowadzono „programy naprawcze”. Z
reguły niewiele dające.
Ta degrengolada na najniższym szczeblu drabiny bankowej, skutkami promieniowała do góry. NBP był zmuszony – z budżetu państwa, finansować straszliwe, przeważać o kryminalnym podłożu deficyty takich gigantów jak BGŻ, PKO BP, PKO S.A., Bank Gospodarstwa Krajowego. W ciągu lat 1992-1994 wpompowano w nie równowartość ponad 4 mld dolarów. Opierając się na danych NIK oraz analizach NBP, w tym również utajnionych – przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej L. Moczulski szacował w 1994 roku, że faktyczne dotacje wyniosły jeszcze więcej i zamknęły się
kwotą 60-69 bin złotych’.
” Transfuzja dla Łódzkiego Banku Rozwoju kosztowała nas – podatników, 1 bin 152 mld. zł. do Pierwszego Banku Komercyjnego w Lublinie – 1 bilion 650 mld zł oraz dodatkowe 150 mld po to, aby mógł on przejąć poznańskiego „Merkurego”; do Interbanku -PKO. 130 mld zł oraz nieznaną bliżej sumę dla warszawskiego Gecobanku z przeznaczeniem na przejęcie Baltic Banku2.
W 1997 roku padło kilkanaście następnych banków spółdzielczych. Szesnastym był
bank w Radzyminie, ze stratami idącymi w miliony nowych złotych.
Matkująca bankom spółdzielczym prezes NBP H. Gronkiewicz-Waltz, referując w Kne-sejmie w 1994 roku katastrofalną sytuację polskiego systemu bankowego uznała, że banki spółdzielcze muszą być dofinansowane i przejmowane. Sieć banków spółdzielczych jest zbyt rozbudowana. To samo dotyczyło, jej zdaniem, banków prywatnych. Zbyt liberalne były bowiem przepisy licencyjne zakładania banków. Zbyt niskie progi
Kapitałów własnych.
” Z 85 działających w Polsce w 1993 roku banków komercyjnych, 23 przyniosły budżetowi państwa łączny deficyt około 5 bin złotych; tylko 15 miało tzw. współczynnik
opłacalności remisowy, czyli zerowy.
To był ten właśnie próg katastrofy, sygnał alarmowy do działań na szczeblu ustawodawczym i rządowym.
t Nadopiekuńczość NBP w bankach na najniższym szczeblu tej przegniłej drabiny,i w bankach spółdzielczych, często stawała się wręcz podejrzana. Przykładem są kilkuletnie dzieje prawdziwej bitwy NBP, stoczonej z Zarządem BS w Przemyślu. Jej cel wyraźny – przejęcie banku przez Pierwszy Komercyjny Bank w Lublinie. 4; Dysponuję plikiem kserokopii kilkuset dokumentów obrazujących dramaturgię tej bitwy. Działania NBP – reprezentowanego przez wiceprezesa W. Kozińskiego z wiedzą IPani Hani”, były w kilku sprawach jawnie bezprawne. Do takich należało powołanie zarządu komisarycznego tego banku i bez zgody kierownictwa wrocławskiej grupy banków spółdzielczych, wbrew Prawu Bankowemu, do której należał bank przemyski, wreszcie
1. Kurier Polski”, 26.11.1994. „Gaz. Wyb.”. 25.Y.1994.

wbrew protestom aktualnego zarządu banku. Celem likwidacji banku o tradycji już 130-letniej, była inkorporcja tego banku do Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie, do którego, jak wiemy, NBP wcześniej dopłacił w ramach jego reanimacji po malwersacjach Bogatina i jego wspólników – 1 bin 650 mld złotych!
W chwili wprowadzenia zarządu komisarycznego, bank w Przemyślu miał 2 mld kredytów „straconych” oraz 4,8 mld „wątpliwych”. Po kilku latach, pod zarządem komisarycznym, deficyt wzrósł do ponad 48 mld złotych. To była wykładnia pewnej reguły 49 razy prezes NBP ustanawiał w bankach spółdzielczych zarządy komisaryczne i we wszystkich przypadkach na nic się to nie zdało i banki upadły1.
Połknięcie przemyskiego banku obrosłego ponad wiekową tradycją, ale też zupełnie współczesnym deficytem, przez Pierwszy Komercyjny w Lublinie przeszłoby gładko gdyby nie rejtanowski opór ówczesnego przewodniczącego Rady Nadzorczej Kazimierza Walczaka (dr ekonomii!).
Po kilkuletnim procesowaniu w Sądzie Rejonowym w Przemyślu; w Wydziale Gospodarczym Sądu Woj. Warszawskiego, po odwołaniach i zażaleniach na celowe przewlekanie rozpraw przez tenże sąd; po odwołaniach do Sądu Apelacyjnego, który odrzucił zarzuty Sądu Wojewódzkiego w Warszawie itd., itp., sprawa ślimaczy się dalej, a straty banku rosną2. Trafiła kosa na kamień, czyli Waltz na Walczaka (!) – przewodniczącego Rady Banku. Leży przede mną najnowszy pozew Rady Nadzorczej do Sądu Gospodarczego z 10.IX.1997 r., w którym pozwanym jest nie kto inny tylko Prezes NBP w Warszawie:
Prezes NBP od samego początku zmierzał do zlikwidowania naszego banku. Ustanowił Zarząd Komisaryczny z rażącym pogwałceniem Prawa Bankowego, a szczególnie art. 106 tego prawa oraz wbrew opinii naszego Banku Zrzeszającego we Wrocławiu, wyrażonej w piśmie z dnia 1.VII.1993 r. (…) Nie tylko potwierdzają się nasze przewidywania i przestrogi sprzed z górą trzech lat, ale prowadzą do skandalu detalicznej oceny pracy Zarządu Komisarycznego (…) żerującego przez cztery lata na zasobach finansowych naszych członków Banku-Spółdzielni.
Jeżeli spojrzeć na załączone zestawienie danych finansowych, to na początek okresu funkcjonowania Zarządu Komisarycznego w naszym Banku na dzień 31.VIII.1993, straty w Banku wynosiły 2 mld 617 min zł. Za 9 miesięcy funkcjonowania narzuconego nam przez Prezesa NBP w Warszawie, Zarządu Komisarycznego, wzrosły do 10 mld 835 min zł. Według pisma NBP Oddział Okręgowy w Przemyślu z dnia 15.IV.1997, straty te wyniosły na koniec I kwartału br. aż 40 miliardów 367 min starych złotych.
Jest to obraz bulwersujący i przerażający (…).
Zacząłem ten rozdział od głów, w tym głów koronowanych najwyższymi urzędami Kończę w dalekim Przemyślu. Wszędzie to samo. Jak Polska długa i szeroka. I głęboka.
Polska, jej budżet centralny i budżety samorządowe wkrótce przestaną mieć wpływy z kluczowych gałęzi przemysłu, handlu. Polskie złoto czyli miedź, stanie się wkrótce obcą własnością. Kopalnictwo węgla przynosi straty. Obrót paliwami, ich przetwórstwo, ich wydobycie; energetyka, bankowość; przemysł cukrowniczy; przemysł cementowy-przemysł tytoniowy; przemysł spirytusowy – te klasyczne monopole każdego państwa. swoje dochody już odprowadzają-poprzez ich obcych właścicieli – za granicę. Tam powiększają i tak już rażąco wyższe od naszego standardy materialne obywateli. Polska

staje się bankrutem. Strajki anestezjologów, lekarzy, nauczycieli, górników, blokady szos przez zdesperowanych rolników, to dopiero wstępne symptomy piątego rozbioru polski. Na to przerażające pobojowisko, po tym straszliwym przygotowaniu artyleryjskim wejdą nowe struktury administracyjne – regiony. To co złączył król Łokietek, polegnie w nowym rozbiorze. Ale nie będzie to już rozpad na księstwa. Będzie to zagłada państwa.
Dokończy ją Kne-sejm nowej kadencji. Od grabieży finansów, przejdźmy do szerszego kontekstu piątego rozbioru Polski: kontekstu międzynarodowego.
Holokaust na raty.
W innym rozdziale prześledziliśmy skomplikowane trasy wojaży handlowych (prezydenta Al Kwaśniewskiego w otoczeniu jego belwedersko-partyjnej kamaryli. Tu zatrzymajmy się przy jego pierwszej wizycie w USA’. Otoczony starannie dobraną świtą ekspertów, doradców, biznesmenów-kumpli, w czerwcu 1996 r. Kwaśniewski rozdał tam amerykańskim biznesmenom listę 378 największych polskich zakładów wykupionych przez inwestorów zagranicznych. Ta długa lista przedsiębiorstw miała w jego zamyśle stanowić zachętę, a zarazem ponaglenie do dalszego masowego inwestowania w Polsce.
Nawet pobieżna lektura tego spisu dawała przejrzysty obraz ówczesnego stanu gospodarczego podboju Polski. Odsłaniała jego preferencje, kierunki uderzeń inwazyjnych2:
* duża część zakładów i całych ich kluczy, została wykupiona przez inwestorów zagranicznych;
* zdecydowana większość już wykupionych wówczas zakładów należała do podstawowego klucza strategicznego gospodarki;
* główne natarcie tej inwazji zmierza ku opanowaniu systemu bankowego.
Były na tej liście cementownie, przemysł chemiczny, telekomunikacyjny, przemysły o wysokiej technice wytwarzania, jak np. elektroniczny.
Były na tej liście zakłady przemysłu spożywczego i przetwórczego; przemysłu mięsnego; browary; przetwórnie tytoniu, chmielu.
Na liście, jako nowi właściciele widniały m.in. takie firmy jak Kraft Jacobs, Unile-vcr, Barber, Shooner Capital, Corp. CPC, Chicago-Europe Partners, Indian Food Com-PTOy, Bahisen, Kruger, Hochland, EFHA Werke, Lisner, BSN, Gevias Danone, Penetex, Print Behever, australijskie Pepsico i Coca Cola Amatii.
Firmy reprezentowały główne przemysły i kapitały niemiecki, amerykański, a także holenderski, francuski, austriacki.
Lista była rekapitulacją inwazji datującej się od czasów Round Table aż po pierwsze miesiące 1996 r. W ciągu następnych dwóch lat wydłużyła się o kilkaset innych zakładów, ale w tej pierwszej pięciolatce sukcesów, przeważał wykup zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego, m.in. cukrownie, browarnictwo, przemysł tytoniowy, mięsny, tłuszczowy (roślinny), a także mleczarski, przemysł koncentratów i mrożonek. To Pierwszeństwo przemysłu ogólnie zwanego rolno-spożywczym, wynika z ich nadprodukcji w krajach Euro-Unii. Dotowane w około 40 procentach z funduszów Unii, tamtejsze rOlnictwo i jego przemysły wymagają stałego upłynniania nadmiarów, w przeciwnym razie grozi unitom europejskim destabilizacja ekonomiczna.
Kierunek wschodni narzuca się sam, jako wymuszona choć tylko pokojowa wersja nowego „Drang nach Osten”.
Druga prawidłowość tej inwazji, jej preferencji czasowych i branżowych, to pośpieszna aneksja polskiego systemu bankowego. Wpychają się banki i przedsiębiorstwa wietrzące nie tylko półdarmowy wykup akcji naszych banków, ale także – a może przede wszystkim – banki i firmy o podejrzanej kondycji.
Do takich należy holenderski International Nethcriand Group. Jest on ważnym udziałowcem pakietów akcji kryminogennego Banku Śląskiego S.A. oraz Banku Przemysłowo-Handlowego. Tenże International Netherland Group inwestuje także w firmie ubezpieczeniowej American International Group (AIG) – o której wspomnę w innyn miejscu.
W Wielkopolskim Banku Kredytowym, irlandzka grupa Allicd Irish Banks, idąc śladem International Netherland Group, wykupiła akcje dające jej trzecią pozycję w WBK. Wykupiła w nim akcje nabyte przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, płacąc po 4,3 zł za akcję serii D, podczas gdy inni inwestorzy płacili po 5,2′ zł. Tę transakcję „załatwił” nowy prezes AIB Thomas Mulcahy, a pytany o tę taniochę, prezes WBK miał do powiedzenia tylko tyle, że Irlandczycy mogli kupić w ubiegłym roku (1994) jeszcze taniej.
Allies Irish Banks posiada aktywa (łączne) o wysokości 20 miliardów 8 mln funtów irlandzkich, czyli około ówczesnych 76 miliardów starych złotych. Choć zatrudnia 15 tyś. osób, nie jest potęgą. Zajmuje dopiero 40 miejsce na liście banków europejskich Zwietrzył, że można na nas zarobić – i zarobił.
W lutym 1995 r. przebywał w Polsce James Melvin Rockefeller – najstarszy syn dynastii Rockefellerów – Johna Davida IV. Oznajmił, że zamierza zainwestować w Polsce 150 min USD w bankach i firmach ubezpieczeniowych2.
Był powściągliwy w szczegółach z dziennikarzami, ale dodał, że rozmawiał już z przedstawicielami Banku Przemysłowo-Handlowego oraz Fortuny S.A. – firmy ubezpieczeniowej. Jego partnerem w tych rozmowach był ówczesny prezes BPH Janusz Quandt. Sami swoi…
Jeszcze bardziej podejrzaną opinię posiada wspomniana American International Group (AIG). Źródła jej siły i wszędobylskości biorą swój początek w dosłownej i przenośnej dżungli! handlu narkotykami, w półświatku wielkiego biznesu, mega-przekrętów, szpiegostwa, masonerii, terroryzmu, prowokowania lokalnych wojen. Lista wymienionych „zalet” jest tak zasadnicza, że trzeba się z niej choć trochę wytłumaczyć, tym bardziej, że jest to firma, w której inwestuje wspomniany International Nether’ land Group – inwestor w „naszych” WBK, Banku Śląskim i Banku Przemysłowo Handlowym.
Nie oczekujmy, że uda się nam rozwikłać tajemnicę szczególnej sympatii AIG do wymienionych banków „polskich”. Pewne jest jednak to, że ponadnarodowe agencje powołane do walki z narkotykami, wśród nich specjalna grupa z OECD do walki z ” praniem brudnych pieniędzy – kilkakroć surowo upominały rząd Holandii, nalegając na zaprzestanie polityki jawnej tolerancji wobec ewidentnych dowodów prania brudnych pieniędzy.
Dlaczego rząd małej Holandii naraził się na takie monity?

Otóż dlatego, że ta niegdyś potęga kolonialna, nadal sprawuje władzę w ważnych obszarach rejonu Karaibów. Do takich należą Antyle Holenderskie – jedno z takich właśnie odległych, dyskretnych centrów niekontrolowanego prania brudnych pieniędzy. W Europie należy do nich enklawa Cypru preferowana przez mafiozów KGB-KPZR, Kreta, Monaco, Luksemburg oraz Austria. Polska także. Zadziwiająco wysoka nadwyżka budżetowo-dolarowa sięgająca ponad 15 mld USD, to „cud” finansowy… Żaden z gromowładnych nie próbuje tego cudu sprowadzić na ziemię. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby – naucza ludowe porzekadło. Tylko przygraniczne i nie tylko krwawe porachunki gangów rosyjskich; tylko spektakularne zastrzelenie nikaraguańskiego mafioza narkotykowego w hotelu „Victoria” w Warszawie przed kilku dniami, każą się domyślać, że polski system bankowy staje się drugim Cyprem czy nawet pierwszymi Antylami Holenderskimi.
Nie od rzeczy będzie w tym ponurym kontekście wspomnieć o innym rekordzie polskiego życia gangsterskiego – od 1990 roku aż sześciokrotnie wzrosła – do 1995 roku, ilość krwawych zamachów bombowych. Samochody i niewygodni ludzie wylatywali w powietrze 22 razy, m.in. przed „ukraińskim” hotelem w Lublinie, do niedawna biurowcem
* zlikwidowanej Fabryki Maszyn Rolniczych. Siedemnaście razy wybuchały bomby w mieszkaniach i domach, 13 razy w sklepach, 10 razy w restauracjach i 7 razy w konkurencyjnych biurach. Jest wesoło. Będzie jeszcze weselej’. Nie dysponujemy statystyką osiągnięć pirotechników z dwóch ostatnich lat… Jeszcze bardziej ponure implikacje daje nazwa firmy American International Group (AIG). Zdołała ona stworzyć własną sieć wywiadowczą. Ponadto, wykupiła połowę akcji nowojorskiej firmy Kroll Associates. I co równie ważne, choć tylko pośrednio
* AIG jest złączona braterską współpracą z osławioną żydowską Ligą Przeciw Zniesławianiu (Anti Defamation League), specjalizującą się w produkowaniu oskarżeń o antysemityzm, niemal wyłącznie Polski i Polaków. Firma Kroll Associates specjalizuje się natomiast w zadaniach wywiadowczych. Podział ról jest więc ściśle rozgraniczony, choć w sumie stanowi zwarty organizm tej idy. Kroll Associates współpracuje – poprzez Ligę Przeciw Zniesławianiu, z izraelskim Mossadem, w powszechnej opinii znawców najskuteczniejszym wywiadem i kontrwywiadem globu. Współpracuje także z innymi potęgami w tej dyskretnej specjalności: z wywiadem brytyjskim (słynny MI-6); ze Scotland Yardem, z FBI i CIA. Agendy wywiadowcze AIG stanowią doskonałą oazę a także alibi dla tych wywiadów. Są bowiem firmą prywatną, dzięki czemu władze USA nie mają prawa rutynowo wnikać w ‚Jej poczynania, chyba że jawnie naruszą prawo, ale spece tej firmy nie są dyletantami. Tymczasem, jak podano w książce wydanej w Polsce przez Instytut Koniunktur i Handlu Zagranicznego: Polska – twoim partnerem gospodarczym, firma AIG współpracuje z PKO S.A. posiada udziały w Pierwszym Amerykańsko-Polskim Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie i Reasekuracji Amplico Life S.A. Strach pomyśleć, że może to mieć jakiś związek z pośpiechem w prywatyzacji PZU S.A. Dobrze zorientowany tygodnik „Prawo i Gospodarka”, już nazajutrz po uformowaniu nowego rządu premiera Buzka wymienił jako pilne zadania rządu, dokończenie prywatyzacji Ruchu S.A., Nafty Polskiej S.A. oraz rozpoczęcie faktycznej prywatyzacji PZU S.A. oraz (uwaga!) – „resztówki” – 46,7 procent Banku Przemysłowo-Handlowego S.A.1.
Potwierdził to „nasz” nowy minister pracy i polityki socjalnej – Longin Komołowski. Na czele priorytetów swego resortu postawił reformę ubezpieczeń. Przyznajmy ministrowi rację w tej preferencji – ubezpieczenia to wyjątkowe bagno, niezależnie od implikacji międzynarodowych!…
W kompradorskich wojażach Al Kwaśniewskiego, a także byłego premiera Cimoszewicza, stale uczestniczyli m.in. tacy biznesmeni jak Andrzej Arendarski oraz Witold Gadomski – ten od afery FOZZ. Warto skojarzyć te dwa nazwiska z ich członkostwem w tzw. Grupie Windsor, powstałej w 1994 r.
owołano ją – jak .deklarowano w biuletynie Grupy a także w wywiadach – do promowania procesów prywatyzacyjnych w Polsce. Liderami tej grupy są, poza wymienionymi: Aleksander Hall, Krzysztof Pawłowski, Tomasz Szyszko, Jerzy Nowakowski, Bronisław Komorowski, Kazimierz Ujazdowski. Jak wynikało z wynurzeń Marka Matraszka – jednego z członków tej ekskluzywnej paczki polskich niemalże lordów. Grupa Windsor promuje prywatyzację poprzez zachęcanie inwestorów zagranicznych’.
Ta stręczycielska misja była i jest kontynuowana nie tylko w ramach prezydenckich wycieczek Al Kwaśniewskiego, ale głównie poza jego światłym patronatem, przez A. Arendarskiego i W. Gadomskiego. Aleksander Hall nie został jeszcze profesjonalnym biznesmenem, bo ten słodkousty obrotowy UW-ol, jakby na dane mu przed wyborami hasło, „opuścił” pobratymców z UW i ostentacyjnie stworzył własną partię. Nazwał ją konserwatywną, co sugeruje pielęgnowanie tradycji, wszelkich form zachowawczości, umiaru we wszystkim. Następnie, już jako konserwatysta koncesjonowany przez samego siebie, wszedł do AWS. W dalszej kolejności, jako ważny choć kanapowy koalicjonista wczołgał się do Knesejmu kadencji 1997-2000 wraz z drugim windsorowcem – Kazimierzem Ujazdowskim. Dzięki tym meandrom, mamy w Kne-sejmie dwóch ważnych przedstawicieli Grupy Windsor. Nie można więc nie poświęcić jej więcej miejsca niż zasługiwałby na to sam Al Hall i K. Ujazdowski.
Kazimierz Ujazdowski już jako poseł nowej kadencji udzielił serii pouczeń polskiej prawicy i centroprawicy2. Mają się one jednoczyć pod skrzydłami nowej partii. Odmieniając we wszystkich przypadkach słowo Jedność”, K. Ujazdowski zapędza do niej wszelką zbieraninę sygnowaną dotąd przez AWS. Ale prawdziwy wigor programowy mają w tej nowej partii właśnie konserwatyści. Ujazdowski nie wyjaśnia istoty tego wigoru. Na razie ważniejsza jest dla nich „wielonurtowość” mającej powstać partii. To nowa wersja lansowanego przez grupę innych „konserwatystów” hasła: „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Taka Unia nad Uniami. Konserwatyści są, naturalnie, za powołaniem powiatów, a tym samym za regionalizacją Polski, jak wiadomo – podstawowymi warunkami jej przedrozbiorowej dezintegracji.
Będziemy wspierać postulat przekazywania szkół powiatom, by rząd nie prowadził już szkół – zapowiada „konserwatysta” Ujazdowski.
Of course, Sir Ujazdowski! W tych „powiatowych” szkołach zajmą się fachowym praniem mózgów pedagodzy edukowani na podręcznikach z imprimatur Uniwersytetu Europejskiego…
Konserwatywna „wielonurtowość” konsekwentnie i z wigorem rozrasta się jak kukułcze jajo. Już w lutym 1977 r. Partia Konserwatywna Al Halla, K. Ujazdowskiego, Arendarskiego, Gadomskiego i spółki, połączyła się ze Stronnictwem Ludowo-Chrześcijańskim, przybrawszy nazwę Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Jej prezesem został Jacek Janiszewski – obecny minister rolnictwa w „wielonurtowym” rządzie Buzka i Balcerowicza-Geremka. Janiszewski był już szefem resortu rolnictwa w rządzie H. Suchockiej – pierwszej damy UW. Ludowość z konserwą w jednym teraz Stoją domku: w Kne-sejmie.
Grupa Windsor jest odpowiednikiem brytyjskiej Partii Konserwatywnej Pod wodzą „naszej” M. Thatcher doprowadziła gospodarkę brytyjską do stanu bliskiego zapaści. Przewodniczący brytyjskiej Partii Konserwatywnej – Sir Geoffrey Pattie, na wieść o powstaniu w Polsce owej Grupy Windsor, z dobrze udawanym zdziwieniem miał wykrzyknąć:
‚ To najlepsza wiadomość, jaka nadeszła z byłych państw komunistycznych Europy Środkowej od czasu upadku komunizmu1. ;/ Skąd ten entuzjazm? Ten historyczny wymiar wydarzenia zwanego Grupą Windsor, równego nieomal narodzinom Nowej Ery?
Grupa tych o mało co polskich lordów, zadzierzgnęła braterskie kontakty za oceanem z tzw. Międzynarodowym Instytutem Republikańskim (IRI). Zygmunt Wrzodak w swej książce: Wrzodak1 przedstawia IRI jako organizację o najgorszych tradycjach konserwatywnej rewolucji, „faszyzmu z ludzką twarzą”. Wspomniany członek Grupy Windsor M. Matraszek, oznajmił w wywiadzie dla
Gaz. Wyb.”, że największym zagrożeniem dla zagranicznych inwestycji w Polsce są rolnicy i robotnicy wielkoprzemysłowi, broniący interesów okresu socjalizmu!
To jasne. Deportacja paru milionów roboli za Ural chwilowo nie wchodzi w rachubę. Trzeba ich jakoś tolerować – ale tylko tolerować. Jakże to idealnie współbrzmi z dotychczasowym dorobkiem głównych rzezaków polskiej gospodarki: Balcerowicza, Sachsa, Sorosa, Lewandowskiego, Mazowieckiego, Bieleckiego, Kaczmarka i całego kibucu innych. Jakże polifonicznie nakładają się na ich idee prywatyzacji totalnej, szokowej, wstrząsowej; terapii krzesła elektrycznego. A zwłaszcza na jej gołym okiem
widoczne skutki:
na trzy miliony bezrobotnych;
na dwa dalsze miliony przepędzonych na przedwczesne emerytury pod groźbą zwolnień grupowych oraz indywidualnych;
•i na strajki służby zdrowia; głodówki anestezjologów;
•na spiralę cen żywności, energii, gazu, czynszów, etc.;
na połowę społeczeństwa żyjącego na granicy ubóstwa;
na degrengoladę w szkolnictwie;
na ruinę przemysłu – tej jego części, której nie chcieli zawłaszczyć „inwestorzy strategiczni”;
na ruinę rolnictwa;
•na dwie trzecie rolników utrzymujących się z renty;
na podwojenie liczby alkoholików;
na spadek przeciętnej życia; do granicy najniższej w Europie poza zapijaczoną Rosją;
na spadek urodzeń poniżej normy reprodukcji naturalnej;
• na bezpieczeństwo publiczne przypominające czasy amerykańskich westernów;
na dzieci mdlejące z głodu w szkole;
na 21 proc. rencistów i emerytów żyjących poniżej normy ubóstwa;

na 45 proc. rodzin z dwójką dzieci żyjących w 1995 r. poniżej ówczesnej średniej zarobków – 1,5 mln zł;
na 56 proc. rodzin z trójką dzieci – poniżej tej normy;
na 90 proc. rodzin z czworgiem dzieci – poniżej tej normy;
na 35 proc. emerytów i rencistów oraz 58 proc. dzieci żyjących poniżej progu ubóstwa ustalonego (1994 r.) na granicy 45 proc. średnich realnych zarobków2.
Bezrobocie, upadek służb publicznych z powodu deficytu budżetowego, są inklinacją szatańskiego programu rozkładu instytucji państwa narodowego. Jasno wyłożył tę sprawę masoński fanatyk budowania Euro imperium, a po nim Jednego Rządu Światowego – prof. Charles Maier w książce: Imperia czy narody – 1918, 194′), 1989.
Mówi tam o programowaniu produkcji o niskiej wartości dodanej (produkcji prostej) na peryferiach imperium.
Inny partner Sorosa, były redaktor naczelny londyńskiego „Timesa” – lord Reas Mogg w artykule z 29 maja 1995 roku w jednym zdaniu wyłożył docelową politykę So-rosów-Balcerowiczów i pozostałych mondialistów:
Państwo narodowe XX wieku zagłodzi się na śmierć, kiedy źródła podatków zaczną się kurczyć.
W Polsce na razie głodzą się niektóre dzieci, niektóre rodziny, niektóre zawody, niektóre specjalności w tych zawodach (np. w 1997 r. anastezjolodzy). W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, przy obecnym tempie i bezkarności Sorosów-Balcerowiczów, państwo narodowe pozbawione podatków przestanie po prostu istnieć.
Profesor Andrzej Wielowieyski – uczestnik Round Table, były członek Prymasowskiej Rady Społecznej, „ekspert” Episkopatu, członek kryptomasońskiego Konserwatorium „Doświadczenie i Przyszłość”3 stał się entuzjastą terapii szokowej G. Sorosa. Balcerowicza, Sachsa. Został członkiem Fundacji Batorego – płatnej agentury Sorosa służącej do prania mózgów i charakterów młodych gojów; do promocji metodologii holokaustu na raty. Tenże profesor Wielowieyski, jak czytamy we „Wprost” – naczeinei polskojęzycznej tubie „europejczyków”4 – posiada 6 córek, syna i trzynaścioro wnuków. Do 1997 roku (jesień), kiedy snuję te uwagi, liczba wnuków profesora Wielowieyskiego zapewne się powiększyła, a i prawnuki także mogły się obficie posypać, choć profesor to rocznik dopiero 1927. Tak więc – pytam twórcę dynastii Wielowieyskich
– czy jego wnuki lub prawnuki żyją na granicy ubóstwa?
– czy któreś zemdlało z głodu na lekcjach, jak się to często dzieje w szczególnie biednych rejonach kraju?
I odpowiadam sam sobie: raczej nie. Raczej nie…
Aby ktoś nie posądził mnie o natrętne „czepianie się” A. Wielowieyskiego, te same pytania, dwa z setek innych cisnących się na usta, stawiam pozostałym twórcom i działaczom agenturalnej Fundacji Batorego:
– w pierwszej kolejności członkom zarządu Fundacji: prof. B. Geremkowi, byłej premier i obecnej minister Hannie Suchockiej i byłemu ministrowi finansów W. Osiatyńskiemu;

„członkom założycielom Fundacji: Jerzemu Turowiczowi’, B. Borusewiczowi, W. Fibakowi, Z. Janasowi, M. Radomskiej, L. Kołakowskiemu, M. Królowi, O. Krzyżanowskiej, K. Michalskiemu, A. Michnikowi, A. Rapaczyńskiemu;
te same pytania stawiam ks. prof Józefowi Tischnerowi z papieskiej Akademii Teologicznej; K. Bieleckiemu – byłemu premierowi;
-kieruję je do etosiaków „Solidarności”: Zbigniewa Bujaka i Władysława Frasyniuka;
– do prof Aleksandra Gieysztora;
^do Sir Aleksandra Halla – czcigodnego konserwatysty – windsorowca;
do A. Kajetana Wróblewskiego i Henryka Wujca – syna chłopa z biłgorajskiego, .nobilitowanego ożenkiem z córką żydowskiej „KPP-ówki” i „UB-ówki”;
– do prof. Andrzeja Stelmachowskiego – inicjatora i uczestnika Round Table, profesora UW i Akademii Teologii Katolickiej;
-. do Karola Modzelewskiego – krewniaka stalinowskiej rodziny międzynarodowej żydokomuny;
-, do Janusza Onyszkiewicza – „europejczyka w każdym calu”;
-.do Józefa Slisza – „rolnika” z bożej łaski;
-;do ks. Stanisława Opięli;
-„do prof. Witolda Trzeciakowskiego – członka Prymasowskiej Rady Społecznej;
-i..do Andrzeja Wajdy – zasłużonego reżysera antypolskich filmów;
-do Jacka Woźniakowskiego – katolika z bożej łaski;
– do Krystyny Zachwatowicz oraz do wszystkich „bezinteresownych” adoratorów przydupasów tego ekskluzywnego kibucu.
W 1997 roku prof Zofia Kuratowska, była członkini Prymasowskiej Rady społecznej, biesiadniczka Round Table, żona Grzegorza Jaszuńskiego, żydowskiego policjanta w getcie – wraz z Jackiem Kuroniem kroczyła ulicami Warszawy w szpicy grupki młodych „użytecznych durniów” protestujących przeciwko „odradzaniu się faszyzmu
w Polsce”.
Dałoby się uwierzyć w szczerość tej manifestacji, gdyby pikieta doszła do siedziby fundacji Batorego, tam rozpostarła swe „antyfaszystowskie” transparenty i tam się rozwiązała. Wszakże wróćmy z tej wyprawy wrogów faszyzmu w świat współczesnych lordów.
; Zwolennicy dzikiego, bezlitośnie i cynicznie maltuzjańskiego wolnego rynku, budują taki europejski system społeczny, w którym nieludzko tania siła robocza, stanowić ma wyjściowy warunek owej wolnej gry rynkowej.
: Oni tylko udają naiwne przekonanie że uległość, że mentalność indyjskich hindusów; kolorowych w Ameryce Południowej; czarnych w Afryce i czarnych w Ameryce północnej – można uczynić podstawą do manipulacji narodami słowiańskimi u schyłku XX i początku XXI wieku. Oni wiedzą, że granice tolerancji, przede wszystkim wobec ostentacyjnej pogardy, a dopiero po niej – wobec materialnej degradacji m.in. słowiańskich roboli – nie są tak rozciągliwe jak w początkach XX wieku. Oni wiedzą, że współczesny robol stanowi łatwy do zdetonowania dynamit.
I ta ich świadomość igrania z ogniem, daje podstawę do pytania o cel tego spychania całych narodów na granice niekontrolowanego wybuchu.
Oni wiedzą, że jest to budowanie przesłanek do Trzeciej Rzezi Światowej.

1. Zob. Prof. B. Górecki z Instytutu Badań Społecznych UW. „Polityka”, 8.X. 1994.
2. Prof. J. Czapliński, „Rzeczpospolita” nr 217/1994. Za: M. Bortner, Ibidem, s. 234.
3. Zob.: H. Pająk, S. Żoehowski: Rządy zbirów 1940-1990, s. 294.
4. 12.X.1992, s. 6.
Jego wnuki nie mdleją na lekcjach, bo jego córka – p. Jagalla (Jagallo?) jest dyrektorem Ośrodka Kultury Polskiej w Paryżu, gdzie niegdyś nabierał szlifów „europejczyka w każdym calu” B. Geremek,

I o to właśnie: nawet nie o bezrobocie; nawet nie o cenę chleba i igrzysk, uczciwi intelektualiści XXI wieku muszą oskarżyć maltuzjańskich globalistów spod znaku Marksa, Trockiego, Sorosa, Sachsa, Brzezińskiego, Kissingera, całej dynastii Rockefellerów.
Polscy windsoro-sorosowcy nie ukrywają swego nabożeństwa do globalistów z gatunku von Hayek’a i M. Friedmana.
Friedrich von Hayek – profesor londyńskiej Szkoły Ekonomii w swojej Drodze do zniewolenia (The Roadto Serfdom) (1944 r.)’ postawił sprawę jasno: państwa narodowe są z definicji tyranistyczne, nacjonalistyczne. Należy je zatomizować na grupy narodowościowe, etniczne, poddane nadwładzy centrali nadnarodowej.
Zwolennikami tej teorii byli m.in. prof. Milton Friedman, a inspirowali ich brytyjscy liberaliści: Adam Smith, Jeremy Bentham, David Rikardo, John Stuart Mili. Byli oni XIX-wiecznymi kompradorami Brytyjskiej Kompanii Wschodnio-Indyjskiej. Płaciła im za zmajstrowanie teorii ekonomicznej usprawiedliwiającej nieludzki wyzysk tubylców w koloniach brytyjskich. Skąd my to znamy…
Friedrich von Hayek w 1947 roku skrzyknął swoich zwolenników do miejscowości Mont Pelerin w Szwajcarii. Był rok 1947 – czas gojenia ran po Drugiej Rzezi Narodów. Tych 37 uczestników owego Round Table rozwodziło się przez kilka dni nad grożącyni Europie koszmarem. Nie nad koszmarem właśnie zakończonej – czy groźby nowej wojny. Lamentowali nad koszmarem odradzania się państw narodowych! W ich przekonaniu to wzmacnianie instytucji państwa narodowego, jak wiemy, będącego naturalnym odruchem samoobrony i reakcji na międzynarodowe ludobójstwo hitleryzmu, jest śmiertelnym niebezpieczeństwem dla wolnorynkowej, liberalnej gry sił rynkowych. Wzorem był dla nich wolny rynek XIX a nawet końca XVIII wieku. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele europejskiej arystokracji i masonerii. Był Otto von Habsburg. Był Mas Thurn und Taxis. Był Ludwig von Mises. I byli członkowie – zwolennicy tzw. Unii Pan-Europejskiej. Założył ją w 1920 roku hrabia Richard von Coudenhove-Kalergi, twórca Europy Regionów – wypisz wymaluj współczesnej Unii Europejskiej opartej na regionalnej strukturze administracyjnej2. Osią tego układu, jego flagowym pancernikiem będą Niemcy!
Tak oto powstało Towarzystwo Mont Pelerin, wirus o niezwykłej odporności, W 1980 roku ten sam Max Thurn und Taxis, na spotkaniu Towarzystwa prawił z emfazą o szarej strefie gospodarki. Daje ona prawdziwą wolność, nieograniczoną grę sił Najlepszym nowoczesnym stosunkiem do reguł gospodarki jest brak reguł, oporów, zasad; nieograniczony dostęp do siły roboczej jako towaru. Można ją dowolnie zatrudniać. Wyrzucać z pracy. Ponownie zatrudniać na dogodnych dla siebie warunkach bez zobowiązań ubezpieczeniowych, socjalnych. Omijać podatki. Zatrudniać nieletnich niczym w koloniach brytyjskich i manufakturach XVIII wieku.
O taki to rynek zabiegają zwolennicy polskiej wersji kapitalizmu z nieludzką twarzą. W rozdziale: Obrzezanie przemysłu nie pojawiło się ani razu – jako towar -kryterium losu załóg prywatyzowanych zakładów, a jeśli już, to tylko w kontekście strajku, zbiorowego oporu. I tylko raz udało mi się wyłowić z olbrzymiego szumu informacyjnego na temat prywatyzacji wypowiedź biznesmena, który swoją decyzję uzasadniał interesem robotników, załogi. Był nim Marek Olewiński. Tak oto zdefiniował swój stosunek do prywatyzacji w kontekście prywatyzacji „Drumetu”;
Nie chcę, aby polscy robotnicy byli parobkami u kapitalisty1.
Ale przestrzegałbym przed wynoszeniem Marka Olewińskiego na ołtarze. Nie wiemy bowiem, ile w tej wypowiedzi było szczerego zatroskania o los polskich robotników,
;(.ile taniej propagandowej demagogii.
Ale powróćmy do IRI – Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego. ; W Polsce IRI działa już od 1990 roku, o czym wiedziało niewielu nawet polityków. dzyznała to oficjalnie niejaka pani Lorry Soderstrom, a działo się to w waszyngtońskim biurze tej organizacji, a więc dość daleko od Polski. Pani Soderstrom odpowiadała za sprawy polskie w biurze tej międzynarodowej agendy. Program tej rzekomo pro-polskiej działalności, według p. Soderstrom, kierował się na wspieranie grup pro-reformatorskich
w miejsce w ich kampaniach wyborczych. Liczba mnoga tych kampanii podpowiada, że była obecna w co najmniej dwóch kampaniach sejmowych i dwóch prezydenckich. W tym także ostatnich. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich IRI aktywnie działała w Krakowie, Lublinie, Warszawie, Gdańsku, Kielcach. Jak wiadomo z wyniku, działała skutecznie i profesjonalnie. Wygrał Al Kwaśniewski, o mało magister. To podobno w Paryżu, ponadto jeszcze inna agencja reklamowa wypromowała Kwaśniewskiemu hasło Wybierzmy Przyszłość, przesłanie do narodu równie uniwersalne jak np.:
Wdychajmy równo; to ona kazała mu założyć niebieskie szkła kontaktowe; to ona narzuciła Kwas-kiemu ostry reżim odchudzający; to ona wyreżyserowała jego rozstrzygające starcie telewizyjne z Wałęsą- m.in. usytuowanie Kwacha z lewej strony ekranu, co zawsze w psycho-wizualnym odbiorze stawia przeciwnika na drugiej pozycji, niezależnie od jego odległości od ekranu; to ona kazała Kwaśniewskiemu wstać w pewnym momencie i położyć przed Wałęsą dokument o swoim stanie majątkowym – Wałęsa nie mógł odpowiedzieć tym samym, nie był bowiem na to przygotowany, itp.
O tych trikach pisało „Le Figaro”:
W największej tajemnicy trzymano fakt, że od dziewięciu miesięcy Jacques g Sequela jest doradcą do spraw komunikowania się Aleksandra Kwaśniewskiego, prezydenta-elekta. Co dwa tygodnie Sequela odbywał z nim wielogodzinne spotkania tete a tete. Sequela podsunął mu między innymi hasła jego dwóch głównych plakatów wyborczych „Wybierzmy przyszłość” i „Wspólna Polska”. Dokumenty te powstały w Paryżu, w sercu agencji reklamowych. W przeddzień decydującej ,’| debaty z Lechem Wałęsą Sequela doradził Kwaśniewskiemu, jak odpowiedzieć tym, którzy zarzucili mu oszustwo w oświadczeniach majątkowych. „Za moją radą – mówi Sequela – Kwaśniewski położył oczyszczającą go z zarzutów kartkę na stole rywala prosząc go, twarz w twarz, o przedstawienie identycznego dokumentu wyborcom do wieczora następnego dnia. Wałęsa tego nie uczynił,
Jestem pewien, że to zaważyło na decyzji tych, którzy się jeszcze wahali – powiedział Sequela
– To moje ósme zwycięstwo na osiem kampanii.”2 , Pani Soderstrom oznajmiła wówczas (1996 r.), że IRI w nadchodzących wyborach Parlamentarnych w Polsce skupi się na programie budowania koalicji. Zapowiedź niesłychanie ważna: wszak to wtedy, latem ubiegłego roku, w Łodzi, spotkało się kilku •Waszych” z wierchuszki „Solidarności” i postanowili powołać AW „S”. W trakcie kampanii przedwyborczej dyskretnie usunięto nawet cudzysłów z litery S i pozostało nowe, bezosobowe AWS – worek o rozmiarach konia trojańskiego.

urn” t YII IOOS
Wygrała Unia Wolności, a nie AWS pełne krypto-nasłańców Unii; entuzjaści wolnego rynku, Unii Germano-Europejskiej, NATO. Pomiędzy nimi bez trudu przeszedł przez to rzekome ucho igielne „nasz” Al Hall.
Przeszedł także J. M. Rokita. Ten sam, który w okresie strajków robotników „Ursusa” powiedział do Zygmunta Wrzodaka:
Panie Wrzodak, może pan przyprowadzić 500 tysięcy ludzi pod URM, a ja ich z góry ciepłym moczem poleję!’
Pani Soderstrom przepowiedziała ten wynik już w 1996 roku niczym wieszczka, kiedy mówiła o budowaniu przez IRI koalicji „wolnorynkowców”. Dodała wówczas, iż
IRI współpracuje z innymi partiami. To oczywiste: montując konia trojańskiego udającego owieczkę „Solidarności”, należało podjąć współpracę z „innymi” partiami politycznymi.
Ciśnie się pytanie; skąd się biorą przemożne acz jakże dyskretne wpływy IRI w Polsce. Jak dokonała tego niewidzialnego desantu?
I tu dopiero dochodzimy do wątków godnych powieści kryminalnej.
IRI jest republikańskim skrzydłem powołanego przez Kongres USA tzw. Narodowego Funduszu dla Demokracji (National Endowment for Democracy) NED. Alternatywnie jest nazywana: Project Democracy. Organizacja ta jest finansowana przez Kongres. Jakie są jej cele?
Są dwie wersje tych celów. Jedna oficjalna, druga nieoficjalna. Ta pierwsza, to umacnianie i popieranie instytucji demokratycznych na świecie.
Wersją drugą, nieoficjalną ale rzeczywistą, były minister sprawiedliwości USA Ramsey Clark nazwał po imieniu. Oznajmił, że NED służy do:
podtrzymania sabotażu w procesach demokratycznych (…) aby zainstalować w obcych krajach osoby rządzące według wyboru Waszyngtonu.
Clark dodał: Powinno się to nazywać: Narodowa Fundacja dla Niszczenia Demokracji1.
Tak więc NED, której nierozdzielną częścią jest IRI – organizatorka kampanii wyborczych w Polsce i budowniczy koalicji – jak podaje Bortner, pozwalała Amerykańskiej Agencji Wywiadowczej (CIA) w organizowaniu zamachu stanu w Iranie i obaleniu szaha Rezy Pahlawiego; w mordowaniu niewygodnych świadków z afery Iran-Contras;
destabilizacji Panamy (aby zainstalować tam mafię narkotykową!), Filipin, Meksyku Korei, Kolumbii, Peru, Boliwii. Dostarczała broń Libii; stoi w podejrzanym świetle w sprawie zabójstwa prezydenta Kennedy’ego, co mogło się wiązać z wyrzuceniem H. Kissingera z rządu po fiasku akcji wojsk amerykańskich w Zatoce Świń na Kubie…
W kwietniu 1987 opublikowano w USA specjalny raport, zawierający około 2000 nazwisk oraz nazw organizacji i stowarzyszeń politycznych a także krajów uczestniczących w Project

Democracy i w Rządzie Równoległym.
Jakim to Rządzie Równoległym?
Odpowiedź na to pytanie dał prezes Komisji Wywiadu Senatu D. Boren, podczas specjalnej konferencji prasowej oraz w wywiadzie dla „New York Times” z kwietnia 1987. Powiedział, że w USA istnieje Rząd Prywatny. Tajny, albo inaczej: Równoległy’ Niewidzialny.
We wspomnianym raporcie mówiło się nie tylko o inspirowaniu i opłacaniu przez Rząd Niewidzialny afery Iran-gate, czyli dostaw broni dla Iranu za panowania Chomeiniego,
1. Zygmunt Wrzodak: Wrzodak. Op. cit. s. 23.
2. Bortner, Ibidem, s. 69.

który nie chciał wymiany zakładników amerykańskich przetrzymywanych w Libanie.
1 I coś więcej – mówiło się o pomocy dla partyzantów anty-sandinowskich w Nikaragui w zamian za narkotyki sprowadzane do USA samolotami wojskowymi, pod dyskretną kuratelą G. Busha. Kiedy sprawa się sypnęła, postawiono w stan oskarżenia 26 funkcjonariuszy administracji Busha. Ten szybko udzielił im amnestii. Tym samym sobie.
Podczas konferencji w Pułtusku w 1994 roku, goszczący tam z odczytem na zaproszenie Grupy Windsor Edwin Feulner – szef tzw. Heritage Foundation, wynosił pod niebiosa nie tylko wolny rynek. Nowy Porządek Światowy, George’a Busha (masona 33 najwyższego stopnia Rytu Szkockiego) oraz organizacje handlowe takie jak GATT’ -stowarzyszenie preferujące patologiczny, bandycki liberalizm o nieludzkiej twarzy). Nasi „konserwatyści” wynieśli z tej lekcji zalecenia, które mogłyby przejąć grozą robotników i chłopów. Na szczęście, roboli tam nie było: w tym czasie jedni uganiali się za pracą, inni ją właśnie tracili.
W latach 80-tych w USA stałym wątkiem czołówek prasy amerykańskiej był temat tego „tajnego rządu”, sterującego podejrzanymi operacjami wojskowo-wywiadowczymi. Odbywały się one bez wiedzy oficjalnych władz, zrozumiała była więc irytacja kongresmenów. Impulsy do tych operacji wychodziły z Rady do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. Kierował nią m.in. przyjaciel i współpracownik ówczesnego wiceprezydenta Busha.
Ale skandal z handlem narkotykami i podejmowaniem terrorystycznych akcji niemal na całym świecie, od Syrii po NRD, eksplodował dopiero 10 lat później, kiedy Bush już był prezydentem emerytem, ale stałym członkiem licznych rad nadzorczych agend Niewidzialnego Rządu Światowego, jak Komisja Trójstronna, Grupa Bilderberg, Rada Polityki Zagranicznej.
Rządowo-niewidzialny handel bronią i narkotykami sięgał bilionów dolarów. Szmal za narkotyki był następnie przeznaczany na finansowanie konfliktów militarnych. Do nich należał wybuch absurdalnej, typowej wojny o nic, pomiędzy Iranem i Irakiem. Niewygodnych świadków bezwzględnie mordowano w zamachach. Spektakularnym przykładem był zamach na premiera Szwecji Olofa Palmego. Natychmiast po zamachu rozpętała się kampania oskarżeń o to zabójstwo, skierowana przeciwko współpracownikom La Rouche’a – swego czasu kandydata do urzędu prezydenta USA, który śmiało demaskował szwindle Białego Domu i Tajnego Rządu Światowego. Dopiero po latach dwaj agenci byłej niemieckiej Stasi przyznali, że tę kampanię dezinformacji sfabrykowali na polecenie nieznanych im bliżej mocodawców. Wkrótce po ich rewelacjach, z RPA przyszło wyjaśnienie powodów i sprawców zamachu na premiera O. Palmego. Zabili go terroryści nikaraguańscy z Contras. Za co? Bo Palmę sprzeciwiał się nielegalnemu handlowi bronią między Szwecją, RPA i Iranem. Tym wydał na siebie wyrok.
Rewelacje o głównej roli Busha w handlu narkotykami i bronią wyszły z prasy, z „San Jose Mercury News”2. Pod presją opinii publicznej, wszczęto niemrawe dochodzenie. Śledztwo obiecał także szef CIA John Deutch, a także szef biura Białego Domu do spraw walki z narkotykami. Kampania na rzecz postawienia G. Busha przed sądem nabrała rozmachu po konferencji prasowej byłego pracownika agencji do spraw zwalczania narkotyków – Celerino Casiillo. Oznajmił on, że jako pracownik tej agencji
1. Powszechna Umowa w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (General Agreement on Transport and Trade).
2. „Nowa Solidarność”, Ibidem.

281
bez trudu ustalił, iż Biały Dom miał powiązania z transportem narkotyków z Salwadoru! Kiedy pewnego razu powiedział prezydentowi o swoich ustaleniach:
Wiceprezydent potrząsnął moją rękę, uśmiechnął się i odszedł (…) Nie miałem wątpliwości, że Bush wiedział, co się działo’.
Awantura zakończyła się niczym, o czym od początku wiedziała tylko redakcja „New York Times”. A przecież dotyczyła czegoś nieporównanie groźniejszego, nieskończenie obrzydliwszego niż zabawa w podsłuchy zwana Watergate, zakończona upadkiem innego prezydenta.
Miliony polskich telewidzów zapamiętały wzruszającą scenę spotkania prezydenta Busha z rodzicami zamordowanego ks. J. Popiełuszki. Bush wybrał wtedy ze swego repertuaru jeden z licznych, bolesnych wyrazów twarzy. Jaki przybrałby na pogrzebie Palmego?
Ostatnia glossa, już tylko ciekawostkowa, nie wnosząca nic kontrastowego do tego syndromu pieniądza, cynizmu, zbrodni; Komisji Trójstronnej, Klubu Bilderberg, Rady Stosunków Zagranicznych tudzież IRI – to afera stulecia, jaką jest i pozostanie w dziejach kopalnictwa złota – mistyfikacja w Indonezji.
Otóż, proszęjawas – jak mawiała moja babcia po mieczu ale przy kądzieli – były prezydent G. Bush jest członkiem Rady Nadzorczej kanadyjskiej firmy Barric Gold Corporation. Po prostu dorabia do skromnej gaży byłego prezydenta. Ale prezydentem tejże firmy, noszącej w swej nazwie elektryzujące słowo „Gold”, jest niejaki Peter Munk2, podobnie jak George Soros – węgierski Żyd. Wyjechał on w latach 50-tych z Węgier pogrążonych w mrokach stalinizmu aż do Kanady, jak wiadomo – pachnącej żywicą. Nieważne, jak Munkowi udało się sforsować węgierską żelazną kurtynę, w każdym razie kanadyjska żywica zupełnie go nie zainteresowała. Jest obecnie właścicielem jednej z największych na świecie firm budowlanych i to nie w Kanadzie, tylko w USA.
I nagle, firma p. Munka zaczęła wściekłą batalię o udział w odkrytych w Indonezji gigantycznych złożach złota.
Zaczęło się w 1993 roku, kiedy niejaki David Walsh, właściciel niewielkiej firmy kanadyjskiej o nazwie Bre X Minerals Ltd., zajmującej się poszukiwaniem diamentów i metali szlachetnych, wyłożył ostatnie 10 tyś. USD na wyprawę do Indonezji, w przekonaniu (?), że prowincja tego kraju na wyspie Borneo, kryje duże złoża złota. Do tego momentu, akcje Bre X sprzedawano z trudem po 21 centów.
Z Indonezji wkrótce zaczęły napływać wieści o odkryciu fenomenalnych złóż złota, co wynikało z próbek pobieranych na niewielkim cyplu Borneo zwanym Busang. Naczelny geolog firmy Bre niejaki J. Felderhof szacował złoża na 70 min uncji, lecz nie wykluczał 200 min uncji.
Giełdziarze niczym rekiny na świeżą krew, rzucili się na akcje Bre X. Wtedy J. Fel’ derhof, wsparty opinią naczelnego geologa Filipin niejakiego M. Guzmana, uznał złoża za największe na świecie.
Skutek: każda akcja Bre X nabyta na początku 1995 r. za 21 centów, dwa lata później kosztowała 2000 USD! Rozpoczęła się walka o kontrakt na wydobycie. Nie można odmówić sobie uwagi, że gdyby odkrycia dokonano w Polsce w okresie „cara” Kaczmarka lub „cara” Lewandowskiego, licencję sprzedalibyśmy najtaniej i z pewnością „inwestorowi strategicznemu” czyli zagranicznemu. Ale rząd Suharto przystąpił do ostrych targów o licencję na złoża o szacunkowej wartości 6 mld USD.
1. Ibidem.
2. „Życie”, 6. V. 1997.

Do przetargu wystartowało wiele firm wydobywczych. Była wśród nich kanadyjska Barric Gold Corporation. W jej radzie zasiadali czcigodni „byli”: były prezydent USA 0. Bush, były premier Kanady Brian Maironey, a także były prezes Bundesbanku – Jari
Otto Pohi.
Firma Barric, po nieudanej próbie przejęcia akcji Bre X, dotarła do najstarszej córki
Suharto. Stało się to po osobistej interwencji G. Busha i szefa Barric – Petera Munka u prezydenta Suharto. Ale Bre X broniło się. Za cenę 40 min dolarów najęło firmę konsultingową, aby oddaliła pretensje indonezyjskiego partnera Bre X do 40 proc. udziałów, które indonezyjskie Ministerstwo Górnictwa cofnęło już wcześniej. Wystarczyło dotrzeć do syna Suharto, aby wspólny interes ostatecznie ubiły trzy firmy: Bre X, rząd Indonezji oraz Freeport z Orleanu. Rozstrzygnął ten mecz niejaki Bob Husan,
indonezyjski milioner i przyjaciel Suharto.
Przed podjęciem budowy kopalni, Freepol pobrał próbki geologiczne złoża i wtedy okazało się, że zawartość złota jest w nich śladowa i nieopłacalna do wydobycia!
Natychmiast wybuchła panika na giełdach USA, Kanady i Indonezji. W ciągu kilku minut akcje Bre X spadły z 2000 dolarów do 2 dolarów. Kilka dni później filipiński geolog Guzman rzekomo samobójczo wyskoczył z helikoptera nad dżunglą.
Zdesperowani zwycięzcy kosztownego przetargu wykonali jeszcze 600 odwiertów, o wadze kilkuset ton: „złoża” okazały się gigantyczną mistyfikacją!
Prezydent G. Bush nigdy przedtem nie dał się tak „wpuścić w maliny”. A może był tylko wykonawcą precyzyjnie zaprogramowanej prowokacji giełdowej?
* * *
Kończę ten rozdział ponurym obrazem zgnilizny na szczytach władzy, pozornie oderwanym od realiów polskich. Tylko pozornie. W innym miejscu podaję, jak to przywódcy Rosji stali się oficjalnymi właścicielami olbrzymich fortun. Zawłaszczyli dystrybucję paliw, cennych kopalin. Narodowy Bank Polski oficjalnie przyznaje, że przekazał na konta banków zachodnich około 20 mld USD nie bardzo wiadomo jakiego pochodzenia.
Wczoraj (19.XI.1997) dowiaduję się z radia, że w Warszawie odbyła się oficjalna polska promocja handlu z krajami Ameryki Południowej. Jest tych krajów wiele, ale ponad połowę przedstawicieli południowo-amerykańskich „bisnesmenów” stanowili tam Kolumbijczycy. Było tych przedstawicieli Kolumbii aż 37!
Czy Polska została zaszczycona rolą międzynarodowej pralni brudnych pieniędzy narkotykowych? Czy zamierza je „prać” już prawie oficjalnie? W świecie, w którym głowy wielkich państw zaczynają po cichu patronować międzynarodowemu handlowi narkotykami, wszystko jest możliwe. W kraju takim jak dogorywająca Polska, gdzie posiadanie narkotyków jest już dozwolone, gdzie nawet najbrudniejszej machinami finansowej nie przepuszcza się nie tylko przez cele więzienne, ale nawet przez elementarną refleksję moralną – w takim kraju wszystko jest możliwe bo dozwolone.
W kraju takim jak Polska sprzedaje się 40 procent majątku narodowego za równowartość około 5 miliardów dolarów, gdy wartość działek wokół Warszawy szacuje się na 5-6 miliardów USD. Inne porównanie, już przywołane w innym miejscu: odbudowa częściowo zniszczonego przez trzęsienie ziemi japońskiego miasta Kobe kosztowała Japonczyków 17 mld USD. Jeżeli w połowie 1993 roku pismo „Wprost” informuje czytelników, że na fikcyjnych kilkudziesięciu transakcjach firmy „Elektromis” skarb Jeszcze istniejącego państwa polskiego stracił około 170 miliardów złotych, to czytelnicy z pewnym trudem, ale zdołali tamtą kwotę przeliczyć na złotówki, a czytelnicy tej

książki przeliczają ją na dzisiejszą złotówkę i obecną siłę nabywczą dolara. To przemawia nie tyle do wyobraźni, co do zimnej arytmetyki.
Natomiast rozgrabienie finansów państwa wymyka się obydwu tym kryteriom – tak
grozie arytmetyki, jak i wyobraźni. Jest ona wkomponowana w grabież już nie tylko konkretnych bilionów i miliardów, lecz stanowiąc z zimną krwią zaplanowany i realizowany system grabieży, nakłada się na grabież majątku trwałego. Dopiero korelacja skali zniszczeń w obydwu tych dziedzinach pozwala na szacunkową ocenę stanu nieistnienia Państwa Polskiego. Złudzenie, że nic się nie stało albo stało niewiele; że każde larum w tej sprawie jest histerią i przesadą, wynika z faktu, że każdy z nas chodzi jeszcze po ziemi polskiej, budzi się rano w swoim mieszkaniu.
W jednej ze swoich książek już przywołałem wypowiedź Osipa Mandelsztama, żydowskiego poety wkrótce potem zamęczonego w sowieckich łagrach za nieprawomyślne wiersze. Pewnego ranka z okna moskiewskiego mieszkania wskazał swej żonie tłum spieszący do pracy:
– Spójrz. Tym ludziom wydaje się, że wszystko jest normalne, bo autobusy kursują normalnie…
Nasze autobusy – także.

Rozdział 7.
Unia Europejska – kołchoz narodów.
Państwo narodowe musi zniknąć?
Zapędzanie narodów Europy do nowego GUŁAGU, jakim jest diaboliczny pomysł Unii Germano-Europejskiej, stanowi terytorialną i czasową część planu budowania Nowego Porządku Świata, wyłożonego już w Protokołach Mędrców Syjonu’.
Ten Nowy Porządek ma być oparty na istnieniu jednego Rządu Światowego, jednej waluty, jednej religii. Poligonem doświadczalnym tej monstrualnej unifikacji jest terytorium Europy zamieszkałe przez narody o najbardziej ugruntowanych strukturach narodowych i państwowych. Europa była i jest – i pozostanie – centrum cywilizacyjnym globu. Powodzenie w dziedzinie homogenizacji narodów na tym obszarze globu, oznaczać będzie powodzenie całego planu Nowego Porządku Świata.
Idea zmiksowania narodów w jedną amorficzną papkę, zrodziła się w umysłach przywódców żydowskich XIX wieku, lecz posiada ona głęboki podkład religijny zakodowany w talmudycznym judaizmie: Żydzi są narodem wybranym przez Boga do rządzenia światem; Bóg poddał ten naród ciężkiemu doświadczeniu, jakim jest Rozproszenie trwające tysiące lat; rozproszył Żydów, aby istniejąc w Diasporze we wszystkich zakątkach świata, wtopieni we wszystkie narody, kultury, cywilizacje, mogli wykonać swoje zadanie budowania jednego Państwa Światowego pod ich kierunkiem
i niepodzielną władzą.
Nie miejsce tu na rozważania, kim jest Bóg żydowski. Skrajny rasista. W Starym
Testamencie i w Talmudzie nazywający nieżydów – bydłem.
Nowy Porządek Świata budują nie tylko Żydzi. Budują go wszelcy wrogowie Boga. Boga jako idei życia pozaziemskiego. W związku z tym, że bez Boga żyć niepodobna, bogiem uczynili siebie – człowieka. Budowanie szczęścia człowieka na ziemi, to ich nowe zajęcie i cel. Dziwne to jednak szczęście: zunifikowanie do granic; komunizm finalny, ostateczny, nie dopuszczający alternatywy duchowej, choć werbalnie tolerancyjny,
pluralistyczny.
W Apokalipsie św. Jana mamy tego wyraźną zapowiedź. Jest tam dziwna wzmianka^ o tym, że Bestia rozkaże wszystkim ludziom nosić na ręce lub na czole, tajemnicze imiona.
Apokalipsa św. Jana 13, 16-17:
/ sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub czoło

i że nikt nie może kupić i sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia1
Przez prawie dwa tysiące lat ta fraza wymykała się logicznej interpretacji, uznawana przez biblistów za niezrozumiałą przenośnię. Teraz się materializuje: to komputerowe kody identyfikacyjne, przewidywalna rzeczywistość XXI wieku; „dowody osobiste” wszyte pod skórę dłoni. Pełne kompendium wiedzy o nosicielu: od podstawowych danych personalnych, po stan konta. Całość w Centralnym Komputerze Świata, w Apokalipsie nazwanym Bestią. Człowiek pozbawiony tego znamienia nie będzie mógł istnieć, Znajdzie się poza systemem bankowym, poza zaopatrzeniem w podstawowe środki do życia, poza cywilizacją, poza ludzkim gatunkiem…
Można zapełnić objętość sporej książki cytatami luminarzy idei Nowego Porządku Świata, w których z ledwo ukrywaną nienawiścią mówią o narodowości jako podstawowym spoiwie ludzkich fantomów. Mówią o anachroniczności narodów spiętych granicami państw narodowych. Ten podział przeżył się, wyczerpał, uwstecznił. Jest podstawową przeszkodą w dziele unifikacji człowieka w jeden naród, w jedno państwo, pod wodzą jednego (żydowskiego?) króla.
Na instytucję państwa narodowego pluje nasz dobry znajomy George Soros. Nie inaczej postępuje międzynarodowy mason i zdalny handlarz narkotykami G. Bush.
Przeciwko narodom wypowiada się nasz nie mniej dobry znajomy Henry Kissinger – żydomason wyższego niż 33 stopień wtajemniczenia we wszystkie plany Nowego Porządku.
Wrogami państw narodowych są członkowie głównych agend światowej masonerii:
żydowskiej loży B’nai-B’rith, Komisji Trójstronnej, Klubu Bilderberg. Wrogami państwa narodowego są wszyscy żydowscy kompradorzy stanowiący jakościową większość w „polskich” rządach po Round Table. To oni prą do Unii Germano-Europejskiej, To oni mają swój rozstrzygający udział w Piątym Rozbiorze Polski. To dla nich przeszkodą jest tradycja, wiara, historia Polski; przywiązanie Polaków do tych filarów swej tożsamości. Narkotyki? – proszę bardzo! Aborcja? Proszę bardzo! Sekty? Proszę bardzo! Nihilizm? Proszę bardzo! Pornografia? Proszę bardzo! Homoseksualizm? Proszę bardzo! Nauczanie religii katolickiej w szkołach? O nie! To wyznaniowy terror2.
Kto chce prawdziwej władzy, ten musi zostać masonem, albo marionetką masonerii. Stopień dalszego wtajemniczenia a tym samym władzy, zależeć będzie odtąd od jego dynamizmu i intelektu. A także od uległości wobec nieznanych mu szefów wyższych kręgów wtajemniczenia.
Henry Kissinger wyraził się już w 1965 roku, że nadszedł czas, aby porzucić suwerenność narodową (…) niebawem nadejdzie końcowa forma ponadnarodowej wspólnoty globalnej i są potrzebne różne etapy przejściowe i że nie jest zbyt wcześnie, aby przygotować się na coś innego poza państwem narodowym’.
Czy my Polacy, pamiętamy, jak na Placu Trzech Krzyży w Warszawie, podczas wizyty G. Busha, tłum skandował w tym polskim parteitagu na cześć Busha? Czy pamiętamy tę trawestację: Tak nam dopomóż Bóg w: Tak nam dopomóż Bush? Pamiętamy. Ten
1. Pismo święte Starego i Nowego Testamentu. Pallotinum, 1980, s. 1408. Pogrubienia- H. P.
2. Z jednym wyjątkiem: stopień z religii w szkołach żydowskich jest w Polsce zawiirowsiny umowa Gminy Żydowskiej z państwem polskim.
3. Ismerok Aż łgazsagot. Z: J.A. Cervera, op. cit.

sam Bush-Bóg, jest śmiertelnym wrogiem katolicyzmu, narodu, instytucji państwa narodowego’. Ten sam Bush – mason najwyższego 33 stopnia Rytu-Szkockiego.
W statucie tego rytu, w art. 2 §3, podane są obowiązki i przywileje masona 33 stopnia:
Suwerenni, wielcy inspektorzy generalni mają misję i obowiązek pouczać
i oświecać braci2. W paragrafie 6 precyzuje się zadania tych „suwerenów” 33 stopnia:
Celem masonerii jest rozsiewanie rewolucji we wszystkich zakątkach globu, utworzenie światowej republiki opartej na powstaniu przeciwko odwiecznej suwerenności, na zniesieniu granic państw i na wyrugowaniu uczuć
patriotycznych (…).
7° Masoneria kontynuuje walkę przeciwko Kościołowi wprowadzając w narodach chrześcijańskich prawa ateistyczne (…).
11° Żeby rozbić rodziny, masoneria zaczyna od demoralizacji kobiet, które przyjmowane są do loży i tworzą z nich aktyw ruchu feministycznego, albo emancypacyjnego, utworzonego w celu wywołania konfliktów w rodzinach na skutek niewykonalnych zadań!3
Masoneria wszystkich rytów i szczebli jest stworzona i całkowicie kontrolowana przez Żydów. Ich nacyjną lożą jest zakon B’nai-B’rith. Skupia tylko Żydów. Pozostałe ryty masońskie są dla gojów, a także dla Żydów oddelegowanych tam w roli sterników. Gojów najbardziej żądnych władzy, ziemskich zaszczytów, zachęca się do Rytu
Szkockiego. Jego maksymą filozoficzną jest deizm: wszystko jest Bogiem: ja, ty, przyroda, ptak, wiatr…
Tak więc, skandując w najwyższym uniesieniu, niczym na nazistowskich wiecach to: Tak nam dopomóż Bush, wdeptaliśmy w ziemię najcenniejszą frazę polskości, za którą kryło się męczeństwo kilku pokoleń i kilkudziesięciu milionów Polaków.
Skandując tę profanację Boga, prosiliśmy Busha o dopomożenie nam w zbożnym dziele likwidacji narodu i państwa polskiego.
Czy ten zbiorowy amok ilustrował stan naszego zidiocenia? Naszej pogardy dla samych siebie, jako do dzieci tego samego narodu?
Nie. Bo stan skrajnej niewiedzy zawsze przechodzi w stan skrajnego ogłupienia. Prekursorami Unii Europejskiej (Stanów Zjednoczonych Europy) byli Robert Schuman, Jan Monnet oraz żydowsko-niemiecki mieszaniec Richard Coudenhove-Kalergi.
Ten ostatni był twórcą nowożytnej doktryny tzw. Paneuropy. Wyłożył ją w książce Pan – Europa (Wiedeń 1923 r.). Potrzebę zmiksowania narodów Europy w jeden elegancki łagier, uzasadniał lepszymi możliwościami utrzymania pokoju, obrony przed komunistyczną Rosją (wszak stworzoną przez jego żydowsko-niemieckich pobratymców!), a także powrotem Europy do jej przywódczej roli w świecie.
Były to tylko zasłony dymne. W innych pracach, trudniej dostępnych, Richard Cou Kalergi okazał się bardziej szczery i konkretny. Jawnie mówił o tym, iż wszystkie te procesy unifikacyjne mają na celu dokończenie dzieła emancypacji Żydów, uzyskiwanie przez nich przywódczej roli w świecie. Jerzy Chodorowski, autor książki:
zmierzch państw narodowych? (s. 108.) przytacza kilka wypowiedzi tego prekursora Unii Germano-Europejskiej z jego dwóch innych książek. Trzeba się zapoznać z rojeniami
1. Mathis Bortner, op. cit., s. 185-186
2. • C r eu s i Córo mina: La masoneria, s. 311 oraz w: kard. J. M. C aro: El Misteria de la Masoneria
(Masoneria i jej tajemnice). Buenos Aires 1954, s. 238-241. op. cit.
R Coudenhove-alergiego, jeśli mamy znać początek końca naszej narodowej suwerenności. I na czyją korzyść ją utracimy:
Tysiącletnia niewola pozbawiała Żydów, z rzadkimi wyjątkami, gestów pańskości (…). Tak to żydowski, duchowy naród panów (das geistige Her eimolk der Juden) musi cierpieć pod brzemieniem cech niewolnika, które wyciął na nim jego rozwój historyczny.
Z cytatu drugiego goje dowiadują się, że ich cywilizacja chrześcijańska w Europie nie ostanie się, jeżeli nie zostanie spięta instynktami społecznymi Żydów.
I wypowiedź trzecia, to jakby zapowiedź ludobójczej zagłady żydowskiego pospólstwa w Europie, na rzecz żydowskiej arystokracji. Praktycznie i dokładnie tę misję wypełnił dwadzieścia lat później pół-Żyd Hitler i jego żydowscy pobratymcy z oligarchii nazistowskiej Trzeciej Rzeszy:
Od tysiąca lat Europa usiłuje wytępić naród żydowski. Tymczasem zamiast zniszczenia Żydów, dokonała wbrew swej woli, drogą kunsztownej selekcji, ich uszlachetnienia i wychowania do roli, którą mogą spełnić w przyszłości jako naród przywódca. Nie dziw więc, że naród ten wyrwawszy się z więzienia getta, rozwija się w duchową szlachtę Europy’.
Boska nieOpatrzność (patrz: 16 lat później – „Gott mil uns” na pasach nazistów! – H. P.) obdarowała Europę poprzez holokaust żydowską nową rasą.
Coudenhove-Kalergi już wtedy zapowiadał – niczym jego pobratymiec H. Heine. trzy kolejne wojny światowe oraz zmiksowanie narodów Europy a potem i Azji, w nową „rasę”:
Dzisiejsze rasy i kasty staną się łupem rosnącego przezwyciężania przestrzeni, czasu, uprzedzeń. Euroazjatycka rasa przyszłości, zewnętrznie podobna do staroegipskiej, zastąpi różnorodność narodów przez różnorodność osobowości. Wizje (dyrektywy?) Cougenhove’a-Kalergi są od lat już pracowicie wcielane w czyn tworzeniem euroregionów oraz całym systemem preferencji na rzecz wewnętrznej migracji ludów w granicach Unii Europejskiej. Są to: wymiana młodych pracowników różnych państw, równoważenie podaży i popytu na pracę w tych państwach. tworzenie służb społecznych, świadczeń socjalnych, unifikacja ustawodawstwa państw Unii.
Skutki duchowe: dezintegracja poczucia narodowego, identyfikacji kulturowej itp Skutki kryminalne: agresja przeciwko cudzoziemcom. Dziesięciokrotny wzrost aktów takiej agresji w latach 1990-1991 w Niemczech: tylko w październiku 1991 – 900 napaści na imigrantów. Podobnie we Francji, głównie na tle napływu Arabów2.
Ale to właśnie pod wodzą Niemiec, wówczas jeszcze rozbitych, upokorzonych. miało się odbywać w przyszłości „zjednoczenie” Europy. Coudenhove-Kalergi w swej Pan-Europie mówił o tym wyraźnie. W książce: Retinger mason i agent syjonizmu3 cytuję celną rekapitulację tego w istocie Pan-Germanizmu a nie Pan-Europy, pióra publicysty S. Sopickiego4:
Jest rzeczą jasną, że idea „Pan-Europy” najsympatyczniejszą wydać się musi tym narodom, które (jak Żydzi) nie mają w Europie swojej ojczyzny i tym, które (jak Niemcy) mogą ufać, że dzięki swej sile liczebnej i gospodarczej, zajmą w nowym organizmie politycznym stanowiska pierwszorzędne. Istotnie, stosunkowo
1. W wyniku rzezi w Rewolucji Francuskiej, Pierwszej Wojny Światowej, Rewolucji Żydowskiej w Rosji – Przyp. H. P.
2. Ibidem, s. 33.
3. Wyd. Retro, Lublin 1996, s. 257.
4. ..Prąd” 1926 r., s. 89-95.

najwięcej wyznawców znalazły idee Condenhoyego między Żydami i Niemcami.
Dokładnie jak 70 lat później – obecnie – u kresu XX wieku!
Działając nie zawsze wspólnie i spójnie, tacy jak Coudenhove-Kalergi, dali podstawowe wykładnie wspólnoty politycznej, a zwłaszcza ekonomicznej cywilizowanego kołchozu pod nazwą Unii Europejskiej. Unia walutowa, wspólna polityka rolna, zniesienie barier handlowych i wiele innych teorii, pojawiło się już w okresie międzywojennym. Dziś „euroentuzjaści” z niechęcią pozwalają przypomnieć sobie, że te hasła wspólnotowe z uporem lansowali politycy hitlerowskich Niemiec, faszystowskich Włoch. Na te same hasła powoływali się, usprawiedliwiając swoją kolaborację z hitleryzmem, egzegeci rządu Vichy i qusilingowcy Norwegii. Była to wspólna płaszczyzna usprawiedliwiania zarówno kolaboracji, jak i niemieckiego ludobójstwa na Żydach. Wszyscy oni proklamowali przestarzałość idei państwa narodowego na rzecz nadnarodowej unii. I wszyscy rzekomo nie dostrzegali, że tylko jedno państwo i jeden naród działa w kierunku dokładnie przeciwnym. Było nim państwo niemieckie i jego
naród, zachwycony podbojami Hitlera.
Dziś, przeszło pół wieku później, mamy dokładną powtórkę tego historycznego
oszustwa. Niemcy chcą unii, ale pod ich bezwzględną kuratelą.
Jestem przekonany, że za pięćdziesiąt lat ludzie nie będą już myśleć w kategoriach swoich ojczystych krajów.
Kto tak powiedział? Ano, powiedział to Józef Gobbels, szef propagandy hitlerowskiej, pół-Żyd podobnie jak półżydowski cały hitlerowski olimp, na czele z Hitlerem
i kilkunastoma innymi mieszańcami.
Helmut Koln – kanclerz Niemiec od dawna powtarza, że Unia zapobiegnie przyszłym konfliktom europejskim. Nic nowego: norweski kolaborant Widkun Quis-
Bttg, już w 1942 r. oznajmił patetycznie:
Musimy zbudować Europę, która nie marnuje swej krwi i sił w morderczych konfliktach, lecz tworzy ścisły związek.
Zamiast likwidować źródła konfliktów, quislingowcy, hitlerowcy i kohiowcy chcą likwidacji państw narodowych. Szczególnie gorliwi są w tym „polscy quislingowcy”.
Hitlerowcy także mówili o wspólnej walucie. Mieli przejąć międzynarodowy system walutowy, zdominowany wówczas przez świat anglosaski.
Zabrakło im tylko dywizji i bomb. I mięsa. Armatniego.
W „Time” z 28 kwietnia 1997 r.’ omówiono książkę Johna Laughlanda pt.: Zatrute źródło (The Tained Source). Autor punktuje ponure analogie między totalizmami pierwszych dziesięcioleci XX wieku i jej replikami u schyłku tego wieku.
Ten absolwent Oxfordu (filozofia) i germanistyki w Monachium, wykładowca na Sorbonie i w Paryskim Instytucie Nauk Politycznych2, czyli w elitarnych kuźniach światowych elit władzy, pieniądza i destrukcji, wykładał też na uniwersytecie bukaresztańskim, a na dobitkę mieszka w Brukseli. W 1994 roku Laughland wydał znakomitą
Wiązkę: Śmierć Polityki.
Zarzucano Laughlandowi, w odpowiedzi na jego miażdżącą demaskację hipokryzji eurokratów – że nie podaje alternatywy. Odpowiadał wspaniałym prostym pytaniem:
„laczego miałby mieć jakieś alternatywy? Po co? Po co zastępować struktury państw Grodowych, takie jak parlamenty, rządy, tradycyjne formy życia politycznego tych
państw – przez centralnie dyrygowaną strefę ekonomiczną; centralnym Bankiem Europejskim, Radą Europy, Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i kopą innych biurokratycznych molochów? Zwłaszcza, że ani jeden z nich nie jest demokratyczny.
Ale Laughland jednak ma alternatywę. Trzeba – powiada – wdrożyć na serio reformy u siebie i tak, jak to robią niektóre państwa. Terapia szokowa – przypomniał – zastosowana po 1989 roku, jest jak każda ostra dieta: po niej wszystko wraca do starego. I tu się myli choćby dlatego, że nigdy nie wchodzimy do tej samej rzeki.
Pokojowy totalitaryzm.
Unia Germano-Europejska jawi się polskim patriotom zapędzanym do tej Wspólnej Owczarni, jako nowa forma totalitaryzmu i germańskiego ekspansjonizmu. Niedwuznacznie wskazują na Niemcy jako nowy ZSRR. Jest ona skrajnie niedemokratyczną strukturą, spełniającą wszystkie przesłanki systemu autorytarnego, choć znakomicie udającego system demokratyczny. Jest to twór masoński; historycznie, strukturalnie, personalnie. Swego czasu pismo „The Ekonomist” podało, że w samym parlamencie Europejskim jest 30 proc. masonów’.
Omówmy, w dużym skrócie, główne agendy tego imperialnego systemu, tego podboju bez armat i krwi2.
Bank Centralny (EBC). W jego skład wchodzą narodowe banki centralne. Radę Naczelną EBC tworzą członkowie Zarządu EBC i prezesi banków narodowych. Zarząd EBC składa się z prezesa, wiceprezesa i 4 członków, mianowanych na 8 lat, desygnowanych z uwzględnieniem ich stopnia posłuszeństwa, wyznawanych poglądów, przekonań, A zatem – pełnia władzy walutowej i finansowej Unii znajduje się w rękach jej 3-4 sługusów.
EBC nie dopuszcza żadnego nadzoru politycznego, podporządkowuje sobie narodowe władze polityczne krajów członkowskich, co oznacza likwidację ich suwerenności państwowej. Żydokomuna Kne-sejmu poprzedniej kadencji przygotowała się do tego aktu zdrady stosownym zapisem w Konstytucji, dopuszczającym częściową rezygnację z suwerenności państwa. Ubezwłasnowolnienie w zakresie własnych finansów stanowi podstawowe zagrożenie dla suwerenności każdego państwa.
Helmut Schlesinger – dyrektor Bundesbanku powiedział w 1992 r.:
Przyszły system złożony będzie z banków narodowych, które zatracą swoje uprawnienia do prowadzenia polityki walutowej i które oddelegują przedstawicieli do Rady Europejskiego Banku Centralnego. Jest to zasada identyczna do obowiązującej w Niemieckim Banku Centralnym, którego Rada składa się z przedstawicieli Landezentralbanken. Na to publicysta „Le Monde” – B. Cassen:
stanowi (ten system – przyp. H. P.) bezprecedensowe cofnięcie demokracji. Usuwa ono bezpowrotnie ekonomię spod kontroli wybranych przedstawicieli Ludu.
Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Powstał w 1990 r. rzekomo dla „odbudowy” państw Europy Środkowo-Wschodniej: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii.
1. M.Chodorowski: Czy związek państwa narodowego? Ibidem, s. 113.
2. Jarosław Barski, Kazimierz L i p k o w s k i: Unia Europejska jest zgubą dla Polski.
W 1993 roku, kiedy siedziba EBOR mieściła się w Londynie, „Financial Times” ujawnił, że EBOR wydawał dwa razy więcej pieniędzy dla własnego funkcjonowania, niż wydawał na pomoc dla państw postkomunistycznych. Do armii beneficjantów tego szmalu należeli: konsultanci, wypożyczanie samolotów, marmury w londyńskiej centrali, przyjęcia, „kominy” poborów (nieoprocentowanych) dające średnią, włącznie z personelem pomocniczym – 100 tyś. USD’. Dyrektor Jacques Attali, przyjaciel socjalisty i masona J. Mitteranda, zarabiał rocznie więcej od Clintona, bo 250 tyś. USD. Rocznie wydawano 400 tyś. USD na zakup dzieł sztuki na wystrój siedziby banku, aby ilustrowały „różnorodność kultury europejskiej”.
W czerwcu 1993 Attali musiał odejść z powodu tego bizantyjskiego stylu funkcjonowania EBOR. Wszczęto dochodzenie komisji specjalnej. Opinia publiczna otrzymała zbitek ogólnikowych banałów. Wszystkie defraudacyjne i wielkopańskie smaczki pozostały „ściśle tajne”.
Potem mieliśmy „swojego”, dyrektora EBOR. Został nim „nasz” – były premier
K.. Bielecki. Pełni (1997 r.) funkcję dyrektora wykonawczego. Z jaką gażą? Ba! Bezrobocie. Kłamano jak kłamał L. Balcerowicz na progu naszej terapii szokowej. W 1986 r. francuski minister spraw zagranicznych R. Dumas nawoływał w parlamencie francuskim do ratyfikowania Jednolitego Aktu Europejskiego, obiecując spadek Bezrobocia w Europie, w ciągu 5 lat – o 30 proc. Osiem lat później bezrobocie wzrosło z 16 do 20 milionów. To samo obiecywał Jacques Delors -
brukselskiej. ;r Eurokracja widzi remedium na bezrobocie głównie w obniżaniu realnej płacy oraz
Kosztów wytwarzania. To cios w podstawy bytowania rodziny.
J. Goldshmith – w pewnym sensie fenomen, bo jeden z najbogatszych ludzi na świecie, a jednocześnie uczciwie spoglądający na masońskie idiotyzmy madę in Maastricht, w swej książce Pułapka1 w sposób niezbity wyjaśnia, że ofiarami systemu będą
dziesiątki milionów Europejczyków.
Rada Europejska to jedna z najważniejszych instancji UE. Zbiera się dwa razy
„w roku. W jej skład wchodzą prezydenci i premierzy państw członkowskich. Asystują
im ministrowie spraw zagranicznych.
Rada ustala ogólne założenia rozwojowe Unii.
Rada Ekonomiczno-społeczna: składa się z 222 członków. Reprezentują oni „pracodawców”. Desygnują ich rządy państw na okres 4 lat. Jest ciałem tylko opiniodawczym.
Rada Ministrów. Właściwa Rada Unii, w odróżnieniu od Rady Europejskiej i od
Rady Europy. Składa się z jednego z ministrów każdego z państw członkowskich. Jej prerogatywy, to uchwalanie aktów wspólnoty, proponowanych przez Komisję Europejską. Tylko Komisja ma prawo zgłaszania takich aktów. Tym samym, Komisja posiada praktyczną władzę ustawodawczą, z wyjątkiem polityki zagranicznej. Na tym polu Komisja dzieli to prawo wraz z Radą. Tym samym Komisja jest organem skupiającym pełnię władzy ustawodawczej i wykonawczej. To przypomina Komitety Centralne partii komunistycznych: niby rządzi administracja, ale wszystko inspiruje i zatwierdza partia.
1. Przypomnę około 200 tyś. USD gaży prezydenta USA Clintona!
Z wzorców makiawelizmu komunistycznego pochodzi zasada jednomyślności głosowania. Dotyczy ona polityki zagranicznej i obronnej. Ale w punkcie 13 regulaminu czytamy: Rada określa kwestie, w przypadku których decyzje podejmowane są kwalifikowaną większością. Czyli: „Tak, ale…”
Ten europejski Sanhedryn jest jedyną płaszczyzną organizacyjną w Inter-Europie^ której obrady są utajnione. Kiedy w 1992 r. ministrowie rolnictwa zmienili wspólnotową politykę rolną, uczynili to przy drzwiach zamkniętych. Bez dyskusji parlamentarnej! Tak oto zadecydowali, niczym Biuro Polityczne KPZR, o losach dziesiątków milionów rolników Unii.
Rolnictwo Unii. Synonimem Unii jest Bruksela, a to m.in. dlatego, że tam obraduje Komisja. Z kolei synonimem polityki rolnej jest parcie ku tworzeniu Euroregionów. Ten podstawowy a podstępny etap rozkładu państw Europy Słowiańskiej, wprowadza się za pomocą rzekomych niebywałych udogodnień, wynikających z zatarcia granic państwowych. Drugi pseudo-atut, to magiczne słowo: „integracja”. Do sprawy „regionów” jeszcze powrócę.
W polityce rolnej obowiązuje unijne „pierwszeństwo europejskie”. Polega na ochronie produktów rolnictwa Unii przed napływem tańszych, np. polskich produktów rolnych oraz ich przetworów, co widać najbrutalniej w blokowaniu naszego eksportu owoców, zboża, cukru, mięsa itd1. Unia gwarantuje swoim rolnikom zakup narzuconej im ilości płodów rolnych po cenach nie mniejszych niż koszty produkcji – tej ich części, których nie może zbyć po cenach wyższych. Stosuje więc składowanie produktów. Są to ceny typowo interwencyjne, preferencyjne. Próbę wprowadzenia takich cen zastosowano u nas w odniesieniu do zboża, ale procedura straciła sens wobec niemal jednoczesnego bezcłowego importu obcych zbóż (około 4 min ton w 1996 r.), a także cukru i innych produktów rolnych. Rzecz w tym, że 90 proc. funduszów przeznaczanych na wykup interwencyjny w Unii zabierają pośrednicy, a nie rolnicy. To sprawi, że w najbliższych latach około 30 tyś. francuskich plantatorów winorośli straci utrzymanie. Jeszcze większa katastrofa szykuje się dla właścicieli winnic w Hiszpanii. Grozi im wycięcie co trzeciego krzewu z 1,4 min hektarów winnic. W 1993 roku 15 proc. ziemi Wspólnoty już odłogowało: ziemi, która posiada najlepszą infrastrukturę upraw i obsługi. W tym samym czasie większa połowa ludności globu przymierała i przymiera głodem.
Czarne chmury nad plantacjami Hiszpanii, to tylko namiastka losu rolnictwa polskiego. Idealnym rozwiązaniem dla niemieckiego euroimperializmu byłoby zamienienie Polski w rezerwat ścisły. Nie jest to jednak możliwe choćby z powodu położenia Polski. Wiadomo było – Żydom – od wieków, że najlepiej handluje się przy głównych traktach, a jeszcze lepiej na skrzyżowaniach traktów. Głównie tam zakładali karczmy…
Bez większego szumu zmusi się bezbronne i służalcze „polskie” władze do gigantycznych odłogów ziemi. To pozwoli na darmowy ich „wykup”; na kontrolowanie i paraliżowanie ostatnich drgawek państwa. Niemcy mają w tym szczególny zamysł. wynikający z zaszłości historyczno-terytorialnych na naszych ziemiach, zwanych zachodnimi. To także odrębny temat.
1. Tak właśnie Unia postawiła w grudniu 1997 roku kolejną „żelazną kurtynę” przed polskim mlekiem. Krc-tekst- mleko polskie nie spełnia standardóv europejskich (czystość).
2. W grudniu 1997 Rada UE wprowadziła karne cło na import stalowych i żelaznych rur bezszwowych z Polski, Węgier, Słowacji i Rumunii. Polskie rury obłożono zaporowym cłem 30 proc. Nie dotyczy to Huty Batory S.A., bo współpracowała (kolaborowała) z UE w postępowaniu antydumpingowym. Czyli okupacyjny kij i marchewka, szantaż i osobliwe łapówkarstwo.

Swoich rolników Unia już teraz monitoruje z satelitów „Spot” i „Lansat”. Ich teleobiektywom nie umknie ani jeden hektar ziemi „nielegalnie” obsianej! Nie można w tym momencie nie zauważyć, że umykają ich uwadze tysiące hektarów upraw marihuany w państwach Ameryki Południowej. Ale tu wchodzimy na „podwórko” byłego prezydenta Busha. Temat tabu… Już w grudniu 1992 r., po wizycie premier Suchockiej w Danii, prasa doniosła tryumfalnie, że Kopenhaga dopomoże Polsce w prywatyzacji PGR. I pomogła. Jak? Wystarczyłby krótki klaps teleobiektywu „Spota” czy „Lansata”: ziemie wschodnie i północne już bliskie statusu rezerwatu ścisłego.
: Grozę cichej inwazji niemieckiej na polskie hektary omówię w innym miejscu. Tu trzeba przyjrzeć się konsekwencjom integracji z Unią w aspekcie rolnictwa jako bazy ekonomicznej, katastrofalnych konsekwencji społeczno-gospodarczych.
Autorzy książki, na której opieram swoje uwagi przypominają, że Polska ma tyle ziemi uprawnej co Niemcy liczące 80 mln ludności. W Polsce 14 proc. ludności żyje z rolnictwa, a 45 proc. mieszka na wsi. W państwach Unii, w rolnictwie pracuje około 3-5 proc. ludności. Jak dopasować do siebie te przepastne dysproporcje po wchłonięciu Polski przez Unię? Czyim to stanie się kosztem? Dziesiątków milionów bezrobotnych
rolników?
^ Unici robią i zrobią wszystko, aby zniszczyć nasze rolnictwo. To oznacza – lekko licząc – 4 mln osób wydziedziczonych nie tylko z ziemi i pracy, ale z ich historycznej wiedzy kulturowej, rodzinnej. Wieś zawsze była i jeszcze jest – najbardziej stabilną tkanką narodu. Miliony ludzi zostaną wypchnięte do miast – slumsów. Przestępczość, narkomania, dezintegracja kulturowa i duchowa – to nie czarne wizje wyobraźni. To logiczna, przewidywalna w czasie i skali perspektywa pierwszych dziesiątków lat XXI wieku. I o to właśnie chodzi: Polska – eksterytorialna krzyżówka szlaków między Azją i Europą, stanie się obrotowymi drzwiami obydwu kontynentów. Międzykontynentalnym deptakiem.
,^ Jeżeli tak wielkie i liczące się w Unii państwo jak Francja nie może się obronić
przed inwazją produktów rolnych i unijną destrukcją w obrębie swego rolnictwa, to jak będzie miała szansę ekonomicznie wyniszczona Polska, rządzona przez rodzimych wrogów polskości? .”, Noblista M. Allais oświadczył1:
Dla Francji, wybór jest pomiędzy zredukowaniem w najbliższych 20 latach ,, populacji rolników do 2 proc. ludności, a zachowaniem jej w minimalnym obecnym poziomie 6 proc.
^ Do tego larum zmusiły go rokowania GATT z USA w sprawie bezcłowego importu
* amerykańskiej skrobi i kukurydzianej do Europy. Chodzi o miliony ton: Unia nie tylko pozwala na wwóz nie pobierając cła, ale dodatkowo musi dopłacać rolnikom do nadmiarów własnej
sprzedanej kukurydzy.
-: Ale szlachetny gniew i lęk francuskiego patrioty-noblisty, kończy się dokładnie na graniicy Francji:
W każdym przypadku, niepoważne jest pomaganie państwom Europy Środkowo-Wschodniej poprzez import ich produkcji rolnej i pogłębienie w ten sposób obecnego (czytaj – francuskiego – H. P.) kryzysu rolnego. ‚; I jeszcze jedno porównanie naszych szans na tle praktyki po podpisaniu traktatu (Maastricht przez Francję.
1. Le Nouvel Obserwateur”, 16.12.93. Za: Unia Europejska jest zgubą… Ibidem, s. 159.

W nocy 11.XII.1991 zapowiedziano podpisanie Traktatu: ani jeden francuski poseł; ani jeden przeciętny Francuz nic nie wiedział ani o rokowaniach, ani o warunkach traktatu. A rokowania toczyły się od pięciu lat!!
Potem musiało upłynąć jeszcze kilka następnych miesięcy, aby tekst Traktatu zosta wydrukowany. Długo przedtem tamtejsze „marks-media” przypuściły zmasowany apologetyczny ostrzał propagandowy na rzecz dobrodziejstw tego papierowego Traktatu nie znanego żadnemu Francuzowi. Coś podobnego, tylko na bardziej bezczelną skale czynią polskojęzyczne gadzinówki.
Pojawiło się nikłe lobby występujące w obronie francuskiej suwerenności. W tym wąskim gronie nie mogło zabraknąć syna gen. Charlesa de Gaulle’a – admirała Philippi de Gaulle’a, a także wnuka generała i posła europejskiego – Charlesa de Gaulle’a Znalazł się w tym gronie były minister Michel Poniatowski.
Bezlitosną recenzję wystawił Traktatowi były minister i były komisarz Unii – Edgai Pisani:
Traktat z Maastricht jest ideologicznie nacechowany koncepcją liberalistyczną, antypaństwową, asocjalną, akulturową, apolityczną, kunktatorską, dziś jeszcze modną ale już dążącą ku schyłkowi. W rzeczywistości Unia, którą próbuje się utworzyć, konkretyzuje się nieodpowiedzialnością i zmierza jedynie do ogołocenia państw na korzyść sił rynkowych. W chwili, kiedy narody rewindykują wszędzie na świecie uznanie ich tożsamości, tworzy się aparat, który pozbawia narody narzędzi ich tożsamości, nie nadając im w zamian żadnej autentycznej struktury’.
To wstrząsające epitafium wygłoszone m.in. nad otwartym, acz jeszcze nie zasypanym grobem Wolnej Francji, nie przeszkodziło jego autorowi – Edgarowi Pisaniemu, jednak w nawoływaniu do podpisania Traktatu! Byłże to rezultat albo rozdwojenia jaźni. albo cynicznej gry?
To dylemat dla Polski dalece mniej ważny jak to, że totalitaryzm masonerii europejskiej działa jak walec drogowy. Przypomina także operę tragiczną: bohater z nożem zatopionym w piersi po rękojeść, wbrew prawom natury, śpiewa arię trwającą kilkanaście minut.
Różnica pomiędzy Traktatem a klasyczną operą- lub raczej tragifarsą, jest niestety zasadnicza. Chodzi o noże. Noże w operach są tekturowe. Noże Traktatu wykonano z najlepszej stali.
Głosowanie obcokrajowców. Hasło zupełnie niewinne. W rzeczy samej – absolutnie groźne dla Polski.
Art. 8 i 8 E Traktatu przyznaje obcokrajowcom z Unii Germano-Europejskiej prawo głosowania i kandydowania w wyborach zarówno europejskich jak i samorządowych (miejskich, gminnych) na obszarze państwa przez nich aktualnie zamieszkiwanego.
Nie owijajmy w bawełnę – chodzi o Niemców nie posiadających polskich pasz’ portów, lecz mieszkających lub tylko zameldowanych w Polsce. Groźba dominacji w głosowaniach, podobnie rozkłada się na głosowania do samorządów i głosowania na1 przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego.
W pierwszym przypadku, Niemiec bez polskiego paszportu będzie mógł głosować oraz kandydować do władz samorządowych. Czy nie będzie się powtarzać sytuacja, kiedy po Pierwszej Wojnie rozpisano plebiscyt w sprawie Śląska i kiedy całe pociągi Niemców przyjeżdżały na Śląsk z Niemiec, aby głosować za „niemieckością” Śląska?
.1. Barski. K. Liokowski. Ibidem, s. 52.

‚ Te same techniki będą stosowane w głosowaniach nad kandydatami do Parlamentu
europejskiego.
Ktoś zapyta: skąd wziąć te tysiące Niemców? Odpowiadam: będziemy ich mieć na
miejscu, w Polsce, tutejszych i radośnie się „repatriujących”. Setki tysięcy tych, którzy powodowani choćby tylko resentymentami do ziemi ojców, wykupią za psi grosz setki tysięcy polskich hektarów na Ziemiach Zachodnich. Za hektar w środkowych Niemczech płaci się 20 tyś. marek, za hektar na Ziemiach Odzyskanych – około 1000 marek. Muszę posłużyć się własnym plastycznym przykładem, chyba obrazowo dość widowiskowym
są dwie piłki lub baloniki, połączone wspólnym, zaciśniętym wentylem.
W jednej (niemieckiej), jest ciśnienie 20 atmosfer. W piłce polskiej – tylko jedna atmosfera. I oto rozwieramy zacisk…
Imperium biurokracji i marnotrawstwa.
Unia Europejska jest mieszaniną królestwa Ubu1 i orwellowskiego „Roku 84″ – imperium biurokracji, defraudacji, marnotrawstwa, głupoty, pychy, dyktatury mafijnej. Nic tak nie demaskuje tego molocha, jak nieustanna parada oszustw oraz ich bezkarność. Posłużmy się przykładami zgromadzonymi przez autorów cytowanej książki: Unia Europejska jest zgubą dla Polski.
: Zacząć wypada od prania brudnych pieniędzy, czyli od wątku pośrednio polskiego. Pamiętamy, jak p. Gronkiewicz-Waltz – prezes NBP, tryumfalnie obwieściła, że Polska zdeponowała w wybranych bankach zachodnich około 20 mld USD „nadwyżki budżetowej”. Nie wyjaśniła, skąd wzięła się taka fura „szmalu” w kraju targanym niedostatkiem, bezrobociem, deficytem budżetowym, straszliwym deficytem między importem a eksportem. Dolary wysłaliśmy właściwie na przechowanie, niemal bez żadnej korzyści: na średnio 3-5 proc,! Jednocześnie odmawia się pożyczenia kilkuset milionów USD na ratowanie m.in. Stoczni Gdańskiej – ale to wątek już wałkowany w tej wędrówce po
Męstwie Ubu, czyli po PRL-bis. „Europejską stolicą – pralnią brudnych pieniędzy jest Luksemburg – członek Unii,
‚dlatego najzupełniej bezkarny w uprawianiu tego procederu. Nazwa tego kraju natychmiast uruchamia wątek Polski – to tam, w bankach Luksemburga grzęzły setki milionów Jeśli nie miliardy dolarów w ramach afery FOZZ… W tym mikroskopijnym kraiku działa ponad 200 banków. Po niebotycznych skandalach związanych z praniem brudnych dolarów , Luksemburg wreszcie uchwalił (maj 1993) ustawę przeciwko praniu brudnych pieniędzy. Ustawa pozostała, jak większość ustaw rodem z Unii – na papierze. ‚ Pozbawiony kompleksów Luksemburg nie zamierza zrobić u siebie : porządku (…) Potwierdza to raz jeszcze, jak silne są wpływy potężnego lobby bankowego i finansowego na brukselską machinę – pisarz Francois d’Aubert
w książce Podkradana Europa.
Ponurą ilustracją skali przekupstwa w instytucjach brukselskiego „Królestwa Ubu”, jest sprawa afery tytoniowej. Jej bohaterem był Włoch A. Quatraro, w Komisji odpowiedzialny za ten wyjątkowo intratny, a zarazem kryminogenny dział gospodarki wspólnoty. Zapomogi Unii dla tego sektora pod zarządem Quatraro tak wzrosły, że
1. Król Ubu – bohater sztuki A. Jarry’ego. Wcielenie złośliwego absurdu.
przez trzy lata podatnicy Unii każdego dnia dopłacali po 4,6 mln dolarów do tytoniu w dodatku o tak nędznej jakości, że Europa musiała importować jasny tytoń z Ameryki Kontrole nic nie dawały, aż wreszcie śledztwo wszczęto po donosie. Wyniki nigdy nie zostały opublikowane, nie udostępniono ich państwom członkowskim. Na tym tle ujawniła się przestępcza kwadratura koła w przepisach i prawach członkowskich: państwo, na terenie którego dokonano oszustwa, musi płacić karę Brukseli i nigdy tych pieniędzy nie odzyska. Dlatego takie państwo milczy. Oszustwa tytoniowe za czasów ery Ouatraro szły w miliardy dolarów, nigdy jednak nie zostały włączone do statystyk o nadużyciach w subwencjach unijnych!
Inny skandal, to sprawa miejscowości Aquila, Włochy: W lipcu 1992 r., w ciągu kilkunastu minut, 11 członków samorządu regionalnego podzieliło między sobą 260 mln USD z zapomóg unijnych. Po dwóch miesiącach od czasu tego gangsterskiego „skoku” na ćwierć miliarda USD, zostali wreszcie aresztowani, ale wkrótce wypuszczeni na wolność, a sprawa jak zwykle przycichła. Bruksela milczała uparcie.
Kolejny bezkarny „przekręt”, to zapomogi dla dotkniętych trzęsieniem ziemi w Kampanii (Włochy) – kiedy „tąpnęło” 23 listopada 1980 r. Kataklizm pochłonął życie 2800 osób, 300 tysięcy uczynił bezdomnymi. Pomoc Unii dla ofiar zamieniła się w największą w Europie defraudację pieniędzy Wspólnoty. Mafia sycylijska wzbogaciła się niepomiernie. Połowa sum przepadła. Kosztorysy odbudowy sięgały rekordów Guinessa: za budowę 28 km drogi Nerlco-Murolucano zapłacono 300 mln dolarów! Sycylia na okres 1991-1993 otrzymała z Brukseli 700 mln dolarów. Trzylecie następne jest jeszcze hojniejsze, a jednocześnie stale wzrasta nędza na Sycylii i bogactwo tamtejszej mafii. To podatnik europejski subsydiuje sycylijskie królestwo mafii.
To samo czeka i nas, po „wejściu” do Unii.
Holandia wsławiła się aferą masła „Nizo”. Przez pięć lat holenderskie spółdzielnie mleczarskie pobierały dotacje na to masło, produkowane niezgodnie z przepisami unijnymi. Kiedy wreszcie Komisja oficjalnie zajęła się aferą, znów ujawniła się mafijna nędza Wspólnoty. Oto etapy tych przetargów. Pierwszy szacunek defraudacji mówił o dwóch miliardach dolarów. Komisja zgodziła się obniżyć swe żądania do 400 mln USD. Ale Holendrzy mają silne „wejścia” do brukselskiego „Królestwa Ubu . toteż sprawa ślimaczyła się od 1987 do 1992 r., kiedy to unijny komisarz rolny – Irlandczyk Mac Sharry zaproponował Holendrom przetarg – w zamian za ich zgodę na zwiększenie włoskiego kontyngentu na produkcję mleka, pan komisarz jeszcze zmniejszył Holendrom sumę wyznaczoną do zwrotu. Ostatecznie, w 1993 roku „skazano” holenderskich maślarzy na karę 50 mln USD za defraudację dwóch miliardów USD. Mafiozom Unii Europejskiej opłaci się kraść miliardy. Po miliony nawet nie chcą się schylać.
Irlandzkie mięso stało się „skandalem wieku”, ale tylko dla telewidzów brytyjskich. Irlandia jest w Unii największym eksporterem mięsa, zwłaszcza wołowego. Firn13 Goodman International kontroluje 40 proc. tego eksportu. Jej defraudacje szły w miliardy USD. Tuszował ją wspomniany komisarz rolny Unii – Irlandczyk Mac Sharry.
Połączenie NRD z RFN stało się workiem bez dna w zakresie dotacji dla landów byłej NRD. Trybunał Obrachunkowy Wspólnoty w protokołach pokontrolnych stwierdził w 40 projektach pomocy, skandaliczne nieprawidłowości. Znaleziono masarnię tir0′ biu finansowaną przez EFRR, choć już dawno odmówiono jej dofinansowania z powodu nadprodukcji. W Saksonii finansowano kształcenie 80 fryzjerów przez cztery miesiące ich szkolenia: koszt szkolenia każdego fryzjera wyniósł 20 tyś. dolarów. Nic dziwnego’ „kształcenie” odbywało się w Hanowerze, odległym od Saksonii-Anhalt o 300 km’

W Lizbonie rzekomo odbywały się liczne kursy dla kucharzy i fryzjerów – ale kursów nikt nie odbył. To jednak drobiazg, jeśli poznamy łączną sumę subwencji dla tego Kraju w ciągu 5 lat: 2,6 mld USD. Połowa tej kwoty została zdefraudowana.
Do największych projektów Wspólnoty należy budowa dwóch wielkich lotnisk międzynarodowych w Liege i Maastricht. Rzecz w tym, że obie te miejscowości są oddalone od siebie zaledwie o 30 km!
* „Kaprys Bogów” – to szydercza nazwa nadana siedzibie Parlamentu Europejskiego. O lokalizację tego pałacu bogów rywalizowała Bruksela ze Strasburgiem. Zbudowano ją jednak z przeznaczeniem dla Międzynarodowego Centrum Kongresowego, bo urzędnicy Unii szalenie kochają konferencje. Rezultat jest taki, że Parlament wprowadził tam kilka swych agend, toteż każdego roku musi płacić 120 mln dolarów czynszu. Strasburg postanowił nie być gorszy i buduje swoją siedzibę dla eurokratów za pół miliarda dolarów.
Chociaż siedzibą Parlamentu Europejskiego jest Strasburg, to jednak, żeby było Układnie tak jak u Orwella, podkomisje Parlamentu mają siedziby w Brukseli; sekretariat oraz administracja znajdują się w Luksemburgu; sesje plenarne odbywają się (każdego miesiąca), w Strasburgu! Każdego miesiąca setki urzędasów podróżują więc z Brukseli i Luksemburga do Strasburga, taszcząc na 4 dni swymi luksusowymi samochodami tony dokumentów w specjalnych skrzyniach. Szczyt absurdu? Rekord rekordów Guinessa? Z premedytacją zaprogramowane szyderstwo masonerii ukierunkowane głównie na to, aby marnować pieniądze państw-podatników? Dokładnie tak. Im gorzej tym lepiej. Znamy to. Przerabialiśmy te lekcje w Polsce przez dziesięciolecia pod bratnim systemem sowieckiego „Królestwa Ubu”. Te nowoczesne struktury międzynarodowej masonerii zostały wplecione w system międzynarodowej sieci o znakomitej logistyce. Unia powstała dla mafii dosmakowanej sosem masonerii. Może nawet odwrotnie – to masoneria adaptuje wypróbowane wzorce mafii? Obie są przecież emanacją ^ samej metodologii, tej samej szkoły destrukcyjnego myślenia i działania. Niewyobrażalne w żadnych innych szacunkach, są defraudacje wynikające z omijania podatków VAT z tytułu opłat celnych. Jedną z furtek są opłaty wnoszone nie na granicach, lecz u odbiorcy transportu. Coś takiego przytomnie zastosowano także w Polsce w okresie masowych afer alkoholowych i innych, za rządów Mazowieckiego. Francuscy podatnicy bili na alarm: dochody z VAT były tak niskie, że mówili o wielkich defraudacjach. Wyliczali je na podstawie szacunkowego porównania ilości przejeżdżających TIR-ów i wpływu z opłat. Alarm celników we wszystkich krajach Unii był z tego powodu taki wielki, ale niemrawe reakcje pojawiły się dopiero po latach. Podobnie było i u nas – spirytus wpływał do Polski przez półtora roku, byliśmy więc już wtedy pojętnymi kandydatami do członkostwa w Unii.
„.
Trzeba ze smutkiem przyznać, że pod względem defraudacji, ordynarnych zawłaszczeń dobra publicznego, pomysłowości w przeróżnych przekrętach, od 1990 roku systematycznie przekraczamy „standardy europejskie”. Brukselscy mafiozi dużo by zyskali przyjeżdżając na tajne dokształcanie w jakimś ośrodku SLD, UW lub PSL. Tylko w rozdziale „Obrzezanie przemysłu” wykazałem, że Polska pod tym względem od dawna jest już w czołówce Unii Europejskiej. Polscy mafiozi reprezentujący ówczesne spółki skarbu państwa lub przedsiębiorstwa całkowicie już „sprywatyzowane”, zarabiali i zarabiają nadal wielokrotnie więcej niż wysokiej rangi funkcyjni przedstawiciele Unii europejskiej. W innym miejscu tej pracy wykazałem, że niektórzy książęta czerwono-różowej PRL-bis, zarabiają więcej niż prezydent Clinton, ale porównanie pensji
każe współczuć temu ostatniemu. Adam Dujczyński kilka lat po „polskim” Round Table, jako dyrektor spółki reprezentującej w Londynie interesy Kombinatu Górniczo. Hutniczego „Polska Miedź” S.A., zarabiał 120 tysięcy funtów, czyli około 200000 USD. Ponadto, jego premia wynosiła pięć procent zysku spółki, który np. w 1992 roku przekroczył milion funtów, co dawało Dujczyńskiemu około 50 tyś. dodatkowych funtów. Obligatoryjnie zarabiał więc rocznie około 170 tysięcy funtów i już był „lepszy” od Clintona. Ale to dalece nie wszystko. Przez pewien czas Dujczyński łączył z tą odpowiedzialną misją londyńską, funkcję „Pełnomocnika do spraw Handlu i Marketingu”, nadzorującego tę londyńską spółkę, czyli praktycznie siebie samego. Od 1994 roku koordynował także działalność Przedstawicielstwa Handlowego Kombinatu Miedziowego w Warszawie. Tak więc „pracował” równocześnie na trzech etatach, co dodatkowo czyniło go fenomenem już nie rozdwojenia lecz roztrojenia: pracował bowiem jednocześnie w Londynie, w Warszawie oraz w Lubinie.
Pewien francuski minister powiedział kiedyś z humorem, że ministrowie zarabiają marnie, ale za nic nie płacą. Miało to pełne zastosowanie w odniesieniu do skromnego londyńskiego przedstawiciela Kombinatu Miedziowego, który jednak pobierał łączną gażę zapewne kilku ministrów francuskich razem wziętych. Spółka miedziowa opłacała Dujczyńskiemu umeblowanie i koszty utrzumania jego londyńskiego gniazdka. Płaciła jego rachunki telefoniczne, ubezpieczenie i prywatne leczenie pana dyrektora oraz całej jego rodziny, bezlitośnie deportowanej do Londynu. Spółka fundowała Dujczyńskiemu podróże do Polski samolotem w bussiness class. Pozwalała także, aby pan dyrektor Dujczyński – najzupełniej niezgodnie z prawem – pracował jednocześnie jako konsultant w innych firmach, nawet jeśli interesy tych firm stawały w kolizji z interesami Polskiej Miedzi. Umowę o pracę na tym stanowisku zawarto z Dujczyńskim 22 maja 1992 r.’, ale zatrudniono go wstecznie, od 1 stycznia 1992 r.,-co pozwala uznać, iż towarzysz(?) Dujczyński zgarnął awansem pięć miesięcznych pensji. Gdyby jednak Zarządowi Miedzi przyszła ochota zrezygnować z usług pana (towarzysza?) Dujczyńskiego, to w umowie o pracę zawarowano, iż okres wypowiedzenia mu pracy wyniesie 12 miesięcy. Gdyby Kombinat uparł się jednak zwolnić go wcześniej, to musiałby wypłacić mu odszkodowanie w wysokości czterokrotnej kwoty jego rocznego wynagrodzenia. Te asekuracje stanowiły jedynie formalność; nikt pana Dujczyńskiego nie zamierzał zwolnić, bowiem te cieplarniane warunki stworzyła mu Rada i Zarząd Kombinatu, będącego wówczas spółką Skarbu Państwa. W 1992 roku, kiedy go zatrudniano na tych kilku pensjach prezydenta Clintona, członkami Rady byli m.in. działacze Kongresu Liberalno-Demokratycznego, jak wiadomo partii zrodzonej przez pączkowanie Unii Demo-Wolności: Andrzej Machalski oraz były dyrektor gabinetu premiera J. K. Bieleckiego – Krzysztof Kilian. W Londynie pan Dujczyński nie czuł się osamotniony, bo wkrótce osiadł tam na stałe sam były premier Bielecki w nowej roli dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, jednej z ważnych agend czy raczej agentur Unii Europejskiej.
Godzi się więc postawić retoryczne pytanie: czy w gronie takich postaci jak Dujczyński, jak J. K. Bielecki; w legionie im podobnych beneficjentów polskiej nędzy -” mógłby się znaleźć choć jeden szaleniec, który by nie był heroicznym obrońcą idei zmiksowania Polski z Unią Europejską?
Znów „Drang nach Osten”
, Czołowy mason Europy, zmarły w 1996 r. Francois Mitterrand, w styczniu 1985 (AU posługując się frazeologią Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, postulował dalsze przeobrażenia wewnętrzne w Unii na miarę wstrząsu instytucjonalnego, intelektualnego i kulturowego. Postulat Mitteranda oddawał stan prac już daleko zaawansowanych w kierunku „pogłębienia” tych reform. W rezultacie, europejski kołchoz odchodzi nawet od przestrzegania pozorów suwerenności państw członkowskich. Nie wybiera się już komisarzy Komisji według klucza narodowościowego, państwowego. Dawniej, w sowieckich czy polskich kombinatach kołchozo-pegeerów, kierownictwo kombinatu składało się z dyrektorów pegeerów. W Unii nawet i te pozory zostały odrzucone. Pełne umafijnienie i super-centralizacja.
Reforma dotyczy także Rady (Komisarzy Ludowych?). O jej decyzjach ma roztrzygać prosta większość głosów. Z jej składu deleguje się do Komitetu większą liczbę tych Przedstawicieli. Zmniejsza się liczbę języków roboczych.
Parlament: ogranicza się poprzednią liczbę parlamentarzystów. Dostosowuje się ich liczbę do demograficznego potencjału każdego państwa. Jawnie odrzuca się pojęcie suwerenności państw, m.in. porzuceniem prawa veta w sprawach polityki zagranicznej oraz ich bezpieczeństwa wspólnego. Na wymiar sprawiedliwości rozszerza się
głosowanie większością głosów. Unia licząca obecnie 15 państw, to językowa Wieża Babel. Stąd ogromne zapotrzebowanie na tłumaczy. Rozrasta się orwellowska armia uprzywilejowanych urzędasów. zarazem pretekst do ograniczania ilości używanych języków. W sowieckim LAGRZE radzono sobie w sposób prosty, narzucając jeden wspólny język rosyjski, obowiązujący obywatela w każdej republice od kołyski po grób. Tego wymogu nie sposób wprowadzić we Wspólnocie, bo niby na korzyść jakiego języka? Niemcy nie odstąpią od swojego. Francuzi tak dbają o swój, że w 1996 roku wprowadzili urzędowe kary za używanie obcych słów! A może zrobić Unię trójjęzyczną? Byłoby to bardzo gęste sito dla rządzących głąbów unijnych, z których większość minęła 50-tkę.
Na razie dogadują się przez tłumaczy, albo poprzez wzajemną znajomość dwóch języków. Niegdyś żydowski mason Zamenhof ustalił wspólny język świata – esperanto. Nie przyjął się, jak wszystko co sztuczne.
I Kraje takie jak Polska, Czechy i pozostałe mikrusy i średniaki, staną się choćby z powodu języka, krajami podwójnie „tubylczymi”. Poszerzenie Unii o kraje wschodnie doprowadzi absurdalność Unii do super absurdu, do super Wieży Babel. Trzeźwiejsi z Unii postulują istnienie dwóch kołchozów: jednego – już istniejącego, czyli Unii w jej składzie obecnym oraz drugiego – regionalnego, złożonego z państw Europy Środkowo-Wschodniej. Inaczej mówiąc – pierwszej i drugiej ligi. Tylko po co? Kłamstwem jest każda próba usprawiedliwiania tego podboju zapowiedzią obietnic ożywienia gospodarczego. Unia istnieje już wiele lat i w każdym jej kraju wyniki społeczno-gospodarcze są coraz gorsze, łącznie z 30 milionami bezrobotnych na czele. Czy ta armia desperatów kiedyś ruszy na Brukselę?
Rozluźnienie praktyk imigracyjnych gwałtownie zwiększa ilość nielegalnych imigrantów. Przeważają dwa kierunki – z Afryki do Hiszpanii oraz z terenów byłej Jugosławii i Albanii do Włoch. Niemcy duszą się od Turków, Kurdów, Rosjan i innych narodowości. Coraz częściej wybuchają brutalne konflikty z imigrantami i policją, a tak-imigrantów z młodzieżą niemiecką. Skwapliwie nazywa się to aktami rasizmu, ale jest to w istocie narodowy odruch samoobrony. W pierwszej kolejności napływa tam
element kryminogenny, działa zasada selekcji negatywnej. To samo przeżywali Szwedzi. Jeszcze po wojnie można było zostawić na ulicy szwedzkiej walizkę, wrócić po dwóch dniach i zastać ją na tym samym miejscu! Dziś są to już tylko nieprawdopodobne klechdy szwedzkich babć dla zdumionych wnuków.
Północna Afryka wlewa się do Hiszpanii przez Cieśninę Gibraltarską, ten odwieczny szlak kontrabandy. Celnicy Hiszpanii i Maroka są bezradni, straże graniczne podobnie. Poprzez Maroko wdziera się pozostała Afryka. Nocą cieśnina jest gęsta od nieoświetlonych łódek i prymitywnych łajb: woda jest ciepła, śródziemnomorska…
W końcu 1988 roku w Paryżu, najzupełniej przypadkowo, francuski senator Pauł Masson, w czasie przeglądania dokumentów budżetowych natknął się na dokument który go poraził. Był to tekst tajnej umowy Francji z Unią w sprawie zniesienia wszelkiej kontroli na wspólnych granicach’! Nikt we Francji o tej umowie nie wiedział, poza tamtejszymi eurokratami. Przeszła ona do historii afer i dyktatu Unii jako Umowa z Schengen (miasto w Luksemburgu). Umowa zawarta w ściśle tajnej klauzurze już w 1990 r. przez ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec, Belgii, Luksemburga i Holandii – przez trzy lata nie była znana ani jednemu ministrowi Francji, włącznie z ministrem Spraw Wewnętrznych, co jest oczywistym horrendum. Umowa z Schengen znosiła kontrole osób na granicach wewnętrznych Wspólnoty bez względu na to, czy osoba należy do państwa Wspólnoty czy nie należy. Wystarczyło więc raz postawić stopę, w tym również nielegalnie, na skrawku np. ziemi hiszpańskiej, włoskiej czy niemieckiej, aby każdy Azjata lub mieszkaniec Afryki mógł potem bezpiecznie buszować po całej Wspólnocie. Skutki nie kazały na siebie długo czekać. W 1993 roku na granicach francuskich wyłapano o 30 proc. więcej nielegalnych imigrantów.
Poświęcam więcej miejsca temu problemowi, gdyż stanowi on jeden z najważniejszych, perspektywicznych zamysłów masonerii w dziele homogenizacji narodów. Dąży się do maksymalnego wymieszania („zmiksowania”) narodowości – podstawowego warunku budowy nie tylko Jednej Europy ale w przyszłości Jednego Państwa i Rządu Światowego. Miksowanie narodowości to zarazem skuteczny sposób budowania przesłanek wybuchowych, co jest kolejnym celem masońskich szczytów. Godzi się jeszcze raz przypomnieć stosowny paragraf ze statutu wolnomularzy Rytu Szkockiego dla suwerenów 33 stopnia:
celem masonerii jest rozsiewanie rewolucji we wszystkich zakątkach świata, utworzenie światowej republiki opartej na powstaniu przeciwko odwiecznej suwerenności…
Dwa etapy ukołchozowienia.
Przed traktatem z Maastricht, Wspólnota posiadała następujące kompetencje wspólnotowe: jednolity wspólny rynek handlowy, wspólną politykę w dziedzinie konkurencji, rolnictwa, transportu, polityki regionalnej,, społecznej, ochrony środowiska, rozwoju technologii. Traktat z Maastricht dorzucił jeszcze nową wiązankę kajdan: przemysł, sieci energetyczne i telekomunikacyjne, ochronę zdrowia, ochronę konsumenta, edukację (czytaj – pranie mózgów), politykę walutową, kontrolę polityki ekonomicznej państw członkowskich, politykę imigracyjną, prawo wizowe dla obywateli państw trzecich, walkę z narkomanią i międzynarodowym przemytem.
1. J. Barski, K. Lipkowski: Unia jest zgubą…. Ibidem. Passim.

W tej ostatniej dziedzinie – jak sądzę, powinien być zatrudniony w charakterze super-eksperta G. Bush – nadzorca przemytu narkotyków w randze byłego prezydenta
USA.
Tak więc. Komisja brukselska staje się superpaństwem. Sytuację i rolę państw członkowskich można tam porównać do sadzawki, do której wpuszczono samych drapieżników: większy pożera mniejszego. Cała polityka wewnętrzna Unii we wszystkich wymienionych dziedzinach będzie zużywać swoją energię, biurokrację, swoje wewnętrzne wpływy na przechwytywanie najlepszych kęsów dla rodzimej mafii o dyskretnej nazwie lobby – by użyć łagodniejszej formuły. Korupcja, oszustwa, defraudacje, dominacja większych nad mniejszymi, największego (Niemców) nad większymi (Francja, Włochy, Anglia), targi o limity eksportu własnych towarów, są immanentne dla współżycia tej „rodziny”. Ofiarami będą narody średnie i małe, zapędzone do tego super-łagru, a głównym lager-fuhrerem będą Niemcy.
Bez trudu można sobie wyobrazić, w jakim charakterze zostaną wrzucone do tej sadzawki drapieżników, państwa Europy Środkowej. W charakterze płotek do pożarcia.
Euro-ZSRR.
Jeszcze daleko nam do Unii a może – dałby Bóg – wcale, gdy eurokraci Unii już dyktują nam warunki w jeszcze suwerennych polskich sprawach.
Komisarz Unii do spraw stosunków z Europą Środkową i Wschodnią Hans van den Broek, tonem przypominającym najgorsze czasy Breżniewa i Chruszczowa, latem 1996 r. wystąpił z wiązanką gróźb i połajanek podczas dorocznego posiedzenia Rady Stowarzyszenia UE – Polska. Lista zarzutów była tak długa, że unijny namiestnik nawet nie zdołał wymienić wszystkich. Ale wymienił dostatecznie dużo:
– brak restrukturyzacji przemysłu naftowego. Unia mogłaby zgodzić się na prolongatę terminów zakończenia restrukturyzacji przemysłu naftowego w Polsce pod warunkiem, że do końca 1996 r. pójdziemy na pełną liberalizację cen paliw i na zaprzestanie praktyk ochrony polskich rafinerii’!
zgodę Polski na bezcłowy import części samochodów koreańskiego Daewoo, do montowania ich w Polsce;
zaostrzenie polskich przepisów celnych utrudniających dostęp na polski rynek zachodnich towarów (jako przykład podał wyroby hutnicze).
Tymczasem to właśnie Unia od początku romansu z Polską nie przestrzega warunków stowarzyszenia UE-Polska. Narzucała zaporowe restrykcje na eksport polskich artykułów rolno-spożywczych, wprowadzając z dnia na dzień nowe taryfy celne. Zapisy Stowarzyszenia wyraźnie stanowią, że tego rodzaju zmiany będą omawiane wcześniej. Unia wycofała się z konwencji ciężarówek TIR: cel tego pociągnięcia był oczywisty | ograniczyć ruch polskich ciężarówek czyli głównie polski eksport po drogach UE. Dorzucono nam także, z dnia na dzień, ograniczenia prawne wymierzone przeciwko polskim firmom budowlanym w Niemczech, również sprzeczne z umową.
Jeżeli narzeczeni kłócą się na etapie narzeczeństwa; jeżeli narzeczony daje kuksańce nowej oblubienicy, to sens ślubu stoi pod znakiem zapytania. Ale powiedzcie to „naszym”.
1. Myśl Polska”, 28.VII.1996 r.
Wyśmieją, I słusznie. To nie oni są narzeczonymi. Oni są tylko swatami „tej” Polski z Unią…
Ostatnio dołączyła do nich delegacja Episkopatu. Z jej Pierwszej Pielgrzymki do masonerii brukselskiej biskupi wrócili zachwyceni’!
Ilu Polaków pojęło te zachwyty jako podzwonne dla Polski? Te dzwony powinny bić larum! Jak biły przez tyle tragicznych wieków, przed każdą opresją narodu! Et tu Brute contra me!2
Sześciu z ośmioosobowej delegacji biskupów, uczestników pierwszej pielgrzymki do masońskiej Brukseli, paradowało tam, udzielało wywiadów telewizyjnych pochowawszy krzyże za pazuchę! Z bocznych kieszonek, niektórym wystawały tylko fragmenty srebrnych łańcuchów. Widziały to miliony telewidzów. Piotr wyparł się Chrystusa, ale uczynił to ze strachu, by nie podzielić Jego losu. Potem straszliwie żałował, aż po dzień i godzinę swego odkupienia, kiedy zawisnął, z wyroku Nerona, na krzyżu odwróconym ramionami do ziemi („krzyż Nerona” – masoński znak Antykościoła). Tych sześciu polskich (?) Piotrów nie musiało się niczego obawiać. Nic im nie groziło. Uczynili to dobrowolnie, przy tym w wyraźnej zmowie. Wspólnie zaparli się znaku Męki Pańskiej. Znaku Wiary. Tak oto, otrzymaliśmy ponurą lekcję masońskiej ewangelizacji: żeby otworzyć się na masońską Unię, na ten Antykościół, trzeba zamknąć znaki wiary w kieszeniach, za pazuchą, może wkrótce na strychach.
Wspólnota walutowa
Ta utopia ma wejść w życie od stycznia 1999 roku, jako ostatni guzik w uniformie unijnym.
Warto od razu przytoczyć opinię francuskiego ekonomisty M. Allaisa (Zob. Unia Europejska jest zgubą…, s. 195) na temat realności tego terminu:
Ostateczna data – 1999 r. – dla założenia jednolitej waluty (art. 109 L) jest naprawdę śmieszna, wręcz infantylna dla każdej osoby mającej choć drobniutkie rozeznanie w realiach ekonomii.
Oddajmy głos sławnemu pisarzowi Fryderykowi Forsythowi. Jego riposta, jego rekapitulacja idei wspólnej waluty mogłaby rozpocząć, a zarazem zakończyć ten wątek utopijnej wspólnoty pieniężnej – tego gwoździa do trumny Wspólnoty.
Niemcy znów powinny być tylko Niemcami, a nie spłacać długi połowy Europy, dążąc do spełnienia marzeń Bismarcka. Powinni zachować swoją markę – ciężko na nią pracowali. Niech ten dureń Santer tapetuje ściany swoimi brukselskimi banknotami31
Rzeczywiście, nawet przeciętnie majętni Niemcy, do których ten bardzo bogaty p1″ sarz nie należy, ma powody do irytacji. Jak może dobrowolnie dzielić się marką z be-duinami Sahary? Z wyrzutkami Turcji? Jak może zwolnić zacisk owych dwóch baloników, gdy w jednym – niemieckim jest 20 atmosfer, a w polskim tylko jedna? Odzyska Prusy, Wrocław, Szczecin, Opole; ale co dalej? Co zrobić z polskimi tubylcami?
1. „Gaz. Wyb.”, 8-9.XI.1997.
2. l ty Brutusie przeciwko mnie! Przedśmiertny okrzyk Cezara, zasztyletowanego przy udziale Brutusa ‚ swego faworyta (i5.III.44 r, przed Chrystusem). Uniwersalny przykład zdrady najmniej spodziewanej
3. „Der Spiegel”.

Cytowany już J. Goidsmith’ – biznesmen i ekonomista, precyzyjnie dyskredytuje
idee wspólnej waluty:
Najlepszym sposobem aby zrozumieć, co znaczy jednolita waluta narzucona biednym i bogatym regionom, jest przykład Włoch. Ekonomia północnych Włoch jest wysoce konkurencyjna w przeciwieństwie do południowych. Południowe Włochy, nie mogąc dopasować swej waluty do realiów swej ekonomii, doznają szalejącego bezrobocia… Bezrobotni emigrują więc za pracą z południa na północ. Pragnąc tę emigrację powstrzymać, Włosi subwencjonowali inwestycje na południu, aby tworzyć tam miejsca pracy, utworzyli w tym celu specjalne instytucje, jak „Cassa del Mezzogiornio” i inne, poprzez które masowo przerzuca się kapitał z północy na południe.
; Ta polityka zawiodła. Duża część tych inwestycji przepadła, ugrzęzła w ogromnych projektach biurokratycznych, a znaczna część została ukradziona. Zamiast utworzyć miejsca pracy, subwencje stworzyły korupcję. Zawiodły one także przy próbie zastopowania migracji, która nadal wykorzenia ludność z południa i destabilizuje przeludnioną północ.
(…) Migracje te nastąpiły wewnątrz jednego narodu. A co dopiero by było, gdyby miały one miejsce między zupełnie odrębnymi narodami? Waluta •;:• jednolita znaczyłaby, że Grecja nie mogłaby dostosować swojej waluty w stosunku na przykład do Francji. Wtedy, aby utrzymać tę sztuczną sytuację, pozostali Europejczycy musieliby subwencjonować Grecję, aby spróbować – prawdopodobnie bezskutecznie – zapobiec masowej emigracji greckich bezrobotnych w kierunku innych regionów Europy. Czy ktoś przewidział rozbudzone pretensje, nienawiści, narodowe fermenty?
Pozwolę sobie odpowiedzieć twierdząco temu uczciwemu ekonomiście i biznesmenowi. Tak. Przewidział. Dokładnie. Diabolicznie! Bo o to właśnie chodzi. O zamęt, nienawiści, tarcia, degradację narodów.
Ten sam Goidsmith cytuje wypowiedź Vandama Shivy – wybitnego indyjskiego filozofa i fizyka, dyrektora Fundacji Badawczej w krajach Trzeciego Świata. Wypowiedział się on o nieuchronnych skutkach handlu w ramach GATT („Układ Ogólny w Sprawie Ceł i Handlu”: General Agreement on Tariffs and Trade):
będzie oznaczał dalszą destrukcję naszych społeczności i wykorzenienie z roli milionów drobnych rolników, a następnie ich migrację do dzielnic nędzy w przeludnionych miastach. GATT niszczy kulturową odmienność i społeczną stabilizację naszego narodu. GATT oznacza dla nas ponowną kolonizację2. Powtórzę raz jeszcze: dokładnie o to chodzi namiestnikom Bestii z Apokalipsy św. Jana.
Goidsmith tak kończy obraz tej Apokalipsy:
W taki sposób jednolita waluta zniszczyłaby Europę. Stworzylibyśmy całą serię „Cassa del Mezzogiornio” jak we Włoszech, z podobnymi skutkami (…) Zdestabilizowalibyśmy całe regiony, przemieszczając wykorzenione narody do miejskich skupisk, już cierpiących na bezmyślny wzrost liczby mieszkańców. Z pewnością uwolnilibyśmy odśrodkowe siły, które zniszczyłyby Europę. Brytyjski uczony filozof i metodolog – Karl R Popper ostrzegał:
Cały proces tzw. zbliżenia z Brukselą – na razie całkowicie popierany i mało ; konkretny – mógł się rozpocząć tylko pod tym warunkiem, że strona polska zagwarantowała stały, kroczący wzrost cen nośników energii. Oznacza to, że w momencie, gdy już dopłyniemy do naszej wymarzonej Brukseli, wasze wyroby
1. Pułapka (Le pieg’e), wyd. polskie, 1995. Op. eit.
2. Pułapka, s. 32.

będą całkowicie niekonkurencyjne. Będziecie załatwieni. A na razie, na rozkaz brukselskich biurokratów, dusicie się własnymi rękami1.
To duszenie własnymi rękami, „Financial Times”już w marcu 1991 roku rozpisał następującą metodologię w zakresie tylko rolnictwa:
Rząd polski winien świadomie dążyć do poziomu produkcji rolnej trochę poniżej wystarczalności (! – H.P.), w miarę potrzeb dostarczając pomocy finansowej, mającej na celu redukcję nadmiernego potencjału w taki sposób, który mógłby być społecznie akceptowany.
Zygmunt Wrzodak w swej książce2 podaje, iż Michał Boni oraz Jacek Kuroń otrzymali od ministra Kołodki 12 mln nowych złotych (120 miliardów starych) na „prace integracyjne Polski z UE”. Powołano tzw. Komitet Integracji Europejskiej (listopad 1996). Wypichcono dokument pod tytułem: Narodowa Strategia Integracji, Dochodzenie Polski do członkostwa w Unii Europejskiej. Wrzodak przestrzega przed czymś jakże oczywistym:
Pamiętajmy, że kiedy rodzinie lewactwo majstruje coś przy niepodległości Polski, obojętnie czy na kierunku wschodnim czy zachodnim – uczciwi Polacy powinni odczuwać niepokój.
„Lewactwo” tak, ale przecież niezupełnie rodzime – wypada udokładnić przestrogę Wrzodaka. Takie czy inne, posiada ono zielone światło krypto-lewaków spod znaku Unii Europejskiej: rubel transferowy Sowłagru chętnie zamieniają na ECQ. We wrześniu odbywała się w Warszawie konferencja Międzynarodowej Organizacji Pracy, już od dziesiątków lat agentury Kominternu, a teraz trockistowskiej socjaldemokracji. Te sabaty zawsze odbywały się w Genewie, ale ostatnio uczyniono jedyny wyjątek i oto europejscy lewacy zjechali do Warszawy. Był to rzekomo rezultat ich uznania dla ogromnych sukcesów gospodarczych Polski socjal-unijnej. I drugi rekord: po raz pierwszy przewodniczącym konferencji został delegat z Europy Wschodniej. Kto taki? Ano, lewak „uniwersalny”, socjalista oficjalny Leszek Miller, wtedy – minister pracy i polityki socjalnej.
Yvon (Iwan?) Chotard, przewodniczący grupy rządowej MOP, powierzenie Millerowi kierownictwa nad obradami tego socjal-Kominternu tak uzasadnił:
Minister Miller jest osobą z doświadczeniem i ogromnymi możliwościami (to prawda, towarzyszu Yvon-Iwan! – H. P.). Absolwentem i wykładowcą Akademii Nauk Społecznych. Aktywnie uczestniczy w życiu politycznym. Był sekretarzem PZPR i sekretarzem SdRP. Ta osoba godna jest poparcia Unii Europejskiej3. Nareszcie jesteśmy we wspólnym europejskim domu. Żadnych wątpliwości. Żadnych złudzeń. I aż dziw bierze, że waluta europejska ma się nazywać ECU, a nie rubel transferowy-bis!
Ta sama zasada euro-komuno-socjalizmu przyświeca naszemu sojuszowi z NATO. Ruble i ECU schodzą tu na drugi plan. Istotne jest bezpośrednie terytorialne zbliżenie eurokratów do ich duchowego starszego brata w lewactwie – do Rosji. Dotychczas dwa Bloki militarne tej samej Bestii miały w zasadzie tylko jedną styczność terytorialną ‚ granicę turecką. Teraz będą sobie podawać kosmate łapy przez Bug.
Oto zespołem do spraw negocjacji z NATO kierują obecnie dwaj wysoko wtajemniczeni komunardzi z czasów PRL: Andrzej Towpik i Andrzej Karkoszka. Towpik, to były wykładowca w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, potem zastępca
1. „Wprost”, 32/1995
2. Wrzodak, Ibidem, s. 86.
3. „Nasza Polska”, 3.X. 1995.
stałego przedstawiciela Polski w Genewie; potem podsekretarz stanu w ministerstwie D. Rosatiego.
Jeszcze bardziej świetlistą gwiazdą pol-bolszewizmu był Andrzej Karkoszka – stale w MSZ, do tego 5 lat w USA, potem w Szwecji. Tam został oddelegowany do Międzynarodowego Instytutu Badań Pokoju (!). Zachodnie źródła wywiadowcze nie miały złudzeń co do tego, że jest to organizacja spenetrowana przez wywiad Układu Warszawskiego. Potem tow. Karkoszka osiadł w nowojorskim Instytucie Bezpieczeństwa Wschód-Zachód. Wreszcie wylądował w MON. Stało się to za rządów Suchockiej i ministrowania w MON przez Onyszkiewicza. Po wrześniowych wyborach 1993 r. t Milewski mianował Karkoszkę Dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa Międzynarodowego w MON.
I oto afront! W 1994 roku Karkoszka poleciał do Włoch na seminarium NATO-wskie. Tam, już na lotnisku został zatrzymany przez włoski kontrwywiad, który od dawna miał Karkoszkę w komputerowym spisie agentów bloku wschodniego. Karkoszka jak niepyszny wrócił do Polski, a MON położyło swój hermetyczny „kapelusz” na skandalu. Od czerwca 1995 Karkoszka był wiceministrem MON. Niezniszczalny, nieusuwalny reprezentant Polski, spec od bezpieczeństwa międzynarodowego.
W skład zespołu negocjacyjnego z NATO wchodzą takiej oto zacności towarzysze, jak':
– Robert Smoleń – absolwent Moskiewskiego Instytutu Problemów Międzynarodowych;
-Andrzej Krzeczunowicz, ambasador RP w Brukseli, przez cały okres PRL na emigracji, pracownik Radia „Wolna Europa” o matuzalemicznym stażu zastępcy dyrektora Rozgłośni: 1954-1988. Za jakie „zasługi” dla PRL został włączony do tego zespołu absolwentów moskiewskich uczelni?
– Gen. Czesław Piętas: absolwent dwóch uczelni wojskowych w Moskwie;
~ dyr. Ryszard Król – w okresie PRL pracownik MSZ;
– Jerzy M. Nowak. Kariera przebogata. Długoletni pracownik MSZ. Od 1990 stały przedstawiciel RP przy Biurze ONZ i instytucjach OBWE w Wiedniu. W 1990 członek komisji weryfikującej kadry MSZ. Szef Departamentu Integracji z NATO. Kadrowy oficer wywiadu PRL, wieloletni wicedyrektor Departamentu Kadr w MSZ. To on miał wpływ na masowe „katapultowanie” na placówki dyplomatyczne, pracowników wojska i Bezpieki, zagrożonych negatywną weryfikacją;
– Jerzy Raban – dyplomata PRL z 30-letnim stażem.
Będą nas integrować z NATO sami profesjonaliści.
Po co nam NATO? – pytają sceptycy. Pytanie zasadne przy pytaniu głównym: przed kim ma nas bronić NATO? Przed Rosją? Nie, Rosja będzie wasalem Zachodu. Taką lOlę wyznaczyli jej bogowie z Komisji Trójstronnej. Ponadto, Rosja nie ma wobec nas aspiracji terytorialnych. W 1939 roku zabrała nam trzecią część Polski i dobrowolnie wyrzekła się na rzecz Niemiec obszaru Polski od Wisły do Bugu. Czarna przyszłość Ro-„)i, to moloch chiński. Geopolitycy Rosji oczy mają wbite w Azję.
Dla odmiany warto przypomnieć, co zamierzali zrobić z Polski nasi obecni sojusznicy z NATO, w przypadku konfliktu zbrojnego z Układem Warszawskim.
Oto w 1962 roku odbyły się rutynowe manewry sił NATO o kryptonimie Fallex 62. Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował (10.X.1962) tajne materiały o tych ma-IteWrach. Za tę publikację, wydawca Rudolf Augustem oraz czterech redaktorów pisma
„Nasza Polska”, 13.VIII.1997.

zostało aresztowanych pod zarzutem zdrady tajemnic wojskowych! Cóż to były za tajemnice?
Miesiąc potem brytyjski „Manchaster Guardian” (10.XI.1962) wystrzelił z tymi samymi rewelacjami. Pisał:
Rozkazy bojowe dla Sił Powietrznych NATO przewidują natychmiastowy odwet po zaatakowaniu Zachodu przez nieprzyjaciela… Celem odwetu mają być wyrzutnie rakietowe, lotniska a przede wszystkim najczulsze miejsca Rosji – jej wydłużone linie komunikacyjne. Teatr wojenny w Europie ma zostać odcięty od Rosji w obszarze rzeki Wisły1.
Wśród Polonii brytyjskiej zawrzało: oto Polska ma zamienić się w pas śmierci, w pole zaporowe! Z oburzeniem pisała o tym wówczas jeszcze londyńska „Myśl Polska” (15.XI.1962), a także chicagowskie „Echo” i „Dziennik Polski” z Detroit. „Echo” grzmiało:
Tego rodzaju plan oburza nas podwójnie: jako Polaków i jako obywateli amerykańskich. „Dziennik Polski” wtórował:
domagamy się, by kongresmeni polskiego pochodzenia zażądali kongresowych dochodzeń w tej sprawie, choćby dla uzyskania odpowiedzi na pytanie -dlaczego w planach wojennych przeciw Rosji główną cenę, bo cenę życia całego narodu i państwa, ma płacić Polska?
Po siedmiu latach, w Brukseli odbył się tradycyjny szczyt Napoleonów z NATO. Tym razem prasa doniosła już jawnie o obowiązywaniu tej samej doktryny: pasa śmierci na obszarze Wisły. „Chicago Tribune” ujawniał:
jeżeli siły alianckie nie zdołają zatrzymać większego ataku sowieckich sił konwencjonalnych. Zachód wystrzeli ograniczoną salwę broni jądrowych przeciwko celom wojskowym w Europie Wschodniej (…) w takich krajach jak Polska lub Czechosłowacja lecz nie przeciw Związkowi Radzieckiemu. Źródła te podają, że Związek Radziecki został umyślnie wyłączony, ponieważ atak jądrowy (…) spowodowałby natychmiastowy odwet.
W styczniu 1970 londyński „Dziennik Polski” opublikował artykuł Eugeniusza Hinterhoffa – byłego polskiego oficera wywiadu, który po wojnie pracował dla Brytyjczyków, dzięki czemu w 1963 r. dopuszczono go do prac ekspertów wojskowych Francji, Niemiec i Anglii. Podał on spodziewane zniszczenia po tym prewencyjnym ataku atomowym na terytorium środkowej Polski:
na odcinku frontu o szerokości 250 mil i głębokości 50 mil zniszczone zostanie 3,4 mln domów, około 12,5 mln ludzi straci życie, a około 5 milionów poddanych będzie skutkom opadów radioaktywnych. Dopiero teraz naprawdę zawrzało wśród emigracyjnych Polonusów. Wystosowali wspólny list protestacyjny do wszystkich Polaków z Bratnich pism w świecie. Protestowano przeciwko planom atomowego zniszczenia Narodu Polskiego. Kongres Polonii Amerykańskiej wystąpił do Departamentu Stanu z żądaniem wyjaśnień. Po pewnym czasie KPA otrzymał odpowiedź, w której Departament Stanu w oględnych słowach potwierdzał istnienie takiego planu. Rozpoczęto więc zbiórkę podpisów pod apelem do prezydenta Nixona. KPA domagał się ponownego zbadania całej sprawy i odrzucenia planu jako okrutnego i barbarzyńskiego.
Z jakim skutkiem? Nieznanym do dziś. Czy obecna doktryna NATO uwzględnia takie uderzenie prewencyjne? Co o tej doktrynie wiedzą nasi wojskowi?
1. Bolesław Zaremba, „Myśl Polska”, 16-31 1993 r.
Brytyjski minister Spraw Zagranicznych Douglas Hurd, w styczniu 1994 roku oznajmił w wywiadzie, że:
granica między Polską a Rosją leży na Wiśle’.
Ta geopolityczna rewelacja ukazała się w polskim wieczornym dzienniku telewizyjnym- Oglądały ją i słyszały miliony Polaków, mieszkańców „prywislannego kraju”. przecierali oczy ze zdumieniem nad ignorancją brytyjskiego dyplomaty.
Czy był to jednak popis jego rzekomej ignorancji? A może jednak „wyrwało się” sir ministrowi coś, co jest zakodowane w jego dyplomatycznej geopolityce? Coś jakby nowy pakt Ribbentrop-Mołotow? A może była to projekcja starej wizji przyszłej Polski, tego rzeczywiście „prywislannego kraju”?
Tacy to obrońcy szykują się nam w NATO-bis. Nihil novi. We wrześniu 1939 r. było podobnie, choć nie było NATO. W 1945 roku w Zmowie Jałtańskiej – zupełnie tak
samo.
Ważniejsze sąjednak współczesne implikacje naszego ignoranckiego entuzjazmu do NATO. Nie tylko zwolennicy naszego sojuszu z NATO, ale także sceptycy i zdecydowani przeciwnicy, czyli myślący logicznie i po polsku, nigdy dotąd nie wyartykułowali, zapewne nie dostrzegając takiej możliwości – groźby konwersji prewencyjnego uderzenia atomowego na Polskę. Takiej konwersji, że oto teraz, Rosjanie zagrożeni uderzeniem z zachodu, zechcą uczynić z Polski atomową fosę, pas śmierci. Ze strategicznego, z militarnego względu takie zmasakrowanie terenów Polski narzuca się – samo. W ramach tej doktryny, Rosjanie niszczą przyczółki NATO pomiędzy Wisłą a Bugiem według dokładnie takiej samej kalkulacji, wedle której niedoszli ludobójcy z NATO planowali uczynić z Polski pole zaporowe dla sił konwencjonalnych ZSRR. Kij ma bowiem zawsze dwa końce, czyli z deszczu pod rynnę lub – kto sieje wiatr zbiera burzę – by już nie przywoływać innych porzekadeł. Chyba nikt nie ośmieli się twierdzić, że Rosjanie mogliby się zawahać choćby przez chwilę, będąc w stanie strategicznego zagrożenia. Nawet nie zagrożeni podbijali Polskę wielokroć w historii, w przerwach mordując w Ka-tyniach dziesiątki tysięcy polskiej inteligencji.
Snując dalej te apokaliptyczne wariacje ale nie wariactwa, należy liczyć się, gdzieś w głębi XXI wieku, z rozstrzygającym konfliktem cywilizacji zachodniej z azjatycką. Z konfliktem Azja-Europa.
Co wtedy? Z Polską?
Za naszym konkubinatem z NATO opowiada się tylu poczciwych i uczciwych Polaków, że obecnie trzeba zebrać sporo odwagi, a może desperacji, aby publicznie Występować przeciwko temu paktowi. Sojusz z NATO jednak ewidentnie oznacza:
— całkowitą zagładę naszej suwerenności militarnej;
~ całkowitą zagładę naszego przemysłu zbrojeniowego, co wykazałem już w poprzednim rozdziale;
— Jest ważnym, pilotującym elementem podboju gospodarczego Polski;
– zgodą na zainstalowanie niemieckich struktur wojskowych i około-wojskowych;
– zdaniem się na łaskę i niełaskę Niemców, którzy nie będą musieli uderzyć na Polskę ; setkami dywizji, aby odzyskać to co stracili w 1945 r. Oni po prostu tu już legalnie
będą obecni.
Istnieje tylko jeden warunek dopuszczalności sojuszu Polski z NATO: tak, ale poza Sojuszem z Unią Germano-Europejską! Dwa konie trojańskie wpuszczone do i tak już
l. Przemysław Krzemień, Włodzimierz Achmatowicz: Wyprzedaż polskiej ziemi. Wydawnictwo fc Maryia Toruń 1997, s. 162.

wie o tym jedynie dlatego, aby zarówno „nasi” tutejsi wrogowie, jak też nasi naiwni rodacy – zwolennicy UE i NATO przynajmniej wiedzieli, że nie wszyscy Polacy są bezkrytyczni, niewidomi, a co gorsze sprzedajni i …zakłamani.
Achtung! Nadchodzi!…
W konstytucji niemieckiej, na niemieckich mapach, nasze ziemie zachodnie nadal widnieją w granicach Wielkich Niemiec. I nie tylko tam. Jako niemieckie istnieją one w mentalności Niemców. W ich rewanżyzmie. Niemiec wychowany we Wrocławiu od wielu pokoleń; Niemiec, który biegał w krótkich spodenkach po podwórkach i lasach swego dzieciństwa na Pomorzu Zachodnim i Północnym, nigdy nie wyrzeknie się tych sentymentów, choćby pozostawały tylko sentymentami młodości bez podtekstu politycznego.
Nasi rodzimi wrogowie razem z milionami naiwnych polskich poczciwców nie chcą wiedzieć, że sytuacja Polski w kontekście inkorporacji do Unii jest absolutnie inna niż sytuacja innych państw na obrzeżach Unii, takich jak Grecja, Hiszpania, Luksemburg czy Austria. Grecja, Hiszpania, nawet Włochy, są dla strategów NATO i Unii jedynie wyjściem na Morze Śródziemne, na Bliski Wschód. Afryka nigdy nie zagrozi Unii ani militarnie ani gospodarczo. Do tych ościennych krajów Unii ani Niemcy, ani Francuzi, ani Brytyjczycy nie odnoszą się roszczeniowo, na zasadzie dramatycznych zaszłości historii, z poczuciem krzywdy. Odmiennie jest z Polską. Nasza Unia gospodarcza i militarna ze zgermanizowanym zachodem oznacza pokojowe odzyskanie ziem utraconych przez Niemców na wschodzie.
Żadne państwo Unii nie napiera tak zdecydowanie na wejście Polski do Unii, jak Niemcy. Kanclerz Kohl wyraźnie oświadczył, że leży to w interesie Niemiec!
Ich determinacja ma swoje potwierdzenie w agresywnym wykupie ziemi na naszych zachodnich kresach, a także w metodycznym przechwytywaniu – za bezcen – głównych dziedzin infrastruktury przemysłowej na tamtych terenach, takich jak cukrownie, cementownie i inne. W swojej pokojowej inwazji, Niemcy postępują metodycznie i tak, jakby się naczytali osławionych Protokołów mędrców Syjonu, gdzie mówi się, że kto rządzi propagandą, ten rządzi umysłami. Dywizje już nie będą potrzebne.
Wykupili więc niemal wszystkie zachodnio-północne gazety i drukarnie, a ich rozmach w tej ekspansji wcale nie kończy się na ziemiach zachodnich.
Koncern prasowy Neue Passauer z Bawarii wykupił 12 kolejnych gazet regionalnych. Kapitał niemiecki kontroluje ponadto niemal całą prasę kolorową dla kobiet i młodzieży.
Tak oto na początku 1997 roku przedstawiał się stan prasowego „Drang nach Osten”, według ustaleń pism specjalistycznych – „Szpalty” i „Raportu Prasowego”‚:
1. „Myśl Polska”, 13.11.1997. 308
Dziennik Zachodni”

- Katowice

90 (515)

(Trybuna Śląska” – Katowice

179 (555)

Gazeta Krakowska”

- Kraków

34,6 (105,3)

Dziennik Polski” -

Kraków (25%)

70(1)

Dziennik Bałtycki”

- Gdańsk

57 (185)

wieczór Wybrzeża”

- Gdańsk

40 (134)

Gazeta Wrocławska

” – Wrocław

35 (brak danych)

Gazeta Poznańska”

- Poznań

78 (brak danych)

Express Poznański”

- Poznań

35 (55)

785,6 (2119,3 – częściowy brak danych)

Ten gigant posiada 15 gazet w Bawarii, 17 w Górnej Austrii, aż 43 w Czechach oraz
w Polsce.
W tym momencie trudno odmówić sobie zgryźliwej uwagi, iż ten terytorialny Hackład propagandowych dywizji niemieckich dokładnie pokrywa się z kierunkami Heizeń dywizji niemieckich na Polskę w 1939 roku. W drugiej linii postępuje wykup polskich drukarni, o którym za chwilę. Końcowe uderzenie, to koń trojański pod nazwą:
Unia Europejska. Jeszcze inny front, to wykupywanie ziemi na zachodnich „kresach”. Procedura połykania polskiej prasy rozpoczęła się od miesięcznika „Las Polski” ||KZ 25 proc. udziału w krakowskim „Dzienniku Polskim”. Dalej szło jak z płatka: 50 (Koc. „Gazety Robotniczej”, milowy skok w postaci wykupienia niemal „hurtem” dzie-||ęciu polskich dzienników regionalnych za sumę 100 min marek od upadającego francuskiego Hersanta.
|| Od byłego tenisisty Wojciecha Fibaka’ tenże końcem wykupił dwie poznańskie ga-(|ty. Zimą 1997 końcem odsprzedał jedyny sportowy dziennik Krakowa – „Tempo”, co
R’uje, że kształtowanie opinii sportowych na kopyto niemieckie, na razie schodzi na
plan tego prasowego najeźdźcy.
Aapa germańskiej inwazji jest jednoznaczna: rewindykacja strat pojałtańskich – ja-(fcy to sztampowo wywiodła niegdysiejsza propaganda komunistyczna, czyli: Wrocław, Katowice, Gdańsk. Ale nie tylko. Apetyty są większe i zaczynają się pokrywać z mapą paktu Ribbentrop-Mołotow: Kraków, Poznań, Łódź. Wtajemniczeni utrzymują, że |życie” T. Wołka, to osobliwa kontynuacja linii Ribbentrop-Mołotow. Rzadko jakiś nu-Itter „Życia” nie zawiera akcentu niemieckiego. Ściślej – filoniemieckiego. i| Kielce, Białystok, Lublin na razie pozostają jakby poza zainteresowaniem Niemców. |b na razie domena nomenklatury esbecko-„góralskiej”. Ale ofensywa trwa. Nie ogranicza się do dzienników prasowych.
A Niemiecki końcem Berteismana – który dwie trzecie swych dochodów osiąga poza Niemcami (głównie w Europie i USA), ma udziały w „Tele Magazynie” z suplementem,
•• Jesienią 1997 r. popadł w przejściowe oczywiście tarapaty, z oskarżenia prasy (i prokuratury) francuskiej o igraszki z prostytutkami „Paryżewa”.
309

„Telimenie”, „Claudii”, „Naj”, „Sandrze”, w piśmie „Majster”, w „Moim Mieszkaniu” w dystrybucji wydawnictw turystycznych i kartograficznych; kaset i płyt; w klubach książki; stara się ostatnio zaistnieć na rynku telewizyjnym, gdzie np. szwedzki koncern
Bonnier A.B., nabył 30 proc. udziałów w warszawskim „Super Ekspressie”.
W niemieckich rękach jest już większość z ponad 80 proc. prasy węgierskiej i czeskiej należących do osób i firm zagranicznych, co dowodzi, że front wschodniej ofensywy niemieckiej wcale nie ogranicza się do Polski.
Polska centrala koncernu Passauer mieści się w Warszawie przy ulicy Grzybowskiej i nosi nazwę: „Polska Presse”. Dla przechodnia nic to nie oznacza.
Naturalnie, bossowie koncernu zaklinają się, że nie interesują ich subtelności programowe ich prasowych polskich folwarków. Stara pruska zasada: karbowy czuwa i odpowiada.
Prezes Passauera – Xavery Hirtreiter w swej hipokryzji posunął się nawet do stwierdzenia, iż: Nie zdecydowaliśmy się, w Polsce na kupno „Rzeczpospolitej”, chociaż była w pakiecie Hersanta, z powodu znacznego jej upolitycznienia i bliskich związków
Z ówczesną elitą rządową.
Świat mass-mediów jest chroniony w państwach dbałych o swoją suwerenność starannie, niczym dziedzina strategiczna. W kontekście naszego rozdawnictwa warto posłużyć się kilkoma przykładami. Nawet w krajach Unii Europejskiej, państwa członkowskie ograniczają udziały kapitału zagranicznego w radio i telewizji. Co do prasy. obowiązuje tam większy liberalizm i tylko kilka krajów UE stosuje takie ograniczenia W Portugalii właścicielami czasopism mogą być tylko obywatele tego państwa (!) lub spółki portugalskie z siedzibą w kraju, przy czym stanowiska decyzyjne w tych spółkach mogą zajmować tylko obywatele portugalscy. Ponadto udział kapitału zagranicznego w spółkach prasowych został tam ograniczony do 10 proc. akcji, nie dających prawa głosowania na walnym zebraniu udziałowców. We Francji obowiązuje 20-procentowy limit udziałów dla cudzoziemców spoza państw Unii i tylko cudzoziemcy z UE mogą być wydawcami i właścicielami prasy.
Polski świat mass-mediów jest traktowany jak pole niczyje, do wzięcia przez każdego kto ma pieniądze. Kapitał zagraniczny posiada więc udziały już w 60 procentach gazet ogólnopolskich i w połowie regionalnych. Kto płaci, ten wymaga: właściciele przydzielają gazetom swoich nadzorców, „doradców”, w randze nowych „komisarzy ludowych”. Zwalniają naczelnych jak chcą. Tak było w „Życiu Warszawy”, w „Cash”. „Nowej Europie” i „Ekspressie Wieczornym”. Mówiło się w światku dziennikarskim, że np. rzeczywistym redaktorem naczelnym „Życia” był B. Wildstein, a nie red. Wołek Kiedy prasa prawicowa zaczęła się rozpisywać o Wildsteinie jako o oficjalnym masonie’ Wildstein nieoczekiwanie przeniósł się (został przeniesiony?) do „Gazety Wyborczej’ Czy tam również pełni funkcję masońskiego „komisarza ludowego”?
Pojawiły się pierwsze i chyba ostatnie konflikty. W Łodzi, gdzie koncern rozsiewa dyskretny czar niemieckości za pomocą „Dziennika Łódzkiego” oraz „Expressu Ilustrowanego”, Niemcy stworzyli własną firmę kolporterską. Podjęła ona dość niezręczną próbę wyparcia polskich prywatnych firm kolportażu. Wniosły więc pozew do Sądu Antymonopolowego. I wygrały! Ale w 1939 roku Polacy także wygrywali potyczki na lokalnych odcinkach… Szkopi zostali zmuszeni do zaniechania praktyk monopolistycznych. W rzeczy samej, należało odesłać do Niemiec, bez procesu, w zaplombowanych wagonach, całą tę wyfraczoną Piątą Kolumnę pod nazwą Neue Passauel Presse.
1. Wykupienie towaru, to pierwszy etap. Trzeba przejąć jego wytwórnię. Tak oto, rozpoczęła się niemiecka ofensywa na drukarnie. W grudniu 1996 roku koncern Neue Pas-(tiier Presse przejął kontrolę nad drukarniami w Krakowie i Gdańsku – jednymi z największych w Polsce. Należały do Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Prasowego. Rzut oka w rodowody liderów owego Towarzystwa wyjaśniłby nam wiele, ale nie dajmy się ponieść rzekomym fobiom dawno już zdefiniowanym przez naszych „starszych braci”. W drukarni krakowskiej drukowano kilka pism narodowych, takich jak „Myśl Polska”, jak „Tygodnik Małopolska” (boss polityczny – NSZZ „Solidarność.
(kolski z Zachodu, w zaplombowanych wagonach setki tysięcy istot ludzkich skażonych Arzestępstwem” wspólnego pochodzenia, którego obecnie nie można nawet nazwać j|liennie, bez narażenia się na automatyzm oskarżenia o pewien wybiórczy rasizm… ni, Historia zdaje się preferować zbrodnicze paradoksy. <‚ Na czyją ostatecznie korzyść?
Podałem, jak sądzę wystarczająco dużo przykładów i dowodów na to, że Niemcy nsekwentnie pracują nad odzyskaniem polskich ziem zachodnich. Nie ukrywa ;o nawet, a może zwłaszcza kanclerz Kohi. W niemieckich podręcznikach szkolnych „lal widnieje granica niemiecko-polska sprzed Września 1939. Przeniesienie stolicy śmieć do Berlina jest konsekwencją budowania Mitteleuropy, z Berlinem jako jej iralną centralnie usytuowaną stolicą. Oto mapa tej przyszłej Mitteleuropy1:

^- 2: Tomasz Otremba: Wyżyna Polska. O zachowaniu całości i niepodległości Polski. Wyd. Regnum, .-• Gdańsk 1997, s. 608. Jest to cenne studium niemieckiego, pokojowego ekspansjonizmu w koniu trojań-IB skim nnrl nazwa UE.

Istotę tego nowego „Drang nach Osten” doskonale rozumie i akceptuje każdy Niemiec. Z podobną łatwością dostrzegają te cele „polscy” politycy rządzący Polską posierpniową. Rozumieją te cele polscy szabesgoje obecnie współrządzący Polską wraz z
rezydentami izraelit. To zdrajcy i zaprzańcy, koniunkturaliści wysterilizowani z poczucia patriotyzmu, odpowiedzialności za losy Polski, jej narodu.
Wszyscy razem wzięci zrobili wiele, aby zamącić w głowach polskich „użytecznych głupców”. Wszczepili im przeświadczenie, że inkorporacja do Unii Euro-Germańskiej jest nieodwołalna i że jest to zbawienna perspektywa dla Polski.
Tymczasem, utrata naszych ziem zachodnich -jak m.in. przeraźliwie jasno dowodzi autor przywołanej książki i powyższej tabeli – oznaczać będzie wyzbycie się najcenniejszych piastowskich ziem. To trzecia część terytorium i trzecia część ludności. To ujścia dwóch głównych rzek. To polskie okno na świat poprzez Bałtyk. To Gdańsk, Szczecin, Wrocław. To śląski węgiel i potężna infrastruktura „okołowęglowa”. To polska miedź -złoto niemal dosłowne.
Tenże półksiężyc polskich ziem piastowskich warunkuje naszą niepodległość terytorialną, gospodarczą. Wchodzi on w skład tzw. Polski geograficznej – stałego trzonu polskiego obszaru historycznego, niezależnego od rozbiorowych doświadczeń dwóch ostatnich wieków i czterech rozbiorów Polski. Przy okrojonej po Bug Polsce wschodniej, utrata ziem zachodnich oznacza nieuchronną zagładę państwa. Zepchnięcie go do roli jakiegoś nowego Księstwa Warszawskiego, jakiejś Kongresówki. Oznacza powrót do roli „bękarta Europy”, którego czas poddać ponownej eutanazji, aborcji tym razem bezbolesnej, bez bomb, dywizji, bez łapanek, obozów koncentracyjnych, masowych egzekucji.
Do utraty ziem zachodnich i północnych już nie będą potrzebne nie tylko dywizje i bomby, ale nawet formalna zmiana granic. To wszystko niepostrzeżenie załatwi Unia Germano-Europejska. Istnieje w tej materii niepisana ale wyraźna cicha zmowa pomiędzy Niemcami a żydomasonerią Europy: wy bierzecie polskie ziemie zachodnie, my przy waszej współpracy i pomocy budujemy Stany Zjednoczone Europy, będące terytorialnie rozstrzygającym elementem budowania Nowego Porządku Świata, Rządu Światowego.
Żydzi ocaleni z niemieckiego holokaustu, potem ich potomkowie sterujący powojenną globalną polityką, ekonomią i pieniądzem, już w okresie budowania struktur EWG, Wspólnoty Węgla i Stali, potem Klubu Bilderberg i innych agend nieformalnego Rządu Światowego – cynicznie przehandlowali krew swoich ojców i matek, sióstr i braci, wchodząc w nikczemny geszeft z narodem swych morderców. Zapadła żelazna kurtyna milczenia nad niemieckim ludobójstwem. Dla nowych pokoleń Niemców. Żydów, Amerykanów i Europejczyków, wyprodukowano łajdacki surogat w postaci zmasowanej, globalnej, trwającej przez trzydzieści ostatnich lat kampanii oskarżania Polski i Polaków o współudział w holokauście; przesuwanie odium tej zbrodni z monopolu Niemców także na Polaków, czyli nowy holokaust, tym razem moralny holokaust na Polakach. Żydzi jako państwo Izrael i Żydzi indywidualnie, otrzymali od Niemców ponad 80 miliardów marek tytułem odszkodowania. Polska, która straciła w niemieckim holokauście ponad trzy miliony Polaków oraz około dwóch milionów swych obywateli pochodzenia żydowskiego, praktycznie nie otrzymała nic, a obelżywa jałmużna wypłacona powojennej PRL, została zwyczajnie rozkradziona przez żydokomunę rządzącą tą sowiecką polską kolonią.
Przeciętnemu Niemcowi zawsze wygodnie było maszerować na wschód, ale nie akceptuje on dyktatu europejskich izraelit we własnej ojczyźnie. Nie istnieje zbiorowy

pogląd skali tego dyktatu – Niemiec nie odważy się dokonać monograficznej syntezy żydowskiej dominacji w jego powojennej ojczyźnie. Wystarczy tam wykrztusić jakieś słowa dezaprobaty przeciwko tej dominacji, aby natychmiast zostać okrzyczanym Hitlerowcem”, „antysemitą” i legalnie postawionym przed sądem z oskarżenia o rasizm, antysemityzm, o podżeganie do waśni. Nie tylko nad bezpośrednimi potomkami hitlerowskich przestępców, bo nad całym narodem niemieckim wciąż jeszcze wisi ten mściwy miecz Damoklesa: ta dyktatura zwycięskich ofiar holokaustu. Hitlerowskie Niemcy dokonały bowiem aż trzech holokaustów:
– holokaustu Żydów europejskich
– holokaustu na narodach europejskich
– holokaustu moralnego nad sobą i swymi potomkami. ; Nieprędko się z tego wyczołgają. Jeżeli zechcą. I jeżeli im na to pozwolą Żydzi.
Obecnie Żydzi dokonują moralnego holokaustu na Polakach. To jeden z ważnych elementów niemiecko-żydowskiej inwazji w ramach Unii Germano-Europej-skiej. Czyniąc nas współodpowiedzialnymi za holokaust fizyczny na Żydach -popełniony przez hitlerowców, Żydzi oskarżają nas o endemiczny „antysemityzm”, o aoologiczną nienawiść do Żydów, która m.in. umożliwiła zakładanie „polskich obozów tencentracyjnych”. Po prostu o współudział w ludobójstwie na Żydach!
, Ten antypolonizm, ta antypolska krucjata, ta endemiczna nienawiść do polskości i Bolaków, po wyborach parlamentarnych AD 1997 otrzymała swego oficjalnego ambasadora, swego ministra spraw zagranicznych. Jest nim B. Geremek – minister niepolskich
spraw zagranicznych.
Ten podstępny wróg polskości ośmielił się na oszczerstwo w „Intemational Herald
Tribune” (17 lutego 1992 roku):
It is often said that Poland is a country where there is anti-semitism and
no Jews, whis is pathology in its purest state.
To znaczy:
Powszechnie wiadomo, że Polska jest krajem, w którym istnieje antysemityzm ale nie ma Żydów, jest to więc objaw patologii w swej najczystszej postaci’.
Mamy więc antypolonizm w najczystszej, patologicznej (pathology) postaci, uprawiany obecnie z wyżyn „polskiego” ministerstwa spraw zagranicznych, w osobistym
wydaniu towarzysza ministra B. Geremka.
Moralny holokaust na Polsce i Polakach mamy „jak w banku”.
Światowym.
„Naród” śląski
Niemcy próbują skutecznie wypreparować Śląsk z polskiego obszaru-w aministra-^jnie odrębny separatystyczny twór, co z planowanym podziałem kraju na 9 lub 12 regionów, stanowi składową planu rozbioru Polski. W połowie 1997 roku powstał na Śląsku nowotwór pod nazwą: Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Powstał on z
|sł- Przekład: przysięgły tłumacz z języka angielskiego – dr Edward Maruszak. Wypowiedź Geremka została
t’ zamieszczona także w „Słowniku Cytatów”, wydanym przez Columbia University Press w latach 1993
§1; i 1995. Powyższy tekst znajduje się również na dyskietce kojnpaktowej przeznaczonej do powszechnego
l1 Użytku i rozpowszechnianej w bardzo popularnym programie BOOKSHELF („Półka z książkami”).
Ife W łhiorach dr. Edwarda Maruszaka.

inicjatywy już przedtem sprawdzonego kompradora niemieckości, niejakiego Jerzego Gorzelika. Był on współorganizatorem tzw. Ruchu Autonomii Śląska. Jest to 26-letni
asystent na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, przedtem założyciel Śląskiego Związku Akademickiego.
Tak więc mamy już kilka oficjalnych Piątych Kolumn na Śląsku, co w połączeniu z zapiekłym rewanżyzmem Hupki i Czai na terenach rdzennych Niemiec, zapowiada następne ataki. Nie zdziwi istnienie już teraz lub w przyszłości, list proskrypcyjnych tamtejszych Polaków, aktywnie przeciwstawiających się regermanizacji Śląska. Bardzo możliwe, że one już istnieją. Jak zaistniały we wrześniu 1939 r.
Niemieccy rewizjoniści ze Śląska, wspomagani przez miejscowych sprzedawczyków, którzy już teraz powinni wylądować w mamrze za zdradę stanu, dokonali wspólnego wiekopomnego odkrycia. Uznali bowiem istnienie śląskiej mniejszości narodowej:
ni to Niemców, ni to Polaków. Po prostu Ślązaków. Na razie propagują tylko odrębność oraz swoisty separatyzm kulturowy tej śląskiej „narodowości”. W odpowiedniej chwili niechybnie wyłoni się z tego jawny separatyzm terytorialny, a „narodowi” Ślązacy okażą się „rdzennymi” Niemcami. Stanie się to legalnie, w ramach „regionizacji” Polski.
Związek Ludności Narodowości Śląskiej miał już kilka mocnych „wejść” propagandowych. Jednym z nich była manifestacja przed domem Czesława Gębarskiego -byłego komendanta obozu ludności śląskiej w Łambinowicach. Jego uczestnicy powoływali się na antyniemieckie represje w pierwszych latach po wojnie. Łambinowice, to obok podobnego obozu w Jaworznie, dwa z kilku innych obozów dla ludności uznanej przez powojennego okupanta sowieckiego za niemiecką. Szacuje się, że zamordowano na tych terenach – tylko za niemieckie pochodzenie – kilkadziesiąt tysięcy Niemców i mieszkańców Śląska. Nadzorcami tych obozów byli niemal wyłącznie Żydzi. Dowodem na to jest Jaworzno, opisane m.in. przez żydowskiego pisarza Johna Sacka w sławnej, przetłumaczonej także na język polski książce: Oko za oko. Obóz Jaworzno-Świętochłowice był małym rewanżem za hitlerowski holokaust. Komendant obozu w Jaworznie – Salomon Morel, Żyd pochodzący z okolic Garbowa na Lubelszczyźnie’, wyróżniał się niewiarygodnym sadyzmem. Potem przez dziesięciolecia spokojnie żył w Katowicach, następnie wyjechał do Izraela. Prokuratura katowicka daremnie stara się o ekstradycję tego mordercy.
Czy komendant Łambinowic był gorszy od Morela? To wręcz niemożliwe. Jego byli więźniowie dawno by już zadbali o śledztwo przeciwko niemu…
Jestem w posiadaniu imiennej listy około 20 tysięcy śląskich górników wywiezionych przez sowietów w głąb Sowłagru. Większość z nich nie powróciła z sowieckich kopalń. Połączono bowiem ludobójstwo z potrzebami sowieckiego górnictwa. Dlaczego nie kontestuje się tej zbrodni? Rewanżystowskie ziomkostwa w NRF przez całe dziesięciolecia epatowały opinię dziejami obozu w Łambinowicach. Tymczasem, z ewidencji obozu odnalezionej przez dr. Edmunda Nowaka2 wynika, że w Łambinowicach przetrzymywano nie więcej niż 6 tyś. osób, z czego w wyniku represji, głodu i epidemii zginęło około 1,5 tyś. Znacznie większą „wydajność” miał obóz S. Morela w Jaworznie-Świętochłowicach, gdzie wymordowano – według szacunków – około 6 tyś. Niemców i osób uznanych za Niemców. Dlaczego zatem nikt nie woła o pomstę za 20 tysięcy śląskich zesłańców? Dlaczego nie dochodzi do ekstradycji S. Morela? Czy dlatego, że była to robota sowieckiego NKWD, jak wiadomo całkowicie opanowanego i
1. Zob.: Henryk Pająk: Konspiracja młodzieży szkolnej 1945-1956, Wyd. RETRO, Lublin 1994.
2. „Myśl Polska”.

cerowanego przez żydowskich zbrodniarzy? Dlaczego milczą tacy krzyżowcy niemiec-
jak Hupka i Czaja?
Zainteresowanym służę imienną listą około 20 tysięcy śląskich górników wywiezionych do Rosji…
Milionom polskich głupców; jeszcze innym milionom pogrążonym w chocholim tańcu ^nie – wszystkim łącznie entuzjastom rozbioru Polski pod nazwą Unii Europejskiej, polecam taki oto fragment wypowiedzi tego słynnego „kombatanta” antypolskiego rewizjonizmu – H. Hupki. Opublikował ją w dwutygodniku: „Schlesische Nachrichten”
(nr 10/1997):
Nie ma polskich Ślązaków! Należą oni do niemieckiego narodu, tak samo
jak Frankowie, Bawarczycy i Prusowie1.
Mają więc poważny szkopuł separatyści ze Związku Ludności Narodowości Niemieckiej! Nie ma – według Hupki -polskich Ślązaków na Śląsku. Są tylko Niemcy!
Hupka grzmi, najzupełniej kłamliwie:
W zagłębiu Rury żyje ponad 100 tysięcy Polaków lub osób polskiego pochodzenia. Nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby nazwać tę grupę polskimi Westfal-‚ czykami, albo westfalskimi Polakami. Również mniejszość duńska w Kieł nie ; nazywa się szlezwik-holsztyńskimi Duńczykami albo duńskimi Szlezwik-Holszty-

nami.
Tenże Hupka – przywódca śląskich Niemców, przemawiając w Klubie Prasowym
W Monachium w maju 1995 r. powiedział:
Polska przed przystąpieniem do Unii Europejskiej powinna uchylić ustawy wywłaszczające Niemców po II wojnie światowej2.
Henryk Kroił, poseł mniejszości niemieckiej Kne-sejmie, na spotkaniu w Kamieniu
Śląskim (24.VI.1994 r.) domagał się:
W gminach, gdzie dominują przedstawiciele mniejszości niemieckiej, należy maksymalnie obsadzić wszystkie stanowiska we władzach samorządowych. W niedalekiej przyszłości przewiduje się wymianę pracowników : urzędów miast i gmin, którzy nie są związani z mniejszością i to bez względu
na ich umiejętności i predyspozycje3. Swoje przemówienie zakończył następującą apostrofą:
Panowie! Skończyły się żarty. Przyszedł czas na robienie prawdziwej po-
\, lityki!
; Polityki czy polityki eksterminacji? – Herr Kroił?
; H. Hupka nie ukrywa, czego oczekuje po rychłym, jak najrychlejszym przystąpie-
.jnii Polski do UE:
^: Przystąpienie Polski do UE zapewni wypędzonym realizację ich prawa do
Ojczyzny4.
Po raz kolejny Hupka ponowił także żądanie zwrotu własności pozostawionych
l
•rzeź Niemców na ziemiach zachodniej Polski.
Dla takich jak Hupka, historia czasami zaczyna się i kończy na dniu dzisiejszym. głupka nie chce wiedzieć , a wie dobrze, że w 1867 roku należące do Danii Szlezwik | Holsztyn zostały zagarnięte przez Prusy. Podobny los przeżywał piastowski Śląsk,
* tym tylko, że niemiecka okupacja trwała tam przez wieki.

Na szczęście, mieszkają na Śląsku patriotyczni Polacy i protestują przeciwko jawnym oszczerstwom i bucie niemieckiej. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Patriotyczne „ŚLĄSK”, skierowało do Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu wniosek o unieważnienie rejestracji Związku Ludności Narodowości Niemieckiej.
Czytamy we wniosku:
Prowodyrzy ze Związku tzw. Ludności Narodowości Śląskiej starają się na siłę rozniecić uprzedzenia, nienawiść i poczucie urojonych krzywd wśród mieszkańców Śląska (…). Inicjatywa wykreowania z mieszkańców Śląska urojonej narodowości śląskiej jest taką samą dywersją jaką wcześniej dla osłabienia spoistości narodu polskiego wymyślił Adolf Hitler, kiedy to z polskich Górali chciał zrobić posłuszny Niemcom tzw. „Goralenvolk”, a mieszkańców Śląska podzielił na cztery kategorie narodowościowe. Za ówczesną „nobilitację” i przypisanie części Polaków-Ślązaków do niemieckiej „rasy panów”, Ślązacy zapłacili bardzo wysoką cenę, bo ich kości bieleją do dzisiaj we Francji i np. w Stalingradzie’. Dodajmy jeszcze większość z tych 20 tysięcy Ślązaków wywiezionych po wojnie do sowieckich kopalń i łagrów.
Znany mason, członek Parlamentu Europejskiego, zwolennik wskrzeszenia Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego – książę Otto von Habsburg, ostatnio pod niebiosa wychwalał Belgów za to, że pozwolili u siebie na niemiecką telewizję i radio, na trójjęzyczne napisy na banknotach. Patriotą wszechczasów nazwał on innego masona – belgijskiego króla Baudoina za to, że w parlamencie europejskim przemawiał nie językiem francuskim lub flamandzkim, tylko niemieckim! O. Habsburg dodał patetycznie:
Istnieje już nie tylko ekumenizm chrześcijański, ale również ekumenizm polityczny.
W istocie jest to euro-ekumenizm germański. Ten sam, który zapędza narody słowiańskie do obozu koncentracyjnego pod nazwą Unii Europejskiej. Ciekawa przewrotność: ekumenizm germański jeździ się uprawiać do Brukseli! Nasi „ekumeniści” pewnie pobierają już, w największej tajemnicy, przyspieszone kursy języka niemiecko-ekumenicznego. Z tej supozycji wyłączam siedmiu przedstawicieli polskiego Episkopatu, którzy w listopadzie 1997 r. udali się z Pierwszą Euro-Ekumeniczną Pielgrzymką do Brukseli. Podwójną – bo chrześcijańską i polityczną – wedle definicji masona Otto Habsburga. Biskupi pewnie znają już język niemiecki. Zwłaszcza biskup T. Pieronek… Dawniej to ludzie świeccy szli pokutniczo do Canossy, jak cesarz niemiecki Henryk IV w 1070 roku udał się tam na trzydniową pokutę. Teraz zmiana: to duchowni wędrują do Canossy-Brukseli. O tempom! O mores!
Niemcy nie szczędzą swoich euromarek na niemiecki euro-germanizm. Są finan sową lokomotywą tego rozklekotanego wehikułu pod nazwą Unii Europejskiej. Wspiera ich w tym Holandia. Okazało się ostatnio (1997 r.), że udział tych dwóch państw w finansowaniu wspólnego budżetu Unii, przewyższa udział pozostałych kilkunastu państw Unii w przeliczeniu na łączny Produkt Narodowy Brutto (PNB) euro-unitów. Niemcy wnoszą 29,2 proc. wpłat całego budżetu UE. Niemcy dopłacają do budżetu UE 10 mld ECU rocznie! Tymczasem Grecja otrzymuje z budżetu Unii pięć razy więcej niż wpłaca, a Hiszpania 2,5 razy więcej. Niemcy i Holandia naciskają Komisję, aby zwiększyła wkłady Francji i Danii.
Te wszystkie deficyty Niemcy zrekompensują sobie z nawiązką po inkorporacji polskich ziem zachodnich, ich przemysłu i pozostałej infrastruktury gospodarczej. Wiemy z bolesnej historii, jak bardzo Niemcy nie lubią tracić, a jak bardzo lubią „odzyskiwanie”.
1. Ibidem.

Nic więc dziwnego, że największymi zwolennikami przytroczenia Polski do Unii są właśnie Niemcy. To jakaś wyjątkowa nadopiekuńczość Niemców wobec narodu, którego pół wieku temu wymordowali ponad pięć milionów obywateli, obrócili w perzynę dorobek kilku pokoleń, a we wspólnocie z bolszewizmem przedtem dokonali czwartego rozbioru Polski. Pośpiech jest wskazany w perspektywie nieuchronnego rozszeżenia Unii. Do tego czasu trzeba pokojowo podbić Polskę, Czechy, część Słowacji, czyniąc łupem Austrii. Po rozpadzie Unii, polskie wysiłki „powrotu do siebie” będą miały takie same szansę, jak za czasów Hitlera a potem Stalina. Komunizm sowiecki rozpadł się, ale trzecia część przedwojennej, siłą zagrabionej Polski, pozostała
w szponach sowieckich. Ii Rozpad Unii jest w przyszłości tak nieuchronny, jak rozpad dawnych kołchozów
Upaszych pegeerów: nikt nie chce pracować na kogoś, na nierobów, nieudaczników, i złodziei. Ręce ludzkie zginają się do siebie, a nie od siebie.
I chociaż wspominana tu Dania ledwo dyszy w euro-objęciach germanizmu, broni się jak może przed ostatecznym przekroczeniem bramy z napisem „Arbeit macht Frei”. Ito przed sądem drugiej instancji stanął w Kopenhadze premier Danii Poul Nyrup Raspussen1. Za co? Za podpisanie traktatu z Maastricht! Oskarżenie wystosowała grupa duńskich przeciwników UE. Wprawdzie duńska konstytucja w art. 20 dopuszcza rezygnację z części suwerenności, ale tylko w”ściśle określonym zakresie”. Tymczasem, art. 05 Traktatu umożliwia UE decydowanie o wszystkim, w tym także o sprawach nie ujętych w Traktacie. Do rozstrzygnięcia wystarczy jednomyślność uchwały Komisji. Artykół ten, w okresie kadencji Danii w UE, został zastosowany już ponad 600 razy, co stanowi jawne naruszenie klauzuli „ściśle określonego zakresu” i podpowiada, jaki będzie status suwerenności Polski, Czech, Słowacji, Węgier. Proces duńskiego premiera toczył się do połowy 1997 roku. Wynik nie jest mi znany. To pewne – co zresztą wynikało z enuncjacji duńskiego MSZ, że premier został uniewinniony. Grupa „ksenofobów” duńskich nie może przecież stawiać szlabanów na drodze do „historycznej” wspólnoty pod germańską czapą. Niemcy są jedynym państwem Unii, któremu nie zagraża dezintegracja państwowości i utrata suwerenności. Zawsze pozostaną sobą. Unia jest pod tym względem niemal kalką byłego ZSRR: była to niby wspólnota narodów i „republik”. Mało tego instytucja ZSRR uroczyście gwarantowała każdej „republice” możliwość wyjścia z tego gigantycznego łagru. Żadna z „republik” nawet nie próbowała podjąć takiej secesji. Nie udało się oderwać z uścisków Wielkiego Brata nawet państwom wasalnym z Europy centralnej. Przykładem krwawe interwencje sowieckie w Czechosłowacji i na Węgrzech.
Posłuchajmy, co ma do powiedzenia na temat UE i NATO prezes Stronnictwa Narodowego
– prof. Maciej Giertych – syn zasłużonego patrioty Jędrzeja:
Dziś musimy głośno ostrzegać, że wejście do NATO to koszty, to utrata suwerenności, to podporządkowanie się niemieckim generałom, to brak gwarancji na
wypadek zagrożenia ze wschodu.
Musimy ostrzegać, że wejście do Unii Europejskiej to koszty, bo nikt za nas pracować nie będzie, a mamy u siebie wiele zmienić by się dostosować, a ponadto jest to utrata suwerenności w sprawach ideologicznych (…) w planie jest likwidacja znaczenia, a może i w ogóle istnienia państwa narodowego. Mają pozostać tylko Stany Zjednoczone Europy z rządem federalnym odpowiedzialnym za sprawy zagraniczne.
1. „Głos”, 28.V.1997.

Totalna nagonka przeciwko ludziom widzącym nadciągającą katastrofę państwa, wystawia na ciężką próbę ich uczciwość intelektualną, moralną. Ich patriotyzm. Ich odwagę cywilną.
Współcześni ubermensche z Opolszczyzny już ukuli przepyszny kawał o tamtejszych Polakach:
Polacy tak się przed nami płaszczą, że niedługo będzie można ich przefa-ksować daleko na wschód!
Ja wohl, ja wohl! Będzie taniej niż transporty w bydlęcych wagonach do Auschwit? albo w tiepłuszkach na Kołymę. Prawilno tawariszczi, Genossepartei! Nawet technih proszkowania milionów ludzi była zbyt powolna, za mało wydajna, energochłonna..
Nie bez powodu ironizuję komunałami z języka niemieckiego i rosyjskiego. Pomimo ponad półwiecza, tamte imperialne idee pokoleniowe żyją, choć ich główni bohaterowie już w ziemi. Wystarczy powrócić do wykupu polskich gazet przez koncern prasowy „Passauer”, który jest tylko częścią światowego konsorcjum Berteismana – drugiego w rankingu światowym. Właściciel większości akcji „Passauera”, był bliskim przyjacielem księcia Johanesa von Thurn und Taxis. Jego ojciec – jak podaje Mathis Bortner powołując się na swego przyjaciela H. Hanna z Instytutu Schillera w Niemczech – Max von Thurn und Taxis, współzałożyciel masońskiego towarzystwa Mout Pelerin i entuzjasta Unii Pan-Europejskiej – był założycielem hitlerowskiego SS, a główna kwatera tej zbrodniczej formacji mieściła się w jego zamku, w Ragensburgu bawarskim. Tak więc idzie to z pokolenia na pokolenie. W niezmiennym Drang nach Osten. Tak, tak, uczmy się języka przyszłych okupantów…
Tyle Polski – ile ziemi
Tak powiedział m.in. Wincenty Witos – kto nie wie kim był Witos, niech już nigdy nie wie.
Trwa obecnie masowa akcja wykupowania polskiej ziemi na naszych północno-zachodnich obrzeżach. Kupującymi są wyłącznie Niemcy. Relacja cen w przeliczeniu na hektar ziemi w Niemczech i w Polsce jest jak 40:1. To praktyczna ilustracja zasady dwóch piłek o tak zróżnicowanych ciśnieniach. Teraz powoli zwalnia się zacisk na wspólnym wentylu. Jest nim zakaz wykupu ziemi przez cudzoziemców, stale liberalizowany, a jeszcze skuteczniej obchodzony za pomocą przeróżnych kruczków prawnych.
Godzi się zacząć pokaz przykładów od Niemców z przydomkiem „von”. Otto Filip von Bismarck wykupił posiadłość swych przodków w okolicy Szczecina. Piknik dla uczczenia tego wydarzenia przedstawiła 23 listopada 1996 r. polskojęzyczna telewizja. Można tam było widzieć innych jeszcze „von”, np. von Fleminga. Przy ognisku, na tle pałacu i rajcujących „vonów”, krzątało się kilku Polaków, a wśród nich – przedstawiciel Agencji Własności Rolnej Leszek Szydlowski. Z dumą oświadczył, że cudzoziemcy,
1. „Opoka w Kraju”, listopad 1997 r. 318

głównie niemcy w okresie 1989 1996 wykupili już 30000 hektarów ziem zachodnich i północnych . Ziemie te wchodziły w skład rozwiązanych PGRów1. Potomek kanclerza bismarka ma większy apetyt o czym donosi Gazeta Lubelska z 16.09.1996 . Pisze o zamiarze kupna posowieckich obiektów w Szprotowie włącznie z opuszczonym lotniskiem. Miejscowe władze wysłały oferty Kupna nawet do parlamentu europejskiego w Strasburgu. Jedną z hal i lotniskiem zainteresował się Otto von Bismarck.
Przygnębiająca jest mieszanina służalczości i głupoty władz administracyjnych i innych notabli z tych terenów. Zachowują się tak, jakby już byli spakowani do wyjazdu. Pytanie – dokąd? To ich nie obchodzi. Sprzedawczyk zawsze się urządzi. Choćby stanowisku pucybuta.
Podsekretarz stanu w MSW Jerzy Zimowski, interpolowany przez jednego z senatorów o liczby ukazujące rozmiary wykupu ziemi przez cudzoziemców, wyjaśnił szczerze:
Jesteśmy w tej chwili zobligowani wobec społeczności międzynarodowej, ‚, bo od sześciu lat prowadzimy rokowania z OECD, czyli z Organizacją ; Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, i mamy podpisany układ stowarzyszeniowy z Unią Europejską (…) musimy sobie odpowiedzieć, czy chcemy być z
nimi czy nie. Następnie, z bezprzykładnym cynizmem podsekretarz J. Zimowski „rżnie głupa”
W ciągu sześciu lat sprzedano 320 hektarów. Mówiąc prawdę, w ogóle nie ma obrotu polską ziemią2.
‚Tak oto, oficjalny dygnitarz oznajmiał milionom Polaków, że sprzedaliśmy 30 tysięcy hektarów, co jest prawdą w świetle innych dokumentów, a inny powiada, że tylko 320 hektarów. Oto skala wiarygodności polskich wasali.
Wśród kupujących hektary są i tacy, co „hurtem” kupują całe wsie. Tak było z zabytkovym pałacem i parkiem w miejscowości Sztynort na Mazurach. Austriacki biznesmen wykupił całą wieś: wszystkie domy, ulice, sieć wodną i elektryczną oraz grunty. Mieszkańcy muszą opuścić zajmowane mieszkania. Wybuduje się dla nich wspól-blok. Za całość zapłaci – 3,5 mld starych złotych – wartość dwóch niezbyt luksusowych mercedesów3.
W okolicach Szczytna wykupowanie ziemi przez Niemców „za psi grosz”, jest zjawiskiem masowym. Sama policja szacowała, że za pośrednictwem podstawionych osób, oficjalnie – za pośrednictwem Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, Niemcy już w 1995 roku kupili ponad 20 tyś. hektarów. Dane dotyczyły tylko Pomorza zahodniego i stanu z 1995 roku. Można tę liczbę spokojnie pomnożyć przez trzy, gdyż podstawionych najemników nie sposób ustalić jako podstawionych „nabywców”, a Niemcy doskonale maskują swoje machinacje i sowicie opłacane pośrednictwo.
Autorzy cytowanej książki Wyprzedaż polskiej ziemi, już w 1996 roku szacowali, że obszar tak przehandlowanej Polski przekracza 50 tysięcy hektarów. Są to enklawy najciekawsze rolniczo, krajobrazowe, rekreacyjnie. Już teraz najpiękniejsze jeziora mazurskie są otablicowane napisami: „Własność prywatna”. „Einfahrt freihalten!” stęp wzbroniony!” Po aneksji Polski przez Germano-Unię, napisy pozostaną te same, że już będą dwujęzyczne – polskie i niemieckie.
1. Wyprzedaż polskiej ziemi. Ibidem, s. 92.
2. Ibidem.
3. „Gaz. Wyb.”, 24.IV.1995.
319

Rozmiary dotychczasowego wykupu, jego antypolski inwazyjny charakter, sprzedajność pismaków gloryfikujących tę wyprzedaż Polski’, to zaledwie preludium do tego, co dziać się będzie po przytroczeniu Polski do Unii Germańskiej, eufemistycznie zwanej Europejską.
Tak rozpoczęła się pokojowa kolonizacja ziem zachodnich i północnych. Podbój bez wystrzału. Dziś jeden milion marek niemieckich ma siłę rażenia hitlerowskiego pułku, jeden miliard – dywizji pancernej. Jak zupełnie realnie widzą autorzy cytowanej książki Wyprzedaż polskiej ziemi:
Niemcy zabiorą wszystko co atrakcyjne gospodarczo, krajobrazowe, rekreacyjne. Polakom pozostaną smrodliwe współczesne symboliczne czworaki – bloki popeegerowskiego sowietyzmu2.
Do tego dodajmy niemiecką butę, niezniszczalne germańskie poczucie wyższości rasy panów. Ich zgodną współpracę z żydowskim lobby – drugim pokoleniem ich ofiar. A jeszcze ich mściwy rewanżyzm, stymulowany poczuciem powojennej „krzywdy”.
Nie bez powodu Niemcy powrócą do Berlina jako stolicy kraju. To z myślą o ich rychłym powrocie do granic sięgających po Królewiec. Gdyby zamierzali pozostać na granicy Odry, przeniesienie stolicy do Berlina dałoby się porównać z bezsensem przeniesienia stolicy Polski do Białegostoku.
Wejście Polski do Unii będzie oznaczać prawo nabywania w Polsce czegokolwiek przez kogokolwiek, bez żadnych ograniczeń, przez wszystkich obywateli Wspólnoty. Nie będą to Grecy czy Hiszpanie. Ani Francuzi. Ani Włosi, którzy stoją na skraju dezintegracji swego państwa z powodu przepaści pomiędzy Południem a Północą Włoch. Więc kto pozostanie?
Dla Polaków pozostanie: „Arbeit macht Frei”.
Ten sam germański ekspansjonizm od dość dawna przeżywają wschodnie tereny Francji. Dotyczy on zwłaszcza tradycyjnie konfliktowych regionów, jak Lotaryngia i Alzacja, ale w równym stopniu i całego pogranicza francusko-niemieckiego.
Według danych z 1993 roku, w Alzacji 20 proc. sprzedanych domów kupili Niemcy (424) i Szwajcarzy – 783. Kliniczną pigułką tej inwazji jest przykład jeziora we wsi Beinheim, otoczonego 80 domami – na północ od Strasburga: 78 domów należy już do Niemców i tylko 2 do Francuzów. Ponad połowa tych rzekomo letniskowych domków jest już zamieszkała przez cały rok – co jest jeszcze jednym sygnałem ostrzegawczym dla władz gmin w północnej i zachodniej Polsce. Nie lepiej jest na innych terenach Francji, zwłaszcza na obszarze Lotaryńskiego Parku Naturalnego.
W tym samym tempie rośnie niechęć pogranicznych Francuzów do Niemców. Jawnie mówią i piszą w lokalnych gazetach, jeszcze nie sprzedanych różnym Passauerom, o „najeździe niemieckim”. Podają przy kład intensywności napływu Niemców: od 1988 do 1992 r. w okolicach miasta Sarreguemines, liczba niemieckich osiedleńców wzrosła o 66 proc. W innych miastach Niemcy już przekraczają 10 proc. mieszkańców. Pismo „L3 Republica Lorrain” podało, że w małej mieścinie Bounzoville, liczącej raptem 249 mieszkańców, już zamieszkuje 46 Niemców. Kupili parcele po 16500 franków.
1. Klinicznym przykładem jest niejaki Marek Kapuściński. Niemal na klęczkach relacjonował wspomniany piknik Bismarcków i Flemingów: „Życie Gospodarcze” z 15.X. 1995 r.
2. Wyprzedaż…, ibidem.

W lotaryńskiej enklawie pięknych jezior, powstały duże kolonie niemieckie. Początkowo były to jak zwykle „domki wczasowe”. Wkrótce zamieniły się na mieszkania
– alarmował urzędnik gminy Puttelange1.
Wypróbowanym przez Niemców trikiem, jest budowanie pomostów łączących takie domki letniskowe” bezpośrednio z wodą jeziora, na końcu zaopatrzonych w napisy:
rivat!” To w praktyce czyni jezioro niedostępnym dla spacerowiczów.
Jeszcze większa ekspansja niemiecka kieruje się na nieruchomości w Czechach. Historycznym podłożem tej inwazji są resentymenty i pretensje milionów Niemców sudeckich oraz niskie, „socjalistyczne” ceny. „Wprost” podało informację2 o manifestacji mieszkańców miasteczka Cheb koło Karlovych Varów – przeciwko germanizacji czeskiego pogranicza. Burmistrz miasteczka jednak oświadczył: Nie mamy nic przeciwko Niemcom.
Firma samochodowa Volkswagen wykupiła czeską „Skodę”, a grupa „Springera” -
główne gazety czeskie. Czesi obawiają się zwycięskiego powrotu Niemców, którzy domagać się będą domów swoich babć.
Największa inwazja kieruje się ku czeskim zabytkom kultury. Od czasu upadku czechosłowackiego sowietyzmu, czeski Instytut Zabytków Historycznych oferował sprzedaż 400 obiektów. Nie ma środków na ich remonty i konserwację. Pozostaje wyprzedaż. Najpiękniejsze cacka wykupują Niemcy. Proste jest obejście zakazów dla cudzoziemców. Istnieje bowiem furtka: aby kupić legalnie, na razie wystarczy założyć spółkę z siedzibą w Czechach.
Jak dotąd, wspaniałym przykładem hermetyzmu jest Szwajcaria. Obcokrajowiec nie
ma tam prawa nabywać ziemi pod żadnym pretekstem. Hermetyzm szwajcarski coraz bardziej zaczyna doskwierać eurokratom. Ostatnio morale tego kraju zostało mocno podmyte przez żydowskie oskarżenia o przechowywanie kont nazistów oraz depozytów żydowskich ofiar. Czy tym chwytem uda się rzucić na kolana Szwajcarię – ten bastion światowego systemu bankowego? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być tylko
kwestią czasu. Najbardziej imponującym przykładem obrony każdej piędzi ziemi jest państwo
Izrael. Obcokrajowiec nie ma tam żadnych szans nabycia gruntów3. Żydzi natomiast ochoczo i bez przeszkód wykupowali ziemię na terytoriach palestyńskich. Wreszcie, Palestyńczycy wydali zakaz sprzedaży ziemi Żydom pod karą najsurowszą- karą śmierci. I przykładnie stracili pierwszego Palestyńczyka, który złamał zakaz.
Wszystkim współczesnym niemieckim szowinistom opłakującym wysiedlenie Niemców po wojnie, autorzy wspomnianej książki: Wyprzedaż polskiej ziemi przypominają klasowe wysiedlenia setek tysięcy Polaków z tych samych terenów, podjęte i wykonane natychmiast po wejściu hitlerowców w 1939 roku. Sięgnijmy po kilka przykładów.
Pierwszą zbiorową ofiarą stało się Orlowo: cała miejscowość została wywieziona w bydlęcych wagonach na tereny Generalnej Guberni. Mieszkańcy mieli prawo do zabrania tylko ręcznego bagażu z exodusu 1,5 mln Polaków.
Gdynia: jej 130 tysięcy mieszkańców, to w 99 procentach Polacy. Do 15 listopada 1939 roku nie pozostał ani jeden. Gdynia stała się Gotenhafen (Port Gotów).
Włocławek: deportowano 49 tysięcy mieszkańców.
1. Ibidem.
2. 9.X.1997.
3. A co jeszcze ważniejsze, nie-Żyd nie może zostać ministrem lub innym wysokim rangą funkcjonariuszem

Poznań: z miasta liczącego 270 tysięcy osób, wywieziono 70 tysięcy. Pięć tysięcy osób: ziemian, kupców, nauczycieli – rozstrzelano.
Gniezno: masowe deportacje. Katedra – symbol polskości i jej katolicyzmu, została zamknięta.
Inowrocław: Nocą wywieziono około tysiąca osób. Kalisz: liczba mieszkańców spadła z 80 do 20 tysięcy. Płock: całkowicie oczyszczony z Polaków. Podobnie Ciechanów. Ciechocinek – całkowicie przepędzono Polaków.
Łódź: W grudniu, przy wielkich mrozach deportowano 6 tysięcy rodzin w warunkach identycznych z wysiedlaniem Kresowian przez Sowietów. Do września 1940 roku wywieziono 150 tysięcy mieszkańców tego miasta.
Katowice: Po kilku miesiącach, nie było w tym mieście ani jednego polskiego prawnika, lekarza, inżyniera, nauczyciela. Podobnie było w Tarnowskich Górach, Rybniku, Chorzowie, Pszczynie. Innych dziesiątkami tysięcy wywożono na przymusowe roboty do Rzeszy. Masowe deportacje do GG objęły miasta: Konin, Koło, Nieszawę, Rypin, Lipno, Aleksandrów, Turek, Toruń, Grudziądz, Chełmno, Leszno, Ostrów Kościan, Powidz, Witkowo, Mogilno, Wrześnie, Gostyń, Żnin, Swarzędz, Kostrzyn. Były to w większości miasta już spoza strefy rzekomo „niemieckiej”.
Od stycznia rozpoczęły się masowe wysiedlenia chłopów z okolic Włocławka, Kalisza, Konina. Potem przyszła kolej na chłopów z żywieckiego.
Belgijska gazeta „La Nation Belge” z 28.11.1940 r. opisywała warunki przesiedleń:
W oczekiwaniu na wywózkę, ludzie żyją w ciągłym strachu. Nie potrafią spać. Kładą się do łóżka całkiem ubrani, gdyż zaledwie kilka minut zostawia się im na opuszczenie domu (…) Przychodzą w nocy. Nie mają żadnej litości. Kobiety ciężarne – prawie że rodzące, chorzy, kalecy, starzy, umierający, wszyscy są wyrzucani z domów (…) W najlepszym wypadku można zabrać ze sobą jedną walizkę. Pozwolenie na zachowanie obrączki ślubnej należy do wyjątków. Pieniądze, biżuteria, pościel i odzież zapasowa są zakazane. Naruszenie tych zakazów pociąga automatycznie karę śmierci (…) Na ulicy, pod nadzorem Gestapo, czekają czasami godzinami na dwudziestostopniowym mrozie na ciężarówki, które zabiorą ich najpierw do baraków w Głównej. Tam, w straszliwych warunkach sanitarnych, gdzie nawet brak jest wody, rodzą się dzieci. Zdrowi mężczyźni kierowani są do Niemiec na roboty i przepadają bez wieści (…) Młode, a zwłaszcza ładne dziewczyny są także stamtąd zabierane. Czternastoletni chłopcy również, z pewnością aby otrzymać nazistowskie wychowanie. Śmiertelność jest bardzo duża ze względu na panujące choroby, np. tyfus.
Ale był to dopiero początek. Zapowiedź Auschwitz, Majdanka, wywózki dziesiątków tysięcy dzieci Zamojszczyzny, ich rodziców…
Trzeba to przypominać. To już historia. Wstydliwa, niemal już zakazana w perspektywie naszego „pojednania” i zbratania z potomkami ludobójców.
Regionalizacja jako warunek rozbioru.
Z powodów taktycznych, głównie przedwyborczych, maskujący się polscy zdrajcy – entuzjaści Unii Europejskiej i jawni wrogowie, starali się nie demaskować jawnym nawoływaniem do Unii. Otwarcie natomiast opowiadali się i opowiadają za podziałem Polski na „duże” województwa. Propozycje wahają się od 9 do 12 województw. Miałyby
rangę regionów na wzór niemieckich landów. Posiadałyby daleko rozwiniętą autonomię, aż do całkowitego uniezależnienia się od państwa.
Jeszcze bardziej zamaskowaną formą wstępu do rozbioru Polski, jest gardłowanie za odtworzeniem powiatów. Jest to z kolei wstępny i podstawowy warunek istnienia regionów – landów. Bez ogniwa pośredniego pomiędzy gminą a regionem nie jest bowiem możliwe sprawne funkcjonowanie administracyjnego organizmu regionu, składającego się z kilku obecnych województw. Tę próżnię mają wypełnić powiaty.
Optowanie za regionalizacją i „powiatyzacją” jest niezawodnym papierkiem lakmusowym demaskującym rzeczywiste intencje działaczy i polityków, którzy aż do wyborów AD 1997 otwarcie nie wypowiedzieli się za przytroczeniem Polski do NATO i Unii Germano-Europejskiej’. Tak właśnie ujawnił się stały publicysta ekonomiczny kryptomasońskiej „Gazety Polskiej” – Adam Glapiński. Zdjął maskę dokładnie po wyborach. Pisał w niebywałej euforii o naszej historycznej szansie pod nazwą NATO.
Polska już dziś została zaliczona do rodziny normalnych i cywilizowanych narodów (…) Wejście Polski do NATO stwarza naszej gospodarce (? – H. P.) historyczną szansę dynamicznego i pomyślnego rozwoju. Krajem o wielkim potencjale gospodarczym (…) Dzięki NATO czeka nas napływ wielkiego kapitału zagranicznego, który przyczyni się do nakręcenia koniunktury gospodarczej… Po tym mirażu drugiej wałęsowskiej Japonii, ten dotąd powściągliwy eurołgarz
ostrzegał polską „prawicę”:
Polska prawica musi się zmienić, aby działać w logice normalnego zachodniego kraju.
Jako obywatel na razie nienormalnego kraju, zapewniam eurosługusa Glapińskie-o: ja się nie zmienię ni