Tag Archives: rzym

GRZESZNI PAPIEŻE – Eric Lacanau / Paolo Luca (e-book)

Dolce vita na dworze watykańskim w średniowieczu i renesansie

Świętowali otoczone tajemnica orgie.

Sobory wabiły tysiące prostytutek.

Najpiękniejsze i najsłynniejsze kurtyzan były ich kochankami i towarzyszkami zabaw. Władza sztyletu, trucizny i tortur. Sabaty czarownic – intrygi – nepotyzm – korupcja.

Jest to pierwsza kronika na temat rozpustnego życia papieży w średniowieczu i renesansie. Autorzy prezentują barwny dokument tamtych czasów w oparciu o akta i dokumenty sądowe, tajne protokóły oraz prywatne dzienniki.

Tytuł oryginału: DIE SUNDIGEN PAPSTE

Dolce vita am Hof des Yatikans in Mittelalter und Renaissance.

SPIS TREŚCI:

I Madonny miłości. Prostytutki, sutenerzy i orgie w Watykanie

II Playboye z Zamku św. Anioła. Szalone życie kardynałów

III Kobiecy regiment w Watykanie. Jak kobiety rządziły papieżami

IV Dolce vita zastępców Boga. Luksus, przepych i oszałamiające uczty

V Rzymscy łowcy czarownic. Procesy i zbrodnicze wyroki inkwizycji

VI Czarownicy z tiarą. Kult demonów, zamki upiorów i czarne msze

VII Transakcje w imieniu Pana. Nepotyzm, handel odpustami, intrygi i korupcja ….

VIII Mordercy na Tronie Piotrowym. Władza sztyletu, trucizny i tortur
Czytaj dalej

SATURNALIA – doroczne święto ku czci Saturna

Saturnalia były jednym z ważniejszych świąt rzymskich. Z pewnością były też najbardziej lubiane – poeta Katullus nazwał je „najlepszym z dni”. Były to uroczystości na cześć Saturna, rzymskiego boga rolnictwa, utożsamionego później z greckim Kronosem. Oddawano też wtedy cześć jego żonie Ops – bogini dostatku. Obchodzono je w grudniu. Początkowo był to jeden dzień – czternasty przed kalendami styczniowymi, czyli 19 grudnia. Po reformie kalendarza dokonanej przez Juliusza Cezara grudzień miał dwa dni więcej, a święto przesunięto na szesnasty dzień przed kalendami (17 grudnia). Obchody święta wydłużały się, w połowie I w. p.n.e. obejmowały już tydzień (17 – 23 grudnia). Oktawian nakazał skrócić je do trzech dni, aby sądy nie musiały być zamknięte zbyt długo, ale niemal wszyscy i tak świętowali przez tydzień.

Obchody Saturnaliów dzieliły się na część państwową oraz nieoficjalną. Podczas tej pierwszej składano ofiary Saturnowi, a z jego posągu zdejmowano sznury wiążące go przez resztę roku. W pobliżu świątyni odbywała się też prawdopodobnie rytualna uczta (lectisternium), w której uczestniczył jakiś wizerunek boga (mógł to być posąg, ale też przebrany kapłan z atrybutami Saturna). Uczestnicy uroczystości wznosili okrzyk „Io, Saturnalia!”, którego znaczenie nie jest do końca jasne. Następnie odbywał się wielki bankiet. Radosny i swobodny charakter święta podkreślał już sam strój obywateli – nie noszono oficjalnej togi, wielu ubierało też pilleus – charakterystyczną czapkę wyzwoleńca. Podczas tego święta dokonywała się zamiana ról niewolników i ich panów, co miało przypominać mityczny złoty wiek, gdy panował Saturn, a wszyscy ludzie byli równi. Podczas prywatnych zabaw w domach niewolnicy nosili lepsze ubrania i jedli pierwsi, a ich właściciele im usługiwali i traktowali z szacunkiem. Często dawano służbie trochę pieniędzy i pozwalano grać w kości (był to jedyny czas w roku, w którym niewolnik mógł uprawiać hazard). Gry hazardowe, pijaństwo, maskarady i pochody prowadzone przez komicznie ubranych „królów” były charakterystyczne dla tego święta. Inny zwyczaj związany z Saturnaliami to obdarowywanie się prezentami. Bogaci dawali znajomym drobne przedmioty wykonane ze srebra (metal ten wiązano z Saturnem). Tradycyjnymi podarkami wśród biedniejszych były świece i gliniane figurki zwane sigillaria (figurki te przedstawiały postaci ludzkie i były symboliczną pozostałością dawnego zwyczaju składania ofiar z ludzi dla Saturna). Rzymianie zwykli też stroić wiecznie zielone rośliny (na znak czci dla boga, który może sprawić, że rośliny żyją nawet zimą) i dekorować domy girlandami i lampami. Świąteczny tydzień był wolny od pracy i szkoły. Spędzano go często odwiedzając rodzinę i przyjaciół. Niemal każdy urządzał w te dni przyjęcia i zapraszał na nie znajomych (według rzymskiego powiedzenia najlepiej było zaprosić gości „więcej niż Gracji, ale mniej niż Muz”, czyli więcej niż trzech, a mniej niż dziewięciu).
Czytaj dalej

SOL INVICTUS – SŁOŃCE NIEZWYCIĘŻONE

O tym, iż Boże Narodzenie to święto pogańskie w swojej genezie nie trzeba dziś nikogo przekonywać. Ci, dla których niepokalane poczęcie jest faktem historycznym i tak nie uznają żadnej argumentacji. Nie o to tu zresztą chodzi, lecz o obalenie innego, „naukowego” mitu dotyczącego święta przesilenia. W naukach historycznych przyjęło się tłumaczyć wszelkie obrzędy religijne prahistorii i starożytności jako ekspresję struktury społeczno gospodarczej danej kultury. Na wzór marksistowski więc byt warunkuje świadomość; ludzie oddawali cześć Słońcu, Księżycowi, deszczom, itp., jako konkretnym siłom przyrody, gdyż warunkują one naturalne cykle wegetacyjne, od których zależy przetrwanie w świecie nie ujarzmionym przez cywilizację technologiczną. Oczywiście, w jakimś stopniu odpowiada to rzeczywistości, zwłaszcza gdy chodziło o kulty rolnicze. Zapomniano jednak, o jednym istotnym fakcie; starożytne cywilizacje były konstrukcjami organicznymi, w których poszczególne grupy społeczne miały przydzielone konkretne funkcje, oraz konkretnych bogów. W związku z tym, arystokracja królewska i kapłańska (nierzadko łącząca obie funkcje), nie tylko wyznawała inne bóstwa, lecz także posiadała odrębną, pogłębioną i ‚uduchowioną’ metafizykę. Tak więc, nawet to samo bóstwo interpretowano na różne sposoby.

Weźmy dla przykładu Słońce będące przedmiotem naszego zainteresowania w kontekście „Bożego Narodzenia”. Dla rolnika było życiodajną siłą zapładniającą ziemię by wydała plony, a dla neoplatonizującego Juliana Apostaty, by posłużyć się konkretnym przykładem duchowym czynnikiem ‚zapładniającym’ inteligencję materialną.

Tak więc możemy tu mówić o interpretacji egzorterycznej i ezoterycznej. Ten dualizm jest zresztą typowy dla starożytnych tradycji, których mity i obrzędy zawierają w sobie dwie warstwy; zewnętrzną czytelną dla wielu i symboliczną zrozumiałą dla elit. Jakie więc było znaczenie ezoteryczne święta przesilenia zimowego, jaką rolę odgrywało samo Słońce i skąd wzięła się jego zbieżność z datą narodzin Chrystusa? Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba przeanalizować symbolikę solarną w starożytnym Rzymie.

W pierwszych wiekach naszej ery szczególną popularność zyskała w świecie grecko rzymskim astrologia, a wraz z nią oczywiście poszukiwanie związków pomiędzy pozycjami planet, znakami zodiaku a życiem ludzkim. Szczególna rola przypadła Słońcu jako największemu i najistotniejszemu ciału niebieskiemu. Jak pisał Frank Cumont w dziele „Astrologia i religia wśród Greków i Rzymian”; „Z astrologicznych spekulacji Chaldejczycy wywiedli cały system religijnych dogmatów. Słońce umieszczone pośrodku planet określa ich harmonijne ruchy. Jego żar popędza je do przodu, a następnie przyciąga je na powrót do siebie i w ten sposób stale kontroluje ono i określa, stosownie do swych rożnych aspektów kierunek ich biegów i ich oddziaływanie na ziemię. Ogniste serce tego świata, ożywia ten wielki organizm, a ponieważ gwiazdy są posłuszne jego komendzie, panuje ono niepodzielnie nad wszechświatem. Promieniowanie jego splendoru oświetla boski ogrom nieba, ale zarazem w tej jasności jest inteligencja, jet ono początkiem wszelkiego rozumu, a jako niezmordowany siewca rozsiewa ono niezmordowanie na świat poniżej nasiona żniwa dusz (logos spermatikos). Nasze krótkie życie jest tylko szczególną formą uniwersalnego życia. Ta naturalistyczna teologia narzuciła Rzymowi i innym narodom kult Niepokonanego Słońca (Sol Invictus) jako władcy całej natury, stwórcy i protektora ludzi.”1

Chrześcijaństwo z kolei nie pojawiło się w próżni, lecz powstało i dojrzewało w konkretnych warunkach kulturowych późnego imperium rzymskiego i z tradycji antyku właśnie czerpało więcej niż z myśli żydowskiej pod odcięciu się przez apostoła Pawła od gminy jerozolimskiej. Młody ruch religijny mając ambicję uniwersalistyczne poprzez skierowanie swojego przesłania zarówno do „Greka i Żyda” musiał posługiwać się językiem filozoficznym hellenizmu. Pierwsze kroki poczynił dla judaizmu Żyd Filon, z kolei już Paweł z Tarsu swobodnie posługiwał się w swoich ewangeliach terminami Logosu czy Eonu.
Czytaj dalej

CIEMNA STRONA HISTORII CHRZEŚCIJAŃSTWA – Helen Ellerbe (e-book)

„Jest to po prostu książka, którą każdy powinien przeczytać. W czasach, kiedy tak zwane prawo religijne utrzymuje, że wartości chrześcijańskie uratują ludzkość od szerzącego się grzechu, właśnie zwykły człowiek powinien poznać w jaki sposób Kościół próbował ratować ludzi w przeszłości. Jest to sroga lekcja, niemniej niezbędne jest przyswojenie jej sobie”.
– Alice Walker, autorka „The Color Purple, Possessing the Secret of Joy” „The Temple of My Familiar”.
„W jasnym, obiektywnym i przystępnym stylu Helen Ellerbe przedstawia pewne długo ukrywane skandaliczne tajemnice zorganizowanej religii patriarchalnej. Jej fascynująca książka jest niezbędna dla kompletnego obrazu rozwoju zachodniej cywilizacji.”
– Barbara G. Walker, autorka „The Woman’s Encyclopedia of Myths and Secrets, The Crone” „The Woman’s Dictionary of Symbols and Sacred Objects „.
„Jeśli uścisk mroku jest niezbędny do uzdrowienia duszy, wówczas Ciemna Strona Historii Chrześcijaństwa pomoże nam oczyścić religię chrześcijańską z demonicznych elementów i pozwoli ponownie usłyszeć dobre wieści”.
– Sam Keen, autor „Fire in The Belly, Hymns to an Unknown God” Zaprzeczając złu wyrządzamy krzywdę. Zaprzeczając nocy przyciemniamy światło. Przez okres prawie dwóch tysiącleci Kościół terroryzował i gnębił miliony ludzi pragnąc osiągnąć kontrolę nad ich życiem duchowym „Ciemna strona historii chrześcijaństwa” ujawnia szczegóły tragedii, smutku i niesprawiedliwości narzuconej ludzkości przez Kościół.

Tytuł oryginału:
The Dark Side of Christian History by Helen Ellerbe Morningstar books
© Copyright 1995 by Helen Ellerbe
Na okładce wykorzystano rycinę ze strony 107 Skład: Marzena Dobras

ISBN 83-904658-1-7
Skład i łamanie: Wydawnictwo S i S
Druk i oprawa: Zakłady Graficzne im. KEN S.A. Bydgoszcz, ul. Jagiellońska 1
Bydgoszcz1997

Książka dedykowana wolności i godności człowieka
H. E.

Spis treści:

Przedmowa …………………………………………………………………… 9
Wprowadzenie ………………………………………………………………. 11
Rozdział 1: Ziarna tyranii. 100-400 n.e. ………………………… 15
Rozdział 2: Polityczne intrygi. 200-500 n.e. ……………………. 22
Rozdział 3: Ustanowienie doktryny: seks, wolna wola,
reinkarnacja, walka. 300-500 n.e. ………………… 34
Rozdział 4: Kościół triumfuje. 500-1000 ………………………… 42
Rozdział 5: Kościół walczy ze zmianami. 1000-1500 ………. 52 Czytaj dalej

NAJWIĘKSZE KŁAMSTWA I MISTYFIKACJE W DZIEJACH KOŚCIOŁA – Lesław Żukowski (e-book)

Pojawienie się okrągłej daty, jaka stał się rok dwutysięczny, na nowo ożywiło wszelkie spekulacje – czy to przepowiednie jasnowidzów, czy wizje mistyków – sugerujące zbliżający się „koniec świata”. Ludzie kultury zachodniej żyli w przeświadczeniu, że ta milenijna gorączka ogarnęła całą planetę. Jednak przekonanie to nieuzasadnione. Przecież większa część ludzkości nie wyznaje chrześcijaństwa, i dla tych ludzi rok 2000 ery chrześcijańskiej nie ma większego znaczenia. Buddyści już dawno przeszli do swojego trzeciego milenium, muzułmanie są dopiero w drugiej połowie drugiego, a judaiści przeżywają szóste tysiąclecie…

Rok dwutysięczny stworzył jednak dobrą okazję do refleksji nad naturą i dziejami chrześcijaństwa. Tym bardziej, że pozycja tej religii gwałtownie się zmienia. Odchodzi w przeszłość bezwzględna dominacja Kościoła, – chociaż nadal są obecne jej historyczne przeżytki, a duchowieństwo ciągle jeszcze usiłuje zachować swoją niegdysiejszą pozycję.

W przedstawianym Czytelnikowi zbiorze esejów, stanowiącym pewna spójną całość, Autor prezentuje krytyczne spojrzenie na chrześcijaństwo w rozmaitych aspektach. Próbuje też wyjaśnić pochodzenie, a więc i powstanie wielu elementów tej religii, a także mechanizmy jej ekspansji i upadku. Zwłaszcza wiele uwagi poświęca porównaniu chrześcijańskiej idei z faktyczną praktyką, widoczną w życiu społecznym i w dziejach Kościoła.

Swoistym podsumowaniem, a zarazem punktem odniesienia, jest kronika chrześcijaństwa zamieszczona na końcu książki. Ma za zadanie ułatwić Czytelnikowi orientację w prezentowanym temacie.

Monoteizm niejedno ma imię

Monoteizm jest forma religii, znaną od dawna i pojawiającą się nieraz w wielu, niezależnych od siebie ośrodkach kulturowych. Wydaje się, że wiara w jedynego, uniwersalnego boga jest naturalnym etapem rozwoju politeistycznego panteonu bóstw, patronujących różnym, mniej lub bardziej wyodrębnionym dziedzinom życia społecznego. Tak, na przykład, Meksykanie mieli swojego boga kukurydzy, Grecy – boga kupców i złodziei, a Hindusi – kilka bóstw płodności. Wyznawcy musieli, więc orientować się, do którego boga zwracać się w określonej sprawie.

Stopniowo spośród tej mnogości bóstw wyłania się jedno, uważane za najważniejsze, i to ono przejmuje rolę zwierzchnika nad pozostałymi, Charakterystyczne jest, że zwykle bogiem „naczelnym” zostawał reprezentant siły: władca piorunów (grecki Zeus), bóg wojny (izraelski Jahwe) lub pan słońca (egipski Re). Zawsze sukcesywnie przejmował cechy pomniejszych bogów albo – jak było to w Egipcie – zawierał swoistą koalicję z innym, równie silnym bóstwem, i – tak to się też zdarzało – występował pod kilkoma albo podwójnym imieniem. W każdym razie pojawia się boski monarcha i jego podwładni, co podejrzanie przypomina stosunki panujące miedzy ludźmi. Zwłaszcza, że trend do wyróżniania jednego bóstwa jako najważniejszego zwykle zbiega się w czasie z różnicowaniem społeczeństwa, kształtowaniem struktur władzy i powstawaniem politycznych, plemiennych czy państwowych organizacji. Wygląda na to, że ziemscy władcy chcieli mieć swojego odpowiednika w świecie bogów. Czytaj dalej

FRANCUSKA GOLGOTA

Rewolucja poczytywała sobie za cel stworzenie „nowej Francji” i „nowego człowieka” – każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, przykrawała do ich wielkości gilotyna.
Antychrześcijańskie oblicze rewolucji francuskiej objawiło się na dwa sposoby: w aspekcie destruktywnym (czyli polityce wymierzonej w Kościół katolicki i duchowieństwo, a także niszczeniu symboli chrześcijaństwa w sferze publicznej, w tym kościołów) oraz w aspekcie twórczym, o wiele groźniejszym – jak zauważył Józef de Maistre – od tego pierwszego (czyli tym, co na gruzach chrześcijańskiej Francji rewolucjoniści chcieli zbudować). Oba aspekty łączyło przeświadczenie zaczer­pnięte z ateistycznego dziedzictwa Woltera, iż należy wymazać tę niegodziwość, czyli – wedle „patriarchy oświecenia” – chrześcijaństwo. Czytaj dalej