Tag Archives: zmysły

PODRÓŻE POZA CIAŁEM – Robert A. Monroe (e-book)

Robert A. Monroe

Podróże poza Ciałem

SŁOWO OD AUTORA

„Od ukończenia pracy nad Podróżami poza ciałem wiele  wydarzyło się zarówno na świecie jak i w moim życiu  osobistym. ”

Najbardziej interesującym doświadczeniem było publiczne zakwalifikowanie mnie jako członka wysoce podejrzanej grupy określanej mianem mediów, zmysłowców, szarlatanów lub  bardziej generalnie  parapsychologów. Publikacja książki po prostu „zdmuchnęła” mój wizerunek poważnego odpowiedzialnego biznesmena.  Jednakże pojawienie się Podróży… na rynku wydawniczym miało też swoje dobre strony, często całkowicie  nieoczekiwane, a wiele obaw zostało dzięki niej rozproszonych. Na przykład fakt, że byłem (i wciąż jestem) dobrze  prosperującym i aktywnym człowiekiem w świecie interesu, w dużym stopniu zaważył na poważnym podejściu do zawartego w niej materiału. Powinienem był także przejawiać więcej wiary i pewności siebie w to co znam. Zawsze twierdziłem, że  handel i przemysł dotyczą „czegoś cennego”, nie zwracając szczególnej uwagi na pochodzenie tego czegoś. „Jeżeli działa, to stosuj to  mawiałem.” Obawiałem się jednak reakcji, jaką mogła wywołać książka u członków zarządu korporacji, której jestem prezesem. (Kto bowiem chciałby zlecać przeprowadzanie wielomilionowych operacji takiej niestałej osobie! ) Po opublikowaniu książki, na pierwszym posiedzeniu zarządu w Fort Lauderdale na Florydzie, nikt o niej nie wspomniał. Ja także nie. Lecz kiedy w drodze na obiad przepływaliśmy przez kanał jachtem należącym do przewodniczącego zarządu, w pewnej chwili z kabiny wyszła jego żona z egzemp­larzem Podróży… w ręce. „Czy mógłbyś dać mi autograf, Bob?”  zapytała. Spełniłem Jej prośbę, chociaż z odrobiną zakłopotania i zaskoczenia. Okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne. „Interesująca książka”  powiedział przewodniczący przez ramię, kierując jachtem do nabrzeża.  „Moja żona jest całkiem niezłym medium. Nigdy nie podejmuję poważniejszych decyzji bez konsultacji z nią. I wiesz to rzeczywiście pomaga”. Nie poproszono mnie więc o złożenie rezygnacji, jak się tego obawiałem. Ta publiczna „odsłona” mojej pry­watnej strony życia nie miała także większego wpływu na kontakty handlowe. Zamiast tego, nieoczekiwanie otworzyły się przede mną nowe drogi. Bo i któż mógłby przypuszczać, że o doznaniach poza ciałem będę mówił w tak szacownej i konserwatywnej instytucji jaką jest Smithsonian Institute? A tak się jednak stało. Twierdzono iż Podróże… są książką wyprzedzającą swój czas, że zawarty w niej materiał dopiero teraz może się spotkać ze szczerym i poważnym zainteresowaniem. Może to i prawda, lecz co właściwie spowodowało taką zmianę w ciągu czterech zaledwie lat? Czasami myślę, że książka ta była swego rodzaju katalizatorem, który wyzwolił reakcję łańcuchową. Początkiem było proste twierdzenie, iż doznania parapsychiczne nie są rzeczą niezwykłą i naturalne jest traktowanie ich jak czegoś, czego współczesna nauka nie jest jeszcze w stanie zmie­rzyć ani powtórzyć. Życie poza życiem jest właściwie jednym z takich doznań. Inna decyzja dotyczyła czasu publikacji książki. Otóż sądziłem, że mój świadomy umysł lub jaźń nie ma jesz­cze dostatecznego doświadczenia czy treningu, aby kon­trolować takie „niefizyczne wycieczki”. Po pierwsze by­ło to spowodowane nudą i irytacją testami typu „stąd ­tam, i z powrotem w naszym świecie fizycznym”. Kto chciałby poświęcać godzinę dziennie na przygotowania (nastawiać instrumenty, wytwarzać stan konieczny do oddzielenia), aby przejść się jedynie od sypialni do kuchni (od Wirginii do Kalifornii lub Kansas). Po drugie, wiele podróży odbywało się poza świadomym rozumieniem tego faktu i kontrolą, co wskazywałoby, że moje świadome fizyczne „ ja” miało bardzo ograniczone pojęcie gdzie się udaje i co robi. Powziąłem więc ważną decyzję. W większości przy­padków świadomie oddzielałem się od ciała, po czym przekazywałem dalsze kierowanie akcją mojej totalnej jaźni (duszy?). Moja świadomość także wybierała się na takie wycieczki, po prostu jako część całości. Rezultaty były ekstatyczne, pouczające, zagmatwane, przerażają­ce, niosące otuchę  były też inne, leżące poza moją  zdolnością pojmowania, lecz najwyraźniej stanowiące  pewien program edukacyjny, jaki przyswajam sobie sto­pniowo, kawałek po kawałku. Być może będzie trzeba  olbrzymiej zmiany w świadomości, aby zredukować ten  materiał do praktycznego poziomu „czegoś wartościo­wego”. Cóż to oznacza? Może to, że podczas życia fizycznego  zachodzi taka zmiana w świadomości? A może ma to  miejsce później, w jakiejś innej rzeczywistości? Kim są ci  „Nauczyciele” czy „Pomocnicy”? Stopniowo zaczynamy już zbliżać się do odpowiedzi  na te pytania poprzez nasze badania w Instytucie. Tak,  to prawda  badania naukowe nad tym zjawiskiem  stały się faktem od 1972 roku. Nasza działalność zwróciła na siebie uwagę i za­owocowała współpracą lekarzy, psychologów, bioche­mików, inżynierów, wychowawców, Czytaj dalej

Reklamy