POTOMKOWIE DAWIDA I JEZUSA – Laurence Gardner (e-book)

Przedmowa

 

Problemy i napięcia współczesności sprawiają, że wielu ludzi szuka odpo­wiedzi na dręczące ich pytania w księgach, które przenoszą do naszych czasów ukryte tajemnice starożytnej mądrości. Niestety, znajdują się wśród nich także liczne dzieła quasi-mistyczne i pseudomagiczne, a ich treść w znacznej mierze opiera się na błędnym rozumieniu korzeni naukowej tradycji smoczego rodu. Dzieje się tak dlatego, że badacze nie mają dostępu do archiwów zawierających podstawowe materiały historyczne. Co więcej, nie mają nawet dalekich związ­ków z Dworem Smoka lub spokrewnionymi z nim rodami Graala czy stosow­nymi instytucjami.

Z tym większą przyjemnością informuję Czytelników, że Laurence Gardner nie jest w tej dziedzinie niewtajemniczonym nowicjuszem, lecz doskonale poin­formowanym przedstawicielem starej szkoły, której zasady z taką swadą repre­zentuje.

W Potomkach Dawida i Jezusa autor zawarł bogaty dotyczący starożytności materiał, zaczerpnięty z archiwów Imperialnego i Królewskiego Dworu Smoka i porównał go z rzadko ukazującą się w opracowaniach klasyczną chronologią zdarzeń w czasach, o których mowa w Starym Testamencie. Rezultatem tej pracy jest dzieło niezwykle spójne, prezentujące zupełnie nowe spojrzenie na historię, diametralnie różne od tego, które od dawna narzuca się ludziom w określonym celu.

Los jednostki zależy od tego, gdzie zaczyna swoją życiową drogę i jaki chce lub musi obrać kierunek. Odnosi się to zarówno do pojedynczego człowieka, jak i do całego społeczeństwa, a warunki, kultura i osiągnięcia danego społeczeń­stwa zależą od tego, w jaki sposób postrzega ono swoje korzenie. Percepcja ta jest zdeterminowana oficjalnym programem edukacji, lecz jeśli jest on sprzeczny z prawdą, wśród członków tego społeczeństwa zapanuje dwoistość interesów, to­też zamiast dążyć do realnych celów, zacznie się ono rozpadać, a w końcu zupeł­nie zniknie.

W swojej pracy Laurence Gardner toruje drogę do restytucji prawdziwej hi-arii naszego społeczeństwa i uświadomienia mu jego autentycznego dziedzictwa. Polecam tę książkę wszystkim, którzy poświęcili życie poszukiwaniu wiecznego Graala.

 

Jego Królewska Wysokość książę Nicholas de Vere

Princeps Draconis, Sovereign Grand Master,

Magister Templi of Sarkany Rend

The Imperial and Royal Dragon Court and Order

 

 

Wstęp

 

 

Potomkowie Dawida i Jezusa to druga z serii książek poświęconych temu przedmiotowi. Pierwsza nosiła tytuł Krew z krwi Jezusa. Choć dotyczą tej samej tematyki, każda z nich stanowi samodzielną całość.

Czytelnikom, którzy nie mieli okazji przeczytać Krwi z krwi Jezusa, należy się wyjaśnienie, że chronologiczna struktura tej książka oparta jest na Nowym Testa­mencie i okresie 2 tysięcy lat, jakie upłynęły do naszych czasów od narodzenia Jezusa. Natomiast książka Potomkowie Dawida i Jezusa zajmuje się znacznie star­szym okresem, który obejmują dwie pierwsze księgi Starego Testamentu. Ale wspól­nym wątkiem obu książek jest analiza historyczna pism i dokumentów z różnych przyczyn nie włączonych do kanonu biblijnego. Przytaczam również inne starożyt­ne źródła, które z pewnych ideologicznych powodów bywały w przeszłości pomijane.

Badania porównawcze dowodzą, że autentyczne źródła z jakiegokolwiek okre­su niewiele mają wspólnego z ich interpelacją w późniejszych kompilacjach, lecz właśnie te zafałszowane zapożyczenia stanowią podstawę systemu nauczania. Dla tych, którzy nie mieli możności zapoznania się z moją pierwszą książką, Krew z krwi Jezusa, przedstawiam obecnie krótkie streszczenie tego opracowania, któ­re da pojęcie o generalnym założeniu moich dociekań.

Po powstaniu żydowskim w Jerozolimie w I wieku n.e. Rzymianie spalili po­dobno wszelkie archiwa (publiczne i prywatne) dotyczące pochodzenia Jezusa z królewskiego rodu Dawida. Okazało się jednak, że nie wszystkie dokumenty uległy zniszczeniu i że przetrwały w rękach królewskich spadkobierców, którzy swoje mesjanistyczne dziedzictwo przenieśli z Ziemi Świętej na Zachód. Zwano ich desposynami (spadkobiercami Pana), a władze rzymskie skazały ich na ścię­cie mieczem. Juliusz Afrykańczyk pisał w 200 roku n.e., że wyrok nadal formal­nie obowiązywał, aczkolwiek potomkowie desposynów uparcie kultywowali dy­nastyczne tradycje.

Po upadku imperium rzymskiego, mimo oporu rodu i wyznawców konku­rencyjnego nazaretańskiego Kościoła Jezusa, prześladowania kontynuował nowo powstały Kościół rzymski. Kościół Jezusa konsekwentnie i otwarcie odżegnywał się od rzymskiej interpretacji niepokalanego poczęcia i zmartwychwstania, głosząc, że religią należy opierać na naukach Jezusa, a nie na oddawaniu czci jego osobie. Co więcej – twierdził, że roszczenia biskupów Rzymu do dziedzictwa po apostołach są bezprawne, ponieważ zgodnie z ich interpretacją zostały im przekazane przez Piotra, pierwszego biskupa Rzymu. Tymczasem Piotr nigdy nie piastował takiego urzędu ani w Rzymie, ani gdziekolwiek indziej. Potwierdza to nawet kościelna Konstytucja apostolska, w której czytamy, że pierwszym biskupem Rzymu był brytyjski książę Linus (syn Caractacusa Pendragona), którego na to stanowisko wyznaczył święty Paweł w 58 roku n.e., czyli jeszcze za życia Piotra.

W średniowieczu poparcie dla desposynów wzrosło tak bardzo, że założyli oni wielkie celtyckie królestwa w Brytanii i Europie. Jednak wciąż byli nękani przez papieży, którzy zdawali sobie sprawę, że póki trwa prawdziwa dynastia króla Dawida, ich własne uzurpowane apostolskie dziedzictwo nie ma racji bytu. W owych czasach Kościół zdołał utrwalić swą mesjanistyczną supremację w Galii, lecz w późniejszym okresie doszło do konfrontacji z zakonem templariuszy, strażników Świętego Grobu, a także z innymi grupami, popierającymi prawdziwą linię rodową zwaną Sangreal (królewska krew świętego Graala). W wyniku tego powstał wsławiony okrucieństwem Święty Urząd (katolicka inkwizycja), bo Kościół katolicki w Rzymie mógł przetrwać tylko poprzez zdławienie niezależności dynastii świętego Graala.

Mijały stulecia, a wraz z upływem czasu spisek coraz bardziej się umacniał. Dlatego tak wiele ważnych ksiąg nie weszło w skład Nowego Testamentu; dlatego tradycja dworu Artura była potępiana przez biskupów; dlatego dzieła Merlina zostały umieszczone na indeksie podczas soboru trydenckiego w latach 1545-1563 i dlatego królowie z rodów Merowingów i Stuartów byli tępieni i zrzucani z tronów. Wiele rozpatrywanych z osobna zdarzeń historycznych było w rzeczywistości kolejnymi etapami represyjnych działań.

Oficjalne stanowisko Kościoła najlepiej wyraża deklaracja aleksandryjskiego biskupa Klemensa. Po wykluczeniu fragmentu Ewangelii świętego Marka napisał: „Nie wszystkim należy ujawniać całą prawdę”. W tym stwierdzeniu czyni rozróżnienie między „prawdziwą prawdą” a „prawdą zgodną z wiarą”. Ta druga, ma się rozumieć, jest ważniejsza. Usunięty fragment Ewangelii Świętego Marka (nadal znajdujący się poza tekstem kanonicznym) wyraźnie stwierdza, że Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem.

Kiedy podczas soboru kartagińskiego w 397 roku n.e. ustalono kryteria wyboru ewangelii do zestawu kanonicznego, ustalono najpierw, że muszą one być pisane w imieniu dwunastu pierwszych apostołów. Mateusz był oczywiście apostołem, podobnie jak Jan, ale ani Łukasza, ani Marka nie wymieniano wśród pierwszej dwunastki. Z drugiej strony Tomasz był apostołem, tymczasem jego ewangelia została wykluczona.

O wiele ważniejsze natomiast okazało się drugie kryterium, według którego dokonano doboru ewangelii. Zasada ta nosiła wyraźne znamiona dyskryminacji płciowej, eliminowała bowiem wszystko, co wzmacniało status kobiet w kościele. Nauka kościelnej dyscypliny głosi bowiem: „Nie zezwala się kobietom przemawiania w kościele (…) nie mają też prawa pełnienia funkcji męskich (…) albowiem głową kobiety jest mężczyzna”.

Starając się unieważnić małżeński status Jezusa, Kościół ze strachu przed kobietami wprowadził zasadę celibatu kapłanów, która w 1138 roku stała się nakazem, obowiązującym do dziś. Ale nie wynika on wcale z tekstu Biblii. Wręcz odwrotnie – święty Paweł w liście do Tymoteusza pisał, że biskup powinien się ożenić i mieć dzieci, bo mężczyzna znający codzienne życie i zmuszony troszczyć się o własną rodzinę o wiele lepiej przysłuży się Kościołowi.

Ale Krew z krwi Jezusa nie ogranicza się bynajmniej do przedstawiania historii rodzinnych i intryg. Zawarłem w tej książce także zasady mesjanistycznej służby według kodeksu świętego Graala. Jest to książka o dobrym i złym rządzeniu, opowiadająca o tym, jak patriarchalne królestwo zostało wyrugowane przez dogmatyczną tyranię i autorytarną wszechwładzę. Jest to podróż przez dawne wieki z perspektywy przyszłych czasów.

W Potomkowie Dawida i Jezusa przedstawiam powody, dla których jedne księgi weszły w skład biblijnego kanonu, inne zaś zostały pominięte. Tym razem także mamy do czynienia z niewątpliwą dyskryminacją płciową, z powodu której ważnym kobietom przyznano rolę drugoplanową, podobnie jak się rzecz miała w późniejszym czasie z Marią Magdaleną. Ale w wypadku Starego Testamentu w grę wchodził znacznie silniejszy element strategiczny, za sprawą którego postanowiono zerwać z poprzednią tradycją, ustanawiając koncepcję Boga „wyłącznie rodzaju męskiego”.

 

 

 

Rozdział    l

Kolebka cywilizacji

 

Świt smoka

W Krwi z krwi Jezusa pisałem o mesjanistycznej, królewskiej spuściźnie rodu Jezusa – potomków w linii prostej dynastii zwanej Sangreal (krwi królewskiej). Był to ród izraelskiego króla Dawida – ród, którego potomków od czasów Jezusa bezlitośnie ścigały władze kościoła chrześcijańskiego. Ale trzeba sobie przede wszystkim zadać pytanie, czym ten monarszy ród się wyróżniał? Jakie było pierwotne dziedzictwo mesjanistycznej królewskości jego potomków, którego tak się obawiali dostojnicy kościelni? Studiując teksty przedbiblijne, zaskakująco łatwo znaleźć odpowiedź na te pytania, choć niekoniecznie w formie, jakiej można by oczekiwać. Okazuje się, że Adam, Noe, Abraham i wiele innych dobrze znanych postaci z Księgi Rodzaju to nie skromni lokalni pionierzy, lecz wybitne historyczne osobowości, które pojawiły się już w niezwykłej epoce Królów Smoka.

Od zarania dziejów smoki stanowiły jeden z najważniejszych elementów kultury, a przedstawiano je w najrozmaitszych postaciach i nadawano im różnorakie znaczenie. Starożytni Grecy wierzyli, że smoki są istotami z gruntu życzliwymi, przynoszącymi mądrość i wiedzę o życiu, natomiast w przekonaniu dawnych Hebrajczyków były one wszędobylskimi szerzycielami grzechu. Wspaniały smok stał się godłem cesarstwa chińskiego, narodowym symbolem szczęścia. W tradycji wszystkich narodów, z wyjątkiem Hebrajczyków, smoki uznawano za strażników uniwersalnej wiedzy i życzliwych opiekunów rodzaju ludzkiego.

Dla celtyckich ludów Europy smok był niezaprzeczalnym symbolem władzy najwyższej (ich władcy nosili miano pendragonów, czyli przywódców smoków -królów nad królami). Ale w 494 roku papież Gelazy I rzucił Kościołowi celtyckiemu wyzwanie, kanonizując biskupa Jerzego z Aleksandrii, o którym legenda głosiła, że pokonał smoka. Ten brutalny i nielubiany turecki duchowny słynął z obelg i oskarżeń, jakie rzucał pod adresem odszczepieńców, a w końcu został zamordowany przez palestyński motłoch w 361 roku n.e. Potem jednakże objawił się jako słynny męczennik święty Jerzy, a jego postać z czasem obrosła legendą.

 

Chiński smok

 

Podczas soboru w Oksfordzie w 1222 roku ogłoszono, że 23 kwietnia będzie dniem Świętego Jerzego, a w XIV wieku na mocy dekretu króla Edwarda III Plantageneta uznano go za katolickiego patrona Anglii.

Począwszy od IV wieku Kościół rzymskokatolicki demaskował i prześladował wyznawców Kościoła celtycko-katolickiego i w tym kontekście święty Jerzy jako smokobójca uosabiał mściwość katolickiej inkwizycji wobec stronników mesjanistycznej dynastii. Smoki przeszły do chrześcijańskiej mitologii z tradycji hebrajskiej, najczęściej przedstawiano je jako uskrzydlone, ziejące ogniem potwory, ale historycznie symbolizowały królewskiego krokodyla lub węża morskiego (Bistea Neptunis w średniowiecznym dziele Królowie rybaków i średniowieczny symbol frankońskiego królewskiego rodu Merowingów).

Wskutek zafałszowania tradycji w zachodnim chrześcijaństwie wizerunek smoka przybrał całkiem odmienną postać od tej, w jakiej pierwotnie był przedstawiany we wschodnich kulturach. Przeszedł też do sfery legend i mitów, podczas gdy na przykład w starożytnym Egipcie był istotą z krwi i kości jako historyczny messeh (święty smok, czyli krokodyl), którego tłuszczem namaszczano faraonów podczas koronacji4. Widać więc, że to, co jedna kultura traktuje jako fakt historyczny, inna postrzega w kategoriach mitologicznych, a odnosi się to zwłaszcza do sfery przekonań religijnych, gdy przeciwieństwa kulturowe wyrażają się także w sporach na płaszczyźnie duchowej. Chrześcijanie na przykład uznają bóstwa innych religii za postacie mityczne, ale utrzymują, że ich własne są rzeczywiste. I na odwrót. Gdzie więc szukać prawdy historycznej?

Oxford English Dictionary definiuje historię jako „ciągły, metodyczny zapis ważnych lub publicznych zdarzeń”[1]. Inne materiały źródłowe podają zbliżone definicje, z czego wynika, że termin „historia” nie odnosi się tylko do samych zdarzeń, lecz także do dokumentów je opisujących. Niektóre pochodzą z pierwszej ręki, inne z drugiej lub nawet trzeciej, lecz w każdym wypadku są w jakimś stopniu tendencyjne, wyrażają czyjś pogląd czy zakamuflowany interes. Gdy mamy do czynienia z kwestiami spornymi – natury militarnej, politycznej, społecznej czy religijnej – wówczas historia staje się narzędziem przekazu o zabarwieniu sekciarskim lub nacjonalistycznym, a szczegóły zdarzeń różnią się w zależności od nastawienia, powiązań i przekonań kronikarzy. Dlatego na przykład przebieg działań wojennych jest odmiennie postrzegany przez przeciwników biorących w nich udział, to samo dotyczy sporów religijnych i politycznych. Czyli poznajemy tę wersję zdarzeń historycznych, którą aprobuje aktualna ekipa rządząca. Jest to wersja autoryzowana, usankcjonowana i uprawomocniona przez naukę, lecz niekoniecznie prawdziwa, albowiem fakty ulegaj ą oficjalnej obróbce, interpretacji i stanowią przedmiot subiektywnych poglądów.

Gdy dokumentacja dotyczy kwestii naukowych, wiadomo, że automatycznie podlega weryfikacji poprzez aktualnie prowadzone badania i przekazuje jedynie te fakty, które znane są w momencie ich rejestrowania. Jeszcze nie tak dawno, bo kilka dziesiątków lat temu, nie mieliśmy możliwości bezpośredniego kontaktowania się na duże odległości. Nie potrafiliśmy przenosić się w krótkim czasie przez ocean ani śledzić relacji przeprowadzanych na gorąco z wydarzeń rozgrywających się na całym świecie. Obecnie jest to nie tylko możliwe, ale wręcz normalne, a w nadchodzącym stuleciu rzeczy, które obecnie wydają się niewiarygodne, staną się całkowicie realne.

Dlatego historia nie ma charakteru dogmatycznego. Może jedynie rejestrować określone punkty widzenia w danym momencie, zawsze bowiem trzeba będzie uznawać pewien margines niepewności i nieznane elementy zdarzeń. Kiedy 2 tysiące lat temu wykopano w Chinach jakieś ogromne kości, kronikarze zapisali, że należały one do smoka, albowiem tradycja głosiła, że w pradawnych czasach właśnie wielki smoczy ogon wyżłobił koryta rzek. Teraz wiemy, że były to kości dinozaura, ale ludzie żyjący w tamtych czasach nie mogli ich zidentyfikować, bo nie mieli najmniejszego pojęcia o istnieniu dinozaurów. Nawiasem mówiąc, cała nasza współczesna wiedza o tych zwierzętach i ich środowisku datuje się od roku 1820, liczy zatem zaledwie sto siedemdziesiąt lat.

Niekiedy z konieczności historycy opierają się na jedynym dostępnym źródle informacji, aż do momentu odkrycia innego przeciwstawnego poglądu, który rzuca nowe światło na przebieg zdarzeń. Podobnie jak w wypadku chińskich kości dinozaura, żydowski Stary Testament i chrześcijańskie Biblie stanowią także od dwóch tysięcy lat jedyną znaną nam dokumentację, której nie możemy zweryfikować, opierając się na innych materiałach źródłowych. Jak obecnie wiadomo, Stary Testament jest w znacznej mierze opracowaniem retrospektywnym, zestawionym w okresie między VI a II wiekiem p.n.e., lecz opisującym zdarzenia sprzed setek, a nawet tysięcy lat. Znajdujemy tam wzmianki o licznych materiałach źródłowych, ale ponieważ te wcześniejsze dzieła nie przetrwały do naszych czasów, jedyne, co kolejne pokolenia mogły zrobić, to traktować Stary Testament albo dosłownie, albo jako symboliczne ujęcie historycznych faktów lub wreszcie w całości go odrzucić. Wszelako różnica pomiędzy nim a wieloma innymi zapisami historycznymi polega na tym, że Biblię nazywa się „Pismem”, które stanowi nie tylko kronikę dawnych zdarzeń, lecz także podstawę żywej, szeroko rozpowszechnionej doktryny religijnej.

Dopiero w połowie ubiegłego stulecia światło dzienne ujrzały pewne pisane świadectwa czasów przedbiblijnych, a ich opracowanie i publikacja zajęły kolejne dwadzieścia lat. Nie dalej niż w latach 20. XX wieku (czyli zaledwie siedemdziesiąt lat temu) opinia publiczna mogła się zapoznać z kompetentnymi tłumaczeniami zapisów o wiele starszych niż pierwotna wersja Starego Testamentu. W miarę postępu prac archeologicznych dziesiątki tysięcy glinianych tablic i walców z wyrytymi pismem klinowym zapisami odkryto w krainie Adama, Noego i Abrahama. Wiele z nich opisywało zdarzenia współczesne patriarchom i biblijnym królom. A co ważniejsze i bardziej zaskakujące, znaczna ich część przestawiała fakty znane z Księgi Rodzaju, co wskazywałoby na to, że Izraelici, którzy byli jej autorami, opierali się w swych opracowaniach na o wiele starszych przekazach.

Przez wiele tysięcy lat teksty te, niedostępne dla nikogo, spoczywały pod piaskami pustyń Mezopotamii i Syrii, a ich odkrycie w ostatnich czasach (podobnie jak odkrycie dinozaurów) powinno zostać przyjęte przez wszystkich z entuzjazmem. Ale tak się nie stało. Fakty historyczne były znajome, osoby i miejsca dawało się uznać za pierwowzór starotestamentowych, lecz wymowa tekstów i interpretacja zdarzeń okazały się tak odmienne od wierzeń wpajanych ludziom przez setki lat, że zarówno społeczeństwa, jak i ich władze poczuły się zagrożone.

Stało się bowiem nagle jasne, że to, co od dawna uznawano za autentyczne przekazy biblijne, wcale autentyczne nie jest. Na podstawie pierwotnych przekazów spreparowano je w taki sposób, aby pasowały do tworzącego się dwa i pół tysiąca lat temu systemu religijnego. System ten, początkowo mający charakter lokalnego kultu stworzonego przez Hebrajczyków, z czasem przekształcił się w główny nurt judaizmu, z którego następnie wyłoniło się chrześcijaństwo, a podstawą obu religii stał się Stary Testament. Wyszło również na jaw, że księgi te (mające przede wszystkim na celu podtrzymanie tradycji w ciężkich czasach) stały się podwaliną całej zachodniej cywilizacji i jako takie uznawane są za niepodważalną prawdę historyczną. Jak poprzednio stwierdziłem, historia nie może mieć charakteru dogmatu, ale za sprawą religii taki właśnie charakter jej nadano. Nawet teraz duchowe dziedzictwo historii ujęte w formie dogmatu przenika do szkolnych klas i przekazywane jest wiernym w kościołach, natomiast zupełnie ignoruje się oryginalne materiały źródłowe, które dały początek przekazom biblijnym. Jest to o tyle godne ubolewania, że o wiele starsze dokumenty zawieraj ą znacznie bogatsze i bardziej szczegółowe informacje o czasach patriarchów niż te, które znajdujemy w Starym Testamencie. W tekstach tych zdarzenia opisywane w Biblii są nie tylko lepiej uszeregowane pod względem chronologicznym, lecz dają także o wiele lepsze pojęcie o społecznych i politycznych uwarunkowaniach zdarzeń.

 

Żyzny Półksiężyc

W poszukiwaniu mesjanistycznego dziedzictwa Smoka musimy cofnąć się aż do pradawnych korzeni królewskiej tradycji – do odległego świata Księgi Rodzaju, do czasów Adama, a nawet jeszcze wcześniejszych. Scenerią starotestamentowych zdarzeń są trzy wyraźnie określone rejony: Mezopotamia, Kanaan i Egipt. Przez te terytoria, graniczące poprzez ziemie egipskie i kananejskie z Morzem Śródziemnym, płyną trzy wielkie rzeki: na zachodzie Nil toczący wody w kierunku północnym, a od wschodu Tygrys i Eufrat, wpadające do Zatoki Perskiej.

Do końca ostatniej epoki lodowej, czyli 10 tysięcy lat p.n.e. region bliskowschodni, a szczególnie płaskowyż pomiędzy Tygrysem i Eufratem i w delcie Nilu, doskonale nadawał się do irygacji. Dzięki temu stał się kolebką cywilizacji, a co za tym idzie – terenem dynamicznego rozwoju rolnictwa, a także kultury materialnej i duchowej. Zyskał więc nazwę Żyznego Półksiężyca.

W umiarkowanym, wilgotnym klimacie Mezopotamii wyrastały potężne lasy, a różnorodność roślin trawiastych dała początek uprawom jęczmienia i pszenicy na szeroką skalę. Zboża uprawiano także w Kanaanie już 10 tysięcy lat p.n.e, w północnej Syrii około 9 tysięcy lat p.n.e., a w dolinie Jordanu 8 tysięcy lat p.n.e. W miarę upływu czasu doskonalono technikę uprawy i jakość ziarna siewnego, stosowano coraz lepsze metody nawożenia i przyspieszania dojrzewania roślin, zaczęto także uprawę roślin strączkowych i warzyw (grochu i soczewicy).

 

 

 

 

 

 

W tych przyjaznych warunkach naturalnych oswajano również niektóre zwierzęta i tworzono stada, a głównym źródłem mięsa były gazele i kozy, te ostatnie zresztą dostarczały także mleka. Hodowla owiec stała się szczególnie popularna w północnej Mezopotamii już od około 9000 roku p.n.e., a od 6000 roku p.n.e udomowiono również świnie, psy i bydło.

W tym okresie zaczęły powstawać społeczności rolnicze, które z czasem rozrosły się w wioski i miasta, domy zaś budowano głównie z glinianych cegieł. Ludzkie osady wyrastały przeważnie na wzgórzach, otaczano je rowami zabezpieczającymi przed dzikimi zwierzętami, a stada dodatkowo chroniono w drewnianych zagrodach. W związku z coraz intensywniejszą uprawą zbóż wynaleziono kamienne żarna, wytwarzano też naczynia codziennego użytku, a między lokalnymi społecznościami kwitł handel wymienny. W tym celu posługiwano się często również naturalnymi zasobami, zwłaszcza ozdobami produkowanymi z wulkanicznego szkliwa, muszelek i kamieni półszlachetnych.

Epokę od 8000 roku p.n.e. nazywamy ogólnie młodszą epoką kamienia, lecz wkrótce, bo już od 6500 roku p.n.e. rozwinięta kultura Żyznego Półksiężyca weszła w epokę brązu, pierwszy okres w historii metalurgii, kiedy to miedź łączono z cyną, otrzymując wytrzymały stop zwany brązem. Osiągnięcia wysoko rozwiniętej cywilizacji robią szczególnie silne wrażenie, jeśli uświadomimy sobie, że najstarsze naczynia wykopane na terenie Brytanii pochodzą z około 2500 roku p.n.e., a uprawę jęczmienia rozpoczęto tam pół stulecia później. Brytania weszła w epokę brązu dopiero po przybyciu plemion z terytorium dzisiejszej Belgii, czyli około 2000 roku p.n.e.

W 6000 roku p.n.e. Mezopotamczycy pływali łodziami po pełnym morzu, tymczasem Brytyjczycy dopiero w 4 tysiące lat później nauczyli się tkactwa. Nic zatem dziwnego, że najwcześniejsze legendy o dziejach ludzkości narodziły się na ziemi biblijnej, na terytoriach Żyznego Półksiężyca, bo w porównaniu z ludami tej krainy mieszkańcy innych części świata byli wciąż barbarzyńcami. Nie mi wątpliwości co do tego, że historia świata zaczyna się na ziemiach opisanych w Księdze Rodzaju (w greckim tłumaczeniu Biblii z III wieku p.n.e. księga te nosi nazwę Genesis, co oznacza źródło, początek. W języku hebrajskim nazywa no ją Bereszit, czyli Na początku.)

Dopiero przy dziewiętnastym pokoleniu proroków z generacji wyliczonych przez Księgę Rodzaju pojawiają się nazwy Kanaanu (Palestyny) i Egiptu. Były to czasy już po wyjściu Abrahama z rodzinnej Mezopotamii – kraju, którego tereny zajmuje obecny Irak. A zatem nasza opowieść musi mieć początek w Mezopotamii, a ściślej mówiąc w jej południowej części, albowiem Księga Rodzaju (11:31 powiada, że Abraham (w oryginale imię jego brzmiało Avram lub Abram) przy był z chaldejskiego Ur. Wcześniejsze biblijne opowieści utwierdzają nas w prze konaniu, że rodzinne tradycje sięgają korzeniami do terenów położonych miedz; Tygrysem a Eufratem, nad Zatoką Perską.

Nazwa Mezopotamia oznacza „krainę między rzekami” i wskazuje na teren; położone między Tygrysem a Eufratem. W praktyce jednakże jej granice obejmowały ziemie między rzekami od Gór Taurus na północy po wybrzeże Zatoki Perskiej Północna Mezopotamia jest znana w historii jako Asyria, rejony środkowe nazywano Akadem (tam leży dzisiejszy Bagdad, na północ od Babilonu). Niedługo po 4000 roku p.n.e. południową Mezopotamię zaczęto nazywać Sumerem (wymawiano tą nazwę jak Szumerf i tam też pojawili się pierwsi patriarchowie.

Jednym z najpotężniejszych miast starożytnego Sumeru było Uruk (współcześnie noszące nazwę Warka), stąd wywodzi się prawdopodobnie nazwa dzisiejszego Iraku. Na południowy wschód od Uruk, w dzielnicy Sumeru zwanej Chal-deą, powstało miasto. Obecnie wody Zatoki Perskiej obmywają tylko niewielki fragment wybrzeża Iraku pomiędzy Kuwejtem a Iranem (dawniej Persją), lecz w dawnych czasach zatoka wrzynała się znacznie głębiej w ląd, tak więc Ur znajdowało się nad samym jej brzegiem.

Określenie „miasto” nie jest w tym wypadku przesadą, ponieważ te ważne ośrodki już od 3800 roku p.n.e. stały się miastami w pełnym tego słowa znaczeniu, a Uruk ze swoją wielką świątynią był z pewnością pierwszym prawdziwym miastem na świecie. Społeczności miejskie, posiadające komunalne rady i zarządy, zaczęły powstawać już około 5500 roku p.n.e., kiedy to rolnicza społeczność Halafanów z Tel Halaf wytyczyła brukowane ulice i zbudowała kanalizację na 3 tysiące lat przed powstaniem prymitywnej konstrukcji Stonehenge w Brytanii. W tych czasach zachodni Europejczycy zaczęli się dopiero posługiwać grubo ciosanym, drewnianym pługiem. W mezopotamskim mieście Arpaczyja powstały ogromne publiczne budowle w kształcie uli, zwane toloi.

 

 

 

Przeciętny tolos miał 10 24 metrów średnicy. Jedna z największych społeczności Halafanów (w pobliżu przyszłego Ur) uformowała się w delcie Tygrysu i Eufratu w Ubajd i stanowiła ważne centrum metalurgii i wyrobu naczyń glinianych, obok zaś wyrosło najświętsze miasto Sumeru – Eridu. Innymi ważnymi ośrodkami miejskimi w tym rejonie były Kisz, Nippur, Erech, Logasz oraz Larsa i podobnie jak współczesne miasta wyróżniają się swymi katedrami, tak te kulturalne ośrodki (począwszy od 3800 roku p.n.e.) charakteryzowały wspaniałe, bogato zdobione, niebotyczne świątynie.

Mezopotamia już od 10 000 roku p.n.e. stanowiła najważniejsze centrum kulturowe świata, ale ogromny rozwój w tym rejonie nastąpił około 4000 roku p.n.e., kiedy w południowej jego części powstało i rozkwitało państwo sumeryjskie z prawdziwie potężnymi ośrodkami miejskimi. W tym czasie były to w istocie miasta-państwa, stanowiące odrębne królestwa, a historia bezprecedensowego, gwałtownego rozwoju Sumeru znalazła odbicie w Księdze Rodzaju w opowieściach o patriarchach. Ta niewiarygodna ekspansja kulturowa była nie tylko wynikiem ogólnej ewolucji społeczeństwa, lecz bez wątpienia u jej podstaw leżała rewolucja technologiczna i naukowa, która od dawna wprawia w zdumienie uczonych i historyków.

 

Rozdział 2

Jak wędrowne ptaki

Kroniki Adamitów

Pamiętając o owych wspaniałych czasach Sumeru, warto teraz zajrzeć do Biblii i skonfrontować znane nam fakty z tekstami w Księdze Rodzaju. Przy tym nie należy pomijać szerszego aspektu procesów ewolucyjnych zachodzących na świecie i przyczyn, dla których sumeryjskie państwo w tym okresie (4000-2000 rok p.n.e.) o kilka tysięcy lat wyprzedziło pod względem rozwoju cywilizacji naturalną drogę ewolucji ludzkości. Musimy przyjrzeć się dokładnie poszczególnym elementom tego gwałtownego rozwoju i wpływowi, jaki miał na przyszłe dzieje świata. Przede wszystkim jednak powinniśmy pamiętać o tym, że gdyby nie ów szalony postęp kulturowy starożytnej Mezopotamii nasza obecna cywilizacja nie zaistniałaby w takiej postaci, w jakiej znamy ją dzisiaj.

W naszych czasach w różnych częściach świata nadal istniej ą plemiona Buszmenów wiodące żywot co prawda uporządkowany, lecz według naszych obecnych standardów prymitywny. Tłumaczy się to izolacją od reszty świata. Ale czymże jest ta reszta świata? Ludzie ci z pewnością nie byli odgrodzeni od ewolucji, bo przecież według uczonych ewolucja jest procesem naturalnym, zachodzącym bez przerwy. Dzięki środowisku, w którym przebywają, stanowią kwintesencję naturalnej ewolucji, lecz ewolucja ta od tysięcy lat utrzymuje ich wciąż na tym samym etapie epoki kamienia.

Wybitny uczony Zecharia Sitchin twierdzi w swoich Kronikach Ziemi, że prawdziwa zagadka tkwi nie w zacofaniu Buszmenów, lecz w naszym własnym gwałtownym postępie cywilizacyjnym. Milion lat zajęło człowiekowi uświadomienie sobie, że kamieniem nie tylko można rzucać, ale że nadaje się on również do obróbki i innych zastosowań. Kolejne 500 tysięcy lat człowiek neandertalski uczył się wykorzystwać kamienne narzędzia, a dopiero po następnych 50 tysięcy lat zaczął uprawiać ziemię i odkrył obróbkę metali. Te długotrwałe i pełne trudu naturalne procesy ewolucyjne przywiodły wreszcie ludzkość do 5000 roku p.n.e. Gdyby przyjąć taką miarę postępu, to daleko by nam było obecnie do powstania matematyki, inżynierii czy nauki w ogóle, lecz oto my – zaledwie 7 tysięcy lat później – wysyłamy sondy na Marsa!

W gruncie rzeczy to Buszmeni są prawdziwymi spadkobiercami powolnego postępu Natury. A my, tak zwana rasa cywilizowana, o wiele długości wyprzedziliśmy samoistną ewolucję wyłącznie dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wiedzy. Nie jest to jednak dziełem przypadku: wiedzy nie można wymyślić, trzeba ją zdobyć i odziedziczyć. W jaki sposób i po kim odziedziczyliśmy zatem wiedzę? Jak się potem dowiemy, odpowiedzi na te pytania należy szukać w zachowanych tekstach starożytnych Sumerów, a według biblijnej opowieści o Adamie i Ewie, źródłem owej mądrości jest „Drzewo Wiadomości Dobrego i Złego” (Księga Rodzaju 2:9).

Od czasu gdy w 1871 roku przyrodnik Karol Darwin opublikował dzieło O pochodzeniu człowieka, rozpętał się spór o to, czy rasa ludzka ewoluowała przez miliony lat stopniowo w sposób naturalny, czy też Adam i Ewa byli pierwszymi śmiertelnikami stworzonymi przez Boga, jak głosi Księga Rodzaju.

Jeśli prześledzimy cały proces ewolucji od najprymitywniejszych antropoidów sprzed 30 milionów lat, to i tak okaże się, że człowiek neandertalski pojawił się około 70 tysięcy lat p.n.e. Rasa ta wyginęła po blisko 40 tysięcy lat, a około 35 000 roku p.n.e. pojawił się człowiek z Cro-Magnon, zapoczątkowując tym samym erę Homo sapiens (człowieka myślącego) wraz z całą jego sztuką, odzieniem i strukturą społeczną. Jeśli więc założymy, że Adam był pierwszym człowiekiem (czy choćby symbolicznym uosobieniem pierwszego człowieka), to jaką datę początków ludzkości powinniśmy przyjąć: 35 000 rok p.n.e., 70 000 rok p.n.e. czy jeszcze wcześniejszą?

Nie tak dawno, bo w 1996 roku papież Jan Paweł II stwierdził, że teoria ewolucji była „czymś więcej niż hipotezą”. Stwierdzenie to padło podczas konferencji Papieskiej Akademii Nauk, a ponieważ papież jest z założenia nieomylny, dało to katolikom do myślenia. No bo jak można pogodzić teorię Darwina z tym, co zostało napisane w Księdze Rodzaju? W końcu kardynał John O’Connor oświadczył w katedrze Św. Patryka w Nowym Jorku, że być może Adam i Ewa w ogóle nie byli istotami ludzkimi, lecz jakąś niższą formą zwierząt. Niedługo potem liczni przedstawiciele odłamu katolickiego w Kościele anglikańskim zaczęli poważnie kwestionować tradycyjną interpretację tekstów biblijnych. Ale czy nie była to z ich strony nadgorliwość?

W gruncie rzeczy Księga Rodzaju określa Adama jako „człowieka” – istotę myślącą. W kontekście ogólnej ewolucji życia na Ziemi teksty te są z pozoru całkiem spójne, choć od strony chronologicznej zawieraj ą pewne nonsensy, jak choćby we fragmentach mówiących o Stworzeniu w ciągu „sześciu dni”. Podobnie jak Darwin i inni uczeni, Księga Rodzaju stwierdza, że przed Adamem (człowiekiem) istniały na Ziemi rośliny, ptaki i zwierzęta (Księga Rodzaju 1:11-25). Te rozmaite formy życia pojawiały się w porządku uznawanym przez uczonych, a człowiek ostatecznie zdobywa nad nimi dominację (Księga Rodzaju 1:28). Historia Adama nie została po raz pierwszy spisana przez Hebrajczyków, ponieważ opowieść o nim znajduje się w znacznie starszych kronikach. A jednak ciąg zdarzeń przedstawionych w Księdze Rodzaju jest całkowicie zgodny z odkryciami archeologicznymi i geologicznymi, choć w rzeczywistości procesy ewolucyjne trwały znacznie dłużej.

Adam w Księdze Rodzaju pojawia się nagle, ale zarazem przedstawia się go jako jedyną w swoim rodzaju formę człowieka, którą poprzedzały inne formy życia. To oznacza, że wbrew twierdzeniom kardynała O’Connora Adam i Ewa wcale nie byli „niższą formą zwierząt”, choć wciąż nie wiadomo, kiedy się pojawili. Czyli nadal musimy borykać się z kwestią czasu, w jakim pojawiła się istota ludzka. Jeśli przyjmiemy, iż Adam nie należał do gatunku nieinteligentnych an-tropoidów w rodzaju Homo habilis (około 2 milionów lat p.n.e.) i Homo erectus (około miliona lat p.n.e.), to stajemy przed pytaniem, czy był on prehistorycznym neandertalczykiem, czy późniejszym człowiekiem z Cro-Magnon?

Fakt, iż Adam posiadał zdolność odróżniania dobra od zła po zjedzeniu zakazanego owocu (Księga Rodzaju 3:6,22), wskazuje na to, że należał do gatunku Homo sapiens, co w dosłownym tłumaczeniu brzmi „człowiek mądry” (od łacińskiego sapientia, czyli „mądrość”). W istocie musiał pochodzić ze znacznie bardziej rozwiniętego gatunku Homo sapiens sapiens. A zatem czas jego pojawienia się przypada na okres po 35 000 roku p.n.e. Ale neandertalczycy i przedstawiciele innych gatunków praludzi pojawili się przed tym okresem -dlaczego więc mówi się o Adamie, że był „pierwszym człowiekiem”? Jaką rasę zapoczątkował?

Łatwiej jest umiejscowić Adama w czasie w aspekcie historycznym niż według zapisów w Księdze Rodzaju. Ale nawet wówczas nie traci swego biblijnego pierwszeństwa, bo niewątpliwie dał początek gatunkowi. Przedtem jednak powinniśmy dokładniej przyjrzeć się chronologii Księgi Rodzaju, żeby móc później zlokalizować Adama i Ewę w bardziej wiarygodnych historycznie czasach.

W teologii chrześcijańskiej uważa się, że Adam zaistniał w-4004 roku p.n.e. Pogląd ten przyjęto w 1650 roku, kiedy protestancki biskup z Irlandii, James Ussher z Armagh, opublikował swoje słynne dzieło Annales Veteris Testamenti. Jego metoda obliczeń jest bardzo prosta, opiera się na wieku pierwszych patriarchów i ich potomków (patrz: tab. Biblijny wiek pierwszych patriarchów, s. 233). W Księdze Rodzaju napisano, że Adam miał 130 lat, kiedy narodził się jego syn Set; Set liczył 105 lat, kiedy dał życie Enoszowi; Enosz miał 90 lat, gdy na świat przyszedł jego syn Kenan – i tak dalej. Do tego momentu (od Adama do Kenana) upłynęło 325 lat. Od Kenana do Noego minęło 731 lat, a od Noego do Abrama (Abrahama) kolejne 890 lat  – czyli w sumie 1946 lat od powstania Adama do narodzin Abrama. W tych obliczeniach długość życia poszczególnych patriarchów (z Metuszelachem, który przeżył 969 lat) nie ma znaczenia, dlatego że liczy się tylko ich wiek prokreacyjny.

Księga Rodzaju powiada, że od Adama do Abrama było 19 pokoleń patriarchów, a więc 1946 lat podzielone przez 19 daje średnią długość życia około 102 lat, gdy tymczasem obecnie średnia ta wynosi lat 30. Można z łatwością zakwestionować długowieczność pierwszych patriarchów, ale nie wyciągajmy zbyt pochopnych wniosków, ponieważ sceptycyzm utrudnia wszelkie poznanie. Problem z wyliczeniami Usshera polega na tym, że sumę wieku patriarchów trzeba zacząć liczyć od konkretnego historycznego zdarzenia -on zaś sam ustala datę na 2348 rok p.n.e., czyli rok biblijnego Potopu.

Jeśli cofniemy się do czasów Noego, czyli do połowy drogi między Adamem i Abramem, okaże się, że od pojawienia się Adama minęło 1056 lat. W Księdze Rodzaju napisano, że w chwili nastania Potopu Noe liczył 600 lat. A zatem według Biblii Potop nastąpił 1056+600=1656 lat po pojawieniu się Adama. Według Usshera biblijny Potop miał miejsce w 2384 roku p.n.e., jeśli więc dodamy 1656 lat do 2348 roku p.n.e., otrzymamy 4004 rok p.n.e., a datę tę uznaje się w chrześcijaństwie za dzień pojawienia się Adama. Dwieście lat temu, w 1779 roku, zaakceptowana przez Kościół Historia uniwersalna posunęła się aż tak daleko, że wyznaczyła dzień rozpoczęcia stworzenia świata przez Boga na 21 września 4004 roku p.n.e.!

W 1654 roku, na ponad sto lat przed Historią uniwersalną, sobór watykański ogłosił, że każdy, kto zakwestionuje tę datę, zostanie uznany za heretyka. Zapis ten zniósł dopiero papież Pius XII w 1952 roku w wystąpieniu na forum Papieskiej Akademii Nauk. Stwierdził też, że teolodzy nie mogą ignorować najnowszych odkryć geologii i że nie ulega wątpliwości, iż Ziemia istnieje od miliardów lat. Powiedział ponadto, że czas nie odgrywa zasadniczej roli w biblijnym Stworzeniu, albowiem owe sześć dni pracy Boga mają charakter czysto symboliczny i że niezależnie od odkryć współczesnej nauki jest On nadal stworzycielem wszystkiego, co istnieje na ziemi. Oświadczenie to było całkowicie zgodne z tym, co w 1996 roku powiedział Jan Paweł II, lecz wielu duchownych zapomniało zapewne o wystąpieniu papieskim sprzed czterdziestu czterech lat i ze zdumieniem przyjęło stwierdzenie swego duchowego przywódcy, że Księga Rodzaju i nauki przyrodnicze są do pewnego stopnia zbieżne.

Ale co mogą powiedzieć Żydzi na ustalenia arcybiskupa Usshera? W końcu Stary Testament jest ich świętą księgą i podstawą doktryny religijnej. Czy przyjmują 4004 rok p.n.e. jako datę stworzenia świata? Otóż nie całkiem się zgadzają, ale ustalają zbliżoną datę stworzenia Adama na 3760 rok p.n.e. – pierwszy rok w kalendarzu żydowskim. Są pewne różnice w kalkulacji czasu, ponieważ Hebrajczycy tradycyjnie posługują się kalendarzem księżycowym, składającym się z trzystu pięćdziesięciu czterech dni, gdy tymczasem kalendarz słoneczny liczy dni trzysta sześćdziesiąt cztery. Prastara Księga Jubileuszy (6:29-36) podkreśla, że cykl księżycowy jest zafałszowaniem cyklu nakazanego: „Tak zostało nakazane w tablicach zesłanych z nieba (…) a ty nakazałeś dzieciom Izraela, że powinny liczyć dni w takim porządku, trzysta i sześćdziesiąt cztery dni”.

Księga Jubileuszy jest w całości poświęcona pomiarowi czasu, a rozpoczyna się następująco: „Oto słowa podziału dni zgodnie z prawem i świadectwem”. Z tego powodu ascetyczni Żydzi (jak na przykład powstała w I wieku p.n.e. grupa esseńczyków z Qumran) oskarżali faryzeuszy i saduceuszy ze Świątyni Jerozolimskiej o grzech przeciwko sabatowi. Dowodzili, że rok słoneczny liczący trzysta sześćdziesiąt cztery dni dzieli się na pięćdziesiąt dwa siedmiodniowe tygodnie, a hebrajski rok księżycowy – nie. Prawdopodobnie z tej przyczyny Księga Jubileuszy nie została włączona do uznawanego przez Hebrajczyków Starego Testamentu.

Ściślej mówiąc, rok słoneczny w kalendarzu juliańskim, wprowadzonym w 45 roku p.n.e. przez Juliusza Cezara, dzieli się na mniej więcej 365 i 1/4 dnia, i tym właśnie kalendarzem posłużył się arcybiskup Ussher do swych obliczeń w 1650 roku. Roczny cykl w tym kalendarzu liczy trzysta sześćdziesiąt pięć dni, a jeden dzień (cztery 1/4 dnia) dodaje się co cztery lata, w tak zwanym roku przestępnym.

Jeśli więc przyjąć średnią z obliczeń chrześcijan i Żydów, data stworzenia Adama wypadałaby w 3882 roku p.n.e., czyli znacznie później niż pojawienie się Homo sapiens 35 tysięcy lat p.n.e. W istocie oznaczałoby to, że Adam zjawił się na świecie grubo po starszej, środkowej i młodszej epoce kamienia, raczej w bliskowschodniej epoce brązu, kiedy to w powszechnym użyciu było koło, metalowy pług i statki do morskiej żeglugi. Jednak data ta nie odbiega zbytnio od pewnych dramatycznych wydarzeń w południowej Mezopotamii około 4000 roku p.n.e. A charakter tych zdarzeń sprawia, że nabierają sensu cechy przypisywane Adamowi jako pierwszemu, jedynemu w swoim rodzaju człowiekowi.

Warto w tym miejscu powiedzieć słów kilka o Abramie, ostatnim z patriarchów, który w osiemnaście pokoleń po Adamie opuścił rodzinne Ur w południowej Mezopotamii i powędrował na północ do Haranu. Następnie, po śmierci ojca Teracha Abram z żoną Saraj i bratankiem Lotem skierował się na zachód, do sąsiedniego Kanaanu (Księga Rodzaju 12:4-5). Uczynił to jakoby na rozkaz Boga, ale może był jakiś powód, który przyspieszył migrację? Z pewnością tak.

 

 

 

Dom Abrama znajdował się w Ur chaldejskim, wspaniałym mieście królestwa Sumeru, a współczesne kromki donoszą, że wkrótce po 2000 roku p.n.e. zostało ono splądrowane przez króla sąsiedniego Elamu. Choć miasto odbudowano, to jednak ośrodek władzy przeniósł się na północ do Haranu, do królestwa Mari. To tam właśnie Terach zawiódł Abrama i innych krewnych. Ale Haran nie było tylko nazwą kwitnącego miasta, lecz także imieniem brata Abrama (ojca Lota), który zmarł, zanim rodzina opuściła Ur chaldejskie (Księga Rodzaju 11:27-28)[2]. Inne miasta północnej Mezopotamii także nosiły imiona przodków Abrama, co odkryli archeolodzy podczas wykopalisk prowadzonych w tym rejonie od 1934 roku. Wyczytali to z glinianych tablic, zawierających raporty gubernatorów i pełnomocników. Znaleziono tam nazwy takie jak Terach (ojciec Abrama), Nachor (ojciec Teracha), Serug (ojciec Nachora) i Peleg (dziadek Seruga).

Jak widzimy, patriarchowie nie pochodzili z jakiejś zwyczajnej rodziny, lecz byli potomkami potężnej dynastii. Co więc stało się tak ważnego, że to dawne dziedzictwo i rodowe dostojeństwo nagle upadło? Jakie okoliczności zmusiły Abrama do ucieczki z Mezopotamii do Kanaanu? Sumeryjski tekst z 1960 roku p.n.e. (czyli z tego samego mniej więcej okresu, w którym Terach przeniósł rodzinę z Ur do Haranu) może zawierać klucz do tej zagadki: „Bogowie opuścili nas, jak wędrowne ptaki. Dym pokrył nasze miasta całunem”.

Oto do akcji wkracza niezmiernie intrygujący element: „bogowie”. Jacy bogowie? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, musimy cofnąć się do początku Księgi Rodzaju. Otóż po stworzeniu Adama Bóg powiada: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. Później Bóg, po zjedzeniu przez Adama i Ewę zakazanego owocu, rzecze: „Oto człowiek stał się taki jak My”.

Te teksty w Biblii są całkowicie zgodne z treścią kronik z okresu sumeryj-skiego („Bogowie nas opuścili” itd.), jednakże przeczą tradycji głoszącej, że był tylko jeden Bóg. I oto ten jedyny Bóg nawet w samej Biblii mówi o sobie „my”, „nasz” i o „bogach” w liczbie mnogiej! Do kogo zatem się zwraca mówiąc: „Oto człowiek stał się taki jak My”?

 

 


Ur chaldejskie

Mimo iż nazwa miasta Ur jest nam doskonale znana, głównie ze wzmianek w Biblii, to jednak dopiero w tym stuleciu zdołano zlokalizować jego położenie, a same ruiny odkryto niemal przez przypadek.

W początkach XIX wieku budowniczowie kolei bagdadzkiej zaprojektowali stację kolejową około dwustu kilometrów na północ od Basry, ponieważ było to miejsce atrakcyjne dla turystów. Nad pustynną okolicą dominowało wysokie wzniesienie, któremu Beduini nadali nazwę Tell al Muqajjar (Asfaltowy Kopiec). Ale kilka tysięcy lat temu owa pustynia była żyzną doliną, gdzie uprawiano palmy daktylowe. Jak wkrótce odkryto, w tym wielkim kopcu znajdowała się wielopoziomowa świątynia Ur oraz inne obiekty starożytnego miasta.

W 1923 roku archeolog sir Charles Leonard Woolley, wraz z zespołem uczonych z Museum i uniwersytetu w Pensylwanii, przystąpili do wykopalisk na terenie wzgórza, ponieważ kilka lat wcześniej na jego szczycie znaleziono zbiór bardzo starych tekstów wyrytych na kamiennych walcach. Na jednej z tych pieczęci cylindrycznych, jak je nazywano, wyryte było imię króla Urnammu, który panował w Ur około 2010 roku p.n.e. Uznano więc, że jest to prawdopodobnie miasto Abrama.

Wewnątrz wzgórza Woolley odkrył liczne mniejsze płaskowyże, z czego wyciągnął wniosek, że wyznaczały one granice kolejnych konstrukcji, które powstawały na budowlach z poprzednich epok. Pięć z nich zidentyfikowano jako świątynie o niezwykle grubych ścianach, niczym fortece. Każda z budowli miała wyłożony kamieniami dziedziniec otoczony komnatami, z fontannami zasilanymi wodą z rynien wyłożonych niezniszczonym przez czas materiałem bitumicznym, a także rozmaite rodzaje pieców i wielkie ceglane stoły. Woolley napisał w swoim dzienniku: „Napaliliśmy w jednym z nich i najstarsza kuchnia na świecie znowu nadawała się do użytku”.

Główna świątynia wewnątrz Tell al Muqajjar stanowiła zwieńczenie czteropiętrowej budowli z glinianej cegły, a na każdym poziomie środkowy rdzeń budowli otaczał taras. W wyższych partiach tarasy te zmniejszały się do rozmiarów stopni, tworząc piramidę z zewnętrznymi schodami prowadzącymi z jednego poziomu na następny, a na płaskich tarasach w dawnych czasach sadzono drzewa, krzewy i wiszące ogrody. Budowle tego rodzaju są obecnie uznawane za typowe obiekty wielkich sumeryjskich metropolii, nadano im nazwę zikkuratów, czyli „wież wznoszących się do nieba”. Spełniały ważniejszą funkcję, ponieważ uznawano je za „święte góry” lub „niebiańskie wzgórza”. Najbardziej znanym zikkuratem jest wieża Babel (Księga Rodzaju 11:1-9), którą zbudowano na babilońskiej równinie Szinaru, czyli Sumeru. Zikkurat ten już dawno rozpadł się, lecz na jego miejscu Nabuchodonozor II (604-562 p.n.e.) zbudował nowy, zasłynął także jako konstruktor słynnych wiszących ogrodów Babilonu, które uznano za jeden z siedmiu cudów świata. Choć ten najnowszy zikkurat także rozsypał się w proch, to jednak jego rozplanowanie widoczne na najniższym poziomie dowodzi, iż był znacznie większy niż pierwotna budowla w Ur.

W całym kompleksie świątyni Ur oraz otaczających ją mniej szych świątyń odkryto resztki biur, warsztatów, magazynów, sklepów, szpitali, sądów i szkół. Pozostało też sporo dokumentów: zapiski prawników, poborców podatkowych, młynarzy, sklepikarzy, nauczycieli, lekarzy, a nawet rejestry domu mody -wszystkie, rzecz jasna, sporządzone jedynym w swoim rodzaju pismem klinowym Sumeru. Znaleziono ponadto kalkulatory matematyczne, w tym tablice z obliczeniami pierwiastków kwadratowych i sześciennych, równania trójkąta dokładnie takie same jak w geometrii Euklidesa, który żył tysiąc siedemset lat później!
 

 

Zikkurat w Ur. Ściana główna miała 16,5 metra wysokości, wieża zaś około 23 metrów. Dwie niżej położone partie z wypalanej cegły były czarne, wyższa część – czerwona, a umieszczoną na samym szczycie świątynię pokryto błękitnymi płytkami ze szkliwa ze złocistym daszkiem. Barwy te symbolizowały ciemności piekła, zamieszkaną Ziemię, niebo i Słońce.

 

Anglo-amerykańska ekipa kontynuowała prace przez kolejne lata. Spod czerwonych urwisk Tell al Muqajjar wychynęło w końcu całe miasto Ur otoczone murami z wypalanej cegły o wysokości około 8,5 metra i 25,5 metra grubości u podstawy. Okryto tam również rozdzielone uliczkami rzędy domostw – ale co to były za domy! W niczym nie przypominały siedzib prymitywnych ludów: były to dwupiętrowe wille, liczące nawet czternaście pomieszczeń. Ściany pokrywały tynki pomalowane na biało, w hallach u wejścia znajdowały się umywalnie do opłukiwania stóp i dłoni z piasku przed przejściem do wewnętrznych pomieszczeń. Dziedzińce w środku wyłożono płytami, na wyższy poziom prowadziły schody, a wokół – na parterze i na galerii – znajdowały się pokoje dla domowników i gości. Wille wyposażono nawet w toalety i umywalki ze znakomicie rozplanowanym systemem dostarczania wody i odprowadzania ścieków.

Domy te zbudowano w drugim tysiącleciu p.n.e., lecz nawet według współczesnych standardów były to luksusowe rezydencje. Jeżeli Abram pochodził z Ur, to bez wątpienia należał do elity, albowiem nie było w tym mieście ubogich dzielnic. Sir Leonard Woolley zanotował w swoim dzienniku: „Musimy całkowicie zrewidować nasz pogląd na osobowość hebrajskiego patriarchy, wiemy bowiem, w jak wykwintnym otoczeniu spędził pierwszą część życia. Był obywatelem wspaniałego miasta, dziedzicem tradycji starej, wysoko rozwiniętej cywilizacji”. Istotnie, jak się potem okaże, Abram był potomkiem córki potężnego króla Urnammu, budowniczego pierwszego zikkuratu w Ur.

Jakby tych wielkich odkryć było mało, zespół Woolleya natknął się na inne niespodzianki. Badając fundamenty liczącego 4 tysiące lat zikkuratu i jego zewnętrzne mury znaleziono pozostałości innego wielkiego zikkuratu oraz ukrytego pod ziemią miasta pochodzącego z jeszcze starszych czasów, ponieważ cegły, którymi wyłożony był dziedziniec, zrobiono 4 tysiące lat p.n.e. Były tam grobowce i artefakty z 3700 roku p.n.e., czyli z czasów Adama, ponadto znaleziono cenne eksponaty archeologiczne z jeszcze odleglejszej epoki. Woolley i jego ludzie odkryli w istocie miejsce pochówku królów wraz z zapiskami i innymi przedmiotami nieporównanie cenniejszymi niż egipskie. Były to niepodważalne dowody istnienia najstarszej i największej cywilizacji świata, wysoko rozwiniętej kultury, która istniała już na 2 tysiące lat przed początkami państwa egipskiego, a powstała 4 tysiące lat przed najwcześniejszą cywilizacją grecką. Wszystkich tych odkryć dokonano w latach 20. naszego stulecia pod wielkim kopcem piasku i smoły, obok stacji kolejowej, pozornie w samym środku niczego.

 

 


Rozdział   3

Purpurowe szaty i srebrne grzebienie

 

Wielki Potop

 

Badając historię starożytnej sumeryjskiej Mezopotamii, możemy skonfrontować chronologię stosowaną w księgach biblijnych, zwłaszcza w Księdze Rodzaju, z najnowszymi odkryciami archeologii. W tym wypadku najlepszą okazją do porównania jest Wielki Potop opisany w opowieści o Noem (Księga Rodzaju 7:10-24). Miał on jakoby nastąpić w dziewięć pokoleń po Adamie i dalszych 9 pokoleń przed Abramem. Jeśli więc uda się nam zlokalizować w czasie Wielki Potop, wówczas zdołamy ustalić najważniejsze daty następstwa pierwszych patriarchów.

Jak już wspomniałem, za datę Potopu przyjmuje się 2348 rok p.n.e. według obliczeń arcybiskupa Usshera. Ale przed odkryciem dokonanym przez Wooll-beya w latach 20. naszego stulecia ani Ussher, ani nikt inny nie mógł znać rzeczywistej daty tego kataklizmu, ani nawet wiedzieć z całą pewnością, czy istotnie miał on miejsce w tym rejonie. Prace wykopaliskowe w Mezopotamii rozpoczęły się przecież dopiero w dobre trzy stulecia po śmierci Usshera.

Jakieś 13 tysięcy lat temu (około 11000 roku p.n.e.), pod koniec ostatniej epoki lodowej na Ziemi zapanował łagodniejszy klimat. Szybka zmiana temperatury spowodowała obsunięcie się pół lodowych w Arktyce i na Antarktydzie, przemieszczenie się dużych mas wody, co z kolei wywołało wysokie fale pływowe w dużych zbiornikach. Ale czy to właśnie był ów biblijny Potop? Raczej nie, choć niewątpliwie stało się to punktem zwrotnym w przyrodzie, zwiastującym epokę uprawy roli w rejonie Żyznego Półksiężyca. To, co nastąpiło po biblijnym Potopie, nie było początkiem życia osiadłego, które już wcześniej istniało, lecz epoką cywilizacji i rozkwitu sumeryjskich miast-państw.

Badając okoliczności Potopu w Księdze Rodzaju, przyłączmy się na chwilę do sir Leonarda Woolleya i jego zespołu, ponieważ to oni odkryli pozostałości przedpotopowej Mezopotamii. Należy jednakże pamiętać, że w tych odległych czasach Mezopotamia była centralnym ośrodkiem dość ograniczonego rejonu geograficznego. Przez wiele pokoleń władcy tej części kuli ziemskiej nosili miano „Królów Czterech Czwartych Świata”, a zatem duża powódź na tym skrawku ziemi uznana została za katastrofę na skalę światową, tak jak to określa Stary Testament.

Po sześciu latach od rozpoczęcia wykopalisk w Ur archeolodzy Woolleya znaleźli interesujące groby pochodzące z około 3500 roku p.n.e., wśród nich również grobowce kamienne. Jest to o tyle niezwykłe, że w tej pustynnej krainie nigdy nie było kamienia: w promieniu czterdziestu ośmiu kilometrów od Ur nie znaleziono nawet najmniejszego otoczaka. Ta podziemna konstrukcja była swego rodzaju ekstrawagancją, archeolodzy od razu zorientowali się, że to grobowiec jakiejś ważnej osobistości.

Po wejściu do krypty ludzie Woolleya osłupieli z zadziwienia, ujrzeli bowiem bogactwa, jakich nigdy przedtem nie widzieli. Były tam złote puchary, ozdoby z czerwonego kamienia i lapis-lazuli, brązowe naczynia stołowe, srebrna biżuteria, mozaiki z macicy perłowej, przepięknie ozdobione muszlami harfy i liry, ogromny rydwan ze złotymi głowami lwów i byków, naczynia ze srebra, alabastru, miedzi i marmuru, narzędzia i broń ze złota oraz wszelkiego rodzaju przedmioty sztuki, które bogactwem i liczebnością przewyższały nawet wspaniałości znalezione w Egipcie w grobowcu Tutanchamona z okresu o tysiąc sześćset lat późniejszego.

Wraz z dostojnikiem pochowano wojowników w hełmach, z włóczniami i tarczami z miedzi, srebra i złota. Odkryto także szczątki dam w purpurowych szatach, z wymyślnymi nakryciami głowy, złotymi kolczykami i srebrnymi grzebieniami. Były to szczątki licznej służby i strażników głównego grobowca, który, jak się okazało, należał do królowej Szubad, panującej w czasach poprzedzających najstarsze dynastie egipskie. Obok znajdował się grobowiec jej małżonka, Abargiego.

Szczątki Abargiego zostały bardzo zniszczone dawno temu, lecz ciało Szubad było prawie nietknięte, a zostało wystawione na widok publiczny na złotych marach, w ręku dzierżyła złoty kielich, obok zaś klęczały dwie służebnice. Odziano ją w płaszcz naszywany paciorkami ze złota, srebra, lapis-lazuli, agatu i chalcedonu (rodzaj kwarcu). Na ramionach królowej umieszczono srebrne i złote amulety, przedstawiające ryby i gazele, głowę jej zaś ozdabiała korona ze złotych liści buku i wierzby.

Obok dokonano dalszych odkryć, gdy otwarto drugi królewski grobowiec, na którym widniał napis „Meskalamdug, król”. Napis na złotej misie wewnątrz informował, że król Meskalamdug to „Bohater Dobrej Ziemi”. Był on zapewne krewniakiem Szubad i Abargiego, a wśród ozdobnych przedmiotów w jego grobowcu znaleziono najpiękniejsze wyroby złotnicze, jakie kiedykolwiek widział świat. Na głowie zmarły miał hełm z wytłaczanej złotej blachy spojonej z ochraniaczami policzkach. Hełm ten, liczący 5 tysięcy lat, ma kształt peruki, z przedziałkiem pośrodku i lokami misternie wyrzeźbionymi w metalu, opadającymi falami i puklami zwijającymi się wokół doskonale ukształtowanych uszu. Widać wyraźnie każdy włos, a całość została wykonana z jednego arkusza 15-karatowego stopu złota i srebra. Napis na pieczęci cylindrycznej głosi, że małżonką Meskalamduga była Nin-banda. W swoim czasie dowiemy się więcej o tej wielce wpływowej parze.

Na tym etapie prac archeologicznych wykopano przedmioty z okresu o tysiąc siedemset lat wcześniejszego od czasów Abrama i ponad tysiąc lat wcześniejszego niż epoka Noego, lecz jak dotąd nie znaleziono żadnych śladów Potopu. Po tym obiecującym odkryciu kopano dalej, bo wszyscy byli ciekawi, co znajduje się w jeszcze bardziej zamierzchłej przeszłości. Drążono coraz głębsze szyby, aż wreszcie natrafiono na popiół drzewny i liczne zapisane gliniane tablice. Kontynuowano pracę, wydobywając kawałki naczyń i sprzętów domowych, wreszcie kopacze oznajmili, że natrafili na twardy grunt. Uznali, że dotarli do końca, a przynajmniej tak im się zdawało.

Wówczas sam Woolley zszedł do jamy i ku swemu zaskoczeniu stwierdził, iż nie stoi na skalnym podłożu, lecz na wyjątkowo twardej warstwie gliny, która mogła powstać tylko z osadów niesionych przez wodę. W pierwszej chwili uznał, że skoro Ur w starożytnych czasach znajdowało się bliżej wody, to z pewnością są to muły dawnej delty Eufratu, jednakże dokładne badanie terenu nasunęło zgoła odmienne wnioski. Przede wszystkim koncepcja, iż natrafiono na muły rzeczne, była o tyle nie do przyjęcia, że nawet dokopawszy się do tej głębokości, uczeni nadal znajdowali się znacznie powyżej poziomu morza, a już z pewnością ponad korytem Eufratu. Dlatego postanowili kontynuować prace. Przedarli się przez kolejne dwa i pół metra gliny, której warstwa skończyła się równie nagle, jak się pojawiła.

Pod nią znajdowała się ziemia tego samego typu co grunt w całym rejonie Żyznego Półksiężyca. Następnie znowu pojawiły się ślady zasiedlenia przez ludzi: naczynia, dzbanki, misy itp. Pod grubą warstwą wodnego nanosu znaleziono pozostałości ludzkiego osadnictwa, a gdy przeprowadzono analizę gliny, okazało się, iż zawiera szczątki zwierząt morskich z czasów, gdy morze zalało cały ten rejon. Zbadano warstwy geologiczne, które -podobnie jak w innych sytuacjach -ukazują swój własny kalendarz. Pokład gliny został naniesiony na starszą osadę około 4000 roku p.n.e., a Woolley wysłał do Londynu taki oto telegram: „Znaleźliśmy Potop”.

Potem inni archeolodzy prowadzili badania w dolinie Eufratu-Tygrysu. W sporej odległości na północny zachód od Ur, w Kisz w pobliżu Babilonu, warstwa nanosu zmniejszyła się do 46 centymetrów, lecz nadal stanowiła zwarty pokład. Obliczono, że fale potopu zalały teren o długości 644 kilometrów z północy na południe i 161 kilometrów ze wschodu na zachód. W owym czasie był to prawdziwy kataklizm i ludziom tam zamieszkałym wydawał się z pewnością końcem świata.

Jeśli więc według przyjętych obliczeń Adam pojawił się w 3882 roku p.n.e., a Noe żył w dziewięć pokoleń po Adamie, to z pewnością kalkulacje te są mylne. Skoro wiek warstwy popotopowej w Mezopotamii został ustalony na około 4 tysiące lat p.n.e., oznaczałoby to, że potop nastąpił jeszcze przed Adamem. Nie ma absolutnie żadnych śladów nanosu powodziowego w okresie około 2348 roku p.n.e. Stąd wniosek, że obliczenia arcybiskupa Usshera są błędne. Jeśli więc Noe żył w okresie Potopu -jak głosi Biblia – to znaczy, że data pojawienia się Adama przypada na okres wcześniejszy. I tu z pomocą przychodzą nam starożytne mezopotamskie teksty, które na przekór Biblii dowodzą, że Adam pojawił się „po” Potopie.

Kiedy zatem pojawił się Noe? Wygląda na to, że w ogóle go nie było. Spośród dwudziestu tysięcy zachowanych glinianych tablice, które odkopano w najsłynniejszym starożytnym archiwum świata w Niniwie w mezopotamskiej Asyrii, dwanaście opowiada historię Potopu. Według tych tekstów bohaterem, któremu bogowie polecili „zbudować statek”, był król Utanapisztim ze Szuruppak, który władał tą krainą około 4000 roku p.n.e. W opowieści o nim czytamy, że gdy wody opadły, „cały ludzki rodzaj obrócił się w glinę; ziemia była płaska jak dach domu”.

Zanim jednak bliżej przyjrzymy się mezopotamskim opowieściom o Potopie, warto dowiedzieć się, jak hebrajscy autorzy Księgi Rodzaju niemal 3,5 tysiąca lat później przeszczepili legendę Utanapisztima do znacznie późniejszych czasów Noego. Dzięki temu łatwiej będzie nam zlokalizować w czasie historycznego Adama.

 
Tradycja hebrajska

 

Uczeni są zgodni co do tego, że w Księdze Rodzaju pojawiają się dwa opisy stworzenia. Uznaje się, że autor pierwszego (Księga Rodzaju 1:1-2:4) to kapłan z VI wieku p.n.e., którego intencją było wychwalanie Boga za to, że wyłonił Ziemię z ciemności, bezładu i pustki. Ustalono tam też, że siódmy dzień, czyli szabat, jest zwyczajowo dniem wolnym od pracy. Drugi opis stworzenia (Księga Rodzaju 2:5-25) wywodzi się z nieco starszej tradycji, a jego autora często nazywa się jahwistą, ponieważ jako pierwszy wprowadził imię Jahwe.

Imię Jahwe od rdzenia JHWH – co znaczy „Jestem który jestem”) było używane obok kananejsko-hebrajskiego terminu Elohim, który w powszechnym mniemaniu oznacza Boga. Ale Elohim jest w istocie rzeczownikiem w liczbie mnogiej, a liczba pojedyncza tego słowa brzmi El lub Eloh i oznacza „wzniosły”. Elohim byli dawnymi bogami Kanaanu, co wyjaśnia użycie liczby mnogiej w Starym Testamencie, na przykład „Oto człowiek stał się taki jak My” (Księga Rodzaju 3:22).

Najwyraźniej w czasach, w których kompilowano Stary Testament, liczba mnoga elohim w oryginalnym tekście odnosiła się do koncepcji jedynego boga Jahwe. Jakkolwiek było, księgi Kananejczyków określają poprzednika Jahwe terminem „wielki El Eljon”, który posiadał moc nadawania władzy w porozumieniu z Mistrzem Rzemiosła, o czym piszę w dalszej części książki.

Siedziba El Eljona znajdowała się „u źródeł dwóch rzek” (Tygrysu i Eufratu), gdzie przyjmował on ambasadorów i rozstrzygał spory. Jego najstarszy syn nosił imię Baal (Pan), a braćmi byli Jamm Lewiatan (czyli Potwór Morski – Księga Psalmów 74:14), Mot (Śmierć), Szahar (Świt) i Szalem (Pokój), a od tego ostatniego imienia wywodzi się nazwa miasta Juru-szalem (Jerozolima): miasto pokoju. Ich siostrą była Anat, Królowa Niebios. Lecz jeśli siedziba El Eljona znajdowała się u źródeł obu rzek, to i jego władza musiała obejmować najpierw Mezopotamię, a dopiero potem ziemię Kanaan. Stąd należy wnosić, że tradycja El Eljona przeniesiona została z Mezopotamii do Kanaanu (Amarantowej Ziemi) – a stało się to prawdopodobnie za sprawą wnuka Noego, Kanaana, którego potomkowie „rozproszyli się” za granicą (Księga Rodzaju 10:6-18). Ponieważ El oznacza „Wzniosły”, to ten sam Wzniosły musiał mieć swoje własne imię także w czasach starożytnego Sumeru.

Przed XX wiekiem niewiele było wiadomo o tradycji religijnej Kananejczy-ków, ale po 1929 roku odkryto wiele starożytnych tekstów w Ras Szamra (dawniej miasto to nosiło nazwę Ugarit) w pómocno-zachodniej Syrii. Pisma te pochodzą z około 1400 roku p.n.e., a dowiadujemy się z nich, że małżonka El Eljona nazywała się Aszera (lub Asztoret), tradycja religijna Kananejczyków koncentrowała się wokół płodności, zarówno w rodzinie, jak w rolnictwie i hodowli. Inne boginie z tych czasów nosiły imiona Padrija, Tallija i Arsija. Izraelici bowiem odeszli od koncepcji boga i jego małżonki w chwili, gdy odrzucili Asztoret i uznali wiarę w jedynego Boga Jahwe, czyli przywłaszczonego przez nich El Eljona. Ale wiara w jedynego Boga nie pojawiła się w czasach Abrama ani nawet Mojżesza. Nastąpiło to znacznie później, w czasach sędziego Samuela, kiedy to „Synowie Izraela usunęli Baalów i Asztarty i służyli tylko samemu Panu” (Pierwsza Księga Samuela 7:4). A było to około 1100 roku p.n.e.

Mimo iż pierwsi hebrajscy kompilatorzy Starego Testamentu zastąpili El Eljona Jahwe (w oryginale słowo to pisane jest bez samogłosek: JHWH), pluralistyczna koncepcja Elohim (bogowie) była w większości tekstów ignorowana i tłumaczona w liczbie pojedynczej, jako „Bóg”. Ale w Psalmie 82 używa się liczby mnogiej, kiedy to Jahwe-El „pośrodku bogów sąd odbywa”. Jeden z pierwszych historyków chrześcijańskich, Juliusz Afrykańczyk z Edessy (200-245 n.e.), zauważa, że poza statusem boskim Elohim w niektórych niekanonicznych tekstach – określani byli jako „obcy władcy” i „sędziowie”.

Pierwsza wersja stworzenia w Księdze Rodzaju kończy się ustanowieniem dnia wolnego (szabatu), druga natomiast – instytucji małżeństwa: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Księga Rodzaju 2:24). Jednak w obu wersjach mowa jest o tym, że rodzaj ludzki panuje nad zwierzętami.

W Księdze Rodzaju (1:27) napisano, że Bóg stworzył Adama, a potem w tej samej Księdze (2:7) Adam został jakby ponownie stworzony – stąd można wnioskować, że historię tę opowiada dwóch różnych autorów, a ich odrębne relacje umieszczono obok siebie.

Nie ma wątpliwości, że zanim powstał żydowski Stary Testament, Hebrajczycy opierali swoją tradycję na dziedzictwie kulturowym Kananejczyków. Na tę tradycję złożyła się jednak także kultura Sumeru. Z tego względu należy pamiętać, że dziewiętnaście pierwszych pokoleń, od Adama do Abrama, to byli Mezo-potamczycy, a gdy Abram około 1990 roku p.n.e. wyemigrował do Kanaanu, przybył tam niejako Żyd ani Kananejczyk, lecz jako Sumer. Mimo to został pierwszym Sumerem formalnie zaliczonym do Hebrajczyków i czczony był odtąd jako najstarszy patriarcha żydowskiej rasy. Wynika to z przymierza z Jahwe (Księga Rodzaju 17), a ściślej mówiąc z El Eljonem (zwanym we wcześniejszych wersjach Biblii El Szaddai), po którym Abram i jego potomkowie zaczęli stosować rytuał obrzezania chłopców. Wtedy to właśnie Abram przeobraził się w Abrahama i u-znany został ojcem swego ludu.

Określenie Hebrajczyk wywodzi się od imienia patriarchy Ebera (Hebera/ Abara), żyjącego sześć pokoleń przed Abrahamem. Nazwa Izraelici wzięła się od imienia wnuka Abrahama, Jakuba, który przybrał nowe imię Izrael (Księga Rodzaju 35:10-12). Dosłownie tłumaczony zwrot Is-ra-el oznacza „wojownik Ela”, niektórzy twierdzą, że Jsra-el znaczy „El rządzi”, inni – że „El walczy”. Niezależnie od tego, która interpretacja jest poprawna, samo imię wskazuje raczej na kananejską tradycję El Eljona niż na późniejszą tradycję żydowskiego Jahwe. Także miejscowość Luz, gdzie Jakub otrzymał nowe imię, została przemianowana na Bet-el (Betel – Księga Rodzaju 28:19), co oznacza „Dom Ela”. Angielska nazwa Jew (Żyd) pochodzi od „Judejczyków”, czyli hebrajskich Izraelitów z Judei w Kanaanie, i później odnosiła się do całego narodu Izraela. Według żydowskiego tradycyjnego prawa (Halakha) Żydem jest ten, kogo na świat wydała żydowska matka, lecz współcześnie Żydem, niezależnie od pochodzenia może zostać każdy, kto przyjmie wiarę żydowską. Pochodzenie od Abrahama czy od hebrajskich przodków nie ma już w wielu rodach żydowskich tak wielkiego znaczenia, a jedynie sens emocjonalny i symboliczny.

 

Stary Testament

 

Najbardziej fascynujące w pojęciu „żydowski” jest to, że nie oznacza ono wyłącznie religii, ale też i starą tradycję kulturalną, trwającą od czasów Abrahama. Określenie „Żyd” w niczym nie przypomina określenia „chrześcijanin”, po-nieważ”oznacza jedyną w swoim rodzaju cechę narodowościową – być członkiem jednej wielkiej rodziny. Dlatego niezależnie od tego, w jakim kraju świata Żyd przebywa, zawsze i wszędzie wyróżnia się przynależnością do kultury żydowskiej. Chrześcijaństwo natomiast nie ma nic wspólnego z pochodzeniem kulturowym lub rasowym, oznacza kosmopolityczną społeczność religijną, do której można należeć lub nie.

Judaizm rozwinął się dzięki mocnym więzom albo przyrodzonym prawom i tylko z pozoru ma swoje korzenie w Kanaanie, ponieważ jego patriarchalne źródła sięgają starożytnej Mezopotamii. Trudno się więc dziwić, że w judaizmie połączyły się dawne tradycje mezopotamskie i kananejskie. Widzimy wyraźnie, jak relacje o prawdziwych zdarzeniach, takich jak Potop i zbudowanie arki, uległy chronologicznemu zagmatwaniu w dziełach kronikarzy spisujących je po upływie tak długiego czasu. Kiedy więc Stary Testament został napisany i przez kogo?

Jak wiemy, początkowe wersety Księgi Rodzaju zostały skompilowane w VI wieku p.n.e., w jakieś 1,4 tysiąca lat po Abrahamie, 2 tysiące lat po Noem i 3,5 tysiąca lat po mezopotamskim potopie. Skąd zatem czerpano informacje o tych dawnych związkach genealogicznych? Kto zarejestrował i przechowywał przez tyle stuleci kroniki pokoleń patriarchów?

Obecnie można odtworzyć drzewo genealogiczne przeciętnego człowieka do kilku pokoleń wstecz, potem zadanie staje się coraz trudniejsze, a czasem nawet wręcz niewykonalne. Ale w rodach arystokratycznych odtworzenie pochodzenia jest już o wiele prostsze, ponieważ drzewa genealogiczne od wieków znajdują się w rodzinnych archiwach. Dla autorów Starego Testamentu zadanie to w VI wieku p.n.e. także nie było trudne, bo następstwo patriarchów, poprzez Noego i Abrahama, odnotowywano równie skrupulatnie jak następstwo członków współczesnych rodów arystokratycznych, a ich potomkowie związani byli z królewskimi domami Egiptu i Judy. Ale najciekawsze jest nie to, że od najdawniejszych czasów prowadzono rejestry potomków tej wpływowej rodziny, lecz że zyskała ona miano „uprzywilejowanej” już 6 tysięcy lat temu, na długo przedtem, zanim Hebrajczycy zapisali swoją historię. Dlaczego tak było, dowiemy się, badając uświęcone dziedzictwo, które przeszło na Jezusa i dalej.

Pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu: Księga Rodzaju, Księga Wyjścia, Księga Kapłańska, Księga Liczb i Księga Powtórzonego Prawa, noszą nazwę Tora (Prawo) lub Pentateuch (oznaczającą w języku greckim dzieło złożone z pięciu części). Powszechnie uważa się, że powstały z inspiracji nauką Mojżesza (XIV wiek p.n.e.), tak bowiem pisze w I wieku n.e. historyk Józef Flawiusz we wstępie do swego dzieła Dawne dzieje Izraela. Ale uczeni są w zasadzie zgodni co do tego, że nowoczesny Pentateuch jest pracą skompilowaną z różnych wcześniejszych kronik począwszy od IX wieku p.n.e. i po raz pierwszy zebranych w jedną całość w VI wieku p.n.e. Może rzeczywiście tak było, zwłaszcza że księgi zawieraj ą także prawo Mojżeszowe, ale jak się później przekonamy, ich historyczna treść sięga do znacznie starszych mezopotamskich kronik, a z Biblii wiemy, że w VI wieku p.n.e. wielu Izraelitów było zakładnikami Babilończyków.

Druga Księga Królewska opowiada o obleganiu Jerozolimy w latach 606-586 p.n.e. przez mezopotamskiego króla Nabuchodonozora. Schwytał on judejskiego króla Jechoniasza, uprowadził do Babilonu „i przesiedlił na wygnanie całą Jerozolimę, mianowicie wszystkich książąt i wszystkich dzielnych wojowników, dziesięć tysięcy pojmanych, oraz wszystkich kowali i ślusarzy. Pozostała jedynie najuboższa ludność kraju” (Druga Księga Królewska 24:14).

Stało się to rzekomo z rozkazu Jahwe, ponieważ pradziadek Jechoniasza król Manasses postawił świątynię Baalowi, synowi El Eljona. Ale skoro Jahwe i El Eljon byli synonimami Boga (pierwszy dla Hebrajczyków, drugi dla Kananejczyków), Manasses najwyraźniej obraził najwyższe bóstwo, składając hołd synowi Bożemu. Jakkolwiek interpretowano te wypadki w owym czasie, faktem jest, że Nabuchodonozor zrujnował Jerozolimę i Judę, zburzył też Wielką Świątynię Salomona. „Jedynie z powodu gniewu Pana przyszło to na Judę po to, by go odrzucić od oblicza Jego skutkiem grzechów Manassesa, odpowiednio do wszystkiego co popełnił” (Druga Księga Królewska 24:3).

Od 586 roku p.n.e. ponad dziesięć tysięcy Izraelitów było niewolnikami Babilonu – w tym królowie, kapłani, prorocy i inne ważne osoby. Ich potomkowie pozostali tam jeszcze do 536 roku p.n.e., kiedy to 50-tysięczna grupa powróciła do Jerozolimy. To w Mezopotamii właśnie w VI wieku p.n.e. powstało wiele ksiąg Starego Testamentu, przy czym niemałą ich część stanowiły stare babilońskie kroniki oraz równie starodawna hebrajska Księga Prawa (stanowiąca trzon Księ­gi Powtórzonego Prawa), którą znalazł w Świątyni Jerozolimskiej arcykapłan Chilkiasz krótko przed inwazją Nabuchodonozora (Druga Księga Królewska 22:8). Choć zasadnicza część Starego Testamentu została skompilowana podczas niewoli babilońskiej, w II wieku p.n.e. dodano do niej niektóre inne księgi, na przykład Księgę Daniela. Nawet w I wieku n.e., już za życia Chrystusa, nie było jednolitego tekstu Biblii dostępnego dla wszystkich Żydów. Różne księgi istniały oddzielnie, o czym wiemy na podstawie trzydziestu ośmiu zwojów, na których spisano dziewiętnaście starotestamentowych ksiąg odnalezionych w Qumran w Ju­dei w latach 1947 – 1951. Wśród nich znajduje się liczący siedem metrów hebraj­ski zwój zawierający Księgę Izajasza – najdłuższy ze wszystkich zwojów znad Morza Martwego. Pochodzi z 100 roku p.n.e. i jest najstarszym istniejącym tek­stem biblijnym.

Pierwszy zestaw połączonych ksiąg uznawanych powszechnie za hebrajską Biblię pojawił się po zburzeniu Jerozolimy przez rzymskiego wodza Tytusa Flawiusza w 70 roku n.e. Celem tego przedsięwzięcia było przywrócenie wiary w ju­daizm w okresie społecznego wzburzenia (słowo „Biblia” pochodzi z języka grec­kiego i oznacza „księgozbiór”).

W tej wersji Stary Testament napisany został po hebrajsku, a słowa zawierały jedynie spółgłoski. Równocześnie pojawiło się greckie tłumaczenie przeznaczo­ne dla licznych zhellenizowanych Żydów. Nosiło nazwę Septuaginta (po łacinie oznacza to „siedemdziesiąt”), ponieważ do tłumaczenia zaangażowano siedem­dziesięciu dwóch uczonych. Potem, w IV wieku n.e., święty Hieronim dokonał tłumaczenia Starego Testamentu na łacinę dla potrzeb coraz liczniejszych chrze­ścijan. Przekład ten otrzymał nazwę Vulgata, czyli księga dla ludu.

Około 900 roku n.e. stary hebrajski tekst pojawił się w nowej formie, opracowany przez żydowskich uczonych zwanych masoretami. Nazwę tę zawdzięczali temu, że opatrzyli tekst biblijny przypisami (po hebrajsku massorah). Najstarsza kopia z tamtych czasów została sporządzona w 916 roku n.e.

Obecnie dysponujemy tekstem masoretów, grecką Septuaginta, łacińską Vulgatą oraz licznymi tłumaczeniami na wiele języków. Ale w każdym przypadku mamy do czynienia z nowożytnym Starym Testamentem, a każda z wersji podle­gała interpretacjom w trakcie kolejnych tłumaczeń. Jakie to szczęście, że obecnie możemy skonfrontować te teksty z odkrytymi przez sir Leonarda Woolleya i in­nych archeologów glinianymi tablicami ze starożytnych mezopotamskich miast, jak Ur, Niniwa i wielu innych. Teksty te musiały być znane Izraelitom przebywa­jącym na wygnaniu w VI wieku p.n.e. i z nich zapewne czerpali oni własne rela­cje o Stworzeniu i Potopie. Kroniki mezopotamskie zawierają bowiem klucz do zrozumienia wielu dawnych zdarzeń opisanych w Księdze Rodzaju.

 

Ogrody Edenu

Wiemy już, że biblijne ośrodki cywilizacji, jak Ur, Babilon i Niniwa, były miastami starożytnej Mezopotamii, przy czym Ur i Babilon znajdowały się w sumeryjskiej Chaldei (później zwanej Babilonem), a Niniwa w Asyrii. Wiemy też, że niektóre mezopotamskie miasta nosiły imiona przodków Abrahama wymie­nionych w Księdze Rodzaju – na przykład Peleg, Serug, Nachor, Terach i Haran. Przyjrzyjmy się teraz innym nazwom miast wymienionych w Księdze Rodzaju, żeby sprawdzić, czyje także odkryto.

Najwięcej nazw miast wymienia się w Księdze Rodzaju 10:8-12, we fragmencie poświęconym praprawnukowi Noego Nimrodowi:

Kusz zaś zrodził Nimroda, który był pierwszym mocarzem na ziemi. Był on też najsławniejszym na ziemi myśliwym (…) On to pierwszy panował w Babelu, w Erek, w Akad i w Kalne w kraju Szinear. Wyszedłszy z tego kraju do Aszszuru, zbudował Niniwę, Re-chobot-Ir i Kałach i Resan, wielkie miasto pomiędzy Niziną a Kałach.

 

Miasto Nimrod (obecnie zwane Nimrud) zostało odkopane w 1845 roku przez angielskiego dyplomatę Austena H. Layarda. Krótko potem wybitny brytyjski asyriolog Henry Creswicke Rawlinson nieco na północ od Nimrud w Niniwie (starożytna Ninua) wydobył spod ziemi wielką bibliotekę króla Assurbanipala. W dawnych czasach miasto Nimrud zwano Kalhu, co jest synonimem biblijnego Kałach, według Księgi Rodzaju założonego przez myśliwego Nimroda.

Królestwa Nimroda w Babel i Akad to odpowiednio Babilon i Akad. Współczesny Bagdad i Babilon znajdują się w tej części Iraku, która w starożytności nosiła nazwę Akad, na północ od Sumeru, a dawni królowie Akadu byli także królami Kisz, miasta położonego na wschód od Babilonu. Kisz to to samo co Kusz, o czym już wspomniałem. Erech to nic innego jak Uruk (współczesna Warka), od którego pochodzi nazwa państwa Irak, natomiast kraj Szinear to Sumer.

Identyczność nazw i imion przodków Abrahama powtarza się także w tekstach Pentateuchu, ale tym razem trudno się zorientować, czy miejsca zostały nazwane od imion ludzi, czy też ludzie noszą imiona pochodzące od nazw. Jak­kolwiek było, wiadomo, że chodzi tu o jakiś wybitny ród, którego członkowie byli władcami mezopotamskich krain. W kwestii imion wymienionych w Księdze Rodzaju istnieje prawdopodobieństwo, iż były miejscowe, czyli nadawano je od nazw miast, w których znajdowały się siedziby członków rodu. Podobnie szkoc­ki arystokrata hrabia Moray, czyli pan na Moray, podpisuje się po prostu Moray, a książę Atholl, czyli właściciel posiadłości Atholl, także nazywany jest Atholl, niezależnie od swego imienia. Nawet w późniejszych księgach Starego Testamentu wiele imion ma charakter opisowy, jeśli nawet nie miejscowy. Doskonałym przy­kładem jest tu książę Zerubbabel, który wywiódł Izraelitów z niewoli babiloń­skiej w 536 roku p.n.e., albowiem Zerubbabel znaczy po prostu „zrodzony w Ba­bilonie”.

W dziewięciu wcześniejszych rozdziałach Księgi Rodzaju niewiele wymienia się nazw miejscowości, z wyjątkiem oczywiście ogrodów Edenu. W języku Sumerów bujne pastwiska między nawodnionymi terenami (które obecnie nazy­wamy stepami) nosiły nazwę eden. Najsłynniejszy eden starożytności znajdo­wał się w Eridu (współczesne Abu Szarain), w odległości ponad 26 kilometrów na południowy wschód od Ur, w delcie Eufratu. Eridu było najświętszym mia­stem starożytnej Mezopotamii i pierwszą przed Potopem siedzibą sumeryjskich królów.

Odkopane rumy świątyni w zikkuracie Eridu pochodzą z 2100 roku p.n.e., ale poniżej znaleziono jeszcze siedem świątyń (niektóre odznaczają się wspaniałą architekturą), zbudowanych jedna nad drugą, a ich wiek sięga czasów prehistorycznych. Ponieważ najstarszą ziemską cywilizacją był Sumer, to z biblijnego puktu widzenia żyzny Eden w Eridu stanowił najstarszy ośrodek cywilizacji Su­meru i świata.

Cztery „rzeki Edenu” (Księga Rodzaju 2:10-14) spowodowały wiele teologicznych kontrowersji, a badacze szukali wszędzie owych czterech rzek, które pasowałyby do opisanych w Starym Testamencie. Ale tak naprawdę nie ma w tym żadnej sprzeczności, ponieważ tłumaczenia tekstów Księgi Rodzaju są przeważ­nie nieścisłe:

Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto (…) Nazwa drugiej rzeki – Gichon; okrąża ona cały kraj Kusz[3]. Nazwa rzeki trzeciej – Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta – to Perat.

Eufrat, który wpada do Zatoki Perskiej, jest nam znany, ale co z innymi rzekami? Nie ma na przykład w północnej Afryce rzeki, która wypływałaby z Sumeru, okrążając przedtem Etiopię. W gruncie rzeczy żadna rzeka nie okrąża Etiopii.

W tłumaczeniu cytowanego wyżej fragmentu są co najmniej trzy kardynalne błędy. Po pierwsze, w hebrajskim oryginale wcale nie jest napisane, że ta rzeka staje się czterema rzekami, „wypłynąwszy” z Edenu, lecz że cztery rzeki wpływa­ją „do” Edenu i tam stają się jedną rzeką. Po drugie, czasownik „okrąża” (dwukrotnie użyty w cytowanym tekście) znaczy to, co znaczy, natomiast hebrajski rdzeń SBB oznacza kręty bieg. Tak więc pierwsza rzeka nie okrąża kraju Chawila, lecz wije się przez kraj Chawila. To samo odnosi się do drugiej rzeki (która jako­by okrąża Etiopię) – z tym, że nazwa „Etiopia” ani razu nie występuje w orygi­nalnym tekście. Nazwa kraju brzmi Kusz. Tłumaczenia Biblii zwykle odnoszą ją do Kusz (obecnie Sudan), dawna Abisynia w Afryce północnej. Lecz w tamtych zamierzchłych czasach Etiopia nie istniała, natomiast Grecy nazywali tak całą północną Afrykę. Biblijna kraina Kusz to w istocie Kusz lub Kisz (współcześnie Al ‘Uhaimir), leżąca na południe od Babilonu.

Trzecia rzeka, Chiddekel, to po prostu Tygrys, płynący na wschód od Aszszur, czyli Asyrii. Grecka nazwa tej rzeki brzmi Tigris, hebrajska – Hiddekl, akadyjska – Idiklat, a aramejska – Didżlat. A zatem rzeki, które wpływały do Edenu, to Tygrys i Eufrat oraz ich główne dopływy, z których jeden przepływał przez Kisz, a drugi przez krainę plemienia Chawila. Dokładne tłumaczenie z hebraj­skiego tego fragmentu Księgi Rodzaju powinno zatem brzmieć następująco:

Rzeka wpływa do Edenu, aby nawodnić jego ogrody; przedtem była czterema głównymi odgałęzieniami. Nazwa pierwszego brzmi Piszon; to ta rzeka, która wije się przez krainą plemienia Chawila, gdzie się znajduje złoto (…) Druga rzeka nosi nazwę Giszon; to ta, która wije się przez kraj Kisz. Nazwa trzeciej rzeki brzmi Tygrys; to ta, która płynie na wschód od Aszszur. Czwartą rzeką jest Eufrat.

 

Rozdział 4

Chaldejska Księga Rodzaju

 

Biblia i Babel

Gdy na wysokościach niebo nie miało imienia, A ziemia poniżej nie była nazwana; Był tylko Apsu, ich rodzic pierwotny, Mummu i Tiamat – która zrodziła ich wszystkich, Ich wody były razem zmieszane[4].

 

Tak rozpoczyna się Historia Stworzenia poprzedzająca Księgę Rodzaju – przez starożytnych Babilończyków i Asyryjczyków zwana Enuma elisz, zgodnie z początkowymi słowami „Gdy na wysokościach”. Pierwotnie powstała około 1700 roku p.n.e.. Są też wersje z pierwszego tysiąclecia p.n.e., z jednej z nich pochodzi cytowany na początku rozdziału fragment.

Ta poetycka opowieść na wstępie oznajmia, że z początku nie było nic oprócz wody, albowiem Apsu (pierwiastek męski) był „słodkimi wodami”, Mummu (pierwiastek męski) oznacza „tuman mgły”, a Tiamat (pierwiastek żeński) to „słone wody”.

Tekst ten nie różni się bardzo od pierwszych wersetów Księgi Rodzaju napisanej w VI wieku p.n.e., gdzie czytamy, że Bóg stworzył suchy ląd:

Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem, ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. (Księga Rodzaju l :2)

 

W dalszej części eposu nie ma mowy o tym, że Ziemia została stworzona w sześć dni, a siódmy był dniem odpoczynku, jak to czytamy w Księdze Rodzaju. Ale do myślenia daje fakt, iż oryginalna historia Stworzenia spisana została na sześciu glinianych tablicach, na siódmej zaś czytamy o uroczystościach odbytych dla uczczenia zdobyczy i osiągnięć babilońskiego boga Marduka (patrz: Babiloński Epos o Stworzeniu a Księga Rodzaju).

Pierwsze tablice z tekstem Enuma elisz odkopano w latach 1848-1876, podczas wyprawy archeologicznej sir Austena Henry’ego Layarda, a znajdowały się one w bibliotece króla Assurbanipala wNiniwie. Opublikował je w 1876 roku George Smith z British Museum pod tytułem The Chaldean Account of Genesis (Chaldejska wersja Księgi Rodzaju). Inne tablice i fragmenty zawierają tę sama, wersję eposu odkopaną w Assur, Kisz i Uruk, a z kolofonów (znaków firmowych wydawcy) wynikało, że istniały dawniejsze teksty w jeszcze starszym języku. Opowiadały o tym, jak pewne bóstwo stworzyło niebo i Ziemię i wszystko na Ziemi, w tym rodzaj ludzki.

 

Marduk dzierżący rózgę i pierścień jako symbole boskiej sprawiedliwości (relief babiloński)

Warto zauważyć, że istniej ą głębsze asocjacje między mezopotamskimi tekstami a Księgą Rodzaju, których na pierwszy rzut oka nie widać. Jednym z ta­kich wspólnych mianowników jest akadyjskie imię Tiamat (słone wody). W Księ­dze Rodzaju użyto określenia „bezmiar wód”, co po hebrąjsku znaczy tehóm, a słowo to ma podobny rdzeń jak imię Tiamat. Tehóm w liczbie mnogiej staje się tehomot (thwmwt), lecz jak twierdzą semityści, podobieństwo między hebraj­skim tehomot a akadyjskim imieniem Tiamat zostało celowo skryte ze względów doktrynalnych. Według eposu Enuma elisz babiloński bóg Marduk stoczył bój z pierwotnymi wodami Tiamat, które przedstawia się w relacji jako morskiego smoka.

Ta część historii nie znalazła odzwierciedlenia w Księdze Rodzaju, pisze się w niej tylko, że Bóg „oddzielił wody”. Jednakże znajdujemy wzmiankę o tym zdarzeniu w Psalmie 74 (wersety 13-14):

Ty ujarzmiłeś morze swą potęgą, skruszyłeś głowy smoków na morzu. Ty zmiażdżyłeś łby Lewiatana, wydałeś go na żer potworom morskim.

W tej relacji smok z tehom nosi imię Lewiatana (słowo to jest pochodzenia kananejskiego). Takie samo imię potwór nosi w Księdze Hioba. W innym miejscu Starego Testamentu groźny morski smok ma na imię Rahab (Psalm 89, wer­set 11):

Ty podeptałeś Rahaba jak padlinę.

A w Księdze Izajasza (51:9) czytamy:

Przebudź się, przebudź! Przyoblecz się w moc, o ramię Pańskie! Przebudź się, jak za dni minionych, w czasie zamierzchłych pokoleń. Czyżeś nie Ty poćwiartowało Rahaba, przebiło Smoka?”

Dotychczas ustaliliśmy, że potwór bezmiaru wód, ciemności, bezładu i pustkowia nazywał się w tradycji kananejskiej Jam (co oznacza „morze”), a w księ­gach Mezopotamczyków, Kananejczyków i Hebrajczyków powtarza się ten sam wątek: największym dokonaniem ich głównych bóstw było okiełznanie dzikich wód oceanu. Nawet w późniejszych naukach gnostyków aleksandryjskich wielki „pierwszy ojciec”, Jaldabaoth, został wyłoniony z głębi przez Ducha Świętego, który nosił imię Sofia, czyli Mądrość. Duch Święty-Sofia (według Księgi Ro­dzaju Duch Boży) „unosił się nad wodami”. (Słowo ruah, tłumaczone w Księdze Rodzaju jako „duch”, oznaczało „wiatr”.)

W VI wieku p.n.e., kiedy Izraelici stali się niewolnikami Nabuchodonozora, epos Enuma elisz był w Babilonie recytowany, podobnie jak setki lat wcześniej, podczas noworocznych uroczystości. Obchody trwały przez pierwszych jedenaście dni miesiąca nisan (współcześnie marzec-kwiecień), poemat zaś (liczący dzie­więćset dwadzieścia wierszy) stanowił przedmiot kazań arcykapłana, a niektóre jego fragmenty były odgrywane. Starożytna opowieść o Stworzeniu nie mogła ujść uwagi Izraelitów, a jej treść ich urzekła. W owym czasie nazywali swego Boga Jahwe (od rdzenia JHWH), zrezygnowali natomiast z jego kananejskich imion El Eljon i El Szaddai, a ponieważ uniwersalna historia stworzenia odgry­wała się na ich oczach, nie miało znaczenia, że babilońskie bóstwo nazywało się Marduk. W ten sposób narodziła się biblijna Księga Rodzaju, gdyż izraeliccy ka­płani skrupulatnie zapisywali w niej swoje wrażenia.

Istnieje jedna zasadnicza różnica między babilońskim eposem a Księgą Rodzaju. Ta pierwsza historia opowiada bowiem nie tylko o bogu Marduku, ale też o innych bóstwach babilońskiego panteonu, które w tradycji kananejskiej wystę­powały jako Elohim (wzniośli). W dalszej część Enuma elisz czytamy:

Żadna trzcina nie miała jeszcze formy, Żadne bagno nie miało oblicza. Żaden z bogów nie pojawił się jeszcze, Nikt nie nosił imienia, los nie ciążył na nikim; W prądach wód rodzili się bogowie.[5]

 

Nawet z tekstów biblijnej Księgi Rodzaju, które powstawały na wygnaniu w VI wieku p.n.e., widać wyraźnie, jak manipulowano jej treścią. Izraelici, podobnie jak Babilończycy, używali rzeczownika „bóg” w liczbie mnogiej. Byli to Elohim, bracia El Eljona, którzy na użytek koncepcji jedynego boga Jahwe zostali sprowadzeni do liczby pojedynczej. Warto raz jeszcze powrócić do tego, co On sam powiedział w Księdze Rodzaju: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” i „Oto człowiek stał się taki jak My”.

Po opowieści o kłótniach między bogami i o stworzeniu nieba, Enuma elisz mówi o tym, że Marduk ustalił orbitę Ziemi wokół Słońca i wyznaczył zadania Księżycowi, określając w ten sposób ziemski rok i jego podział, przy czym rolą Księżyca było zwiastowanie nocy i miesięcy. Podobny opis znajdujemy w Księdze Rodzaju: „A potem Bóg rzekł: Niech powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata”.

Następnie Enuma elisz opowiada, że Marduk w rozmowie z innym bogiem zakomunikował swój ostateczny zamiar: „Potem stworzę lullu – Człowiek będzie imię jego. Tak, powinienem stworzyć lullu, Człowieka”.

Przerwijmy teraz rozważania o Stworzeniu. Do pojawienia się Człowieka (lullu) powrócimy w swoim czasie. A to dlatego, że okazuje się obecnie, iż opowieść o babilońskim Marduku i jego dziele tworzenia nie jest wcale najwcześniejszą relacją. Jest z pewnością o jakieś tysiąc lat starsza od tej, którą znamy z Księgi Rodzaju, ale pochodzi z okresu babilońskiego, cywilizacja ta zaś zaczęła się oko­ło 1890 roku p.n.e. Przedtem w Mezopotamii od 3800 do 1960 roku p.n.e. istniała wspaniała kultura Sumeru, epoka królów Eridu, Kisz, Szuruppak, Larsy i Ur. Pier­wowzór Marduka pojawia się w kromkach starożytnych Sumerów, w nich też znajdziemy pierwsze wzmianki o Adamie.

 

Tajemnica Sumeru

Uczeni zgodnie twierdzą, że pochodzenie Sumerów pozostaje tajemnicą. Wybitny archeolog sir Leonard Woolley powiada, że „nie wiadomo, skąd przybyli”. Znany badacz Sumeru Noah Kramer twierdzi, że „ich pierwotnego miejsca pochodzenia nie da się z całą pewnością ustalić”. Historyk zajmujący się Ira­kiem, Georges Roux, twierdzi, że ostatnie odkrycia „nie dość, że nie przynoszą rozwiązania tej zagadki, to jeszcze bardziej tę sprawę gmatwają”. A orientalista Henri Frankfort sugeruje, że „w kwestii pochodzenia Sumerów może się okazać, iż są oni mieszańcami”.

Naukowcy są zgodni także i w tym, że Sumerowie wcale nie nazywali się tak, bo żyli w Sumerze. Wręcz odwrotnie – kraj nazywał się Sumer, ponieważ oni się w nim osiedlili. Co więcej, naród ten zyskał takie miano nie od nazwy miejsca, lecz wprost z własnego, jedynego w swoim rodzaju języka sumeryjskiego. Należałoby raczej mówić, że byli „ludem mówiącym po sumeryjsku”.

Po dziś dzień badaczy intryguje nagłe, niespodziewane pojawienie się Sumerów jak gdyby znikąd. Nie ma jednak wątpliwości, że przybywając do południo­wej Mezopotamii, reprezentowali cywilizację znacznie bardziej rozwiniętą niż istniejąca w świecie, z którego mogli pochodzić. Nie było w owym czasie (czyli około 4000 roku p.n.e.) na kuli ziemskiej kultury choć trochę przypominającej sumeryjską.

Zagadkowy jest nawet ich język. Uczeni badający pierwsze tablice odkryte w ubiegłym wieku stwierdzili, że nie należał on ani do grupy języków semickich, ani indoeuropejskich. Nie wykazywał żadnych podobieństw do języków, którymi posługiwali się Arabowie, Żydzi, Kananejczycy, Fenicjanie, Syryjczycy, Asyryjczycy, Persowie, Hindusi, Egipcjanie, nie był też spokrewniony z jakimkolwiek językiem używanym w Europie, Azji czy Afryce. Profesor Kramer uważa, że ję­zyk sumeryjski Jest wyjątkowy i nie wywodzi się z żadnego innego języka, ży­wego czy martwego”. Jaki zatem był ten dziwny język – język starożytnych kró­lów o nieprawdopodobnych imionach, jak Alulim, Enmengalanna i Palakinatim, którzy panowali w Mezopotamii jeszcze na długo przedtem, zanim pojawiła się pierwsza dynastia w Egipcie? Imiona te nic nie mówią ani historykom, ani języ­koznawcom, a asyriolog sir Henry Rawlinson oznajmił w Royal Asiatic Society w 1853 roku, że nie należą one do żadnej znanej grupy etnicznej czy kultury.

Odcyfrowanie tekstów w języku sumeryjskim stało się łatwiejsze dzięki księ­gom napisanym w starożytnym języku akadyjskim, zaopatrzonym w przypisy wskazujące sumeryjskie źródła, z których przepisywano dany fragment. Akadyjski ma znaną strukturę wszystkich języków semickich, podobny jest zatem do wielu innych starożytnych bliskowschodnich języków, dzięki czemu lingwiści specjalizujący się w nich mogli te teksty przetłumaczyć. Następnie położono obok siebie teksty w języku akadyjskim i sumeryjskim i stworzono dwujęzyczny słow­nik symboli zgłosek. Porównując akadyjskie słowa i zwroty z odpowiednimi sym­bolami w języku sumeryjskim zdołano go rozszyfrować, mimo iż są to dwa zupełnie odmienne języki.

Sumeryjskie tablice są najstarszymi znanymi tekstami, a zostały spisane około 3400 roku p.n.e.. Nie jest to jednak język prymitywny czy prostacki i nie ma sobie podobnych w żadnym zakątku świata. Pismo sumeryjskie pojawiło się w pe­łnej, złożonej formie jakby z innego świata. Nazywamy je pismem klinowym, ponieważ składa się z kanciastych symboli fonetycznych, czyli klinów, będących podobno uproszczoną formą piktogramów sumeryjskich kapłanów.

Niewiele więcej niż sto lat temu nikt nawet nie słyszał o Sumerach, lecz obecnie British Museum, Luwr, muzeum w Berlinie i uniwersytet w Yale posiadają znacznie bogatsze zbiory ich tekstów niż świadectw pisanych jakiejkolwiek innej starożytnej kultury. Znajdują się tam dziesiątki tysięcy glinianych tablic i pieczę­ci, obejmujące wszystko – od rejestrów urzędowych i podatkowych po eseje i li­teraturę. Wiele z nich pochodzi z odległej epoki. Są o tysiąc lat starsze od Iliady i Odysei, starsze nawet niż najwcześniejsze wersje Księgi Rodzaju.

Gliniane tablice są płaskie lub nieco poduszkowate. Pisarze grawerowali na nich rylcem linie poziome i pionowe, tworzące kwadraty lub prostokąty, w które wpisane są piktogramy. Ryto też na miękkiej glinie ukośnie przyciętą trzciną, po czym tabliczki wypalano w gorącym słońcu Mezopotamii.

Pieczęcie są zupełnie inne, wykonano je w formie kamiennych walców, ale różnica między nimi a tablicami polega przede wszystkim na tym, że pismo jest wypukłe, jak na blasze drukarskiej lub królewskiej pieczęci. Znajdujemy na nich zarówno pismo, jak obrazki, które tak wiele mówią nam o epoce i kulturze Sumeru. Pieczęcie te odbijano w miękkiej glinie, którą następnie wypalano. Kamienne pieczęcie można było odbijać dowolną ilość razy, dzięki temu tworzono kopie (na przykład do dekoracji budowli i naczyń), ponadto przechowywane w archiwach „oryginały” wykluczały fałszerstwo.

 

 

Pismo klinowe Enuma elisz

Rozwijające się państwo potrzebowało pisarzy i administratorów, dlatego Sumerowie założyli pierwszą na świecie profesjonalną szkołę biznesu, gdzie kształ­cono urzędników i sekretarzy. Wkrótce ranga szkoły znacznie wzrosła, kształciła także adeptów innych zawodów, na przykład lekarzy, uczonych, historyków, astronomów, matematyków, prawników, księgowych itp.

Jednym z absolwentów szkoły w późniejszych czasach był nie kto inny, jak sam król Asyrii Assurbanipal, który w VII wieku p.n.e., na sto lat przed wzięciem Izraelitów do niewoli, zapisał na glinianej tablicy:

 

Bóg uczonych w piśmie udzielił mi daru znajomości jego sztuki. Zostałem wtajemniczony w sekrety pisania. Mogę nawet czytać zawiłe tablice po sumeryjsku; rozumiem

zagadkowe słowa rzeźbione w kamieniu w czasach przed Potopem[6].

 

„W czasach przed Potopem?” Ależ on nastąpił w 4000 roku p.n.e.! O jakich więc kamiennych napisach z tak odległych czasów mówił król? Jak zobaczymy, Assurbanipal, podobnie jak wielu innych członków uprzywilejowanej warstwy społecznej, dowiedział się o tym z pilnie strzeżonych archiwów pierwotnej cywi­lizacji – z dokumentów zawierających świętą wiedzę, które noszą nazwę Tablic przeznaczenia.

Warto może w tym miejscu przypomnieć sobie, czego tak naprawdę szukamy: korzeni rodu Graala, dynastii, którą przypuszczalnie zapoczątkował Adam. Trady­cja głosi, że był pierwszym człowiekiem, i w tym sensie był on pierwszym przed­stawicielem wysoko rozwiniętej rasy Homo sapiens. A pierwszą naprawdę zaawan­sowaną w rozwoju rasą na świecie byli Sumerowie; pojawili się nie wiadomo skąd, reprezentowali kwitnącą wiedzę i technikę w czasach tuż po 4000 roku p.n.e., ich państwo rządzone przez królów i kapłanów utrwaliło się około 3800 roku p.n.e. Jaką datę pojawienia się Adama przyjęliśmy? Był to rok 3880 p.n.e.

 

 

Rozdział   5

Królestwo aniołów

Nefilim

 

Jedno z najbardziej tajemniczych stwierdzeń Starego Testamentu znajdu­jemy w Księdze Rodzaju (6:1-4), gdzie w odniesieniu do czasów Noego czytamy:

A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały (…) A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.

We fragmencie tym użyte jest hebrajskie słowo nefilim, ale we wszystkich tłumaczeniach mowa jest o gigantach: „A w owych czasach byli na ziemi giganci”. Jest to zniekształcenie pierwotnego tekstu, albowiem oba słowa- giganci i nefilim – nie oznaczają tego samego.

Błąd powstał stąd, że nie istnieje liczba pojedyncza dla nefilim, a tłumacze Starego Testamentu poszli za sugestią wielu autorów, w tym Józefa Flawiusza, który w I wieku n.e. tak pisze w Dawnych dziejach Izraela:

Wielu bowiem aniołów Bożych zeszło się z niewiastami i urodziły one synów zuchwa­łych, którzy tak ufali swej sile, że za nic mieli wszelką uczciwość; to, co tradycja mówi do ich postępowaniu, przywodzi na myśl owe zuchwalstwa, które Grecy przypisują gigantom.

 

Jak stąd widać, Józef (swego czasu dowódca powstańców w Galilei, urodzony w 37 roku n.e.) wcale nie mówi, że nefilim to giganci. W istocie w ogóle o nich nie wspomina, pisze jedynie o „aniołach Bożych”, których synowie (zrodzeni przez ziemskie kobiety) dopuszczali się przemocy, podobnie jak „ci, których Grecy zwali gigantami”. Księga Rodzaju powiada, że ich potomstwo stało się „mocarzami, mającymi sławę w owych dawnych czasach”. Ale ten opis (niezależnie od opisu wyglądu fizycznego) odnosi się do cech wybitnych, jakie posiadał Nimrod, „pierw­szy mocarz na ziemi”.

Tłumaczenie nefilim jako „giganci” jest całkowicie nieścisłe. Ale co w takim razie słowo to oznacza? Otóż znaczy ono: „Ci, którzy zeszli z góry”, „Ci, którzy spadli” lub „Ci, którzy zostali zrzuceni”.

Tak zwani „synowie Boga” (jak twierdzą Hebrajczycy) sami ściągnęli na sie­bie hańbę, łącząc się z ziemskimi kobietami, a w pochodzącej z II wieku p.n.e. Księdze Henocha i rozmaitych innych pismach apokryficznych mowa jest o tym, że „popadli w niełaskę”. Czasownik „popadli” ma ten sam rdzeń co nefilim (ci, którzy spadli), a ponieważ „synowie Boga” w Septuagincie – greckim tłumaczeniu Księgi Rodzaju – są nazywani aniołami (aggelos), to w Piśmie Świętym mamy do czynienia z nową rasą ludzką. Byli nią upadli aniołowie. Księga Henocha podaje nawet, że było około dwustu upadłych aniołów, którym przewodzili „dziesiętnicy”.

Ponieważ cały tekst Księgi Rodzaju jest niezbyt jasny, nie wiadomo więc, czy nefilim i synowie Boga byli tymi samymi osobami. Nie jest też do końca pewne, czy synowie Boga to aniołowie, choć w II wieku rabbi ben Jochai twierdził, że nie, a żydowska tradycja utrwala ten pogląd. Stary Testament jest w tym względzie dość nieprecyzyjny, ponieważ określeń „synowie Boga” i „aniołowie” uży­wa oddzielnie, tymczasem w Księdze Hioba (1:6, 2:1) mowa jest o tym, że gdy „synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, Szatan też poszedł z nimi” (w starszej kananejskiej tradycji odpowiednikiem Szatana jako krnąbrnego syna El Eljona był Baal). Poza Biblią znajdujemy wielu Szatanów, a w Księdze Jubile­uszy liczna ich grupa (tworząca agresywną bandę) jest reprezentowana przez nie­jakiego Mastema. W licznych wątkach pism niekanonicznych szatani zazwyczaj dokonują swych napaści tylko za zezwoleniem Boga.

Jeśli natomiast idzie o „synów Boga”, to i tym razem popełniono błąd pod­czas tłumaczenia tekstu Księgi Rodzaju. Hebrajskie oryginały są w tym względzie bardziej dokładne, nazywają ich bene ha-elohim, a słowo elohim pojawia się w liczbie mnogiej. Czyli zwrot ten w wiernym przekładzie powinien brzmieć: „synowie bogów”. Jeśli już chcemy uściślić gramatycznie ten przekład, to elohim jest liczbą mnogą obu rodzajów, czyli wspomniany fragment można również tłu­maczyć jako „synowie bogiń”, albowiem-Elohim, to zarazem wzniośli i wzniosłe.

Jak więc widzimy, nawet Jahwe przyznaje, że są inni bogowie – i w gruncie rzeczy „synowie” ci byli synami owych innych bogów. Księga Jozuego (24:2) mówi o tym, że Jahwe uznał fakt, iż ojciec Abrahama, Terach „służył innym bogom”. Stary Testament nie tylko opowiada o jego sporach z bene ha-elohim (sy­nami bogów i bogiń), lecz także o jego dążeniu do supremacji w panteonie. W Bi­blii jerozolimskiej znajdujemy opis uczestnictwa Jahwe w Boskim Zgromadzeniu. Czytamy o tym w pierwszych wersetach Psalmu 82, którego autorem jest Asaf, pochodzący z rodu Lewitów muzyk i dyrygent chóru króla Dawida:

Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów, pośrodku bogów sąd odbywa.

 

W wersecie 6 czytamy:

 

Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego.

 

Można stąd wnosić, że Jahwe uznaje swoich odpowiedników na wielkim zgromadzeniu bóstw.

W Księdze Henocha synów bogów nazywa się Czuwającymi, wspomina się o nich również w Księdze Daniela i Księdze Jubileuszy. Henoch wyjaśnia ponadto, że Czuwający to te same istoty boskiego pochodzenia, które związały się z ziem­skimi kobietami. Z Księgi Daniela dowiadujemy się, że Czuwający byli spokrew­nieni z Nefilim, a król Nabuchodonozor ma wizję, w której między innymi pojawiają się „zstępujący w dół” Czuwający:

Patrzyłem, w moim łożu, na obrazy [istniejące] w mojej głowie, a oto Czuwający i Święty zstępował z nieba. (Księga Daniela 4:10)

Według postanowienia Czuwających [taki jest] dekret, sprawa rozstrzygnięcia przez Świętych… (Księga Daniela 4:14)

To natomiast, że król widział Czuwającego i Świętego zstępującego z nieba… (Księga Daniela 4:20)

 

Liczba pojedyncza od Nefilim brzmi Nefil. Warto jednak zwrócić uwagę, że termin ten (a przynajmniej jego pozbawiony samogłosek semicki rdzeń NFL -zrzucać), który występował we wczesnych wersjach Księgi Rodzaju od VI wieku p.n.e., został wyparty przez określenie „Czuwający” w czasach, kiedy powstała Księga Daniela, czyli około 165 roku p.n.e. W niekanonicznych Księgach Heno cha i Jubileuszy (powstałych mniej więcej w tym samym czasie) używa się słowa „Czuwający” zamiast Nefilim. Mimo ortodoksyjnych żydowskich tradycji, Nefilim/Czuwający zostali już w tym czasie zaklasyfikowani do kategorii „upadłych aniołów” lub „gigantów”. Przykładem tego może być tak zwany Dokument Da­masceński, który powstał w I wieku n.e. lub nieco wcześniej i został znaleziony wśród zwojów znad Morza Martwego:

Otworzę wam oczy (…) aby nie kusiły was nieczyste skłonności i pożądliwe spojrze­nia. Albowiem wielu zbłądziło z tego powodu (…) Czuwający w niebie z tej przyczyny upadli (…) I ich synowie, wysocy jak drzewa cedrowe, których ciała były niczym góry.

 

Pisma takie pokazują, jak w miarę upływu stuleci pewne oryginalne pojęcia i znaczenia zostały wyrwane z kontekstu historycznego. W VI wieku p;n.e. żyjący na wygnaniu Izraelici w dobrej wierze przepisali swoje dzieje z babiloń­skich kronik. Odkrywszy starą księgę Prawa Mojżeszowego, pracowicie two­rzyli na jej podstawie własną doktrynę religijną, po czym powrócili do Jerozolimy i Judei wyposażeni w obszerną literaturę. W II wieku p.n.e. (czyli w 400 lat póź­niej) powstały dalsze księgi, które niekoniecznie miały na celu odzwierciedle­nie faktów historycznych, lecz stanowiły raczej zbiór mitów, zdolny przeciw­stawić się przeważającej w owym czasie kulturze grecko-aleksandryjskiej. Był to wiek romantyzmu, ale romantyzm ten na nieszczęście przesłonił spory kawał historii, dlatego pierwotni nefilim epoki Sumeru przeobrazili się w upadłych aniołów.

Tak więc tradycja „upadłych aniołów” przetrwała przez niemal dwa tysiącle­cia – jednak nigdy nie miała nic wspólnego z pierwotną mezopotamską kulturą i historią. Tracąc historię, utraciliśmy również możliwość zdobycia wiedzy zapisa­nej ponad 4 tysiące lat temu. A były to bezpośrednie doświadczenia starożytnego Sumeru, ziemi, na której rozkwitła najstarsza cywilizacja świata, a cywilizacja ta o tysiące lat wyprzedziła naturalny bieg ewolucji rodzaju ludzkiego. To właśnie była owa kraina Elohim – wzniosłych, to było królestwo tajemniczych Nefilim -tych, którzy zstąpili z niebios.

Spójrzmy jeszcze raz na odpowiednie fragmenty Księgi Rodzaju, ale nie sugerując się tradycyjnymi, częstokroć błędnymi tłumaczeniami. Tym razem pra­gnę przedstawić dokonany przez semitystę Zecharię Sitchina przekład z hebrajskiego, który daje nam lepsze pojęcie o prawdziwym sensie tekstu:

Ujrzeli synowie boży, że córki ludzkie były piękne. Wzięli więc sobie za żony te wszystkie, które sobie upatrzyli. [...] Byli na ziemi Nefilim w owych czasach, również i potem, gdy synowie boży obcowali z córkami ludzkimi, a one im rodziły dzieci. Byli to mocarze wieczności – ludzie szem.

 

A więc wreszcie synowie Boga okazali się „synami bogów”, natomiast nieznośni mityczni giganci przeobrazili się w istoty znacznie bardziej interesujące z historycznego punktu widzenia: w „mocarzy wieczności”. Lecz co to za nowe słowo, które umknęło z tradycyjnych tłumaczeń? Co to znaczy „ludzie szem”? W starożytności szem tłumaczono jako „wznoszący się w górę ognisty kamień” -a z tym pojęciem spotkamy się jeszcze nieraz.

Skoro rozprawiliśmy się już z gigantami w tym konkretnym kontekście, warto teraz zastanowić się nad ich ogólną rolą w Starym Testamencie. Najczęściej pojawiają się w Księdze Powtórzonego Prawa. Opowiada ona o Mojżeszu i Izra­elitach po powrocie z Egiptu do Kanaanu, a także o najeździe Izraelitów na Ka-naan pod wodzą Jozuego. W wielu miejscach określa się Kananejczyków jako olbrzymów, ale z relacji tych nie odnosimy wrażenia, że byli istotami nadludzki­mi. Po prostu byli wyżsi i wyglądali groźniej niż przybysze. Przypomnijmy kilka fragmentów Księgi Powtórzonego Prawa:

Lud to (Amoryci) jest liczniejszy i wyższy wzrostem od nas, miasta ogromne, obwarowane aż do nieba.

Poprzednio mieszkali w niej Emici, naród wielki, liczny i wysoki jak Anakici.

Nie zaczepiaj ich, nie wszczynaj z nimi wojny, gdyż nie dałem ci na własność niczego z ziemi synów Ammona (…) Również tę ziemię zamieszkiwali poprzednio Refa-ici, których Ammonici nazywali Zamzummitami. Naród to wielki, liczny i wysoki, jak Anakici.

Słuchaj, Izraelu, ty dzisiaj masz przejść przez Jordan, aby wydziedziczyć narody większe i mocniejsze od ciebie, miasta ogromne i umocnione pod niebo, lud mocny i wysoki, synów Anaka.

 

Ponieważ tak wiele plemion kananejskich uważano za olbrzymów zamieszkujących ogromne miasta, można przyjąć, iż byli to ludzie wysokiego wzrostu, z pewnością wyżsi od Izraelitów, którzy byli raczej niscy w porównaniu z nor­malnym wzrostem mieszkańców Kanaanu.

Najlepiej znanym olbrzymem Starego Testamentu jest oczywiście Goliat z Gat, filistyński wojownik, który rzucił wyzwanie pastuszkowi Dawidowi. Napisano, że Goliat liczył „sześć łokci i jedną piędź wzrostu”, co daje w przybliżeniu 3,27 me­tra. Trzeba przyznać, że wzrost to olbrzymi, i nawet zakładając pewną przesadą (powiedzmy 25 procent) relacji na benefis Dawida, to i tak daje to nam mężczyznę wysokiego na 2,4 metra. Ale i współcześnie zdarzają się ludzie o takim wzroście. Niemiecki zapaśnik Kurt Zehe mierzył na przykład 2,5 metra, a rotterdamski kolos ringu Reinhardt miał aż 2,85 metra. Wielu współczesnych amerykańskich koszykarzy można uznać za gigantów (zarówno pod względem fizycznym, jak i mistrzo­stwa w grze), ale z pewnością nie przypominają ohydnych wielkoludów, których wizerunek kojarzy się z pojęciem giganta utrwalonym w mitologii i literaturze.

Mimo ogromnego wzrostu Goliata i potężnego miecza młody Dawid zabija go, zanim jeszcze doszło do oficjalnej walki, a to dzięki dobrze wymierzonemu w czoło olbrzyma strzałowi z procy. Scenę tę w zabawnej formie odtworzono w filmie z Harrisonem Fordem Poszukiwacze zaginionej arki, kiedy to Indiana Jones, napadnięty przez uzbrojonego w miecz bandytę, po prostu wyciąga pistolet i strzela do niego.

Później, zagrożony przez równie wysokich krewniaków Goliata „Dawid poczuł zmęczenie”, pozostawił więc walkę z nimi swojej służbie (Druga Księga Samuela 21:15-22). Elchananowi z Betlejem udało się zabić brata Goliata z Gat, „którego drzewce dzidy wyglądały jak wał tkacki”. Bratanek Dawida Jonatan zabił następnie syna Goliata, „który miał u każdej ręki po sześć palców i po sześć palców u każdej nogi”. Inni synowie Goliata, Iszbo-be-Nob i Saf, także polegli z rąk ludzi Dawida, Abiszaja i Sibbekaja, ale nigdzie nie wspomniano, w jaki sposób Izraelici odnieśli zwycięstwa.

 

Czuwający

 

Jeżeli aniołowie to nie giganci ani też bene ha-elohim (synowie bogów), to kim właściwie byli? Jak pisałem już w Krwi z krwi Jezusa, trzeba od razu sobie uświadomić, że w określeniu „anioł” nie ma nic duchowego ani nawet bezcielesnego. Greckim określeniem aggelos (lub częściej stosowaną transkrypcją ange-los albo łacińskim odpowiednikiem angelus) tłumaczono oryginalne hebrajskie słowo mal’at, co oznacza „posłańca”. Angielski zapożyczył rzeczownik angel z łaciny, lecz anglo-saksoński termin engel pochodzi pierwotnie od francuskiego angele.[7] Tak więc anioł Pański oznacza po prostu wysłannika Pana albo ściślej mówiąc, ambasadora Pana. Archanioł był ambasadorem wyższej rangi (prefiks arkhi pochodzi z greki i oznacza między innymi „nadrzędny”, a występuje w sło­wach takich jak arcyksiążę, arcybiskup itp.)

Aniołowie ze Starego Testamentu zachowywali się przeważnie jak normalni ludzie. Na przykład w Księdze Rodzaju (19:1-3) dwaj aniołowie odwiedzili dom Lota, „on zaś przygotował wieczerzę, poleciwszy upiec chleba przaśnego. I posilili się”. Większość starotestamentowych aniołów zaliczała się do tej kategorii, jak na przykład ten, który spotkał żonę Abrahama, Hagar, u źródła, zatrzymał oślicę Balaama na drodze, rozmawiał z Manoachem i jego żoną, siedział z Gedeonem pod terebintem. Nawet o archaniele Gabrielu mówi się w Księdze Daniela (9:21) jako o „mężu”, który przybył doń i powiedział: „Danielu, wyszedłem teraz, aby ci dać całkowite zrozumienie”. Inni aniołowie byli, zdaje się, kimś więcej niż tylko posłańcami, ponieważ przedstawia się ich jako uzbrojonych emisariuszy, posiadają­cych straszliwą moc niszczenia. Ten rodzaj mściwego anioła przestawiono w Pierw­szej Księdze Kronik (21:14-16): „I posłał Bóg Anioła do Jerozolimy, aby ją wyniszczyć (…), a w jego ręku miecz wyciągnięty nad Jerozolimą”.

W niekanonicznej Księdze Henocha wymienia się Gabriela jako jednego z siedmiu archaniołów, obok Michała, Rafaela, Uriela, Raguela, Sarakaela i Remiela25. Księga Jubileuszy stwierdza, że Henoch, jeden z pierwszych patriarchów, „był pierwszym wśród dzieci człowieczych zrodzonych na Ziemi, który umiał pisać, posiadł wiedzę i mądrość – on też zapisał znaki niebios”. Znaki te przed­stawione są jako „Nauka Czuwających” (Tablice przeznaczenia), która została w odległych czasach „wykuta w kamieniu”, a Henoch mówi, że Czuwający byli „świętymi aniołami, którzy patrzą” W niektórych zaklęciach współczesnych czarowników wzywa się pewne bóstwo imieniem Rehctaw. Wielu ludzi sądzi, że ma to złowieszcze znaczenie, ale tak naprawdę jest to słowo Watcher (ang. Czuwający) wymawiane wspak.

 

Nafidem i Eljo

 

Wiemy już, że Nefilim (Czuwający) popadli w niełaskę, ponieważ związali się z córkami człowieczymi i mieli z nimi dzieci. Henoch donosi, że ich dowódcy (siedmiu archaniołów) rozgniewali się, ponieważ Dziesiętnicy jęli uczyć swoje potom­stwo zbyt szybko i zbyt wielu rzeczy równocześnie, przekazując mu tajemnicę zna­ków z dawnych czasów. Mówi się, że nauczali na przykład o metalach znajdujących się w ziemi i o tym, jak je można spożytkować; o korzeniach roślin i ich leczni­czych właściwościach; o Słońcu, Księżycu i gwiazdozbiorach, o chmurach i klima­cie. Archaniołowie strofowali również przywódców Czuwających za to, że „ujawnili wieczne tajemnice” i wprowadzili w ludzką rasę zamieszanie, bo ich synowie góro­wali nad podlegającymi procesowi ewolucji dziećmi ludzkimi.

Pisma te dowodzą, że dysponując taką przewagą, potomstwo Czuwających przejęło militarną władzę nad ziemskimi braćmi (których nazywano Eljo), zabijając ich na masową skalę. Często powiada się, że „odrobina wiedzy jest bardzo niebezpieczną rzeczą”, i powiedzenie to pasuje do tej sytuacji. Choć synowie Czuwających (zwani Nafidem) uzyskali od swoich ojców Nefilim sporą wiedzę, to jednak pod względem genetycznym byli wciąż nieco prymitywni, głównie dzięki ziemskim matkom, i najwyraźniej nie potrafili tej wiedzy wykorzystać w sposób właściwy. Stanowili więc przykład Darwinowskiej zasady, że „przetrwają tylko najlepiej przystosowani”. Byli więksi i silniejsi niż ich sąsiedzi, mieli nad nimi przewagę, dlatego ich mordowali! Księga Jubileuszy powiada, że podczas walk między Nafidem a Eljo dochodziło do ludobójstwa, a Nefilim bezskutecznie pró­bowali powstrzymać swoich synów.

Zdarzenia opisywane w Księgach Henocha i Jubileuszy zdają się na pierwszy rzut oka mieć związek z treścią rozdziału 6. Księgi Rodzaju, a sposób ich przedstawienia wskazywałby na to, że działy się w czasach bezpośrednio poprzedzają­cych Potop. Ale Potop według Księgi Rodzaju wydarzył się w czasach Noego, tymczasem, jak się teraz okazuje, nastąpił jeszcze przed Adamem. W zasadzie historia stworzenia według Księgi Rodzaju pasuje do kronik spisanych na tabli­cach w starożytnym Sumerze, natomiast opowieść o wymordowaniu prymityw­nych przodków przez wyżej rozwiniętą rasę pochodzi ze znacznie wcześniejszej epoki.

Ponieważ Księga Jubileuszy odwołuje się do Księgi Henocha, stąd wynika, że została napisana później niż ta ostatnia, która (w znanej nam dziś formie) powstała w II wieku p.n.e. Wiemy jednak, że choć pierwsza wersja Księgi Rodzaju pojawiła się dopiero w VI wieku p.n.e., to jednak jej treść pochodzi ze znacznie starszych kronik. Na tej samej zasadzie możemy przyjąć, że Księga Henocha tak­że została skompilowana ze starożytnych źródeł, choć pojawia się w niej duch teologii właściwy znacznie późniejszej epoce. Przypuszcza się, iż pierwotna jej wersja została napisana przez Henocha, pradziadka Noego, a we wstępie do niej znajdujemy informację, że wiedzę przekazali Henochowi aniołowie: „I od nich usłyszałem wszystko, dzięki nim zrozumiałem to, co zobaczyłem, ale wiedza ta nie była przeznaczona dla tego pokolenia, lecz dla tych, którzy nadejdą znacznie później”.

Czy zatem Księga Rodzaju miała coś niezwykłego do powiedzenia o Henochu? Z pewnością tak, bo ze wszystkich patriarchów tego rodu (zarówno tych, którzy żyli przed nimi, jak tych, którzy nastali po nim) tylko Henoch i Noe „żyli w przyjaźni z Bogiem” – albo ściślej mówiąc „z Elohim”.

Widać więc wyraźnie, że historia o walce rasowej między Nafidem a Eljo pochodzi z okresu grubo poprzedzającego Potop i czasy Adama. W tym kontekście niezmiernie istotny jest fakt, iż korzenie Nefilim sięgają dziesiątki tysięcy lat wstecz (o czym przekonamy się na podstawie sumeryjskiego wykazu królów). Od czasu ludobójstwa Nefilim stali się tym, co moglibyśmy nazwać aniołami stróżami -czyli opiekunami ocalonego świata, który praktycznie sami zniszczyli. Ich nowym królestwem stał się świat lemuryjskich Nafidem – trzeciego odgałęzienia rasy Homo sapiens – wysoko rozwiniętej kultury afroazjatyckiej Cro-Magnon, która około 30 000 roku p.n.e. wyparła swoich przodków ze szczepu Eljo.

 

Rozdział   6

Era oświecenia

 

Brakujące ogniwo

 

W opublikowanej w 1871 roku rozprawie O pochodzeniu człowieka bry­tyjski przyrodnik Karol Darwin ukuł określenie „brakujące ogniwo”, w odniesieniu do wyraźnych anomalii w procesie ewolucji człowieka. W naszym przypuszczalnym rodowodzie można zaobserwować pewną niekonsekwencję, która na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie luki czy przerwy w kolejnych eta­pach rozwoju człowieka, lecz szybko się zorientowano, że to nie luka, że mamy natomiast do czynienia z nieznanym nam ogniwem.

Panuje powszechne przekonanie, że Darwin uważał, iż ludzie są potomkami człekokształtnych małp, takich jak szympansy, orangutany i goryle. Ale to bzdura; Darwin nigdy tak nie twierdził. Gdyby gatunek ludzki rozwinął się z tych zwie­rząt, na Ziemi nie byłoby już dziś ani jednego szympansa, orangutana czy goryla. Przypuszcza się natomiast, że człowiek ewoluował z całkiem odmiennego rodzaju stworzenia – dwunożnej, naziemnej małpy, ale żadne odkrycie archeologiczne nie potwierdza tej teorii. Uznano więc, że musiał istnieć jakiś przedczłowiek, człowiek-małpa, człowiek pierwotny: czyli „brakujące ogniwo” ewolucji.

Już sama koncepcja człowieka pochodzącego od małpy była dla Kościoła kamieniem obrazy, ponieważ przeczyła temu, co głosi Księga Rodzaju: że człowiek (Adam) został od razu stworzony w postaci dorosłego mężczyzny. Na kilka lat przed ukazaniem się O pochodzeniu człowieka Darwin opublikował dzieło O powstawaniu gatunków. Kościół podjął wyzwanie w czerwcu 1860 roku, skła­niając największego zwolennika Darwina w Oksfordzie do publicznej konfronta­cji z przeciwnikiem Darwinowskiej teorii. Mowa tu o dyskusji między Thoma-sem Henrym Huxleyem i biskupem Samuelem Wilberforce’em, który – niestety -zamiast prowadzić poważną debatę, zbywał argumenty przeciwnika sarkazmem. Pytał Huxleya: „Czy to za pośrednictwem ojca i matki pochodzi pan od małpy?” Huxley odparł na to, że raczej wolałby pochodzić od małpy, niż przyznać się do pokrewieństwa z takim ignorantem. Biskup został wygwizdany przez publiczność, która spodziewała się rzeczowej dyskusji, i na tym incydent się skończył.

Zwycięstwo, niemal walkowerem, odniósł Huxley, publiczność bowiem od razu zorientowała się, że nawet bez dowodów teoria Darwina jest znacznie sensowniejsza niż stanowisko Kościoła, gdyż biskup nie umiał wesprzeć go rzeczo­wymi argumentami. Jednak okazało się, iż nadal nie można udowodnić ciągłej ewolucji od małpy do współczesnego człowieka (Homo sapiens sapiens). Sam Darwin ubolewał nad niedostatkami swojej teorii i postanowił za wszelką cenę znaleźć odpowiedź.

W kilka lat po śmierci Darwina w Piltdown w Sussex (południowa Anglia) odkopano czaszkę, która, jak się wydawało, zapełnia lukę w ewolucji. „Człowiek z Piltdown” stał się z dnia na dzień sławny, ale nie na długo. W 1953 roku analiza fluoru w czaszce dowiodła, że było to oszustwo spreparowane prawdopodobnie przez Charlesa Dawsona, który czaszkę odkopał. Fałszerstwo polegało na tym, że do jakiejś pradawnej czaszki dodano żuchwę szympansa (lub innej małpy), a dla uzyskania większego stopnia autentyzmu poplamiono ją i sztucznie postarzono.

Powodem tego, że Darwin był tak absolutnie pewny istnienia „brakującego ogniwa”, były dwa znaczące odkrycia dokonane jeszcze za jego życia. W 1857 roku w Dolinie Neander w pobliżu Dusseldorfu wykopano szkielet pradawnego, prymitywnego łowcy i ten gatunek istot nazywano odtąd neandertalczykami. Inne odkrycia dowodziły, że człowiek neandertalski przeważał w Europie, Azji i Afryce, a pojawił się około 70 tysięcy lat p.n.e. Uważano, że 300 tysięcy lat p.n.e. zaczął stopniowo ewoluować z wczesnej formy Homo erectus. Kłopot z neander­talczykami polega na tym, że choć stanowili oni pierwotną rasę hominidalną w star­szej epoce kamienia (kiedy posługiwano się już ogniem, toporami i krzemienny­mi narzędziami), „nie tylko byli bardziej prymitywni i stali niżej od nas, oni w ogóle należeli do innej linii”.

I w rym kryło się sedno dylematu Darwina. Neandertalczycy ze starszej epoki kamienia byli tak fizycznie niepodobni do współczesnego człowieka, że nie­możliwe, abyśmy z nich ewoluowali w tak krótkim okresie. Mieli zupełnie od­mienną mentalność, co wynika z kształtu czaszki, w której części mózgu odpowiedzialne za myślenie i mowę zajmowały stosunkowo mało miejsca.

Wkrótce potem, w 1868 roku, nastąpiły inne wielkie odkrycia ery Darwina. W rejonie Dordogne we Francji znaleziono bowiem pierwsze ślady Homo sapiens w Cro-Magnon. W przeciwieństwie do pochylonej sylwetki neandertalczy­ka o nawisłych łukach brwiowych, cofniętym czole, wystającej żuchwie i krępej budowie, człowiek z Cro-Magnon (jak nazwano nowo odkrytą rasę) był osobni­kiem wysokim, wyprostowanym, o szerokiej twarzy i całkowicie odmiennej bu­dowie i pojemności mózgu. W kategoriach epoki geologicznej nie było żadnej różnicy między późnymi neandertalczykami a wczesnymi ludźmi z Cro-Magnon, lecz mieli ze sobą tyle wspólnego, co krowa z koniem. Nawet ich kultury były wyraźnie odmienne, ponieważ człowiek z Cro-Magnon okazał się twórcą nie­zwykle wysublimowanej sztuki, wyróżniał się sposobem ubierania, zwyczajami i stylem życia.

Przez pewien czas, mniej więcej w latach 35 000 – 30 000 p.n.e. neandertalczyk i człowiek z Cro-Magnon współistnieli, co dowodzi, że jeden nie ewoluował z drugiego. Szczególnie interesujące jest to, że nie znaleziono żadnych śladów krzy­żowania się obu tych zdecydowanie odmiennych ras, a w miarę upływu czasu czło­wiek z Cro-Magnon zaczął zyskiwać przewagę, gatunek neandertalski zaś stopnio­wo zanikał.

 

 

Człowiek neandertalski (po lewej) i człowiek z Cro-Magnon (po prawej)

Jeszcze do niedawna sądzono, że dzisiejsze rozmaite rasy ludzkie są potom­kami tych dwóch podstawowych odmian, lecz niedawno teoria ta została obalona. W lipcu 1997 roku dzięki przełomowi dokonanemu w metodach analizy do­wiedziono, że współczesny Homo sapiens sapiens nie wykazuje żadnego pokrewieństwa z neandertalczykami. Potwierdzają to wyniki badań zespołu na­ukowców uniwersytetu w Monachium prowadzone pod kierownictwem dr. Svan-tego Paabo, któremu udało się wyizolować DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy) z fragmentu kości ramieniowej neandertalczyka. Mitochondrialny DNA przeno­szony jest w nie zmienionej postaci z matek na dzieci. Z wyjątkiem niezwykle rzadkich mutacji wszyscy współcześni mieszkańcy Ziemi są w tym względzie do siebie podobni. Okazało się, że liczące 40 tysięcy lat DNA neandertalczyka było całkowicie odmienne od ludzkiego, jakby reprezentował on zupełnie odrębny ga­tunek. Uczeni oznajmili, że rasa neandertalska była niewątpliwie biologiczną „ślepą uliczką” ewolucji i że nie widać żadnych śladów krzyżowania się jej z Homo sa­piens z Cro-Magnon. Stwierdzili, że nie jest wykluczone, iż neandertalczycy i Ho­mo sapiens mieli jakieś 600 tysięcy lat temu wspólnego przodka, ale nie sposób tego dowieść, a poza tym nie ma to wielkiego znaczenia.

Człowiek z Cro-Magnon ewoluował z rasy afroazjatyckiej i w miarę jak klimat na zachodzie się ocieplał, rozprzestrzenił się w Europie. Nie znamy bezpo­średniego przodka tej rasy, lecz jej dość wysoka jak na owe czasy kultura i wy­gląd przynajmniej z naukowego punktu widzenia nie wykazują istnienia jakichś poprzedników.

Równie zaskakujące było stwierdzenie w grudniu 1996 roku, że czaszki odnalezione na indonezyjskiej wyspie Jawa dowodzą, iż Homo erectus, który rzekomo wymarł około 200 tysięcy lat temu, istniał jeszcze przed 40 tysiącami lat. Znaczy­łoby to, że małpy z gatunku Homo erectus nie były ewolucyjnymi potomkami neandertalczyków, ponieważ istniały równolegle. Do takiego wniosku doszedł zespół geologów pod kierownictwem dr. Carla Swishera z Berkeley Geochrono-logy Center w Kalifornii. Do ustalenia wieku znaleziska posłużyli się oni elektro­nowym rezonansem spinowym, badając emalię zębów odkrytych w pobliżu czte­rech czaszek Homo erectus. Dla porównania zastosowano także metodę analizy okresu połowicznego rozpadu uranu w szczątkach. Oba niezależnie przeprowa­dzone testy wskazywały na to, że czaszki pochodzą z okresu między rokiem 53 000 a 27 000 p.n.e. – czyli w przedziale tym mieści się rok 40 000 p.n.e.

Jak każdy prawdziwy uczony, Swisher pozostawił kwestię tę otwartą i nadal prowadził badania, a świat nauki życzliwie przyjął nowe odkrycie. Nawet Karol Darwin nie przedstawiał swojej zasady ewolucji jako dogmatu, lecz jako „teorię” i przyznawał, że podobnie jak wszelkie inne teorie może ona wykazywać pewne wady, a jeśli nie wady, to brak istotnego elementu. Element ten nazywał „brakującym ogniwem”.

 

Potomkowie Nefilim

 

Wiemy obecnie – i zostało to ponad wszelką wątpliwość udowodnione – że nie chodzi o brakujące ogniwo w Darwinowskim rozumieniu.Homo sapiens z CroMagnon nie pochodził od neandertalczyków, ponieważ byli oni całkowicie od­mienną rasą ze swoistą strukturą DNA. Wiemy, że pochodzimy od afroazjatyckie-go człowieka z Cro-Magnon, lecz od kogo on z kolei pochodził? Może w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie pomogą nam kroniki Henocha, w któ­rych czytamy, że Nefilim spłodzili całkowicie nową rasę około 35 000 roku p.n.e., czyli w tym samym czasie, kiedy pojawia się stosunkowo wysoko rozwinięta rasa kromaniońska, a wkrótce niedorozwinięci neandertalczycy zupełnie znikną z po-wierzchni Ziemi.

* Wiemy też, że jeśli Nefilim stworzyli nowy gatunek przez krzyżowanie się z tak zwanymi córkami człowieka, to z pewnością córki te nie należały do rasy neandertalskiej, co potwierdzaj ą badania dr. Svantego Paabo, przeprowadzone na mitochondrialnym DNA, który dziedziczymy po matkach. Czy istnieje zatem możliwość, że była jakaś inna rasa współczesna neandertalczykom? Dr Paabo i inni uczeni uważają, że tak, i zwracają uwagę na to, iż neandertalczycy pochodzili z Europy, a zatem w rejonie Afryki równolegle mogły rozwijać się inne isto­ty hominidalne.

I rzeczywiście, archeologia XX wieku odnotowała w Afryce liczne szczątki starożytnych hominidów: w 1911 w Tanzanii (wówczas niemiecka Afryka Wschodnia); w 1924 roku w Taung, na południowy zachód od Johannesburga w Południo­wej Afryce (obecnie RPA); w 1959 w Olduvai Gorge w Tanzanii i w 1972 roku nad jeziorem Turkana w Kenii, w Afryce środkowo-wschodniej. Niezależnie od wartości poznawczej odkrycia te były pomijane przez rozmaitych uczonych, ponieważ nie potwierdzały tradycyjnego poglądu na ewolucję europejskiego neandertalczy­ka. Lecz oto w 1974 roku Donald Johanson, archeolog z uniwersytetu w Chicago, prowadząc prace wykopaliskowe w Hadar w Etiopii, znalazł kości hominida w o-sadach pochodzących sprzed ponad 3 milionów lat. Wraz z zespołem pieczołowicie złożył z nich szkielet kobiety i nadał jej imię Lucy.

Potem oprócz Lucy odnaleziono jeszcze kości trzynastu hominidów, których wiek oceniono na mniej więcej 3,5 miliona lat. Nazwano ich „pierwszą rodziną”. Obok szczątków odkryto także kamienne narzędzia, a kilkanaście kilometrów dalej natknięto się na skamieniałe ślady stóp hominida z tej samej epoki (wiek ich określono za pomocą analizy potasowo-argonowej). Ale ślady te nie należały do zwy­kłej małpy; stopy były wysoko wysklepione, pięty zaokrąglone, miały wyraźnie zaznaczony kłąb palucha i skierowany do przodu wielki palec. Owe dwunożne antropoidy były o wiele bardziej rozwinięte niż przodkowie neandertalczyków, a ich szczątki znajdowały się w Etiopii, czyli na lądzie najbliższym Arabii Sau­dyjskiej, położonej między Morzem Czerwonym a Zatoką Perską.

Mamy zatem do czynienia z najstarszą rasą, która ewoluowała przez ponad 3 miliony lat całkowicie niezależnie od poprzedników neandertalczyków europejskich. Byli to przypuszczalnie pierwotni przodkowie ludu Eljo, który zamiesz­kiwał rejony Azji i Afryki 35 tysięcy lat p.n.e., kiedy to synowie bogów po raz pierwszy zainteresowali się córkami człowieka. Rasa ta zniknęła, gdy nowy, le­piej rozwinięty Homo sapiens zajął jej miejsce. Wiadomo obecnie, że ten wcze­śniejszy szczep (istniejący równolegle do neandertalczyków) zamieszkiwał rejo­ny Afryki i Azji przez około 100 tysięcy lat.

Świadectwa istnienia tej pradawnej rasy pochodzą z gór Ararat (w północnej Mezopotamii, obecnie w Iraku), z których początek bierze rzeka Tygrys. Tu w 1957 roku profesor Ralph Sołecki, penetrując pieczarę Szanidar, znalazł dziewięć starych szkieletów. Cztery z nich zostały zmiażdżone przez kamienną lawinę. Siedem, w tym szkielet dziecka, należało do członków jednej rodziny, która stłoczy­ła się, chroniąc się przed chłodem zimy. Stwierdzono, że kości liczą 44 tysiące lat, a po dalszych pracach wykopaliskowych okazało się, iż pieczara służyła ludziom schronienie od 100 tysięcy lat p.n.e.

 

Anomalie ewolucji

 

Ze zgromadzonych dotychczas informacji wynika jasno, że przez ostatnie stulecie antropolodzy niezwykle skrupulatnie badali naszych przodków, którzy nimi nie byli! Rejestrowali bowiem pokolenia prehistorycznych małp, a więc w istocie przodków współczesnych małp, a one nigdy nie miały nic wspólnego z rasą ludz­ką. W gruncie rzeczy fakt, iż obecnie małpy żyją w tylu odmianach, świadczy o tym, że ewoluowały w zupełnie innym kierunku. Niewykluczone, że gdzieś w odległej przeszłości żył nasz wspólny przodek, ale było to tak dawno, że niemal nie wywarł wpływu na indywidualny rozwój każdego z gatunków w późniejszych epokach.

Obecnie wiemy już, że dwunożny gatunek zwany Australopithecus afarensis (do którego należy Lucy i „pierwsza rodzina”) pochodzi sprzed 3,5 miliona lat, a nie sprzed 800 tysięcy, jak podawały źródła końca lat 70. Wiemy także, że istniały cztery pierwotne grupy hominidów: Australopithecus africanus, Australo-pithecus robustus, Australopithecus boisei iHomo habilis. Uczeni nie są zgodni co do tego, z której grupy, wywodzi się późniejszy Homo erectus i czy w ogóle się z którejś wywodzi. W gruncie rzeczy rasy te pojawiły się niemal jednocześnie, z czego wynika, że były odrębnymi grupami, a żadna z nich nie stanowiła konty­nuacji poprzedniej. Przez długi czas sądzono, że Homo erectus (niekiedy zwany też „małpoludem”) żył 400 tysięcy lat temu, lecz w latach 80. odkryto, iż pojawił się znacznie dawniej – 800 tysięcy lat temu, w epoce Homo habilis, co po raz kolejny dowodzi, że żadna z tych ras nie rozwinęła się z drugiej. Co więcej,Homo erectus żył jeszcze 40 tysięcy lat temu, czyli równocześnie z neandertalskim ja­skiniowcem. Tak więc i tym razem możemy bez wahania stwierdzić, że ten drugi nie ewoluował z pierwszego, jak mniemano jeszcze przed rokiem 1996.

Ponadto wiemy już na podstawie przeprowadzonych w 1997 roku badań DNA, że współczesny Homo sapiens sapiens nie miał neandertalczyka za przodka. Wiadomo też, że zanim około 30 tysięcy lat p.n.e. neandertalczyk znalazł się w biolo­gicznej „ślepej uliczce”, miał miejsce okres przejściowy. Uczeni mówią, że DNA zawiera mnóstwo elementów, które nazywają „odpadkami” – czyli tych części łańcucha, w których znajdują się geny umożliwiające dalszy rozwój i których funk­cji jeszcze nie umiemy wyjaśnić. Nie jest jednak wykluczone, że te tak zwane odpadki DNA mają jakieś praktyczne zastosowanie, choć wciąż nie wiemy ja­kie. Być może w niedalekiej przyszłości biolodzy molekularni rozwiążą tę za­gadkę i złamią kod genetyczny albo owe tajemnicze geny uaktywnią się, popchną nas na nową drogę rozwoju i dowiemy się wreszcie, dlaczego po dziś dzień uży­wamy tylko niewielkiej części mózgu.

Czy więc oznacza to, że Karol Darwin nie miał racji? Skądże – oznacza to jedynie, że zmarł, zanim zdążył dokończyć swą pracę, podobnie jak my wszyscy. Doskonale wiedział, że istnieje jakieś „brakujące ogniwo”, i mówił o tym. Martwił się również, bo teorii ewolucji brak było wymiaru duchowego w odniesieniu do rodzaju ludzkiego, i o tym też mówił. Darwin nie był w błędzie, mylili się tylko jego uczniowie niewolniczo przywiązani do teorii. Obstawali przy koncep­cji chronologicznej ewolucji, opierając się na świadectwach dostarczanych przez geologów w postaci kości naszych rzekomych przodków, nie biorąc zupełnie pod uwagę elementów bardziej abstrakcyjnych. No bo jak to możliwe, że Homo sa­piens z Cro-Magnon mógł mówić, a neandertalczyk nie miał tej zdolności? Jak to możliwe, że Homo sapiens z Cro-Magnon był zupełnie wyprostowany, a nean­dertalczyk chodził pochylony? Jak to możliwe, że Homo sapiens z Cro-Magnon był inteligentny i pomysłowy, natomiast neandertalczyk, który miał jakieś tam życie duchowe, był zupełnie nietwórczy? Jak to możliwe, że obie rasy zamieszki­wały Ziemię w tym samym czasie?

Kłopot z teorią Darwina polega na tym, że jeśli podchodzi się do niej zbyt dosłownie, może prowadzić do błędnych wniosków ze względu na własną, wewnętrzną logikę. Załóżmy, że patrzymy na nasze czasy z perspektywy wielu ty­sięcy lat do przodu. Ustalenie chronologii zdarzeń jednego stulecia jest zadaniem niezmiernie trudnym, jeśli nie ma się dostępu do kronik, a posłużenie się logiką może prowadzić do konkluzji, że samochód wywodzi się z deskorolki. A tymcza­sem żaden z tych środków transportu nie jest ani wyższą, ani też niższą formą tego drugiego, lecz oba to całkiem niezależne koncepcje.

Nie ma raczej wątpliwości, że ewolucja za pośrednictwem doboru naturalnego jest słuszną zasadą, w myśl której przystosowanie do środowiska i umiejętno­ści nabyte w jednym pokoleniu przenoszone są na następne generacje. Lecz jak w 1871 roku stwierdził krytyk Darwina, St George Mivart – „dobór naturalny nie pasuje do współistnienia podobnych organizmów różnego pochodzenia”. Pew­ne różnice pojawiają nagle, a nie – jakby się należało spodziewać – stopniowo, „istnieje wiele wyjątkowych zjawisk w świecie organizmów, których dobór natu­ralny nie potrafi wyjaśnić”.

Nie ma też cienia wątpliwości, że Darwinowska koncepcja przeżycia osobni­ków najlepiej przystosowanych ma solidne podstawy. Jest czymś znacznie więcej niż teorią, znalazła potwierdzenie w świecie roślin, ryb, ptaków, owadów, gadów i zwierząt. Ale mimo to nie można jej uznać za regułę, od której nie ma wyjątków, bo wówczas na świecie istniałyby tylko istoty „najlepiej przystosowane”, a te mniej odporne dawno by wyginęły. Czyli koncepcja ta odnosi się do ogólnej tendencji, podczas gdy doskonale przystosowane osobniki oraz te mniej przystosowane żyją obok siebie na każdym etapie procesów ewolucyjnych. Jednak zasada przetrwa­nia tylko najlepiej przystosowanych odnosi się w pełni do przedstawicieli rasy kromaniońskiej i neandertalczyków. Ci pierwsi przeżyli dzięki temu, że mieli zdolność myślenia, mówienia i byli pomysłowi, natomiast prymitywni neandertalczy­cy ostatecznie zniknęli z powierzchni Ziemi.

Tu należy wspomnieć słów kilka o największej masakrze w prehistorii, czyli zniknięciu dinozaurów. Owe liczne odmiany gadziego rodu, z których wiele mia­ło ogromne rozmiary, zamieszkiwały rozmaite rejony Ziemi przez jakieś 160 mi­lionów lat, lecz nagle, bez wyraźnej przyczyny, zniknęły około 66 milionów lat temu. Zginęły duże i małe; roślinożerne i drapieżne; dinozaury na lądzie, pterozaury w powietrzu, plezjozaury w morzu. Nie ma wątpliwości, że ze wszystkich ziemskich stworzeń były „najlepiej przystosowane”. Niektóre z nich były tak po­tężne i odporne, że nic nie mogło im zagrozić. Na temat zniknięcia dinozaurów snuto rozmaite teorie – od potężnych fal pływowych i potopu na światową skalę, po uderzenie meteoroid w Ziemię. Ale żadna z nich niczego nie tłumaczy, prze­żyły bowiem inne formy (w tym także niektóre gady, jak jaszczurki i krokodyle, a także morskie stworzenia, jak rekiny i żółwie), a ich ewolucja nadal trwała. Zatem nie była to masakra wszystkich zwierząt w wyniku światowego kataklizmu, lecz ograniczona eksterminacja określonych ras, co wskazywałoby raczej na przyczy­ny genetyczne lub rozrodcze.

Nie możemy na razie uzyskać próbki DNA ze szczątków dinozaurów, ponieważ ulega on rozkładowi wskutek działania tlenu i wody. Dlatego w 1997 roku taką sensacje wywołała wiadomość, że zespołowi dr. Paabo udało się uzyskać DNA ze szczątków znalezionych w 1856 roku w dolinie Neander. A było to moż­liwe jedynie dlatego, że kości po odkopaniu znajdowały się w doskonałym stanie, a potem zostały dwukrotnie powleczone pokostem przez pracowników muzeum w Bonn, dzięki czemu stały się odporne na wpływy atmosferyczne. Dr Chris Strin-ger z Natural History Museum w Londynie wyjaśnia: „Obecnie nie praktykujemy powlekania kości pokostem, ale w tym wypadku naprawdę dobrze się stało, że zabezpieczono szczątki tą metodą”.

W przeciwieństwie do współczesnych syntetycznych pokostów, dziewiętna­stowieczne produkowano na bazie żywic, te zaś są naturalną wydzieliną drzew. Podobnie jak inne substancje organiczne, żywice mogą skamienieć i przeobrazić się w bursztyn (najtwardszą znaną żywicę) i kauri (przypominającą kopal, który użyto w Bonn do produkcji pokostu). Kto wie, może pewnego dnia znajdziemy szczątki dinozaura w bryle skamieniałej żywicy, a wówczas w nauce otworzy się zupełnie nowy rozdział. Póki co, cieszmy się w imieniu biblijnego Noego, który wskutek jakiegoś nieprzewidzianego kaprysu natury mógłby być zmuszony do ujarzmiania dinozaurów na pokładzie arki!

 

Historia i mitologia

 

Historia ewolucji Homo sapiens różni się od historii ewolucji innych form życia przede wszystkim tym, że nasz gatunek był naprawdę wyjątkowy, pojawił się bowiem około 35 000 roku p.n.e. jakby znikąd, nie mając przodków i ze strukturą DNA, której współczesna nauka do końca nie rozumie. Jeśli więc większość zagorzałych zwolenników Darwina nie ma racji, spytajmy może Biblię, spróbuj­my zrozumieć, co mówi nam przekaz Starego Testamentu.

W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg Izraelitów Jahwe stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Ale Enuma elisz, napisana ponad tysiąc lat przed powstaniem tej księgi mówi, że babiloński bóg Marduk powiedział: „Potem stworzę lullu – Człowiek będzie imię jego”. Wiele wieków przed historią Marduka w sta­rożytnym Sumerze pojawiła się jeszcze wcześniejsza wersja stworzenia człowie­ka, której część na szczęście zachowała się do dziś. Z tekstu wyraźnie wynika, że obie wersje – babilońska i hebrajska – pochodzą z tego samego źródła, aczkol­wiek uległy pewnym modyfikacjom wskutek błędów interpretacyjnych i celowych zniekształceń na użytek panującej w danym czasie religii. Ale podstawowe prze­słanie się nie zmieniło, a wynika zeń, iż bogowie (Elohim) stworzyli człowieka jako formę hybrydyczną.

We współczesnych społeczeństwach niemal na każdym etapie edukacji nasza wiedza podlega cenzurze i kontroli instytucji religijnych. Działania te są sankcjonowane przez władze państwowe. W Wielkiej Brytanii na przykład szkoły pań­stwowe są instytucjami chrześcijańskimi, wiele z nich nosi miano kościelnych. Jest to nie tylko niesprawiedliwe wobec społeczności niechrześcijańskich, ale także wobec naszych własnych dzieci, których przyjaciele i koledzy pochodzący z tych społeczności, a zmuszeni przez prawo do uczęszczania do tych szkół, czują się w sferze duchowej gorsi i niżsi. Również środki masowego przekazu w Wielkiej Brytanii szerzą wiarę chrześcijańską. Parlament jest nie tylko zgromadzeniem wybitnie chrześcijańskim, ale przede wszystkim reprezentuje Kościół anglikań­ski, którego głową jest monarcha i przywódca państwa. Podobnie rzecz się ma w innych krajach, gdzie pokrewne systemy religijne propagowane są przez insty­tucje odpowiedzialne za informację i edukację i gdzie jednostka musi wybierać między własnym systemem wartości a narzuconym przez kulturę.

W każdym wypadku mamy do czynienia z butną nietolerancją wobec wiary innych. Ta forma nietolerancji uwidacznia się także w dziedzinach nie mających nic wspólnego z religią, jak choćby medycyna, nauka, historia i ogólnie w całej działalności środowisk naukowych. Może nie ma tam tak zatwardziałego dogmatyzmu, jak w dziedzinach zdominowanych przez instytucje religijne, a od czasu do czasu odczuwa się nawet zainteresowanie nowymi odkryciami. Ale nawet wówczas nietolerancja objawia się na przykład w sferze nazewnictwa, czego przy­kładem może być określenie „medycyna alternatywna”. Dlaczego alternatywna? A dlatego, że nie chce współpracować z przemysłem farmaceutycznym, który zbija fortunę na zaopatrywaniu w leki na recepty „ortodoksyjnych” lekarzy. Przecież na tej zasadzie nogi można nazwać „transportem alternatywnym”!

A jednak w środowiskach uniwersyteckich nie natkniemy się na termin „historia alternatywna”, bo nawet już ten niewielki stopień uznania to o wiele za dużo dla ekspertów, których edukacja zakończyła się wraz z ostatnim egzami­nem na uczelni. W tym świecie ślepców istnieje tylko historia i mit. Historią jest to, co akceptują władze w danej chwili, a mitem – wszystko inne. Na czym więc opiera się interpretacja historii w Wielkiej Brytanii, Europie i świecie chrze­ścijańskim? Podobnie jak wiele innych rzeczy w znacznym stopniu na doktrynie Kościoła. Gdy chrześcijanie wyruszyli w średniowieczu na wojnę z muzułma­nami o Ziemię Świętą, to Bóg, rzecz jasna, znajdował się po stronie chrześci­jan – tak twierdzi doktryna przyjęta w odniesieniu do historii krajów Europy Zachodniej! A co ta doktryna mówi o muzułmanach, którzy wierzą w tego sa­mego Boga? Otóż ich punkt widzenia zdaniem chrześcijan to mit! Taka jest natura edukacji doktrynalnej.

Ponieważ obecnie interesuje nas historia starożytna, rozważmy treść dokumentu zatytułowanego Memorandum and Articles of Association (Memorandum i publikacje Towarzystwa) Funduszu Odkrywania Egiptu, założonego w Wielkiej Brytanii w 1891 roku w celu wysłania ekspedycji archeologicznej do Egiptu. W do­kumencie tym napisano wyraźnie, że fundusz ma finansować badania i wykopali­ska „zmierzające do wyjaśnienia i potwierdzenia relacji biblijnych”. Innymi sło­wy, jeśli znajdzie się coś, co potwierdzi relacje Starego lub Nowego Testamentu, to poda się to do wiadomości publicznej. Uzna się, że to „historia”. Wszystko, co będzie sprzeczne z Pismem Świętym, zostanę zaklasyfikowane jako „mit”. Gdy w czasach wiktoriańskich odkopano skamieliny, które obaliły dogmat stworzenia świata w sześć dni, zoolog Philip Gosse posunął się tak daleko, że stwierdził, iż Bóg specjalnie umieścił skamieliny w skałach, aby poddać próbie wiarę swych wyznawców!

Mimo iż w ostatnim stuleciu brytyjscy archeolodzy dokonali wielu odkryć, praw­da jest taka, że epoka wiktoriańska była okresem ciemnoty. Ogromna większość prostych ludzi nie umiała czytać i pisać, szanowała więc i darzyła zaufaniem tych, którzy byli lepiej wykształceni. Na wsiach częstokroć tylko duchowni byli piśmienni i to oni (jak przez wiele wieków przedtem) prowadzili miejscowe kroniki i dora­dzali ludziom w rozmaitych sprawach. W tak prymitywnych środowiskach Kościół decydował o tym, co należy, a czego nie powinno się ludziom mówić. Lecz w XX wieku sytuacja zmieniła się radykalnie, a dzięki obowiązkowi nauki ludzie nie tyl­ko nauczyli się czytać i pisać, lecz także zaczęli przejawiać ciekawość. Teraz sami mogą kształtować własne opinie i przekonania, lecz nie miało to wpływu na do­gmatycznie myślący kler, który – miast przyłączyć się do wspólnoty ludzi oświeco­nych – woli raczej, aby krąg wyznawców się kurczył.

Historycy i teolodzy doskonale wiedzą, że starotestamentowa Księga Rodzaju, opisująca Stworzenie, Potop i tym podobne zdarzenia, czerpie swoje relacje ze starszych mezopotamskich kronik. Dlaczego więc tak wielu z nich podziela bez­krytyczną cześć Kościoła dla Księgi Rodzaju jako zapisu prawdy absolutnej, uzna­jąc jednocześnie pierwotne źródło informacji tam zawartych za legendy i mity? Dzieje się tak, bo mimo kurczenia się parafii opinia Kościoła zawsze zwycięża na każdym szczeblu, ponieważ w każdych warunkach współpracuje z administracją i rządem, który sprawuje kontrolę nad środowiskami uniwersyteckim.

W trakcie badań okazało się, iż stare mezopotamskie kroniki traktowano jako historię. Historia ta stała się następnie podstawą obcych tej kulturze systemów religijnych – najpierw judaizmu, potem chrześcijaństwa. Wypaczone do­gmaty religijne uznano za „historię”, a ponieważ zmyślone dogmaty (nowej, powszechnie akceptowanej historii) tak bardzo różniły się od pierwotnych ory­ginalnych kronik, te oryginalne, z pierwszej ręki pochodzące informacje uzna­no za „mitologię”!

Jak już wiemy, Sumerowie stanowili rasę wysoko rozwiniętą. Mieli szkoły, szpitale, prawników, księgowych, lekarzy, astronomów i historyków. Wykształcenie tak wysokiej klasy specjalistów było kosztowne i pochłaniało dużo czasu. Z rejestrów pisarzy wynika, że przywiązywano dużą wagę do dokładności i zgod­ności kronik z faktami. Trudno sobie wyobrazić, aby pisarze, urzędnicy i history­cy, którzy zdobywali wysokie kwalifikacje w trakcie długotrwałego i kosztowne­go procesu kształcenia, spisywali potem bajki i legendy. Założenie takie jest z gruntu absurdalne. Zadaniem tych ludzi było pisanie kronik dawnych i współ­czesnych im zdarzeń w takiej formie, w jakiej je postrzegali, a my dysponujemy obecnie efektami ich trudu – dziesiątkami tysięcy drobno zapisanych pismem klino­wym glinianych tablic. Ale współcześni naukowcy zaliczają je do legend prymi­tywnych ludów. Dlaczego? Dlatego, że nie pasują do koncepcji akceptowanych przez Kościół, który swego czasu uznał te relacje za własne i swoją mitologię określa jako historię.

Czy Adam pasuje do tego scenariusza? Odpowiedź brzmi: nie, przynajmniej nie teraz. Na podstawie dostępnych dawnych kronik wiemy, że współczesny rodzaj ludzki został stworzony przez Elohim/Nefilim (tych, którzy zstąpili), którzy połączyli się z ziemskimi kobietami plemienia Eljo. One zaś były potomkiniami rasy afroazjatyckiej, znajdującej się na znacznie wyższym poziomie ewolucji niż współcześni jej neandertalczycy. Rezultatem tych związków były hybrydyczne formy lemuryjskiego szczepu – plemię Nafidem, obecnie znane pod nazwą ludzi z Cro-Magnon, ponieważ ich szczątki znaleziono w Cro-Magnon w Niemczech. Nazywamy ich też Lemuryjczykami, bo zasiedlali kraj lemurów. Współcześnie lemury (małe, żerujące nocą ssaki) żyją na Madakaskarze, lecz w czasach staro­żytnych Madagaskar był połączony z kontynentem afrykańskim, ten zaś z kolei był – i nadal jest – złączony z południowo-zachodnią Azją. W pradawnych cza­sach wszystko to było Lemurią – potężnym kontynentem, który (wraz ze znajdu­jącymi się teraz pod wodą obszarami) rozciągał się na całym Oceanie Indyjskim.

Co ważniejsze – wiemy też, że nauka dowiodła, iż ludzie z Cro-Magnon nie byli potomkami neandertalczyków, jak przez długi czas sądzono. Była to odrębna rasa hybrydyczna, która pojawiła się około 35 tysięcy lat p.n.e., dając początek nowej kulturze, wyprzedzającej znacznie naturalne procesy ewolucji.

Od jedenastego tysiąclecia p.n.e., u schyłku epoki lodowej, nastąpiła kolejna zmiana w rejonie Żyznego Półksiężyca, który rozciągał się od pomocnej Afryki poprzez Syrię i Kanaan po Mezopotamię. Terytoria biblijne weszły w epokę życia osiadłego – erę uprawy roli, dzięki której stały się znacznie bardziej rozwinię­te niż inne części świata. Lecz około 4 tysięcy lat p.n.e. nastąpił prawdziwy roz­kwit ery cywilizacji, której główny ośrodek znajdował się w Sumerze, w południowej Mezopotamii.

Mimo iż w innych rejonach Żyznego Półksiężyca, a także Chin czy Indii rozwijało się już życie osiadłe i rolnictwo, to jednak cywilizacja Sumeru była cał­kiem odmienna, posiadała bowiem wysoko zorganizowane struktury miejskie. Inskrypcja znaleziona w starożytnym Nippur głosi, że pierwszym imperium na świecie było państwo założone przez arcykapłana miasta Uruk, a jego granice rozciągały się „od dolnego do górnego morza” (czyli od Zatoki Perskiej do Morza Śródziemnego). Tam pojawili się pierwsi kapłani i królowie okresu popotopo-wego, którzy zorganizowali ludzi w niezwykle wysoko rozwiniętą społeczność, ‘ o tysiące lat wyprzedzającą naturalne procesy ewolucji. Był to prawdziwy począ­tek złożonych struktur społecznych, epoka świadomości i oświecenia; była to Era Adama.

 

 

Rozdział    7

Gdy królestwo zstąpiło

 

Zgromadzenie Anunnaki

 

Dotychczas nazywaliśmy bogów społeczności Nefilim Elohim, bo pod tą zbiorową nazwą znani byli w tradycji kananejskiej i hebrajskiej. Cof­nijmy się jednak do epoki starożytnego Sumeru, gdzie zbiorowy termin na okre­ślenie boskich wzniosłych brzmiał Anunnaki, co oznacza „Niebiosa zstąpiły na Ziemię” (An-unna-ki). W epoce Sumeru Wielkie Zgromadzenie Anunnaki zbierało się w Świątyni Nippur. Był to Sąd Najwyższych – pierwowzór sądu sprawo­wanego przez Jahwe w Psalmie 82-a przewodniczył mu najwyższy pan niebios, wielki Anu.

Najważniejszym zadaniem zgromadzenia był wybór królów, ale ferowano także w jego trakcie wyroki i pod każdym względem działało jak współczesny demokratyczny system głosowania. Gdy podejmowano decyzje o charakterze politycznym, wyznaczano stanowiska lub osądzano, członkowie zgromadzenia potwierdzali swoje zdanie, wymawiając słowo haem (co oznacza „niech się stanie”). W hebrajskich rytuałach jego odpowiednikiem było słowo amen. (W Egipcie amen oznaczało rzecz ukrytą, schowaną.)

Spotkaliśmy się już z pierwotnym ojcem Apsu i jego towarzyszką Tiamat, Królową Smokiem (zwaną też Matką Hubbur) i ich synem Mummu. Teraz pora poznać braci i siostry Mummu. Przychodzili na świat parami – najpierw Lahmu i jego siostra Lahamu, następnie Anszar i jego siostra Kiszar. Dzieje tej boskiej rodziny liczą sobie tysiące lat, aż do początków ziemskiego czasu, kiedy to wynurzyła się ona z wód chaosu. W odpowiednim czasie Anszar i Kiszar mie­li syna, który panował nad wszystkim, a miał na imię Anu. Małżonkami Anu zostały jego siostry: Antu, Pani Niebios (zwana też Nammu), i Ki, Matka Ziemia (zwana też Urasz). Oprócz oryginalnych sumeryjskich imion Anunnaki znani byli też pod imionami semickimi, używanymi w Akadzie, a potem w Babilonii.

Anu miał dwóch synów – jeden nosił imię Enlil (lub Ilu), Pan Powietrza (jego matką była Ki), drugi – Enki (lub Ea), Pan Ziemi i Wód (jego matką była Antu). Enki (co oznacza „archetyp”) miał dwie żony, jedną była bogini Damkina, matka Marduka, który został potem bogiem Babilończyków. Drugą żoną Enkiego była jego przyrodnia siostra Ninhursag (lub Ninmah, co oznacza Wiel­ką Panią), Pani Życia. Wkrótce ponownie spotkamy się z Enkim i Ninhursag, albowiem to oni stanowią klucz do historii Adama, zapożyczonej przez Księgę Rodzaju.

Brat Enkiego Enlil również poślubił swą siostrę Ninhursag (imię to oznacza Królową Gór), a ich synem był Ninurta (Ningirsu), Mocarny Myśliwy. Z drugą żoną Ninlil (lub Sud) Enlil miał kolejnego syna imieniem Nanna (lub Zuen), zwanego Świetlistym. Nanna i jego żona Ningal byli rodzicami dobrze znanej bogini Inanny (zwanej też Isztar), która poślubiła Króla-Pasterza Dumuzi (w Starym Testamencie w Księdze Ezechiela nosi on imię Tammuz). Ceremonia zaślubin Inanny i Dumuziego stała się pierwowzorem rytuału Hieros Gamos (Świętego Małżeństwa) królów Judy.

Następnym synem Enlila i Ninlil był Nergal (zwany też Meslamtaea), Król Świata Podziemnego. Za żonę wziął Królową Świata Podziemnego Ereszkigal (córkę Nanny i Ningal) i mieli córkę, legendarną Lilit, służebnicę ciotki ze stro­ny matki, Inanny (patrz: Wielkie Zgromadzenie Anunnaki, s. 204). Ogółem było sześciuset Anunnaki Świata Podziemnego i trzystu Nieba.

Słowo Eloh („wzniosły” – liczba pojedyncza od Elohim) pochodzi od akadyjskiego słowa Ilu, które oznaczało również drugie imię syna Anu, Enlila (patrz wyżej). Pradawną tradycję Eloha – Enlila El Eljona – Abram przeniósł do Kana-anu, podróżując z Ur i Haranu. Potem, w jakieś pięć pokoleń po Abramie pojawił się Jahwe („Jestem, który Jestem”) jako Bóg Mojżesza i dzieci Izraela, które po­wróciły z Egiptu do ziemi kananejskiej. Księga Wyjścia wyjaśnia ponadto, że Bóg powiedział Mojżeszowi, iż jest tym samym Bogiem, który przemawiał do Abra­hama, z tym że Abraham nazywał go El Szaddai (El Gór), ponieważ nie znał jeszcze boskiego imienia Jahwe (Księga Wyjścia 6:3). Jahwe Żydów (El Eljon Kananejczyków) był więc tym samym, co Enlil z grona Anunnaki – syn wielkie­go Anu. W tradycji mezopotamskiej Enlil funkcjonował także jako Ilu Kur-gal, co oznacza „El Wielkiej Góry”, dlatego Abraham zwracał się do niego tym imie­niem.

W najstarszej tradycji Jahwe (podobnie jak Enlil El Eljon) miał żonę i rodzinę, lecz podstawowa różnica między Enlilem i Jahwe polega na tym, że ten pierw­szy miał także rodziców i dziadków, o czym wiemy z Enuma elisz i innych staro­żytnych dokumentów.

Inna istotna różnica między biblijnym wizerunkiem Jahwe i bogów sumeryjskich polegała na tym, że Anunnaki nie byli nieśmiertelni. Nie znaleziono jak dotychczas żadnych wzmianek o tym, który z nich zmarł śmiercią naturalną, lecz w rozmaitych źródłach czytamy, że wielu zginęło w walce lub śmiercią gwałtow­ną. Znaleziono opisy śmierci Apsu, Tiamat, Mummu i Dumuziego, ale charak­terystyczne jest to, że biblijny Jahwe istniał „od wieku po wiek” (Psalm 90:2). W Psalmie 102:25-28 czytamy: „Twoje lata trwaj ą przez wszystkie pokolenia. Ty niegdyś założyłeś ziemię i niebo jest dziełem rąk Twoich. Przeminą one, Ty zaś pozostaniesz”. Biorąc pod uwagę fakt, że słowo Jahwe (JHWH) wyparło imię Enlila El Eljona, Enlil zaś był prawnukiem Apsu i Tiamat, widać, że mamy do czynienia z paradoksem, który należy wyjaśnić.

Wszystkie źródła pisane i wizerunki potwierdzają, że starożytni Sumerowie byli całkowicie pewni istnienia Anunnaki, a Enki, Enlil, Ninhursag i Inanna wypełniali ziemskie funkcje zlecone im przez społeczność bogów. Byli patronami i budowniczymi; nauczycielami i sędziami; tworzyli technologię i wyznaczali królów. Zbiorowo i indywidualnie czczono ich jako wodzów i mistrzów, ale z pew­nością nie stali się obiektem religijnych kultów, jak działo się w późniejszych kulturach. W gruncie rzeczy słowo, które tłumaczono jako „cześć boską”, brzmi avod i oznacza po prostu „pracę”. Istnienie Anunnaki wprawia w zakłopotanie historyków, ich język zbija z tropu lingwistów, a wysoko rozwinięta technika zdu­miewa uczonych – ale głupotą byłoby ignorowanie ich. Sumerowie sami dokład­nie nam wyjaśnili, kim byli Anunnaki, i ani historycy, ani uczeni nie mogą temu zaprzeczyć.

 

Początek królestwa

 

W latach 1906-1923 kilku wybitnych sumerologów przetłumaczyło i opublikowało starożytne kroniki najdawniejszych królów Sumeru. W końcu lat 20. i w la­tach 30. XX wieku znaleziono dalsze informacje na ten temat, a w 1939 roku profesor Thorkild Jacobsen z Instytutu Orientalistyki przygotował różnego rodzaju teksty do publikacji przez uniwersytet w Chicago. Skromnie nazywał swoją pracę „krótkim esejem”, lecz zawiera on ponad dwieście stron niezwykle dokładnych tłumaczeń, transkrypcji i komentarzy.

We wstępie do tego opracowania Jacobsen pisze, że ponieważ kroniki starożytnych Sumerów nie pokrywają się z koncepcjami niektórych jego kolegów, potraktowali je z ogromnym sceptycyzmem. Mimo iż tłumaczenie i ułożenie Sumeryjskiej Listy Królów wymagało od wybitnych uczonych ogromnego tru­du, to jednak historycy, a zwłaszcza teolodzy, prawie zupełnie ją zignorowali. Dlaczego? Ponieważ nie pasowała do informacji zawartych w Biblii, a także do treści opracowań tak zwanych ekspertów. Jacobsen próbował z całych sił prze­łamać dogmatyczne bariery zachodniej kultury, pisząc: „W ostatnich latach na Listę Królów prawie w ogóle nie zwraca się uwagi przy ustalaniu chronologii zdarzeń (…) Mamy nadzieję, że ten esej sprawi, iż historycy zaczną się nią inte­resować”.

Napisano te słowa w 1939 roku, sześćdziesiąt lat temu, a ile dzieci w wieku szkolnym miało przez ten czas możliwość zapoznania się z oryginalnymi, pradawnymi kronikami? Uczą się o starożytnych Grekach, Egipcjanach i oczywiście o Biblii – ale prawie nic nie wiedzą o najstarszej cywilizacji świata, ponieważ kroniki Sumerów stanowią zagrożenie dla dogmatów współczesnych religii.

W naszych czasach uczeni, którzy domagają się rewizji chronologii biblijnej, narażeni są na szykany ze strony hierarchii kościelnej, która nie ma zamiaru zmienić dogmatycznego podejścia do Pisma Świętego. Jednym z pionierów nowoczesnej interpretacji Biblii jest wybitny egiptolog David M. Rohl. W swoich publikacjach (jak również w interesującym serialu telewizyjnym zatytułowanym „Faraonowie i królowie “, zwraca uwagę na ważną sprawę, mianowicie na to, że chronologia egipskich dynastii w podręcznikach do historii nie została zaczerpnięta z kronik pochodzących z Egiptu, lecz z systemu datowania stosowanego w odniesieniu do Starego Testamentu. Arcybiskup Ussher opublikował biblijną chronologię w 1650 roku, a Fundusz Odkrywania Egiptu został stworzony w czasach wiktoriańskich, by w myśl wytycznych instytucji chrześcijańskich szukać w Egipcie potwierdzenia tradycji Starego Testamentu.

Wiadomo, że kroniki egipskie nie podają żadnych dat „przed naszą erą”, lecz wiążą konkretne zdarzenia z rokiem panowania danego władcy. Jeśli więc faraonów identyfikowano (prawidłowo lub nie) jako nie znanych z imienia lub znanych w mniejszym lub większym stopniu z tekstów biblijnych, daty ich panowania ustalano zgodnie z chronologią przyjętą w Starym Testamencie. Po­tem, licząc lata w tył lub w przód od tego punktu wyjścia, konstruowano współ­cześnie uznawaną chronologię. Opiera się ona w całości na założeniu, że chronologia biblijna jest poprawna, jednak porządek zdarzeń ustalony przez arcybiskupa Usshera i przyjęty przez Kościoły chrześcijańskie jest wielce nie­ścisły. To, czego uczy się w szkołach, nie jest rzeczywistą historią, lecz propa­gandą kościelną, mającą na celu wspieranie mitów w zupełnym oderwaniu od prawdy dziejowej.

W przypadku historii Sumeru mamy do czynienia z tekstami znacznie starszymi niż odkryte dotychczas najwcześniejsze kroniki egipskie. Trudno się zatem dziwić, że sumerolodzy mają znacznie więcej trudności z propagowaniem swo­ich odkryć niż egiptolodzy. To, co znaleźli, wystarczy do rozsadzenia całej trady­cyjnej, religijnej otoczki i historycznej propagandy, ale ich spostrzeżenia nie mają szans wydostania się poza wąski krąg akademickich dyskusji i niezmiernie rzad­ko można usłyszeć o nich w szkolnych czy wykładowych salach. Mówi się, że trzeba chronić nasze dzieci przed naiwną mitologią, ale w gruncie rzeczy unie­możliwiamy im poznanie prawdziwej historii. Jest to celowe działanie czynni­ków oficjalnych, które zbyt dobrze wiedzą, iż ludzie wykształceni stanowią naj­większe zagrożenie dla ich strefy wpływów.

Sumeryjska Lista Królów, która powstała przed 2000 rokiem p.n.e. i składa się z piętnastu tablic, dostarcza informacji o kolejnych panujących władcach od początku systemu monarchicznego. Zaczyna się na długo przed Potopem i kończy w XVIII wieku p.n.e. Wymienia nie tylko poszczególnych królów, lecz także ich siedziby w państwie sumeryjskim. Wykaz rozpoczyna się od kró­lów, którzy panowali przed patriarchami (patrz: Królowie Sumeru przed Poto­pem, s. 225) i mowa w nim jest o Potopie, a zaczyna się od słów: „Gdy króle­stwo zstąpiło z nieba”.

Tekst wyryty na bardzo starej sumeryjskiej tablicy, znalezionej w Nippur, opublikowany przez wybitnego sumerologa Arno Poebla w 1914 roku, potwierdza to, co znajdujemy w Liście Królów, czytamy tam bowiem: „Gdy… władzy królewskiej został spuszczony z nieba, gdy wyniosła tiara i tron królewski zostały spuszczone z nieba”. Następnie wymienia się tam te same siedziby królewskie – Eridu, Bad-tibira, Larak, Sippar i Szuruppak.

Władza królewska pod każdym względem uważana była za boską, udzieloną przez Anunnaki, a znany sumerolog profesor Henri Frankfort w 1948 roku tak powiedział: „Nikt w Mezopotamii nie kwestionował władzy królów, którzy z zasady różnili się od zwykłych ludzi, z tym że ścisłe określenie tych różnic nie jest proste”. W kromkach opisano sytuację poprzedzającą wprowadzenie przez Anun­naki królestwa na ziemi:

Nie ustanowili jeszcze króla dla ciemnych ludzi. Nie zawiązano opaski na głowie i korony; nie wysadzono berła z lapis lazuli (…) Berło, korona i opaska [nadal] spoczywały w niebie przed Anu. Nie odbywały się żadne narady; potem zaś królestwo zstąpiło z nieba.

 

Ośmiu królów przed Potopem panowało w sumie przez 67 sza (lub sar), a jeden sza określano kołem O = 360°. Miara ta pochodzi od zwrotu sza-at-am, co znaczy dosłownie „przejście”, a trzysta sześćdziesięciostopniowe przejście to oczywiście obieg po pełnej orbicie.

Około 275 roku p.n.e. (czyli mniej więcej trzysta lat po zredagowaniu Księgi Rodzaju), babiloński kapłan Berossus napisał dla greckich czytelników dzieło stanowiące dziwaczną mieszaninę astrologii i tradycji romantycznej, zatytułowane Babyloniaka. Wspomina w nim, że starożytna miara czasu sza oznacza 3 600 lat, a więc 67 sza w odniesieniu do przedpotopowych królów obliczano w niektó­rych opracowaniach na 241 200 lat. Tymczasem nasze trzysta sześćdziesięcio­stopniowe koło pochodzi właśnie od mezopotamskiegosza, albowiem każda ziem­ska orbita była równoważna z jednym stopniem (1/360) orbity Anunnaki. Orbita Anunnaki (sza O) była – zgodnie z ustaleniami sir Leonarda Woolleya – równo­ważna z 360 (a nie z 3 600) ziemskimi latami. Prawo do ustalania ziemskich lat miał wielki Anu, który opiekował się sumeryjskim kalendarzem. W języku aka-dyjskim jego imię brzmiało Anum i stąd wywodzi się określenie annum (rok) w odniesieniu do obiegu Ziemi wokół Słońca.

Na tej podstawie można obliczyć, że ośmiu przedpotopowych królów (z dynastii Nefidim – tych, którzy zstąpili) rządziło w sumie 24 120 ziemskich lat (czyli 67 lat/sza Anunnaki). Ale jak twierdzi profesor Jacobsen, w Liście… brak jedne­go króla. Imię jego znajduje się natomiast w innych tekstach. Jest nim król Ziusu-dra, syn Ubartutu z Szuruppak. Ziusudra (zwany także Utanapisztim) rządził w okresie, kiedy nastał Potop, był więc pierwowzorem Noego:

Człowieku z Szuruppak, synu Ubar-Tutu: Zwal dom; zbuduj statek! Porzucić majętności, szukaj życia! Wyprzyj się dobytku, chwytaj życie duszy! Weź na pokład statku nasienie wszystkiego co  żyje .

 

Średni czas panowania ośmiu królów to 3015 ziemskich lat (24120:8), jeśli więc przyjmiemy, że Potop nastąpił w połowie panowania króla Ziusudry, to do okresu przedpotopowego musimy dodać 1508 lat, co daje w sumie 25 628 lat.

Jeżeli Potop wydarzył się około 4000 roku p.n.e., jak to wykazały odkrycia archeologiczne sir Leonarda Woolleya, to pierwszy król z dynastii Nefilim rządził od mniej więcej 29 628 roku p.n.e. (24 120+1 508), a zatem znajdujemy się w epoce bliskiej 30 tysiącom lat p.n.e., kiedy to rasa neandertalska i Eljo osta­tecznie zniknęły po zjawieniu się hybrydycznego gatunku lemuryjskiego — rasy kro-maniońskiej. Był to ten sam okres, w którym Czuwający Henocha (Nefilim) stali się strażnikami nowo powstałego społeczeństwa.

Jeśli Anunnaki mieli własną orbitę i odrębną metodę obliczania długości roku (360° sha O), to wszystko wskazuje na to, że pochodzili z innego świa­ta. Lista Królów określa to zdecydowanie i jednoznacznie: „Królestwo zstąpiło z nieba”.

Skąd zatem przybyli Anunnaki i Nefilim? Znane planety układu słonecznego to Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton. Z planet-olbrzymów najbardziej oddalony od Słońca jest Neptun, którego orbi­ta okołosłoneczna trwa 165 ziemskich lat. Orbita Plutona jest mimośrodowa, tak więc czasem bywa najbardziej oddalona od Słońca, a czasem nie. Obieg jej wokół Słońca trwa 248 ziemskich lat, z czego wynika, że planeta, która obiega Słońce w czasie 360 ziemskich lat musiałaby być położona znacznie dalej za Plutonem. Dziś nic nam nie wiadomo o istnieniu takiej planety, ale to wcale nie znaczy, że jej tam nie ma; oznacza to jedynie, że astronomowie nie znaleźli za Plutonem żadnej planety.

Ci, którzy czytali Krew z krwi Jezusa, wiedzą, że zawsze szukam racjonalnego wytłumaczenia tajemniczych czy paranormalnych zjawisk. Na podstawie analizy porównawczej tekstów skłaniam się ku opinii, że – niezależnie od tego, jak pradawne kroniki interpretowali ci, którzy je zapożyczyli – autorzy tych kronik doskonale widzieli, co chcą przekazać. W tym konkretnym wypadku nie widzę innego wytłumaczenia fenomenu Anunnaki jak to, które zostało zapisane w oryginalnych tekstach, a wszystkie one mówią dokładnie to samo: Anunnaki byli „mocarzami wieczności”, „wzniosłymi na wysokościach” i „bohaterami przeszłości”; ich ambasadorowie – Nefilim – „zeszli w dół”, a ich „królestwo zstąpiło z nieba”.

Nie sposób dokładnie opisać wyglądu tych istot, lecz znane nam sumeryjskie wizerunki mężczyzn i kobiet przedstawiają w zasadzie ludzkie postacie. Znaleziono jednak figurki przedstawiające te istoty. Pochodzą sprzed około 5 tysięcy lat p.n.e. Mają wężowate ciała i rysy podobne do innych bóstw z rejonów tak odległych, jak Karpaty i Transylwania nad Morzem Czarnym. To właśnie ze Scy-tii nad Morzem Czarnym starożytni Celtowie wyemigrowali do Irlandii, a słowo sumaire oznacza w języku staroirlandzkim węża lub smoka.

Wątpliwość może budzić długość panowania poszczególnych królów, ale nie jest wykluczone, że imiona ich oznaczają nazwy całych dynastii. Historycy angielscy piszą o dynastii Plantagenetów, która panowała 331 lat, czy o Tudorach władających Anglią przez 118 lat. Z drugiej jednak strony długość panowania mogła być zgodna z rzeczywistością, bo jeżeli Anunnaki pochodzili z innej pla­nety, to trudno wobec nich stosować ziemską miarę czasu. Co do jednego nie ma wszakże wątpliwości: językoznawcy nie potrafią wyjaśnić, skąd wzięły się dziw­ne imiona przedpotopowych królów Sumeru – na przykład Enmengalanna czy Ensipazianna. Z pewnością nie wywodzą się z żadnego znanego języka.

 

Rozdział   8

Pani życia

 

Prawdziwy Noe

 

Jednym z najbardziej intrygujących podobieństw między Starym Testa­mentem a mezopotamskimi kromkami jest historia o wielkim Potopie. Mamy na ten temat zdumiewająco dużo informacji pochodzących ze starożytno­ści, dlatego być może tak wiele uwagi poświęca się Potopowi w Księdze Rodza­ju – aż osiemdziesiąt wersetów. Kiedy porównuje sieje z zachowanymi kronika­mi mezopotamskimi, podobieństwa są wręcz uderzające, ale biblijna wersja różni się od wcześniejszych takim umiejscowieniem tego zdarzenia w czasie, by głów­ną rolę mógł w nim odegrać Noe. Opowieść w Księdze Rodzaju stanowi jedynie adaptację starszej mezopotamskiej relacji, w której bohaterem jest także jeden człowiek ratujący nasienie życia.

Najdokładniejsza i najpełniejsza wersja kroniki Potopu spisana została w Babilonie na dwunastu glinianych tablicach, a nosi tytuł Epos o Gilgameszu. Znale­ziono je w połowie XIX wieku w Niniwie, w ruinach biblioteki asyryjskiego kró­la Assurbanipala, później odkopano jeszcze wiele innych tablic z tej samej serii. Opowiadają o przygodach Gilgamesza (władcy Uruk około 2650 roku p.n.e.). Podróżował on w poszukiwaniu dawno zmarłego Utanapisztima z Szuruppak -króla, za którego panowania około 4000 roku p.n.e. nastąpił Potop. Dzięki temu w babilońskim eposie znalazła się zaczerpnięta z sumeryjskich kronik relacja Utanapisztima o Potopie. Najważniejsza tablica z opowieścią Gilgamesza pochodzi z około 2000 roku p.n.e., lecz zawarte w niej informacje oparte są na znacznie starszych tekstach. Niektóre z nich, pochodzące sprzed 3000 roku p.n.e., także częściowo odnaleziono.

Księga Rodzaju zawiera podobną do mezopotamskiej relację o tym, jak łódź Utanapisztima zatrzymała się na szczycie góry, w poemacie nosi która nazwę Nisir, natomiast w Biblii mowa jest ogólnie o górach Ararat. Pasmo górskie Ararat (co oznacza „wysokie szczyty”) rozciąga się na pomocy Mezopotamii, Księga Jubileuszy głosi zaś, że arka wylądowała na jednej z gór tego pasma, zwanej Lubar.

Odnaleziono ponadto pięć sumeryjskich eposów o Gilgameszu, a oprócz tego w pobliżu Nippur odkopano kolejny poemat, zatytułowany Potop. Nie ma w nim relacji o przygodach Gilgamesza, a głównym wątkiem jest to, co spotkało w trak­cie Potopu króla Ziusudrę (sumeryjskie imię Utanapisztima, którego nazywano tak w języku akadyjskim).

Przyjęta w Księdze Rodzaju wersja głosi, że Potop był zemstą Boga, jednak sumeryjskie tablice wyjaśniają, iż został on spowodowany przez Enlila i Zgromadzenie Anunnaki. Decyzję podjęto większością głosów, lecz nie wszyscy ją ak­ceptowali. Z kronik wynika, że szczególnie Ninhursag bolała nad tym postano­wieniem. W końcu brat Enlila Enki-Mędrzec postanowił uratować króla Ziusudrę, ostrzegł go więc przed kataklizmem i pomógł mu zbudować specjalnie skonstru­owaną łódź.

Owa najstarsza wersja, spisana przez sumeryjskiego pisarza, zawiera jeden element o doniosłym znaczeniu sprawiający, iż różni się ona od późniejszej wersji historii Noego, zabierającego na pokład arki „po parze zwierząt”. Pierwotna relacja głosi, że Ziusudra zabrał na pokład nie zwierzęta, lecz „nasienie rodzaju ludzkiego”.

W poemacie czytamy, że Ziusudra zabrał z sobą kilka zwierząt, ale były to tylko: wół, parę owiec, jakieś dzikie zwierzęta i drób. Załadowano je na łódź, żeby mieć żywność, a nie dla ocalenia gatunków. Kwestia ta jest szerzej omówiona w kronikach babilońskich. Enki powiedział Utanapisztimowi, aby zburzył dom i skonstruował łódź, która może pływać pod wodą, i pomieścił w niej „nasienie wszystkich żywych stworzeń”. Tu znowu powtarza się słowo „nasienie”, a za­tem z obu relacji wynika, że król Ziusudra (Utanapisztim) nie zabrał ze sobą zwie­rzyńca, żeby ratować żywe stworzenia, lecz hermetyczny pojemnik ze spermą ludzką i zwierzęcą.

Podobnie jak sumeryjskie tablic, Epos o Gilgameszu opowiada, że Potop został zaplanowany przez Anunnaki. Wymienia przy tym Anu i Enlila, a także ich doradców – Ninurtę i Enuggiego. Głównym podżegaczem był Enlil, a po Potopie jego wnuczka powiedziała: „Zaprawdę, stare czasy obróciły się w glinę”. Kro­nika głosi również, że „ziemia była płaska jak dach” i dokładnie to odnalazł ze­spół sir Leonarda Woolleya w latach 20. – ogromne, płaskie złoże twardej gliny w rejonie, w którym Mezopotamię zalały wody Potopu.

Wersja Księgi Rodzaju podaje, że Potop został nakazany przez Boga (Jahwe), ponieważ ludzie, którzy dawniej byli „bardzo dobrzy”, stali się z czasem niegodziwi, natomiast mezopotamska wersja wspomina o nadmiernym przyroście naturalnym, który należało ograniczyć. Starożytny tekst w języku akadyjskim, zwa­ny Eposem o Atra-Hasisie stwierdza, że ludzie jęli się mnożyć bez umiaru i czynili tyle hałasu, że Enlil nie mógł spać.

Określenie epoki, w której nastąpił Potop, pozwoli nam także zrozumieć sens przedstawionej w Księdze Rodzaju historii Adama i Ewy. Ze starych tablic wynika, że choć gatunek Homo sapiens od około 35 000 roku p.n.e. (czyli od czasu, gdy synowie bogów połączyli się córkami człowieka) wyprzedzał pod wieloma względami tempo procesów ewolucyjnych, to jednak nie grzeszył mądrością i nie potrafił stworzyć zorganizowanych struktur społecznych. Nie istniała instytucja małżeństwa, nie było przemyślanej polityki prokreacyjnej. Do 4000 roku p.n.e. pary tworzyły się dowolnie, a seksualnych partnerów nie łączyły żadne formalne więzy. Ludzie z Cro-Magnon znacznie przewyższali w rozwoju prymitywną rasę eljo-neandertalską, jednak nie potrafili jeszcze stworzyć zorganizowanych struk­tur społecznych i administracyjnych.

Tablice głoszą, że przed Potopem Enlil bezskutecznie próbował ograniczyć przyrost naturalny za pomocą epidemii i plag. Dlatego Zgromadzenie Anunnaki wybrało bardziej drastyczne rozwiązanie, dzięki czemu można było zapoczątkować nową rasę. Postanowiono, że woda zaleje cały Sumer, ale należy zachować w specjalnych pojemnikach komórki żeńskie oraz nasienie zwierzęce (spermę i ja-jeczka). Już przedtem posłużyli się inżynierią genetyczną do stworzenia wysoko rozwiniętej rasy Homo sapiens, ale tym razem postanowili pójść o krok dalej, dodając w kolejnej krzyżówce większą ilość genów Anunnaki. Krótko mówiąc, stworzyli Homo sapiens sapiens ~ gatunek, który potrafił się uczyć i tworzyć struk­tury społeczne. I dopiero z tego punktu widzenia możemy analizować tradycyjny przekaz Księgi Rodzaju o „pierwszym mężczyźnie” i „pierwszej kobiecie”, a także popotopową instytucję Mądrości – Drzewo Znajomości Dobrego i Złego.

 

Pojawienie się Adama

Stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „Adam”, wtedy gdy ich stworzył[8].

 

Tak głosi Księga Rodzaju, ale słowa te przeczą naszemu tradycyjnemu rozumieniu Biblii: „Stworzył mężczyznę i niewiastę (…) i dał im nazwę Adam”. W in­nym miejscu dowiadujemy się, że mężczyzna „dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących”. Ale odnosimy wrażenie, że „Adam” nie jest imieniem konkretnej osoby. W gruncie rzeczy adam to nie imię, lecz określe­nie całego rodzaju – mężczyzn i kobiet. Stąd wyciągnięto wniosek, że imię Adam pochodzi od słowa „ziemia” – ziemię określano słowem adama.

W napisanym w I wieku n.e. dziele Dawne dzieje Izraela historyk żydowski Józef Flawiusz wyjaśnia: „Człowiek ten został nazwany Adamem, co po hebrajsku znaczy »czerwony«, jako że powstał z ugniecionej ziemi czerwonej” Fla­wiusz był kształcony przez faryzeuszy na kapłana, znał więc dobrze swój język. Jednak tłumacząc słowo adam jako „ten, który jest czerwony”, odwołuje się do swej znajomości języka akadyjskiego, w którym słowo adamatu oznacza ciem­noczerwoną ziemię. Te dwa języki semickie wykazują znaczne podobieństwa, a w hebrajskim słowo adom oznacza „czerwony”. Istniało też inne określenie czegoś, co jest czerwone – adum, jak na to wskazuje określenie geograficzne Adummim (czerwoni ludzie) w Księdze Jozuego (15:7). Ponadto w wielu języ­kach słowo adam oznacza w gruncie rzeczy „człowiek”. Mamy więc do wyboru adom, adama, adam – czyli czerwony, ziemia, człowiek.

Z Księgi Rodzaju wynika, że Adam oznaczało zarówno mężczyznę, jak kobietę, słowo „człowiek” ma także ogólne znaczenie: rodzaj ludzki, obejmujący wszystkich reprezentantów gatunku (zakar i nequiva). Pewne jest, że prymitywni ludzie nie mogli nazywać się Adam, ponieważ imię to zostało nadane „pierwsze­mu” przedstawicielowi nowej rasy około 3882 roku p.n.e. Zajrzyjmy teraz do Enuma elisz – babilońskiego eposu o stworzeniu, który inspirował twórców Księgi Rodzaju. Co ma do powiedzenia na ten temat owo starożytne dzieło?

Tablica VI Enuma elisz powiada, że człowiek został stworzony z krwi Kingu, syna Tiamat, którego stracono za wszczęcie buntu, a zatem – zgodnie z tym, co pisze Józef Flawiusz – mamy tu do czynienia z czerwienią krwi. Po hebrajsku krew określa się słowami adamu i dam, na przykład w goel ha dam (mściciel krwi) w Księdze Powtórzonego Prawa (19:12). Lecz jeśli człowiek został stworzony jedynie z krwi boga -jak nam powiada epos – to trzeba poszukać jeszcze innego składnika jego ciała. Po dalszych badaniach odkrywamy, że kolejna mezo-potamska historia stworzenia podaje, iż człowiek powstał z połączenia krwi boga z gliną. Nie chodzi tu o jakąś zwyczajną glinę, będącą częścią gleby, lecz -jak napisano – człowiek został stworzony „z ziemi”, a zatem ściślej „z Ziemi” czyli z „doczesności” (według oryginału w języku hebrajskim).

Lingwista i tłumacz Robert Alter, profesor hebrajskiego na Wydziale Literatury Porównawczej Uniwersytetu Kalifornijskiego zwraca uwagę, że współcze­sna angielska wersja Starego Testamentu „oddala czytelników od prawdziwego znaczenia Biblii napisanej w jej oryginalnym języku”. Twierdzi, że nieprawi­dłowo odnosi się słowo adama do ziemi lub gleby, ponieważ ma ono znacznie szersze znaczenie.

Choć babiloński epos Enuma elisz wyprzedza Księgę Rodzaju o ponad tysiąc lat, to jednak i on opiera się na znacznie dawniejszych kronikach, a najstarsza sumeryjska kronika stworzenia jest o ponad tysiąc lat starsza od Enuma elisz. Tu też wspomniano nie tylko o krwi Anunnaki, lecz w jednym z fragmentów mowa jest, iż małe gliniane figurki wymodelowała Ninhursag, Pani Życia. Wiemy już, że w Enuma elisz człowiek nazywa się lullu, co oznacza dosłownie „tego, który jest mieszaniną”. Ponadto w starożytnych tekstach z Nippur (znajdujących się obecnie w zbiorach Muzeum Uniwersytetu w Pensylwanii) znajdujemy stwierdzenie, że „Anu, Enlil, Enki i Ninhursag osobiście uformowali czarnogłowych ludzi”, jak nazwano Sumerów – rasę, której tajemnicze pochodzenie, język i kul­tura są tak zagadkowe.

Po opadnięciu wód Potopu Anunnaki nie mieli czasu do stracenia. Żyzny niegdyś rejon przeobraził się w pokład gliny, a wszystko co żywe zostało zniszczone. Kroniki wspominają, że najważniejszym zadaniem było sprawienie, aby kraj znowu nadawał się do zasiedlenia, i przywrócenie bogatego Edenu w rejo­nie delty. Należało zasiać zboża, stworzyć od nowa stada bydła i owiec, które wylęgały się w „przybytku stworzenia”. Według pewnej starej tablicy (złożonej ponownie z siedemnastu kawałków), zadanie tworzenia farm zwierzęcych i rol­nictwa powierzono Asznan i jej bratu Laharowi. Ci młodsi bogowie Anunnaki, ukształtowani już w „przybytku stworzenia”, otrzymali polecenie przygoto­wania gruntu. Asznan zajęła się uprawą zbóż, Lahar – hodowlą bydła, nato­miast tworzenie stad owiec było ich wspólną pracą. Jednak dzieło odbudowy przerastało siły samych Anunnaki, potrzebna im była pomoc. Czytamy więc, że we wczesnym etapie przywracania życia wzięły udział także istoty ludzkie, a Ta­blica Asznan i Lahara głosi, że „dla dobrego funkcjonowania owczarni tchnięto życie w Człowieka”.

Pierwsze wytyczne pochodzą od Królowej Smoka Tiamat (Nammu), pierwotnej matki Anunnaki, która tak rzekła do Enki:

O mój synu, powstań z łoża (…) Czyń, co mądre. Uformuj służebników bogów [i] niech oni się pomnożą.

Enki odparł na to:

O moja matko, stworzenie, którego imię wspomniałaś, już istnieje. Nadaj mu obraz bogów (…) Ninmah (Ninhursag) będzie czuwać nad twą pracą (…) Będzie ci towarzyszyć w dziele kształtowania. O, matko, zdecyduj o jego losie; Ninmah nada mu formę bogów. To jest Człowiek.

 

Ninhursag i Enki w Domu Szimti (fragment płaskorzeźby sumeryjskiej)

 

 

 

Do Ninhursag zwrócił się wówczas Enki wraz z całym Zgromadzeniem i formalnie przekazał jej polecenie stworzenia Człowieka, „aby dźwigał jarzmo” Anunnaki.

W sferze politycznej stosunki między Enkim a jego siostrą-żoną Ninhursag pełne były niesnasek, wiele czasu spędzali na pijatykach i kłótniach. Ale poza tym Ninhursag cieszyła się sławą doskonałego biologa, a w starych zapiskach sporo mówi się o jej badaniach genetycznych, w tym o pobieraniu spermy Enkiego do krzyżowania z innymi formami życia. W sumeryjskich tekstach „przybytek stworzenia” Ninhursag nazywa się Domem Szimti, od sz-im-ti, co w języku sume-ryjskim oznacza „oddech-wiatr-życie”.

Ninhursag przeprowadziła wiele prób, aż w końcu gotowa była stworzyć swe najwspanialsze dzieło, Homo sapiens sapiens. Epos o Atra-Hasisie podaje, że Ea i Ninigiku (Enki i Ninhursag) wkrótce po Potopie stworzyli czternastu nowych ludzi – siedmiu chłopców i siedem dziewczynek, a embriony wszczepiono w łona kobiet, które przetrwały kataklizm. Tablice są niepełne, większość tekstów zaginęła, lecz w tych, które pozostały, znajdujemy opis tego, jak Ninhursag posłużyła się „siedmioma i siedmioma macicami”, przygotowując czternaście „grudek gliny”, nad którymi Enki powtarzał magiczne zaklęcia. W jednym wypadku opisano otwarcie jamy brzusznej, a macice nazwane były Stworzycielkami Przeznaczenia. Dokoń­czyły one dzieło Ninhursag, doskonaląc „formy ludzkie”, które stworzyła.

Podstawowa różnica między kronikami sumeryjskimi a spisaną w Księdze Rodzaju wersją stworzenia współczesnej rasy ludzkiej polega na tym, że nowi mężczyźni i kobiety nie pojawili się od razu w dorosłej postaci. Stworzono ich w laboratorium, w którym ludzkie komórki jajowe zostały zapłodnione przez Anunnaki, a embriony wszczepiono w łona matek zastępczych. W wyniku tego ekspe­rymentu urodziły się w sposób naturalny jako niemowlęta:

 

Ninhursag, wyjątkowo wspaniała

Sprawia, że w łonach zaczęły się kurcze.

Ninhursag, wielka matka,

Sprawia, że następuje poród.

 

Jako córka wielkiego Anu Ninhursag nazywana też była Panią Życia, a jej symbolem (który figuruje na licznych tablicach i pieczęciach) była macica, podobna w kształcie do greckiej litery omega. Nazywano ją też Panią nadawa­nia kształtu, modelowania, a także Panią embrionu, a tekst zatytułowany Enki i porządek świata nadaje jej miano Położnej Kraju.

Podobnie jak Ninhursag, jej przyrodni brat Enki, Pan Ziemi i Wód, był również nazywany Nudimmud, co oznacza „twórca wizerunku”, będącego „archety­pem” pierwotnej formy – był więc Mistrzem Rzemiosła w kształtowaniu i Czaro­dziejem tworzenia.

Nowa siła robocza nie tylko uprawiała rolę, budowała nowe miasta i pracowała w kopalniach. Powstała zupełnie nowa struktura społeczna, a ludzie przygo­towani zostali do pełnienia funkcji Nefilim i także stali się władcami. Na jednej z tablic czytamy:

Matka Nintur (Ninhursag), pani nadawania kształtu,

Działa w ciemnym miejscu, w łonie,

Aby dać życie królom, nakładać prawym tiarę na głowy;

Dawać życie panom;

Nakładać korony na [ich] głowy.

To wszystko jest w jej rękach.

 

Około 2100 roku p.n.e. domniemany król Babilonu Gudea wspomina, że Ninhursag była „Matką wszystkich dzieci”.

Z tekstów mezopotamskich wynika, że Sumerowie, będący dziełem Ninhursag, uważali, iż najważniejszym celem ich życia jest służenie Anunnaki, zapew­nienie im pożywienia, napojów i domów. Za to bogowie uczyli ich biegłości w sprawach społecznych i w nauce, a wyniki tych działań widać wyraźnie w za­chowanych kronikach. Brzydzili się złem, fałszem, bezprawiem i niesprawiedli­wością, miłowali natomiast dobroć, prawdę, prawo, porządek i wolność w ramach ustalonych struktur społecznych.

Tablica pochodząca z trzeciego tysiąclecia p.n.e. głosi, że Enki ustanowił prawo i porządek na ziemi i że to on był głównym inicjatorem niezwykle szybkiego rozkwitu cywilizacji Sumeru:

On kierował pługiem i jarzmem…

Doglądał czystości zbiorów.

Za jego sprawą na solidnych polach rosły zboża…

Enkimdu, który strzegł kanałów i rowów,

Enki ustanowił na ich strażnika.

A ziarno chował do spichlerzy…

 

Dalej czytamy, że Enki wymyślił motykę i formowanie cegieł, kładł fundamenty i budował domy. Powiadano, że to było zaprojektowane przez „Nią (Ninhursag) (…) która miała w swej mocy krainę i wspierała niezłomnie czarnogłowych ludzi”.

Ogólnie rzecz biorąc, wydaje się, że eksperyment Enkiego i Ninhursag z klonowaniem zakończył się sukcesem, ale planowano jeszcze stworzenie pierwo­wzoru rasy wyższych przywódców ziemskich. (Termin „klonowanie” pochodzi od greckiego słowa klon, co oznacza „gałązkę”.) W tym celu postanowiono, że zamiast do macicy śmiertelnej kobiety embrion zostanie wprowadzony do łona Ninhursag, aby krążyła w nim krew Anunnaki. Ninhursag znana jest również jako Ninki (Pani Ziemia) i z takim przydomkiem występuje w przemowie Enkiego, w której wysławia on jej rolę zastępczej matki:

Ninki, moja bogini-małżonka, także wyda na świat dziecko. Siedem bogiń patronu­jących narodzinom będzie jej służyć pomocą.

Tak więc Ninki (Ninhursag) urodziła dziecko z embrionu wyhodowanego z komórki jajowej śmiertelnej kobiety, które Enki sztucznie zapłodnił. Wynikiem tego eksperymentu był Adama (Doczesność), o którym pisano, że jest „Wzorcem Człowieka”. Enki dał mu imię Adapa i był tak zadowolony, że potem obdarzył go funkcją swojego osobistego posłańca. W Eridu Adapa był opiekunem świątyni Enkiego w sumeryjskim Edenie i został pierwszym na świecie kapłanem (patrz: Przodkowie Adama, s. 206).

Tablice zawierające historię Adapy zostały odkryte wraz z Enuma elisz w Niniwie, w ruinach biblioteki asyryjskiego króla Assurbanipala, a także w archiwach faraona Amenhotepa III, który panował w Egipcie około 1400 roku p.n.e. Czyta­my w nich, że syn Pani Ziemi, Adapa adama, był rzeczywiście potężnym czło­wiekiem, któremu powierzono ogromną władzę i namaszczono na króla:

Zażądał dlań [olei] i został namaszczony.

Zażądał dlań szaty i został odziany…

Jego żądania były jak rozkazy [Anu].

Obdarzył go (Enki) zdolnością pojmowania i objaśniania zarządzeń dla kraju.

Dał mu mądrość, lecz nie obdarzył wiecznym życiem.

A w owym czasie, w latach panowania mądrego syna Eridu,

Enki (Ea) stworzył go jako przywódcę ludzkości.

Nikt, kto mądry, nie lekceważył jego poleceń.

 

Z innego fragmentu tablic dowiadujemy się, że Adapa był nie tylko arcykapłanem, lecz również Królewskim Nasieniem. Widzimy więc, że wielka rola Adapy nie polegała na tym, iż był pierwszym człowiekiem w ogóle, lecz że był pierwszym mężczyzną z Królewskiego Nasienia – pierwszym kapłanem -królem z rodu Enkiego.

Warto przez chwilę zastanowić się nad „modelami z gliny”, o których mówią wszystkie kroniki. Na jakiej podstawie autorzy Księgi Rodzaju doszli do wniosku, że adama został uformowany z ziemi (często nazywanej gliną)? Wy­nika to z błędnego tłumaczenia przez żydowskich pisarzy, trzymanych w babi­lońskiej niewoli, jednego małego słówka. Glinę do wyrobu naczyń Babilończy-cy nazywali tit, lecz w znacznie starszym języku Sumerów ti-it oznaczało „to, co jest życiem”. W hebrajskim słowo tit oznacza „błoto”. Kiedy Ninhursag połączyła krew (spermę) Enkiego z ti-it, to oznacza, że nie z gliną, lecz z „tym, co jest życiem”, czyli żeńskimi komórkami jajowymi. Z nich Ninhursag hodo­wała „malutkie modele”, które wszczepiała w macicę zastępczych matek, a cha­rakter owych malutkich modeli wynika z kolejnego przydomka Ninhursag: Pani Embrionu. W wypadku Adapy Ninhursag (Ninki) sama została zastępczą mat­ką, w ten sposób zatem powstał wzorzec Człowieka, adama (doczesność), a wy­szedł z łona samej Pani Ziemi. Jego partnerka Khawa (biblijna Ewa) przyszła na świat dokładnie w taki sam sposób.

Jeśli już mowa o błędnym tłumaczeniu, z łatwością też można wyjaśnić, dlaczego w Biblii napisano, że Ewa została uformowana przez Boga z jednego z „że­ber” Adama. W Księdze Rodzaju (3:20) mówi się, że imię Ewa oznacza, iż „sta­ła się ona matką wszystkich żyjących”. Tak samo interpretuje to imię Józef Flawiusz w Dawnych dziejach Izraela: „W języku hebrajskim kobieta zwie się »essa«, ale owa pierwsza niewiasta miała imię Ewa, co znaczy »matka wszystkich«.

W języku hebrajskim imię Ewa wymawia się Hawa, lecz rdzeń tego imienia wywodzi się z haja („żyć”). A zatem Ewa to sumeryjska Nin-ti, co oznacza „Pani Życia” – a jak już wiemy, był to jeden z przydomków Ninhursag. Sumeryjskie słowo ti (wymawiane taj) oznacza „ożywiać”, lecz inne Sumeryjskie słowo, ti (wymawiane ti), oznacza „żebro”. O ile więc przy domek Ninhursag, Nin-ti (Pani Życia) nadane jej córce i przeniesione na imię Ewa zostało przez autorów Księgi Rodzaju prawidłowo przetłumaczone, to już skojarzenie z żebrem Adama jest całkowicie błędne i nie znajduje żadnego potwierdzenia w oryginalnych źródłach.

Ciekawe uwagi na temat biblijnego żebra poczynił w początkach XVII wieku protestancki dysydent Matthew Henry. Podczas gdy w Księdze Rodzaju Bóg oświadcza Ewie, że Adam „będzie panował nad tobą” (taką linię dyskryminacji płciowej przyjął Kościół katolicki i anglikański), protestanccy dysydenci twierdzili, że Ewa „nie powstała ani z głowy Adama, żeby nim rządzić, ani z jego stopy, aby być przez niego deptaną, lecz z jego boku, aby być mu równą” Wbrew powszechnemu mniemaniu protestanccy dysydenci bardziej narazili się Kościo­łowi tym, że uznawali żebro za symbol równości mężczyzn i kobiet niż krytyką Modlitewnika.

Kiedy już mowa o hebrajskim słowie haja (oznaczającym życie), warto wspomnieć o podobnym słowie arabskim hajja oznaczającym samicę węża, hajat zaś znaczy „życie”. Językoznawca Balaji Mundkur uważa, że słowa te mają wspólny rdzeń, a ich sens jest podobny. Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do Ewy (Khawa/Hawa), którą zwano nie tylko Panią Życia, lecz także Panią Węża.

 

 

Rozdział   9

Pasterze królewskiego nasienia

 

Królowie Sumeru

 

W okresie poprzedzającym Potop w Sumerze panowali strażnicy Nefilim, wyznaczani przez Anunnaki, lecz potem nastała nowa era pierw­szych ziemskich królów. Działo się to po 4000 roku p.n.e., kiedy to tak wspaniale rozkwitała cywilizacja Sumerów, ludu, którego nowy, dziwny język dał nazwę całemu temu rejonowi. Ale nawet w owym okresie królowie byli wyznaczani przez Zgromadzenie pod stałym przewodnictwem Anu. Z 2100 roku p.n.e. pochodzi uchwała o wyznaczeniu króla Szulgiego z Ur, który panował na krótko przed narodzinami Adama:

 

Niechaj Szulgi, król panujący w niezwykle dogodnych okolicznościach, wykonuje

w moim, Anu, imieniu obowiązki władcy. Niechaj w moim imieniu ustala spis bogów.

 

Obowiązki dawnych królów obejmowały sferę społeczną i wojskową. Nie były to jednak rządy królewskie w pełnym tego słowa znaczeniu, albowiem królowie wyznaczani byli jako strażnicy ludu, a ich rolą było ten lud ochraniać i nim kierować. Król nosił więc miano Pasterza, a symbolem władzy była laska pastu­sza. Stanowiła ona tradycyjne insygnium pierwszych królów, ale dopiero w znacz­nie późniejszych czasach chrześcijaństwo przyjęło je jako symbol biskupów.

Symbolem władzy królewskiej było też berło i tiara – złota opaska na głowie, w której skrywała się wielka mądrość Anu. Do regaliów nie należał jednak miecz, który dopiero w chrześcijańskiej Europie został wprowadzony dla zaznaczenia pochodzącej z nadania papieża absolutnej władzy wojskowej.

Choć dawni sumeryjscy królowie ponosili odpowiedzialność za obronę państwa, to jednak nie byli wojownikami. Ich rola militarna w razie konieczności polegała na obronie królestwa oraz na mądrym i fachowym dowodzeniu oddzia­łami. Jako „pasterz” sumeryjski król (noszący tytuł lugat) był zarazem desygno­wany kapłanem (sanga). Król był również najwyższym sędzią (ensi), a jego urząd znajdował się w świątyni właściwej dla danego miasta-państwa. Królowa nosiła oficjalny tytuł Pani (Nin), ona i król mieszkali w Wielkim Domu (E-gal). To wła­śnie ze starej sumeryjskiej tradycji sanga-lugal wywodzi się funkcja kapłanów–królów w dynastii mesjanistycznej, o czym piszę w Krew z krwi Jezusa.

Królowie byli wyznaczani przez Wielkie Zgromadzenie, a do ich obowiązków należało zarządzanie miastem, natomiast na skalę państwową mieli opieko­wać się przydzielonym każdemu z osobna bóstwem. Król był również głównym sędzią i naczelnym kapłanem. Odpowiadał też za roboty publiczne, w tym za bu­dynki komunalne i ich remonty. Jego rolę w społeczności określano następująco:

  1. Interpretacja woli Anunnaki.
  2. Reprezentowanie ludu przed Anunnaki.
  3. Zarządzanie królestwem.

 

Kroniki donoszą, że pierwszym śmiertelnym naczelnym kapłanem Świątyni był Adapa (Adam). Mówi się o nim, że był nie tylko arcykapłanem, ale też królewskim nasieniem – wzorcem ziemskiej królewskości. Był więc pierwszym na świecie sanga-lugal (kapłanem-królem) i dlatego wywarł tak silne piętno na hi­storii świata. Dotychczas żaden człowiek nie miał w swych żyłach tak dużo krwi Anunnaki. Zarówno jego ojciec (Enki), jak jego zastępcza matka (Ninhursag) byli prawdziwymi Anunnaki, synem i córką wielkiego Anu, bratem i siostrą Enli-la-Ela. Tylko kobieta, od której pobrano komórkę jajową, była śmiertelna. Ale mimo to Adam nie był dawcą królewskiej krwi (Sangreal). Był pierwowzorem następnych władców, lecz w sensie fizycznym nie zapoczątkował królewskiej dynastii. Jak się później dowiemy, nastąpiły dwa kolejne etapy procesu twórcze­go, w którym ważniejsza niż Adam była Ewa.

Sumeryjska Lista Królów, w której zapisano, że „potem nastąpił Potop”, rozpoczyna się znowu słowami: „Po tym, jak nastąpił Potop, gdy królestwo zstąpiło z nieba, zostało przeniesione do Kisz”. Tu lista zaczyna się od nowa od króla Ga-[...]-ur (imię jego jest częściowo nieczytelne). Mało wiadomo o tym królu oprócz tego, że jego panowanie nie należało do najlepszych i władza została przekazana „niebiańskiej Nidabie”. Była to Królowa Nidaba, teściowa Enlila (patrz: Wielkie Zgromadzenie Anunnaki, s. 204).

Następnie wymienia się siedmiu strażników Nefilim, po nich następuje król Atabba z Kisz (zwany też Atab lub Abba). Był to pierwowzór pierwszego patriarchy rasy królewskiej, przy czym Abba znaczy „ojciec”, natomiast atabba jest synonimem Adapy adama (śmiertelnika). Ale w tym wypadku określenie „oj­ciec” nie odnosi się do fizycznego przodka, lecz wywodzi się (zdaniem profesora Jacobsena) z akadyjskiego słowa abuttu, co oznacza rzecznika – kogoś, kto miał kontakt z Anunnaki i mógł chronić swój lud. Choć słowo Abba (ojciec) przeszło do języków semickich i później w Starym Testamencie tak nazywano Boga, to jednak pierwotnie pochodziło z języka sumeryjskiego, w którym odnosiło się do Sangi-Lugala (Kapłana-Króla).

Wrócimy jeszcze do królewskiej sukcesji, ale teraz warto zwrócić uwagę, że starsza gałąź królewskiej dynastii nie pochodziła od trzeciego syna Ewy, Seta, jak to głosi Księga Rodzaju. Wywodziła się, zgodnie z wcześniejszą tradycją matriarchalną, od pierwszego, najstarszego syna Kaina – którego charakter Kościół przedstawia w tak niekorzystnym świetle (patrz: Królowie Sumeru po Po­topie, s. 226).

 

Wieża Babel

Instytucja królewskiego nadzoru funkcjonowała przez blisko dwa tysiące lat, od około 3800 roku p.n.e., i w tym okresie Sumer stał się ową historyczną kolebką cywilizacji. Lecz w 1960 roku p.n.e., zupełnie nieoczekiwanie wszystko się zawaliło, gdy z różnych stron na kraj uderzyli najeźdźcy. Byli to przede wszyst­kim Akadowie z północy, z zachodu Semici z syryjskich plemion Amorytów (Mar-tu) i Elamici ze wschodu (z terenów dzisiejszego Iranu).

 

Kiedy zadali klęskę, kiedy zburzyli porządek;

Jakby potop – wszystko pochłonęli.

W co, o Sumerze! cię przemienili?

Świętą dynastię ze świątyni przegnali.

Wówczas padło potężne sumeryjskie imperium, a Abram zmuszony był uciekać z Ur na północ. Lecz co się stało z Anunnaki – zgromadzeniem bogów, którzy byli twórcami tej wspaniałej cywilizacji? Najwyraźniej opuścili swe siedziby, a my czytamy dalej w kronikach:

 

Ur jest zniszczone, jego lament gorzki. Krew państwa wypełnia jego otwory, jak

gorący brąz formę. Ciała roztapiają się jak tłuszcz w słońcu. Świątynia została zburzona, Dym przesłania nasze miasto jak całun.

Z historycznego punktu widzenia ten całkowity rozpad potężnego państwa sumeryjskiego nastąpił po założeniu Babilonu przez króla Ur, Babę, około 2000 roku p.n.e. W przeciwieństwie do Potopu, który w relacji Księgi Rodzaju został przesunięty w inną epokę, historia wieży Babel w Szinar (Sumer) i gniewu, jaki wzbudziła w Jahwe, dokładnie pasują do opuszczenia Sumeru przez Anunnaki (Elohim).

Dziś w nauce kościelnej o wieży Babel dominuje gniew, w jaki wpadł Jahwe, lecz Księga Rodzaju powołuje się także na reakcje innych bogów na zbudowanie przez ludzi wieży: „Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”. Z czasem, niezależnie od brzmienia oryginalnego tekstu biblijnego, Jahwe zaczął występować w liczbie pojedynczej i wbrew przekazom historycznym jest obecnie identyfikowany jako „Jedyny Bóg”. Pozbawiono go żony, rodziny i towarzystwa innych bogów, został sam, tajemniczy, przez nikogo prawdziwie nie zrozumiany (z wyjątkiem może bardziej tradycyjnych, ezoterycznych kręgów). W Starym Testamencie nieraz jest mowa o „bogach” (elohim) i o „synach bogów” (bene ha-elohim), toteż te z pozoru nielogiczne wtręty powo­dują wiele zamieszania u ludzi wierzących w samotność Jahwe.

Zagadką, którą badacze Biblii usiłują od dawna rozwiązać, jest dwoistość natu­ry Boga. Raz jest łagodnym pasterzem, wzywającym wierne owieczki, aby trwały u jego boku, a za chwilą zieje na swych wyznawców morzem ognia i siarki! W Księdze Izajasza (45:7) Bóg powiada: „Ja (…) stwarzam ciemności”, a w Księdze Amo-sa (3:6) pada pytanie: „Czyż zdarza się w mieście nieszczęście, by Pan tego nie sprawił?”. Trudno dopatrzyć się tu sensu, ale jest on wyraźnie widoczny, jeżeli wy­rwie się Jahwe (Enila/El) z okowów religijnego dogmatu i umieści we właściwym kontekście historycznym jako jedno z bóstw Anunnaki (Elohim), które ma swoje dobre i złe dni, wiedzie własne polityczne spory, popełnia błędy w osądach i w czy­nach. W tradycji sumeryjskiej Anunnaki byli równie omylni jak istoty ludzkie, to samo można powiedzieć o Elohim Kananejczyków. Zawsze było wiadomo, które­go boga należy chwalić, a którego ganić, lecz Jahwe pozostał sam i przyjmował zarówno pochwały, jak i pretensje, niezależnie od tego, czy na nie zasłużył, czy nie. A ponieważ nie wypada mieć pretensji do Jahwe, to wszelkie zło usprawiedliwia się „Jego wolą” i znosi się w pokorze wszelką niesprawiedliwość, mówiąc: „Nie­zbadane są wyroki Boskie”!

Jack Miles, były jezuita i uczony z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, zwraca uwagę, że wiele fragmentów Biblii mówiących o Bogu rzadko staje się przedmiotem kazań, ponieważ gdyby je dokładniej zanalizować, stałyby się obrazą dla uszu wiernych. Święty Hieronim, tłumacząc Stary Testament z he­brajskiego na łacinę w IV wieku n.e., skarżył się, że niektóre opowieści są „bru­talne i odrażające”. Od czasów średniowiecza żydowscy rabini i chrześcijańscy biskupi interpretowali i nauczali selektywnie kosztem ścisłego przekazu, tłuma­cząc oczywiste sprzeczności Pisma Świętego z kategorycznymi dogmatami tym, że Boska logika jest niepodważalna, tylko ludzie nie są w stanie jej pojąć!

Potop w Księdze Rodzaju został przeniesiony w inną epokę dlatego, że jej autorom bardziej się podobało, aby gniew Boży spadł na Nefilim, którzy pojęli za żony córki człowieka. Ale wersety opowiadające o tym wydarzeniu zostały umieszczone w niewłaściwym miejscu Księgi Rodzaju; należą do epoki Adama, a nie Noego. W rozdziale 6. Księgi Rodzaju (wersety 5-7) czytamy, że progenitura Nefilim zdecydowanie się Bogu nie spodobała i „kiedy Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe (…) rzekł: Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi”. A potem następuje opis Potopu, kiedy to Bóg kładzie kres ludzkości, którą przecież poprzednio uważał za „bardzo dobrą”. Ale czyni tak, ponieważ ludzie złamali pewne zasady, chociaż -przynajmniej do tego miejsca – nie zostały one wyraźnie sprecyzowane. Komen-tatorka Pisma i była zakonnica Karen Armstrong twierdzi, że dla pewnej grupy ludzi, których trafnie nazwała Homo religiosus, takie nieprawdziwie przedsta­wione dzieje usprawiedliwiają ideologię ludobójstwa.

My natomiast wiemy, że historia związku Nefilim z ludzkimi córkami pochodzi ze znacznie wcześniejszej epoki (około 35 tysięcy lat p.n.e.), a badania na­ukowe dowodzą, że Potop nastąpił około 4 tysięcy lat p.n.e. Ale w Księdze Rodzaju  (rozdział 11) jest też inna opowieść, która następuje po relacji o Potopie (choć obie rozdzielone są dość obszernymi wywodami genealogicznymi), a dotyczy ona wieży Babel z około 2000 roku p.n.e. I tym razem również ludzie, o których do­tąd mówiło się., że są „bardzo dobrzy”, zostali srogo ukarani za kolejne wykrocze­nie nie przewidywane przez żadne prawo. Ich grzechem było to, że mówili jed­nym językiem – a tym wyjątkowym językiem był w owym czasie, rzecz jasna, sumeryjski.

Tymczasem ten wspólny język nie był żadnym wykroczeniem. Prawdziwym wykroczeniem jest natomiast błędne tłumaczenie Księgi Rodzaju, tak w wersji angielskiej jak innych współcześnie obowiązujących przekładach (11:4). Czytamy tam, że ludzie powiedzieli: „Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, któ­rej wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”. Nikt tak naprawdę tego fragmentu nie rozu­mie, ponieważ brak w nim jakiegokolwiek sensu. Bo co oznacza: „uczynimy so­bie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”?

Tymczasem w oryginalnym tekście Księgi Rodzaju ludzie mówią: „Uczyńmy sobie szem, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”. Szem oznacza „wzno­szący się w górę ognisty kamień”, a jak wiemy, Nefilim (ci, którzy zeszli z góry) nazywani byli też „ludźmi szem”. Słowo szem (wraz z szamaim, co oznacza nie­bo), pochodzi od rdzenia szama, oznaczającego „tego, który wznosi się wyso­ko”. Sumerowie nazywali szem na-ru — „kamienie, które rosną”, u Amorytów zaś słowo to oznaczało „gorejące obiekty”.

A zatem szem nie było „znakiem”, lecz czymś, co wznosi się wysoko, jest ogniste i zrobione z kamienia, a Nefilim używali szem w tej czy innej postaci i pochodzili z nieba. Król Dawid wzniósł szem jako pomnik po pokonaniu Syryjczyków.

Pod jednym względem szem rzeczywiście był pomnikiem – wysokim, stożkowym gmachem, jakim widzimy go na Steli Naramsuena. Szem tego rodzaju stały się wzorcem dla znanych nam obecnie wież kościelnych (stożków zakończonych iglicą). Lecz owe monumentalne kamienne budowle trudno nazwać „ognistymi”, jak owe szem Nefilim, które naśladowały. Wydaje się raczej, że te drugie stanowiły coś w rodzaju środka transportu, pokrewnego biblijnym ognistym rydwanom. W ta­kim rozumieniu funkcja szem staje się bardziej zrozumiała. Odkopane w Niniwie w bibliotece króla Assurbanipala i w archiwach egipskich faraonów Amenhotepa III i IV tabliczki głoszą, że niebiański szem został zesłany przez Enkiego dla kapła-na-króla Atabby, który wznosił się na nim, aby spotkać się z wielkim Anu.

Szem przywodzą na myśl także coś, co nazywano an-na, a słowo to oznaczało „niebieski kamień”, ale również lśniący metal. Użycie słowa szem ze względu na fakt, iż kojarzy się z „promienistością”, jest całkiem uzasadnione w przydomku księcia Utu, brata manny (patrz: Wielkie Zgromadzenie Anunnaki, s. 204). Przydomek ten brzmiał Szamasz od Szem-esz, „Promienisty”. Słowo to przewija się też w nazwie Sumer, którą poprawnie wymawia się Szumer, a wywodzi się ona od Szem-ur. Była to kraina Anunnaki i Nefilim – „luduszew”, ale jak się potem przekonamy, ów wielce czczony „wznoszący się w górę ognisty kamień” -szem-an-na – odgrywał w kulturze Sumeru znacznie ważniejszą rolę i kojarzył się nie tylko ze strzelistymi ognistymi wieżami i niebiańskim metalem.

Z bliżej nie wyjaśnionych w Biblii przyczyn Anunnaki nie byli zadowoleni z wybudowania w Babilonie wieży o strzelistej konstrukcji szem. W Księdze Rodzaju czytamy, że Jahwe i Elohim zstąpili na ziemię i „pomieszali ludziom języ­ki”. W sumeryjskich kronikach znajdujemy mniej więcej to samo, z tą wszelako różnicą, iż według tych źródeł pomieszanie języków nastąpiło wskutek przybycia w ten rejon świata hord najeźdźców, władających różną mową. Inwazja obcych była bezpośrednim następstwem podziału w gronie Anunnakich, albowiem z chwi­lą gdy Anu wycofał się ze Zgromadzenia, na prezesa powołano w drodze głoso­wania jego najstarszego syna Emila:

Bogowie uścisnęli sobie ręce, Rzucili losy i ustalili podział. Anu zatem poszedł do nieba. Ziemię poddano Enlilowi. Morza, jakby pętlą opasane, Dali księciu ziemi, Enki.

 

Enki okazał wielkie niezadowolenie z awansu brata, bo choć Enlil był z nich dwóch starszy, to jego matka (Ki) była młodszą siostrą Anu, gdy tymczasem matka Enkiego (Antu) jego siostrą starszą. Enki dowodził, że tytuł królewski powinien przechodzić według starszeństwa po matce, a zatem to on miał prawo do tronu:

Jestem starszym bratem bogów. Ja jestem tym, który urodził się jako pierwszy syn boskiego Anu.

 

Podczas tej walki o dziedzictwo królestwa syn Enkiego Marduk także wystąpił z roszczeniami do tronu i zmusił Zgromadzenie do oddania mu we władanie większości mieszkańców Sumeru i Akadu. Dlatego Marduk przedstawiany jest w babilońskim eposie Enuma elisz jako bóg Stworzenia, podczas gdy jego ojciec Enki występuje w tej roli w znacznie starszych tekstach sumeryjskich.

Ludzie najwyraźniej zostali sterroryzowani przez Marduka i bali się, że jeśli nie poprą jego panowania, zostaną wyrzuceni z państwa. Potwierdza to Księga Rodzaju, w której nawołują się nawzajem: „Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę (…) uczyńmy sobie szem, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”. Ale niezależnie od powodów, jakimi kierowali się budowniczowie wieży, Enlilowi było tego już za wiele. Straciwszy popularność, on i jego otoczenie przestało opiekować się ludźmi, którzy wybudowali ów potężny szem na cześć Marduka. We­dług relacji z 1960 roku p.n.e. rozpoczęła się inwazja, a dwór Enlila odszedł -Jak wędrowne ptaki”.

Do inwazji, jaka nastąpiła po odejściu Anunnaki, podżegał sam Enlil. Otworzył granice Sumeru dla najeźdźców, a oni zaczęli napływać ze wszystkich stron. Starożytni kronikarze informują, że to on, mściwy Enlil, sprowadził na kraj „wielką nawałnicą”, która zmiotła ludzi lojalnych wobec jego bratanka Marduka:

W wielkich bramach i na drogach piętrzyły się trupy.

Na przestronnych ulicach, gdzie gromadziły się biesiadujące tłumy,

leżały teraz porozrzucane ciała.

Zapełniały ulice i drogi.

Na placach i skwerach, które dawniej wypełniali tancerze,

teraz walały się sterty zmarłych.

 

Ale na tym sprawa się nie skończyła, bo Abram i jego rodzina pozostali wierni Enlilowi i podążyli za swym Najwyższym Bogiem do Kanaanu. Już jako El Eljon, Enlil obiecał Abrahamowi (który w tym czasie zmienił imię), że jego ród zapanuje nad wszelkimi innymi rasami: „I oddaję tobie i twym przyszłym potom­kom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki, i bę­dę ich Bogiem” (Księga Rodzaju 17:8). Ale póki co, nowo ustanowione plemię Hebrajczyków nie panowało w Kanaanie, ponieważ kraj ten miał już władców. Dla tubylców Hebrajczycy byli obcymi przybyszami i jeszcze przez wiele poko­leń cierpieli głód, tułaczkę i kłopoty, jednak El Eljon (zastrzegłszy sobie tytuł Boga nowego ludu Hebrajczyków) stał się również Bogiem miejscowej ludności. Tymczasem Marduk zyskał nowych sojuszników wśród napływowych Amory-tów i doprowadził Babilon do takiego rozkwitu, że państwo stało się wkrótce głównym ośrodkiem nowej cywilizacji.

 

 

Rozdział 10

Drzewo wiedzy

 

Wiedza i wąż

 

Z Księgi Rodzaju (2:9) dowiadujemy się, że w ogrodach Edenu były dwa najważniejsze drzewa: drzewo życia i drzewo poznania dobra i zła (czyli tov i rad). Dalej czytamy, że Bóg zakazał Adamowi jedzenia owoców drzewa poznania dobra i zła, „bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”. Wydaje się zatem, że drzewo życia nie przedstawiało żadnego niebezpieczeństwa – nie powiedziano jednak, w jaki sposób Adam może odróżnić jedno od drugiego.

Potem na scenie pojawia się Ewa (esza – kobieta)2, która – za radą węża -zjada owoc z drzewa poznania, dowiedziawszy się od niego: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. I rzeczywiście, Ewa nie umiera, a Adam także zjada owoc drzewa poznania: „A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i po­znali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”. Nie wiadomo, skąd ci nowo stworzeni ludzie wiedzieli, jak splatać gałązki na przepa­ski. Tymczasem wszystkowidzący Bóg stracił z oczu Adama, zawołał więc: „Gdzie jesteś?”, a na to Adam odparł, że się ukrywa. Bóg, najwidoczniej nieświadom tego, co przed chwilą miało miejsce, pyta: „Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?”. Wówczas Adam oskarżył Ewę, ona zaś węża. Przez cały czas Bóg „przechadzał się po ogrodzie”.

Następnie Bóg rzecze do Elohim: „Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło”. Teraz pojawia się kolejny rekwizyt – drzewo życia. Bóg wyrzuca Adama z ogrodu, mówiąc: „Niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki”. Dlatego nie tylko wypędził Adama z Edenu, lecz jeszcze postawił przed ogrodem cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzegli dostępu do drzewa życia, lecz nie wiadomo, kto i jak strzegł drzewa znajomości dobrego i złego (biblijne połyskujące ostrza są odbiciem ognistej broni z babilońskiego eposu Enuma elisz).

Na zakończenie tej sceny kary Bóg mówi do Ewy: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci (…)”. Do Adama zaś rzecze: „Przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie (…) “. Poza tym, mimo iż Adam nie tknął drzewa życia, na wszelki wypadek pozbawia się go nieśmiertelności. Teraz Adam i Ewa mają zdolność poznania dobrego i złego, a Bóg, z bliżej nie wyjaśnionych powodów, przyjmuje na siebie rolę krawca: „Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich”.

 

Sumeryjski zwinięty wąż Enki, symbol Asklepiosa i Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego

Drzewo życia (kiskanu) uważa się powszechnie za źródło nieśmiertelności, ale przede wszystkim nieśmiertelności królestwa. W gruncie rzeczy drzewo życia (zwane też „rośliną życia” lub „rośliną narodzin”) ma bezpośredni związek z urzędem króla, a jego odgałęzieniem jest zespół pasterzy inwestytury dynastycznej. Symboliczne znaczenie pozbawienia Adama prawa do nieśmiertelności (to zna­czy prawa do następców z jego rodu) przejawia się w tym, że urzędu nie odzie­dziczył najstarszy syn Adama, Set, lecz najstarszy syn Ewy Kain.

No i jak mamy to rozumieć? Czy historia ta w jakimkolwiek stopniu odzwierciedla mezopotamskie kroniki, na których została oparta? Owszem, ale bardzo ogólnie. Lecz najpierw zajmijmy się symboliką węża, którego naturę i obecność przez wiele stuleci mylnie interpretowano. Słowo, które w Biblii ma oznaczać węża, brzmi nahasz. Lecz zanim dodano samogłoski, oryginalny hebrajski rdzeń ma formę NHSZ, co oznacza „odcyfrować” (znaleźć lub wywróżyć).

Od najdawniejszych czasów wąż kojarzył się z wiedzą i uzdrawianiem. Był emblematem egipskich faraonów, symbolem esseńczyków (ascetycznej sekty uzdrowicieli) z Qumran, do dziś, jako wąż Eskulapa, zdobi instytucje medyczne i farmaceutyczne. Nigdy w historii nie reprezentował sił zła i ciemności, cechy te przypisano mu dopiero w późniejszej doktrynie kościelnej na podstawie Księgi Rodzaju. Wizerunek węża ze starożytnej Mezopotamii stał się emblematem Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego i przedstawia się go owiniętego wo­kół drzewa (rośliny, laski) wiedzy i mądrości. W starożytnej Grecji ojcem leka­rzy był Asklepios z Tesalii (około 1200 roku p.n.e.), którego Rzymianie zwali Eskulapem. Elementem jego posągu (pochodzącego z około 200 roku p.n.e.), znaj­dującego się w Muzeum Capodimonte w Rzymie, także jest laska z owiniętym wokół niej wężem. W osiemnastym pokoleniu potomkiem Asklepiosa był lekarz i nauczyciel Hipokrates, a przysięgę Hipokratesa lekarze składają do dziś.

Wąż, który uciął sobie pogawędkę z Ewą, z pewnością nie był prymitywnym, niemym stworzeniem, lecz strażnikiem świętej wiedzy, a z mezopotamskiej historii Adapy (Adama) wiemy, że to Enki go stworzył i obdarzył mądrością i wiedzą:

Kierując się mądrością, on [Enki] obdarzył go umiejętnością objaśniania praw kraju. Dał mu mądrość, lecz nie dał mu wiecznego życia.

 

Mezopotamskie wizerunki węża świadczą o tym, że symbolizował on Enkiego (zwanego też Ea), którego tradycyjnie przedstawiano jako wijącego się jak wąż pana Eufratu. A ponieważ wąż był dawcą mądrości, Enkiego zwano „Enkim-Mędrcem” – jak to ma miejsce w opowieści o Potopie, według której rzucił wyzwanie autorytetowi Enlila, ostrzegając Ziusudrę o zbliżającym się katakli­zmie. Po Potopie, kiedy Enki wraz z Ninhursag poświęcili się eksperymentom genetycznym w „komorze reprodukcyjnej” (domu szimti), jego brat Enlil był prze­ciwny ich planom. Przecież po to wywołał Potop, aby raz na zawsze pozbyć się kłopotów z ludźmi, tymczasem Enki był prawdziwym stwórcą ludzkości.

Ponieważ jest oczywiste, że El Eljon-Jahwe (Bóg Księgi Rodzaju) jest synonimem Enlila, to opowieść o ogrodach Edenu odzwierciedla trwającą w owym czasie wojnę między oboma braćmi z rodu Anunnaki. Enlil uważał, że rodzaj ludzki powi­nien żyć w ciemnocie, pracować i znosić jarzmo Anunnaki. Lecz Enki miał na ten temat zupełnie inne zdanie i twierdził, że czarnogłowych ludzi trzeba nauczać. Jak już wspomniałem, Enki i Ninhursag, zanim dali życie Adapie i Khawie (Adamowi i Ewie), stworzyli co najmniej czternastu nowych śmiertelników. Opowieść o dwóch z nich, Ullegarrze i Zallerarrze, głosi, iż ich zadaniem była uprawa ziemi, wznosze­nie budowli i służenie Anunnaki na każde wezwanie Enlila.

W pierwszej chwili Enlil czynił, co w jego mocy, żeby nie dopuścić, aby Adam i Ewa zdobyli wiedzę większą niż ta, która niezbędna była do pełnienia „służby”, dlatego zabronił im jeść owoce drzewa poznania dobra i zła, strasząc śmiercią. Enki (mądry wąż), powiedział, że to nieprawda i że powinni zdobyć wiedzę: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.

No i okazało się, że Enki miał rację – mężczyzna i kobieta zjedli owoc z drzewa i nie umarli, a Enlil z niezadowoleniem oznajmił, że „oto człowiek stał się taki jak My”. Ale nawet wówczas narzucał swawolę i wysłał Adama, żeby „uprawiał ziemię”, karząc go w ten sposób za nieposłuszeństwo. W Księdze Rodzaju historia Adama i Ewy w tym miejscu się kończy, potem opisane są dzieje ich sy­nów, lecz niektóre pozakanoniczne księgi przedstawiaj ą przygody słynnej pary.

Nagość Adama i Ewy – element tak istotny w relacji Księgi Rodzaju – symbolizowała ich niższą pozycję w dominującym otoczeniu, a okrycie się nie miało nic wspólnego z aspektem seksualnym. Służba i robotnicy Anunnaki byli nadzy, o czym dowiadujemy się z płaskorzeźb pochodzących z tej epoki. Gdy oczy Adama i Ewy otworzyły się, zrozumieli swoją sytuację zbliżoną do pozycji zwierząt domowych. Przedtem zupełnie nie myśleli o swej nagości, ale gdy dowiedzieli się, że są istota­mi niższego rzędu, poczuli się zakłopotani swoją sytuacją i postanowili ją zmienić.

Odzież była przywilejem panów i dlatego w Tabliczkach Adapy czytamy, że gdy Adam został namaszczony na kapłana, „rozkazano, aby przyniesiono mu ubranie i został odziany”. Nie zniechęcony wtrącaniem się Enlila Enki stworzył z własnego nasienia śmiertelnika, którego wyznaczył na przywódcę rodzaju ludzkiego, a inni śmiertelni­cy powstali z krwi Kingu. Atabba (tak brzmiało prawdziwe, historyczne imię Adama) pojawił się około 3800 roku p.n.e. jako pierwszy ziemski kapłan-król starożytnego Sumeru, a jego żoną została Nin-khawa (Pani Ewa lub Pani Życia).

W Eposie o Gilgameszu znajduje się podobna historia Adapy. Tam także mowa jest o ubraniu jako przywileju rasy oświeconej, natomiast zwykli, udomowieni śmiertelnicy byli nadzy. Tu kusicielka powiada do nagiego Enkidu (kolejnego adama, stworzonego przez bogów): „Enkidu, jesteś mądry, jesteś podobny bogom”. Następnie zaznacza jego nowy status, znajdując dlań ubranie.

Panuje powszechne przekonanie, że chrześcijański „grzech pierworodny” miał coś wspólnego z zachowaniem Adama i Ewy w sferze seksualnej, ale ta niedo­rzeczna idea jest propagowana wyłącznie przez Kościół. Tymczasem do momen­tu wygnania Adama z raju ani słowem nie wspomniano o fizycznym kontakcie między nim a Ewą. Jedyny „grzech” popełniła Ewa (w oczach Kościoła symbolizująca kobiety), ponieważ podjęła decyzję na własną rękę, postanawiając sprze­ciwić się Enlilowi i działając w myśl rady Enkiego. Decyzję tę zaaprobował Adam i okazała się ona słuszna. W gruncie rzeczy Ewa nie popełniła żadnego grzechu, ponieważ zakaz spożywania owoców z drzewa poznania został wydany tylko Adamowi i dlatego tylko on został wygnany.

Dopiero w następnym rozdziale Księgi Rodzaju dowiadujemy się, że Ewa podążyła za Adamem, a według Księgi Jubileuszy (3:28) „zamieszkali w krainie Elda”. Tu pełniła obowiązki małżonki, lecz potem wychodzi na jaw, iż pierwszy syn Ewy nie był dzieckiem Adama i dopiero teraz rozumiemy, dlaczego w późniejszych systemach religijnych uznano ją za grzesznicę.

 

Mit Szatana

 

Zanim opuścimy ogrody Edenu (w greckim tłumaczeniu zwanego też Edem albo Rajem), musimy uwolnić nasze umysły od koncepcji Szatana, która w Kościołach chrześcijańskich wiązała się z incydentem między Ewą a wężem. Nigdzie w Księdze Rodzaju nie wspomina się ani w formie bezpośredniej, ani pośredniej o udziale Szatana w tej aferze, tymczasem w powszechnej praktyce uznaje się węża za wysłannika Szatana albo nawet samego Szatana. Czyniono to w celu poparcia spreparowanej przez Kościół koncepcji grzechu pierworodnego Adama i Ewy. Kon­cepcja ta (opracowana przez świętego Augustyna) podobnie jak wiele innych dok­tryn ustalonych przez pierwszych ojców Kościoła wyrosła z ogarniętych seksualnąparanoją umysłów. Ojcowie Kościoła nie tylko po swojemu interpelowali historięAdama i Ewy, ale posunęli się tak daleko, że kilka wersetów Księgi Rodzaju rozwinęli w ogromne prace biograficzne i z tych nieautentycznych opowieści, będącychdziełem czystej fantazji, wyłoniła się znajoma postać Szatana uwodzącego Ewę.

W hebrajskiej wersji Biblii, uznawanej przez główny nurt judaizmu, Szatan w ogóle nie pojawia się w postaci, w jakiej przedstawia go chrześcijaństwo obrządku zachodniego. Według doktryny przyjętej w chrześcijaństwie Szatan jest reprezentantem imperium zła, którego hordy wypowiadają wojnę Bogu i rodzajowi ludzkiemu. Ale postać ta została wymyślona w epoce racjonalizmu i jest jedy­nie baśniowym mitem, nie przedstawiającym żadnej wartości historycznej.

W Starym Testamencie Szatanów (wspominanych zresztą rzadko) przedsta­wia się jako posłuszne sługi albo synów bogów (bene ha elohim), pełniących szczególną rolę strategicznych opozycjonistów. Słowo satan wywodzi się od hebrajskiego rdzenia STN oznaczającego oponenta, przeciwnika lub oskarżyciela, natomiast jego odpowiednik grecki diabolos (stąd diabeł) oznacza opozycjonistę lub rzucającego potwarz.

Do ery chrześcijańskiej słowo „Szatan” (satan) wcale nie miało negatywnych konotacji, a według starej tradycji członków opozycji politycznej nazywano właśnie szatanami. W oryginale Pierwszej Księgi Samuela (29:4) samego Dawida określa się mianem satana (przeciwnika) Filistynów.

Ilekroć w Starym Testamencie pojawia się Szatan z grona bene ha elohim, zawsze postrzegany jest jako członek niebiańskiego dworu, który wprowadza w czyn najbardziej niepopularne rozkazy Boga. Na przykład w Księdze Hioba (1:6-12, 2:1-7) Bóg dwukrotnie wysyła Szatana, aby dręczył Hioba, lecz w ten sposób, by w istocie nie wyrządzić człowiekowi krzywdy. Polecenie to zostaje posłusznie spełnione. W Księdze Liczb (22:22), gdy Balaam postanawia dosiąść oślicy i pojechać z książętami Moabu, Bóg go powstrzymywał: „Jego wyjazd rozpalił gniew Pana i anioł Pana stanął na drodze przeciw niemu” (le-satan-lo). W tym wypadku Szatan „stosując fizyczne przeszkody” działał dla dobra Balaama i na polecenie Boga.

W przedostatniej starotestamentowej Księdze Zachariasza (3:1-2) przedstawia się Szatana jako osobę niezależną, która wdaje się w spór z Bogiem w kwe­stiach społecznych. Żydzi powracający z niewoli babilońskiej dążyli do odzyska­nia swoich rodzinnych siedzib w Jerozolimie, ale zastali tam już arcykapłana

i           członków grupy rządzącej. Bóg w tym sporze stanął po stronie osiadłych Izraeli­
tów, natomiast Szatan wspierał niezadowolonych Żydów. Mimo różnic zdań
w kwestiach politycznych, w postaci i charakterze Szatana nie dostrzega się żadnych ciemnych rysów.

Złowroga postać Szatana (zwanego też Lucyferem, Belzebubem lub Belialem, co oznacza nicponia) pojawia się dopiero w chrześcijańskim dualizmie -koncepcji dwóch skłóconych, lecz jednakowo potężnych bogów. Według róż­nych tradycji Szatan był bratem lub synem Jahwe albo nawet współzawodniczą­cym i agresywnym aspektem jego osobowości. W istocie konflikt między Jahwe a Szatanem odzwierciedla dawną, przedchrześcijańską tradycję symbolicznej walki między światłem a ciemnością, znaną z perskiego mistycyzmu. Tradycja ta prze­niknęła do ascetycznej judaistycznej sekty esseńczyków, która miała swą siedzibę w Qumran, a jej wpływ widać wyraźnie w Nowym Testamencie. Jednak koncep­cja ta nie znajduje odbicia w Starym Testamencie, w którym Szatani odgrywali specyficzną rolę ziemskiej opozycji.

Z jakiej części Biblii zatem wywodzi się ów współczesny chrześcijański wizerunek Szatana? W Księdze Izajasza jest taki fragment (14:12), w którym znaj­duje się przepowiednia upadku Babilonu, a o samym mieście i jego despotycz­nym królu prorok powiada: „Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody?” W wiele stuleci po napisa­niu tych słów spadająca dzienna gwiazda (Wenus) otrzymała przydomek „zwia-stunki światła”, a po przetłumaczeniu na łacinę i nadaniu jej rodzaju męskiego stała się Lucyferem (lucis ferre). Tak więc w Wulgacie świętego Hieronima Lucy­fer pojawia się jako Jaśniejący syn Wenus, podobnie jak 1400 lat później w Raju utraconym Johna Miltona:

(…) siedziby dumnej Lucyfera
Tak nazwanego, aby go przyrównać
Do owej gwiazdy promienistej, którą

Miał przypominać Szatana (..)

 

Ta zlatynizowana forma miała ogromny wpływ, gdy Kościół chrześcijański zaczął tworzyć mitologię Szatana, czyli jeszcze w czasach istnienia imperium rzymskiego. Wiara rzymskokatolicka opierała się na całkowitym podporządkowaniu narodu dominacji biskupów. Aby proces ten przebiegał sprawniej, ko­nieczne było stworzenie określonego wroga – antyboga/antychrysta. Tym wro­giem miał być Szatan, ucieleśnienie zła, przywłaszczające sobie dusze tych wszystkich, którzy nie chcieli Kościołowi okazać bezgranicznego posłuszeń­stwa. Lecz żeby kampania ta uwieńczona została sukcesem, ludzie musieli uwie­rzyć, że diaboliczny Szatan istniał od początku świata, a najstarsze przekazy dotyczyły Adama i Ewy. Problem polegał na tym, że Księga Rodzaju w ogóle nie wspomina o Szatanie, natomiast była tam relacja o Ewie i mądrym wężu. Zdecydowano, że fragment ten można zinterpretować zgodnie z założonym ce­lem – no bo przecież oryginalny tekst był żydowską wersją Biblii, a chrześci­jaństwo odżegnywało się od judaizmu, nawet od przerobionego na zachodnią modłę judaizmu Jezusa.

W owym czasie nie było jeszcze zrozumiałego dla wszystkich chrześcijan tłu­maczenia Biblii. Żydzi dysponowali hebrajską, aramejską i grecką wersją Starego Testamentu, a pierwsza chrześcijańska Biblia istniała w mało znanej kościelnej łacinie, w formie, jaką jej nadał w IV wieku święty Hieronim. Poza Kościołem rzym­skim na Zachodzie spontanicznie powstawały także zgromadzenia chrześcijan w Sy­rii, Egipcie i Etiopii i to właśnie z tych rejonów (w których opór wobec Żydów był silniejszy) pochodzą najwcześniejsze chrześcijańskie wersje Księgi Rodzaju.

Wśród nich znalazła się powstała około VI wieku n.e. wersja egipska i etiopska, zwana Księgą Adama i Ewy, a jej podtytuł głosi: Konflikt Adama i Ewy z Sza­tanem. To obszerne dzieło nie tylko przedstawia Szatana jako główną postać, lecz posuwa się do stwierdzenia, że krzyż Jezusa został wkopany w tym samym miejscu, w którym pochowany był Adam!

Syryjska wersja zatytułowana Księga Jaskini Skarbów (M’arath gazę) opisuje historię począwszy od stworzenia świata po ukrzyżowanie Jezusa. Napisano ją w IV wieku n.e., lecz do naszych czasów przetrwały kopie z VI wieku n.e. I tym razem Szatan występuje jako niezłomny szermierz zła, staje się złowróżbnym, ponurym elementem religijnej aury kreowanej przez Kościół gotyckiej tradycji, która swój najokrutniejszy wyraz znalazła w brutalności katolickiej inkwizycji. W jednym z fragmentów przedstawiono Adama i Ewę mieszkających w jaskini, a Szatan aż czter­naście razy próbuje ich skusić, lecz za każdym razem walczy z nim anioł Pański. Czytamy tam, że ortodoksyjne chrześcijaństwo istniało już przed Adamem i Ewą, a nawet przed Hebrajczykami. Tłumaczy się tam, że słowa Boga „Zstąpmy na zie­mię” odnoszą się do Trójcy Świętej: Ojca, Syna i Ducha Świętego – choć pojęcie to pojawiło się dopiero na soborze nicejskim w 325 roku n,e.

Innym dziełem propagującym tę samą koncepcję chrześcijańskiej Świętej Trójcy jest Księga pszczoły  – znana wśród syryjskich nestorian od około 1222 roku, napisana przez biskupa Szelemóna z Basry w Iraku. Zatytułowano ją w ten sposób, ponieważ zdaniem autora „gromadziła niebiański nektar z kwiatu dwóch Testamentów i świętych ksiąg”, wiążąc tym samym doktrynę chrześcijańską z tradycyjnymi świętymi pismami Żydów, oczywiście we własnej interpretacji.

Jedyne, co można zapisać na korzyść tych dzieł, to to, że zawarta w nich starotestamentowa genealogia jest zgodna ze znacznie starszymi źródłami żydowskimi, jak na przykład z Księgą Jubileuszy. Poza tym są to zmyślone bajdy, mające na celu podważenie historycznych kronik i skłonienie czytelników do uznania dogmatów i zasad dyskryminacji płciowej propagowanych przez chrześcijańskich dostojników. Przedstawiony w nich wizerunek Szatana jest całkowicie zmyślony, kłóci się z ory­ginalnymi sumeryjskimi, kananejskimi i żydowskimi dokumentami.

 

Znamię Kaina

 

Choć znane nam tłumaczenia Księgi Rodzaju stale mówią o Bogu, to jednak trzeba tu z całym naciskiem stwierdzić, iż nie ma w niej takiego słowa. Występuje tam natomiast ogólne pojęcie Elohim oraz rdzeń JHWH (czyli spółgłoski Jod-Haj-Waw-Haj), a ta druga forma tradycyjnie odczytywana jest jako Adonai (Pan) lub Jahwe. Ale ponieważ Żydom nie wolno wymawiać imienia JHWH, zwyczajowo używają oni formy Jod-Jod.

Gdy Abram przeniósł tradycję Enlila-Ela z Mezopotamii do Kanaanu, mówiono o nim, że uzyskał dostęp do niezwykłych tabliczek zapisanych ideograma-mi (symbolami podobnymi do pisma chińskiego). Był to rzekomo „testament za­ginionej cywilizacji – testament wszystkiego, co ludzkość kiedykolwiek znała i co kiedykolwiek pozna”. Sumerowie księgę tę nazywali Tabliczką przeznaczenia, a w ich kronikach napisano, że strażnikami Tabliczki… był Kingu (syn Tiamat) i prawnukowie Tiamat, Enlil i Enki. W żydowskiej tradycji ezoterycznej Tablicz­kę… zwano też Księgą Raziela – zbiorem tajemnic wyrytym w szafirze i odzie­dziczonym znacznie później przez króla Salomona.

Szyfr Tabliczki… znany był jako Ha-Qabala (Kabała), mówiono, że kto go pozna, uzyska wiedzę Ram, najwyższą wiedzę kosmiczną. Imię Ab-ram (lub Avram) znaczy „[Ten], który posiadł Ram”, a określenie to w Indiach, Tybecie, Egip­cie, a także wśród celtyckich druidów oznaczało wysoki stopień wszechstron­nych uzdolnień. Ci, którzy nosili miano Ram, uznawani byli za mistrzów wiedzy kosmicznej. Ram występowało w imionach takich jak Rama, Ramtha i Aram. Z tek­stu Starego Testamentu wynika, że kabała przekazana została przez Abrama (któ­ry potem znany był jako Abraham) jego synowi Izaakowi, potem Jakubowi i tak dalej. Zainteresowanie kabałą osiągnęło szczyt w średniowieczu w północnej Hiszpanii i w Langwedocji w południowej Francji, ale w późniejszych głównych światowych nurtach judaizmu począwszy od XVIII wieku mistyczna kabała zo­stała niemal całkowicie zapomniana, wyparło ją dążenie do zdobywania wartości materialnych.

Wraz z językoznawcami takimi jak profesor Robert Alter, adepci Ha-Qaba-la, w tym także wybitni specjaliści jak Carlo Suarćs, utrzymują, że konwencjonalne pojmowanie Pisma Świętego jest wypaczeniem oryginalnego tekstu. Na­uczanie i tłumaczenia dopasowywano do zwyczajów, przekonań i politycznych poglądów panujących w danym okresie, wskutek czego pierwotne przesłanie daw­no już przestało do nas docierać. W Krwi z krwi Jezusa dowodzę, jak to przebie­gało w wypadku Nowego Testamentu, ale fałszerstwo miało znacznie większy wymiar w odniesieniu do o wiele przecież starszego Starego Testamentu.

Powróćmy teraz do historii Adama i Ewy (Atabby i Hawy). Mistrzowie kabały utrzymują, że kłamcą nie był wąż (Enki), jak się nam to wmawia. Był nim w gruncie rzeczy jego przyrodni brat, Eloh JHWH (Enlil), który powiedział Ada­mowi, iż umrze po zjedzeniu owocu. Enki, wąż, ujawnił prawdę, że Adam nie umrze, a Ewa mu uwierzyła. Eloh JHWH zatem okłamał Adama, którego potem oświeciła Ewa, zatem w rezultacie nie został oszukany. Jak twierdzi kabalista Carlo Suarćs, jedynymi ofiarami oszustwa są czytelnicy i ci, którzy przyjmują wypaczoną naukę.

W pierwszym wersecie rozdziału 4. Księgi Rodzaju Hawa (Ewa) mówi: „Otrzymałam mężczyznę od Pana”. Inne wersje tego fragmentu brzmią: „Wydałam na świat mężczyznę z pomocą Pana” i „Otrzymałam męża od Pana”. Dalej czytamy, że tym nowym mężczyzną (pierwszym synem Hawy) był Qajin – zna­ny z fonetycznej transkrypcji jako Kain. Następnie dowiadujemy się, że urodzi­ła drugiego syna, Hevela – znanego nam jako Abel. Żydowska Midrasz (co ozna­cza „Dociekanie”) – tradycyjny komentarz do Biblii, zwraca uwagę na fakt, iż pierwszy syn Hawy był dzieckiem Pana, podczas gdy drugi – potomkiem Ada­ma. Ale w tym wypadku, mówiąc o „Panu”, Midrasz od razu podaje imię Sa-maela, czyli Enkiego-węża. Imię Samael (lub Szemel) wzięło się stąd, że Enki był bóstwem opiekuńczym królestwa Samal, na wschód od Haranu w północnej Mezopotamii.

Widać więc wyraźnie, że choć Kain i Abel byli synami Hawy (Ewy), to jednak mieli różnych ojców. Podczas gdy Abel to bezpośredni efekt związku Homo sapiens sapiens z Adamem, jego starszy brat Kain to istota wyżej rozwinięta, po­wstał w wyniku eksperymentu klonowania, podczas którego komórka jajowa Hawy została uszlachetniona krwią Enkiego z rodu Anunnaki. Oznacza to, że Qajin (Kain) był dziełem Królewskiego Nasienia.

Mimo iż oryginalny tekst Księgi Rodzaju podkreśla pozycję Qajina i jego dynastyczne starszeństwo, w tłumaczeniach i teologicznych rozważaniach atrybuty te zostały pominięte na rzecz młodszego potomka Hawy, jej trzeciego syna Seta. W Księdze Rodzaju (4:2) czytamy: „Abel był pasterzem trzód, a Kain upra­wiał rolę”. Gdyby werset ten przetłumaczono dokładnie, jego drugi człon brzmiał­by: „Kain uzyskał zwierzchnictwo nad ziemią (adama)” – co rzeczywiście uczy­nił, tworząc królestwo.

Kiedy czytamy (Księga Rodzaju 4:3-5), że na ofiary Abla „Pan wejrzał”, a na „Kaina i jego ofiarę nie chciał patrzeć”, to odnosimy wrażenie, że dary Kaina były w jakimś sensie gorsze. Ale wniosek ten opiera się na przesłance, że ofiara (dowód czci) została przyjęta od Abla jako poddanego, podczas gdy dla Kaina składanie ofiary było czymś niegodnym jego wysokiej pozycji. Księga Rodzaju (4:6-7) wyraźnie daje do zrozumienia, że Kainowi przysługuje prawo starszeństwa nad Ablem.

Przejdźmy teraz do sekwencji, kiedy Kain zabija Abla na polu (Księga Rodzaju 4:8-10), ale słowo, które niewłaściwie przetłumaczono jako „zabił”, to ja-qam, a tekst należało interpretować w ten sposób, że Kain (Qajin) został „wynie­siony” ponad Abla (Hevela). W angielskim tekście napisano, że Kain „powstał” przeciwko swemu bratu, ale w zupełnie niewłaściwym sensie. Sytuację Abla de­terminowała jego pozycja, czas i miejsce. Jego krew została zatem symbolicznie wchłonięta przez ziemię – co należy interpretować w ten sposób, że stał się ziem­ski do tego stopnia, iż niczym nie różnił się od swojej ziemi. Jego historycznie znikoma rola znajduje odzwierciedlenie w jego imieniu, z którym się symbolicz­nie identyfikuje, albowiem hevel oznacza „kłąb mgły”.

Z dalszej części tej opowieści (Księga Rodzaju 4:11-16) dowiadujemy się, że Pan wypędził Kaina na tułaczkę, ale o tym, jak wysoką miał on pozycję, świadczą słowa Boga, który ostrzega, że „ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną po­mstę poniesie. Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spo­tka”. Czyli Kaina nie spotkało przekleństwo, jak to się powszechnie interpretuje, lecz błogosławieństwo i ochrona ze strony Pana, jego ojca, Enkiego-Samaela. Kain zamieszkał w kraju Nod – co oznacza, że żył w ciągłej niepewności (wędrówce).

Często stawiane jest pytanie, kto miałby zabić Kaina, skoro jego rodzice byli (według tradycji biblijnej) jedynymi żywymi istotami. Kwestia ta podnoszona jest w tradycji religijnej najbliższej nam epoki. W czasach starożytnych symbolika Edenu pojmowana była w kontekście cywilizacji sumeryjskiej. Z te­go samego powodu wielu zastanawiało się, w jaki sposób Kain zdołał znaleźć sobie żonę, ale jeśli właściwie pojmuje się historię, odpowiedź na to pytanie sama się nasuwa.

Owo tajemnicze znamię Kaina jest zapewne najbardziej znaczącym elementem historii, bo choć Biblia nie mówi, jak wyglądało, to jednak wiemy, że znamię Kaina jest najstarszym herbem w historii monarchii. W tradycji Midrasz i fenic-kiej znamię Kaina reprezentowane jest przez krzyż wpisany w koło) . Przede wszystkim był to graficzny symbol królestwa, który Hebrajczycy zwali Malkhut (czyli „królestwo” – od akadyjskiego słowa malku = monarcha), dziedzictwo Tiamat, Królowej Smoka.

Według historycznej tradycji Dworu Smoka – bractwa, którego korzenie sięgają starożytnego Egiptu z okresu około 2180 roku p.n.e., zewnętrzne koło zna­mienia Kainowego oznacza węża-smoka pożerającego własny ogon – symbol pełni i mądrości (znany też jako ouroboroś). W później szych emblematach przedsta­wiony jest właśnie w tej formie. Krzyż (zwany Rosi-crucis [grecko-rzymski], od rosi – rosa lub woda i crucis – kubek lub kielich) jest symbolem oświecenia. Z te­go względu święty Rosi-crucis (Kubek Rosy lub Kielich Wody) znakiem zało­żenia królewskiej dynastii. Jak już pisałem w Krwi z krwi Jezusa, kielich (czyli crucis) był sam w sobie symbolem łona – a zatem królewskiej krwi ze strony matki, skąd płynęła Królewska Krew (wody oświecenia). W żeńskiej postaci znamię Kaina przybiera znajomy symbol Wenus, w którym krzyż przeniesiony został na zewnątrz koła, tak więc kobieta (krzyż) zostaje pokonana przez uroborów króle­stwa smoka. Kiedy odwróci się ten znak, a krzyż znajdzie się nad kołem, otrzymamy jedno z insygniów władzy królewskiej, czyli jabłko

W tradycji insygniów królewskich jabłko symbolizuje pełnię, wszystko, co znajduje się w obrębie orbis. Reprezentuje także symboliczne oko wszystkowidzącego – oko Enkiego, którego zwano również „Panem Świętego Oka”. Wła­dza królewska (Malkhut) jest dziedziczona po matce poprzez Tiamat i Lilit, a od imienia Qajin (Kain) pochodzi angielskie słowo Queen (królowa).

Choć słowo ajin kojarzy się z „wszystko widzącym okiem”, to jednak alchemicy przypisują ten symbol raczej „ciemności” (lub „nicości”), ponieważ ma on związek z tajemniczą funkcją móżdżku – tylną częścią mózgu. „Wszystkowidzący” to ten, kto widzi światło w ciemności. Słowo „alchemia”, to złożenie arab­skiego rodzajnika określonego el i egipskiego słowa khame (ciemność). El-kha-me to nauka, która przezwycięża ciemność, czyli przynosi oświecenie na drodze poznania intuicyjnego.

Litera „Q”, występująca w imieniu Qajin (Q ‘ajin) i słowie Queen, jest w metafizyce przypisywana Księżycowi, a khu (Q) to miesięczna (lunarna) istota Bogini.

 

Uroboros

 

Insygnia Dworu Królestwa Smoka Uroboros i Rosi-crucis

 

Boska menstruacja stanowi najczystszą i najpotężniejszą siłę życiową i czczo­na była jako Gwiezdna Łuna. Jej symbolem było wszystko widzące oko (ajiri) przedstawiane w postaci  – kamakala indyjskich mistyków i tribindu szkoły wschodniej. Litera „Q” wywodzi się z symbolu Wenus , który także przypi­sywany był Izis, Ninhursag, Lilit i Kali, nazywanym też „czarnymi, lecz piękny­mi”. Lilit i Kali były imionami tytularnymi. Imię Kali pochodzi od słowa kala (żeński cykl księżycowy), natomiast Ninhursag była w tradycji Panią Życia, mająca swój odpowiednik w Egipcie w postaci bogini-matki Izis. Z jej genu powstał prawdziwy „początek” – Gene Isis, czyli Genesis (Księga Rodzaju) – stąd zaś pochodzą określenia takie jak „genetyka”, „genealogia”, „geniusz” itp. (Oko oświe­cenia przedstawiano także jako trójkąt (A) symbolizujący literę daleth – czyli przejście – do Światła.)

Qajina (Kaina) często nazywa się „pierwszym panem Kowalskim”, ponieważ słowo to oznacza „kowala”. Z tego względu jego imię w Księdze Rodzaju -podobnie jak imię Hevel (Abel) i wiele innych – ma raczej charakter opisowy, nie jest więc prawdziwym imieniem. W tradycji alchemicznej rzeczywiście był on qajinem – wysokiej klasy rzemieślnikiem zajmującym się obróbką metali, po­dobnie jak jego potomkowie, zwłaszcza Tubal-kain (Księga Rodzaju 4:22), czczony przez naukowe wolnomularstwo. Tubal-kain to potężny Wulkan owej epoki -stał na straży Teorii Plutona (wiedzy o działaniu wewnętrznego gorąca), a zatem był wybitnym alchemikiem.

Qajin odziedziczył swe umiejętności po sumeryjskich metalurgach – Mistrzach Rzemiosła, z którymi zetknął się na dworze El Eljona, a najwyższym Mistrzem Rzemiosła był ojciec Qajina Enki. Mówi się o nim, iż “jest kwintesencją wiedzy i  par excellence rzemieślnikiem, który odpędza złe demony napastujące ludzi”. Alchemiczne zainteresowania tej rodziny miały ogromne znaczenie dla jej dziejów, a jej niezwykłe uzdolnienia stanowią klucz do rozwiązania zagadki tajemni­czego biblijnego „chleba życia” i „ukrytej manny”.

Jeżeli Qajin nie było imieniem tego człowieka, to kim on naprawdę był? Sumerowie nazywali go Arpium, synem Masdy i następcą króla Atabby (adamy). Pod różnymi imionami – Masda lub Mazdao – Enki (poprzez swego syna Arpiuma czyli Qajina) stał się protoplastą duchowego mistrza magów Zaratustry (Zoro-astera). Imię Masda (od Mas-en-da) oznacza „ten, który sam się czołga po ziemi” jako wąż – a sumeryjskie imię Arpium jest pokrewne hebrajskiemu słowu aw-wim, co oznacza „węże”. W tradycji perskiej Enki nosił imię Ahura Mazda -Bóg Życia i Światła – zwano go też Ormazdem lub Ormuzdem), co oznacza „nocny wąż”. Mazda oznacza także „Pana” (Ahura Mazda to „Mądry Pan”). W aryj­skiej kulturze Persów to właśnie Ormazd pierwszy stworzył Prawego Męża, czyli odegrał podobną rolę jak Enki w Sumerze.

Małżonkę Qajina (Księga Rodzaju 4:17-24) zwano Luluwa (Perła- klejnot księżycowy). W niektórych chrześcijańskich dziełach pisze się, że Luluwa była córką Ewy, choć w Biblii nie wspomina się jej imienia. Luluwa (a ściślej Luluwa-Lilit) była córką Lilit, a w żydowskiej tradycji talmudycznej. Lilit była pierw­szą towarzyszką Adama przed Ewą.

Z kronik sumeryjskich wynika, że Lilit to wnuczka Enlila-El Eljona, córka jego syna Nergala (Meslamtaei), Króla Świata Podziemnego. Jej matką była z ko­lei Ereszkigal, kuzynka Nergala, a Lilit pełniła rolę służebnicy swej ciotki ze stro­ny matki, Królowej Inanny (Isztar). Lilit wywodziła się z rodu Anunnaki i cho­ciaż wyznaczono ją na tymczasową partnerkę Adama, według Talmudu (Nauki) wzbraniała się przez seksualnymi kontaktami z nim. Jej jedynym cielesnym part­nerem został Enki, ojciec małżonki Kaina Luluwy.

Jak już wspomniano, brat Enlila Enki (pojawiający się w postaci węża) nosił imię Samael. Ha Qabala zatacza pełny krąg do miejsca, w którym rozpoczyna się historia Edenu, stwierdzając niedwuznacznie, że Samael i Lilit nazywam są także Drzewem Wiadomości Dobrego i Złego.

 

Rozdział 11

Królowa niebios

 

Imię, którego nie wolno wymawiać

 

W Księdze Wyjścia czytamy, że gdy Mojżesz rozmawiał z Bogiem na górze Horeb jeszcze przed wyjściem Izraelitów z Egiptu, nie był pe­wien, jak ma Go ludziom przedstawiać. Tłumaczył, że dzieci Izraela będą pytać: „Jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?” (Księga Wyjścia 3:13). To z pozoru dziwne pytanie, niezależnie od faktu, czy historycznie prawdziwe, po­twierdza przynajmniej, że Mojżesz żył w epoce wielobóstwa. Od czasów Abra­hama Hebrajczycy z Kanaanu czcili Enlila-El Szaddaia, którego Kananejczycy zwali El Eljonem – lecz Mojżesz pochodził z Egiptu, gdzie Izraelici byli przy­zwyczajeni do bogów o różnych imionach.

Odpowiedź, jaką otrzymał Mojżesz, była w najwyższym stopniu niejasna. Oto bowiem Bóg powiedział: „Jestem, który jestem (…) Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was (…) JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest moje imię na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia” (Księga Wyjścia 3:14-15).

Mojżesz dowiedział się zatem, że był to w istocie El Eljon, Bóg Abrahama, lecz teraz miał się nazywać „JESTEM”. Następnie Bóg potwierdził (Księga Wyj­ścia 6:3), że Abraham nazywał go El Szaddaiem (Bogiem Góry), ponieważ nie znał jeszcze boskiego imienia JHWH – „Jestem, który jestem”. Werset ten został błędnie przetłumaczony na angielski [i na polski], ponieważ sugeruje, że El Szad-dai oznacza Boga Wszechmogącego, lecz w tradycji mezopotamskiej Enlila na­zywano także Ilu Kur-gal (co znaczy Król Wielka Góra), dlatego Abraham zwra­cał się do Boga hebrajskim odpowiednikiem tego imienia.

Pentateuch nazywa Boga Eloh JHWH, gdy zwraca się do niego w liczbie pojedynczej, i Elohim, gdy przemawia w liczbie mnogiej. Jeśli jednak do rdzenia JHWH dodano samogłoski, powstało imię Jahweh (czyli Jahwe), które znalazło się w powszechnym użyciu jeszcze przed połączeniem Księgi Rodzaju z inny­mi księgami Starego Testamentu. Niezależnie od powszechnej zgody w odnie­sieniu do imienia Boga, w religii Izraelitów nastąpiła znaczna zmiana, której wynikiem było wyniesienie Jahwe ponad wszelkie inne bóstwa Mezopotamii i Kanaanu.

W tradycji starożytnego Sumeru bogowie (Anunnaki) odbywali narady w Nip-pur, gdzie w ważnych kwestiach podejmowali decyzje większością głosów. Lu­dzie czasem byli zadowoleni z wyników głosowania, a czasami nie – ale jak to dzieje się w naszych czasach, przynajmniej rozumieli, na jakiej zasadzie rząd podejmuje decyzje. Jednak od początku istnienia późniejszej kultury Hebrajczy­ków wszystko uległo zmianie, Jahwe bowiem uznany został za jednoosobowego władcę wszechrzeczy.

Poza tym Hebrajczycy uczynili z Jahwe absolut tak abstrakcyjny, że stracił on wszelki fizyczny kontakt z rodzajem ludzkim. W Mezopotamii Ziemia i niebo sta­nowiły odbicie majestatu Natury, której częścią byli ludzie na równi z Anunnaki. Lecz dla tworzącej się kultury hebrajskiej Natura jako całość (w tym Słońce i nie­bo) odgrywała jedynie służebną rolę wobec Jahwe, który stworzył wszystko, co istnieje:

Niebiosa głoszą chwałę Boga,

Dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza. (Psalm 19:2)

Dla Hebrajczyków Jahwe wznosi się nawet ponad Naturą, wskutek tego zniknęła harmonia między nią a ludźmi. W dawnych czasach w Mezopotamii, Kanaanie i Egipcie wszelkie niepojęte przejawy boskości były częścią Natury, ona obejmowała wszystko – i bogów, i ludzi. Wiarę tę na zawsze zniszczyli bi­blijni Hebrajczycy, którzy przedkładali niewolnictwo nad naturalną harmonię. W ten sposób równowaga stosunków człowieka ze światem przyrody została raz na zawsze zachwiana, a poszczególne elementy tworzące Naturę straciły integralność.

Natura (nadal postrzegana jako pierwiastek żeński) czczona była jako wielka dobrotliwa Matka, lecz została usunięta w cień przez nową społeczność uznającą supremację najwyższego boga rodzaju męskiego. Niedostępnego, niewidzialne­go i samotnego Boga, którego imienia nawet nie wolno wymawiać. W później­szym okresie arcykapłan świątyni jerozolimskiej miał prawo wymawiać imię „Jah­we” raz w roku w Dzień Pokuty w obrębie miejsca zwanego Świętym Świętych i to tylko wówczas, gdy inni nie mogli go słyszeć.

Dominujący nurt nowej filozofii opierał się na wszechobecnym strachu przed Enlilem, o którym wiedziano, że wywołał Potop i umożliwił barbarzyńcom znisz­czenie cywilizowanego Sumeru. Było to bóstwo nie znające litości dla nikogo, kto nie uznawał jego dyktatorskiej władzy. Abraham na własnej skórze doświad­czył mściwości Enlila podczas upadku Ur. Nawet nie próbował ratować siebie. Był gotów poświęcić życie swego syna Izaaka, żeby ułagodzić nieprzejednanego Boga. Abraham i jego potomkowie wiedzieli, że potęga Enlila (El Szaddaia/Jah-we) jest niezmierzona i że należy się jej bać. Był tak potężny, że górował nad wszystkim co materialne i niematerialne. Bóg już nie stanowił części Natury, bo, jak od tej pory wierzono, to On ją stworzył.

Słynny orientalista, Henri Frankfort, pisząc w latach 40. naszego wieku refe­rat dla uniwersytetu w Chicago stwierdza: „W religii hebrajskiej – i tylko w he­brajskiej – pradawne więzy człowieka z naturą zostały doszczętnie zerwane. Ci, którzy pragnęli służyć Jahwe, musieli wyrzec się bogactwa, spełnienia i radości życia pulsującego w rytm ziemi i nieba”.

Z czasem zapomniano o prawdziwej naturze Enlila, gdyż nowo wykreowany Jahwe stał się jeszcze bardziej niedostępny. Nie miał osobowości, twarzy i stał się sui generis (jedynym w swoim rodzaju), dlatego jemu tylko przypisywano wszel­kie wartości, niezależnie od ich znaczenia. W rezultacie wrodzona prawość czło­wieka została w znacznym stopniu zdegradowana, w obliczu Boga bowiem nie przedstawiała żadnej wartości:

My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szata. (Księga Izajasza 64:5)

 

Nawet ludzie prawi, górujący cnotą nad wszystkimi innymi, byli degradowa­niu w porównaniu z absolutnym bóstwem, a wiernym wmówiono, że są mało warci wobec istoty wyższej:

Czyż u Boga człowiek jest niewinny,

czy u Stwórcy śmiertelnik jest czysty? Wszak on sługom swoim nie ufa:

i w aniołach braki dostrzega. A cóż mieszkańcy glinianych lepianek, J których podstawy na piasku? (Księga Hioba 4:17-19)

Pojęcie tak bezwzględnego i nieubłaganego Boga było obce przedhebrajskiej kulturze Bliskiego Wschodu i wytworzyło chorobliwą wręcz pogardę dla sztuki figuratywnej. Wokół kwitły sztuki czerpiące natchnienie z religii – poezja i mu­zyka – ale czy po starożytnych Hebrajczykach pozostało jakieś twórcze dziedzic­two? Nie, bo nie istniało. Z zasady uznawali oni, że talent artystyczny nic nie jest wart, jest niczym w porównaniu z groźnym majestatem Jahwe. Nic dziwnego, że badacze wątpią w autentyzm starotestamentowych opowieści, ponieważ po gło­szącej znikomość tego świata epoce patriarchów nie pozostały żadne dowody roz­woju kultury materialnej. Ludziom wmówiono, że wszelkie ambitne zamierzenia są skazane na fiasko.

W późniejszym okresie właśnie z tym kompleksem niższości walczył Jezus. Próbował przekonać Żydów i nie-Żydów, ułomnych i trędowatych, że wszyscy mają prawo do poczucia własnej wartości i godności, lecz zostali pozbawieni tego prawa przez przywódców religijnych. Jezus przybył z misją przywrócenia równo­ści, harmonii i jednakowych przywilejów, elementarnych zasad zjednoczonego,, duchowo płodnego społeczeństwa, lecz jego ambicje nigdy nie zostały zaspoko­jone. W końcu pokonały go starożytne, sekciarskie dogmaty o podporządkowa­niu jednostki zbiorowości religijnej i ludzie znowu zostali skazani na egzystencję w pustce bezosobowości. Do dziś mesjanistyczne marzenia przetrwały w legen­dzie o dziedzictwie świętego Graala, która głosi, że „dopiero wówczas, gdy zago­ją się rany Króla-Rybaka, pustynna kraina znowu stanie się płodna”.

 

Małżonka Jahwe

 

W swej wnikliwej pracy The Paradise Papers amerykańska rzeźbiarka i hi­storyk sztuki Merlin Stone pisze, że od dzieciństwa uczono ją, iż jej największym grzechem jest to, że urodziła się dziewczynką. Według Pisma Świętego (Księga Rodzaju 3:16) została stworzona do rodzenia dzieci w bólu za to, iż popełniła wielki grzech – przyszła na świat jako kobieta. W swym niedawnym kazaniu słynna amerykańska kaznodziejka J.Z. Knight z Ramtha’s School of Enlighten-menf wypowiadała się w tym samym duchu: że tak samo jak wszystkim kobie­tom na świecie wpajano jej poczucie winy i wstydu za to, iż urodziła się jako córka Ewy. Niestety, wypowiedzi tego rodzaju jest wiele, ponieważ pozycja ko­biet przez stulecia podlegała systematycznej deprecjacji przez dogmaty budowa­ne na błędnej interpretacji tekstu Biblii. Celowo wprowadzani w błąd nauczycie­le od dawna głoszą, że tylko mężczyzna (Adam) został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, natomiast kobieta (Ewa) jest jedynie istotą pośledniejsze­go rzędu, powstałą z jego ciała, która na domiar złego dopuściła się grzechu. Tym­czasem tekst Księgi Rodzaju (nawet we współczesnych, oficjalnie uznanych tłu­maczeniach) głosi: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. Widzimy więc, że mowa tu o czło­wieku w sensie rodzaju ludzkiego, a nie wyłącznie o mężczyźnie.

Z powodu zdominowania sfery życia płciowego przez mężczyzn charaktery­zująca wcześniejsze cywilizacje duchowa harmonia między mężczyznami i ko­bietami zupełnie zniknęła, zapanowała natomiast cześć dla męskiego bóstwa, którą – obecnie zwiemy „religią”, tymczasem cześć oddawana pierwiastkowi żeńskiemu nosi nazwę „kultu”. Ale dawniej tak nie było. Koncepcja hebrajskiego „Jedynego (męskiego) Boga” otrzymała ostateczny kształt dopiero w 70 lat po uprowadze­niu Żydów w niewolę babilońską (około 606-536 roku p.n.e.). Po powrocie Izra­elitów do Jerozolimy i Judei pierwszych pięć Ksiąg Mojżeszowych zostało ze­branych w dzieło zwane przez Żydów Torą (Prawem), natomiast później stopniowo przez 400 lat dodawano inne księgi Starego Testamentu. Całość miała stanowić dziedzictwo Żydów w postaci świętych pism (hagiohrafii) i natchnąć ich duchem profetyzmu w epoce niepokojów społecznych. Ale jeszcze przed babilońskim najazdem bogini Asztoret była w kulturze Hebrajczyków postacią równie ważną jak Jahwe.

Semitysta Raphael Patai twierdzi, że imię Jahwe pochodzi od czterospó-łgłoskowego hebrajskiego rdzenia „JHWH”, do którego – czasem prawidłowo, czasem nie – dodawano dwie samogłoski. Pierwotnie owe cztery spółgłoski (któ­re ostatecznie stały się akronimem Jedynego Boga) symbolizują czterech człon­ków Niebieskiej Rodziny: J to El Ojciec; H to Matka; W odpowiada Synowi Baalowi, a H Córce Anat. Asztoret (Panią Morza Aszera, Przodkinię Bogów) często nazywano Elat, a miała ona podobno z Elem-Jahwe siedemdziesięciu po­tomków, w tym Baala, Anat i ich braci Mota i Jamma. W Starym Testamencie czytamy, że około 1100 roku p.n.e. „synowie Izraela usunęli Balów i Asztarty i służyli tylko samemu Panu” (Pierwsza Księga Samuela 7:4), lecz już wkrótce potem kult Asztoret powrócił wraz ze zbudowaniem Świątyni Salomona. Pierw­sza Księga Królewska (11:5) donosi, że król Salomon zaczął czcić Asztoret, a miejsce Święte Świętych Świątyni miało symbolizować łono boskiej Matki. Jako najważniejsza małżonka Jahwe, Asztoret stanowiła integralną część życia religijnego Judy aż do reformatorskich poczynań króla Jozjasza w okresie in­wazji Babilonu.

Imię bogini w formie Asztoret albo Aszera[9] wymieniane jest w Starym Te­stamencie aż czterdzieści razy. Pojawia się także w Tabliczkach z Tell el-Amar-na (listach wysyłanych z Mezopotamii do faraonów egipskich), jak również w kananejskich tekstach znalezionych w Ras Szamra. Ponadto piśmiennictwo z tego okresu wspomina o drewnianych bożkach płodności zwanych Aszera, przed­stawianych niekiedy tylko w postaci pnia z pozbawionymi liści gałęziami. Po­dobnie jak El-Jahwe (Enlil), Asztoret była pierwotnie bóstwem Mezopotamii. W Babilonie zwano ją Aszratum, w Asyrii znana była jako Aszirat, małżonka wielkiego boga Aszura, który był odpowiednikiem sumeryjskiego Enlila i he­brajskiego Jahwe. Amoryci nazywali Enlila Amurru z przydomkiem „Pana Góry”, równoznacznym z jego innymi imionami – Ilu Kur-gal i El Szaddai. Dlatego Aszi­rat (Asztoret) utożsamiano z małżonką Enlila – Ninlil.

Reasumując, mamy do czynienia z sytuacją, w której w różnych rejonach ten sam bóg i ta sama bogini znani byli pod odmiennymi imionami. Bogini to Aszera, Elat, Aszratum, Aszirat i Ninlil (czyli Sud), natomiast bóg nosił imiona Enlil, Ilu Kur-gal, Aszur, Amurru, El Eljon, El Szaddai i Jahwe.

Inną wielką boginią Hebrajczyków była Anat, córka Jahwe i Asztoret. Królowa Niebios, znana także jako Astarte, czyli „łono”. W gruncie rzeczy wszystkie te bó­stwa miały po dwa imiona – imię właściwe i przydomek. Podobnie jak Asztoret była nazywano także Aszerą, tak i El Eljona zwano Jahwe. Ich syn Hadad znany był pod imieniem Baal (co oznacza Pan), natomiast jego bracia Mot i Jamm nosili także imiona Gazir i Nahar. Jamm określany był jako „sędzia” (oskarżyciel), był więc szatanem jak wszyscy sędziowie. W Księdze Sędziów (3:31) szatan-sędzia Szamgar był także synem Anat. W Samarii na północy Judei Baala znano pod imie­niem Baal-zebul (lub Baa-zebub), co oznacza „Znakomity Pan”, lecz tytuł ten został celowo przekręcony w chrześcijańskim Nowym Testamencie i od tego cza­su Belzebub zyskał określenie „władcy złośliwych duchów”.

Imiona bóstw występowały także w liczbie mnogiej. Elohim to liczba mnoga od El lub Eloh. Liczbą mnogą od Asztoret było Aszterot, od Anat – Anata, a od Baala – Baalim. W Księdze Sędziów (10:6) czytamy, że Izraelici po śmierci Moj­żesza „zaczęli czynić to, co złe w oczach Pana. Służyli Baalim (Baalom) i Aszte­rot (Asztartom) (…) a opuścili Pana i nie służyli Mu”.

Jako Królowa Nieba córka Jahwe Anat przedstawiona jest w Księdze Jere-miasza (44:15-19). Uznawana też była za najwyższą boginię miłości i wojny, pa­lono przed jej posągami kadzidło, pieczono ciastka z jej podobizną. Jej królewska siedziba znajdowała się w Bet Anat (lub Anatot), na północ od Jerozolimy. Miej­scowość ta, nosząca obecnie nazwę Anata, była także miejscem urodzenia proro­ka Jermiasza, syna arcykapłana Chilkiasza. Jako bogini wojny, Anat często przy­bierała postawę tak agresywną, że jej brat Baal prosił ją, aby „nie wszczynała wojen na ziemi” i „wygasiła wszelkie konflikty”.

W tradycji żydowskiej Ha Qabala żeńskie bóstwa Asztoret i Anat (będące-żoną i córką Jahwe) zlały się w jedną duchową istotę – wszechogarniającą mał­żonkę Szekinę. Imię to pochodzi od hebrajskiego bezokolicznika sz ‘kinah – „prze­bywać” – i w końcu I wieku n.e. Szekina (Asztoret-Anat) stała się boginią-matką Żydów, o czym dowiadujemy się z Targum Onkelos – aramejskiej Biblii, która pojawiła się wkrótce po śmierci Jezusa. Rabbi Jehoszua z Siknin pisał w I wieku n.e., że „gdy tylko wzniesiono Święty Przybytek, Szekina zstąpiła z nieba i za­mieszkała wśród nich (dzieci Izraela)”. Szekina była małżonką i przedstawiciel­ką Boga na Ziemi; jej pierwotnym domem stał się święty Przybytek (Miszkan), potem zaś zamieszkała w świątyni Asztoret, wybudowanej przez Salomona w Je­rozolimie.

Szekina była odbiciem Ducha Świętego – symbolem Mądrości (po grecku Sofia, po hebrajsku Hochma). Reprezentowała Jahwe, ale była jego przeciw­niczką w kwestii systemu kar, o czym dowiadujemy się z nauk Salomona zawar­tych w Księdze Przysłów (24:29): „Nie mów »Jak mi zrobił, tak ja mu też zrobię, każdemu oddam według jego czynów«”. Jest to sprzeczne z nauką Jahwe: „Oko za oko, ząb za ząb”, tą samą, którą głosił Enlil w starożytnym Sumerze i za co był krytykowany przez swoją siostrę Ninhursag, pierwowzór Szekiny.

Przeciwstawiając Jahwe żeńską mądrość Sofii, Stary Testament głosi w Księ­dze Przysłów (8:29-30):

Gdy Morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły,

gdy kreślił fundamenty pod ziemią, Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim,

 

Tradycja Ha Qabala sięga daleko poza czasy Adama i Ewy, którym jej ta­jemnice objawił Enki (Samael) i Lilit – oboje nazywani przez kabalistów „Drze­wem Mądrości”. Qabala znaczy „tradycje”, kładzie nacisk na intuicyjne poznanie prawdy absolutnej, objawionej przez starożytnych Mistrzów- wiel­kich Władców, którzy wydobyli świat z pierwotnego chaosu. Jednym z tych władców była Mądrość (Duch Święty), która zawsze reprezentowała pierwia­stek żeński „unoszący się nad wodami” u zarania biblijnego czasu, o czym czy­tamy w pierwszym wersecie Księgi Rodzaju. Mądrością była Tiamat, Mądro­ścią była Sofia, Mądrością była Asztoret-Anat i Mądrością była Szekina, ucieleśnienie ich wszystkich.

Szekina zagubiła się w żydowskiej diasporze. Mieszkała w świątyni jerozo­limskiej, lecz ta została zburzona podczas inwazji Babilonu (około 586 roku p.n.e.). Odbudowano ją później, lecz znowu zburzyli ją najpierw Syryjczycy, potem Rzy­mianie i Szekina nigdy już nie wróciła, a Jahwe jako jedyny panował nad świa­tem. Ha Qabala twierdzi, że nie mógłby wypełnić tego zadania bez pomocy mał­żonki, która była źródłem mądrości.

W miarę upływu stuleci doktryny Ha Qabala rozwijały się. W pełnym roz­kwicie funkcjonowały w XIII wieku w Europie i były niezmiernie popularne do XVIII wieku, czyli do czasu, gdy kultura industrialna zaczęła wypierać mistyczny judaizm. Najważniejszym dziełem kabalistów jest księga zatytułowana Sefer ha Zohar (Księga Wspaniałości), napisana literackim językiem aramejskim i zawierająca prawie milion słów stanowiących wykładnię filozofii Pisma opar­tej na najstarszych tradycjach żydowskich. Opracował ją w 1286 roku Moses de Leon z Kastylii (Hiszpania), a jej treść przypisywano żyjącemu w II wieku n.e. palestyńskiemu mistykowi Szimeonowi ben Johai. Zohar jest komentarzem do pięciu Ksiąg Mojżeszowych (Tory, czyli Pentateuchu} i wraz z Biblią i Tal-mudem stanowi podstawowe dzieło kanoniczne uznawane przez mesjanistycz-ny odłam Żydów żyjących od kilkuset lat w diasporach w krajach Azji, Afryki i Europy.

W średniowieczu przez setki lat Żydzi byli ścigani i mordowani z inicjatywy chrześcijańskiego papiestwa, a ponieważ Jahwe postrzegany był jako Bóg Gnie­wu, istniała głęboka potrzeba przywrócenia macierzyńskiego aspektu żydow­skiego bóstwa. Księga Liczb (21:14) wspomina o starej Księdze Wojen Pana, któ­ra powstała wcześniej niż Stary Testament, ale nie została doń włączona. Inne przedbiblijne teksty hebrajskie, wymienione, lecz nie wchodzące w skład Starego Testamentu, to Księga Pańska (Księga Izajasza 34:16) i Księga Sprawiedliwego (Księga Jozuego 10:13, Druga Księga Samuela 1:18).

W średniowieczu pozbawieni własnej państwowości i tułający się po świe­cie Żydzi odczuwali potrzebę pierwiastka żeńskiego reprezentującego mądrość bogini, dlatego w owym czasie coraz częściej zwracali się ku Szekinie. Ocze­kiwali z utęsknieniem powrotu małżonki Jahwe, uosobienia kobiecości, która pośredniczyłaby między nimi a Bogiem, traktującym ich niezbyt łaskawie. Był ich wszechmocnym plemiennym Panem, obiecał Abrahamowi wynieść jego ród ponad wszystkie inne narody, lecz dotychczas Żydów spotykały wyłącznie nieszczęścia i prześladowania. Tak więc w tradycji Zohar Szekina zyskała no­we imię Matronit (od łacińskiego słowa matrona, oznaczającego zamężną ko­bietę).

Wizerunek Matronit niezbyt przypominał Asztoret, raczej bliższy był jej cór­ce Anat, Królowej Nieba. W starożytnym Sumerze Anat nosiła imię Inanna, w tra­dycji syryjsko-fenickiej nazywano ją Astarte, w Akadzie była to Isztar, siostra greckiej bogini Afrodyty. Anat symbolizowała sprzeczne wartości – była uoso­bieniem Wenus, bogini miłości i wojny, istoty lubieżnej, a zarazem dziewicy. Była jednak również bohaterską Matronit, która przeniosła Mojżesza z Góry Nebo do tajemnego miejsca pochówku. Ponieważ reprezentowała siebie samą i Asztoret, Anat była zarazem Matronit i Szekiną, a odnowiony związek między nią a Jahwe Żydzi uznający Zohar nazwali Caddig (Sprawiedliwość).

Choć w tradycji hebrajskiej nie przyznawano jej prawa do posiadania siostry, to jednak Anat (Inanna) miała w sumeryjskim panteonie starszą siostrę, którą była groźna Ereszkigal, Królowa Świata Podziemnego. Jako najstarsza kobieta z linii Królowej Smoka Tiamat, Ereszkigal otrzymała wspaniałe dziedzictwo „Królestwa”, które Hebrajczycy zwali Malkut. Główna spadkobierczyni Malkut Ereszkigal po­równywana była do drogocennego kamienia – „perły” – czyli luluwy (które to imię nosiła jej wnuczka, małżonka Kaina). W pracach poświęconych Zohar Gershom Scholem, profesor Wydziału Studiów Wiedzy Tajemnej na Uniwersytecie Hebraj­skim w Jerozolimie, pisał w 1941 roku, że relacje Zohar o córce Ereszkigal Lilit w całości dotyczą tradycji wielkiego Smoka – a Smokiem był Malkut.

Ponieważ Hebrajczycy lekceważyli Ereszkigal na korzyść jej młodszej sio­stry Inanny (Anat), pojawił się pewien problem techniczny w związku z pozycją Anat jako Szekiny-Matronit, albowiem w żydowskiej Zohar to właśnie Szekina-Matronit urodziła anioła Metatrona wraz z jego siostrą Lilit. Jednakże w orygi­nalnej tradycji sumeryjskiej Lilit była córką Ereszkigal, Królowej Świata Pod­ziemnego; podczas gdy jej młodsza siostra Inanna (Anat) nie miała potomstwa. Metatronem (od meta-ton-thronon, co oznacza „najbliższy boskiego tronu’) był ojciec Lilit, król Nergal (Meslamtaea), który jako syn Enlila-Eloha JHWH był odpowiednikiem hebrajsko-kananejskiego Baala (patrz: Wielkie Zgromadzenie Anunnaki, s. 204). Dokładniej mówiąc, Anat nie była owym tradycyjnym du­chem Mądrości (czyli Sofią), ponieważ przywilej ten należał się przedhebrajskiej Ereszkigal i było to dziedzictwo jej córki Lilit, której imię wywodzi się od słowa lilutu (w tradycji akadyjsko-asyryjskiej „duch wiatru”).

Izraelici musieli więc wnieść nieco poprawek do struktury rodzinnej mezo-potamskiego panteonu (na przykład twierdzili, że Anat/Inanna jest córką, a nie wnuczką Enlila-Eloha JHWH), zmodyfikowali też mezopotamski obyczaj obcho­dów święta Szabatu. Było to comiesięczne święto pełni księżyca, ale Hebrajczycy przekształcili je w cotygodniowe obchody i zmienili nazwę na Sabbath. Sab-bath był nie tylko dniem odpoczynku, lecz symbolizował święto Szabbat (Szab-batu), najtajniejszej istoty Małżonki Jahwe – Szekiny-Matronit. W okresie nie­woli od 586 roku p.n.e. powiadano, że Szekina-Matronit-Szabbat błąka się po Ziemi w oczekiwaniu na ponowne połączenie się z Jahwe. Nadal jednak pozosta­ła matką gromady Izraelitów i przyłączała się do nich w każdy piątkowy wieczór, zapowiadając nadejście Sabbathu. Dlatego w synagogach witano ją tradycyjny­mi słowami pieśni Lekha Dodi (Przybądź, mój przyjacielu).

Przybądź mój przyjacielu, by spotkać Małżonkę. Chodźmy powitać oblicze Sabbathu.

Chodźcie, wyjdźmy na spotkanie Sabbathu, Bowiem ona jest źródłem błogosławieństwa, Spływającego z dawnych czasów.

Współczesna tradycja Talmudu opiera się właśnie na poszukiwaniu żeńskie­go pierwiastka. Jak wiemy, Jahwe był JHWH, czyli czterema osobami: Ojcem, Matką, Synem i Córką. Lecz Małżonka (dziedzictwo córki) zawieruszyła się pod­czas wygnania, tak więc bóstwo pozostaje jedynie JHW. Utrzymuje się, że tylko po ponownym połączeniu się z Małżonką (Szekiną-Matronit-Szabbat) Bóg może znowu w pełni stać się JHWH (Jahwe).

 

Rozdział 12

Dziedzictwo pustynnego kraju

 

Wiara strachu

 

Poprzez kombinację cech charakterystycznych dla Asztoret, Anat, Eresz-kigal i drogą skojarzenia także Ningal (córki Asztoret i matki Anat) He­brajczycy w niewoli stworzyli postać Jednej Bogini, która odpowiadała ich kon­cepcji Jedynego Boga. Z punktu widzenia religii było to właściwe posunięcie, ale w jego rezultacie indywidualne cechy postaci z historii Sumeru uległy zatarciu, zlewając się w tajemniczej osobowości Szekiny-Matronit, której także nie spo­sób było dokładnie określić, ponieważ zagubiła się w okresie wygnania. Oznacza to, że gdy pisano Księgę Rodzaju, trzeba było niektóre oryginalne mezopotam-skie kroniki dopasować do nowej sytuacji i choć Ha Qabala i Ha Zohar zacho­wały przekaz o pierwszej żonę Adama Lilit, to w Księdze Rodzaju wspomina się już tylko o Ewie. Gdyby Lilit wprowadzono do kanonu, to wówczas rozchwiała­by się cała koncepcja „pierwszego mężczyzny” i „pierwszej kobiety”, a także Je­dynego Boga i Jednej Bogini (owego enigmatycznego Ducha Świętego).

W trakcie tych manipulacji największy problem dla hebrajskich kompilato­rów Pisma stanowiła Lilit. Nie można jej było łączyć ani z Jahwe, ani z Adamem, ponieważ jej małżonkiem z rodu Anunnaki był Enki (Samael), on zaś z kolei był bratem Enlila-El Eljona, który stał się Jahwe. Najwyraźniej w tym nowym ukła­dzie Jahwe nie mógł mieć brata – a już z pewnością nie takiego, który występo­wałby przeciwko niemu w kwestiach społecznych. Ale z historycznego punktu widzenia to Enki (a nie Enlil) stworzył Adama (Atabbę) i Ewę (Nin-khawa); to Enki przekazał im prawo do kabalistycznej mądrości i to on wyznaczył Atabbie stanowisko kapłana-króla. Te wszystkie fakty znano w Mezopotamii i Kanaanie; spisano je i stały się dostępne dla każdego w świątynnych archiwach Babilonu, a więc nie sposób było je ignorować, można natomiast było je po swojemu inter­pretować. Enkiego, uznawanego za bohatera Sumeru, przedstawiono (zgodnie z jego symboliką) jako nieznośnego węża, a w wizerunku tym mogła mieścić się także Lilit, ona to bowiem przejęła matriarchalne dziedzictwo królestwa: Mal-kut – wszechwładzę Smoka.

W oryginalnych sumeryjskich przekazach Enki i Enlil często znajdowali się w politycznej opozycji, przy czym Enki był nastawiony bardziej liberalnie, pod­czas gdy Enlila cechowała surowość. Podobnie jak w wypadku współczesnych politycznych oponentów, żaden z nich nie miał absolutnej racji we wszystkim, a ich opinie poddawano głosowaniu podczas Wielkich Zgromadzeń Anunnaki. Lecz Hebrajczycy w niewoli babilońskiej opowiedzieli się bez zastrzeżeń po stronie Enlila-Jahwe. Dla tych dzieci Izraela (twórców Starego Testamentu) Jahwe „za­wsze miał rację”. Zapowiedział Adamowi, że umrze po zjedzeniu owocu drzewa poznania, i choć okazało się to nieprawdą, to jednak Jahwe musiał „mieć rację”. Tymczasem węża (Enki), który mówił prawdę, tłumacząc Adamowi, że nie tylko nie umrze po zjedzeniu owocu, ale stanie się mądry jak Elohim, uznano nie tylko za „kłamcę”, lecz także za złego ducha, bo śmiał być szczery i zaprzeczał słowom Jahwe.

Ta pogmatwana i nie przystająca do rzeczywistości koncepcja Jahwe, który miał rację, gdy się mylił, był szczery, gdy kłamał, wynikała z głęboko wrośnięte­go w psychikę Hebrajczyków lęku przed jego mściwością i niepohamowanym gniewem. Czy jako Jahwe (w Księdze Rodzaju), czy też jako Enlil (w mezopo-tamskich kronikach), zawsze pozostawał tym, który podżegał do semickiej inwa­zji, w wyniku której nastąpiło „pomieszanie języków” i upadek Sumeru. To on spowodował katastrofalny Potop. On sprawił, że Sodoma i Gomora zostały zrów­nane z ziemią i to nie z powodu występków, jak głosi Księga Rodzaju (18:20), lecz dlatego, że ich mieszkańcy odznaczali się ogromną wiedzą i intuicją, o czym czytamy w napisanej w języku koptyjskim księdze Parafraza Szem. To Jahwe wypędził Izraelitów z rodzinnej ziemi, oddając ich na 70 lat w niewolę królowi Nabuchodonozorowi II i jego pięciu babilońskim następcom – po króla Belsazar (545-539 p.n.e).

Dlaczego Jahwe tak srogo potraktował Żydów, oddając ich w niewolę na ob­cej ziemi? Dlatego, że – jak czytamy w Drugiej Księdze Królewskiej (21:3)-eksJoról Judy Manasses wzniósł ołtarze synowi Jahwe Baalowi. Nie miało znacze­nia, że wnuk Manassesa król Jozjasz zburzył te ołtarze za zgodą i poparciem ludu (Druga Księga Królewska 32:12). Jahwe i tak postanowił się zemścić, mówiąc: „I wytrę Jeruzalem, tak jak wyciera się miskę, a po wytarciu obraca się dnem do góry. Odrzucę resztę mego dziedzictwa, wydam je w ręce nieprzyjaciół (…) po­nieważ czynili to, co jest złe w moich oczach, i obrażali Mnie od chwili wyjścia ich przodków z Egiptu aż do dnia dzisiejszego” (Druga Księga Królewska 21:13-15). Następnie wyjaśniono, że: „Jedynie z powodu gniewu Pana przyszło to na Judę po to, by go odrzucić od oblicza Jego skutkiem grzechów Manassesa, odpo­wiednio do wszystkiego, co popełnił” (Druga Księga Królewska 24:3).

Tylko z powodu zemsty Jahwe za czyny, które popełnił dawno już nieżyjący król, Święte Miasto i świątynia wszystkich Żydów zostały unicestwione, a Izra­elici i ich rodziny (w sumie dziesiątki tysięcy ludzi) przez wiele dziesięcioleci” pozostawali w niewoli w zupełnie obcym środowisku. Po powrocie do Jerozoli­my i Judei mieli wszelkie powody obawiać się zemsty Jahwe, przekształcili więc strach w uwielbienie i absolutne posłuszeństwo, a uczucia te miały niezatarty wpływ na wszelkie późniejsze dzieje religii żydowskiej i chrześcijańskiej, której wyznawców nazywano „bojącymi się Boga”, „bogobojnymi”.

W 539 roku p.n.e. król perski Cyrus II zdobył Babilon i opanował królestwo. Następnie ożenił się z żydowską księżniczką Meszar, a jej bratu Zerubbabelowi pozwolono w 536 roku p.n.e. wyprowadzić uwolnionych Izraelitów. W ciągu na­stępnych stuleci Babilon przeżywał najazdy rozmaitych wojsk, w tym armii Alek­sandra Macedońskiego, który zmarł tu w 323 roku p.n.e. Inni najeźdźcy przyby­wali z Syrii i rejonu Morza Czarnego. Rok po roku Babilon ulegał coraz to nowym agresorom i popadał w coraz większą ruinę, a w 600 roku n.e. to niegdyś ogrom­ne, kwitnące miasto zostało zupełnie opuszczone. Kanały nawadniające wyschły, urządzenia irygacyjne przestały działać, a żyzna kraina przeobraziła się w ogromną pustynię. Po wielu stuleciach Babilon i inne wspaniałe miasta Mezopotamii znik-nęły pod zwałami mułów i piasków nawiewanych z ogromnej postaci płaskowy­żu Szinar, podobnie jak Pompeje zasypane zostały popiołem i lawą wydobywa­jącą się z Wezuwiusza w 79 roku n.e. Pisane dzieje rodu Anunnaki zniknęły pod ziemią, a tabliczki zawierające kroniki Sumeru i Akadu, które hebrajscy zakład­nicy w VI wieku p.n.e. mogli przeczytać, leżały zapomniane pod piaskami pusty­ni. W gruncie rzeczy zostały zapomniane już dawno temu, w okresie ogólnego zamętu i politycznych wstrząsów.

Tak więc przez prawie 2 tysiące lat Stary Testament był jedynym znanym zapisem mezopotamskiego okresu patriarchalnego. Nikt nie umiał orzec, czy były to fakty, czy też fikcja, ale ponieważ przez cały okres średniowiecza stanowił fundamentalne dzieło kultów religijnych Bliskiego Wschodu i Europy zachod­niej, uznano go za przekaz historyczny. Dopiero w latach 50. XIX wieku zaczęto odkopywać pierwsze pieczęcie cylindryczne i glinianie tabliczki, a nie dalej jak w latach 20. (czyli zaledwie 70 lat temu) dokonano w Mezopotamii (Iraku) od­kryć na wielką skalę i przetłumaczono znalezione teksty. Jednocześnie od 1929 roku w Ras Szamra w północno-zachodniej Syrii zaczęto znajdować duże zbiory starożytnych tekstów kananejskich.

Dzięki tym ostatnim odkryciom jesteśmy mądrzejsi niż nasi przodkowie, po­nieważ mamy dostęp do dokumentacji sumeryjskiej i akadyjskiej, która umożli­wiła Żydom w niewoli babilońskiej spreparowanie własnej genealogii. Wiemy obecnie, że relacje zawarte w Biblii nie są dokładną transkrypcją dawnych kro­nik, lecz raczej zestawem dokumentów zniekształcających oryginalne zapiski tak, aby służyły nowej doktrynie religijnej i kulturowej. Była to doktryna Jedynego Boga Jahwe doktryna zrodzona ze strachu, sprzeczna z wszelką tradycją oraz du­chową kulturą współczesnych i poprzednich cywilizacji.

Twórcom Starego Testamentu można więc zarzucić, iż kroniki prawdziwych zdarzeń zinterpretowali zgodnie ze z góry przyjętym założeniem, wskutek czego powstała zaskakująco niespójna kompilacja, z której wyłania się Bóg jako istota samotna, wyizolowana z uznawanego w owym czasie panteonu. Jednakże z początku główny nurt judaizmu nie był religią strachu, lecz raczej lojalności, jego akademic­ki odłam dążył do zrozumienia filozofii leżących u jego podstaw, a Midrasz, Kaba­ła, Zohar i Talmud stanowiły niewyczerpane źródło sporów i dyskusji.

Oryginalną koncepcję Jahwe i panteonu wypaczyło materialistyczne chrze­ścijaństwo. Nie jest ono ową rzetelną wiarą Jezusa Nazarejczyka z I wieku n.e., religią Jakuba czy Kościoła celtyckiego, lecz urzędowym chrześcijaństwem przy­jętym przez cesarstwo rzymskie w IV wieku n.e. jako religia państwowa. Z niego wywodzą się obecne rozliczne współzawodniczące z sobą nurty. Jak już pisałem w Krwi z krwi Jezusa, ów hybrydyczny kult (mieszanina doktryny Pawła z Tarsu i wpływów rozmaitych religii pogańskich) nie tylko stawiał na pierwszym miej­scu nowego, budzącego grozę, wszechpotężnego, wszechobecnego Boga, ale usta­nowił również jego przedstawicieli na Ziemi – najpierw cesarzy, później papieży, którzy decydowali o tym, kto będzie zbawiony, a kto nie. Tymczasem ten repre­syjny kult, straszący boską interwencją skierowaną przeciwko ludzkości, nie wy­pływa z nauk głoszonych przez Jezusa, lecz ze średniowiecznego „kościelnic-twa”, opartego na obowiązujących dogmatach głoszonych przez biskupów. Jahwe, starożytny Bóg Żydów, został wybrany przez nich w szczególnych okolicznościach, co wynikało z historycznej tradycji, lecz nie nazwany Bóg współczesnego chrze­ścijaństwa był płodem imperialnej polityki. Z pewnością nie jest to Bóg Jezusa, bo Jego Bóg był wysublimowanym wyrazem samoświadomości, która dana jest każdemu z nas i nie potrzebuje pośrednictwa namiestników ustalających reguły przynależności do grupy wyznawców.

Enki-Samael, brat Enlila-Jahwe, zwany był przez kabalistów „Drugim Bo­giem”, a jego małżeństwo z Lilit miał podobno zaaranżować ślepy smok Tanin-war. Ale Lilit była nie tylko żoną Samaela i pierwszą towarzyszką Adama, lecz po upadku świątyni w Jerozolimie, kiedy Matronit zagubiła się podczas ziem­skiego wygnania, została także partnerką Jahwe. Mimo iż nosiła miano władczy­ni Malkut (Królestwa), Lilit była również służebnicą Matronit (Asztoret-Anat), a Jahwe, zawierając ten związek, popełnił mezalians. Cytując Księgę Przysłów (30:23), żydowski Zohar potępia Jahwe za to, iż uczynił sługę „dziedziczką po pani” i pyta: „Gdzie jego honor? Król bez Matronit nie nazywa się Królem!”.

Wskutek tego źle widzianego związku Lilit okrzyknięto podstępną uwodzi-cielką, która omamiła Jahwe swymi wdziękami i urodą. Począwszy od ukazania się w X wieku żydowskiego dokumentu zwanego Alfabetem ben Siry nienawiść do Lilit wzrosła do tego stopnia, że przypisywano jej największe zbrodnie, od porywania dzieci po wampiryzm. Ale najstarsze relacje o Lilit (zwanej też Liii, Lilin, Lillake, Lilutu lub Lillette) pochodzą ze starożytnego Sumeru, a terakoto­we reliefy z 2000 roku p.n.e. ukazują ją jako uskrzydloną, nagą istotę, która za­miast stóp ma szpony sowy wpijające się w grzbiety dwóch lwów. Na głowie ma kołpak ozdobiony wieloma rogami, oznakę wysokiej rangi Anunnaki, a w dło­niach trzyma rózgę i pierścień – symbole boskiego wymiaru sprawiedliwości. Rózga (czyli władza), która oznacza „władcę”, oraz Pierścień zjednoczenia by­ły ważnymi symbolami boskich opiekunów. Z tej przyczyny wybitny semitysta dr Raphael Patai tak określa Lilit: „Widać z tego, że nie była ona niższego rzędu demonem (jak ją później przedstawiali Hebrajczycy), lecz boginią poskramia­jącą dzikie bestie”. W istocie Lilit to księżniczka Świata Podziemnego i wraz z manną (Anat) została opisana w Eposie o Gilgameszu. We fragmencie Tablicz­ki XII napisano, że Lilit zamieszkała w „drzewie huluppu” (w tłumaczeniu stwier­dzono, że „prawdopodobnie jest to wierzba”), które należało do jej ciotki i pani manny (Anat). U podstawy drzewa znajduje się legowisko węża (symbolu Enki), a na wierzchołku – gniazdo Zu, mitologicznego ptaka, wywołującego wichury i burze.

Żadna kobieta z rodu Ammnaki nie zyskała takiej sławy jak Lilit. Jako córka króla Nergala i królowej Eriszkigal ze Świata Podziemnego, stała się dziedziczką Malkut, ale mimo to została wyznaczona na służebnicę swej ciotki, królowej In-anny (Anat). Do jej obowiązków należało chwytanie ludzi z ulic Uruk i przeno­szenie ich do świątyni-zikkuratu. Gdy Adama (śmiertelnik Adam) został stworzo­ny przez Enkiego i Ninhursag, Lilit wyznaczono na jego towarzyszkę, ale odmówiła pełnienia swych małżeńskich obowiązków i uciekła, aby zostać żoną samego Enkiego. Jak już wspomniałem, Enki (Samael) i Lilit symbolizowali w talmu-dycznej tradycji „Drzewo Wiedzy”. W późniejszym okresie legenda głosiła, że Lilit odrodziła się jako egipska nałożnica Abrahama Hagar i madianicka żona Mojżesza Sefora, a także jako najsłynniejsza kochanka króla Salomona, królowa Saby (Królowa Przysięgi). A w końcu została królewską małżonką swego dziadka Enlila-Jahwe.

Podobnie jak Anat, Izis, Kali i inne boginie, Lilit reprezentowała sprzeczno­ści, będąc duchową ciemnością i zarazem jasnością- „czarną, lecz piękną” i w ta­kiej postąpi pojawia się (we wcieleniu królowej Saby) w starotestamentowej Pie­śni nad pieśniami Salomona (1:5). W świętej księdze mandeańskich gnostyków w Iraku, zatytułowanej Ginza, Lilit ze Świata Podziemnego nazywana jest Lilit-Sariel, małżonką Manda d’Hayye, Króla Światła i Grozy (wiedzy życia). Król Światła i Grozy był odpowiednikiem perskiego Ahura Mazdy, Boga Życia i Świa­tła, który u Sumerów nazywał się Enki, a u Hebrajczyków Samael.

Od początku swej kariery Lilit postrzegana była jako niezależny duch, z tego więc powodu zdominowane przez mężczyzn społeczeństwo Hebrajczyków uzna­wało ją za demoniczną femme fatale. Nazywano ją „piękną”, lecz równocześnie panowała opinia, że jest rozpustną kusicielką, której wszyscy mężczyźni winni się strzec. Krzyczała do Adama: „Dlaczego mam leżeć pod tobą? Przecież jestem równa tobie!” Talmud podaje, że uciekła nad Morze Czerwone (ściślej nad „Mo­rze Trzcin”), do „miejsca o złej sławie”. Nawet trzej aniołowie (Senoj, Sansenoj i Semangelof), których Jahwe wysłał, aby ją z powrotem przywiedli, powrócili z niczym.

Hebrajczycy nie byli przyzwyczajeni do tak zdecydowanych, wyzwolonych kobiet jak Lilit, ale trudno się dziwić, że choć tak wiele przykrych rzeczy o niej mówiono, wraz z nastaniem nowej epoki stała się symbolem wyzwolenia kobiet. W I wieku n.e. Żydzi odczuwali paranoiczny wręcz strach przed nią, mówiono nawet, że jest sukkubą, która wykorzystuje seksualnie śpiących mężczyzn. Niejaki rabbi Hanina ostrzegał: „Mężczyzna nie powinien spać sam w domu, bo Lilit go dopadnie!”

 

 

Starożytny smok walijski

 

Fama towarzysząca Lilit sprawiła, że religijna wspólnota żydowska w śre­dniowieczu podzielała niechęć, jaką Kościół chrześcijański okazywał Marii Mag­dalenie, którą z tych samych powodów uznawano za ladacznicę i czarownicę. Maria Magdalena bowiem – jako żona Jezusa – dała w I wieku n.e. początek świętej dynastii (Sangreal), natomiast Lilit uczyniła to około czterech tysięcy lat wcze­śniej . Prawdę powiedziawszy, nie jest to ścisłe, ponieważ wszystko zaczęło się od Królowej Smoka Tiamat z Apsu (podziemnych wód) w czasach prehistorycz­nych, ale Lilit była najstarszą spadkobierczynią, dlatego porównywano ją do węża lub smoka. W gruncie rzeczy smok i wąż to synonimy, przy czym słowo dragon (ang. smok) pochodzi od greckiego słowa drakón („wąż”), natomiast w Sumerze słowa usumgal (smok) i mus-usumgal (wąż) były zaszczytnym przydomkiem boga lub króla. Dostojników Anunnaki, Ningirsu (Ninurta) i Ningiszzida zaliczono do „Wielkich Smoków”.

Przodkiem węża i smoka był prehistoryczny krokodyl – najbardziej czczone ze wszystkich zwierząt. Święty krokodyl był Drakonem – potężnym smokiem królestwa, stąd wywodzi się nazwa Pendragonowie (Głowy Smoków) brytyjskiej dynastii celtyckiej  począwszy od króla Cymbelina z Camulod (10-17 rok n.e.) po Cadwaladra z Gwynedd (654-664 rok n.e.). Dynasta ta dała początek słynnym Czerwonym Smokom (Red Dragons) z Walii.

W starożytnym Egipcie faraonów namaszczano według tradycji mezopotam-skiej tłuszczem świętego krokodyla, którego utożsamiano z bogiem Sobekiem i zwano Messeh. W Mezopotamii takim szlachetnym zwierzęciem był Mus-hus, olbrzymi wężowaty czworonóg, przypominający wielkie monitory o rozdwojo­nym języku wciąż jeszcze żyjące w Afryce, krajach arabskich i na Wschodzie, a także potężne trzymetrowe smoki komodo w Indonezji.

Od słowa Messeh i Mus-hus wywodzi się hebrajski rdzeń MSSH, który po dodaniu samogłosek tworzy czasownik masziah (namaszczać) i rzeczownik odsłowny Messiah (Meschiach), oznaczający „Pomazańca”, czyli „Króla” lub „Chrystusa” (od greckiego słowa Kristos). Obyczaj zapoczątkował Enki, na­maszczając Adamę (króla Atabbę), a wydarzenie to zostało szczegółowo opisane w archiwach faraona Amenhotepa III, który panował około 1400 roku p.n.e. Choć słowo Messiah (Mesjasz) odnosi się zazwyczaj do Jezusa, to jednak ściślej mó­wiąc, był on jednym z mesjaszy, a nie owym jedynym mesjaszem, albowiem we­dług Psalmu 105 (werset 15) wszyscy namaszczeni królowie tego rodu byli me­sjaszami, a Jezus otrzymał status mesjasza dopiero po namaszczeniu przez kapłankę Marię Magdalenę w Betanii w marcu 33 roku n.e.26 Jako namaszczeni mesjasze, pierwsi pomazańcy królewskiej krwi (Sangreat) dziedziczyli najwyższą walecz­ność świętego krokodyla – królewskość mesjanistycznego smoka.

W Księdze Ezechiela (29:3) egipski faraon nazywany jest „wielkim krokody­lem rozciągniętym wśród swoich rzek”, a pieśń zwycięstwa na cześć faraona Thot-mesa III brzmi następująco: „O majestacie, na podobieństwo krokodyla będący postrachem wód”. Krokodyle (smoki), żyjące jeszcze w Nilu i palestyńskiej rzece Zerka, były nie tylko czczone w ośrodkach kultu, takich jak Krokodeilonpolis, Ombos, Koptos, Athribis i Teby, ale nawet je mumifikowano i chowano na kró­lewskich cmentarzach obok faraonów.

 

Rozdział 13

Złoto bogów

 

Gwiezdna Łuna

 

Wkrótce zajmiemy się przedstawicielami królewskiego rodu, poczynając W od Kaina i jego synów. Linia ta z rozmysłem była pomijana przez He­brajczyków i Kościół chrześcijański na korzyść młodszej gałęzi rodu, pochodzą­cej od syna Adama Seta. Najpierw jednak musimy zrozumieć, na czym polegało znaczenie dynastii Kainitów i dlaczego bojaźliwi wyznawcy Enlila-Jahwe nie chcieli jej uznawać.

Księga Rodzaju podaje imiona potomków Kaina i jego przyrodniego brata Seta, ale warto zwrócić uwagę, że przynajmniej we wczesnych pokoleniach są one podobne, choć inaczej uszeregowane. Z tego względu badacze Pisma często sugerowali, że imiona potomków Seta aż do Noego zostały przez autorów Biblii zmyślone, aby uniknąć ujawnienia prawdziwego ich pochodzenia. W takim wy­padku w życiu Noego musiałoby wyjść na jaw coś, co sprawiło, że dziedzictwo jego syna Sema zostało przemilczane – a wyjaśnienie znajdujemy w Księdze Ro­dzaju (9:4). Wówczas to bowiem Jahwe miał powiedzieć Noemu: „Nie wolno wam jeść mięsa z krwią życia”. Polecenie to wywarło ogromny wpływ na sposób życia Żydów w późniejszym okresie. Ale dlaczego Jahwe tak nagle zaczął sprze­ciwiać się spożywaniu krwi?

Żydzi od dawna praktykowali zwyczaj wieszania zabitego zwierzęcia, aby krew spłynęła przed przyrządzeniem i spożyciem jego mięsa, tymczasem chrze­ścijaństwo praktykuje symboliczne spożywanie krwi. W tradycji tej religii w sa­kramencie komunii podczas mszy ze świętego kielicha pije się wino, które sym­bolizuje krew Jezusa – życiodajną krew mesjanistycznej linii. Czy zatem możliwe, iż współczesny obyczaj praktykowany w chrześcijaństwie jest jakby nieświado­mym reaktywowaniem rytuału spożywania krwi znanego w czasach przed Noem? A jeśli tak, to czy zakładając, iż kielich symbolizuje pierwiastek żeński, a dokład­niej łono, możemy uznać, że chodzi tu o boską krew menstruacyjną, czczoną jako życiodajna Gwiezdna Łuna? Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, jak najbardziej, jest to pradawny obyczaj, ale wcale nie tak niesmaczny, jak się na pozór wydaje.

Mało kto zastanawia się, z czego produkowane są współczesne leki, a ci, którzy wiedzą, niechętnie o tym mówią. I tak na przykład hormon premarin wytwarza się z moczu ciężarnych klaczy, a niektóre hormony wzrostu i insulinę produkuje­my z E.coli – bakterii znajdującej się w ludzkich fekaliach.

Zanim jednak zajmiemy się analizą tego zwyczaju, warto przypomnieć, że zakaz spożywania krwi pochodzi nie od Enkiego-Mędrca, lecz od Enlila-Jahwe, gniewnego i mściwego boga, który spowodował Potop, sprowadził katastrofy na Ur i Babilon i oszukał Adama, mówiąc, że owoc z drzewa znajomości dobra i zła spowoduje jego śmierć. To nie jest bóg lubiący ludzi, a sumeryjskie kroniki nie pozostawiają w tym względzie żadnych wątpliwości. Jeżeli zakazał spożywania krwi, to wcale nie ze względu na dobro Noego i jego potomków, lecz najprawdo­podobniej przeciwnie – dla ich zguby.

Wiemy, że menstruacyjna Gwiezdna Łuna (Elixir Rubeus) bogini była tra­dycyjnie czczoną życiodajną krwią (rozdział 10), a symbolizowało ją wszystko-widzące oko (0) lub ognisty krzyż (Rosi-cruciś) dokładnie taki jak znamię Kaina. Symbole te były później używane przez mistyczne szkoły starożytnego Egiptu, szczególnie przez szkołę kapłana Ankhfnkhonsu (2181-2160 p.n.e.), któ­ra została formalnie uznana za Dwór Smoka przez królową Sebekneferure z XII dynastii.

Inną wybitną mistyczną szkołą było Wielkie Białe Bractwo faraona Thotme-sa III (około 1450 roku p.n.e.) – nazwane tak ze względu na obowiązek noszenia przez jego członków białych szat. Według Najwyższej Wielkiej Loży Starożytne­go i Mistycznego Obrządku Różokrzyżowców, w Wysokiej Radzie Bractwa było trzydziestu dziewięciu mężczyzn i kobiet, którzy zasiadali w Świątyni Karnaku w Luksorze. Filia obrządku stała się powszechnie znana jako Egipscy Uzdrowi­ciele, których w Heliopolis i Judei utożsamiano z esseńczykami. To właśnie do tego Białego Bractwa mądrych terapeutów i uzdrowicieli (pierwotnych Różokrzy­żowców) przystąpił w późniejszym okresie Jezus, przechodząc wszystkie stopnie wtajemniczenia. Z tego względu często nazywano go „Mistrzem”. Nazwa Esse-ne wywodzi się z aramejskiego słowa asajja oznaczającego lekarza, co odpowia­da greckiemu określeniu essenoi. Oznacza także coś, co jest essaios – czyli ta­jemne lub mistyczne.

Wraz z budzącym medyczne skojarzenia symbolem węża Gwiezdna Łuna oznaczała terapeutyczne uzdrawianie i obecnie używana jest przez Międzynaro­dową Organizację Czerwonego Krzyża. W chrześcijańskiej Europie została nie­słusznie zinterpretowana (wskutek braku znajomości prawdziwej symboliki) jako krzyż świętego Jerzego, który „przebił włócznią” smoka. Pierwotnie krzyż utoż­samiano z Enkim-Samaelem, który „zapłodnił” Królową Smoka. W starożytnej tradycji smok reprezentował pierwiastek żeński, prawo do tronu bowiem prze­chodziło na potomstwo w linii matki po Tiamat, jako dziedzictwo mitochondrial-nego DNA. Ponieważ pochodzenie z natury rzeczy określane jest po matce, nie­przypadkowo matkę w świecie zwierzęcym określa się mianem dam w przeci­wieństwie do paternalistycznego sire, albowiem słowo dam oznaczało krew. Wśród rycerstwa określenia te przyjęły używaną współcześnie formę Sir i Dame. Smok znajduje odbicie w gwiazdozbiorze Smoka (znanym także jako Wąż na Niebie), który wije się nad biegunem północnym, a jego obrót stanowił najstarszą znaną miarę czasu.

 

 

 

Podwójny wąż owinięty wokół kaduceusza – symbol mistycznego „łabędzia”. Jest to emblemat Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego i innych instytucji służby zdrowia na całym świecie

 

Ściślej mówiąc, pierwotnie Gwiezdna Łuna była księżycowym cyklem Bogini, lecz nawet w ziemskim środowisku menstruum zawiera najcenniejsze wydzieliny gruczołów hormonalnych, szczególnie z przysadki i szyszynki. Zakrzepłą menstru-acyjnąkrew zbierają w naszych czasach szamanki Starodawnych (aborygeńskiego plemienia australijskiego interioru). Posiada ona niezwykłe właściwości uzdrawia­nia otwartych ran”. W kręgach mistyków menstruację symbolizuje kwiat – lilia lub lotos. Drobny gruczoł szyszynki, znajdujący się w mózgu, zawsze utożsamiano z Drzewem Życia, ponieważ wydziela „nektar o najwyższej doskonałości” – sub­stancję sprzyjającą aktywnej długowieczności, zwaną przez starożytnych Greków somą lub ambrozją.

W rozdziale 10. pisałem, że wąż i drzewo znajomości dobrego i złego sym­bolizują Amerykańskie Towarzystwo Medyczne. Natomiast Brytyjskie Towarzy­stwo Medyczne i wiele innych instytucji służby zdrowia używa jako symbolu dwu węży owiniętych wokół uskrzydlonego kaduceusza, należącego do maga Hermesa (Merkurego). W tym wypadku centralny element i węże symbolizują kręgosłup i system nerwów czuciowych, natomiast umieszczone u góry skrzydła oznaczają boczną komorową strukturę mózgu. Między skrzydłami, ponad stosem pacierzowym, znajduje się niewielki guzek szyszynki. Połączenie centralnego gruczołu i bocznych skrzydełek nazywane jest przez niektórych joginów „łabędziem”, któ­ry z kolei symbolizuje istotę oświeconą. Jest to najwyższe stadium świadomości Graala osiągane przez Rycerzy Łabędzia, a reprezentują  je postacie rycerskie w ro­dzaju Parsifala i Loehengrina.

W hermetycznej tradycji szkół nauk tajemnych w starożytnym Egipcie pro­ces osiągania oświeconej świadomości odgrywał najważniejszą rolę, a odnowa duchowa następowała stopniowo wzdłuż trzydziestu trzech kręgów stosu pacie­rzowego, by osiągnąć gruczoł przysadkowy, który pobudzał ciało szyszynkowe. Nauka o odnowie to Zaginiony klucz wolnomularstwa, dlatego w starożytności opierało się ono na trzydziestu trzech stopniach.

Szyszynka jest bardzo małym gruczołem, ma kształt sosnowej szyszki. Znaj­duje się w centralnej części mózgu, ale poza komorami mózgowymi, i nie stano­wi części materii mózgowej jako takiej. Ma rozmiar ziarna kukurydzy (62 mm długości, waży około l grama). Francuski filozof Kartezjusz (1596-1650) uwa­żał ją za „siedlisko duszy” – miejsce, w którym umysł łączy się z ciałem. (Kar­tezjusz był twórcą geometrii analitycznej i optyki.) Już starożytni Grecy wyzna­wali ten pogląd, a w IV wieku p.n.e. Herofilus określał szyszynkę jako organ regulujący przepływ myśli.

Gruczoł ten od dawna intryguje anatomów z tego powodu, że chociaż znaj­duje się między dwiema półkulami mózgu, jest w przeciwieństwie do niego nie­podzielną całością.

W czasach starożytnego Sumeru wyznawcy Anu opracowali i udoskonalili systematykę substancji ożywionych, w której Gwiezdna Łuna stanowiła jeden z najważniejszych elementów. Na początku była to czysta lunarna esencja Anun-naki, zwana złotem bogów, lecz później w Egipcie i rejonie Morza Śródziemnego podczas specjalnego rytuału krew menstruacyjną zbierano od świętych kapłanek (Szkarłatnych Kobiet), nazywając ją „bogatym pożywieniem macicy”. Słowo „ry­tuał” wywodzi się z tych praktyk i z sanskryckiego słowa ritu – „czerwone złoto” (niekiedy zwane także „czarnym złotem”). Leki hormonalne stosowane są po­wszechnie w organoterapii, ale ich nieodłączne składniki (jak melatonina i sero-tonina) pochodzą z wysuszonych gruczołów martwych zwierząt i brak im owych naprawdę ważnych elementów, które znajdują się wyłącznie w gruczołach wy­dzielania dokrewnego żywych ludzi.

W alchemicznej symbolice ognia kolor czerwony utożsamiany jest ze złotem, a w indyjskich tantrach czerwień (lub czerń) jest kolorem Kali, bogini czasu, pór roku, okresów i cykli. W Oxford English Dictionary pod hasłem „menstruacja” znajdujemy również następującą definicję: „W alchemii symbolizuje przemianę w złoto”. Tak więc dla alchemików metale nie były wyłącznie obiektami mate­rialnymi, lecz żywą istotą, a starożytne misteria miały fizyczny, a nie metafizycz­ny charakter. Słowo „sekret” wywodzi się z wiedzy o gruczołach wydzielania do­krewnego (ang. secretions). Prawda (ritu – czerwień lub czerń) objawia się w sferze materii w postaci najczystszego i najszlachetniejszego ze wszystkich me­tali – złota, które uznaje się za prawdę ostateczną.

Dwa inne słowa, podobnie jak „sekret”, wywodzą się ze starożytności. Jak już wspomniałem w rozdziale 7, amen oznaczało w Egipcie coś, co jest ukryte. Okult oznacza niemal to samo: „skryte przed wzrokiem”. Tymczasem dziś amen zamyka modlitwę, natomiast okultyzm jest błędnie postrzegany jako coś złowro­go tajemniczego. W rzeczywistości słowa te spokrewnione są  ze słowem „sekret” i wszystkie trzy oznaczały w różnych okresach mistyczną naukę o wydzielaniu gruczołów hormonalnych.

Kali symbolizowała cykle czasu, dlatego od jej imienia wywodzi się słowo Kalendar (kalendarz). W hebrajskiej tradycji niebiańska Bat-kol zwana była „córką głosu”, a głos (vach lub vox) rodzi się podczas okresu dojrzewania kobiety. Tak więc łono (macica) kojarzyło się z głosem, Gwiezdna Łuna była postrzegana jako prorocze „słowo łona (macicy)”, macica zaś stała się „głosicielem”. W starożyt­nych szkołach mistycyzmu symbolem Słowa ( czyli Logos) był wąż: czczonym symbolem Ducha Świętego był natomiast smok unoszący się nad wodami.

Szkarłatne Kobiety nosiły to miano dlatego, że stanowiły bezpośrednie źró­dło kapłańskiej Gwiezdnej Łuny. W Grecji nazywano je hierodulai (świętymi kobietami). Słowo to przeniknęło do angielskiego (ze średniowiecznej francusz­czyzny) jako harlot. W dawnym języku Germanów znano je jako hores (póź­niejsza forma angielska whores – dziwki), ale słowo to oznaczało „ukochane”. Jak podaje Etymological Dictionary Skeata, określenia te miały wyrażać naj­wyższe uwielbienie i nigdy nie używano ich wymiennie z pojęciami takimi jak „prostytutki” czy „uwodzicielki”. Współczesne skojarzenia zostały wymyślone przez Kościół rzymski w celu zdeprecjonowania wysokiej pozycji świętych ka­płanek.

Wiedza o autentycznej tradycji Gwiezdnej Łuny uległa zapomnieniu w cza­sach, gdy fałszerze historii chrześcijaństwa stłamsili naukę głoszoną przez jej pierw­szych adeptów i późniejszych chrześcijańskich gnostyków. Pewien zasób wiedzy (gnozy) na ten temat można jeszcze znaleźć w pismach talmudycznych i rabi-nicznych, ale ogólnie rzecz biorąc, Żydzi i ortodoksyjni chrześcijanie uczynili wszystko, co w ich mocy, aby zatrzeć ślady tej starożytnej sztuki. Tradycja Ogni­stych Dziewic została później sztucznie reaktywowana w Rzymie, gdzie sześć westalek służyło przez trzydzieści lat, lecz prawdziwy sens ich służby został za­pomniany. Słowo vesta wywodzi się ze starego wschodniego rdzenia oznaczają­cego „ogień”. Pierwotnie Westa była trojańską boginią ognia, a na jej cześć pa­lono wieczny ogień. Obyczaj ten przeniknął do Kościoła rzymskiego w postaci palenia świec.

Krew menstruacyjną określano nie tylko jako „złoto bogów”, lecz nosiła też nazwę „pojazdu światła” i pierwotnie stanowiła źródło materializacji bezciele­snego ducha. Z tego względu porównywano ją do mistycznych wód stworze­nia – strumienia nieśmiertelnej mądrości. Światło przedstawiano także jako węża zwanego kundalini, który według mistycznej tradycji Indii leży zwinięty u pod­stawy kręgosłupa i trwa w uśpieniu u ludzi, których duchowość jeszcze się nie przebudziła. Kundalini (magiczną moc ludzkiego organizmu) można obudzić tylko siłą woli, a krew jest nośnikiem ducha. Szyszynka to bezpośredni łącznik z energią duchową, można ją uaktywnić ciągłym dążeniem do samoświadomo­ści. Proces ten nie ma charakteru mentalnego, lecz zachodzi dzięki świadomości całkowicie wolnej od wszelkich myśli – owej bezpostaciowej formy czystego ist­nienia.

Taka koncepcja bytu, czyli pełni jaźni, stanowiła powód niechęci Enlila, któ­ry nosił imię „Jestem, który jestem” (JHWH). W przeciwieństwie do niego jego brat Enki-Samael wiedział, że istoty ludzkie, odkąd spróbowały owocu drzewa znajomości dobrego i złego (czyli mądrości Anunnaki) i drzewa życia (Gwiezd­nej Łuny Anunnaki), same mogą stać się równe bogom. Nawet Enlil-Jahwe miał tego świadomość, mówiąc: „Oto człowiek stał się taki jak My” (Księga Rodzaju 3:22). W dawnych czasach powiadano, że niczego nie można zdobyć tylko pra­gnieniem lub zrzucaniem odpowiedzialności na wyższe autorytety. Wiara jest aktem uwierzenia, bo żyć oznacza wierzyć, a wola jest ośrodkiem decyzyjnym jaźni. Taka jest droga prawdziwego poznania, bo jedynym bogiem osobowym jest bóg wewnątrz nas, a jaźń jest Bogiem – absolutną świadomością (Kid) czyli JHWH (Jestem, który jestem).

 

Roślina narodzin

 

Poznajmy teraz historię taką, jaka była na samym początku. Dowiemy się dzięki temu, dlaczego Gwiezdna Łuna Anunnaki była tak ważna i w jaki sposób jej pierwotne, dobroczynne składniki wzbogacano w laboratoriach chemicznych, podobnie jak dziś przyrządza się leki.

Z poprzednich rozdziałów wiemy, że Adam i Ewa (noszący wspólną nazwę adamaie - śmiertelnicy) zostali stworzeni przez Enkiego i Ninhursag w ten spo­sób, że Enki zapłodnił ludzką komórkę jajową w „Domu Szimti”. Tak napisano w sumeryjskich kronikach. Kain (Qajin) był synem Ewy i Enkiego-Samaela (nie Adama), w jego żyłach zaś oprócz ludzkiej płynęła szlachetna krew Anunnaki. Żoną Kaina była Luluwa-Lilit, córka Lilit ze Świata Podziemnego, spadkobier­czyni matriarchalnego Malku (hebrajskiego Malkutu- królestwa). W jej żyłach płynęła wyłącznie krew Anunnaki, a synami, których jeszcze nie poznaliśmy, byli Atun i Henokh. Dzięki temu krew Anunnaki w żyłach tego pokolenia została jesz­cze bardziej wzmocniona, a Atun został następcą ojca jako król Kisz (około 3200 r. p.n.e.).

W kronikach Sumeru występuje on pod imieniem króla Etany, pasterza, który wzniósł się do Nieba, by spożyć „roślinę narodzin” i dać życie synowi i następcy, królowi Balihowi. Drugi syn wspomnianej pary Henokh znany jest z Biblii pod imieniem Henoch.

Roślina narodzin to synonim drzewa życia (rozdział 10), która symbolizo­wała długowieczność i urząd królewski. Wiązała się też z czynnością Gwiezd­nej Łuny i szyszynki. A zatem spożywanie Rośliny Życia było równoznaczne z zażywaniem wyciągu z Gwiezdnej Łuny, którego jednak nie uzyskiwano z macicy arcykapłanki, jak w późniejszych czasach. Była to potężna Gwiezdna Łuna.

 

 

Rozdział 13

Złoto bogów

 

Gwiezdna Łuna

 

Wkrótce zajmiemy się przedstawicielami królewskiego rodu, poczynając od Kaina i jego synów. Linia ta z rozmysłem była pomijana przez He­brajczyków i Kościół chrześcijański na korzyść młodszej gałęzi rodu, pochodzą­cej od syna Adama Seta. Najpierw jednak musimy zrozumieć, na czym polegało znaczenie dynastii Kainitów i dlaczego bojaźliwi wyznawcy Enlila-Jahwe nie chcieli jej uznawać.

Księga Rodzaju podaje imiona potomków Kaina i jego przyrodniego brata Seta, ale warto zwrócić uwagę, że przynajmniej we wczesnych pokoleniach są one podobne, choć inaczej uszeregowane. Z tego względu badacze Pisma często sugerowali, że imiona potomków Seta aż do Noego zostały przez autorów Biblii zmyślone, aby uniknąć ujawnienia prawdziwego ich pochodzenia. W takim wy­padku w życiu Noego musiałoby wyjść na jaw coś, co sprawiło, że dziedzictwo jego syna Sema zostało przemilczane – a wyjaśnienie znajdujemy w Księdze Ro­dzaju (9:4). Wówczas to bowiem Jahwe miał powiedzieć Noemu: „Nie wolno wam jeść mięsa z krwią życia”. Polecenie to wywarło ogromny wpływ na sposób życia Żydów w późniejszym okresie. Ale dlaczego Jahwe tak nagle zaczął sprze­ciwiać się spożywaniu krwi?

Żydzi od dawna praktykowali zwyczaj wieszania zabitego zwierzęcia, aby krew spłynęła przed przyrządzeniem i spożyciem jego mięsa, tymczasem chrze­ścijaństwo praktykuje symboliczne spożywanie krwi. W tradycji tej religii w sa­kramencie komunii podczas mszy ze świętego kielicha pije się wino, które sym­bolizuje krew Jezusa – życiodajną krew mesjanistycznej linii. Czy zatem możliwe, iż współczesny obyczaj praktykowany w chrześcijaństwie jest jakby nieświado­mym reaktywowaniem rytuału spożywania krwi znanego w czasach przed Noem? A jeśli tak, to czy zakładając, iż kielich symbolizuje pierwiastek żeński, a dokład­niej łono, możemy uznać, że chodzi tu o boską krew menstruacyjną, czczoną jako życiodajna Gwiezdna Łuna? Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, jak najbardziej, jest to pradawny obyczaj, ale wcale nie tak niesmaczny, jak się na pozór wydaje.

„Robotnik” (z greckiego melos = czarny i tosos – praca), ponieważ ludzie, u któ­rych melatonina wydziela się w dużych ilościach, silnie reagują na światło sło­neczne ograniczające ich umysłowe zdolności. Z tego względu wolą pracować w nocy, a melatonina otrzymała także nazwę „hormonu ciemności”, ponieważ wytwarzana jest przez organizm w nocy lub w ciemności. (Organizm niewido­mych wytwarza większą ilość melatoniny, która wyostrza u nich inne zmysły.) Wystawienie na nadmierne promieniowanie słoneczne sprawia, że gruczoł szy­szynki staje się mniejszy, co z kolei obniża duchową świadomość, natomiast ciem­ność i zwiększona aktywność szyszynki wyostrzają poznanie intuicyjne, równo­cześnie redukując stresy.

Szyszynka wytwarza melatoninę pod wpływem chemicznego posłańca, sero-toniny. Przenosi ona impulsy nerwowe przez pary chromosomów w procesie zwa­nym mejozą, w którego trakcie jądra komórkowe dzielą się, a chromosomy roz­padają na połowy, żeby w momencie zapłodnienia połączyć się z inną parą chromosomów. Melatonina wzmacnia i uaktywnia układ odpornościowy, a ludzie, których organizm produkuje tę substancję w dużych ilościach, są mniej narażeni na choroby nowotworowe. Duża ilość melatoniny dodaje energii, wzmacnia bodźce i podwyższa wytrzymałość fizyczną, ma też bezpośredni związek ze snem, ponie­waż dzięki substancjom oddziałującym na układ sercowo-naczyniowy utrzymuje w organizmie stałą, umiarkowaną temperaturę. Jest też najsilniejszym przeciwu-tleniaczem, poprawia sprawność umysłową i przeciwdziała starzeniu.

Złoto tradycyjnie było symbolem godności królewskiej, natomiast żywica sosnowa (utożsamiana z melatonina) często służyła do wytwarzania kadzidła (sym­bolizującego godność kapłańską). Tak więc złoto i kadzidło związane były z ka-płanami-królami z rodu mesjaszy, obok mirry (żywicy drzewa gumowego, uży­wanej jako lek uspokajający), która symbolizowała śmierć. W starożytności wyższa wiedza utożsamiana była z daat (śmiercią), a określeń „grób” i „macica” używa­no wymiennie, jako dróg prowadzących do wyższej wiedzy. W Nowym Testa­mencie czytamy, że złoto, kadzidło i mirra zostały ofiarowane Jezusowi przez Magów, którzy w ten sposób złożyli mu hołd jako dynastycznemu kapłanowi-królowi, spadkobiercy Smoka.

Gruczoł szyszynki zapłodniony jest odwiecznymi koncepcjami, daje nam możność tworzenia własnych idei. Jest organem, dzięki któremu uzyskujemy wewnętrzne poznanie i tą drogą możemy odwieczne koncepcje wprowadzać do doczesnych idei. Mistrzowie jogi utożsamiają gruczoł szyszynki z czakrą adżna (w sanskrycie adżna = rozkaz, czakrą = koło). Czakry są ośrodkami energii ema­nującej z gruczołów wydzielania dokrewnego, a jogini wierzą, że szyszynka jest nadajnikiem i odbiornikiem subtelnych wibracji tworzących myśl i zjawiska pa­ranormalne. Szyszynka jest również nazywana „okiem mądrości”, czakrą umy­słu, wyższej samoświadomości i wewnętrznej wizji, oznaczającej zdolność ja­śniejszego widzenia świata dzięki poznaniu intuicyjnemu.

Oko szyszynki (trzecie oko) to określenie metaforyczne, ale u wielu jaszczu­rek istnieje jako substancja fizyczna znajdująca się między mózgiem a czaszką. Hinduiści uważają, że każdy ma trzecie oko – organ świętej mocy, znajdujący się za czołem. W gruncie rzeczy z punktu widzenia anatomii trzecie oko to właśnie gruczoł szyszynki. Joginowie twierdzą, że szyszynkowe oko ma ogromne znacze­nie w rozwoju świadomości, ponieważ jest źródłem światła w ciemności – owym tajemnym ayin. Człowiek o rozwiniętej duchowości automatycznie postrzega wszystko za pośrednictwem trzeciego oka, dającego wgląd w sedno rzeczy, nie daje się oszukiwać oczom widzącym tylko świat materialny. Przedmioty mate­rialne istnieją tylko w określonym miejscu i czasie, tymczasem dla człowieka widzącego trzecim okiem czas nie istnieje, a on sam przebywa w wymiarze, w którym przestrzeń i czas mają znikome znaczenie.

Funkcjonowanie szyszynki jest bezpośrednio związane z aktywnością przy­sadki – innego małego gruczołu znajdującego się u podstawy mózgu. Przedni płat przysadki stymuluje ośrodki intelektualne przedniego płatu mózgu, natomiast płat grzbietowy przysadki oddziałuje na podstawę mózgu, w której usytuowane są zdolności takie jak inspiracja poetycka i wyższe dążenia.

Jesteśmy otoczeni i ustawicznie bombardowani przez pole myślowe, a myśli, o których sądzimy, iż należą do nas, są jak nieustająca audycja z kosmosu. Nie­które pochodzą z tego właśnie źródła, inne zaś to jakby przekaz stacji lokalnej. Przysadka jest jak odbiornik radiowy, przechwytujący wszystkie zakresy i często­tliwości fal. Wybrane częstotliwości przekazuje (poprzez wydzielanie dokrewne) bezpośrednio do szyszynki, która wzmacnia pewne programy i przesyła je do ca­łego ciała. Szyszynka ma całkowitą kontrolę nad tym, co przekaże za pośrednic­twem wydzielanego przez siebie hormonu – melatoniny. Wysoki poziom melatoniny umożliwia otrzymywanie i przekazywanie audycji na częstotliwości lokalnej i     kosmicznej, wprowadza też w stan podwyższonej świadomości, w którym po prostu się „wie”. Odkryto, że szyszynkowe trzecie oko zawiera drobniutkie granulkowate cząsteczki, podobne do kryształków w bezprzewodowym odbiorniku radiowym.

 

Rozdział 14

Feniks i ognisty kamień

Ukryta manna

 

Tak więc w kainickich królach Mezopotamii – pierwszych z mesjanistycznego rodu Pendragonów – płynęła spora ilość krwi Anunnaki, ale oprócz tego byli karmieni wyciągiem z Gwiezdnej Łuny Anunnaki, dzięki czemu odzna­czali się podwyższoną percepcją, świadomością i intuicją, stali się mistrzami poznania – prawie jak sami bogowie. Dzięki przyjmowanej od Anunnaki melato-ninie i serotoninie charakteryzowali się też witalnością, odpornością i długowiecz­nością. Wszystkie kroniki pochodzące z tamtych czasów potwierdzają ten fakt, dlatego można założyć, iż informacje zawarte w Księdze Rodzaju o wieku pa­triarchów nie są przesadzone.

Z Biblii kanonicznej dowiadujemy się, że w czasach Noego Jahwe wydał za­kaz spożywania krwi – tak przynajmniej było zdaniem autorów Starego Testa­mentu z VI wieku p.n.e. Ale chyba nie mogło to się zdarzyć w tej epoce, ponie­waż wówczas jeszcze Enlil-Jahwe nie miał tak wielkiej władzy nad Enkim–Samaelem i Wielkim Zgromadzeniem Anunnaki. Tak czy owak, nie można nie zauważyć, że od tego momentu biblijni patriarchowie żyli coraz krócej, tak że już w czasach od Abrahama i Izaaka mamy do czynienia z mniej więcej normalną dłu­gością życia. Tymczasem sumeryjscy królowie pochodzący od Arpiuma (Kaina) i Etany nadal żyli znacznie dłużej.

Niezależnie od tego, czy chronologia i autentyczność wydanego przez Jahwe zakazu są wiarygodne, wiemy ponad wszelką wątpliwość, że około 1960 roku p.n.e. nastąpiły nieuchronne zmiany. Stało się to, gdy Terach wraz z synem Abramem i rodziną przenieśli się z Ur na północ, do Haranu, ponieważ ich miasto upadło, a Anunnaki odlecieli Jak wędrowne ptaki”. Cokolwiek się więc zdarzyło do tego momentu, sytuacja uległa radykalnej zmianie, bo Gwiezdna Łuna Anunnaki stała się niedostępna i trzeba było znaleźć jej substytut. Okazało się, że nie jest to pro­blem, bo mogli się tym zająć dobrze już wyszkoleni Mistrzowie Rzemiosła – wielcy metalurdzy kontynuujący tradycję Tubal-kaina (Księga Rodzaju 4:22). Zasada była prosta, kierowali się nią wszyscy alchemicy w następnych tysiącleciach: „Aby zro­bić złoto, trzeba wziąć złoto”.

Z punktu widzenia symboliki Nowego Testamentu szczególnie godny uwa­gi jest fakt, że Jezusowi przyniesiono w darze złoto, kadzidło i mirrę, a o jego ojcu Józefie ab Helim we wczesnych Ewangeliach mówi się, że był Mistrzem Rzemiosła. We współczesnych wydaniach Biblii pisze się, że był cieślą, lecz jest to błędne tłumaczenie. Słowo „cieśla” niesłusznie wywiedziono z greckie­go słowa hotekton (od semickiego naggar), które w rzeczywistości oznacza Mistrza Rzemiosła. Wynika stąd, że Józef nie zajmował się zwykłą obróbką drewna, lecz był wykształconym alchemikiem-metalurgiem, podobnie jak jego przodkowie.

W Księdze Wyjścia we fragmencie dotyczącym Mojżesza pojawia się postać zwana Besaleel (syn Uriego, syna Ben Hura), którego umysł napełniony został duchem Elohim, ich mądrością, rozumem i wiedzą. Dalej dowiadujemy się, że był niezwykle uzdolnionym złotnikiem i rzemieślnikiem i że powierzono mu nadzór nad budową Arki Przymierza (Świadectwa) i przebłagalni. Wśród przed­miotów, które Besaleel miał wykonać – diademów, pierścieni, mis i świeczników z czystego złota – wymienia się także coś, co nosi nazwę chlebów pokładnych, po czym bez dalszych wyjaśnień tekst stwierdza, że wszystko zostało zrobione jak należy. Sekwencję tę znajdujemy również w Nowym Testamencie, w Liście do Hebrajczyków. Czytamy tam, że podczas pierwszego przymierza, w świętym przybytku znajdowały się świecznik i stół z chlebami pokładnymi. Warto zauwa­żyć, że w modlitwie „Ojcze nasz” znajduje się werset brzmiący: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Często rozumiemy to w odniesieniu do pożywie­nia w ogóle, lecz w starej tradycji gnostycznej odnosiło się to do konkretnych chlebów pokładnych przymierza.

W Księdze Kapłańskiej powraca temat owych chlebów pokładnych (choć nie wymienia się ich z nazwy): „Następnie wieźmiesz najczystszej mąki i upieczesz z niej dwanaście placków (…) Położysz na każdym stosie trochę czystego kadzi­dła”. Słowo „mąka” jest mylące, ponieważ chodzi tu o „proszek”, bo jak twier­dzi rosyjski psychiatra żydowskiego pochodzenia, dr Immanuel Velikowsky, „chle­by pokładne nie były zrobione z mąki, lecz ze srebra lub złota”. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ w Księdze Wyjścia czytamy, że Mojżesz chwycił złotego cielca odlanego przez Izraelitów, „spalił go w ogniu, starł na proch, rozsypał w wo­dzie i kazał ją pić Izraelitom”. W tym wypadku użyto prawidłowego określenia „proch”, lecz palenie złota nie sprawia jego przemiany w proszek, staje się ono po prostu płynnym złotem. Czym więc był ów magiczny biały proszek, którym nakarmiono Izraelitów?

Na skutek regularnego spożywania Gwiezdnej Łuny Ammnaki (czyli złota bogów), królewscy protegowani Anunnaki osiągali wyższy stopień świadomości dzięki zawartej w tej substancji melatoninie i serotoninie. Wkraczali w sferę oświe­cenia (wymiar orbity światła), którą zwano Równiną Szaron (błędnie postrzeganą później jako nadbrzeżna Równina Szaron w Izraelu), a Gwiezdna Łuna była pierwotnie drogą do światła. Śmiertelnicy (ołów) mogą się zatem wznieść na wyższy poziom świadomości (złoto) i na tym procesie transformacji podstawo­wego metalu w złoto opierała się cała filozofia alchemii.

Warto tu przypomnieć, że od czasów Mojżesza chleby pokładne Przymie­rza były przywilejem kapłanów. Gdy w kilka pokoleń później Dawid z Betle­jem został królem Izraela, pozwolono mu przyjąć chleby pokładne, ale kapłan, który udzielił zgody, wyraźnie dawał też do zrozumienia, iż nie jest to zgodne z prawem.

W Ewangeliach znajdujemy stwierdzenie, że choć Dawid był królem, to jednak spożywanie przezeń chlebów pokładnych było bezprawne. Nie doty­czyło to wszelako królewskich potomków Kaina ani egipskich królów z tej sa­mej mesjanistycznej linii. Spożywanie chlebów pokładnych stanowiło trady­cyjny przywilej pierwszych faraonów, ponieważ byli oni namaszczonymi kapłanami-królami, spadkobiercami Smoka. Odnosiło się to zarówno do męż­czyzn, jak do kobiet, gdyż nie czyniono rozróżnienia między królami a kró-lowymi.

Zajmijmy się teraz innym mistycznym pokarmem zwanym manną. Z Pisma Świętego wiemy, że manna to coś innego niż chleby pokładne, ale nie oznacza to, że w ogóle nie istniał między nimi związek. Co wiemy o mannie? Warto zajrzeć do Dawnych dziejów Izraela Józefa Flawiusza z I wieku n.e. Opisując historię Mojżesza i Izraelitów w Kanaanie, autor wyjaśnia, że manna została najpierw zna­leziona na ziemi, „a ludzie nie wiedzieli, co to jest, i myśleli, że spadł śnieg”. Dalej czytamy: „Jakiż to był boski, wspaniały pokarm (…) Obecnie Hebrajczycy zwą go manną, albowiem partykuła man w naszym języku oznacza pytanie: Co to jest?”

Odpowiedni fragment w Księdze Wyjścia stwierdza: „Na widok tego Izra­elici pytali się wzajemnie: »Co to jest?«, gdyż nie wiedzieli, co to było. Wtedy powiedział do nich Mojżesz: »To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm«”. Potem następuje opis manny – była biała jak ziarno kolendry i miała smak plac­ka z miodem. Mojżesz nazwał ją chlebem, ale ludzie nadal go pytali: Co to jest?

A w rzeczywistości owa manna, która spadała na ziemię jak śnieg i którą Izraelici stale jedli na Synaju (Księga Wyjścia 16:16-36), była żywiczną wy­dzieliną tamaryszku, zjawisko to zaś często występuje w tym rejonie. Ale tamaryszkowa manna, którą Izraelici jedli w tym okresie, była czymś zupełnie innym niż manna ze złotego proszku, jaki zmuszeni byli spożyć po spaleniu złotego cielca (Księga Wyjścia 32:20). Tej substancji użyto do sporządzenia chlebów pokładnych, a złota manna była przeważnie zarezerwowana dla kapła­nów. Kapłaństwo po raz pierwszy zostało wprowadzone w społeczności Izraeli­tów za czasów Mojżesza i Aarona (około 1360 roku p.n.e.), lecz sama instytucja kapłanów wywodziła się z Egiptu, a jej korzenie sięgały starożytnego Sumeru. Jak czytamy w egipskiej Księdze umarłych – najstarszej zachowanej w całości księdze świata – faraonowie spożywali białą mannę ze złota począwszy od trzeciego tysiąclecia p.n.e. Była to prawdziwie mistyczna, alchemiczna manna, którą Aaron umieścił w Arce Przymierza , a w Nowym Feniks i ognisty kamień

Testamencie, w Księ­dze Apokalipsy czytamy:

Zwycięzcy dam manny ukrytej

i dam mu biały kamyk,

a na kamyku wypisane imię nowe,

którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje.

W średniowiecznej europejskiej tradycji Świętego Graala pojawia się podobny tekst w powieści Wolframa von Eschenbacha Parzival:

Wokół końca kamienia wypisane jest imię i rodowód tych, którzy – czy to chłopcy, czy dziewczynki – zostali powołani do wędrówki do Graala. Nikt nie potrzebuje czytać tego napisu, bo jak tylko zostanie przeczytany, znika.

W katedrze Chartres we Francji znajduje się statua Melchizedeka, kapłana-króla Salem, trzymającego w dłoniach kielich z kamieniem w środku, symboli­zujący wino i chleb, które ofiarowuje Abrahamowi. Wino, jak wiemy, było utoż­samiane ze świętą Gwiezdną Łuną, ale znaczenie posągu polega na tym, że chleb znajduje się „w obrębie” kielicha, co znaczyłoby, że Gwiezdna Łuna została za­stąpiona innym pokarmem dokładnie w czasach Melchizedeka i Abrahama. Sub­stytutem był biały proszek otrzymywany ze złota, który stanowił główny składnik pierwotnych chlebów pokładnych.

W starożytnym Egipcie odpowiednik tych chlebów stanowił pokarm zwa­ny schefa, przedstawiany w postaci stożkowego bochenka. Miał odżywiać ciało świetliste, które w przeciwieństwie do ciała fizycznego oznaczało świadomość. Płaskorzeźba w wielkiej świątyni Amona w Karnaku przedstawia złote i srebr­ne trofea faraona Thotmesa III, a w siódmym rzędzie znajduje się stożkowy obiekt noszący napis „Biały Chleb”. Rysunek przypomina hieroglif ozna­czający chleb według Egiptian Grammar znajdującej się wAshmolean Museum przy uniwersytecie w Oksfordzie. Symbol ajin oznaczający ta­jemne oko, występuje jako egipski hieroglif oznaczający światło, ale także czas i słońce.

Już w 2180 roku p.n.e. faraonowie spożywali schefę w celu pobudzenia szy­szynki, a więc i wzmocnienia percepcji, świadomości i intuicji, ale tylko adep­ci metalurgii szkół mistycznych (Mistrzowie Rzemiosła) znali sekret jej pro­dukcji. Byli oni szeregowymi kapłanami, a arcykapłan Memfis nosił tytuł Wielkiego Mistrza Wynalazcy. Jak już wspomniałem, proces odmłodzenia obejmował trzydzieści trzy stopnie i aby go ułatwić, filozofowie uczyli począt­kujących, jak przyrządzać cudowny „proszek projekcji”, dzięki któremu ludzka niewiedza przeistaczała się w sztaby duchowego złota. W egipskiej Księdze umarłych faraon poszukujący ostatecznego oświecenia zadaje na każdym eta­pie swej podróży to samo pytanie: „Co to jest?” – co po hebrąjsku wyraża się jednym słowem: Manna?

 

Dziedzictwo Mistrzów Rzemiosła

 

Możemy teraz powrócić do tematu, którym zajmowaliśmy się wcześniej (roz­dział 9), a mianowicie czczonej przez Sumerów substancji zwanej „wznoszącym się w górę ognistym kamieniem” – owej zagadkowej metalicznej materii, która była szem-an-na. W zniekształconej fonetycznie formie nazwa ta brzmi sze-man-na i oznacza dokładnie chleb pokładny.

Znamienne, że dopiero teraz odkrywamy, iż właściwości tego pokarmu poja­wiają się zarówno w pożywieniu faraonów, jak smoczych królów. Ów magiczny „chleb życia” miał kształt stożkowy, był przyrządzony z białej manny ze złota (lśniący metal: an-na) i stanowił substytut Gwiezdnej Łuny Anunnaki. Co wię­cej, w tradycji Biblii i Graala utożsamiany był z kamieniem, a w obu wypadkach nosił indywidualne imię, znane tylko temu, kto je otrzymał. Zdaje się, że wiemy już, dlaczego tłumacze Biblii nazywali szem „imionami”.

Niezależnie od tego, czy mówimy o kamieniu w kielichu Melchizedeka, bia­łym kamieniu z Apokalipsy czy tajemniczym kamieniu w zamku Graala, za każ­dym razem mamy do czynienia z czymś, co nosi nazwę kamienia filozoficznego. Czy to w tradycji romantycznej, czy duchowej, ów mistyczny kamień utożsamia­ny jest z imieniem czy imionami znanym jedynie tym, którzy obdarzeni zostali mocą kamienia. A „imię” jest tym samym co szem, czyli lśniącym metalem „wzno­szącego się w górę ognistego kamienia” – szem-an-na.

W alchemicznej tradycji kamień filozoficzny jest tą substancją, która prze­kształca materiał wyjściowy w złoto – zarówno w sensie fizycznym, jak w du­chowym rozumieniu wyższego stopnia oświecenia. Można stąd wysnuć wniosek, że istnieją dwie odrębne fizyczne postacie złota: znanego nam wszystkim metalu oraz wyższego stanu złota.

Ta druga forma jest złotem w innym wymiarze postrzegania materii – to ów „biały proszek ze złota”, „ukryta manna”, której tajniki znali jedynie Mistrzowie Rzemiosła.

W alchemicznym dziele zatytułowanym Rosarium Philosophorum ukryty kamień opisuje się w kategoriach geometrii:

Uczyń z mężczyzny i kobiety koło, wewnątrz narysuj kwadrat, a w kwadracie trój­kąt. Uczyń koło, a otrzymasz kamień filozoficzny.

Koncepcja kamienia opiera się wyłącznie na percepcji patrzącego. To trochę jak przysłowiowa „połowa szklanki wody”: dla jednych szklanka jest w połowie pusta, dla innych – w połowie pełna. Jednym kamień filozoficzny ukaże się jako otoczak, innym jawić się będzie jako drogocenny klejnot.

W słynnym romansie Parsiwal- duchowa biografia rycerza (z około 1200 roku n.e.) tak pisze się o rycerzach świątyni z zamku Graala:

Żyją dzięki najczystszemu kamieniowi. Jeśli nie znasz jego nazwy, dowiedz się te­raz: zwie się on lapis exilis (mały lub lichy kamień). Dzięki mocy tego kamienia feniks spala się na popiół, wszelako on że popiół przywraca mu życie. Feniks zrzuca tak pióra i wskutek tego wydziela jasne światło, stając się tak piękny, jak przedtem.

Wielu badaczy zastanawiało się, co oznacza lapis exilis, bo z pozoru wy­daje się, iż jest to gra słów, łącząca dwa elementy. Po pierwsze lapis ex coelis -„kamień z nieba” (szmaragd Wenus), po drugie może to być lapis elixir, czyli lapisphilosophorum – kamień filozoficzny, alchemiczny kamień, za pośrednic­twem którego podstawowe elementy ulegaj ą przeobrażeniu do wyższego stanu istnienia. W każdym wypadku z osobna lub w obu naraz odnosi się do „wzno­szącego się w górę ognistego kamienia” – do szem-an-ny czyli substytutu Gwiezdnej Łuny.

Substytut ten stał się niezbędny, gdy Annunaki opuścili swoje siedziby w Me­zopotamii, lecz pozostali dobrze wyszkoleni Mistrzowie Rzemiosła (metalurdzy-alchemicy). Rytuał spożywania Gwiezdnej Łuny trwał nadal, dawców z rodu Anunnaki zastąpiły szlachetne kapłanki zwane Szkarłatnymi Kobietami, ale ich hormony były z każdym następnym pokoleniem coraz słabsze. Dla podtrzymania królewskiej dynastii rzemieślnicy udoskonalili technikę produkowania „białego proszku ze złota”, który miał szczególną właściwość. Zamiast bezpośredniego uzupełnienia hormonów, nowy pokarm wywierał fantastyczny wpływ na szyszynkę i przysadkę, gdyż organizm tego, kto go spożywał, sam wytwarzał zwiększoną ilość melatoniny i serotoniny.

Klucz do alegorycznych porównań z Parsiwala leży w opisie feniksa „spa­lonego na popiół”, ale z tych popiołów rodzi się oświecenie. Czym więc jest feniks? Jedni powiedzą, że to mityczny ptak (bennu), który spłonął na popiół w świątyni w Heliopolis i odrodził się w blasku światła. Heliopolis było cen­trum esseńczyków i siedzibą Wielkiego Białego Bractwa Mistrzów Rzemios­ła. Lecz w języku greckim feniks oznacza purpurę. Grecki historyk Herodot (około 450 roku p.n.e.) twierdził, że feniks symbolizuje czerwień i złoto zacho­dzącego i wschodzącego słońca. Feniks jest też symbolem ritu, „czerwonego złota”, które spala się na popiół: szem-an-ną „wznoszącego się w górę ogniste­go kamienia”.

Mówiono, że Aleksander Macedoński (356-323 p.n.e.) posiadał „rajski ka­mień”, który odmładzał starych ludzi. Jak tłumaczy średniowieczny żydowski uczony, kamień ten przeważył każdą ilość złota, lecz starty na proszek był lżejszy od piórka. W matematyce wyraża się to równaniem O = (+1) + (-1). Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste, bo (+1) + (-1) w istocie daje 0. Lecz w odniesie­niu do materii fizycznej jest to niemożliwość, ponieważ polega na zastosowaniu elementu dodatniego i równego mu wartością elementu ujemnego do tworzenia „nicości”.

Jeśli mamy kawałek czegoś dodatniego, nie możemy dodać doń takiej samej ilości negatywnego aspektu tego czegoś, żeby stworzyć nic. W najlepszym wy­padku można to pozytywne coś przenieść w inne miejsce, żeby zniknęło z oczu, lecz ono nie przestanie istnieć, nie stanie się więc nicością. Jedynym sposobem przeobrażenia czegoś w nic w świecie materialnym jest przeniesienie tego czegoś w inny wymiar, żeby w sensie fizycznym zniknęło z doczesnego środowiska. Gdyby udało się tego dokonać, dowodem na to będzie fakt, iż waga tego czegoś także zniknie.

Czym zatem jest to coś, co może przeważyć samo siebie, ale może też być lżejsze od samego siebie i stać się niczym? Czym jest to coś, co może być złotem, lecz spala się na popiół? To właśnie jest feniks („czerwone złoto”), który spala się na popiół, lecz odradza jako oświecenie. To właśnie ów złoty cielec, którego Mojżesz spalił na popiół i nakarmił nim Izraelitów. To kamień z ukrytym imie­niem- szem-an-na – „wznoszący się do góry ognisty kamień”, a jak czytamy w kronikach, sumeryjski ognisty kamień Mistrzów Rzemiosła wcale nie był ka­mieniem, lecz lśniącym metalem.

Czy dysponując obecnie supernowoczesną technologią i znając budowę ato­mów i ich jąder, moglibyśmy (podobnie jak w odległej przeszłości) przemienić złoto w słodki, jadalny proszek? Czy mógłby on przeważyć swoją optymalną wagę w złocie? Czy jest możliwe, aby ważył mniej niż nic? Czy wobec tego jest możli­we, aby proszek zniknął w innym wymiarze czasoprzestrzeni, a potem powrócił do swego pierwotnego stanu? Odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: tak, bo taka jest tajemnicza natura feniksa – następcy Gwiazdy Ognistej – który jest klu­czem do uszlachetnienia mesjanistycznej rasy poprzez ognisty kamień. A odpo­wiedź na pytanie, dlaczego starożytni Mezopotamczycy nazywali ognisty kamień „wznoszącym się do góry”, znajdziemy w alchemicznym świecie wysokospino-wej metalurgii.

 

Transmutacja złota

 

Na wstępie muszę zastrzec, że ze względu na niebiezpieczeństwa wynikające – z eksperymentowania z wysokospinowymi atomami, poniższe rozważania mają charakter ogólnikowy, bez podawania wag, temperatur, warunków laboratoryj­nych czy innych danych. Czynię tak w trosce o zdrowie i życie nierozważnych eksperymentatorów, jak też z uwagi na międzynarodowe prawo patentowe, strze­gące metody transmutacji złota.

Na początek kilka uwag o kamieniu filozoficznym, pochodzących od alche­mików – Lapidusa i Eirenaeusa Philalethesa:

Kamień filozoficzny nie jest wcale kamieniem, lecz proszkiem posiadającym moc przemienienia zwykłego metalu w złoto i srebro.

Kamienia, który posiada zdolność przekształcenia metali w złoto, należy szukać w szlachetnych metalach, których jest składnikiem (…) Nazywamy go kamieniem, po­nieważ ma stałą strukturę, opiera się działaniu ognia, jak każdy inny kamień, ale ma postać bardzo drobnego proszku, niewyczuwalnego dotykiem (podobnie jak talk), jest bezwonny, potencjalnie najbardziej przenikliwy, pozornie suchy, a jednak tłusty, łatwo zabarwia płytkę metalu (…) Kamień ten nie istnieje w naturze, trzeba go sztucznie wytworzyć, ale zgodnie z prawami natury (…) Tak więc, jak widzicie, nasz kamień jest ze złota, ale nie zwyczajnego złota.

Świadectwa te odnoszą się do jakiegoś enigmatycznego kamiennego bytu, który w rzeczywistości jest miałkim proszkiem. Mówiąc o szlachetnych meta­lach, w których występuje ów kamień, współcześni alchemicy nie mają wyłącz­nie na myśli złota i srebra, lecz także grupę platynowców. W jej skład wchodzą, oprócz platyny, metale takie jak pallad, iryd, osm, rod i ruten. Ze względu na ich wyjątkową trwałość są stosowane do produkcji instrumentów i narzędzi chirur­gicznych, optycznych i dentystycznych, tygli i termoogniw, łożysk do maszyn, przełączników elektrycznych i rozmaitych innych elementów precyzyjnych, włącz­nie z końcówkami igieł i stalówek wiecznych piór.

Metal, który w wyrobach jubilerskich nosi nazwę białego złota, jest w istocie stopem tego metalu z palladem, po raz pierwszy odkrytym w 1803 roku w Brazy­lii, Kalifornii i na Uralu, a nazwę otrzymał od planetoidy Pallas, która ukazała się wówczas na niebie. Iryd, osm i rod zostały także odkryte w tym samym czasie, a ruten w 1843 roku. Jednak metale z grupy platynowców nie zostały odkryte w XIX wieku. Przynajmniej jeden z nich – iryd – został odkryty ponownie, bo był on owym „ognistym kamieniem” starożytnego Sumeru. Ze względu na lśniący, srebrzysty kolor przez długi czas sądzono, że w starożytnych kronikach opisywa­no cynę.

Iryd jest pierwiastkiem rzadkim, ale geolodzy odkryli jego ilość trzydziesto-krotnie przekraczającą normę w warstwach skorupy pochodzących z czasów, gdy w odległej prehistorii na naszą planetę spadały meteoroidy zawierające iryd. Wynika stąd, że w przestrzeni pozaziemskiej nie jest on znów taką rzadkością. Sumerowie i starożytni Egipcjanie doskonale znali właściwości złota i umieli je łączyć z innymi metalami szlachetnymi, na przykład w elektrum, z którego w około 3200 roku p.n.e. wykonano hełm Mes-kalam-duga (rozdział 3). Mistrzowie Rze­miosła wiedzieli, że iryd, podobnie jak złoto, może być użyty do „wznoszącego się” stopu szem-an-na.

Oznacza to, że nie tylko znali i obrabiali te metale, ale rozumieli strukturę atomu i jądra atomowego, ponieważ „wznoszący się” stan białego proszku można uzyskać jedynie dzięki znajomości metali wysokospinowych. Tylko dzięki opa­nowaniu tego na poły fizycznego, na poły metafizycznego procesu można fi­zyczne coś zmienić w nic, stosując zasadę 0= (+1) + (-1). Wyskokospinowy złoty proszek powoduje wyraźny wzrost wytwarzanej przez szyszynkę melato-niny, a sproszkowany iryd ma takie samo działanie na przysadkę, produkującą serotoninę.

Nazwy platynowców są dla nas stosunkowo nowe, ale ostatnie badania wy­kazały, że ponad 5 procent wagi suchej masy tkanki mózgowej składa się z irydu i rodu w stanie wysokospinowym.

Czym więc jest „wznoszący się”, czyli wysokospinowy stan, który prze­mienia metale szlachetne w niewyczuwalny proszek? Wokół zwykłego ato­mu znajduje się potencjał osłonowy, wytwarzany przez dodatni ładunek jądra.

Większość elektronów otaczających jądro mieści się w tym potencjale osłono­wym, z wyjątkiem tych, które krążą po orbitach najbardziej oddalonych od ją­dra. Jądro wchodzi w stan wznoszenia się, czyli stan wysokospinowy, gdy do­datni potencjał osłonowy zwiększa zakres i obejmuje wszystkie elektrony krążące wokół jądra.

Elektrony te zazwyczaj krążą wokół jądra parami: elektron o spinie skiero­wanym ku przodowi i elektron o spinie wstecznym. Lecz gdy oba znajdą się pod wpływem wyskokospinowego jądra, wszystkie elektrony o spinie skierowanym do przodu korelują swój ruch z elektronami o spinie wstecznym. Gdy korelacja ta osiągnie stan doskonały, elektrony przekształcają się w „białe światło”, a poszcze­gólne atomy w substancji wysokospinowej nie mogą się łączyć. Z tego powodu nie mogą się ponownie przekształcić w metal, stając się po prostu białym prosz­kiem.

Mówiąc prościej, biały proszek powstaje w wyniku poddawania próbki me­talu w warunkach ściśle kontrolowanych i przez określony czas działaniu wyso­kiej temperatury – najczęściej z łuku prądu stałego z dwu elektrod. Ale najdziw­niejsze jest to, że w wyniku wielokrotnego podgrzewania i wychładzania waga proszku podnosi się i spada od kilkuset procent wzwyż po niemal zerową w sto­sunku do wagi optymalnej. Co więcej, optymalny ciężar proszku sięga 56 procent wagi metalu, który poddany został transformacji. Gdzie się więc podziało 44 pro­cent ciężaru pierwotnego metalu? Stało się po prostu czystym światłem i przenik­nęło do innego, pozafizycznego wymiaru. Jest to zgodne z cytowanym wcześniej komentarzem odnoszącym się do „rajskiego kamienia” Aleksandra Wielkiego. Przypomnijmy, że komentarz ów stwierdzał, iż kamień ten przeważył każdą ilość złota, lecz starty na proszek był lżejszy od piórka.

W Krwi z krwi Jezusa zastanawiałem się, w jaki sposób templariusze i al­chemicy Omara Khajjama zrobili niezwykle błyszczące, kolorowe witraże w ka­tedrze Notre Dame w XII-wiecznej Francji. Twierdzili, że tajemnicą ich sztuki jest spiritus mundi – „oddech kosmosu”, ale teraz wiemy, że było to owo „białe światło” rajskiego kamienia, gdyż szkło zostało zrobione z metalu. Kiedy wyso­kospinowy metal poddany zostaje działaniu określonej temperatury, przekształca się natychmiast w szkło, a jego barwa i jakość mają związek z rodzajem użytego metalu. Tą metodą produkuje się nie tylko cudownie przezroczyste szkło, ale owe brakujące 44 procent światła (spiritus mundi} pojawia się na powrót w szkle, któ­re odzyskuje optymalny ciężar metalu wyjściowego. Dowodzi to, że 44 procent wagi nigdy w rzeczywistości nie zniknęło, lecz po prostu przeniosło się w stan nieważkości.

W końcu lat 70. w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono eksperyment, w wyniku którego w normalnych warunkach, a nie w próżni w obecności ga­zów obojętnych, uzyskano owo mistyczne białe światło. Podczas testów sub­stancja użyta do eksperymentu zupełnie zniknęła w gwałtownym błysku świa­tła o sile około 50 tysięcy żarówek błyskowych. Nastąpił też wybuch, ale nie zarejestrowano podmuchu, a ołówek, który postawiono pionowo w epicentrum wybuchu, stał tam nadal nieporuszony.

Inną cechą białego proszku jest to, że nawet owe 56 procent masy może zupeł­nie zniknąć i także przenieść się do innego wymiaru. Na tym etapie eksperymentu (który, nawiasem mówiąc, jest odwracalny) niewidzialna substancja nie tylko waży mniej niż nic, ale naczynie, w którym ją umieszczono, także waży mniej niż na początku. Ta szczególna właściwość ognistego kamienia daje zaskakujące efekty, o      czym dowiemy się później w rozdziale poświęconym rozwiniętej w starożytnym Egipcie nauce o antygrawitacji.

Miesięcznik „The Scientific American” z maja 1995 roku zawiera rozwa­żania o wpływie rutenu (metalu z grupy platynowców) na ludzki DNA. Dowia­dujemy się z tej publikacji, że jeśli umieści się pojedyncze atomy rutenu na obu końcach podwójnej spirali DNA, jej przewodnictwo zwiększa się dziesięć ty­sięcy razy.

Wskutek tego DNA staje się nadprzewodnikiem. Czasopismo „The Plati-num Metals Review” zamieszcza regularnie artykuły o zastosowaniu platyny, irydu i rutenu w leczeniu nowotworów, które powstają wskutek niekontrolo­wanego podziału komórek. Kiedy w DNA zachodzą zmiany, jak to się dzieje w wypadku nowotworu, zastosowanie związku chemicznego platyny oddziału­je na zdeformowaną komórkę, a struktura DNA powraca do prawidłowego sta­nu. Leczenie takie nie wymaga interwencji chirurgicznej, nie niszczy sąsied­nich tkanek jak podczas napromieniowania i nie osłabia układu odpornościowego jak chemioterapia. Jest to leczenie powodujące natychmiastową korektę zmie­nionych komórek i z pewnością wkrótce usłyszymy opinie środowisk medycz­nych o zaletach tego rodzaju terapii. A może nikt się nią nie zainteresuje? Tak prosta metoda godzi bowiem w interesy potężnych koncernów farmaceutycz­nych. Bardziej prawdopodobne, że nadal będzie się stosować stare i nieskutecz­ne metody.

Niezwykle ważny jest fakt, iż niezależnie od tego, czy nadal będzie się pro­wadzić kosztowne i skomplikowane badania w tej dziedzinie, tajemnicę „wzno­szącego się do góry ognistego kamienia” nasi przodkowie znali już przed tysiąca­mi lat. Wiedzieli oni, że w ludzkim organizmie znajdują się nadprzewodniki; były nimi elementy naszej świadomości, czyli -jak ją nazywano – ciała świetlistego. Starożytni wiedzieli, że zarówno ciało fizyczne, jak i ciało świetliste (Ka) trzeba odżywiać, a pokarm dla tego drugiego stanowiła substancja zwana shem-an-na. Wytwarzali ją Mistrzowie Rzemiosła w świątyniach w jednym jedynym celu-nadania królom boskiej natury. Enlil-Jahwe mówi w Księdze Rodzaju (3:22): „Oto człowiek stał się taki jak My”.

Wiadomo, że iryd i rod przeciwdziałają starzeniu się, natomiast związki rute­nu i platyny oddziałują na DNA i komórki. Wiadomo również, że złoto i platy­nowce w jednoatomowym stanie wysokospinowym mogą działać pobudzająco na system hormonalny, podnosząc na niezwykle wysoki poziom świadomość i    zdolności. Szem-an-na jest w stanie opierać się grawitacji, uaktywnia też tak zwane „odpadki DNA” i zazwyczaj nie używane części mózgu.

Wyszliśmy oto poza ograniczenia narzucone nam przez Biblię, poznaliśmy procesy alchemiczne i naukę, która umożliwiła pojawienie się Królów Smoka.

Dynastia ta – poczynając od Kaina, poprzez królów Sumeru i faraonów w Egip­cie, po króla Dawida i następnie Jezusa – była rasą ziemskich „Dostawców Świa­tła”. Byli oni prawdziwymi „Synami Bogów”, których od około 3800 roku p.n.e. karmiono Gwiazdą Ognistą Anunnaki, a potem odżywkami z wysokospinowych metali. Krótko mówiąc stworzono ich na przywódców ludzkości, a fizycznie i umysłowo znajdowali się w stanie „wznoszenia się”.

 

Rozdział 15

Wulkan i pentagram

 

Bohater Dobrej Ziemi

 

Biblia dość skąpo informuje nas o potomkach syna Ewy, Kaina. Księga Rodzaju (4:17-18) wymienia tylko jednego z nich, Henocha, po którym nastąpili Irad, Mechujael, Metuszael i Lamek. Równocześnie podaje także imio­na potomków drugiego syna Ewy, Seta (Księga Rodzaju 4:26,5:1-25), a po dwóch kolejnych pokoleniach w linii tej także napotykamy imię Lameka:

Kain                                                        Set

Henoch                                                     Enosz

Kenan

Mahalaleel
Irad                                                           Jared

Mechujael                                                 Henoch

Metuszael                                                 Metuszelach

Lamek                                                      Lamek

W linii Seta znajdujemy niejakiego Kenana (którego imię jest wariantem Kaina) oraz Enosza (ten nie ma bezpośredniego odpowiednika), ale poza dwo­ma wyjątkami lista zawiera niemal te same imiona. Na tej podstawie wysunięto przypuszczenie, że może jedna z linii została zmyślona przez autorów Starego Testamentu, a ponieważ ród Kaina był z historycznego punktu widzenia waż­niejszy, można stąd wysnuć wniosek, że zmyślono imiona w linii Seta. Tak czy owak faktem jest, że choć ród Kaina był dynastią królewską, to ród Seta utwo­rzył dynastię kapłanów, a synem Lameka był Noe „Sprawiedliwy” (caddik)tjak go się nazywa w żydowskiej Zohar. W tradycji Żydów caddik oznaczało to samo, co „święty”.

Nie ma wątpliwości, że Noe, a więc i Abraham wywodzą się od Seta, jak to przedstawia Księga Rodzaju, ale jest też prawdopodobne, że imiona patriar­chów od Seta do Lameka były, do pewnego stopnia, zapożyczone od potomków Kaina, aby w ten sposób dodać pierwszym patriarchom splendoru. Od słowa caddik (sprawiedliwy) pochodzi dynastyczny tytuł zadoka, rzekomo używany od czasów króla Dawida, a w istniejących jeszcze oryginałach wczesnych ksiąg Nowego Testamentu zarówno Jezus, jaki i jego brat Jakub także noszą miano caddików.

Tradycja rodu starożytnych Smoków potwierdza, że od najdawniejszych cza­sów następstwo po Kainie odbywało się bez kojarzenia małżeństw z rodem Seta (patrz: Rodowód Tubal-kaina i Noego s. 210, oraz Potomkowie Lameka i Noego, s. 212). W ten sposób zachowano najczystszą krew Anunnaki i to królewski ród Kainitów, Rosi-crucis (rozdział 10) był karmiony Gwiezdną Łuną bogini. W prze­ciwieństwie do nich ród Seta miał bardziej ziemskie pochodzenie i z tego powodu autorzy ksiąg późniejszych od Księgi Rodzaju postanowili poprawić nieco wizeru­nek tej linii od czasów Noego, wymyślając historię o tym, że nie był on naturalnym synem Lameka.

Z wcześniejszych rozważań (rozdział 5) dowiedzieliśmy się, że od około drugiego stulecia p.n.e. wiele oryginalnych hebrajskich ksiąg upiększono i po­prawiono, aby dopasować je do zdobywającej wówczas przewagę mitologii grec-ko-aleksandryjskiej. Te nowe księgi niewiele miały wspólnego z autentyczną historią, więcej za to z wątkami powieściowymi, ich autorzy zaś nie mogli oprzeć się pokusie dodania aury tajemniczości niektórym znanym postaciom i wyda­rzeniom.

Wśród tych barwnych opowieści znajduje się pewna aramejska księga zwana przez uczonych Genesis Apocryphon. Powstała na przełomie ery starożytnej i no­wożytnej, w okresie panowania Heroda Wielkiego, a odkryto ją w 1948 roku w Qumran w Judei. W przeciwieństwie do większości zwojów znad Morza Mar­twego odkrytych w tym samym czasie Apocryphon nie był zamknięty w zapie­czętowanym dzbanie, a skórzane karty znajdowały się w stanie opłakanym. Udało się jednak odczytać i przetłumaczyć kilka zachowanych fragmentów. Tekst napi­sano tak, jakby jego autorami byli Lamek i Abraham, którzy snują opowieść w pierwszej osobie. Dzięki temu zdołano uzupełnić niektóre braki i niejasności Starego Testamentu w odniesieniu do postaci patriarchów, w tym Noego, o które­go narodzinach w Biblii wspomniano, lecz nie opisano ich dokładnie. Była to doskonała okazja, żeby nieco podnieść pozycję Noego, dając do zrozumienia, że być może był synem anioła (Nefila, czyli Czuwającego).

W opowieści czytamy, że Noe przyszedł na świat tak biały i piękny, iż Lamek zwątpił, że to on jest naturalnym ojcem chłopca:

Oto poczułem w mym sercu, że został poczęty przez Czuwającego, i że [...] należał
do świętych. Moje serce ogarnął smutek z powodu tego dziecka. Potem ja, Lamek, pośpie­
szyłem do mej żony Bath-Enosz i powiedziałem: „Na Boga Najwyższego, na króla [...],
powiedz mi prawdę i nie kłam” [...]

Mimo iż tekst sugeruje, że Noe pochodził od anioła, żona Lameka odpowiada przecząco na te oskarżenia:

Gdy moja małżonka Bath-Enosz ujrzała moją zmienioną twarz [...], opanowała się i powiedziała [...]: „Przysięgam na wielkiego Świętego, na Króla Niebios, że to nasienie pochodzi od ciebie i że został poczęty przez ciebie i z ciebie został zrodzony [...], a nie z kogoś innego; ani z żadnego z Czuwających, ani z synów nieba.

Z odpowiedzi tej wynika, że podejrzenia były nieuzasadnione, lecz uczyniono już niejako sugestię o pochodzeniu Noego od Nefilim, problem sprowadza się więc do tego, czy można wierzyć żonie Lameka. Wątpliwości były na tyle poważne, że dały asumpt do powstania innego dzieła na ten temat, Księgi Noego. Jej fragmenty zachowane w języku łacińskim i etiopskim utwierdzają  nas w przekonaniu o słusz­ności domniemań Lameka, czytamy tam bowiem, że jako niemowlę Noe „był biel­szy od śniegu, czerwieńszy niż róża; jego włosy były bielsze od wełny, a oczy jak promienie słońca”. A mimo to na końcu znajdujemy stwierdzenie, że Noe był „na­prawdę synem Lameka”, czyli że pochodził z rodu Seta (syna Adama i Ewy). Ten ziemski rodowód podkreślony został na samym początku, kiedy stwierdza się, iż Setowi urodził się syn Enosz, ponieważ enosz oznacza po hebrajsku „człowiek”.

Co się zaś tyczy tego drugiego Lameka (potomka Ewy i Enkiego-Samaela), z Księgi Rodzaju dowiadujemy się, że miał on dwie żony, z których jedna (Ada) urodziła mu dwóch synów, a druga (Silla) urodziła syna i córkę. Pierwszym sy­nem Ady był Jabal, o którym mówiono, że był „praojcem mieszkających pod na­miotami”. Jak stwierdzono w czasopiśmie „Journal of Near Eastern Studies”, okre­ślenie to ma ogromne znaczenie, ponieważ kroniki mezopotamskie dokładnie informują nas, kim byli owi „mieszkający pod namiotami”. W 1942 roku opubliko­wano Listę Królów Khorsabadu, pierwszych siedemnastu władców Asyrii, a określa­no ich jako „tych, którzy mieszkają pod namiotami” poza miastem Aszur.

Jabal miał brata Jubala, „praojca tych, którzy dzierżą lirę i piszczałkę”, tym­czasem jego przyrodni brat Tubal-kain (syn Silli) przedstawiony został jako „na­uczyciel obróbki mosiądzu i żelaza”. W hebrajskim oryginale Biblii zwracano uwagę, że słowo „żelazo” jest oczywistym przekłamaniem (ponieważ obaj bracia żyli przed epoką żelaza) i że należało użyć słowa „metal”. Istotnie, Tubal-kain był największym złotnikiem tej epoki i przez długi czas czczono go jako patriar­chę Mistrzów Rzemiosła.

Zanim zajmiemy się szczegółowo tą rodziną, warto zastanowić się nad ko­mentarzami do hebrajskiego oryginału Biblii, bo w tłumaczeniach niewiele uwa­gi poświęca się następcom Kaina. Materiały źródłowe do tej części Księgi Rodza­ju pochodzą z trzeciego tysiąclecia p.n.e., a hebrajski oryginał potwierdza, że źródła tych danych genealogicznych należy szukać w tradycji królów Mezopotamii. Hebrajskie imię Metuszaela (ojca Lameka) wywodzi się z akadyjskiego rdzenia Mutu-sa-ili (Człowiek Boga), a Lamek jest wariantem (niemal anagramem) su-meryjskiego imienia Akalem, którego prawdziwy anagram brzmi Amalek, syna Ezawa z drugorzędnej żony.

Czy istniał zatem wybitny sumeryjski władca z rodu Kainitów o imieniu Aka­lem, który panował po 3500 roku p.n.e.? Z pewnością tak, a jego grobowiec sir Leonard Woolley odkrył wśród szesnastu królewskich grobów przeddynastycznych królów (lugali) Ur. Owym znakomitym królem był Akalem-du lub Akalam-dag, a wspaniały hełm jego syna Meskalamduga (rozdział 3) jest wybitnym dzie­łem sztuki złotniczej. Wykonano go z elektrum – 15-karatowego stopu złota i sre­bra. Wielkim Wulkanem i Mistrzem Rzemiosła owej epoki był oczywiście Tubal-kain, syn Lameka (Akalemdu). Tubal-kain zaś to nikt inny, jak król Meska-lamdug, nazywany „Bohaterem Dobrej Ziemi”. Jego żona Ninbanda była córką Abargiego (Abaraza), pana Ur, którego grób sir Leonard Woolley także odnalazł, a żoną pana Abargiego była królowa Szubad z Ur, matriarchalna władczyni z ro­du Smoka, potomków Lilit. Szubad (zwana także Nin Puabi) lepiej jest nam zna­na z Księgi Rodzaju jako Naama Uwodzicielka – córka Lameka i Silli (patrz: Rodowód Tubal-kaina i Noego, s. 210).

Jak z tego widać, następcy Kaina władali różnymi królestwami – od Ur w po­łudniowej Mezopotamii po Assur na pomocy – i stanowili najwybitniejszą dyna­stię tej epoki, będąc spadkobiercami Malkut. A mimo to, czy może właśnie dlate­go, autorzy ksiąg biblijnych ignorują tę potężną dynastię, wspierając jej kosztem potomków syna Adama Seta. Działo się tak z wielu powodów, lecz najważniej­szym było ukrycie prawdziwego dziedzictwa późniejszego potomka rodu Kaini-tów – syna Tubal-kaina, który stanowił ogniwo łączące Sumerów z pierwszymi faraonami Egiptu. Ten związek z Egiptem nie był mile widziany przez hebraj­skich autorów Biblii, ponieważ pragnęli przedstawić czysto adamickie pochodze­nie Dawida i kolejnych królów Judy – patriarchalną linię, która nie dopuszczała dziedzictwa po królowych- Smokach. Wskutek tego wspomnianego syna Tubal-kaina (Mes-kalam-dug) uznano za syna Noego i tym samym zdyskredytowano, podobnie jak jego przodka Kaina. A synem tym był biblijny Cham.

 

Cham i kozioł z Mendes

 

Księga Jubileuszy donosi, że żoną Noego była Emzara, a w Księdze Rodzaju czytamy, że urodziła mu trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. Po Potopie Noe upił się winem ze swej winnicy, a syn Cham ujrzał go nagiego. Nie wiadomo, dlaczego Noe nie mógł przebywać nago we własnym namiocie, ale pozostali synowie – Sem i Jafet – pospiesznie okryli ojca. Kiedy Noe obudził się trzeźwy, doniesiono mu, że Cham widział go nagiego, a Noe rzucił klątwę na syna Chama Kanaana!

Sens tej dziwnej i z pozoru niesprawiedliwej klątwy pozostaje niejasny. Nie wiadomo też, dlaczego w tym momencie Cham został nazwany najmłodszym sy­nem Noego, choć w gruncie rzeczy zawsze był średnim synem. Uczyniono jednak rozróżnienie między Chamem i Semem, przy czym to Sem właśnie uzy­skał dostęp do Jahwe, podczas gdy syn Chama Kanaan z niewiadomych powo­dów zostaje potępiony:

 

Niech będzie przeklęty Kanaan! Niech będzie najniższym sługą swych braci! (…) Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg Sema! Niech Kanaan będzie sługą Sema! (Księga Rodzaju 9:25-26).

Według hebrajskiego oryginału Biblii cały ten fragment „budzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi”. A tak naprawdę niczego nie tłumaczy. Wyjaśnienie znajdu­jemy w wersji głoszącej, że w gruncie rzeczy synami Noego byli Sem, Jafet i Kana-an. To od Kanaana właśnie wywodziła się pierwsza dynastia babilońska, co spra­wiało nie lada kłopot autorom Księgi Rodzaju, którzy sami pozostawali w niewoli babilońskich królów. To babilońskie dziedzictwo trzeba było w jakiś sposób zatu­szować, a „klątwa” ułatwiała sprawę, ponieważ dyskredytowała Kanaanitów, rów­nocześnie zaś, dzięki sporządzonej później zafałszowanej genealogii, umożliwiała wyrugowanie Chamickich pretendentów do tronu na rzecz potomków Sema. Gdy­by Cham został prawidłowo przedstawiony jako syn Tubal-kaina, podstęp ten byłby niemożliwy, a słynny wnuk Chama Nimrod nie zostałby zepchnięty na dalszy plan, w Księdze Rodzaju bowiem jest o nim tylko krótka wzmianka.

We właściwie uszeregowanej genealogii królów linia Chama i Nimroda (jako potomków Kaina, Lameka i Tubal-kaina) przejęła prawdziwe dziedzictwo króle­stwa Smoka, natomiast linia potomków Seta – poprzez Noego i Sema – miała znacznie mniejsze znaczenie, choć w okresie bezpośrednio poprzedzającym cza­sy Abrahama piastowali oni stanowiska namiestników miast. Królewska tarcza herbowa Chamitów miała tak wielkie znaczenie w historii mesjanizmu, że znaj­dowano ją nawet na dokumentach takich jak pochodząca z XVII wieku, a prze­chowywana w Castle Matrix w Irlandii Genealogica. Przedstawiała ona smoka na polu; księga zwana Genealogica poświęcona została królowi Karolowi I, który w 1645 roku założył brytyjskie naukowe Royal Society (rozdział 20).

Pisząc o biblijnym królestwie wnuka Chama Nimroda Mocarza (rozdział 3), wymieniłem miasta, którymi władał. Teraz, skoro już dotarliśmy do jego czasów, warto przyjrzeć się pozabiblijnym źródłom historycznym, które opisują tę postać, zwłaszcza że rodowód Chamitów ma niezwykle istotne znaczenie dla genealogii spadkobierców Graala. Najważniejsze informacje dotyczące Nimroda znajduje­my w Targum – zbiorze dawnych aramejskich ksiąg odnoszących się do Starego Testamentu, spisanych w I wieku. Aramejski był językiem Aramejczyków, któ­rzy zajmowali w XIII wieku p.n.e. tereny Mezopotamii, a nieco później zaczęli się osiedlać w Syrii i Palestynie.

 

 

Tarcza herbowa Chama

 

 

W Targum czytamy, że Nimrod był ojcem egipskiego faraona, ale nie podano jego imienia. Ale inny tekst, pochodzący z terenów Etiopii, zawiera informacje o pewnym faraonie imieniem Januf, żyjącym w tym samym czasie co Nimrod. Tego władcę znamy pod imieniem Andżyb. Był królem z I dynastii, panował oko­ło 3000 roku p.n.e., czyli w tym samych czasach, w których żył Nimrod.

Wkrótce po Andżybie (około 2890 roku p.n.e.) w Egipcie pojawiła się nowa dynastia. Dzięki niej dziedzictwo Nimroda zyskuje właściwe mu miejsce. Co do tego nie ma wątpliwości, albowiem był to król Raneb, drugi faraon nowej dyna­stii, który jako pierwszy wprowadził w Egipcie kult kozła z Mendes. Ma to szcze­gólne znaczenie, gdyż zarówno w tradycji Graala, jak i Smoka (które w zasadzie są jednym i tym samym) kozioł z Mendes zawsze był bezpośrednio związany z dziadkiem Nimroda Chamem. Mendes było miastem położonym w delcie Nilu, na północny zachód od Awaris, a święty kozioł (często zwany Khem, Chem lub Cham), to zodiakalny Koziorożec[10]. Zgodnie z tradycją Dworu Smoka, Cham był desygnowany na władcę dziesiątej Ery Koziorożca i z tego względu jego symbo­lem był odwrócony pentagram. Ta pięcioramienna gwiazda ma dwa najwyżej położone punkty, które są rogami kozła z Mendes. Dwa boczne punkty symboli­zuj ą uszy, a pojedynczy punkt u podstawy to podbródek i broda.

W pentagramie znajdującym się w odwróconej („męskiej”) pozycji, umiesz­czony w miejscu zetknięcia się rogów szmaragd symbolizuje Khema. W pozycji odwrotnej pentagram reprezentuje „żeńskość” – najwyższy punkt oznacza bogi­nię uosobioną w Wenus-Lilit. Boczne ramiona to ręce, bliźniacze dolne punkty (poprzednio będące rogami) stanowią teraz podstawę, są nogami bogini, a klejnot Wenus znajduje się w miejscu sromu. Niekiedy odwrócony symbol Khema przed­stawiany jest z płomieniami strzelającymi spomiędzy rogów ze świętego klejon-tu – zwano je światłem astralnym. W pozycji Wenus natomiast maciczne płomie­nie symbolizują Gwiazdę Ognistą, uniwersalną istotę bogini.

Od najdawniejszych czasów, czy to jako symbol światła astralnego, czy też Gwiazdy Ognistej, pentagram oznaczał oświecenie i wiązał się ze starszą od żydowskiej tradycją szabatu – rytualnym okresem refleksji i doznań wolnych od codziennego znoju. Dlatego Khem z Mendes zwany był też kozłem szabato-wym. Podobnie jak wąż, kozioł był symbolem osiągnięcia celu i nie przypadkiem szesnastowieczny malarz Albrecht Durer umieścił kozła i węża w środku ale­gorycznego wizerunku Adama i Ewy.

 

 

 

(1) Pentagram kozła z Mendes (2) Pentagram Bogini

W świetle tej starożytnej tradycji trudno się dziwić, że od czasów średnio­wiecznych pentagram i kozła szabatowego kojarzono w chrześcijaństwie z here­tykami (przykładem mogą być katarowie z Langwedocji). W przeciwieństwie do nich ortodoksyjny Kościół dążył do zniweczenia wpływów starożytnej mądrości szkół mistycznych, tworząc hybrydyczną religię opartą na zbawieniu od niewia­domego – zbawieniu, które można osiągnąć jedynie poprzez poddanie się władzy biskupów. Wskutek tego duchowe doktryny gnostyków (którzy dążyli do odkry­cia nieznanego) zostały przez inkwizycję uznane za bluźniercze, a pentagram i ko­zioł symbolizowały odtąd czarną magię i czary.

Od tamtych czasów (po dziś dzień w niektórych kręgach będących pod wpły­wem Kościoła) indywidualne dążenie do oświecenia i poznania, które nie jest zgodne z opinią biskupów, uznaje się za herezję, a wiedza zdobyta tą drogą budzi tak wielki strach, że kozioł z Mendes zyskał miano symbolu diabła. W bogatej literaturze propagandowej z tak zwanymi wysłannikami diabła walczy się za po­mocą krucyfiksu i wody święconej.

Kozioł z Mendes wiąże się bezpośrednio z alchemią i choć słowo „alchemia” wywodzi się w zasadzie ze staroegipskiego określenia al-khame – nauki o prze­zwyciężaniu ciemności (rozdział 10) -jego drugim rdzeniem jest Al-Chem (Khem}. Z tego względu Khem z Mendes utożsamiany był z niejakim Azazelem z Kozio­rożca, którego w Księdze Henocha nazywa się Czuwającym (aniołem z grona Nefilim). W księdze tej czytamy, że Azazel zaznajomił ludzi „ze wszystkimi me­talami i sztuką ich obróbki (…) oraz z zastosowaniem antymonu”.

Azazel pojawia się również w Biblii. W Księdze Kapłańskiej (16:8) znajduje­my wzmiankę o dawnym zwyczaju przebłagania (po hebrajsku kippur, z asyryj­skiego kuppir). Czytamy tam, że Aaron rzucał losy o dwa kozły – “jeden los dla Pana, drugi dla Azazela”. Kozioł przypadający dla Pana zostanie złożony w ofierze przebłagalnej, natomiast kozła wylosowanego dla Azazela Aaron pozostawi żywe­go, aby dokonać na nim ofiary przebłagania, a potem wypędzić dla Azazela na pustynię. Angielskie tłumaczenie jest nieco mylące, ponieważ imię Azazel zastąpiono określeniem „kozioł ofiarny”. Zamiany tej dokonano dlatego, że w oryginale Biblii jest mowa o ofierze złożonej Panu i Khemowi-Azazelowi, tymczasem w Księdze Henocha (celowo usuniętej z Biblii) zwraca się uwagę czytelnika na związek Aza-zela z alchemią. Nie tylko nazywa się go tam mistrzem obróbki metalu, ale stwier­dza się także, że nauczył ludzi „zastosowania antymonu” – podstawowego pier­wiastka w nauce hermetycznej.

Określenie „hermetyczny” wywodzi się z Hermesa trismegistosa (co oznacza Hermes po trzykroć wielki). Imię to zyskał za dokonane w nauce Anunnaki osią­gnięcia, a sam o sobie tak mówił: „Nazywam się Hermes po trzykroć wielki, po­nieważ opanowałem trzy gałęzie filozofii świata”. Egiptologom Hermes znany jest jako Toth, sekretarz bogów. Do naszych czasów dotrwała słynna Księga Totha, w której opisano sposób, w jaki -za pomocą tajemniczych procesów -moż­na pobudzać pewne rejony mózgu i rozszerzać świadomość do niewyobrażalnych granic.

Pisałem już o tym, jak wielki wpływ złoto ma na szyszynkę (tajemne oko, czyli ajiri), która reprezentuje jeden z aspektów hermetyzmu. Pisma Totha potwier­dzają  to powiązanie, albowiem hieroglif  oznaczający Słońce jest równoznacz­ny z ajin (rozdział 10). Stąd bezpośredni związek Totha z Kainem (Qajinem), który staje się jeszcze bardziej oczywisty, jeśli dodamy, że Toth utożsamiany był z bi­blijnym Chamem (patrz: Rodowód Lameka i Noego, s. 212). W III wieku p.n.e. kronikarz Ptolemeuszy Mentho obdarzył Totha 36 525 słowami mądrości – a tyle staroegipskich stóp liczy obwód Wielkiej Piramidy. Mówi się także, że to wła­śnie Toth jest autorem słynnej Księgi umarłych.

A więc Cham nie był synem Noego, lecz pochodził z królewskiego rodu Ka­ina. Tajemnicy alchemii w tej rodzinie pilnie strzeżono, wszelkich związków mał­żeńskich z potomkami Seta zakazano, aby utrzymać jak najczystszą krew dzie­dziczoną po rodzie Lilit -Malkut. Księgi różokrzyżowców i filozofii hermetycznej wspominają, że większość materiału zawartego w Księgach Mojżeszowych (Pię-cioksięgu) pochodzi z rytuałów inicjacyjnych odprawianych w egipskich miste­riach, a wczesne szkoły masońskie twierdzą, że Cham-Toth był spadkobiercą „Mądrości Lameka”.

Jak już pisałem wcześniej (rozdział 10) Kain był protoplastą kapłańskiej dy­nastii magów zwanych Zaratustrą (lub Zoroasterem), która miała w starożytności wielkie wpływy. Założycielem tej perskiej linii, pochodzącej z sumeryjskiej Chal-dei, był Chem-Zaratustra, ów biblijny Cham. Dlatego średniowieczni komentato­rzy Biblii, jak na przykład ojciec de Villars, utrzymywali, że pierwszym Zaratu­strą był syn żony Noego.

Na terenach starożytnej Persji obecnie znajduje się Iran – a nazwa ta wywodzi się od nazwy plemienia Ariów, oznaczającej „szlachetną rasę”, która przywędrowa­ła do Persji nie wiadomo skąd. W przeciwieństwie do Hebrajczyków Ariowie czcili Mądrego Pana Ahura Mazdę (Ormuzda), Boga światła, który jest nam lepiej znany jako Enki-Samael. Jego ziemskie królestwo w języku awestyjskim nosiło nazwę Pairi Daize, stąd wywodzi się łaciński paradisus i angielski paradise (raj).

 

Filary mądrości

 

W starożytnych pismach mistycznych czytamy, że Lamek był twórcą masoń­skiego symbolizmu, a jego syn Jabal okazał się mistrzem geometrii. Wczesne masońskie manuskrypty, takie jak Harlean, Sloane, Lansdowne, Edinburgh i Kil-winning, wspominają o rzemiośle, które narodziło się w najstarszych biblijnych czasach, a statuty licznych dawnych lóż masońskich twierdzą, że ich założyciela­mi byli synowie i córka Lameka – Jabal, Jubal, Tubal-kain i Namma. Swoją mą­drość spisali ponoć na dwóch filarach – jeden nosił nazwę Marbell i był odporny na ogień, drugi - Laturus, był odporny na wodę.

Zapisy te (zwane Mądrością Lameka} oparte były na testamencie AnUnnaki zwanym Tablicą Przeznaczenia, która – jak już wcześniej wspomniałem w roz­dziale 10 -zawierała „wszystko, co ludzkość wiedziała i czego się jeszcze dowie”. Istnieje wiele rozmaitych relacji o naturze owych filarów mądrości, ale wszystkie są zgodne co do tego, że swego czasu ich zawartość została przeniesiona na szmaragdową tabliczkę przez wnuka Tubal-kaina Chama, który w Egipcie był znany jako Khem lub Toth.

Jedna z relacji różni się od innych, a znajduje się w napisanych przez Józefa Flawiusza Dawnych dziejach Izraela. Jest to próba przypisania królewskiej mą­drości raczej potomkom Seta, a nie Kaina. Józef twierdzi, że twórcami filarów mądrości były dzieci Seta (pochodzące od innego Lameka, ojca Noego), ale z je­go opowieści wynika, iż pomylił on przypuszczalnie posąg Seta, syna Adama, z posągiem Seta (Setiego I), egipskiego faraona z XIX dynastii.

Inna wersja tej historii, pojawiająca się w pewnych zniekształconych trady­cjach masońskich w Anglii, głosi, że filary (jeden z marmuru, drugi z metalu) były dziełem patriarchy Henocha. Ale angielski system masoński, który został poważnie zreformowany w XVIII wieku za czasów króla Jerzego, przyjął wy­łącznie zachodnią doktrynę, według której Toth, zwany w tradycji Wielkim Ar­chitektem, został symbolicznie zastąpiony przez judeochrześcijańskiego Boga. Na tej podstawie twierdzi się, że pierwotne sekrety wolnomularstwa przepadły, ale raczej było tak, że dawne tajemnice zostały pominięte przez hanowerskich twórców angielskiego systemu (opartego na Rycie Yorku), który zawiera jedynie niejasne alegorie i ponure rytuały. Obecnie w lożach tych nie naucza się alche­mii, jak to miało miejsce we wczesnych rytach szkockich, a nacisk kładzie się na działalność dobroczynną i bezsensowne ceremonie, po których członkowie nadal nie mają pojęcia o prawdziwym naukowym charakterze zakonu.

Niektóre wschodnie zakony nadal działają na podstawie doktryny Smoka, a w sześciostopniowej świątynnej ceremonii przyjęcia do Sanktuarium Świętego Graala jest powiedziane: „Podążajmy drogą węża”. Postaciami, którym oddaje się cześć, są Pan Światła (jak Enki-Samael-Ormuzd – rozdział 10) i Izis, wyzna­czona na „nosicielkę Graala”. Oto dalszy ciąg ceremonii:

Święta lanca nigdy nie chybia; Zakryj i odkryj Świętego Graala. Niech jego wino i krew płyną swobodnie, Na wieki przed Panem.

 

 

Rozdział 16

Imperium przymierza

Matka narodów

 

Ponieważ starsi mezopotamscy potomkowie Chama i Nimroda powędro­wali do Egiptu, pozostała patriarchalna linia Sema wywodząca się od Noego, natomiast potomkowie Jafeta podążyli do Arabii i Scytii Większej nad Morzem Czarnym. Przeklęci potomkowie syna Noego Kanaana przyjęli nazwę Kanaanitów, a granice ich terytoriów nad Morzem Śródziemnym rozciągały się od Sydonu do Gazy, w głąb lądu zaś do Sodomy i Gomory nad Morzem Mar­twym. Miasta te zostały w końcu zniszczone przez Enlila-Jahwe (rozdział 12), a Kananejczycy uważani byli powszechnie za wrogów pochodzących od Sema Hebrajczyków.

W Księdze Rodzaju niewiele się pisze o najbliższej rodzinie Sema, ale wyli­czono jego potomków aż do dziewiątego pokolenia, a dokładniejsze informacje o poszczególnych patriarchach zaczynają się na nowo od Abrama (Abrahama) i jego żony Saraj (Sary). Dzieje tej pary również były dość powikłane, bo choć Hebrajczycy uważali, iż ich naród od niej się wywodzi, to jednak w pierwszych latach małżeństwa Saraj była bezpłodna. Zjawisko to jest dość powszechne w bi­blijnych dziejach tej rodziny; Rebeka, żona ich przypuszczalnego syna Izaaka, także była bezpłodna, podobnie jak Rachela, żona najmłodszego ich wnuka Ja­kuba. W owych czasach często zdarzało się, że dziewczęta wychodziły za mąż, zanim dojrzały do rodzenia dzieci, i to o tych właśnie bezpłodnych latach pisze się w starych tekstach.

Jednak historia Saraj jest dość niezwykła. Najpierw dowiadujemy się, że nie mogła zajść w ciążę, a kilka wersetów dalej Biblia głosi, że jej mąż Abram stanie się ojcem licznego narodu. Potem Saraj podsuwa Abramowi swoją egip­ską służebnicę, Hagar, „aby dać mu ją za żonę”. Lecz gdy Hagar poczęła, Saraj upokarza swą niewolnicę i wypędza ją, jakby nie oczekiwała takiego obrotu rzeczy. W odpowiednim czasie Hagar rodzi pierwszego syna Abrama Izmaela, lecz jego dziedzictwo zostaje mu odebrane przez syna rzekomo bezpłodnej Sa­raj – Izaaka.

W tym momencie w Starym Testamencie Abram słyszy trzy kolejne oświad­czenia Pana, który w tekście hebrajskim nosi imię El Szaddai. Po pierwsze, zmie­niono imię Abrama na Abrahama. Po drugie, wprowadzono obowiązek obrzeza­nia dla jego męskich potomków. Po trzecie, mezopotamskie imię Saraj, co oznacza „swarliwa”, zmienione zostało na Sara, czyli „księżniczka”. Potem Pan oświad­cza Abrahamowi, że nowo mianowana Sara stanie się „Matką Narodów” „i kró­lowie będą jej potomkami”. Choć przodkowie Abrahama pochodzili z wpływo­wej mezopotamskiej familii, to jest to pierwsza wzmianka w Biblii o przyszłym królestwie hebrajskim, ale nigdzie nie znajdujemy uzasadnienia tego ewidentne­go wyniesienia. W rzeczywistości to konkretne przymierze zostało zawarte nie z samym Abrahamem, lecz z jego jeszcze nie narodzonym synem Izaakiem: „Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyj­dzie”.

Księga Rodzaju (15:18) zawiera też obietnicę, że potomkowie Izaaka odziedzi­czą imperium egipskie „od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Ale obietnicy takiej nie uczyniono wobec starszego syna Abrahama Izmaela ani też wobec sześciu jego synów urodzonych przez inną żonę, Keturę. Abraham był tym nieco zakłopotany i spytał o przyszłość Izmaela, na co El Szaddai odparł: „Pobło­gosławię mu, żeby był płodny”, ale „moje przymierze zawrę z Izaakiem”. Wynika stąd jasno, że choć Izmael był najstarszym z przyrodnich braci, Izaak miał zostać prawdziwym protoplastą przyszłych królów. Dlaczego zatem Abraham wpadł po­tem na pomysł, żeby złożyć Izaaka w ofierze na ołtarzu w Moriag? I dlaczego anioł, który powstrzymał jego rękę z nożem, nazwał Izaaka jedynym synem Abra­hama, skoro wszystkim było wiadome, że przedtem urodził mu się Izmael?

Tutaj warto wspomnieć, że Koran, relacjonując ten epizod, nie wymienia imienia chłopca, który miał zostać złożony w ofierze. Wielu muzułmańskich ba­daczy Pisma twierdzi, że ofiarą miał być nie Izaak, ale Izmael, syn Hagar, która w Księdze Adama przedstawiona jest jako córka faraona, będącego z kolei po­tomkiem Nimroda.

Badacze od dawna zastanawiają się nad dwuznacznością całego tego epizo­du, dziwi ich zwłaszcza, dlaczego potomkom Izaaka obiecano panowanie nad imperium egipskim. Z historycznego punktu widzenia ma to sens jedynie wów­czas, gdyby kompilatorzy Księgi Rodzaju wiedzieli, że jedna z linii potomków Izaaka rzeczywiście stała się dynastią faraonów egipskich. Jest też inny ele­ment, który niepokoi historyków, chodzi tu mianowicie o wprowadzenie obycza­ju obrzezania na tym wczesnym etapie sagi Hebrajczyków.

Słynny grecki historyk Herodot, który podróżował po Egipcie około 450 roku p.n.e., pisze, że obrzezanie (zwyczaj „odziedziczony” przez Hebrajczyków) było pierwotnie kultywowane tylko w starożytnym Egipcie, co potwierdzają badania odkopanych mumii, a na płaskorzeźbach w Karnaku przedstawiono całą proce­durę tego chirurgicznego zabiegu. Jeśli tak, to przymierze nie tylko obiecywało Izaakowi przyszłe panowanie nad Egiptem, lecz wprowadzało obcą Hebrajczy­kom egipską praktykę obrzezania już od czasów Abrahama. Dlaczego? Jaki był w tym czasie wpływ kultury egipskiej na ród Abrahama?

Jedynym związkiem, o którym wspomniano w Piśmie, było wprowadzenie Saraj do domu faraona, który pragnął pojąć ją za żonę. Wówczas Abraham za­przeczył, jakoby Saraj była jego małżonką, a przedstawił ją jako swoją siostrę. Niedługo potem dowiadujemy się, że on i Saraj byli dziećmi Teracha, a Abraham wyjaśnia: „Zresztą jest ona rzeczywiście moją siostrą, jako córka ojca mego, lecz z innej matki; mimo to została moją żoną” (Księga Rodzaju 20:12).

W etiopskiej kronice Nazum al-dżawahir podano, że żony Teracha nosiły imiona Tohwait (matka Saraj) i Jawnu (matka Abrahama). O Tohwait wspomina się też w syryjskiej M’arath Gaze jako o Naharjat, którą należy utożsamiać z Nfry-ta-Tjewnen, byłą żoną faraona Amenemhata I. Jej syn z tego małżeństwa został kolejnym faraonem Senuseretem I – tym samym, który chciał pojąć Saraj za żonę (patrz: Egipt i plemiona Izraela, s. 216). Nie było w tym nic dziwnego, bo Saraj była przyrodnią siostrą Senusereta ze strony matki (jak również przyrodnią sio­strą Abrahama ze strony ojca), a faraonowie egipscy często poślubiali siostry w celu przedłużenia królewskiego rodu także za pośrednictwem linii żeńskiej. Czy wo­bec tego jest możliwe, że Izaak nie był synem Abrahama, lecz synem Saraj i fara­ona? Prześledźmy jeszcze raz dzieje Abrama i Saraj w Egipcie.

W angielskim tłumaczeniu Księgi Rodzaju (12:19) cytuje się słowa faraona, który powiada do Abrama: „Dlaczego mówiłeś: »że to moja siostra«, tak że mó­głbym wziąć ją sobie za żonę?” Tymczasem w oryginalnym hebrajskim tekście Biblii jest zupełnie inny zapis. Bezpośrednie tłumaczenie z hebrajskiego brzmi: „Dlaczego powiedziałeś, »że to moja siostra«, tak że wziąłem ją sobie za żonę?”[11]. Widać tu wyraźnie różnicę, a hebrajscy autorzy Księgi Rodzaju zdecydowanie podkreślają fakt, iż Saraj i faraon przez pewien czas byli małżeństwem. Tymcza­sem zarówno tekst hebrajski, jak angielski [i polski], opisując późniejszy związek Saraj z królem Geraru Abimelekiem (Księga Rodzaju 20:1-6), podkreśla fakt, że „Abimelek jeszcze nie zbliżył się do niej”. Natomiast brak takiego stwierdzenia w odniesieniu do związku Saraj z faraonem.

Jeśli więc Izaak był synem faraona Senusereta, to z pozoru niejasne szczegó­ły przymierza zaczynają do siebie pasować. Teraz rozumiemy, dlaczego Saraj zmieniła imię na Sarę (księżniczkę). Sensu nabiera też wprowadzenie egipskiego zwyczaju obrzezania, jak również obietnica panowania potomków Izaaka w Egip­cie. Zrozumiałe staje się też znaczenie tajemniczego prawa pierworództwa, które syn Izaaka Ezaw sprzedał swemu bratu Jakubowi.

Wydaje się, że wszystko przemawia za tym, że Izaak był synem faraona, a nie Abrahama. Jednakże dowody na poparcie tej tezy, jakkolwiek przekonujące i ra­cjonalne, są w znacznym stopniu pośrednie. Być może pewnego dnia, podobnie jak zwoje znad Morza Martwego, pojawią się inne dane i informacje o tej kwe­stii. Tymczasem według ugruntowanej tradycji Izaak nadal jest synem Abrahama.

Dzieje Izaaka i historia o poszukiwaniu przezeń żony (Księga Rodzaju 24) malują portret osobowości Abrahama nieco odmienny od poprzedniego. Nieoczekiwanie Abraham przestaje być wędrującym nomadą, a przeobraża się w bogatego władcę dysponującego srebrem, złotem, wielbłądami, stadami zwierząt i dużym domem ze służbą. Wizerunek ten pasuje raczej do wcześniejszego statusu Abrahama, który jako dowódca zbrojnych oddziałów (Księga Rodzaju 14), pokonuje armie czterech królów, aby ratować swego bratanka Lota, odpowiada też wysokiej pozycji jego rodu w chaldejskim mieście Ur. Znamienny jest również fakt, że ze względu na królewską przyszłość potomków Izaaka, nie mógł on pojąć żony spośród kobiet kananejskich. Została wybrana przez wysłannika Abrahama spośród rodziny, która pozostała w Mezopotamii, a gdy Izaak poślubiał swą kuzynkę Rebekę z Haranu, narzeczona wniosła posag złożony z drogocennych przedmiotów i taką liczbę służ­by, jakiej nie powstydziłaby się kobieta szlachetnego rodu.

Mieli dwóch synów bliźniaków – Ezawa i Jakuba – przy czym ten drugi zmie­nił później imię na Izrael. Podobnie jak ojciec, Jakub także poślubił krewną Re­beki z Haranu, wybierając swą kuzynkę Rachelę. Jednakże w noc poślubną oj­ciec Racheli Laban wprowadził potajemnie do łożnicy zięcia swą starszą córkę, Leę, aby to ona – wedle zwyczaju – pierwsza wyszła za mąż. Tak więc Jakub miał dwie żony, a z nich liczne potomstwo. Jakby mu tego było mało, miał też dzieci ze służebnicami swych żon, Bilhą i Zilpą, a potomstwo jego okazało się tak licz­ne, że z czterech różnych kobiet zrodziło się dwanaście plemion Izraela.

W znalezionym w Qumran Genesis Apocryphon Abraham mówi, że we śnie widział siebie jako „cedr”, a jego żona Sara była „palmą”. Obawiał się, że fara­on zetnie cedr, aby dotrzeć do palmy. Uznał to za przestrogę, iż może stracić życie dlatego, że poślubił Sarę, która była pełnoprawną siostrą-małżonką króla Senuse-reta. W najdawniejszej sumeryjskiej liturgii oraz na królewskich pieczęciach po­walone drzewo cedrowe stanowiło symbol zmarłego boga, a bogini Isztar miała podobno „podnieść szlachetny cedr”, kiedy przywróciła do życia swego ukocha­nego Dumuziego. Ale co najdziwniejsze, w Sumerze cedry nie rosły, a jedynymi drzewami były tam palmy daktylowe. Cedry dawało się znaleźć jedynie w pół­nocnych rejonach Mezopotamii.

Cześć królewskiej palmie oddawali Arabowie, a kult ten pojawił się w linii syna Tubal-kaina Chama. Wielka oaza palmowa na południowym wschodzie Sy­naju, poniżej Akaby, nosiła nazwę Tehama (Teima lub Tema), od gorących pia­sków w tym rejonie. Od tego rdzenia wywodzi się hebrajskie imię Tamar, które tak wielką rolę odegrało w mesjanistycznym rodzie. Oryginalna biblijna Tamar była synową wnuka Izaaka Judy. W Księdze Rodzaju (38:1-30) znajdujemy bar­dzo dziwną opowieść o tym, jak poczęła za sprawą swego teścia, który jej nie rozpoznał. Znajdujemy tam jakieś mętne tłumaczenie zachowania Judy, ale jako tytularna Palma Chamitów, Tamar miała być protoplastką królewskiego rodu obie­canego potomkom Izaaka. Juda wybrał ją więc na żonę dla swego pierworodnego syna Era, lecz gdy Er nieoczekiwanie zmarł, Tamar została małżonką jego młod­szego brata Onana, który także przedwcześnie umarł. Autorzy Księgi Rodzaju obie śmierci przypisują woli Jahwe. Potem czytamy o tym, jak Tamar zaczepiona przez Judę, który wziął ją za nierządnicę, wyprosiła dla siebie koźlątko jako za­płatę. Nie wiemy, dlaczego Tamar nie dała się poznać Judzie, lecz w odpowied­nim czasie urodziła Peresa, który zapoczątkował królewski ród Dawida.

Niezależnie od tego, jak naprawdę wyglądały zakazane stosunki Judy z Ta­mar, jest rzeczą oczywistą, że w kulturze, która uznawała prawo do dziedziczenia królewskiej godności po matce, Tamar była niezwykle istotną postacią, podobnie jak ongi Tamar-Palma, żona Abrahama – Sara. Ale fakty zostały przeinaczone przez późniejszych autorów Biblii, kiedy w patriarchalnej społeczności Hebraj­czyków utrwaliła się tradycja następstwa dziedziczonego po ojcu. Z tej przyczy­ny Tamar jako kontynuatorka rodu przestała się liczyć. Ponadto z powodu nie­zgodnego z prawem poczęcia ród Judy także pochodził z nieprawego łoża i dopiero znacznie później pełnoprawne małżeństwa umocniły właściwe więzy z królew-skią rasą Kainitów.

Pojawia się jeszcze jedna Tamar, córka króla Dawida. I tym razem znajdu­jemy podobną opowieść o tym, jak została zmuszona do spania z bratem Amno-nem. Potem inny syn Dawida, Absalom, także miał córkę imieniem Tamar, to samo przytrafiło się królowi Zedekiachowi i samemu Jezusowi. Historie o ro­dach, w których ich męscy członkowie uważają za konieczne spać z Tamarami, otoczone są dziwacznymi uzasadnieniami, lecz kobiety te stanowiły ważny ele­ment spajający suwerenność rodu od czasów Izaaka, równolegle z królewskimi dynastiami Egiptu.

 

Ezaw i Królowa Smok

 

Ezaw, syn Izaaka i Rebeki, był starszym bratem bliźniakiem Jakuba-Izraela, który -jak głosi Księga Rodzaju (25:30-34) – kupił od brata prawo pierworódz-twa za „miskę czerwonej soczewicy”. Od słowa „czerwony” (tzn. adom) Ezaw (który także podobno był po urodzeniu czerwony) przyjął drugie imię Edom, a jego potomkowie nosili rodową nazwę Edomitów.

Ponadto Ezaw był obficie „owłosiony” (Księga Rodzaju 27:11), stanowi więc jakby reminiscencję Enkidu, „człowieka natury” w sumeryjskim Eposie o Gilga-meszu. Niektórzy autorzy sugerują, że słowo se ‘ar, które w odniesieniu do Eza-wa tłumaczono jako „owłosiony”, należy zapewne odczytać jako seir, synonim edom, to znaczy „czerwony”, ale mało prawdopodobne, by dawni kompilatorzy Biblii popełnili taki błąd, zwłaszcza że określenie „owłosiony” odnosiło się nie tylko do Ezawa, lecz także do osobistości w rodzaju Chama, Lilit i królowej Saby. Gdy w 1955 roku uchwalono w Etiopii konstytucję, napisano w  niej o cesarzu Haile Selassie, że pochodzi on od syna Salomona i królowej Saby Meneleka, o k-tórym mowa jest w trzynastowiecznej Kebra Nagast -Księdze Królewskiej Chwa­ły. O żonie Meneleka Makedzie, również pisano, że była „owłosiona”, lecz w tym kontekście słowo to tłumaczono jako „owłosiona jak jasna kometa – »włochata« wędrowna gwiazda”. Wędrowne gwiazdy to oczywiście biblijni potomkowie Kaina i jego żony Luluwy, a określenie „owłosiony” i „owłosiona” często przypisywa­no wybitnym spadkobiercom i spadkobierczyniom Luluwy, pochodzącej z rodu króla Anunnaki Nergala i jego żony, królowej Ereszkigal.

Imię Ezawa, E-sa-uma, znaleziono na tabliczkach odkrytych w 1975 roku w Tel Mardikh (starożytna Elba) w Syrii. Znaleziono tam także inne biblijne imio­na: Ab-ra-mu (Abraham), Is-ra-ilu (Izrael) i Ib-num (Eber), co uwiarygodnia te imiona, występujące w Księdze Rodzaju. Ale nie znajdujemy w niej dokładnej charakterystyki prawa pierworództwa przekazanego Jakubowi przez Ezawa. O ile można się domyślić, nie wiązały się z tym jakieś szczególne przywileje, a ponie­waż obaj byli synami Izaaka, jedynym oczywistym skutkiem było następstwo po ojcu dla starszego z nich, który – zgodnie z obietnicą – miał zapoczątkować kró­lewską dynastię. Biblia głosi, że w późniejszym czasie od Judy, syna brata Eza­wa Jakuba, wywodził swój rodowód król Dawid i jego dynastia, lecz gdyby bieg rzeczy potoczył się tradycyjnym torem i prawo pierworództwa nie zostało sprze­dane, królami byliby potomkowie Ezawa.

Zanim prześledzimy pokolenia następujące po Jakubie, warto zatrzymać się przez chwilę nad spuścizną po Ezawie, którego potomkowie byli w prostej linii dziedzicami Smoka poprzez jego żonę Baszemat, córkę syna Abrahama, Izmaela i jego egipskiej żony Mahalat. Mahalat znana była także jako Nefru-sobek, cór­ka faraona Amenemhata II i wnuczka Senusereta I, przyrodniego brata żony Abra­hama, Sary .

Córką Ezawa i Mahalat była Igrat, której córką ze związku z faraonem Ame-nemhatem III była Sobeknefru, Królowa Smok Egiptu około 1785-1782 p.n.e. Sobeknefru (Sobekhkare) była ostatnim władcą Egiptu z XII dynastii, a jej imię brzmiało „Piękność boga Sobeka”. Sobek był potężnym krokodylem – samą istotą Messeha, któremu ojciec królowej Sobeknefru wzniósł ogromną świątynię w Ki-man Faris.

Powszechnie uważa się, że Sobeknefru nie miała męskiego potomka, tak więc po jej śmierci nastała nowa, XIII dynastia. Ale ponieważ dziedziczenie tronu w E-gipcie następowało w linii żeńskiej, nowe dynastie zapoczątkowywało małżeń­stwo dziedziczki z mężczyzną z innego rodu. Tak też było i w tym wypadku, a XIII ‘dynastia była kontynuacją faraonów o imieniu Sobek – od Sobekhotepa I po So-bekhotepa IV. Wcześniej Sobeknefru ustanowiła Dwór Smoka w Ankhfn-khon-su (rozdział 13) stwarzając stabilną bazę kapłaństwa opartego na naukach Totha, które panowały w Egipcie od II dynastii, założonej przez wnuka Nimroda, króla Raneba.

Pod koniec XIII dynastii pojawiły się inne dynastie władców, rządzące rów­nocześnie z głównym królewskim rodem. Te równorzędne domy królewskie po­wstały we wschodnich rejonach Delty, począwszy od krótkotrwałej XIV dynastii, po której nastały równolegle dynastie XV i XVI, zwane hyksoskimi królami Del­ty. Panowały od 1663 roku p.n.e. równocześnie z XVII dynastią tebańską z głów­nej linii królewskiej, potem ich miejsce zajęła XVIII dynastia, zapoczątkowana około 1550 roku p.n.e. przez faraona Ahmose I. Mając główną siedzibę w Awaris, władcy hyksoscy zwani byli tak od tytułów, jakie nosili -Hikau-khoswet, co ozna­cza książęta pustyni. Często nazywano ich także królami-pasterzami, choć zda­niem wielu badaczy nazwa ta jest błędna. Ale w istocie byli oni pasterzami w ro­dzaju królów starożytnej Mezopotamii (rozdział 9). Ten styl władzy został przeniesiony do ich rodzinnego kraju z terenów Syrii i Fenicji, które z mezopotam-skim królestwem Mari łączyły handlowe szlaki karawanowe.

Hyksosi byli amoryckimi potomkami Chama, a więc należeli do rodu spo­krewnionego z władcami Egiptu począwszy od II dynastii aż po XII dynastię, czyli królową Sobeknefru. Rzucili wyzwanie XVII dynastii tebańskiej, a do sztu­ki wojennej wprowadzili konie, rydwany i łuki – czyli przedmioty, których Egip­cjanie jeszcze nie znali. Pisząc o dynastii Hyksosów, Maneton nazywał ich nie tylko „pasterzami”, lecz także „braćmi”, co miało oznaczać równoprawną pozy­cję poszczególnych królów mezopotamskich prowincji Mari, Babilon i Larsa.

Choć materiały źródłowe donoszą, że Ahmose I (założyciel XVIII dynastii) zdołał pokonać władców z rodu Hyksosów, to wiadomo, że między współzawod­niczącymi domami królewskimi w Awaris i w Tebach istniał sojusz wojskowy. Panuje opinia, że hyksoski faraon Apepi II (Apofis) był ostatnim spadkobiercą Królestwa Smoka w Egipcie, ale dziedzictwo to -jak się okazało – przeszło przez linię żeńską na nową dynastię. Nawet w grobowcu syna Ahmosa Amenhotepa I zachował się kartusz córki Apofisa, co oznacza, że wrogość między domami panującymi nie była aż tak wielka, jak się tradycyjnie uważa. Ustanowiona przez Sobeka tradycja Apofisa (nazywanego ukochanym Sobeka) była kontynuowana jeszcze przez faraonów w XVIII wieku p.n.e., a Thotmes III założył słynną szkołę mistyczną Białego Bractwa Uzdrowicieli (rozdział 13), z której wywodziła się społeczność esseńczyków w Qumran. Szkołę tę prowadzili kapłani Ptaha, boga me­talurgów, architektów i masonów. Ptaha uważano za wielkiego Wulkana Egiptu, a arcykapłan Ptaha nosił miano Wielkiego Mistrza Wynalazcy.

Mimo interwencji królów hyksoskich, Egipt od założenia I dynastii (około 3050 roku p.n.e.) był państwem zjednoczonym, składającym się z dwóch królestw: Gór­nego (południowego) i Dolnego (północnego). Każde z nich miało odrębne rega­lia – białą koronę (hedżet) w Górnym Egipcie i czerwoną koronę (deszret) w Dol­nym Egipcie, a podwójna korona (szmty) łączyła oba królestwa. Ponadto lotos i sęp symbolizowały białe królestwo, a papirus i kobra – królestwo czerwone. Lecz w na­szych badaniach ważniejsze jest to, że każde z nich miało swój odrębny filar – du­chową pępowinę pośredniczącą między kapłanami a bogami.

W położonym w Dolnym Egipcie Heliopolis, znajdował się starożytny filar Junu, którego imię przywodzi na myśl wielkiego sumeryjskiego boga Anu, ojca Enkiego i Enlila. Jego odpowiednik w Tebach (Górny Egipt) nosił nazwę Iwnu Szema, co po prostu oznacza Filar Południowy. Oba zwrócone na wschód filary, które nadal ist­niały po zjednoczeniu, czcił Thotmes Uzdrowiciel. Stały się one pierwowzorem dwu zwróconych na wschód kolumn świątyni, którą Salomon postawił dwa tysiące lat później w Jerozolimie. Kolumny jerozolimskie są emblematem nowoczesnego wolnomularstwa jako Jachin (budować) i Boaz (w siłę). W Egipcie kolumny sym­bolizowały jedność i ideę Ma ‘at, która wyraża zasadę równości i sprawiedliwo­ści. Ideę sprawiedliwego osądu traktowano jako synonim ustanowionej przez bo­gów godności królewskiej i hebrajskiej Malkut. Nic więc dziwnego, że Maat, bogini prawdy i prawa, była siostrą Thota. Ważyła prawdę na wadze piórkiem, a prawdę utożsamiano ze złotem, najszlachetniejszym z metali.

Gdy dusze dawnych faraonów przenosiły się w zaświaty (życie pośmiertne), poddawane były próbie przez boga uroczystości żałobnych Anubisa za pomocą sędziowskiego piórka Maat. Jak wynika z płaskorzeźby z tego okresu, Anubisa utożsamiano ze stożkowym bochenkiem chleba z białego proszku – owego „ wzno­szącego się do góry ognistego kamienia” świątynnych kapłanów. Współczesne badania nad metafizyką utrzymują, że dzięki nadprzewodnictwu ciała niektórych faraonów Starego Państwa mogły zostać przeniesione w fizycznej formie do in­nego wymiaru czasoprzestrzeni, gdzie zgodnie z sugestią starożytnych tekstów, pozostawały w stanie zawieszenia. Na razie nie ma na to dowodów, ale wiadomo, że takie wyczyny są możliwe, i to tłumaczyłoby puste sarkofagi grobowców w Gi-zie, w piramidach Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa.

Osobliwa tradycja Egiptu nakazywała, by rytuały pogrzebowe, które konse­krowały zmarłych na wiecznie żywych bogów, przebiegały tak samo jak te, które nadawały faraonom status bogów w życiu doczesnym. Wśród królewskich insy­gniów znajdowała się laska pasterska i berło, podobnie jak w starożytnym Sume­rze, i choć prawowici bogowie byli czczeni w obu krajach, to jednak na początku istniała wiara w boskość królów. Ale w obu cywilizacjach panowała zasada su­werenności, która głosiła, że „mężczyzna nie może być królem bez królowej, a królowa musi pochodzić z królewskiego rodu”.

Mimo iż Biblia nie uznawała egipskich potomków Ezawa w linii zapoczątko­wanej przez królową Sobeknefru, to jednak autorzy Starego Testamentu przyzna­wali dziedzictwo Lilit jego żonie Baszemat (patrz: Egipt i plemiona Izraela, s. 216). Dowiadujemy się, że potomkowie Ezawa po Baszemat i innych żonach zostali kró­lami Edomu, a Księga Rodzaju nazywa ich „królami, którzy panowali w kraju Edom, zanim Izraelici mieli króla”.

Znawcy literatury hebrajskiej zwracają uwagę, że wymieniając prawowitych królów Edomu (Idumei), autorzy Księgi Rodzaju wspominając dwunastu oddziel­nych królestwach, odpowiednikach dwunastu plemion Izraela. Było też dwunastu „książąt narodów”, potomków syna Abrahama, Izmaela, (Księga Rodzaju 25:13-16). Choć plemiona izraelskie są ogólnie dobrze znane, tych dwanaście innych wpływowych grup zostało pominiętych, mimo iż potomków Izmaela i Ezawa nazy­wa się wysoko urodzonymi książętami. Izmaelici pojawili się jako dwanaście ple­mion syryjsko-arabskich, podczas gdy tradycja muzułmańska czci Izmaela i Abra­hama jako założycieli Świętego Przybytku w Mekce. Edomici Ezawa dziedziczyli z kolei królestwo Idumei, albowiem byli smokami (królami) i sowami (królowymi) wieczności – o czym czytamy w Księdze Izajasza (34:13-17):

Na wieki będą ją dziedziczyli, mieszkać w niej będą z pokolenia na pokolenie. Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech roz­kwitnie.

 

Rozdział 17

Długa szata

Zmyślona chronologia

 

Nasza wiedza o faraonach egipskich pochodzi od Manetona, grecko-egip-skiego kapłana z Heliopolis. Urodził się w Sebennytos w Delcie, był doradcą faraona Ptolemeusza I (około 305-282 p.n.e.). W swoich kronikach przed­stawiał historię Egiptu poprzez panujące dynastie, tworząc w ten sposób struktu­rę chronologiczną począwszy od 3100 roku p.n.e. (gdy Dolny i Górny Egipt zo­stały połączone w jedno królestwo), po śmierć faraona Nektanebo II w 343 roku p.n.e.

Na nieszczęście kromka Manetona jest niekompletna, a jego dzieła znamy głównie z przekazów późniejszych historyków, jak Józef Flawiusz (I wiek n.e.), Juliusz Afrykański (III wiek n.e.) i Euzebiusz z Cezarei (IV wiek n.e.). Dodatko­wy kłopot wynika stąd, że choć Maneton miał dostęp do kronik świątyni w Helio­polis, to jednak nie mógł znać konkretnych dat panowania faraonów.

- Mimo iż później odkryto inskrypcje hieroglificzne sprzed czasów Manetona, to jednak dopiero w 1822 roku udało sieje odczytać dzięki francuskiemu egiptologowi Jean Francois Champollionowi. Metodę odcyfrowywania hieroglifów opra­cował on na podstawie słynnego kamienia z Rosetty, który w 1799 roku w pobli­żu Aleksandrii odnalazła ekspedycja pod kierownictwem napoleońskiego porucznika Boucharda. Czarny bazaltowy kamień pochodzący z około 196 roku p.n.e. zawiera ten sam tekst napisany hieroglifami, egipskim pismem demotycz-nym (używanym na co dzień) i po grecku. Dzięki analizie porównawczej pisma (starożytna greka była już wówczas znana) złamano kod hieroglifów, następnie porównano go z faraońskimi kartuszami (owalnymi ornamentami zawierającymi imiona królewskie).

Kiedy poznano hieroglify, można było przystąpić do odczytania innych staro­żytnych zapisów. Wśród nich znajdują się teksty z imionami władców Egiptu, które można było porównać z kronikami Manetona. Są to między innymi kamień z Paler-mo5 – czarna, diorytowa płyta, na której widnieją ostami przeddynastyczni królo­wie sprzed 3100 roku p.n.e., potem wymieniono tam faraonów aż do Neferirkare —przedstawiciela V dynastii, panującego około 2490 roku p.n.e. Dotąd przetłuma­czono Listę Królów z Karnaku (Teby), Listę Królów z Abydos, Listę Królów Aby-dos, Listę Królów z Sakkary i Królewski Kodeks z Turynu, papirus pochodzący z około 1200 roku p.n.e.

Mimo dość obfitych informacji nadal trudno ustalić chronologię, ponieważ listy te nie zawierają dat. W najlepszym wypadku podawano długość panowania poszczególnych królów i pewne dane astronomiczne oraz informacje dotyczące krajów rejonu Morza Śródziemnego poza Egiptem. Ale na tej podstawie trudno ustalić, czy jakiś konkretny faraon lub nawet całe dynastie rządziły jedna po dru­giej, czy też równocześnie. Wskutek tego istnieje kilka chronologii, w których różnice między okresem panowania poszczególnych władców lub dynastii waha­ją się między pięćdziesięcioma a dwustu latami.

Opracowano przypuszczalną „chronologię standardową”, którą powszechnie stosuje się we współczesnych publikacjach, lecz jest ona w znacznym stopniu oparta na siedemnastowiecznej biblijnej strukturze czasowej, opracowanej przez arcybiskupa Usshera (rozdział 2). A ponieważ większość przyjętych przez Usshera dat jest niedokładna, również daty dotyczące Egiptu są błędne.

Ścisłe daty zdarzeń w Palestynie można ustalić jedynie w okresie od 897 do 586 roku p.n.e., bo tylko w tym czasie kroniki północnomezopotamskie pokry­wają się z datami panowania kolejnych władców Palestyny. Kroniki te zwane są Kanonem eponimów, a odkrył je w Niniwie sir Henry Creswicke Rawlinson w 1862 roku. Zawierają daty nominacji asyryjskich eponimów, odpowiedników konsu­lów rzymskich, wraz z datami dojścia do władzy kolejnych królów. Pierwszą dokładną datą jest 854 rok p.n.e., kiedy to król Asyrii Salmanasar III wspomina o królu izraelskim Ahabie podczas bitwy o Karkar.

Na podstawie kronik asyryjskich ustalono, że Dawid był królem Izraela od 1010 roku p.n.e. (według obliczeń Usshera 1048 roku p.n.e.), a jego syn Salomon panował od 977 roku p.n.e. (u Usshera od 1015 roku p.n.e.) – czyli różnica w obu przypadkach wynosi trzydzieści osiem lat. Arcybiskup Ussher nie dysponował w 1650 roku takimi informacjami, a nawet gdyby miał do nich dostęp, to z pew­nością nie potrafiłby przetłumaczyć starożytnego asyryjskiego piśmiennictwa. Tak więc na podstawie błędnie przyjętej przez Usshera chronologii panowania kró­lów Izraela, ustalono nieścisłe daty w odniesieniu do równolegle panujących wład­ców egipskich, a z tego faktu wynikło mnóstwo nieporozumień. Egiptolog David M. Rohl, przeprowadził niedawno wnikliwe studia owej przypadkowej chronolo­gii, a jego odkrycia dowodzą, do jakiego stopnia była ona nieścisła.

Champollion, który odczytał starożytne hieroglify w 1822 roku, uznał, że fa­raon Szeszonk I był biblijnym Sziszakiem, który złupił świątynię jerozolimską za panowania syna Salomona, króla Jeroboama z Judy (Druga Księga Królewska 14:25-26 i Pierwsza Księga Kronik 12:2-9). Ponieważ Ussher przyjął, że Jero-boam panował w latach 975-957 p.n.e., Szeszonk I (założyciel XXII dynastii) musiał rządzić w mniej więcej tym samym czasie, choć nikt tak naprawdę nie znał dat jego panowania. Na tej podstawie uszeregowano innych faraonów, kieru­jąc się długością ich rządów. Potem, w 1882 roku, powstał Brytyjski Fundusz Odkrywania Egiptu, mający na celu potwierdzenie informacji zawartych w Sta­rym Testamencie poprzez badania archeologiczne, ale skończyło się to kolejną manipulacją datami w taki sposób, aby pasowały do biblijnego zapisu.

Główny problem z ustaleniem chronologii panowania Szeszonka/Sziszaka polegał na tym, że daty rządów Jeroboama podane przez Usshera różniły się o 50 lat od danych zawartych w kronikach mezopotamskich. W ostatnich czasach usta­lono, że Jeroboam panował w innym okresie, tak więc oblężenie Jerozolimy przy­padło na 925 rok p.n.e., a okres panowania Szeszonka I na 945-924 p.n.e. Ale tak naprawdę nic poza spekulacjami Champolliona nie wskazuje na to, że Szeszonk i Sziszak byli tą samą osobą.

Bardziej wiarygodna jest data 664 roku p.n.e., kiedy to – zgodnie z zapisem kronikarskim – król Asyrii Assurbanipal wdarł się ze swą armią do Egiptu i oto­czył Teby. Inwazję tę potwierdzają egipskie archiwa, wiadomo też, że miała ona miejsce w ostatnim roku panowania faraona Taharki z XXV dynastii, którego okres rządów w większości wykazów określa się na 690-664 p.n.e. Ale my w tej książ­ce nie interesujemy się okresem od króla Dawida, lecz czasami wcześniejszymi i powiązaniami z Egiptem już za życia Abrahama i Mojżesza.

 

Pobyt w Egipcie

 

Według Księgi Rodzaju (46-47) wnuk Abrahama Jakub-Izrael zabrał swoją dużą rodzinę (w sumie 70 osób) z Kanaanu do Egiptu, gdzie osiedlił się w kraju Goszen w delcie Nilu. Tu, uciekłszy przed panującym w Kanaanie głodem, mno­żyli się przez wiele pokoleń, aby w końcu wyjść z Egiptu pod przywództwem Mojżesza. Według chronologii Usshera przybycie Jakuba do Egiptu miało miej­sce w 1706 roku p.n.e., natomiast wyjście pod wodzą Mojżesza nastąpiło w 215 lat później, czyli w 1491 roku p.n.e.

Potwierdzenie pobytu Izraelitów w Egipcie znajdujemy w rocznikach fara­ona Ramzesa II, gdzie napisano o Semitach, którzy osiedlili się w rejonie Delty w Goszen. Niewiele nam to daje, ponieważ nie nazwano ich Izraelitami. Ludność semicka na tych terenach (zarówno wówczas, jak dziś) to nie tylko Izraelici, lecz także Arabowie w Syrii, Fenicji, Mezopotamii i całym w rejonie Żyznego Pół­księżyca (patrz: Potomkowie Lameka i Noego, s. 212). Oprócz ludów semic-kich w Goszen roczniki Ramzesa II (i jego poprzednika Setiego I) wspominają też o mieście Aszer w Kanaanie. Lecz Aszer otrzymało swą nazwę po jednym z izaelskich plemion, które powróciło wraz z Mojżeszem, co wskazywałoby na to, że wyjście z Egiptu musiało mieć miejsce przed panowaniem Setiego (około 1333-1304 p.n.e.).

Księga Rodzaju (47:11) głosi, że Izraelici osiedlili się na ziemi Ramzesa, natomiast Księga Wyjścia (1:11) utrzymuje, że w rzeczywistości zbudowali oni miasto Ramzes (Pi-Ramesses). Lecz Ramzes I panował dopiero około 1335 roku p.n.e., a Ramzes II – około 1304 roku p.n.e. – czyli praktycznie w dwa stulecia po tym, jak- według Usshera- Izraelici opuścili swój kraj! W gruncie rzeczy Jakub i jego rodzina nie mogli osiedlić się na ziemi Ramzesa, ponieważ przybyli do Egiptu na długo przedtem, zanim Ramzes I objął rządy.

Te absurdalne stwierdzenia Biblii intrygowały historyków od czasów wikto­riańskich. Dawno temu uznano, że nie odnoszą się. do rzeczywistych faktów. Sta­ło się tak dlatego, że kompilatorzy Starego Testamentu nazwali osiedle w delcie Nilu imieniem, które było im znane w VI wieku p.n.e., i że część delty zwana była „ziemią Ramzesa” do IV wieku n.e.22. Mimo to relacje biblijne niekoniecz­nie muszą być błędne, gdyż wyjście z Egiptu odbywało się falami, a znaczna część Izraelitów pozostała w nim już po ucieczce Mojżesza z głównymi siłami.

Mimo to niektórzy badacze skorygowali później okres osiedlenia się Izraeli­tów w Egipcie w taki sposób, aby przypadał on na panowanie Ramzesa II (Wiel­kiego), przy czym datę wyjścia Mojżesza ustalili na 1300 rok p.n.e. Jest w tym pewna logika, ponieważ nie ulega wątpliwości, że ustalony przez Usshera rok 1491 p.n.e. jest za wczesny dla historycznego Mojżesza, niemniej jednak są to tylko domysły.

Bardziej dokładną datę wyjścia Izraelitów z Egiptu ustalono w 1997 roku, kiedy na podstawie radiochronologii zbóż znalezionych w badanych przez arche­ologów warstwach w Jerychu stwierdzono, że liczą sobie one 3311 lat. To plasu­je je w okolicach 1315 roku p.n.e., co oznacza, że izraelicka armia Joszuy, która zburzyła miasto, jeszcze tam wówczas nie dotarła. Ponadto naukowy periodyk „Naturę” zamieścił publikację, w której stwierdzono, że pyły wulkaniczne po erupcji Santorini na Morzu Śródziemnym spowodowały w Egipcie słynną biblij­ną „plagę ciemności”. To oznaczałoby, że w 1360 roku p.n.e. Izraelici nadal byli w Egipcie i nie wyruszyli jeszcze z Mojżeszem na Synaj. Skutki, jakie odczuł Egipt po erupcji wulkanu, jak również towarzyszącego mu trzęsienia ziemi, opi­sano w zakupionym przez muzeum w Leiden w 1828 roku Papirusie Ipuwer. Ten wielostronicowy dokument, pochodzący z czasów XIX dynastii, skopiowany z wcześniejszych źródeł, opowiada o całej serii nieszczęśliwych zdarzeń w tym ‘ kraju, zbliżonych do słynnych plag. Czytamy w nim, że ogień i popiół, które znisz­czyły ziemię, „spadły wprost z nieba”.

Powróćmy do czasów Abrahama. Z Księgi Jubileuszy dowiadujemy się, że jego prapradziadek Reu (Raguel) ożenił się z Ora córką sumeryjskiego króla Urnam-mu z Ur. To ten właśnie król, panujący około 2113-2096 p.n.e., zbudował w tym mieście ostatni wielki zikkurat i założył III dynastię chaldejską. Potem, w 1960 roku p.n.e., nastąpił upadek Ur chaldejskiego, a Abraham (Abram) przeniósł się na pół­noc do Haranu, zabierając z sobą ojca Teracha i resztę rodziny. Następnie, po śmierci Teracha, wyemigrował do Kanaanu wraz z żoną Saraj (Sara) i bratankiem Lotem.

Ten fragment Starego Testamentu stanowi doskonały przykład niedokładności w podawaniu dat i wieku osób. Księga Rodzaju (11:26) głosi, że Terach miał sie­demdziesiąt lat, kiedy urodził mu się syn Abram, a kilka wersetów dalej (Księga Rodzaju 11:32) dowiadujemy się, że Terach dożył dwustu pięciu lat. To by ozna­czało, że Abram miał w chwili śmierci ojca sto trzydzieści pięć lat. Ale po kolej­nych czterech wersetach (Księga Rodzaju 12:4) czytamy, że Abram miał siedem­dziesiąt pięć lat, kiedy po śmierci Teracha opuścił Haran!

Najwyraźniej w kwestii chronologii ówczesne kroniki są dokładniejsze niż Biblia. Można z nich wywnioskować, że biblijne relacje o pobycie Hebrajczy­ków w Maranie, Kanaanie i Egipcie (od czasów Abrahama po czasy Mojżesza) odnoszą się do 600-letniego okresu pomiędzy 1960 a 1360 p.n.e., przy czym wyj­ście Mojżesza z Egiptu nastąpiło wkrótce po tej drugiej dacie.

Wnuk Abrahama Jakub na mocy przymierza w Betel otrzymał imię Izrael, a jego potomkowie znani byli odtąd jako „Izraelici” albo „dzieci Izraela”. Potem Jakub-Izrael zebrał całą swoją rodzinę (obie żony, Rachelę i Lee, ich służebnice Bilhę i Zilpę wraz z wszystkimi dorosłymi już synami i wnukami), po czym oko­ło 1760 roku p.n.e. przeniósł się do Egiptu. Jego syn Józef (którego wcześniej zazdrośni bracia sprzedali w niewolę do Egiptu) został wezyrem (wicekrólem) faraona.

Pobyt Izraelitów w Egipcie potwierdzaj ą komentarze Masory do Starego Te­stamentu. Czytamy w nich: „Izraelici spędzili w Egipcie czterysta trzydzieści lat”. W Księdze wyjścia (12:40) znajdujemy podobne stwierdzenie: „A czas po­bytu Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat”. Jeśli obliczenia te są właściwe lub zbliżone do prawdy, to wyjście Izraelitów z Mojżeszem na czele musiałoby nastąpić blisko czterysta trzydzieści lat po 1760 roku p.n.e., czyli oko­ło 1330 roku p.n.e.

 

Cztery wieki milczenia

 

Główny problem, z jakim mamy do czynienia w wypadku starotestamento-wych, pozornie spójnych wykazów genealogicznych, pojawia się w okresie po­przedzającym przybycie Izraelitów do Egiptu. Przed Abrahamem potomkowie szlachetnych rodów patriarchów byli odnotowywani w kromkach Mezopotamii, do których dostęp mieli babilońscy kompilatorzy Księgi Rodzaju. Lecz od emi­gracji Abrahama do Kanaanu i od początku wędrownego żywota jego potomków niewiele wiemy o kolejnych pokoleniach aż do czasów króla Dawida i jego na­stępców.

Rozmaite zestawienia kolejnych patriarchów od Abrahama do Dawida (ze­brane w Pierwszej Księdze Kronik) wymieniają trzynaście pokoleń, przy czym średnia długość życia w każdym pokoleniu wynosiła około siedemdziesięciu dwóch lat. Z wyjątkiem historii Józefa Biblia podaje niezwykle mało faktów związanych pobytem Izraelitów w Egipcie. Księga Rodzaju kończy się wraz ze śmiercią Józe­fa. Wiemy, że został zabalsamowany i pochowany w Egipcie. Następna w kolej­ności Księga Wyjścia rozpoczyna się krótką relacją o sporach prokreacyjnych mię­dzy Egipcjanami a Izraelitami, a potem – przeskakując kilkaset lat – rozpoczyna opowieść o dziejach Izraelitów od momentu narodzin Mojżesza. Sprawia to wra­żenie, jakby czasy Józefa i Mojżesza nastąpiły po sobie niemal bezpośrednio. Potem ze zdziwieniem czytamy w Księdze Liczb, że gdy Mojżesz wiódł Izraeli­tów przez Morze Czerwone na Synaj, siedemdziesięciu członków rodziny ojca Józefa, Jakuba-Izraela (Księga Rodzaju 46:27), którzy przybyli wraz z nim do Egiptu, pomnożyło się do około dwóch milionów, w tym potężnej armii liczącej 603 550 wojowników w wieku ponad dwudziestu lat!

W Księdze Rodzaju (41:39-46) czytamy, że mając trzydzieści lat Józef został mianowany „rządcą całego Egiptu” i otrzymał nowe imię Safhat Paneach. Izrael­ski badacz Pisma Moshe Weinfeld twierdzi, że oznacza to mniej więcej „Bóg mówi – on żyje”, ale w starożytnym Egipcie tytuł ten nie odnosił się do Boga Hebrajczyków. Niemiecki lingwista Georg Steindorff uważa, że tytuł ten ozna­czał „Bóg powiada – niechaj on żyje”.

Gdyby nie istniały odrębne egipskie relacje o wezyrze Józefie i jego pokre­wieństwie z Mojżeszem w XIV wieku p.n.e., byłoby trudne, jeśli w ogóle możli­we, odróżnienie go od Józefa syna Jakuba-Izraela z XVIII wieku p.n.e. Biblia (przez zamierzony przeskok czasowy od Księgi Rodzaju do Księgi Wyjścia) su­geruje, że obaj Józefowie byli tą samą osobą, a udało się to dzięki „zgubieniu” pomiędzy obiema Księgami owych czterystu lat historii, podobnie jak to miało miejsce między Starym i Nowym Testamentem.

Nie jest wykluczone, że historia kłótni młodego Józefa z braćmi i owa legen­darna długa szata zostały zmyślone przez autorów Biblii w celu połączenia obu okresów w dziejach Izraela. Z historycznego punktu widzenia Józef-wezyr był rządcą Egiptu na krótko przedtem, nim na scenie pojawił się Mojżesz, ale wbrew tradycji nie był on tym Józefem, synem Jakuba, który żył tam czterysta lat wcze­śniej.

Zarówno w Księdze Wyjścia (13:19), jak w Księdze Jozuego (24:32) mowa jest o „kościach” Józefa, które Izraelici zabrali z sobą z Egiptu, aby je pochować w Sychem. Jest to jednak sprzeczne z Księgą Rodzaju (50:26), gdzie napisano, że ciało Józefa wezyra zostało zabalsamowane (czyli zmumifikowane) w Egipcie. Ten rodzaj zachowania fizycznego ciała był przywilejem zarezerwowanym tylko dla osób wysokiej rangi, nie byłoby więc kości, które można by zabrać w drogę. Jeśli w ogóle istniały jakieś kości, to należały do pierwszego Józefa, ale na pewno nie były to szczątki rządcy Egiptu, które zostały odkopane w Egipcie.

Co wiemy o pierwszym Józefie, synu Jakuba? W Biblii czytamy, że urodził się, gdy Jakub był już niemłody i że reszta braci go nie lubiła, ponieważ ojciec faworyzował go, dał mu nawet „długą szatę z rękawami” (Księga Rodzaju 37:3). Jest to zniekształcone tłumaczenie tekstu hebrajskiego, w którym mowa jest o „oz­dobnej szacie”, nie ma tam natomiast żadnych wzmianek co do długości czy in­nych elementów. O szacie „z długimi rękawami” (ketonet pasim) czytamy też w Drugiej Księdze Samuela (13:18). Tym razem nosi ją Tamar, córka króla Da­wida, a oryginalny tekst powiada o ketonet pasim (stroju niezależnym od płci), który świadczy o wysokim pochodzeniu i dziewictwie.

Z tłumaczenia Biblii z hebrajskiego dowiadujemy się, że z punktu widzenia analizy lingwistycznej historia Józefa sprzedanego przez braci do Egiptu (Księga Rodzaju 37) ma co najmniej dwóch autorów. Niekiedy ojciec Józefa nazywa się Jakub, innym znów razem Izrael. W kontekście nałożonych na siebie opowieści czytamy najpierw, że Ruben proponuje Judzie i innym braciom, aby Józefa nie za­bijać, potem Juda sugeruje to samo Rubenowi i pozostałym. Ilekroć użyte zostaje imię Jakub, Ruben jest obrońcą Józefa, a gdy ojca nazywa się Izraelem, Józefa broni Juda.

Opowieść ta jest mocno pogmatwana i niespójna. Najpierw bracia wrzuca­ją Józefa do studni z zamiarem zabicia go (Księga Rodzaju 37:24), lecz potem serca ich zmiękły i sprzedają go przejeżdżającej obok karawanie Izmaelitów (37:27). Po chwili na scenie pojawiają się kupcy madianiccy, po czym bracia ponownie wyciągają Józefa ze studni i sprzedają go Izmaelitom, którzy z kolei zabierają go do Egiptu (37:28). Potem, gdy Józef już dwukrotnie został sprze­dany, Ruben zagląda do studni (37:29-30) i ze zdumieniem stwierdza, że brata tam nie ma!

Choć tyle w niej niejasności, to jednak historia ta spełnia swoją rolę, uświa­damiając nam, że Józef znalazł się w Egipcie w pojedynkę, bez ojca i reszty ro­dziny, która dołączyła po jakimś czasie. W ten sposób sprytnie usunięto pierwsze­go Józefa z grona rodziny, aby można go było utożsamiać z późniejszym Józefem -rządcą Egiptu.

Do Egiptu Józef przybył w wieku lat siedemnastu i został sprzedany dowód­cy straży przybocznej faraona (sar hatabahim) imieniem Putyfar, o którym już potem Biblia nie wspomina. Jednakże wprowadzenie w tym momencie imienia owego urzędnika było korzystne o tyle, że utożsamiało Józefa z jego późniejszym imiennikiem, który w wieku trzydziestu trzech lat poślubił Asenat, córkę Poti Fera, kapłana boga Ra. Aczkolwiek imiona Putyfar i Poti Fera są do siebie zbliżone, to jednak nosiły je zupełnie inne osoby -jeden był przecież dworakiem, drugi – kapłanem.

Fakt, iż historia pierwszego Józefa została zmyślona, potwierdza opowieść o próbie uwiedzenia go przez żonę Putyfara (Księga Rodzaju 39:7-18). Gdy Józef opierał się jej wdziękom, niewiasta zdarła z niego szatę i pokazała mężowi, twier­dząc, iż z wielkim trudem udało się jej uciec przed zakusami Józefa. Jeszcze kil­kadziesiąt lat temu w historii tej nie widziano nic podejrzanego, lecz egiptolodzy przetłumaczyli pewien dokument napisany hieroglifami, zatytułowany Papirus z Orbiney, pochodzący z czasów XIX dynastii (około 1250 roku p.n.e.). Znalezio­no tam pierwowzór tej opowieści w romantycznej literaturze starożytnego Egip­tu – ale bohaterem jej wcale nie był Józef.

 

Józef-wezyr

 

130 kilometrów na południe od dzisiejszego Kairu znajduje się miasto Madi-nat al Fajjum, gdzie kanał długości 320 kilometrów, prowadzący, z Nilu prze­kształcił pustynię w kwitnącą ogrodami i sadami rajską oazę. Mieszkańcy tych terenów (fellehowie) oraz reszta Egipcjan określają starożytny akwedukt mianem Bahr Jusuf(Morze Józefa), a legenda głosi, że nazwano go tak na cześć wielkiego wezyra imieniem Józef.

W Księdze Rodzaju (41:39-43) czytamy o tym, jak Józef został mianowany rządcą Egiptu:

A potem faraon rzekł do Józefa: (…) Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię prze­wyższał (…) Oto ustanawiam cię rządcą całego Egiptu”.

 

Czy Izraelita sprzedany w niewolę mógł zostać w krótkim czasie wpływo­wym dostojnikiem na dworze faraona, dostojnikiem, którego imieniem nazwano kanał i który jeździł drugim wozem władcy, jak to czytamy w Księdze Rodzaju (41:43)? Z pewnością był taki wielki pan, którego – wbrew zwyczajom – zabal­samowano po śmierci jak faraona (tak dokładnie głosi ostatni werset Księgi Ro­dzaju) i pochowano na królewskim cmentarzysku w Dolinie Królów na zachód od Teb (dzisiejszy Luksor).

Inskrypcje na egipskich grobowcach zazwyczaj wymieniają imię bóstwa opie­kuńczego pochowanych tam ludzi: Ra, Amona czy Ptaha. W tym wypadku in skrypcja na grobowcu wielkiego rządcy jest raczej nietypowa i nie wymienia żad­nego znanego boga Egiptu. Jest tam natomiast imię Ja-ja i Ju-ja, co w fonetycz­nej transkrypcji brzmi luija i jest podobne do Jaouai -jednego z wariantów imie­nia Jahwe. Dzięki tej inskrypcji rządca znany był jako Juja, a jest to szczególnie ważne, ponieważ jego wnuk, faraon Echnaton, wprowadził później w Egipcie kult „Jedynego Boga”.

 

Juja (Jusuf) był najwyższym urzędnikiem faraona XVIII dynastii Thotmesa IV (około 1413-1405 p.n.e.) i jego syna Amenhotepa III (około 1405-1367 p.n.e.). Jego (Jusufa) grobowiec odkryto w 1905 roku, obok znaleziono grobowiec jego żony Tuji (Asenat), a ich mumie należą do najlepiej zachowanych spośród tych, które obejrzeć można w Muzeum Kairskim. Egiptologów niezmiernie dziwił fakt, iż ktoś spoza najbliższej rodziny królewskiej został zmumifikowany i po­chowany w Dolinie Królów. Najwyraźniej para ta była niesłychanie ważna, a po­twierdza to papirus pogrzebowy znaleziony w grobowcu Juji, w którym nazwano go „Świętym Ojcem pana obu krain” (it ntr n nb tawi). Podobny tekst znajduje się na statuetce grobowcowej. Tytuł Pana Obu Krain przysługiwał faraonowi i od­nosił się do Górnego i Dolnego Egiptu. Tak więc Juja był nie tylko rządcą-wice­królem i pierwszym dostojnikiem w państwie, lecz także ojcem faraona. Miał nawet status królewski, nosił też przysługujące faraonowi miano: „Ten, któremu dobry bóg powierzył cały kraj”.

Rodzina Juji była zatem bardzo wpływowa, posiadała dobra dziedziczne w del­cie Nilu, a sam Juja był wielkim wodzem. Anen, starszy syn Juji i Tuji, za pano­wania Amenhotepa III także został wysokiej rangi urzędnikiem – nosił tytuły kanc­lerza Dolnego Egiptu, arcykapłana Heliopolis i boskiego ojca narodu. Ale to ich młodszy syn Aje obdarzony został specjalnym tytułem „Ojca Boga”, a w 1352 roku p.n.e. został faraonem, podobnie jak inni potomkowie Jusufa-Juji, w tym także słynny Tutanchamon.

Nie tylko Juja miał powiązania z królewskim domem, jego żona Tuja także pochodziła z wysokiego rodu. Biblia powiada, że Tuja (Touiou) nosiła godność „Asenat” (iw s-n-t). Określenie to wywodzi się z dialektu z okresu XVIII dyna­stii i oznacza „Ona należy do bogini Neith”. Tuja była córką kapłana w Helio­polis, a według Corpus of Hieroglyphic Inscription znajdujących się w muzeum w Brooklynie, nosiła miano „Królewskiej Ozdoby” (kheret nesw). Podobno ze strony matki była wnuczką Thotmesa III, założyciela Wielkiego Białego Brac­twa Uzdrowicieli, a poprzez ojca spokrewniona z Igrat (córką Ezawa i Mahalat), matką królowej Sobeknefru, która ustanowiła w Egipcie elitarny Dwór Smoka.

Tak oto spełniła się obietnica zawarta w przymierzu Boga z Izaakiem. Jego syn Ezaw sprzedał co prawda prawo pierworództwa bratu Jakubowi-Izraelowi (którego potomkowie byli królami Judy), lecz teraz widzimy, iż poprzez Juję i Tuję potomkowie Ezawa zostali faraonami egipskimi. Znani byli jako „Królowie Amarny” i nosili imiona Echnaton, Semenkhkare, Tutanchamon i Ai, a panowali kolej­no w okresie 1367-1348 p.n.e.

Po kampanii faraona XVIII dynastii Thotmesa III (około 1490-1436 p.n.e.), prapradziadka Echnatona, Palestyna znalazła się pod panowaniem Egiptu i pozostała w jego granicach aż do epoki Królów Amarny. Amerykański egiptolog Ja­mes Henry Breasted nazywa Thotmesa III „Napoleonem Egiptu”. Imperium zbudowane przez niego i jego syna Amenhotepa II było z pewnością owym króle­stwem obiecanym potomkom Izaaka: „od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat” (Księga Rodzaju 15:18). Gdyby przymierze traktować dosłownie, okazałoby się, że sprzedanie przez Ezawa prawa pierworództwa Jakubowi nie miało żadnego znaczenia i dopiero po okresie Królów Amarny rody Ezawa i Ja­kuba połączyły się poprzez małżeństwo, dając początek królewskiej linii Dawida, władców Judy.

 

Rozdział 18

Mojżesz z Egiptu

Łódka z sitowia

 

Księga Wyjścia (11:3) powiada, że „Mojżesz także zażywał w kraju egip­skim wielkiej czci tak u sług faraona, jak i u ludu”. Lecz mimo tak waż­nej pozycji, o której mówi Biblia, mówi się, że nie ma dowodów na to, iż w ogóle istniał. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ wymieniony jest po imieniu w kro­nikach Manetona, który – jak już wspomniałem – był doradcą faraona Ptoleme-usza I około 300 roku p.n.e. W późniejszym dziele, pochodzącym z I wieku n.e., zatytułowanym Przeciw Apionowi żydowski historyk Józef Flawiusz donosi, że Maneton wspomina, iż Mojżesz był kapłanem egipskim w Heliopolis. Lecz w dal­szej części tego dzieła Józef (szkolony na faryzejskiego kapłana w Judei) podaje wyjątek z kroniki Manetana, w którym ów potwierdza, iż Mojżesz był Egipcjani­nem: „Jak wieść niesie, kapłan, który ustanowił im ustrój i prawo, heliopolitań-czyk z pochodzenia (…) po przejściu do tego narodu zmienił swoje imię i przy­brał nazwę Mojżesz”.

Negując stwierdzenia zawarte w Historii Egiptu (Aigyptiakd) Manetona, sam Józef podaje, że Mojżesz był dowódcą armii egipskiej w wojnie z Etiopią. W Daw­nych dziejach Izraela dowodzi ponadto, że Mojżesz poślubił córkę króla Etiopii Tharbis aby umocnić pokój między oboma narodami. W Biblii nie wspomina się o wojskowej przeszłości Mojżesza, ale w Księdze Wyjścia (2:19) czytamy, że był on „Egipcjaninem”, co potwierdzałoby tezę Manetona.

Przedstawione w Starym Testamencie dzieje Mojżesza są wyjątkowo niepełne. Na przykład w Księdze Wyjścia (2:1-10) czytamy o jego narodzinach i o tym, jak został spuszczony na wodę rzeki w łódce z sitowia uszczelnionej smołą. Ale kilka wersetów dalej dowiadujemy się, że jest dorosły i ożeniony z Madianitką Seforą (Księga Wyjścia 2:21). O tym, co się z nim działo między tymi dwoma wydarze­niami, wiemy tylko, że zabił Egipcjanina za to, iż tamten uderzył Hebrajczyka. Podobnie jak wiele barwnych wątków w Starym Testamencie i ten został zapoży­czony z Mezopotamii, a w tym wypadku pierwowzorem była Legenda Szarrukina, który potem zwany był Sargonem Wielkim, królem Akadu (2371-2316 p.n.e.). W asyryjskiej opowieści o Sargonie czytamy:

Poczęła mnie kapryśna matka; w tajemnicy obnażyła mnie. Włożyła mnie do łódki z sitowia; smołą uszczelniła pokrywę. Wrzuciła mnie do rzeki, która mnie nie zalała. Woda uniosła mnie i zawiodła do Akki, który wydobył mnie z wody.

 

Określenie „wydobył mnie z wody” ma tu szczególny wydźwięk, gdyż we­dług Księgi Wyjścia (2:10) Mojżeszowi imię nadała córka faraona. To ona bo­wiem bowiem „wydobyła go z wody”. Józef Flawiusz wyjaśnia, że egipskie sło­wo oznaczające wodę brzmi moy, a ci, którzy zostali wyratowani z topieli, nazywani byli es es. Z tego połączenia słów – jak twierdzi – pochodzi biblijne imię Moy-eses/Moses (Mojżesz). Zygmunt Freud zwrócił w 1937 roku uwagę, że imię Mojżesz po hebrajsku brzmi Moszeh lub Mosze i że panuje powszechna opinia, iż wywodzi się ono od hebrajskiego słowa mosche oznaczającego „wydobyty” lub od czasownika msza- „ciągnąć”. Należy wątpić, aby egipska księżniczka znała hebrajską etymologię. Bardziej prawdopodobne, iż adoptowanego przez siebie chłopca nazwała w swoim języku, co wyklucza pochodzenie imienia Moses od rdzenia hebrajskiego. Tak czy owak, jest oczywiste, że imię podane w Księdze Wyjścia zostało dopasowane do roli, jaką odegrał Akki wydobywający Szarruki-na z wody.

Freud pisze, że James Henry Breasted, Ahmed Osman i wielu innych ba­daczy etymologii imienia Moses (Mojżesz) są zdania, iż w gruncie rzeczy po­chodzi ono od egipskiego słowa mose (po grecku mosis), które oznacza „dziec­ko” lub „potomka”, podobnie jak w wypadku imienia Tutmose (Thotmes), które oznacza „zrodzonego z Thota” czy Amenmose (Amenmosis) — „zrodzonego z Amona”.

Urodzony w Kairze historyk i językoznawca Ahmed Osman, który prowadził dogłębne badania warunków kulturowych i społecznych w Egipcie w czasach Józefa i Mojżesza, poczynił wiele ważnych spostrzeżeń na temat starotestamen-towej historii Mojżesza. Utrzymuje on, że w owym czasie było rzeczą nie do po­myślenia, aby niezamężna księżniczka uzyskała pozwolenie na adopcję dziec­ka. Zwraca też uwagę na fakt, iż teść Mojżesza nosi w Księdze Rodzaju (2:18-21) imię Reuel, tymczasem pięć wersetów dalej (Księga Rodzaju 3:1) imię to z nie­znanych powodów zmienia się na Jetro. Oto kolejny przykład, jak autorzy Stare­go Testamentu dość niezręcznie przeskakują blisko 400 lat historii, od Reula, syna Ezawa (Księga Rodzaju 36:4), do jego potomka Jetra, arcykapłana Madiani-tów, który żył wiele pokoleń później.

Księga Wyjścia podaje, że życie małego Mojżesza było zagrożone, ponieważ faraon wydał rozkaz zabijania wszystkich nowo narodzonych Izraelitów płci mę­skiej (wątek ten powtarza się w Nowym Testamencie za czasów króla Heroda, który kazał zgładzić wszystkie niemowlęta w swoim kraju). Przyczyną, dla której wydano owo zarządzenie, było to, że „synowie Izraela rozradzali się, pomnażali, potężnieli i umacniali się coraz bardziej, tak że cały kraj się nimi napełnił”! Faraon rozkazał, aby „wszystkich nowo narodzonych chłopców Hebrajczyków wrzucić do rzeki”, tak więc kobieta z domu Lewiego postanowiła oszukać fara­ona, umieściła trzymiesięcznego synka w łódce z sitowia, uszczelnionej smołą i powierzyła wodom rzeki.

Pomijając całkowity brak jakiejkolwiek logiki w tym działaniu, na co uwagę zwracało wielu autorów, w tej historii jest jeszcze jeden element nieprawdopodo-bieństwa, a mianowicie córka faraona, która zdaje się zupełnie ignorować zarzą­dzenie ojca. Znalazłszy chłopca, od razu wdaje się w rozmowę ze znajdującą się w pobliżu jego siostrą. Siostra zwraca dziecko matce, a księżniczka opłaca jego piastowanie. Chłopiec znowu znalazł się tam, skąd przybył, ale nie trzeba się już było obawiać władz. W końcu księżniczka adoptuje dziecko jako własnego syna i daje mu imię Mojżesz, a nikt nie próbuje dojść, kim są jego naturalni rodzice. Tak mniej więcej w skrócie zrelacjonowano w Biblii dzieciństwo Mojżesza, a już w następnym wersecie (Księga Wyjścia 2:11) przedstawiono go jako dorosłego mężczyznę.

Trzon tej historii pochodzi z mezopotamskiej legendy o Szarrukinie. Ale po­minąwszy wątek o niemowlęciu w łódce może dałoby się znaleźć podobne opo­wiadanie w tradycji egipskiej. Na przykład o chłopcu, na którego wydano wyrok, lecz po uratowaniu stał się władcą Egiptu. Istotnie, znamy taki przekaz.

Jusuf-Juja (Józef) był najważniejszym ministrem faraonów Thotmesa IV i Amen-hotepa III. Gdy Thotmes zmarł, jego syn Amenhotep poślubił swoją malutką sio­strzyczkę Sitamun (zgodnie z tradycją obowiązującą w faraońskich rodach), mógł więc odziedziczyć tron. Małżonka Amenhotepa była tak młoda, że niektórzy egipto-lodzy doszli do wniosku, iż mogła być jego córką- lecz ona naprawdę była młodszą siostrą faraona. Kartusz Sitamun, znajdujący się w Metropolitan Museum w No­wym Jorku, przedstawia ją jako „Córkę Wielkiego Króla” – czyli Thotmesa IV, a nie Amenhotepa III.

- Wkrótce potem, pragnąc mieć również dorosłą żonę, Amenhotep poślubił Tije, córkę Jusufa -Juji. Wydano jednakże zarządzenie, że żaden syn urodzony przez Tije nie może dziedziczyć tronu, gdyż ze względu na długi okres rządów jej ojca w Egipcie panowała obawa, że jego izraelscy krewni staną się zbyt dużą potęgą w kraju. Poza tym – zważywszy fakt, iż Tije nie była prawowitą dziedzicz­ką – nie mogła reprezentować państwowego boga Amona. Kiedy więc zaszła w ciążę, niektórzy uznali, że jeśli urodzi syna, należy go zgładzić. Pierwszym dzieckiem Tije był właśnie syn – Thotmes i czy to przypadkiem, czy nie, rzeczy­wiście zmarł przedwcześnie (w grobowcu Tutanchamona znaleziono bicz, na któ­rym wypisano imię dziecka).

Potem Tije znowu zaszła w ciążę, więc jej krewniacy żyjący w Goszen w delcie Nilu zawczasu podjęli środki ostrożności. W pobliżu ich siedzib, w Zaru (Zaru-kha), Tije posiadała letni pałac, gdzie udała się przed połogiem. Znowu powiła syna, lecz tym razem królewskie akuszerki oddały dziecko na wychowanie żonie brata Tije imieniem Tej, która pochodziła z rodu Lewiego. (Ufortyfikowane gra­niczne osiedle Zaru zostało zbudowane na miejscu dawnego hyksoskiego miasta Awaris. W późniejszym okresie zostało odbudowane jako Piramzes za panowa­nia Ramzesa II, który był namiestnikiem Zaru.)

Syn Tije Amenhotep (urodzony około 1394 roku p.n.e.) kształcił się w Helio­polis u egipskiego kapłana boga Ra (jak pisze Maneton), a w wieku kilkunastu lat udał się do Teb. W owym czasie jego matka zdobyła znacznie większe wpływy niż pierwsza królowa Sitamun, która nigdy nie urodziła faraonowi syna i dziedzi­ca, a jedynie córkę imieniem Nefretiti.

Potem faraon Amenhotep III ciężko zachorował, a ponieważ nie miał dzie­dzica, młody Amenhotep poślubił swoją przyrodnią siostrę Nefretiti, aby w tym trudnym okresie współrządzić Egiptem. Kiedy zaś jego ojciec zmarł, dzięki temu małżeństwu wstąpił na tron jako Amenhotep IV. Gdyby nie ten związek, XVIII dynastia wygasłaby po śmierci jego ojca.

Ze względu na swoje półizraelickie pochodzenie Amenhotep IV (niekiedy zwany Amenofisem IV) nie mógł uznać egipskich bóstw i mnóstwa pomniej­szych bożków, wystąpił więc z koncepcją Atona, wszechpotężnego boga bez ob­licza, którego symbolem była tarcza słoneczna ze skierowanymi w dół promie­niami. Nie oznacza to wcale, że Aton był bogiem-słońcem, ponieważ w Egipcie taką rolę pełnił bóg Ra. Imię Aton było odpowiednikiem hebrajskiego Adona ~ tytułu zapożyczonego od Fenicjan i oznaczającego „Pana” – co już bardzo przejrzyście kojarzy się ze znanym zwrotem Adonai oznaczającym „mój Pan”. Rów­nocześnie Amenhotep („Amon jest zadowolony”) zmienił swoje imię na Echnaton („Prześwietny Duch Atona), ponadto zamknął wszystkie świątynie innych egipskich bogów, co sprawiło, że stał się niepopularny, szczególnie wśród kapła­nów Ra i Amona.

 

 

 

Symbol Atona

 

W przeciwieństwie do poprzednich faraońskich siedzib dom Echnatona pro­mieniał rodzinnym ciepłem, on zaś i Nefretiti mieli sześć córek. Ale stale knuto spiski na jego życie, armia groziła buntem, jeśli nie przywróci tradycyjnych bo­gów, których można by czcić wraz z bezcielesnym Atonem. Jednak Echnaton opierał się tym żądaniom i w końcu zmuszony był abdykować na rzecz swego kuzyna Semenchkarego, po którym władzę objął Tutanchaton, syn Echnatona z dru­gą żoną Kija. Gdy zasiadał na tronie w wieku lat jedenastu, został zobowiązany do zmiany imienia na Tutanchamon (co stanowiło wyraz posłuszeństwa Amono­wi, a nie Atonowi). Jednak jego panowanie trwało tylko dziewięć lub dziesięć lat, ponieważ zmarł w bardzo młodym wieku. Echnaton tymczasem został wypędzo­ny z Egiptu około 1361 roku p.n.e., lecz dla zwolenników pozostał prawowitym władcą. Nadal był żywym „dziedzicem” tronu, z którego został zrzucony, wciąż uznawano go za królewskiego Mose lub Mosis.

Przed wypędzeniem matka Tije namówiła Echnatona-Mosisa, aby przeniósł siedzibę z Teb w inne miejsce. Tak też uczynił, budując nowe miasto Achetaton (Horyzont Atona), które obecnie nosi nazwę Tell al-Amarna. Ale większość ma­teriałów źródłowych pomija fakt, że Echnaton nie wymyślił Atona. Już przed jego narodzeniem łódź, którą jego ojciec Amenhotep III pływał pojezierze Zaru, nosiła nazwę Tehen Aton (Blask Atona). Istniała też świątynia Atona w Zaru, zanim jeszcze Echnaton zbudował własne świątynie tego boga w Karnaku i Luk­sorze.

Izraelicka koncepcja bezcielesnego boga została utrwalona w Egipcie, jesz­cze zanim Echnaton wstąpił na tron. On tylko uczynił z Atona jedynego boga Egiptu i był to pierwszy na świecie przykład nietolerancji religijnej na szczeblu państwowym – surowy monoteizm narzucony całemu narodowi. To właśnie nie­zgodność koncepcji Jedynego Boga z tradycją Egiptu skłoniła Zygmunta Freuda w latach 30. do podjęcia badań tego zjawiska, w wyniku czego doszedł do wnio­sku, że Mojżesz ma jakiś związek z panowaniem faraona Echnatona.

Choć za panowania Tutanchamona Aton stał się jednym z wielu z bogów w panteonie egipskim, to jednak młody faraon nie zakazał całkowicie jego kultu. Potwierdza to barwna inkrustacja na czarnym panelu jego tronu, przedstawiająca jego i jego żonę Ankhesenpaaten z dyskiem Atona. Ale Tutanchamon przeniósł stolicę z Achetaton do Memfis. Kult Atona trwał jeszcze po śmierci Tutancha­mona, kiedy to korona przeszła na jego stryjecznego dziadka Ai, męża Tej, która wychowała zarówno Echnatona (Mojżesza), jak i jego przyrodnią siostrę, Nefre­titi. Lecz Ai był ostatnim z dynastii tak zwanych królów Amarna, a jego miejsce zajął jego zięć, generał Horemheb. Zakazał on oddawania czci Atonowi, wymie­niania imienia Echnatona i wykreślił królów Amarna z oficjalnej listy władców. Kazał też zniszczyć liczne posągi z tego okresu. To dlatego odkrycie grobowca Tutanchamona w listopadzie 1922 roku stało się tak wielką niespodzianką, bo przedtem niewiele było o nim wiadomo.

 

Laska Aarona

 

Jak czytamy w Biblii, Mojżesz najpierw uciekł do ziemi Madianitów, we wschodniej części półwyspu Synaj. Jego pierwsza żona, Nefretiti, zmarła na krót­ko przedtem i choć nie odkopano jej szczątków, to jednak w latach trzydziestych w królewskim grobowcu w Amaraie znaleziono kartusz z jej imieniem. U Ma­dianitów Mojżesz poślubił Seforę, córkę arcykapłana Jetra, ona zaś urodziła mu dwóch synów, Gerszoma i Eliezera. W literaturze pozabiblijnej Sefora („Ptasz­ka”) była postacią z mitologii żydowskiej i miała pazury zamiast stóp, podob­nie jak jej poprzedniczka w starożytnym Sumerze, Lilit. Ojciec Sefory, Jetro, był potomkiem Ezawa i jego żony Baszemat, córki pierwszego syna Abrahama, Izmaela.

Następnie Biblia opowiada o Mojżeszu, który ujrzał ognisty krzew na górze Horeb na Synaju. Krzew ten otaczało płomienne światło, ale on sam nie płonął -natomiast z jego wnętrza wyfrunął anioł. Potem Bóg pojawia się osobiście, by oznajmiać Mojżeszowi, że nazywa się „Jestem, który Jestem” (Jahwe). Mojżesz czyni przygotowania do powrotu do Egiptu i uwolnienia Izraelitów, z których nowe władze uczyniły niewolników.

W owym czasie wygasła dynastia Amarna, skończyło się też panowanie generała Horemheba, a w Egipcie nastała zupełnie nowa władza: XIX dynastia, której założycielem był faraon Ramzes I. Spędziwszy wiele lat poza Egiptem, Mojżesz (Echnaton) zapytał Boga, w jaki sposób ma udowodnić swoją tożsa­mość wobec Izraelitów, i wówczas otrzymał trzy wskazówki. Intrygowały one teologów od bardzo dawna, bo choć Biblia (Stary Testament na równi z No­wym) potępia wszelką magię, Mojżeszowi przykazano, aby dokonał magicz­nych sztuczek. Na ogół kiedy mowa jest o wyczynach magicznych, nazywa się je „cudami”, co wskazuje na to, że zdolności człowieka pochodzą od siły wy­ższej, czyli od Boga. Lecz w tym wypadku Mojżeszowi dana jest naprawdę bo­ska moc, która ma przekonać Izraelitów, że jest on autentycznym wysłannikiem Jahwe.

Najpierw polecono mu rzucić na ziemię laskę, ona zaś przemieniła się w wę­ża, który po podniesieniu na powrót stał się laską. Potem miał włożyć rękę w za­nadrze, a po wyjęciu była pokryta trądem białym jak śnieg, lecz po ponownym włożeniu w zanadrze okazała się normalna. Na koniec miał zaczerpnąć wody z Nilu i wylać na suchą ziemię, gdzie przemieni się w krew.

Mojżesz wydawał się usatysfakcjonowany tymi wskazówkami, lecz wyznał, że „nie jest wymowny”, a „usta jego ociężały i język zesztywniał”, co oznaczało­by, że nie znał biegle hebrajskiego. Ustalono więc, że jego brat Aaron, który był bardziej wygadany, weźmie na siebie rolę tłumacza. Do tego momentu opowieści znana była jedynie bezimienna siostra Mojżesza, aż tu nagle znajduje się brat imieniem Aaron, a jego pojawienie miało dość dziwaczne konsekwencje.-Moj­żesz i Aaron powędrowali do Egiptu i dali się poznać Izraelitom. Ale to nie przed nimi, lecz przed faraonem zamienili laskę w węża. Co więcej, sztuki tej dokonał nie Mojżesz -jak było planowane – lecz Aaron.

Fragment ten ma szczególne znaczenie, ponieważ wskazuje na pochodzenie Aarona z rodu faraonów. Rytuał laski-węża i uschniętej ręki (przedstawione w Bi­blii jako magiczne) stanowiły od dawna część ceremonii odmłodzenia królów egipskich. Podczas tych ceremonii wzmocnieniu ulegała ich boska potęga. Fara­onowie mieli całą kolekcję bereł (lasek) na różne okazje, a berło używane pod­czas rytuału odmładzania zakończone było mosiężnym wężem. Ponadto do zwy­czajów faraonów należało przykładanie prawej dłoni do piersi, a lewa ręka ją podtrzymywała. Przygotowania do tej ceremonii zostały uwiecznione w postaci rysunku na grobowcu Cherofa, jednego ze sług królowej Tije, a scena przedsta­wia jej męża Amenhotepa III (ojca Mojżesza).

Czy więc Echnaton (Mojżesz) miał brata, który sam był faraonem – człowie­kiem, którego los był nieznany i o którym napisano w kronikach, że raczej znik­nął niż umarł? Rzeczywiście – miał brata mlecznego, a jego matką była Tej, pia­stunka Echnatona i Nefretiti. Zasiadał na tronie faraona zaledwie przez kilka tygodni po abdykacji Echnatona, a miał na imię Semenchkare. Był wnukiem we­zyra Jusufa-Jujego i synem Ai (brata matki Echnatona, Tije). Ściślej mówiąc, jego imię brzmiało Semenkh-ka-ra (Krzepka jest dusza Ra). Ra był państwowym bogiem-słońcem w „Domu Światła” w Heliopolos zwanym „On, faraon Semenkh-ka-ra zwał się też Semenkh-ka-ra-on, z końcówki tego imienia wywodzi się imię Aaron.

Maneton w Liście królów egipskich odnotował Semenkhkarego (Arona) pod imieniem Achencheres, lecz potem zostało ono zniekształcone (przez ojca Ko­ścioła Euzebiusza) na Cencheres. Pod tym imieniem (a raczej kolejną jego wer­sją Cinciris) faraon Semenkhkare odegrał ogromną rolę w historii Irlandii i Szko­cji, ponieważ był ojcem księżniczki Scoty, której potomkami byli szkoccy Celtowie. Jej egipskie imię brzmiało Meritaton, za męża wzięła sobie Niul, gu­bernatora Capacyrontu nad Morzem Czerwonym. Niul urodził się jako książę położonej nad Morzem Czarnym Scytii (Scotii) i zgodnie z XVII-wieczną Histo-rią Irlandii „Niul i Aaron nawiązali więzy przyjaźni”. Celtycki tekst podaje da­lej, że Gaedheal (Gael), syn Niula i Meritaton (księżniczki Scotii) przyszedł na świat w Egipcie „w czasach, gdy Mojżesz stał się przywódcą dzieci Izraela”.

 

Tajemnica grobowców

 

W „Journal of Near Eastern Studies” (t. 14, 1995) czytamy, że skoro Nefre­titi została wyznaczona na „wielką królewską małżonkę” Echnatona, w jej żyłach musiała bez wątpienia płynąć królewska krew. Dzięki temu małżeństwu Echna­ton osiągnął pozycję faraona, ponieważ była dziedziczką tradycji królewskiego domu, ale wielu egiptologów (nie ustających w próbach zdeprecjonowania dyna­stii Amaray, której dzieje nie pokrywają się ze Starym Testamentem) z lekcewa­żeniem wypowiada się o pochodzeniu Nefretiti. Twierdzą, że nie jest pewne, czy była córką Amenhotepa III i Sitamun, lekceważą też fakt, że graniczna stela Ech­natona wymienia ją jako następczynię tronu, nazywając ją „Małżonką Górnego i Dolnego Egiptu, Panią Obydwu Krajów”. W gruncie rzeczy z całej liczącej 3 ty­siące lat historii egipskich dynastii faraonów wizerunek Nefretiti był najlepiej znany spośród wszystkich królowych, a jej pozycje, ugruntowuje liczba kartuszy z jej imieniem: sześćdziesiąt siedem wobec zaledwie trzech z imieniem jej męża Echnatona.

Wracając do wygnania Echnatona na Synaju, należy podkreślić, iż nie ma jakichkolwiek dowodów na to, że zmarł – on po prostu zniknął z Egiptu, a choć istnieje wiele spekulacji na temat Semenkhkarego, to o jego śmierci także nie ma wzmianki w egipskich kronikach. Grobowiec, wokół którego toczą się obecnie spory w związku z postaciami Semenkhkarego i Echnatona, to nie ten, który znaj­duje się w Amarna, lecz inny, opatrzony w tebańskiej Dolinie Królów symbolem KV 55. Grobowiec ten- nie dokończony i zniszczony przez wodę- odkryto w styczniu 1907 roku. Miał tylko jedną kryptę, a znajdujące się w niej ciało zi­dentyfikowano jako kobiece. Z początku sądzono, że jest to matka Echnatona, królowa Tije, ale były to jedynie domysły, ponieważ nie znaleziono kartusza, któ­ry by ujawnił imię osoby pogrzebanej. Pozostały tylko resztki pokrytego złotem sarkofagu Tije. Potem znaleziono jeszcze jedno nie zidentyfikowane ciało kobie­ty w pobliżu grobowca KV 35 (należącego do Amenhotepa II) i obecnie panuje opinia, że to właśnie jest ciało królowej Tije.

Tuż po tym odkryciu ciało z grobowca KV 55 (które w gruncie rzeczy było już tylko kiepsko zachowanym szkieletem) w tajemniczy sposób zmieniło płeć, w związku z tym stwierdzono, że są to szczątki Echnatona. Przyczyną tej zmia­ny poglądu był fakt, iż ówczesne wizerunki faraona przedstawiają go z mocno zaokrągloną częścią brzuszną. Lecz Sztuka Amarny, jak ją nazwano, była jedy­nym w swoim rodzaju zjawiskiem w cywilizacji egipskiej. Polegała między inny­mi na deformacji niektórych części ciała, czego przykładem może być nienatural­nie wydłużona szyja na popiersiach Nefretiti. Rewolucyjne dzieła artystów tamtego okresu należy traktować jak współczesną twórczość Picassa, w której trudno do­szukać się prawdziwych proporcji ciał jego modeli! Mając to na względzie i uzna­jąc, iż ciało ma wybitnie kobiece cechy, niektórzy egiptolodzy (pragnący podbu­dować swoją teorię o Echnatonie) sugerowali, że był on w rzeczywistości kobietą przebraną za mężczyznę. Pomijali kompletnie fakt, iż miał z Nefretiti sześć có­rek. Inni, którzy wyznawali pogląd, że jest to ciało mężczyzny, jakkolwiek o nie­typowej budowie, uznali, iż natknięto się na szczątki Semenkhkarego – ale opi­nia ta nie znajduje uzasadnienia, nie potwierdza jej bowiem żaden napis nagrobny.

W grobowcu znaleziono również cztery alabastrowe stożkowe amfory z pięk­nie rzeźbionymi kobiecymi głowami, lecz nie ma na nich żadnych inskrypcji. Niezależnie od sporów toczących się wokół kwestii, czy szczątki należą do Ech­natona (Mojżesza), czy do Semenkhkarego (Aarona), wiadomo z inskrypcji, że grobowiec przygotowywano dla kobiety z królewskiego rodu. Mimo iż napisy są mocno uszkodzone, to jednak widać wyraźnie, że imię mieszkańca ma końcówkę żeńską.

Co się zaś tyczy Echnatona, to jego doskonale zaprojektowany grobowiec znajduje się w Amarnie, a został wykuty w skale około szóstego roku jego siedemnastoletnich rządów. Znaleziono też zewnętrzną z trzech trumien (główny sarkofag), brakuje jednak dwóch wewnętrznych, w których spoczywało ciało. Brak też składanych zazwyczaj do grobowca przedmiotów, co oznacza, że nigdy nie zrobiono z niego użytku. Znaleziono także urnę na wnętrzności Echnatona (z czte­rema przedziałami na poszczególne narządy), lecz była pusta, czysta i z pewno­ścią nigdy nie używana. Wstawiono ją zgodnie ze zwyczajem po prostu do gro­bowca z myślą o tym, że potem uzupełni się jej zawartość.

Wyjście

Ustaliliśmy, że wyjście Izraelitów z Egiptu nastąpiło około 1330 roku p.n.e., ale zanim podejmiemy dalsze dociekania, powinniśmy zastanowić się nad stwier­dzeniem zawartym w Pierwszej Księdze Królewskiej (6:1), że świątynia króla Salomona została zbudowana w czterysta osiemdziesiątym roku po wyjściu. Okres panowania Salomona można określić z dość dużą dokładnością dzięki datowa­nym według systemu astronomicznego kronikom asyryjskim, które wspominają o        bitwie o Karkar w 854 roku p.n.e. Udział w tej bitwie wziął król Izraela Ahab, mając za sojusznika Hadada-idri z Damaszku, a był to dwudziesty pierwszy rok panowania Ahaba. Cofając się w czasie według dat panowania królów Judy i    Izraela, koło 970 roku p.n.e. dochodzimy do Salomona, a budowę świątyni rozpoczęto około 966 roku p.n.e. Jeśli do tego dodamy czterysta osiemdziesiąt lat, to otrzymamy datę wyjścia w 1446 roku p.n.e., czyli znacznie wcześniej, niż obliczyliśmy. Ale rozważając informacje zawarte w Pierwszej Księdze Królewskiej,trzeba wziąć pod uwagę inny ważny czynnik.

Najstarsze partie Starego Testamentu powstały podczas niewoli babilońskiej, poczynając od 586 roku p.n.e., czyli po okresie panowania wszystkich królów Judy – następców Salomona i Dawida. Ustalono, że władca z każdego pokolenia rządził czterdzieści lat, dlatego rządy Dawida i Salomona trwały dokładnie czter­dzieści lat (Druga Księga Samuela 5:4 i Pierwsza Księga Królewska 11:42). Bi­blia wymienia dwanaście pokoleń od Jakuba (który zabrał Izraelitów do Egiptu) do Salomona, a w wyniku tego mamy 480 lat (12×40). Na tej podstawie dokona­no obliczeń, jako punkt wyjścia traktując datę przybycia Izraelitów do Egiptu, a nie moment wyjścia z niego. Problem polega na tym, że autorzy Pisma, którzy dokonali tych obliczeń, pominęli cztery wieki historii dzielące Księgę Rodzaju od Księgi Wyjścia, a więc czterdziestoletnie cykle władzy nie mogły być zastoso­wane wstecz, do Jakuba. Zastosowano je zatem do okresu między wyjściem a pano­waniem króla Salomona, choć nie było to zgodne ze standardem pokoleniowym. Jak stwierdził w 1923 roku profesor T. Eric Peet, egiptolog, liczba czterystu osiem­dziesięciu lat podana w Pierwszej Księdze Królewskiej, jest mocno podejrzana”.

Spędziwszy jakiś czas na Synaju wśród Madianitów po swojej abdykacji około 1361 roku p.n.e., Mojżesz (Echnaton) powrócił do Egiptu z Semenkhkarem (Aaronem), żeby zbuntować Izraelitów przeciwko faraonowi Ramzesowi I, który wielu z nich trzymał w niewoli. Dynastia Echnatona wygasła wraz z faraonem Horemhebem, który nie miał prawego potomka, a nowa zaczęła się w chwili objęcia tronu (około 1335 roku p.n.e.) przez pierwszego urzędnika Horemheba, Ramzesa, syna dowódcy armii imieniem Seti. Demonstrując mu tajemny rytu­ał z laską przemienioną w węża i uschniętą ręką, Mojżesz i Aaron zakwestio­nowali prawa Ramzesa do tronu, lecz władca sprawował kontrolę nad armią, a fakt ten miał decydujące znaczenie w konfrontacji sił. Mojżesz zebrał swo­ich zwolenników w Żuru, a nie zdoławszy odzyskać tronu faraona, potrafił prze­konać Ramzesa, żeby pozwolił jemu i Izraelitom opuścić kraj.

Ramzes dożył tylko drugiego roku panowania. Może to, lecz nie musi, być równoznaczne z biblijnym podaniem o śmierci faraona podczas pościgu za Izra­elitami, lecz bezpośrednio po tym wydarzeniu (nawet jeszcze przed mumifika-cją Ramzesa) syn zmarłego Seti I poprowadził swoje oddziały przez terytorium Synaju i Syrii, przypuszczając szturm na Palestynę. Już sam fakt, że nazwa „Izra­el” jest wymieniona w dokumentach tej operacji wojskowej, dowodzi, iż Izraelici znajdowali się w tym czasie w Palestynie, gdyż Izraelitami (dziećmi Izraela) na­zywano tylko i wyłącznie urodzonych w Egipcie potomków Jakuba-Izraela. Poza Egiptem i przed wyjściem z Egiptu było sporo Hebrajczyków, ale nie byli oni Izraelitami, nie istniał też kraj zwany Izraelem.

Ze starożytnych dokumentów wynika, że Hebrajczycy żyli w Palestynie na długo przed wyjściem Izraelitów z Egiptu. Znajdujemy wzmianki o nich w pi­smach z okresu panowania Amenhotepa III i Echnatona. W 1887 roku pewna chłopka znalazła w ruinach Amarny dużą liczbę glinianych tabliczek, które -jak się okazało – zawierały korespondencję dyplomatyczną między rozmaitymi wład­cami Palestyny i faraonami XVIII dynastii. Z tego zbioru dokumentów (zwanych Listami z,Amarny) można wywnioskować, że w czasach Echnatona imperium egipskie chyliło się ku upadkowi, Hetyci napadali na Syrię, a Abdakhiba, mitan-nijski rządca Jerozolimy, prosił Echnatona o pomoc w walce z najazdami Hebraj­czyków (zwanych Habiru).

Informacje o kampanii Setiego pochodzą z ogromnej granitowej steli, odkry­tej w 1896 roku przez brytyjskiego archeologa W. M. Flindersa Petriego. Znale­ziono ją w tebańskiej świątyni grobowej faraona Merenptaha (około 1236-1202 p.n.e.), a kronika na niej spisana rozpoczyna się za panowania ojca Echnatona, Amenhotepa III. Merenptah (wnuk Setiego I) kontynuował opis po drugiej stro­nie steli, a w piątym roku swego panowania mówił o izraelickich mieszkańcach Palestyny. Izraelici nie tylko zdążyli już przebyć pustynne rejony Synaju, lecz nawet mieszkali w Palestynie dostatecznie długo, aby stanowić poważne zagro­żenie dla faraona. Stela izraelicka, jak sieją obecnie nazywa, znajduje się w mu­zeum w Kairze, a w tekście opisującym czasy Merenptaha zamieszczono także szczegóły skierowanych przeciwko Izraelitom wypraw, które egiptolodzy przypi­sują panowaniu jego poprzedników, Ramzesa II i Setiego I. Na steli czytamy: „Izrael został spustoszony, jego nasienie nie istnieje; Palestyna została wdową Egiptu”.

Z tej sekwencji zdarzeń wynika, że wyjście Izraelitów z Egiptu musiało na­stąpić w roku śmierci Ramzesa I – pierwszego roku panowania faraona Setiego I (około 1333 roku p.n.e.). Ale gdy wczytamy się w biblijną relację wyjścia i dra­matyczny opis przebycia Morza Czerwonego (Morza Trzcin – Jam Suf), którego wody rozdzieliły się, a „Izraelici szli przez środek morza po suchej ziemi, mając mur z wód po prawej i po lewej stronie” (Księga Wyjścia 14:22), to dojdziemy do wniosku, że Izraelici wcale nie musieli przekraczać morza. Napisano, że Mojżesz powiódł swój lud z Awaris (Piramzes) na równinach Goszen w delcie Nilu, skąd udali się na Synaj drogą prowadzącą do kraju Madianitów. Ale owa droga biegnie przez pustynię na północ od Morza Czerwonego, tam gdzie obecnie znaj­duje się Kanał Sueski. Czyli ten element historii Mojżesza jest równie mityczny, jak łódka z sitowia.

 

Rozdział 19

Magia góry

 

Piec i piramidy

 

Dochodzimy do momentu, kiedy Mojżesz wraz z Izraelitami zakładają obóz pod świętą górą – pozornie tą samą, na której spotkał się z Jahwe i widział płonący krzew. Góra w tym miejscu opowieści nosi nazwą Synaj (Księ­ga Wyjścia 19:11), tymczasem ta pierwsza nazywała się Horeb (Księga Wyjścia 3:1 i 17:6), pod tą nazwą pojawia się zresztą później (Księga Wyjścia 33:6). Na tej podstawie wielu badaczy doszło do wniosku, że były dwie święte góry.

Należy pamiętać, że aż do IV wieku n.e. w ogóle nie było góry Synaj. Po­dobnie jak w przypadku góry Ararat, którą to nazwę w rzeczywistości nosi cały obszar, górzysta strefa półwyspu Synaj jest równie rozległa, a południowemu szczytowi, zwanemu górą Synaj, nazwę tę nadali greccy mnisi chrześcijańscy 1700 lat po Mojżeszu. Góra ta (obecnie zwana Gebel Musa - „Góra Mojże­sza”) nie jest ową świętą górą Horeb z Biblii, gdyż Horeb to szczyt obecnie zwany góra Serabit. Wznosi się na blisko 800 m nad poziom morza, na drodze z delty Nilu (przed górą Mojżesza) w miejscowości Serabit el-Khadim. Są tam kopalnie turkusów, dokonano też w niej najważniejszego odkrycia z czasów biblijnych, choć w pierwszej chwili badacze nie zdawali sobie sprawy z wagi tego znaleziska.

Od najdawniejszych czasów Synaj stanowił część Egiptu, ale nie było na nim garnizonów wojskowych, nie miał też wicekróla. W okresie XVIII dynastii (dy­nastii Echnatona) mieszkańcy półwyspu podlegali władzy dwóch urzędów: kró­lewskiego kanclerza i królewskiego wysłannika w obcych krajach. W czasach Thotmesa IV iAmenhotepa III (okres władzy wezyra Jusufa-Juji) królewskim wysłannikiem był urzędnik imieniem Neby. Był też naczelnikiem miasta i do­wódcą wojsk Żaru, gdzie po abdykacji Echnatona nadal trwał kult Atona jeszcze w okresie panowania Ai i Tutanchamona. Od czasów Amenhotepa III (ojca Moj­żesza) stanowisko kanclerza zajmowali dziedzicznie członkowie rodziny Panehas, a Echnaton (Mojżesz) wyznaczył jego potomka, niejakiego Panahesego, na rządcę Synaju. Dlatego wiedział, że po ucieczce z Egiptu Synaj będzie dlań bezpiecznym miejscem, gdzie znajdzie schronienie i gdzie na górze Serabit znaj­dowała się świątynia.

Świątynia ta zbudowana została w ogromnej grocie w stoku góry. Z dawien dawna poświęcona była bogini Hathor, ale w owym czasie Mojżesz przemiano­wał ją na przybytek Atona (Adonai). Przez ponad 3 tysiące lat nikt nie wiedział o jej istnieniu. Dopiero sto lat temu miejsce to odkrył sir Flinders Petrie i nieocze­kiwanie dla siebie samego odnalazł biblijną świętą górę.

 

 

Plan świątyni na górze Synaj w Serabit el-Khadim

 

W głębokiej na blisko 70 metrów grocie Hathor Petrie odnalazł wapienną stelę faraona Ramzesa I. Na płycie Ramzes (tradycyjnie uznawany za wroga Ato-na) określa siebie jako „władcą wszystkiego, co Aton obejmuje”. Petrie znalazł także pochodzącą z dynastii Amarna głowę posągu matki Mojżesza, królowej Tije, z jej kartuszem umieszczonym na koronie. To nie wszystko. W dolnej części świą­tyni Petrie natknął się na dużą ilość białego proszku, a w świątynnym portyku odkrył dwa stożkowe kamienie (o kształcie szem) o rozmiarach odpowiednio 15 i 22 cm. Przy północnym wejściu były też trzy prostokątne zbiorniki i wielki me­talurgiczny tygiel, ponadto dwa dziwnie uformowane ołtarze ławowe – jeden z wgłębionym przodem, drugi z dwupoziomową powierzchnią górną.

Przez kilka dziesiątków lat egiptolodzy zachodzili w głowę, do czego w świą­tyni mógł służyć ów tygiel, spierali się też o tajemniczą substancję zwaną mfkzt, którą kilkanaście razy wymienia się w inskrypcjach naściennych i na steli. Nie­którzy twierdzą, że chodzi o miedź, inni uważają, że to turkus, jeszcze inni, że malachit, ale wszystko to są jedynie domysły, a wewnątrz nie znaleziono nawet śladu którejś z tych substancji. Jeżeli podstawową funkcją mistrzów w świątyni było wydobywanie turkusów, to w grobowcach egipskich z pewnością znalezio­no by wiele okruchów tego półszlachetnego kamienia, ale ich nie znaleziono. Innym zjawiskiem budzącym zdumienie były niezliczone znaki odnoszące się do „chleba”, a także hieroglif ajin oznaczający „światło” (0) znaleziony w Świąty­ni Królów. Tymczasem zagadka staje się jasna, gdy przyjmiemy, iż mfkzt oznacza „wznoszący się do góry ognisty kamień”.

Po wielu dyskusjach stwierdzono, że biały proszek i kamienie szem mają praw­dopodobnie związek z jakimś rodzajem rytuałów ofiarnych, lecz część badaczy zwraca uwagę, iż składanie ofiar ze zwierząt nie było w Egipcie praktykowane. Poza tyrri wśród kilku ton białego proszku nie natrafiono na szczątki kości ani innych fragmentów zwierzęcych – był nieskalanie czysty.

Petrie znalazł po prostu laboratorium alchemiczne Echnatona, piec, w które­go płomieniach rodził się święty ognisty kamień wysokospinowego szem-an-na. Czytane w tym kontekście słowa Księgi Wyjścia nagle nabierają sensu:

Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu i uniósł się dym z niej jakby z pieca i cała góra bardzo się trzęsła. (Księga Wyjścia 19:18)

Jest to oczywiście reminiscencja wcześniejszego fragmentu w Księdze Ro­dzaju o tym, co miało miejsce przed przymierzem z Abrahamem:

A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydoby­wający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między tymi połowami

zwierząt. (Księga Rodzaju 15:17)

 

Teraz innymi oczami spojrzymy na krzew, który płonął, ale się nie spalił (Księ­ga Wyjścia 3:4), ponieważ opis ten jest dokładnie taki sam jak eksperyment (roz­dział 13) przeprowadzony z ołówkiem, który stał pionowo w epicentrum eksplozji, ale nawet nie drgnął pod wpływem podmuchu. W Księdze Wyjścia (32:20) czyta­my, że Mojżesz porwał cielca, którego uczynili Izraelici i „spalił go w ogniu, starł na proch”. Dokładnie taki sam proces zachodzi w piecach szem-an-na. Wynika stąd, że kapłani bogini Hathor palili w nich ogień na wiele pokoleń przed kapła­nami Atona z czasów Echnatona. Oczywiście to prapradziadek Echnatona Thot-mes III jako pierwszy uznał starodawną wiedzę mistycznych szkół i założył Białe Bractwo Mistrzów Rzemiosła (rozdział 13). To on kazał wykuć w skale świątynię Hathor, którą przedstawiano jako matkę karmiącą jego syna Amenhotepa II. W Egipcie znana była jako Pani Turkusów, a Serabit el-Khadim na Synaju słynę­ło z kopalni turkusu.

Hathor to jedno z wcieleń wielkiej matki Izydy, a jej kult ma szczególne zna­czenie, ponieważ jej wizerunek i imię pojawiają się na najstarszym przedmiocie znalezionym w Egipcie – zielonej łupkowej palecie z czasów króla Narmera, któ­ry panował około 3200 roku p.n.e., w czasach Tubal-kaina, jeszcze przed pierwszą dynastią egipską. Choć wielu bogów i wiele bogiń uległo z czasem zapomnieniu, Hathor zbudowano nową świątynię jeszcze w czasach Ptolemeusza IX, w okresie poprzedzającym podbój rzymski. Podczas trzydziestu lat jego rządów przedostat­niej przedstawicielce faraonów, słynnej królowej Kleopatrze VII (około 51-30 roku p.n.e.), wyryto tylko jeden wizerunek i to właśnie na ścianie świątyni Hathor. (Tu dla porównania warto wspomnieć, że Kleopatra żyła o 1000 lat bliżej naszych cza­sów niż czasów króla Narmera.) Ale dlaczego Hathor zdobyła tak ważną pozycję i jakie miała relacje ze słonecznym dyskiem Atona? Była najpotężniejszym bó­stwem opiekuńczym, a jako córka Ra dała życie Słońcu. Na łupkowej płaskorzeź­bie z czasów faraona Mykerinosa (około 2520 roku p.n.e.) dysk Atona znajduje się między jej rogami. Podobnie przedstawiano ją gdzie indziej.

Na wszystkich wizerunkach Hathor ma rogi, podobnie jak czasem Izyda i in­ni bogowie, ponieważ oznaczały one zdolność do przyjmowania wiedzy i były czymś w rodzaju anten nadawczo-odbiorczych. Z tego powodu bogowie i bogi­nie niejednokrotnie przedstawiano jako byki, krowy, kozły czy barany, a żeńska postać bogini-krowy takiej jak Hathor symbolizowała ponadto macierzyńską opie­kuńczość. Rogi żeńskie często symbolizuje horyzontalnie położony półksiężyc, natomiast emblematem męskim jest dysk słoneczny. Ponieważ rogi symbolizują kontakt z bogami, często w późniejszym okresie stanowiły ozdobę koronowanych głów i wojowników. Przymocowywano je do hełmów, co widać na wizerunkach frankońskiego króla Chlodwiga. Ci, którzy bezpośrednio kontaktowali się z bo­gami, mieli na głowie rogi, dlatego Michał Anioł dodał je do słynnej statuy Moj­żesza na rzymskim pomniku ku czci papieża Juliusza II. Władze kościelne były tym nieco zgorszone, w tym bowiem czasie rogi kojarzyły się z diabłem, a trady­cyjny kozioł w symbolu Koziorożca (symbol biblijnych spadkobierców Chama i Graala) oznaczał herezję czarnoksięstwa.

Hathor pierwotnie była królową Zachodu, Panią Świata Podziemnego, dokąd prowadziła tych, którzy znali właściwe zaklęcia. Czczono ją jako opiekunkę kobiet, panią sykomoru, boginię miłości, grobowców i pieśni. To z jej mleka fa­raonowie czerpali swą boskość, sami stając się bogami.

Na jednej z kamiennych tablic w pobliżu wejścia do groty w górze Serabit znaj­duje się wizerunek Thotmesa IV w towarzystwie Hathor. Obok stoją dwie wazy ofiarne pełne kwiatów lotosu, za nim zaś widzimy mężczyznę niosącego bochenek białego chleba. Na innej steli przedstawiono masona Anchiba ofiarującego królowi dwa stożkowe bochenki, w innych miejscach kompleksu świątyni znajdujemy po­dobne wizerunki. Jednym z najciekawszych jest zapewne rysunek przedstawiający Hathor i Amenhotepa III. Bogini ma na głowie rogi z dyskiem słonecznym, w jed­nej ręce trzyma naszyjnik, drugą podaje faraonowi symbol życia i władzy. Za nią postępuje skarbnik Sobekhotep, który trzyma w pogotowiu stożkowy szem „białe­go chleba”. W innym miejscu Sobekhotep przedstawiony jest jako „Nadzorca Ta­jemnic Domu Złota, który przynosi Jej Wysokości szlachetne kamienie”.

Nie przypadkiem na łupkowej płycie, którą zdobił dysk Atona, faraon Myke-rinos postanowił umieścić wizerunek Hathor obok swego i żony, gdyż świątynia bogini na górze Serabit na Synaju miała bezpośredni związek z budową piramid. Czasy panowania IV dynastii Mykerinosa to epoka wznoszenia wielkich piramid w Gizie: Cheopsa, który zbudował Wielką Piramidę (około 146 m wysokości), Che-frena, budowniczego Drugiej Piramidy (około 143 m wysokości) i Mykerinosa, który wniósł dla siebie tak zwaną Trzecią Piramidę (około 65 m wysokości).Biały proszek, służący według tradycji Gwiezdnej Łuny jako pokarm dla świe­tlistego ciała kapłanów i faraonów z rodu Smoka, nie musiał być wytwarzany w dużych ilościach. Tymczasem laboratorium w świątyni Hathor na Synaju było przystosowane do produkcji masowej. Dlaczego?

 

 

Amenhotep III z boginią Hathor i skarbnikiem Sobekhotepem, który trzyma stożkowy Szem-an-na

 

 

Jeśli przypomnimy sobie eksperymenty omówione wcześniej (rozdział 14), to zrozumiemy, że proszek „wznoszącego się ognistego kamienia” może nie tylko poszerzać ludzką świadomość, lecz służy także jako jednoatomowy nadprzewod-nik nieczuły na siły grawitacji. Jednym z największych badaczy grawitacji po­cząwszy od lat sześćdziesiątych bieżącego stulecia był rosyjski fizyk Sacharow, a matematyczne podstawy jego teorii (opartej na grawitacji jako punkcie zero­wym) zostały opublikowane przez Hala Puthoffa z Institute of Advanced Studies w „Physical Review A” (t. 39, nr 5, l marca 1989 r.). Puthoff zwraca uwagę, że ponieważ grawitacja ma wpływ na czasoprzestrzeń, to biały proszek może ją za­krzywiać. Nazwał go „niezwykłą substancją” o grawitacji mniejszej od zera! Jak wynika z analizy chemicznej proszku, może on nie tylko ważyć mniej niż nic i znikać w nieznanym wymiarze, ale nawet naczynie, w którym się znajduje, tak­że może ważyć mniej niż nic.

W odpowiednich warunkach zatem proszek może przenosić swoją własną nieważkość na pojemnik, na przykład naczynie albo równie dobrze ogromny blok kamienny. W jaki sposób zbudowano piramidy? Czy potężne kamienne bloki o wadze od 2,5 do 15 ton zostały podniesione z tak niewiarygodną precyzją przez setki tysięcy niewolników, mających do dyspozycji jedynie liny i rampy i pracu­jących przez wiele lat -jak się powszechnie przypuszcza? Z pewnością nie. Aby zbudować pochyłą ścianę o gradiencie l: 10 na szczycie, trzeba by najpierw skon­struować rampę liczącą około 1500 m długości, czyli trzy razy tyle, co wysokość piramidy. Budowa niewątpliwie była znacznie prostsza, a piramidy musiano postawić dzięki zastosowaniu technologii nadprzewodzącego „wznoszącego się ognistego kamienia” – świętego, antygrawitacyjnego szem-an-na produkowane­go w świątyni Hathor na górze Serabit. Samo słowo „piramida” wywodzi się od greckiego rzeczownika pyr, oznaczającego „ogień”, a piramidy były w istocie budowlami „zrodzonymi z ognia”.

Wielkie piramidy w Gizie miały rzekomo służyć jako grobowce Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa, tymczasem przebadano dokładnie ich wnętrze oraz pod­ziemne komory i przejścia, w których nie ma śladu ciał zmarłych, a mumii fara­onów Starego Państwa nie znaleziono nigdzie indziej. Starożytna legenda głosi, że w tajnej skrytce Komory Króla w Wielkiej Piramidzie budowniczowie umie­ścili „instrumenty z żelaza, broń, która nie rdzewieje, szkło, które się zgina, lecz nie pęka oraz tajemnicze zaklęcia”. Co jednak znaleźli pierwsi badacze kalifa Al-Mamuna w IX wieku, którzy przebili się do zaplombowanej komnaty? Zarów­no wtedy, jak dziś była tam tylko granitowa, pusta skrzynia bez pokrywy. W środ­ku nie znaleziono żadnego ciała, jedynie warstwę tajemniczego proszku. Po dość powierzchownym badaniu stwierdzono, że to mieszanina skalenia i miki, a obie substancje należą do grupy krzemianów glinowych. Podczas ostatnich badań „bia­łego proszku” stwierdzono, że glin i krzem stanowią dwa z podstawowych pier­wiastków składowych poddanej analizie próbki, o której wiadomo, że w stu pro­centach składa się ze związków platynowców. Standardowe testy laboratoryjne polegają na bombardowaniu próbki łukiem prądu stałego przez 15 sekund przy temperaturze sięgającej 5500 stopni Celsjusza, czyli takiej jak na powierzchni Słońca. Jeśli jednak wydłuży się czas palenia poza normalne limity laboratoryjne, ukazują się szlachetne metale, z których składa się ta substancja. Pobieżna anali­za dowodzi, że 5 procent suchej masy tkanki naszego mózgu stanowi węgiel, natomiast bardziej dogłębne badania ujawniają, że znajduje się tam także iryd i rod w stanie wysokospinowym.

Zapieczętowana w dawnych czasach Komora Króla była w gruncie rzeczy pomyślana jako nadprzewodnik zdolny przenosić faraona do innego wymiaru cza­soprzestrzeni za pośrednictwem pola Meissnera (spolaryzowana aura magnetycz­na ciała). Tu właśnie znajdowało się przejście, o którym mowa w Księdze uma­rłych. W przejściu tym pomagało pytanie „Co to jest”? (Manna?}, a mówi o tym inskrypcja niedaleko wejścia do Komory Króla. Ten hieroglificzny symbol należy odczytać jako „chleb”.

 

Miriam i Księga Jaszera

 

Ale był jeszcze jeden ważny członek rodziny egipskiej: Miriam, siostra Moj­żesza. Starsza siostra pojawia się co prawda w opowieści o łódce z sitowia (Księ­ga Wyjścia 2:7), ale nie wymienia się tam jej imienia. Znacznie później (Księga Wyjścia 15:20) pojawia się niewiasta imieniem Miriam, jako siostra Aarona. Wreszcie (Księga Liczb 26:59) dowiadujemy się, że Miriam była siostrą Mojże­sza i Aarona.

Hebrajskie imię Miriam jest odpowiednikiem greckiego Maria, a wywodzi się w pierwszym rzędzie z egipskiego imienia Mert, co oznacza „ukochana”. Nic więc dziwnego, że w kronikach rodziny Echnatona pojawia się dwukrotnie imię Meritaton (Ukochana Atona): jedno nosi jego córka, drugie wnuczka. Okre­ślenie Meri przydawano także samej królowej Nefretiti – starszej siostrze przy­rodniej i żonie Echnatona. Była ona również mleczną siostrą Semenkhkarego, gdyż jej mamką była jego matka Tej z domu Lewiego. Z tego względu inskryp­cja na jej grobowcu w Amarnie przedstawia ją jako „Niańkę i Opiekunkę Kró­lowej”. W odniesieniu do Echnatona nazywa się ją „Wielką Niańką, Karmicielką Boga, Ozdobą Króla”. W świetle tych danych przyjęto kilka lat temu, że Nefretiti była ową starszą siostrą Mojżesza, która pojawiła się na brzegu rzeki, gdy był on jeszcze niemowlęciem. Teoretycznie takie wyjaśnienie wydaje się zupełnie zgodne z logiką, ale skoro wiadomo, że historia o łódce z sitowia jest fikcyjna, tożsamość siostry Mojżesza w tej części opowieści o jego losach jest praktycznie nieistotna.

Natomiast późniejsza Miriam odgrywa znacznie ważniejszą rolę. Po raz pierw­szy pojawia się z Mojżeszem i Aaronem na Synaju. W tym wypadku określenie Meri stosuje się do innej przyrodniej siostry i żony Echnatona. Ta młodsza królowa nosiła miano „Królewskiej Faworyty, Dziecka Żywego Atona”. Zastępowała kró­lową Nefretiti, z którą pod wieloma względami rywalizowała. Lepiej znana jest obecnie pod imieniem królowej Kiji. Ową ważną małżonką Echnatona (Mojżesza) była Merikija, „Wielka Ukochana” – córka Amenhotepa III i jego trzeciej żony Gilukhipy. Kija cieszyła się tak wielkim poważa­niem między innymi dlatego, że (w przeciwieństwie do starszej królowej Nefretiti) urodziła Echnatonowi syna, który został w przyszłości faraonem Tutanchamonem.

Wysoką pozycję Kiji wzmacniała jej matka, która (przed poślubieniem fara­ona Amenhotepa III) była księżniczką mezopotamską, córką króla Szutama z Mi-tannii. Imię Kija wywodzi się od mitannijskiej bogini Khiby (wymawia się jak Kija), a właśnie rządca Jerozolimy, Abdakhiba (Sługa Khiby) zwrócił się do Ech­natona o pomoc w odparciu najazdu Hebrajczyków. W owym czasie dynastia mitannijska miała ogromne wpływy w całej Palestynie, a swój mezopotamski ro­dowód zawdzięczała królewskiej linii Lilit po Chamie. Pozycja tego rodu w tra­dycji Anunnaki w starożytnym Sumerze była tak wysoka, że gdy kuzynka Kiji, Tadukhiba, została wysłana do Egiptu, jej brat, król Mitanni Tuszratta, pisał: „Oby Szamasz i Isztar poprzedzali ją”.

Wszystkie kroniki wskazują na to, że pod koniec panowania Echnatona Me­rikija (Ukochana Khiby) zyskała pozycję wyższą od pierwszej małżonki, ponie­waż reprezentowała podwójne królewskie dziedzictwo po królach Egiptu i Me­zopotamii. To ona udała się na wygnanie wraz z Echnatonem (Mojżeszem), była znana wśród Izraelitów jako Miriam i to jej krew poprzez córkę (siostrę Tutan-chamona) gwarantowała sukcesję królewskiego domu Judy. Niestety, ponieważ wszelkie zapiski dotyczące dynastii Amarna zostały zniszczone przez Horemhe-ba, wskutek czego imię tej córki zostało w Egipcie całkowicie wymazane, w tek­ście i wykresach będę ją nazywał Kija-taszerit („Kija Młodsza”).

Mimo królewskiego pochodzenia Miriam Stary Testament poświęca jej nie­wiele uwagi, ukazując ją jedynie jako drugoplanową postać kobiecą, która pro­wadziła Izraelitki na Synaj, przygrywając na bębenku. Ona i Aaron ganili Moj­żesza za to, że poślubił Etiopkę (Kuszytkę). Chodzi tu prawdopodobnie o księżniczkę Tarbis z Etiopii, która (jak czytamy w Dawnych dziejach Izraela) poślubiła Mojżesza podczas jego wcześniejszej wyprawy wojennej jeszcze
w Egipcie. Gniew Miriam (Merikiji) wzmógł się, kiedy dowiedziała się o po­ślubieniu przez męża Madianitki Sefory. Potem dowiadujemy się, że Miriam zmarła w Kadesz, i to wszystko, co Biblia ma na jej temat do powiedzenia.Natomiast w księgach pozabiblijnych zwłaszcza w Księdze Jaszera, której nie włączono do kanonu Starego Testamentu, można znaleźć znacznie obszerniej­szą opowieść o Miriam.

Dopiero w czasach Jezusa pojedyncze księgi zostały zebrane w jedną całość, wówczas też dokonano selekcji, odrzucając te, które nie pasowały do aktualnej ideologii. Jedną z tych odrzuconych była Księga Jaszera – na tyle ważna dla daw­nych Hebrajczyków, że aż dwukrotnie wspomina się o niej w kanonicznym zesta­wie Biblii. Już sam fakt, że wzmianki te znajdują się w Księdze Jozuego (10:13) i Drugiej Księdze Samuela (1:18) wskazuje na to, że Jaszer żył, zanim te księgi powstały, a w obu znajdujemy stwierdzenie, że jego księga zawierała podstawową wiedzę. Mimo iż nie uznawany przez nurt ortodoksyjny, Jaszer nie ginie w mro­kach dziejów. Trzymetrowy hebrajski zwój stał się zdobyczą cesarza Karola Wiel­kiego (800-814 n.e.), a odkrył go w Persji mnich Alucin, założyciel Uniwersytetu Paryskiego. W nagrodę za znalezisko Alucin otrzymał trzy opactwa, potem zo­stał arcybiskupem Canterbury.

John Wyckliffe, czternastowieczny  brytyjski reformator i tłumacz Biblii (1320-1384) pisał: „Przeczytałem Księgę Jaszera dwukrotnie i uważam, że przedstawia ona bardzo stare dzieje”. Panuje powszechna opinia, że Księga Jaszera winna być umieszczona w Biblii między Księgą Powtórzonego Prawa a Księgą Jozuego, ale została celowo usunięta, ponieważ w zupełnie odmiennym świetle przedstawia zdarzenia na górze Horeb.

Jaszer był urodzonym w Egipcie synem Kaleba, szwagrem pierwszego sę­dziego izraelickiego Otniela, opiekunem insygniów królewskich Mojżesza. A ponadto Księga nie powtarza błędu popełnionego w Biblii, która pierwszego madianickiego teścia Mojżesza nazywa Reuelem, lecz od początku mówi o Je-tro. Różni się ponadto od kanonu tym, że podkreśla rolę Miriam, pełniącej funkcję stałego doradcy Mojżesza i Aarona oraz cieszącej się ogromnym sza­cunkiem wśród Izraelitów, traktujących ją jako kulturowego przywódcę. To kolejny powód, dla którego Księga Jaszera została wykluczona z zestawu ka­nonicznego, ponieważ w żadnej innej części Biblii kobieta nie pełni roli dorad­czyni, której wskazówki na dokładkę są przez wszystkich wprowadzane w czyn. Tekst ten nie pozostawia cienia wątpliwości co do królewskiego pochodzenia Miriam.

Największa rozbieżność między Księgą Wyjścia a Księgą Jaszera pojawia się w momencie, gdy Bóg wydaje Mojżeszowi na górze Horeb różnorodne pra­wa i rozporządzenia. Są to uregulowania sformułowane po Dziesięciorgu Przy­kazaniach, o których Jaszer oddzielnie nie wspomina. W Księdze Wyjścia (21:1-36) czytamy, że Jahwe wydał Mojżeszowi zalecenia odnoszące się do panów i sług, pożądliwości, traktowania sąsiadów, zbrodni, małżeństwa, moralności i wielu innych, w tym najważniejsze prawo odnoszące się do szabatu. Lecz według Jaszera te prawa i rozporządzenia nie zostały przekazane Mojżeszowi u stóp góry Horeb przez Jahwe, lecz za pośrednictwem Jetra, Pana Madianu.

Jaszer pisze, że Miriam (o której w Księdze Wyjścia zaledwie napomknięto) przyjmuje wyzwanie, pytając, dlaczego należy porzucić dawne prawa na rzecz przykazań obowiązujących w obcym narodzie. Woła: „Jetro nie będzie uczył He­brajczyków! Czy dzieci Jakuba nie mają własnego rozumu?” Następnie przypo­mina Mojżeszowi o dawnych tradycjach egipskich Izraelitów, które on chce po­rzucić na rzecz obyczajów Madianitów. Ale w całej tej opowieści nie ma mowy o Jahwe, występuje tylko Jetro. Potem Jaszer stwierdza – inaczej niż Księga Ro­dzaju – że Izraelici okazywali posłuszeństwo Miriam, a nie Mojżeszowi. Ten ostami tak się rozgniewał, że uwięził Miriam, ale „lud Izraela przybył do Mojżesza i rzekł: »Oddaj nam Miriam, naszego doradcę«”. Po siedmiu dniach Mojżesz zmuszony był Miriam uwolnić.

Nie ma wątpliwości, że Miriam (Merikija) była o wiele bardziej popularna niż jej przyrodni brat Mojżesz (Echnaton), a Jaszer podziela smutek Izraelitów po jej śmierci w Kadesz:

.

Dzieci Izraela opłakiwały Miriam przez czterdzieści dni; żaden mąż nie opuścił swe­go domostwa. Rozpacz była wielka, bo Miriam nikt nie mógł zastąpić (…) A wszystkie kraje ogarnęły płomienie (…) zaprawdę całe Kanaan; a lud bardzo był przerażony.

Tobiasz pisze w Świadectwie Jaszera, że Miriam „wzięła z Egiptu ziarno i po­siała je w ziemi”. Fakt ten został całkowicie zignorowany przez autorów Biblii, którzy uznawali jedynie dziedzictwo hebrajskich patriarchów i zdominowaną przez mężczyzn religię. Z Biblii dowiadujemy się, że królewski ród Dawida i Salomo­na zdobył tak wysoką pozycję dzięki pastuchowi, który powalił olbrzyma kamie­niem! Ani słowa o korzeniach tkwiących w potężnych dynastiach Egiptu i Mezo­potamii, a jest to przecież święta księga, na którą w sądach przysięgamy „mówić całą prawdę i tylko prawdę”.

Nie ulega wątpliwości, że mimo wszelkich manipulacji starożytnymi teksta­mi Miriam jawi się poza Biblią jako kluczowa postać w starotestamentowym ro­dowodzie Graala. Ale podobnie jak Maria Magdalena w czasach Nowego Testa­mentu została zapomniana i pominięta przez władze kościelne preferujące dominację mężczyzn. Księga Aarona (przypisywana Churowi, ojcu Uriego Ben Chura, którego syn Besaleel zbudował Arkę Przymierza) powiada:

Odtąd Miriam była kochana przez Hebrajczyków; każdy śpiewał pieśń na jej cześć. Uczyła dzieci Izraela; wychowała dzieci Jakuba, a lud obdarzył ją zaszczytnym tytułem Nauczycielki. Miała na względzie tylko dobro narodu, a Aaron i wszyscy ludzie słuchali jej słów. To jej bito pokłony; to do niej zwracali się cierpiący.

 

Amram i Jokebed

 

W dziejach Mojżesza szczególne znaczenie ma określenie Amarna, które odnosi się do egipskich królów z rodu Echnatona, w tym Semenkhkarego, Aiei Tutanchamona. Amarna wywodzi się z rdzenia Im-r-n (Imran), imienia, którym Echnaton nazywał swego duchowego ojca, Atona. W hebrajskim imię to przy­brało formę Amram. Tak też w Starym Testamencie nazywał się ojciec Mojżesza (Księga Wyjścia 6:20).

Imię matki Mojżesza, którą wcześniej przedstawiono jako córkę Lewiego (czyli „pochodzącą z rodu Lewiego”) brzmiało Jokebed. Napisano także, że Jo­kebed była również matką Aarona. W tradycji żydowskiej prawo do pełnienia funkcji kapłana przysługiwało wyłącznie potomkom Lewiego, lecz w praktyce odnosiło się to wyłącznie do potomków Aarona. Często zastanawiano się, dlacze­go Mojżesz i jego synowie nigdy nie zostali kapłanami, skoro także pochodzili od Lewiego, tym bardziej że on i Aaron byli braćmi. Wyjaśnienia tej sprzeczności należy szukać w fakcie, że Mojżesz nie był naturalnym bratem Aarona; nie był też potomkiem Lewiego. Jednakże naturalna matka Aarona pozostała mamką Moj­żesza i to ją autorzy Biblii zwali Jokebed.

Jokebed (a właściwie Jokabar), była Izraelitką z domu Lewiego, a poślubiła Ai (syna wezyra Jusufa-Juji), którego mianowano wezyrem faraona Amenhotepa III. Amenhotep z kolei poślubił siostrę Ai Tije, młodszą królową. Najstarszym synem Ai i Jokebed był Semenkhkare (Aaron), tymczasem Echnaton (Mojżesz) i Merikija (Miriam) byli dziećmi Amenhotepa z Tije i Gilukhipy (patrz: Powią­zania z Egiptem, s. 218). W okresie karmienia własnych dzieci (w tym także Se-menkhkarego) Jokebed była również mamką Echnatona i dlatego otrzymała ho­nory należne jej pani i szwagierce Tije. Odtąd ją także nazywano Tije. Aby uniknąć pomyłek, kroniki nazywają ja Tij lub Tej i z tego samego powodu nazywać ją będę w tej książce Tej. A więc Tej i Jokebed to ta sama osoba. Ale co z biblijnym mężem Jokebed – Amramem? Czy i on jest tą samą osobą co Ai?

Imię Amram wywodzi się od rdzenia ram, co oznacza „wysokość” lub „szla­chetność”, a imiona tego rodzaju (w tym Rama, Aram itp.) oznaczały zawsze wysokie pochodzenie. Tak było w przypadku tytułu książęcego ha-Rama-Theo (czyli Boskiej Wysokości), który w Nowym Testamencie uległ zniekształceniu na Arimathea. W Egipcie Ai nosił tytuł „ojca boga” i był patriarchą Am-ramem (Imranem – Szlachetnością Ludu) zarówno dla Egipcjan, jak i dla Izraelitów -tak czytamy w Biblii. Był także głosicielem filozofii Atona i to na grobowcu Ai odkryto napisany przez Echnatona Hymn do Atona, który stał się wzorcem dla biblijnego Psalmu 104.

Po drugiej stronie rzeki, naprzeciwko Amarny, leży nowoczesne miasto Mal-lawi (Malleui), co dosłownie znaczy „miasto Lewitów”, a arcykapłanem w świą­tyni Echnatona w Amarnie był Meryre II. Jest to odpowiednik hebrajskiego imie­nia Merari, które nosił jeden z synów Lewiego. Oczywiste więc, że związki Echnatona z egipskimi Izraelitami zostały zadzierzgnięte na długo przedtem, za­nim ich poprowadził na Synaj. Wynika stąd ponadto, że w czasach wyjścia z Egiptu „Jedynym Bogiem” Izraelitów był Aton – czyli biblijny Adonai.

 

Królewski dom Judy

 

Dotychczas udało się nam wytropić sporo rozbieżności między danymi histo­rycznymi a przekazami biblijnymi w odniesieniu do kwestii sukcesji. Rozbieżności te wynikają głównie stąd, że autorzy ksiąg Starego Testamentu podążyli śladem trzeciego syna Ewy Seta, zamiast prześledzić dzieje potomków pierwszego – Ka­ina. Niektóre postacie jawią się nam obecnie w innym świetle niż to, do którego przywykliśmy, ale i tak historia zmierza w tym samym kierunku, czyli do Dawida i kolejnych mesjanistycznych królów Judy. Znaleźliśmy się obecnie w punkcie, w którym oba rody łączą się, przy czym jeden to nieprawa linia wywodząca się od Izraela poprzez Judę i Tamar, druga zaś (prawowita linia królewska) przybywa z Egiptu wraz z Kiją-taszerit, córką Mojżesza i Miriam.Rodowód Izraelitów tej epoki Biblia przestawia w sposób bardzo ogólniko­wy, a Pierwsza Księga Kronik (2:3-15) wymienia tylko męskich potomków, ani słowem nie wspominając o ich żonach. Księgę Rodzaju i Księgę Wyjścia dzieli czterysta lat przemilczanej historii pokoleń, które nastąpiły po Judzie i Tamar, a w Kronikach też brak informacji na ten temat. Nawet w znacznie późniejszym Nowym Testamencie powtarza się ta luka, a genealogie w Ewangelii Mateusza (1:3-6) i Łukasza (3:31-33) zostały bez wątpienia zaczerpnięte ze źródeł hebraj­skich. Nie na wiele przydaje się też Księga Rut (moabickiej potomkini Lota), która poślubiła pradziadka Dawida, Booza. Inne żony, jakkolwiek nie wymie­nione w oficjalnie akceptowanej literaturze, pojawiają się w niektórych pismach arabskich odkrytych w Egipcie, ale i one zgodne są z wyrażanym w Biblii sta­nowiskiem, że kapłański ród Izraelitów (w przeciwieństwie do rodu królewskie­go) wywodzi się od Aarona i Elżbiety (córki Aminadaba, syna Ramy), potomków Judy i Tamar. Imię Aminadab, które oznacza pozycję książęcą, jest odmianą imienia egipskiego faraona Amenhotepa – czyli pierwotnego imienia Echnatona. Odrębna linia królewska wywodziła się równolegle od Nachszona, brata Elżbiety, a ich ojciec Aminadab (Amenhotep) był synem Ramy i Kiji-taszerit, siostry Tu-tanchamona.

Warto zwrócić uwagę, że czterem pokoleniom – od Ramy do Booza (patrz: Powiązania z Egiptem, s. 218) – Biblia poświęca stosunkowo niewiele miejsca, mimo iż odgrywały kluczową rolę w sukcesji, która ostatecznie wyniosła Dawi­da, prawnuka Booza, postaci niezwykle ważnej w rytuałach masońskich. Choć to dziwne, jednak z drugiej strony zupełnie zrozumiałe, historię bowiem celowo re-tuszowano tak, aby uwypuklić tradycję patriarchów będących potomkami Seta, a pomniejszyć rolę Kainitów, którzy wyszli z Egiptu i od czasów Mojżesza domi­nowali w Izraelu.

 

Rozdział   20

Mądrość i prawo

Przykazania

 

Jeśli chodzi o Dziesięcioro przykazań, które ponoć Bóg przekazał Mojże­szowi na górze (Księga Wyjścia 20), to wyraźnie widać, że wywodzą się one z tradycji egipskiej. Nie był to nowy kodeks moralny wymyślony przez Izra­elitów, jedynie nowa jego wersja, zaczerpnięta ze spowiedzi faraonów znajdują­cej się w Zaklęciu nr 125 w egipskiej Księdze umarłych. Na przykład wyznanie „Nie zabiłem” zostało przeniesione do dekalogu jako „Nie zabijaj”; „Nie ukra­dłem” stało się w dekalogu „Nie kradnij”; „Nie kłamałem” – Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. I tak dalej.

Część epizodu na Synaju, która nie ma bezpośredniego związku z egipskim kodeksem moralnym, to wstępne oświadczenie Jahwe: „Jestem Bogiem zazdro­snym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokole­nia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”. Fragmenty takie jak powyższy dowodzą, że autorzy Biblii mieli świadomość, iż ich Bóg jest bogiem gniewli-wym i mściwym, a dzięki takim surowym osądom władze świątyni mogły w VI wieku p.n.e. podporządkować sobie lud, kapłani natomiast stali się pośrednika­mi między nim a Bogiem. W ten sposób naród znalazł się całkowicie we wła­dzy kapłanów, których prawo do komunikowania się z Jahwe było niekwestio­nowane. Ten sam system później zapanował w chrześcijaństwie pod władzą papieży i biskupów. Przed Mojżeszem wśród Izraelitów nie było kapłanów, nie istniały też świątynie. Do czasów Abrahama patriarchowie znali i kapłaństwo i świątynie w Mezopotamii, lecz już w Kanaanie obrzędy odprawiane przez niego i jego następców były bardzo uproszczone. Czcili swego boga El Szaddai na kamiennych ołtarzach stawianych na otwartej przestrzeni, gdzie składali mu ofiary z oliwy i odprawiali pogańskie obrzędy. Ale wraz z Mojżeszem poja­wiła się koncepcja izraelickiego kapłaństwa opartego na modelu egipskim, a pierwszą świątynią był przenośny Przybytek Arki Przymierza, w którym prze­chowywano Prawo.

Niezależnie od tego, jakie formy oddawania czci bóstwom istniały wśród dawnych Hebrajczyków w Kanaanie, nie ulega kwestii, że pokolenia Izraelitów przywykły do praktyk panujących w Egipcie. Izraelici osiedlili się we wschod­niej części delty Nilu i tak byli mocno przywiązani do kultu Atona w Zaru (Awa-ris/Piramzes), że bóg ten stał się ich przywódcą podczas ucieczki z Egiptu. Je­dyna różnica polegała na wymowie imienia, gdyż dla nich Aton był Adonem (lub Adonai), a słowo to niemal zawsze tłumaczone było jako „Pan”. Izraelici zachowali nawet rytualne imię poprzedniego oficjalnego bóstwa Egiptu Amona (Amena). Był on bogiem ojca Mojżesza, Amenhotepa (co oznacza „Amon jest zadowolony”), a słowo Amon (Amun lub Amen) pierwotnie oznaczało „ukry­ty”. Dodawano je zawsze na zakończenie modłów, żeby zaznaczyć, iż jest to modlitwa do Amona, bo nawet te modlitwy zostały zapożyczone od Egipcjan, a słowo Amon (Amen) dlatego się utrzymało, że Izraelitom nie wolno było wy­mawiać imienia Jahwe. Aby uzasadnić używania imienia Amon w późniejszych epokach, dowodzono, że jest ono pokrewne mezopotamskiemu słowu haem, co oznacza „niech się stanie”.

Gdy Izraelici przybyli wraz z Mojżeszem do świątyni Hathor na górze Sera-bit (Horeb) na Synaju, nie spodziewali się, że nagle przyjdzie im zmienić boga z Atona na Jahwe. Nie spodziewali się też usłyszeć głosu Atona czy Jahwe, po­nieważ Aton był bogiem bezpostaciowym, a Jahwe był im w owym czasie zupeł­nie nie znany. Mogli natomiast oczekiwać spotkania z Panem Góry – kapłanem, którego słusznie nazwali Adonai (mój Pan).

Z pewnością to określenie – „Pan Góry” – zostało w wiele stuleci później mylnie zinterpretowane przez autorów Starego Testamentu, wiedzieli bowiem, że bóg Abrahama tak właśnie się nazywał. W hebrajskiej Biblii nosi on imię El Szaddai, które jest równoznaczne z sumeryjskim Ilu Kur-gal: Pan Wielkiej Góry.

Przenosząc historię Izraelitów na Synaju do kultu Jahwe (który rozkwitał w okresie niewoli babilońskiej, kiedy powstawały księgi Starego Testamentu) au­torzy postanowili zachować wizerunek swoich bogów. Ale niezależnie od siebie używali określeń El Elohim (El Szaddai), Jahwe i Adonai. W późniejszych tłuma­czeniach imiona te zastąpiono po prostu „Bogiem” albo „Panem”, ale od tego czasu w tradycji żydowskiej, a potem chrześcijańskiej przeważała wiara w jedy­nego boga.

 

 

Tajemnica szmaragdowej tablicy

 

Kiedy Izraelici przebywali w Egipcie, Hebrajczycy w Kanaanie i Madianie czcili nadal Enlila-Jahwe (El Szaddaia), gdyż tak nakazywała tradycja Abraha­ma. Synaj nie stanowił części Kanaanu, tak więc w tym rejonie – podobnie jak w Egipcie – panował dualizm Aton-Hathor (słońce-księżyc). Ale poślubiając Se-forę (córkę Jetra, pana Madianu), Mojżesz musiał jakoś połączyć kult Atona z kul­tem Jahwe, aby uzyskać dla Izraelitów przychylność miejscowych Hebrajczyków.

W tym celu Jetro ogłosił madianicki Obrządek, który został włączony do prawo­dawstwa żydowskiego dodanego później do Przykazań, mających źródło w kultu­rze egipskiej. To dlatego Miriam i Aaron powstali przeciwko Mojżeszowi, a z po­wodu preferencji samych Izraelitów Mojżesz został odsunięty od kapłaństwa. Przeszło ono na ród Aarona, a właściwie na jego syna Eleazara i wnuka Pinchasa (Księga Wyjścia 6:25). W Egipcie odpowiednikiem imienia Pinchas (co znaczy „paszcza węża”) był Panahesy, w owym czasie egipski zarządca Synaju, a także naczelny sługa Atona w świątyni w Amarnie.

Mojżesz urodził się około 1394 r p.n.e., jego pierwsze wygnanie nastąpiło około 1361 r p.n.e., wyjście zaś około 1334 r p.n.e., tak więc w czasie przymierza na Synaju miał blisko sześćdziesiąt lat. Zgadza się to z jego wizerunkiem starze­jącego się, brodatego mężczyzny, ale warto zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do innych proroków hebrajskich niektóre wczesne portrety Mojżesza (malowane jeszcze przed średniowieczem) ukazują go jako mężczyznę bez brody, o wyglą­dzie przypominającym Egipcjanina.

Relacja Księgi Wyjścia o Mojżeszu i otrzymaniu przezeń tablic z przykaza­niami jest nie tylko sprzeczna z tym, co zawieranego Jaszera, lecz różni się też od tego, co głoszą teolodzy żydowscy i chrześcijańscy, a błędy te powiela i potę­guje współczesna literatura i hollywoodzki przemysł filmowy. Do najpopularniej­szych ilustracji tego zdarzenia należy obraz wielkich kamiennych tablic z palcem Boga wypalającym na nich słowa. A tablice te są tak masywne, że trudno sobie wyobrazić, aby ten ciężar można było przenosić z miejsca na miejsce.

Księga Jaszera (4-17) mówi, że Mojżesz otrzymał prawa i przykazania od władcy-kapłana Madianu Jetra, a nie od Pana-Jahwe. O Jetro napisano, że był potomkiem Ezawa, nie ma też mowy o jakichkolwiek kamiennych tablicach, je­dynie o Księdze Przymierza.

A co na to Księga Wyjścia? Nawet tam, gdy mowa jest o Jahwe i kamiennych tablicach, czyni się rozróżnienie między Dziesięciorgiem przykazań a Tablicami Świadectwa – te ostatnie były umieszczone w Arce Przymierza.

Biblia mówi, że Dziesięcioro przykazań zostało przekazanych Mojżeszowi i ludowi na górze Synaj, a towarzyszyły im słowne polecenia. Potem Bóg po­wiada do Mojżesza:

Wstąp do Mnie na górę i pozostań tam, a dam ci tablice kamienne, Prawo i przykaza­nia, które napisałem, aby ich pouczyć.

Mamy więc dwa odrębne obiekty: „kamienne tablice – prawo” i „przykaza­nia”. Następnie Bóg mówi: „Włożysz do arki Świadectwo, które dam tobie”. A następnie czytamy: „Dał mu dwie tablice Świadectwa, tablice kamienne…”.

Pierwsze tablice zostały potłuczone, gdy Mojżesz rzucił nimi o ziemię, po czym Bóg rzecze doń:

Wyciosaj sobie dwie tablice z kamienia podobne do pierwszych, a na tych tablicach wypisz znów słowa, jakie były na pierwszych tablicach, które potłukłeś.

A więc Mojżesz „napisał na tablicach słowa przymierza – Dziesięć Słów”. Widać więc wyraźne rozróżnienie między Tablicami Świadectwa „napisanymi przez Boga” i Dziesięciorgiem przykazań, które napisał sam Mojżesz.

Mimo iż Księga Wyjścia mówi o dawcy Prawa Panie-Jahwe, a Jaszer ma na myśli Jetra, pana Madianitów, nastąpiło pomieszanie pojęć i przez całe stulecia Kościół obstaje przy tym, że Dziesięcioro przykazań stanowiło ważną część tego przesłania, w wyniku czego Tablice Świadectwa zostały celowo pominięte.

Ze względu na użycie słowa „kamień” tablice kojarzą się z wielkimi granito­wymi płytami, a wyobrażenie to w pewnym stopniu wywodzi się z zaokrąglonej steli Hammurabiego, króla Babilonu około 1780 roku p.n.e. Ten dobrze znany bazaltowy pomnik odkryto w 1901 roku. Wykuty na nim był kodeks prawny Ham­murabiego. Ale zgodnie z kabalistyczną tradycją żydowską tablice Mojżesza zo­stały wykonane z szafiru, boskiego kamienia zwanego Schethiy. Tablic świa­dectwa wykutych w kamieniu nie należy mylić z Dziesięciorgiem przykazań ani z przepisami madianickiego prawa (niezależnie czy pochodziły od Jahwe, czy Jetra). Bliższe są one piewotnym Tablicom przeznaczenia Anunnaki (rozdział 4). Te starożytne teksty wywodzą się ze Szmaragdowej tablicy Totha-Hermesa, a jak czytamy w egipskich kronikach alchemicznych, autorem zachowanych pism był biblijny Cham, wielki Archont rodu Graala.

Tablice te zawieraj ą najstarsze alchemiczne formuły i dla wczesnych mistycz­nych szkół miały ogromne znaczenie. Ich sekrety bardzo długo pozostawały nie­dostępne współczesnemu wolnomularstwu, którego przywódcy przez ostatnie dwa stulecia narzucali wymyślne alegoryczne rytuały, nie mające nic wspólnego z praw­dziwą sztuką Mistrzów Rzemiosła. W gruncie rzeczy „szmaragdowe teksty” od­noszą się zarówno do alchemii podstawowych metali i boskiej alchemii regenera­cji ludzkiego ciała, jak również do nauki, astronomii i numerologii. Znane kiedyś różokrzyżowcom jako Tabula Smaragdina Hermetis, tablice Chama (Chema-Za-ratustry) nosiły miano „Najstarszych pomników Chaldejczyków”, a także Lapis philosophorum („kamienia filozoficznego”).

Poza Egiptem i Mezopotamią tablice znane były największym umysłom kul­tury greckiej i rzymskiej, takim jak Homer, Wergiliusz, Pitagoras, Platon i Owi­diusz. W późniejszych czasach siedemnastowieczne brytyjskie Royal Society Stu­artów zajmowało się analizą i zastosowaniem świętej wiedzy. Wraz z templariu­szami i różokrzyżowcami Royal Society rozkwitało dzięki takim uczonym jak Izaak Newton, Christopher Wren, Samuel Pepys, Robert Hooke, Robert Boyle i Edmund Halley. Choć Kościół niejednokrotnie zarzucał im herezję, przede wszystkim dla­tego, że twierdzili, iż Ziemia obraca się wokół Słońca oraz z powodu utrzymywania stosunków z Żydami i muzułmanami, to jednak oni byli motorem postępu, to dzięki nim znamy prawo grawitacji i prawo Boyle’a i Mariote’a, a odkrycia te przypisy­wano znajomości starożytnych tablic zawierających wiedzę hermetyczną. Dzięki nim opanowano recepturę wykonywania „hermetycznie szczelnego” szkła. Ogrom­ne znaczenie Tablicy podkreśla następujący cytat: „Przez to uczestniczyć będziesz w Zaszczytach Świata (…) Ciemność odpłynie od ciebie (…) Dzięki temu wszystko przezwyciężysz”.

 

Słowa mędrca

 

Nie tylko Dziesięcioro przykazań zapożyczonych zostało z zaklęć egipskiej Księgi umarłych, a Psalmy Dawida z egipskich hymnów, lecz większość tekstów Starego Testamentu wywodzi się ze starożytnej mądrości egipskiej. Podobnie rzecz się miała z dziejami pierwszych patriarchów, które oparto na mezopotamskich kronikach. Wpływy egipskie najwyraźniej widać w księgach proroków biblijnych, a także w Księdze Przysłów – „słowach mędrca”, które tradycyjnie przypisuje się samemu Salomonowi.

Te powszechnie znane przysłowia zostały w gruncie rzeczy niemal dosłow­nie przetłumaczone z pism egipskiego mędrca Amenemopeta, które obecnie znajdują się w British Museum. Księga Przysłów werset po wersecie pokrywa się z egipskim oryginałem, a niedawno stwierdzono, że nawet mądrości Amenemo­peta zaczerpnięto z o wiele starszego dzieła zatytułowanego Mądrość Ptahhote-pa, które pochodzi z okresu poprzedzającego o dwa tysiąclecia czasy Salomo­na.

Oprócz Księgi umarłych i starożytnej Mądrości Ptahhotepa na Stary Testa­ment składają się rozmaite inne egipskie księgi. Należą do nich między innymi Teksty piramid i Teksty sarkofagów, z których można wywnioskować, że idea boga słońca Ra została po prostu przeniesiona na hebrajskiego boga Jahwe. Na nie­szczęście złożyło się tak, że Biblia pozostała w naszej świadomości jako orygi­nalne źródło kultury i religii, natomiast znacznie starsze źródła mezopotamskie i egipskie zaginęły. Gdyby do tego nie doszło, w naszej kulturze dominowałyby mądrość i zapis historycznych wydarzeń cywilizacji przedizraelickiej, a Stary Testament stanowiłby dla nas jedynie jeszcze jeden rozdział w rozwoju zasad moralnych i religijnych. A ponieważ przez tysiąclecia nie dysponowaliśmy inny­mi kronikami, hebrajskie Pismo Święte uzyskało niesłusznie status jedynego wia­rygodnego źródła prawdy historycznej.

Dopiero od stu pięćdziesięciu lat, a właściwie w okresie ostatnich osiemdzie­sięciu lat zaczęto odkrywać zakopane pod ziemią ogromne zasoby informacji o    Egipcie, Mezopotamii, Syrii i Kanaanie. Oryginalne kroniki czasów przedbiblijnych zaczęły ukazywać się na kamieniach, glinianych tabliczkach, pergaminie

i papirusie, a spisane tam dzieje okazały się o wiele bardziej interesujące, niż nam się mogło wydawać. Gdyby nastąpiło to wcześniej, koncepcja jedynego narodu wybranego do głoszenia prawdy nigdy by nie zaistniała, Jahwe nie miałby wyłą-czoności na objawienie, nie dochodziłoby do wojen religijnych z tymi, którzy kultywowali własne tradycje.

Dzięki niedawno odkrytym i przetłumaczonym kronikom wiemy, że choć nasza cywilizacja osiągnęła wysoki stopień rozwoju nauki i technologii, w porównaniu do starożytnych mistrzów pod wieloma względami jesteśmy nowicjuszami. Wi­dzimy też, że dopiero zaczynamy wydobywać się z ciemności naszych powzię­tych z góry, nieuzasadnionych koncepcji, a trwająca przez stulecia indoktrynacja Kościoła utrudnia nam uwolnienie się od dogmatów i tradycji przekazywanych z trzeciej ręki i nie pozwala w pełni wykorzystać starożytnej mądrości i wiedzy.

Na pocieszenie możemy sobie powiedzieć, że świat nie stoi w miejscu, że co roku dokonujemy nowych odkryć. Podobnie jak lodowiec jest skutkiem wielo­wiekowej działalności czynników atmosferycznych, tak starożytna mądrość spły­wa na nas niczym potężny masyw lodowca, a na kolejne pokłady wiedzy nakłada­ją się nowe. Nieważne, że zawężone w średniowieczu horyzonty utrudniają nam uzyskanie szerszej perspektywy. I tak w niedalekiej przyszłości otworzą się przed nami nowe horyzonty świadomości. Mimo iż wielu z nas będzie wolało oglądać się za siebie, to ci, którzy mają oczy otwarte, wkroczą w kolejne tysiąclecie, aby ujrzeć nowy wschód słońca – objawienie nieograniczonych możliwości i przy­wrócenie nam praw do prawdziwego, uniwersalnego dziedzictwa.

 

Posłowie

Smok dziś

 

Imperialny i królewski Dwór Smoka

 

Wiemy z kart niniejszej książki, że Dwór Smoka powstał w Egipcie pod patronatem kapłana-księcia Ankhfh-khonsu około 2170 roku p.n.e. Sta­tus formalny uzyskał dzięki królowej z 12. dynastii – Sobeknefru, która panowała około 1785-1782 roku p.n.e. Ale ślady koncepcji tego jedynego w swoim rodzaju stowarzyszenia można odnaleźć już w czasach Wielkiego Zgromadzenia Anun-naki w starożytnej Mezopotamii. Nie miało ono charakteru agencji rządowej, lecz stanowiło jakby współczesną królewską akademię nauk.

Dwór Smoka w Egipcie szkolił kadrę kapłańską szerzącą nauki Totha, które zyskały sobie popularność od czasów wnuka Nimroda, króla Raneba, faraona II dynastii. Panował on w latach 2852-2813 p.n.e., około 300 lat przed przypuszczal­ną budową piramid w Gizie. W tej odległej epoce kapłani i świątynie nie byli związani z religią, jak to miało miejsce w czasach późniejszych i w innych kra­jach, lecz za zadanie mieli kultywowanie nauk i starodawnej mądrości. W świąty­niach znajdowały się laboratoria alchemiczne, a do obowiązków kapłanów nale­żało przyrządzanie pokarmu dla świetlistych ciał faraonów i dopilnowanie, aby dynastia trwała poprzez królowe smoków z rodu Graala.

Wraz z upływem czasu idea królestwa rozprzestrzeniła się w basenie Morza Śródziemnego, na Bałkanach, w rejonach Morza Czarnego i w Europie, ale naj­ważniejsza część starożytnej wiedzy przepadła. Powstały więc dynastie, któ­rych nie wiązało żadne pokrewieństwo z prawdziwymi królewskimi rodami, a wojownicy zdobywali trony siłą mieczów. Lecz starożytna kultura zachowała się w mesjanistycznym rodzie króla Judy Dawida (ok. 1008 roku p.n.e.), które­go wielkość miała korzenie w dziedzictwie faraonów, a nie w pochodzeniu od Abrahama i Semitów. Dzięki temu dziedzictwu Smoka mędrzec Salomon mógł w osiem stuleci po królowej Sobeknefru odbudować królewską świątynię w Je­rozolimie. Dzięki temu w Ziemi Świętej odrodził się alchemiczny ruch różo-krzyżowców, i to w czasach, gdy Egipt znajdował się pod obcymi wpływami, najpierw z Libii, Nubii i Kusz, a później z dalszych rejonów. Z tego powodu tradycyjne związki małżeńskie zostały wyparte przez koligacje wynikające z dy­plomacji.

W 525 roku p.n.e. Egipt został podbity przez Persów, których w 332 roku p.n.e. wypędził stojący na czele armii macedońskiej Aleksander Wielki. Zało­żył on nową grecką dynastię Ptolemeuszy. Jej ostatnią przedstawicielką była królowa Kleopatra VII. Jej związek z rzymskim generałem Markiem Antoniu­szem doprowadził do upadku faraonów, a Egipt na krótko przed narodzeniem Jezusa stał się rzymską prowincją. Po upadku cesarstwa rzymskiego państwo to dostało się pod panowanie władców bizantyjskich, a w 641 roku n.e. został pod­bity przez muzułmanów.

W tym czasie wywodząca się od Dawida i Salomona dynastia Graala prze­niosła się na Zachód, tworząc linię Merowingów w Galii oraz jej odgałęzienia w królestwach Irlandii i celtyckiej Brytanii. Linie te łączyły się poprzez małżeń­stwa równolegle do smoczych ras pochodzących od Chama, Jafeta i Tubal-kaina, które zachowały się jako królewskie rody Scytii i Anatolii, a związki małżeńskie zawierano z księżniczkami egipskimi ze starożytnych rodów. Pierwszym z rodu Pendragonów (Pen Draco Insularis) w Brytanii był król Cymbelin z rodu Camu-lot, który wstąpił na tron około 10 roku n.e. Celtyccy Pendragonowie nie panowa­li według następstwa syna po ojcu, lecz wybierano ich z grona rządzących rodów Smoka w wyniku obrad druidycznej rady starszyzny, podczas której nadawano nowemu władcy miano króla królów. Ostatnim Pendragonem był Cadwaladar z Gwynedd, który zmarł w 664 roku n.e. W tym czasie większa część terytoriów Brytanii dostała się pod wpływy germańskich Anglosaksonów i w ten sposób powstało państwo Angle-land (Anglia), obok Szkocji i Walii.

Dokładnie w tym samym czasie Bizancjum straciło Egipt na rzecz arabskiego Kalifatu, a na Zachodzie po ostatnim cesarzu rzymskim w 476 roku powstała zupełnie nowa struktura państwowa, rządzona przez papieży, którzy – z wyjąt­kiem krajów celtyckich – wyznaczali królów nie według prawa dziedziczenia, lecz zgodnie z politycznymi interesami biskupów szybko rosnącego w siłę Ko­ścioła katolickiego. Wydawało się, że dni Smoka są policzone, ale jak pisałem w Krwi z krwi Jezusa, prawdziwi dziedzice spuścizny Graala zdołali zachować swoją pozycję i utrzymać ducha Dworu Smoka we wpływowych kołach Europy i Bliskiego Wschodu.

W 1408 roku (kiedy Brytanią rządziła dynastia Plantagenetów), w czasach wo­jen i politycznych zawieruch, Dwór Smoka został formalnie reaktywowany jako suwerenny organizm. Dał mu początek Zygmunt Luksemburczyk, król Węgier, po­tomek lusignańskiej dynastii smoczych królów Jerozolimy. Przejąwszy tron w 1397 roku, zawarł (wraz z żoną i córką) pakt z dwudziestoma trzema arystokratami, któ­rzy przysięgli przestrzegać „prawdziwego i czystego braterstwa” w ramach Socie-tas Draconis (zwanego później Ordo Draconis, co po węgiersku brzmiało Sarkany Rend). Dokument założycielski Sigismundi dei rex Hungariae stwierdza, że człon­kowie Dworu mogą przywdziewać insygnia smoka wpisane w okrąg z czerwonym krzyżem – oryginalnym emblematem różokrzyżowców, symbolizującym pokrewień­stwo z Graalem sprzed 3000 roku p.n.e. (rozdział 10).

Wkrótce potem Zygmunta koronowano na Świętego Cesarza Rzymskiego, a bractwo arystokratyczne zyskało status Imperialnego i Królewskiego Dworu Smoka. Niektórym mogło się wydawać dziwne, że papież Eugeniusz IV aprobo­wał cesarza, który reaktywował dwór sięgający korzeniami do czasów znacznie starszych niż chrześcijaństwo, ale taka już jest natura Smoka, że jego tradycja wznosi się ponad wszelkie ziemskie spory. Przecież król Dawid, Salomon i Jezus także reprezentowali ten ród przed chrześcijaństwem.

Byli zresztą i tacy, którzy obstawali przy dogmatach Kościoła i jawnie sprze­ciwiali się reaktywowaniu przedpapieskiej koncepcji królestwa Graala. To ci sami, którzy uznawali opowieści o królu Arturze za herezję i podczas soboru trydenc­kiego w 1546 roku umieścili na czarnej liście pisma Merlina. Wszystko, co wyda­wało się magią i wnosiło powiew świeżego powietrza w skostniałą strukturę, uzna­wano natychmiast za grzeszne i mętne. Posłannictwo kodeksu Graala było potępiane przez zajadły purytanizm, a wszystko, co choćby najsłabiej kojarzyło się z pierwiastkiem żeńskim, określano mianem czarów.

W ostatnich czasach wzbudził zainteresowanie fakt, że jednym z członków Smoczego Dworu Zygmunta Luksemburczyka był hrabia Dracula, znany history­kom jako władca Wallachii, Vlad III, budowniczy cytadeli w Bukareszcie. „Dra­cula” znaczy „syn Dracula”, a „Draculem” (Smokiem) od 8 lutego 1431 roku zwano jego ojca w gronie Ordo Draconis. Vlad był niezwykle surowym władcą, za zbrodnie przeciwko państwu karał wbiciem na pal. Tak surowe kary nie były czymś niezwykłym w owych czasach (stosowano także gotowanie w oleju, pale­nie na palu, topienie i ćwiartowanie). Vlad nie wykazywał się z pewnością więk­szym okrucieństwem niż katoliccy inkwizytorzy tępiący tak zwanych heretyków. (Jedną z ulubionych przez inkwizycję form mordowania ofiar było smarowanie ich tłuszczem i pieczenie na wolnym ogniu od stóp w górę.) Ale okrucieństwo Vlada wzbudzało tak wielkie obrzydzenie, że w późniejszej literaturze sugerowa­no, iż jego także należałoby wbić na pal.

Jednak przedstawiciele ortodoksyjnych kręgów nie tyle obawiali się jego kar, ile raczej posiadanej przez niego głębokiej wiedzy alchemicznej i stosowania sta­rożytnej sztuki Gwiezdnej Łuny. Studiował w austriackiej szkole Salomona w Her-mannstadt i wiedział, że melatonina i serotonina zapewniają długowieczność, a tak­że pogłębiają świadomość. Najwyraźniej jego organizm potrafił produkować zwiększoną ilość melatoniny, a jak nam wiadomo (rozdział 13) ludzie tego rodza­ju przejawiają nadwrażliwość na promienie słońca. Są aktywni nocą (melos to-sos). Dało to początek transylwańskiej legendzie, opublikowanej w 1897 roku przez Brama Stokera, w której Vlad Dracula przestawiony został jako wampir-książę ciemności, spijający krew dziewic.

Oprócz tego wiele dawnych legend i baśni opartych było na tradycji Graala i Smoka. Z niej bezpośrednio wyrasta koncepcja wróżek i czarodziei, a przede wszyst­kim rusałek i elfów. Wyznaczono im rolę strażników ziemi, światła gwiazd i lasów, a ludek ten w czarownej formie przedstawił Tolkien w Panu pierścini. W starożyt­nej mowie południowej Europy żeński elf nosił nazwę elbe lub ylbi, stąd wywodzi się nazwa miasta langwedockiego Albi, które w średniowieczu było centrum kultu gnostyków Katarów (Czystych). Kiedy papież Innocenty III wszczął w 1208 roku trwającą trzydzieści pięć lat wymierzoną w nich brutalną akcję, jego kampanię na­zwano krucjatą przeciwko Albigensom, czyli albi-gens (rasie elfów).

W następnych książkach zajmiemy się dogłębną analizą owego czarodziej­skiego świata baśni i folkloru. Dowiemy się, jak powstawały znane legendy i baj­ki opowiadane przez niańki i dlaczego przetrwały przez stulecia w tak atrakcyjnej formie. Mity te i legendy miały w rzeczywistości tłumaczyć niezwykłe zjawiska i dowieść istnienia intuicyjnego wglądu w czasach poprzedzających dynamiczny rozwój nauki, która uznaje wyższość logiki. Niestety, w erze komputerów logika (tradycyjnie męska cecha) w znacznym stopniu zastąpiła intuicję (powszechnie uznawaną za domenę kobiet), tymczasem obie drogi poznania powinny wzajem­nie się uzupełniać, dając ludzkości możliwość wielopłaszczyznowego badania rzeczywistości. Dobrze się więc stało, że mając do dyspozycji wysoko rozwiniętą naukę i technologię, nie odrzucamy starożytnej wiedzy, kultywowanej przez Dwór Smoka. Obok świata techniki i nauki nadal istnieje sfera niematerialna, odrębna tradycja, a jej cudowne doznania dostępne są tym, którzy obdarzeni zostali docie­kliwym i niespokojnym duchem.

Od samego początku do założonego przez Zygmunta Dworu Smoka należeli także inni władcy i książęta Europy, w tym królowie Polski i Aragonii, a także wielki książę Litwy. Do XVI wieku wpływy Dworu rozprzestrzeniły się na tyle, że powstawały jego liczne automatyczne gałęzie w Bułgarii, Bośni, Grecji, Wło­szech i Francji. We wschodniej Anglii tradycję tę podtrzymywał Smoczy Zakon zwany Rosicruiciana Anglicae. Obecnie Imperialny i Królewski Dwór Smoka, ze swym wewnętrznym dworem Sarkany Eand, istnieje w obrębie większej struktu­ry Zwierzchnictwa Smoka królestwa Graala. Jego celem jest przede wszystkim propagowanie starożytnej wiedzy i mądrości.

W centrum zainteresowania Dworu Smoka są przede wszystkim ludzie, a nie własność, społeczeństwo, a nie bogactwo i przywileje nielicznych. Staje się on płaszczyzną porozumienia między rządzącymi a rządzonymi, kieruje się zasadą, że wszyscy służymy tej samej sprawie.

I choć nie znają jeszcze swojego pochodzenia – czy to wysokiego, czy niskiego uro­dzenia – rodzice każdej dziewczyny i każdego młodzieńca, których imię wyryte jest na tym kamieniu, uznają ich za błogosławionych, powołano ich bowiem do służby Graalowi.

Wolfram von Schenbach, około 1208 roku

 


[1] Słownik języka polskiego: „Dzieje – proces rozwoju życia społecznego lub przyrody, przebieg zdarzeń” – przyp. tłum

[2] Według Biblii Tysiąclecia miasto nazywa się Charan, a brat Abrama – Haran – przyp.tłum.

[3] Po hebrajsku Etiopia – wg słownika Biblii Tysiąclecia – przyp. tłum.

[4] Tłum. Marcin Pisarski

[5] Tłum. Marcin Pisarski

[6] Tłum. Marcin Pisarski

[7] Polski odpowiednik „anioł” pochodzi z greki – przyp.tłum.

[8] Księga Rodzaju 5:2 według wersji w języku angielskim. Według Biblii Tysiąclecia i in­nych polskich wydań zamiast „Adam” napisano „ludzie” – przyp. tłum.

[9] W Biblii Polskiej w formie „Asztarta”, co rzeczywiście sugeruje, że chodzi tu o Aszto­ret, tym bardziej że teolodzy katoliccy nie przywiązują wagi do rozróżniania bogiń pogańskich, np. u M. Rode w Małej encyklopedii teologicznej Asztarte uważana jest za boginię matkę, czyli Aszerę, podczas gdy jest ona odpowiednikiem Isztar, a więc mylenie tych dwóch bogiń jest równie niewłaściwe jak mylenie Afrodyty z Reą (matkę Zeusa) – przyp. red.

[10] Według polskich egiptologów (np. A. Dębska: Kultura starożytnego Egiptu) kult kozła z Mendes pojawił się w miejsce wcześniejszego kultu barana (Chnuma) dopiero za Ramessydów, a więc około 1,5 tysiąca lat później – przyp. tłum.

[11] W tekście Biblii Tysiąclecia przyjęto taką samą interpretację – przyp. tłum.

 

Wyd. Amber Sp. z o.o.
Warszawa1999 , wydanie 1
Copyright by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. 1998

 

About these ads

4Komentarze

  1. Napisano 10/02/2013 w 16:04 | Permalink | Odpowiedz

    Greetings! Very helpful advice in this particular post!
    It is the little changes that make the most significant changes.
    Thanks for sharing!

  2. Napisano 13/05/2013 w 00:42 | Permalink | Odpowiedz

    I’m curious to find out what blog platform you happen to be utilizing? I’m experiencing some small security problems with my latest blog and I would like to find something more secure.
    Do you have any solutions?

  3. Napisano 09/07/2013 w 10:49 | Permalink | Odpowiedz

    Hello there, just became alert to your blog through Google,
    and found that it’s truly informative. I am gonna watch out for brussels. I’ll
    be grateful if you continue this in future. A lot of people will be benefited
    from your writing. Cheers!

  4. Napisano 24/09/2013 w 09:03 | Permalink | Odpowiedz

    These are genuinely enormous ideas in on the topic of blogging.

    You have touched some good points here. Any way keep up wrinting.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 61 other followers

%d bloggers like this: