TAJNE SPRAWY PAPIEŻY – Robert A. Haasler (e-book)

Tytuł oryginału: Papes secret cases Edycja polska rozszerzona i uzupełniona Tłumaczenie i redakcja: zespół wydawnictwa Okładka: Jan Sojka

ISBN 83-87864-17-X

Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca S.A. w Krakowie Druk z dostarczonych diapozytywów. Żarn. 327/99

Zamiast wstępu

„I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (J. 8. 32.).

Przedmowa do wydania polskiego

Oddajemy do rąk Czytelnika książkę specjalną. Specjalną przynajmniej z kilku powodów. Jest ona skrótem obszernej – trzytomowej pracy przygotowywanej przez ostatnie 12 lat. W tej monumentalnej pracy, szczegółowo przedstawiono waż­ne aspekty obyczajowości dworów papieskich, zwłaszcza w okresie od V do XVII wieku.

W dokonanym skrócie z natury rzeczy pominięto wiele wątków i spraw. Całkowicie zrezygnowano z przedstawienia aparatu sprawiedliwości – więziennictwa, inkwizycji, tortur. Te bowiem sprawy przedstawione zostały w interesującej książce Vittorio Messoriego „Czarne karty Kościoła”. Zdecydowano także o pominięciu szczegółowych opisów wydarzeń i komentarzy Autora. Ostatecznie przygotowano publikację, która aż przeładowana jest faktami, wnioski pozostawiając Czytelnikom. Praca powstawała przez szereg lat. Bibliografia, która była podstawą jej przygotowania liczy ponad 1000 po­zycji. Autor korzystając z pomocy wielu bibliotek i archiwów, dokonał konfrontacji większości wydawnictw jakie powstały w ostatnich dziesięcioleciach. To trudna i porywająca lektura. Sporo, zwłaszcza w ostatnich latach, ukazało się książek przedstawiających historię papiestwa i papieży. W większości zastosowano jednak metodę chronologicznej prezentacji ich życiorysów. Metoda zastosowana w tej monografii i jej skró­cie jest w tym bogactwie rzadkością. W niektórych rozdzia­łach tej książki zapowiedziane są wydawnictwa, szerzej przedstawiające opisane wydarzenia.

Chociaż, Autor przedstawił w dokonanym skrócie sprawy i wydarzenia, które można znaleźć także w większości wcze­śniejszych publikacji, to przyjęta metoda prezentacji uznana została niemal przez wszystkich czytelników maszynopisu, recenzentów, redaktorów i wydawców za wielce prowokują­cą, bulwersującą.

Książka w skróconej formie w 1999 roku wydana zostanie w kilku krajach. Oprócz Polski także w Czechach, Słowacji, Niemczech, Wielkiej Brytani, Stanach Zjednoczonych i Rosji. Poszerzona wersja skierowana zostanie do druku z uwzglę­dnieniem wszystkich uwag i krytycznych ocen tego wydaw­nictwa.

W uzyskanych opiniach. Autora i wydawców przestrzega­no przed publikacją książki, obawiając się niechęci i ostrych ocen części środowisk. Zawsze zadawano pytania o przyczynę zarówno napisania książki jak i jej publikacji. Jak często bywa w takich przypadkach, źródeł decyzji należy szukać w osobistych doświadczeniach.

Zbyt często w literaturze opisującej wydarzenia przywoła­ne w tej książce stosuje się podwójną miarę. Usprawiedliwie­nia niektórych niegodnych czynów innymi zasługami. Autor sam przed laty doświadczy} pouczania przez „nowonawróconych” co do oceny postaw społecznych. Owi „nowonawróceni” jako cnoty przywoływali takie postawy, które jeszcze nie­dawno, w innej sytuacji były im zupełnie obce. A wszystko z powołaniem na odwieczną naukę Kościoła. Myliłby się jed­nak każdy, który chciałby doszukiwać się w tej książce nuty osobistego rozrachunku. Doświadczenie osobiste było impul­sem do głębokiej, wieloletniej pracy nad poznawaniem trud­nych wątków historycznych. Historia papieży i papiestwa jest przy tym zaledwie jednym z kilkunastu tematów.

Książka nie jest pisaniem historii od nowa. Jest przypo­mnieniem. Całkowicie odrzucamy wszelkie posądzenia o za­kulisowe interesy jakoby przyświecające Autorowi i wydaw­com.

Szczególnie, w żadnym wypadku nie było celem obrażanie kogokolwiek. Jesteśmy świadomi, że znajdą się osoby, które będą podważać, dyskredytować to, co zostało tu napisane. Ciosy krytyki skierowane wobec Autora i wydawców głębo­ko zostały przemyślane przed podjęciem decyzji o edycji książki. Właśnie dlatego w pierwszej kolejności do publikacji skierowana została wersja skrócona. Pewnego rodzaju ostroż­ność i asekuracja legły także u podstaw wyboru form dystry­bucji książki, przede wszystkim poprzez sprzedaż wysyłkową. Odrzucamy wreszcie posądzenia o propagandowy wymiar książki. Liczne mity, fałszywe twierdzenia obce są inicjato­rom tego wydawnictwa. Wierzymy, że Czytelnicy obiekty­wnie przyjmą tę pracę i tym samym zachęceni zostaną do dal­szych samodzielnych poszukiwań prawdy. „Prawda bowiem was wyzwoli”.

Książka nie jest wreszcie historią papieży, historią papiestwa, czy też historią Kościoła. Jest z natury rzeczy wyłącznie prezentacją części faktów z bogatszych dziejów. Jest, jak to nazwał jeden z recenzentów „homeopatyczną” dawką historii. Wierzymy, że książka ta nikomu nie zaszkodzi, nikogo nie dotknie, niczyich uczuć nie obrazi. Niech będzie – korzystając z tego medycznego porównania – lekiem, gdyż użyta została w minimalnej dawce.

Autor i wydawcy dziękują wszystkim osobom i instytu­cjom, które pomagały w przygotowaniu tego wydawnictwa. Bibliotekom, pracownikom nauki, tłumaczom, redaktorom technicznym, a zwłaszcza pierwszym jej Czytelnikom. To ich oceny i wyrażany czasem strach był podstawą wyboru odpo­wiednich fragmentów obszernej monografii do publikacji oraz stonowania i przystosowania do potrzeb polskiego Czytelnika niektórych opisanych faktów. Czas pokaże, czy te obawy były uzasadnione.

luty, marzec J 999 roku.

ROZDZIAŁ I

Siedem kobiet które wstrząsnęły Watykanem

Zwykło się uważać, że Watykan, podobnie zresztą jak ca­ły Kościół, był i jest domeną mężczyzn. Spór o rolę kobiet w Kościele jest równie stary, jak historia Kościoła. Na jej kar­tach pojawiały się zawsze kobiety, zapisując się na nich za­równo gorliwą wiarą i obroną świętości Kościoła, jak i mniej chlubnymi postawami.

W tym rozdziale przypomnimy kilka najbardziej barwnych postaci z owej drugiej grupy. Wyprzedzając ewentualną kryty­kę tej pracy za niby jednostronny wybór, przypomnimy, że nie jest naszym celem przedstawienie tu pełnej historii Kościoła, lecz spojrzenie na niektóre tylko jej karty.

Zainteresowany sięgnie do innych źródeł. Jeżeli ta książka zainspiruje go do dodatkowej lektury, do głębszego zainteresowania się losami Kościoła – to swoją funkcję wypełni wła­ściwie.

Pierwszą kobietą, która wywarła znaczny wpływ na losy kościołów lokalnych w Europie, była Petronilla, córka aposto­ła Piotra i Joanny. Jak chce Klemens Aleksandryjski, Piotr niósł zgubę żonie Joannie, która podobnie jak on zginąć mia­ła śmiercią męczeńską. Szczątki św. Petronilli odnaleziono w katakumbach.

Papież Stefan II (III) (752-757) obiecał królowi Franków Pepinowi III, że przekaże mu doczesne szczątki świętej jako relikwie. Ten papieski dar sprawił, że Francję przez kilkana­ście wieków nazywano „pierworodną córą Kościoła”. Papież Paweł I (757-767) ufundował w Bazylice św. Piotra nową ka­plicę, w której umieszczono relikwie św. Petronilli.

Na dworze papieskim pojawiało się wiele kobiet uznawa­nych przez Kościół za święte. Wśród nich były między inny­mi święte Tarsylia i Emiliana, ciotki papieża Grzegorza I Wiel­kiego – także świętego.

Doniosłą rolę odegrały wreszcie matki poszczególnych pa­pieży, czasem ich siostry. Przykładem niech będzie Laodinica Piccolomini, matka papieża Piusa III (1503) i siostra papieża Piusa II(1458-1464).

Tragiczny los spotkał rodzinę papieża Hadriana II (867-872). Hadrian pochodził z rzymskiej rodziny Colonnów. Nim został księdzem, był żonaty. Jego żona Stefania i córka zostały uprowadzone, zgwałcone i zamordowane w 868 roku przez Eleuteriusza, syna biskupa Orte Arseniusza. Synem biskupa Arseniusza, a więc bratem (przyrodnim) mordercy, był Anasta­zy, zwany Bibliotekarzem, kardynał, sekretarz osobisty papie­ża Hadriana II, a faktycznie zarządzający Kościołem. Anastazy, po śmierci Leona IV (855), sam przeszło dwa miesiące okupował tron papieski. Właśnie Hadrian II przywrócił Ana­stazego do łask, oddając mu wszystkie urzędy i sprowadzając do Rzymu, by wskutek słabości papieża faktycznie rządzić Ko­ściołem. Wydaje się, że pogłoski o współudziale Anastazego w zamordowaniu żony i córki papieża nie są bezpodstawne. Hadrian II mocno przeżywał śmierć bliskich mu osób.

Warto wspomnieć i te kobiety, które składały wizyty pa­pieżom, wizyty czasem nieco się przeciągające Jak chociażby wizyta Krystyny, królowej Szwecji, w latach 1632-1654, która po abdykacji przybyła do Rzymu, nawróciwszy się na wiarę katolicką. Pałac królowej Krystyny w Rzymie był nie tylko centrum intelektualnym miasta, ale przysparzał papie­skim gospodarzom nieco kłopotów natury moralnej. Kuria rzymska wybaczała Krystynie wiele, licząc, że za jej wstawi­ennictwem Szwecja przejdzie na katolicyzm. W każdym razie królowa dużo kosztowała skarbiec aż trzech kolejnych papie­ży: Aleksandra VII, Klemensa IX i Klemensa X. Założyła w Rzymie sławną akademię, której członkiem był między in­nymi papież Klemens XI, a papież Aleksander VIII wydał wielkie sumy ze skarbca papieskiego na zakup wielu manu­skryptów i księgozbiorów Krystyny, wzbogacając tym samym Bibliotekę Watykańską.

Papież Innocenty XII (1691-1700) uroczyście przyjął i go­ścił w Rzymie królową Polski, Marię Kazimierę, wdowę po Janie III Sobieskim. Maria Kazimiera gościła w Rzymie aż do roku 1714.

Poprzestańmy na tym wyliczeniu – choć i współcześnie np. za krótkiego pontyfikatu Jana Pawła I pojawiły się ko­biety – zakonnice, o których warto wspomnieć.

Przyjrzyjmy się nieco dokładniej losom kilku wybranych kobiet najbardziej barwnych. Kolejno przypomnimy postaci Teodory Starszej, Marozii, Teodory Młodszej, Lukrecji Bor-gii, Olimpii Panfili Maidalchini, Franciszki Lehnert – matki Pasqualiny i wreszcie legedamej papieżycy Joanny. Wszyst­kim zresztą naszym bohaterkom Rzymianie nadali ten sam ty­tuł – La Papessa – Papieżyca.

Teodora Starsza, Teodora Młodsza i Marozia – Kobiety papieży wieku upodlenia.

Sto pięćdziesiąt lat od pontyfikatu papieża Formozusa (891-896) do papieża Damazego (1048) to najbardziej hanieb­ne lata w dziejach papiestwa. Historycy prześcigają się w nadawaniu temu okresowi różnych określeń, od łagodnych o wieku upodlenia do jednoznacznych o okresie pornokracji. Były to bez wątpienia lata trudne, lata całkowitego upadku znaczenia papiestwa, co nie pozostało bez wpływu na osta­teczny podział Kościoła na wschodni – bizantyjski i zachodni – rzymski. Był to też jednak czas, który zapoczątkował wiel­ką rewolucję w Kościele – rewolucję płynącą z klasztoru w Cluny. Na tronie papieskim zasiadało wówczas 49 papieży, 6 lub 7 antypapieży. Legalność pontyfikatu Benedykta V mo­że być wątpliwa.

Jeden z papieży, Benedykt IX – Teofilatto, hrabia na Tuskulum, brat papieży Benedykta VIII i Jana XIX, pierwszy raz tron papieski objął mając piętnaście lat i prowadził prawdziwie rozpustne i gwałtowne życie. Benedykta IX dwukrotnie usuwano z tronu, za każdym razem zbrojnie go odzyskiwał. Był papieżem aż trzykrotnie. W takich czasach na arenę historii wkroczyły trzy kobiety – przedstawicielki rzymskiego rodu Tuskulum, który na długo przejął władzę w Rzymie.

Teofilakt – hrabia na Tuskulum, przywódca szlachty rzymskiej – nosił tytuł księcia i senatora Rzymu, żył do roku 926. Jego żoną była osławiona Teodora, zwana Starszą (zmarła ok. roku 916). Wraz z córkami – imienniczką Teodo­ra, zwaną Młodszą, i Marozią przez pół wieku sprawowały rządy w Rzymie. Od lat Tuskulańczycy rywalizowali ze Spoletańczykami. Tron papieski przechodził z rąk do rąk. Na pierwsze lata X wieku przypadł szczyt rywalizacji rzymskich rodów. Państwo Kościelne owładnęła korupcja w skali trud­nej do wyobrażenia. Leon V, wybrany w lipcu 903 roku, już we wrześniu tegoż roku wtrącony został do więzienia przez Krzysztofa – kardynała prezbitera kościoła św. Damazego. Krzysztof, chcąc zająć miejsce papieża Leona, kazał go wkrótce po wtrąceniu do więzienia zamordować. Sam też do­świadczył podobnego losu w styczniu 905 roku, kiedy do Rzymu na czele małej grupy zbrojnych wrócił z wygnania Sergiusz. Krzysztof po krótkim procesie znalazł się w więzie­niu, gdzie odwiedził go niespodziewanie Sergiusz. Tron pa­pieski znów był wolny. W tych tragicznych dla papiestwa chwilach na arenę dziejów wkracza Teodora Starsza. To ona właśnie poinformowała Sergiusza o możliwości przejęcia tro­nu papieskiego. Należało tylko usunąć w cień Krzysztofa. Sergiusz III panował w latach 904-911 i znany nam jest jako inicjator odrażającego tzw. synodu trupiego – ale o tym w in­nym rozdziale.

Dziwny to był czas. Nawet najbardziej bliscy Kościołowi historycy nastającą erę trzech tuskulańskich papieżyc nazywa­ją bez ogródek pornokracją.

Kardynał Cesare Baronius, kustosz Biblioteki Watykań­skiej i spowiednik papieża Klemensa VIII, na początku XVII wieku w wielkim swoim dziele Kromki Kościelne, panowanie kurtyzan nazywa „pornokracją”. Papież wykonywał wszyst­kie żądania Teodory. Mimo nagannego prowadzenia potrafi} zabiegać o względy ludu, obdarowując go hojnie. To właśnie sprawiło, że Sergiusz był przez lud lubiany i mógł jak na owe czasy rządzić w Kościele bardzo długo. Jego pontyfikat trwał siedem lat, gdy trzej poprzednicy zmienili się w ciągu jedne­go roku.

Sergiusz zmarł śmiercią naturalną. To też było jak na owe czasy wyjątkowym wydarzeniem. Jego Świątobliwość Ser­giusz III obdarowany został łaskami matki Teodory i jej je­szcze bardziej rozwiązłej córki Marozii.

Morozia odziedziczyła po matce nie tylko władzę, ale przede wszystkim ambicję, przebiegłość i niepohamowane dą­żenie do decydowania o losach świata. Urodziła się około ro­ku 892, przeżywszy lat 40 zmarła po roku 932. W wieku pięt­nastu lat postanowiła, rywalizując z matką o względy papie­skie, zdobyć serce Jego Świątobliwości. Marozia – choć już nie była stanu wolnego – szybko zdobyła nie tylko serce, ale i lędźwie Sergiusza. Fakt, że była żoną wpływowego Alberyka ze Spoleto, nie miał przy tym żadnego znaczenia. Papa Ser­giusz III za przyczyną Marozii miał inny powód, by nazywać się ojcem. Owocem tej miłości miał być Jan XI, który po 25 la­tach troskliwej opieki Marozii sam objął tron papieski.

Jej siostra Teodora Młodsza też miała syna, który jako Jan XIII panował w latach 965-972.

Marozia była więc matką Jana XI, babką Jana XII i ciotką Jana XIII. Sergiusz III, sam mając wiele na sumieniu, pozwalal innym władcom ówczesnego świata na podobne prowadze­nie. Cesarz bizantyjski Leon XI dorobił się wtedy potomka z czwartą żoną. Aby mógł ją poślubić – choć prawo zezwala­ło jedynie na dwie żony – cesarz wystąpil do papieża o dys­pensę. Nie mógł jej uzyskać od swego patriarchy Konstanty­nopola. Sergiusz skwapliwie pośpieszył cesarzowi z pomocą. W odwecie patriarcha obłożył papieża ekskomuniką. W zasa­dzie ten fakt był początkiem wielkiej schizmy i upadku Koś­cioła.

Po pontyfikacie Sergiusza przynajmniej piętnastu kolej­nych papieży zawdzięczało swoje wyniesienie i tron papieżycom z rodu Tuskulum lub rodzinie rzymskich hrabiów.

Anastazy III (911-913) wybrany został dzięki Teodorze Starszej, Lando (913-914) podobnie, Jan X (914-928) rów­nież. Ten papież, choć początkowo – jak chcą historycy, był kochankiem Teodory Starszej, później chciał uwolnić się spod władzy matki i jej córek. Przeciw nim sprowadził nawet woj­ska węgierskie. Cała akcja skończyła się jednak dla papieża tragicznie. Marozia po stracie pierwszego męża poślubiła Guida, księcia Toskanii. Dzięki pomocy męża wywołała w Rzymie bunt, w wyniku którego nasłani przez nią złoczyń­cy zamordowali brata papieża. Piotra (zresztą w jego obecno­ści), a samego papieża wtrącili do więzienia, w którym udusił go mąż Marozii. Jan szczególnymi względami obdarował matkę, jej córkę imienniczkę, a zginął za sprawą innej córki Marozii.

Leon VI (928) tron zawdzięczał Morozii, która już wtedy nadała sobie tytuł senatorowej i patrycjuszki Rzymu – Senatrix et Patricia Romanorum. Leon VI niedługo cieszył się względa­mi przebiegłej Marozii.

Tajne sprawy papieży                                                           j 7

Stefan VI (928-931) zastąpił Leona za sprawą Marozii. Po dwóch latach ustąpić musiał miejsca jej synowi Janowi XI (931-935). Tymczasem matka papieża została po raz kolejny wdową. Po śmierci Guidona wyboru trzeciego męża dokona­ła wśród bliskiej rodziny. Los padł na Hugona z Prowansji – króla italskiego. Hugon był jednak rodzonym bratem po­przedniego męża Marozii, a związek małżeński z bratową uważano wówczas za kazirodczy. Ten fakt nie był dla nikogo przeszkodą. Przecież sam papież był świadkiem uroczystości ślubnych. Marozia została królową, chciała jednak swoją ka­rierę zakończyć na cesarskim stoiku. Na przeszkodzie matce stanął jednak młodszy syn Marozii – Alberyk II ze Spoleto. Wywołał bunt arystokracji rzymskiej, nie chcącej zgodzić się na panowanie Hugona. Alberyk przejął pełnię władzy, ogłosił Rzym republiką, a siebie księciem i senatorem wszystkich Rzymian. Hugon uciekł. Marozia wtrącona została do więzie­nia, później zamknięto ją w klasztorze, gdzie zmarła po roku 832. Papież Jan XI panował jeszcze trzy lata pod ścisłą kon­trolą brata Alberyka.

Leon VII (936-939), został papieżem za poparciem Albe­ryka, który właśnie pojął za małżonkę Aldę, córkę Hugona, którego niedawno wygnał z Rzymu.

Kolejni papieże Stefan VIII (939-942), Marynus II (942-946), Agapit II (946-955) rządzili wyłącznie za sprawą Alber­ta II, syna Marozii.

Nie koniec na tym dynastii papieżyc. W 954 roku, po prze­szło dwudziestu latach panowania, umiera Alberyk II. Przed śmiercią udało mu się wymusić na szlachcie rzymskiej, kardy­nałach i duchowieństwie przysięgę, że po Agapicie II wybio­rą na stolicę papieską jego syna Ottaviana, urodzonego w 938 roku. Ottaviano był więc wnukiem Marozii. Chociaż prawo kościelne zabraniało wyznaczania następcy za życia panujące­go papieża, Alberykowi udało się zapewnić synowi tron Jego Świątobliwości. Ottaviano miał wówczas siedemnaście lat. Za jego pontyfikatu papiestwo sięgnęło dna. Lateran stał się prawdziwym domem rozpusty dla złotej młodzieży rzymskiej. Prostytutkom płacono kielichami kościelnymi. Przymilny pa­pieżowi dziesięciolatek został nagrodzony sakrą biskupią. Ulubiony koń Jana XII został senatorem. Wróciły czasy Kaliguli. Mimo upodlenia i zepsucia Jan wzmocniony siłą swoje­go wojska dbał o terytorialną jedność Państwa Kościelnego. Rzym nie darzył papieża miłością. W 969 roku zwołano na Lateranie, z inicjatywy części szlachty rzymskiej, synod, który pod ciężarem wielu zarzutów: mężobójstwa, kazirodz­twa, krzywoprzysięstwa, profanacji złożył papieża z urzędu. Jan na synod nie przybył. Jego przeciwnicy wybrali nowego papieża, Leona VIII, który był osobą świecką. Jan XII nie ustępował, na czele wojska wrócił do Rzymu i ponownie zwo­łał synod, który nie tylko złożył z urzędu Leona VIII, ale przy­wrócił Janowi wszystkie godności. Rozpoczął się okres bez­względnej zemsty i represji wobec przeciwników Jana. Ten zaś dalej prowadził burzliwe, niemoralne życie. W 954 roku – mając 28 lat -jak pisze kościelny historyk biskup Liutprand z Cremony, „był już u kresu swojego haniebnego żywota: zgi­nął śmiertelnie ugodzony w głowę przez diabła w czasie cu­dzołóstwa w domu kobiety zamężnej.” Według biskupa tym diabłem była epilepsja, według innych historyków zdradzony mąż. W oficjalnych kronikach kościelnych czytamy, że Jan XII zmarł „wskutek rozwiązłości swojej”. Kiedy zdradzony mąż wrócił wcześniej do domu – zastał Jana w łóżku ze swoją małżonką. Karą była chłosta łańcuchem. Oczywiście mąż nie wiedział, że tak srodze rozprawia się z najwyższym do­stojnikiem Kościoła. Niemal nieżywego papieża, bez odzie­nia, wyrzucił następnie przez okno. Tak skończył swoją wę­drówkę po ziemskim padole Ottaviano.

Teodora Młodsza wraca na scenę historii w związku z oso­bą papieża Jana XIII (965-972), który miał być jej synem.

Benedykt, hrabia Tuskulum, kolejny przedstawiciel rodu, objął tron papieski w latach 974-983 jako Benedykt VII. Był spokrewniony z inną znaną rodziną rzymską Krescencj uszów, która za jego sprawą zaczyna odgrywać coraz większą rolę w Kościele.

Skończyła się wprawdzie epoka papieżyc z rodu hrabiów Tuskulum, epoka rządów w papiestwie nieobyczajnych ko­biet. Skończyła się epoka pornokracji, ale daleko jeszcze było do końca epoki upodlenia. Papiestwo i Kościół długo jeszcze rządzone będą przez słabych, nastawionych na zaspokojenie interesów rodów papieży. Głębokie zmiany nastąpią dopiero za pontyfikatu papieży Leona IX (1049-1054) i Grzegorza VII (1073-1085).

Leon IX był pierwszym od blisko 180 lat papieżem, który zaliczony został w poczet świętych.

Siedemdziesiąt lat pobytu papieży w „niewoli awinioń-skiej” – doprowadziły Rzym do prawdziwego upadku. Stoli­ca chrześcijaństwa pozbawiona została wówczas dochodów nie tylko z utrzymania dworu arystokratów, kardynałów i pa­pieża, ale głównie pozostawianych przez rzesze pielgrzy­mów. Całe miasto popadło w ruinę. Siedmiu prawowitych pa­pieży na swoją rezydencję obrało wciąż rozbudowywany Awinion.

Cesarz i intelektualiści włoscy, np. Petrarka, Boccacio, na­mawiali papieży do powrotu. Główna jednak rola w sprowa­dzeniu biskupów rzymskich do swojej diecezji przypadła ko­bietom. Brygida Szwedzka namawiała do tego Urbana V (1362-1370). Papież wrócił. Rzymianie powitali go entuzja­stycznie. Jakże wielkie było rozczarowanie Urbana na widok Wiecznego Miasta. Nic już nie pozostało z dawnej świetności, Rzym był małą mieściną. Kościoły i pałace zrujnowane. Spło­nęła rezydencja papieska na Lateranie. Urban robił niemal wszystko, by wrócić do Awinionu. Brygida Szwedzka, wiodą­ca w Rzymie życie w ubóstwie, gdy tylko dowiedziała się o za­miarach Ojca Świętego, przepowiedziała mu rychłą śmierć, je­żeli zdecyduje się opuścić Rzym. Urban jednak, głuchy na na­woływania Brygidy, nieczuły na błagalne prośby delegacji miasta, napisał list pożegnalny i opuścił ponownie swoje bi­skupstwo, by wrócić do Awinionu. Po parunastu dniach zacho­rował, a po niecałych trzech miesiącach zmarł. Proroczy sen Brygidy Szwedzkiej wypełnił się.

Więcej szczęścia miała w sprawie ostatecznego powrotu papieży z niewoli awiniońskiej Święta Katarzyna ze Sieny. Następcą Urbana został Grzegorz XI (1370-1378), Pierre Roger de Beaufort. Tuż po wyborze obiecał, że wróci już osta­tecznie wraz z całym dworem do Rzymu. Za namową króla Francji i nowo mianowanych kardynałów, także w przewadze Francuzów, Grzegorz zwlekał z decyzją o powrocie. Miasta włoskie, choć stale zabiegały o powrót Ojca Świętego, bunto­wały się przeciwko jego legatom, sprawującym władzę w imieniu Awinionu. Prym w buntach przeciw papieżowi wiodła Florencja. Legaci papiescy siłą zmuszali buntujące się miasta do posłuszeństwa. Wkrótce w otoczeniu Jego Świątobliwości pojawiła się 25-letnia zakonnica, Katarzyna ze Sieny. Była mistyczką, kobietą o niezwykłej inteligencji, jedną z naj­większych postaci w historii Kościoła. Do klasztoru wstąpiła będąc dzieckiem. Ciągle służyła pomocą, zwłaszcza biednym i chorym. W czasie epidemii dżumy w 1374 roku pracowała na ulicach, pomagając umierającym biedakom. Misją Kata­rzyny było jednak sprowadzenie już na zawsze papieży do prawowitej stolicy, do Rzymu.

Papieża nazywała „swym włoskim najświętszym ojczul­kiem”, mimo iż Jego Świątobliwość był Francuzem, podobnie jak sześciu jego poprzedników. W 1376 roku pojechała do Awinionu, aby prosić papieża o powrót. Katarzyna przebywa­ła na dworze Grzegorza XI zaledwie trzy miesiące. Używała wszelkich argumentów, aby papież podjął właściwą decyzję, w tym i tego, że według decyzji Grzegorza biskupi powinni przebywać we własnych diecezjach. Papieże w tej sprawie na­pominali ordynariuszy już prawie od tysiąca lat. Tymczasem najważniejszy biskup ordynariusz od blisko siedemdziesięciu lat był poza swoją biskupią stolicą. Trzy miesiące nawoływań Katarzyny zrobiły swoje. Grzegorz XI w 1376 roku postano­wił wrócić do Rzymu. Całej wyprawie towarzyszyły złe zna­ki wróżebne. Wpierw koń papieski stanął dęba, zrzucił Ojca Świętego i mocno go poturbował. Potem sztorm zatopił kilka galer, a kardynałowie towarzyszący Jego Świątobliwości za­chorowali. Grzegorz XI dotarł wreszcie do Rzymu. Powitanie znów było entuzjastyczne. I znów Rzym nie wywarł na bisku­pie dobrego wrażenia. Znów papież chciał wrócić do Awinio­nu. Publicznie wyznał z żalem, że dał się namówić „kobiecym przepowiedniom”. Święta Katarzyna ze Sieny osiągnęła swój cel – papieże wrócili do Rzymu, ale Kościół i papiestwo dopiero teraz czekały trudne czasy. Czasy jednoczesnych dwóch, a później i trzech wikariuszy Chrystusa.

Lukrecja Borgia. Postać to wielce interesująca i zagadkowa. Była córką papieża Aleksandra VI. Żyła w latach 1480-1519. Hiszpańska rodzina Borgiów była w Rzymie dobrze znana. Czterdzieści lat przed Aleksandrem VI papieżem był Kalikst III – Alonso de Borgia, stryj Aleksandra VI, a tym sa­mym stryjeczny dziad Lukrecji. Za czasów Kaliksta III papie-stwo wróciło do czasów niepohamowanego nepotyzmu, prze­kupstwa i przedkładania interesów rodziny nad dobro Kościo­ła. Co Kalikst zapoczątkował, Borgiowie Aleksandra VI ze zdwojoną pasją kontynuowali.

Lukrecja była nieodrodną członkinią swego rodu. Wielu historyków, zwłaszcza mocniej związanych z instytucjami Kościoła, wiele czyni, aby przywrócić dobrą sławę Lukrecji. Nie wydaje się, aby legendy, jakie wokół Lukrecji stworzyła literatura pamfletyczna, wiele powieści z epoki czy współcze­sna kinematografia były z gruntu -jak chcą niektórzy history­cy – nieprawdziwe. Lukrecja była dzieckiem swojej epoki, na­leżała do klanu Borgiów, który w osobach papieża Aleksandra VI i jego syna, a brata Lukrecji Cezara, zapisał najczarniejsze karty w historii Kościoła.

Lukrecja miała urodzić się 18 kwietnia 1480 roku. Miejsce urodzenia nie jest dokładnie znane. W każdym razie dzieciń­stwo spędziła w Rzymie. Kiedy nasza bohaterka przyszła na świat, ojciec Rodrigo – wówczas 49-letni – od 24 lat jest kar­dynałem i opatem Subiaco. Później, mimo braku wyższych święceń kapłańskich, zostaje biskupem Pampeluny. Od 1460 roku związany był z Vannozzą Catanei, z którą miał kilkoro dzieci. Lukrecja, ukochane dziecko kardynała Borgii, w rzym­skich klasztorach zdobyła skromne wykształcenie. Już jako 11-letniej dziewczynce, przezorny ojciec przysposabiał na męża aż dwóch kandydatów spośród bogatej hiszpańskiej szlachty. Ci pretendenci, jakkolwiek godni córki kardynała, nic nie znaczyli dla córki papieża. Ojciec Rodrigo, w wyniku wielu intryg i przekupstwa, został w 1492 roku wybrany na stolicę Piętrową, przyjmując imię Aleksandra VI. Trzeba by­ło dla Lukrecji szukać niezwłocznie nowego kandydata na męża. Tym razem wybór padł na Giovanniego Sforze, zwane­go Sforzino. Przystojny, 26-łetni Sforzino, był już wdowcem. Lukrecja w dniu ślubu liczyła zaledwie trzynaście wiosen. Wpierw per procura, cztery miesiące później z wielką pompą i z wielkim przepychem, Jak przystało na córkę papieża. Uro­czystości odbyły się w Rzymie w czerwcu 1493 roku. Na ślu­bie swojej córki nie była matka, Vannozza, która już od paru lat odsunięta została przez Rodriga – chociaż aż do śmierci pozostawała pod papieską opieką. U boku jeszcze kardynała, a później papieża, Vannozzę zastąpiła młodziutka Giulia Farnese – przez Rzymian zwana „oblubienicą Chrystusa”. Mał­żeństwo Lukrecji ze Sforzą miało oczywiście charakter poli­tyczny. Służyło ono papieżowi do budowania koalicji wło­skiej przeciw dworowi hiszpańskiemu, któremu nie w smak była rosnąca potęga rodu Borgiów, jak i grzeszny żywot jego przedstawicieli. Małżonkowie niewiele czasu spędzali wspól­nie. Kiedy Lukrecja przebywała w Rzymie, jej małżonek w rodowej rezydencji w Pesaro.

Kiedy Sforzino przybywał do Rzymu, Lukrecja wyjeżdża­ła do Pesaro. Wkrótce polityczne znaczenie rodu Sforzów znacznie osłabło i małżeństwo Sforzina z Lukrecją przestało mieć dla papieża wszelkie znaczenie. Kiedy w nie wyjaśnio­nych okolicznościach ginie książę Gandii – syn papieża, jak się wydaje nie bez pomocy swojego brata Cezara, Aleksander VI za śmierć syna obwinia Sforzów i Orsinich. Mąż Lukrecji nie­mal cudem uniknął zasadzki, jaką zastawiono, by przyspieszyć jego zejście ze świata i umożliwić papieżowi za pośrednic­twem kolejnego ślubu Lukrecji opanowanie południa Italii.

Sforzino zamachu uniknął. Aleksander VI zażądał unie­ważnienia małżeństwa wobec impotencji małżonka. Sforzino długo się bronił i na wszelkie sposoby udowadniał swoją mę­skość. Nie pozostał dłużny papieżowi i swojej małżonce. To on i jego zwolennicy wtedy właśnie zaczęli rozpowszechniać pogłoski o niegodnym prowadzeniu się Lukrecji. Zarzucili jej kazirodcze stosunki nie tylko z bratem Cezarem, ale także z ojcem, nazywając ją „córką, żoną i synową papieża”. Opinia o kazirodztwie w rodzinie Aleksandra VI na wiele stuleci przylgnęła do papieża. Papież był zbyt silnym przeciwnikiem dla słabego już rodu Sforzów. Dnia 20 grudnia 1497 roku mał­żeństwo Lukrecji zostało unieważnione. Siedemnastoletnia wtedy Lukrecja po raz pierwszy straciła męża. Pól roku póź­niej, także z przyczyn politycznych, poślubiła księcia Alfonsa Bisceglie, pomagając tym samym ojcu i bratu wejść w koliga­cje dynastyczne dla opanowania południa Italii. Tym razem małżeństwo Lukrecji można by uznać za udane, gdyby nad je­go finałem nie zaciążyły przeszkody w polityce papieskiego ojca. Małżonkowie darzyli się wzajemnie prawdziwą i na­miętną miłością. Z tego związku Lukrecja rodzi w listopadzie 1499 roku syna, Rodriga. Złośliwi ojcostwo przypisują nie księciu Alfonsowi, ale ojcu Aleksandrowi VI – nadając dziec­ku miano Infantore Romano (dziecko Rzymu). Parę miesięcy przed narodzinami małego Rodriga książę Alfonso musiał opuścić małżonkę, co doprowadziło ją do wielkiej rozpaczy. Aleksander VI na otarcie leź mianował córkę – wówczas nie­spełna dwudziestoletnią – gubernatorem Spoleto i Foligno. Stosunki księcia Alfonsa z papieżem i jego synem Cezarem były więcej niż napięte. Wkrótce książę ginie uduszony we własnym łożu.

Niezbyt długo Lukrecja odbywa żałobę po śmierci męża. Na jakiś czas usuwa się nawet do Nepi, ale wkrótce wraca do Rzymu, by służyć ojcu w jego polityce dynastycznej. Tym ra­zem wybór padł na ród d’Este z Ferrary. Był to jeden z najstar­szych i najznamienitszych rodów włoskich, przy tym posiada­jący znaczne bogactwo. Papież i Ercole d’Este dla 21-letniej Lukrecji wybrali 25-letniego – pierworodnego syna Alfonsa. Niezbyt urodziwy nie bardzo był zadowolony z propozycji małżeństwa. Jego ojciec natomiast sam gotów był poślubić Lukrecję, gdyby syn ostatecznie się nie zdecydował. Papież za małżeństwo córki z bogatym i wpływowym rodem d’Este mu­siał słono zapłacić. Sto tysięcy dukatów w gotówce i wiele ko­ścielnych legacji to cena za kolejne trzecie małżeństwo Lukre­cji. Ślub z wielkim przepychem zawarty został 30 grudnia 1501 roku. Tydzień później Lukrecja wyjeżdża do męża do Ferrary. Rok później umiera papież Aleksander VI – kończy się era Borgiów. Po krótkim pontyfikacie Piusa III na tron pa­pieski wstępuje w 1503 roku Juliusz – Giuliano delia Rovere, spokrewniony z odwiecznymi wrogami Borgiów, rodziną Orsinich. Wszechpotężny brat Lukrecji zostaje aresztowany i po czteroletniej tułaczce ginie pod murami Viana.

Małżeństwo Lukrecji z Alfonsem d’Este nie było zbyt uda­ne. Stale opuszczona przez męża, z jednej strony oddawała się codziennym modlitwom, a z drugiej, otaczając się artystami i młodymi przedstawicielami szlachty, obdarzała szczególny­mi względami kilku przynajmniej towarzyszy zabaw. Od 1505 roku była już księżną Ferrary. Mąż nie był dłużny. Mi­mo to w Ferrarze opinia o Lukrecji zmieniła się. Dawno zapo­mniano jej bujne życie, teraz rozpowszechniano nowy obraz Lukrecji, matki i żony. Urodziła księciu d’Este pięcioro dzie­ci, przeżyła kilka poronień. W Ferrarze nazywano ją skarbni­cą wszelkich niewieścich cnót.

W Ferrarze Lukrecję zastały wszelkie złe, tragicznie przez nią przyjmowane wiadomości. Wpierw o śmierci ojca papie­ża, później brata Cezara. Najbardziej jednak przeżyła śmierć swojego pierworodnego syna, Rodriga. Rodrigo zmarł w 1512 roku w Neapolu, z dala od matki. Alfons d’Este nie zgodził się bowiem, aby Lukrecja zabrała swoje dziecko do Ferrary.

Rodrigo zmarł w wieku trzynastu lat, a po jego przedwcze­snej śmierci Lukrecja pisała „cała tonę we łzach i goryczy z powodu śmierci księcia Biscegli, mego najdroższego sy­neczka”. Także w Ferrarze zastała Lukrecję wieść o śmierci matki, Vannozzy, w 1518 roku.

Lukrecja przeżyła swoją rodzinę, osamotniona rozstała się ze światem tuż po swojej matce. W wyniku szóstej ciąży uro­dziła siedmiomiesięczną córeczkę, która niemal natychmiast po porodzie zmarła. Matka przeżyła poród o parę dni. Zmarła 24 czerwca 1519 roku.

Jaka była Lukrecja Borgia? Czy była nieodrodnym przedstawicielem rodu Borgiów, czy gdyby była córką innego ojca i siostrą innego brata jej życie przebiegałoby inaczej? Zasłu­żenie lub nie była jedną z najbardziej barwnych postaci w hi­storii Kościoła. Przez stulecia wokół niej stworzono wiele mitów i przesadzonych opowieści. Może warto dziś odrzucić mi­ty i opowieści i przyjrzeć się Lukrecji baczniej. Srodze do­świadczona przez życie była najsłynniejszą kobietą w dzie­jach Kościoła całego drugiego tysiąclecia.

Olimpia Maidalchini. Ostatnia papieżyca z Borgiów. Przenieśmy się w połowę XVII wieku. Niewiele lat wcze­śniej papież Urban VIII dokonuje konsekracji nowej Bazyliki św. Piotra, a wokół placu przed Bazyliką wkrótce powstanie Kolumnada Beminiego. W „nowym” Watykanie 15 września 1644 roku tron papieski obejmuje Gian Battista Pamfili, przyj­mując imię Innocentego X.

Nowy papież był już stary. Rozpoczynając pontyfikat miał przeszło 72 lata.

Pochodził z wpływowego i bogatego rodu z Gubbio, blisko spokrewnionego z osławioną rodziną Borgiów. Innocenty X miał być wnukiem jednego z potomków Aleksandra VI. Krew Borgiów zrobiła swoje. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, jak mówi przysłowie. Innocenty X karierę duchowną zawdzięczał wujowi Girolamo, który umożliwił mu gruntowne studia, i bratankowi papieża, Urbanowi VIII, kardynałowi Francesco Barberiniemu, który protegował go Jego Świątobliwości. Ro­dzina Barberinich po śmierci Urbana VIII, nie chcąc dopuścić do objęcia tronu przez przedstawiciela rodu Famese i w opo­zycji do francuskiego kardynała Mazariniego, zdecydowała się poprzeć Gian Battistę Pamfilego – Innocentego X. Mimo iż ten niemal wszystko zawdzięczał papieżowi Barberiniemu, natychmiast po intronizacji, nie czując żadnej wdzięczności, wytoczył niedawnym swoim opiekunom proces o zagarnięcie dóbr kościelnych. Barberini musieli schronić się u niedawnego swojego wroga, kardynała Mazariniego we Francji. Połą­czyła ich niechęć do nowego papieża. Papież, choć żarliwy re­ligijnie, nie radził sobie z administrowaniem Kościołem. Śla­dem swojego poprzednika otaczał się nepotami. Papież wielu krewnych obdarzył wysokimi godnościami kościelnymi do­brze dbając o ich dobra materialne.

Papież władzę w Kościele sprawował wraz z bratankiem Camilio Pamfilim, którego mianował kardynałem i pierw­szym w dziejach papiestwa sekretarzem stanu. Kardynał Camilio zrezygnował później z purpury i wrócił do stanu świeckiego.

Faktyczną władzę w Kościele sprawowała jednak donna Olimpia Maidalchini – papieżyca, jak ją powszechnie nazy­wano. Była wdową po bracie papieża i matką kardynała Camilia. Donna Olimpia urodziła się w 1594 roku. Była ko­bietą raczej niezbyt urodziwą, bardziej matroną niż donną. Pa­pież nie podejmował praktycznie żadnej decyzji bez zaciąga­nia jej rady. Donna Olimpia rządziła dworem papieskim w sposób despotyczny i zdecydowany. Nie liczyła się z nikim. Kardynałowie i dyplomaci stale zabiegali o jej względy. Zręcznie posługując się intrygą i przekupstwem donna Olim­pia szybko zawładnęła Rzymem. Aby osiągnąć cel w urzę­dach kurii papieskiej, zainteresowani musieli drogimi poda­runkami zjednywać życzliwość donny Olimpii. Sam papież obdarował szwagierkę setkami tysięcy skarbów. Nie trzeba było wielu lat, aby takimi metodami zgromadzić wielki mają­tek. Olimpia przyjmowała prezenty od wszystkich. Rzymskie prostytutki za szczególną hojność otrzymywały od Olimpii prawo zdobienia karoc własnym herbem. Te przedstawicielki licznej rzeszy „don” czuły zresztą stałą opiekę protektorki – papieżycy Olimpii. Ona zresztą nie ograniczała się do inryg na dworze i stałego bogacenia się – wymusiła na Innocentym X, aby skierował wojska przeciwko małemu księstwu Castro, które z powodzeniem obroniło się przed wojskami Urbana VIII. Tym razem los księstwa był przesądzony. Po zwycięstwie, za namową Olimpii, papież obrócił małe państewko w gruzy. Nie oszczędzono żadnego domu ani kościoła. Nieograniczone wpływy donny Olimpii próbował przez krótką chwilę ograni­czyć sam Innocenty X. Konkurentką miała być żona jednego z bratanków – ta jednak jeszcze w bardziej gorszący sposób skorzystała z papieskich wpływów. Stara papieżyca musiała powrócić, aby „spokój” zapanował w Watykanie. Prawie jede­nastoletni pontyfikat starego papieża (w chwili śmierci miał 83 lata) zabezpieczył rodzinę we wszelkie dobra. W czasie długiej agonii papieża donna Olimpia zdążyła „zaopiekować się” wszystkimi najcenniejszymi rzeczami z pałacu papieskie­go. Pozwalał na to wszystko kardynał Fabio Chigi – nowy se­kretarz stanu, po ustąpieniu bratanka papieża, a syna donny Olimpii – Camilia. Fabio Chigi, po śmierci Innocentego X, sam został papieżem. Innocenty X zmarł 7 stycznia 1655 ro­ku. Jego doczesne szczątki parę dni leżały u bram zakrystii Bazyliki św. Piotra. Kiedy nadszedł czas pochówku, Kuria zwróciła się do donny Olimpii o pokrycie kosztów ceremonii. Osiągając ogromne bogactwo dzięki papieskiemu szwagrowi, papieżyca odmówiła, bijąc na alarm, skąd jako biedna wdowa miałaby wziąć pieniądze. Dopiero jeden z kanoników opłaca­jąc grabarzy, bez żadnych uroczystości doprowadził do żało­snego pochówku papieża. Donna Olimpia przeżyła Innocente­go o dwa lata. Zmarła w 1657 roku – kończąc żałosną dla ko­ścioła erę Borgiów.

Pasqualina Lehnert.

Był ciepły październikowy dzień 1958 roku. Castel Gan-dolfo. Letnia rezydencja papieży. Za kilka godzin wyruszać ma do Rzymu kondukt z doczesnymi szczątkami Piusa XII. Tymczasem papieski plymouth opuszcza boczną bramę pała­cu, udając się także w drogę do Rzymu. W tym samochodzie po czterdziestu latach wiernej służby opuszcza papieża Piusa XII na zawsze 64-letnia Pasqualina, udając się do rzymskiej siedziby swojego zakonu, by już na stałe opuścić karty histo­rii Kościoła.

Pasqualina Lehnert pierwszy raz spotkała późniejszego pa­pieża Eugenia Pacellego w roku 1917. O nieprzeciętnej uro­dzie i żarliwej wierze młoda, dwudziestoletnia zakonnica, po­święciła Bogu swoją służbę w klasztorze sióstr od św. Krzyża w Einsiedeln. Wtedy właśnie do klasztoru przybył na rekon­walescencję, po niegroźnym wypadku samochodowym – czterdziestoletni Eugenio Pacelli z nerwicą żołądka i zalece­niem specjalnej diety. Matka przełożona do opieki nad wyjąt­kowym gościem z Watykanu, który obejmować miał urząd nuncjusza apostolskiego w Monachium, przydzieliła właśnie Franciszkę Lehnert. Zakonnicę pochodzącą z chłopskiej ro­dziny bawarskiej, która po nowicjacie przyjęła imię Pasquali-na. W innych źródłach znajdziemy informację, że pierwsze spotkanie odbyło się w domu zakonnym „stella Maris”, w szwajcarskiej miejscowości Rorschach, który był specjal­nym sanatorium dla księży chorych na gruźlicę. Pacelli był wówczas pracownikiem Sekretariatu Stanu, sekretarzem Kon­gregacji dla Nadzwyczajnych Spraw Kościoła.

Kiedy w 1917 roku Eugenio Pacelli objął nuncjaturę apo­stolską w Monachium, nie będąc zadowolony z dotychczasowej służby, poprosił, aby jego opiekunka siostra Pasqualina mogła zająć się sprawami i domem nuncjusza. Po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń Pasqualina przybyła do Monachium, a wraz z nią inne zakonnice z tego samego domu zakonnego. Od tego czasu Pasqualina nie opuściła papieża aż do jego śmierci w październiku 1958 roku.

Pasqualina początkowo dbała tylko o garderobę i kuchnię papieża. Chorowity Eugenio Pacelli wymagał specjalnej die­ty, a tę zapewniała zakonnica. Pasqualina towarzyszyła Pacel-lemu we wszystkich etapach kariery kościelnej – przez nun­cjaturę w Berlinie, po Watykan, gdzie jako kardynał z nomi­nacji Piusa XI objął godność sekretarza stanu. Kiedy po śmierci Piusa XI w 1939 odbywało się konklawe, Pasqualina uzyskała zgodę na wejście i towarzyszenie Eugenio Pacelle-mu na konklawe, z którego wyszedł już jako papież Pius XII. Pasqualina uzyskała zgodę papieży Benedykta XV i Piusa XI, by móc zamieszkać najpierw w rezydencji nuncjusza, a potem w pałacu apostolskim w Rzymie. Wejście na konklawe nie wymagało już zgody papieskiej, tej udzielił sam kardynał Pa­celli, który jako Kamerling Kościoła po śmierci papieża spra­wował najwyższą godność. Kiedy Eugenio Pacelli już jako Pius XII objął tron, Pasqualina zajęła się domem papieskim, sprowadzając do pracy inne siostry z Einsiedeln.

Włosi nigdy nie darzyli matki Pasqualiny specjalnymi względami. Nazywali ją La Papessa – Papieżyca, z czasem zau­ważając, że Pasqualina stała się najbliższym współpracowni­kiem papieża. Bez jej wiedzy i zgody nic wokół papieża nie mo­gło się wydarzyć. Praktycznie nigdy nie opuszczała pałacu apo­stolskiego, nie odwiedzała ogrodów watykańskich, w Rzymie nie widziano jej nigdy. Cały czas spędzała w apartamentach papieskich. Dbała o garderobę papieża, utrzymując ją w nienagan­nym stanie (w przeciwieństwie do poprzedniego papieża), dbała o dietę, prowadziła dom papieski, utrzymując wszystko w żela­znej dyscyplinie. Po audiencjach obmywała ręce papieżowi, de­zynfekując je alkoholem po setkach pocałunków wiernych. Pro­wadziła księgi wydatków papieskich, a w imieniu papieża roz­wijała akcję charytatywną, pomagając finansowo zrujnowanej arystokracji włoskiej. To ona układała na biurku papieża wszy­stkie dokumenty, podsuwając te jej zdaniem najważniejsze i od­kładając inne. Nieżyczliwi kurialiści mówili o jej wpływie na niektóre nominacje kardynalskie i biskupie. Miała zawsze i o każdej porze dostęp do papieża, jak nikt z bliskich współpra­cowników czy kardynałów. Papież wiele razy dyktował Pasqua-linie swoje listy. Warto przypomnieć, że Pasqualina była w hi­storii jedyną kobietą, która brała udział w konklawe.

Praktycznie nic w otoczeniu papieża nie mogło się zda­rzyć bez jej akceptacji. Wielu kronikarzy Watykanu przypo­mina anegdotę, że nawet amerykański sekretarz stanu, John Foster Dulles, musiał doświadczyć interwencji Pasqualiny. Kiedy ustalona audiencja u papieża się przeciągała, matka wkroczyła z interwencją, gdyż przygotowana dla papieża zu­pa stygła. Dulles zwlekał, mimo to Pasqualina, nie opuszcza­jąc pokoju papieskiego, skróciła wizytę amerykańskiego se­kretarza stanu.

Pius XII skomentował ten incydent tymi słowy „…żadna siła na ziemi nie zmusi naszej dobrej matki Pasqualiny do wyjścia, kiedy zupa czeka na stole”.

To tylko incydent, ale dobitnie świadczący o pozycji Pasqualiny na papieskim dworze. Złośliwi Rzymianie wie­dzieli, jaką rolę odgrywa La Papessa.

Rzym od czasu do czasu obiegały plotki o szczególnych więzach łączących papieża z Pasqualiną, wszystkich bowiem dziwił fakt tak wielkich jej wpływów, że i najbliższa rodzina papieża musiała u zapobiegliwej matki starać się o zgodę na spotkanie ze swoim wielkim krewniakiem.

Wieść niesie, że Giovanni Battista Montini – późniejszy pa­pież Paweł VI nie cieszył się zbytnią sympatią matki Pasqualiny. Jako pracownik sekretariatu stanu, później podsekretarz sta­nu, musiał w 1954 roku opuścić Watykan, nie będąc zbyt ule­głym wobec niuansów polityki kurialnej. Za sprawą Pasqualiny i przy pomocy zazdrosnych współpracowników objąć musiał arcybiskupstwo Mediolanu – opuszczając na dziewięć lat Rzym, by doń powrócić już jako papież, następca Jana XXIII.

Matka Pasqualina wprowadziła do apartamentów papie­skich liczne urozmaicenia. Zainstalowała tu kilka kanarków i dwa koty, wszystkim nadając niemieckie imiona. Wierną od­daną służbę najpierw nuncjuszowi, a później papieżowi Pasqualina wypełniała przez ponad 41 lat. Gdy odszedł jej „podopieczny”, Pasqualina usunęła się w zapomnienie, nie to­warzysząc nawet papieżowi w ostatniej drodze.

Tak skończyła się epoka ostatniej papieżycy w dziejach Kościoła.

Warto jednak dodać, że również Albino Luciani – papież Jan Paweł I od czasu kiedy był biskupem Vittorio Venetto, stale otaczał się pomocą pewnej zakonnicy. Siostra Vincenza służyła mu od 1959 roku do dnia śmierci papieża, to jest do 22 września 1978 roku. Jakże inna to była postać od matki Pasqualiny.

Tajne sprawy papieży                                                         33

ROZDZIAŁ II

Papa – znaczy ojciec

Poczynając od pierwszych wieków wczesnego średniowie­cza po renesans, przez komnaty pałaców apostolskich w Rzy­mie przewinęło się sporo dzieci, których dostojnym ojcem był Jego Świątobliwość – papież. Kilkudziesięciu następców świętego Piotra zbyt dosłownie potraktowało swój urząd. Pa­pa – znaczy ojciec.

Anastazy I był papieżem w latach 399-401. Sam może w dziejach nie zapisał się wielką liczbą zasług. Był bardzo po­bożny i ceniony przez wielkich myślicieli epoki Hieronima i Augustyna. Pontyfikat tego papieża przypadł na czas upad­ku cesarstwa zachodniego, zagrażającego też Kościołowi, gdyby nie kilku wybitnych jego przywódców. Wydaje się, że największą zasługą Anastazego był jego syn, Innocenty I – wybrany na biskupstwo rzymskie natychmiast po śmierci Anastazego. Innocenty I panował w latach 401-417, a fakt po­krewieństwa z poprzednim papieżem potwierdzony został przez bliskiego przyjaciela Anastazego, świętego Hieronima.

Długi pontyfikat Innocentego był jednym pasmem kłopo­tów. Papież musiał rozstrzygać konflikt między cesarzową Eudoksją, a biskupem Konstantynopola, Janem, zwanym „złotoustym” – Chryzostomem. Osłabiony dwór cesarski nie potrafił pomóc południowej Italii w obronie przed najazdem wojsk Gotów, wydając tym samym Rzym na łup najeźdźców. Tylko dzięki interwencji Innocentego oszczędzono kościoły. Nie dość tych kłopotów. W Kościele Afrykańskim rozpo­wszechniły się herezje Pelagiusza – negującego istnienie grze­chu pierworodnego. Silna i zdecydowana postawa Innocente­go umocniła władzę biskupów Rzymu. W okresie upadku au­torytetu wszelkiej władzy udało się Innocentemu swój urząd tak umocnić, że Kościół wyszedł z tego czasu wzmocniony. Innocenty I ze szczególną siłą walczył z wszelkimi kultami pogańskimi. Świątynie pogańskie zamieniono w gmachy uży­teczności publicznej. Koniec pogaństwa za Innocentego I w Rzymie był też końcem walk gladiatorów w amfiteatrze Tytusa. Za sprawą papieża zabroniono tych barbarzyńskich rozrywek.

Innocenty I nie był jedynym papieżem – potomkiem inne­go papieża. Sto dwadzieścia lat później na tron wstąpił Sylweriusz (536-537), syn papieża Hormizdasa (514-523). Hormizdas, potomek arystokratycznej rodziny, był żonaty przed otrzy­maniem święceń kapłańskich. Owocem tego małżeństwa był właśnie przyszły papież Sylweriusz. Tron papieski zawdzię­czał on królowi Ostrogotów, Teodahadowi, który wymusił na duchowieństwie wybór swojego zaufanego. Protektor papieża sam zginął, uduszony przez własnych żołnierzy, i nie mógł ochronić papieża przed cesarzową Teodora, która przeciw Rzymowi skierowała wojska bizantyjskie. Jego Świątobliwość oskarżono fałszywie o zdradę, skazano i wygnano z miasta. Cesarz Justynian, po interwencji biskupów, podjął się pomocy wygnanemu do Syrii papieżowi. Intrygom Teodory nie było końca. Papieża zamiast do Rzymu zawieziono z wygnania na wyspę Palmaria (obecnie Ponza). Tam nieszczęsny zrzekł się urzędu, a za sprawą Teodory rozstał się męczeńsko z życiem – zagłodzony.

O kolejnym papieskim ojcu już na kartach tej książki wspominaliśmy. Był nim Hadrian II (867-872). Jego ojciec sam był biskupem i nic dziwnego, że Hadrian przed przyję­ciem święceń kapłańskich miał żonę i dzieci. Kiedy obejmo­wał tron miał już 75 lat. Przyszło mu jednak przeżyć jeszcze wielką tragedię, porwanie gwałt i zamordowanie swej córki i jej matki. Papieska córka miała zostać małżonką Eleuteriu-sza, syna biskupa Orte. Ten jednak zgotował im inny – tra­giczny los. Sam został ścięty.

Jak już wspomnieliśmy, papież Jan XI (931-935), według niektórych historyków, miał być synem papieża Sergiusza III i słynnej Marozii. Stosując zasady bezstronności przyjęte w tej książce – musimy zaznaczyć, że Jan mógł być, według innych, synem z małżeństwa Marozii z Alberykiem I ze Spoleto. Tak czy owak Marozia była matką Jana XI i babką Jana XII.

Uroki ojcostwa poznało wielu papieży panujących w tzw. okresie pornokracji. Szerzej piszemy na ten temat w rozdzia­le Siedem kobiet, które wstrząsnęły Watykanem,

Mężem i ojcem był także Mikołaj V – antypapież Piętro Ruinalducci (1328-1330). Antypapież Mikołaj różnił się bardzo od swojego imiennika – prawowitego papieża Mikołaja V (1447-1455), który za swoje zasługi uznany został przez hi­storyków za papieża stulecia.

Antypapież Mikołaj był żonaty. Po pięciu latach związku opuścił małżonkę i wstąpił do zakonu Franciszkanów. W do­mu zakonnym Świętej Marii w Aracoli w Rzymie wiódł życie ascety, dążąc do skrajnego ubóstwa. Cesarz Ludwik IV ba­warski, niezadowolony z rządów papieża Jana XXII, tuż po cesarskiej koronacji w Rzymie, kazał usunąć z tronu Jana i obrać nowego następcę św. Piotra. Wybór padł właśnie na Piętro Rainalducciego.

Kiedy zabrakło opieki protektora, Mikołaj stracił swój urząd, okazując skruchę przed prawowitym papieżem Janem. Za wielką sumę i obietnicę zachowania życia potwierdził nie­legalność swojego pontyfikatu i ostatnie trzy lata życia spędził internowany w Awinionie.

Kończy się epoka średniowiecza. Europę ożywia duch re­nesansu, przynoszący nie tylko odnowę idei, wielkie odkrycia geograficzne, ale także swobodę w sztuce i obyczajach. Tej ostatniej nie był pozbawiony dwór papieski w Rzymie. Kolej­nych czterech papieży: Innocenty VIII, Aleksander VI, Paweł III i Juliusz III było szczęśliwymi, dbającymi o rodzinę ojcami.

Innocenty VIII (1484-1492), Giovanni Battista Cibo, uro­dził się w 1432 roku w Genui. Jego ojciec był senatorem rzymskim i wicekrólem Neapolu. Gorący klimat u stóp Wezu­wiusza nie pozostał bez wpływu na gorące serce młodego, bardzo przystojnego, dobrze zbudowanego i wysokiego ary­stokraty. W Neapolu został ojcem trójki nieślubnych dzieci. Potomstwa Giovanniego było wcale liczne. Rozmaite miłost­ki w Rzymie. Padwie i Neapolu dawały owoce. Giovanni karierę duchowną rozpoczął dość późno. W 1467 roku został bi­skupem Savony, pięć lat później Molfetty, a w 1473 roku pa­pież Sykstus IV ofiarował mu kardynalską purpurę. Po śmier­ci tego papieża w Rzymie rozpoczęły się walki między stron­nictwami rodziny delia Rovere (rodzina Sykstusa IV) i rodzi­ny Borgiów. Jak zwykle przy takich okazjach bywa, z zamie­szania skorzystał trzeci kandydat. Giovanni Battista Cibo zo­stał wybrany i przyjął imię Innocentego VIII.

Gdy został papieżem, oficjalnie uznał dwójkę spośród licz­nego swego potomstwa – dzieci z nieprawego łoża. Pozosta­łych przedstawiał jako swoich bratanków. Wszystkich nato­miast skoligacił poprzez małżeństwa z najlepszymi rodami Ita­lii i Europy. Córka papieża, Teodoryna, sama była już matką.

Jej córka Battistina – papieska wnuczka została żoną Lu­dwika Aragońskiego, króla Neapolu. Ukochanym dzieckiem papieża był jednak syn Fanceschetto Cibo. Liczne potomstwo, wytworne życie domu papieskiego kosztowały skarb ogrom­ne sumy. Tymczasem poprzednik Sykstus IV nie zostawił żad­nego majątku. Skarbiec świecił pustkami. Innocenty VIII mu­siał nawet zastawić papieską tiarę. Dla osiągnięcia zysków tworzył na dworze wiele nowych urzędów, które sprzedawał bogatym przedstawicielom rodów rzymskich.

Przestępcy mogli uniknąć kary, wpłacając do skarbca pa­pieskiego odpustne ofiary. Najwięcej korzyści przyniósł pa­pieżowi ślub jego syna Franceschetto z przedstawicielką rodu Medicich. Florencja rządzona przez Medyceuszy była pięk­nym i bogatym miastem. Medyceusze byli natomiast jednym z najbogatszych i najpotężniejszych rodów Italii. Nic dziwne­go, że z takiego związku obie strony, papież i Medyceusze, musieli wynieść jak największe korzyści.

Franceschetto poślubił Magdalenę, córkę Lorenzo de Medici – Wawrzyńca Wspaniałego. Lorenzo uzyskał dla swojej rodziny od papieża kapelusz kardynalski dla swego 13-letnie-go syna Giovanniego, który sam wkrótce został papieżem, przyjmując imię Leona X (1513-1521).

Z osobą Innocentego VIII związana jest też tragiczna i ma­kabryczna historia. Schorowany papież przyjąć miał krew młodych chłopców. Dla wzmocnienia papieskiego organizmu kupiono u biedoty rzymskiej trójkę dzieci, po dukacie za każ­de. Dzieci oczywiście w wyniku wykrwawienia zmarły – pa­pież nadal nie czul się najlepiej. Historycy, zwłaszcza ci zwią­zani z Kościołem, albo kwestionują prawdziwość całej histo­rii, albo winą obarczają papieskiego lekarza, który bez wiedzy

^

Ojca Świętego kupił dzieci i przygotował z ich krwi lekar­stwo. Pikanterii dodaje fakt, że według tych historyków papiestwa lekarz mógł być z pochodzenia Żydem. Tak więc trudno się dziwić częstym w Europie oskarżeniom Żydów o zabijanie małych dzieci w praktykach religijnych, kiedy podobne histo­rie wymyślane są nawet w otoczeniu głowy Kościoła.

Do osoby Innocentego VIII powrócimy jeszcze w tej książce (patrz rozdział: W pogoni w zloty m cielcem).

Schorowany – choć jeszcze niezbyt stary – Innocenty VIII rozstawał się z życiem długo. Dwa ostatnie lata pontyfikatu to nieustanne walki o schedę po odchodzącym papieżu. Innocen­ty, karmiony wyłącznie kobiecym mlekiem, zmarł w 1492 ro­ku. Zastąpił go na tronie Piętrowym osławiony Aleksander VI (1492-1503), Rodrigo de Borgia y Doms.

Tę postać przywołaliśmy w książce parokrotnie. Aleksan­der utrzymywał nielegalny, długi związek z rzymską arysto-kratką Vannozzą Cattanei, z którą miał czworo dzieci. Kolej na faworytą papieża była Giulia Famese. Kroniki nie wspomi­nają nic o potomstwie z tego związku. Złośliwi natomiast przypisują Aleksandrowi jeszcze jedno dziecko – owoc kazi­rodczego związku z własną córką Lukrecją. Wydaje się jed­nak, że ta informacja jest zupełnie nieprawdziwa.

Aleksander VI piątkę uznanych swoich dzieci darzył wielką miłością i zapewnił im poprzez małżeństwa i beneficje najlep­sze życie. Los całej piątki nie oszczędził. Dziećmi Aleksandra VI byli: Cesare Borgia (1457-1507), od 1491 roku biskup Pampeluny, potem arcybiskup Walencji i kardynał. Za zrzeczenie się tej godności otrzymał księstwo Valentinois oraz księstwo Romanii. Intrygant wchodził w układy z dworem francuskim. Niebezpodstawnie oskarżony o współudział w zamordowaniu brata Juana. Goffredo Borgia (Jane) (1481-1517), książę Squillance, poślubił Sancię, córkę Alfonsa II, z dynastii aragońskiej – króla Neapolu. Juan Borgia (1474-1497), książę Gandii, później także książę Benewentu, głównodowodzący wojsk pa­pieskich, poślubił Marię Enriquez, siostrzenicę króla Fryderyka II Aragońskiego, męża Izabeli! I Kasty lijskiej. Skrytobójczo zamordowany. Jego śmierć była powodem wielkiego bólu Aleksandra VI. Lukrecja Borgia (1480-1519) – więcej o niej w rozdziale: Siedem kobiet które wstrząsnęły Watykanem.

Pedro Luis (1458-1488), książę Gandii w Katalonii. Pedro Luis nie był synem Vannozzy, podobnie jak inne córki Rodriga – Geromina i Izabella. Imienia matki tej trójki nie znamy.

Vanozza związała się z kardynałem Borgia około roku 1470. Aby ukryć związek, kardynał hojnie wynagradzał kolej­nych mężów Vanozzy. Było ich przynajmniej trzech. Vanozza przeżyła Aleksandra i po jego śmierci również i ona przyjęła jako swoje nazwisko Borgia.

Niemal równie licznym potomstwem co Aleksander VI szczycił się papież Paweł III (1534-1549), Alessandro Fame-se, który wielką karierę duchowną zawdzięczał swojej sio­strze Giulli – kochance Aleksandra VI.

Dwoistość pontyfikatu Pawła III jest zaiste zaskakująca. Był typowym przedstawicielem swojej epoki. Jak całe jego otoczenie prowadził rozwiązły tryb życia. Wystawność dworu papieskiego i nepotyzm udowadniały słuszność zarzutów wy­suwanych w tej sprawie przez zwolenników reformacji. Tak­że życie ostatnich papieży – Innocentego VIII, Aleksandra VI, Pawła III i następcy Juliusza III było główną przyczyną kolej­nego wielkiego podziału Kościoła.

W młodości przebywał na dworze Medyceuszy we Florencji. Tu zaprzyjaźnił się z Giovannim de Medici – wspo­mnianym już papieżem Leonem X. Aleksander VI, dzięki sio­strze – pięknej Giulli, obdarował Alessandra wieloma benefi-cjami kościelnymi. Mimo że nie był księdzem, otrzymał kilka intratnych biskupstw: między innymi Comelo – Montefiascone. Był czas, że młody Alessandro był jednocześnie pasterzem trzech diecezji. Także dzięki protekcji siostry w Rzymie jako dwudziestolatek został skarbnikiem Kościoła, a w rok później Aleksander VI obdarzył go godnością kardynalską. Był rok 1493. Kardynał święcenia kapłańskie dostał 25 lat później, w 1519 roku. Wyniesienie do wysokich godności kościelnych dzięki La Belli -jak nazywano siostrę Giullię – dało też Alessandrowi adekwatne przezwisko – zwano go z tego powodu kardynałem Spódniczką. Jego długie, ponad 81-letnie życie można podzielić na niemal równe okresy. Do 1513 roku pędził życie w pełni renesansowe. Jako bardzo popularny i lubiany rzymski prałat wdał się w bujny romans z rzymską arystokratką, z którą miał czworo dzieci – trzech synów i córkę. Symp­tomy zmian w osobowości przyszłego papieża ujawniły się po objęciu przez niego biskupstwa Parmy z polecenia Juliusza II. Biskup swoje obowiązki potraktował niezwykle poważnie. Zwołał synod diecezjalny, z pasją wprowadzał w swojej diece­zji reformy Soboru Laterańskiego V. Jego życie odmieniło się zupełnie od 1513 roku, kiedy zerwał kontakty ze swoją konku­biną. Sześć lat później został księdzem, a po śmierci Klemen­sa VIII był poważnym kandydatem do tronu papieskiego. Wie­lu odnowicieli Kościoła właśnie z nim wiązało nadzieje na zmiany. Był w czasie konklawe najstarszym kardynałem, bi­skupem Ostii, a tym samym Dziekanem Świętego Kolegium Kardynalskiego. Nic więc dziwnego, że po krótkim, dwu­dniowym konklawe powierzono mu kierowanie nawą św. Pio­tra. Przyjmując imię Pawła III – objął tron w 1534 roku.

Spośród czwórki dzieci papieża: synów – Pierra Luigiego, Paola i Ranuccia oraz córki – Konstancji, Paweł uznał troje. O synach Paulu i Ranuccio nie pozostawiło wielu zapisów w historii. Kolejna dwójka natomiast sama i poprzez swoje potomstwo zapisała się przynajmniej na całe stulecie grubymi zgłoskami w dziejach Rzymu.

Córka Konstancja została żoną Bosio II Sforzy, z tego związku narodził się chłopiec Guido Ascanio Sforza, który jako 16-letni chłopiec w 1534 roku mianowany został przez dziadka papieża kardynałem. Inny z wnuków Pawła III także jako dziecko Alessandra Famesego został kardynałem w wie­ku 14 lat. Najwięcej jednak wiemy o ulubionym synu Jego Świątobliwości, Pierro Luigim. Podobnie jak ojciec Pier Luigi prowadził on dość rozwiązłe, żeby nie powiedzieć, roz­pustne życie. Obdarowany był przez ojca wieloma tytułami i dobrami, głównie kosztem Państwa Kościelnego. W 1545 roku został władcą Parmy i Piacenzzy, popadł w konflikt z ce­sarzem Karolem V. Mimo iż dla papieża dobre stosunki z ce­sarzem były bardzo ważne, zarówno jako przeciwwaga dla Francji, jak i dla tworzenia ligi antytureckiej, Paweł III zde­cydował się poprzeć własnego syna. Pier Luigi został przez ojca obdarowany jeszcze jednym wysokim urzędem – został gonfalonierem Kościoła – tj. chorążym, dowódcą wojsk. W konflikcie z Karolem V o Parmę w znacznej mierze cho­dziło także o rodzinne interesy Famesego. Cesarz dążył do zapewnienia tych ziem jako spadku dla innego przedstawicie-la rodu Famese – Ottavio, który był zięciem cesarza i wnu­kiem papieża jednocześnie. Ottavio Famese władał już od 1540 lennami Camerini i Nepi. Paweł III już na łożu śmierci pogodził się ze swoim wnukiem i faworytem cesarza Ottavia i oddał mu we władanie Parmę. Ulubiony syn Pier Luigi zo­stał zamordowany w nie wyjaśnionych okolicznościach we wrześniu 1547 roku. Paweł III za śmierć syna obwiniał bez­pośrednio cesarza, co jeszcze w większym stopniu pogorszy­ło stosunki papiestwa z cesarstwem.

Nepotyzm papieża i faworyzowanie rodu Famese, chęć za­pewnienia mu dominującej pozycji w Italii spotkały się z po­tępieniem ludu rzymskiego i wielu kardynałów. Paweł III pod koniec życia publicznie wyraził z tego powodu skruchę i prze­prosił wszystkich za ten błąd.

Paweł III zapisał się w historii Kościoła i świata. Dążył usilnie do odnowy Kościoła. Po zażegnaniu wojny między Francją a cesarstwem zwołał do Trydentu XIX Sobór Po­wszechny, który z przerwami obradował między 1545 a 1563 rokiem. Sobór Trydencki, którego celem była obrona Kościola w związku z narastającymi w Europie ruchami reformator­skimi, należy do największych w dziejach papiestwa.

Paweł III był mecenasem artystów. Z jego czasu pochodzą freski z Kaplicy Sykstyńskiej, np. Sąd Ostateczny i obraz Ostatnia Wieczerza.

Mikołaj Kopernik dedykował Pawłowi III swoje wielkie dzieło De revolutionibus orbium coelestium.

W roku 1538 Paweł III wreszcie obłożył wszelkimi karami kościelnymi króla Anglii Henryka VIII, detronizując go, gdy ten aktem supremacji obwołał się głową Kościoła Anglikań­skiego.

Następca Pawła III – papież Juliusz III (1550-1555), Giovanni Maria Ciocchi del Monte, został obrany ku powszechnej radości Rzymian. Sam był Rzymianinem. Po latach obcych pa­pieży miasto świętowało przez dziesięć dni. Hucznym zaba­wom i festynom nie było końca. Atmosfera radości i po­wszechnego święta przypominała czasy Leona X i Pawła III. Urządzano maskarady, polowania, festyny. Karnawał przy­wrócony przez Pawła III trwał nieustannie. Było lato 1550 ro­ku – początek kolejnego Roku Świętego. Do Rzymu napływa­ły nieprzebrane tłumy pielgrzymów, aby w nabożności oddać hołd pierwszemu z apostołów. Tymczasem Rzym, nie bez udziału papiestwa, bawił się. Jego Świątobliwość osobiście przewodził niektórym uroczystościom obchodzonym w iście pogańskim stylu.

Giovanni Maria del Monte na dworze papieskim pracował od dawna. Różne funkcje wypełniał przez pięć kolejnych po­ntyfikatów. Za Juliusza II został marszałkiem dworu papie­skiego, a następnie w miejsce swojego wuja arcybiskupem Siponto. Za Leona X był biskupem Pawii, podobnie za Klemensa VI. Za Klemensa VII był zarządcą Rzymu, a za Pawia III – legatem między innymi w Bolonii, Farmie, Piacenzy, Roma-nii. Paweł III także wyniósł go do godności kardynalskiej i po­wierzył mu zadanie otwarcia i współprowadzenia Soboru Try­denckiego. Tym właśnie wydarzeniem wyrobił sobie liczącą się pozycję w Kolegium Kardynalskim. Mimo to po śmierci Pawła III konklawe przeciągało się nadmiernie. Trwało już dziewięć tygodni. Żaden z kardynałów dwóch rywalizujących stronnictw: profrancuskiego i procesarskiego nie mógł uzy­skać należytego poparcia pozostałych elektorów. Ostatecznie, wbrew woli cesarza, wybór padł na Giovanniego Marię Ciocchiego del Monte – Juliusza III.

W konflikcie z cesarzem -jak należało przypuszczać – po­szło o interesy rodziny, jeszcze nie swojej, ale poprzednika Pawła III. Przed objęciem tronu Juliusz III obiecał, że odda Parmę wnukowi Pawła III, zięciowi Karola V. Juliusz wspo­mniał także o oddaniu papieskiemu potomkowi Piacenzy. Niecierpliwość Ottavia Famesego popchnęła go do sojuszu z królem Francji, Henrykiem II, przeciwko papieżowi i cesar­skiemu teściowi.

Wojska francuskie zajęły północne Włochy. Papież i ce­sarz połączyli swoje armie pod wodzą papieskiego wnuka Gianbattisty del Monte.

Porażka sprzymierzonych sil cesarsko-papieskich osłabiła nieco pozycję Państwa Kościelnego. Większe zagrożenie dla Kościoła, wraz z niebezpieczeństwem schizmy francuskiej, związane było ze wznowieniem Soboru Trydenckiego.

Król Francji zabronił swoim biskupom udziału w soborze i związał się w sojuszu przeciw cesarzowi z protestantami nie­mieckimi.

Juliusz III z wielką uwagą poświęcał się wojnie Kościoła i trosce o Jego jedność. Nie zapomniał przy tym o interesach swojej rodziny. O papieskim wnuku już wspomnieliśmy. Pa­pież starał się zabezpieczyć interesy swojej rodziny, głównie poprzez obdarowywanie wszelkimi godnościami krewnych i potomków brata. Najsłynniejszym epizodem w życiu Juliu­sza III było wyniesienie do godności kardynalskiej piętnasto­letniego chłopaka. Cała sprawa wywołała wielkie oburzenie kurii. Kim był ów chłopak, trudno jednoznacznie powiedzieć. Historycy kościelni dowodzą, że Juliusz spotkał Innocentego (bo tak miał na imię nasz bohater) przypadkowo w Pannie. Poprosił swego brata, aby ten usynowił papieskiego faworyta. Wielkie wrażenie musiało wywrzeć na papieżu to przypadko­we spotkanie, skoro Innocenty nie dość, że adoptowany został przez rodzinę del Monte, to otrzymał kapelusz kardynalski od opiekuna. Tak czy owak chłopak, choć kardynał, miał opieko­wać się papieskimi małpami.

Inni dowodzą bliższych związków papieża z Innocentym. Chłopak, wedle tych relacji, był zadziwiająco podobny – choć trochę nierozgarnięty – do Juliusza III. Obsypywany przez Jego Świątobliwość wszelkimi łaskami stał się powodem po­głosek, że był synem Ojca Świętego, a podobieństwo obu nie budziło żadnych wątpliwości. Los nie był dla Innocentego – syna i faworyta papieża – zbyt łaskawy. Po wyniesieniu do godności kardynalskiej przeżył trzydzieści lat. Skończył mar­nie. Papież Pius IV uwięził go w Zamku św. Anioła pod za­rzutem podwójnego morderstwa. Innocenty zginął w wieku 46 lat.

Juliusz III zmarł w 1555 roku, a żywota dokonał w pięknej willi zbudowanej na jego zlecenie. Villa di papa Giulia należy dziś do najpiękniejszych pamiątek, jakie pozostawił po sobie Jego Świątobliwość Giovanni del Monte.

Juliusz III nie był ani pierwszym, ani ostatnim papieżem, dobrze dbającym o interesy rodziny, w tym swoich potom­ków. Nie popadając zbytnio w przesadę, niemal połowę histo­rii papieży można by przedstawić poprzez prezentację losów ich uznanych potomków i adoptowanych krewnych. Może wkrótce w innej przygotowywanej książce szerzej wrócimy do tematu niektórych przynajmniej dzieci papieży.

Inny z papieży Pius IV (1559-1565), Giovanni Angelo de Medici – choć spokrewniony ze słynnymi Medyceuszami z Florencji – należał do bardzo ubogich krewnych wielkich rodów włoskich. Musiał więc dobrze dbać o interesy swoich bliskich. Do tej postaci wrócimy w następnym rozdziale. Te­raz tylko wspomnimy, że Pius IV także doczekał się potom­stwa. Miał czwórkę nieślubnych dzieci, choć niektórzy przy­pisują mu tylko trójkę – dwie dziewczynki i chłopca.

Także potomstwo trzech papieskich sióstr cieszyło się opieką Jego Świątobliwości. Jako się rzekło, do tej sprawy wrócimy nieco później.

Dwie córki miał Guy Folques – papież Klemens IV (1265-1268). Urodził się w Portugalii. Najpierw był rycerzem, a później – po ukończeniu studiów prawniczych w Paryżu (wzo­rem ojca) – służył radą i pomocą traktatową królom francuskim. Był żonaty z Gwidą Falcodi le Gros. Właśnie z tego związku zrodziły się dwie córki. Musiało to być szczęśliwe i kochające się małżeństwo, skoro po śmierci żony Guy z rozpaczy chciał wstąpić do klasztoru. Za namową króla Ludwika IX jednak tego nie uczynił. Stan duchowny był mu pisany. Został w nagrodę za zasługi dla dworu francuskiego biskupem, arcybiskupem, a później kardynałem. Nic więc dziwnego, że jako papież także bronił interesów monarchii w osobie Karola Andegaweńskiego. Papież nie zrobił nic, aby ochronić 14-letniego Konradyna, księ­cia, krewnego króla Obojga Sycylii Manfreda. Konradyn by} w prostej linii dziedzicem cesarzy, książąt Szwabii i królów Je­rozolimy. To pochodzenie nie uchroniło go od śmierci, na którą skazał go Karol. Papież obłożył młodego księcia nawet eksko-muniką. Łukasz Kranach przedstawił papieża w 1545 roku jako bezpośredniego wykonawcę wyroku króla – kata Konradyna.

Syna miał też papież Grzegorz XIII (1572-1585) – Ugo Boncompagni. Sam papież miał być bękartem i w okresie, kiedy był profesorem prawa (1531-1539) na uniwersytecie w Bolonii, prowadził bardzo bujne i rozwiązłe życie. Owocem przelotnego flirtu był syn Giacomo.

Niektóre kroniki podają, że ojcem był również papież Kle­mens VIII (1592-1605). Miał syna Cezara, który urodził się w roku 1552. Wszystko byłoby możliwe gdyby nie fakt, że przyszły papież miał wtedy 16 lat i w zasadzie w związku z tu­łaczką, jaką przebywała jego rodzina, nie miał możliwości do takiego życia.

Ojcem był także papież Jan XVIII (1003) – Giovanni Siccone, który zanim został papieżem, był żonaty i miał z tego związku trzech synów. Potomkowie papieża zostali także kapłanami Cezar był księciem Modeny i Reggia jako lenna Rzeszy. Celibat przez całe stulecia nie był przez duchownych przyjmowany bez oporu. Papieże, kardynałowie, biskupi i zwy­kli księża wreszcie mogli chwalić się światu wcale licznym potomstwem.

Papież Wiktor II (1055-1057), podobnie jak poprzednik Leon IX (1049-1054) zdecydowanie przeciwstawił się zarówno małżeństwu księży, jak i posiadaniu przez nich potomstwa. Kilku biskupów pozbawionych zostało za ten występek urzę­dów. Zabroniono żonatym księżom sprawowania funkcji w du­żych miastach, zsyłając ich na prowincję. Małżonkom du­chownych odbierano prawa społeczne. Dzieci z takich związ­ków uznane zostały za nieślubne. Zabroniono im dziedziczenia dóbr kościelnych. To -jak chcą historycy – nie było podykto­wane obroną Kościoła przed niemoralnością jego funkcjona­riuszy, lecz powodowane troską o zachowanie majątku ko­ścielnego, który w prawie feudalnym miałby być podzielony między potomstwo duchownych.

Sprawa celibatu, żywa od samego początku w Kościele, do dziś należy do najtrudniejszych problemów duchowieństwa. Wydaje się, że przed tym problemem Kościół ponownie stanie w przyszłości. Celibat próbowało w okresie średniowiecza wprowadzić wielu papieży. Jednym z nich był np. Stefan IX (X) (1057-1058), Fryderyk książę Lotaryński.

Wielu z następców świętego Piotra było synami duchownych. Synem kapłana był z pewnością papież Damazy I (366-384). Je­go ojciec Antoniusz był kapłanem przy kościele S. Lorenzo w Rzymie. Inni uważają, że Damazy był synem biskupa Leona.

Damazy z powodu kobiety miał wiele kłopotów. Oskarżony został o cudzołóstwo. Jednym z oskarżycieli miał być niejaki Izaak – Żyd. Papież musiał bronić się przed oskarżeniami nie tylko przed prefektem Rzymu, ale także przed synodem rzym­skim. Biskup przez siedem lat usiłował dać odpór pomówie­niom, w efekcie oczyszczony został z wszelkich zarzutów. Synami duchownych byli:

– papież Bonifacy I (418-422), syn kapłana Sekundusa (locundusa), – papież Feliks III (II) (483-492), syn duchownego z Fascioli. Feliks zresztą sam był żonaty i miał co najmniej dwoje dzieci,

– papież Anastazy II (496-498), syn duchownego o imieniu Piotr,

– papież Agapit I (535-536), syn prezbitera Giordiana przy Kościele świętych Giovanni e Paolo w Rzymie.

– papież Teodor I (642-649), syn biskupa. Teodor pochodził z Jerozolimy.

– papież Marcin I (649-655), syn kapłana Fabrycjusza z Umbrii,

– antypapież Anastazy III (855) według części historyków był synem biskupa Orte Arseniusza.

– papież Bonifacy VI (896) był synem biskupa Adriana,

– Stefan VI (VII) (896-897), syn kapłana Jana. Do osoby te­go papieża wrócimy jeszcze w rozdziale o tajemnicach śmierci,

– papież Jan XV (985-996), syn księdza Leona z Rzymu,

– papież Hadrian IV (1154-1159), syn kleryka wywodzącego się z chłopstwa w hrabstwie Hertfordshire w Anglii. Ojciec Hadriana został zakonnikiem w opactwie Langley w pobliżu St. Albanas. Był jedynym Anglikiem na tronie Piętrowym. Poprzestańmy na tym wyliczeniu. Nieco więcej uwagi w na­stępnym rozdziale poświęcimy natomiast papieskim nepotom.

ROZDZIAŁ III

W pogoni za złotym cielcem

Na początku XI wieku – około roku 1032 – papieżem zo­staje Teofilatto, hrabia Tuskulum, przyjmując imię Benedykta IX. Jego ojcem był książę Rzymu Alberyk III z Tuskulum, a bratankami papieże Benedykt VIII i Jan XIX. Był w prostej lini potomkiem osławionych kobiet Teodory Starszej i jej córek Teodory i Marozii. Żywot Benedykta zapisał się w hi­storii Kościoła burzliwymi wydarzeniami.

Był z pewnością najmłodszym spośród wybranych na urząd papieski. Kroniki różnią się podając wiek młodego pa­pieża między 12 a 15 lat. Był jedynym, który urząd sprawo­wał aż trzy razy z przerwami do 1048 roku. Prowadził bar­dzo niegodziwe, rozwiązłe życie, miał zginąć wyrzucony przez okno, ale ponieważ ta legenda zbyt dosłownie przypo­mina okoliczności śmierci innego papieża – zresztą spokrewnionego z Benedyktem – Jana XII – może wydawać się wątpliwa.

Benedykt IX za pieniądze sprzedał swoją koronę papieską. Papież Wiktor III, który panował pięćdziesiąt lat później, na­zwał go złodziejem i mordercą. Za podszeptem rywalizujące­go z Tuskulańczykami stronnictwa Krescencjuszy w Rzymie wybuchły zamieszki. Rzymianie oburzeni niegodziwym ży­ciem młodego papieża wygonili go z miasta. Na nowego bi­skupa wybrano Sylwestra III (1045), który powinien być uzna­ny za antypapieża, lecz w wielu ostatnich wykazach papieży fi­guruje w spisie prawowitych następców Świętego Piotra. Be­nedykt uważał się dalej za papieża, gdy wrócił z wygnania w 1045 roku, wypędził z kolei Sylwestra III.

Benedykt nadal nie cieszył się sympatią Rzymian. Gotów był jednak oddać swoją papieską koronę w zamian za odpowiednią sumę. l maja 1045 roku sprzedał – pierwszy raz w historii papie-stwa swój urząd ojcu chrzestnemu, Janowi Grajcanowi – archi­prezbiterowi i swojemu spowiednikowi. Jan Grajcan cieszył się w Rzymie nieposzlakowaną opinią. Papieską koronę miał kupić w trosce o reputację i zakończenie niegodziwego pontyfikatu. Jan sam został papieżem w latach 1045-1046 jako Grzegorz VI. I on powinien zostać uznany za antypapieża. W sposób zakazany – poprzez akt symonii – objął tron papieski. W katalogach uzna­ny jest jednak za papieża prawowitego. Benedykt oddał koronę za około 1500 liwrów w złocie oraz za doroczną pensję w wyso­kości dochodów Kościoła z Anglii, a także t^ rękę córki prefek­ta Rzymu – Gerarda z Galerii, który wcześniej stanął na czele buntu przeciwko Benedyktowi. Benedykt poznał córkę prefekta i zapałał do niej gorącą miłością. Gotów był dla niej zrzec się wszystkich godności, ustąpić z tronu i poświęcić się życiu małżeńskiemu. Grzegorz VI zmuszony został przez cesarza Henry­ka III do złożenia urzędu, a na jego miejsce wybrano Niemca Suitgara, który przyjął imię Klemensa n (1046-1047). Warto do­dać, że sekretarzem Grzegorza był mnich Hildebrand, który po­jawi się w historii Kościoła trzydzieści lat po tych wydarzeniach jako wielki papież Grzegorz VII – papież reformator.

Nie koniec jednak epopei Benedykta. Po niespodziewanej śmierci Klemensa II, Benedykt raz jeszcze przejmuje urząd. I tym razem w obronie tronu papieskiego stanął cesarz Hen­ryk III i cesarzowa Agnieszka. Nie zgodzili się na powrót Benedykta. Kolejnymi papieżami zostali mianowani przez dwór cesarski Damazy II (1048) – Poppon, a później Leon IX (1049-1054) – Brunon. Obaj byli Niemcami, pierwszy z Ba­warii, drugi z Alzacji.

Benedykt zakończył życie nie tak jak chcą niektórzy histo­rycy. Do końca życia był osadzony pod strażą w klasztorze pod Rzymem, tam zmarł w 1055 roku, a jego ciało pochowa­ne zostało dopiero pięć miesięcy po śmierci w lutym 1056 ro­ku. Benedykt IX koronę papieską sprzedał, aby poświęcić się niegodnemu życiu z córką prefekta Rzymu. Czy był to wyjąt­kowy postępek papieży? W takiej formie tak, ale jak się oka­że pomysłowość wielu papieży w szukaniu pieniędzy była wręcz nieograniczona.

Pieniądze od zarania dziejów stanowiły poważny problem Kościoła. Gdybyśmy chcieli choćby w skrócie przytoczyć sta­rania wszystkich papieży o zabezpieczenie odpowiednich fi­nansów, powstałoby ogromne dzieło. Swoją drogą warto by­łoby taką próbę podjąć . Ale może innym razem.

Rzymska gmina chrześcijańska, choć prześladowana -jak dowiadujemy się z listów apostolskich – pomagała finansowo innym gminom, zwłaszcza w Azji. Przyjęcie wielu zasad orga­nizacyjnych ludów Judei i przekrój społeczny pierwszych chrześcijan nie pozostały bez wpływu na stan finansów gminy.

Niemal każdy z papieży w trakcie swojego pontyfikatu sta­nął przed problemem zabezpieczenia odpowiednich finansów. Oprócz wydatków związanych z funkcjonowaniem instytucji życia religijnego ogromne sumy należało zgromadzić na dzia­łalność świeckiego Państwa Kościelnego, wojsko i wyprawy wojenne papieży, wyprawy krzyżowe, budownictwo, zarówno sakralne jak i świeckie, gromadzenie wielkich kolekcji dzieł sztuki, zaopatrzenie zachłannych często rodzin papieży, utrzy­manie dworu Jego Świątobliwości. Pomysłowość niektórych przekraczała wszelkie wyobrażenie.

Cesarz Konstantyn I Wielki w pierwszej połowie IV wieku oraz władca francuski Pepin Krótki w drugiej połowie VIII wieku dali podstawy potęgi finansowej biskupów rzymskich. Konstantyn zahamował prześladowania chrześcijan, zwrócił Kościołowi dobra i budynki zagrabione przez cesarza Diokle­cjana, zezwolił Kościołowi na przyjmowanie darowizn, tzw. legatów. Pepin de facto stworzył świeckie Państwo Kościelne, obdarował papieży terytoriami oraz dochodami z podatków i innych świadczeń poddanych w Państwie Kościelnym. Od samego początku w stolicy papieskiej istniały urzędy zajmują­ce się zarządzaniem miastem. Takim urzędem była między in­nymi Camera Apostolska. Pierwszy spisany wykaz majątków kościelnych, klasztornych, diecezji, beneficjów należących do Państwa Kościelnego z nakazu papieża pochodzi z 1192 roku.

Listę papieży umiejących zręcznie poruszać się w sferze fi­nansów otwiera Kalikst I (217-222). Urodził się w podmiej­skich posiadłościach Rzymu jako niewolnik u Carpofora. Ten powierzył mu zarząd majątku i dobrami ziemskimi. Niestety, zbyt ambitne plany pomnożenia fortuny zakończone zostały całkowitą klęską. Kalikst musiał uciekać, ścigany przez swe­go Pana, którego doprowadził do ruiny. Po pełnej przygód po­goni i morskich podróżach Kalist ostatecznie został złapany i oddany w ręce swego Pana. Carpofor zarządał od zręcznego finansisty odpracowania strat. Wchodząc w różne – nie naj­bardziej uczciwe układy z gminą żydowską, w efekcie oskar­żony został ponownie o nadużywanie finansów i wywołanie zamieszek w synagogach na Zatybrzu. Został aresztowany i zesłany na ciężkie roboty przymusowe w kopalniach Sardy­nii. Tymczasem przeszedł na chrześcijaństwo. Na zesłaniu po­znał wielu wyznawców Chrystusa, a ostatecznie przekonano go, że powinien obrać drogę duchowną nowej wiary. Przez pomyłkę został wyzwolony. W niewoli poznał kolejnych pa­pieży. Wiktora (189-199) i Zefiryna (199-217). Ten ostatni po­wierzył mu kilka zadań. Został diakonem i zarządcą cmenta­rzy chrześcijańskich, w tym obecnie znanego jako Katakum-by świętego Kaliksta. W nowej roli wykazał się szczególnym zapałem i akcjami organizacyjnymi na rzecz biednych. To zjednało mu wielu sojuszników. Na przywódcę gminy, bisku­pa Rzymu został wybrany po śmierci papieża Zefiryna. W czasie pięciu lat swojego pontyfikatu przede wszystkim sprawnie i efektywnie zarządzał Kościołem, pomagał najbar­dziej potrzebującym, zyskując najlepsze oceny ludu. Prawdo­podobnie zmarł śmiercią męczeńską. Pochowany został na cmentarzu Calepode.

W 498 roku większość uprawnionych do wyboru papieża na stolicę biskupią powołała Symmacha (498-514). Mniej­szość natomiast swoim poparciem obdarzyła archiprezbitera Wawrzyńca. Większość skłaniała się do współpracy z królem Ostrogotów Teodorykiem Wielkim, mniejszość (arystokracja i senat Rzymu) z cesarzem bizantyjskim.

Kiedy papież Symmach uroczyście witał w Rzymie króla Teodoryka – Wawrzyniec oskarżył go o kradzież pieniędzy kościelnych, utrzymywanie intymnych stosunków z kobietą oraz obchodzenie świąt według starego pogańskiego kalenda­rza rzymskiego. Sąd nad Symmachem trwał dwa lata. W paź­dzierniku 502 r. synod wydał wyrok, iż żaden papież nie mo­że być sądzony przez sądy ziemskie. Papież może odpowiadać jedynie przed Bogiem. Oskarżenia o zagarnięcie pieniędzy dały początek tak zwanym fałszerstwom symmachiańskim, które stały się na wiele stuleci podstawą władzy i potęgi pa­pieży.

Na przełomie XII i XIII wieku Państwo Kościelne stało się największą potęgą finansową Europy. Szczyt potęgi papie­skiej uosabia Innocenty III (1198-1216). Hrabia Lotario dei Conti di Segni uważany za drugiego założyciela Państwa Ko­ścielnego z wielką troską dbał o sprawy doczesne Kościoła. Sprawy Kurii Rzymskiej nie były mu obce. Wuj papież Kle­mens III mianował go kardynałem – diakonem i powierzył sprawy bieżące Kurii. Jako 37-letni papież inaugurował swój pontyfikat z przepychem i w stylu w niczym nie odpowiada­jącym skromnemu wjazdowi Chrystusa do Jerozolimy. Po­chód koronacyjny trwał wiele godzin, wystawności nie było końca. Papież osobiście i jego dworzanie rozrzucali wśród tłu­mów niezliczone ilości monet. Papież – złoto, srebro i miedź, mówiąc, że wszystko oddaje poddanym, a dworzanie srebrne monety, by zjednać lud rzymski dla osoby nowego następcy Świętego Piotra. Kardynałowie także napełniali swoje mitry zlotem nawet wręczanym im przez papieża. Od pierwszych dni panowania Innocenty III rozpoczął porządkowanie spraw Kurii Rzymskiej. Walczył z przekupstwem i malwersacją, zmuszał biskupów do uległości wprowadzając zwyczaj skła­dania przez nich okresowych sprawozdań ze stanu swoich die­cezji, połączony z odpowiednim zasilaniem kasy papieskiej dochodami z diecezji. Wprowadzone przez niego wizyty ad li-mina apostolorum odbywają się do dzisiaj. Innocenty III sam chciał decydować o najdrobniejszych nawet sprawach. W ar­chiwach Watykanu zachowało się do dziś 6000 dokumentów, listów i bulli z jego podpisem. W tej mierze był jednym z naj­bardziej twórczych papieży w historii.

Kościół sięgał szczytu swojej potęgi. Sto lat później – za pontyfikatu Bonifacego VIII (1294-1303) – marzenia o wiel­kości Państwa Kościelnego coraz bardziej stawały się prze­szłością. Monarchowie Europy co rusz chcieli nałożyć na bo­gate kościoły lokalne podatki. Papież zagroził ekskomuniką tym, którzy poważyliby się wyciągnąć rękę po dobra kościel­ne. Król Francji Filip IV Piękny zakazał zarówno duchow­nym, jak i świeckim poddanym wywozu złota, srebra i wszel­kich cennych przedmiotów z Francji. Kościół pozbawiony zo­stał tym samym dochodów od najstarszej swojej córy. Szcze­gólnie Rzym potrzebował wsparcia finansowego dla zapew­nienia stolicy świata godnego wyglądu. Papież, zatroskany o dobro swojego dominium, przekazał światu wielką ideę przerwania wojen oraz odbycie pielgrzymki i pokutę. Grób Chrystusa znajdujący się we władaniu Islamu był dla chrze­ścijan zupełnie nieosiągalny. Specjalną bullą z roku 1300 Je­go Świątobliwość zaprosił pielgrzymów do Rzymu na obcho­dy Roku Jubileuszowego, który odbywać się miał co sto lat.

Sukces finansowy pierwszego Roku Jubileuszowego sprawił, że później okresy między latami świętymi skręcano do 33, 25, a nawet 13 lat. Po krajach Europy krążyli wysłannicy papie­scy, głosząc dobrą nowinę, że odpust zupełny otrzymają ci wszyscy, którzy odbędą pielgrzymkę i przybędą do grobów Apostołów do Wiecznego Miasta. Wszystkie drogi wiodły do Rzymu. Rzesze pątników ciągnęły nimi, by wzbogacić mia­sto, kurię papieską i Państwo Kościelne. Historycy prześciga­ją się w informowaniu o liczbie pielgrzymów, którzy nawie­dzili Rzym w 1300 roku. Jedni wspominają o dwóch tysiącach – wśród nich podano króla Władysława Łokietka – inni o dwustu tysiącach, jeszcze inni aż o dwu milionach. Tak czy owak sukces był pełny. Kolejny Rok Jubileuszowy został ogłoszony przez papieża Klemensa VI w roku 1350. Wtedy w dokumencie nawołującym do obchodu Jubileuszu po raz pierwszy wspomniano „o otwieraniu drzwi”, z których ogień ma promieniować, świat cały ogrzewać i oświetlać. Jest to za­powiedź symbolu kolejnych Lat Świętych, które inaugurowane będą przez papieży poprzez otwarcie Drzwi Świętych. Pierwszą wzmiankę o ich otwieraniu znajdujemy w roku 1423 za pontyfikatu Marcina V. Z pewnością jednak Drzwi Święte w Bazylice Świętego Piotra umieszczono za pontyfikatu Ale­ksandra VI w roku 1500. Zostały one zniszczone w czasie przebudowy Bazyliki w końcu XVI wieku. Drugie Drzwi Święte w Bazylice Świętego Piotra wykonane zostały w 1618 roku za papieża Pawła V. Przetrwały one niemal do naszych czasów. W 1950 roku zastąpione zostały drzwiami z brązu, zdobionymi przez Vico Consortiego.

Opromieniony sławą pierwszego Roku Jubileuszowego Bonifacy VIII ogłosił dwa lata później encyklikę, w której kategorycznie stwierdził: „Rzeczemy, ogłaszamy i proklamuje­my, iż każda istota ludzka musi bezwzględnie podporządko­wać się papieżowi rzymskiemu, jeśli chce osiągnąć zbawienie wieczne” i w innym miejscu: „Dwa są we władzy Kościoła miecze, a mianowicie duchowy i doczesny […] ale oba są we władaniu Kościoła […]. Drugim należy posługiwać się dla do­bra Kościoła, pierwszym zaś sam Kościół się posługuje. Ten bowiem jest w ręku Kościoła, tamten zaś w ręku królów i ry­cerzy, ale w uległości Kościołowi na jego polecenie”. Mimo tego dyktatu, potęga papieży przez przeszło dwieście lat bę­dzie jedynie cieniem przeszłości.

Wiek XV rozpoczynają pontyfikaty dwóch antypapieży – Aleksandra V i Jana XXIII. Aleksander V tuż przed śmier­cią tak scharakteryzował swoje życie: „Jako biskup byłem bo­gaty, jako kardynał zostałem biedakiem. Jako papież stałem się zwykłym żebrakiem”. Żebrakiem nie był z pewnością antypapież Jan XXIII. Jako pirat ograbiał statki z wszelkich bo­gactw. Jako kardynał nie gardził przekupstwem. Jako li­chwiarz zasłynął z ogromnej chciwości. Dorobił się niezłego majątku, skoro było go stać na opłacenie sobie wolności po uwięzieniu, w wyniku soboru w Konstancji – za ogromną na owe czasy kwotę 30 tysięcy dukatów.

Sykstus IV (1471-1484) – Francesco delia Rovere – rozpo­czyna erę papieży, którzy doczesne sprawy Kościoła mieli w swej opiece, często ze szkodą dla Kościoła i wiary. Papież ze słynnego rodu delia Rovere jest jednym z głównych bohaterów tej książki. Jego nazwisko i uczynki wspominane są niemal w każdym rozdziale. Historycy kościelni uważają, że Sykstus IV był osobiście uczciwy, ale… Jego problemem była rodzina. Bardzo liczni bratankowie i dalsi krewni kosztowali skarb Stolicy Apostolskiej ogromne fortuny. Dostojny wuj musiał za­bezpieczyć interesy najbliższych. Tradycyjne dochody Kościo­ła były jednak nie wystarczające. Sykstus wprowadził obo­wiązkowe składanie darów Jego Świątobliwości przez wszyst­kich, którzy otrzymali nawet najdrobniejsze laski papieskie.

Do dziś po pontyfikacie Sykstusa IV w słownictwie po­tocznym przetrwało słowo synekura. Choć już w XIII wieku pierwsi papieże sprzedawali urzędy, to Sykstus IV i Aleksan­der VI doszli tu do perfekcji. Sykstus sprzedał 650 urzędów w Kurii Rzymskiej. Co bogatsi przedstawiciele rodów rzym­skich, chcąc dla swoich synów przygotować podwaliny karie­ry, kupowali za odpowiednią cenę stanowiska w otoczeniu pa­pieża. W krótkim czasie skarb papieski wzbogacił się o ponad 100 tysięcy skudów, tj.około trzech ton złota. Kiedy brakowa­ło pieniędzy, tworzono nowe urzędy: wikariuszy, sekretarzy, pisarzy, referentów, archiwistów, notariuszy, prokurentów, pronotariuszy, a nawet gońców. Głównie były to stanowiska honorowe, nie wymagały wypełnienia żadnych obowiązków, pełniono je dosłownie „bez starań” – tj. sine cura. Sykstus IV zwykł mawiać, że „starczy pióro i kropla atramentu, by zdo­być każdą kwotę, jakiej zapragnie”. Dochodziły do tego ogromne wpływy z handlu odpustami i dochody z domów bę­dących własnością Jego Świątobliwości. Część z tych domów przypominała bujne życie, jakie prowadził Sykstus IV.

Pogoń papieża za złotym cielcem znalazła wielu naśla­dowców wśród kardynałów, niższego duchowieństwa, nawet w klasztorach. W czasie przenoszenia zwłok kardynała na uli­cach Rzymu pobili się przedstawiciele dwóch zakonów o wy­szywany zlotem całun, którym przykryte było ciało, a który mnisi chcieli zagarnąć dla siebie. Przyznać trzeba, że Sykstus IV wiele z uzyskanych wpływów potrafił przeznaczyć na wielkie dzieła kultury, które zachowały się do dziś. Rzym stał się perłą renesansu. Wielcy mistrzowie epoki: Botticelli, Peru-gi, Pinturicchio korzystali z hojności papieża. Imieniem tego właśnie papieża została nazwana budząca zachwyt i podziw Kaplica Sykstyńska. Sykstus IV dbał szczególnie o wzbogace­nie Biblioteki Watykańskiej.

Siadami papieża delia Rovere poszedł jego następca Inno­centy VIII (1484-1492) – kolejny bohater naszej książki. Spo­krewniony z genueńskim rodem Doriów, Giovanni Battista Cibo przez większość swego pontyfikatu pozostawał pod wpływem kardynałów – nepotów poprzednika. Bratankowie Sykstusa IV wybrali Innocentego VIII niemal tak samo jak swojego krewniaka. Dla obrony ich interesów papieże nie po­gardzili nawet wojną. Sykstus IV, mimo przebiegłości w zdo­bywaniu środków finansowych, zostawił pusty skarbiec i ogromne długi. Innocenty VIII u rzymskich lichwiarzy zasta­wił papieską tiarę i biskupią mitrę. Korupcja sięgnęła szczytu. Kurialiści rzymscy fałszowali dokumenty sprzedając je za wielkie sumy jako bulle papieskie. Po wykryciu oszustwa za­płacili za swoją chciwość złotem. Innocenty VIII musiał też zabezpieczyć interesy swojej rodziny. Ta jednak nad tytuły i koligacje z rodami panującymi Europy wolała życie w zbyt­ku i luksusie. Syn papieża – Franceschetto zażądał od skarbni­ków papieskich, aby wszystkie grzywny powyżej 150 dukatów wpływały do jego skarbca, a nie dostojnego „ojca”.

Największe dochody jednak przyniósł papieżowi dwór tu­reckiego sułtana Bajazyda II. To swoisty paradoks czasów. Sułtani tureccy – niedawni zdobywcy Konstantynopola, głów­ni wrogowie wiary – przynoszą Namiestnikowi Chrystusa ogromne korzyści finansowe. Sułtan Bajazyd II miał młodsze­go brata Dżena, który w obawie, że będzie prześladowany przez sułtana w sprawie sukcesji tronu, zbiegł do Egiptu w po­szukiwaniu sojuszników i pomocy. Sułtan Mameluków w Egipcie nie bardzo przyjmował niewygodnego gościa. Dżena udał się po opiekę do rycerzy Zakonu Świętego Jana (joannitów) na wyspę Rodos. Joannici, szantażując sułtana, zgodzili się za kwotę 40 tysięcy skudów rocznie pilnować, aby nie powrócił nad Bosfor. Wielki Mistrz Zakonu za kape­lusz kardynalski powierzył Dżena „opiece” Innocentego VIII. Podróż Dżena z Rodos do Rzymu przez Francję trwała siedem lat. W roku 1490 do papieża przybyło poselstwo tureckie z za­płatą za „gościnę” za trzy lata przywożąc 120 tysięcy duka­tów. Sułtan z wdzięczności dla Ojca Świętego dorzucił dodat­kowo jeszcze 40 tysięcy dukatów. Ponadto Innocenty VIII otrzymał cenną relikwię „Świętą Włócznię”, którą miał być przebity bok Chrystusa na krzyżu. Za pieniądze i cenne dary papież zapewnił, że zatrzyma tureckiego księcia u siebie, po­zbawiając tym samym sułtana konkurenta do tronu. Dżen zmarł w Neapolu w 1495 roku. Papieżem był już wtedy – do­brze nam znany – Aleksander VI – Rodrigo de Borgia. które­mu udało się sprzedać jeszcze więcej specjalnie tworzonych urzędów – synekur niż Sykstusowi IV.

Szczyt kłopotów finansowych państwa przypadł jednak na pontyfikat Juliusza II i Leona X. Obu papieży poznaliśmy tak­że już wcześniej. Pochodzili z wielkich rodów delia Rovere i Medyceuszy. Oba rody, owładnięte ambicją, prześcigały się w hojności i popieraniu sztuki, nauki, budownictwa, w tym świeckiego. Na oba pontyfikaty przyszedł czas przygotowań i rozpoczęcia budowy Bazyliki Świętego Piotra w obecnym – zachowanym do dzisiaj kształcie. Koszty mecenatu, budow­nictwa i ambicji papieży były ogromne. Juliusz II i Leon X uznani zostali za najbardziej rozrzutnych papieży w histo­rii. Juliusz wydawał o 1/3 więcej, niż wpływało do kies papie­skich. Wojną i małżeństwami swoich nieślubnych córek oraz pozostałych młodych członków rodu próbował odzyskać utra­cone wcześniej terytoria Państwa Kościelnego. Papież dla po­zyskania środków finansowych na rozpoczętą budowę Bazy-

^

liki Świętego Piotra ustanowił odpusty w formie Jubileuszy. Odpust taki mogła otrzymać każda osoba, która wpłaciła od­powiednie kwoty na budowę Bazyliki.

Leon X zastał skarbiec papieski pusty, a po ośmiu latach panowania zostawił go z długiem wynoszących około 400 ty­sięcy skudów, tj. ok. 12 ton złota. Papież, jak przystało na Medyceuszy, kontynuował dzieło największych w dziejach mecenasów sztuki. Rocznie jego wydatki wynosiły przeszło 3,5 tony złota, dzienne wydatki płacone ze szkatuły Jego Świąto­bliwości warte były dziesięć kilogramów tego cennego kru­szcu. Korzystając z pomocy wielu biskupów rozesłał do die­cezji misje, głównie z zakonu dominikanów, aby za cenę od l do 25 florenów sprzedawały odpusty. Handel odpustami, rozwinięty na tak wielką skalę przez Leona X, był główną przyczyną ogłoszenia 95 tez przez Marcina Lutra, wówczas młodego profesora teologii na uniwersytecie w Wittenberdze.

Akcja odpustowa, chociaż przynosiła do kiesy papieskiej ogromne sumy, nie zabezpieczała wszystkich potrzeb Ojca Świętego. Papież zapożyczał się na wielkie sumy niemal u wszystkich: lichwiarzy, możnowładców, a także u swoich kardynałów. Sprzedawał także urzędy i godności kardynal­skie. Po śmierci arcybiskupa Moguncji – najbogatszej diecezji w Niemczech – papież za pośrednictwem banku sprzedał godność biskupowi Magdeburga. Papież Leon X w trosce o wypełnienie misji mecenasa sztuki i budowy wielkich obiektów sakralnych w Rzymie, doprowadził do kolejnej schizmy w kościele – narodzin protestantyzmu. Dokonany wówczas wielki podział chrześcijaństwa doprowadził także do znacznego osłabienia papiestwa w Europie i ponownego upadku Państwa Kościelnego. Leon X udawał się wtedy na polowanie w towarzystwie 2000 osób; utrzymywał dwór li­czący prawie 700 osób, pełny treserów słoni, muzyków, poe­tów, kuglarzy, karłów, błaznów, a w Rzymie wystawia maure­tański balet „Wenus i miłość”.

Przebiegły sprzedawca papieskich odpustów – ojciec Tetzel mawiał: „Skoro floren uderzy o dno miseczki, dusza z czyśćca wzięci ku niebu”. Czy było to aż takie łatwe? Leon X do końca życia nie wyzwolił się z ogromnych długów.

Dochody Stolicy Apostolskiej za papieża Grzegorza XII (1572-1585) szacowano rocznie na milion sto tysięcy skudów.

W przeciwieństwie do wielu poprzedników papież Sy­kstus V (1585-1590), mimo iż panował zaledwie pięć lat, zo­stawił skarbiec papieski hojnie zaopatrzony. Zastał finanse jak i całe Państwo Kościelne w opłakanym stanie. Chaos, rze­sze obdarzonych synekurami i lichwiarze dopominający się o zwrot zaciągniętych pożyczek. „Żelazny papież” – takie nosił miano z racji swojego charakteru i bezwzględnego spra­wowania urzędu – pochodził z bardzo biednej rodziny chłop­skiej. W dzieciństwie miał pasać świnie i bydło.

Bieda i głód nauczyły przyszłego papieża szacunku dla pieniędzy. Obniżył znacznie wydatki dworu papieskiego, a zwiększył dochody. Umierając zostawił w skarbcu pięć milionów skudów. Podobnie jak poprzednicy sprzedawał urzędy, dzierżawił podatki. Zastosował jednak bardziej przebiegłą niż oni metodę.

Sykstus V np. sprzedał rzymskiej rodzinie książęcej Giustinianich stanowisko skarbnika Camery Apostolskiej. Zado­wolony książę wkrótce wyniesiony został do godności kardy­nalskiej, musiał więc poprzedni urząd opuścić. Nic nie wyda­jąc papież zyskał 50 tysięcy skudów, które zapłacił książę. Nowym skarbnikiem, tym razem za 72 tysiące skudów został przedstawiciel rodu Pepoli. Skarbnik znów został kardynałem, a papież mógł ten sam urząd sprzedać po raz trzeci. Łącznie uzyskał 172 tysiące skudów. Takie metody Sykstus V stoso­wał wielokrotnie.

Głównym doradcą papieża do spraw finansowych był Portugalczyk – Lopez. Żyd z pochodzenia, który musiał uciekać z Lizbony przed inkwizycją. Tenże Lopez dobrze służył inte­resom Kościoła. Więcej o Sykstusie V – w rozdziale Nędzarze i bogacze. Sykstus V musiał dobrze rozporządzać funduszami. Za jego pontyfikatu zbudowano aż pięć mostów na Tybrze, w. tym trzy z podatków od prostytutek. Domy publicz­ne i prostytutki funkcjonowały w Rzymie zawsze, przynosząc Stolicy Apostolskiej niezłe dochody, zwłaszcza w okresach napływu wielkich rzesz pielgrzymów (np. Lata Święte). Pro­wadzenie domów publicznych w Rzymie zakazane zostało dopiero po II wojnie światowej.

W XVII i XVIII wieku potęga finansowa Watykanu należa­ła już do przeszłości. Zmieniało się także oblicze papiestwa. Malało znaczenie Państwa Watykańskiego. Niemal do ruiny skarb papieski doprowadziły grabieże napoleońskie. Toteż w la­tach 1831-1848, aby zabezpieczyć podstawowe funkcje władzy papieskiej, musiano pożyczyć w bankach francuskich Rothschilda 12 milionów skudów w złocie. Zjednoczenie Państwa Włoskiego i całkowita likwidacja Państwa Kościelnego osta­tecznie doprowadziły papieży do wielkich tarapatów finanso­wych. Faszystowski rząd Benita Mussoliniego miał na podsta­wie traktatu laterańskiego wspomóc budżet Stolicy Apostol­skiej znacznymi sumami i zwolnieniami podatkowymi.

Legendarne bogactwa Watykanu bulwersują. Co rusz pra­sę światową obiegają sensacje o wielkich bogactwach waty­kańskich. Tajemnicza śmierć Jana Pawła I po 32 dniach po­ntyfikatu w 1978 roku jest jedną z największych zagadek Ko­ścioła. U jej źródeł oczywiście znalazły się pieniądze.

Królestwo Włoch praktycznie pozbawiło Stolicę Apostol­ską wszelkich dochodów. Skonfiskowano dobra kościelne. Pius IX – więzień Watykanu z własnego wyboru – mógł teraz liczyć tylko na pomoc kościołów lokalnych, na świętopietrze, darowizny i dochody z nieruchomości będących własnością Kościoła poza granicami Włoch. Rząd włoski oferował Jego Świątobliwości stałą rentę roczną w kwocie 3,2 miliona ów­czesnych lirów. Oferta została odrzucona. Sytuacja finansowa Kościoła pogarszała się z każdym rokiem. Pogłębiały ją do­datkowo nieostrożne decyzje Leona XIII i Benedykta XV. By­ło tak źle, że po śmierci Benedykta XV nie starczyło pienię­dzy na przygotowanie i przeprowadzenie konklawe dla wybo­ru nowego papieża. Ostatecznie kardynałowie musieli pokryć koszty z własnej kieszeni. Rząd włoski nie zapomniał o swo­jej deklaracji rocznych rent dla papieży. Suma nie wypłaco­nych Stolicy Apostolskiej kwot z tego tytułu w okresie od zjednoczenia Włoch do układów laterańskich, tj. w latach 1870-1929, wraz z odsetkami wynosiła za rządów Mussoliniego aż 4 miliardy lirów. Tym razem negocjatorzy papieża przygotowujący układ laterański nie mogli odmówić tak wiel­kiego majątku. W 1929 roku rząd włoski przekazał Watykano­wi 750 milionów lirów praktycznie w gotówce oraz kolejny miliard lirów we włoskich papierach wartościowych. Kłopoty finansowe zostały zażegnane na wiele lat. Odrestaurowano liczne zabytkowe budowle, wybudowano kilka pałaców, prze­bito słynną ulicę pojednania, uruchomiono rozgłośnię Radia Watykańskiego, wreszcie za pontyfikatu Pawła VI zbudowa­no wielką salę audiencyjną i wiele innych obiektów.

Potrzeby rosły. Jak oceniają niektórzy, Sobór Watykański II kosztował 6 milionów lirów. Gospodarka finansowa Stolicy Apostolskiej zawsze owiana była otoczką tajemnicy. Wiele osób i instytucji, w tym związanych ze światowym systemem banko­wym oraz włoskim systemem kontroli skarbowej, próbowało ustalić wielkość majątku zgromadzonego przez papieży. Na po­czątku 1970 roku szacowano go na kwotę 55 miliardów franków szwajcarskich. Kościół, choć nieoficjalnie, natychmiast zaprze­czył, oceniając swój majątek na najwyżej l proc. tej kwoty, tj. 500 milionów franków szwajcarskich. Oświadczenie Biura Pra­sowego Stolicy Apostolskiej głosiło w 1973 roku, że sytuacja fi­nansowa Stolicy Apostolskiej napawa wielką troską. Pomijając wielkie skarby Kościoła w dziełach sztuki i nieruchomościach zabytkowych obiektów zajmowanych przez urzędy Kurii Rzym­skiej i najważniejsze świątynie chrześcijaństwa. Ostatnie trzy­dzieści lat XX wieku przynoszą nowe tajemnice finansów Jego Świątobliwości. Legendarne złoto Watykanu istnieje w rzeczy­wistości, czy też Stolica Apostolska zmierza prostą drogą do bankructwa? Finanse właśnie stały się pożywką największej ta­jemnicy Kościoła – nagłej śmierci Jana Pawła I. Prasa światowa pełna jest sensacyjnych doniesień o niezliczonych skarbach i „workach” czeków napływających do Watykanu za pośrednic­twem zgromadzeń zakonnych i wielkich najbogatszych diecezji z Niemiec i Stanów Zjednoczonych.

Nieżyjąca od 1997 roku – „najpopularniejsza kobieta świa­ta” – Matka Teresa z Kalkuty – Agnes Gonxha Bojaxhim ze Skopie – założycielka Zgromadzenia Sióstr Miłości uważana była przez wielu za najbogatszą zakonnicę świata. Oszacowa­no na podstawie kwest prowadzonych przez Zgromadzenie w Niemczech i Nowym Jorku, że do kas zarządzanych przez Matkę Teresę rocznie wpływało co najmniej 100 milionów dolarów, nie licząc pomocy zebranej w formie odzieży i żyw­ności. Według tego samego szacunku do 10 proc. uzyskanych sum przeznaczono na działalność charytatywną Zgromadze­nia. Co działo się z całą resztą? Odpowiedzi udzielono -jak­by oczywistej – Matka Teresa wspomagała Watykan ze środ­ków uzyskiwanych od setek tysięcy darczyńców i dobroczyń­ców katolickiej akcji charytatywnej. Czy to tylko niczym nie uzasadniona próba szukania sensacji? Z pewnością i ta taje­mnica nie zostanie wyjaśniona. W sprawie finansów Stolicy Apostolskiej postawiono ostatnio setki pytań bez odpowiedzi:

– w jakich okolicznościach faktycznie zmarł papież Jan Pa­weł I?

– dlaczego wpływowi prałaci Kurii Rzymskiej ukryli doku­menty, nad którymi pracował papież w wieczór poprzedza­jący zgon?

– jakie były lub są powiązania Opus Dei – obecnie silnie po­pieranego przez Watykan – z osobami i strukturami z listy loży masońskiej P-2?

– dlaczego nie wyjaśniono ostatecznie międzynarodowych transakcji finansowych Banku Watykańskiego?

– kim by} dla finansów Kościoła Licio Gelli?

-jakie były powiązania masońskiej loży P-2 z wysokimi do­stojnikami Kościoła?

-dlaczego Jan Paweł II wstrzymał realizację decyzji perso­nalnych rozpatrywanych przez Pawia VI i podjętych przez Jana Pawia I i związanych z instytucjami Kurii Rzymskiej odpowiedzialnymi za sprawy finansów?

-dlaczego nie wyjaśniono ostatecznie powiązań arcybiskupa Paula Marcinkusa, „bankiera Boga”, ze świeckimi instytu­cjami finansowymi?

-dlaczego nie wyjaśniono powiązań Banku Watykańskiego z aferą Banco Ambroziano Roberta Calviego? -jakie powiązania z finansami Kościoła miał Michaele Sido-na, bankier „sycylijski” i nowojorski? -dlaczego kardynał John Cody z Chicago nie potrafił rozli­czyć się z dochodów swojej diecezji? jaką rolę odgrywali dostojnicy Kościoła i archidiecezja z Chicago w zapewnieniu stałego dopływu pieniędzy dla Związku „Solidarność” w Polsce szacowanego łącznie na 100 milionów dolarów?

-czy jest możliwe, aby przestępczy świat finansowy, mają­cy kontakty z Bankiem Watykańskim, mógł być związany z odejściem papieża, przed ogłoszeniem przygotowanych decyzji personalnych?

-czy jest możliwe wynajęcie płatnego mordercy dla elimi­nowania niewygodnych świadków?

-czy Jan Paweł I mógł zostać zamordowany?

-którzy kardynałowie wiedzieli o zabójstwie papieża i dla­czego milczą, odsyłając najbardziej podejrzane osoby o ko­rupcję w sprawach finansów Watykanu na emerytury w lu­ksusowych hotelach Wysp Karaibskich.

ROZDZIAŁ IV

Papież Joanna

Legenda o kobiecie papieżu należy do najstarszych i naj­bardziej barwnych opowieści z historii Kościoła. Jej źródeł należy szukać w klasztorach dominikańskich w połowie XIII wieku. Około roku 1250 w kronice dominikanina Jana de Mailly i nieco później w kronice Polaka Marcina z Opawy. Marcin był dominikaninem i arcybiskupem gnieźnień­skim. Był kapelanem papieża Aleksandra IV i jego następ­ców. Na polecenie Klemensa IV opracował „Kronikę papie­ży i cesarzy”. W średniowieczu był to najbardziej popular­ny zarys dziejów od czasów Chrystusa do 1277 roku. Zmarł w 1279 roku. Po raz pierwszy pojawiły się informacje o Jo­annie – kobiecie papieżu. Jej pontyfikat trwać miał mniej więcej dwa lata i która panować miała w latach od 855 do 857 roku.

W tę legendę uwierzono niemal powszechnie w średnio­wieczu, a opowieść o kobiecie papieżu była żywo kultywowa­na do XVI wieku. Na karty historii Kościoła Joanna wraca z powodzeniem w końcu wieku XIX dzięki twórczości grec­kiego pisarza Emanuela Roidisa.

Warto zastanowić się, dlaczego tak fantastyczna opowieść o kobiecie na papieskim tronie w ogóle powstała, i to bynaj­mniej nie w środowiskach wrogich Kościołowi, ale w klaszto­rach, oraz dlaczego jej pontyfikat umieszczono w połowie IX wieku.

Od dawna już w klasztorach rzesze skrybów przepisują­cych kroniki zamieszczały w nich informacje i nierzadko zmyślone historie, które służyć miały określonym celom. Prawda historyczna i wiarygodność faktów nie miała przy tym większego znaczenia.

Pontyfikat Joanny nastąpić miałby po pontyfikacie Leona IV (847-855), papieża wywodzącego się z zakonu Benedykty­nów. Jego pontyfikat wniósł dla historii Kościoła ogromne znaczenie. Papież z wielką uwagą przystąpił niemal natych­miast po swoim wyborze do wzmocnienia władzy biskupów Rzymu. W pierwszym rzędzie chciał zabezpieczyć Rzym przed najazdami Saracenów – muzułmańskich Arabów i Berberów z Afryki Północnej i Hiszpanii, którzy od czasu do cza­su wyprawiali się na Rzym, łupiąc ludność, mszcząc świąty­nie i podpalając cale dzielnice. Leon IV pamiętał sam taki najazd Saracenów, którzy za czasów jego poprzednika, Ser­giusza II, złupili Rzym i zniszczyli Bazylikę Św. Piotra w Wa­tykanie. Leon IV w latach 848-852 zbudował potężne mury, które wraz z Zamkiem św. Anioła (mauzoleum Hadriana) chronić miały odbudowaną właśnie Bazylikę Św. Piotra.

W ten sposób powstało silnie ufortyfikowane miasto Leonowe – civitas Leonina.

Papież zawarł sojusz z sąsiadującymi z Rzymem miastami, podległymi władzy cesarskiej w Bizancjum, by połączonymi siłami pokonać flotę saraceńską, szykującą się właśnie do ko­lejnego ataku na Rzym.

Leon IV, systematycznie wzmacniając fortyfikacje obron­ne wokół Rzymu i wchodząc w odpowiednie sojusze wojsko­we, dążył do zdecydowanego umocnienia swojej władzy. Wzmocnienie Porto – portu u ujścia Tybru, założenie twierdzy Leopolis (Civitavecchia) – zjednały papieżowi niezwykłą sympatię Rzymian. Uznali oni w papieżu swojego obrońcę, tym bardziej że Leon IV systematycznie dążył nie tylko do uznania swojej władzy, ale także do uniezależnienia wszyst­kich biskupów od władzy świeckiej. Właśnie wtedy sfabryko­wane zostały dokumenty, które przez następne siedemset lat służyły kolejnym papieżom w budowaniu autorytetu papiestwa i jego pozycji w świecie feudalnym. W otoczeniu arcybi­skupa Hinkmara z Reims w latach 847-852 zebrano pisma pa­pieskie w tzw. Dekrety Pseudo-Izydora. Były to prawdziwe i sfabrykowane dokumenty papieskie, cesarskie, soborowe i synodalne. Wykazywały one niezależność władzy biskupiej od władzy świeckiej, ograniczenie władzy metropolitów i po­stanowień synodalnych nad władzą biskupów diecezyjnych, a przede wszystkim wykazywały zwierzchność władzy pa­pieskiej biskupów Rzymu, do których jedynie należeć miał sąd nad biskupami. Dekrety Pseudo-Izydora aż do XV wieku uznawano za autentyczne.

Pontyfikat Leona IV tak ważny dla pozycji papieży w le­gendzie o papieżycy Joannie będzie wielokrotnie przypominany. Autorzy legendy dowodzą, że właśnie dzięki Joannie, która miała być rzekomo najbliższym doradcą papieża, Leon IV mógł realizować tak jednoznaczną politykę. Argumentem w tej dyskusji miało być przekonanie, że cały pontyfikat Leona IV odbiegał zdecydowanie od pontyfikatów jego następców.

Chaos w administracji papieskiej i konflikty między pre­tendentami do tronu papieskiego bardziej odpowiadały obra­zowi epoki niż silny pontyfikat Leona IV

W pewnym stopniu pierwowzoru papieżycy Joanny szu­kać należy w osobie antypapieża Jana, który obwołany przez lud rzymski, u którego cieszył się ogromną sympatią, miał zo­stać papieżem w roku 844. Kardynałowie i wyższe ducho­wieństwo tymczasem obrało innego kandydata – Sergiusza II. Jan, którego wybór nie był kanoniczny, dzięki wsparciu ludu rzymskiego, opanował Lateran – siedzibę papieży, lecz wkrót­ce został pokonany przez wojska papieskie i usunięty.

Mimo iż wyższe duchowieństwo i kardynałowie, którzy wybrali Sergiusza II, domagali się od papieża skazania Jana na śmierć, ten mając w pamięci ogromną sympatię, jaką cie­szył się Jan wśród ludu rzymskiego, zesłał go do klasztoru. Dalsze losy Jana nie są znane. I te nieznane losy Jana służyły niektórym jako pożywka do legendy o papieżu, który także cieszył się ogromną sympatią ludu rzymskiego.

Pontyfikat Leona IV wzmocniła także inna postać, do której wielokrotnie będziemy jeszcze wracać na łamach tej książki. Był nim Anastazy Bibliotekarz. Grek – mianowany kardynałem właśnie przez Leona IV, został następnie ekskomunikowany i wygnany z Rzymu, by następnie powrócić z poparciem cesarza Ludwika II.

Anastazy uwięzi} prawowicie wybranego papieża Bene­dykta III, by samemu sprawować tę godność. Anastazy był posądzany o współudział w haniebnym morderstwie córki pa­pieża Hadriana II i jej matki Stefanii. Do tej sprawy jeszcze wrócimy.

Leon IV był w młodości mnichem benedyktyńskim. Kiedy powstawała legenda o Joannie, na tronie papieskim zasiadał także mnich benedyktyński Innocenty IV. Sytuacja papiestwa za jego pontyfikatu niezwykle przypominała tę sprzed cztery­stu lat. Po 17 dniach panowania umarł w 1241 roku papież Ce-lestyn IV, kardynałowie w obawie o swoją wolność przez przeszło półtora roku nie decydowali się na wybór nowego Zarządcy Kościoła. Cesarz Fryderyk II umacnia swoją władzę – mimo ekskomuniki poprzedniego papieża Grzegorza IX. Nowo wybrany papież Innocenty IV, podobnie jak czterysta lat wcześniej Leon IV natychmiast zadeklarował, że chce i bę­dzie panował także nad królami.

Czy to tylko zbieg okoliczności, podobieństwa epok – be­nedyktyńskie pochodzenie papieży?

Są tacy, którzy znając od wieków trwające spory między starymi i wpływowymi zakonami kościoła – benedyktynami i dominikanami (autorzy legendy o kobiecie papieżu), właśnie w tym szukają prawdziwych źródeł tej niezwykłej historii.

Ale wróćmy do postaci Joanny. Jej losy przypomnimy za cytowanym już greckim pisarzem Emanuelem Roidisem. Opublikował on w 1866 roku barwną opowieść o kobiecie na papieskim tronie. Książka Roidisa pt. Papież Joanna od razu przyjęta została przez różne środowiska z oburzeniem. Czytel­nicy uznali ją za prawdziwy bestseller. Książka w ogromnych nakładach ukazała się w tłumaczeniach w większości krajów europejskich i mimo archaicznego języka Jakim została napi­sana, jest popularna do dnia dzisiejszego.

4 kwietnia 1866 roku Święty Grecki Synod wydal encykli­kę przeciw książce Emanuela Roidisa, żądając zakazu jej sprzedaży i czytania. Wydaje się, że ta encyklika oraz później­sza twórczość biskupa Kościoła greckiego, Karystii Makariosa – przyczyniły się do wielkiej popularności – marnej skądi­nąd – powieści. Biskup Markarios – jeden z najbardziej bły­skotliwych polemistów – wezwany został przez Święty Synod Kościoła Grecji do walki zarówno z autorem powieści o Joan­nie, jak i z rządem, o wydanie zakazu rozpowszechniania książki. Biskup zagroził nawet władzom państwowym, że je­żeli mię podejmą odpowiednich działań uniemożliwiających sprzedaż książki – Kościół wypowie posłuszeństwo rządowi. Skandal wywołany wokół książki odniósł tylko jeden skutek – książka dotarła nawet do tych kręgów społeczeństwa Grecji, które nigdy z literaturą nie miały do czynienia.

Nie pierwszy i nie ostatni raz Kościół, podejmując ostrą polemikę w swojej obronie, przysporzył polemistom wiele ar­gumentów o hipokryzji moralnej i ciemnocie.

Mimo iż najsłynniejsza z powieści Emanuela Roidisa święciła triumfy wydawnicze w Grecji i wkrótce przekroczy­ła jej granice, jej autor umarł w Atenach w 1904 roku – o iro­nio – w prawdziwej biedzie.

Spróbujmy prześledzić, korzystając z kronik dominikań­skich i zapisów wielu historyków Kościoła (w tym także tych uznanych i akceptowanych przez władzę kościelną) ziemskie niedole Joanny.

Nasza bohaterka miała przyjść na świat około roku 818. Jej ojcem był podobno mnich angielski, którego imienia niestety nie znamy. Matka -jasnowłosa Juta, przed poznaniem wspo­mnianego mnicha pędziła bujne i rozwiązłe życie, przekazy­wana z rąk do rąk przez barona saskiego, jego dworzan i służ­bę. Juta, która pasała gęsi, trafiła na końcu do pomywacza, który był człowiekiem niezwykle pobożnym i wymienił gęsiarkę ze znanym nam już mnichem na relikwię – ząb święte­go Gudlaga. Przyszli rodzice Joanny pędzili szczęśliwe jak na owe czasy życie do czasu, kiedy świątobliwy biskup Yorku polecił swoim mnichom udać się na misję do królestwa Fran­ków, rządzonego wówczas przez Karola Wielkiego. Z Anglii nasz zapobiegliwy mnich dotarł do Padebom w pobliże dwo­ru Karola, by później przez osiem lat wędrować z nauką Chry­stusa po bezdrożach Westfalii. Kroniki, choć nie znają imienia mnicha, podają szczegółowe dane o torturach, jakie przecho­dził głosząc naukę Kościoła. Był biczowany, kamienowany, pławiony w Renie i Łabie, palony, wieszany, a mimo to ze wszystkich opresji wyszedł cało. Różne plemiona germańskie a to wyłupiły mu oko, a to obcięły oboje uszu, a to obcięły nos, a to wreszcie wraz z dwójką dzieci pozbawiły mnicha możliwości dalszego ojcostwa.

Wierna małżonka, Juta, modlitwami zabiegała o cud ojco­stwa dla swojego mnicha. Nie doczekawszy cudu, Juta za sprawą dwóch maruderów z wojska księcia erfurckiego i w obecności mnicha swojego „małżonka” ponownie znala­zła się w stanie błogosławionym. Po trzech kwartałach – jak pisze nasz historyk – z tak nieszczęsnej sytuacji zrodziła się dziewczynka, której nadano imię Joanna.

Był rok 818. Rodzice, aby zahartować dziecko do trudów wędrownego życia, zamoczyli je w mroźnej toni Renu. Wszy­stko to działo się w okolicach Moguncji.

Joanna – urodziwa dziewczynka – dorastała pod troskliwą opieką rodziców. Ojciec, mnich, od niemowlęcia przysposa­biał dziecię do misji apostolskich. Uczył skomplikowanych prawd teologicznych. Mała Joanna znała przypisane modlitwy nie tylko po łacinie, ale i po angielsku i grecku. Tę szczęśliwą gromadkę jako pierwsza opuściła matka Juta. Ośmioletnia Joanna wygłosiła na grobie matki mowę pożegnalną.

Umęczony trudami życia, osłabiony mękami mnich wraz z córką dalej podróżował między Frankfurtem i Moguncją, między Łabą a Renem, by dokonać wreszcie swojego żywota. I w tym przypadku Joanna pożegnała swojego ostatniego opiekuna, sama kopiąc zmarłemu grób.

Po tak ciężkich przeżyciach naszą bohaterkę we śnie na­wiedziły dwie niewiasty. Jedna z nich przepowiedziała Joan­nie przyszłość i wskazała drogę do klasztoru. Tak Joanna zna­lazła się w benedyktyńskim klasztorze świętej Blitrudy w Mosbach. Teraz właśnie widzimy, dlaczego wcześniej przy­wołaliśmy benedyktyński rodowód papieży.

Do klasztoru Joanna dotarła nie bez cudownej pomocy Opatrzności. Kiedy chroniąc się przed nastającymi na jej dzie­wiczą cześć mnichami – schowała się w trumnie, po obudze­niu miała już długą brodę i wygląd iście nie niewieści. Ta bro­da pozwoliła jej uciec spod władzy napastników, a skoro była już wolna, to i broda zniknęła.

W klasztorze w Mosbach Joanna prowadziła surowy tryb życia, spędzając czas głównie w bibliotece, gdzie nie tylko wzbogaciła swoją wielką już wiedzę, ale głównie chroniła się przed nadmierną życzliwością matki przeoryszy. W takich warunkach wchodziła w życie doświadczona nasza bohaterka. Wyróżniała się spośród mniszek wiedzą teologiczną, pobożnością, a nadto sztuką kaligrafii. Przepisywanie ksiąg kościel­nych było wówczas głównym zadaniem klasztorów.

Wtedy przybył do Mosbach z polecenia opata innego kla­sztoru benedyktyńskiego w Fuldzie mnich Frumendiusz, który miał na potrzeby misji szykowanych przez opata z Tu­ryngii przepisać listy św. Pawła.

Oboje Joanna i mnich Frumendiusz posiedli po mistrzow­sku trudną sztukę kaligrafii i oboje otrzymali zadanie skopio­wania listów świętego Pawła. Pięknego lica osiemnastoletni mnich Frumendiusz zrazu niczego nie odmówił swojej współ­pracownicy. Ta strona ludzkiego życia była mu zupełnie nie znana. Dzieło dobiegało końca, a mnich musiał opuścić kla­sztor. Tęskniąc za współpracownicą, przesyłał do niej listy, by w jednym z nich namówić Joannę do spotkania poza murami klasztoru i tak los połączył ich oboje. Joanna w męskim – mnisim przebraniu z Frumendiuszem udali się w podróż w poszukiwaniu właściwego dla siebie miejsca. I tak dotarli do Fuldy.

Był rok 840 – rok śmierci Karola Wielkiego. Po śmierci władcy kraj ogarnął chaos i wojny domowe. W Germanii wa­śnie spadkobierców króla dawały się szczególnie we znaki. W takich warunkach Joanna i Frumendiusz ruszyli w dalszą podróż, tym razem na południe przez Bawarię, Jezioro Bodeń­skie, dotarli do Klasztoru Świętego Galia w Saint Galion. Tu Frumendiuszowi towarzyszył mnich Jan (a nie Joanna). Do wielu klasztorów Helwetii -jak podają kronikarze – nie mia­ły wstępu nie tylko kobiety, ale nawet żadne zwierzęta rodza­ju żeńskiego. Joanna w obawie, że jej płeć została rozpozna­na, namówiła Frumendiusza do dalszej ucieczki. Teraz już na stale w męskim przebraniu. Jan i Frumendiusz udali się w dalszą drogę. Przez Lucernę dotarli do Lyonu. Statkiem kupców żydowskich płynęli Rodanem, aż wreszcie dotarli do kolejne­go klasztoru żeńskiego, gdzie szybko upłynęły miesiące pod opieką mniszek. Jan, dotknięty nieznaną chorobą zazdrości, wysłany został przez mniszki do groty Świętej Magdaleny, w której rosło zawsze zielone drzewo, którego zapach przepę­dzał wszelkie demony.

Frumendiusz towarzyszył w niedoli przyjacielowi. W kil­kudniową podróż udali się na ośle. Gdy dotarli do groty, zgło­dniały osioł pod nieuwagę mnichów oskubał wszystkie liście z świętego drzewa. Od tego czasu według legendy wszystkie osły skazane zostały na potępienie za świętokradcze obżar­stwo. Przerażeni tym oślim występkiem wędrowcy, nie ośmie­lili się już wrócić do klasztoru. Dotarłszy do Tulonu, zaokrę­towali się na statek płynący do Aleksandrii. Nasi bohaterowie nie mieli zamiaru udawać się aż w tak daleką podróż. Posta­nowili, że jadąc przez Korsykę, podróż swoją skończą w Ate­nach. Mnich Jan znakomicie władał greką już od dziecka. Tak dotarli najpierw do Korsyki, a później przez Megarę właśnie do Aten. Łaskawy los i w Atenach sprzyjał podróżnikom. Uczestniczyli oni w obrzędach kościelnych prowadzonych według nie znanych mnichom ceremoniałów przez biskupa ateńskiego, Nikitę, a następnie trafili na ucztę wydaną przez biskupa.

Był to w Atenach czas ożywionej dyskusji zwolenników i przeciwników kultu ikon. Przy stole zastawionym suto ja­dłem, jakiego mnisi do tej pory nie widzieli, toczyły się żywe dyskusje i spory teologiczne. Jan zadziwił gospodarzy swoją wiedzą i pobożnością, tak że Ateny wkrótce obiegła wieść o szczególnych gościach z zachodu. Klasztor w Dafne ofiarowal benedyktyńskim gościom dożywotnią gościnę – ci jednak wybrali na swoją siedzibę erem błogosławionego Hermiliu-sza. W tej przystani odbywały się długie i uczone dysputy, na które przybywali do Jana biskupi i uczeni mężowie greccy. Wielu z nich wyczuwało prawdziwą – kobiecą naturę Jana. Tymczasem Jan oddalił się od Frumendiusza, jego miłość dawno zblakła. Frumendiusz swoją miłością zatruwał życie Jana, tak że tajemnica płci wszystkim stawała się znana. W obawie przed anatemą Jan zamierzał opuścić zazdrosnego i niemiłego już sercu mnicha. I znów szczęśliwy zbieg oko­liczności pozwolił Janowi na rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Do Aten wpłynął wówczas statek biskupa Genui, który po jednej zaledwie nocy postoju w porcie, nazajutrz miał odpły­nąć do Rzymu. Jan szybko skorzystał z okazji. Pozostało tyl­ko pożegnanie Frumendiusza. Ten rozpaczał wielce po utracie wieloletniej towarzyszki doli i niedoli. Z rozpaczy zmarł w ża­łobnym lamencie, cudownie nawiedzony wcześniej przez swo­jego świętego patrona.

Jan tymczasem dotarł do Rzymu, gdzie władzę biskupią sprawował Leon IV. Jan, wzbogacony o wiedzę nabytą wśród Greków, w Rzymie trafił na trudne dla Kościoła dysputy o Trójcy Świętej. Wszechstronna wiedza Jana szybko zjedna­ła mu zwolenników i rozgłos o uczonym mnichu dotarł do pa­pieża. Jak chce legenda, Leon IV po godzinnej dyspucie, mia­nował Jana profesorem teologii w Kolegium św. Marcina. Na wykłady Jana garnęły tłumy, w tym sam papież. Jan nauczał Rzymian przez dwa lata, używając pięknego języka. Stał się wśród ludu niezwykle popularny, a dla wyższego duchowień­stwa i kardynałów godnym współpracownikiem. Umierający papież powierzył Janowi opiekę nad swoim synem Florosem.

Nieprawym potomkiem papieża miał być urodziwy młodzie­niaszek lat około dwudziestu.

Szybko znajomość Jana i Florosa zmieniła swój charakter. Jan tymczasem obrany został przez lud i kardynałów nowym papieżem po śmierci Leona IV. Przezorny i roztropny do tej pory Jan w miłości do Florosa stracił wszystkie hamulce.

W tej dziwnej, zaskakującej legendzie, pełnej cudów i nie­wiarygodnych przypadków, nie mogło się obejść bez zagad­kowego zakończenia. Są przynajmniej dwie opowieści o śmierci papieża Jana. Jedna wspomina o błagalnej procesji, której przewodził, aby uchronić Rzym przed plagą szarańczy, inna mówi tylko o uroczystej procesji bez plagi. Tak czy owak papież Jan, a właściwie papieżyca Joanna, przewodnicząc procesji konno, pod wzgórzem laterańskim tak nieszczęśliwie upadła z konia, że w wyniku potłuczenia poroniła i zmarła.

Dziecko i nieszczęśliwa kobieta pochowane zostały w miej­scu upadku. Obszernie przytoczona legenda -jak dowodzą dzi­siaj wszyscy historycy – nie byłaby warta nawet wspomnienia, gdyby nie uwierzono w nią powszechnie w całym świecie chrześcijańskim. Uwierzono w nią także w Rzymie. Rzymianie w miejscu, gdzie rzekomo pochowana została papieżyca wraz z dzieckiem, ustawili pomnik kobiety w połogu, który prze­trwać miał do XVI wieku. Pomnik otoczony był napisem „Pa­pa Pater Patrum Peperit Papissa Papellum” – „papież rodzic oj­ców papieżyca spłodziła papieżątko”. Zachowały się też inne pamiątki, świadectwa papiestwa Joanny. Dla uniknięcia w przy­szłości podobnego wydarzenia postanowiono, że odtąd będzie sprawdzana płeć każdego nowo wybranego papieża. Wybrańca sadzano na specjalnym krześle – tronie dla sprawdzenia jego męskości. Zwyczaj ten przetrwał do końca XV wieku, a do dziś w Muzeum Watykańskim znajduje się jeden egzemplarz „pa­pieskiego tronu”, zwanego „sedes stercoraria”.

Jak się rzekło, dziś historycy powszechnie odrzucają praw­dziwość legendy o kobiecie papieżu. Przytoczona jej wersja wskazuje, że jest ona przykładem wielu średniowiecznych pieśni i bajek, pozbawionych jakichkolwiek podstaw fak­tograficznych.

Warto jednak ponownie zadać pytanie, dlaczego opowieść o kobiecie na papieskim tronie zrodziła się nie gdzie indziej, jak właśnie w kręgach kościelnych i jej rzekomy pontyfikat umieszczony został w połowie IX wieku. Jednoznacznych od­powiedzi na te pytania nie znajdziemy, a snucie kolejnych przypuszczeń będzie równie jałowe. Poprzestańmy więc tylko na przypomnieniu tej najbardziej z barwnych i niewiarygod­nych opowieści z historii Kościoła.

ROZDZIAŁ V

Nędzarze i bogacze

Dnia 12 października 1912 roku przyszedł na świat Albino Luciani. Nic nie wskazywało, że dziecię będzie jedną z naj­większych i jak się później okaże jedną z najbardziej tajemni­czych postaci Kościoła. Papież Jan Paweł I (1978) – Albino Luciani. Współcześni detektywi, tropiąc wielkie sensacje XX wieku, próbują od lat rozwiązać zagadkę śmierci tego papie­ża. Po krótkim, 33-dniowym pontyfikacie, i my, idąc tymi śla­dami, więcej na temat przekazaliśmy w rozdziale W pogoni w złotym cielcem.

Rodzinna wieś papieża Canale d’Agordo, położona w górach – 120 kilometrów na północ od Wenecji, wywarła na nim piętno na całe życie. Ojciec Giovanni był wdowcem z dwoma córkami, kiedy zawarł związek małżeński z Bertolą. Był bezrobotny, sprzyjał ideom socjalistycznym. W poszukiwaniu pracy często wyjeżdżał – także za granicę. Matka, głę­boko wierząca, uginająca się pod ciężarami życia, chciała na­wet pójść do klasztoru. Ciężki i długi poród rodził obawy, że dziecko nie przeżyje. Chrzest w takiej sytuacji odbył się na­tychmiast po przyjściu chłopca na świat.

Albino pochodził z bardzo biednej, wielodzietnej rodziny. Musiał pasać bydło, by pomóc matce w zapewnieniu skrom­nego pożywienia dla rodzeństwa. Tragiczny, zagadkowy los papieża Jana Pawła I, jego pochodzenie, które wywarło na nim piętno szacunku i miłości dla bliźnich – zjednał mu sym­patię wszystkich. Historycy i kronikarze papiestwa przywołu­ją jego krótki pontyfikat jako nie spełnioną nadzieję na odno­wę Kościoła.

Wiele łączyło papieża Lucianiego z jego protektorem i po­przednikiem Janem XXIII. U obu uśmiech na twarzy, obaj przed objęciem tronu papieskiego byli patriarchami Wenecji, obu pontyfikat następował po papieżach samotnikach, nie­przystępnych dla ludu, Piusie XII i Pawle VI. Obu wreszcie łączyło pochodzenie społeczne.

Jan XXIII (1958-1963) – Angelo Giuseppe Roncalli, uro­dził się 23 listopada 1881 roku w Sotto ii Monte, niedaleko Bergamo, w północnych Włoszech. Pochodził z bardzo bied­nej chłopskiej rodziny. Jego ojciec Jan nie posiadał nawet wła­snego gospodarstwa, dzierżawił je tylko. Był tzw. „połownikiem”, tzn. płacił połowę zbiorów za wynajmowaną ziemię. Wraz z żoną, Marianną z Mazzdich, mieli trzynaścioro dzieci. Giuseppe był pierwszym ich synem, a trzecim z kolei dziec­kiem. Do szkoły w górach chodził parę kilometrów, podobnie do księdza na plebanię, który przysposabiał go do stanu du­chownego. Bogatą karierę duchowną rozpoczął w 1904 roku święceniami kapłańskimi. W rodzinnej prowincji był sekreta­rzem biskupa, pisząc pracę o Karolu Boromeuszu. W Bibliote­ce Ambrozjańskiej w Mediolanie poznał jej prefekta – później­szego papieża Piusa XI. Został biskupem, delegatem apostol­skim w Bułgarii, potem w Turcji i Francji. Karierę dyploma­tyczną zakończył w Paryżu – wyniesiony do godności kardy­nalskiej. Został patriarchą Wenecji w 1953 roku. Pięć lat później wybrany na stolicę Piętrową.

Dwudziesty wiek – wiek dziewięciu pontyfikatów, chyba jako jedyny w dwudziestu wiekach historii papiestwa, może­my określić wiekiem biednych papieży. Czterech z nich po­chodziło z rodzin bardzo biednych lub skromnych – np. Jan Paweł II (1978) – Karol Wojtyła.

Znamy dokładnie życiorysy i pochodzenie przynajmniej 230 spośród 263 papieży. Stosując miary statystyczne mogli­byśmy powiedzieć, że zaledwie 5% papieży pochodziło z biednych rodzin. Skromna to statystyka. Do ich grona nale­żał z pewnością papież Pius X (1903-1914) – Giuseppe Melchiore Sarto. Pontyfikat tego papieża należy do najważniej­szych w historii Kościoła. Pius X w 1954 roku został beatyfi­kowany, a trzy lata później kanonizowany. Święty Pius – pa­pież urodził się w 1835 roku w Riese koło Treviso. Jego ojciec był listonoszem i woźnym jednocześnie. Aby zapewnić godne życie dla wielodzietnej rodziny, musiał ciężko pracować, podejmując się wielu prac dodatkowych. Naukę rozpoczął w miejscowej szkole ludowej, by po dwóch latach kontynuo­wać ją w gimnazjum. Jako piętnastoletni chłopiec rozpoczął naukę w wyższym seminarium duchownym. Po otrzymaniu święceń kapłańskich w 1885 roku rozpoczął długą karierę du­chowną. Giuseppe Sarto, podobnie jak pozostali wielcy i biedni pa­pieże tego wieku, został patriarchą Wenecji. Szczęśliwe to mia­sto dla papieży. Został papieżem raczej w wyniku zbiegu oko­liczności. Po śmierci Leona XIII głównym kandydatem do tia­ry był kardynał Mariano del Tindaro Rampolla – sekretarz sta­nu Jego Świątobliwości. Kardynał Rampolla nie cieszył się jed­nak zaufaniem cesarza Franciszka Józefa I. W czasie konklawe, które zebrało się dla wyboru nowego papieża polski kardynał Jan Puzyna z Krakowa wstał i w imieniu Jego Cesarskiej Mo­ści zgłosił weto wobec wyboru kardynała Rampolli. Było to ostatnie w dziejach Kościoła weto władcy świeckiego – inge­rencja monarchy europejskiego co do wyboru papieża. Eksklu-zywa kardynała Puzyny wywołała oburzenie pozostałych pur­puratów. Kardynał Rampolla stracił jednak wszelkie szansę na wybór. Takim właśnie zbiegiem okoliczności wybrany został patriarcha Wenecji Giuseppe Sarto, przyjmując imię Piusa X. Położył on dla Kościoła wiele zasług. Pochodząc z biednej ro­dziny, mimo iż wiele łat był biskupem, patriarchą, kardynałem, nie posiadał żadnego majątku osobistego. Był pobożny i czynił wszystko, aby pomagać najuboższym. Rozdawał im wszystko, co miał. Zaopiekował się pięcioma tysiącami sierot po tragicz­nym wybuchu wulkanu Etna w 1908 roku. Śmierć papieża przyspieszyła wieść o rozpoczęciu I wojny światowej. W spe­cjalnej egzortacji apostolskiej – liście skierowanym do wszyst­kich katolików – wyrażał troskę o los ludzi i ofiary wojny. „Ubogi się urodziłem, ubogi żyłem, ubogi chcę umrzeć” – tak swoje życie podsumował w testamencie Giuseppe Sarto – papież Pius X – święty Kościoła Katolickiego.

Aby odnaleźć kolejnego wikariusza Chrystusa, który jak Chrystus znał los i dolę ludu, musimy cofnąć się w głąb historii o blisko 320 lat do pontyfikatu Sykstusa V (1585-1590)

– Felice Peretti.

Przyszły papież urodził się 13 grudnia 1520 roku w Grottamare w pobliżu Ankony. Pochodził z bardzo ubogiej rodziny chłopskiej. Dzieciństwo spędził na pilnowaniu sadu i pasaniu bydła i świń. Pracował w lesie i w polu. Na wsi wśród biedy wiódłby dalej życie, gdyby nie wuj Salvatore, który był człon­kiem zakonu Franciszkanów. Wuj wziął małego Felice pod swoją opiekę i wysłał do szkoły w Montalto, do pobliskiego miasteczka. Od nazwy tej miejscowości zaczął już jako biskup i kardynał używać nazwiska Montalto. Mając dwanaście lat sam wstąpił do zakonu Franciszkanów. Pomoc, jakiej udzielili Sykstusowi V w dzieciństwie franciszkanie, zaowocowała dla zakonu w czasie jego pontyfikatu. Franciszkanie byli przez pa­pieża stałe faworyzowani. Wzorem epoki, w której żył, Sykstus V nie zapomniał o swojej rodzinie. Kardynałem mianował Alessandra- swojego czternastoletniego bratanka. Rodzina jed­nak nie odgrywała na dworze papieskim żadnej roli. Sykstus V nie był papieżem lubianym przez lud rzymski. Po jego śmierci pod­dani z radości zniszczyli pomnik Jego Świątobliwości na wzgórzu kapitolińskim. Przyczyn braku miłości poddanych szukać należy w doświadczeniu inkwizytorskim np. w Wenecji

– gdzie też nie był lubiany, a Republika Wenecka zażądała od ówczesnego papieża odwołania Felice Perettiego. „Żelazny pa­pież” – takie nosił miano, brutalnie zwalczał bandytyzm w Rzy­mie i okolicach. Karał śmiercią. Egzekucje skazanych były co­dziennością. Wszędzie ustawiano szubienice i szafoty. Rodziny i gminy, z których pochodzili przestępcy, musieli płacić do ka­sy papieskiej wielkie sumy. Nowe podatki, jakie wprowadził papież, nie mogły być przyjęte przez poddanych w Państwie Kościelnym z radością, chociaż pustemu skarbcowi papieskie­mu przybyły w krótkim czasie 4 miliony złotych skudów. Przy­znać trzeba, że wydane zostały na rozwój rolnictwa, osuszanie bagien, odbudowę akweduktów.

Inkwizytorem zdecydowanym w walce z heretykami był także Pius V (1566-1572) – Antonio Michele Ghislieri. Nosił przezwisko Alessandrino. Urodził się bowiem w styczniu 1504 roku w Bosco Marengo w Sabaudii. Właśnie w pobliżu Ales-sandrii. Pochodził z bardzo ubogiej chłopskiej rodziny. Był pa­sterzem kóz. Aby wyzwolić się z okowów swojego pochodze­nia. Jako czternastoletni chłopiec wstąpił do zakonu Domini­kanów. Kiedy po śmierci papieża Piusa IV w 19 dniu konklawe wybrany został na tron Piotrowy, wyboru nie chciał przyjąć. Dopiero za namową kardynała Karola Boromeusza i stronnic­twa reformatorów w Kolegium Kardynalskim zaakceptował swoje wyniesienie. Papież, pamiętając o pochodzeniu, ubóst­wo wprowadził jako cnotę w Watykanie. Sam zresztą niechęt­nie przebywał w pałacach apostolskich, wybierając raczej po­mieszczenia klasztorne na Awentynie. Był ascetą, żył skro­mnie, nie znosił wytworności dworów rzymskich. Jadł samot­nie, wolał proste, niewyszukane potrawy. Rozdał wiele zgro­madzonych w Watykanie zabytków sztuki starożytnej, którą uznawał za niemoralną, i pogańską, niegodną miejsca w Ko­ściele. Był surowy i żarliwie walczył o interesy Kościoła. Do końca życia był inkwizytorem – nosił zresztą tytuł Wielkiego Inkwizytora Kościoła Rzymskiego. Był gorliwym przeciwni­kiem nepotyzmu, co nie przeszkadzało mu w obdarowaniu sy­na swojego bratanka godnością kardynalską i urzędem sekreta­rza Państwa Kościelnego, który przejął po wuju tytuł kardyna­ła Alessandrino. Pius V faworyzował krewnych, także swojego prywatnego sekretarza, mianując go kardynałem i powie­rzając właściwe jemu najważniejsze sprawy Kościoła.

W 1722 roku ogłoszony został świętym Kościoła głównie za zasługi we wprowadzaniu w życie dekretów i postanowień Soboru Trydenckiego. Był z pewnością papieżem wielkiego formatu.

O innym „biednym” papieżu już wspomnieliśmy na kartach tej książki. Był nim Hadrian VI (1522-1523) – Adrian Florenszoon Dedal – Holender, ostatni obcokrajowiec na tronie pa­pieskim do czasów Jana Pawła II. Był synem cieśli okrętowe­go. Urodził się w 1459 roku w Utrechcie, w biednej rodzinie. Szybko został osierocony przez ojca i był wychowywany wy­łącznie przez matkę. Mimo niskiego stanu społecznego wła­śnie dzięki wysiłkom matki zdobył bardzo staranne wykształ­cenie i rozpoczął błyskotliwą karierę duchowną. Był blisko związany z dworem habsburskim, między innymi jako nauczy-ciel późniejszego cesarza i swojego protektora Karola. Po śmierci króla Fryderyka V w Hiszpanii był jednym z dwóch re­gentów królestwa. Kardynałem został na wyraźną prośbę cesa­rza Karola V, którego w czasie nieobecności w Hiszpanii zastę­pował jako wicekról. Po wyborze – jako ostatni papież – za­chował imię chrzestne.

Jego pontyfikat ani dla Rzymu, ani dla niego nie był szczę­śliwy. Trwał dwadzieścia miesięcy. Jako obcy Hadrian spoty­kał się z całkowitą obojętnością Rzymian. W Hiszpanii i Ni­derlandach krążyły pogłoski o otruciu papieża. Na domu leka­rza papieskiego pojawiły się wieńce laurowe z napisem „Oswobodzicielowi Ojczyzny, wdzięczny senat i lud Rzymu”. Żywot tego papieża, jego kariera duchowna i funkcje pełnio­ne w cesarstwie habsburskim były przykładem wielkiego awansu społecznego, jaki osiągnął w czasie 64 lat życia. Nie­którzy historycy do grona wielkich papieży, wywodzących się z najniższych klas społecznych, zaliczają także Juliusza II (1563-1513) – Giuliano delia Rovere. W istocie urodził się w biednej rodzinie i z początku przewidywany był do zawodu kupca. Jego stryjem był papież Sykstus IV, znany z faworyzo­wania własnej rodziny. Kiedy Sykstus był generałem zakonu Franciszkanów, zaopiekował się Giuliano i umożliwił mu gruntowną edukację. Kuratela, jaką Sykstus IV otoczył swoje­go krewnego, przekraczała wszelkie granice. Juliusz II należał do niezwykle wojowniczych papieży – stale prowadził kam­panie zbrojne. Może z tego powodu nie był lubiany w sąsia­dujących z Rzymem miastach. Jego śmierć (umarł na febrę) wywołała wielką radość i entuzjazm w podbitych miastach.

Biedakiem był antypapież Aleksander V (1409-1410) – Piętro Candia. Nazwisko przybrał od nazwy wyspy, na której się urodził – Krety. Jako małe dziecko stracił rodziców i niemal wszystkich krewnych. Zupełny sierota spotkał się z opieką i pomocą pewnego franciszkanina. Za jego namową wstąpił do klasztoru i rozpoczął wielokierunkowe gruntowne studia. Pontyfikat Aleksandra V przypadł na trudne lata sobo­ru w Konstancji i końca wielkiej schizmy zachodniej. Do tej sprawy wrócimy jednak w innej części książki.

W rodzinie młynarza w Saverdun we Francji urodził się pa­pież Benedykt II (1334-1342) – Jacques Foumier. Chyba jed­nak podobnie jak papież Juliusz II w młodości nie był aż tak biedny. Wuj przyszłego papieża Benedykta II był opatem w kla­sztorze Cystersów w Fontfroide. Jacques zresztą sam został opatem w tym klasztorze, zastępując właśnie wuja. Później ja­ko biskup i papież był gorliwym inkwizytorem. Jako doktor teologii mocno wspierał papieża Jana XXII, prowadząc ożywione spory doktrynalne z najtęższymi umysłami tamtej epoki.

Natomiast prawdziwym biedakiem był papież Celestyn V (1294) – Piętro del Mumone. Papież Klemens V już w dziewięt­naście lat po zakończeniu pontyfikatu Celestyna V, a siedemna­ście po jego śmierci – na specjalne życzenie króla Francji Filipa IV Pięknego – kanonizował go wynosząc na ołtarze Kościoła Po­wszechnego. Data urodzin Celestyna nie jest ostatecznie po­twierdzona. Umieszcza sieją miedzy 1209 a 1215 rokiem. Wia­domo z całą pewnością, że przyszedł na świat w Iserino w Kam­panii, w bardzo biednej chłopskiej rodzinie jako jedenaste dziec­ko. Jego nazwisko pochodzi od góry, w której Jaskiniach Piętro przez wiele lat prowadził żywot pustelnika. Pustelnikiem był zresztą przez cale życie. Celestyn skupiał wokół siebie rzesze słuchaczy i uczniów – celestynów. Po pieszej wędrówce na So­bór Lyoński II uzyskał od papieża Grzegorza X prawa dla swo­jego zakonu. Jako powszechnie znany asceta, pustelnik, uzdro­wiciel i cudotwórca stał się postacią legendarną. Wieść o nim szybko dotarła na dwór królewski do Neapolu. Zjednał sobie przyjaźń króla Karola I Andegaweńskiego i szacunek arcybisku­pa. Po śmierci papieża Mikołaja IV – tron papieski był nie obsa­dzony przez ponad dwa lata. Piętro del Mumone miał wtedy 84 lata. Za wstawiennictwem króla Neapolu Karola II kardynało­wie wynieśli Pietra na stolicę biskupią.

Wybrano „anielskiego papieża”. Wybór spotkał się z uzna­niem z wielu stron. Zakony widziały w nowym Ojcu Świętym nadzieję na odnowienie prawdziwej misji Kościoła, a dwory europejskie widząc słabości papieża, a przede wszystkim jego stary wiek, dążyły do osłabienia papiestwa. Celestyn, mimo wielkiego serca, zupełnie nie nadawał się do pełnienia tak wielkiego urzędu. Nie mówił nawet po łacinie. Zdawał sobie z tego doskonale sprawę. W nie wyjaśnionych do dziś oko­licznościach, 13 grudnia 1294 roku po pięciu miesiącach po­ntyfikatu, abdykowal.

Zrzeczenie się tronu przez papieża było sytuacją wyjątko­wą. Epizod z 1294 roku należy do największych wydarzeń w historii Kościoła. Główne zakony związane z Celestynem kwestionowały prawdziwość tej abdykacji i oskarżały kardy­nała Benedetto Gaetaniego – późniejszego papieża Bonifacego VIII – o zmuszenie Celestyna do ustąpienia. Celestyn wrócił do pustelniczego życia, a Bonifacy VIII, obawiając się szacun­ku i miłości, jaką obdarzony był święty pustelnik, trzymał go przez wiele miesięcy pod strażą. Uwięziony z polecenia nowe­go papieża Bonifacego, Celestyn V zmarł w aureoli świętości 19 maja 1296 roku. Wkrótce ogłoszony został świętym Ko­ścioła Powszechnego. Była to jedna z najpiękniejszych posta­ci w historii papiestwa.

Listę biednych papieży kończą papieże o kolejnych nume­rach pontyfikatu – IV. Urban IV, Hadrian IV i Sergiusz IV.

Urban IV (1261-1264) – Jacques Pantaleon, urodził się we Francji około roku 1200 w bardzo ubogiej rodzinie szewskiej

– partacza. Jako współpracownik papieża Innocentego IV, Urban miał w swojej karierze epizod polski. W 1247 roku

-jako legat Innocentego IV – odbył podróż do Polski. Wizy­tował Śląsk, Pomorze i Prusy.

O pochodzeniu Hadriana IV (l 154-1159) już wspomnieli­śmy. Pochodził z Anglii, gdzie w opactwie Langley urodził się z ojca kleryka, wywodzącego się z gminu.

Sergiusz IV (1009-1012) – Pietro di Luna. Na jego grobow­cu w bazylice znajduje się epitafium – „Był chlebem głodnych, odzieniem nagich, nauczycielem ludu, pasterzem przez wszy­stkich czczonym”. To piękne podsumowanie życia papieża. Czy jednak do końca mówi prawdę o tym pontyfikacie?

Piętro urodził się w okręgu Pinea w rodzinie szewca. Nie dość, że był biedny, to nosił przezwisko „Bucca porci” – Piotr świński ryj albo Piotr świńska morda. Z powodu tego prze­zwiska zmienił imię. Został papieżem Sergiuszem IV. Do hi­storii wpisał się nie tylko z racji nie dość pochlebnego imie­nia, ale przede wszystkim jako faktyczny inicjator wypraw krzyżowych. W 1010 roku z rozkazu Kalifa Hakima zburzony został kościół Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Na wieść o tym wydarzeniu Sergiusz IV powziął ideę sojuszu nadmor­skich miast-państw Italii przeciwko muzułmanom dla odzy­skania miejsc świętych. Było jednak za wcześnie na realizację tego wielkiego dzieła Kościoła. Dwa następne wieki – to w Kościele historia wypraw krzyżowych.

Tuż po wyborze na biskupstwo rzymskie Sergiusz skiero­wał do swojego nowego imiennika, Sergiusza II, patriarchy w Konstantynopolu, list informujący o objęciu władzy. W li­ście zawarte zostało wyznanie wiary z formułą „Filioque” – wyrażającą myśl, że w Trójcy Świętej Duch Święty pocho­dzi od Ojca i Syna. Formuła „Filioque” – tj. „i od Syna” w tra­dycji Kościoła Zachodniego przyjęta została w IV wieku, a w VI wprowadzona została do nicejskiego wyznania wiary. „Filioque” nigdy nie było przyjęte przez Kościół Wschodni.

Przez wieki trwały spory między biskupami i teologami wschodu i zachodu na temat pochodzenia Ducha Świętego. Kościół Wschodni obstawał przy zasadzie, że Duch Święty pochodzi od Ojca. Patriarcha Konstantynopola po otrzymaniu listu od papieża Sergiusza IV, zawierającego właśnie formułę „Filioque”, publicznie nie uznał wyboru Sergiusza na biskupa Rzymu i zakazał wpisania imienia tego papieża do dyptyków z wykazem imion dostojników Kościoła. Ta decyzja była for­malnym początkiem schizmy wschodniej, tj. całkowitego podziału Kościoła na Wschodni i Zachodni – chociaż konflik­ty między papieżami a patriarchami Konstantynopola siedzi­my już od przeszło 650 lat. Poprzednio chodziło raczej o pierwszeństwo jednych i drugich w hierarchii kościelnej.

Sergiusz IV był według oficjalnych wykazów papieży 141 następcą Świętego Piotra. Wśród jego poprzedników, równie rzadko jak następców, znajdowali się papieże pochodzący z ubogich rodzin. Im dalej w głąb historii, tym mniej pewne są przekazy z życia papieży. Kalist I (217 -222) np. (był niewol­nikiem Marka Aureliusza Karpofora – urzędnika dworu cesar­skiego).

Jezus według Ewangelii św. Mateusza, a także św. Marka i św. Łukasza rzekł do swoich uczniów: „Zaprawdę powiadam wam, że bogacz z trudnością wejdzie do Królestwa Nie­bieskiego. A nadto powiadam: Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego” (Mat. 19. 23-25, Mar. 10. 23-31, Łuk. 18. 24-30)

Następcy Chrystusa na ziemi, papieże, biskupi Rzymu w ogromnej większości to nauczanie Jezusa pozostawili w za­pomnieniu. Wcześniej przedstawiliśmy sylwetki trzynastu pa­pieży, wywodzących się z ludu, biednych. Bogactwo nie jest grzechem. Warto jednak wiedzieć, że mimo iż o wyborze pa­pieża przez zebranych na konklawe biskupów decydować ma Duch Święty, faktycznie w ogromnej liczbie przypadków de­cydowały interesy dynastyczne, interesy bogatych rodzin rzymskich, czy nieraz koligacje z poprzednimi papieżami.

Od pierwszych wieków biskupi Rzymu wybieram byli spośród przedstawicieli historycznych, wpływowych rodów stolicy cesarstwa. Papież Poncjan (230-235) pochodził z ro­du Calpumia; Korneliusz (251-253) z rodu Comelia; Stefan I (254-257) z rodu Julia; Kajus (283-296) miał być krewnym cesarza Dioklecjana; Marcelin (296-304) ze słynnego rodu Colonna podobnie jak Hadrian I (772-795), Stefan IV (V) (816-817), Sergiusz II (842-847), Hadrian II (867-872), Ha­drian III (884-885), Marcin V (1417-1431), Feliks III (II) (483-492) ze starożytnego rodu Anicjuszów, do tego rodu na­leżał także papież Grzegorz I Wielki (590-604) i Agapit I (535-536).

Trzech papieży było synami innych papieży – o tym sze­rzej w rozdziale Papa znaczy ojciec. Papież Wigiliusz (537-555) był synem prefekta pretorianów Teodoryka Wielkiego. Jan III (561-574) był synem senatora rzymskiego Anastazego. Honoriusz I (625-638) był synem konsula Pretoniusza. Jan IV (640-642) był synem doradcy cesarskiego w Rawennie. Grze­gorz V (996-999) był synem księdza Ottona i wnukiem cesa­rza Ottona I Wielkiego. Z cesarzem spokrewniony był także Leon IX (1049-1054).

Wielu papieży bądź wywodziło się bezpośrednio, bądź by­ło protegowanymi bogatych arystokratycznych rodów:

Orsinich: Stefan II (III) (752-757), Paweł I (757-767), Mi­kołaj IV (1277-1280), Celestyn III (1191-1198), Benedykt XIII (1724-1730);

Hrabiów na Tuskulum: Sergiusz III (904-911), Anastazy III (911-913), Benedykt VII (974-983), Benedykt VIII (1012-1024) i jego brat Jan XIX (1024-1032), Benedykt IX trzy ra­zy pomiędzy 1032-1048;

Krescencjuszów: Sylwester III (1045). Ród ten odgrywa} znaczną rolę w Rzymie w latach 962-1012;

Borgiów: Kalist III (1455-1458), Aleksander VI (1492-1503), Innocenty X (1644-1655);

Ród delia Rovere reprezentowali: Sykstus IV (1471-1484); Juliusz II (1503-1513).

Do rodu Medyceuszów należeli: Leon X (1513-1521), Klemens VII (1523-1534), Pius IV (1559-1565), Leon XI (1605);

Ponadto papieżami byli przedstawiciele rodów: Chigi, Barberini, Ludovici, Borghese, Aldobrandini, Ottoboni, Altieri, Pignatelli, Albani, Braschi, Chiaramonti, delia Chiesa.

Spokrewnieni byli między innymi: Grzegorz VI (1045-1046) z Grzegorzem VII (1073-1085); Hadrian V (1276) z In­nocentym IV (1243-1254), Honoriusz III (1216-1227) z Ho­noriuszem IV (1285-1287); Klemens VI (1342-1352) z Grze­gorzem XI (1370-1378); Grzegorz XII (1406-1415) z Euge­niuszem IV (1431-1447) oraz z Pawiem II (1464-1471); Pius II (1458-1464) z Piusem III (1503); Pius V (1566-1572) z Piu­sem VIII (1829-1830). Roman (897) był bratem Marynusa I (882 – 884); Stefan IX(X) (1057- 1058) był księciem Lota­ryngii. Kalist II (1119-1124) spokrewniony był z rodami królewskimi Niemiec, Francji i Anglii.

Hrabiowskie rody Segni reprezentowali m.in.: Innocenty III (l 198-1216), Grzegorz IX (1227-1241) (był bratankiem In­nocentego) Aleksander IV(1254-1261).

Do wielu wątków podjętych w tej części książki wrócimy jeszcze w rozdziale o ludziach władzy Państwa Kościelnego i konklawe.

ROZDZIAŁ VI

Pod kontrolą cesarza

Jedenastego lutego 1929 roku kardynał Pietro Gaspari, w imieniu papieża Piusa XI i premier Włoch, Benito Mussolini, w imieniu króla Wiktora Emanuela III, podpisując układy laterańskie, położyli formalny kres istniejącemu od prawie 1200 lat Państwu Kościelnemu. Samo Państwo i doczesna wła­dza papieży już siedemdziesiąt lat wcześniej zlikwidowane zo­stały w wyniku zjednoczenia Włoch i zajęcia terytoriów papie­skich przez wojska Garibaldiego. W tym samym roku Pius XI objął we władanie nowy, tym razem raczej symboliczny orga­nizm państwowy – Państwo Miasta Watykańskiego, najmniej­sze państwo świata, zajmujące obszar zaledwie 44 hektarów.

Władza papieży sprawowana w państwach świeckich oparta była przez wieki na decyzjach cesarza rzymskiego, Konstantyna I (306-337), który przekazał papieżowi Sylwestrowi I (314-355) dokument „Constitutum Constantini”. Okazuje się jednak, że konstytucja konstantyńska była wiel­kim fałszerstwem, sporządzonym na rozkaz papieży. Tak kru­che podstawy władzy świeckiej nie przeszkadzały namiestni­kom Chrystusa w stworzeniu w krótkim czasie państwa, które stało się największą potęgą średniowiecznej Europy.

Dar Konstantyna sfałszowany został gdzieś na przełomie wieku VIII i IX, mniej więcej w okresie, kiedy powstały wspomniane już przez nas tzw. „dekrety Pseudo-Izydora”, a więc w czasach zacieśniającego się sojuszu papiestwa z pań­stwem Franków Pepina Małego i Karola Wielkiego. Fałszer­stwa dokonano z całą pewnością w kancelarii papieskiej, być może przy okazji podróży papieża Stefana II (III) (752-757) do kraju Franków.

Legenda, powtarzana przez Kościół przez niemal 1500 lat, głosiła, że cesarz Konstantyn I z wdzięczności za wyleczenie z trądu (inni twierdzili, że z wysypki) dał papieżowi Sylwe­strowi I i jego następcom – jako następcom świętego Piotra (wyleczenie miało nastąpić przy grobie św. Piotra) – we wła­danie Rzym i zachodnią część cesarstwa. Cesarz miał potwier­dzić pierwszeństwo biskupów Rzymu przed patriarchami no­wej stolicy Konstantynopola, Antiochii, Jerozolimy, Aleksan­drii. Papież mógł odtąd posługiwać się oznakami władzy ce­sarskiej. Biskup stawał się równy cesarzowi, otrzymał od nie­go na swoją siedzibę cesarski pałac laterański cesarzowej Faustyny, miasta i prowincje Italii. Sam cesarz założył nową sto­licę nad Bosforem – Konstantynopol i wedle legendy ograni­czył swoją władzę jedynie do wschodniej części cesarstwa.

„Dar Konstantyna” wykorzystywano dla podkreślenia świeckiej władzy papieży dość wstrzemięźliwie – z czasem jednak włączono go do zbiorów praw kościelnych, tak, że je­szcze w XVI wieku papieże wykorzystywali go do uzasadnia­nia swoich roszczeń terytorialnych.

Historiografia katolicka dopiero od XIX wieku uznaje „Donację Konstantyna” za fałszerstwo. Na początku IV wie­ku wydawało się, że era biskupów Rzymu się skończyła. Po długich prześladowaniach chrześcijan przez cesarzy rzym­skich tron biskupi był przez wiele lat nie obsadzany. Po zamę­czeniu i ścięciu w 304 roku papieża Marcelina, przez trzy i pół roku wskutek prześladowań nie wybrano nowego biskupa. Kiedy represje wobec chrześcijan nieco zelżały za cesarza Maksencjusza – wybrano na stolicę papieską Marcelego I (308-309). Wkrótce jednak cearz wygnał biskupa z Rzymu, ten na zesłaniu zmarł. Legenda głosi, że w kościele, który był wcześniej siedzibą biskupa, cesarz urządził stajnię, a z papie­ża uczynił stajennego, opiekującego się końmi poczty cesar­skiej. Ten sam cesarz, rok później, tj. w 310 wygnał także ko­lejnego biskupa Euzebiusza, który także zmarł w osamotnie­niu na zesłaniu na Sycylii.

Następcą Euzebiusza – po dwóch latach nieobsadzenia sto­licy rzymskiej – został Milicjades (311-314). Po fali prześlado­wań nastał wreszcie czas względnego spokoju. Dnia 30 kwiet­nia 311 roku w Nikomedii ogłoszono edykt cesarski, zwany to­lerancyjnym. Zaprzestano prześladowań chrześcijan, a w 313 roku w Mediolanie nie dość, że potwierdzono wcześniejsze de­cyzje, to uznano chrześcijaństwo za równoprawną religię w ce­sarstwie, zwrócono Kościołowi wszelkie dobra, kościoły i bu­dynki skonfiskowane z rozkazu cesarza Dioklecjana.

Nic więc dziwnego, że po latach ciężkich prześladowań chrześcijan era konstantyńska  pełna tolerancji, spokoju i bepieczeństwa dla chrześcijan, stała się czasem, w którym ulo­kowano początek świeckiej władzy papieży. Była to w istocie nowa era dla chrześcijaństwa. Myliłby się jednak ten, który uważałby cesarza Konstantyna za takiego obrońcę chrześci­jaństwa, za jakiego uchodził w legendzie.

Dwór cesarski, nie mogąc sobie „poradzić” z prześladowa­nymi chrześcijanami, wybrał inną metodę podporządkowania coraz silniejszego i groźniejszego dla władzy ruchu społecz­nego. Religia chrześcijańska stała się równoprawna z innymi wyznaniami, podporządkowanymi prawu cesarstwa. Za po­średnictwem Kościoła mógł teraz cesarz realizować swoją po­litykę wewnętrzną. Cesarz kazał traktować biskupów jak bra­ci, sam siebie zresztą także nazywał biskupem do spraw we­wnętrznych Kościoła. Cesarstwo zaczęło służyć Kościołowi, jednocześnie uzależniając Kościół od siebie. Cesarz spotkał się z papieżem Sylwestrem I. Praktycznie do cesarza należało najważniejsze zdanie w sprawach Kościoła. To cesarz, a nie papież, stał się instancją odwoławczą w sporach między bi­skupami oraz w sporach teologicznych różniących już wtedy Kościół wschodni i zachodni. To właśnie cesarz zwołał do Ni­cei w Azji Mniejszej pierwszy w dziejach Sobór Powszechny, obradujący od 20 maja do 25 sierpnia 325 roku. Sobór ten na­leży do najważniejszych w historii Kościoła. Wprowadzono wówczas jednoczesne obchodzenie Świąt Wielkiej Nocy oraz ułożono nicejskie wyznanie wiary – odmawiane w liturgii mszalnej w kościele do dziś. Mimo iż w Kościele „Dar Kon­stantyna” tłumaczono wyjątkową hojnością cesarza i jego po­bożnością, zapomniano, że de facto cesarstwo podporządko­wało papiestwo swojej bezwzględnej władzy, z biegiem lat przejmując także na siebie decyzje o zatwierdzaniu papieży na ich urzędy. Cesarz Konstantyn I przez całe życie był jednak poganinem. Dopiero na łożu śmierci przyjął chrzest z rąk bi­skupa Euzebiusza z Nikodemii. Cesarza pochowano w mau­zoleum jako „równego apostołom”.

Przez 450 lat papiestwo podporządkowane było cesarstwu albo bezpośrednio, albo poprzez egzarchat w Rawennie. Pa­pież Grzegorz III (731-741), chcąc wyzwolić się spod tej wła­dzy – próbował zacieśnić kontakty z Frankami. Tym samym jako pierwszy zapoczątkował erę nowej dominacji.

Pierwszym papieżem, który ostatecznie zdecydował się na sojusz z monarchią Franków, był Stefan II (III) (752-757). To on przekroczył Alpy w 754 roku i spotkał się w pobliżu Ponthion z królem Pepinem Małym. W objęcia Franków pa­piestwo skierowane zostało raczej nie z własnego wyboru. Kiedy papież Stefan rozpoczął swój pontyfikat, do bram Rzy­mu zbliżały się wojska króla Longobardów, Aistulfa. Niebez­pieczeństwo dla miasta i Kościoła było wielkie. Papież nie był w stanie samodzielnie obronić miasta. Zwrócił się w pierwszej kolejności o pomoc do Konstantynopola. Nie uzyskał jej. Król Franków, Pepin Mały, deklaracji pomocy nie szczędził. Sam zresztą potrzebował wielkiego sojusznika dla wzmocnienia zdobytej niedawno korony królewskiej. Chociaż zagrożone przez Longobardów – papiestwo było w ówczesnej Europie najlepszym sojusznikiem. Pepin poprzez ożenek z księżnicz­ką z panującego rodu Merowingów, dzięki poparciu papiestwa i osadzeniu w klasztorze króla Franków, sam objął tron, wzmacniając nową, wielką dynastię Karolingów. Na prośbę papieża Pepin Mały zobowiązać się miał w imieniu własnym i swoich następców do obrony Kościoła i wszelkich praw Świętego Piotra. Zgromadzenie Rady Państwa Franków potwierdzalo sojusz z papiestwem, zgodnie z wolą królewską i panów frankońskich.

Jako formalną datę powstania Państwa Kościelnego uzna­je się rok 755. Chociaż spotyka się w opracowaniach inną da­tę, 754 rok – rok zawarcia układu w Quiercy. W połowie VIII wieku powstało państwo papieży – początkowo obejmujące terytorium 40 tysięcy kilometrów kwadratowych czasem zaj­mując większą część Półwyspu Apenińskiego, by szczyt potę­gi osiągnąć za papieża Grzegorza VII (1073-1061), a szcze­gólnie za pontyfikatu Innocentego III (1198-1216).

Grzegorz VII objął tron zaledwie 25 lat po długim okresie największego upadku papiestwa w dziejach. Wpływał na rzą­dy przynajmniej trzech swoich poprzedników. Niemal przez całe życie pałał wielką nienawiścią do cesarstwa. W młodości został przez niego wypędzony z Rzymu zraz z papieżem Grzegorzem VI (1045-1046). Grzegorz zmarł na wygnaniu rok później. Opat Hildebrand był sekretarzem swojego papie­skiego imiennika. Jego wybór w 1073 roku odbył się w spo­sób wskazujący, że wybrany papież będzie samodzielny i bę­dzie chciał przywrócić papiestwu należną mu pozycję. Już w czasie pogrzebu Honoriusza II (1061-1064) w Rzymie roz­legły się okrzyki obwołujące Hildebranda na nowego papieża. Akcja ta była z pewnością przygotowana przez jego zwolen­ników. Kardynał Hugo Candidus stwierdził nawet, że to Bóg przemówił ustami ludu. W 1074 Grzegorz VII wydał histo­ryczny dekret „Dictatus Papae” w 27 zasadach określający władzę papieży zarówno w Kościele jak i nad narodami. Oto niektóre zasady Grzegorza VII:

–        Tylko Kościół Rzymski założony został przez samego Bo­ga.

–        Jedynie biskup rzymski ma prawo zwać się biskupem po­wszechnym,

–        Tylko papieża stopy całować mają wszyscy książęta,

–        Papież ma porawo depozycji cesarzy,

–        Nikt nie ma prawa sądzić papieży

Papież Stefan II (III) zyskał nowego opiekuna Kościoła. Król wprowadził na terytorium swojego państwa w kościo­łach liturgię rzymską i uzyskał dla wzmocnienia Kościoła otrzymany od papieża podarunek relikwi świętej Petronilli – córki świętego Piotra, której szczątki odnaleziono właśnie w katakumbach w Rzymie. Układ króla z papieżem potwier­dzony został ponownym namaszczeniem Pepina oraz nada­niem jemu, jego synowi i małżonce tytułów patrycjuszy rzym­skich, które do tej pory należały się namiestnikowi cesarskie­mu w Italii – egzarsze Rawenny.

Wzmocniony nowym sojuszem z papiestwem, król Fran­ków Pepin III zdecydował się na konflikt z dotychczasowym sojusznikiem, królem Longobardów, Aistulfem. A wszystko to dla obrony Kościoła i zwrócenia papieżowi zagarniętych przez Longobardów terytoriów. Król na czele wielkiej armii przebył Alpy. Do ostatniej rozgrywki doszło pod Pawią. Oblę­żony Aistulf zmuszony został do zawarcia pokoju. Choć na krótko Rzym był wolny i bezpieczny. Wiarołomny król Lon­gobardów ponownie oblegał Rzym, kiedy wojska francuskie opuściły Italię, powracając na swoje terytorium. Ponownie na wezwanie papieskie Pepin Mały wyruszył z pomocą. Longobardowie i tym razem ponieśli sromotną klęskę, a Aistulf stał się wasalem Pepina zmuszonym do płacenia rocznej, wyso­kiej daniny. Pepin odzyskał zagrabione do tej pory wszystkie miasta egzarchatu Rawenny i Pentapolis. O „swoje” upomniał się natychmiast cesarz w Konstantynopolu. Król Franków zdecydował jednak, że klucze do miast odzyskanych od Lon-gobardów złożone zostaną na grobie świętego Piotra. Tym sa­mym papież otrzymał we władanie -jako „dziedzictwo świę­tego Piotra” – Rzym i 22 miasta na północ i zachód od Ape­ninów. Najpewniej właśnie w tym czasie powstał dokument – Dar Konstantyna – Constitutum Constantini.

Na Dar Konstantyna jako pierwszy powołuje się papież Hadrian I (772-795) w korespondencji z królem Karolem I Wielkim – następcą Pepina. Papież Leon IX (1049-1054) uznał, że dotychczasowy „Dar” nie jest już darem, lecz zwro­tem Bogu – należących do świętego Piotra i jego następców ziem. Cesarz Konstantyn, a później i król Pepin, tylko oddali Bogu co boskie. Kościół według tej interpretacji nie mógł być podejrzewany, że swoją władzę zapoczątkował od zwykłej da­rowizny cesarskiej. Choć już od XII wieku wiedziano, że Dar Konstantyna jest fałszerstwem, cały czas posługiwano się tym dekretem dla uzasadnienia doczesnej władzy papieży i ich zwierzchnictwa nad monarchami. Stąd ponad cesarzem miał być tylko papież. Także w bliskich kręgach papieskich zdawa­no sobie sprawę z fałszerstwa, jakim był dokument cesarza Konstantyna. Fałszerstwo tego dokumentu stwierdził w 1440 roku Laurentius Valla – sekretarz papieski i proboszcz Bazy­liki Św. Jana na Lateranie, w Rzymie.

Papieże rozpoczęli swoje świeckie panowanie wielką mi­styfikacją. Zresztą wiele z dokumentów papieskich dziś uwa­ża się za sfałszowane – właśnie między VIII a XII stuleciem. Potęga papiestwa oparta została na filarach wątpliwej trwało­ści. Niektórzy odważni historycy i publicyści stawiają tezę, że w średniowieczu było niemalże „tyle sfałszowanych doku­mentów, annałów, kronik, ile prawdziwych” i dodają, że aż po właściwe średniowiecze oszustami byli prawie wyłącznie du­chowni”.

Twórcami Państwa Kościelnego byli król Franków, Pepin Mały i papież Stefan II (III). Ich następcy kontynuowali roz­poczęte dzieło budowy świeckiej władzy biskupów Rzymu. Papież Hadrian I (772-795) i syn Pepina Karol I Wielki po­twierdzili obietnice Pepina dotyczące darowizn.

Państwo Kościelne objęło terytoria: Księstwa Rzymu, Kor­sykę, egzarchat Rawenny, Wenecję z prowincją, Istrię, Księstwo Spoleto i Benewent. Później dołączono do tego jeszcze Sabinę i Nami. Hadrian został ojcem chrzestnym króla Karola, stając się powinowatym króla. Karol dodatkowo wzbogacił Państwo Ko­ścielne o Solemo, Neapol, Kalabrię, większą część Toskanii z miastami Orvieto i Viterbo. Cesarz Konstantynopola praktycz­nie w 780 roku uznał niezależność Państwa Kościelnego.

Papieże zaczęli bić własne monety, a czas liczyć nie od po­czątku trwania, ale wedle lat swojego pontyfikatu.

Papież Leon III (795-816) w święta Bożego Narodzenia 800 roku koronował w Bazylice Świętego Piotra, Karola I Wielkiego na cesarza rzymskiego – wznosząc z ludem rzym­skim okrzyk na cześć Karola: „Bardzo pobożnemu Karolowi, Augustowi, koronowanemu przez Boga, wielkiemu i pokojo­wemu cesarzowi życie i zwycięstwo”. Papież Leon złożył ce­sarzowi hołd poprzez uklęknięcie przed nim, dając tym sa­mym prawo przypuszczeniom, że podporządkowuje się wła­dzy cesarskiej. Karol nie był jednak zbyt skłonny do docho­wania wierności papieżom. Dla poprawy stosunków z cesar­zem w Konstantynopolu podarował mu między innymi Wene­cję i Istrię, które niedawno przekazał papieżowi Hadrianowi I. Papież Paschalis I (817-824) w dokumencie zwanym Pactum Ludovicianum z 817 roku uzyskał od króla Ludwika Poboż­nego potwierdzenie uzyskanych przywilejów nadanych przez Pepina i Karola. Cesarstwo Rzymskie Karola Wielkiego dało początek Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu – później Narodu Niemieckiego, które przetrwało przez tysiąc lat – upadło do­piero w 1806 roku za cesarza Napoleona Bonaparte.

Zbudowane na fałszerstwie Państwo Kościelne przecho­dziło różne koleje losu, od wielkiej potęgi w XII i XIII wieku po totalny upadek za rządów „pornokracji” od końca IX do połowy XI wieku. Państwo Kościelne przetrwało do lutego 1929 roku.

Przejmując władzę doczesną papiestwo z jednej strony niezwykle wzmocniło swoje znaczenie – co nie pozostało bez wpływu na rozszerzanie ewangelizacji ludów europejskich, z drugiej strony natomiast zostało podporządkowanie intere­som cesarzy i królów. Podobnie jak cesarz Konstantyn I Wiel­ki – cesarz Karol I Wielki, 460 lat później, bezpośrednio inge­rował w sprawy Kościoła. Podporządkował sobie administra­cję kościelną, mianował biskupów, rozdawał beneficja, zwo­ływał synody, „narzucał Kościołowi swoją wolę”. Nie pozwo­lił jednak, aby biskupi ingerowali w sprawy polityki cesar­skiej. Papież Jan XXIII, inaugurując w 1962 roku obrady So­boru Watykańskiego II, tak skomentował tamte czasy: „wład­cy tego świata głosili z całą szczerością, że bronią Kościoła, w rzeczywistości jednak często sprowadzali szkody i niebez­pieczeństwa duchowe …”

W czasie soboru nicejskiego ogłoszono pierwsze kanony prawa kościelnego, które dotyczyły między innymi sposobu obioru biskupów, uprawnień jurysdykcyjnych głównych bi­skupstw Kościoła, w tym biskupów Rzymu, Antiochii i Aleksandrii. Jak cały sobór, również i ten dokument podkreślał dominację cesarza w Kościele.

Papież Marek (336) jako pierwszy wydal dekret określają­cy, że papieża może konsekrować biskup Ostii. Uprzywilejo­wana pozycja biskupa Ostii była podstawową przyczyną wie­lu konfliktów między dostojnikami Kościoła, rywalizującymi o objęcie najbardziej intratnych godności. W późniejszych wiekach biskupstwo Ostii, związane z purpurą kardynalską, było najlepszą przepustką do tronu papieskiego.

Papież Juliusz I (337-352) zadbał o przypomnienie wszy­stkim biskupom, zwłaszcza biskupom Wschodu o zwierzch­nictwie Rzymu nad całym Kościołem. Tylko do biskupów Rzymu należeć miało prawo rozstrzygania sporów między hierarchami Kościoła. Rzymowi należało się pierwszeństwo, gdyż był siedzibą Apostołów i reprezentował postać świętego Piotra. Praktycznie wszyscy następni papieże kontynuowali starania Juliusza o wmocnienie prymatu.

W czasie kolejnego n Soboru Powszechnego w Konstanty­nopolu w 381 roku, zwołanego przez cesarza Teodoriusza I, wzmocniono pozycję biskupa Konstantynopola, nadając mu pierwszeństwo honorowe przed innymi biskupami ze względu na sprawowanie przez niego urzędu w stolicy cesarstwa, „no­wym Rzymie”. Papież Damazy I (366-384) zdecydowanie prze­ciwstawił się takiej decyzji. Zwołany przez niego synod rzymski ogłosił ponownie prymat biskupa Rzymu, opierając swoją decy­zję na prawie sukcesji po świętym Piotrze. Damazy był ponadto tym papieżem, który jako pierwszy użył określenia Stolica Apo­stolska. Takim mianem nazwał swoje biskupstwo w Rzymie.

Papież Syrycjusz (384-399) uzyskał potwierdzenie – apro­batę cesarza Walentyniana II dla swojego wyboru. Konsekrowany był dopiero sześć lat później. Po śmierci papieża Zozyma – w roku 418 do godności biskupiej pretendowało dwóch kandydatów – archidiakon Eulaliusz i kapłan Bonifacy, który był już w podeszłym wieku. Obaj kandydaci byli konsekrowa­ni tego samego dnia. Ponieważ między zwolennikami obu do­chodziło do pewnych sporów – prefekt Rzymu (który, notabe­ne nie był chrześcijaninem) o rozstrzygnięcie konfliktu zwró­cił się do cesarza Honoriusza. Ten początkowo popart Eulaliusza, polecając Bonifacemu opuszczenie miasta. Obaj jednak nadal rywalizowali między sobą, a dwa specjalnie zwołane sy­nody także nie uspokoiły sytuacji. Cesarz w efekcie zatwier­dził na urzędzie Bonifacego, który dodatkowo zwrócił się do niego, aby w przyszłości w razie podwójnego wyboru usunął z urzędu obu kandydatów i doprowadził do szybkiego wybo­ru nowego kandydata, moralnie bez zarzutu. Choć prawa tego w praktyce nie zastosowano – oznaczało ono przyznanie cesa­rzowi, a po nim innym monarchom, możliwości ingerencji w wybór papieża.

Papież Leon I Wielki (440-461) nazywał biskupa Rzymu „pierwszym wśród wszystkich biskupów”. Chrystusa na ziemi reprezentować miał wyłącznie biskup Rzymu, zajmując suk­cesję po świętym Piotrze. Chrystus dał władzę św. Piotrowi, a tym samym biskupom Rzymu. Ich władza obowiązywać miała nad całym Kościołem.

Papież Feliks II (III) (483-492) napisał do cesarza Zenona oficjalne zawiadomienie o swoim wyborze. Jego śladem poszli kolejni nowo wybrani biskupi, przez prawie pięćset lat. Jed­nakże bezpośredni następca Feliksa, papież Gelazy I (492-496), o wyborze ani nie powiadomił cesarza, ani nie poprosił o jego zatwierdzenie. Cesarz Anastazjusz I protestował i sprzeciwiał się takiej „samodzielności”. Gelazy I przesiał cesarzowi wyjaśnienie dotychczasowej dwoistości władzy na świecie: świętej władzy biskupów i władzy cesarskiej. Uznał wyższość władzy biskupów, gdyż ta „musi zdawać sprawę nawet i za ziemskich królów, przed trybunałem Boga”.

Gelazy I jako pierwszy papież nazwał siebie „Namiestni­kiem Chrystusa”. W związku jednak z ponowną podwójną elekcją dokonaną po śmierci Anastazego II w 498 roku, wzmocniła się pozycja cesarza w zatwierdzaniu nowego bi­skupa Rzymu. Biskupem ponownie wybrany został ten, który uzyskał aprobatę cesarza. Właśnie wtedy, formalnie i prawnie, pierwszy raz w dziejach Kościoła uznano sposób wyboru no­wego papieża. Zakazano ubiegania się o biskupstwo przed śmiercią urzędującego papieża. Papież mógł wyznaczyć na­stępcę, gdy jednak takiego naznaczenia nie było. Papieżem miał zostać ten, który uzyskał poparcie większości rzymskie­go duchowieństwa. Kolejni władcy Ostrogotów, Longobar-dów, Franków, Niemców, Francji, Hiszpanii, Austrii i wielkie rody Krescencjuszy, Spoletan, przez wiele wieków skrupulat­nie korzystali z przywileju wpływania na wybór odpowiednie­go kandydata na Stolicę Piotrową.

Tron papieski był przez cale stulecia miejscem walk i in­tryg politycznych.

Papież Sykstus V (1585-1590) określił liczbę kardynałów na siedemdziesiąt, nawiązując tym samym do siedemdziesię­ciu biblijnych starców, którzy mieli pomagać Mojżeszowi w rządzeniu narodem wybranym. Spośród siedemdziesięciu kardynałów sześciu było biskupami, zarządzającymi podmiej­skimi diecezjami wokół Rzymu, pięćdziesięciu kapłanami i czternastu diakonami. Znacznych zmian co do liczby kardynałów dokonał papież Paweł VI (1963-1978). Ograniczono też wiek, do którego kardynałowie mogą czynnie skorzystać ze swojego prawa wyborczego. W tym znaczeniu Duch Świę­ty nie może spłynąć na kardynałów w wieku podeszłym.

Z tego powodu zrodziły się wątpliwości, od kiedy możemy liczyć początek pontyfikatu – od chwili wyboru czy też od momentu konsekracji. Nie jest to tylko spór teoretyczny. Przy­jęcie jako ostatecznej jednej z wybranych zasad zmieni pra­wną ocenę legalności wyboru niektórych antypapieży.

Papież Bonifacy III (608), choć pełnił urząd zaledwie przez dziewięć miesięcy, wielce się zasłużył w uporządkowa­niu sprawy wyboru papieży i ich pozycji. Uzyskał od cesarza dekret uznający biskupa Rzymu za zwierzchnika wszystkich kościołów chrześcijańskich – wszystkich biskupów. Synod rzymski natomiast zagroził klątwą wszystkim tym, którzy odważyliby się proponować następców biskupów i papieży za ich życia lub przed upływem trzeciego dnia po ich śmierci. Cesarz Konstantus II, wbrew temu prawu, zmusił duchowień­stwo do wyboru następcy Marcina I. Jeszcze za jego życia wy­brano papieża Eugeniusza I (654-657).

Wielu z wybranych na potwierdzenie wyboru i konsekra­cję oczekiwało przez długie miesiące i lata. Przykładowo pa­pież Bonifacy IV (608-615) czekał na zatwierdzenie przez ce­sarza dziesięć miesięcy. Bonifacy V (619-625) – 13 miesięcy; Seweryn (640) – 17 miesięcy. Seweryn wybrany został w paź­dzierniku 638 roku, a konsekrowany dopiero po uzyskaniu zgody cesarza – pod koniec maja 640 roku. Jego pontyfikat trwał natomiast nieco ponad dwa miesiące.

Marcin I (649-655) natomiast został konsekrowany na­tychmiast po wyborze. Chciał bowiem zademonstrować w ten sposób swoją niezależność wobec cesarza. Papież został z roz­kazu dworu aresztowany, zmarł z wycieńczenia na zesłaniu w Sewastopolu. Był ostatnim papieżem, który uznany został przez Kościół za świętego męczennika za wiarę.

Papież Agaton (678-681) próbował uzyskać od cesarza zrzeczenie się przez niego przywileju zatwierdzania wyboru papieża. Bez sukcesu. Uzyskał jednak dla następców zwolnie­nie z wnoszenia do kasy cesarskiej wysokich wpłat przez pa­pieża elekta po wyborze. Przywilej ten nie zawsze był stoso­wany. Sergiusz I (687-701), aby uzyskać zatwierdzenie, mu­siał zapłacić w złocie wielką kwotę egzarsze Rawenny, dzia­łającemu w imieniu cesarza.

Związki papieskie z cesarstwem w Konstantynopolu coraz bardziej się rozluźniały. Papież Konstantyn (708-715) był ostatnim papieżem, aż do czasów Pawła VI, który odbył podróż do Konstantynopola. Był rok 711. Kolejna podróż pa­pieża do Konstantynopola miała miejsce dopiero przeszło 1250 lat później, w 1967 roku.

Za papieża Stefana III (IV), o którym już w tym rozdziale wspomnieliśmy, synod rzymski po raz kolejny zmienił prawo regulujące sposób wyboru papieża. Kandydatami do tronu mo­gli być od tej pory tylko kardynałowie, kapłani i diakoni. Pra­wo wyboru należało wyłącznie do duchowieństwa. Świeccy mogli odtąd jedynie składać podpisy na dekrecie wyborczym.

Nowe przepisy o wyborze papieży wprowadził Mikołaj II (1059-1061); ogłosił on dekret In nomine Domini, ustanawia­jąc zasadę, że odtąd prawo wyboru papieża przyznawano wy­łącznie kolegium kardynalskiemu, początkowo wyłącznie kardynałom – biskupom, czyli proboszczom najważniejszych parafii rzymskich.

To oni ustalili listę kardynałów spośród kolegium kardy­nalskiego i duchowieństwa. Wybrany papież nabywał pełnię władzy zaraz po wyborze. Autorstwo dekretu In nomine Do­mini przypisywano kardynałowi Humbertowi z Silva Candida. Dziś wiemy jednak, że autorstwo przypisywane kardyna­łowi jest wątpliwe.

Chociaż prawo zatwierdzenia wyboru nie zostało skasowa­ne – przyznano je jedynie jako osobisty przywilej Henrykowi IV. Te zasady przez następne wieki były podstawą praw o wy­borze papieża. Zmieniały się liczby elektów i okoliczności wyboru. Prawo zatwierdzania przez władców przekształciło się w prawo ekskluzywy, przypisane jedynie najważniejszym monarchom Francji, Hiszpanii i Austrii.

O niektórych przypadkach skorzystania z prawa weta wspominaliśmy już na kartach tej książki.

Ostatni raz w historii z prawa ekskluzywy skorzystał ce­sarz Franciszek Józef, który za pośrednictwem polskiego kar­dynała Jana Puzyny, ogłosił weto co do kardynała Mariano Rampolli, w czasie konklawe w 1903 roku. Dziś historycy spierają się o inicjatywę zastosowania ekskluzywy. W grę wchodziły interesy polityczne. Cesarski sprzeciw odniósł skutek. Papieżem został Pius X, który zaraz na początku po­ntyfikatu ogłosił dekret motu proprio, grożący anatemą każ­demu, kto w przyszłości poszedłby śladami kardynała Jana Puzyny.

Zgodnie z tradycją Kościoła wpływ na zebranych na kon­klawe kardynałów ma wyłącznie Duch Święty. Kardynałowie, natchnieni wolą Ducha Świętego, mają wybrać spośród swo­jego grona najlepszego kandydata. Tradycyjne konklawe w obecnym znaczeniu ma już blisko 730 lat. I nic to, że Duch Święty wyręcza się czasem zwykłymi ludźmi, aby wpłynąć na prawidłowy wybór przez kardynałów.

Termin „konklawe” (z łaciny cum clavi) oznacza dosłow­nie na klucz zamknięte pomieszczenie”. Po śmierci Klemensa IV w 1268 roku w miasteczku Viterbo, niedaleko Rzymu, ze­brali się kardynałowie, aby wybrać nowego następcę św. Pio­tra. Siedemnastu lub piętnastu kardynałów (źródła podają dwie liczby) długo nie mogło się zdecydować na odpowie­dniego kardynała. Elekcja trwała prawie 33 miesiące. Było to najdłuższe w dziejach konklawe, a przez to i najdłuższa nie­obecność na tronie Piotrowym. Dwory europejskie próbowa­ły różnymi sposobami wywrzeć wpływ na zebranych kardy­nałów. Przez Viterbo przewinęli się między innymi Filip III z Francji, Karol Andegaweński – król Sycylii i Neapolu – przekonując kardynałów do odpowiedniego wyboru. Dys­putom, ucztom, polowaniom nie było końca. Małe miastecz­ko miało przez długie miesiące utrzymać liczne dwory kardy­nalskie nie wspominając o ich gościach. Kiedy w trakcie mszy kapelan Karola Andegaweńskiego ugodził śmiertelnie sztyle­tem księcia Kornwalii, przestraszeni kardynałowie schronili się w pałacu biskupim. II capitano del popolo, niejaki Rainero Gatti, za radą słynnego mnicha franciszkańskiego, Bonawentury, i na żądanie mieszkańców miasteczka zamknął pod klu­czem kardynałów w pałacu biskupim, w którym się ukryli. Następnie zamurowano drzwi i okna pałacu, aby Duch Świę­ty czym prędzej spłynął na Święte Kolegium. Pozostało otwarte tylko jedno wyjście. Oburzeni tym postępkiem kardy­nałowie początkowo w ogóle odmówili elekcji i nadal nie mo­gli dojść do porozumienia. Kiedy obostrzenia nie odnosiły skutku, zdjęto dach z pomieszczenia, w którym przebywali.

Coraz gorsza pogoda, deszcze i chłód także nie wpłynęły na kardynałów. Z obszernych szat kardynalskich zbudowano so­bie namioty – cele. Wyboru jednak nie dokonano. Mieszkań­cy Viterbo postanowili zaprzestać dostarczania żywności pur­puratom, z wyjątkiem chleba, sera i wody. Zgromadzeni kar­dynałowie pilnowani byli przez specjalnie wybranych strażni­ków. Te zadania powierzono rodzinie Sarellich. Nikt nie mógł opuścić pałacu, ani dostać się do kardynałów.

Rodzinie tej do 1712 roku przysługiwał tytuł „strażników konklawe”, który przejęty został później przez starodawny ród Chigi. Z tego rodu urodził się między innymi papież Aleksan­der VII (1655-1667). Zgnębieni, przemoczeni i głodni kardy­nałowie wreszcie skapitulowali. Po najdłuższym w dziejach konklawe wybrany został Grzegorz X (1271-1276) – Teobaldo Visconti.

Wzorując się na własnym wyborze konstytucją Ubi periculum z 1274 roku, ustanowił i wprowadził w życie zasady wybo­ru papieży wedle reguł „ustalonych” w Viterbo. Mikołaj I był też pierwszym papieżem, który był koronowany. Od końca IX wieku papieże używali powszechnie do stroju koronacyjnego tiary – specjalnego nakrycia głowy. Początkowo tiara ozdabia­na była tylko jednym diademem. Drugi diadem dołożył papież Bonifacy VIII (1294-1303), a trzeci Benedykt XII (1334-1342) jako wyraz także władzy doczesnej. Papież pokazał tym samym do kogo należy najwyższa władza na ziemi. Historia tiary sięga tradycji królów asyryjskich i perskich, którzy mieli zwyczaj na­krywania głów potrójną koroną. Chcieli w ten sposób pokazać swoją wyższość nad innymi monarchami. Tiara u papieży mia­ła symbolizować potrójną władzę: królewską, kapłańską i pa­sterską.

Początkowo biskupi Rzymu używali jako nakrycia głowy – tylko wysokiej białej czapki. Papież Innocenty III, (1198-1216), jako pierwszy włożył na tę czapkę pierwszy diadem.

Papież Benedykt XIV (1740-1758) także wybierany był w trakcie bardzo długiego konklawe. Ciągnęło się ono przez ponad sześć miesięcy i należało do najdłuższych w ciągu ostatnich stuleci. A to z powodu wtrącania się dworów i ro­dów europejskich. Pięć miesięcy trwało konklawe po śmierci Klemensa XIV w 1774 roku. Dopiero w 265 głosowaniu wy­brano Gian Angelo Braschi, który przyjął imię Piusa VI (1775-1799).

Od czasów Grzegorza X reguły wyboru w niewielkim tyl­ko stopniu się zmieniły. Znacznie natomiast wzrosła liczba uczestniczących w konklawe kardynałów aż do około 120. Namioty zastąpiły specjalnie budowane cele z desek, a wybo­ry przeniesiono ostatecznie do Kaplicy Sykstyńskiej i okolicz­nych sal Pałacu Apostolskiego w Watykanie.

Do tej pory w historii Kościoła odbyło się 88 konklawe. Wiek XX charakteryzował się chyba najkrótszymi w dziejach wyborami papieży. Osiem razy odbywały się wybory w tym wieku. Pius XII w 1939 roku został wybrany po 22 godzinach obrad, Pius X natomiast w 1903 roku dopiero po czterech dni­ach zgromadzenia kardynałów. Było to najdłuższe konklawe końca drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa.

ROZDZIAŁ VII

Nepotyzm – najczarniejsze karty w dziejach Kościoła

Dwie plagi – symonia i nepotyzm – nękały Kościół od za­rania dziejów. Niewielu z następców świętego Piotra wolnych było od tych grzechów. Charakterystyczne jest to, że w pierw­szych dziesięciu wiekach historii Kościoła symonia, czyli świętokupstwo, była częstszym zjawiskiem niż nepotyzm, później zaś dominował ten ostatni. Jeżeli dołączymy do tego handel odpustami, np. w związku z organizacją Lat Świętych, oraz rozpowszechniony na bardzo szeroką skalę handel reli­kwiami, zwłaszcza między XI a XIV wiekiem, zjawi się ska­la problemów nie do wyobrażenia.

Symonia była w Kościele zawsze grzechem ciężkim, za­równo dla tych, którzy sprzedawali beneficja i godności koś­cielne, tytuły, stanowiska i inne urzędy, jak i dla tych, którzy je kupowali. W czasie II Soboru Laterańskiego w 1139 roku sprawa została potępiona właśnie jako grzech ciężki. Mimo to jeszcze przez wieki Kościół się z niego nie oczyścił.

Pierwszym, którego „dotknęło” zjawisko symonii, był święty Piotr. Według legendy mag Szymon za pieniądze pro­ponował Piotrowi przekazanie mu daru robienia cudów. Od maga Szymona właśnie wzięto określenie „symonii”. Papież Stefan II (III) oferował relikwię córki świętego Piotra – Petronilli – w podzięce dla władców Franków za objęcie opieką pa­pieży oraz za faktyczne utworzenie Państwa Kościelnego.

Wcześniej przypomnieliśmy już postać papieża Benedykta IX (1032-1048), który za znaczną kwotę 1500 lirów odsprze­dał swoją koronę krewniakowi, Janowi Gracjanowi, i dodat­kowo za „rękę” córki prefekta Rzymu, Piotra Damianiego, który zakazał ofiarowywania lub przekazywania pieniędzy w związku z wyborem papieża. Papież Bonifacy II (530-532), mając nieograniczoną przez nikogo władzę, sam chciał wy­znaczyć swojego następcę. Zwołał w tym celu synod i zmusił kapłanów na nim zgromadzonych, aby przyrzekli, że kolej­nym papieżem będzie diakon Wigiliusz. Przeciwko decyzjom Bonifacego protestował senat rzymski i król Alaryk. Władca zatwierdził dokument senatu Rzymu i zażądał, aby jego treść, wyryć ku przestrodze na marmurowej tablicy i wmurować u wejścia do Bazyliki Świętego Piotra.

Właśnie wtedy ujawniono, że duchowieństwo Rzymu było w większej części skorumpowane.

Sprzedaż urzędów i godności kościelnych dotykała wszyst­kich szczebli hierarchii kościelnej. Ujawniono, że o nielegal­nym wyborze antypapieża Dioskura (530) decydowali skorum­powani duchowni. Plaga symonii trawiła Kościół przez tysiąc lat. Papież Aleksander VI (1492-1503) – Rodrigo de Borgia – objął tron, wcześniej hojnie obdarowując kardynałów elekto­rów pieniędzmi i obietnicami intratnych beneficjów zarówno dla nich, jak i ich rodzin. Pontyfikat papieża Sergiusza II (844-847) był okresem szczególnego rozkwitu symonii i nepotyzmu. Sam chętnie sprzedawał beneficja kościelne, dochody chowając do własnej kiesy. Brata Benedykta mianował bisku­pem Albano i obdarzył go tytułem kardynalskim.

Benedykt nie cieszył się najlepszą opinią, głównie z powo­du mało moralnego prowadzenia się. Był natomiast niezwykłe bogaty. Bogactwo to pochodziło głównie z handlu urzędami kościelnymi i biskupstwami. Przekupstwo i intrygi opanował po mistrzowsku i w ten właśnie sposób doszedł do godności cesarskiego przedstawiciela w Rzymie. Nowy urząd pozwolił mu teraz na handel nie tylko godnościami kościelnymi, ale także świeckimi, z nadania cesarskiego. Benedykt bogacił sie­bie i swojego papieskiego brata. Część z tych bogactw wpadła w ręce Saracenów, którzy w 846 roku, od strony morza Tybrem podpłynęli do bram Rzymu, splądrowali, okradli Waty­kan i Bazylikę św. Piotra, położone wówczas poza głównymi murami miasta. Muzułmanie dali papieskiej rodzinie nauczkę, że „z nieprawnego dobytku nie ma pożytku”. Szczyt nepotyzmu i symonii w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa przy­padł na ostatnie 150 lat owej epoki. Był to zresztą czas naj­większego poniżenia i upadku papiestwa. Wspominaliśmy o wielu faktach z tych czasów w poprzednich rozdziałach.

Papież Jan XV (985-996), chociaż sam gorąco popierał klunicką reformę Kościoła, nigdy o swojej rodzinie nie zapomniał, podobnie jak o popierających go rodach. Przeciwnie, stronnic­two pod wodzą Jana Krescencjusza II właśnie z tego powodu podburzyło przeciw papieżowi lud rzymski, zmuszając go do ucieczki i zwrócenia się o pomoc do cesarza Ottona III. Papież okrążył miasto, wracając doń na czele wojsk cesarskich.

Galerię papieży oskarżonych o symonię i nepotyzm znaj­dziemy na kartach wielkiego dzielą Dantego Boska Komedia. W pierwszej części „Piekło” Dante umieścił między innymi Mikołaja III (1277-1280) z rodu Orsinich za niepohamowaną chciwość, przekupstwo i faworyzowanie członków rodziny. Mikołaj III był synem znanego nam już senatora rzymskiego Matteo Rosso Orsiniego, który zamykając kardynałów pod kluczem, zmusił ich do szybkiej elekcji nowego papieża, da­jąc tym samym początek obioru następcy Świętego Piotra w trakcie konklawe. Mikołaj III interesy Orsinich stawiał po­nad interesy Kościoła. Zachowały się sztychy przedstawiają­ce wielki nepotyzm papieża, karmiącego nienasycone apetyty małych niedźwiadków – bratanków.

W ślady Mikołaja III poszedł papież Klemens V (1305-1314), o którym przy innych okazjach wspominamy wielo­krotnie. Rajmond Bertrand de Got objął tron nie bez podejrze­nia, że dopuścił się przekupstwa wśród kardynałów. Po śmier­ci Benedykta XI w 1304 roku w kolegium kardynalskim zna­lazły się dwa stronnictwa Orsinich i Colonnów. W kolegium kardynalskim zasiadał jeszcze sędziwy kardynał Matteo Ros­so Orsini, któremu nie były obce ambicje objęcia tronu papie­skiego. Matteo był też wujem innego kardynała, Napoleona Orsiniego – również z ambicjami do papieskiej schedy. Kon­klawe odbywało się w Perugii. Dwóch kardynałów z rodu Co­lonnów, oskarżonych o udział w zamachu na papieża Bonifa­cego VIII, też widziało na papieskim tronie swojego fawory­ta. Król Francji, Filip IV Piękny, w wyniku intryg dążył do przeforsowania kandydatury kardynała uległego wobec inte­resów Francji. Obrady trwały jedenaście miesięcy. Dopiero reakcja mieszkańców Perugii, którzy zagrozili, że przestaną dostarczać żywność obradującym, skłoniła elektorów do wy­boru kardynała wywodzącego się z sojuszu Francji i Orsinich. Wybrano Rajmonda Bertranda de Got. Nie był on jednak członkiem kolegium kardynalskiego – wyboru dokonano pod jego nieobecność. Zdaje się, że inicjatorem wyboru był rodzo­ny brat przyszłego papieża, francuski kardynał de Got. Nic więc dziwnego, że wybrany w takich okolicznościach Kle­mens V musiał odwdzięczyć się za swój urząd. Siedzibę papiestwa przeniesiono do Awinionu, kolejni następcy świętego Piotra prześcigali się w nepotyzmie i bogaceniu własnych ro­dzin. Przykład dawał właśnie Klemens V, obdarowując tytuła­mi kardynalskimi pięciu krewnych, a kolejnym ofiarowując co bardziej intratne biskupstwa.

Okres niewoli awiniońskiej papieży, zapoczątkowany przez Klemensa V, skończy papież Grzegorz XI (1370-1378) – Pierre Roger de Beaufort – który kardynałem został mając siedemnaście lat, jako nepot papieża Klemensa VI. Grzegorz XI papieżem został już w pierwszym dniu głosowań w trakcie konklawe i był ostatnim Francuzem na tronie świętego Piotra.

W 1464 roku po bardzo krótkim, jednodniowym konklawe tron papieski objął Piętro Barbo, przyjmując imię Piusa II. Gdy miał 23 lata, jego wuj – brat matki, papież Eugeniusz IV (1431-1447) – obdarował go kardynalską purpurą. Biskupem był już, kiedy miał siedemnaście lat. W przeddzień konklawe kardynałowie niezadowoleni z rosnącej pozycji papieża i z nepotyzmu zmarłego Piusa II (ten wprawdzie obdarowywał ro­dzinę wysokimi urzędami, ale nie uposażył ich w pieniądze kosztem Kościoła), ogłosili w 18 punktach kapitulację, do której po wyborze musiał zastosować się przyszły papież. W kapitulacji ustalono między innymi: liczbę kardynałów na 24, zwołanie soboru powszechnego, rozpoczęcie wojny z Tur­kami, reformę kurii, a przede wszystkim sposób odnoszenia się papieża do kardynałów. Wedle ostaleń od kardynała wy­magano ukończenia 30 roku życia, a od papieża obdarowania purpurą zaledwie jednego ze swoich bliskich. Kardynałowie musieli być według zasad tej kapitulacji albo prawnikami, al­bo teologami. Trzy dni po wyborze Pius II unieważnił wcze­śniejszą kapitulację i zmusił kardynałów do posłuszeństwa wedle starych zasad. Sam był osobą dość próżną. Zdawał so­bie sprawę z zalet swojej urody – chciał zresztą z tego powo­du przyjąć imię Formozus. Chciał, aby wszyscy zachwycali się nie tylko jego urodą, ale i strojem. Jego papieska tiara by­ła chyba najdroższym strojem koronacyjnym na świecie. Pius II kazał ozdobić ją kamieniami szlachetnymi, których wartość oszacowano na astronomiczną kwotę 200 tysięcy złotych flo­renów.

Następcą Piusa II został Francesco delia Rovere – Sykstus IV (1471-1484), o którym już także wspominaliśmy.

Historycy kościelni opisują Sykstusa IV jako „człowieka osobiście uczciwego”, choć „prowadzącego na szeroką skalę politykę nepotyzmu”. Miał nie mniej niż piętnastu bratanków i siostrzeńców. Wspomina się, że nie wszyscy byli rodzonymi dziećmi dwóch papieskich braci i czterech sióstr. Było zwy­czajem czasów, że dzieci, które miały być zrodzone z papieża, były adoptowane przez najbliższych krewnych. Sześciu z tych „bratanków” zostało kardynałami. Jeden z nich, Giulliano, otrzymał sześć biskupstw, został kardynałem, a w 1503 roku wybrano go na tron papieski jako Juliusza II (1503-1513). Ukochany „bratanek” Sykstusa IV – Piętro Riario, otrzymał cztery biskupstwa i w wieku 25 lat kapelusz kardynalski. Zmarł mając właśnie zaledwie 25 lat z wycieńczenia miłosne­go, długo opłakiwany przez papieskiego opiekuna.

Sykstus IV zadbał też o pozostałych członków rodziny, łą­cząc ich w związki małżeńskie z najważniejszymi rodami Italii.

Do perfekcji ochronę interesów rodowych doprowadzili następcy Sykstusa IV: Innocenty VIII, Aleksander VI, wspo­mniany już Juliusz II, Leon X. Tę złą passę dla opini o papiestwie zakończył dopiero papież Hadrian VI (1522-1523). By­ła to jednak zaledwie dwudziestomiesięczna przerwa.

W 1523 roku tron objął Giulio de Medici – Klemens VII (1523-1534). Pochodził ze słynnego rodu Medyceuszy z Flo­rencji, jako nieślubny syn zrodzony z nieprawego łoża, pur­purę kardynalską otrzymał dopiero po wydaniu specjalnej dyspensy przez krewniaka papieża Leona X. Na konklawe miał do godności papieskiej groźnego konkurenta – kardyna­ła Famese, który za poparcie króla Karola V, trzem francu­skim kardynałom zaoferował po 100 tysięcy skudów. Medyceusze, podnosząc stawkę uzyskali tron dla swojego krewne­go. Targi i licytacje o papiestwo ciągnęły się przez pięćdzie­siąt dni. Klemens VII wprowadził nowy zwyczaj: po wyborze dzielił między kardynałów elektorów swoje dotychczasowe beneficja. Jako doradca wcześniejszych papieży sprawdzał się nadzwyczajnie -jako papież był raczej złym zarządcą. Za je­go pontyfikatu papiestwo popadło w konflity z wielkimi dwo­rami europejskimi i to nie tylko w obszarze interesów Kościo­ła i wiary. Następcy nie byli lepsi: Paweł III (1534-1549) kar­dynałem został z poręczenia siostry, pięknej Julii Famese, kochanki Aleksandra VI. Sam do godności kardynalskiej wy­niósł trzech bratanków, a własnego syna, Piera Luigiego, mia­nował dowódcą wojsk papieskich.

Juliusz III (1550-1555) zasłynął z nadania godności kardy­nalskiej piętnastoletniemu chłopcu, który opiekował się mał­pami Jego Świątobliwości. O losach kardynała Innocentego, zbyt podobnego do papieża Juliusza, wspomnimy w rozdziale Papa znaczy ojciec.

Paweł IV (1555-1559) – Gian Carafa – papieżem został w wieku 79 lat. Karierę duchowną rozpoczął pod opieką wu­ja, słynnego kardynała 01iviera. Uważany był za wroga wszy­stkiego, co hiszpańskie. Jako papież zasłynął z dążenia do ży­cia w ascezie, ubóstwie. Był bezwzględny i poprzez inkwizy­cję z całą mocą prześladował przeciwników Kościoła.

Odznaczał się surowością w obejściu. Wyznawał nawet pogląd, że „gdyby jego rodzony ojciec dopuścił się najdrob­niejszej herezji, nie zawahałby się ani przez chwilę i własny­mi rękami wzniósłby jego stos”. W trosce o Kościół i wiarę żył w ubóstwie i pokorze. Zadziwiające jest, że taki sposób życia też nie uchronił papieża przed nepotyzmem. Czuł się bezpieczny tylko w otoczeniu swojej rodziny.

Trzej jego bratankowie zostali kardynałami. Jeden z nich, Carlo Carafa, okrył się wielką niesławą. Przypisywano mu wszystkie najgorsze cechy i metody postępowania. Był bez­względny, chciwy, prowadził skandaliczny tryb życia. Był przy tym sekretarzem stanu Jego Świątobliwości. Papież omal nie wyzionął ducha, kiedy przekonał się o nikczemnym postę­powaniu krewniaka.

Stary papież wyrzucił z Rzymu 113 biskupów, którzy prze­bywali tam bezprawnie po opuszczeniu własnych diecezji.

Wygnano także księży i mnichów, którzy bez celu przebywali w Wiecznym Mieście. Jak niemal nigdy przedtem przepędza­no z miasta prostytutki, aktorów teatrów ulicznych i cyrkow­ców. Żydów zamknięto w getcie. Nawet kardynałowie – bra­tankowie papieża nie ustrzegli się jego gniewu – skazani zostali na wygnanie. Kardynałowie – bratankowie Pawła IV – najbardziej ucierpieli z rąk Piusa IV, który kardynała Alfonso skazał na wygnanie, na szafocie ściął kardynała Jana, a kar­dynała Caria uwięził i kazał udusić w Zamku Świętego Anio­ła, mimo iż ten głosował na niego w czasie konklawe.

Zupełnie innego charakteru był następny papież, Pius IV (1559-1565) z rodu Medyceuszy – Giovanni Angelo. Przed objęciem papieskiego tronu i jak się zdaje także później. Miał czworo nieślubnych dzieci (patrz rozdział – Papa moczy oj­ciec). Kardynałami z nominacji Piusa IV zostali potomkowie jego trzech sióstr. Najznamienitszym kardynałem – nepotem okazał się Karol Boromeusz – Święty Kościoła Powszechne­go -jedna z najpiękniejszych postaci w jego historii. Do oso­by kardynała Boromeusza jeszcze wrócimy.

Tylko jednego nepota faworyzował papież Pius V (1566-1572). Narzucił mu nawet ascetyczny tryb życia.

Hipolit Aldobrandini został papieżem w 1592 roku przyj­mując imię Klemensa VIII (1592-1605). Był między innymi legatem papieskim w Polsce w latach 1588-1589. Jako kardy­nał zdecydowanie krytykował praktyki dotkniętych nepotyzmem papieży. Sam jednak nie wystrzegł się pokusy, aby wy­nieść do najwyższych godności w Kościele swoich bliskich krewnych. Czterech z nich uzyskało kapelusze kardynalskie. Dwaj bratankowie, Cinzio i Pietro, zostając kardynałami, wspólnie stanęli na czele sekretariatu stanu. Szczególnie Pietro cieszył się zaufaniem Jego Świątobliwości. Został kardy­nałem mając 22 lata. Razem z papieżem decydował zarówno w sprawach kościelnych, jak i Państwa Kościelnego. Zastępo­wał Ojca Świętego we wszystkich ważnych sprawach.

Obaj za swoje usługi otrzymywali także wielkie uposaże­nie. Syn innego bratanka został kardynałem mając czternaście lat.

W przepychu, wśród zabaw i zbytków, papież urządził Rok Święty Jubileuszowy 1600. Według kronikarzy Rzym miało odwiedzić wtedy trzy miliony pielgrzymów. Pontyfikat Kle­mensa VIII porównany został przez postronnych do rządów cesarza Tyberiusza. Za takie porównanie rządów Klemensa VIII został skazany na śmierć Piccinardi z Cremony z rozka­zu papieża Pawła V.

Camillo Borghese wybrany został jako kandydat kompro­misowy. Kolegium kardynalskie uwikłane w spory między stronnictwami: francuskim, austriackim i hiszpańskim, wy­brało kardynała – wikariusza Rzymu, spokrewnionego z Ka­tarzyną ze Sieny. Ród Borghese także wywodził się ze Sieny i dopiero niedawno przeniósł się do Rzymu. Przyszły papież otrzymał gruntowne wykształcenie prawnicze, idąc tym sa­mym w ślady swojego ojca. Wybrany został w 1605 roku i pa­nował do 1621 roku jako Paweł V W zasadzie jego pontyfikat uznać należałoby za korzystny dla spraw Kościoła, gdyby nie zapał, z jakim oddawał się dla bogacenia rodziny. Papieska fa­milia otrzymała tytuł książęcy i w Rzymie znana jest do dziś. Dynastię Borghese założył syn młodszego brata papieża -Marcantonio.

Paweł V, wzorując się na swoich poprzednikach, wiemy był dewizie: „Skoro Bóg uczynił nas papieżem, trzeba to wykorzystać”. Niemal natychmiast po wyborze mianował kardy­nałem nepotem 27-letniego siostrzeńca, Scipione Caffarellego. Kardynał został sekretarzem stanu i był po Jego Świątobli­wości drugą osobą w Kościele. Otrzymał od hojnego wuja także nazwisko Borghese i roczne dochody z innych benefi-cjów, oceniane na 140 tysięcy dukatów.

Na życzliwość wuja mogli także liczyć bracia kardynała Scipione. Kariera i bogactwo rodu Borghese były zapewnio­ne. Na szczęście dla potomnych główne bogactwa rodu prze­znaczane były na wielkie kolekcje dzieł sztuki i budownictwo.

Pamiątką, do dziś istniejąca w Rzymie, jest przepiękna villa Borghese -jeden z najcenniejszych zabytków Wieczne­go Miasta. Inicjatorem budowy był właśnie kardynał Scipio­ne. Wspaniałe kolekcje dzieł sztuki, gromadzone przez dwa stulecia w willi i pałacu Borghese, w znacznej części zostały przewiezione do Francji za cesarza Napoleona. Francuzi tym razem nie musieli grabić tych bogactw. Podarował im je Ka­mil Borghese, który został szwagrem Napoleona i w taki hoj­ny sposób chciał uczcić władcę ówczesnego świata.

Paweł V, podobnie jak o rodzinę, zadbał o sprawy Kościo­ła. Jego pontyfikat był z pewnością okresem sukcesu gospo­darczego i materialnego papiestwa.

Jego następcą został 67-letni kardynał, Alessandro Ludovisi, przyjmując imię Grzegorza XV (1621-1623). Grzegorz wyniesiony został na tron faktycznie przez aklamację z inicja­tywy kardynała Scipione Borghese – siostrzeńca zmarłego pa­pieża. Mógł pochwalić się wielkim doświadczeniem w zarzą­dzaniu sprawami Kościoła. Służył aż ośmiu papieżom, mając dyplomatyczne wpływy w całej niemal Europie. Sam był cięż­ko chory. Musiał dla zarządzania Kościołem szukać pomocy u bliskich krewnych. Generałem Kościoła mianował swojego brata, Orazio, a młodszego kuzyna, 25-letniego Ludovico Ludovisiego, mianował kardynałem i powierzył mu urząd se­kretarza stanu. Kardynał Ludovico praktycznie sam zarządzał Kościołem. Chory papież autorytetem urzędu wspierał go we wszystkich inicjatywach, które kardynał podejmował. Ludovico był jednym z niewielu nepotów w historii Kościoła, którzy dobrze wpłynęli na jego losy. Jako zręczny polityk, do­bry administrator, dbał głównie o sprawy Kościoła. Wspólnie z papieżem zreformował sposób elekcji papieża W 1622 roku utworzył Kongregację Propagandy Wiary – jako główną in­stytucję Kościoła do spraw misji i ewangelizacji narodów. We Francji wspomógł rodzący się absolutyzm królewski, mianu­jąc kardynałem słynnego Armanda de Richelieu. W Polsce wspierał także finansowo króla Zygmunta III Wazę w walce z Turkami. Papież przekazał Polsce 4 tysiące skudów na utrzymanie wojska, będąc pod wrażeniem zwycięstwa nad Turkami pod Chocimiem.

Młody kardynał umiał dobrze wykorzystać wielkie bogac­twa, które uzyskał dzięki godności na dworze papieskim. Choć pontyfikat Jego Świątobliwości trwał zaledwie 2,5 roku, Ludovico mógł zgromadzić takie skarby, które pozwalały mu na odkupienie księstwa Zagarlo od innego wielkiego papie­skiego rodu Colonnów. Mógł też każdego roku znaczną część uzyskiwanych dochodów przeznaczyć na dobroczynność. Czynił to z pasją. Wybudował schroniska i jadłodajnie dla bie­doty rzymskiej. Gdy umierał papież Grzegorz XV, Rzym okrył się prawdziwą żałobą.

Jakże inaczej było 21 lat później, kiedy umierał jego na­stępca, Urban VIII (1623-1644). Za jego pontyfikatu nepotyzm sięgał szczytu. Maffeo Barberini pochodził z Florencji z bogatej rodziny kupieckiej. Znał dobrze wartość pieniędzy. W krótkim czasie wprowadził na arenę historii nowy ród

– Barberinich. Choć Już wcześniej Barberini należeli do ro­dzin bardzo zasobnych, to dopiero opieka świątobliwego krewniaka wyniosła ich na szczyty potęgi. Barberini stali się największymi posiadaczami ziemskimi w Państwie Kościel­nym i na całym terytorium Italii. Urban VIII wydał na swoją rodzinę 100 milionów talarów, doprowadzając skarbiec papie­ski niemal do ruiny. Choć Europa stała się areną największej i najtragiczniejszej w owej epoce wojny trzydziestoletniej, pa­pież bardziej interesował się losami krewniaków niż losami walczących państw. Kardynałami zostali między innymi

– brat papieża Antonio, dwóch bratanków Francesco i Antonio. Kolejny brat papieża, Carlo, i jego syn, Taddeo, karierę kościelną pozostawili na boku, obejmując we władanie wiel­kie dobra ziemskie w całym Państwie Kościelnym.

Rzym powtarzał: „quod non fecemnt Barbari, fecemnt Bar­berini” – „czego nie zrobili barbarzyńcy, zrobili Barberini”.

Dzieje kolejnego papieża, przedstawiciela osławionego ro­du Borgiów i jego krewniaczki Olimpii Maidalchini, przedsta­wiliśmy w rozdziale Siedem kobiet, które wstrząsnęły Watyka­nem.

Nepotyzm wszedł niejako do tradycji Kościoła. Stało się zwyczajem, że najbliższy krewny papieża zostawał bądź kar­dynałem, bądź otrzymywał inne stanowiska w kurii, np. do­wódcy wojsk, aby wraz z papieżem sprawować zarząd nad Kościołem. Często nepoci papiescy odpowiedzialni byli za sprawy doczesnego Państwa Kościelnego. Nepotyzm prze­trwał niemal do czasów nam współczesnych. Ważną rolę na dworze papieskim odgrywali w ostatnich dziesięcioleciach książęta Pacelli – krewni Eugenia Pacellego, papieża Piusa XII(1939-1958).

Niewielu jednak papieży podejmowało działania zmierza­jące do wyplenienia plagi nepotyzmu i symonii. Do tych naj­bardziej chlubnych wyjątków należeli z pewnością:

Mikołaj II (1058-1061) – Gerardo de Burgundii, wybrany pod wpływem opata Hildebranda, który zaczął wywierać wielki wpływ na sprawy Kościoła. Hildebrand podjął zdecy­dowaną walkę z symonią i rozdrabnianiem dóbr kościelnych w wyniku dziedziczenia ich poprzez spadkobierców żonatych księży. Walczył również o przyznawanie osobom świeckim funkcji kościelnych. Chociaż głównym celem takich działań papieża była feudalna ochrona majątków ziemskich, to pierw­szy ważny krok ku naprawie został uczyniony.

Papież Marceli II (1555) – Marcello Cervini – miał nie­zwykle liczną rodzinę. Zabronił jej jednak w ogóle przebywa­nia w pobliżu Rzymu. Zapowiedział ostrą walkę z nepotyzmem. Zapewne wymigałby się z tych obietnic, gdyby nie fakt, że jego pontyfikat trwał tylko 22 dni. Nadzieje Rzymu na uczciwy pontyfikat wyraził w skomponowanej mszy, zwanej „mszą papieża Marcellego”, Giovanni Palestina.

W 1676 roku, po blisko dwustu latach niepohamowanego nepotyzmu niemal wszystkich papieży epoki, tron objął Benedetto Odescalchi, przyjmując imię Innocentego XI (1676-1689). Pochodził z Como, z rodziny kupieckiej. Początkowo rozpoczął pracę w banku rodzinnym, później za radą zaprzyja­źnionego kardynała rozpoczął karierę duchowną. Mając 34 la­ta został kardynałem i legatem Innocentego X w Ferrarze. Tam zyskał wielką popularność i opinię „ojca biednych”. Papieżem mógł zostać już na poprzednim konklawe, w 1670 roku. Jego wyborowi sprzeciwił się wtedy król Francji Ludwik XIV. Sześć lat później konklawe trwało dwa miesiące. Dopiero kie­dy Ludwik wycofał swój sprzeciw wobec energicznego i sły­nącego z autorytetu moralnego kardynała Benedetto, został on wybrany. Decyzję kolegium kardynalskiego zaakceptował jed­nak dopiero, kiedy zgodzili się oni na przyjęcie dwunastopunk-towego programu reform Kościoła. Jako dewizę pontyfikatu wybrał zawołanie: „Ratuj nas Panie, toniemy”. Czyżby to za­wołanie odzwierciedlało stan Kościoła i Państwa Kościelnego? Odziedziczył zadłużony skarbiec papieski. Oszczędzał i nama­wiał do oszczędności wszystkich. Zwiększył podatki. Dopro­wadził do znacznej poprawy stanu finansów Kościoła. Skar­biec zapełnił się na powrót. Jednym z najważniejszych przed­sięwzięć, jakie podjął, była walka z nepotyzmem. Zachęcał kardynałów do podobnej postawy, aby zrezygnowali z karet i ekwipaży. Oświadczył własnej rodzinie, aby nie oczekiwała od niego żadnych przywilejów i darów. Ogromne pieniądze przeznaczył na wojnę z muzułmańską Turcją. Prowadził suro­wy tryb życia i taki zalecał wszystkim. Otaczał opieką biedotę w całym państwie. Zmarł w sierpniu 1689 roku. Niemal na­tychmiast po śmierci zaczął się szerzyć kult papieża – głównie wśród ludzi, którym przez całe życie pomagał. W roku 1714 rozpoczęto proces kanonizacyjny, który wobec sprzeciwu Francji został zaniechany na blisko 150 lat. Kanonizowano go ostatecznie w 1942 roku, a beatyfikowany został w 1956 roku za papieża Piusa XII.

Wśród kardynałów nepotów największe zasługi dla Ko­ścioła położył Karol Boromeusz. Urodził się w 1538 roku. Je­go matką była siostra papieża, Piusa IV (o tym papieżu wspominaliśmy w wielu miejscach książki). Został kardynałem w wieku 21 lat wraz z dwoma swoimi krewnymi – synami sióstr papieża. W 1567 roku, mając 29 lat, został także arcybi­skupem Mediolanu z nominacji papieża Piusa V. Karol był se­kretarzem Państwa Kościelnego i głównym inicjatorem reform podjętych przez papieża. Za jego sprawą po dziesięciu latach przerwy wznowiono obrady Soboru Trydenckiego. Chociaż papież do Trydentu nie przyjechał – reprezentował go i refor­my wprowadzał właśnie Karol Boromeusz. Postępy kalwinizmu we Francji zmusiły reformatorów Kościoła do podjęcia gruntownej odnowy na Soborze Trydenckim. Zarówno dokoń­czenie soboru, jak i wprowadzenie w życie jego uchwał, było dziełem Karola Boromeusza. Kardynał, stojący na czele ko­ścielnego stronnictwa reformatorów, doprowadził do wyboru po śmierci Piusa IV – papieża Piusa V (1566-1572), a później wspierał kolejnego papieża Grzegorza XIII (1572-1585). Wprowadzając w życie uchwały soboru trydenckiego odnowił duszpasterstwo. Dbał o życie religijne w swojej diecezji. Wspierał jezuitów, kształcił księży. Założył między innymi pierwsze seminarium duchowne. Organizował naukę religii dla dzieci. Był faktycznym twórcą duszpasterstwa parafialnego, którego zasadnicze zręby zachowane zostały do dziś. Prowa­dził szeroką działalność charytatywną, szczególnie wśród dzie­ci. Był patronem założonego we Francji w XVII wieku zakonu sióstr boromeuszek. Został kanonizowany w 1610 roku. Był niestety wyjątkiem – wielkim i wybitnym – ale wyjątkiem w licznej rzeszy papieskich nepotów.

ROZDZIAŁ VIII

Pocałunek śmierci

Najbardziej haniebnym i tragicznym wydarzeniem w hi­storii papiestwa był los, jaki spotkał papieża Formozusa (891-896) – lub raczej jego szczątki.

Sprawa ciągnęła się aż przez siedem pontyfikatów. Tzw. „trupi synod”, praktycznie pięć pochówków zwłok Formozusa i wzajemne morderstwa papieży to znaki tamtego czasu.

Formozus został papieżem w podeszłym wieku. Miał wte­dy 75 lat. Jego długie życie owocowało burzliwymi wydarze­niami. Formozus sprawował między innymi urząd biskupa Po­rto, był legatem trzech papieży we Francji i na terenie Niemiec. Został misjonarzem w Bułgarii, zyskując także poparcie jej władców, którzy ofiarowali mu tam godność metropolity. Kon­kurował o tron papieski już w 872 roku wraz z Janem VIII, ale bez sukcesu. Papież Jan, widząc w Formozusie groźnego konkurenta i przeciwnika, usunął go z urzędu biskupa, obłożył ekskomuniką pod zarzutem, że ten opuścił biskupstwo Porto bez zezwolenia i udał się, czy raczej uciekł do Troyes. Formozusa potępił też specjalny synod, a papież przeniósł go do sta­nu świeckiego i zmusił do przyrzeczenia, że nigdy nie wróci na urząd biskupi w Porto. Jan obłożył karą suspensy także innego papieża Bonifacego VI (896), za prowadzenie niegodziwego życia. Bonifacy VI panował 10 lub 15 dni. Synod z Rawenny także nie uznał pontyfikatu Bonifacego i kazał usunąć jego imię z wykazu papieży. Bonifacy jednak do dziś figuruje w ka­talogu legalnych prawowitych papieży.

Wróćmy jednak do losów Formozusa. Jan zakończył swój żywot tragicznie. Był niepopularny i miał w Rzymie wielu przeciwników. Kiedy zabrakło Janowi poparcia cesarza, próbowano otruć papieża, a kiedy próba zgładzenia się nie udała, zabito go uderzeniem obucha w głowę. Taki los zgoto­wała mu właśnie rodzina. Po śmierci Jana, kolejni dwaj papie­że, Marynus I (882-884) i Hadrian III (884- 885) przywrócili Formozusa do łask. Ponownie obejmując biskupstwo Porto Formozus otrzymał także stały przywilej konsekrowania pa­pieży. Formozus wyświęcił dwóch z nich – wymienionego już Hadriana III i Stefana V (VI) (885-891). Właśnie ten fakt przywrócił Formozusowi wysoką pozycję w Kościele Rzym­skim. Został wybrany na urząd papieski w 891 roku dzięki po­parciu cesarza. Zmarł w 896 roku, według niektórych history­ków został otruty.

Po krótkim pontyfikacie Bonifacego VI papieżem został Stefan VI (VII) (896-897). Stefan, choć rządził tylko 15 miesię­cy. zapisał się w historii Kościoła najbardziej odrażającym po­stępkiem. Związany był ze stronnictwem Spoletan Lamberta ze Spoleto – współcesarza. Nie mógł wybaczyć Formozusowi, że ten cztery lata wcześniej koronował na cesarza króla Amulfa z Bawarii przeciwko Lambertowi. Spoletanie nie wybaczyli Formozusowi nigdy tej zdrady. Nadszedł czas zemsty. Pod za­rzutem objęcia tronu papieskiego wbrew prawu Stefan zwołał w 897 roku synod rzymski. Oskarżonym miał być Formozus, gdyby nie fakt, że ten już nie żył od dziewięciu miesięcy.

Zarzut polegał na tym, że Formozus był biskupem Porto i zgodnie z decyzjami soboru nicejskiego (325) nie mógł zmienić diecezji, opuszczając jedno biskupstwo, by objąć dru­gie. Biskup był związany ze swoją diecezją do śmierci. To przekroczenie praw kościelnych nie dotyczyło tylko Formozusa. Pierwszym papieżem w dziejach, który jako biskup in­nej diecezji został wybrany na urząd biskupa Rzymu, był wspomniany już Marynus I. Sam oskarżyciel papież Stefan VI (VII) także był biskupem, nim został papieżem. Był do tego synem księdza. Stefan swoje biskupstwo Anagni otrzymał od nikogo innego jak od Formozusa.

Synod rzymski zwołany został na polecenie Lamberta ze Spoleto. Ponieważ oskarżony papież nie żył, odgrzebano jego zwłoki, ubrano w szaty pontyfikalne, posadzono na tronie i są­dzono przez trzy dni. Rozpoczął się najbardziej zadziwiający proces w historii. Oczywiście Formozusa uznano za winnego. Jego pontyfikat za nielegalny, a udzielone święcenia i przywileje za nieważne. Trupowi Formozusa odrąbano trzy palce prawej ręki, którymi namaszczał na cesarza króla Amulfa, zdarto z niego szaty i wrzucono do zbiorowej mogiły z bieda­kami. To nie wystarczyło Stefanowi. Po kilku dniach ponow­nie odkopano szczątki Formozusa i kości wrzucono do Tybru. Haniebny postępek Stefana wzburzył lud rzymski, a szczególnie tych, którzy dostąpili łask Formozusa. W Rzymie przeciw­ko papieżowi wybuchły zamieszki. Po miesięcznych walkach Stefana uwięziono i uduszono w sierpniu 897 roku.

Papieżem został Roman – 897, brat niedawnego papieża Marynusa I. Szczątki Formozusa zostały na polecenie papieża wyłowione z Tybru i pochowane na brzegu rzeki. Po czterech miesiącach pontyfikatu Romana nastał czas jeszcze krótszego panowania papieża Teodora II 897 – (20 dni). Teodor, na sy­nodzie rzymskim – sądzie Formozusa – otwarcie stanął po stronie oskarżonego papieża.

Szczątki Formozusa zostały kolejny raz ekshumowane i tym razem na polecenie papieża pochowane z wszelkimi honorami w Bazylice Świętego Piotra. Papież naraził się srodze taką po­stawą stronnictwu Spoletan. Na Teodora II przygotowano za­mach. Papież zginął w nie wyjaśnionych okolicznościach. Spo-letanie na krótko oddali papiestwo Sergiuszowi – hrabiemu na Tuskulum, który jednak urzędu nie zdołał utrzymać. Papieżem został więc Jan IX (898-900) z protekcji Lamberta ze Spoleto. Dodajmy, że wymieniony Sergiusz zostanie ponownie papie­żem w kilka lat po tych wydarzeniach – Sergiusz III (904-911).

Los w dalszym ciągu nie oszczędzał Formozusa. Za ponty­fikatu Jana IX akta synodu „trupiego” spalono. Sergiusz III po­nownie potępił Formozusa, unieważnił wszystkie nadane przez niego święcenia i pozbawił urzędów dostojników kościelnych, którzy otrzymali beneficja od potępionego papieża. Sam Ser­giusz miał na sumieniu wiele występków. Ze związku ze zna­ną nam już Marozią miał syna – późniejszego papieża Jana XI, a antypapież Krzysztof (903-904) z jego polecenia został uwię­ziony i zamordowany. Krzysztof także walcząc o tron uwięził i zmusił do rezygnacji wcześniejszego legalnego papieża Leona V (903). Haniebne i tragiczne były to lata dla Kościoła. In­ne wydarzenia z tej epoki prześledziliśmy w rozdziałach: Sie­dem kobiet, które wstrząsnęły Watykanem i Papa znaczy ojciec. Na ponad 170 lat nad Kościołem zawisnęły czarne chmury, za­panowała noc „papieży przeklętych”. Historia „sądownictwa” nie zna równie odrażającego przykładu działania „sprawiedli­wości”.

Przenieśmy się jednak na chwilę w daleką przyszłość. Jest 28 września 1978 roku. Nagle, po 33 dniach pontyfikatu, umie­ra samotnie Jan Paweł I. Oficjalną przyczyną zgonu był ostry zawał serca. Jednakże, niemal natychmiast pojawiły się pogło­ski o innych nienaturalnych przyczynach śmierci papieża. Pierwsze godziny po stwierdzeniu zgonu obfitowały w wiele zagadkowych i nie wyjaśnionych do dziś wydarzeń. Nie prze­prowadzono sekcji zwłok. Zwłoki zabalsamowano niemal na­tychmiast – mimo innych przepisów w tej sprawie. Firma, od pokoleń zajmująca się przygotowaniem doczesnych szczątków papieży do pochówku, została wezwana do Watykanu jeszcze przed oficjalnym stwierdzeniem zgonu. Zagadek było mnóst­wo. Wieść, że papież został otruty, potwierdzona została wie­loma argumentami. Przyczyną zamachu na papieża miały być oczywiście pieniądze w związku z tzw. aferą w Banku Ambrozjańskim, o tym jednak w innej części książki.

Spośród 263 uznanych za prawowitych papieży sześciu zo­stało zamordowanych, dwóch zginęło wskutek ran odniesio­nych w czasie zamieszek, jeden zginął w wyniku nieszczęśli­wego wypadku. Przynajmniej w dwudziestu dalszych przypad­kach – właśnie jak w związku ze śmiercią Jana Pawła I – oko­liczności śmierci wskazywały na nienaturalną przyczynę odej­ścia Jego Świątobliwości.

Tragiczny los spotkał doczesne szczątki jeszcze przynaj­mniej dwóch papieży i jednego antypapieża.

Podobny los spotkał szczątki papieża Dioskura (530). Ry­walizował on o biskupstwo rzymskie z Bonifacym II (530-532). W gruncie rzeczy chodziło o wpływy w Rzymie króle­stwa Gotów i cesarstwa bizantyjskiego. Obaj pretendenci re­prezentowali zwalczające się stronnictwa polityczne. W trzy tygodnie po wyborze zmarł jednak Dioskur. Sprawa wydawa­łaby się załatwiona. Bonifacy II został sam na polu bitwy. Zdecydował jednak, że odbędzie się sąd nad zmarłym papie­żem. Papież zebrał sześćdziesięciu biskupów, by osądzili „zwłoki” papieża. Oczywiście wyrok mógł być tylko skazują­cy. Dioskur został ekskomunikowany, a biskupi – sędziowie dokument z ekskomuniką musieli sygnować. Odrażający po­stępek Bonifacego II powszechnie został potępiony. Papież Agapit I (535-536) wyrok anulował, a dokument ekskomunikacyjny kazał publicznie spalić.

20 kwietnia 1314 roku zmarł papież Klemens V (1305-1314), Rajmond Bernard de Got, z pochodzenia Francuz. Pa­pież, mimo kilku prób zachowania niezależności, całkowicie podporządkował się interesom dworu francuskiego. Z jego pontyfikatem wiążą się dwa wielkie wydarzenia. Pod wpły­wem króla Francji, Filipa Pięknego, postanowił przenieść swoją stolicę do Awinionu. Po nim uczyniło tak samo kolej­nych sześciu papieży. Niewola awiniońska trwała prawie 70 lat, a skutki schizmy sięgnęły aż po rok 1430.

Spalenie na stosie Wielkiego Mistrza Zakonu Szpitala Świętego Jana w Jerozolimie zwanego Templariuszmi (od pierwotnej ich siedziby – Świątyni /templum/ Salomona w Je­rozolimie) było zapowiedzią przyszłych losów papieża. Filip Piękny, zapewne opanowany żądzą zagarnięcia legen­darnego majątku Templariuszy, podjął z Zakonem walkę, mimo iż jeszcze niedawno sam papież i król przyjmowali z wielkimi honorami na swoich dworach Wielkiego Mistrza, Jakuba de Molay. Król zgotował dla Zakonu podobny los, jaki wcześniej zafundował francuskim Żydom, zagrabiając ich majątki. Papież początkowo ostro sprzeciwił się prześladowaniom Zakonu. Król, na czele niewielkiego oddziału zbrojnego, „odwiedził” Jego Świątobliwość, zarzucając mu nepotyzm (co było zresztą prawdą), jak i „bratanie się z wrogami Świętej Matki Kościoła”. Pod naporem takich zarzutów i pod wrażeniem siły argumentu królewskiego oddziału zbrojnego, papież szybko zmienił zda­nie i odtąd wspólnie z królem prześladowali Templariuszy. Kle­mens V ogłosił nawet specjalną bullę wychwalającą króla Fran­cji za działania przeciwko Zakonowi. Wielki Mistrz został are­sztowany, torturowany i skazany na śmierć poprzez spalenie na stosie. Egzekucja miała odbyć się na wyspie, na Sekwanie. Sta­rannie przygotowany stos był miejscem kaźni Wielkiego Mistrza. Kiedy Jakub de Molay konał na stosie (Jego nogi zajął już ogień), wezwał króla i papieża, aby w ciągu roku spotkali się przed Bogiem, na sądzie. Wielki Mistrz rzucił także klątwę na królów Francji aż do trzynastego pokolenia.

Był 18 marca 1314 roku, w miesiąc po tym wydarzeniu zmarł papież, a jeszcze w tym samym roku w nie wyjaśnionych okolicznościach – król Filip IV Piękny. Klątwa rzucona na pa­pieża w chwili, kiedy na stosie płonęły nogi Wielkiego Mistrza, sprawdziła się. Ciało papieża także zostało spalone, nawet dwu­krotnie. Dbający o finansowe interesy swojej rodziny Klemens V sam został – choć już po śmierci – doszczętnie okradziony. Papieski skarbiec zrabowany został przez zakon dominikanów.

Rabowano wszystko, co się dało. Z leżących na marach szcząt­ków papieża zdarto szaty. Zwłok nikt nie pilnował, na prawie nagie ciało przewróciła się paląca świeca. Pożar częściowo je spalił! Dopiero po czterech miesiącach pochowano papieża w Uzes, niedaleko miejsca, gdzie się urodził. Nie koniec na tym. W roku 1557 hugenoci wydobyli z grobu nadpalone 163 lata wcześniej szczątki, doszczętnie zniszczyli nagrobek papie­skiej mogiły, a ciało do reszty spalili. Klątwa Wielkiego Mistrza prześladowała papieża przez wieki.

W latach 817-824 na tronie papieskim zasiadł Paschalis – Rzymianin. Był to srogi i twardy władca. Przez Rzym prze­chodziła fala terroru. Wrogowie papieża ginęli w więzieniu torturowani, wyłupiano im oczy. Mimo iż papież wyraźnie sprzyjał stronnictwu cesarskiemu, za co zresztą także był nie lubiany w Rzymie, został zmuszony przez cesarza Ludwika do przysięgi na Ewangelię, że osobiście nie uczestniczył w torturach. Papież zmarł – wydaje się – śmiercią naturalną i został pochowany w Bazylice Świętego Piotra. Po jego śmierci w mieście wybuchły ponownie zamieszki, uniemożli­wiając przez cztery miesiące wybór następcy. Szczątki zniena­widzonego papieża zostały zbezczeszczone przez Rzymian i wyrzucone z grobu. Następny papież, Eugeniusz II, odprawił poprzednikowi nowy pochówek – grzebiąc zwłoki w innym kościele. Papież Paschalis ogłoszony został Świętym Kościo­ła Powszechnego.

W historii Kościoła pojawiło się dwóch antypapieży o imieniu Wiktor IV. Pierwszy z nich sprawował funkcję w ro­ku 1138, drugi w latach 1159-1164. Tym drugim był Ottaviano de Monticello. Można by się sprzeczać, czy jego „pontyfi­kat” nie powinien być uznany za legalny. Po śmierci Hadriana IV w 1159 roku część kapłanów powierzyła tron papieski kardynałowi Ronaldo Bondinellemu, mniejszość optowała za kardynałem Ottaviano.

Rewolta, jaką ten wywołał, na zawsze zaciążyła na jego lo­sie. Ottaviano sam zdarł płaszcz z ramion konkurenta i zmusił go do ucieczki. Mimo to kardynał Rolando wcześniej niż Ottaviano został konsekrowany. Zgodnie z prawem głos w sprawie wyboru papieża należał do cesarza. Fryderyk I Bar-barossa zwołał teraz specjalny synod do Pawii z udziałem bi­skupów niemieckich i kardynałów Ottaviano. Cesarz uznał Wiktora IV. Obaj pretendenci do tronu obłożyli się ekskomunikami, podobnie zresztą jak ich protektorzy. Wiktor IV jed­nak wkrótce zmarł w Lukce, w Toskanii. Kapłan miejscowej katedry odmówił pochówku ekskomunikowanego papieża. W efekcie ten musiał zostać pochowany poza murami miasta w biednym klasztorze. Szczątki Wiktora IV spoczywały tam trzy i pół roku. W grudniu 1187 roku, na rozkaz papieża Grze­gorza VIII, grobowiec rozbito i doszczętnie zniszczono, a szczątki Wiktora IV wyrzucono z kościoła. Parę dni po tym wydarzeniu papież Grzegorz VIII zachorował i zmarł po zale­dwie 57 dniach panowania.

Tragiczną śmierć poniósł Jan XXI (1276-1277), Pedro Juliano – Portugalczyk z pochodzenia. Papież ten był człowie­kiem głębokiej wiary: gruntownie wykształcony starał się tak­że o sprawy Kościoła. Zdaje się, że właśnie wiedza zgotowa­ła Janowi tragiczny los. W pałacu w Viterbo Jego Świątobli­wość sam zaprojektował własny gabinet. Pośpiesznie i nie­dbale wykonane prace budowlane spowodowały, że na pracu­jącego w gabinecie papieża zawalił się strop. Źródła przeka­zują sprzeczne informacje o jego śmierci. Jedni twierdzą, że Jan zginął na miejscu, inni, że dopiero po paru dniach wsku­tek odniesionych ran. Nieświadomie papież sam sobie zgoto­wał tragiczny los.

Przynajmniej piętnastu papieży zmarło bądź to na apople­ksję, bądź to z powodu różnych epidemii i zaraz, które nawie­dziły Rzym. Główną przyczyną zgonów była malaria i febra.

Wcześniej wspominaliśmy, że nie mniej niż dwudziestu papieży mogło zakończyć żywot z pomocą innych.

W latach 536-537 papieżem był Sylweriusz, syn papieża Hormizdasa. Popadł w konflikt z dworem cesarskim i jego wojskowym przedstawicielem w Italii. W efekcie oskarżo­ny został o zdradę i skazany na wygnanie. Tron objął Wigi-liusz (537-555). Nadzorcą nad Sylweriuszem był biskup Patary w Syrii. Był on przekonany o niewinności papieża. O szczegółach jego uwięzienia i wygnania poinformował cesarza Justyniana I. Na rozkaz cesarza miał się w Rzymie odbyć ponowny sąd nad Sylweriuszem. Gdyby uznano go winnym miał otrzymać jedno z odległych biskupstw. A gdy­by zarzuty odrzucono, miał wrócić na papieski tron w Rzy­mie. Mimo zaleceń cesarza Justyniana, wygnanego papieża zamiast do Rzymu wywieziono na wyspę Palmaria, gdzie został ponownie uwięziony. Tam zrzekł się godności. Pomi­mo to za aprobatą papieża zamożono go głodem. Wigiliusz był pierwszym papieżem splamionym krwią innego namie­stnika Chrystusa.

U schyłku wielkiej schizmy zachodniej, o urząd papieski rywalizowało kilku pretendentów. Był rok 1409, Kościołem rządziło jednocześnie dwóch papieży. Zwołany do Pizy Sobór miał być szansą na naprawę Kościoła. Kardynałowie i bisku­pi oczekiwali, że obydwaj zrezygnują ze swoich godności.

Wybrano na ich miejsce Aleksandra, mimo iż obydwaj papie­że urzędów nie złożyli. Teraz Kościół miał nie dwóch, lecz trzech papieży. Aleksander V (1409-1410), Piętro di Candia, dziś uznawany jest za antypapieża – choć spór o legalność je­go wyboru nie został zakończony. Jako papież „soborowy” godność swoją sprawował przez 11 miesięcy. Zmarł nagle w nie wyjaśnionych okolicznościach. Od razu podejrzewano, że został otruty przez kardynała Baldassarre Cossę.

Baldassarre wybrany został po śmierci Aleksandra przez so­bór pizański na kolejnego papieża, raczej antypapieża. Niezwy­kła to była kariera w Kościele. Od pirata, poprzez służbę wojsko­wą, handel odpustami, lichwiarstwo po tytuł kardynalski i tron Świętego Piotra. Jan XXIII wobec swoich poprzedników stoso­wał zdecydowaną politykę – wieszał i karał wszystkich zbunto­wanych. Sam został usunięty z urzędu przez Sobór w Konstancji za symonię, morderstwa – oskarżono go o osobiste zgładzenie 120 osób i skandaliczny tryb życia. Mimo iż udało mu się uciec w przebraniu z Konstancji, został schwytany, osądzony i uwię­ziony. Chociaż skazano go na dożywocie, wykupi} się za ogrom­ną cenę 30 tysięcy dukatów. Chyba ze wstydu żaden z papieży przez blisko 450 lat nie przyjął imienia Jan. Legalny już papież, Marcin V, wybaczył Janowi wszystkie występki i mianował go ponownie kardynałem. Jan wkrótce jednak zmarł.

Najprawdopodobniej otruto następujących papieży: Urba­na VI i Innocentego V, który przez Kościół uznany został za błogosławionego; Stefana IX (X); Damazego II, Klemensa II – w tym przypadku nie jest to już przypuszczenie, otrucie pa­pieża potwierdziły badania jego szczątków wykonane w 1942 roku; Sergiusza IV; Grzegorza V; Jana XIV; Hadriana III i an­typapieża Bonifacego VII. Bonifacy dwukrotnie sięgał po godność papieską. Pierwszy raz w 974 roku i ponownie w la­tach 984-985. Kazał on uwięzić, głodzić i ostatecznie otruć prawowitego papieża Jana XIV.

Ciało zmarłego Bonifacego zostało przez Rzymian zbez­czeszczone, pokłuto je lancami, następnie nagie wleczono za nogi po ulicach i porzucono pod pomnikiem Marka Aureliu­sza. Bonifacy VII uznany jest za zabójcę dwóch prawowitych papieży. Oprócz Jana XIV Bonifacy własnoręcznie udusił pa­pieża Benedykta VI (973-974).

Przyczyny i okoliczności śmierci rozpustnego papieża Jana XII przytoczyliśmy już w rozdziale Papa znaczy ojciec. Wróćmy jeszcze na chwilę do połowy X wieku, do epoki, zwanej „pornokracją”. Osławiona Marozia, jej siostra Teodo­ra i matka również Teodora zmieniały papieży wedle swojego upodobania. Z ich rozkazu z pewnością zostali zamordowani: Jan X – uduszony w więzieniu w 929 roku; Leon VI – wtrą­cony do więzienia i otruty; Stefan VII (VIII) – uduszony w 931 roku.

W więzieniu uduszono także w 897 roku Stefana VI (VII). Papież Lucjusz II (1144-1145) – Gerardo Caccianerrici – zmarł w wyniku rany, jaką odniósł od uderzenia kamieniem, rzuco­nym w niego przez obrońców Senatu Rzymskiego, przeciwko którym papież skierował swoje wojska.

Przypomnijmy też papieża Sylweriusza (szerzej na jego te­mat w rozdziale Papa znaczy ojciec), który zginął zagłodzony w więzieniu w 537 roku za sprawą dowódcy wojsk cesarskich Belizariusza nie bez udziału urzędującego wówczas papieża Wigiliusza (537-555).

Z przejedzenia figami zmarł ponoć papież Benedykt XI (1303-1304). Nie ma poważnych dowodów, że został otruty.

Papież Bonifacy VIII (1294-1303) zmarł wprawdzie śmier­cią naturalną, ale całkowicie przybity upadkiem Państwa Ko­ścielnego. W czasie pobytu w Anagni, gdzie chciał uzyskać przewagę nad królem Francji Filipem Pięknym, przygotowano na niego zamach, z zamiarem uprowadzenia papieża do Fran­cji. Głównym zamachowcem był Nogaret, najbliższy współ­pracownik i doradca króla Filipa. Zamach jednak się nie udał. Zamachowcy korzystając z poparcia stronnictwa Colonnów wdarli się do pałacu papieskiego i jeden z nich spoliczkował papieża. Przybity tą klęską papież powrócił do Rzymu i wkrót­ce zmarł.

Otruty został także papież Urban VI (1378-1389), choć niektórzy podają, że zmarł w czasie zarazy. Papież popadł w konflikt z księciem Durazzo Karolem. Książę sprzeciwił się wobec zbytniego ingerowania papiestwa w sprawy księstwa. Przy pomocy sześciu kardynałów chciał poddać papieża opie­ce kuratora. W odwecie Urban VI uwięził niewiernych kardy­nałów i skazał ich na tortury. Pięciu włoskich kardynałów zo­stało zamordowanych z rozkazu papieża.

Tragiczny los, jaki spotkał wielu papieży między VI a XX wiekiem, to najczarniejsza karta w historii Kościoła. Przypa­dek papieża Formozusa jest bodaj największą hańbą Kościoła i jego pasterzy. Władcy Europy, cesarze i królowie, zwłaszcza w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zgotowali papieżom los nie mniej tragiczny. Kościół powszechny uznaje 35 papie­ży za męczenników wiary. Kilku z nich przypomnimy także na kartach tej książki. Z braku dostatecznie wiarygodnych źródeł będą to informacje z natury rzeczy raczej skrócone.

Najstarsza córa Kościoła – Francja, przez ostatnie 1300 lat przysparzała papieżom wielu kłopotów. W tej książce przedstawiano już licznych monarchów francuskich decydujących o losach następców św. Piotra, dla których przyjaźń z dworem kończyła się nierzadko tragicznie.

Ostatnie lata XVIII wieku. Na tronie papieskim zasiadał Pius VI (1775-1799), Gian Angelo hrabia Braschi. Przez świat przetaczała się fala zmian, rewolucji, wojen. Francja ogarnię­ta żywiołem, w Polsce, po pierwszych rozbiorach, rodził się ruch odnowy zwieńczony Konstytucją 3-go maja, w cesar­stwie Habsburgów reformy józefińskie, w Niemczech część biskupów próbowała uniezależnić się od władzy papieskiej, a na kontynencie amerykańskim rodziło się nowe państwo -Stany Zjednoczone. W takich warunkach posługę apostolską przyszło sprawować Piusowi VI. Powołanie do kapłaństwa poznał hrabia Braschi dość późno – mając 38 lat. Klemens VIII w nagrodę za poprawienie stanu finansów Państwa Kościelne­go obdarzył go purpurą kardynalską. W atmosferze zabaw, fe­stynów i uroczystości roku świętego 1775 zostaje on papie­żem. Uchodził za najbardziej dbającego o swój wygląd papie­ża ostatnich wieków.

We Francji konfiskowano dobra kościelne, wyniszczano zakony, biskupi ginęli z wyroków sędziów rewolucyjnych, księża uciekali poza granice kraju. Znaczna część duchowień­stwa podporządkowała się nowej władzy świeckiej, przysię­gając jej lojalność. Papież potępił zarówno rewolucję, jak i ka­płanów wiernych Republice. Zarzewie rewolucji francuskiej przeniosło się do miast włoskich i na ulice Rzymu. Pierwsze zrywy rewolucyjne ludu rzymskiego stłumione zostały przez wojsko papieskie. W lutym 1798 roku armia francuska, z roz­kazu Napoleona, podjęła interwencję. Papież pozbawiony zo­stał władzy i uwięziony. Rzym proklamowano Republiką.

Rozpoczęły się lata okupacji i grabieży francuskich. Pius VI zaczął 81 rok życia, ciężko chory prosił okupantów o możli­wość dokończenia życia w Rzymie. Generał Berthier, sprawu­jący w imieniu Dyrektoriatu władzę w podporządkowanym na podstawie traktatu w Tolentino Państwie Kościelnym, otrzy­mał osobisty rozkaz Napoleona uwięzienia Ojca Świętego. Rozpoczęła się ponad półtoraroczna tułaczka Piusa VI. Wy­wieziono go najpierw do Sieny, potem więziono we Florencji, następnie przez Parmę, Turyn i Briacon dostał się jako wię­zień do Walencji nad Rodanem. Alpy „przekroczył” na no­szach. Ciężko doświadczony przez życie, wycieńczony tu­łaczką – znacznie podupadł na zdrowiu. Kolejna niewola fran­cuska papieży przyspieszyła jego zgon. Zmarł w sierpniu 1799 roku. W Paryżu władze rewolucyjne ogłosiły, że „zmarł Pius szósty i ostatni”. Czy miała to być przepowiednia o koń­cu papiestwa czy też decyzja rewolucji? Przez cztery kolejne lata szczątki papieża nie zaznały spokoju. Pochowano go do­piero pięć miesięcy po śmierci, w styczniu 1800 roku. W lu­tym 1802 roku sprowadzono zwłoki do Rzymu i pochowano w Bazylice Świętego Piotra. W styczniu 1803 roku do Walen­cji wróciła z Rzymu urna z sercem papieża, gdzie ponownie zostało pochowane.

Kiedy we Francji został uwięziony Pius VI – okupanci fran­cuscy plądrowali pałace Rzymu i wywozili skarby kultury i sztu­ki do Paryża. Bratanek papieski – książę Luigi (tytuł ten otrzy­mał zresztą od Piusa VI) pełnił urząd burmistrza Rzymu z nada­nia rewolucyjnych władz, sam nosił trójkolorową kokardę.

Francuska przepowiednia o ostatnim papieżu omal się nie spełniła. Następcę Piusa kardynałowie wybrali dopiero w sześć i pół miesiąca po jego śmierci. Papieżem został hrabia Chiaramonti Luigi Bamaba, Pius VII (1800-1823). Rodzinnie związa­ny był z poprzednim papieżem. I jemu Napoleon zgotował podobny los. Pius VII w 1804 roku przybył do Paryża – starym zwyczajem na koronację cesarza. Napoleon sam jednak włożył koronę na swoją głowę. Cztery lata później wojska cesarskie ponownie zajęły Rzym, a w 1809 Napoleon włączył Państwo Kościelne do Francji. W ostatnich latach Napoleon dwukrotnie likwidował Państwo Kościelne. Papież w specjalnej bulli potę­pił i ekskomunikował „rabusiów spuścizny piotrowej”. Imienia Napoleona Bonaparte nie wymieniono. Mimo to papież został porwany i wywieziony z Rzymu. Tułaczka Piusa trwała prze­szło pięć lat. Napoleon wielokrotnie próbował uzyskać od Piu­sa zrzeczenie się doczesnej władzy w Państwie Kościelnym i rezygnację z tronu za cenę osobistej wolności. Pius VII nie ugiął się pod naciskami. Do Rzymu przybył dopiero w połowie 1815 roku. Kongres wiedeński restaurował Państwo Kościelne.

Jeszcze raz w historii – po zjednoczeniu Włoch – papieże zostali więźniami. Tym razem sami siebie ogłosili „więźniami Watykanu”, protestując tym sposobem przed włączeniem ziem Państwa Kościelnego i całego Rzymu do zjednoczonego króle­stwa Italii pod koroną dynastii sabaudzkiej. W niewoli francu­skiej papieże podzielali los męczenników swoich poprzedni­ków z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Męczenników za Kościół i wiarę – chociaż formalnie męczeństwa tego nie przy­płacili śmiercią.

Ostatnim papieżem, którego Kościół wprowadził do kata­logu świętych męczenników, był Marcin I (649-655). Papież niemal natychmiast po swoim wyborze wdał się w spory teo­logiczne z cesarzami bizantyjskimi. Oburzony cesarz kazał aresztować papieża w Rzymie i sprowadzić do Konstantynopola. Tu został skazany na śmierć, odarty z szat, zakuty w kaj­dany poprowadzony został półnagi przez miasto na miejsce egzekucji. Wstawiennictwo Pawła II – patriarchy Konstanty­nopola – uratowało życie Marcina. Karę śmierci zmieniono mu na zesłanie na Krym, w okolice dzisiejszego Sewastopola. Tam zmarł z wycieńczenia i głodu w 655 roku.

Sewastopol, ówczesny Chersonez, był miejscem męczeń­stwa jeszcze kilku papieży.

Męczeńską śmierć ponieśli między innymi:

– Święty Piotr – ukrzyżowany głową w dół około roku 64, z rozkazu cesarza Nerona,

Klemens I – związany i utopiony z kotwicą u szyi około ro­ku 97 w Chersonezie,

– Aleksander I – został ścięty za cesarza Trajana około roku 115,

– Telesfor – zgładzony za cesarza Hadriana w roku 136,

– Hygin – umarł w wiezieniu około roku 140 lub 142,

– Anicet zginął w czasie prześladowania chrześcijan za cesa­rza Marka Aureliusza w 166 roku

Kalikst I – zginął w trakcie rozruchów w Travestere w ro­ku 222

Urban I – został ścięty w 230 roku

– Poncjan – zmarł w wyniku tortur wraz z antypapieżem Hi­politem na Sardynii w 235 roku,

– Anterus – zginął w czasie prześladowań chrześcijan za ce­sarza Maksymiliana Traka w 236 roku,

Fabian zginął z rozkazu cesarza Decjusza w 250 roku,

– Korneliusz – zmarł na zesłaniu w Civitavecchia z rozkazu cesarza Trebonariusza Gallusa w 253 roku,

– Sykstus II – schwytany wraz z diakonami w trakcie odpra­wiania mszy na cmentarzu, został natychmiast ścięty na swoim biskupim krześle w 258 roku,

– Marcelin I – choć okoliczności jego śmierci do dziś nie zo­stały wyjaśnione, według tradycji kościelnej został zamę­czony i ścięty w 304 roku,

– Euzebiusz – skazany przez cesarza Maksencjusza na wy­gnanie na Sycylię, gdzie zmarł w roku 310,

– Liberiusz – porwany z rozkazu cesarza Konstancjusza II,

został wywieziony do Berei, do Tracji. Ten sam cesarz kazał zamordować antypapieża Feliksa II, który przez część historyków uważany jest za legalnego bi­skupa.

O pierwszych papieżach zarówno źródła historyczne, jak i dokumenty kościelne przekazują wiele sprzecznych wiado­mości. Wcześniej podawane wiadomości o męczeńskiej śmierci Linusa, Ewarysta, Sykstusa I, Piusa I, Lucjusza i w ja­kimś stopniu Zozyma, nie zostały potwierdzone w wyniku gruntownych badań historycznych i archeologicznych.

Za męczennika uważany jest też papież Jan I (523-526). Od jego pontyfikatu zaczęto liczyć rok kościelny od Wielka­nocy, lata od narodzenia Jezusa – anno Domini, ustanawiając erę chrześcijańską. Jan przebywał na dworze cesarskim w Konstantynopolu, a po ponownym oskarżeniu go o zdradę interesów królestwa Ostrogotów przez Teodoryka Wielkiego, został aresztowany w Rawennie i zmarł z głodu.

W roku 1001 zmarł w jednym z rzymskich klasztorów Giovanni Philigatos, Jan XVI (997-998) – antypapież. Z tego po­wodu zaczęto w Kościele mylić numeracje papieży o imieniu Jan. Ale nie to jest przyczyną naszego wspomnienia o nim. Jan był silnie związany z niemieckim dworem cesarskim. Cesarz Otton II mianował go kanclerzem Italii. Cesarzowa Teofano powierzyła mu obowiązki wychowawcy syna i następcy tronu – cesarza Ottona III. Znajomość z cesarzem zgubiła Jana i zgotowała mu tragiczny los. Kiedy za namową Krescencjuszów sięgał po godność papieską, liczył na poparcie Ottona III. Sro­dze się jednak na wychowanku zawiódł. Jan Krescencjusz II z rozkazu cesarza został ścięty. Antypapież Jan, któremu początkowo udało się uciec z Rzymu, został schwytany, tortu­rowany, oślepiony i zmasakrowany. Przeszedł najbardziej ma­kabryczne tortury. Wyłupiono mu oczy, obcięto nos, obcięto język, wargi, uszy i ręce. Jeszcze żywego posadzono na ośle, przodem do ogona i tak obwożono uliczkami Rzymu. Nie dość na tym. Odbył się sąd nad Janem, pozbawiono go nielegalnie objętego urzędu, zerwano szaty pontyfikalne (zgodnie z rozka­zem) i uwięziono w klasztorze. Tam zmarł po prawie trzech latach. Najbardziej niegodna papieży śmierć spotkała – niegodzi­wego papieża Jana XII – który zmarł „wskutek rozwiązłości swojej”. Ale to już inna historia.

ROZDZIAŁ IX

/ moce piekielne go nie przemogą

Jezus Chrystus ustanawiając Kościół Powszechny tak po­wiedział do Apostoła Piotra: „A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne

nie przemogą go” (Mat. 16, 18)

Jezus ustanowił więc Kościół, który trwał będzie wiecznie, który przezwycięży wszelkie przeszkody i zawirowania. Czy była to też pierwsza przepowiednia dotycząca dziejów Następców Piotra?

Proroctwa i przepowiednie towarzyszą ludowi Izraela od po­czątków jego historii. Stary Testament przepełniony jest opisami wizji i ostrzeżeniami dla narodu wybranego.

Kościół katolicki nie jest też od nich wolny. Kulminacją wszystkiego jest „Apokalipsa” według świętego Jana. Nie miejsce jednak w tej książce na przypomnienie choćby najważniej­szych przepowiedni dotyczących końca świata. Chociaż koniec wieku, w którym książka dociera do rąk Czytelników, zachęca i kusi do zajęcia się nieco wróżbiarstwem. Wielu znanych nam wizjonerów, wizjonerek, stygmatyków w swoich przepowie­dniach odnosi się do urzędu papieskiego, osób piastujących tę najwyższą godność, jak i do losów całego Kościoła. Nie sposób przewidywać losów świata bez uwzględnienia w nich papiestwa i papieży.

Przypomnimy więc ludowe podanie o katalogu papieży w Bazylice św. Pawła za Murami. Podążymy śladem Nostradamusa i Malachiasza. Spróbujemy przyjrzeć się tajemnicy fatimskiej. Wspomnimy o przepowiedniach dotyczących pa­pieży Ojca Pio i polskiego jasnowidza, ojca Czesława Klimuszki, wreszcie Juliusza Słowackiego.

W następnym rozdziale przedstawimy poczet papieży od św. Piotra do Jana Pawła II, przygotowany wg.według wize­runków namiestników Chrystusa z medalionów i mozaik z Bazyliki św. Pawła za Murami. Przedstawiają one postaci 260 papieży do Jana XXIII. Legenda rzymska głosi, że papiestwo przetrwa dopóty, dopóki starczy miejsca w galerii papie­ży z rzymskiej bazyliki. Oczywiście chodzi o takie umieszcza­nie wizerunków papieży, które odpowiadałyby przyjętej tu metodzie umieszczenia papieskich podobizn. Uwzględniając trzech papieży, którzy rządzili Kościołem po Janie XXIII (Pa­weł VI, Jan Paweł I i obecny papież Jan Paweł II), praktycz­nie pozostały wolne tylko dwa medaliony dla wizerunków ostatnich papieży. Tak więc, wedle tej prostej legendy, podob­nie po pontyfikacie Jana Pawła II nawa Chrystusa nosić bę­dzie jeszcze tylko dwóch Następców św. Piotra.

Dziwnie przepowiednia ta podobna jest do najsłynniejsze­go proroctwa dotyczącego dziejów papieży, którego autorstwo przypisuje się św. Malachiaszowi. Zdaje się, że jest to jednak jedna z największych mistyfikacji drugiego tysiąclecia.

Proroctwa opublikowane były w Wenecji w 1590 roku w traktacie, w którym obok reguł zakonu św. Benedykta zna­lazły się Proroctwa Malachiasza o najwyższych rangą kapła­nach. Autorem traktatu był Arnold Wioń z Padwy. Proroctwa przypisane są Malachiaszowi, który urodził się w 1094 roku w Armagh w Irlandii. Wychowywał się pod wpływem mnicha Imana otoczonego nimbem świętości. Malachiasz w 1119 roku przyjął święcenia kapłańskie, a cztery lata później został bisku­pem Connor. Został prymasem Irlandii. Był legatem papie­skim, budował klasztory, dbał o reformę Kościoła. Był kazno­dzieją, opiekował się biednymi, dla których budował przytuł­ki. Podobnie jak swój wychowawca Iman otoczony był po­wszechnym szacunkiem i sławą świętego. Zmarł w 1148 roku w opactwie Clairvaux, w czasie swojej wędrówki do Rzymu na spotkanie z papieżem Eugeniuszem III. Przypisywanie przepo­wiedni Malachiaszowi wiąże się z oceną Świętego Bernarda na temat prymasa Irlandii, który mianował Malachiasza biskupem prorokiem. Właśnie dlatego utrwaliło się przekonanie o autor­stwie Malachiasza przepowiedni dotyczących losów papieży, 42 lata po śmierci, tj. w roku 1190, Papież Klemens VII wy­niósł Malachiasza do grona świętych Kościoła Powszechnego.

Święty Malachiasz przedstawił dzieje 111 papieży od Celestyna II (l 143-1144) aż do ostatniego papieża, który miałby przewodzić Kościołowi, o imieniu Piotr. Piotr II Rzymski, przyjmując imię pierwszego biskupa Rzymu, klamrą zamknął, wedle proroctwa Malachiasza, historię Kościoła i historię papieży. Zaiste przez dwa tysiące lat żaden z papieży nie przyjął imienia Piotra – czyżby wizja irlandzkiego mnicha aż tak cią­żyła?

Malachiasz w krótkich dwu – trzywyrazowych kryptogramach określa kolejnych papieży.

Prezentację kryptogramów Malachiasza przedstawimy w dwóch grupach: od Celestyna II, do Urbana VII i od Grze­gorza IV do końca. Wyjaśnienie tej sprawy odłóżmy jednak na chwilę.

Kryptogramy przedstawiamy w tłumaczeniu na język pol­ski: – wraz z wyjaśnieniem:

1 Celestyn II „Z zamku nad Tybrem”. Papież istotnie pocho­dził z miasta Cita di Castello położonego nad Tybrem.

2 Lucjusz II – „Wypędzający wrogów”. Jego nazwisko Cac-ciannicci dosłownie znaczy.że za jego pontyfikatu w Rzy­mie trwały poważne walki uliczne, w których zresztą zgi­nął sam papież od ugodzenia kamieniem,

3 Eugeniusz III – „Z wielkiej góry”, podobnie jego nazwisko Montemagno tyle znaczyło.

4 Anastazy IV – „Opat suburański”. Papieżem został jako starzec, urodził się w Subura: (w tym miejscu w liście Ma­lachiasza występuje błąd. Kolejny wymieniony papież to Wiktor III, gdy w rzeczywistości następcą Anastazego był Hadrian IV).

5 Wiktor III – „Z ponurego więzienia”. Miał być probo­szczem Kościoła św. Mikołaja w więzieniu. Wiktor pano­wał jednak w latach 1086-1087, a więc znacznie wcześniej niż wymienieni pierwsi z listy Malachiasza. Umieszczenie Wiktora III w tym zestawie jest błędem.

6 Paschalis III – „Z drogi zatybrzańskiej”. Był antypapieżem.

7 Kalist III – „Z panońskiej Tuscii”. Także był antypapieżem.

8 Aleksander III – „Spod gęsi strażniczki”. Jego nazwisko Paperoni znaczy gąsior.

9 Lucjusz III – „Światło Ostii” – był wcześniej biskupem Ostii,

10 Urban III – „Dzik bezpotomny” lub według innego tłuma­cza „Dzik przebity”. Jego nazwisko Crivelli to właśnie znaczyło – przebity.

11 Grzegorz VII – „Ostrze Wawrzyńca”. Chodzi o kardynała Hildebranda, który rządził Kościołem ostro i zdecydowa­nie. W wielu miejscach tej książki wspominaliśmy o tym. Miał w herbie miecze, a rządził z kościoła św. Wawrzyńca w Luciwe.

12 Klemens III – „Wywodzący się ze szkoły”. Nazywał się Paolo Scolori, a więc Paweł Szkolny.

13 Celestyn III – „Z wołowej wsi”. Nazwisko Bobone pocho­dzi od słowa wół.

14 Innocenty III – „Hrabia naznaczony”. Był hrabią Segni i najpotężniejszym papieżem wszech czasów.

15 Honoriusz III – „Kanonik laterański”. Był kanonikiem ko­ścioła.

16 Grzegorz IX – „Ptak z Ostii”. Hugolin hrabia Segni był kardynałem – biskupem Ostii i miał w herbie orły.

17 Celestyn IV – „Lew sabiński”. Był biskupem Sabiny.

18 Innocenty IV – „Hrabia lauretański”. Był hrabią delia Lavegna i rządził w Kościele św. Wawrzyńca (tj. Laurentego).

19 Aleksander IV – „Pieczęć ostyjska”. Był kardynałem bi­skupem Ostii. Za dwóch papieży sprawował wysokie god­ności w Kurii Rzymskiej.

20 Urban IV – .Jerozolima Szampania”. Urodził się w Szampani i był patriarchą Jerozolimy.

21 Klemens IV – „Smok uciśniony” – W herbie miał orła za­bijającego smoka.

22 Grzegorz X – „Wężowy mąż”. W herbie miał węża.

23 Innocenty V – „Kaznodzieja galijski” – pochodził z Lyonu – Galia – Francja.

24 Hadrian V – „Dobry hrabia”. Był hrabią Lavagni.

25 Jan XXI – „Rybak tuskulański”. By} Kardynałem Tuskulum.

26 Mikołaj III – „Ułożona róża”. Miał róże w herbie.

27 Marcin IV – „Ze strażnicy liliowej”. Miał w herbie lilie.

28 Honoriusz IV – „Z lwiej róży”. Miał w herbie róże między lwami.

29 Mikołaj IV – „Dzięcioł wśród przynęty”. Pochodzi z Asco-li Picen, tj. przynęty dzięciołów właśnie.

30 Celestyn V – „Ze wzniosłej pustelni”. Był pustelnikiem w górach.

31 Bonifacy VIII – „Z błogosławieństwa fal”. W herbie miał fale.

32 Benedykt XI – „Kaznodzieja patarejski”. Był kaznodzieją, generałem dominikanów.

33 Klemens V – „Z orlich rózg”. W herbie miał rózgi i pocho­dził z Akwitamii- orlej krainy.

34 Jan XXII – „Z szewskich kości”. Był synem szewca – par­tacza.

35 Mikołaj V – „Kruk schizmatyczny”. Antypapież. Bezpraw­nie wybrany. Pochodził z Corraro – stąd kruk.

36 Benedykt XII – „Zimny opat” Był opatem Cystersów w Montefebro (Zimna Góra).

37 Klemens VI – „Z róży atrebateńskiej” – był biskupem Ar­ras (Atrebatum) i miał róże w herbie.

38 Innocenty VI – „Ze wzgórz pamachijskich” – był kardyna­łem z San Pamachio.

39 Urban V – „Galijski wicehrabia” – pochodził z Francji -Galia.

40 Grzegorz XI – „Nowy z fortu dziewicy”. Był kardynałem Kościoła S. Maria Nuova.

41 Urban VI – „ Z piekła prignańskiego”. Nazywał się Prigna-no i skazał pięciu kardynałów na śmierć.

42 Klemens VII – „Z krzyża apostolskiego”. Był antypapie-żem kardynałem z Kościoła Świętych Apostołów.

43 Benedykt XIII – „Z księżyca kosmedyńskiego”. Był anty-papieżem kardynałem kościoła w Kosmedynie. Nazywał się Pedro de luna (księżyc).

44 Bonifacy IX – „Sześcian z zespolenia” . Miał szachownicę w herbie.

45 Innocenty VII – „Spod najlepszej gwiazdy” Miał gwiazdę w herbie.

46 Grzegorz XII – „Żeglarz z nowego mostu”. Był biskupem z Nowego Mostu.

47 Aleksander V – „Bicz słoneczny”. Był antypapieżem. Miał słońce w herbie.

48 Jan XXIII – „Jeleń syreni”. Był również antypapieżem. Był piratem morskim.

49 Marcin V – „Korona złotej zasłony”. W herbie miał koro­nę.

50 Klemens VIII – „Schizma barcelońska”. Był antypapie­żem. Kontynuował schizmę. Pochodził z Hiszpanii.

51 Eugeniusz IV – „Wilk niebiański”. Miał wilka w herbie.

52 Feliks V – „Miłośnik krzyża „. Był antypapieżem. Miał krzyż w herbie.

53 Mikołaj V – „Z połowy księżyca”. Miał zostać biskupem Bolonii, ale urzędu nie objął z powodu rewolty.

54 Kalikst III – „Pasący się wół”. Miał woła w herbie.

55 Pius II – „Z kozy i hotelu” Był sekretarzem kardynałów o nazwiskach związanych z kozą i hotelem.

56 Paweł II – „Z jelenia i z lwa”. Był biskupem Cervi (znaczy jeleń), a kardynałem Wenecji – herb lew.

57 Sykstus IV – „Rybak mniejszy”. Był generałem zakonu franciszkanów tj. braci mniejszych.

58 Innocenty VIII – „Poprzednik Sycylii”. Wychowywał się na dworze królewskim w Neapolu – Królestwo Sycylii.

59 Aleksander VI – „Wól albański”. W herbie miał wolu i był biskupem Albano.

60 Pius III – „Z małego człowieka”. Był niskiego wzrostu.

61 Juliusz II – „Będzie wydawał się owocem Juliusza”. Drze­wo z herbem Juliusza.

62 Leon X – „Z zagrody policjańskiej”. Jego nauczycielem był Angelo Poliziano.

63 Hadrian VI – „Lew florencki”. W herbie miał lwa.

64 Klemens VII – „Kwiat piłki”. W herbie miał kwiat piłki.

65 Paweł III — „Hiacynt lekarski”. W herbie miał ten kwiat. Ponadto opiekował się kościołem pod wezwaniem św. le­karzy.

66 Juliusz III – „Z korony górskiej”. Miał koronę w herbie, a górę w nazwisku.

67 Marceli II – „Zwiędłe zboże”. Zboże miał w herbie. By} papieżem przez 22 dni.

68 Paweł IV – „Z wiary Piętrowej”. Dbał o czystość wiary.

69 Pius IV – „Lekarstwo Eskulapa” Studiował prawo i medy­cynę.

70 Pius V – „Leśny anioł”. Urodził się w Bosco (znaczy las).

71 Grzegorz XIII – „Połowa kulistego ciała”. W herbie miał połowę smoka.

72 Sykstus V – „Oś pośrodku znaku”. W herbie miał lwa prze­ciętego na pół.

73 Urban II – „Z rosy nieba”. Leczył się manną czyli według

starego testamentu rosą niebiańską. Przytoczone wyżej 73 kryptogramy papieży zinterpreto­wane zostały przez Alfonsa Giaconusa. Na potrzeby tej księgi zostały one uzupełnione. Lista przytoczonych papieży ma jed­nak wadę dowolności doboru. Oprócz prawdziwych papieży zawiera nazwiska antypapieży – choć część ostatnich w ogóle pomija. Na początku listy znajduje się błąd dotyczący pano­wania papieża Hadriana IV i wpisania papieża Wiktora III.

Poniżej przytaczamy listę papieży od Grzegorza XIV do Jana Pawła II i kryptogramy według św. Malachiasza. Nie ma­ją one jednak objaśnień, gdyż cytowany Alfons Giaconus ob­jaśnił tylko te do Urbana II.

74 „Ze starożytnego miasta” – Grzegorz XIV

75 „Ofiara przebłagalna w wojnie” – Innocenty IX

76 „Krzyż romulański” – Klemens VIII

77  „Mąż falisty” – Leon XI

78  „Ród przewrotny” – Paweł V

79  „W uścisku pokoju” – Grzegorz XV

80  „Lilia i róża”-Urban VIII

81  „Radość krzyża” – Innocenty X

82  „Górski strażnik” – Aleksander VII

83  „Gwiazda łabędzia” – Klemens IX

84 „Z wielkiej rzeki” – Klemens X

85  „Chwalebna wierność” – Aleksander VIII

86  „Piękne dzieciństwo” – Innocenty XI

87  „Motyka u bramy” – Innocenty XII

88  „Kwiaty ozdobne” – Klemens XI

89  „Z dobrego wyznania” – Innocenty XIII

90  „Rycerz w wojnie” – Benedykt XIII

91  „Kolumna wzniosła” – Klemens XII

92  „Wielkie zwierzę” – Benedykt XIV

93  „Róża ciemności” – Klemens XIII

94  „Zwinny niedźwiedź” – Klemens XIV

95  „Pielgrzym apostolski” – Pius VI

96  „Drapieżny orzeł” – Pius VII

97  „Pies i wąż” – Leon XII

98  „Mąż religijny” – Pius VIII

99  „Z kąpieli etruskich” – Grzegorz XVI

00  „Krzyż z krzyża” – Pius IX

01  „Światło w niebie” – Leon XIII

02  „Ogień gorejący” – Pius X

03  „Wyznanie wyludnione” – Benedykt XV

04  „Wiara nieustraszona” – Pius XI

05  „Pasterz anielski” – Pius XII

06  „Pasterz i żeglarz” – Jan XXIII

07  „Kwiat kwiatów” – Paweł VI

08 „Z przepołowienia księżyca” – Jan Paweł I.

09  „Z pracy słońca” – Jan Paweł II

Wspomnieliśmy, że pierwsze 73 kryptogramy były zinter­pretowane. Pozostałe nie. Ten właśnie fakt był powodem przypuszczeń, że cale rzekome proroctwo Malachiasza spo­rządzone było między 1585 a 1590 rokiem. Panujący wcze­śniej papieże do Urbana VII byli znani. Łatwo było zinterpre­tować przepowiednie wiedząc, kogo dotyczą, i łatwo było znaleźć określenia dla papieży, którzy byli dobrze znani. Jed­nakże należy przypomnieć, że właśnie w XII i XIII wieku w całej Europie powstawały różnego rodzaju legendy przy­powieści i opowiadania dotyczące Kościoła, jego historii i osób z nim związanych. Proroctwo Malachiasza jest bar­dziej charakterystyczne dla czasów, w których żył świątobli­wy biskup niż dla końca wieku XVI, w którym rzekomo mia­ły powstać.

Po śmierci Urbana VII zebrani na konklawe kardynałowie przez dwa miesiące nie mogli wybrać nowego biskupa. Do tronu papieskiego kandydowało siedmiu kardynałów, mają­cych poparcie króla Filipa II. Nic więc dziwnego, że wybory się przeciągnęły. Zwycięsko z konklawe wyszedł Grzegorz XIV (1590-1591), Niccolo Sfondrati. Opublikowane w 1590 roku proroctwo Machaliasza miało na celu przeforsowanie na tron papieski odpowiedniego kandydata. Był nim właśnie kar­dynał Niccolo. W proroctwie dla kolejnego papieża przewi­dziano określenie –Ze starożytnego miasta”. Grzegorz XIV, chociaż urodził się w pobliżu Mediolanu, pochodził ze staro­żytnej rodziny szlacheckiej z Cremony – właśnie ze starożyt­nego miasta. Czy trzeba było aż takiej mistyfikacji, aby wpły­nąć na kardynałów? Wątpliwe. Większe znaczenie miało zda­nie i wola królów Hiszpanii niż przepowiednie wtedy jeszcze nie tak powszechnie znane.

Kryptogramy od Grzegorza XIV do Jana Pawia II nie są już tak dokładne jak poprzednie. Wiele z nich w ogóle jest niejasnych. Znaczna część jest jednak zadziwiająco trafna.

Innocenty X – „Radość Krzyża”. Wybrany na urząd papie­ski 14 września, w Święto Podwyższenia Krzyża.

Aleksander VII – „Strażnik górski”. W herbie miał gwia­zdy nad wzgórzami.

Klemens X – „Z wielkiej rzeki”. Urodził się w czasie, kie­dy Tybr wylał i była wielka powódź.

Pius VI – „Pielgrzym apostolski”. Prześladowany przez Napoleona Bonaparte musiał stale podróżować po Europie.

Pius X – „Płomień gorejący”. Był gorliwym obrońcą wia­ry. Został kanonizowany. W czasie jego pontyfikatu wybuchł wulkan Etna.

Benedykt V – „Wyznanie wyludnione”. I wojna światowa w czasie pontyfikatu.

Pius XI – „Wiara nieustraszona”. Zwalczał ateizm, komu­nizm, modernizm, w ogóle wszelkie ideologie i ruchy anty-chrześcijańskie.

Jan XXIII – „Pasterz i żeglarz”. Był patriarchą Wenecji. Ulubionym środkiem lokomocji były dla niego gondole.

Paweł VI – „Kwiat kwiatów” – Miał w herbie lilię, kwiat królewski.

Jan Paweł I – „Z przepołowienia księżyca”. Wybrany zo­stał dzień po połowie księżyca – 25 sierpnia 1978 roku. Zmarł także w połowie fazy księżyca, 26 września 1978 roku.

Jan Paweł II – „Z pracy słońca”. W młodości pracował fi­zycznie w kamieniołomach, w żarze słońca. 16 października 1978 roku, w dniu wyboru, na słońcu miały miejsce najwięk­sze w XX wieku wybuchy.

Po kryptogramie papieża Jana Pawła II w proroctwie Ma-lachiaszajest tylko jeden zapis – „Chwalą oliwki”. Po polskim papieżu ma być papieżem kardynał o ciemnej karnacji lub też nastąpi wtedy długi okres pokoju i jedności. To proroctwo zbieżne Jest z wieloma innymi. Malachiasz skłania się do te­zy, że po „oliwkowym papieżu” nastąpi koniec świata. Mala­chiasz tak kończy swoje proroctwo: „Podczas ostatecznego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego zasiądzie Piotr Rzymianin, który paść będzie owce wśród wielu utra­pień, po przeminięciu których państwo na siedmiu wzgórzach położone, zniszczone zostanie, a straszny sędzia będzie sądził swój lud. Koniec”.

Nikt z badaczy nie zaprzecza, że proroctwa Malachiasza miały dla Kościoła duże znaczenie. Nikt nie kwestionuje ich autentyczności. Problemem jest czas ich powstania.

Na przełomie XII i XIII wieku wszelkiego rodzaje prze­powiednie i proroctwa cieszyły się wielkim zainteresowa­niem. Z jednej strony wiązało się to z wizjami apokaliptycz­nymi, z drugiej było skutkiem podjętych przez franciszka­nów działań popularyzujących wśród ludu wiedzę o Koście­le, papieżach, tradycji, obrzędach. Wtedy powstały między innymi takie dokumenty jak „Anielska wyrocznia Cyryla” – zwana także testamentem Pseudo-Joachima. „Anielska Wyrocznia” ma formę przepowiedni, które otrzymał w tra­kcie mszy pewien zakonnik. Sam nie rozumiejąc otrzyma­nych przepowiedni, zwrócił się o ich interpretację do Joachi­ma. Wydaje się, że przepowiednie ogłaszające rychły koniec świata odnosiły się do tragicznego losu, jaki zgotował papie­żowi Celestynowi V – papież Bonifacy VIII (patrz, rozdział Pocałunek śmierci).

Najprawdopodobniej za pontyfikatu właśnie papieża Boni­facego VIII pojawił się inny dokument przepowiadający losy biskupów Rzymu. Dokument również przypisywany Joachi­mowi. „Vaticiana de summis pontificibus” – „Przepowiednie dotyczące papieży” – to ilustrowane krótkie opowieści wzoro­wane na starych greckich przepowiedniach o przyszłych cesa­rzach. W pierwszej części przedstawione są opowieści o sześ­ciu papieżach od Mikołaja III (1277-1280) do Bonifacego VIII właśnie (1294-1303). Część opowieści odnosi się do przyszłych losów papieży, najprawdopodobniej papieży końca świata. Na ostatnim obrazku papież trzyma koronę nad zwierzęciem o ludzkiej głowie. Ma być to przepowiednia abdykacji papieża z chwilą nadejścia antychrysta w ostatnich dniach przed koń­cem świata.

Tylu wątpliwości nie wzbudza inne wielkie proroctwo – pierwszy raz opublikowane w 1568 roku w Lyonie. Jego au­torem był Michel de Nostre Damę. Przez ponad czterysta lat wielu badaczy zajmowało się interpretacją tego proroctwa. Nostradamus opisał losy świata aż do jego końca w tzw. cen­turiach. Koniec świata nastąpić ma według tego proroctwa w 1999 roku.

Wielu badaczy, stosując liczne metody liczenia, koniec świata obliczają na rok 3779. Spory w tej sprawie, acz intere­sujące, nie wnoszą do naszej pracy niczego. Tak czy owak, rok 1999 lub kilka następnych lat dowiodą, czy dwa wielkie proroctwa Nostradamusa i Malachiasza potwierdzą się. A je­żeli tak, to czy dane będzie nam doświadczyć prawdy o tych przepowiedniach?

Nostradamus urodził się w 1503 roku. Żył do roku 1566. Idąc śladem ojca, podjął studia lekarskie. Był też astrologiem, osobistym lekarzem Henryka II i Karola IX. Jako lekarz ucze­stniczył w zwalczaniu epidemii dżumy z roku 1546. Po śmier­ci żony udał się w długą – 10-letnią podróż po Europie. Na końcu osiadł w Salon de Craux, tam ożenił się powtórnie i urodził mu się syn Cezar. Dokładnie co do dnia przewidział datę swojej śmierci – 2 czerwca 1566 roku – tu jest moja śmierć – napisał (hic mors mea est!).

W kilku centuriach Nostradamus odnosi się do losów pa­pieży. W roku 1999 rozpocznie się III wojna światowa, która według przepowiedni będzie trwała 3 lata i 7 miesięcy. W wojnie antychryst (pochodzący z Azji – chodzi o Chiny) zniszczy Watykan i Rzym oraz uwięzi ostatniego papieża.

W innym miejscu Nostradamus dokładnie przepowiedział los papieża Piusa VII, prześladowanego przez Napoleona, zre­sztą jak i los tego ostatniego. „Papieżowi – pisze Nostradamus – zostaną zabrane bulle i dostaną się w ręce tyrana, a ten po­stara się obrabować duchowego władcę, jednak już wkrótce sprowadzą na niego te rabunki nieszczęście”. Napoleon uwię­ził papieża Piusa VII, w czasie okupacji Rzymu i Watykanu zrabował i wywiózł do Francji wiele skarbów Kościoła i pa­pieży. Zgodnie z zapowiedzią Piusa VII – Napoleon skończył mamie. Pod koniec życia Napoleon i jego matka otrzymywa­li zapomogi finansowe z Watykanu.

W listach do syna Cezara i króla Henryka II Nostradamus tak zapowiada koniec świata. „Przed ogólnym spaleniem świa­ta przyjdą tak duże ulewy i powodzie, że prawie nie będzie ob­szaru, którego nie pokryje woda” i: „A przedtem będzie za­ćmienie słońca, najciemniejsze i najmarniejsze ze wszystkich od początku świata do cierpienia i śmierci Jezusa Chrystusa i do tego czasu aż po nasze dni. W miesiącu październiku wydarzy się wielkie zamieszanie, tak gwałtowne, że będzie moż­na sądzić, iż masa ziemi straciła swój naturalny ruch i zatrzy­mała się w wiecznej ciemności. Wydarzenie to około wiosny i później będzie poprzedzone przez nadzwyczajne zmiany, przekształcenia państw i wielkie trzęsienia ziemi”.

Zbliża się październik 1999 roku – miesiąc prawdy w pro­roctwie Nostradamusa. Proroctwo opisane zostało przez No-stradamusa w 1555 roku, a opublikowane trzynaście lat później -już po śmierci Michela de Nostre-Dame.

Przepowiednia o końcu świata znajduje się też w objawie­niach fatimskich. Tzw. trzecia tajemnica fatimska zawiera sło­wa Matki Boskiej przekazane Łucji o nadchodzącym końcu świata.

Najświętsza Maria Panna w 1917 roku w Fatimie, w Portu­galii, przekazała trójce rodzeństwa: Hiacyncie, Franciszce i właśnie Łucji objawienie, składające się z trzech części. Zgodnie z zapowiedzią dwoje z rodzeństwa wkrótce zmarło. Łucja otrzymała specjalną misję głoszenia światu tego obja­wienia.

Od połowy grudnia 1943 do stycznia 1944 roku Łucja dos Santos spisała trzecią tajemnicę fatimską w specjalnym memo­riale. Zgodnie z zapisem pozostawionym przez Łucję – taje­mnica ta mogła być ujawniona dopiero w roku 1960. Memo­riał został przekazany biskupowi Leiri, a następnie nuncjuszo­wi papieskiemu w Portugalii. Nuncjusz z kolei przekazał memoriał do Kongregacji Doktryny Wiary, kierowanej przez kardynała Alfredo Ottavianiego.

Memoriał Łucji dotarł w zalakowanej kopercie do papieża Piusa XII. który zgodnie z wolą Łucji nie zapoznał się z jego treścią. Dopiero papież Jan XXIII w 1959 roku zapoznał się z memoriałem. Papież przechowywał memoriał pod opieką na swoim biurku. Paweł VI także do 1969 roku osobiście prze­czytał memoriał i przekazał go do specjalnego archiwum. Pa­pież Jan Paweł II także zapoznał się treścią tajemnicy fatim­skiej – potwierdził ten fakt osobiście. Oprócz papieży tajemni­cę fatimską poznało także kilku wybranych kardynałów. Nie­oficjalnie w październiku 1963 roku „Nowa Europa” – „Neu-es Europa” opublikowała treść memoriału. Watykan nigdy nie zaprzeczył, ani nie potwierdził prawdziwości opublikowane­go tekstu.

Jan Paweł II Matkę Boską Fatimską czcił w sposób szcze­gólny. Wiele, znacznie więcej niż w przypadku innych papie­ży – przepowiedni dotyczy Jana Pawła II.

Nic dziwnego, jest on pierwszym od 455 lat papieżem nie Włochem. Polskiego papieża wieszczyl poeta Juliusz Słowacki.

Karolowi Wojtyle, już jako młodemu księdzu, objęcie na­wy Chrystusa przepowiedział wielki stygmatyk, żyjący w sła­wie świętości, ojciec Pio. Podobnie polski zakonnik o niezwy­kłych zdolnościach parapsychicznych Czesław Klimuszko, na początku października 1978 roku przewidział w obecności świadków, że papieżem (po śmierci Jana Pawia I), zostanie właśnie kardynał Karol Wojtyła. Ojciec Klimuszko wcześniej między innymi dokładnie przewidział w 1948 roku śmierć Prymasa Polski Kardynała Augusta Hlonda i później po wy­borze Albino Lucianiego (Jan Paweł I), że będzie to krótki, nieszczęsny pontyfikat. Papież zmarł w 33 dniu panowania.

Przed nami nastaje czas sprawdzenia wielu przytoczonych wyżej proroctw.

ROZDZIAŁ X

„Poczet papieży”

Bazylika św. Pawła za Murami. Rzym. Miejsce, gdzie we­dług legendy pochowany został Apostoł Paweł. Zgodnie z wolą cesarza Konstantyna na grobie św. Pawła zbudowany został mały kościół. Już pod koniec IV wieku rozpoczęto na tym miejscu budowę bazyliki. Przynajmniej trzech cesarzy uczestniczyło w tym wielkim dziele. W połowie V wieku ba­zylika została pięknie ozdobiona i uznawana była przez blisko 1300 lat za najpiękniejszą świątynię świata. Została zniszczo­na w czasie pożaru w 1823 roku. Odbudowano ją według pier­wotnego planu i na starych fundamentach. Wnętrze bazyliki to pięć naw i 150 majestatycznych kolumn. Całość zwieńczona stropem ozdobionym według wzorów Odrodzenia.

Ale nie to sprowadza nas do „Bazyliki Ostiense”. Nad ko­lumnami umieszczono serię medalionów i mozaik, stanowiących swoistą galerię papieży. Przedstawiono tu portrety 260 kolejnych biskupów Rzymu, od św. Piotra do Jana XXIII, wraz z ich imionami, kolejnymi numerami pontyfikatu i data­mi panowania.

Na dalszych stronach przedstawimy portrety wszystkich papieży, wzorując się na galerii z Bazyliki Rzymskiej i wzbo­gacając je o podobizny ostatnich trzech – Pawła VI, Jana Paw­ia I i Jana Pawła II. Prezentując nasz poczet papieży, nie chce­my tak jak wielu innych historyków, podawać jako wiarygod­nych dat dziennych pontyfikatów. Te bowiem, zwłaszcza w pierwszych siedmiu wiekach historii Kościoła, są mało wia­rygodne. Ograniczymy się więc do imion papieży, rocznych dat panowania i nazwisk rodowych, w przypadku kiedy papie­że raczyli zmienić swoje imię w chwili wyboru. Listy – wyka­zy papieży powstawały prawie od pierwszych wieków istnie­nia urzędu biskupa Rzymu.

Najstarszy taki wykaz pochodzi z końca II wieku. Przygoto­wany został przez biskupa Lyonu, Ireneusza Greka – (czas po­ntyfikatu Wiktora 189-199). Mniej więcej w tym samym czasie w Azji Mniejszej powstał wykaz zawierający część imion pa­pieży. Z biegiem lat publikacje, zawierające zapisy żywota pa­pieży, stają się coraz powszechniejsze. Z VII wieku pochodzi Księga rzymskich pontyfikatów. W średniowieczu tworzone były kroniki pełne legend, barwnych opowieści, często sfałszowane na bieżące potrzeby Kościoła. Tak powstała między innymi Kronika papieży i cesarzy Marcina Polaka z Opawy, którego już cytowaliśmy jako autora legendy o papieżycy Joannie. Właśnie w takiej kronice umieszczona została legenda o kobiecie papie­żu. Dziś wiemy, jaka była wartość historyczna takich opraco­wań. Papież Innocenty III (1198-1216) uważany jest za twórcę spisu wszystkich aktów papieskich, które przez wieki uzupeł­niane, stanowiły podstawę do opracowania życiorysów i ofi­cjalnych katalogów papieży. Ta gromadzona przez wieki doku­mentacja jest częściowo udostępniona historykom do badania.

Pierwsze wieki historii Kościoła nie przynoszą nam więc wiele faktów i dat, które możemy dziś przyjąć bez zastrzeżeń. Wiemy na pewno, że papież Poncjan zrezygnował z urzędu 28 września 235 roku. W Watykanie od wielu dzisięcioleci wyda­wane jest każdego roku specjalne wydawnictwo „Annuario Pontyficio”, które przynosi nam pełną listę papieży. Jednakże i w tym wydawnictwie wprowadzanych jest wiele zmian. Np. Benedykt V (964-966) lub Leon VIII (963-965) powinni być uznani za antypapieży wobec uznania wyborów za nieważne. W niektórych katalogach papieży Bonifacy VII – antypapież (974-984 – dwukrotny pontyfikat) uznawany jest za prawowi­tego papieża. Wiele zamieszania w historii wprowadza dysku­sja o uznaniu prawowitości pontyfikatu papieża Stefana (752). W „Annuario Pontyficio” w 1960 roku widnieje on w spisie papieży prawowitych. Rok później został już pominięty. Stąd przy papieżu Stefanie pojawiają się podwójne numeracje po­ntyfikatu. Na medalionach w Bazylice św. Pawła za Murami Stefan jest papieżem legalnym. Przyczyną tego zamieszania była rychła śmierć nowo wybranego papieża. Zmarł on w trzy dni po wyborze, ale przed konsekracją. Od średniowiecza za­częto uznawać prawomocność wyboru od momentu konsekra­cji, a nie, jak nakazuje prawo, od chwili wyboru.

Wątpliwości co do liczby papieży i pontyfikatów przyto­czyliśmy już na wstępie.

Podobnie było z uznawanym za antypapieża Dioskurem (530), który do 1947 roku uznawany był za prawowitego, a od 1947 roku w „Annuario Pontyficio” określa się go mieniem an-typapieża, warunkowo dopuszczając prawomocność wyboru. Uznawany za prawowitego papieża Bonifacy II (530-532) był wyznaczony na urząd przez umierającego papieża Feliksa IV (III) i popierany przez dwór w Rawennie. Kanonicznie wybrany został Dioskur. Obydwaj byli konsekrowani tego samego dnia.

Wiele komplikacji jest też z imieniem Jan. Jan XXIII (1958-1963) formalnie powinien być Janem XXI, gdyż Jan XVI uznany jest powszechnie za antypapieża, a Jan XX w ka­talogach w ogóle nie występuje. Podobnie jest z papieżami o imieniu Feliks:

Feliks II (355) – antypapież, miał być męczennikiem, stąd przez część historyków i niektóre katalogi uznany został za prawitego następcę św. Piotra. Na medalionach jest podobizna Feliksa I, następnie dopiero Feliksa III i IV Brak jest w ogóle wzmianki o Feliksie II jako papieżu czy też antypapieżu.

Za prawowitego papieża uznany został Bonifacy I (418-422), a nie wcześniej wybrany i początkowo zatwierdzony przez cesarza Eulaliusz (418-429) – umieszczony w katalogu antypapieży. Podobnie jak Bonifacy II sam otrzymał tron. Na biskupstwo w Rzymie wyznaczony został także Wigiliusz, właśnie przez Bonifacego II w 531 roku. Wskutek ostrego sprzeciwu senatu i duchowieństwa nie objął wtedy sukcesji. Z rozkazu cesarzowej Teodory – o czym już pisaliśmy – usu­nięty został w 536 roku papież Sylweriusz, a za biskupa uzna­no właśnie Wigiliusza. Nowy biskup, choć już urząd sprawo­wał, uznany został powszechnie za papieża dopiero od roku 537 i panował do roku 555.

Antypapież Bonifacy VII urząd sprawował dwukrotnie: w 974 roku. a następnie w latach 984 – 985. Podobnie antypapież Teodor także dwukrotnie aspirował do godności papie­skiej raz w roku 686, a ponownie rok później.

Drobne zamieszanie znajdujemy też w numeracji papieży o imieniu Marcin. W katalogach figurują Marcin I, a później Marcin IV i V. Brak jest Marcina II i III. W ich miejscu umie­szczono papieży o imieniu Marynus I i II mylnie utożsamia­nych z imieniem Marcin.

Prawowitym papieżem, choć powszechnie umieszczanym w zestawie antypapieży, powinien być Benedykt X (1058-1059). W numeracji zostawiono temu właśnie papieżowi ko­lejny numer według katalogu legalnych papieży. W roku 1058, po śmierci Stefana IX (X), wybrano legalnie Giovanniego Minicio z rodu hrabiów na Tuskulum i z poparciem cesa­rzowej Agnieszki. Koronacja Benedykta X, odbyła się natych­miast po wyborze, w nocy, z udziałem kilku tylko kardynałów i prałatów kurii. Wedle życzenia poprzedniego papieża wybór następcy mógł odbyć się wyłącznie w obecności opata Hilde-branda, który już wtedy rządził dworem papieskim. Hildebrand w momencie wyboru i koronacji Benedykta przebywał z misją na terenie Niemiec. Po powrocie Hildebrand przeku­pił zwolenników Benedykta, aby odstąpili od poparcia Ojca Świętego, W jego miejsce wybrano Mikołaja II (1058-1061), a synod obradujący w Sutrii zdjął z urzędu Benedykta, które­go na rozkaz Hildebranda uwięziono, po czym powierzono zarząd nad szpitalem. Żyjąc w skrajnej nędzy Benedykt zmarł w 1073 roku, a Hildebrand sam został papieżem Grzegorzem VII (1073-1085) i świętym Kościoła Powszechnego.

Lista antypapieży też nie jest możliwa do ostatecznego ustalenia. Niektóre katalogi w 972 roku wymieniają antypapieża Donusa II, w rzeczywistości w ogóle nie istniał. Papież Marceli I (308-309) przez część historyków mylony jest lub utożsamiany z papieżem Marcelinem (296-304). Obydwaj występują w katalogach jako prawowici papieże. Od czasów Marcelina pojawia się przy imionach biskupów rzymskich ty­tuł papa – papież. Z tej racji warto zapamiętać to imię.

Słowo papież pochodzi od greckiego „papas” – ojciec. Tym imieniem niemal od początku chrześcijaństwa pozdra­wiano duchownych – przewodzących gminom: mnichów, ka­płanów, biskupów. Tytuł „papas” od przełomu II i III wieku związany był z kościołem aleksandryjskim. Używali go pa­triarchowie Aleksandrii. W Kościele Zachodnim, w łacińskiej wersji – tytułu tego oprócz biskupów Rzymu używali także biskupi Kartaginy.

Dopiero papież Grzegorz VII (1073-1085) wyraźnie za­strzegł prawo używania tego tytułu wyłącznie dla biskupów Rzymu. Zadziwiające, że ostra walka biskupów Rzymu o za­gwarantowanie wyłącznie im prawa używania tytułu papieża nigdy nie znalazła potwierdzenia we wprowadzeniu tego tytu­łu do oficjalnych tytułów. Według dzisiejszej nomenklatury papieże używają następujących tytułów:

– Biskup Rzymu,

– Wikariusz Jezusa Chrystusa,

– Sukcesor Księcia Apostołów,

– Najwyższy Kapłan Kościoła Powszechnego

– Patriarcha Zachodu,

– Prymas Włoch,

– Arcybiskup Metropolita Prowincji Rzymskiej,

– Suweren Państwa Miasta Watykańskiego,

– Sługa Sług Bożych.

Teoretycznie biskupem Rzymu – papieżem może zostać każdy. Musi być jednak ochrzczonym chrześcijaninem, wyłącznie pici męskiej, lecz nie może być związanym węzłem małżeńskim (prawo tego wyraźnie nie zakazuje). W rzeczywi­stości jednak od 1378 roku papieży wybierano wyłącznie z grona członków Świętego Kolegium Kardynalskiego, nie za­wsze jednak spośród biskupów. Ostatnim papieżem, który nie był biskupem w chwili swojego wyboru, był Grzegorz XVI (1831-1846). W takim przypadku wybrany zostaje natychmiast namaszczony, otrzymując ordynację biskupią. Namaszczenia, zgodnie z prawem sprzed przeszło 1500 lat dokonuje biskup Ostii, będący jednocześnie Dziekanem Świętego Kolegium Watykańskiego. Pełnię władzy elekt otrzymuje z chwilą wyra­żenia zgody na wybór i złożenia przez kardynałów deklaracji posłuszeństwa. Na prawomocność wyboru nie ma wpływu sam akt intronizacji, czyli dawniej koronacji papieża tiarą – mitrą biskupią z trzema koronami. Ostatnim papieżem, koro­nowanym tiarą i intronizowanym był Paweł VI. Papieże Jan Paweł I i Jan Paweł II całkowicie zrezygnowali z uroczystości intronizacyjnych w dawnym znaczeniu tego słowa. Obowiązek sfinansowania korony papieskiej w zasadzie wedle zwyczaju należał do diecezji, z której pochodził wybrany papież. Był to raczej zaszczyt dla diecezji niż obowiązek. Papież Paweł VI sprzedał swoją koronę, a następnie pieniądze przeznaczył na pomoc charytatywną w diecezji mediolańskiej, w której wcze­śniej był metropolitą. Pierwszym papieżem, który w ogóle nie skorzystał z przysługującego papieżowi prawa noszenia ich na specjalnym tronie, był Jan Paweł II. Jego poprzednik począt­kowo także nie zgodził się, aby noszono go na tronie, jednak­że za namową specjalistów od „promocji” dał się „skusić” te­mu staremu obyczajowi. Powszechnie lubiany, uśmiechnięty papież nie był wysokiego wzrostu. Rzesze pielgrzymów i turystów chciało lepiej widzieć oblicze papieża. Aby pokazać się ludziom Jan Paweł I skorzystał z papieskiego tronu.

Ilu było papieży? Na to nie znajdziemy już dzisiaj popraw­nej odpowiedzi. Spory i dyskusje trwają. Niektóre wątpliwo­ści przytoczyliśmy na wstępie tego rozdziału. Liczba prawo­witych papieży, w zależności od klasyfikacji przyjętej przez poszczególnych historyków, zawiera imiona od 261 do 264 osób. Gdyby jednak uwzględnić, spośród uznanych za antypa-pieży imiona tych, których wybór odbywał się zgodnie z za­sadami kanonicznymi, ale nie uzyskali potwierdzenia władzy świeckiej – liczba papieży wzrosłaby do 271. Natomiast gdy­byśmy uznali za antypapieży tych, którzy wybrani zostali bądź to za życia poprzedniego papieża, bądź to pod wpływem monarchów i innych osób, to liczba prawowitych papieży zmniejszyłaby się do ok. 230. Istnienia kilku spośród wymie­nionych w katalogach papieży nie da się udowodnić bez za­strzeżeń. Niektóre pontyfikaty były ze sobą mylone w związ­ku z podobieństwem imion, np. Marcin I i II myleni są często z Marynusem I i II. W tej pracy przytaczamy imiona:

– 263 prawowitych papieży oraz

– 41 uznanych za antypapieży, w tym Benedykta IX, który urząd sprawował trzy razy. Raz jako legalny papież i dwu­krotnie jako antypapież.

Łącznie papieże i antypapieże używali przez dwa tysiące lat 93 imion. Przez pierwsze tysiąclecie nosili oni imiona chrzestne. Zwyczaj zmiany imienia z chwilą wyboru wprowa­dzono od Sergiusza IV (1009-1012). Wyjątkiem od tej zasady były pontyfikaty Hadriana VI (1522-1523) i Marcelego II (1555), którzy po wyborze zachowali swoje imiona.

Część papieży – wywodzących się z zakonów – w czasie swojego życia trzykrotnie zmieniała swoje imię. Imię chrzestne zamienione zostało na imię zakonne z chwilą wstąpienia do zakonu, a następnie na imię papieskie, po wyborze na ten urząd – np. papież Grzegorz XVI (1831-1846) nosił imię Bar-tolomeo Alberto na chrzcie, od 22 roku życia nosił imię za­konne Mauro, a od 66 roku życia przez piętnaście lat pontyfi­katu nosił imię Grzegorz XVI. Najczęściej używane przez papieży imiona to:

– Jan 21 razy, mimo błędnej numeracji papieży o tym imie­niu

– Grzegorz 16 razy

– Benedykt 15 razy

– Klemens 14 razy

– Innocenty 13 razy

– Leon 13 razy

Pius 12 razy.

W katalogach papieży tylko raz spotkaliśmy następujące imiona: Agaton, Anicet, Anterus, Dionizy, Donus, Eleuter, Eutychian, Euzebiusz, Ewaryst, Fabian, Formozus, Hilary, Hormizdas, Hygin, Kajus, Kletus, Konstantyn, Korneliusz, Konon, Lando, Liberiusz, Linus, Marcelin, Marek, Miłicja-des, Poncjan, Roman, Sabinian, Seweryn, Soter, Sylweriusz, Symmach, Symplicjusz, Syrycjusz, Syzyniusz, Telesfor, Wa­lentyn, Wigiliusz, Witalian, Zachariasz, Zefiryn, Zozyn i oczywiście Piotr.

Nazwiska rodowe papieży znamy od Benedykta VIII (1012-1024), Chociaż wcześniej znane były starożytne rody rzymskie, które swoimi kręgami obsadziły urząd papieski (patrz poprzednie rozdziały). Najdłużej panującymi papieżami byli:

1 Pius X (1846-1878) prawie 32 lata,

2 Leon XIII (1878-1903) przeszło 25 lat,

3 Pius VI (1775-1799) 24 i pół roku,

4 Hadrian I (772-795) prawie 24 lata,

5 Pius VII (1800-1823) prawie 23 i pół roku,

6 Aleksander III (1159-1181) prawie 22 lata

7 Sylwester (314-335) prawie 22 lata,

8 Urban VIII (l 623-1644) 21 lat

9 Jan Paweł II (od 1978 roku –

10 Leon III (795-816) prawie 20 i pół roku,

11 Klemens XI (1700-1721) przeszło 20 lat,

12 Leon I Wielki (440-461) nieco dłużej niż 20 lat. Wiek XIX był wiekiem najdłuższych w historii pontyfika­tów. Najdłużej jednak godność biskupa Rzymu sprawował święty Piotr – 34 łata. Stąd zalecenie pokory nowo wybiera­nych papieży – nie dożyjesz wieku Piotra.

W historii papiestwa przeważały jednak pontyfikaty krót­kie. A to z racji prześladowań i męczeńskiej śmierci wielu z nich, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa oraz z racji do­konywania wyboru raczej spośród kardynałów w wieku do­świadczonym. Najkrócej panowali:

1 Urban VII (l 590)-12 dni

2 Bonifacy VI (896)-15 dni

3 Celestyn IV (1241) – 16 dni – mógł po wyborze nie być konsekrowany. Po jego śmierci przez 1,5 roku Stolica Apo­stolska nie była obsadzona.

4 Syzyniusz (708) – 20 dni

5 Teodor II (897) – 20 dni

6 Marceli II (1555)-22 dni

7 DamazyII(1048)-22dni

8 Pius III (1503)-25 dni

9 Leon XI (1605)-26 dni.

Następny krótki pontyfikat zdarzył się w Kościele dopiero 373 lata po śmierci Pawła V w 1978 roku. Był to pontyfikat Jana Pawła I. zmarł w 33 dni po wyborze.

Najkrócej panował jednak papież Stefan II (752). Zmarł po trzech dniach od wyboru, zanim jednak został konsekrowany. W owym czasie właśnie akt konsekracji oznaczał przyjęcie pełni władzy, stąd od VIII wieku praktycznie do 1960 roku nie wymieniano tego papieża w wielu spisach. Przy papieżach o imieniu Stefan pojawiła się więc podwójna numeracja – po­wstająca w związku z wątpliwościami co do uznania tego po­ntyfikatu.

Wiele trudności sprawia ostatecznie ustalenie narodowości wszystkich papieży. Wiele współcześnie określonych naro­dów, w chwili obejmowania urzędu przez papieży nie istnia­ło. Stąd łatwiej będzie określić ich geograficzne pochodzenie niż narodowościowe. W ogromnej większości papieżami zo­stawały osoby pochodzące:

– z terenów dzisiejszych Włoch – było ich aż 203.

– z terenów dzisiejszej Francji pochodziło – 17 papieży,

– z terenów starożytnego świata greckiego pochodziło 10 pa­pieży,

z Bliskiego Wschodu pochodziło 8 papieży,

z terytoriów dzisiejszych Niemiec pochodziło 4 papieży,

z Afryki Północnej i Hiszpanii pochodziło po 3 papieży,

– z Dalmacji (dzisiejsza Chorwacja), Portugalii i świata bar­barzyńskiego po 2 papieży

– z Dacji (dzisiejsza Rumunia), Anglii, Holandii, Polski po l. Pochodzenie dwóch papieży jest nieznane. Chociaż w wie­lu innych przypadkach jednoznaczne określenie pochodzenia papieży także sprawia sporo kłopotów. W przedstawionym ze­stawieniu przyjęto jednak opinię większości badaczy.

Za najpotężniejszego w dziejach papiestwa (z racji znacze­nia i potęgi Państwa Kościelnego) uważa się Innocentego III (1198-1216).

Za najmłodszych w chwili wyboru papieży uważa się:

– Benedykta IX (1032 – 1048) – wybrany w wieku między dwunastym a piętnastym rokiem życia.

– Jana XII (955-964) – w chwili wyboru miał osiemnaście lat.

– Grzegorz V (996 – 999) – w chwili wyboru miał 24 lata. Natomiast w wieku podeszłym, wręcz starym, wybrano: – Celestyna V (1294) – w chwili wyboru miał mieć 85 lat

– chociaż dokładna data jego urodzin nie jest znana. Najbardziej starczego wieku na papieskim tronie dożyli:

– Leon XIII (1878-1903) – zmarł w wieku 93 lat, był papie­żem przez 25 lat;

– Grzegorz XII (1406-1415) – zmarł w wieku 92 lat, był pa­pieżem przez 9 lat;

– Jan XXII (1316-1344) – zmarł w wieku 90 lat, był papie­żem przez 18 lat;

– Klemens XII (1730-1740) – zmarł w wieku 88 lat, był pa­pieżem przez l O lat.

Tiara – potrójna korona papieży po raz pierwszy użyta zo­stała przez papieża Mikołaja II (1059-1061).

Wiele razy przerwy w obsadzeniu biskupstwa rzymskiego przeciągały się w długie miesiące, a nawet lata. Najdłuższa ta­ka przerwa trwała 3,5 roku i trwała między-rokiem 304 a 308, kolejna dwa lata między rokiem 310 a 311. (Patrz rozdział Pod kontrolą cesarza). Osiemnaście miesięcy trwała przerwa między pontyfikatem Celestyna IV i Innocentego IV (1243-1254). Tę przerwę wymusił cesarz Fryderyk II, który przetrzy­mywał w areszcie część kardynałów, przeszkadzając w ten sposób w swobodnym wyborze. Papież Celestyn IV (1241) wybrany został po sześdziesięciu dniach. Jego wybór odbył się w trakcie pierwszego w dziejach konklawe, tj. zamknięcia pod kluczem kardynałów elektorów. Kiedy po śmierci

w sierpniu 1241 roku papieża Grzegorza IX, kardynałowie ze­brali się niemal natychmiast dla wyboru następcy, długo nie mogli się zdecydować na godnego kandydata. Aby przyspieszyć wybór – senator rzymski, faktyczny dyktator Rzymu Matteo Rosso Orsini – przyjmując reguły niektórych zakonów – zamknął kardynałów w pałacu Septymiusza Sewera. Kiedy elektorzy nie mogli w dalszym ciągu zdecydować się na wy­bór, Orsini zaostrzył rygory zamknięcia. Wielu kardynałów zachorowało, jeden nawet – Anglik Robert Somercote zmarł w trakcie obrad. Mimo to wyborów nie przerwano. Po szes-dziesięciu dniach zdecydowano się na Goffreda Castiglioniego, kandydata kompromisowego. Słabe zdrowie i podeszły wiek sprawiły, że pierwszy papież wybrany w trakcie konkla­we – Celestyn IV zmarł po szesnastu dniach.

Zamiast zakończenia

„…Kto o biskupstwo się ubiega, pięknej pracy pragnie. Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przystojny, gościnny, dobry nauczyciel, Nie oddający się pijaństwu, nie zadzierżysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, Który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzy­mał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, Bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży? Nie może to być dopiero co nawrócony, gdyż mógłby wzbić się w pychę i popaść w potępienie diabelskie. A powinien też cieszyć się dobrym imieniem u tych, którzy do nas nie należą, aby nie narazić się na zarzuty i nie popaść w sidła diabelskie”. (Z pierwszego listu świętego Pawia do Tymoteusza. 3. 1-8).

Spis treści.

1. Zamiast wstępu …………………………….. 2

2. Przedmowa do wydania polskiego ……………….. 2

3. Rozdział I

Siedem kobiet które wstrząsnęły Watykanem ……… 4

4. Rozdział II

Papa znaczy ojciec ………………………… 14

5. Rozdział III

W pogoni za złotym cielcem ………………….. 21

6. Rozdział IV

Papież Joanna …………………………… 29

7. Rozdział V

Nędzarze i bogacze ………………………… 34

8. Rozdział VI

Pod kontrolą cesarza ………………………. 40

9. Rozdział VII

Nepotyzm – najczarniejsze karty w dziejach Kościoła ..48

10. Rozdział VIII

Pocałunek śmierci ………………………. 55

11. Rozdział IX

I moce piekielne go nie przemogą  ……………………63

12. Rozdział X

Poczet papieży………………………………………70

3 Comments

  1. martin
    Posted 23/08/2011 at 20:54 | Permalink | Odpowiedz

    Bardzo interesujące informacje , szkoda że ludzie tak mało wiedzą o tym wszystim

  2. Posted 17/03/2014 at 16:53 | Permalink | Odpowiedz

    I want to to thank you for this wonderful read!! I absolutely loved every bit of it.
    I have you bookmarked to check out new things you post…

  3. Posted 18/09/2014 at 16:05 | Permalink | Odpowiedz

    I like what you guys are usually up too. Thiis type
    of clevver work and exposure! Keep upp thhe superb works guys I’ve
    added you guys to my blogroll.

One Trackback

  1. By website on 17/08/2016 at 02:05

    website

    TAJNE SPRAWY PAPIEŻY – Robert A. Haasler (e-book) « ***PUBLIC-DISORDER***

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: