Monthly Archives: Grudzień 2010

IZYDA – W poszukiwaniu boskiej tajemnicy – Gisela Schoeller (e-book)

Spis treści

Wprowadzenie

Pierwszy wątek mitologiczny: Uśmiercenie praboga – utrata związku z prapoczątkiem ….

1. Poszukiwanie i skarga — droga rozpoczyna się stratą ….

2. „Rozdrobnił się w miliony” — tajemnica rozpadu prapoczą-tku …………………

3. Braterski mord – rozłam i rozpad początkowej jedności. . .

4. Uzdrawiająca kobiecość — scalenie jako droga do wnętrza . .

5. „Tajemnicza postać” – zarodek ukryty w nasieniu …..

Drugi wątek mitologiczny: Zapłodnienie i ciąża – nowe połączenie z prapoczątkiem ….

6. Obudzenie ukrytego zarodka – dynamika twórczej kobiecości ………………..

7. Zejście do świata podziemnego – odnowienie męskiej siły z prapoczątku ……………..

8. „Boski owoc dała” — możliwość dojrzewania nowego życia. .

Trzeci wątek mitologiczny: Boskie dziecko – zbawiciel nieba i ziemi……….

9. Poszukiwanie schronienia — uniemożliwienie narodzin nowego życia przez żądzę posiadania ……….

10. Horus – narażenie bezradnego dziecka na niebezpieczeństwo śmierci ………………..

11. Uzdrowienie dziecka – światełko w ciemności ……

Czwarty wątek mitologiczny: Walka między braćmi — spór z cieniem ………. 111

12. I „zmienili się w dwa hipopotamy świata podziemnego” — postępowanie ze „zwierzęciem w nas” ………. 113

13. „Dziki jak lampart” — wtajemniczenie w siłę egzystencjalną, mężczyzny ……………… 121

14. Olśnienie i uzdrowienie bohatera — nowa płaszczyzna świadomości ……………….. 129

Piąty wątek mitologiczny: Człowiek – istota królewska ………….. 145
Czytaj dalej

Reklamy

KOBIETY WATYKANU – Robert A. Haasler (e-book)

Zamiast wstępu

„…jeżeli żołnierze nie mają kobiet wykorzystują mężczyzn”

/ Arystoteles /

Przedmowa do wydania polskiego

Oddajemy dziś do rąk Czytelnika kolejny, trzeci już tom serii zapoczątkowanej pracą „Tajne sprawy papieży”. W tamtej książce zasygnalizowaliśmy wolę wydawnictwa przedstawienia w ciągu 2-3 lat, w osobnych tomach, pełnej, grzesznej historii Kościoła i papieży. W naszym zamierzeniu, wszystkie rozdziały książki „Tajne sprawy papieży” miały być jedynie skrótem, samodzielnych wydawnictw.

Tę obietnicę, korzystając z ogromnego zainteresowania i życzliwości czytelników, realizujemy.

Książka „Kobiety Watykanu jest w tym znaczeniu nawiązaniem do poprzednich dwóch publikacji: wspomnianej „Tajne sprawy papieży” i „Księga zagłady. Przepowiednia na koniec świata”. Przygotowujemy na pierwszą połowę 2000 roku kolejne książki z tej serii: „Życie seksualne w Kościele” i „Zbrodnie w imieniu Chrystusa”. Być może uda nam się w drugiej połowie 2000 roku przygotować jeszcze jedną książkę, poświęconą sprawom pieniędzy, nepotyzmu i bogacenia się możnych rodów papieskich, a szczególnie niektórych źródeł ich fortun, pochodzących z prostytucji, zbrodni i grabieży.

Grzeszna historia Kościoła nie jest wydawnictwem, które ma obrażać kogokolwiek, bulwersować Jest jedynie próbom spojrzenia na historię najstarszej ze współczesnych instytucji świata niejako od zaplecza. Spoglądamy na nią zza kotar alkowy, więzień, spod katowskiego topora. Można by szukać innych perspektyw w oglądaniu spraw Kościoła np. poprzez historię sztuki, literatury, czy też żartu i dowcipu.

Autor i wydawnictwo przygotowując książkę „Kobiety Watykanu”, poprzedzili jej publikację ogromną pracą szczegółowej analizy, sporej liczby publikacji wydanych w Polsce, Niemczech, Francji, Anglii, USA i we Włoszech. W wielu miejscach przytoczyliśmy, więc fakty i wydarzenia, które Czytelnik znajdzie w tych publikacjach. Z całą pewnością nie ma jednak w Polsce, a może nawet w Europie książki podobnej. Nigdzie, w „jednym miejscu” nie znajdzie Czytelnik tylu faktów, opisu tylu wydarzeń. Także cała seria wydawnicza „Grzeszna historia Kościoła” jest ewenementem w skali Europy.

Wdzięczni jesteśmy wszystkim czytelnikom, szczególnie tym, którzy w licznej korespondencji z Autorem i wydawnictwem dzielili się swoimi uwagami, spostrzeżeniami, podpowiedziami, a i słowami zachęty. Będziemy zaszczyceni, gdy zechcecie Państwo towarzyszyć nam do samego końca.

***
Czytaj dalej

KATOLICKA MAFIA – Matthias Mettner (e-book)

Przedmowa

“Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko być reakcyjny; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko stać po stronie rządzących; (…) Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko popierać społeczeństwa hierarchiczne, w których porządku pilnuje klasa rządząca; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko żywić odrazę do choćby najbardziej nieśmiałych przejawów niezależnego myślenia; (…) Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko działać w całkowitym oderwaniu od nauki ewangelii; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko czysto formalnie powoływać się na Boga we wszystkich swoich decyzjach praktycznych, często zapominając nawet i o tym” — powiedział Pier Paolo Pasolini po przeczytaniu dwudziestu kilku “typowych” orzeczeń Roty Rzymskiej, jednego z trzech trybunałów watykańskich.

Myli się jednak Pasolini, autor przejmującej ekranizacji “Ewangelii wg św. Mateusza”: otóż Kościół może zupełnie inaczej! Kościół może odnosić się do władzy krytycznie, może działać w duchu ewangelii sprawiedliwości, zbawienia i wyzwolenia, może się nawrócić na myślenie kategoriami praw człowieka. Wystarczy przypomnieć choćby o profetycznej krytyce, jakiej kobiety i mężczyźni Kościoła pierwotnego poddawali despotyczne rządy cesarstwa rzymskiego, o “ruchach ubogich” w średniowieczu, o reformacyjnych ruchach odnowy, o religijno-społecznym ruchu robotniczym, o siłach antyfaszystowskich i o pacyfistach chrześcijańskich, o sprzeciwie Kościoła wobec rasistowskiego reżimu Afryki Południowej, o solidarności Kościołów wyzwolenia z ubogimi w krajach Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji, o Kościele kobiet itd.

Pamięć tych dobrych tradycji nie uchroni jednak Czytelnika niniejszej książki przed pokusą podzielenia opinii Pasoliniego. Uważam tę książkę za przykrą, lecz konieczną. Jest to jakby szkic do kościelnego koszmaru. Dla mnie jednak decydujące znaczenie ma ujawnienie mechanizmów i powiązań, które w sensie dosłownym są “zagrożeniem dla życia”. Aby móc domagać się tego, co sprzyja życiu i właśnie to rozwijać, trzeba przede wszystkim wiedzieć, przeciwko czemu się jest czy też być powinno. Skromne wskazówki w tym kierunku staram się zamieścić nie tylko w “Epilogu”.

Są takie artykuły i książki, które się pisze chętnie. Tę książkę pisałem niechętnie, niekiedy ze wstrętem. Raz po raz przypominałem sobie dewizę mojej rodziny: “Robimy to, co porządni ludzie robić powinni”. Skoro mam coś do powiedzenia, to muszę to powiedzieć; w końcu chodzi też o elementarną przyzwoitość. Nikt nie pisze książki sam. Każda książka czerpie z poszukiwań, analiz i tez innych autorów. Chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mojej żonie byłoby przyjemniej, gdybym napisał książkę o Pieśni nad Pieśniami czy też o świętach i uroczystościach żydowskich i chrześcijańskich. Ale jak wiadomo, na wszystko przychodzi czas. “Piekło i niebo” to zabawa, do której nieraz wciągały mnie dzieci — nie będę ukrywał, że pisząc o “katolickiej mafii” zacząłem patrzeć na tę grę inaczej.
Czytaj dalej

PIĄTY ROZBIÓR POLSKI – HENRYK PAJĄK (e-book)

Henryk Pająk
Piąty rozbiór polski

Rozdział 1.
Od Lenina do Wałęsy.
Po kompromitacji stworzonego przez swych pobratynców ludobójczego bolszewizmu, współczesne izraelity’ kontynuują dzieło niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej w tak ważnych rejonach wartości, jak naród, państwo, wiara, rodzina, tradycja, kultura narodu, dekalog moralny.
Z dwóch uniwersalnych idei, wolności oraz wspaniałej utopii, jaką jest równość wszystkich wobec wszystkich, tzw. komunizm sklecony przez masonów żydowskiego pochodzenia: Mojżesza Hessa2 i Karola Marksa, a zastosowany w ludobójczej skali na carskiej Rosji przez Żyda Ulianow-Lenina3, uczynił je szyderczymi parodiami, pretekstami do masowych zbrodni, do destrukcji materialnej i duchowej o skali nieporównywalnej z niczym innym w historii gatunku ludzkiego.
Kiedy masoneria wydała wojnę katolickiej Francji u schyłku XVIII wieku, nikt jeszcze nie znał słowa komunizm, ale tę zbrodnię ludobójstwa popełniano pod tymi samymi hasłami, pod którymi później mordowano dziesiątki milionów ludzi w carskiej Rosji. Były to: wolność, równość, braterstwo.
Dokładnie w tym samym czasie dokończono zagłady państwowości polskiej, przeniesionej do historii pod nazwą trzeciego rozbioru Polski. Były to zbrodnie zsynchronizowane, choć odległe terytorialnie.
Dla pogrążenia Polaków nigdy nie pogodzonych z niewolą w jeszcze większym zniewoleniu, warszawska masoneria sterowana przez masonerię francuską, pchnęła grupę młodych patriotów do Powstania Listopadowego. Rezultatem były egzekucje, zsyłki na Sybir, konfiskaty, ogólny regres.
Stało się to kilkanaście lat po tym, jak Europę pogrążono w wojnach napoleońskich, które powinny nosić prawidłową nazwę: pierwsza wojna światowa. Napoleona Bonaparte – anonimowego Korsykanina, wyniosła do władzy i pchnęła do wojen masoneria francuska, a kiedy okazał wobec niej niesubordynację, zmiotła go ze szczytów po bitwach pod Lipskiem i Waterloo. Czytaj dalej

LICHWA – Rak ludzkości – Henryk Pająk (e-book)

HENRYK PAJĄK
Lichwa
rak ludzkości
Dzień po dniu i godzina po godzinie łańcuch zarządzania prowadzi w stronę to talnej kontroli całej rasy ludzkiej przez rząd światowy. Jeśli ktoś odważa się porównać to do raka, jest to rak całego międzynarodowego ciała politycznego, obłąkany, dziki guz, który z pewnością zostanie zlikwidowany przez Boską interwencję, jak stało się to z wieżą Babel.
Irlandzka patriotka Deirdre Manifold
Lublin 2009
© Copyright by Henryk Pająk, Michalina Pająk
ISBN 83-875-10-02-5

5
Wprowadzenie
Rząd światowy istnieje już od stu lat, a za jego nieformalne powstanie należy uznać 1913 rok. Ciągle jednak mówi się i pisze o jego „powstawaniu”, o „tworzeniu” Rządu Światowego, „Nowego Światowego Ładu”, „New Age” – „Nowego Wieku”. Za jego oficjalną namiastkę uznaje się tzw. „Ligę Narodów”, a po drugiej wojnie światowej – „Organizację Narodów Zjednoczonych” – karykaturalną atrapę niewidzialnych władców świata, pozbawioną jakiejkolwiek samodzielności; agenturalną ekspozyturę do terroryzowania wolnych niegdyś narodów. Jej kolejni przewodniczący to marionetki Rządu Światowego, prywatnie – wypróbowani wolnomularze bez szemrania wykonujący każde polecenie „niewidzialnych”.
Nie ma narodu bardziej doświadczonego zbrodniami Wielkiej Lichwy czyli Rządu Światowego, jak naród polski. Dramaty Polski XX wieku to krwawa lekcja na dziś i na przyszłość, którą pobieramy całkiem współcześnie, gdy piszemy te słowa – 2 kwietnia 2008 roku – nazajutrz po bezprzykładnej zdradzie popełnionej przez rządzący Polską Pol-Sanhedryn zwany „polskim” Sejmem. Zdradzie w postaci ratyfikacji terrorystycznej, neo-bolszewickiej konstytucji nowego Eurołagru pod fałszywą nazwą „traktatu reformującego”.
Co czeka Ludzkość jutro i pojutrze pod rządami globalnych łotrów Globalnego Rządu, Globalnej Lichwy? Już dawno temu wypowiedzieli się na ten temat najbardziej eksponowani przedstawiciele tej międzynarodowej mafii rzezimieszków w białych kołnierzykach. Czytaj dalej

ŚWIĘTO GODOWE – pradawne święto Słowian

Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca – pradawne  święto Słowian, przypadajace na okolice przesilenia zimowego (21-22 grudnia). Obchodzone przez wszystkie współczesne grupy rodzimowiercze
w Polsce (gdyż jest jednym z czterech głównych świąt solarnych).

Oryginalnie święto trwało kilka lub kilkanaście dni. Przez słowiańskich rodzimowierców (zarówno w przeszłości jak i obecnie) uznawane jest za początek nie tylko nowego roku słonecznego, ale też liturgicznego oraz wegetacyjnego. Zwycięstwo światła nad ciemnością symbolizuje moment, w którym zaczyna przybywać najkrótszego (jak dotąd) dnia w roku, a najdłuższej nocy ubywać. Przynosząc ludziom nadzieję, napawając radością i optymizmem, Swaróg – Słońce znów zaczyna odzyskiwać panowanie nad światem. Stary cykl się zamyka – odchodzi stary rok (Stare Słońce umiera), a nowy rozpoczyna się – rodzi się (lub odradza) Nowe (młode) Słońce.

W mowie dawnych Słowian słowo „god” oznaczało „rok”. Oryginalnie nazwą „gody” określano czas przejściowy pomiędzy starym i nowym rokiem (czas „styku” starego i nowego godu – stąd nazwa miesiąca „styczeń”). Wszystkie ludy indoeuropejskie (i nie tylko) posiadają mity o narodzinach (odrodzeniu) Słońca (lub odpowiadającego mu Boga). Czas tego odrodzenia archetypowo zawsze przypada na okres końca grudnia, okolice przesilenia zimowego (co jest zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę mitotwórczą siłę wielowiekowych obserwacji „odradzającego się” w tym czasie na niebie słońca, które we wszystkich kulturach tradycyjnych utożsamiane było z odpowiednimi bóstwami). Na okres przesilenia zimowego przypadały przykładowo największe święta pogańskiego Rzymu (Sol Invictus, Saturnalia).

Staropolską nazwą świąt Bożego Narodzenia były właśnie „Gody”. Taka nazwa do dzisiejszego dnia funkcjonuje jeszcze w polskim folklorze oraz w języku czeskim („Štědré Hody”) i łużyckim. W Polsce nazwy „Gody” inteligencja przestała używać w osiemnastym wieku, termin pozostał jednak wciąż żywy wśród ludu. Przetrwał w wielu znanych do dzisiaj przysłowiach (w swojej Księdze Przysłów Adalberg podaje tradycyjne 23 przysłowia dotyczące Godów).

Terminem „Gody” określano czas od dzisiejszego Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli. Wszystkie wieczory pomiędzy tymi świętami nazywano „świętymi”, co jest pozostałością po rozciągniętych w czasie oryginalnych Szczodrych Godach („szczodrych wieczorach”). Podczas trwania Godów zaprzestawano wszelkiej pracy fizycznej i spędzano czas na wzajemnych odwiedzinach, przyjmowaniu gości, obdarowywaniu się prezentami i śpiewaniu tradycyjnych, starych pieśni. Duchowieństwo chrześcijańskie, nie mogąc wyplenić tych zwyczajów wśród prostego ludu (który w sprawach obyczaju i tradycji jest zawsze bardzo konserwatywny), umiejętnie zmieniło ich znaczenie zastępując je jasełkami i śpiewaniem kolęd o narodzeniu Chrystusa (co lud przyjął łatwo, gdyż postać Chrystusa zastąpiła w prostej mentalności boga- Słońce, którego narodziny lud świętował w czasie Godów od wieków).
Czas Szczodrych Godów jest czasem przejściowym – pod wieloma względami. Jest to czas śmierci starego słońca i narodzin młodego, końca poprzedniego roku i początku nowego. Gody obchodzone były w sposób wesoły – czas spędzano na ucztach, zabawach i radowaniu się (symbolika nadziei na rychły powrót ciepłych dni i koniec bardzo trudnej dla ludu zimy – koniec czasu śmierci, rozpoczęcie czasu obrastania nowego Słońca w siłę). Stąd przesunięcie pola semantycznego terminu „gody” do dzisiejszej terminologii, w której słowa „gody”, „godowanie”, „godny” oznaczają bogate uczty i biesiady (w szczególności weselne) i doniosłą (echo sakralności) wspaniałość.
Czytaj dalej

SATURNALIA – doroczne święto ku czci Saturna

Saturnalia były jednym z ważniejszych świąt rzymskich. Z pewnością były też najbardziej lubiane – poeta Katullus nazwał je „najlepszym z dni”. Były to uroczystości na cześć Saturna, rzymskiego boga rolnictwa, utożsamionego później z greckim Kronosem. Oddawano też wtedy cześć jego żonie Ops – bogini dostatku. Obchodzono je w grudniu. Początkowo był to jeden dzień – czternasty przed kalendami styczniowymi, czyli 19 grudnia. Po reformie kalendarza dokonanej przez Juliusza Cezara grudzień miał dwa dni więcej, a święto przesunięto na szesnasty dzień przed kalendami (17 grudnia). Obchody święta wydłużały się, w połowie I w. p.n.e. obejmowały już tydzień (17 – 23 grudnia). Oktawian nakazał skrócić je do trzech dni, aby sądy nie musiały być zamknięte zbyt długo, ale niemal wszyscy i tak świętowali przez tydzień.

Obchody Saturnaliów dzieliły się na część państwową oraz nieoficjalną. Podczas tej pierwszej składano ofiary Saturnowi, a z jego posągu zdejmowano sznury wiążące go przez resztę roku. W pobliżu świątyni odbywała się też prawdopodobnie rytualna uczta (lectisternium), w której uczestniczył jakiś wizerunek boga (mógł to być posąg, ale też przebrany kapłan z atrybutami Saturna). Uczestnicy uroczystości wznosili okrzyk „Io, Saturnalia!”, którego znaczenie nie jest do końca jasne. Następnie odbywał się wielki bankiet. Radosny i swobodny charakter święta podkreślał już sam strój obywateli – nie noszono oficjalnej togi, wielu ubierało też pilleus – charakterystyczną czapkę wyzwoleńca. Podczas tego święta dokonywała się zamiana ról niewolników i ich panów, co miało przypominać mityczny złoty wiek, gdy panował Saturn, a wszyscy ludzie byli równi. Podczas prywatnych zabaw w domach niewolnicy nosili lepsze ubrania i jedli pierwsi, a ich właściciele im usługiwali i traktowali z szacunkiem. Często dawano służbie trochę pieniędzy i pozwalano grać w kości (był to jedyny czas w roku, w którym niewolnik mógł uprawiać hazard). Gry hazardowe, pijaństwo, maskarady i pochody prowadzone przez komicznie ubranych „królów” były charakterystyczne dla tego święta. Inny zwyczaj związany z Saturnaliami to obdarowywanie się prezentami. Bogaci dawali znajomym drobne przedmioty wykonane ze srebra (metal ten wiązano z Saturnem). Tradycyjnymi podarkami wśród biedniejszych były świece i gliniane figurki zwane sigillaria (figurki te przedstawiały postaci ludzkie i były symboliczną pozostałością dawnego zwyczaju składania ofiar z ludzi dla Saturna). Rzymianie zwykli też stroić wiecznie zielone rośliny (na znak czci dla boga, który może sprawić, że rośliny żyją nawet zimą) i dekorować domy girlandami i lampami. Świąteczny tydzień był wolny od pracy i szkoły. Spędzano go często odwiedzając rodzinę i przyjaciół. Niemal każdy urządzał w te dni przyjęcia i zapraszał na nie znajomych (według rzymskiego powiedzenia najlepiej było zaprosić gości „więcej niż Gracji, ale mniej niż Muz”, czyli więcej niż trzech, a mniej niż dziewięciu).
Czytaj dalej

SOL INVICTUS – SŁOŃCE NIEZWYCIĘŻONE

O tym, iż Boże Narodzenie to święto pogańskie w swojej genezie nie trzeba dziś nikogo przekonywać. Ci, dla których niepokalane poczęcie jest faktem historycznym i tak nie uznają żadnej argumentacji. Nie o to tu zresztą chodzi, lecz o obalenie innego, „naukowego” mitu dotyczącego święta przesilenia. W naukach historycznych przyjęło się tłumaczyć wszelkie obrzędy religijne prahistorii i starożytności jako ekspresję struktury społeczno gospodarczej danej kultury. Na wzór marksistowski więc byt warunkuje świadomość; ludzie oddawali cześć Słońcu, Księżycowi, deszczom, itp., jako konkretnym siłom przyrody, gdyż warunkują one naturalne cykle wegetacyjne, od których zależy przetrwanie w świecie nie ujarzmionym przez cywilizację technologiczną. Oczywiście, w jakimś stopniu odpowiada to rzeczywistości, zwłaszcza gdy chodziło o kulty rolnicze. Zapomniano jednak, o jednym istotnym fakcie; starożytne cywilizacje były konstrukcjami organicznymi, w których poszczególne grupy społeczne miały przydzielone konkretne funkcje, oraz konkretnych bogów. W związku z tym, arystokracja królewska i kapłańska (nierzadko łącząca obie funkcje), nie tylko wyznawała inne bóstwa, lecz także posiadała odrębną, pogłębioną i ‚uduchowioną’ metafizykę. Tak więc, nawet to samo bóstwo interpretowano na różne sposoby.

Weźmy dla przykładu Słońce będące przedmiotem naszego zainteresowania w kontekście „Bożego Narodzenia”. Dla rolnika było życiodajną siłą zapładniającą ziemię by wydała plony, a dla neoplatonizującego Juliana Apostaty, by posłużyć się konkretnym przykładem duchowym czynnikiem ‚zapładniającym’ inteligencję materialną.

Tak więc możemy tu mówić o interpretacji egzorterycznej i ezoterycznej. Ten dualizm jest zresztą typowy dla starożytnych tradycji, których mity i obrzędy zawierają w sobie dwie warstwy; zewnętrzną czytelną dla wielu i symboliczną zrozumiałą dla elit. Jakie więc było znaczenie ezoteryczne święta przesilenia zimowego, jaką rolę odgrywało samo Słońce i skąd wzięła się jego zbieżność z datą narodzin Chrystusa? Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba przeanalizować symbolikę solarną w starożytnym Rzymie.

W pierwszych wiekach naszej ery szczególną popularność zyskała w świecie grecko rzymskim astrologia, a wraz z nią oczywiście poszukiwanie związków pomiędzy pozycjami planet, znakami zodiaku a życiem ludzkim. Szczególna rola przypadła Słońcu jako największemu i najistotniejszemu ciału niebieskiemu. Jak pisał Frank Cumont w dziele „Astrologia i religia wśród Greków i Rzymian”; „Z astrologicznych spekulacji Chaldejczycy wywiedli cały system religijnych dogmatów. Słońce umieszczone pośrodku planet określa ich harmonijne ruchy. Jego żar popędza je do przodu, a następnie przyciąga je na powrót do siebie i w ten sposób stale kontroluje ono i określa, stosownie do swych rożnych aspektów kierunek ich biegów i ich oddziaływanie na ziemię. Ogniste serce tego świata, ożywia ten wielki organizm, a ponieważ gwiazdy są posłuszne jego komendzie, panuje ono niepodzielnie nad wszechświatem. Promieniowanie jego splendoru oświetla boski ogrom nieba, ale zarazem w tej jasności jest inteligencja, jet ono początkiem wszelkiego rozumu, a jako niezmordowany siewca rozsiewa ono niezmordowanie na świat poniżej nasiona żniwa dusz (logos spermatikos). Nasze krótkie życie jest tylko szczególną formą uniwersalnego życia. Ta naturalistyczna teologia narzuciła Rzymowi i innym narodom kult Niepokonanego Słońca (Sol Invictus) jako władcy całej natury, stwórcy i protektora ludzi.”1

Chrześcijaństwo z kolei nie pojawiło się w próżni, lecz powstało i dojrzewało w konkretnych warunkach kulturowych późnego imperium rzymskiego i z tradycji antyku właśnie czerpało więcej niż z myśli żydowskiej pod odcięciu się przez apostoła Pawła od gminy jerozolimskiej. Młody ruch religijny mając ambicję uniwersalistyczne poprzez skierowanie swojego przesłania zarówno do „Greka i Żyda” musiał posługiwać się językiem filozoficznym hellenizmu. Pierwsze kroki poczynił dla judaizmu Żyd Filon, z kolei już Paweł z Tarsu swobodnie posługiwał się w swoich ewangeliach terminami Logosu czy Eonu.
Czytaj dalej

POTOMKOWIE DAWIDA I JEZUSA – Laurence Gardner (e-book)

Przedmowa

 

Problemy i napięcia współczesności sprawiają, że wielu ludzi szuka odpo­wiedzi na dręczące ich pytania w księgach, które przenoszą do naszych czasów ukryte tajemnice starożytnej mądrości. Niestety, znajdują się wśród nich także liczne dzieła quasi-mistyczne i pseudomagiczne, a ich treść w znacznej mierze opiera się na błędnym rozumieniu korzeni naukowej tradycji smoczego rodu. Dzieje się tak dlatego, że badacze nie mają dostępu do archiwów zawierających podstawowe materiały historyczne. Co więcej, nie mają nawet dalekich związ­ków z Dworem Smoka lub spokrewnionymi z nim rodami Graala czy stosow­nymi instytucjami.

Z tym większą przyjemnością informuję Czytelników, że Laurence Gardner nie jest w tej dziedzinie niewtajemniczonym nowicjuszem, lecz doskonale poin­formowanym przedstawicielem starej szkoły, której zasady z taką swadą repre­zentuje.

W Potomkach Dawida i Jezusa autor zawarł bogaty dotyczący starożytności materiał, zaczerpnięty z archiwów Imperialnego i Królewskiego Dworu Smoka i porównał go z rzadko ukazującą się w opracowaniach klasyczną chronologią zdarzeń w czasach, o których mowa w Starym Testamencie. Rezultatem tej pracy jest dzieło niezwykle spójne, prezentujące zupełnie nowe spojrzenie na historię, diametralnie różne od tego, które od dawna narzuca się ludziom w określonym celu.

Los jednostki zależy od tego, gdzie zaczyna swoją życiową drogę i jaki chce lub musi obrać kierunek. Odnosi się to zarówno do pojedynczego człowieka, jak i do całego społeczeństwa, a warunki, kultura i osiągnięcia danego społeczeń­stwa zależą od tego, w jaki sposób postrzega ono swoje korzenie. Percepcja ta jest zdeterminowana oficjalnym programem edukacji, lecz jeśli jest on sprzeczny z prawdą, wśród członków tego społeczeństwa zapanuje dwoistość interesów, to­też zamiast dążyć do realnych celów, zacznie się ono rozpadać, a w końcu zupeł­nie zniknie.

W swojej pracy Laurence Gardner toruje drogę do restytucji prawdziwej hi-arii naszego społeczeństwa i uświadomienia mu jego autentycznego dziedzictwa. Polecam tę książkę wszystkim, którzy poświęcili życie poszukiwaniu wiecznego Graala.
Czytaj dalej

ROZWÓJ CHRZEŚCIJAŃSTWA – Edward Nowicki (e-book)

Książka niniejsza jest częścią większej pracy dra Edwarda Nowickiego pt. „CHRZEŚCIJAŃSTWO W ŚWIETLE PRAWDY”.

Edward Nowicki urodził się w Siedlcach w 1888 roku. Rodziców stracił w dzieciństwie. Po ukończeniu czterech klas gimnazjum państwowego musiał przerwać naukę i pracować jako kancelista w magistracie siedleckim.

W 1905 roku Nowicki wstąpił do PPS.

W 1907 roku wyjechał do Brazylii, skąd w trzy lata później udał się do Chicago w Stanach Zjednoczonych. Brał udział w powstaniu w Meksyku przeciwko dyktaturze Porfirio Diaza. Po zwycięstwie powstania, na którego czele stał przywódca liberałów – Francisco Madero, Nowicki w 1911 roku wrócił do Chicago. Osiedlił się na stałe w tej wielkiej metropolii Polonii Amerykańskiej. Znalazł się w gronie wybitnych polskich intelektualistów, twórców Związku Socjalistów Polskich i uniwersytetu robotniczego oraz organizatorów „Dziennika Ludowego” oraz pisma satyrycznego „Bicz Boży”.

Podczas pierwszej wojny światowej był członkiem korpusu medycznego armii Stanów Zjednoczonych, a po wojnie wstąpił na wydział stomatologii na uniwersytecie stanu Illinois. który chlubnie ukończył. Po otrzymaniu dyplomu osiadł w Gary (stan Indiana, pół godziny koleją od Chicago), gdzie poza swoją pracą zawodową dużo czasu poświęcał pracy społeczno-oświatowej i studiom religioznawczym. Pisywał często do prasy polskiej w Chicago i do tygodnika „Ameryka-Echo” w Toledo, na którego łamach była wydrukowana ostatnia jego praca: „Chrześcijaństwo w świetle prawdy”.

Zmarł na Florydzie dnia 12 czerwca 1957 roku w mieście Saint Petersburg.

Był przedstawicielem tej części emigracji, która czuła silne związki z Polską. Na prace społeczne wśród Polonii Amerykańskiej poświęcił nie tylko czas wolny od pracy zawodowej – na potrzeby społeczne czerpał także ze swych funduszów. Pomagał wielu ludziom z kraju.

W testamencie niemal cały swój majątek (80 tys. dolarów) zapisał na cele edukacyjne Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku.
Czytaj dalej

ZAKAZANA ARCHELOGIA – Michael A. Cremo, Richard L. Thompson (e-book)

Michael  A. Cremo  Richard L. Thompson

Zakazana Archeologia

Wydawnictwo ARCHE s.c., Wrocław 1998

 

Wyrazy uznania dla pełnej edycji Zakazanej archeologii Michaela A. Cremo i Richarda L. Thompsona

„Książka ta jest powieścią sensacyjną w takim samym stopniu jak naukowy tour de force. Lecz mordercą nie jest główny lokaj, a ofiarą nie pada bogaty, stary człowiek, który ma licznych spadkobierców. Ofiarą jest cały gatunek ludzki, a rolę mordercy odgrywa wielu naukowców. Zakazana archeologia wszczyna proces w tej sprawie i prosi Czytelnika, by sam wydał wyrok”.

dr Mikael Rothstein, Politiken, Dania

„Zdumiewająco kompletny przegląd wszelkich znalezisk dotyczących początków ludzkiego gatunku, włącznie z materiałami, które zlekceważono, ponieważ nie pasują do dominującego paradygmatu”.

dr Phillip E. Johnson, University of California, Berkeley, USA, autor Darwin on Trial

„Jeśli książka ta sprowokuje profesjonalne, ponowne badania relacji naukowych, które nie pasują do obecnego paradygmatu ewolucji człowieka, przyczyni się do rozwoju wiedzy o historii ludzkości”.

Dr. Siegfried Scherer, biolog. Politechnika Monachijska, Niemcy

„Doniosła prezentacja demaskująca tajemnice nauki […] dokumentuje prawdziwe dowody pochodzenia człowieka. Badacz i naukowiec połączyli swe siły by prześledzić jak wewnętrzne uprzedzenia wpływały na kształtowanie teorii ewolucji. Autorzy podają mnóstwo argumentów i faktów, aby pomóc Czytelnikom przemyśleć ponownie początki i historię ludzkości: badają kluczowe momenty odkrycia archeologicznego i sposób, w jaki oceniano odkrywane znaleziska. W wyniku ponad ośmiu lat badań, w kontrowersyjny sposób odrzucono konwencjonalny styl myślenia, doprowadzając do powstania pracy naukowej, która wywiera głębokie wrażenie”.
Czytaj dalej

Søren Kierkegaard – nadracjonalny paradoks wiary

Paradoks absolutny Chrystusa, chrześcijaństwa, człowieka, wreszcie wiary jest rzeczywistym paradoksem. System zaś myślowy wyraża się jako niepogodzone przeciwieństwo, gdyż paradoks wykracza poza system[1]. Zatem absurd, paradoks, który ujawnia się poza rzeczywistym jego odniesieniem – absolutnym, przedstawia się jako trywialny. Nie każdy absurd jest absurdem albo paradoksem, powiada Kierkegaard[2]. Kierkegaard zauważa wyraźnie, że termin „absurd” tak jak go używa, nie jest absurdem w potocznym sensie tego słowa, lecz raczej negatywnym kryterium tego, co jest wyżej niż ludzki rozum i wiedza[3]. Inaczej, pomiędzy absurdem absolutnym a pospolitym istnieje niesłychana różnica jakościowa, nie tyle logiczna, co ontologiczna. Wyrażająca porządek nieskończony, nieograniczony, wieczny. Chrześcijaństwo prezentuje się przeto jako posiadacz prawdy wiecznej, emocjonalnej, która objawia się w czasie, dlatego też przedstawia się jako paradoks i wymaga wewnętrzności wiary[4]. Kierkegaardowski paradoks jest znakiem sprzeciwu wobec Heglowskiej filozofii religii, która uznaje consensus wiary i rozumu, nie uznając prymatu, który ma paradoks wiary nad rozumem[5].

 

Tymczasem dla Kierkegaarda pojedynczy (człowiek) powinien z wielką troską określić chrześcijański absurd, paradoks i jego pojęciową poprawność. To, co odróżnia chrześcijański absurd od zwyczajnego absurdu, nonsensu, jest dokładnie tym, w co można wierzyć. Absurd nie jest absurdem dla wiary, która go transformuje [przeistacza][6]. Nawet jeżeli rozum nie jest zdolny uchwycić przedmiotu wiary znajdujemy w naturze wiary owe „coś”, co determinuje rozum do jej uznania[7]. Spostrzeżenie to sugeruje, że Kierkegaard nie utrzymywał, iż jest możliwym wierzyć w logiczne sprzeczności. Ujmując wiarę tym sposobem, prowadził ostatecznie do identyfikacji chrześcijaństwa i nonsensu[8].

 

Chrześcijaństwo jest dla duńskiego filozofa paradoksem, traktuje je nie jako doktrynę, lecz jako wyraz kondycji i świadectwo egzystencji ludzkiej. Gdyby jednak chrześcijaństwo było doktryną, nie mogłoby tym samym stanowić antytezy spekulacji[9]. Aproksymacja ku absolutnemu paradoksowi dokonuje się jednak w „izolacji” pojedynczego. Izolacja ta polega na usunięciu ze świadomości człowieka wybranego przez Boga jakichkolwiek wpływów oddziaływania społecznego[10]. Ukryty sens paradoksu wiary jawi się przeto – pojedynczemu. Dla innych paradoks jest jednoznaczny z trywialnym absurdem[11]. Tymczasem chrześcijański absurd jest absurdem, który musi być prawdą[12].
Czytaj dalej